IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Menażeria u Nanuka

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next
AutorWiadomość



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 28754
  Liczba postów : 34371
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Menażeria u Nanuka   Pią 24 Wrz - 15:16

First topic message reminder :


Menażeria u Nanuka

Wśród różnorakich budynków w Hogsmeade, ten wyróżnia się pod względem swego niepowtarzalnego klimatu. Bo gdzie indziej można w okolicy znaleźć sklep który przez cały rok otaczają tropikalne palmy? Dodatkowo budynek pomalowany jest na zielony kolor, co zupełnie odróżnia go od szarych sklepów. Kiedy przekroczysz próg tego niebanalnego sklepu, od razu poczujesz zmianę temperatury. Jest ona bowiem dostosowana do upodobań tropikalnych papug zamieszkujących niektóre z porozstawianych wewnątrz palm. Z racji, iż są to ulubione zwierzęta właściciela, ten uznał, iż nie będzie ich zamykać w klatkach. Co za tym idzie, nigdy nie wiadomo, kiedy nad głową przeleci Ci jedna z tych dużych, oswojonych papug. Warto tu także wspomnieć parę słów na temat samego sprzedawcy. Nanuk jest około sześćdziesięcioletnim mężczyzną o Indiańskich korzeniach, co też doskonale widać w jego rysach twarzy. Ciemna karnacja i długie czarne włosy są dla niego znakiem rozpoznawczym. Mężczyzna ten kocha zwierzęta i można by rzec, że nikt ich tak doskonale nie rozumie, jak właśnie on. Stało się to też powodem do otwarcia sklepu, w którym własnie je mógłby sprzedawać.

Pokarm dla zwierząt – 2g
Bahanocyd - 55g
Dodatki (grzebyki, obroże itp) – 8g
Dowolna żaba – 14g
Dowolny żółw - 15g
Dowolny szczur – 16g
Puszek pigmejski – 16g
Dziki puszek pigmejski – 18g
Klatka dla wybranego zwierzaka – 20g
Dowolny królik – 24g
Dowolna mała papuga – 24g
Dowolny kot – 26g
Dowolny kruk – 29g
Dowolny pająk – 29g
Dowolna duża papuga – 34g
Dowolny gatunek sowy – 34g
Dowolny kameleon – 55g
Dowolny gatunek węża – 70g

Rozliczeń dokonuj w tym temacie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 22
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 868
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 898
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5461-nikola-nightmare
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5463-relacje-nikoli
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5462-nikola-nightmare-puszek




Gracz






PisanieTemat: Re: Menażeria u Nanuka   Wto 13 Sie - 18:42

Oddał pocałunek, co sprawiło jej nie małą przyjemność. Prawdę mówiąc dopiero teraz zorientowała się, że jest obładowany po same uszy. Nie była głupia, albo przyjechał tu pracować, albo… ogląda się za zwierzaczkiem? Kociołek? Czy on naprawdę… nie. Dlaczego akurat miałby to robić w Anglii? Tylko jedna rzecz nachodziła jej do głowy – oczywiście przyjechał tutaj pracować w barze ze striptizem, żeby Victorique mogła do niego przychodzić i oglądać Japończyka.
- Chciałbyś – odszczeknęła robiąc rozbawioną minę. Później nastała cisza, a ona dostała kolejne pytanie. Spojrzała na zwierzątko i zaśmiała się pod nosem.
- Masz zamiar opiekować się kameleonem? – spytała nadając temu jakąś nazwę – Może niekoniecznie w Akwarium – powiedziała nieziemsko rozbawiona. No patrzcie no, spotkała go i od razu humor się jej poprawił! Jak słodko. – Dokładniej w terrarium i to dosyć dużym terrarium, które musi być w pionie… tak jak to – powiedziała wskazując palcem na terrarium. Podeszła do… Pimpusia i położyła dłoń na szkle.
- Wiem co nieco o opiece nad gadami – powiedziała dumna z powodu posiadania takiej wiedzy, spojrzała na kameleona i ucichła na chwilę.
Może też sobie kupię…
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : I
Wiek : 26
Skąd : Tokio/Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 173
  Liczba postów : 195
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6152-naoki-shindo#174303
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6153-narcyz-naoki#174320
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6154-maniek-shindo#174321




Gracz






PisanieTemat: Re: Menażeria u Nanuka   Wto 13 Sie - 21:23

Praca w Anglii... To mądry pomysł. Może zatrudnił się w Ministerstwie Magii w dziale, który zajmuje się magicznymi przedmiotami? I to dlatego ten kociołek i dziwna torba, która była mała, a sprawiała, że jego ramie dość mocno się opuszczało – jakby była ciężka. Różne można wymyślać bajeczki byleby tylko nie przyjąć do wiadomości i nie zawieść się, kiedy się okaże, że on wcale nie zamierza studiować w Hogwarcie. A prawda... Prawda zawsze gdzieś leży. Chociaż akurat po stronie baru ze striptizem nie koniecznie.
- Zawsze dostaje to, co chcę. A teraz chcę jeszcze jednego buziaka – I tak o to pozwolił jej na zasmakowanie jeszcze raz i jeszcze przez chwilę cudownej rozkoszy jego soczystych, przyjemnych warg potrafiących jednym dotknięciem doprowadzić do palpitacji serca. W końcu były takie ciepłe... I na pewno przyjemnie było je posiadać tylko dla siebie.
- Nie znam się, ale on zjada robaki, a jakoś nie za bardzo mam ochotę mieć je w swoim nowym domu Hm... Może kameleon zjada pająki? To by był dodatkowy bonusik - Ale jeśli ty sobie poradzisz z opieką nad Pimpusiem to biorę go... I to będzie nasze pierwsze dziecko – Wyszczerzył się głupowato, ale prawie od razu spoważniał zdając sobie sprawę, że wygląda jak kretyn. Znaczy przystojny kretyn.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 22
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 868
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 898
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5461-nikola-nightmare
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5463-relacje-nikoli
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5462-nikola-nightmare-puszek




Gracz






PisanieTemat: Re: Menażeria u Nanuka   Wto 13 Sie - 21:43

Nie tylko on zawsze dostawał to co chce, ona też była do tego przyzwyczajona, także znała dobrze to uczucie. Nigdy nie musiała się martwić, że jej czegoś zabraknie, bo zawsze wiedziała, że będzie to miała jak tylko zechce. Mógł przyjechać do Anglii z wielu różnych powodów, nie chciała go pytać, bynajmniej na razie nie.
Znowu pocałunek. Nie, ona nie narzekała, broń boże, nawet nie śmiała narzekać, ponieważ te pocałunki były czasami dla niej jak nektar od bogów, którego tak potrzebowała. Czasami czuła się jak wampirzyca, która bez tego cudownego nektaru umrze z głodu, czy co tam wampiry robią podczas niedoboru krwi. Potrzebowała ich… chociaż najwyraźniej nie tylko ona ich potrzebowała. Miejmy nadzieję, że chłopak uzależnił się od niej tak samo, jak i ona od niego.
- Zjada robaki – powiedziała i zamyśliła się przez chwilę – ale można go też karmić bezkręgowcami i małymi myszkami, najlepiej noworodkami. – wydukała zamyślona. Przypomniała sobie również, że można je też karmić owocami lub liśćmi, ale nie będzie wymieniała chłopakowi teraz całej diety kameleonów, bez przesady. Jak będzie chciał to przyjdzie do niej lub napisze, żeby mu o czymś powiedziała, a ona z chęcią mu wszystko opowie, przy spotkaniu jakimś… tak dogłębnie, wszystko po kolei.
Słysząc jego kolejne słowa spojrzała na niego widocznie rozbawiona. Wyglądał… uroczo! Awww, pierwszy raz w życiu Victorique miała ochotę wziąć kogoś i tak mocno przytulić do piersi. Zaśmiała się pod nosem i powiedziała.
- Oczywiście, będę go karmić i kochać, a ty będziesz mu sprzątał – wydukała i uśmiechnęła się tym swoim boskim uśmieszkiem, po chwili zamyślenia spojrzała na niego i powtórzyła z opóźnieniem – Pimpuś? – spytała i spojrzała na stworzonko, które odpoczywało za szybą, które grzało się w promieniach… żarówki. – Muszę przyznać, że nawet mu pasuje… masz lepsze wyczucie do imion niż ja. – zaśmiała się pod nosem i spojrzała na jego torbę. Jakie sekrety mogła ona skrywać? Jakieś ważne papiery? A raczej tona ważnych papierów, bądź coś innego? Była ciekawa i to bardzo.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : I
Wiek : 26
Skąd : Tokio/Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 173
  Liczba postów : 195
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6152-naoki-shindo#174303
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6153-narcyz-naoki#174320
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6154-maniek-shindo#174321




