IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Okolice pociągu

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość




Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 20
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 328
  Liczba postów : 357
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8779-jasper-h-beckett#247587
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10841-hejt-drama-i-nietykalny#297301
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8782-jasper-h-beckett#247598
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8780-jasper-h-beckett




Administrator






PisanieTemat: Okolice pociągu   Nie Sty 25 2015, 17:24


Okolice pociagu


Miejsce, gdzie Magiczne Kolej Transsyberyjska musiała stanąć. Nikt nie wie, co się stało, ale jedno wiadomo - nie jedzie dalej. Może warto rozprostować nogi i odetchnąć, nim będzie wiadomo, jaki jest następny krok?

Na tym terenie nie działa teleportacja, a skupienie magii może wywołać nieprzewidziane skutki w rzucaniu zaklęć!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 28790
  Liczba postów : 35047
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Okolice pociągu   Czw Sty 29 2015, 01:53


Rozrzucone bagaze!


Wszyscy pasażerowie Magicznej Kolei Transsyberyjskiej niewątpliwie odczuli skutki nagłego hamowania. Nie istniał ani jeden wyjątek, nawet profesor Morris nabił sobie wielkiego guza, a Marco Ramirez przeleciał przez cały korytarz, bowiem nadal pilnował uczniów, by nie wchodzili do wagonu bagażowego. Oczywiście nie należy mylić tego z niezdarności, lecz traktować jako naprawdę nieprzyjemny wypadek, którego nikt nigdy by się nie spodziewał. Wszak dyrektor Hampson został zapewniony przez właścicieli kolei, iż tory są sprawne i nie będzie żadnych problemów z przejazdem. Najwyraźniej został wprowadzony w błąd, a jego biedni podopieczni ponosili za to odpowiedzialność.
Ci, którzy odważyli się wysiąść z pociągu, zobaczyli naprawdę dziwny widok. Kilka wagonów wykoleiło się, dwa inne leżały jeden na drugim, a ten tuż za wagonem bagażowym został tak ściśnięty, jakby ktoś próbował wepchnąć go do maleńkiej puszki pełnej kawioru. Doprawdy przerażające, jeśli pomyśleć, że ktoś mógł tam spędzić całą podróż. Na szczęście nikt nie zginął podczas ten felernej podróży, ale wybite okna w ocalałych przedziałach świadczyły tylko o tym, co na śniegu robiły porozrzucane swetry, buty, klatki sów oraz całe walizki. Kto wie, może coś twojego też tutaj leży?
Przeszukiwanie bagaży jest dobrowolną akcją.
Aby sprawdzić, czy udało ci się coś znaleźć w rupieciach, rzuć dwiema kostkami w odpowiednim temacie i sprawdź wynik:
Wszelkie zmiany punktów/galeonów należy zgłaszać w odpowiednich tematach!


2 - Przeszukując  bagaże, natrafiłeś na zniszczoną szkatułkę, w której znajdujesz 5 galeonów. Znalezione niekradzione, czyż nie?
3 - Przegrzebując się przez stos wyrzuconych śmieci znajdujesz przestraszonego kota, którego właściciel uporczywie poszukiwał w innej stercie. Oddając mu go, zostajesz zauważony przez profesor Abney. Twój dom otrzymuje 5 punktów.
4 - Przeglądanie cudzych rzeczy wychodzi ci naprawdę  nieźle.  Ciągle ktoś do ciebie podchodzi i prosi o pomoc w znalezieniu jakiegoś zagubionego przedmiotu, aż wreszcie trafiasz na konduktora pociągu, który wręcza ci swój kieszonkowy zegarek, byś zawsze wiedział, która jest godzina, bowiem na tym zajęciu spędziłeś naprawdę dużo czasu.
5 - Masz pecha, jakaś starsza pani beszta cię za grzebanie w jej rzeczach, co zostaje zauważone przez jednego z nauczycieli. Twój dom traci 5 punktów.
6 - Wśród jakiegoś złomu pozostałego z resztek pociągu odnajdujesz kuferek z napisem własność profesora Morrisa. Nie wiesz, co z tym zrobić, ale może warto napisać do nauczyciela i zwrócić jego własność?
7 - Niestety, nic nie udaje ci się znaleźć.
8 - Idąc między całym tym śmietnikiem, niechybnie trafiasz na parę złotych kolczyków z rubinami. Ciekawe, ile są warte?
9 - To chyba twój szczęśliwy dzień! Nie dość, że znajdujesz  baletnicę, którą ktoś zakupił w pociągu, to jeszcze udało ci się trafić na dywan. Właściciel owych rzeczy pozwala ci zachować czarodziejską figurkę oraz daje 20 galeonów w podzięce za pomoc i uczciwość.
10 - Niestety, nic nie znajdujesz.
11 - Nie wiesz czy się cieszyć, czy smucić. Tykwobulwa nie jest zbyt pożądanym przedmiotem, ale może warto ją zachować i zapytać nauczyciela o jej właściwości?
12 - Nic wielkiego, tylko uszkodzony kuferek.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 21
Skąd : Londyn
Galeony : 583
  Liczba postów : 319
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10233-vittoria-blanco
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10245-relacje-titi
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10243-wlasciwie-to-i-tak-pewnie-nawet-nie-przeczytam#283554
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10244-vittoria-blanco#283555




Gracz






PisanieTemat: Re: Okolice pociągu   Sob Sty 31 2015, 22:54

To, że mnie stamtąd zabrał było najlepszą z możliwych decyzji. Gdy tylko mnie objął przyległam do niego tak mocno, że wydawało się, że między nami jest jakiś super mocny klej. Mijaliśmy korytarz, otwarte przedziały. Wielu ludzi było rannych, ale jakoś mnie to nie obchodziło w tym momencie. Broń boże nie chciałam na to patrzeć. Każdy musi radzić sobie sam. Dobrze, że ja mam chociaż jego. Trudno jest mi Caseya nazwać przyjacielem, bo nie bardzo wierzę w taką relację. Bratem tym bardziej, nigdy nie miałam rodzeństwa i nie wiem jak ludzie się wtedy traktują. Dobrym znajomym? To było zdecydowanie za mało przy tym wszystkim. Oczywiście jest jeszcze coś więcej, ale nigdy nie myślałam o nim w kategoriach mężczyzny, z którym mogłabym się związać. Nie żeby był mało atrakcyjnie – wręcz przeciwnie. Uważam, że jest bardzo przystojny. Co do charakteru? Uważa, że jest świetny. Dobrze mi się z nim rozmawia i milczy. Lubię się do niego przytulić, cmoknąć go. Jednakże to tyle. Może po prostu to dlatego, że mam dość facetów. Mam ich sporo wokół siebie i zawodzą na bieżąco gdy tylko zaczyna się nawiązywać jakaś głębsza relacja. Baby histeryzują, a faceci boją się zobowiązań – od problemy płci.
Kiedy w końcu zimne, syberyjskie powietrze owiało mi twarz poczułam się znacznie lepiej. Było mi zimno, w końcu miałam na sobie tylko jakiś luźny sweterek i nic więcej. Nie interesowało mnie to jednak. Światło – to sprawiało, że w końcu mogłam odetchnąć i wrócić do swojego standardowego zachowania. Zerknęłam na walające się wszędzie bagaże. Dużo rzeczy na zewnątrz, można by je przeszukać, ale to poniżej mojej godności. Moje rzeczy powinny być w moim przedziale. Zerknę tam później. Mam tu Caseya, mam papuge – najważniejsze wydostało się wraz ze mną z pociągu. No właśnie, pociąg. Był w fatalnym stanie.
- Jak myślisz? Co się stało? - Zagadnęłam chłopaka uważając go za osobą inteligentniejszą ode mnie, która jest również bardziej spostrzegawcza – Myślisz, że o sprawka Boginów? - Zamrugała przekrzywiając głowę lekko w bok i wpatrując się w niego. Nadal się oczywiście nie odkleiłam i nie miałam zamiaru. Zastanawiało mnie jeszcze jedno – Zobacz, nikt poza nami się jeszcze nie wydostał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 19
Skąd : Londyn, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 386
  Liczba postów : 235
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10310-casey-marvell
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10316-dla-odwaznych
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10318-casey
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10317-casey-marvell




