IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Menażeria u Nanuka

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6
AutorWiadomość



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 28650
  Liczba postów : 32496
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Menażeria u Nanuka   Pią Wrz 24 2010, 15:16

First topic message reminder :


Menażeria u Nanuka

Wśród różnorakich budynków w Hogsmeade, ten wyróżnia się pod względem swego niepowtarzalnego klimatu. Bo gdzie indziej można w okolicy znaleźć sklep który przez cały rok otaczają tropikalne palmy? Dodatkowo budynek pomalowany jest na zielony kolor, co zupełnie odróżnia go od szarych sklepów. Kiedy przekroczysz próg tego niebanalnego sklepu, od razu poczujesz zmianę temperatury. Jest ona bowiem dostosowana do upodobań tropikalnych papug zamieszkujących niektóre z porozstawianych wewnątrz palm. Z racji, iż są to ulubione zwierzęta właściciela, ten uznał, iż nie będzie ich zamykać w klatkach. Co za tym idzie, nigdy nie wiadomo, kiedy nad głową przeleci Ci jedna z tych dużych, oswojonych papug. Warto tu także wspomnieć parę słów na temat samego sprzedawcy. Nanuk jest około sześćdziesięcioletnim mężczyzną o Indiańskich korzeniach, co też doskonale widać w jego rysach twarzy. Ciemna karnacja i długie czarne włosy są dla niego znakiem rozpoznawczym. Mężczyzna ten kocha zwierzęta i można by rzec, że nikt ich tak doskonale nie rozumie, jak właśnie on. Stało się to też powodem do otwarcia sklepu, w którym własnie je mógłby sprzedawać.

Pokarm dla zwierząt – 2g
Bahanocyd - 55g
Dodatki (grzebyki, obroże itp) – 8g
Dowolna żaba – 14g
Dowolny żółw - 15g
Dowolny szczur – 16g
Puszek pigmejski – 16g
Dziki puszek pigmejski – 18g
Klatka dla wybranego zwierzaka – 20g
Dowolny królik – 24g
Dowolna mała papuga – 24g
Dowolny kot – 26g
Dowolny kruk – 29g
Dowolny pająk – 29g
Dowolna duża papuga – 34g
Dowolny gatunek sowy – 34g
Dowolny kameleon – 55g
Dowolny gatunek węża – 70g

Rozliczeń dokonuj w tym temacie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Hamilton, Kanada
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 2472
Dodatkowo : szukający, kapitan, prefekt fabularny
  Liczba postów : 748
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6697-deven-quayle#189490
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6699-relacje-indianskie-i-te-zupelnie-nie#189531
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6700-pocztowki-z-innej-epoki#189533
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7227-deven-quayle




Moderator






PisanieTemat: Re: Menażeria u Nanuka   Czw Kwi 21 2016, 13:48

Deven niby miał dziewczynę. Trwało to tak krótko, że nie nauczył się niczego - z wyjątkiem pocałunków. Zresztą nawet gdyby związek jego i Farai przetrwał, nie dałoby mu to żadnego pojęcia na temat oczekiwań Winnie. Były diametralnie różne i jeśli Quayle kiedykolwiek wierzył w te głupoty o dwóch połówkach jabłka, to jego połówką z całą pewnością była właśnie Farai - równie egzotyczna jak on, równie zakochana w zwierzętach, równocześnie śmiała i delikatna, dzieląca jego pasje, jego poczucie wyobcowania... Nie miała w sobie władczości i bezpośredniości Wins, która często sprawiała, że Indianin zamykał się na powrót w swojej skorupie. Próbował nie myśleć o Farai, zdając sobie sprawę, że ich związek i tak nie miał przyszłości. Fakt, że nie rozstali się z własnej woli, ale ze względu na jej trudną sytuację rodzinną, rozkrwawiał mu serce, mimo że nigdy się do tego nie przyznał. Teraz był z Winnie i to na niej powinien się skupiać, zamiast porównywać ją do dziewczyny, której pewnie już nigdy nie zobaczy.
Uśmiechnął się krzywo, słysząc uwagę Enzo i zgadzając się z nim w całej rozciągłości.
- Tylko kto by ją napisał? One same? Pewnie nie, bo w większości... też nie wiedzą, o co im chodzi - prychnął, odrobinę podniesiony na duchu tą męską solidarnością. Potrząsnął głową, nie patrząc na przyjaciela i czując się jak ostatni kretyn. Nie, oczywiście, że z nią o tym nie rozmawiał. Jak miałby to powiedzieć? "Hej, Winnie, wydaje mi się, że nie traktujesz mnie poważnie i wysyłasz mi sprzeczne sygnały, a ja czuję się jak eksponat w Muzeum Historii Naturalnej"...
- Nie wiem. Może jestem przewrażliwiony - przyznał z ociąganiem, choć w jego głosie słychać było pewne napięcie i brak wiary we własne słowa. - Możliwe, że moja rasa... moje pochodzenie - tak, on też uważał, że to grząski grunt, zupełnie dla krukona obcy, a dla niego samego boleśnie znajomy, ale mimo wszystko, skoro już zaczął, chciał powiedzieć do końca, co go gryzie - ... nie mają tu aż takiego znaczenia. Ale mam wrażenie, że... no wiesz, bawi ją, jak razem wyglądamy. Jak z kiepskiego westernu, zwłaszcza że zawsze nosi te kowbojki i kapelusz, a ja też dość mocno... manifestuję swoją przynależność. I nie twierdzę, że... hm... że wygląd nie jest ważny, nie jestem hipokrytą. Ale... wiesz o co mi chodzi? - przerwał gwałtownie, unosząc wzrok na Halvorsena, zmęczony swoim wywodem, spięty i zmaltretowany psychicznie. - Kiedy zrobię coś po jej myśli, tak ładnie się cieszy i jest taka... urocza i zabawna, że o wszystkim zapominam. Nie lubię Salemczyków. Jest w nich coś... co cholernie mi nie pasuje. I nie znoszę tej wersji Wins, którą się staje w ich towarzystwie... No i jest jeszcze Holly... - wymamrotał, nerwowo obracając w palcach jeden z koralików wplecionych we włosy. - Taka ruda mała... ona... hm. Podobno źle zniosła pożar. Zachowuje się jak dziecko albo ufne zwierzątko, ewidentnie ma pewne... problemy psychiczne... We wszystko wierzy, wszystkim ufa. I... zwykle przy niej czuję się lepiej niż przy Wins. To nie jest chyba normalne - podsumował z goryczą, czując fizyczne zmęczenie. Nigdy nie mówił tak dużo, nigdy nie obnażał się w ten sposób, ale osiągnął ten stopień frustracji, kiedy nie potrafił sobie sam poradzić. I potrzebował wsparcia. - A może problem po prostu polega na tym, że ona jest typem najpopularniejszej dziewczyny w szkole, a ja... ja nie nadaję się do roli jej faceta - dodał cicho, zaciskając usta w wąską kreskę i szybkimi ruchami porządkując pudełeczka z karmą dla puszków pigmejskich, które najwyraźniej stały o milimetr za blisko krawędzi lady.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Lima, Peru
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 3052
  Liczba postów : 1065
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10538-enzo-corrado-halvorsen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10540-klusownik-prosto-z-peru
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10539-peruwianska-sowa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10541-enzo-halvorsen