Gracz






PisanieTemat: Re: Menażeria u Nanuka   Wto 13 Sie - 23:05

Gdyby się od niej nie uzależnił, to zapewne nie byliby razem. Taki już był, że musiał czuć to coś. A teraz to czuł, chociaż nie był w stanie sprecyzować czy to dzikie pożądanie, czy coś całkiem innego.
- Kupię mu ślimaka – Stwierdził tak, że wcale nie brzmiało to jak najnormalniejsza rzecz w świecie a wręcz przeciwnie. Miało się ochotę od razu wybuchnąć śmiechem przez ton jakim to wypowiedział i dziwnie zadumany sposób. Wpatrując się w kameleona przez chwilę jak w sen na jawie. Nie no, słodziak nadal wywracał oczami. Taki pozytywny wariat dla pozytywnego, przystojnego wariata.
Głupkowaty wyszczerz jest uroczy? Hm... Dobrze wiedzieć. Szkoda, że nie powiedziała mu tego na głos, bo może mniej byłoby w jego zachowaniu takiego nagłego zwrotu akcji na powagę. Chociaż w sumie powinien pokazywać IDEALNIE równe białe siekacze i kły i całą resztę jakkolwiek się nazywa (dop. Autorka na biolchemie hura ja XD).
- Dobra... A potem zmiana. Ty zmieniasz Anabeth pampersy,a ja będę ją karmił i kochał – Dlaczego Anabeth? Bo chciał tak nazwać córkę. Bardzo podobało mu się to imię. Wprawdzie było angielskie, ale nigdy nikt nie powiedział, że musi nazywać dzieciaczki po Japońsku. Chociaż syn Usui... To brzmi tak dumnie! Usui Shindo!! Tak, to ma przyszłość!
- Przypatrz mu się. Przecież on wygląda jak Pimpuś na pierwszy rzut oka. Tak jak moja sowa od początku wyglądała jak Maniek! – Skomentował wpatrując się w klameleona, który jakoś dziwnie obrócił głową. No szalony... Może go zaklęciem powiększy, czy coś? Byłby jeszcze bardziej szalony. À propos wariactwa.
Co za szalony plan zniszczenia świata cię tu przysłał? - Spytał będąc ciekawy celu jej wizyty tutaj. Chociaż Nikola miała z tego co wiedział umiejętność do gubienia się, więc może się udzieliło pannie gryfonce?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 22
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 868
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 898
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5461-nikola-nightmare
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5463-relacje-nikoli
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5462-nikola-nightmare-puszek




Gracz






PisanieTemat: Re: Menażeria u Nanuka   Sro 14 Sie - 10:05

Nie musiałaby być z nią tylko dlatego, że się uzależnił, może nadal prowadziła nim ciekawość, albo dzikie pożądanie, nie koniecznie uzależnienie.
Słysząc jego stwierdzenie spojrzała na niego w milczeniu. Może i mogłaby wybuchnąć śmiechem, ale miała trochę klasy i wolała się nie wygłupiać, gdy wokoło tylu ludzi, bynajmniej nie wygłupiać, aż tak bardzo. Uśmiechnęła się jedynie pod nosem ukazując, że ją to rozbawiło. Miała wybuchnąć śmiechem? To do niej nie pasowało. Jej wzrok również zatrzymał się na kameleonie, stała tak wpatrując się w niego w milczeniu.
Tak głupkowaty wyszczerz potrafi być uroczy, zwłaszcza jak twarz zaczyna przypominać takiego malutkiego chłopczyka, który bawił się na dworze i przyniósł się pochwalić jakie fajne robaki poznajdował, cały z błota, upaćkany, ale zadowolony ze swojej pracy. No urocze jak diabli! A Naoki w tej chwili przypomniał jej takie malutkie dziecko, normalnie jakby obudził się w niej instynkt macierzyński.
Słysząc o jakiejś Anabeth spojrzała na niego. Pampersy? Czyżby to była propozycja, czy głupio walnięte stwierdzenie. Spojrzała przed siebie w milczeniu. Nie odpowiedziała mu na to, bynajmniej na początku.
- Nie wiem jak masz zamiar ją karmić, więc życzę powodzenia, jako mężczyzna nie masz najważniejszej rzeczy… chyba, że o czymś nie wiem? – spytała zakładając ręce na klatkę piersiową. Starała się podkreślić piersi, co niestety było dosyć trudne.
Słysząc jego kolejne słowa i pytanie położyła dłoń na twarzy jakby w zrezygnowaniu, jednak starała się uspokoić i nie śmiać. Po chwili wpatrywała się już w Japończyka rozbawiona. Nie dość, że mutant, to jeszcze wariat… poprawka, przystojny wariat. Wzięła głęboki wdech i odpowiedziała na jego pytanie.
- Wiesz… żeby zniszczyć świat muszę znaleźć sobie kogoś do pomocy i tak myślałam, że kupię sobie zwierzątko, które będzie wzbudzało postrach, taki krwiożerczy kameleon, albo żółw byłby najlepszy. Wyobrażasz sobie takiego? Jakby mi przeszedł przed nosem to ja bym się bała. – zaśmiała się ze swoich własnych słów. Chyba Victorique przestanie go lubić… zaczynała się przy nim otwierać. Jest on pierwszą i jedyną osobą, która tego dokonała, to zły znak…
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : I
Wiek : 26
Skąd : Tokio/Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 173
  Liczba postów : 195
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6152-naoki-shindo#174303
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6153-narcyz-naoki#174320
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6154-maniek-shindo#174321




Gracz






PisanieTemat: Re: Menażeria u Nanuka   Pon 19 Sie - 11:23

Znał siebie.... Tyle w tym temacie.
Do niego też nie pasowało, a mimo to pozwalał sobie czasem na zachowanie, które wręcz uważał czasem za karygodne. To przez ludzi, których poznał w tym roku. Pozytywnych wariatów, których nie dało się ogarnąć ani myślą, ani słowem. Sprawiali aż, że przerażało go to, co zastanie w szkole pierwszego dnia, gdy przekroczy jej próg.
- Zawsze możemy iść do Trzech Mioteł, wynająć pokój i sprawdzić – I to jest dopiero propozycja, której oczywiście tak bardzo trudno będzie odmówić. Bo kto by się nie chciał znaleźć z nim w pokoju sam na sam na kilka chwil żeby... Poczytać poezję! Nazwijmy to grzecznie i kulturalnie. Nie wszyscy muszą od razu wiedzieć o co mu chodzi, nawet jeśli to niemal oczywiste. A jeszcze trudniej odmówić, kiedy mówi to tak seksownym i namiętnym tonem. Jak nie polecieć na takiego zboczucha?
- Żółw zdecydowanie byłby lepszy, ale one śmierdzą... - Powiedział bardzo poważnie, ale potem uśmiechnął się do niej oczywiście pokazując, że cały czas jest w tym żartobliwym humorku. Oj jaki cudowny słodziak, nic tylko go schrupać kiedy tak cudownie obładowany patrzy na kameleona i aż mu się oczka świecą. Ale nie wiem czy to z radości, że jego widzi, czy z radości, że rozmawia z kimś... Innym. Chyba nie tylko on robił za całkiem porządny otwieracz do kamiennych serc.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 22
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 868
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 898
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5461-nikola-nightmare
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5463-relacje-nikoli
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5462-nikola-nightmare-puszek




Gracz






PisanieTemat: Re: Menażeria u Nanuka   Pon 19 Sie - 21:49

Hmm… dwuznaczna propozycja, która nie zaprzeczę, podobała się dziewczynie. Na jej twarzy pojawił się cyniczny uśmieszek, a ona sama przybliżyła się do chłopaka zadowolona.
- Ciekawa propozycja – wyszeptał i spojrzała mu głęboko w oczy – ale jak na razie nie zasłużyłeś sobie, aż tak bardzo na taką nagrodę – wydukała zadowolona i oblizała się – Jak wytrzymasz ze mną jeszcze miesiąc i nie uciekniesz przerażony to może się skuszę – wyszeptała i odsunęła się od niego stając tyłem. Spojrzała na kameleona, a później na Japończyka, no jakby się zakochał. Zaśmiała się pod nosem i spojrzała na zegar.
Już tak późno?
Victorique westchnęła i spojrzała na chłopaka widocznie niezadowolona, podeszła do niego i pocałowała go w brodę… wyżej po prostu nie dosięgła.
- [/b]Wybacz skarbie, ale muszę już iść[/b] – powiedziała i odsunęła się od niego na parę kroków – spotkamy się w Hogwarcie – powiedziała i skierowała się w stronę wyjścia, zanim jednak opuściła Menażerie u Nanuka odwróciła się w jego stronę i puściła mu oczko rzucając – Ci Vediamo. – pożegnała się po włosku po czym zniknęła.

[z/t]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Nottingham, Anglia
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 441
Dodatkowo : wilkołactwo
  Liczba postów : 446
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3574-jeannette-leanne-villeneuve
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3580-circus#108992
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3578-poczta-jeannette
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7719-jeanette-leanne-villeneuve#214305




Gracz






PisanieTemat: Re: Menażeria u Nanuka   Sro 2 Kwi - 20:44

Jak widać zamieszania nigdy za wiele! Jeanette miała swoje powody, by wkurzać się na wszystko wokół, a zdechła sowa raczej nie stanowiła najlepszego sposobu na poprawę humoru. Krukonka, rzecz jasna zamaszystym krokiem, nie kryjąc swojej pogardy dla całego świata, opuściła swoje ciepłe lokum. Na szczęście do menażerii miała bliżej niż z Hogwartu, dlatego po raz kolejny dziękowała Serenie za propozycję wspólnego mieszkania. Nie zmniejszyło to jednak w żadnym stopniu jej wzburzenia. Mamrocząc pod nosem obelgi na cały świat, a już przede wszystkim na Cyrila Delvaux, pchnęła drzwi sklepowe. Wahała się poważnie, czy nie zrobić tego sposobem mniej tradycyjnym niż zwykłe naparcie na drzwi, ale ostatecznie zrezygnowała z pół-obrotu. Może to i lepiej, bo właśnie gdy szemrała sobie "to na pewno ta szuja, otruł mi chuj sowę" i otwierała te nieszczęsne drzwi sposobem najzwyklejszym na świecie, napotkała pewien opór. Opór w postaci ramienia pewnej Ślizgonki. Spojrzała na nią gniewnie, ale zreflektowała się zaraz, bo przecież była zbyt grzeczna, miła i ułożona na takie nieprzyjazne spojrzenia.
- Cholerne skrzydlate gnidy - syknęła, wślizgując się do pomieszczenia, zamykając drzwi i spoglądając na Scarlett. Raczej nie uszkodziła jej zbyt porządnie, ale! - Przepraszam, te ptaszyska wytrącają mnie z równowagi! - wyjaśniła pospiesznie. - Nie złamana, co nie? - mogła udawać, że się martwi. Gorzej byłoby w przypadku Cyrila, który na pewno otruł jej tego głupiego ptaka. Trochę szkoda, bo sowa była spoko, nigdy jej nie zawiodła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 21
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 627
Dodatkowo : rezerwowy pałkarz, wężoustość
  Liczba postów : 1439
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4683-scarlett-maya-saunders
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4686-masz-sms
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4687-sms
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7174-scarlett-maya-saunders