Gracz






PisanieTemat: Re: Okolice pociągu   Nie Lut 01 2015, 00:48

Relacji rodzinnych lepiej w to nie mieszajmy. Wystarczy spojrzeć na to, jak Casey w ogóle odnosił się do swoich krewnych i w jaki sposób unikał wszelkich możliwych kontaktów z nimi. Nie mowa tutaj, rzecz jasna o dalszej rodzinie, czy nawet dziadkach... pomijając, że z tymi nie mógł się spotykać zbyt często przez wzgląd na ich niechęć do jego matki. Nie to, żeby się im dziwił. Wracając do rzeczy. Przyjaźnie, jeśli wierzyć chłopakowi, opierały się tylko na obrabianiu sobie nawzajem tyłka i wykorzystywaniu drugiej osoby wedle własnych upodobań. Dlatego też z jego ust nigdy nie padło określenie "przyjaciółka", użyte w stronę Vittorii. Może traktował ją w sposób, w który inni obnosili się do swoich przyjaciół, jednak on nadawał temu słowu nowego znaczenia i bynajmniej nie chciał go użyć w odniesieniu do starszej. W kwestii związków za to doskonale się rozumieli. Oboje nigdy nie patrzyli na swoją znajomość z podobnej perspektywy i nie zmierzali tego stanu rzeczy zmieniać. Czy wszyscy od razu muszą wyznawać sobie dozgonną miłość, ładować nawzajem do łóżek w celach trochę mniej niewinnych niż to wzajemne wykopywanie się z materaca, które na dzisiejszą noc planowali, albo obściskiwać po kątach? No właśnie. Tych dwoje bynajmniej nie potrzebowało czegoś takiego i czuli się w pełni komfortowo tak, jak było teraz. Casowi nawet przez myśl nie przeszło, że mogłoby między nimi być coś innego, czy tam coś więcej. Gówno prawda, wtedy na końcu prawdopodobnie spróbowaliby się pozabijać.
Powoli zaczynał się przyzwyczajać do bólu głowy, albo to może on zaczął słabnąć, jednak zaraz pojawiło się kolejne, upierdliwe zmartwienie - chłód. Może sam ubrany był odrobinę cieplej od dziewczyny wtulonej w jego bok, ale na temperaturę minusową z pewnością to za mało. I jeszcze wypadałoby zachować się jak gentleman i oddać swój szalik... dobra, chyba za mocno pieprznął się w głowę. Dość udawania dobrego samarytanina na jeden dzień. Vittoria i tak mogła z niego skorzystać, skoro jeszcze nie zamierzała się odsuwać.
Dopiero teraz rozejrzał się dookoła, analizując ogrom zniszczeń. Kraksa na pewno nie należała do najmniejszych i w sumie dobrze, że środek transportu był magiczny, bo z mugolskim pewnie już dawno wybuchłby jakiś pożar czy inne cholerstwo. No tak, czy się to Casowi podobało, czy nie, mimowolnie zapamiętywał takie pierdoły dotyczące życia niemagicznych ludzi - wakacje spędzane w domu naprawdę odciskały na nim zbyt duże piętno. Aż skrzywił się na samą myśl.
- Oprócz tego, że pociąg się wykoleił? - zapytał typowym dla siebie, ironicznym tonem, chociaż widać było, że nad czymś się zastanawia, przez moment przyglądając się swojej różdżce, którą jednak zgasił używając Nox i szybko schował. - Wątpię, żeby byle boginy mogły zrobić coś takiego... ale magia wariuje, chociaż wcześniej rzuciłem tylko zwykłe Lumos - dodał po chwili. Gdyby tak połączyć jedno z drugim to właśnie to mogło być powodem wykolejenia, jak na to nie spojrzeć, magicznego pojazdu. Problem w tym, że niczego nie sposób być pewnym. - Trudno. Może w niektórych wagonach jest spokojniej - wzruszył ramionami - raczej nie chcesz tam wracać, co nie? - Jemu też się nie spieszyło. Raczej wątpił, by inni nie mogli poradzić sobie sami... a nawet jeśli, po ryzykować kolejny atak paniki w wykonaniu Vittorii? Mogli spokojnie poczekać na zewnątrz, chyba, że zimno zacznie im doskwierać jeszcze bardziej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 21
Skąd : Londyn
Galeony : 583
  Liczba postów : 319
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10233-vittoria-blanco
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10245-relacje-titi
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10243-wlasciwie-to-i-tak-pewnie-nawet-nie-przeczytam#283554
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10244-vittoria-blanco#283555




Gracz






PisanieTemat: Re: Okolice pociągu   Nie Lut 01 2015, 09:02

Co fakt, to fakt – relacje rodzinne to w naszym przypadku nie jest dobry temat. Czasem jednak zazdroszczę Caseyowi, bo on przynajmniej miał o czym opowiadać. Nie było w tym nic pozytywnego, ale to chyba lepsze niż nicość, prawda? Ja nie wiem o sobie nic. Nigdy nie poznałam swojej matki, ojca. Nie wiem czy mam rodzeństwo. Nawet nie wiem jakie są moje korzenie – bo to, że marna ze mnie Angielska ustaliłam już dawno. Chciałabym też wiedzieć jaką mam czystość krwi. Co, jeśli się okaże, że jestem po prostu szlamą? Brudna krew w Slytherinie, co by się działo nawet nie chce sobie wyobrażać. W takich chwilach myślę, że to nawet dobrze żyć w niewiedzy. Potem jednak znów te myśli spowija ludzka ciekawość i pewnego rodzaju ból. Już od dawna czuje, że nie znając swojej rodziny nigdy nie będę mogła w pełni poznać siebie. Na prawdę chciałabym wiedzieć kim jestem. Jak na razie określają mnie tylko ludzie, których spotykam na swojej drodze. Z nimi natomiast jest różnie...
Tak, moja relacja z Cas była taka czysta i w pewien sposób niewinna. Jest tylko jeden problem – życie nauczyło mnie, że przyjaźń (niech już będzie to słowo, nie chcę znów analizować, bo wolę być prostym człowiekiem) damsko-męska nie istnieje. Nawet jeśli teraz jest tak dobrze i spokojnie, to jestem przekonana, że prędzej czy później jedno z nas albo poczuje coś do drugiej osoby, albo zacznie ją pożądać. W naszych przypadkach niemalże wykluczam pierwszą opcje – nie jesteśmy przecież zbyt kochliwi i czuli. Natomiast to dość pewne, że któregoś dnia próbując go zepchnąć z materaca znajdziemy się na tyle blisko siebie, że... Zacznie się rozsypywać układanka z domina. Dobrze by było udowodnić, że to wszystko nie prawda i jednak dwójka ślizgonów przeciwnej płci może się po prostu kolegować zanim jeszcze oboje skończymy w jakiś mdłych, szczęśliwych związkach pełnych „Kocham Cię” „Ale ja Ciebie bardziej” „Wcale nie” „Wcale tak”. Najgorsze jednak, że znając mój sposób życia pierwsza wpadnę w pułapkę jakiś niedorzecznych uczuć właśnie ja...
Zimno owiewało mi nogi, ramiona, twarz. Syberia, to jednak nie są takie tam zwykłe temperatury minusowe jak w Londynie. Ciało wręcz drętwiało uniemożliwiając choćby przesunięcie się. Można by użyć jakiegoś zaklęcia by się ogrzać, ale przecież nie miałam przy sobie różdżki. Dobrze, że on zauważył, że coś dziwnego dzieje się tutaj z magią. Jak mówiłam już, jest znacznie bardziej spostrzegawczy ode mnie.
Kiedy jak zwykle ironicznie zasugerował, że nie zauważyłam wykolejenia pociągu dźgnęłam go lekko palcem między żebra i fuknęłam na niego pod nosem. Potem faktycznie zastanowiłam się jego słowami. Musiał mieć rację, bo przecież ekspres Hogwart nigdy w życiu nie miał takich problemów. Wszystko musiało dziać się za sprawą tego dziwnego otoczenia. Gdzie się nie rozejrzałam wszędzie biało od puchu. W oddali jakiś las, a jeszcze dalej... Czy widzę tam małe domki w oddali? Może tam jest jakaś wioska?
- Masz rację. Zdecydowanie nie chcę tam wracać. I nie chcę tutaj stać i czekać aż ktokolwiek ruszy dupę na zewnątrz. Słuchaj może poszukamy pomocy? Nie no, nie pomocy. Od tego są nauczyciele, czy coś. Raczej schronienia. Co myślisz? - Zagadnęłam mając nadzieję, że on również nie chce tu stać w nieskończoność - Prędzej czy później i tak musielibyśmy gdzieś iść, bo odmarzłyby nam wszystkie odstające członki ciała – Tu na chwilę przerwałam i uśmiechnęłam się lekko cynicznie swój wzrok opuszczając w dół. W bardzo konkretne rejony - Tak Casey, to też. A sądzę, że będzie Ci jeszcze w życiu potrzebne.

