IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Korytarz

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 20
Skąd : Hereford, Anglia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1231
Dodatkowo : najmłodsza Blythe, klon Psyche
  Liczba postów : 1084
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8678-utopia-blythe
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8680-utopia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8682-utopia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8681-utopia-blythe




Gracz






PisanieTemat: Korytarz   Pią Sty 16 2015, 16:55


Korytarz



Jedno z głównych miejsc spotkań ludzi mieszkających w różnych przedziałach. Nie ma tu zbyt wiele miejsca, ale rozkładane krzesełka w ścianach pozwalają na wygodne spędzenie tych kilku chwil podróży, podczas których chce się porozmawiać ze znajomymi. Na dłuższą metę jest to męczące, bo pozostali pasażerowie muszą się co chwila przeciskać.


Ostatnio zmieniony przez Utopia Blythe dnia Sob Sty 24 2015, 19:06, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 28748
  Liczba postów : 34323
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Korytarz   Sob Sty 24 2015, 19:05


Krzyki na korytarzu

Pociąg mknął w nieznane, zostawiając daleko za sobą góry Ural. Hałas panujący na korytarzach był niemiłosierny, ale dopiero krzyk dobiegający z luku bagażowego tak naprawdę zaalarmował obsługę, która musiała natychmiast interweniować. Niestety sytuacja komplikowała się, gdy kierownik pociągu wyszedł stamtąd zielony na twarzy, omal się nie wywracając.
- T-to potworne – wyjąkał. – O-one są w-wszędzie.
I osunął się po ścianie korytarza, wywołując tym samym niemałą panikę. Wszyscy zaczęli chować się w przedziałach, biegać tam i z powrotem, a niebezpieczeństwo wciąż pozostawało nieznane. Kilku śmiałków próbowało podsłuchać coś zza masywnych drzwi wagonu bagażowego, ale bezskutecznie. Zupełna cisza.
Zaaferowani hałasem profesorowie Ramirez i Vicario próbowali opanować uczniów, jednocześnie ocucając kierownika podróży. Ostatecznie zaciągnęli go do pierwszego przedziału, jaki się trafił i tam próbowali doprowadzić go do porządku, a po chwili Marco powrócił na korytarz. W jego oczach można było dostrzec błysk, który nie wróżył niczego dobrego dla podopiecznych Hogwartu.
- Moi drodzy – zawołał, by nastała cisza. – Nie ma się czego obawiać. Zrobimy sobie małą powtórkę z obrony przed czarną magią. Oczywiście nie wszyscy, bo się tam nie pomieścimy, dlatego pozwólcie, że sam wybiorę tych, którym przyda się dodatkowa lekcja.
I z szerokim uśmiechem zaczął selekcję swoich uczniów.

Rzuć kostką, by dowiedzieć się, czy zostałeś wytypowany do walki z boginem:

parzysta – niestety, albo może i stety, Marco uważa, że masz na tyle dobre umiejętności, że możesz powrócić do swojego przedziału. Lepiej to zrób, bo jeśli jeszcze raz cię tutaj zobaczy, zdenerwuje się.
nieparzysta:
jeżeli masz poniżej 10 pkt w kuferku z OPCM – Ramirez uznał, że zdecydowanie należy ci się dodatkowa lekcja. Najwyraźniej do tej pory nie wykazałeś się dostatecznym talentem na jego zajęciach.
jeżeli masz powyżej 10 pkt w kuferku z OPCM – profesor stwierdził, że ktoś musi pokazać słabszym kolegom, jak powinno się walczyć z boginem i dlatego padło na ciebie. Możesz być dumny ze swoich osiągnięć.

UWAGA: Do wagonu bagażowego mogą wejść tylko osoby, które wylosowały kostkę o nieparzystej liczbie oczek. Pozostali, którzy się do tego nie zastosują, poniosą konsekwencje ze strony profesora Ramireza.


Kod:
<zg>Kostka:</zg> wpisz
<zg>Punkty w kuferku:</zg> wpisz
<zg>Link do losowania:</zg> [url=tuwpiszadres]klik[/url]

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 20
Skąd : Hereford, Anglia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1231
Dodatkowo : najmłodsza Blythe, klon Psyche
  Liczba postów : 1084
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8678-utopia-blythe
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8680-utopia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8682-utopia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8681-utopia-blythe




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz   Sob Sty 24 2015, 19:17

Hałasy na korytarzu wywabiły Utopię z przedziału. Towarzyszyło jej przy tym uczucie lęku i podniecenia. Co takiego się działo, że spowodowało to takie zamieszanie? Mimo że rozsądek podpowiadał jej, aby trzymała się z daleka, musiała dowiedzieć się, co się działo.
Przeciskała się przez tłum, starając dostać do miejsca docelowego. Już z daleka dostrzegła długie włosy profesora Ramireza, który tłumaczył coś grupie. Pozostali pasażerowie nie wykazywali jednak takiego entuzjazmu jak on. Najwyraźniej pierwszoroczni znowu podłożyli łajnobomby albo gryzące frisbee. A może jedna nie?
W momencie, gdy podeszła do nauczyciela, zaczęła żałować, że w ogóle wynurzyła się z przedziału. Przecież było do przewidzenia, że to ją pośle na pierwszy ogień, żeby walczyła z boginem. Od dawna nie radziła sobie z obroną przed czarną magią i wszyscy doskonale o tym wiedzieli. Nie miała ochoty tam iść, a tym bardziej walczyć z jakimiś upiorami podczas przerwy w nauce. Przecież się po tym nie pozbiera i będzie chodziła jak zombie. Jak wtedy, kiedy wywołali z Cichym demona, a ona się tak strasznie wystraszyła i nie mogła przestać ryczeć. W tym momencie jednak, kiedy już było wiadomo, gdzie popełnili błąd, z chęcią zrobiłaby kolejny krąg. A nie potrafiła pogodzić się z tym, że wytypowali ją jako słabszą z zaklęć!
Mimo wszystko nie było już odwrotu i musiała wejść do wagonu bagażowego, by stawić czoła swoim lękom. Przełknęła głośno ślinę i wyjęła trzęsącą się ręką różdżkę z kieszeni, a potem przekroczyła próg.