Gracz






PisanieTemat: Re: Menażeria u Nanuka   Sro 2 Kwi - 21:37

To było straszne, dowiedzieć się, iż zdechła sowa. Najważniejsze ogniwo w magicznym świecie. Co z tego, że została zalewana kolejnymi listami, jak nie mogła na nie odpisać? Żenada. Dlatego wyszła z dormitorium bardzo rozwścieczona tym faktem. Nawet nie stroiła się specjalnie do wyjścia, choć i tak jak zwykle wyglądała nienagannie. Założyła nawet swoje szałowe okulary przeciwsłoneczne i już po chwili gnała w kierunku Hogsmeade. Tak bardzo żałowała, że nie może swojego nowiutkiego samochodu trzymać pod zamkiem! Musiała go zostawić w swym rodzinnym domu w Londynie. John niespecjalnie pochwalił jego kupno, ale ostatecznie uznał, że jest dorosła, więc niech robi co chce. Za to jego matka uraczyła ją paroma obelgami, z powodu jej braku rozsądku, na co ona nazwała ją starą kurwą i wróciła do zamku. Mina babulinki była bezcenna! Ale cóż, sama zaczęła. W końcu Saunders nie była już małym, bezbronnym dzieckiem, więc powinna wziąć pod uwagę, że nie da sobą dłużej pomiatać.
Cała ta sytuacja tylko podsycała jej zdenerwowanie, więc kiedy pchnęła drzwi do menażerii, rozglądała się gorączkowo i nieprzyjemnie po całym sklepie, czego w sumie nie było widać, bo wciąż miała na nosie okulary przeciwsłoneczne. Nieważne, że słońca prawie w ogóle nie było. Celowo stanęła bliżej drzwi, by móc w razie czego uciec przed rozwydrzonymi sowami. Coś okropnego. Śmierdziało tu jak na jakimś wysypisku martwych zwierząt. Skrzywiła swą idealną twarzyczkę, mając ochotę złapać się za nos, ale wtedy poczuła bezczelne szturchnięcie w ramię. Jak dobrze, że nie było widać jej oczu, z których ciskały gromy, teraz już w Jeanette.
-Też ci zdechła sowa? - spytała rozjudzona. I oby tak było, bo Scarlett nie ręczyła za siebie. - Nie, w przeciwnym razie złamałabym twoją, abyśmy były kwita - dodała, wywracając oczami, czego krukonka również nie mogła zauważyć. Jak miło. Niedawno lały się z Argenami u Lunarnych, a teraz prowadziły jakże miłą pogawędkę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Nottingham, Anglia
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 441
Dodatkowo : wilkołactwo
  Liczba postów : 446
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3574-jeannette-leanne-villeneuve
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3580-circus#108992
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3578-poczta-jeannette
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7719-jeanette-leanne-villeneuve#214305




Gracz






PisanieTemat: Re: Menażeria u Nanuka   Czw 3 Kwi - 20:33

Jeanette nie przepadała za zwierzętami, ale musiała przyznać, że brak sowy zdecydowanie utrudniał życie. Jakby nie mógł zdechnąć jej ten okropny kot, który wciąż, mimo wątłej ilości uwagi, poświęcanej mu przez Jeanette, trzymał się przy życiu. Był potwornie uparty, więc musiała się przyzwyczaić, ale cóż, wciąż ją irytował. Z sową, a konkretniej mówiąc - bez sowy, było znacznie gorzej.
- Mhm - mruknęła w odpowiedzi, krzywiąc się z niezadowolenia. - To na pewno jakiś spisek - warknęła, uderzając delikatnie pięścią w drugą dłoń. - Super, to dobrze się składa, że nie złamałam - odparła. Lunarnych jakoś średnio miała ochotę pamiętać.
Ta sprawa, choć niby zażegnana, też pozostawiła sporo nerwów. Po pierwsze sam fakt, że wszyscy członkowie ugrupowania wiedzieli o wkładzie Jeanette w to dziwaczne przedsięwzięcie. Ona sama wciąż czepiała się myśli, że została do wszystkiego zmuszona, choć w pewnym stopniu czerpała z tego satysfakcję. Teraz jednak wściekała się z zasady, nie lubiła kiedy ludzie wiedzieli zbyt dużo. Najgorsze było to całe wilkołactwo. Na myśl o pełni miała ochotę płakać. Pieprznięty Sherazi nie zostawił im eliksiru. Gdyby mogła, zabiłaby go ponownie. Nie mogła nic zrobić, nie wiedziała nawet gdzie szukać jakiegokolwiek wyjścia.
Teraz szukała sowy.
- Merlinie, co za paskudztwo - skomentowała jednego z ptaków, który wyglądał, jakby spotkał się w ostatnim czasie z jakąś płaską powierzchnią.
- Ej, serio, to musiała być jakaś plaga albo coś - jej lista podejrzanych wciąż mieściła tylko jedno nazwisko. Detektyw Villeneuve była prawie pewna, że to Delvaux coś majstrował. Pytanie tylko, jaki miałby interes w podtruwaniu sowy Scarlett.
- Stawiam na Delvaux, miałby powód żeby truć ci sowę? - zapytała bezpośrednio, zerkając na KOLEŻANKĘ.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 21
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 627
Dodatkowo : rezerwowy pałkarz, wężoustość
  Liczba postów : 1439
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4683-scarlett-maya-saunders
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4686-masz-sms
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4687-sms
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7174-scarlett-maya-saunders




Gracz






PisanieTemat: Re: Menażeria u Nanuka   Czw 3 Kwi - 21:19

Scarlett nie tyle, co nie przepadała za zwierzętami, co one nie przepadały za nią. Choć węże i koty kochała, kuguchary mogły jeszcze ujść. I kochane psidwaki. Ale sowa... to była po prostu sowa. Nie doceniała jej, dopóki nie zdechła. Przez to nie mogła odpisać na naglące liściki. A przecież nie była takim frajersem, aby iść do tychże osób osobiście. Bez przesady. Może gdyby mogła poszpanować samochodem to spoko, ale że nie mogła, to każda podróż okazywała się utrapieniem. I nieważne, że umiała teleportację, bo w szkole ona nie działała! Dramat dla kogoś takiego jak Saunders, której jedynym wysiłkiem w ciągu dnia był jeden brzuszek robiony przy wstawaniu z łóżka. Ewentualnie seks, ale to nic strasznie wysiłkowego. Huh. Nieważne. Najważniejszym było to, iż czekała wreszcie na jakieś objawienie. Że na któregoś z puchaczy padnie blask słoneczny czy coś tam i będzie wiedziała już, ŻE TO TEN i nie będzie musiała szukać. I czekać w tym smrodzie. I gadać z Villeneuve. Niewątpliwie miała francuskie korzenie, a to już było zbrodnią samą w sobie. W dodatku za dużo o niej wiedziała.
Skinęła jej jedynie głową na teorię o jakimś spisku, by zacząć przechadzaś się wśród tych rozlicznych ptaków. Lecz kiedy dosłyszała nazwisko jakiegoś jegomościa, obróciła się ze zdziwieniem w stronę krukonki i zamrugała kilkakrotnie.
- A kto to w ogóle jest? - spytała, choć po chwili wzruszyła ramionami, niezbyt wykazując zainteresowanie tym tematem. Nazwisko też miał jakieś podejrzanie francuskie. Na Merlina, oni byli we Francji czy w Wielkiej Brytanii? Wywróciła oczami, po czym wzięła pierwszą lepszą sowę, jaka jej się napatoczyła i chyba Villeneuve poszła w jej ślady, bo po chwili obie zapłaciły i wyszły, rozchodząc się w przeciwne kierunki.

z/t x2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : Luksmeburg
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 2342
  Liczba postów : 1898
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2680-dexter-vanberg#91111
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2696-laboratorium-dextera
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2721-dexterkowe-lisciki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7160-dexter-vanberg#204285