[Idziemy na gospodę?]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 19
Skąd : Londyn, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 386
  Liczba postów : 235
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10310-casey-marvell
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10316-dla-odwaznych
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10318-casey
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10317-casey-marvell




Gracz






PisanieTemat: Re: Okolice pociągu   Nie Lut 01 2015, 17:34

Może rzeczywiście lepiej, że czystość krwi dziewczyny pozostawała pod znakiem zapytania. Przynajmniej Casey nie podchodził do niej z żadnymi uprzedzeniami i więcej niż niezdrowym dystansem na samym początku. Może Vittoria nie pochodziła z rodu czystej krwi, ale szlamą nie była prawie na pewno. W tym jednym chciał wierzyć osądowi Tiary Przydziału, nawet jeśli normalnie wykazywał się większym sceptycyzmem. Cóż, to może świadczyć tylko o tym, że naprawdę ją lubił, a jednocześnie zamierzał zostać wierny swoim przekonaniom dotyczącym czystości krwi i tym innym. Zresztą blondynka chyba nie raz była świadkiem tego, w jaki sposób chłopak odnosił się do osób pochodzących z rodzin mugolskich lub zdrajców krwi - z matką i ojczymem na czele. Tak czy owak, o pochodzeniu Vittorii niewiele wiedzieli, a on nie zamierzał się zamartwiać sprawami trywialnymi. Przynajmniej dzięki temu nie miał większych wyrzutów sumienia - jeśli w ogóle można mówić o takowych. Z drugiej strony, trochę rozumiał starszą. Nikt nie lubił błądzić bez celu, a odnalezienie matki bądź ojca zwykle graniczyło z cudem. Zwłaszcza, jeśli ci nie chcieli być znalezieni. Na całe szczęście, rzadko zdarzało się mu nawiązać do swoich relacji rodzinnych, więc rozmowa nie schodziła na mało przyjemne tematy.
Wyjątki potwierdzają regułę, prawda? A Casey bardzo lubił pokazywać ludziom, że tępo przyjmowane przez nich przekonania, te idiotyczne zabobony nijak się mają do rzeczywistości, o! Zresztą, nie zamierzał pozwolić, by przez jeden głupi błąd jego bądź Vittorii, ich wieloletnia relacja miała się po prostu posypać. Niech inni wierzą w co chcą, w tym konkretnym wypadku przyjaźń damską-męska miała prawo istnieć. Przynajmniej do tej pory nie było z nią problemu i oby tak pozostało. Miłość, romantyzm i słodki związek, w ich wydaniu rzeczywiście by nie przeszła. To brzmiało równie absurdalnie jak fakt, że Cas nagle stanie się obrońcą uciemiężonych, szlam i mugoli. Brzmi idiotycznie, nieprawdaż? Ślizgonka mogła być za to pewna jednego - nawet jeśli kiedyś się zagalopuje, o ile wszystko pójdzie dobrze, młodszy sprowadzi ją na ziemię. Mniej lub bardziej brutalnie i, niestety, najpewniej z naciskiem na to drugie. Jakoś nigdy nie zdarzało mu się przebierać w słowach, żeby uczynić sytuację łatwiejszą do zniesienia. Nawet gdy zwracał się do Vittorii. Po czymś takim najpewniej czekałby ich okres wzmożonych kłótni, ale... może lepiej nie rozmyślać nad przyszłością?
Prychnął z rozbawieniem, kiedy dziewczyna postanowiła pokazać mu, jak bardzo nie jest zadowolona z tej pierwszej odpowiedzi. Całe szczęście! Przynajmniej wiedział, że na dobre pożegnali się z paniką. Mógł z czystym sercem zając się analizowaniem okolicy i dopiero po chwili zwrócił wzrok ponownie na swoją towarzyszkę.
- Raczej nie uśmiecha mi się udawanie sopla, ból głowy mi do szczęścia wystarczy - przyznał jej rację. Pomoc dla kolei pewnie i tak nadejdzie i pewnie wznowią podróż za jakiś czas... o ile magia postanowi zacząć współpracować. Titi nie zamierzała na tym poprzestać i gdy zauważył ten jej uśmieszek, uniósł brew, jakby chcąc zapytać, co takiego insynuuje. Dramatyczna pauza, a gdy już usłyszał część dalszą, nie mógł powstrzymać krótkiego, choć szczerego śmiechu. - Jak miło, że martwisz się o moją kondycję. - Posłał jej swój firmowy uśmiech, zanim w końcu zerknął w stronę malujących się na horyzoncie domków. - Idziemy. Raczej nieprędko gdzieś stąd odjadą - zadecydował w końcu, bo propozycja dziewczyny wydawała się najlepszą opcją.

    { z/t x2 }
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 19
Skąd : magiczna część Bristolu
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 191
  Liczba postów : 116
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10327-rowena-de-montmorency
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10328-kochaj-mnie-nieprzytomnie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10329-moze-ci-odpisze#284983
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10330-ro-de-montmorency




Gracz






PisanieTemat: Re: Okolice pociągu   Wto Lut 03 2015, 19:44

Potrafiąca już chodzić Rowena włóczyła się w okolicach wykolejonego pociągu, czekając aż ten ruszy. Albo jeśli cokolwiek zmieni się z jego położeniem, ponieważ nie miała najmniejszej ochoty spędzić kilku kolejnych godzin a) w zimnym przedziale z wybitym oknem, b) bez celu przemierzając Czernyj Pritok, c) użerając się z mugolakami. Dlatego też narzuciła na siebie kilka znalezionych w kufrze swetrów i płaszczy, a następnie wyszła na zewnątrz.
Jej oczom ukazał się stos porozrzucanych skrzyń, ubrań i innych mało przydatnych rzeczy, których nie miała zamiaru dotykać. W każdym razie, gdy po 'patrolu' przechadzała się z powrotem do swojego wagonu, o mały włos nie potknęła się o coś niewielkiego. Gdy schyliła się, by podnieść przedmiot, okazało się, że to para złotych kolczyków z rubinami. Od razu przyłożyła je sobie do twarzy, z nadzieją, że pasują, po czym schowała do kieszeni jednej z kurtek i poszła dalej.


