IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Poczta Griffina Robertsona

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość



avatar

Nauczyciel
Skąd : USA
Galeony : 42
Dodatkowo : wężomowa
  Liczba postów : 88
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3264-nauczyciele-fabularni
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10963-poczta-griffina-robertsona




Specjalny






PisanieTemat: Poczta Griffina Robertsona   Nie 14 Cze - 21:55

***
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Skąd : Londyn, UK
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 368
  Liczba postów : 207
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11217-haeil-yong
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11240-haeil-i-jego-relacje
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11241-mr-alien#303044
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11242-haeil-yong#303048




Gracz






PisanieTemat: Re: Poczta Griffina Robertsona   Sob 29 Sie - 16:46






Profesorze Robertson,


aby podjąć się właściwiej interpretacji snów należy zapamiętywać je, zapisywać ich treść w Senniku a następnie szukać powtarzających się wydarzeń, by przy ich pomocy odczytać przyszłość.
Haeil Yong



Zadanie wakacyjne
Wyrzucone kostki: 2
Punkty dodatkowe: 0
Link do losowania: here
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : II
Wiek : 21
Skąd : Wprost z Twoich snów
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 282
Dodatkowo : hipnoza
  Liczba postów : 265
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11148-julian-william-o-shea
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11201-i-know-i-took-the-path-that-you-would-never-want-for-me
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11200-sowa-juliana-szekspir
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11199-julian-o-shea




Gracz






PisanieTemat: Re: Poczta Griffina Robertsona   Pon 14 Wrz - 16:21





Szanowny panie profesorze,

Zgodnie z zaleceniami przeprowadziłem tygodniową obserwację nieba. Z ubolewaniem stwierdzam, że podczas jej wykonywania, na niebie nie ukazały się żadne, dodatkowe ciała niebieskie jak komety czy wyszczególnione perseidy, co miało niekiedy miejsce podczas tego lata. Dzięki zmiennym lokacjom udało mi się dojrzeć wiele interesujących gwiazdozbiorów, wśród nich największy z nich - Wężownika, uważanego za trzynasty gwiazdozbiór zodiaku. Mojej uwadze nie umknęły także inne, niekiedy mniejsze zbiorowiska jak Strzała, Tarcza czy Lis. Z ogromną przykrością stwierdzam, że przez dwa dni z opisywanego wyżej tygodnia niebo było zachmurzone, co spowodowało brak dobrej widoczności. Aby wszystko szło dobrze musiałem także uciekać z dala od cywilizacji - czarodzieje nie doceniają sztuki, jaką jest Astronomia i nie potrafią nawet zgasić świateł! Chciałbym kiedyś przemieszkać rok na równiku, bowiem tamtejsi ludzie mają niezwykłą możliwość zobaczenia w przeciągu roku wszystkich - a nie tylko części - gwiazdozbiorów. Erydan i Żuraw z pewnością przyciągnęłyby uwagę wielu, nawet tych, którzy nie są fanami 'ślęczenia z głową do góry'. Niebo południowe  skrywa również dużo tajemnic, szczególnie dla ludzi mieszkających na północy. Cyrkiel, Feniks czy Gołąb to tylko jedne z niewielu interesujących gwiazdozbiorów.  Na mapie moją uwagę przykuł także Jednorożec i Korona Południa - tegoroczne studia nad astronomią uważam za owocne i z przyjemnością udam się na lekcje tego przedmiotu w nadchodzącym roku szkolnym.

Julian William O'Shea


Zadanie wakacyjne
Wyrzucone kostki: 7
Punkty dodatkowe: 0
Link do losowania: *klik*
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 20
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1477
Dodatkowo : pałkarz
  Liczba postów : 1345
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7531-katherine-nadia-russeau#211124
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7534-kat-russeau
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7533-poczta-kat-russeau#211125
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7535-katherine-nadia-russeau




Gracz






PisanieTemat: Re: Poczta Griffina Robertsona   Wto 15 Gru - 23:55





Profesorze

Podczas wyprawy ratującej jednorożce znalazłam w lesie kartę tarota, numer 7, znajduje się na niej rydwan, jakiś książę i dwa sfinksy. Jeden czarny i drugi biały. Niestety nie znam się na tarocie dlatego chciałam prosić o pomoc w rozszyfrowaniu tego symbolu. 
Katherine Ruseau
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 19
Skąd : Johannesburg, RPA
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 249
  Liczba postów : 133
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11534-elijot-van-der-vyver#309551
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11548-to-ja#309688
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11549-to-sowa#309689
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11541-elliott-van-der-vyver#309590




Gracz






PisanieTemat: Re: Poczta Griffina Robertsona   Czw 17 Gru - 11:07







Profesorze,


Bardzo dziwna sprawa. Od kilku dni nie spie po nocach, glowiac sie nad tym, dlaczego w zakazanym lesie (podczas wyprawy ratunkowej, w zyciu nie wpadlbym na pomysl, by wybrac sie tam samemu, ja przestrzegam szkolnych regulaminow!) posrod korzeni znalazlem karte tarota. Dosc dziwne miejsce, prawda? Co to moze oznaczac? Karta przedstawiala ksiezyc. Z niecierpliwoscia czekam na wskazowki, jest Pan moja jedyna nadzieja!


Elliott Van der Vyver
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Moskwa - Rosja
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 274
Dodatkowo : animagia (fenek)
  Liczba postów : 890
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12265-clarissa-rowena-grigori
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12319-badz-czescia-mego-swiata#328231
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12321-asmodaj#328235
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12320-clarissa-rowena-grigori#328234