z/t

Kostka: 1
Punkty w kuferku: 4
Link do losowania: klik
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 21
Skąd : Londyn
Galeony : 583
  Liczba postów : 319
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10233-vittoria-blanco
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10245-relacje-titi
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10243-wlasciwie-to-i-tak-pewnie-nawet-nie-przeczytam#283554
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10244-vittoria-blanco#283555




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz   Sob Sty 24 2015, 19:33

Hałasy na korytarzu sprawiły, że momentalnie wybiegłam zobaczyć co się dzieje. Ktoś krzyczał, ktoś biegał. Nie rozumiem co się dzieje. Jechaliśmy i było tak spokojnie, aż tu nagle taka afera. Ten chłopak. Był chyba luku bagażowym. Mówiłam, że wszyscy będą tam, gdzie nie wolno – dlaczego ja zawsze muszę mieć rację? Moment, źle myślę. Wydaje mi się, że to jest kierownik pociągu. I on tak po prostu zemdlał? Coraz mniej mi się to wszystko podobało.
Powtórka przed OPCM? Wchodzę w to! Kocham ten przedmiot, nie mogłam odpuścić sobie takiej okazji. Szczególnie, że na brak odwagi narzekać nie mogę. Czekałam będąc pewna, że nauczyciel mnie jednak wybierze. Znał mnie i doskonale wiedział, że jesteś świetna z tego przedmiotu! Nie raz zdobywałam najwięcej punków.
Ręka profesora mnie nie ominęła. Tak też myślałam. Chciał, bym pokazała słabszym uczniom, że są znacznie mniej warci. Bogin? Co to dla mnie?! Zwykła zabawa. Napiera na mnie ogromna duma gdy kroczę razem zresztą wybrańców. Adrenalina aż buzuje mi w żyłach. Będzie zabawa! W końcu – co może mi zrobić bogin, skoro boję się tylko ciemności?

Z/t

Kostka: 3
Punkty w kuferku: 14
Link do losowania: klik
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : II
Wiek : 22
Skąd : Paryż, Francja
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 458
  Liczba postów : 272
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10155-sonia-rossa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10172-sonia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10173-niezawodna-sowa-sonii
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10174-sonia-rossa




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz   Nie Sty 25 2015, 17:11

Sonia nie była zbyt ciekawska, lecz te ciągłe hałasy i krzyki na korytarzu przyciągnęły uwagę wszystkich. Ślizgonka wyszła ze swoje przedziału i rozejrzała się. Większość osób zareagował tak jak ona, wyszło i w tym momencie przeciskało się w stronę źródła hałasu, inni - głownie najmłodsze roczniki - robili coś wprost przeciwnego, schowki się w swoich przedziałach i szczelnie zamknęli drzwi. Tego dziewczyna w ogóle nie rozumiała, mieli przecież paru nauczycieli, którzy zdecydowali się również pojechać, po za tym było też sporo pełnoletnich osób. Sonia jak przystało na odważną Ślizgonkę szła dokładnie w sam środek zamieszania. Była wysoka i dość silna by nie mieć problemów z przeciśnięciem się przez tłum. Nie czuła strachu, tylko lekkie podwkscytownie, że coś zacznie się dziać.
Gdy przeciągnęła się na przód, powitał ją na prawdę dziwny widok. Profesor Ramirez i Vicario pochyla i się nad kierownikiem pociągu, który... zemdlał? O co tu chodzi? Co się stało? Ze strzępki rozmowy zrozumiała, że w wagonie bagażowym jest bogin... Nie zaraz parę boginów. W sumie to nic wielkiego, zwłaszcza dla Sonii. OPCM należał w końcu do tych lekcji, które wyjątkowo lubiła i była w tym naprawdę dobra. Nie zdziwiła się więc gdy profesor Ramirez wytypował ją do specjalnej brygady anty-boginowej. Łatwizna. Wypieła dumnie pierś i poszła do wagonu bagażowego. Niech kierownik pociągu zobaczy jak się zwalcza te stwory.

Z\t

Kostka: 6
Punkty w kuferku: 7
Link do losowania: http://czarodzieje.my-rpg.com/t10056p645-kostki#284638
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : II
Wiek : 21
Skąd : Seul, Korea Pd.
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 1992
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 534
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9606-lavern-taeheon-earl
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9607-przemoknijmy-na-spacerze-w-deszczu#269146
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9608-modna-sowa-hehs#269150
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9609-lavern-taeheon-earl#269151