Administrator






PisanieTemat: Re: Menażeria u Nanuka   Czw 10 Kwi - 22:45

I Vanbergową sowę dosięgła paskuda epidemia, pożerając ów biednego, małego dostawcę poczty. Po spędzonym czasie w dormitorium Gryfu, Dex pierwsze więc co musiał zrobić, to wybrać się na małe zakupy. No, jeszcze wcześniej był u Is na porywającym spotkaniu prefektów, z którego dość szybko wymknął się w towarzystwie jednej z bliźniaczek Saunders. Muzyk chcąc wrócić do normalnego życia musiał się zaopatrzyć w przedmioty, jakie ostatnio stracił. Była to przede wszystkim różdżka. Ta stara leżała zapewne wciąż w podziemiach Hogwartu połamana na kilka części. Chociaż kiepski był z niego czarodziej, to jednak nie był mugolem, czy charłakiem i ostatecznie przedmiot ten niekiedy mu się przydawał. Zwłaszcza w kontekście studencki zajęć. Kolejnym problemem była przeklęta sowa, która zdechła i teraz Dex nie miał jak wysyłać listów. Nie żeby strasznie pragnął kontaktu z całym światem, bo ostatnio przemykał się przez ten zamek niczym cień, ale jednak nie planował stracić kontaktu z połową znajomych przez jakieś zdechłe ptaszysko. Trzeba było zebrać się w kupę.
Sklep był zatłoczony, pełen śmierdzących klatek i skrzeczących zwierząt. Dex dość szybko postanowił wybrać jakąkolwiek sowę, zapłacić za nią i mieć to z głowy. Padło na ciemne ptaszysko, które ponoć lubi gryźć. Cóż, miał szczęście do charakternych istot! Nie chciało mu się już kombinować i zastanawiać nad inną sową, wziął tą, szybko ochrzcił ją mianem Jolly Roger i skierował się do wyjścia. Będąc w miasteczku, na tych porywających zakupach wybrał sobie jeszcze nową różdżkę (choć to było bardzo mozolnym i długotrwałym procesem, bowiem nowa nie chciała łatwo wpaść w jego ręce) no i oczywiście całą podróż zakończył w sklepie monopolowym.
Ot, zwykłe, trywialne przedpołudnie. Afe, jako gwiazda rocka powinien na dzień dobry pić butelkę whiskey, a nie kupować sowy.

zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 22
Skąd : Moravská Třebová, Czechy
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 449
  Liczba postów : 412
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8128-leos-vladyslav-priborsky
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8142-czeska-chalwa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8171-krecik#226694
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8169-leos-priborsky#226690




Gracz






PisanieTemat: Re: Menażeria u Nanuka   Wto 17 Lis - 17:42

W życiu Leosia zmieniło się bardzo wiele. Nawet nie wiedział, kiedy to wszystko się działo. Znów zostawił Voice. Stchórzył, ale miał na tyle honoru, żeby nie wracać. Mimo, że często chciał, bardzo chciał do niej wrócić. Do jej warg, jej ramion, jej ciepłych słów. Ale wiedział, że już nie może. Uciekł o ten jeden raz za dużo. Rzucił Złotego Sfinksa tuż przed rozwiązaniem, wrócił do starej szkoły, starych znajomych. Dopiero po tym jak spędził trochę czasu w Hogwarcie, zaczął dostrzegać braki w swojej starej szkole. Ledwo zdał końcowe egzaminy; nie zależało mu, bo niby czemu miało? Stracił coś, co było dla niego najważniejsze, coś co kiedyś tylko się liczyło. Pracował, opiekował się matką i siostrą. Starał się nie tęsknić i nie pamiętać. Wszyscy z nim na czele, wiedzieli, że ten związek nie miał przyszłości. Nawet jeżeli tworzyli ze Voice iluzję szczęścia. Był nikim, matka doskonale go w tym utwierdzała. Nie przestał jednak pisać listów. Codziennie gdy zamykał się w swoim pokoju, brał pergamin i pisał. Czasem nawet na dwie rolki; o swoim życiu, swoim dniu, złości na matkę, pracę szkołę. Wszystkie adresował do Voice i chował; w ten sposób trochę mniej za nią tęsknił…
Po wakacjach nie wrócił do szkoły. Uważał, że nie ma po co. Pracował dorywczo, zazwyczaj u mugoli, przynosząc pieniądze i zostawiając je w domu. Nie spodziewał się, żeby jego życie szybko miało się zmienić. Czasem zaliczył jakąś głupiutką panienkę, gdy wypił zbyt dużo. Po takim przygodnym seksie czuł się jeszcze gorzej. Trwał tak w swoim szaleństwie do drugiego tygodnia października. Słodkiego października, który w czechach zawsze był piękny. Wrócił do domu jak zwykle po pracy, dużo wcześniej niż Jarka, która teraz więcej czasu spędzała ze swoim narzeczonym niż z nim. W łazience zobaczył swoją matkę z podciętymi żyłami. Nie zapłakał nawet przez chwilę. Sprawdził puls a potem sprowadził uzdrowiciela, który stwierdził zgon. Razem z Jarką pochwali matkę trzy dni później; sam Leo odetchnął z ulgą.
Nigdy nie czuł się taki lekki i wolny jak od momentu, gdy wrócił z pracy w ten październikowy wieczór. A gdy siostra oświadczyła mu, że wyprowadza się do Nikolaja, że spodziewają się dziecka, coś w nim pękło; on też miał tak żyć. Mieszkać z ukochaną kobietą, z czasem się jej oświadczyć, zrobić jej piękne dziecko które oboje będą kochać. Ale wszystko zaprzepaścił.
Może dlatego spakował manatki i wraz z pierwszym listopada pojawił się w swoim starym mieszkaniu w Hogesmead? Nie wiedział. Coś ciągnęło go do tego magicznego miejsca; szybko znalazł pracę. Przez ostatnie pół roku zmieniał ja tak często, że nie nic nie było dla niego trudne.
I ten dzień nie miał się różnić od tych poprzednich. Jak zwykle zamykał o dwudziestej. Zazwyczaj podliczał kasę po zamknięciu, ale dziś chciał być wcześniej w domu; sam nie wiedział- po co? I tak nie miał do kogo wracać. Dlatego rzucił odpowiednie zaklęcie, rozmieszczając towar na półkach. Usłyszał charakterystyczne chrząknięcie. Przyszedł klient. Nie odwracając się nawet zapytał:
-W czym mogę pomóc?- przez ostatnie pół roku prawie zapomniał jak mówi się po czesku. Dlatego mocno się przykładał, żeby na pewno można było go zrozumieć. Gdy nie usłyszał odpowiedzi odwrócił się i znieruchomiał. Voice. Jego Voice. Nie, nie jego. Już na pewno nie jego. Kompletnie go zamurowało, nie miał pojęcia co powinien zrobić…
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Windsor, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2545
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 1607
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9119-voice-lloyd
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9122-uslysz-cichy-glos#255607
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9121-glos-w-twojej-glowie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9120-voice-follett-cheney-lloyd




Gracz






PisanieTemat: Re: Menażeria u Nanuka   Wto 17 Lis - 21:23

Przewrotny los w końcu dosięgnął nawet Voice. Broniła się, bardzo, ale upadło. Znów upadł jej mały zamek. Pierwszy zbudowała dopiero z Leosiem, z dziecięcych pragnień bezpieczeństwa i tych dojrzalszych pragnień miłości. Bardzo o niego dbała. Starała się, by trwał w jak najlepszej kondycji, by nie rozsypała się żadna wieżyczka... Przeszkodził jej. Przeszkodził jej jedyny człowiek, jakiemu kiedykolwiek zaufała w stu procentach. Płakała. Jeszcze nigdy tak nie płakała. Przysięgał. Przepraszał. Tulił, całował. Wciąż pamiętała, jak jego łzy spływały po jej szyi. Wybaczyła mu. Oddała serce. Znów odszedł. Ale pogodziła się z tym; długie pół roku wystarczyło. Szkoda tylko, że w międzyczasie los znów ją dopadł.
Matka miała jej nie zapisać w testamencie... Przez niego. Trudno, nie każdy ma świetnych rodziców. Z tym, że wkrótce potem popełniła samobójstwo, a w pozostawionych pismach próbowała swoją córkę przeprosić. Wszyscy tylko przepraszają, prawda? Voice pochowała ją z pomocą ojca, który nagle spadł z nieba i postanowił wykazać się rodzicielską miłością. Ale Ślizgonka nie umiała go pokochać; przyjęła tylko ofertę zmiany nazwiska na jego, odebrała przepisany w testamencie majątek (a jednak!) i postanowiła zmienić nie tylko Lloyd na Cheney, ale też zmienić swoje życie. Chciała dojrzeć w pełni. Kupiła mieszkanie w mugolskiej części Londynu, poszła na studia. Romansowała, bawiła się, swoje uczucia do Leosia odsuwając na dalszy plan. Nawet nie napisał. Nie dał znaku, że żyje. Czasami myślała nawet, że już nie, ale wtedy było tylko gorzej. Sama napisała kilka, ale nie wiedziała nawet, gdzie je wysłać. Jakoś żyła z tym wszystkim; spała sama w wielkim łóżku, próbując znaleźć na nim coś ciepłego. Jakąś silną dłoń, w którą mogłaby schować swoją, zmarzniętą. Jakąś spokojną twarz, na którą mogłaby patrzeć z błogim rozczuleniem. Ucho, do którego mogłaby szepnąć, że jej zimno, że boi się ciemności, że opada z sił i nie rozumie tego, co dzieje się dookoła. Szukała Leosia, w którego zawsze wtulała się w nocy ze ślepą ufnością. Budził ją słodkimi pocałunkami i pozwalał chować nos w swoją szyję. Tęskniła za nim z całych sił.
Już w nikim nie szukała oparcia. Dusiła się w sobie, ukrywała wszystkie lęki i problemy. Nabawiała się kompleksów, które leczyła nowymi mężczyznami, wpatrzonymi w jej ciało jak w obraz. Twarz przytulała do własnego ramienia. Nie liczyła na powrót swojego księcia. Nie była księżniczką. Nie była kobietą, którą chce się mieć na zawsze. Była tylko na chwilę i nienawidziła się za to, z każdym dniem coraz bardziej.
Do menażerii wpadła raptem pół godziny przed zamknięciem, po pokarm dla sów. Jej maleństwo jadło coraz więcej i Voice czasami śmiała się, że niedługo będzie latać na mechanicznym śmigiełku. Wiatr zaczerwienił jej policzki, dopasowując do bordowego swetra. Wciskała mocno dłonie w kieszenie czarnego płaszcza, łudząc się, że szybszy krok ją rozgrzeje. Nie spodziewała się, że spotka Leosia. Spodziewała się tego samego faceta, który przypominał Indianina. Ale nie Czecha, który nie przypominał nikogo innego na świecie.
Jesteś z siebie, kurwa, zadowolony?
Szybko się ogarnęła. Nie była przecież małą, zagubioną dziewczynką. Chciała go zmusić, by chociaż raz naprawdę wyjaśnił, co jest grane. Chciała go zdenerwować, dlatego idealnie udawała, że się nie znają. Żadna zmarszczka nie przemknęła po jej twarzy, a w oczach malowało się zmęczenie.
- Mój mąż zażyczył sobie na urodziny kota. Osobiście uważam, że to nie jest do końca dobry pomysł, więc przyszłam po radę. Spodziewamy się dziecka i zastanawiam się, czy nie wynikną z tego potem problemy. - Kłamała pięknie, głos jej się nie chwiał. Stawiała spokojne, długie kroki, zmierzając w stronę lady, wyjmując ręce z kieszeni. Wiedziała, że wygląda wiarygodnie. Nie żeby jej brzuch nagle sugerował piąty miesiąc ciąży, ale przecież nie wspomniała nic o tym, że rzekomy maluch przyjdzie na świat lada dzień.
Chciała sprawdzić, jak zareaguje.
Chciała zobaczyć... Złość, zazdrość, smutek? Sama nie wiedziała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 22
Skąd : Moravská Třebová, Czechy
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 449
  Liczba postów : 412
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8128-leos-vladyslav-priborsky
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8142-czeska-chalwa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8171-krecik#226694
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8169-leos-priborsky#226690