Gracz






PisanieTemat: Re: Menażeria u Nanuka   Pią Kwi 22 2016, 11:41

Miał to szczęście, że nigdy nie musiał Shenae do nikogo porównywać. Jego doświadczenie z kobietami otwierało się i zamykało na Phoenix, a przynajmniej zawsze tak uważał, bo z nią do tej pory utrzymywał kontakt. Przypadkowe pocałunki czy muśnięcia dłonią, jakie ostrożnie dozował w czasach przed Sfinksowych nie miały dla niego żadnego znaczenia. Zresztą, był to już od dawna zamknięty rozdział, w którym Halvorsen podsumował się jako skończonego dupka. Tak się nie robiło nikomu, ale wiedział to dopiero teraz, kiedy poznał Krukonkę. Dobrze potrafił sobie wyobrazić jak bardzo cierpiałby, gdyby tylko ona wywinęła mu podobny numer co on kiedyś swojej koleżance z Hechiceros. Mimo wszystko, takie myśli nie prześladowały go rzadko, nawet jeśli ostatnimi czasy nabrał zdecydowanie za dużo pewności siebie. Jego osobowość trochę cofała się w ewolucji, jakkolwiek źle to nie brzmiało. Był teraz dziwaczną mieszanką obecnie znikającego, ostrożnego i wycofanego siebie, a jednocześnie poprzednią, Peruwiańską wersją beztroskiego i zupełnie bezkarnego chłopca. Jeśli Shenae nie postawi go do pionu, to pewnie Enzo niedługo zacznie irytować Devena. Tyle, że na razie nie było z nim aż tak źle. Jakkolwiek nie rozdmuchałby swojego ego, Indianin tak czy owak był dla niego w pewien sposób ważny. Nauczył się doceniać ludzi, zwłaszcza już takich.
Przytaknął w ramach gorącego poparcia słów Quayle. Och tak, gdyby baby zawsze wiedziały o co im chodzi, oni, faceci, mieliby o tyle prostsze życie, że nie pojawiałby się wariant niemożności wytłumaczenia. Przecież oni nie nie pojmowali im na przekór!
Milczał. Bardzo długo, bo i Deven miał sporo do powiedzenia. Po jego pytaniu czy rozumie, Enzo jedynie popatrzył na niego, niepewien czy w istocie tak jest. Wreszcie poruszył dłonią na boki, aby zasygnalizować mu, że tak trochę po japońsku (jako tako), a na końcu westchnął cicho, starając się zebrać siły do rozpracowania tego problemu. Niemalże było widać jak pod czaszką poruszają mu się trybiki, starające się wskoczyć we właściwe miejsce.
- Przy Holly chyba nie da się czuć źle. - ocenił wreszcie. - Bo jeśli to jest ta Holly, o której myślę, to ona zdecydowanie nie nadaje się do myślenia romantycznego.
Ot i w ten sposób delikatnie dał do zrozumienia, że chyba zatrzymała się na poziomie wczesnoszkolnym. Tak to przynajmniej wyglądało dla Enzo, który po prostu jej nie znał, a jedynie obserwował jej zachowanie podczas zajęć. Faktycznie była bardzo prosta w kontaktach i chyba właśnie takiej osoby potrzeba było zmartwionemu Devenowi. Popatrzył na niego ze śmiertelną powagą, wiedząc że to co zaraz powie nie jest najlepszą radą na świecie.
- Wydaje mi się, że nie trawiąc Salemczyków, możesz nie strawić samej Winnie. Trzymają się za blisko siebie, aby traktować ich jako oddzielne byty. Jej paczka musiałaby chyba wrócić do Ameryki, żeby utraciła to… coś co powoduje między wami spięcia. - nie czuł się dobrze z tymi słowami, co szybko znalazło ujście w jego mimice twarzy oraz ramionach. Wyraźnie zesztywniały, chociaż dłoń wciąż niedbale muskała ulotki.
- Nie wiem, Deven. Chyba musisz albo ich zaakceptować i do tego przywyknąć lub spróbować jej zasugerować co robi źle, albo poważniej z nią pogadać. - czuł się jak ostatni palant, kiedy to mówił. Uciekł wzrokiem od jego oczu, czując że nie chce obserwować zawodu, który być może tam się pojawi. Chciałby mieć jakieś rozwiązanie, ale nie zawsze otrzymuje się to, czego aktualnie się pragnie, a Enzo nigdy nie był dobry w doradzaniu. Zwłaszcza już, gdy chodziło o związki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Hamilton, Kanada
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 2472
Dodatkowo : szukający, kapitan, prefekt fabularny
  Liczba postów : 748
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6697-deven-quayle#189490
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6699-relacje-indianskie-i-te-zupelnie-nie#189531
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6700-pocztowki-z-innej-epoki#189533
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7227-deven-quayle




Moderator






PisanieTemat: Re: Menażeria u Nanuka   Nie Kwi 24 2016, 21:02

Zdawał sobie sprawę, że powiedział za dużo. Miał ochotę wyjść przed sklep i zaczerpnąć świeżego powietrza, próbując odzyskać swoje zwykłe opanowanie. Wcale nie chciał się skarżyć, miał wrażenie, że robi z siebie kompletnego idiotę i gdyby mógł, wymazałby tę rozmowę z pamięci Enzo. Normalnie nie robił takich rzeczy, normalnie dusił wszystko w sobie albo wyładowywał podczas treningów czy jakiegokolwiek wysiłku fizycznego. Zwierzęta również były dobrymi terapeutami i w gruncie rzeczy trochę żałował, że zrzucił swoje głupie, szczeniackie problemy na barki Enzo, który naprawdę promieniał.
Pokiwał głową, zgadzając się z opinią krukona na temat Holly. Wyraził się bardzo jasno i bardzo trafnie, i właściwie uspokoił Devena, który miał dokładnie takie same odczucia. Jednocześnie nadal miał wątpliwości, czy to normalne, że w obecności dziewczynki z zaburzeniami psychicznymi czuje się lepiej, niż w towarzystwie Wins, z którą przecież chodził. Królowa Teksasu była pociągająca, zabawna i niesamowicie żywa, ale... czasami przytłaczała go swoją osobowością, a w towarzystwie jej znajomych czuł się co najmniej nieswojo.
- Chciałbym wiedzieć, czy można jej jakoś pomóc wrócić do... normalności... - mruknął, odrzucając włosy na plecy i patrząc na Enzo z namysłem.
Wypuścił ze świstem powietrze, starając się przetrawić słowa Enzo. Wolałby nie przyznać mu racji, ale... Winnie była zbyt związana ze swoją amerykańską paczką, żeby ją od niej oddzielić. Nie podobały mu się te taksujące spojrzenia ani żarty, nie był stworzeniem specjalnie towarzyskim i nie było raczej szans, by wtopił się w grupę Salemczyków.
- Wolałbym, żebyś nie miał racji... ale chyba coś w tym jest. Nie wiem. Może jeszcze jakoś... się dotrzemy. Podobno przeciwieństwa się przyciągają... - powiedział z powątpiewaniem, ale w jego oczach błysnął upór. Wyczuł napięcie krukona i spróbował się uśmiechnąć, żeby odrobinę załagodzić sytuację, mimo że nadal czuł przykry ciężar w sercu. Pokiwał głową, zdając sobie sprawę, że chyba nie pozostaje mu nic innego jak tylko rozmowa. Nie był zbyt dobry w tych sprawach, ale próby zbratania się z Salemczykami wydawały się jeszcze gorszą opcją. Widział, że Enzo naprawdę się przejął tą rozmową i w gruncie rzeczy świadomość, że kogokolwiek obchodzą jego problemy, była bardziej pokrzepiająca niż sama rada. - Wiesz, że jej ojciec rządzi magicznym imperium... pornograficznym? To... cholerna ironia losu - mruknął, próbując zażartować z własnego braku doświadczenia i czegoś, co w rzeczywistości bardzo go martwiło. Poklepał kumpla po ramieniu, wyrażając w ten sposób swoją wdzięczność. - A jak ci się układa z Shenae? W sumie... chyba nie muszę o to pytać, bo... widać to po tobie - powiedział ze szczerym, choć powściągliwym uśmiechem. Naprawdę się cieszył, widząc, że przynajmniej Halvorsenowi się układa w relacjach damsko-męskich. Może i dla niego istniała jakaś nadzieja, choć chyba nic na to nie wskazywało.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Lima, Peru
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 3052
  Liczba postów : 1065
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10538-enzo-corrado-halvorsen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10540-klusownik-prosto-z-peru
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10539-peruwianska-sowa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10541-enzo-halvorsen