Gracz






PisanieTemat: Re: Poczta Griffina Robertsona   Wto 9 Maj - 17:49


<



    Profesorze Griffin,

Nie wiem co miała bym napisać na wstępie więc przejdę od razu do opisu moich snów.
Poniedziałek
Jechaliśmy gdzieś z mężem i naszym 3,5 letnim synkiem samochodem. Skąd wiem, że był to mój mąż? Czułam to podświadomie. Wtem usłyszeliśmy jakiś okropny huk i grzmot ponad nami. Po prostu jakby jakiś ogromny wybuch. Niebo jasne i niebieskie zaczęło nagle robić się ciemniejsze i granatowe. Wyjrzałam z samochodu i zobaczyłam na niebie ogromny księżyc. Zajmował chyba z pół nieba. Przestraszeni i zafascynowani zatrzymaliśmy się na poboczu obok jakiegoś parku. Stanęliśmy jakby na jakimś punkcie widokowym, takim wzniesieniu otoczonym drewnianym płotem. Była tam jeszcze jakaś inna kobieta ze swoim dzieckiem-chłopcem. Zaczęli się ganiać z moim. My za to patrzyliśmy na niebo, które robiło się coraz ciemniejsze a wszędzie zaczęły być widoczne ogromne planety. W końcu się zrobiło totalnie ciemno. Było widać wszędzie planety naszego Układu. Wtedy dotarła do mnie okropna prawda. Że wybuchło i zgasło nasze Słońce. Poczułam straszny ziąb i mówię: Jak się zaraz zimno zrobiło. Ta kobieta nagle wyciągnęła z torby bluzę i ją założyła i powiedziała coś takiego: Spodziewałam się tego...
Potem się obudziłam... Aż mnie dreszcze przeszły. Ten sen był niesamowity. Chwilę zastanawiałam się nad jego znaczeniem i doszłam do wniosku, że musi oznaczać koniec czegoś ważnego w moim życiu.
Wtorek.
Ciemna postać w kapturze stojąca zaraz przy drzwiach i kiwająca swoją bladą dłonią w moją stronę. Z pod kaptura nie sposób było dojrzeć twarzy, jednak czułam, że znam go. A może ją... Nie zważając na nic podniosłam się z łóżka i ruszyłam w jej stronę. Nie pamiętam o mnie obudziło ale gdy tylko otworzyłam oczy stałam przy drzwiach z dłonią na klamce. Nigdy wcześniej nic podobnego mi się nie przytrafiło. Nie wiem co może to oznaczać. Może chęć uciekania od czegoś...
Środa
Kwiaty. W moim śnie było pełno kwiatów. I nie były one zwykłe. Każdy z nich zmieniał barwę swoich płatków od ilości promieni rzucanych prze słońce na nie. Widok ten był niesamowity. Gdy tylko przybliżyłam się do niech aby dotknąć jednego z płatków ten odpadł zmieniając się w pył. Wystraszona cofnęłam się do tyło, gdy w tym momencie reszta kwiatów również zmieniła się w popiół. Przerażona podniosłam się z miejsca i zaczęłam biec w stronę lasu. Dalszej części nie pamiętam, gdyż się obudziłam. Wiem co mógł on oznaczać. Zbyt wiele razy przeżywałam coś podobnego z przyjaciółmi. Na odległość wszystko jest dobrze, ale kiedy tylko zbliżysz się do nich potrafią zranić mocniej niż nóż.
Czwartek
Czerń. To właśnie to co mi się śniło. Czułam własną obecność w tej nicości i nie potrafiłam się z niej wyrwać. Tak było do momentu obudzenia się.
Piątek
Płacz dziecka. Pokój. Świeca na stole. Słyszę płacz, ale nie mogę się ruszyć. Frustracja, złość, strach ogarniają po woli moje ciało. I nagle cisza. Słyszę skrzypienie otwieranych drzwi. Jednak nikogo nie widzę . Kroki. Ciężkie, głośne kroki. I cisza. Znowu. Otwieram gwałtownie oczy. Jedyne co czułam to pot na moim czole. Niby nic takiego, a wpłynęło na moją wyobraźnię.
Sobota
Ten sen przyśnił mi się ubiegłej nocy. No więc Kubuś Puchatek wraz z żoną, panią Puchatkową i trójką dzieci wybrali się na piknik. Kubuś zaopatrzył się w lepki prowiant, a pani Puchatkowa w zestaw do manikiuru, który był dodatkiem go gazety pod tytułem "Dzień energicznego misia". Dzieci jak to dzieci zapakowały ze sobą mnóstwo zabawek. Kiedy doszli na miejsce pani Puchatkowa wyciągnęła książkę, pod tytułem "zabawa na pikniku z dziećmi". Rodzice wraz z pociechami bawili się cały czas, nagle dostrzegli, że wszystkie zabawy, które były tajnikami tej cudownej książki, skończyły się. Kubuś pomyślał, aby wspiąć się na drzewo i zginąć z niego największą szyszkę, jaką tylko można znaleźć. Wspinali się bardzo długo, a pani Jadzia Puchatek wszystko nagrywała na kasetę video. Dzieci zbierały różnej wielkości szyszki, ale kiedy dostrzegły większą na swojej drodze zrzucały przegrana szyszkę na ziemię, lecz pan Puchatek nie miał jeszcze żadnej szyszki, gdyż żadna nie była w jego typie. Nagle krzyknął: Mam zobaczyłem ja, ale miś o tak małym rozumku nie wiedział że trzyma w ręce kokon ze wściekłymi pszczołami, kiedy się zorientował pszczoły wyleciały z ula i zaczęły wbijać swe żądła w Puchatka. Gdy pszczoły skończyły swój atak na misia żona Puchatka położyła pacjenta i zaczęła go owijać i nacierać rozmaitymi maściami.Kiedy zakończyła zabieg, a Kubusiowi zeszła opuchlizna wstali i rozeszli się do domu. NIestety nie wiem co stało się później, gdyż obudził mnie płacz mojego dziecka. Tak to jest jak czyta się mugolskie bajki na dobranoc dziecku.
Na zakończenie bardzo chciałam Profesora przeprosić. Nie sądziłam, że praca ta mnie tak wciągnie iż zacznę opisywać wszystkie moje sny z ostatniego tygodnia.

Clarissa R. Grigori
Ravenclawe, I rok studiów


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Leeds
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 713
Dodatkowo : wężoustość
  Liczba postów : 261
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14348-berenice-valerie-cairndow
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14361-berka-przygarnie#380345
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14362-valerian#380346
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14363-berenice-v-cairndow#380347