/ kostki: 8
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : II
Wiek : 21
Skąd : Rumunia, Europa
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1147
Dodatkowo : Hipnoza
  Liczba postów : 454
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10037-rains-unique-nashword
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10041-co-powiesz-na-pakt-z-diablem#279660
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10040-rains-u-nash#279659
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10039-rains-u-nash#279655




Gracz






PisanieTemat: Re: Okolice pociągu   Wto Lut 03 2015, 22:22

Gdy wreszcie wydostała się z pociągu, wciągnęła głęboko w płuca lodowate powietrze. Poczuła, jak łzy napływają jej do oczu, gdy chłód uderzył wprost w jej nozdrza, wdzierając się do gardła. Lubiła niskie temperatury, ale to pieprzone miejsce było kompletnym przegięciem! Chwiejąc się nieco na nogach i starając się, z miejsca skostniałą z zimna, ręką rozmasować skroń, zeskoczyła lekko prosto w śnieg. Trudno było powiedzieć, gdzie właściwie byli, choć odpowiedzieć nie była jakaś nazbyt skomplikowana: nigdzie. Rozejrzała się wokół, ale widziała wyłącznie porozrzucane rzeczy i masę białego puchu wciskającego się w buty. Zrobiła kilka chwiejnych kroków i prawie wyłożyła się o dywan, który tam leżał. Jak można było zgubić dywan?! To, co przyciągnęło jednak jej uwagę, było niewielkich rozmiarów baletnicą. Z niewielkim trudem pozbierała rzeczy, rozglądając się wokół w poszukiwaniu ich właściciela. Jak go znalazła? Chyba miała po prostu szczęśliwy dzień, ale pozwolił jej zatrzymać figurkę, a na dokładkę dał 20 galeonów za oddanie mu całego tego gruzu. Szybko wcisnęła pieniądze do kieszeni, zadowolona, że przynajmniej plątanie się po tym cholernym miejscu na coś się opłaciło.

Kostka: 6 + 3 = 9


Ostatnio zmieniony przez Rains U. Nash dnia Nie Lut 15 2015, 16:05, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Windsor, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2546
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 1610
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9119-voice-lloyd
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9122-uslysz-cichy-glos#255607
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9121-glos-w-twojej-glowie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9120-voice-follett-cheney-lloyd




Gracz






PisanieTemat: Re: Okolice pociągu   Sro Lut 04 2015, 20:09

Voice była po prostu pewna, że jeśli przeszuka rzeczy walające się po śniegu przy pociągu, znajdzie coś ciekawego. Z resztą, to wcale nie musiało być ciekawe! W końcu znalezione niekradzione, a na sto procent ktoś trzymał w kufrze galeony, biżuterię, drogie ubrania, albo chociaż papierosy. Lloyd zabrała się więc za pieczołowite przeglądanie stert śmieci, co jakiś czas podwijając rękawy płaszcza i opuszczając je, gdy zimno stawało się nieznośne.
Ten dzień jednak niekoniecznie zamierzał być szczęśliwy, bo wszystko, co wpadło w ręce Ślizgonki, od razu znajdowało właściciela. Aż nie chciało się wierzyć, że szkatułka z biżuterią mogła być własnością jakiegoś faceta koło trzydziestki, a galeony schowane w krawacie należały do pewnej starszej pani, ale cóż... Voice nawet nie zauważyła, kiedy ludzie zaczęli do niej podchodzić z prośbą o pomoc w znalezieniu czegoś. Błyskawicznie (i z nietypową dla podopiecznej Domu Salazara przyjemnością) znajdowała klatki ze szczurami, buty, pudełka, aparaty, zabawki i dzienniki. Kłopotała się i nerwowo odsuwała za każdym razem, gdy ktoś usiłował ją przytulić, z dość krzywym uśmiechem ściskała dłonie, a - gdy pomogła już wszystkim - podniosła głowę znad stert przedmiotów i zauważyła, że jest już dość ciemno, a ona trzęsie się z zimna i nie ma nic dla siebie. Ktoś jednak trącił ją w ramię, odwróciła się więc i prawie potknęła o kufer, gdy zauważyła konduktora. Co mogło się stać? Ktoś umarł? Pociąg nie pojedzie? Przecież...
- Tak...? Och. Dziękuję - wymamrotała, wyraźnie zakłopotana. Super! Facet praktycznie ją wyśmiał. Milutko. Ale za to miała kieszonkowy zegarek, a to coś więcej, niż nic.

[kostki: 1+3]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Limerick, obecnie Londyn.
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 224
  Liczba postów : 1379
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6204-ambroge-friday
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6230-krewni-znajomi-i-wrogowie-ambroge-a
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6383-ambroge-friday
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7523-a-friday




Gracz






PisanieTemat: Re: Okolice pociągu   Czw Lut 05 2015, 00:04

Wyszedł w końcu z pociągu. Głowa bolała go niemiłosiernie. Z resztą nie tylko głowa, no ale po spotkaniu pierwszego stopnia z jednym z łóżek, to chyba oczywiste, prawda? W każdym razie, grunt, że profesor Ramirez się nimi zajął. Naprawdę, bardzo, bardzo, ale to bardzo dobrze. Swoją drogą, ciekawe jak długo tu postoją. Pewnie trochę im zejdzie, życie znając. Zanim wszystkich opatrzą, a do tego, dokonają wszystkich napraw, minie kilka jeśli nie kilkanaście, godzin. W zasadzie, nawet sam nie wiedział, jak długo był nieprzytomny, ale skoro.. skoro nie umarł od tego uderzenia, to chyba nie jakoś wybitnie dużo nie minęło. Przynajmniej miał taką nadzieję. Szczęśliwie dla niego, pielęgniarka powiedziała, że nie ma jakiś większych uszczerbków na zdrowiu. Amen! Prawdopodobnie nic go tak na tym świecie nie ucieszyło, jak ta informacja. Naprawdę. Wobec tych wszystkich dobrych wieści, postanowił rozpocząć poszukiwania swojego bagażu. I oczywiście zanim go odnalazł, co trwało wieki, zdołał odkopać ze śniegu różne dziwne fanty. A to jakieś walizki, a to pary spodni, a to skarpetek, krawaty, marynarki, nawet czyjąś połamaną różdżkę. Prawdziwym skarbem była natomiast jedna z cudowniejszych książek, traktująca o Dostojewskim. Była to jakaś dziwna praca naukowa na jego temat. Wertując stronnice owego opracowania, mógł stwierdzić, jedynie tyle iż z chęcią by ją przeczytał. I to nie raz. Niestety, podobnie jak pozostałych rzeczy i ta znalazla swojego właściciela. Za to natomiast, jeden z konduktorów, prawdopodobnie próbując docenić jego zapał, chciał mu podarować jeden ze swoich zegarków. I chyba serio miał ich kilka, biorąc pod uwagę, że w ręce trzymał trzy, po czym po namyśle dał mu jeden. Mimo tego, Ambroge niespecjalnie kwapił się do przyjęcia od nieznajomego, prezentu. Podziękował mu za to grzecznie i poszedł sobie w swoją stronę. Zwłaszcza, że miał  już swój bagaż, a to było najważniejsze. W chuj ważne.
Mniej więcej jakoś wtedy dostrzegł jakąś istotkę, która sobie na tym zimnie stała i marzła. I do tego konduktor. Prawdopodobnie ten sam, nie wiedział, bo już się delikatnie mówiąc, ściemniło, proponował jej zegarek. Ej może to ten sam. A co jeśli gość był jakimś pedofilem, albo innym zboczeńcem i właśnie na zegarki wyrywał potencjalne obiekty seksualne? Nie to raczej absurdalne, choć kto wie? W końcu nie wiadomo nigdy nic co pod czaszką takiego człowieka się kryje. Mimo wszystko, postanowił jakoś jej pomóc, co by nam VOICE nie zamarzła. I nie, nie dlatego ze była ładna, czy coś. Nawet jej nie znał. Po prostu, spełnił już  w przeciągu ostatnich godzin tyle dobrych uczynków, że jeszcze jeden nie zaszkodzi, wręcz przeciwnie . – Może pomóc jakoś? – spytał, uśmiechając się doń. Zanim jeszcze cokolwiek zdążyła powiedzieć, Piątek ściągnął z siebie swój płaszczyk i położył na ramionach dziewczęcia. – Szukasz rzeczy pewnie? – zadał pytanie niby bezzasadne, choć niekoniecznie. W końcu, kto mógł wiedzieć. A może czekała na znajomych, na ukochanego? Najcudowniejsze było to, że nawet nie wiedział, czy potrafi mówić po angielsku. I TAK! JEGO WĄTPLIWOŚCI BYŁY ZASADNE, BOWIEM WSZYSCY WŁAŚCICIELE FANTÓW, KTÓRE DZIŚ ZNAJDYWAŁ MÓWILI W WIĘKSZOŚCI PO ROSYJSKU. Mimo tego pan Friday uśmiechnął się do niej szeroko i odpalił, trzymanego od dłuższej chwili za uchem, papierosa.