Gracz






PisanieTemat: Re: Menażeria u Nanuka   Czw Kwi 28 2016, 21:51

Enzo nie znał Holly na tyle dobrze, aby umieć wyciągać jakiekolwiek wnioski na temat jej zdrowia psychicznego. Miał swoje podejrzenia i niepotwierdzone opinie, które czekały na chwile, w których mógłby jakoś rozjaśnić je przez nawet krótką rozmowę z tym rudowłosym stworzeniem. Niemniej jednak, ten czas nie następował, więc w zasadzie mógł tak dywagować jak na przypadku czysto laboratoryjnym. Popatrzył na przyjaciela z pewnym zastanowieniem, kiedy ten rzucił w przestrzeń swoją wątpliwość. Peruwiańczyk wzruszył sztywnymi ramionami.
- Ciężko powiedzieć. Musiałbyś chyba jakoś dotrzeć do źródła problemu. - odpowiedział ostrożnie, ważąc słowa. Bardzo chciał dodać coś jeszcze, najlepiej w stylu „znasz ją na tyle dobrze?”, ale uznał to za zanadto wścibskie, więc jedynie przełknął tę niepewność.
Kwestia Winnie była dla niego niesamowicie niewygodna. Nie miał zielonego pojęcia jak pchać do przodu własny wózek, także to, że w ogóle dotarł tak daleko, uważał za prawdziwą ironię czy może uśmiech losu. Tymczasem wózek Devena… cóż, to była już dla niego czarna magia. O ile swój zdążył już jakoś rozgryźć, tak przyjezdna wciąż budziła jego pewne wątpliwości. Czy aby na pewno pasowali do siebie na tyle, aby wzajemnie się nie ranić? Tego nie mógł wiedzieć. Nie było go z nimi na ich randkach, aby obserwować ich zachowanie i wzajemną mowę ciała. Mógł obserwować jedynie ich poczynania na lekcjach, ale z reguły tego nie robił. Shenae skuteczniej pochłaniała jego uwagę od gromady nieznanych mu Amerykanów. Iii ogólnie najprościej było milczeć, także zdecydował się właśnie na ten ruch. Kiwnął tylko szybko głową, kiedy Indianin posłał mu lekki uśmiech. Enzo nawet nie wiedział jak mocno mu ulżyło, że Quayle nie chce dać mu w zęby za to co powiedział, gdyż zdecydowanie nie był pewien czy chciałby, aby tak jemu ktoś odradzał znajomość z Shenae, a z drugiej strony właśnie nie miał co więcej powiedzieć. Mógł być co najwyżej doraźną pomocą, która w odpowiedniej chwili wyciągnęłaby Devena na piwo czy cokolwiek.
Nagle prychnął, nie wiedząc czy powinien się śmiać czy raczej zmartwić, że jego kumpel znalazł sobie dziewczynę, której tatko zajmuje się akurat pornografią. To z jednej strony wysoko zawieszało mu poprzeczkę, a z innej może ją opuszczało. Drgnął lekko, kiedy poklepano go po ramieniu, zapominając o rozluźnieniu się, więc zaraz nadrobił swoje gapiostwo.
- Nieźle… - westchnął więc tylko, nie bardzo wiedząc czy dziwne uczucie chłodu na twarzy oznacza właśnie to, co sądził, że oznacza. Zblednięcie.
Pytanie o Shenae trochę ratowało jego zdolności do konwersacji, a z drugiej strony to też był śliski temat. Niemniej jednak, Enzo uśmiechnął się nieznacznie, odzyskując kolory.
- Ech, wydaje mi się, że jest cudownie, a z drugiej strony gdzieś tam czuje, że nie do końca. - zdradził mu, nagle czując, że uczciwie będzie, jeśli przyzna, że po prostu ma problem z wyrażaniem uczuć, zwłaszcza w obliczu tego co powiedział mu przed chwilą Deven. Był mu winien podobną szczerość.
- Ona jest taka… wyjątkowa, a ja taki… nie wiem… zakochany… - wyrzucił ostatnie słowo z taką miną, jakby miało mu utknąć w gardle. Zupełnie tak, jakby wcale nie było tego widać, że wpadł po uszy. - I zwyczajnie nie umiem jej tego powiedzieć, a kobiety podobno lubią tego słuchać. Tak powiedziała mi przyjaciółka. Potrzebują deklaracji czy cokolwiek.
Skrzywił się tak okropnie, jakby to słowo napawało go prawdziwą, niewysłowioną odrazą.
- A to chyba trochę wszystko psuje. Czuje, że ona bywa zawiedziona i gryzie mnie to bardziej, niż byłbym w stanie sądzić, a jednak po prostu chciałbym w tym trwać. Upajać się chwilami beztroski. Tylko, że to nieuczciwe, a ja nie wiem jak się za to wszystko zabrać, więc po prostu się cieszę, że ją mam. Jak idiota.
Zdaje się, że jak Enzo już zaczął to wylał z siebie wszystkie wątpliwości. Może to zasługa Devena i odpowiedniego nastroju, w jaki wpadł? Oparł dłonie o ladę, wzdychając lekko i starając się rozluźnić. Spokojnie, Halvorsen. To nie egzaminy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Hamilton, Kanada
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 2472
Dodatkowo : szukający, kapitan, prefekt fabularny
  Liczba postów : 748
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6697-deven-quayle#189490
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6699-relacje-indianskie-i-te-zupelnie-nie#189531
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6700-pocztowki-z-innej-epoki#189533
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7227-deven-quayle




Moderator






PisanieTemat: Re: Menażeria u Nanuka   Pią Kwi 29 2016, 17:28

Skinął głową, nie drążąc tematu Holly. Wiedział stanowczo za mało, poza tym najzwyczajniej w świecie się na tym nie znał. Mógł ją uspakajać, kiedy wspomnienia płonącego Salem sprawiały, że traciła grunt pod nogami, mógł z nią rozmawiać i słuchać jej dziecinnej paplaniny, ale nie był uzdrowicielem, a już na pewno nie miał bladego pojęcia o traumach i problemach psychicznych. Poza swoją empatią nie miał Holly nic do zaoferowania.
Deven chwilami żałował, że nie ma przyjaciółki. Jakiejś sensownej dziewczyny, która mogłaby mu wysmarować instrukcję obsługi Wins, choćby bardzo ogólną, podpowiedzieć, jakie są złote zasady bycia w związku z kimś takim jak królowa Teksasu, czego unikać jak ognia, a co zdecydowanie może pomóc. Fakt, że mógł się zwierzyć Enzo, był niezwykle krzepiący, ale jeśli chodzi o dawanie sobie dobrych rad, obaj byli równie beznadziejni. I może to właśnie ich do siebie zbliżało, bo w końcu trudno się przyznać do swojej ignorancji w kwestiach damsko-męskich komuś, kto co tydzień ma nową dziewczynę, prawda?
Uśmiechnął się krótko, choć w gruncie rzeczy wcale mu nie było do śmiechu, kiedy pomyślał, jak bardzo może się zbłaźnić przed Winnie, kiedy zrobią ten krok dalej. Z ich dwojga to on był bardziej wyrozumiały i empatyczny, Wins kochała drwić i dokuczać i wcale nie był pewny, czy w tak delikatnej materii jak brak doświadczeń seksualnych jej chłopaka, wysili się na pewną subtelność, tak obcą jej naturze.
- Nie jestem pewien, czy... nie mogłem trafić gorzej czy lepiej - mruknął jeszcze z krzywym uśmiechem, widząc, że Enzo, podobnie jak on sam, nie jest pewien, co myśleć o tej sytuacji. Tyle że Enzo nie musiał się z nią borykać. Szczęściarz.
Indianin uniósł leciutko brwi, ale nie naciskał, czekając, co jeszcze Halvorsen ma do powiedzenia. Cóż, sądząc po jego zachowaniu, on i Shenae dobrali się jak w korcu maku i byli szczęśliwi. Do głowy by mu nie przyszło, że mają jakiekolwiek kłopoty... a tu proszę. Jednak po chwili wszystko zrozumiał. No Kto jak kto, ale Deven, prawdopodobnie najbardziej małomówny człowiek w Hogwarcie, doskonale rozumiał rozterki przyjaciela. I tak był pod wrażeniem, że Enzo powiedział aż tyle o swoich uczuciach. Powstrzymał uśmiech, który cisnął mu się na usta, gdy Halvorsen z takim bólem przyznał się do swoich uczuć względem D'Angelo. Prawdę mówiąc, było to tak oczywiste, jakby miał na czole wielki, czerwony neon "Kocham Shenae", ale Deven zdawał sobie sprawę, że Enzo ma rację - kobiety oczekiwały deklaracji i słów. I wyglądało na to, że krukonka wcale nie jest wyjątkiem.
Quayle milczał przez chwilę, zbierając się w sobie. Nagle zdał sobie sprawę, że on nigdy nie powie Winnie, że ją kocha. Nie kochał jej. To było zakochanie, zauroczenie, ale nie miłość. Wypuścił ze świstem powietrze i odezwał się spokojnie, choć z wyczuwalnym wahaniem.
- Wiesz... może... powinieneś jej to napisać, skoro nie masz odwagi powiedzieć? Znaczy... - zaciął się na chwilę, po czym westchnął i spojrzał na przyjaciela z powagą. - Powiedziałem coś takiego tylko jednej osobie... i też... nie było mi łatwo. Ale kiedy już powiedziałem... było lepiej. Było... wspaniale. Wyglądała, jakby ktoś zapalił jej w środku światełko. I... mnie też ulżyło, bo oboje o tym wiedzieliśmy, oboje to czuliśmy i kiedy... powiedzieliśmy to głośno... wszystko się stało takie... proste. - Mówił z wyraźnym trudem, mając wrażenie, że każde wspomnienie o tamtej dziewczynie sprawia mu fizyczny ból. Spuścił wzrok i zacisnął usta. Tęsknił za nią i chyba nadal ją kochał. - Farai... - mruknął pod nosem, tak cicho, że Enzo mógł go nie usłyszeć. Potrząsnął głową i wziął się w garść. - Chcę tylko powiedzieć... że warto się przemóc. Szczególnie jeśli... masz pewność, że ona... czuje to samo - powiedział spokojnym tonem, bębniąc palcami w pojemnik ze świerszczami i starając się odepchnąć od siebie myśl o Farai. To było, minęło. Powinien zapomnieć, ale jakoś nie potrafił. Tęsknił.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Lima, Peru
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 3052
  Liczba postów : 1065
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10538-enzo-corrado-halvorsen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10540-klusownik-prosto-z-peru
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10539-peruwianska-sowa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10541-enzo-halvorsen