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz   Pon Sty 26 2015, 18:59

Lavern tak bardzo chciał podszkolić się w dziedzinie poprawnego rzucania zaklęć, iż chwytał się każdej możliwe okazji, aby to udowodnić. Oczywiście sam był przerażony, używając różdżki bez nadzoru kogoś bardziej doświadczonego, ale w końcu musiał nadejść ten pierwszy raz. Wprawdzie nie słyszał żadnego hałasu, ale z ciekawości podążył za Utopią Był dość wysoki, więc spokojnie widział to, co działo się dalej. Wszyscy biegali, chowali się w swoich przedziałach, jakby ktoś pozwolił jakiemuś potworowi atakować pociąg. Niedorzeczność, ale równie możliwa, jak nauka zaklęć u L'a.
Dotarłszy na miejsce, usłyszał tylko coś o boginach i dosłownie został pociągnięty za kołnierz, a następnie wepchnięto razem z dziewczyną do przedziału bagażowego, by poćwiczyli. Problem tylko, że Krukon nie pamiętał odpowiedniego zaklęcia, więc całą nadzieję pokładał w Utopii oraz jej rozległej wiedzy. No i miała brata nauczyciela, u którego niestety nie był jeszcze na zajęciach.
z/t
Kostka: 3
Punkty w kuferku: 4
Link do losowania: klik
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 20
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1477
Dodatkowo : pałkarz
  Liczba postów : 1345
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7531-katherine-nadia-russeau#211124
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7534-kat-russeau
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7533-poczta-kat-russeau#211125
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7535-katherine-nadia-russeau




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz   Wto Sty 27 2015, 04:28

Kostka: 3
Punkty w kuferku: 23
Link do losowania: klik

Zmierzała do swojego przedziału ale jako iż była lekko poddenerwowana to jej uwadze nie mogło umknąć to, że na korytarzu było głośno i wyraźnie było wiadomo, że coś się tam dzieje. Ludzie zaczęli biegać po korytarzu z przerażeniem w oczach, uciekając do swoich przedziałów, a panienka Russeau lubiła przecież przygody prawda? Wręcz brnęła ku niebezpiecznemu mimo iż jeszcze nie miała bladego pojęcia z czym przyjdzie jej się za chwilę zmierzyć. Zatrzymała się blisko profesora i dopiero usłyszała, że przyjdzie im walczyć z boginem, dodatkowo ten jeszcze ją wytypował i powiedział, że ma pokazać słabszym kolegom jak powinno się prawidłowo walczyć z boginem. Duma wręcz ją rozpierała w tym momencie. Wkroczyła więc pewnie do przedziału bagażowego wiedząc już co ją czeka tam na miejscu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : II
Wiek : 21
Skąd : Rumunia, Europa
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1147
Dodatkowo : Hipnoza
  Liczba postów : 454
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10037-rains-unique-nashword
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10041-co-powiesz-na-pakt-z-diablem#279660
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10040-rains-u-nash#279659
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10039-rains-u-nash#279655




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz   Wto Sty 27 2015, 14:51

Podniesione głosy wywabiły ją z przedziału i chociaż wszyscy z jakiegoś powodu biegli w przeciwnym kierunku, ona nie zamierzała się tym przejmować. Dostrzegła kilku uczniów, którzy, jak ona, podążali za dziwnymi odgłosami i krzykami. Czy naprawdę cokolwiek złego mogło się dziać pod opieką tylu nauczycieli? I to jeszcze w jadącym pociągu! Musiała zobaczyć to na własne oczy. Wyciągnęła różdżkę zza paska spodni i powolnym krokiem ruszyła wzdłuż korytarza, starając się nie oberwać zbłąkanym łokciem przebiegających obok dzieciaków. Przebiła się ostatecznie do źródła krzyków, ale Ramirez zatrzymał ją w miejscu. Wyglądało na to, że urządzili sobie tutaj jakieś zawody, chociaż sądząc po krzykach i uciekających ludziach, nie były planowane. Ramirez zamienił z nią jednak kilka słów, po czym zdecydował się wpuścić ją do wnętrza przedziału bagażowego. Nie powiedział zbyt wiele, ale słowo "bogin" nie wymagało dodatkowych komentarzy.
Chociaż wolałaby być na tyle obyta z zaklęciami, by wybrał ją na tego, kto pokaże boginowi, co znaczy prawdziwa magia, zadowoliła się samym wpuszczeniem do środka. Ostatecznie byli tacy, którzy nawet nie włożyli tu nosa.
z/t

Kostka: 3
Punkty w kuferku: 7z
Link do losowania: klik
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : VII
Wiek : 20
Skąd : Polska
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 211
  Liczba postów : 282
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10234-nicole-luna-nox#283448
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10237-nox-i-jej-dom-lalek
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10236-artemis-mistrz-kamuflazu
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10235-nicole-luna-nox#283453




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz   Sro Sty 28 2015, 15:20

Nicole szła korytarzem, kiedy dostrzegła jakieś zamieszanie. Dowiedziała się o problemach w wagonie bagażowym i o tym, że profesor Ramirez poszukuje chętnych do pomocy. A raczej tych chętnych wrzuca do wagonu czy tego chcą, czy nie chcą i mają się podszkolić w OPCM. Ona była totalnym beztalenciem jeżeli o to chodzi. Dlatego tylko przyglądała się jak wygląda sytuacja.
Wszystko się zmieniło, gdy profesor ją dostrzegł i wręcz wyciągnął ją z kręgu zainteresowanych. Chyba dzięki jej totalnemu niezdarstwu i braku talentu zapamiętał ją. Powiedział, że to będą ćwiczenia, które musi wykonać… a jak nie chce? Przez chwilę myślała jak się z tego wywinąć, ale nie udało jej się nic wymyślić. Zatem niezadowolona wyjęła różdżkę z torby i niepewnie weszła do wagonu bagażowego… a tak właściwie, to co ona ma zrobić?