kostki - 4
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Windsor, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2546
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 1610
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9119-voice-lloyd
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9122-uslysz-cichy-glos#255607
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9121-glos-w-twojej-glowie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9120-voice-follett-cheney-lloyd




Gracz






PisanieTemat: Re: Okolice pociągu   Czw Lut 05 2015, 12:07

Gdy wszyscy już się rozeszli (no, prawie wszyscy), Voice rozejrzała się, szukając wzrokiem niezbyt dużego, brązowego kuferka. Po chichu miała nadzieję, że jego zawartość nie wylądowała na śniegu - zamek w końcu nie był zablokowany na kluczyk... Zadrżała z zimna. Nie, nie, nigdzie nie widać było seksownej bielizny ani teczki z nutami. A może po prostu była skrajnie ślepa? Cholera, po co grzebała się w tym kufrze i dlaczego akurat tuż przed wypadkiem? I dlaczego przez to okno wypadła akurat ta rzecz? Z drugiej strony - dobrze, że nie skrzypce, ale... Czy to nie mogły być trampki, pościel, jakaś sukienka?
Przeklęta Rosja i przeklęty pociąg. Wciąż bolały ją całe plecy. Przydałby się masaż, tak... Szkoda tylko, że to Syberia, a nie Londyn. Już sobie wyobrażała, jak w nocy urywa się jej prycza, Rowena znowu wybija okno, a jej rzeczy po raz kolejny lądują gdzieś na śniegu. Taka perspektywa zdecydowanie nie była kusząca - można przecież zaoszczędzić więcej czasu, gdy przed snem rozwali się szybę, wyrzuci za nią bagaż i położy się spać na podłodze, czyż nie? Może tak będzie najlepiej.
Schowała zegarek do kieszeni i westchnęła cicho. Już miała kucnąć (pochylenie się zbyt bolało), gdy nagle ktoś do niej podszedł. Odwróciła się i przekrzywiła lekko, pytająco głowę. W końcu to jej ktoś pomoże, a nie ona komuś!
- Po całej tej katastrofie wypadł mi za okno kuferek - wyjaśniła swoim cichym, bardzo miękkim głosem. W końcu ktoś mówił w stu procentach po angielsku! Pomagając Rosjanom, dla których zwykłe tak często było niezrozumiałe, czasami próbowała ratować się czeskim, którego nauczyła się ze względu na Leosia, który... Och, nieważne. To zbyt bolesne. W każdym bądź razie - w ten sposób, przy dużej ilości gestykulacji, można było jako tako dojść do porozumienia. Kto by przypuszczał!
- Och - wykrztusiła, gdy chłopak przykrył ją swoim płaszczem. Był taki miły. - Dziękuję - uśmiechnęła się, bardzo szczerze i ciepło, otulając się przykryciem. Tak ładnie pachniało. Męskimi perfumami... - Tak. W tym kuferku miałam nuty. I bieliznę. A wiesz, to raczej przydatne - zaśmiała się, rozglądając po raz kolejny. Przecież to musiało gdzieś tutaj być. Wzięła głębszy oddech, gdy chłopak zapalił papierosa. Strasznie dawno nie paliła. - A tak w ogóle, jestem Voice - przedstawiła się, zwracając uwagę na kolczyk w jego wardze. Chyba widziała go gdzieś na korytarzu w Hogwarcie. A może tylko miała takie wrażenie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Limerick, obecnie Londyn.
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 224
  Liczba postów : 1379
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6204-ambroge-friday
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6230-krewni-znajomi-i-wrogowie-ambroge-a
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6383-ambroge-friday
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7523-a-friday




Gracz






PisanieTemat: Re: Okolice pociągu   Czw Lut 05 2015, 17:47

Przeklęta Rosja? Nie, no bez przesady. Ten kraj był całkiem przyjazny. Tylko trochę czasem śmieszny, ale to wynika głównie z mentalności autochtonów. A Ambroge, jako osoba która spędziła tutaj dobre kilka miesięcy, mogła coś na ten temat powiedzieć. I choć akurat w tej części tego ogromnego kraju nie był, to przypuszczał że pod wieloma względami ludność tubylcza nie różni się od tej, zamieszkującej pozostałe ziemie. Bo i czemu? Przecież wszędzie ludzie są tacy sami. Tylko chcą innych rzeczy, mają różne uwarunkowania kulturowe, język oraz mentalność, cytując ojca. Więc może przez jeden wypadek, który zaistniał samoczynnie – zakładając, że nie był wynikiem ataku terrorystycznego – nie skreślajmy już na starcie całego państwa? Poza tym, wydarzenia dnia dzisiejszego i odsetek poszkodowanych w porównaniu z każdą akcją Lunarnych, które przecież działy się nie tak dawno, bo rok temu, był stosunkowo niewielki. Przecież nikt nie zginął (chyba!), no i wydawać by się mogło, iż zaledwie procent ze wszystkich Hogwartczyków będzie wymagał opieki psychologicznej.
- Kuferek.. – powtórzył za nią. No to był problem i to niemały. W końcu, jak sama powiedziała miala tam rzeczy osobiste. Nuty? To chyba najbardziej go zaintrygowało. Bo tam bielizna, to spoko. Generalnie każdy miał, każdy nosił, każdy nie mógł się bez niej obejść. No chyba że naturyści, albo jakieś spaczone jednostki, niepreferujące noszenia jej pod innymi ubraniami. Ale te nuty.. nuty.. Czyżby grała? Na pewno grała. Gra. Ciekawe tylko na czym…? – Ambroge. Miło mi. – odpowiedział, kłaniając się lekko. Jezus. Ten papieros. Zbawienie dla jego płuc. Tak dawno nie palił. Porażka. Najgorsze było to, że średnio mógł to robić, szczególnie tutaj, kiedy nauczyciele mogli go złapać w każdej chwili. A co do kuferka. Miałją już spytać, czemu nie użyje zaklęcia Accio, no ale. Konduktor już kilka godzin wcześniej zwrócił mu uwagę na nieużywanie różdżki. Coś tu się musiało dziać. Tylko co? Czyżby w okolicy było jakieś silne skupisko osób niemagicznych i to stąd te względy bezpieczeństwa? Kto wie. Będzie musiał poszukać jakiegoś nauczyciela mugoloznawsta, by udzielił mu na to odpowiedzi. NO, ALE VOICE (?) Przecież dziewczyna pewnie dalej marznie. - Czekaj, czekaj. Myślę, że warto się tym zająć, przed rozpoczęciem poszukiwań.. – wypalił nagle, szukając po kieszeniach różdżki. Potem tylko poprawna inkantacja i jeśli wszystko wyszło dobrze, winno być dziewczynie cieplej. Z uśmiechem tylko oczekiwał jej reakcji, by utwierdzić się w przekonaniu, że wszystko poszło po jego myśli.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Windsor, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2546
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 1610
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9119-voice-lloyd
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9122-uslysz-cichy-glos#255607
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9121-glos-w-twojej-glowie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9120-voice-follett-cheney-lloyd