Gracz






PisanieTemat: Re: Menażeria u Nanuka   Sro 18 Lis - 18:06

Czy liczył na to, że się spotkają? I tak i nie. Chciał ją kiedyś zobaczyć, jak przemyka się po ulicach Hogesmead. Jak jej długie blond włosy, o które tak często opierał nos, gdy zasypiali razem. Pewnie, mógłby być na tyle bezczelny, dowiedzieć się gdzie mieszka; stanąć w jej drzwiach i powiedzieć „Skarbie wróciłem, znów jestem”. Mógłby znów przepraszać, błagać, obiecywać. Tylko nie umiał tak upokorzyć Voice, nie tym razem. Zniszczył i stracił, raz na zawsze. Nie było odwrotu, wysadził most, który ona tak usilnie starała się utrzymać między nimi. Który on ze łzami w oczach tak często podpalał. Czy on w ogóle wiedział, czego chce od życia? Nie umiał odpowiedzieć na to pytanie, a od pół roku w ogóle go sobie nie zadawał. Cholera, kiedy minęło pół roku?
Ale gdy tak stała, idąc w stronę lady tym spokojnym krokiem, czuł jak coś w nim pęka. Pęka a drzazgi boleśnie wbijają się w jego płuca, serce, brzuch. Miał wrażenie, że nie może nabrać powietrza, gdy docierał do niego sens słów wypowiadanych przez Voice. Nie wiem, w co on wierzył? Wierzył, że będzie na niego czekać, gdy nie dał znaku życia? Gdy po raz kolejny ją zostawił samą? Mimo, że obiecywał, przysięgał? Tak, chyba właśnie tak myślał… Przełknął głośno ślinę; nie spodziewał się, że aż tak zaboli go, że udawała, że go nie zna. A może rzeczywiście go nie poznała. Podrapał się po głowie i znów siląc się na bezbłędny angielski, powiedział. Gdy tylko otworzył usta, był zażenowany swoim beznadziejnym akcentem:
-Dziwne ma mąż fanaberie, ale pokaże jakie mamy koty.- przyglądał się uważnie jej twarzy, jej brzuchowi który był płaski, który nawet nie sugerował, że mogła być w ciąży. Już po Jarce było bardziej widać… Potrzasnął głową, nagle czując złość. Szybko się pocieszyła po jego zniknięciu. Nie oczekiwał, że będzie czekać, nigdy nie znajdzie sobie faceta i będzie żyła w wiecznej żałobie. Sam nie chciał znów mieszać w jej życiu…. Ale zabolało go to. Zabolało, że tak szybko o nim zapomniała, znalazła sobie kogoś kto zajął jego miejsce. To musiało oznaczać… Musiało oznaczać, że nigdy nie znaczył dla niej tyle ile do tej pory deklarowała…:
-Kot ma mieć długie futro, krótkie, jakiś typowy dachowiec?- przyglądał się rozmiauczanym futrzakom, które biegały po jednym z pomieszczeń w sklepie. – Sam nie lubię kotów, ale z tego co wiem, nie szkodzą dzieciom, kobietą w ciąży…- spuścił głowę i wcisnął ręce do kieszeni wytartych jeansów. Miał ochotę coś rozwalić, a zamiast tego spojrzał na Voice. Jakoś tak odruchowo stanął naprzeciwko niej, za blisko jak na okoliczności o których mu tak beztrosko powiedziała.:
-Nie, nie mogę tak Voice…- jego oczy wyrażały cały wachlarz emocji; tylko przy niej tak potrafił. Tylko z nią potrafił być tak prawdziwy- Kurwa jaki mąż? Dziecko? A...-A gdzie ja? Tylko to cisnęło mu się na usta. Zagalopował się, dlatego odchrząknął i spuścił wzrok- Przepraszam, nie powinienem pytać...Jesteś chociaż… Chociaż szczęśliwa?- chciał ją przytulić, pocałować, poczuć. Wiedział, że nie może, na własne życzenie nie może! Nie potrafił nie być zazdrosny, ale to może dobrze, że znalazła kogoś kto… kto mógł być dla niej…
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Windsor, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2545
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 1607
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9119-voice-lloyd
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9122-uslysz-cichy-glos#255607
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9121-glos-w-twojej-glowie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9120-voice-follett-cheney-lloyd




Gracz






PisanieTemat: Re: Menażeria u Nanuka   Sro 18 Lis - 20:42

Czuła się okropnie, gdy tak z kamienną twarzą go okłamywała... Ale zasłużył sobie. Widziała, że się denerwuje; potrafiła wyczytać z najmniejszego jego ruchu każdą emocję. Wciąż mu na niej zależało, ale i tak odszedł. Nie napisał. A gdy wrócił, nawet nie dał znać, że jest gdzieś niedaleko. Chciała mu to wytknąć, ale jeszcze nie w tej chwili. Teraz nie mogła sobie pozwolić na żadne potknięcie. Musiał pęknąć. Jeśli nie rozsypać się na milion kawałków, to chociaż na dwie połowy, może nawet nierówne. Miało zaboleć. Po prostu zaboleć. Ukrywała fakt, że pod swetrem chowa się ten delikatny wisiorek, jaki dał jej w święta. Nie musiał o tym jeszcze wiedzieć.
- Nie wydaje mi się, żeby mój mąż był pana sprawą - ucięła krótko i brutalnie, w głębi duszy ciesząc się z tego, jak mierzył ją wzrokiem, jak analizował kolejne słowa. Kiedyś to drobne ciałko należało tylko do niego, ale po prostu odtrącił fakt, że była gotowa oddać mu wszystko. Wciąż była na to gotowa, ale bała się. Bardzo bała się ponownego odtrącenia.
- Raczej krótkie - rzuciła obojętnie, zupełnie nie skupiając na nim wzroku; zawieszała oczy to tu, to tam, oglądając menażerię, w której nigdy nie spędziła dużo czasu. - Lubię koty. Zawsze chciałam mieć kota. Albo psa. Albo inne zwierzątko - odparła, znów niezobowiązująco, przypominając tylko jakieś mdłe fakty o sobie, żeby w stu procentach potwierdzić, że ma przed sobą Voice, tylko już nie Lloyd. Odwróciła głowę, kątem oka zauważając zmianę w jego postawie. Pochylił głowę, schował ręce do kieszeni, zgarbił się. Sam się niszczył. Beznamiętnie patrzyła, jak się do niej zbliżał. Poczuła jego zapach - zapach bezpieczeństwa. Znajome ciepło. Nie złamała się jednak, wciąż udając, że go nie kojarzy.
Nie odpowiedziała, patrząc mu bezczelnie w oczy, zdobywając się nawet na pretensję, jakby nie miał prawa do wypowiadania jej imienia, czy stania tak blisko.
Pomimo kolejnych pytań, wciąż nie otwierała ust, rejestrując każdy najmniejszy ruch, który przypominał o kolejnej jego słabości. Ona była jego słabością. Zazdrościł. Pragnął mieć ją tylko dla siebie, na zawsze tylko dla siebie.
- Nie powinieneś pytać - rzuciła, unosząc nieznacznie głowę. W końcu jednak sama nie wytrzymała, bo zwyczajnie nie potrafiła zadawać mu bólu. Długimi, szczupłymi palcami ujęła lekko, ale zdecydowanie jego brodę, zmuszając, by spojrzał w jej oczy. Oczy pełne sprzeczności. - Jesteś pierdolonym tchórzem - odparła, odrywając od niego dłoń. - Zawsze tylko uciekasz. Myślałam, że mam mężczyznę, a nie tchórza. Zawsze tylko przepraszasz, a ja już nie umiem się pozbierać. Nikt mi nie pomaga. Nikt mnie nie wspiera. Nikogo przy mnie nie było, gdy moja matka postanowiła się zabić. Byłeś kiedykolwiek przy mnie? Naprawdę kurwa przy mnie byłeś? Bo na twoim miejscu wstydziłabym się to powiedzieć. I nie będę cię już stresować, bo po prostu mam już dosyć patrzenia na to, jak bardzo sobie nie radzisz. Nie mam męża, narzeczonego, chłopaka. Nie spodziewam się dziecka. I nie jestem kurwa szczęśliwa, wiesz? Przy tobie byłam, ale to spierdoliłeś. Zabrałeś mi wszystko. Czy jesteś chociaż szczęśliwy? - zapytała w końcu z wyrzutem, z goryczą, powstrzymując cisnące się do oczu, gorące łzy. Nie potrafiła podnieść ciężaru słów, którymi go zasypywała. Była zbyt słaba. Po prostu zbyt słaba.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 22
Skąd : Moravská Třebová, Czechy
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 449
  Liczba postów : 412
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8128-leos-vladyslav-priborsky
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8142-czeska-chalwa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8171-krecik#226694
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8169-leos-priborsky#226690