Kostka: 1
Punkty w kuferku: 0
Link do losowania: klik

z\t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 28748
  Liczba postów : 34323
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Korytarz   Czw Sty 29 2015, 01:05


Awaria pociagu


Podróż trwała w najlepsze. Zaliczony został jeden przystanek tuż pod Uralem oraz mały wypadek w luku bagażowym, ale na szczęście nikt nie ucierpiał na tyle, by musiał zostać odesłany do przedziału pielęgniarki lub - co gorsza - do domu.
Koła pociągu miarowo stukały w stare tory, wprawiając niektóre wagony w lekkie drżenie. Przy mocniejszych wybojach szyby trzęsły się w ten drażliwy dla ucha sposób. Część wyposażeń każdego przedziału sprawiała wrażenie, jakby miała odpaść zanim pociąg dojedzie na miejsce. Jeszcze nic takiego się nie stało. W końcu jednak musiał nastąpić ten moment, którego nikt nie oczekiwał.
Pociąg pędził niemiłosiernie szybko, jakby dostał za dużo węgla(albo jakiejś czarodziejskiej mocy), przez co prawie wykoleił się na ostatnim zakręcie, przerażając co poniektórych uczestników wycieczki. Koła stukały coraz głośniej, ale nikt nie pokwapił się, by iść do konduktora i zgłosić problem. Wszyscy siedzieli wciśnięci w swoje miejsca, inni zapewne leżeli, bojąc się poruszyć - wszak nie chcieli sobie niczego złamać.
I właśnie wtedy, gdy wszystko zdawało się uspokajać, cała machina zatrzęsła się dużo mocniej niż wcześniej. Spod kół wystrzeliły iskry, a jedno z nich z pewnością wypadło z toru i zaczęło ściągać pociąg na bok. Gwałtowne hamowanie odbiło się na części bagażu, wyposażenia oraz na samych podróżnych. Światła przygasły na dłuższy moment, ktoś zaczął krzyczeć po rosyjsku, drzwi do każdego przedziału otworzyły się, wpuszczając sporo ostrego, zimnego powietrza. Gdzieniegdzie pojawił się nawet śnieg oraz wielki cień, który okazał się być konduktorem pociągu.
- Proszę o zachowanie spokoju! - krzyczał, a echo jego wzmocnionego głosu niosło się przez cały korytarz. - Pociąg zjechał nam trochę z trasy i nie wiadomo, kiedy usterka zostanie naprawiona! Możecie wyjść na zewnątrz, ale wiedzcie, że syberyjska zima jest dużo ostrzejsza. I nie poślizgnij się po drodze! - Mężczyzna najwyraźniej krzyczał do kogoś, kto postanowił ulotnić się wcześniej od pozostałych.

Sprawdźcie swoje przedziały, aby dowiedzieć się, jakie szkody wywołał nagły postój.

Uwaga! We wszystkich oznaczonych miejscach na Syberii nie działa teleportacja, a skupienie magii może wywołać nieprzewidziane skutki w rzucaniu zaklęć! Tyczy się to również pociągu tak długo, jak pozostaje on wykolejony przy Czernyjim Pritoku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : III
Wiek : 16
Skąd : Eichstätt
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 30
  Liczba postów : 33
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10231-alfred-von-eichstatt
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10240-ryzykujesz
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10241-mavors
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10242-alfred-von-eichstatt#283532




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz   Pią Sty 30 2015, 01:23

Zainteresowany hałasem na korytarzu, dopiero co wybudzony z płytkiego, męczącego snu, wychyla głowę z przedziału i nieprzytomnie obserwuje zamieszanie. Dlaczego jest tu taki zgiełk? Czy nie można rozmawiać pół tonu ciszej?
Ludzie kręcą się i krygują we wszystkie strony, panuje wszechobecny chaos i rozgardiasz, przynajmniej w mniemaniu Niemca. Chłopiec, nie czując się na siłach, by rozwiązywać zagadkę tematu podnieconych rozmów i przyczyny dziwnej, niepokojącej atmosfery, wraca do przedziału celem ponownego zmrużenia oczu.

z/t
(z góry przepraszam za opóźnienie, wystąpiły problemy z dodaniem posta)

Kostka: 3
Punkty w kuferku:
Link do losowania: klik
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Student Hufflepuff
Rok Nauki : I
Wiek : 20
Skąd : Szkocka wieś
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1135
Dodatkowo : Wilkołak, Kapitan Hufflepuffu, Ścigający
  Liczba postów : 541
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9348-emmet-andy-thorn
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9349-nie-podchodz-bo-zagryze
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9350-sowa-emmeta#260306
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9351-emmet-andy-thorn#260313