Gracz






PisanieTemat: Re: Okolice pociągu   Czw Lut 05 2015, 18:40

Cóż, można było mieć tylko nadzieję, że więcej podobnych wypadków nie będzie miało miejsca. Voice co prawda słyszała, że nikt nie zginął, ale roztrzaskane, wykolejone wagony zdecydowanie nie wyglądały przyjemnie. Poza tym, Lloyd ostatnim razem miała zdecydowanie zbyt dużo szczęścia. Ale nie tragizujmy! I lepiej trzymajmy kciuki, by wszystkie usterki dało się szybko naprawić. Oczywiście fakt, że konduktor włóczył się z zegarkami wokół pociągu, zamiast pracować w środku, niekoniecznie świadczył najlepiej, ale...
W porównaniu z zeszłorocznymi atakami Lunarnych wszystko, co ostatnio działo się w Hogwarcie, było totalną sielanką i po prostu niczym. Szkoda tylko, że wciąż można było usłyszeć plotki o kolejnych ugrupowaniach... Całe szczęście, że w chwili obecnej żadne z nich nie stanowiło realnego zagrożenia, a przynajmniej nie robiło nic bezpośrednio związanego z sięganiem po władzę.
 - Prawdę mówiąc cieszę się, że ten kuferek, a nie futerał ze skrzypcami albo ja - dodała, unosząc lekko lewą brew. Miała więcej szczęścia niż Rowena i Una, hehe - jej nogi i ręce były całe, tylko te plecy cholernie bolały. Odniosła wrażenie, że między kośćmi przemieszczały jej się małe piłeczki. Ale nie mogła mieć nic złamanego, prawda? Ach, te czarne scenariusze!
Ambroge? Ten, Friday? No błagam, kto o nim nie słyszał. Nie wszystkie te bajki były mu przychylne, ale - wiadomo - ktoś zawsze będzie gadać. Wystarczy wziąć pod uwagę chociażby same opinie na temat Lloyd - przecież teraz licznych blizn na jej dłoniach wcale nie zakrywały rękawiczki, chamstwo z niej nie kipiało,... Mogła sprawiać wrażenie innej osoby. Jasne włosy związane były w dość niedbały kok, czarne spodnie idealnie przylegały do jej nóg, a pod płaszczem ukryty był szary sweter. Zdecydowanie wyglądała bardziej jak zagubiona dziewczynka niż ta Voice, która mruga do barmana na znak, że pora na kolejną whisky. Jakie te pozory są mylne!
A tak na marginesie - dawno nie piła. Chyba powinna wszystko nadrobić - podobno rosyjska wódka zwala z nóg. Ciekawe, czy ją też zwali.
Początkowo nie zrozumiała, o co mu chodziło. Warto się tym zająć? Czym? Jej wątpliwości szybko się jednak rozwiały, gdy wypowiedział zaklęcie rozgrzewające. Konduktorzy i nauczyciele mówili coś na temat nierzucania zaklęć i braku możliwości teleportacji, ale czar zadziałał i po chwili Voice uśmiechnęła się z zadowoleniem, gdy przyjemne ciepło rozeszło się po jej ciele. Tylko te plecy wciąż przeszkadzały.
- Dzięki. Weź kurtkę - powiedziała, przestając trzymać materiał w dłoniach. Miała tylko nadzieję, że teraz zimno znowu w nią nie uderzy. - Powinien być gdzieś w tej stercie. To okno wychodzi na mój przedział, więc nie za bardzo widzę inną opcję - zauważyła, odwracając się w stronę stosu gratów. Przyjemnej nocy, Voice!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Limerick, obecnie Londyn.
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 224
  Liczba postów : 1379
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6204-ambroge-friday
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6230-krewni-znajomi-i-wrogowie-ambroge-a
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6383-ambroge-friday
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7523-a-friday




Gracz






PisanieTemat: Re: Okolice pociągu   Pią Lut 06 2015, 11:36

- No tak. Masz racje. O niebo lepiej. To byłaby niepowetowana strata w obu przypadkach. – rzucił z serdecznym uśmiechem. Ktoś mu kiedyś powiedział, że komplementy i różne aluzje dotyczące urody kobiecej są dobrym sposobem na odwrócenie ich uwagi od kłopotów. Prawdziwości tej tezy nigdy nie mógł stwierdzić, bo z autopsji to tak raczej nie bardzo. Ale no, mimo tego próbował, bo co mu innego zostało? Tej całej Roweny i Uny nie znał, ale widział – jeszcze w przedziale pielęgniarskim – że nie ze wszystkimi los obszedł się tak miło jak z nim. Przynajmniej nie był tak pokiereszowany, jak jakiś facet który wypadł przez okno. Nieciekawie, nie polecam. Nie polecam w chuj, jak mówią niektórzy ,w tym przypadku jego dobra przyjaciółka.
Kto o nim nie słyszał…? No było trochę ludzi. Nawet bardzo trochę. Poza tym, nie był aż tak popularny, nie przesadzajmy. Okej, był, ale nie tak jakby chciał. Jezu. To właśnie najbardziej go denerwowało, że praktycznie jeśli idzie o ludzi w Hogwarcie, to bardzo rzadko mogł wystartować z czystym kontem, jego nazwisko nigdy nie było jak ta cała Tabula Rasa. Zawsze ktoś coś już o nim słyszał. Na ogół nic dobrego, ale zdarzały się dinozaury , które wiedziały, iż Krukon poza spaniem ze wszystkim co się rusza – co nie było do końca jego winą. Przecież on nikogo do tego nie zmuszał!!! – malował i tworzył setki innych rzeczy. Szkoda tylko, że od tej artystycznej strony nie był szerzej znany, ale i nie chciał chyba? Przecież robił to dla siebie nie miał potrzeby, a co ważniejsze nie czuł się na siłach, zarabiać na swoich rysunkach, czy obrazach. Co to, to nie. Nie był niestety tak dobry, jakby chciał być. Cóż, życie boli. Za to ona akurat mogła być szczęśliwa, nie słyszał nigdy o żadnej Voice. W ogóle mało słyszał o ludziach ze szkoły. W sensie, że robili to, albo tamto. Ale też średnio go to interesowało. W swoim czasie, z takich większych „fejmów” słyszał o Vanbergu, Villersie.. i to chyba tyle? No. Oczywiście ogarniał ludzi ze szkoły, ale nie w ten sposób, w jaki ogarniano jedno. Reasumując, bilans nie był taki zły, skoro jedno nie znało tego drugiego.
- W żadnym razie, moja droga, nie ściągaj jej. Skoro nie wolno nam tutaj używać magii, to albo dlatego że tutejsze ministerstwo jest na to szczególnie wyczulone, albo po prostu zaklęcia na tym terenie mogą dawać efekt krótki lub odwrotny.. – powiedział, ponownie okrywając dziewczę swoim płaszczem. Przecież nie po to, do jasnej cholery ją okrywał, żeby mu go teraz oddawała, prawda? Prawda. Matko, czego te kobiety nie rozumieją? Z czym mają aż taki problem..?
Tam, tak. Tamta sterta. Ne można powiedzieć, nie wyglądała zbyt zachęcająco, no ale w sumie trochę ich już dziś przegrzebał, prawda? O kurwości świata, jak się po wszystkim spokojnie nie wyśpi, to kogoś zajebie, naprawdę. Zajebie. Jak psa. – No dobra, to nie ma chyba na co czekać.. – westchnąwszy głęboko ruszył do tamtej sterty. Chyba nie myślała, że tak o sobie pójdzie i zostawi ją samą z problemem bagażu? Jeśli tak, to przepraszam. Mała zmiana planów!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : III
Wiek : 22
Skąd : Chelmsford, Anglia
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 1634
Dodatkowo : Prefekt Gryffindoru
  Liczba postów : 481
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9263-felix-lockwood
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9267-zapozujesz-mi-do-aktu
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9268-moze-cos-do-mnie-skrobniesz#259170
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9271-felix-lockwood#259263