Gracz






PisanieTemat: Re: Menażeria u Nanuka   Wto Maj 03 2016, 23:45

On też nie wiedział, zwłaszcza, że ogarnięcie Winnie w kwestii co by zrobiła, a czego nie, zdecydowanie przerastało jego możliwości. Podrapał się po potylicy, starając się odnaleźć słowa, a te, jak nigdy wcześniej, nagle spłynęły na niego w nieoczekiwanym objawieniu.
- Chyba nie jest bezduszna. - zauważył, zastanawiając się, jak Deven mógłby zadurzyć się w kimkolwiek kto by taki był. - Myślę, że by Cię naprowadziła.
Stwierdził, chociaż w jego głowie i tak zabrzęczała fałszująca nutka. Nie kłamstwa, ale po prostu niepewności. Nie siedział Wins w głowie i nie mógł mieć pojęcia co by zrobiła w takiej sytuacji, ale jeśli byłaby w stanie wyśmiać czyjeś niedoświadczenie to Enzo zdecydowanie nie chciałby mieć z nią nic wspólnego. Z pierwszym razem jest tak, że trzeba go po prostu przetrwać. Enzo aż za dobrze zdawał sobie sprawę z tego, że w jego zbliżeniu więcej było niezdecydowania i niepewności, aniżeli faktycznych błędów, jakie mogłyby je klasyfikować jako nieudane, a kiedy już było po wszystkim, okazywało się, że to tylko niepotrzebne demonizowanie. To nieznajomość tematu rodziła strach, a nie faktyczny brak doświadczenia. Mógł on przeszkadzać, to fakt, ale mimo wszystko, większość ludzi zachowywała się w takich chwilach na tyle instynktownie, aby i tak wystarczająco się odnaleźć. Enzo wierzył, że w przypadku Devena wszystko potoczy się podobnie, niezależnie od tego czy nastąpi to za czasów Winony czy nie.
Uśmiechnął się drwiąco, słysząc pierwsze słowa przyjaciela, wiedząc, że w przypadku Shenae to by nie podziałało. Lubiła jasne przekazy. Ba, chyba jeszcze bardziej uwielbiała je egzekwować, a on… cóż, był mistrzem niedopowiadania. Chciałby móc całe życie unikać odpowiedzialności, ale tak się nie dało i chociaż chciał wejść w dyskusję na ten temat, zmełł w ustach słowa, jakie ułożyły mu się w odpowiedź. Milczał, wysłuchując relacji Devena, a w jego sercu coś nagle skruszało.
- Mojej złośnicy światełko zapala się tylko w głowie. - stwierdził, czując, że faktycznie szybciej doczekiwał się złośliwości, aniżeli deklaracji miłosnych, ale mimo wszystko, D’Angelo zdążyła mu już kilka razy przekazać co do niego czuła, podczas gdy on decydował się na płynięcie z nurtem. Nagle wyciągnął rękę, uderzając lekko pięścią w ramię Indianina. Takie niewerbalne „weź się w garść”.
- Dzięki, stary. - odpowiedział, starając się ułożyć to wszystko w głowie. Wiedział, że powinien wreszcie to zrobić. Może po zbliżającym się meczu znajdzie się ku temu okazja? Popatrzył na Gryfona, przez chwilę analizując wszelkie możliwe słowa, jakimi mógłby go teraz obdarzyć.
- Może to właśnie w tym tkwi wasz problem? Ty i ta Farai… może to nadal nie jest za Tobą? - tak to wyglądało i nawet ktoś tak niedomyślny jak Enzo tak uznał. Zresztą, sygnały były na tyle silne, że ciężko było je całkowicie zignorować. „Może niepotrzebnie je do siebie porównujesz?”, zawisło gdzieś pomiędzy nimi jako niewypowiedziana wątpliwość.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Hamilton, Kanada
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 2472
Dodatkowo : szukający, kapitan, prefekt fabularny
  Liczba postów : 748
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6697-deven-quayle#189490
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6699-relacje-indianskie-i-te-zupelnie-nie#189531
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6700-pocztowki-z-innej-epoki#189533
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7227-deven-quayle




Moderator






PisanieTemat: Re: Menażeria u Nanuka   Sob Maj 07 2016, 19:27

- Nie, nie jest - przyznał z uśmiechem Deven, choć w głębi duszy... to nie tak, że uważał, że Winnie jest bezduszna. Po prostu NIE WIEDZIAŁ, jaka jest naprawdę. Czy miała jakieś kolejne warstwy, jakieś maski? Czy była dokładnie tą osobą, na którą wyglądała - wygadaną królową życia, która urabiała wszystkich wedle swojej woli, samym tylko urokiem osobistym i przekonaniem, że każdy z rozkoszą spełni jej życzenie. Devena w jakiś sposób to pociągało, może dlatego że było tak obce jego naturze, a jednocześnie czyniło zupełnie bezradnym. Jego zwykły upór nagle topniał, a on tracił kontrolę nad sytuacją. I to podobało mu się trochę mniej.
Nie wyczekiwał tego swojego pierwszego razu ze szczególną niecierpliwością, zdając sobie sprawę, że pewnie nie wykaże się wówczas niczym, co uważa się za pożądane u mężczyzny. Był zupełnie bezbronny w obliczu najprostszych nawet sytuacji damsko-męskich, a kwestie seksualne... no cóż, niewiele sytuacji jest równie intymnych, a z intymnością Indianin zawsze miał problemy. - Zobaczymy... - dodał w zadumie, nie patrząc na Enzo i bawiąc się koralikami. Świadomość, że jego przyjaciel ma w tych sprawach większe doświadczenie niż on, budziła zazdrość, ale z pewnością nie zawiść. Chciał mu zadać kilka pytań, ale zwyczajnie brakowało mu odwagi. Takie gadanie wydawało mu się strasznie babskie. To znaczy... pytania o pierwszy raz. Nie żeby wiedział specjalnie dużo o kobietach, ale... no właśnie. Chyba nie istniała osoba, z którą byłby na tyle blisko, żeby wprost spytać o intymne szczegóły. Nie i koniec.
Wracanie myślami do Farai zawsze było trudne. Mówienie o niej było jeszcze trudniejsze, zwłaszcza że Enzo jej nie znał, nie potrafił sobie wyobrazić tej eterycznej, egzotycznej istoty, wysmukłej i tajemniczej, będącej tak różną od Winnie, jak to tylko możliwe. Uśmiechnął się niewyraźnie, kiedy Enzo nazwał Shenae "złośnicą". Ten tytuł zdecydowanie do niej pasował, ale w głosie krukona pobrzmiewała czułość. Chyba naprawdę do siebie pasowali.
Na gest i słowa przyjaciela uśmiechnął się ponownie, tym razem nieco śmielej i kiwnął głową w milczącym "nie ma sprawy".
Wypuścił ze świstem powietrze. Przez chwilę stał w bezruchu, jakby się zbierając w sobie, aż w końcu odezwał się spokojnym, cichym głosem. Był opanowany, ale wyraźnie poruszony i chociaż nigdy nie należał do specjalnie wygadanych, spłynęło na niego jakieś natchnienie.
- Wiesz co... to jest trochę tak, że... ludzie dzielą się zwykle na tych, którzy wolą wanilię albo czekoladę. Znaczy... mogą lubić jedno i drugie, ale zazwyczaj któryś smak wolą. Załóżmy, że ja uwielbiam czekoladę. I pewnego dnia... pewnego dnia dowiaduję się, że już nie ma czekolady i nigdy więcej jej nie dostanę. Mimo że wcale mi się nie przejadła i mógłbym jeść wyłącznie czekoladę... choćby do końca świata. I zostaje mi tylko wanilia. Lubię wanilię, jest w porządku, ale... zawsze będę tęsknił za czekoladą, bo... to zawsze był mój ulubiony smak. Wiem, że to głupie - powiedział szybko, zażenowany tak idiotyczną analogią, którą podyktowały mu wspomnienia o Farai. Farai o skórze jak czekolada mleczna, oczach i włosach jak gorzka i otulonej... tak, wonią czekoladowych perfum. Winnie ze swoimi blond włosami i jasną, choć opaloną skórą, była z całą pewnością wanilią. Nagle poczuł się jak idiota. W dodatku winny idiota i mazgaj. Odchrząknął. - No, nieważne. Myślisz, że te nowe ary dojdą do siebie? Wydają się osowiałe i nie wiem, czy to... no wiesz, przez stres związany ze zmianą otoczenia, czy po prostu są chore... - niezręcznie zmienił temat, mając ochotę po prostu stąd uciec, zaszyć się w lesie i tam odzyskać względną równowagę ducha.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Lima, Peru
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 3052
  Liczba postów : 1065
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10538-enzo-corrado-halvorsen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10540-klusownik-prosto-z-peru
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10539-peruwianska-sowa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10541-enzo-halvorsen