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz   Wto Lut 03 2015, 15:00

Nie wiedział, co miał ze sobą zrobić. Przez całą podróż pociągiem gniótł się w swoim przedziale razem z pozostałymi, nie mogąc znieść ciągłych chichów, krzyk i Merlin wie czego jeszcze. Przez ostatnie dni był wyjątkowo drażliwym prefektem, do którego zbliżenie oznaczało wywołanie wilka z lasu. Dla nikogo nie był miły, a posiadanie tej błyszczącej odznaki ani trochę nie pomagało. Przynajmniej ostatnio, bowiem jakieś pierwszaki ciągle sprawiały problemy, drugoroczni przychodzili po porady, jakie przedmioty powinni wybrać w przyszłym roku. Jednak najgorsi byli piątoklasiści. Powinni zrozumieć, że SUMy nie są tak naprawdę ciężkie, ale co oni mogli wiedzieć, skoro jeszcze nie dotarli do poziomu OWuTeMów. Marudzili, jakie to straszne wypracowania muszą pisać, czytać po nocach zaległy materiały. Cały rok wydawał się należeć do tego, który w widowiskowy sposób obleje egzaminy, bo wcześniej nie przyłożyli ręki do solidnej nauki. Oczywiście Emmet nie był święty. Zanim został prefektem bimbał sobie, kiedy tylko miał taką możliwość, ale to nie oznaczało, że nie poświęcał ani minuty na przygotowywanie się do zajęć. Systematyczny nie był, lecz pilnował tego, co wymagało większe uwagi – jak taka transmutacja albo eliksiry. Wymagające i ciężkie przedmioty zabierały dużo więcej czasu, toteż siadał do nich na samym początku, próbując zrozumieć wyjątkowo trudny materiał. Nie oszukiwał samego siebie, że nie radził sobie z zielarstwem – z którym Kato nie miał absolutnie żadnych problemów – albo historią magii, bo nie potrafił spamiętać kilku ważniejszych dat. Nie liczył na szczęście, ale w końcu i jego powoli dopadał okres, kiedy nie wyściubiał nosa znad stosu książek w bibliotece. Oczywiście był na tyle rozsądnym Puchonem, że nie zabierał się za wszystko na raz, a stopniowo powiększał swoje zbiory notatek. I tak na przykład miał już całkiem ładny zbiór usystematyzowanej wiedzy ogólnej o eliksirach, zielarstwie oraz zaklęciach, ale tylko w kwestii tych, które miały znaczący wpływ na uzdrawianie. To go interesowało, w końcu posiadał dość uciążliwy problem i nie chciał, by zaważyło to na jego najbliższej przyszłości. Niewątpliwie pójdzie na studia, ale może powinien już zacząć myśleć o jakiejś dorywczej pracy u uzdrowiciela? Na wcześniejszą praktykę w Świętym Mungu nie miał co liczyć. Chociaż, kto wie....
Wzdychając ciężko, zmrużył oczy i usiadł na podłodze pustego korytarza kolei szczęśliwy, że nikogo o tej godzinie tu nie było. Nie myślał o nadużywaniu swojej funkcji, ale był w tak podłym nastroju, iż byłby w stanie to zrobić. Raz, a dobrze, jak to mówią mugole. Oparłszy głowę o zimną ścianę, podciągnął kolana, aby ułożyć na nich brodę i zamknął oczy, gdy światło podrażniło je odrobinę zbyt mocno. Nie wysypiał się. Mało jadł, pił, niemal z nikim nie rozmawiał. Myślał o swoich egzaminach niemal w każdej minucie, każdego dnia, a wieczorem padał na łóżko w dormitorium i zasypiał w ciągu kilku chwil. Przemęczony – odpowiednie określenie, którym by siebie określił, ale unikał tego tak długo, jak to było możliwe. Nie mógł przyznać się do porażki. Nie chciał. Nie potrafił. Nie mógł. Nie mógł. Nie mógł.
- Szlag – warknął, czując ból w szczęce. Ostatniej przemiany naprawdę nie zniósł najlepiej. Nie pamiętał nic z tych kilku nocy spędzonych poza dormitorium poza tym, że powiedział swoim współlokatorom o kilku nocnych dyżurach na czwartym piętrze, dotychczasowym rewirze Gryfonów. Kłamał, jednak nie stanowiło to absolutnie żadnej przeszkody. Gdyby tego nie zrobił, wpadłaby pielęgniarka albo ta jej nowa asystentka i cały misterny plan trzymania wilkołactwa w tajemnicy poszedłby się jebać. Po tylu latach nadal nie wiedział o nim nikt z drobnym wyjątkiem Sary, rok starszej dziewczyny z tego samego domu. Nadal nie mógł zrozumieć, jak się dowiedziała, ale omal jej wtedy nie zabił, więc od tamtego czasu – podczas pełni – unikał jakichkolwiek bliższych zbliżeń. Nie chciał nikogo skrzywdzić. Nie mógł wylecieć ze szkoły, bo nikt nie wiedział, że pośród nich chodził potwór. Tym był. Potworem utrzymującym ludzką postać przez prawie cały miesiąc, później dopadanym przez pełnię. Ile to butelek wywaru tojadowego wypił? Trudno zliczyć. Szczęście, że jeszcze jakąś miał w zapasie, bowiem inaczej już dawno by ze świrował. Ale czy właśnie nie to działo się z nim teraz? Ledwo kontrolował swoje odruchy i zapewne bez wahania cisnąłby w kogoś zaklęciem, gdyby tu właśnie przyszedł.
Nic nie mógł zrobić. Blizna po ugryzieniu bolała coraz mocniej, ale nie zgłosił się do pielęgniarki po żadną pomoc. Przywykł do bólu przypominającego mu o byciu potworem w ludzkiej skórze. Gdyby nie picie eliksiry nie pamiętałby nic, a tak przynajmniej zachowywał świadomość i całymi nocami wył do księżyca z dala od ludzkich spojrzeń. Płoszył zwierzęta, ganiał za ptakami dla samego zabicia czasu, zapuszczał się w najbardziej niedostępne zakamarki Zakazanego Lasu, a tutaj gdzie mógł pójść, gdy już dopadnie go potęga księżyca? Przecież nie spędzi nocy w wagonie razem z innymi. Nie. Coś takiego z miejsca jest skazane na porażkę.
Muszę znaleźć jakieś miejsce do przemiany, pomyślał i poderwał głowę – krzywiąc się z bólu przechodzące przez kark do skroni – bowiem usłyszał czyjeś kroki. Szybko wyciągnął różdżkę, umieszczając ją pod kolanami, aby w razie czego mieć czysty strzał pierwszym lepszym zaklęciem, które przyjdzie mu do głowy. Tylko kto to mógł być o tej porze?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 19
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 104
  Liczba postów : 108
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10062-billie-l-breckenrige
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10066-ups-wylecialo
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10068-i-tak-zgubie-ten-list-hehe#280340
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10073-billie-l-breckenrige