Gracz






PisanieTemat: Re: Okolice pociągu   Wto Lut 10 2015, 07:50

Wreszcie wygramolił się z pociągu. Nie podobało mu się to wszystko. Mieli jechać na ferie i fajnie się bawić, a tu ludziom dzieje się krzywda! Już nie wspominając o absurdalnej temperaturze, przy której zamarzały smarki w nosie. Był ciekawy, czy chociaż pierwotny plan obejmował jakiś sensowny przystanek docelowy. I czy tam dojadą. Bo może zanim naprawią pociąg, akurat skończą się ferie i trzeba będzie wracać do zamku. I co wtedy?
No nic, nie ma co marudzić, trzeba korzystać z tego, co jest. Na razie miał połamany ołówek, a drugi gdzieś przepadł. Cóż, wypadałoby go znaleźć, żeby móc ruszyć w tę pustą, zimową przestrzeń i coś porysować, nie? Że niby pamiątka z wyjazdu, a przynajmniej niezbyt zmarnowany czas.
Miał wrażenie, że godzinami łaził w okolicach pociągu. Przeszukiwał wszystko, ale ołówek jak kamień w wodę! Nie ma i już. Co prawda to nie był jego ulubiony i w kufrze powinien mieć jeszcze cały zapas, ale... Jak to mówią, dobry pasterz dba o swoje owieczki. No, więc on dbał o swoje ołówki. Jaki pasterz, takie owce, prawda.
Nagle coś mu zamigotało w stercie rzeczy. Sprawdził z ciekawości, bo umówmy się, nie było szans, żeby to był ołówek. Ołówki nie błyszczą. Sięgnął i z zaskoczeniem stwierdził, że właśnie trzyma parę złotych kolczyków z rubinami. To było niespodziewane. I niezbyt przydatne, tak właściwie. Ale może się przydać. Na pewno jest jakaś niewiasta, której będzie w nich do twarzy, prawda?
Kiedy zrobiło się ciemno, zrezygnował z dalszych poszukiwań. No cóż, nie było już szans, że znajdzie swoją zgubę. Dzielny B5 zostanie tu na zawsze i będzie strzegł tych okolic, zapamiętując ich historię... Czy coś w tym guście. A tymczasem on był głodny. Nie ukrywajmy, napełnienie żołądka jest ważniejsze od kolejnej godziny poszukiwań pospolitego narzędzia do rysowania. Tak więc wzruszył ramionami i poszedł.

kostka: 6+2=8

z/t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : II
Wiek : 22
Skąd : Meksyk
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 153
Dodatkowo : Jasnowidzenie, Pałkarz
  Liczba postów : 54
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10088-meg-florez-rodarte#280823
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10090-chodz-pobiegamy#280830
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10094-a-moze-napiszesz-do-meg#280842
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10091-meg-florez-rodarte#280833




Gracz






PisanieTemat: Re: Okolice pociągu   Wto Lut 10 2015, 11:37

Wybiegła radośnie z pociągu mimo trzaskającego mrozu. Nic to, że się rozbili, grunt, że mogła wreszcie rozprostować obolałe kości. Ją naprawdę wszystko bolało, jak siedziała na tyłku dłużej niż dziesięć minut. Ale teraz pociąg stał i zapowiadało się na dłuższy postój, więc zamierzała jak najbardziej z tego skorzystać.
W pierwszej kolejności przeszła się niedaleko pociągu, gdzie leżała masa porozrzucanych bagaży. Niby jej kufer został w pociągu, bo widziała, ale nie była pewna, czy na pewno nic nie wypadło. Już po kilku krokach wpadło jej w oczy coś błyszczącego, a ona jak sroka, jak świecące, to trzeba było zabrać. Była mocno zaskoczona, jak się okazało, że znalazła złote kolczyki z rubinami. Były piękne, ale na pewno wartościowe, postanowiła się w najbliższym czasie wywiesić gdzieś ogłoszenie, że takie znalazła. Właścicielce pewnie będzie ich bardzo brakowało. Chociaż z drugiej strony kto zabiera na ferie taką wartościową biżuterię?
No nieważne. W każdym razie wzięła zdobycz i ruszyła dalej. Obiło jej się o uszy, że gdzieś tu zorganizowali lodowisko, więc nie mogło jej zabraknąć.


kostki: 4+4=8
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Windsor, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2546
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 1610
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9119-voice-lloyd
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9122-uslysz-cichy-glos#255607
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9121-glos-w-twojej-glowie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9120-voice-follett-cheney-lloyd




Gracz






PisanieTemat: Re: Okolice pociągu   Nie Lut 15 2015, 21:01

Uśmiechnęła się lekko, wyraźnie tłumiąc zadowolenie. Miło było usłyszeć coś, co można zakwalifikować pod komplement, po tak długim okresie stania przed lustrem i mówienia sobie, że przecież jest fantastyczna i fakt, że ktoś ją zostawił jak zepsutą zabawkę, wcale o niczym nie świadczy. Ej, właśnie, zbliżały się Walentynki... Coraz mniej fajne święto. Ale to podejście to chyba ze starości...
Tęskniła za Anglią. I za Hogsmeade. I za Hogwartem w sumie też, chociaż odliczała dni do końca roku szkolnego. W każdym bądź razie, obiecała sobie, że - gdy tylko ferie dobiegną końca - kupi sobie mieszkanie, wyniesie wszystkie swoje rzeczy z rodzinnego domu i spróbuje zacząć od nowa, otrząśnie się... Oczywiście, zapewne dobre osiemdziesiąt procent osób, które ukończyło osiemnasty rok życia, przysięgało sobie to samo. Nie mogło być inaczej - Voice musiała do nich dołączyć. Chociażby dla głupiej zasady, że tłum ma zawsze rację, która naprawdę rzadko stawała się jednym z wyznaczników jej decyzji. Przynajmniej chwilowo miała ochotę zmienić wszystko. O sto osiemdziesiąt stopni. Bo co miała do stracenia?
- Dzięki. Właściwie to w kółko zastanawiam się, dlaczego magia taka tutaj działa. Chcę się przejść do któregoś z nauczycieli, żeby mi to wyjaśnił. Jeszcze w życiu o czymś takim nie słyszałam. - Fajnie, Lloyd. Znalazłaś sobie świetny temat na pogawędkę. Od razu zacznij opowiadać o tym nowym profesorze od eliksirów, albo walnij sobie referat na temat teleportacji. Śmiało! To wcale nie jest nudne.
Voice okryła się kurtką i westchnęła cicho. Czy ten kuferek naprawdę był warty brnięcia po śniegu i przerzucania stert gratów? Kopie nut miała gdzieś w domu, część bielizny była wciśnięta w kufer razem z ubraniami... Przecież mogła obejść się bez jednego, głupiego pudełka, nie? Podeszła do Piątka, który właśnie przeszukiwał wszystkie te śmieci, i delikatnie położyła mu rękę na plecach. Dosłownie tylko na chwilę, żeby zwrócić na siebie uwagę. Na moment, no mówię, no!
- Ej, zostaw. Nie szukajmy tego. Przeżyję. Chodźmy gdzieś na wódkę albo na piwo... Jeśli chcesz, oczywiście. Jakoś nie mam ochoty siedzieć na mrozie i szukać czegoś, co nie jest mi niezbędne do życia. To jak? - zaproponowała, uśmiechając się przy tym lekko, zachęcająco i unosząc nieznacznie brwi. Chyba jej nie odmówi, prawda? A jeśli odmówi... Kurtka zostanie skonfiskowana.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Limerick, obecnie Londyn.
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 224
  Liczba postów : 1379
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6204-ambroge-friday
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6230-krewni-znajomi-i-wrogowie-ambroge-a
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6383-ambroge-friday
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7523-a-friday