Gracz






PisanieTemat: Re: Menażeria u Nanuka   Pią Maj 13 2016, 19:08

Kiedy jego przyjaciel przycichł, Enzo niemalże już sądził, że to będzie to - koniec rozmowy. Spodziewał się, że teraz Deven zupełnie zamilknie, przetwarzając w głowie całą tą sytuację, a jemu pozostanie tylko dalsze bawienie się ulotkami. Nie wiedział co ma ze sobą robić, zwłaszcza, że jego umysł zalały znowu rozbrajające fale myśli, wypełnione długimi, czarnymi włosami pachnącymi lawendą, delikatnymi piersiami młodej kobiety i ciętymi odzywkami. Zaskakująca mieszanka, ale dla Enzo, była ona niesamowicie pociągająca. Myślał właśnie o błękitnych oczach Shenae, najwyraźniej zupełnie porwany przez te kontemplacje, wracając na ziemię z niezwykłym trudem. Nigdy nie podejrzewał Quayle o to, że może być w stanie wyrzucić z siebie aż tak dużo słów i chyba był w tej kwestii hipokrytą. Sam przecież kiedyś za wiele się nie odzywał, zwłaszcza po śmierci Emeliny i po przyjeździe do Wielkiej Brytanii, więc dlaczego Deven miałby być wiecznym milczkiem? Popatrzył na niego, błyskawicznie analizując mimikę twarzy i postawę, wsłuchując się jednocześnie w szybko padające słowa. Wanilia i czekolada. W zasadzie to porównanie było jednocześnie dziwnie nieprzyjemne, jak i adekwatne… a przynajmniej tak uznał po dokonaniu szybkiej oceny sytuacji. Nagle zrobiło mu się jakoś dziwnie na sercu. Skrzyżował ramiona, chcąc ukryć się w postawie zamkniętej i milczał przez dłuższą chwilę. Gdyby tylko Phoenix potrafiła bezpośrednio o niego walczyć, to kto wie czy nie musiałby jej kiedyś przyrównywać do wanilii czy czekolady. Tyle, że w jego aktualnej sytuacji nie miało to zastosowania i tak po prawdzie to ciężko było mu zrozumieć dokładnie jakie to uczucie. Nigdy wcześniej nie był zakochany. Może to i źle, a może właśnie lepiej, ale Shenae była pierwszą kobietą, wobec której poczuł coś więcej, chociaż tak naprawdę to wcześniej nie szukał specjalnie daleko. Nie poszukiwał znajomych, preferując bardziej samotny tryb życia, a teraz nie wyobrażał sobie swojego życia bez tych paru osób, które w jego oczach zasłużyły na stałe miejsce w jego sercu.
- Rozumiem. - powiedział wreszcie, chociaż wcale nie był pewien czy tak naprawdę dobrze to wszystko pojął. No, ale to nic, bo i tak zaraz Deven zmienił temat. Enzo nie był jak Shenae. Pozwolił mu od niego uciec, nawet z chęcią podejmując nowy.
- Może warto je zdiagnozować, podróż na pewno była dla nich trudna… ale myślę, że na początku, na poprawę nastroju wystarczy kilka tych specjalnych przysmaków Nanuka. Wiesz, tych które trzyma pod kluczem. Zachowuje się zupełnie tak, jakbyśmy mieli zamiar je jeść na podwieczorek do herbatki… - paplał bez sensu, chcąc pomóc w rozładowaniu gęstej jak bita śmietana atmosfery i chyba mu się to udało, bo reszta zmiany jakoś tak minęła im na bezkonfliktowych rozważaniach o arach, szczuroszczetach, kugucharach i innych magicznych podopiecznych menażerii. Tylko dlaczego pod sam jej koniec, Halvorsen wciąż myślał o tym, dlaczego Deven nigdy więcej nie dostanie czekolady?

[ztx2]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Leeds
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 624
Dodatkowo : wężoustość
  Liczba postów : 232
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14348-berenice-valerie-cairndow
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14361-berka-przygarnie#380345
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14362-valerian#380346
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14363-berenice-v-cairndow#380347




Gracz






PisanieTemat: Re: Menażeria u Nanuka   Wto Kwi 25 2017, 19:21

Szukaliście kiedyś prezentu dla brata? Nie? To szkoda. Berka właśnie błąkała się po ulicach jak i uliczkach rozmyślając nad prezentem. Już niedługo mieli urodziny i wypadałoby mu coś dać. Z miną cierpiętnicy weszła do sklepu zoologicznego. Chciała na chwilę zająć myśli zupełnie czymś innym. Czyli zwierzątka nadawały się do tego najlepiej.
Nie sądziła jednak, że właśnie w tym sklepie znajdzie prezent dla brata. Kto nie chciałby mieć w swoim wyposażeniu i pod ręką Bahanocyd?! Środek służący do unieszkodliwiania bahanek. Nie zastanawiając się dłużej zakupiła go i wyszła z menażerii. Valerian ją zabije jak nic.

Zakup: Bahanocyd
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 100
  Liczba postów : 548
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14113-calum-isaac-dear#372995
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14140-golum#373559
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14192-calum-isaac-dear#374288
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14139-calum-dear




Moderator






PisanieTemat: Re: Menażeria u Nanuka   Sro Maj 24 2017, 18:03

Po ostatnich zajęciach z opieki nad magicznymi stworzeniami, na które nie wiem po co poszedłem, otrzymałem kupon na 15 G do menażerii w Hogsmeade, jako że moja grupa, w której znajdowała się Lotta (to wszystko dzięki niej) i Wanker, dostała najlepsze oceny za opiekę nad smokiem miniaturką. W sumie nie była to głupia nagroda. Początkowo chciałem kupon oddać samej Hudson, jej mógłby się bardziej przydać, chociażby na jedzenie dla tego jej kocura, ale przemyślałem to i doszedłem do wniosku, że chyba dorosłem do posiadania własnego zwierzęcia. Zdecydowałem się na sowę, bo ze wszystkich opcji, które posiadaliśmy w Hogwarcie, ta wydawała się najbardziej użyteczna. No i nie musiałbym się z nią dużo zajmować, pewnie większość dnia spędzałaby w sowiarni i jedzenie też zdobywałaby na własną "rękę". Nie mogłem tego zjebać, ani też polec ze względu na moje znikome doświadczenie z posiadaniem pupili.
Zjawiłem się na miejscu i od razu ruszyłem w kierunku jakiegokolwiek pracownika, by pomógł mi wybrać sowę. Nie wiedziałem, czego chciałem, nie miałem zbyt dużych wymagań i nie obchodziło mnie, jak stara była sowa, czy była żywiołowa (o ile można tak określić sowę???), więc zdałem się na jego pomoc. Po paru minutach już myślałem, że mam swój typ i zacząłem oglądać faktyczne sowy, gdy gdzieś tam z boku wyłonił się ten wielki ptak, który wyglądał, jakby do karmy regularnie dosypywali mu mety. Parsknąłem śmiechem, obserwując poczynania potarganego towarzysza, który bardzo nieudolnie próbował się przymilać do innych sów.
- A ten? - zapytałem pracownika, który spojrzał na mnie, jakbym kompletnie oszalał.
- Jest tu prawie od początku. Ludzie go nie chcą, bo wygląda trochę... funky - odpowiedział, po czym zaczął mi pokazywać inne sowy. Nie słuchałem go, w sumie zastanowiło mnie, dlaczego nie próbuje mnie zachęcić do kupna sowy, która jest starsza i częściej odrzucana niż reszta młodych, pięknych sówek. Aż tak bardzo spisał ją na straty?
- Ale coś jest z nią nie tak? - zapytałem, a pracownik ponownie spojrzał na mnie zdziwionym wzrokiem.
- Z nią? Z kim? - odparł.
- No z nią - powiedziałem, wskazując sowę, która w tej chwili wykonywała jakieś dziwne ruchy.
- Nie, wszystko z nią w porządku. To znaczy jest zdrowa, tylko trochę mniej ładna niż reszta. Mógłby się pan zdziwić, ale większości jednak zależy na wyglądzie swojej sowy - odpowiedział pracownik.
- Biorę ją - rzekłem stanowczo i już sięgnąłem do kieszeni, by wyciągnąć kupon oraz pieniądze do dopełnienia ceny. Pracownik próbował mnie jeszcze zagadać, czy jestem pewien, czy to ostateczna decyzja, czy jeszcze zerknę na ich inne sowy, ale byłem zupełnie przekonany co do tego, że właśnie ta dziwaczna, starsza sowa wraca ze mną do zamku. Poprosiłem jeszcze o klatkę, w której mógłbym przetransportować ptaka - potrzebowałem takiej naprawdę dużej, jako że Spooky (bo już nadałem jej imię) była naprawdę ogromna. Po wszystkim zapłaciłem i wyszedłem ze sklepu, niosąc w rękach klatkę z moją własną sową.

/zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Wenecja, Włochy
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 484
Dodatkowo : Hipnoza
  Liczba postów : 322
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14432-theo-romeo-u-evermore#382217
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14439-i-will-be-true#382241
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14442-false#382249
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14440-kuferek-theo#382245




Gracz






PisanieTemat: Re: Menażeria u Nanuka   Wto Cze 13 2017, 15:34

Theo był stuprocentowo pewien, że potrzebne mu jakieś zwierzątko. Nigdy nie był jakimś ogromnym fanem lekcji ONMS, ale do ignorantów się nie zaliczał - ogólnie, podchodził do tematu istot żywych pozytywnie, także nie było nad czym się zastanawiać. Nigdy tak naprawdę nie posiadał zwierzaka i był pod tym względem amatorem. Chociaż, gdy był w Drakensbergu, to jego partner miał kota - i Theo sobie z tym kotem świetnie radził.
Krukon wszedł do menażerii pewnym krokiem, ale zaraz za progiem kompletnie przytłoczyło go to wszystko. Nawet nie chodziło o niesamowity wystrój wnętrza, który diabelsko zachęcał do kupna papugi, albo innego tropikalnego zwierzaka. Theo miał już sowę i nie łączyła go z nią zbyt silna więź - False była wolnym duchem i wolała przesiadywać w sowiarni, albo latać sobie samotnie i bez zobowiązań. Do Theo zwracała się tylko wtedy, kiedy jej potrzebował...
Nie chcąc stać na środku jak kołek, odwrócił się do jakiejś klatki i z uśmiechem na ustach przywitał wpatrzonego w niego królika. Ha, mógłby go epicko wyciągać z kapelusza, jak taki mugolski iluzjonista! Raczej nie cieszyłoby się to wielką popularnością w Hogwarcie, ale Theo zaśmiał się w myślach na samą wizję. Przyjrzał się jeszcze chwilę gryzoniowi, ale jakoś tak wciąż nie był pewien...
Chyba powinien się wcześniej trochę zastanowić, a nie przychodzić tak bez żadnego planu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 392
Dodatkowo : ćwierć wila
  Liczba postów : 174
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14411-bianca-zakrzewski?nid=3#381696
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14415-pianki-bianci#381731
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14416-bianca#381732
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14414-bianca-zakrzewski




Gracz






PisanieTemat: Re: Menażeria u Nanuka   Wto Cze 13 2017, 15:45

Szłam ulicami Hogsmeade właściwie bez celu. Musiałam się trochę wyrwać z zamku, a do mieszkania nie bardzo chciało mi się jechać. Chyba to czas żebym zdała teleportację... W każdym razie przechadzałam się spokojnie, w ręku trzymając kawę z Hogs Cafe. Zmarszczyłam brwi gdy zauważyłam za witryną sklepową menażerii @Theo Romeo U. Evermore. Dawno z nim nie rozmawiałam, więc bez większego zastanawiania się weszłam do środka.
Po cichu do niego podeszłam zamierzając go wystraszyć. Wspięłam się na palce i..
- Bu! - powiedziałam mu prosto do ucha i wyszczerzyłam zęby w uśmiechu. - Co tu robisz?
To pytanie w gruncie rzeczy było głupie. Co mógł tutaj robić? Brawo Bianca, zaprezentowałaś błyskotliwość roku. W każdym razie zastanawiałam się czy zamierzał kupić jakieś nowe zwierzątko. Nie specjalnie miałam do nich rękę. Lubiłam ONMS, ale nie przesadzajmy. Średnio miałam czas żeby ciągle gdzieś latać za zwierzakiem, kiedy w pokoju miałam tyle niedokończonych prac. Przynajmniej skończyłam już staż i mój czas wolny diametralnie się wydłużył, o czym świadczyła moja obecność w Hogsmeade.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Wenecja, Włochy
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 484
Dodatkowo : Hipnoza
  Liczba postów : 322
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14432-theo-romeo-u-evermore#382217
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14439-i-will-be-true#382241
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14442-false#382249
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14440-kuferek-theo#382245




Gracz






PisanieTemat: Re: Menażeria u Nanuka   Wto Cze 13 2017, 16:28

Starał się zachowywać cicho i dyskretnie, aby nie alarmować właściciela. Ten jedynie raz zerknął na niego czujnie zza lady, a potem zniknął na zapleczu. Theo wiedział, że w razie potrzeby może go zawołać, ale dzięki temu miał trochę czasu na zebranie myśli. Przesunął się wzdłuż klatek i nagle wylądował przed terrarium z wężami. Ogromny boa przysypiał leniwie, pozwijany w dość zabawny sposób. Kto stawia tak blisko siebie gady i ich ofiary, zwane gryzoniami?
Nie miał czasu się nad tym zastanawiać, bo ktoś postanowił sobie z niego zażartować. Krukon odwrócił się szybko i mało elegancko, lekko uderzając ręką przy okazji w pobliską klatkę. Szczury zapiszczały z niezadowoleniem, a spojrzenie królika stało się jakieś takie pełne wyrzutu. Theo spojrzał z niedowierzaniem na @Bianca Zakrzewski, która to chciała go wystraszyć. I, no cóż, nawet w pewnym sensie jej się to udało...
- Czym sobie na to zasłużyłem? - Westchnął teatralnie. Gryfonka jednak uśmiechała się do niego tak uroczo, że nie był w stanie nieodwzajemnić gestu. Machnął ręką na jej pytanie, wskazując na te wszystkie klatki, pokarmy, terrarium... no, na wszystko.
- Szukam sobie jakiegoś zwierza. Szkoda, że to nie działa tak jak różdżka, że to ja zostanę wybrany. Mam wyjątkowo spory problem z podjęciem decyzji - przyznał otwarcie, pocierając kark z zażenowaniem. - A ty? - Nie wiedział, czy dziewczyna ma już jakiegoś pupila i tylko dokupuje mu karmę, czy też może jest tu na takich samych łowach, co on.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 392
Dodatkowo : ćwierć wila
  Liczba postów : 174
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14411-bianca-zakrzewski?nid=3#381696
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14415-pianki-bianci#381731
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14416-bianca#381732
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14414-bianca-zakrzewski




Gracz






PisanieTemat: Re: Menażeria u Nanuka   Wto Cze 13 2017, 16:44

Udało mi się! Naprawdę nie sądziłam, że uda mi się go wystraszyć, a tu proszę - niespodzianka. Radko mi się to udawało. Za każdym razem kiedy próbuję tego na Lysandrze ten tylko patrzy na mnie spod uniesionych brwi. Byłam więc szczęśliwa, że w końcu ktoś się na to nabrał.
- Właściwie to poszłam po kawę. - tu uniosłam kubek z napojem. - A kiedy zobaczyłam cię w sklepie stwierdziłam, że się przywitam.
Rozejrzałam się po sklepie. Nie dziwiło mnie to, że chłopak miał problem z wyborem. Roiło się tu od przeróżnych zwierząt. Niekoniecznie się na nich znałam, więc nawet nie wiedziałam jak doradzić chłopakowi. Gdy zobaczyłam pająki lekko się wzdrygnęłam. Nie przepadałam za nimi, ba! nie cierpiałam ich. Osiem odnóży budziło we mnie niesmak i lekki niepokój, to nie było naturalne, w dodatku te kilka par oczu... Grr...
- Puszki są słodkie. - powiedziałam, patrząc na te urocze różowe kulki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Wenecja, Włochy
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 484
Dodatkowo : Hipnoza
  Liczba postów : 322
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14432-theo-romeo-u-evermore#382217
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14439-i-will-be-true#382241
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14442-false#382249
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14440-kuferek-theo#382245




Gracz






PisanieTemat: Re: Menażeria u Nanuka   Wto Cze 13 2017, 16:51

Nie mógł sobie przypomnieć ostatniej rozmowy z Biancą. Czy to nie było na tej lekcji, na której poznał jej rudowłosą koleżankę? Jak bardzo nietaktowne byłoby poproszenie jej, aby porozmawiała z Fire i namówiła ją na pozowanie? Bo Theo naprawdę bardzo chciał wykorzystać piękno pani prefekt Gryffindoru.
- W takim razie witaj - mrugnął do niej wesoło. - Masz jakieś zwierzę? - Zainteresował się, podchodząc do niedużego kojca, w którym kręciło się parę kociaków. Były niesamowicie urocze i Theo nie mógł się powstrzymać od głaskania ich. Niepewnie wziął jednego malucha na ręce i przysunął go do Bianci, ze spojrzeniem przepełnionym dziecięcym entuzjazmem. Te mięciutkie potworki powinny być zakazane, miały zdecydowanie za dużo uroku osobistego!
- Dobrze, że tu jesteś. Pilnuj mnie, żebym nie kupił wszystkich tych śłodkich maluśków - rzucił, a pod koniec swojej wypowiedzi niemalże szczebiotał jak do małego dziecka. Kociakowi chyba średnio się to spodobało, bo postanowił ugryźć go w palec. Nie było to mocne, ale wyjątkowo znaczące... Krukon zostawił zwierzę w spokoju i wstał, starając się wyglądać tak niewinnie, jak tylko mógł.
- Puszki? - Powtórzył bez większej ekscytacji. Nie znał się na tych zwierzakach i jakoś nigdy go do nich nie ciągnęło. Z drugiej strony, co mu szkodziło? Odnalazł klatkę z puszkami pigmejskimi i... No, oficjalnie przegrał. - O, Merlinie - sapnął z zachwyceniem, gapiąc się na puchate różowo-fioletowe kulki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 392
Dodatkowo : ćwierć wila
  Liczba postów : 174
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14411-bianca-zakrzewski?nid=3#381696
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14415-pianki-bianci#381731
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14416-bianca#381732
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14414-bianca-zakrzewski