Gracz






PisanieTemat: Re: Poczta Griffina Robertsona   Wto 9 Maj - 19:03


<



    Profesorze,

Praca domowa:
1. W moim śnie byłam dzielnym podróżnikiem, który odkrył nowe miejsce na Ziemi. Przede mną znajdowała się ogromna łąką, na której rosły niezwykłe kwiaty. Były bardzo wysokie, różowe oraz błękitne. Różowe łapały muchy, natomiast błękitne były niebezpieczne także dla ludzi.
Jedyną możliwością by ominąć te niezwykłe przeszkody było przejście po tęczowych kamieniach, które znajdowały się na strumyku płynącym przez całą łąkę. Także i on był niezwykły, zamiast szmeru wody słychać było cichutką piosenkę, która towarzyszyła mu gdy płynął. Przechodząc po kamieniach miałam okazje zobaczyć tamtejsze zwierzęta. Fioletowe leopardy polujące na granatowe bażanty, zielone flamingi i żółte krokodyle zamieszkujące brzegi strumyka, kolorowe pawiany, które zwisały z niezwykłych kwiatów oraz malutkie, złote ptaszki, które bezustannie krążyły w powietrzu.
Po przejściu przez łąkę znalazłam chatkę. Była niewielka, zbudowana z zielonego drewna, a jej dach był fioletowy. Za turkusowymi drzwiami mieszkał stary mędrzec. To on był panem tej niezwykłej krainy. Opowiedział mi o niej oraz pogratulował odwagi. Byłam pierwszym śmiałkiem, który zapuścił się, aż tak daleko. Doskonale wiem co on oznacza. Przedstawia moje największe pragnienie. Zostanie podróżnikiem.
2. Widziałam bramy...Nie potrafię określić czego. Zrobione były ze złota i wysadzane drogimi kamieniami. Samo miasto znajdujące się za nimi było było wykonane z czegoś błyszczącego, jak srebro czy złoto. Kwiaty i drzewa były piękne, a ich płatki jak i liście zrobione z kolorowego szkła. Dzięki temu promienie słoneczne rozchodziły się we wszystkich kierunkach. Co chodzi jednak o zwierzęta... Nie widziałam żadnych. Może i miasto było piękne ale opustoszałe. Rozglądając się uważnie podeszłam do jeziorka mając zamiar napić się trochę wody. Nie spodziewałam się jednak, że z pod jego tafli wynurzą się białe dłonie i wciągną mnie pod jej taflę. Czułam ból w klatce piersiowej i panika zaczęła mnie ogarniać. Kaszląc niemiłosiernie obudziłam się. Długo nie mogłam złapać tchu po nim. Woda symbolizuje z reguły to, co nieznane - sen o tym, że toniemy, jesteśmy pokonani przez tę potężną siłę, może symbolizować nasze zmagania z codziennością, ogromne emocje towarzyszące odbieraniu przez nas rzeczywistości lub problemy, które zdają się nie mieć rozwiązania. Warto więc w życiu realnym wziąć głęboki oddech i z dystansem spojrzeć na wydarzenia, które rozgrywają się wokół nas - a na pewno nie pożałujemy. Zastanówmy się także nad tym, w jaki sposób przejąć inicjatywę w kreowaniu naszej przyszłości, unikajmy bierności, która czasami może mieć zgubne konsekwencje.
3. Znalazłam się w miejscu dość specyficznym. Przede mną była przepaść a raczej urwisko czy po prostu pustynia ale wiele metrów niżej. Po prawej teren też spadał ale nie stromo tylko łagodnie. Rosły tam drzewa i inne rośliny. Za mną i po lewej ciągnęła się ścieżka i las. Towarzysząca mi B***** i ja przez przypadek zniszczyłyśmy znaki zakazujące wstępu i ześlizgnęłyśmy się ze skarpy. Piach sięgał aż po horyzont i wydawał się nie kończyć. Wielkim trudem ale jednak udało się nam wspiąć z powrotem na górę po nie mal pionowej ścianie. Jednak zniszczonych znaków nie można było tak po prostu zostawić. Z przepisaniem tych dwóch tabliczek dałabym sobie radę ale jednak była napisana cyrylicą (nie wiem po jakim języku) a druga po norwesku. Po prosiłyśmy więc o pomoc siostrę B**** - H****. Na tabliczce wyszywała nitką odpowiednie napisy. Ja poprawiłam farbą wiszącą na drzewie po prawej papierową harcerkę. Znaczy nie wiem jaką postać przedstawiała wcześniej ale wiem co z niej zrobiłam. H**** wkurzyła się na mnie że ona haruje a ja nic nie robię. Skończyła się ta sytuacja tym że wyszyto mi na miejscu tuż pod ustami napis innymi literami a w zasadzie to były po prostu krzyżyki. Dolna warga cała mi zdrętwiała. Nie mogłam nimi ruszyć. Widziałam to w lustrze i widok ten nie zachwycał. Wszystko czułam bardzo realistycznie i dopiero po kilku chwilach po przebudzeniu odzyskałam czucie w ustach.
4. Szukałam po miasteczku chyba w górach miejsca w którym ja i inne osoby z mojego roku miałyśmy pisać jakiś ważny egzamin. Tę samą czynność wykonywała moja kuzynka W******* i kilka grup innych osób. Wszyscy mieli na sobie mundurki. Nie znałam większości bo nie chodzą ze mną do szkoły. Kręciliśmy się długimi krętymi lecz pustymi drogami to w górę to w dół. Kilka budynków okazało się niewłaściwych. Dłuższy moment później znalazłam się na podjeździe do parterowego domku. Gdy weszłam z niego uciekły moje dwa koty w tym jeden niewychodzący. Na szczęście nie obiegły daleko tylko kręciły się blisko drzwi. Udało mi się je zagonić do środka. Chodząc po pokojach zauważyłam że są po otwierane okna a nie ma w nich zamontowanych siatek czy choćby moskitiery. Mówiłam do właściciela (choć go nie widziałam) że to nieodpowiedzialne i że musi zmienić zabezpieczenia okien bo kotom może stać się krzywda na zewnątrz. Wszystko z tym snem byłoby w porządku, gdyby nie to, że nie mam kotów.
5. Byłam lesie. Prawdopodobnie gdzieś na obrzeżach lub poza miastem. W tym miejscu na dużej przestrzeni przeplatały się obszary gęsto zalesione z łąkami. Brałam udział w jakiejś grze terenowej ze znajomymi. Podzielono nas na grupy kilku osobowe. Ja byłam między innymi z B**** znajomą z jakiegoś klubu. Celem gry było ,,zestrzelenie" przeciwników. Co prawda mieliśmy przy sobie broń ale sztuczną. Wystarczyło dotknąć osobę z innej grupy tak by cię nie zauważyła. Schylone za krzakami podglądałyśmy rywali którzy czekali z zamkniętymi oczami aż my się rozstawimy. Ruszyłyśmy w las. Zobaczyłyśmy idących przeciwników więc położyłyśmy się na drodze a rosnąca na jej brzegach roślinność dała nam dobre schronienie. Ruszyłyśmy do ataku i udało się ich ,,zastrzelić". Cały zastanawiało mnie czemu to my się chowamy skoro to im powinno zależeć byśmy ich nie zauważyli.

Berenice Valerie Cairndow
Gryffindor, I rok studiów.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 557
  Liczba postów : 784
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14309-vivien-o-i-dear
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14332-w-odchlani#378419
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14330-poczta-void
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14333-vivien-o-i-dear#378429




Moderator






PisanieTemat: Re: Poczta Griffina Robertsona   Sro 10 Maj - 12:27





Szanowny Panie Profesorze,

8.05
Śniło mi się, że wraz z moją kuzynką - Blaithin spacerowałyśmy po błoniach i znalazłyśmy dwa pierścionki zaręczynowe. Sen był bardzo krótki jednakże wydaje mi się, że może mieć on pewien związek z naszym życiem uczuciowym. Może wyjdziemy za mąż w podobnym czasie?

9.05
Następnego dnia sen się powtórzył - jednakże tym razem był dłuższy. Pierścionek Blaithin miał w sobie perłę - co może oznaczać nieszczęśliwe zamążpójście, małżeństwo pełne łez. Mój pierścionek miał cyrkonie, która po wnikliwym badaniu okazała się diamentem. Według sennika cyrkonia sama w sobie symbolizuje krótkotrwałe szczęście, jednakże gdy okazuje się, że jest ona diamentem może to oznaczać uzyskanie prawdziwego szczęścia dzięki pozornie błahym działaniom. Wydaje mi się, że może to symbolizować coś dobrego.

10.05
Śnił mi się krzyk i plama krwi, a potem w moim śnie pojawiła się ciemność i pustka. Wydaje mi się, że może to symbolizować stratę, która pozostawi w moim życiu jakiś ślad (stąd krew) albo sprawi, że pojawi się we mnie jakaś luka, pustka.

11.05
Tej nocy śniła mi się impreza w pokoju wspólnym ślizgonów. Trudno powiedzieć dlaczego, ale moi znajomi z Slytherinu nie mieli twarzy, a mimo to udawało mi się ich rozpoznać. Po dłuższym tańcu z moim najlepszym przyjacielem - Rayem napiłam się soku dyniowego i nagle wyrosły mi skrzydła. Przypominały one skrzydła smoków, jednakże były dużo miejsce. Wyleciałam z dormitorium, przeleciałam cały korytarz i poleciałam kręcić młynki przy suficie Wielkiej Sali. Zastanawiam się czy nie ma to nic wspólnego z wyrwaniem się z pewnych konwenansów.