Gracz






PisanieTemat: Re: Okolice pociągu   Pon Lut 16 2015, 19:52

Miło było wywoływać u ludzi takie emocje, jak radość, zachwyt, takie stany jak euforia, czy uniesienie, i guess…? Swoją drogą, to dziwne, że tak mocno zareagowała na ten dość.. niskich lotów, nie ukrywajmy, komplement. Bo jakoś nie o to do końca mu chodziło. Mimo wszystko, to bardzo miło. Zwłaszcza, kiedy ostatnimi czasy mało osobników było, które aż tak przyjemnie dla oka reagowały. A co do jej historii… cóż, zapewne gdyby ją znał nie dziwiłby się tak bardzo Voice, ani zapewne nie poczuł z siebie tak dumny. Skupmy się jednak na tym, co jest, a nie mogłoby być. I tak, Piątek nie miał pojęcia o jej przejściach z facetami. Dało mu to podstawy do wymienionej wyżej pozy. A walentynki.. Zawsze spoko, nieważne ile się miało lat. Fakt że to chyba jedne z najbardziej – nie licząc oczywiście bożonarodzeniowych – komercyjnych oraz kiczowatych świąt nie umniejszał ich wartości. W końcu, to zawsze miło wyjść na kolacje z jakąś ładną panną, kupić kwiaty no bo obyczaj nakazuje, wypić dobre wino, wyjść na jakiś spacer, by finalnie przeżywać chwilę mniejszej/większej rozkoszy, podczas pocałunku lub wspólnej nocy. Czyż może być coś piękniejszego…?
Co do mieszkania – serio aż tak dużo ludzi, planowało po stuknięciu pełnoletności się wyprowadzić? Zatem Piątek był chyba jakimś, mugolsko mówiąc, hipsterem, skoro nie wyprowadził się z domu do jakiegoś Hogsmaede, czy Londynu, ale w podróż po świecie. Choć z drugiej strony, w końcu się nieco usamodzielnił i w ogóle. Z tym, że to nie on się wyganiał z domu. Robili to jego rodzice, chcąc pokazać synowi na czym polega prawdziwe życie, jedno0cześnie oczywiście przypominając mu o istnieniu rodzinnej posiadłości w Limerick, do której oczywiście zawsze mógłby wrócić. Tacy byli! Albo raczej była, matka. Bo z ojcem to tak różnie. No, ale on zawsze był tą bardziej zachowawczą stroną, bardziej ustabilizowaną, spokojną i konserwatywną, mimo swojej postępowości. I oczywiście do stracenia nie miała nic. Zupełnie nic. Ba! Mogłaby nawet zamieszkać z Piątkiem. Albo nie.. To mogłoby się źle skończyć dla ich obojga..
- Cóż, to norma. Niemniej, kiedy pierwszy raz tu byłem, też byłem zdumiony. Niestety, wątpie, że ktokolwiek z nauczycieli mógłby udzielić sensownej odpowiedzi. Zwłaszcza, że tą wiedzę mają często miejscowi. No, tą prawdziwą, a pech chce że jakoś nie bardzo lubią się dzielić takimi informacjami z resztą świata. Ja bym jednak stawiał na to, że po prostu gdzieś tu jest wyjątkowo duże skupisko osób niemagicznych. I pewnie to w obawie przed nimi, albo po prostu coś tu jest nie tak. Wiesz, w sumie, jesteśmy nieomal na kole podbiegunowym.. – zakładając, że już dawno nie przekroczyli tej magicznej granicy. W sumie, nie wiedział za bardzo, gdzież mogą się znajdować, przecież nie miał przy sobie żadnej mapy. A przydałaby się, oj przydała.. Niestety, nie można mieć wszystkiego. A propos posiadania! Przecież kuferek czekał wciąż na odnalezienie!
Toteż Friday czym prędzej puścił się na poszukiwania. Przekopywał te sterty śniegu i bagażu, kiedy nagle poczuł czyjś dotyk na swoich plecach. No, matko kto znowu?! Już się odwrócił, miał krzyknąć, że nie będzie szukał dziś niczyich waliz, toreb, kufrów, dopóki nie znajdzie tego, należącego do tamtej uroczej panny, kiedy spostrzegł, iż owa urocza panna stała tuż za nim. I bardzo, ale to bardzo zachęcająco do niego prawiła. Popierdolić kuferek.. Iść się napić. Wszystko spoko. Tylko.. piwo? Tutaj? Chyba prędzej wódka, jeśli nie jakiś czysty spiryt. Zaraz, jak oni go tu nazywali?? Bimber? Albo samowar. Coś takiego.. – Zasadniczo, czemu nie, w końcu to Ty tu jesteś ładna, no i masz mój płaszcz, więc chyba muszę się zdać na twoją łaskę. – powiedział z uśmiechem, rozglądając się mniej więcej za jakąkolwiek drogą prowadzącą do cywilizacji.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Windsor, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2546
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 1610
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9119-voice-lloyd
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9122-uslysz-cichy-glos#255607
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9121-glos-w-twojej-glowie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9120-voice-follett-cheney-lloyd




Gracz






PisanieTemat: Re: Okolice pociągu   Pon Lut 16 2015, 22:07

Fajnie jest wywoływać u kogoś radość. Przyjemnie jest widzieć osobę, która uśmiecha się na nasz widok albo rozchmurza się, słysząc kilka cieplejszych słów. Czasami to nawet bardziej wzniosłe uczucie, niż gdy doświadczamy czegoś takiego osobiście. Ale tylko czasami! Mówi się, że milsze jest dawanie, niż dostawanie, ale chyba nie w każdym przypadku. W końcu wolimy dać komuś kopa w dupę, niż sememu go otrzymać, prawda? Chyba, że komuś odpowiada siniak pomiędzy udami a biodrami. W takim razie wystarczy, że pochodzi trochę wypięty - złośliwość niektórych ludzi nie zna w końcu granic, a leżącego nie kopie się tylko w teorii. Trzeba dzieciakowi dać nauczkę, niech zasłoni ten tyłek. W końcu odmienność - jakakolwiek - powinna zostać stłamszona w zarodku. Cóż - nie powinna. Właśnie to jest w nas piękne - ktoś jest biały, ktoś czarny, ktoś ma oczy brązowe, a ktoś niebieskie, ktoś jest wysoki, ktoś inny niski, są ludzie grubi i chudzi i tacy z zębami od linijki i nosami jak Pinokio. I bez tego z wypiętym tyłkiem byłoby smutno. Bez tego rudego też. A ten z krzywymi jak kreski w X kolanami... No błagam, kto, jeśli nie on, śmiałby się tak głośno z głupich żartów o Niemcach?
No wiadomo! Każdy w końcu lubi poudawać od czasu do czasu buntownika, okazać swoją wyższość i samodzielność. Jak zaimponować kumplom? Nie trzeba umawiać się z najlepszą laską w szkole. Wystarczy skończyć osiemnaście lat i zamieszkać samemu. A najlepiej zamieszkać z tą najlepszą laską w szkole, bo wtedy poziom fejmu mnoży się razy dwa. A gdy jeszcze urządzi się parapetówkę i zakupi na nią milion litrów alkoholu, otrzymuje się bonus w postaci stu punktów od gościa. Ciekawe, kto - poza mną - zadaje sobie od czasu do czasu proste pytanie: co się dzieje z tym światem? Co trzeba będzie zrobić za pięćdziesiąt lat, żeby być oficjalnie uznanym za fajną osobę? Wyjazd na Jamajkę i willa na obrzeżach Barcelony nie będą już wystarczające - nawet wtedy, gdy na tą pieprzoną Jamajkę zabierze się pół miasta, a basen przy willi będzie ogólnodostępny. Niektórzy twierdzą, że z tym czymś zajebistym trzeba się urodzić. To prawda?
Wiadomo, że mogłoby się źle skończyć. I to zapewne nie tylko dla nich.
- Czyli byłeś tu już wcześniej? Podróż dookoła świata, czy po prostu fantazjowałeś o zwiedzeniu Rosji? - spytała, po czym zastanowiła się przez chwilę i kontynuowała wywód. - Wydaje mi się, że jesteśmy około tysiąc kilometrów od Oceanu Arktycznego, znacznie mniej od Mongolii i Chin. Z resztą, fajnie by było jechać do Chin. - Dlaczego pomyślała akurat o Chinach? Och, nieważne. Co ją tak w ogóle wzięło na tą geografię i tak dalej? No, cóż - życie.
Przez chwilę miała wrażenie, że naprawdę odwróci się i na nią nakrzyczy. Z trudem powstrzymała się, żeby nie odsunąć się w chwili, gdy go dotknęła. Co te przetrząsanie gratów robi z ludźmi! Nie do wiary.
- Wydaje mi się, że to byłoby wręcz nierozsądne - odparła z uśmiechem zadowolenia, puszczając do niego oko. - Ogarnęłam, gdzie mają tutaj gospodę. Podobno nie ma dramatu - dodała, biorąc go luźno pod ramię. Przecież, skoro już miała na sobie jego kurtkę, to nie będzie się z nią trzymać pięć metrów od niego.

[ztx2]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Okolice pociągu   

Powrót do góry Go down
 

Okolice pociągu

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Peron 9 i 3/4
» Korytarz w pociągu
» Okolice wybiegu pandy wielkiej
» Z dna Piekieł tu przybył,

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
reszta świata
 :: 
Syberia
-