Gracz






PisanieTemat: Re: Menażeria u Nanuka   Wto Cze 13 2017, 17:02

Od naszej ostatniej rozmowy naprawdę minęło sporo czasu. Nie byliśmy w końcu w tym samym domu, więc nie było szans chociażby na to żeby porozmawiać w salonie wspólnym domu. W każdym razie cieszyłam się, że go spotkałam. Był w porządku chłopakiem i nie mogłam powiedzieć że go nie lubiłam.
Wśród małych kotków wyglądał naprawdę uroczo, jak takie małe dziecko. Zaświeciły mu się oczy i zaczął głaska jednego z kotów. Zaśmiałam się lekko kiedy ten go ugryzł.
- Nie, nie mam. Średnio mam na to czas. Ale kiedyś chciałam mieć psa.
Naprawdę żałowałam, że czarodzieje nie miewają psów. To były moje ulubione zwierzęta, a ich czarodziejskie odmiany średnio mi odpowiadały. Moi mugolscy dziadkowie kiedyś mieli psa i od tamtej chwili pokochałam tamte stworzenia. Na razie jednak nie zapowiadało się na to żebym miała pieska w najbliższym czasie, wymaga zdecydowanie zbyt dużo opieki.
Gdy Theo dostrzegł stworzenia, o których wspomniałam nie było szans żeby wyszedł bez żadnego. Widziałam to w jego oczach, które świeciły się jakby zobaczył najpiękniejszą rzecz świata. Niewiele wiedziałam o puszkach. Nie miałam pojęcia jak się nimi opiekować, ani co tak naprawdę mogą, ale musiałam przyznać, że wypadały słodziutkie. Trochę jak wata cukrowa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Wenecja, Włochy
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 484
Dodatkowo : Hipnoza
  Liczba postów : 322
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14432-theo-romeo-u-evermore#382217
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14439-i-will-be-true#382241
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14442-false#382249
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14440-kuferek-theo#382245




Gracz






PisanieTemat: Re: Menażeria u Nanuka   Wto Cze 13 2017, 17:15

Theo był chyba bardziej kociarzem, ale jednocześnie bardzo popierał równouprawnienie i na słowa Bianci o psach od razu się ożywił.
- Psy są świetne! Ale wiesz, jakie to wszystko niesprawiedliwe? Że niby koty to bardziej magiczne stworzenia. Zupełnie tego nie rozumiem, no bo kuguchary - w porządku. Ale koty? Zresztą, nawet jeśli uznamy, że psidwaki to takie magiczne psy, to dlaczego nie można ich mieć w Hogwarcie? Jawna dyskryminacja. Kuguchary i psidwaki mogą być równie niebezpieczne. - Potrząsnął głową z niezadowoleniem, bo bardzo go to burzyło. Chodziło o sam fakt, bo on i tak raczej na psa by się nie zdecydował. Chyba wolał leżeć z kotkiem na kanapie, niż wychodzić co chwilę na spacer z psem. Ale cóż, to już takie drobne preferencje...
- Myślisz, że są drogie? - W tej samej chwili dostrzegł niewielką kartkę obok klatki, na której wypisana była cena. 16 galeonów za taką kulkę szczęścia? - Nie było pytania - zaśmiał się, oglądając puszki.
Wiedział, że to jest to. Słyszał o puszkach tyle, że są mało wymagające i niezwykle kochane, a przecież dokładnie o takie zwierzątko mu chodziło. Bez zastanowienia poszedł po właściciela, a ten otworzył klatkę i pozwolił Theo wybrać sobie "tego jedynego". Krukon od razu wyciągnął dłonie po najbardziej puchate, ciemnofioletowe stworzonko. Otrzymał krótką instrukcję co lubią puszki (wszystkożerne, doskonale!) i gdy tylko zapłacił, to nie mógł przestać przytulać nowego malucha.
- Bianca, jesteś genialna - poinformował Gryfonkę. Pewnie powinien wymyślić jakieś błyskotliwe imię...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 392
Dodatkowo : ćwierć wila
  Liczba postów : 174
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14411-bianca-zakrzewski?nid=3#381696
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14415-pianki-bianci#381731
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14416-bianca#381732
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14414-bianca-zakrzewski




Gracz






PisanieTemat: Re: Menażeria u Nanuka   Wto Cze 13 2017, 18:06

- Może chodzi o obowiązek? Wiesz jakby wszyscy mieli psy, a te z kolei by biegały po błoniach... Mógłby powstać niezły chaos w sumie. - odparłam po chwilowym zastanowieniu się. Nigdy nad tym dłużej nie myślałam, ale po chwili doszłam do właśnie takich wniosków. Na dzień dzisiejszy pies byłby dla mnie zbyt dużym obciążeniem, chociaż dam głowę, że gdybym miała jakąkolwiek możliwość kupienia teraz psa średnio bym się zastanawiała. Dajmy spokój, to były najlepsze stworzenia na świecie!
Takiego zachwytu nad puszkami jeszcze nie widziałam, ale Theo był w tym wszystkim niesamowicie naturalny. Uśmiechnęłam się do niego.
- Jestem? - zapytałam.
Właściwie nie wiedziałam dlaczego tak stwierdził, ale to było miłe w sumie. Puszki były tanie i słodkie, a z tego co usłyszeliśmy nie potrzebowały większej opieki.
- Jak go nazwiesz?
Byłam naprawdę ciekawa jakie imię mu wybierze. Albo jej, w sumie to nie wiedziałam. Zerknęłam na chłopaka w oczekiwaniu. Ne wiedziałam nawet na co liczyć. Niektórzy wymyślali jakieś dziwne imiona, inni z kolei mega krótkie i łatwe. Theo był artystą, więc mogłam się spodziewać wszystkiego. Wiedziałam po sobie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Wenecja, Włochy
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 484
Dodatkowo : Hipnoza
  Liczba postów : 322
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14432-theo-romeo-u-evermore#382217
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14439-i-will-be-true#382241
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14442-false#382249
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14440-kuferek-theo#382245




Gracz






PisanieTemat: Re: Menażeria u Nanuka   Wto Cze 13 2017, 18:18

Teoria Bianci brzmiała na całkiem rozsądną, ale Theo dalej obstawiał przy swoim. Na tej samej zasadzie koty mogły ganiać po błoniach! Dodatkowo miał wrażenie, że łatwiej było wpaść kugucharowi pod pazury, niż psidwakowi pod zęby. Nie zamierzał się jednak kłócić, bo w końcu się na tym aż tak bardzo nie znał. Wzruszył jedynie ramionami z lekkim uśmiechem.
Nie spodziewał się, że aż tak zachwycą go te małe stworzonka. Puszki pigmejskie były mniejsze od normalnych, ale Theo jak najbardziej to pasowało. Maluch nie był większy od jego pięści. Jego futerko miało niepowtarzalny, przecudowny kolor. Och, ile Theo oddałby za tak żywy, prawdziwy odcień farby!
- Jesteś - przytaknął. W końcu wyjątkowo trafnie mu podpowiedziała, należało to docenić.
Pogłaskał malucha, przyglądając mu się uważnie. Dobra, był artystą i kreatywności nie można było mu odmówić, ale imiona to inna bajka. Chłopak zmrużył powieki, próbując wpaść na coś ciekawego.
- Puszkotello, Vincent van Puszek, czy Puszek da Vinci? - Zerknął na blondynkę z rozbawieniem. - Albo Rafael Puszek I!
Odruchowo skierował się w stronę wyjścia, otworzył Gryfonce drzwi i uniósł pytająco brew.
- Masz jakieś plany? - Szkoda, że miała już kawę, bo mógłby ją na nią zabrać... Ale zawsze mogli po prostu pospacerować.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 392
Dodatkowo : ćwierć wila
  Liczba postów : 174
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14411-bianca-zakrzewski?nid=3#381696
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14415-pianki-bianci#381731
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14416-bianca#381732
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14414-bianca-zakrzewski