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz   Wto Lut 03 2015, 16:28

Kiedy już udało się Billie zwlec z łóżka, które w wyniku hamowania, odbyło przymusową podróż przez cały przedział, Puchonka jeszcze przez parę minut nie mogła wydusić z siebie słowa. Zupełnie tak, jakby gwałtowny skok adrenaliny, odebrał jej głos. Milczała więc, obserwując tylko pozostałych uczestników podróży, by już po chwili przebiec przez przedział, chwycić klamkę i ruszyć w stronę okna. Biedna, od tego wszystkiego poczuła, jak zawartość żołądka podchodzi jej do gardła,więc otworzywszy okno, wychyliła przez nie głowę. Jednakże po chwili, kiedy poczuła, że napływ świeżego powietrza dobrze jej zrobił, a mdłości nie stanowiły jednak zagrożenia, oparła się o ścianę i przetarła twarz, dłonią. Na parę sekund zamknęła oczy i opadła lekko na ziemię, by... Obrócić głowę i ujrzeć Emmeta. T e g o Emmeta.
- O. Cześć...- Wydusiła z siebie, czując, jak jej żołądek znowu się buntuje, tym razem fundując dziwne uczucie łaskotania. Co więcej, nie było to łaskotanie, powodowane wcześniejszym stresem, a... Obecnością tegoż Puchona, który swoją drogą, dość niemrawo wyglądał. Billie jednakże, dość mocno zawstydzona i unikająca jego spojrzenia, dostrzegła to dopiero po chwili i marszcząc brwi, zerknęła na Emmeta z czułością. - Co się dzieje? - Zapytała miękkim, wybrzmiewającym troską, głosem. Dokładnie takim, jakim matka zwraca się do przerażonego, lub zasmuconego czymś dziecka. W końcu, pierwszy raz widziała przyjaciela w takim stanie, a widok ten z pewnością nie należał do tych przyjemnych. Uklęknąwszy naprzeciwko niego, spojrzała głębiej w oczy Puchona, by dostrzec coś, co przyprawiło ją o dreszcze. Patrzył zupełnie inaczej, w spojrzeniu miał coś drapieżnego, czego wcześniej nie widziała. W pierwszym odruchu, płochliwa, jak przystało niestety na wychowankę domu Helgi dziewczyna, wycofała się trochę, by w razie czego, móc szybko wstać i dać nogę. Jednakże po chwili, wciąż nie spuszczając oczu z Emmeta, uniosła wysoko brwi i zdziwiona wyszeptała. - Niemożliwe. Spójrz na mnie. - Trochę czytała o wilkołakach. Nie, żeby była w tej dziedzinie ekspertem, ale wiedziała, jak taki osobnik wygląda tuż przed przemianą. Szkoda tylko, że nie dotarła do rozdziału, który mówił o tym, jak zapobiegać przemianie. Próbując więc opanować swój strach, ponownie usiadła przed Puchonem i dotknęła dłońmi jego dłoni, jakby miało to w czymkolwiek pomóc. Billie pomyślała, że... Że może ludzkie odruchy wzbudzą w nim coś, co sprawi, że przemiana się nie dokona, że zdążą temu zapobiec.
- Na pewno masz przy sobie jakiś... Eliksir, tak? Eliksir, poszukam go, tylko powiedz, gdzie. Musi być sposób. - Powiedziała, drżącym głosem. Bądź, co bądź, obawiała się dalszych poczynań przyjaciela, bo w końcu podczas pełni, nie mógł być sobą. - Albo... Chodźmy, gdzieś, gdzie nie ma ludzi. Wyjdźmy z pociągu, o rety, nie wiem... - Przerażona, złapała się za głowę i zacisnęła powieki. - Chodź, szybko. Musimy znaleźć inne miejsce. Nie możesz... Nie możesz tutaj...- Wymamrotała, po czym wstała i wyciągnęła ku niemu drżącą dłoń, by pomóc Puchonowi wstać.
Co robić?
Billie z całą pewnością nie była najlepsza w racjonalnym myśleniu, a tym bardziej, pod wpływem stresu. Nie mówiąc już o panice, która w tym momencie ogarnęła ją całą. Chciała pomóc Emmetowi, nie mogła zostawić go tutaj, na korytarzu i pozwolić, by strach nad nią zapanował. Przyjaźnili się. Przyjaźnili, a dla Breckenrige, ich relacja była nawet czymś więcej, choć nie odważyła się jeszcze wyznać tego komukolwiek. No, a już na pewno nie jemu. Tak, czy inaczej, ludzi bliskich sercu, nie można było zostawić w potrzebie, awet, jeśli w grę wchodziło ogromne ryzyko. A przynajmniej takiego zdania była Puchonka, która właśnie rozglądała się dookoła, chcąc zbadać teren. Mogłoby być niemiło, gdyby ktoś w tej chwili postanowił tak, jak ona parę minut temu, trochę się odświeżyć i wyjść na korytarz.
Cholera...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Student Hufflepuff
Rok Nauki : I
Wiek : 20
Skąd : Szkocka wieś
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1135
Dodatkowo : Wilkołak, Kapitan Hufflepuffu, Ścigający
  Liczba postów : 541
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9348-emmet-andy-thorn
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9349-nie-podchodz-bo-zagryze
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9350-sowa-emmeta#260306
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9351-emmet-andy-thorn#260313