Z wyrazami szacunku
Vivien O. I. Dear


Kostki: 4
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VI
Wiek : 17
Skąd : Edinburgh
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 122
  Liczba postów : 94
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14431-peter-pierre-borthwick
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14446-zwiedzanie-hogwartu-z-pierrem#382296
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14445-poczta-pierra#382295
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14444-peter-pierre-borthwick#382294




Gracz






PisanieTemat: Re: Poczta Griffina Robertsona   Sro 10 Maj - 14:50





Szanowny profesor Griffin,


1. Peter leci niczym Voldemort tylko dzięki swojej mocy magicznej. Przelatuje między wieżami Hogwartu, pikuje na błonia, zatrzymuje się nad stadionem. Na chwilę zamiera w bezruchu i obserwuje otoczenie. Wtem dostrzega tajemniczą postać przemykającą w stronę Zakazanego Lasu. Chłopak staje się niewidzialny, podlatuje bliżej i dostrzega profesora Edgara T. Fairwyna, ubranego w pomarańczową podomkę. Nauczyciel starożytnych run wyraźnie czegoś szuka. To zwodnik, prowadzi go profesora wgłąb lasu - wprost na polanę w jego sercu. Jego złośliwa moc jest nad wyraz silna, nie ma szans żeby się jej oprzeć. Docierają tam razem, mężczyzna jest całkowicie zdezorientowany, rozgląda się jednak nie dostrzega nastu par oczu wyglądających zza krzaka. Peter chce go ostrzec, ale jego głos jest niesłyszalny. Kiedy profesor zbiera się do opuszczenia polany napada go stado chochlików kornwalijskich. Zdzierają z niego podomkę i odbierają różdżkę. Po czym przystępują do aktu obcowania płciowego (z wykorzystaniem różdżki). Dokładny opis pominę z szacunku dla pana profesora.

Jego znaczenie? To zapewne ostrzeżenie dla Pana profesora, ktoś pragnie go oszukać a potem skrzywdzić.

2. Ten sen mimo, że czasowo jest bardzo rozległy, to w zasadzie przedstawia tylko jedną scenę. Lot na księżyc. Odrywam się z ziemi i wznoszę w górę. Z każdą chwilą szybciej. Najpierw widzę Hogwart, potem Wielką Brytanie, Europę, całą planetę. Wszystko z każdą chwilą staje się mniejsze. Aż w końcu dolatuję do księżyca.

Sen ten symbolizuje towarzyszącą mi pokusę do przekraczania granic, stawania tam gdzie nikogo nie było wcześniej, wytyczania nowych ścieżek i przekraczania horyzontu własnych możliwości.

3. Znajduję się w antycznej świątyni, najpewniej greckiej albo rzymskiej. Przysłuchuję się dyskusji bogów i boginek. Obecni są Mars, Merkury, Pilumnus, Virtus, Diana, Fortuna oraz Luna. Dyskutują nad nowym podziałem świata i zależnościami jakie mają nim kierować. Przysłuchuję się ze szczególną uwagą fragmentom dotyczącym nowego podziału granic na świat magiczny i mugolski. Wtedy Fortuna przemawia do mnie i stawia przede mną zadanie. Pokierować społecznością czarodziejów, poprowadzić ją do nowej złotej ery. Żeby mi w tym pomóc każdy z bogów wkłada cząstkę siebie do mojej różdżki czyniąc ja najpotężniejszym magicznym artefaktem na ziemi. A nawet czymś więcej, różdżka staje się właściwie oddzielnym bytem. Przyjacielem i doradcą.

Jak przypuszczam w tym śnie odnajduje się moje pragnienie do przewodnictwa i zamiłowanie do magicznych artefaktów. Pragnienie poznania ich działania i magicznego "ja".

4. Znów przeniosłem się w przeszłość. Ciężko określić gdzie dokładnie jestem, ciężko zbrojni strażnicy prowadzą mnie do przypominającej piramidę budowli. Stawiają mnie przed obliczem kapłana, a ten mówi coś w jakimś bełkotliwym przypominającym szelest liści, albo syk węża języku. Nic nie rozumiem. Strażnicy chwytają mnie ponownie i zrzucają przez dziurę w podłodze, ląduję twardo. Czuję się potłuczony, odruchowo szukam różdżki, ale jej nie ma. Zaczynam więc iść, szukać wyjścia. Ale czym dłużej idę tym bardziej zagubiony się czuje, dochodzi do mnie że jestem w labiryncie. Otaczają mnie tylko ściany ułożone z identycznych cegieł. Korytarze wiją się i przecinają, ale żaden nie prowadzi do wyjścia. W końcu się poddaje i siadam przy ścianie patrząc się w nicość.

Sądzę że ten z kolei sen oznacza mój strach przed bezsilnością, znalezienia się w sytuacji bez wyjścia. Nieumiejętnością poradzenia sobie z monotonią.
Z wyrazami szacunku,
Peter Borthwick
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Wenecja, Włochy
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 670
Dodatkowo : Hipnoza
  Liczba postów : 355
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14432-theo-romeo-u-evermore#382217
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14439-i-will-be-true#382241
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14442-false#382249
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14440-kuferek-theo#382245




Moderator






PisanieTemat: Re: Poczta Griffina Robertsona   Sro 10 Maj - 15:22





Szanowny Panie Profesorze,

zadanie domowe:
1. Ten sen powtórzył mi się wielokrotnie, choć detale nigdy nie pozostają takie same. Wszystko zaczyna się na plaży niedaleko szkoły Drakensberg. Kieruję się do środka, ale za drzwiami widzę placówkę Volshebnik. Idę dalej, wpadam do mojego dormitorium w Souhvezdi. Odwracam się,
ale jestem już w Beauxbatons... Wszystko przyspiesza, zaczynam biec, chociaż nie wiem czemu.
Mijam znane mi korytarze Theravady. Rozglądam się w biegu i dostrzegam znajome miejsca ze wszystkich szkół, w których się uczyłem. W końcu zatrzymuję się i jestem na Wielkich Schodach w Hogwarcie, na których szczycie czekają na mnie siostry. Ten sen jest zbiorem moich wspomnień i myślę, że przypomina mi, jak wiele przeżyłem i jak ważne są dla mnie moje siostry. Jednocześnie wskazuje, że powinienem skoncentrować się na tym, co jest tu i teraz...
2. Koszmar. Kłótnie rodziców, szaleńcze słowa matki... Przytulam siostry, chowamy się w kącie pokoju. Jeszcze nie wiemy, że to nasze ostatnie chwile w tym domu. Pomieszczenie trzęsie się wraz ze wzrostem moich emocji, a potem wszystko spowija ciemność i słyszę jedynie krzyk, ale nie potrafię go zidentyfikować. Nagle nie czuję już obok moich sióstr, jestem sam... To mój strach przed utratą najbliższych, wsparty przez bolesne doświadczenia. Może zostanę wystawiony przez kogoś na próbę?
3. Nie wiem, gdzie jestem - ale czuję się bezpiecznie. Stoję pośrodku ogromnej polany z rysownikiem i ołówkiem, gotów do oddania piękna natury na kartce papieru. Nie mogę jednak podjąć decyzji, bowiem z jednej strony widzę niezwykłe morze o spienionych falach, z drugiej spokojną łąkę usypaną kwiatami z najdalszych zakątków świata. Gdy tylko chcę rozpocząć rysowanie, coś w krajobrazie się zmienia i muszę zaczynać na nowo... Ten sen zapewne pokazuje zmiany, nad którymi nie mogę zapanować. Chyba próbuję trzymać się tego, co znam, ale nie mogę ignorować mojego otoczenia i wybierać z niego tylko tego, co mi pasuje.
4. Płynę i oddycham, chociaż nie widzę u siebie oznak zażycia skrzeloziela. Pozwalam, aby delikatny prąd wody mnie prowadził. Gdzieś w oddali przepływa para trytonów, a ja próbuję coś powiedzieć w ich języku - nie słyszą mnie. Płynę dalej, podziwiając niezwykły podwodny świat. Czuję lekkość, przyjemny brak trosk i zmartwień. Nie wiem, co ten sen oznacza. Może czekają mnie miłe dni...
5. Farbami można tak wiele wyrazić... W tym śnie tworzę obraz. Hogwart, jego błonia i okolice. Wszystko jest szczegółowe, jednak po chwili zaczynam rozmazywać to tak, aby dało się widzieć jedynie niektóre rysy. Mój pędzel nagle zmienia się w różdżkę, ale zauważam to za późno - przenoszę się do obrazu. Może to znak, że muszę być uważniejszy? A może powinienem wziąć sprawy w swoje ręce, bo to ja kontroluję moje życie?
Z poważaniem,
Theo R. U. Evermore