Gracz






PisanieTemat: Re: Menażeria u Nanuka   Pią 20 Lis - 11:44

Obojętność którą go obdarzała, bolała gorzej niż jakiekolwiek wyzwisko. Wolałby, żeby go uderzyła, spoliczkowała, wrzeszczała, rozwalała to co stało tak ładnie poukładane na półkach. Wolałby to wszystko od tej obojętności, które mroziła jego duszę, gdy tymi pięknymi, szarymi oczami prześlizgiwała się po jego twarzy; jakby go nie znała, jakby nigdy go nie widziała. Czy to naprawdę była jego Voice? Czuł się okropnie bezsilny… Jeszcze nigdy nie czuł się tak źle.
Na pewno, uśmiechnąłby się gdyby wiedział, jak doskonale potrafiła z niego czytać. Najmniejszego ruchu, uniesionych brwi, lub skrzywienia ust. Teraz robił to wszystko bezwiednie, starając nie rozpaść się na dwie, trzy, albo osiem kawałków. Wiedział, że nikt nie chciałby móc go zbierać. Wiedział, że jeżeli teraz rozpadnie się w sobie, nigdy się nie podniesie; okropne wizje cały nawiedzały go teraz, nie potrafił ich znieść. Widział Voice w ramionach przystojnego mężczyzny, z zaokrąglonym brzuchem w którym tworzyłoby się nowe życie. To on, tylko on miał jej to wszystko dać. Bezpieczeństwo, poczucie szczęścia, rodzinę, której obje nigdy nie mieli. To on miał paść przed nią na jego kolano, oświadczyć się a potem stanąć przed ołtarzem. Nigdy nie wierzył w Boga, ale co to zmieniało? Jeżeli tylko by chciała byłby gotowy… Ale co to teraz zmieniało? Już nie była jego Voice. Teraz patrzyła mu w oczy z wyrzutem, którego nie był w stanie udźwignąć. Sam sobie to zagwarantował, swoją głupotą, swoim tchórzostwem… Nienawidził teraz samego siebie z całych sił.
Ze spuszczoną głową wpatrywał się w swoje dziurawe trampki, w których chodził zawsze bez względu na porę roku. Spodziewał się jednego, wiedział, że Voice zaraz wyjdzie. Co miała by z nim tu robić? Skoro miała męża, miała mieć dziecko, kota… A on? On został ze wszystkim sam. Drgnął słysząc jej słowa, po których dotknęła jego brody. Spojrzał na nią, starając się nie uronić ani jednego z nich, ale bardzo szybko się pogubił. Nie był dumny z tego, że jego niebieskie oczy znów zaszły łzami. Był mistrzem w ich powstrzymywaniu. Nie potrafiłby ośmieszyć się przepraszaniem, nie obchodziło go teraz nic innego. Pokonał ten mizerny dystans między nimi i przytulił Voice do siebie. Objął ją swoimi wbrew pozorom silnymi ramionami, jakby od tego zależało ich życie. Spodziewał się, że zaraz się wyrwie, ucieknie jak malutki ptaszek ucieka z klatki którą bezmyślny właściciel zostawia otwartą. Przełkną ślinę i powiedział już sam nie wiedział czy po angielsku, czy po czesku:
-Nie będę Cię przepraszał, nie chcę się jeszcze bardziej ośmieszać… Ale jeżeli dasz mi szansę… Udowodnię… Udowodnię Ci, że… Tak bardzo chciałbym to wszystko naprawić… wynagrodzić… Jeżeli tylko nam pozwolisz…- stał tak dalej, gubiąc się czy jeszcze ją obejmuje czy już nie. Bez niej był wrakiem, tylko ona się liczyła…
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Windsor, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2545
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 1607
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9119-voice-lloyd
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9122-uslysz-cichy-glos#255607
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9121-glos-w-twojej-glowie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9120-voice-follett-cheney-lloyd




Gracz






PisanieTemat: Re: Menażeria u Nanuka   Pią 20 Lis - 15:56

Potrafiła niszczyć, burzyć, łamać. Destrukcja nie była jej obca. Bez oporów raniła ludzi, a wyrzuty sumienia była marne, o ile takowe występowały. Ale Leosiowi nie potrafiła zadawać bólu, bo sama odczuwała go niemalże równie boleśnie. Czuła z nim tą dziwną, magiczną więź, która sprawia, że dwie osoby niemalże czytają sobie w myślach. Jego smutek czy złość odbijały się też na niej. Chciała, żeby był szczęśliwy. Zawsze chciała, żeby był szczęśliwy i spokojny, żeby uśmiechał się łobuzersko, niczym nie przejmował. Nie umiała mu się jednak oddać, nie umiała zająć się nim, gdy sama miała tak dużo problemów na głowie. Gdy matka przeszkadzała jej we wszystkim, wcinała się w każdą sprawę. Ale teraz nie miała już matki, która mogłaby wtrącić swoje trzy grosze. Nie wiedziała, że Leoś matki też już nie miał. To całkiem zabawne, ile podobieństw miała przeszłość tych dwojga. Ojciec-uciekinier, matka-wariatka. Swoją przyszłość wciąż mogli połączyć, ale chyba trochę się bali o tą drugą osobę, o jej uczucia, poglądy... I, mimo że troska o drugiego człowieka to jedna z najpiękniejszych rzeczy na świecie, niszczyli siebie samych i nawzajem.
Voice nie umiała sobie poradzić ani z przeszłością, ani z teraźniejszością, ani z przyszłością. Nie chciała przyszłości bez Leosia obok, który nazywałby ją Małą i dbał o nią, jakby naprawdę była skarbem. Z drugiej strony, nie potrafiła wyobrazić sobie siebie w roli matki, a tym bardziej kobiety porzuconej, choć czekającej na dziecko... Nie chciała podzielić losu Amity Lloyd. Nie chciała się załamać, poddać, nie chciała skrzywdzić żadnej niewinnej istotki... A chciała kiedyś taką malutką, niewinną istotkę mieć. Móc trzymać na ramieniu, troszczyć się o nią, mówić o pięknych rzeczach. Opowiadać jej, jak poznała tatusia, i co to w ogóle jest miłość, i dlaczego warto kogoś kochać. Bardzo, bardzo pragnęła mieć córeczkę, albo synka, z oczami Leosia. Po prostu nie umiała się z tym pogodzić, a tym bardziej wtedy, gdy wziął ją w ramiona.
- Leoś, ja... - pokręciła głową, wypuszczając głośno powietrze. Wykręciła się w końcu z jego ramion, odsuwając się, spuszczając głowę; pozwalając, by jasne, miękkie kosmyki zasłoniły jej twarz. - Ja muszę to przemyśleć. Boję się, nie wiem... Nie wiem, co mam zrobić. Jeszcze nie wiem. Muszę się zastanowić, chociaż przez noc... - mówiła cicho, nieskładnie, szukając czegoś w kieszeni. Po chwili wyjęła małą, wyświechtaną karteczkę ze swoim nowym adresem. - Przyjdź niedługo. Albo chociaż napisz, jeśli... Jeśli naprawdę ci zależy. I jeśli naprawdę sądzisz, że umiesz mi wynagrodzić... Pół roku bez nikogo bliskiego - dodała, cofając się do wyjścia. - Leoś... Bardzo się cieszę, że... Mogłam cię zobaczyć. Chociaż zobaczyć - dopowiedziała jeszcze, nawet na niego nie patrząc, naciskając za to na klamkę, po czym szybko wychodząc. I chociaż drzwi powinny za nią trzasnąć, same z siebie zamknęły się naprawdę cicho.