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz   Sro Lut 11 2015, 14:05

Z każdą upływającą sekundą oddech Emmeta robił się coraz cięższy, jakby walczył o powietrze. Nagłe odrętwienie wymieszane z bólem rozeszło się po członkach, wprawiając Puchona w jeszcze dziwniejszy stan podobny do petryfikacji, ale nie zachwiało to resztek jego świadomości. Wiedział, gdzie się znalazł i nie mógł się przemienić bez względu na późną porę. Narobiłby bałaganu, którego nawet dyrektor Hampson nie byłby w stanie posprzątać. Nikt z żyjących obecnie czarodziei nie posiadał dostatecznej potęgi, aby to zrobić. Nieważne, że ktoś usilnie pragnął pomóc, choć nie miał zielonego pojęcia o wilkołactwie. Książkowa wiedza ani trochę nie pokrywała się z życiem, a doświadczenie choćby jednej przemiany nie odzwierciedlało ogromu bólu i cierpienia, jakie trzeba było znosić przez cały życie. Nie istniało żadne lekarstwo, ale czy mógł nazwać likantropię karą za swoje grzechy? Z pewnością nie łatwo to wytłumaczyć dziecku, któremu wpajano te wszystkie brednie już na samym początku przez matkę nierozumiejącą całości wyrządzonego mu zła. Oparcie miał jedynie w ojczymie, ale tylko na początku. Postawienie pierwszych kroków w Hogwarcie zmusiło Emmeta do nagłego usamodzielnienia się. Mógł liczyć tylko na siebie, nieważne ile kłamstw o byciu potworem by sobie powiedział. Nigdy nie prosił o piekielny ból w karku płynący z blizny po ugryzieniu ani o żadną z rzeczy związaną z księżycem. Nie chciał znikać kilka razy w miesiącu przed swoimi kolegami, opuszczać zajęć, byleby wyhasać się w Zakazanym Lesie. Stare włości Hogwartu znał już tak dobrze, iż zachowywanie świadomości pod postacią wilkołaka bywało chwilami nudne. Dokładnie w tych momentach, gdy godził się z bólem i pozwalał swojej bestii wyjść na zewnątrz, czego teraz nie mógł zrobić. Nie w pociągu, nie w miejscu pełnym ludzi, nie bez zażycia eliksiru.
Nie w obecności Billie.
Ledwie dotarło do niego, że dziewczyna zjawiła się na korytarzu o tak późnej godzinie. Gdyby tylko zachował resztki rozsądku, przepędziłby ją i opuścił wagon kolejowy, lecz wzrokiem pełnym agresji patrzył na twarz Puchonki, próbując zrozumieć to, co mówiła. Niewiele z tego rozumiał, ale wystarczyło, by wychwycił kilka ważnych słów, a cała jego sylwetka wcisnęła się z bólem w ścianę. Nie mógł znieść tego widoku. Nie chciał, by ona wiedziała. Nie chciał stracić kogokolwiek, informując o fakcie piętnującym Emmeta na całe życie. Nie potrafił zrobić jej takiej krzywdy. Ona nie była byle kim, tylko sobą. Znali się razem od prawie siedmiu lat, polubił ją, choć zawsze ukrywał swój sekret. Nie mógł jej go zdradzić. Już lepiej umrzeć, niż  miałby ją zranić.
Z trudem przekręcił głowę w bok, unikając spanikowanego wzroku dziewczyny i zaczął grzebać we wszystkich możliwych kieszeniach. Już się domyśliła i było za późno. Musiał wziąć eliksir przy niej, a ostry zapach tojadu z łatwością da się rozpoznać w takich warunkach. Mimo chłodu panującego na korytarzu było mu piekielnie gorąco. Ciepło rozchodziło się falami po całym ciele, wprawiając dłonie w niebezpieczne drżenie, jednak Emmet nie dawał za wygraną. Raz nie wziął eliksiru i cudem nie skończyło się tragedią. Tym razem nie mógł sobie na to pozwolić, toteż wędrował palcami po materiale ubrań tak długo, aż znalazł zakorkowaną fiolkę bez jakichkolwiek oznaczeń i szybko przytknął ją do ust. Dotykając wargami korka, odważył się w końcu coś powiedzieć. Nie chciał stwarzać złudzeń, skoro wszystko się wydało.
- Billie… – wychrypiał, próbując jakoś zwalczyć uporczywe drapanie w gardle. – Billie, idź stąd. Nie chcę cię skrzywdzić. – Na moment przekręcił głowę w stronę dziewczyny, próbując uchwycić jej wzrok własnym, niemalże zasnutym przez mgłę żądzy krwi. Zębami ostrożnie chwycił zatyczkę buteleczki, delikatnie wyciągnął ze szklanej szyjki, wypluł i jednym, zaskakująco płynnym ruchem wlał eliksir tojadowy  w gardło. Palące uczucie niemal instynktownie wywołało kaszel, fiolka rozbiła się o podłogę wagonu, a Emmet – ściskając się za żołądek – przewrócił na bok, pozwalając ślinie nagromadzonej w ustach wypłynąć jak u jakiegoś zapitego w sztok alkoholika. Torsje wstrząsały jego ciałem przez dobre kilka minut, zanim pozwoliły mu na częściowe opanowanie odruchów oraz podźwignięcie się do pionu. Oczywiście nie zdołał wstać, nogi zbyt mocno przypominały galaretę, ale wiedział, że musiał jak najszybciej opuścić wagon i jedynie z pomocą Billie mógł to zrobić. Merlin jeden wiedział, jak bardzo nie chciał mieszać w to dziewczyny, którą lubił odrobinę zbyt mocno niż w przypadku wszystkich innych.
- Billie… nie możesz… musisz… proszę… – wybełkotał, próbując wstać o własnych siłach, lecz cała energia poświęcona na ten jeden ruch została zmarnowana. Zawsze mógł się jakoś wyczołgać z wagonu, ale nie zamierzał aż tak poniżać się przy Puchonce. Jeszcze miał swoją godność.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 19
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 104
  Liczba postów : 108
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10062-billie-l-breckenrige
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10066-ups-wylecialo
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10068-i-tak-zgubie-ten-list-hehe#280340
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10073-billie-l-breckenrige