Kostka: 5. Proszę docenić starania...

______________________

True as it can be...




Ostatnio zmieniony przez Theo Romeo U. Evermore dnia Sro 10 Maj - 15:37, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Puebla, Meksyk
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 621
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 790
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13793-leonardo-ovidio-vin-eurico#365517
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13806-looking-so-crazy-in-love#365642
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13807-love-letters#365644
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13804-leonardo-ovidio-vin-eurico#365640




Moderator






PisanieTemat: Re: Poczta Griffina Robertsona   Sro 10 Maj - 15:34





Profesorze,

przesyłam zadanie domowe.
PIERWSZY SEN - nie pamiętam początku, ale i tak ważniejsza jest końcówka. Wyskakuję z samolotu (taki mugolski środek transportu, lata się w nim. Maszyna, o!) ze spadochronem (takie urządzenie, przypominające plecak. Jak spada się z dużej wysokości, to trzeba go otworzyć i spada się wolniej. Nie jestem dobry w opisywaniu mugolskich urządzeń, psorze.), ale nagle okazuje się, że nie mam tego spadochronu. Ziemia zbliża się coraz bardziej, a ja w ostatniej chwili przypominam sobie, że jestem czarodziejem i mogę użyć różdżki, aby zamortyzować upadek. Udaje mi się! Ten sen chyba pokazuje, że z każdej sytuacji jest jakieś wyjście. I trzeba wierzyć we własne możliwości! Myślę, że w najbliższej przyszłości może przydać mi się bardziej czarodziejskie niż mugolskie myślenie.
DRUGI SEN - czekają mnie zaraz zawody. Wyjątkowo czuję bardzo duże zdenerwowanie, wszystko wokół mnie wiruje. Wychodzę na ring i już wiem, że przegram. Słyszę tylko bicie własnego serca, a wzrok zaczyna mnie zawodzić. Ten sen pewnie przepowiada jakąś moją porażkę...
TRZECI SEN - rozmawiam z moją najlepszą przyjaciółką, Fire. Najpierw myślę, że jesteśmy w barze, ale potem otoczenie zmienia się i to chyba Pokój Wspólny Gryffindoru. Nie wiem, co mówię, ale jestem poważny, a Fire mnie słucha w milczeniu. Nagle zaczynam się denerwować i tracę głos (nie wiem, skąd to wiem, skoro nie słyszę i tak własnych słów. Magia snu?). Może będę musiał powiedzieć coś ważnego, ale nie będę mógł tego przyznać sam przed sobą? Fire jest jedną z najbliższych mi osób i jeśli ciężko mi coś jej powiedzieć, to musi być bardzo poważna sprawa.
Z poważaniem,
Leonardo O. Vin-Eurico


Kosteczka: 3

______________________

Leonardo O. Vin-Eurico
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Wyspa Skye, Szkocja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1187
Dodatkowo : prefekt fabularny, naj hoes w hogu
  Liczba postów : 1263
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13638-blaithin-astrid-dear
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13646-not-a-bad-girl
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13684-dziobek
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13647-blaithin-astrid-dear




Gracz






PisanieTemat: Re: Poczta Griffina Robertsona   Sro 10 Maj - 23:32






Profesorze Robertson,


Gwoli wyjaśnienia - potrafię za pomocą magii w pełni kontrolować swoje sny. Wtedy to ja je tworzę, a to nie posłużyłoby lekcji, dlatego tym razem zrezygnowałam z czarów. Wszystkie okazały się koszmarami, ale oczywiście odrobinę przerysowanymi! Nie umiem się powstrzymać od koloryzowania... Nie pominęłam żadnego szczegółu! Zapraszam do lektury.

Dawno nie śniłam niczego tak spontanicznie, pozwalając mózgowi kreować własną fabułę i bawić się obrazami. Zdawało mi się, że jestem w bardzo gęstym lesie, tak mrocznym, że przypominał Zakazany Las. Oczywiście, tylko domyślam się z opowieści, że tam musi być niesamowicie strasznie. Panowała wszechobecna cisza, słyszałam tylko swój oddech. Byłam bosa, na sobie miałam jedynie białą, poszarpaną u dołu sukienkę i zdawało mi się, że przed czymś wcześniej uciekałam. Koło mnie pojawił się nietoperz, ale nie chciał zrobić mi krzywdy. Pozwoliłam mu usiąść na swojej dłoni i pogłaskałam go delikatnie, a wtedy zaczął wskazywać mi drogę. Wcale się nie bałam, więc po prostu poszłam za nim aż do ogromnego jeziora. Woda była czarna i nieruchoma, ale nie poczułam nawet ukłucia niepokoju. Nietoperz chciał, żebym podeszła do brzegu, więc zbliżyłam się... Ale kiedy zobaczyłam swoje bardzo wyraźne odbicie w wodzie nie byłam człowiekiem, tylko tygrysem. Wtedy sen nabrał gwałtowności - znikąd pojawiły się całe chmary nietoperzy. Mimo, że było ich bardzo dużo, nadal widziałam tego jednego, mojego przyjaciela. Atakowały go bezlitośnie aż opadł na ziemię, gdzie rozerwały go na strzępy. Nie mogłam nic zrobić, bo nietoperze mnie drapały i ogłuszały swoim piskiem. Zdołałam tylko pochwycić parę z nich w paszczę, chociaż chciałam zabić wszystkie. W tym starciu byłam bezsilna, więc zaczęłam uciekać. Rozpętała się burza, piorun walnął chyba jakieś parę metrów ode mnie. Serce waliło mi tak szybko, jak nigdy, a te nietoperze dalej mnie atakowały. Słyszałam też przebijające się przez deszcz zaklęcia, konkretnie czarnomagiczne klątwy. Nie pamiętam, czy mnie dosięgały. Myślę, że to może oznaczać utratę przyjaciela, może jakieś niebezpieczeństwo?