//zt, chyba dla obojga
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 28754
  Liczba postów : 34371
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Menażeria u Nanuka   Czw 28 Sty - 20:58

Każdy czasem musi wyskoczyć do sklepu zoologicznego po pokarm dla sowy, kota czy innego stworzenia, które plącze mu się po domu. Tego dnia zarówno Bethany Cyler, jak i Nathaniel Woods uznali, że czas uzupełnić swoje zapasy. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie fakt, że w momencie, kiedy drugie z nich weszło do środka, rozległ się głośny syk.
W kierunku obu przybyłych zaczęły sunąć ogromne, kilkumetrowe węże. Było ich osiem, może dziesięć. Z jakiegoś powodu nigdzie nie było widać żadnego sprzedawcy, który mógłby pomóc opanować sytuację. Żadne z nich nie wiedziało, czy te ogromne bydlęta nie są jadowite, co wcale nie pomagało im się uspokoić. Co gorsza, kolejne trzy węże odcięły im drogę ucieczki, podpełzając pod same drzwi. Słodki Merlinie, co robić...?

Zaczyna którekolwiek z Was, miłej gry!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 152
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 83
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12296-katja-beelund?highlight=Katja
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12457-znajdz-sobie-przyjaciolke
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12312-sowka-katji#328160
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12311-katja-beelund




Gracz






PisanieTemat: Re: Menażeria u Nanuka   Sro 9 Mar - 14:23

Teleportowała się pod sklep, i weszła do środka. Kiedy tylko znalazła się w środku, nad jej głową przeleciała czerwona papuga. Rozejrzała się po całym sklepie, i zastanawiała się jak mozna utrzzymać tak dużo zwierząt. Ona nie umiała utrzymać razem nawet 3! Spojrzała po wężach i puszkach pigmejskich. Te drugie od razu spojrzały na nią jak na mordercę a wtedy sprzedawczyni podeszła, i uspokoiła puszki. Powiedziała że muszę  na nie uważać, są dzikie. Podeszłam wtedy do kotów. Jeden, rudo-brązowy spojrzał na nią i zaczął mruczeć. Postanowiła go kupić. Na odchodne kupiła jeszcze trochę karmy, i wyszła ze sklepu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Wiek : 25
Skąd : Francja, Paryż
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 32
  Liczba postów : 48
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12418-florian-d-aumont#332686
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12419-chyba-znowu-sie-zgubilem#332693
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12428-chyba-nie-moge-sowy-nazwac-jak-zolwa#333011
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12420-florian-d-aumont#332697




Gracz






PisanieTemat: Re: Menażeria u Nanuka   Czw 24 Mar - 13:33

Z samego rana chłopak wylądował w Londynie. I dopiero po wylądowaniu zorientował się, że mógł wykorzystać bardziej czarodziejskie sposoby podróży. Jednak to nie było ważne. Musiał znaleźć miejsce, w którym mógłby się przespać, bo ta podróż była nieziemsko męcząca. Trzymając w ręce kawałek papieru szedł przed siebie zachwycając się brytyjskim miastem. Za sobą ciągnął małą walizeczkę, w której mieściły się jego wszystkie rzeczy.
- Incroyablement – powiedział do siebie ignorując ludzi, który przyglądali mu się z uwagą. Chciałabym rzec, że do Hogsmeade dotarł bez problemu, ale skłamałabym. Jednak w końcu udało się ! To najważniejsze. Poszukując mieszkania braci Harper rozglądał się zwielką uwagą, aż nagle zapomniał o swoim dotychczasowym celu i przylepił się do wystawy Menażerii u Nanuka. Nie trzeba mu było dużo, by wszedł do środka i poprosił o małego żółwia, którego zobaczył na wystawie. Co z tego, że właśnie resztę swoich oszczędności wydał na to małe zwierzątko. Ważne, że je ma !

z\t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Hamilton, Kanada
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 2713
Dodatkowo : szukający, kapitan, prefekt fabularny
  Liczba postów : 757
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6697-deven-quayle#189490
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6699-relacje-indianskie-i-te-zupelnie-nie#189531
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6700-pocztowki-z-innej-epoki#189533
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7227-deven-quayle




Gracz






PisanieTemat: Re: Menażeria u Nanuka   Pon 18 Kwi - 21:25

Deven lubił swoją pracę. Mimo że wiązała się z ciągłymi kontaktami z ludźmi, miała na tyle dużo zalet, że Quayle nie miał zamiaru narzekać. Lubił swojego szefa, miał dosłownie dwa kroki do domu, opiekował się zwierzakami i pracował z Enzo. Układ idealny, szczególnie że Deven miał pojęcie o pracy w sklepie, jako że większość wakacji spędzał w sklepiku zielarskim rodziców - nie żeby sprawiało mu to jakąkolwiek przyjemność, ale będąc jedynym odpowiedzialnym synem, musiał to na siebie wziąć.
Lubił papugi, latające im nad głowami i charakterystyczny zapach sklepu ze zwierzętami - ostry i na swój sposób pociągający dla kogoś tak związanego z naturą. Mimo to od dłuższego czasu wydawał się przygaszony i nieobecny - i nie miało to nic wspólnego z jego zwykłą skrytością. Zresztą przy Enzo zdobywał się na szczerość i nie pilnował swojej maski tak bardzo.
Nanuk szybko nabrał zaufania do swoich młodych pracowników i coraz częściej zostawiał sklep na ich głowie, sam załatwiając jakieś interesy, negocjując ceny z dostawcami karmy i hodowcami zwierząt. Deven podejrzewał, że szef po prostu korzysta z życia, ale wcale mu to nie przeszkadzało. Dawali sobie doskonale radę, a kiedy był mały ruch, mogli spokojnie pogadać. Tego dnia Deven wydawał się wyjątkowo podminowany, w jego zazwyczaj miękkich i precyzyjnych ruchach wyczuwało się dziwne napięcie, a kiedy klatka (na szczęście pusta) wysunęła mu się z rąk i z brzękiem upadła na ziemię, warknął coś niezrozumiale w języku mohawk i zacisnął usta, z trudem nad sobą panując.
Parsknął ze złością, podnosząc klatkę i oglądając ją ze wszystkich stron. Szczęśliwie nie było widać żadnego wgniecenia, więc Indianin odłożył ją na miejsce i spojrzał kątem oka na Enzo, który... cóż, wydawał się innym człowiekiem. Związek z Shenae wyraźnie mu służył, biła od niego pewność siebie i zadowolenie, którego Deven trochę mu zazdrościł, jednocześnie szczerze się ciesząc, że krukon znalazł właściwą dziewczynę. On sam czuł się przygnieciony i zagubiony w swojej relacji z Winnie, z którą nie potrafił się porozumieć - ich intencje i oczekiwania nie miały żadnych punktów wspólnych, przez co Quayle żył w ciągłym napięciu, mając wrażenie, że najgłupszy gest czy słowo mogą się okazać początkiem końca.
Jego zupełny brak doświadczenia w sferze seksualnej jeszcze bardziej pogłębiał jego frustrację, zamieniając opanowanego Indianina w kłębek nerwów, choć na pierwszy rzut oka można było tego nie zauważyć.
- Odbijało mi, kiedy Winnie zniknęła... a teraz myślę, że trzeba uważać, czego sobie życzymy - odezwał się niespodziewanie, z zaskakującą goryczą, opierając się biodrem o kontuar i splatając ramiona na piersi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Lima, Peru
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 3052
  Liczba postów : 1065
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10538-enzo-corrado-halvorsen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10540-klusownik-prosto-z-peru
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10539-peruwianska-sowa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10541-enzo-halvorsen