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz   Sro Lut 11 2015, 20:21

Doszedłszy do tego, że na korytarzu nie ma nikogo oprócz nich, znów przykucnęła przed Emmetem, który gorączkowo szukał czegoś po kieszeniach. A kiedy wyciągnął małą fiolkę, by niemalże natychmiast przychylić ją do ust, Puchonka uspokoiła się trochę. O ile można to w ten sposób nazwać, bo wciąż była przerażona, dłonie trzęsły jej się niemiłosiernie, a strach nie pozwalał  logicznie myśleć. Jednakże nawet w takich momentach, przyjaźń szeroko pojęta, była dla Billie ważniejsza, niż własne bezpieczeństwo i kiedy Emmet tonem nie znoszącym sprzeciwu kazał jej odejść, pokręciła przecząco głową.
- Nie, nigdzie nie pójdę, dopóki nie będziesz bezpieczny. Przyjaciele są od tego, by sobie pomagać.- Odparła całkiem stanowczo, a ostry zapach eliksiru tojadowego przez chwilę podrażnił jej nozdrza, by już parę sekund ulotnić się zupełnie. Kiedy sytuacja nabrała tempa, siedemnastolatka gwałtownym ruchem, zakryła usta, tym samym dławiąc w sobie krzyk. Otworzyła szerzej oczy, widząc, jak ciało Emmeta ogarniają wstrząsy, a z jego ust cieknie ślina, sprawiając równocześnie, że Puchon wyglądał przerażająco. Billie nie mając pojęcia, co powinna robić, wstała i zrobiła parę kroków w tył, jakby obawiając się dalszego przebiegu wydarzeń. Jej odruchową reakcją była chęć ucieczki, wycofania się, jednakże nie bez kozery trafiła do domu Helgi, którego wychowankowie znani byli ze swej wierności i chęci niesienia pomocy tym słabszym. Nie należała do egoistów, którzy martwią się tylko o swój własny los, dlatego też, zamiast uciekać, jak ostatni tchórz, zacisnęła wargi w cienką linię i zaczęła myśleć. Nie znała tych terenów, nie była nawet pewna, czy dojechali już do celu, ciężko było więc znaleźć bezpieczne miejsce, gdzie Emmet mógłby bezpiecznie odpocząć. Mimo to, nie miała wyjścia, przecież nie mogła zostawić Puchona na środku pociągowego korytarzu, nie przejmując się konsekwencjami. Zerknęła na rówieśnika i poczuła ucisk w sercu, widząc, w jakim jest stanie. Z potarganymi włosami i drżącymi kończynami, wyglądał, jakby przeszedł coś naprawdę ciężkiego i dopiero w tym momencie Billie pomyślała, że bycie wilkołakiem, musi być czymś w rodzaju klątwy, dla takiego nieszczęśnika. Strach, towarzyszący każdej pełni, byłby dla Puchonki nie do zniesienia.  
- Podaj mi rękę, dobrze? - Schyliła się i wyciągnąwszy w jego stronę dłoń, pomogła przyjacielowi wstać. - Nie mam pojęcia, gdzie możemy pójść, ale jedno jest pewne. - Westchnęła ciężko i przygryzła wargę, po czym raz jeszcze obróciła się za siebie, chcąc sprawdzić, czy na pewno są sami. - Nie możesz tu zostać. Nie w takim stanie. Chodź, znajdziemy wyjście. - Ostrożnie chwyciła Emmeta pod ramię, chcąc upewnić się, że nie upadnie z wykończenia, a wolną ręką rzuciła krótkie reparo na rozbitą fiolkę, by podnieść ją i schować gdzieś do kieszeni spodni. Kto wie, może będzie jej jeszcze potrzebował? Szła wolno, małymi krokami, pomagając Puchonowi utrzymać równowagę i... Milczała. Nie miała zielonego pojęcia, co powinna powiedzieć w takiej chwili, więc uznała, że najlepiej działać w myśl zasady, że milczenie jest złotem. Lewą, wolną ręką wyciągnęła różdżkę na wypadek, gdyby ktoś postanowił wyjść z przedziału, a kiedy znaleźli się tuż przed pociągowymi drzwiami, pchnęła je stanowczym ruchem i wyjrzała na zewnątrz. Jej oczom ukazały się drzewa, tory, mnóstwo śniegu, ale... Żadnego miejsca, w które mogliby się udać. To wszystko wyglądało tak, jakby zatrzymali się na środku lasu, zostawiając uczniów samym sobie, a Billie nie miała pojęcia, co zrobić.
- Nie jest dobrze... - Wyszeptała wręcz niesłyszalnie, raczej do siebie, niż do przyjaciela. - Jak się czujesz, Emmet? - Zapytała delikatnym, przepełnionym pewnego rodzaju troską, głosem i zerknęła w niebieskawe, nieobecne już, tęczówki, a odpowiedź nasunęła się sama. Był w opłakanym stanie, co przecież wcale nie było dziwne. Przerażający obraz Emmeta, który trzęsie się i wije, pod wpływem eliksiru tojadowego, prawdopodobnie zostanie w głowie Billie na długi, długi czas.- Muszę coś wymyślić. - Westchnęła i wciąż podtrzymując przyjaciela, pomogła mu wyjść. Zdecydowanie nie czuła się dobrze w tej roli, która przysparzała ją o dreszcze, aczkolwiek pewna tego, że nie ma innego wyjścia, wraz z ledwo żywym Puchonem, ruszyła gdzieś przed siebie, mając nadzieję, że intuicja zaprowadzi ją w odpowiednie miejsce.

z.t x 2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Korytarz

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Tajemniczy korytarz
» Korytarz w lochach
» Korytarz na II piętrze
» Korytarz
» Korytarz

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
reszta świata
 :: 
Syberia
 :: 
Kolej
-