Gracz






PisanieTemat: Re: Menażeria u Nanuka   Wto Cze 13 2017, 18:42

Parsknęłam śmiechem na imiona, które wymyślił. Tak, mówiłam, że niektórzy szaleją... W każdym razie uniosłam brwi kiedy spojrzałam na chłopaka.
- Wszystkie brzmią kiepsko, panie artysto, wykaż się kreatywnością. - wypaliłam całkiem szczerze.
Sama nigdy nie wymyślałam imion, ale żeby nazywać różową kulkę imionami malarzy? To było w sumie trochę dziwne, ale nie wnikałam
Spojrzałam na zwierzę w ręce Theo i mu się przyjrzałam. Musiałam chwile pomysleć.
- Może Flou? - zapytałam.
Nie znaczyło to nic innego jak "miękki" po francusku. Co prawda słowo miało wiele synonimów, ale ten mi najbardziej przypadł do gustu.
Usmiechnęłam się kiedy Theo otworzył mi drzwi. W gruncie rzeczy w tych czasach dość żadko to się zdarzało.
- Hm.. W sumie to nie, ale chyba bym coś zjadła. - odparłam.
Byłam osobą, która jadła kiedy była głodna. Czyli cały czas. Całe szczęście nie było tego po mnie widać. Dziękowałam za taką przemianę materii, bo w innym razie byłabym podobną kulką do tego puszka. Zerknęłam na Theo w poszukiwaniu jakichkolwiek oznak, że też chciałby coś zjeśc. Nie lubiłam jeść kiedy inni na mnie się gapili, a sami niczego nie brali.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Wenecja, Włochy
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 484
Dodatkowo : Hipnoza
  Liczba postów : 322
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14432-theo-romeo-u-evermore#382217
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14439-i-will-be-true#382241
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14442-false#382249
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14440-kuferek-theo#382245




Gracz






PisanieTemat: Re: Menażeria u Nanuka   Wto Cze 13 2017, 18:58

- To chyba twój dobry dzień - westchnął zazdrośnie. Sam uważał, że jego pomysły nie były tak złe... wiedział, że zwierzak na drugie imię i tak dostanie Puszkotello. A może Puszkonatello? W każdym razie, Flou brzmiało o wiele ładniej i bardziej reprezentatywnie. - No i co się śmiejesz, hm? Po prostu nie umiesz docenić mojego niebywałego talentu w wymyślaniu imion. - Dość dziecinnie pokazał jej język. Miał wyśmienity humor, w końcu własnie nabył niezwykle urocze stworzonko i towarzyszyła mu przy tym wspaniała dziewczyna! Nie miał na co narzekać, poważnie.
- W takim razie poznaj Flou Puszkonatello I. - Theo mieszkał przez jakiś czas we Francji i uczęszczał do Beauxbatons, więc na szczęście rozumiał imię, które nadawał puszkowi.
Theo zawsze lubił wykazywać się takimi drobnymi gestami i jeśli tylko otrzymywał za nie choćby uśmiech, to już był niesamowicie szczęśliwy. W końcu co mu zaszkodzi zrobić coś miłego dla drugiej osoby?
- Czytasz mi w myślach. Ciasto w kawiarni Solace, czy coś porządniejszego w Amice? - Nie znał Hogsmeade jeszcze na tyle dobrze, aby podać jakieś inne propozycje. Zresztą, w żadnym z tych miejsc jeszcze nie był, a jedynie je mijał... No cóż, decyzja należała do Bianci. - Chyba, że znasz jakieś fajniejsze miejsca, jestem bardzo otwarty na propozycje - dodał szybko.
Delikatnie wsadził Flou Puszkonatello I do kieszeni swojej koszuli. W ten sposób czuł stworzonko tuż "przy sercu". Wyszczerzył się mimowolnie, bo kulka zaczęła wyglądać ciekawsko.
Ależ to było urocze maleństwo...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 392
Dodatkowo : ćwierć wila
  Liczba postów : 174
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14411-bianca-zakrzewski?nid=3#381696
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14415-pianki-bianci#381731
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14416-bianca#381732
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14414-bianca-zakrzewski




Gracz






PisanieTemat: Re: Menażeria u Nanuka   Wto Cze 13 2017, 19:30

Bardzo się ucieszyłam kiedy Theo przyjął zaproponowane imię. Co prawda tylko tak sobie je rzuciłam, to co wpadło mi do głowy, ale byłam szczęśliwa. Jeszcze bardziej uradowało mnie kiedy przyjął propozycję jedzenia. Kawa to było jedno, ale prawda była taka, że już umierałam z głodu. W obydwóch miejscach postawiła swoja stopę, ale nie mogłam się zdecydować czy wolę coś porządnego i obiadowego czy raczej ciasto mi wystarczy. O nie, nienawidziłam decydować. Byłam cholernie niezdecydowaną osobą. Zastanowiłam się chwilę czy znam jeszcze jakieś miejsca. Co prawda nie byłam w Anglii tak długo jak inni, ale poznałam tę wioskę na wylot. Przypomniałam sobie o malutniej restauracji na alei Amortencji.
- A może Restauracja Helgi Hufflepuff? - zapytałam.
Byłam tam raz. Nawet nie pamiętam już z kim, ale nie miałam złych wspomnień, więc chyba była w porządku. Jedyne co utkwiło mi w głowie to to, że była na ogromnym pniu. Chętnie poszłabym tam jeszcze raz, gdybym miała dłużej nad tym pomyśleć.
To graniczyło z cudem, żebym się tak szybko zdecydowała. Nie chciałam też narzucać swojego zdania więc szybko dodałam:
- Ale nie wiem, jak wolisz.
Tak to było typowe. A później nie było co się dziwić, że niektóre obrazy malowałam okropnie długo.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Wenecja, Włochy
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 484
Dodatkowo : Hipnoza
  Liczba postów : 322
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14432-theo-romeo-u-evermore#382217
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14439-i-will-be-true#382241
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14442-false#382249
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14440-kuferek-theo#382245




Gracz






PisanieTemat: Re: Menażeria u Nanuka   Wto Cze 13 2017, 20:03

To zabawne, bo przed przybyciem Bianci już się zdążył zmartwić, że wróci z pustymi rękoma. Albo wręcz przeciwnie, z rękoma pełnymi małych kotków i uroczych króliczków - których wcale nie wyciągałby z kapelusza, bo nie nosił nawet za bardzo kapeluszy! Tak czy inaczej, Gryfonka go doprawdy uratowała i to na kilku płaszczyznach. Puszek, imię, jedzenie... Theo miał farta, to trzeba przyznać.
Krukon w większości trzymał się centrum Hogsmeade, jakoś tak mając wrażenie, że taka Aleja Amortencji to po prostu dzielnica mieszkalna. Ucieszyła go jednak propozycja blondynki, bo spodziewał się po niej jakiejś porządniejszej wiedzy. Nie była "tutejsza", ale mimo wszystko miała trochę więcej czasu od niego na rozejrzenie się po okolicy.
- Brzmi cudownie! Prowadź, proszę, panie przodem - wyszczerzył się uroczo i lekko skłonił, gestem zapraszając Biancę, aby robiła za przewodnika. Widział doskonale, że dziewczyna chce być jak najbardziej uprzejma i wcale nie interesuje jej podejmowanie ostatecznej decyzji. Theo raczej nieźle odczytywał ludzi, o ile nie byli jedną wielką zagadką (jak chociażby Will. Ten to był złożonym człowiekiem!). - Decyzja podjęta. Kierunek: Restauracja Helgi Hufflepuff. - Flou Puszkonatello I zamruczał głośno i radośnie. Theo poklepał go lekko dwoma palcami. Czyżby maluch też był głodny? No cóż, skoro jest wszystkożerny, to nie powinno z tym być większego problemu.

/zt x2 (możesz zacząć już w restauracji)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Manchester, Wielka Brytania
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 600
Dodatkowo : legilimencja i oklumencja, prefekt fabularny
  Liczba postów : 362
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14149-william-walker?nid=12#373965
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14408-william-walker#381575
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14185-william-walker
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14184-william-walker




Gracz






PisanieTemat: Re: Menażeria u Nanuka   Sob Lip 29 2017, 14:55

Wszedłem do menażerii, bo moja irytacja względem szkolnych sów siegała juz zenitu. Naprawdę, żebym musiał czekać tydzień na dostarczenie jednego listu. Rozejrzałem się po klatkach, ale żadna sowa nie wpadła mi w oko. Cholera, niby co za różnica, ale chciałbym jakąś taką, która by do mnie przemawiała, jeśli mógłbym tak to nazwać. Nagle moją uwagę przykuła jedna. Siedziała na zewnątrz i lustrowała wzrokiem wszystkich przechodzących czarodziejów.
- Czy ta sowa jest na sprzedaż? - zapytałem, a kiedy otrzymałem odpowiedź kupiłem także klatkę.
Spojrzałem na nią i ruchem głowy pokazałem żeby do niej weszła. O dziwo posłuchała, coś czułem, że się zrozumiemy. Szybko znalazłem pasujące do niej imię - Neglect.

z/t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Menażeria u Nanuka

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 6 z 6Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6

 Similar topics

-
» Menażeria u Nanuka
» Magiczna Menażeria
» Oranżeria
» Oranżeria

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogsmeade
-