Gracz






PisanieTemat: Re: Menażeria u Nanuka   Sro 20 Kwi - 0:13

Enzo nie podzielał podejścia kolegi w kwestii zostawania samemu w sklepie. Nie był zwykłym, szarym człowiekiem, który potrafiłby znikąd wysupłać wystarczająco dużo cierpliwości, aby przez cały dzień użerać się z ludźmi, którzy nie mieli zielonego pojęcia o zwierzętach. Nieobecność opanowanego Nanuka bardzo mu ciążyła, już niejednokrotnie, dlatego zawsze upierał się, aby wychodził tylko wtedy, kiedy na zmianie jest Deven lub kiedy są razem. Wiedział, że wtedy zawsze będzie miał pod ręką kogoś, kto zajmie się klientem, kiedy Halvorsen będzie musiał uspokoić emocje. Zawsze był bardzo zmienny i w zasadzie ciężko było poznać, że nadchodzi niespodziewane, chyba, że akurat miało się szczęście i dostało się te trzy sekundy na reakcję. Co mogło go wyprowadzać z równowagi, zapytacie? Ano sporo drobnych rzeczy, począwszy od klienta, który ogolił swojego kota na łyso, bo nie podobało mu się jego futerko i teraz zmartwił się, kiedy ten zaczął prychać i kichać, chorując na koci katar; przez panią, która próbowała mu wmówić, że dopiero co zakupiła tutaj cztery kameleony, a dostała tylko trzy, więc żąda zwrotu pieniędzy wyzywając go od oszustów; a kończąc na wyjątkowo nieprzyjemnym przypadku zatrucia puszka pigmejskiego eliksirem na porost włosów - biedak niemalże się nimi udusił, nim Krukonowi udało się odszukać jakieś zaklęcie, które zatrzymałoby gwałtowny wzrost włosów w jego przełyku. Także dzisiaj Enzo był naprawdę wyjątkowo spokojny. Wiedział, że w razie czego Deven opanuje sytuację, więc mógł pozwolić sobie na trochę więcej luzu, pozostawiając mu większość klientów, a samemu biorąc się raczej za pracę fizyczną, którą to zresztą preferował od samego początku. Ustawiał worki z karmą i uzupełniał podajniki, segregował nowe dostawy akcesoriów czy zajmował się innymi podobnymi rzeczami, kiedy usłyszał stukot, a następnie salwę dziwnych słów, które powoli rozpoznawał już jako język, jakim niekiedy posługiwał się jego przyjaciel. Nie miał pojęcia co powiedział, ale Enzo porzucając swoje dotychczasowe zajęcie, wychylił się nieznacznie w stronę Gryfona, obserwując go krótko, ale uważnie. Nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, że pogwizdywał pod nosem, dopóki w menażerii nie zapadła przytłaczająca cisza, a on sam wreszcie stanął w miejscu, powstrzymując się od podrygiwania. Naprawdę był szczęśliwy i nie potrafił nawet zapanować nad tym co robił, nie zdając sobie sprawy z tego, że może faktycznie w pewien sposób prowokował Devena do niezbyt przyjemnych rozmyślań. Zostawił na później uzupełnienie wystawy, wchodząc do pomieszczenia głównego i biorąc się za aktualizowanie ulotek ustawionych za ladą. Słuchał kolegi i jednocześnie przesuwał kartki w palcach. Przez chwilę milczał trochę nie rozumiejąc, aż wreszcie…
- Jak to? - zapytał, nie potrafiąc pojąć, dlaczego Quayle nie cieszy się z powrotu swojej sympatii. Zmarszczył czoło, nagle zmartwiony jego nieszczęściami, a jego dobry nastrój jakby gdzieś się ulotnił. Szelest kartek nie ustawał, a Enzo zdążył już wyrzucić jeden stosik przeterminowanych zaproszeń na pokazy trzminorków, zastępując je jakimś innym, równie mądrym show. Chyba po prostu musiał czymś zająć ręce.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Hamilton, Kanada
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 2713
Dodatkowo : szukający, kapitan, prefekt fabularny
  Liczba postów : 757
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6697-deven-quayle#189490
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6699-relacje-indianskie-i-te-zupelnie-nie#189531
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6700-pocztowki-z-innej-epoki#189533
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7227-deven-quayle




Gracz






PisanieTemat: Re: Menażeria u Nanuka   Sro 20 Kwi - 11:14

To prawda, w Devenie też często burzyła się krew, kiedy widział, co ludzie wyprawiali ze zwierzętami - mimo to potrafił zachować spokój. Doświadczenie zdobyte w sklepiku rodziców okazało się naprawdę bezcenne - tutaj przynajmniej nikt nie traktował go z jawną pogardą ze względu na kolor skóry i niezaprzeczalnie indiańskie rysy. Wręcz przeciwnie - wydawało się atutem, co też nieszczególnie mu się podobało, ale było z pewnością lepsze od drgających w wyrazie niechęci ust albo pytań, czy jedzie na Pow-Wow. Naprawdę, takie rzeczy też się zdarzały, dlatego praca u Nanuka była naprawdę dobrą opcją.
To nie tak, że radość Enzo działała mu na nerwy. Raczej boleśnie uświadamiała, że związek może wyglądać inaczej niż jego relacja z Winnie, która... no cóż, była raczej źródłem stresów niż przyjemności. Tylko te krótkie pocałunki, które składała na jego ustach, dawały mu przelotną radość, ale chwilami czuł się jak małpa w zoo. Pewnie był przewrażliwiony na tym punkcie, ale zdawał sobie sprawę, że przy jasnowłosej i niebieskookiej Amerykance wygląda bardzo egzotycznie. Nie przepadał za Jankesami. Byli głośni, władczy i zachowywali się, jakby świat do nich należał. Fakt, że należał do podbitej, zniszczonej przez nich rasy niczego nie ułatwiał. Czasami zastanawiał się, czy nie jest dla niej po prostu trofeum, rodzajem skalpu, który w dawnych, dobrych czasach sam by sobie przytroczył do pasa.
Początkowo wcale nie chciał wciągać w to Enzo. Jego wrodzona i pielęgnowana duma buntowała się przeciwko przyznawaniu do słabości przed kimkolwiek, ale jego przyjaciel... był inny. Przez długi czas był w bardzo podobnej sytuacji i zdobył się na odwagę, żeby się do tego mu przyznać. Obnażył się psychicznie, co związało ich ze sobą bardziej niż Deven mógłby przypuszczać. I właśnie dlatego pozwolił sobie na ten komentarz. Odchrząknął, widząc minę Halvorsena, i poczuł ukłucie zakłopotania i wyrzutów sumienia. Wcale nie chciał psuć mu nastroju, ale... ta frustracja narastała w nim zbyt długo, by mógł dalej to w sobie dusić.
- Hm... widzisz... oficjalnie jesteśmy razem. Ale... mam poczucie, że wszystko robię źle. Kiedy w jakiś sposób podkreślam, że... że jesteśmy parą, jest na mnie wściekła. Kiedy daję jej wolną rękę... ma do mnie pretensje, że ją ignoruję... cokolwiek powiem jest źle. Nie mówię nic... też źle, bo nie wie, co sądzę, co czuję... Wiesza się na wszystkich swoich jankeskich kumplach, a ja... ja jestem jak cholerny indiański dzikus, indiański niewolnik, który ma stać obok i robić dobre wrażenie - powiedział z wściekłością, zaciskając pięści i wyglądając w tej chwili naprawdę groźnie. - Ale potrafi też być taka... urocza? Nie wiem, stary... nie wiem, czy to był dobry pomysł. Dzieli nas wszystko... - wyrzucił z siebie, rozluźniając pięści i wbijając wzrok w podłogę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Lima, Peru
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 3052
  Liczba postów : 1065
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10538-enzo-corrado-halvorsen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10540-klusownik-prosto-z-peru
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10539-peruwianska-sowa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10541-enzo-halvorsen




Gracz






PisanieTemat: Re: Menażeria u Nanuka   Czw 21 Kwi - 10:54

On czerpał swoje doświadczenie jedynie z zeszłorocznej pomocy, jakiej udzielał Ettore w Dubaju, ale to była zupełnie inna historia. Wiecznie zalatany, zupełnie pochłonięty przez pracę, nawet nie zdawał sobie sprawy z upływającego czasu i tylko wynagrodzenie pomogło mu nieco uspokoić rozedrgane, zwariowane myśli i wątpliwości. Miał tak dość, że kiedy wrócił do Wielkiej Brytanii to nawet się ucieszył, pomimo tego, że jeszcze jakiś czas temu nienawidził tego miejsca. Nanuk był pierwszą osobą, która była skłonna go zatrudnić. Dostrzegł w nim ogromne zawzięcie i wynikającą z niego pracowitość, a także pokłady bezcennej wiedzy, jaką niewątpliwie mógł poszczycić się zwycięzca Złotego Sfinksa, ale na cóż to wszystko, kiedy Halvorsen był po prostu niemożliwie porywczy? Denerwował się tak szybko, że teraz wystarczyło mu samo spojrzenie Devena, aby wyczuć jego nastrój i wiedzieć, że on, Enzo, jest zły na Winonę. Może nie powinien być. Nie znał jej na tyle dobrze, aby móc doradzać Quayle, który nie rozumiał postawy swojej dziewczyny. On Shenae też nie rozumiał.
- Do bab powinni dołączać jakieś instrukcje obsługi. - mruknął, nawet nie zauważając, że jego ton zdradzał ewidentną irytację, a mimika twarzy znowu stała się nieco chłopięca. Jak zawsze, kiedy miał ochotę obrazić się i tupiąc nogą odmówić wykonania czegoś ważnego. Westchnął, odkładając trzymane ulotki na ladę i muskając je palcami w taki sposób, aby rozsypały się na niej w wachlarz.
- Rozmawiałeś z nią o tym? - zapytał, czując, że pewnie nie. On sam ze swoim czarnowłosym szczęściem też nie rozmawiał o takich rzeczach, ale dla niego rozwiązywanie problemów złością było naturalne. Kiedy Shenae go drażniła, prościej było mu po prostu manifestować swoje niezadowolenie, bądź odwrotnie, udawać, że właśnie nie ma żadnego problemu, dopóki nie przekraczała granicy, a on nie eksplodował. Deven był inny, a jego Winnie tym bardziej. Kiedy grali razem w durnia, rzucanie złośliwościami było dla niej tak naturalne, jakby robiła to na okrągło, a przy tym wcale nie sprawiała złego wrażenia. Enzo sam nie wiedział co ma o niej myśleć.
- Deven… - wymówił jego imię z nieznaczną rezygnacją, bo i wydawało mu się, że w tej kwestii Quayle akurat przesadza. - Jesteś pewien, że warto w to mieszać indiańskie sprawy?
Nie wydawało mu się, aby jasnowłosa swoim zachowaniem chciała mu przypominać chwile niewolnictwa, ale w pewnym sensie rozumiał reakcję przyjaciela. On za dzikusa nigdy się nie obruszał, bo Peru mimo wszystko nie było odludziem bez technologii, a on i tak był biały, nieważne czy opalony czy nie. Sprawa Devena wkraczała na trochę niebezpieczne kwestie i drażliwe tematy, w których Krukon nie czuł się zbyt bezpiecznie. Nie wiedział co ma jeszcze powiedzieć, więc milczał, podnosząc wzrok na Indianina.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Menażeria u Nanuka

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 5 z 7Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next

 Similar topics

-
» Menażeria u Nanuka
» Magiczna Menażeria
» Oranżeria
» Oranżeria

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogsmeade
-