Później śniło mi się coś zupełnie innego. Wiem, że byłam w jakimś starym domu i łasił się do mnie kot. Miał czarne futerko i takie złotawe oczy, chociaż wydaje mi się, że były raczej mieszanką barw... Nieważne. Chętnie go głaskałam i pozwalałam na to, żeby lizał mnie po policzku. To wydawało mi się najprzyjemniejszą częścią snu. Nie jestem jakąś wielką fanką zwierząt, ale mam salamandrę i figurkę smoka. Tamten kot zdawał się jakiś dziwny, ale sama jego bliskość i szorstki język sprawiały, że czułam się wyjątkowo szczęśliwa. Zorientowałam się później, że siedzę przy pianinie, ale nie było to takie zwykłe pianino. Wyglądało na takie, które przetrwało parę wieków, było pokryte kurzem, popękane, straciło prawie wszystkie klawisze. Do tego wszędzie widziałam ślady krwi. Dotknęłam go delikatnie, a wtedy zapłonął ogień. W ułamku sekundy wybuchł pożar, miałam wrażenie, że żar wypala mi skórę. Szukałam wyjścia z tego pokoju, a kiedy w końcu znalazłam drzwi wypadłam przez nie, ledwo oddychając. W oczy gryzł mnie straszny dym, dusiłam się i kaszlałam krwią. Mimo wszystko przypomniałam sobie o tym, że zostawiłam kota w środku. Nie myślałam w ogóle o tym, dlaczego, ale po prostu wskoczyłam z powrotem do tego ognia i poraził mnie tak potworny ból, że obudziłam się z krzykiem. Interpretuję to tak, że grozi mi niebezpieczeństwo... Znowu.


Następnie znalazłam się w Szkocji, na mojej rodzinnej wyspie, chociaż wyglądała trochę inaczej. Zupełnie jakbym znalazła się w lesie, ale zamiast drzew były tu bardzo wysokie wieże, których szczyty niknęły w czarnych chmurach. Nie szłam bez celu - podążałam ścieżką wyznaczoną przez papierosy... Konkretnie Volde-Morty. Oczywiście, nie palę, nie wiem czemu akurat tak mi się to przyśniło. Prowadziły mnie na jakąś wieżę, trochę mi zajęło dotarcie tam. Kiedy weszłam na szczyt widziałam już tylko chmury pode mną, więc nie zbliżałam się do balustrady. Stał tam też człowiek o czarnych włosach w równie ciemnym płaszczu. Zerwał się wiatr, ja chyba coś do niego powiedziałam, ale już nie pamiętam. Okazało się, że to jeden z moich znajomych, niezbyt dobrze go znam, ale spotkaliśmy się parę razy. Nim odskoczyłam, chwycił mnie za koszulę i wyrzucił z wieży. Zaczęłam krzyczeć tak, że chyba pobudziłabym wszystkich w Hogwarcie, gdybym nie spała tak twardo. Kompletnie spanikowałam, chociaż próbowałam się uspokoić. Wiedziałam, że rozbiję się o ziemię, ale niespodziewanie ostre pazury zacisnęły się na moim boku, jednocześnie mnie raniąc, ale i ratując. Spojrzałam w górę i zobaczyłam, że to testral. Nie widziałam nigdy czyjejś śmierci, więc musiałam go sobie sama wyobrazić. Był podobny do smoka, ale dużo bardziej kościsty, właściwie wyglądał jak szkielet. Pozostawiał za sobą czarną smugę na niebie. Zaniósł mnie na polanę, uratował mi życie. Ale wtedy poczułam, że muszę go zabić. Zupełnie jakby jakaś potężna siła kazała mi wyciągnąć małą fiolkę i wlać mu... unieść różdżkę i po prostu rzucić niewybaczalne zaklęcie. Czułam po tym ogromne poczucie winy. Moja różdżka ma włókno z serca testrala. Może ten sen ma sugerować, że zostanę zdradzona... przez kogoś i jednocześnie też przez samą siebie?

Później śniło mi się coś z innej perspektywy. Byłam biernym obserwatorem wydarzeń, tak jakbym znajdowała się w myślodsiewni i odczytywała czyjejś wspomnienie. To był bogato zdobiony pokój, a w nim znajdował się mężczyzna i dziewczynka, najwyżej trzynastoletnia. Nie płakała, ale cała dygotała. Mężczyzna wepchnął jej w dłoń różdżkę i szepnął do ucha nazwę zaklęcia, na co ona pokręciła głową. Nie chciała tego zrobić, nie potrafiła, nie mogła. Dopiero po chwili zobaczyłam, że w pomieszczeniu jest także trzecia osoba, siostra tamtej dziewczynki. Leżała skulona na podłodze, niezdolna do jakiegokolwiek ruchu. Tylko łkała cicho. Mężczyzna naciskał na dziewczynkę, a ona wyglądała tak żałośnie odważnie, bo mu się przeciwstawiała. Zaczął krzyczeć, w końcu uderzył ją w twarz tak mocno, że upadła obok swojej siostry. Wyszedł z pomieszczenia, zostawiając je obie w spokoju. Nie płakała. Nie wiem czemu podczas tego snu, miałam wrażenie, że spadam w jakąś przepaść. Ciężko mi to wytłumaczyć, nawet nie wiem kto mi się śnił. Obudziłam się dusząc i musiałam wyjść na powietrze, żeby ochłonąć. Może to znaczy, że poznam jakichś nowych ludzi, nie wiem.

Następny sen dotyczył piaszczystej, zimnej wysepki. Otaczało ją jedynie morze, a ja znajdowałam się na jej środku. Wcale się nie bałam, mimo że pustka była dość przygniatająca. Nie miałam przy sobie różdżki, a poziom wody stale się podnosił, więc powoli panikowałam mimo to nadal pozostawałam spokojna. Nadeszła pomoc w postaci mojego przyjaciela, który nago przypłynął na wysepkę na delfinie. Miał mnie zabrać ze sobą, ale zaatakował go olbrzymi rekin. Zobaczyłam krew, więc rzuciłam się bezmyślnie na pomoc. Chciałam zawrócić, nadal się w ogóle nie bałam, po prostu zorientowałam się, że to bezsensowne, bo Leo nigdzie nie było. Poza tym nie umiałam pływać, więc zaraz zachłysnęłam się lodowatą wodą. Coś chwyciło mnie za nogę, a kiedy spojrzałam w dół, w głębie, zobaczyłam całe setki druzgotków, które płynęły, żeby mnie dopaść. Raniły mnie, rozrywały skórę. Traciłam tlen, idiotycznie krzycząc pod wodą, ale w końcu złapałam za różdżkę. Tyle, że nie chciała mnie słuchać (to czarny bez, ciężko ją oswoić i jeszcze nie do końca mi się udało). Nie mogłam zachować spokoju, więc opadałam po prostu na dno. W końcu utonęłam.
To może być związane z tym, że czeka mnie jakieś wyzwanie w życiu albo coś.

To wszystko, starałam się być jak najbardziej szczera.

Fire Dear
Gryffindor VII rok




Kostka: 5

______________________



There's a bad moon on a rising

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 822
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 830
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13872-lotta-hudson?nid=5#367718
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13936-relki-lotki#368318
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13932-lotta-hudson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13931-lotta-hudson




Moderator






PisanieTemat: Re: Poczta Griffina Robertsona   Czw 11 Maj - 13:33





Szanowny Profesorze!

W swoim dzienniku snów opisałam sny z dość długiego czasu. Zostało to spowodowane tym, że w ostatnim czasie miałam dość sporo bezsennych nocy, dlatego gdybym skupiła się tylko na snach z ostatniego tygodnia nie miałabym zbyt wiele do przekazania.

29.04
Sen trwał zaledwie kilka sekund, ale pojawił się w nim testral. Widziałam go mimo, że nie byłam nigdy świadkiem niczyjej śmierci. Wtedy wydawało mi się, że sen ten może być zwiastunem jakiejś tragedii, z perspektywy czasu wydaje mi się jednak, że może on wróżyć mi przyszłą pracę z tymi zwierzętami.

2.05
Tej nocy spałam bardzo krótko, może z godzinę, ale i tak miałam sen. Był on niemal odwzorowaniem sytuacji z ostatniej lekcji transmutacji. Zadanie od profesora Craine'a poszło mi fatalnie, za co zostałam ukarana. Bardzo płakałam i moja przyjaciółka @Naeris Sourwolf pocieszała mnie i przytulała. Jedynym odstępstwem od rzeczywistości było to, że pod koniec snu profesor Craine zamienił się w wielkiego smoka i spalił nas wszystkich na popiół.

4.05
Sen z tamtej nocy nie był zbyt spójny - powiedziałabym wręcz, że był zlepkiem niezwiązanych ze sobą, przypadkowych scenek, które łączyło głównie to, że podczas nich działo się coś przykrego moim bliskim.
W snach widziałam śmierć najbliższych mi osób. Najpierw były tam poszarpane ciała moich sióstr - Clary i Bridget, później mój najlepszy przyjaciel @Calum O. L. Dear został zamordowany przez naszą koleżankę z klasy @Devi Alfaiate, a potem mój ukocha mój chło @William Walker zaczął spadać z wieży astronomicznej, a ja nie mogłam nic zrobić. W czasie tego snu czułam się okropnie bezradna, a na dodatek to wszystko było dla mnie okropnie realistyczne. Myślę, że to może mieć związek z tym, że ostatnio byłam zbyt skupiona na sobie - ten sen dał mi do zrozumienia, że powinnam bardziej skupić się na bliskich mi ludziach.

7.05
Śniło mi się, że przyrządzałam amortencję z Albusem Dumbledorem. Sen był o tyle nietypowy, że mężczyzna był dość młody i nosił kilt. Po przyrządzeniu eliksiru Dumbledore zażył go i zamienił się w skrzata domowego - nie mam pojęcia dlaczego. Skrzat zaczął stepować i machać rękoma, po czym na jego głowie pojawił się dziwny różowy kapelusz.

8.05
Śniło mi się, że wraz z moją młodszą siostrą i naszym kolegą z dzieciństwa @Damon I. S. Shyverwretch bawiliśmy się (jako dzieci, rzecz jasna) na ulicy Pokątnej, na której się wychowaliśmy. Znalazłam na ulicy galeona, który okazał się świstoklikiem. Mimo, że dotknęłam go tylko ja, to zarówno Damon i Bridget przenieśli się ze mną do Rezerwatu Smoków. Smoki były przyjazne i nie zionęły ogniem, były tak oswojone, że pozwalały nam się nawet dosiadać. Myślę, że to może być wróżbą wskazującą na pewne zmiany w moim życiu, osiągnięcie zamierzonego celu, ale również wyrwanie się z rutyny.

10.05
Śniło mi się, że byłam zupełnie sama. Wszyscy bliscy mi ludzie umarli, a Ci z którymi miałam dość luźne relacje traktowali mnie z obojętnością. Byłam samotna, zagubiona, czułam powalającą tęsknotę za drogimi mi osobami. Włóczyłam się sama próbując znaleźć sobie jakieś miejsce, aż w końcu wiedziona rozpaczą skoczyłam z mostu. Obudziłam się w czasie spadania. Myślę, że znaczenie tego snu może być podobne do znaczenia snu z 4 maja - powinnam bardziej dbać o bliskich, mniej myśleć o sobie.


Z wyrazami szacunku
Charlotte Hudson, klasa VIII

______________________







Lotta Hudson
What sort of creature must he be who merely liked Charlotte,
whose whole heart and senses were not entirely absorbed by her.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 21
Skąd : Uppsala, Szwecja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1449
  Liczba postów : 856
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13356-ruth-wittenberg
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13361-relacje-ruth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13357-soho
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13358-ruth-wittenberg




Gracz






PisanieTemat: Re: Poczta Griffina Robertsona   Czw 11 Maj - 20:22





Profesorze Robertson,



Muszę się przyznać, że rzadko kiedy zapamiętuję swoje sny, a jeśli już to nie są one wyjątkowo ciekawe. Mimo to miałam ostatnio pewien zastanawiający sen, który do tej pory nie chce wyjść mi z głowy i powtarza się co trzy, cztery dni mniej więcej w takiej samej formie.
W śnie siedzę przy biurku w mieszkaniu, które nie wygląda na moje i trzymam jakiś zapisany pergamin. Mimo że pismo jest regularne nie potrafię odczytać treści. Dookoła mnie jest ciemno, a głuchą ciszę przerywa gwałtowna burza za oknem, która łamie drzewa i ciska błyskawicami bez opamiętania.
W rzeczywistości wystraszyłabym się pewnie takiego żywiołu, w śnie jednak spokojnie przyglądam się szalejącej burzy, zaciskając mocno pergamin w dłoniach. Sen zawsze kończy się spłonięciem kartki, tak, jakbym podpaliła ją własnymi rękoma.
Wydaje mi się, że powinnam interpretować to jako zagrożenie w życiu uczuciowym i jednoczesne dojście do przykrych, bolesnych wniosków, ale ze względu na spłonięcie pergaminu możliwe, że bardzo szybko powinnam poradzić sobie z tymi problemami.
Z powazaniem,
Ruth Wittenberg


rok III studencki, Ravenclaw





kostka:1
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 16
Skąd : Hogsmeade
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 815
  Liczba postów : 769
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12489-harriette-morana-wykeham#336490
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12490-ettie#336602
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12491-poczta-ettie#336603
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12492-harriette-wykeham#336605




Gracz






PisanieTemat: Re: Poczta Griffina Robertsona   Pią 12 Maj - 17:16






Profesorze Robertson,

Przesyłam dziennik snów:
SEN 1. W Wielkiej Sali odbywał się konkurs karaoke. Czekałam przy stole na sowę, która miała mi przynieść nowe spodnie. Kiedy w końcu się przyleciała, chciałam iść do łazienki je przymierzyć, ale nie mogłam żadnej znaleźć, więc poleciałam na poszukiwania jakiejś na hipogryfie.
Zatrzymaliśmy się na dworcu kolejowym, ale tam toalety były płatne, a ja nie miałam pieniędzy. Zamówiłam sobie ciastko w jakiejś kawiarni (nie wiem jak za nie chciałam zapłacić), ale nie zdążyłam go zjeść, bo podeszła do mnie jakaś starsza pani i poprosiła, żebym odprowadziła ją do jakiegoś sklepu, bo boi się, że ją napadną.
Szłyśmy przez jakąś łąkę, ale żaden sklep się nie pojawiał. Powiedziałam jej, że muszę wracać, żeby zdążyć na finał konkursu, a ona zaczęła wtedy tańczyć ze mną walca. Po chwili mnie puściła i uciekła.
Następne co pamiętam, to że znów byłam w Wielkiej Sali i śpiewano akurat hymn Wielkiej Brytanii. Wszyscy mieli na sobie białe kitle jak w szpitalu i dziwnie na mnie patrzyli, bo ja miałam jeszcze zawieszone na szyi te spodnie. Pamiętam, że były różowe.

SEN 2. Pchnęłam drzwi do dormitorium, ale za nic nie chciały się ruszyć. Pojawiła się moja przyjaciółka i kiedy naparłyśmy obie, jakoś ustąpiły. Zobaczyłyśmy co je trzymało - sufit zrobił się wypukły i „brzuchem” zahaczał już o drzwi. Co gorsza było widać, że wciąż się obniża.
Całe dormitorium wyglądało inaczej. Miało przeszklone ściany, za którymi rozpościerała się dżungla, a w środku stały tylko małe plastikowe stoliki. Przy tych stolikach, siedziało kilku moich znajomych i oglądali mapy. Dowiedziałam się, że zaraz jedziemy na jakąś wycieczkę. Koleżanka dała mi lornetkę i kazała oglądać puszki pigmejskie, które biegały w tej dżungli za szybą.
Potem przyszedł jakiś mężczyzna, żeby sprawdzić co można zrobić z tym opadającym sufitem. W tym celu sprawdził czy działają nasze miotły. Koleżanka poprosiła, żeby sprawdził jej buty, bo nie działają (sic!), więc może to przez nie. Nie sprawdził.
Zażądał ode mnie pieniędzy, ale okazało się, że mam tylko 30 galeonów, którymi miałam zapłacić za wycieczkę. Znikąd pojawił się profesor Forester i powiedział, że na wycieczkę potrzebuję 30 funtów i że mam panu zapłacić. Dałam mu więc pieniądze i stwierdziłam, że na wycieczkę zarobię śpiewając na ulicy. Ciekawy pomysł, bo śpiewać nie umiem.
Zamiast na ulicy znalazłam się na wieży astronomicznej i przez lornetkę szukałam na błoniach puszków pigmejskich, a za mną, przy plastikowym stoliku siedziała jakaś ruda Puchonka i kolorowymi kredkami zaznaczała na mapie Europy miejsca w których widziałam puszki.

Wiem, że te sny są kompletnie irracjonalne, ale opisałam je tak jak je pamiętam. Wydają mi się zupełnie pozbawione sensu i naprawdę trudno mi znaleźć w nich jakieś znaczenie, oprócz tego, że mam coś z głową. Liczę jednak na to, że z pańską pomocą uda mi się do czegoś dojść na kolejnej lekcji.

Z powazaniem
Harriette Wykeham
Gryffindor, rok VI



Tak, to są moje prawdziwe sny, tylko że przerobione na czarodziejowe realia. Tak, wiem, że mam pojebaną podświadomość ._.


Ostatnio zmieniony przez Harriette Wykeham dnia Pią 8 Wrz - 3:26, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Wiek : 19
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 268
  Liczba postów : 85
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14531-lucienne-pourbaix?nid=1#385953
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14533-lucienne-sowie-wiadomosci?highlight=lucienne+sowie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14532-lucienne-pourbaix?highlight=lucienne+kuferek




Gracz






PisanieTemat: Re: Poczta Griffina Robertsona   Pią 12 Maj - 17:30

Kostka: 1





Profesorze,

Od dłuższego czasu, co noc nawiedza mnie wizja wspaniałego wesela. Wchodzę tuż za parą młodą, śpiewając wespół z innymi piosenki okolicznościowe, a potem wszyscy zasaiadamy do biesiady. Nagle, przez okna, bijac szyby, wpada stado ogromnych włochatych nietoperzy. Kilka z nich unosi pannę młodą, i wirują z nią tuz pod sklepieniem sali, gdzie odbywa się bankiet. Wygląda to niesamowicie, biała, drobna postać, w szponach czarnych wielkich czarnych istot.
Mam niemalże pewność, że jest to opis i zapowiedz losów mojej bliskiej mugolskiej przyjaciółki. Podjęła niedawno nową pracę, w związku z czym organizowała przyjęcie integrujące jej nowych kolegów z pracy z dawnymi znajomymi, na którym miałam przyjemność być. Jednak, fakt faktem, opracowując liste gości pominęła kilka osób. Do tego odnosiłaby sie pierwsza, radosna część snu. W drugiej części, myslę, że zawarte jest proroctwo tego, co ją czeka. Nietoperze mogą symbolizować jej znajomych niezaproszonych na owo przyjęcie - obrzucając ją obrzydliwymi jak oni sami, oskarżeniami, oderwą ją od pracy, pozwalając, aby zajęła się przepraszaniem i zadośćuczynieniem im (we śnie - taniec) , zamiast zająć się pracą.
L.Pourbaix
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 557
Dodatkowo : ćwierć wila
  Liczba postów : 264
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14411-bianca-zakrzewski?nid=3#381696
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14415-pianki-bianci#381731
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14416-bianca#381732
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14414-bianca-zakrzewski




Gracz






PisanieTemat: Re: Poczta Griffina Robertsona   Nie 14 Maj - 1:05





Szanowny Profesor Griffin Robertson,

SEN 1.
Byłam w szkole i wiedziałam, że muszę wyjść z lekcji w poszukiwaniu patyka. Nie wiedziałam po co mi on, ale musiałam to zrobić. Wyszłam i skakałam z wieży do dżungli, która zastępowała błonia. Bardzo długo go szukałam, ale w końcu mi się udało. Kiedy wróciłam do szkoły doszłam do wniosku, że nie o taki mi chodziło. Nagle znalazłam się w moim pokoju kiedy mieszkaliśmy w USA i właśnie tam odnalazłam patyk, który potrzebowałam. Następnie jakby nigdy nic wróciłam na lekcje.
SEN 2.
Mieszkałam w nim z moją prababką. Sen nie odbywał się z mojej perspektywy, byłam tylko obserwatorem. Głównie chodziło w nim o to, że na miasto mojej prababki najechali kosmici. Cóż, porwali mnie. W domu prababki odbyło się zebrania, podczas którego jakiś nieznajomy mi starszy pan powiedział, że kosmici się boją kiełbasy. Następnie wszyscy zaczęli obrzucać statek kosmiczny kiełbasą, a obcy oddali wszystkich porwanych.
SEN 3.
Sen odbywał się w zaświatach, które były niczym wielki ocean. Przez cały czas jego trwania uciekałam jako zagubiona dusza przed burzą. Burza bowiem kiedy by mnie dopadła, sprawiłaby, że zniknęłabym na zawsze.
SEN 4.
Byłam w nim królową. Miałam własny pałac i cały kraj. Pamiętam z niego tylko tyle, że mój brat tańczył przede mną w kalesonach...
SEN 5.
W tym śnie byłam mężczyzną. Sypiałam w jakimś ośrodku dla samych mężczyzn. Co noc budziłam się za potrzebą oddania moczu, ale kołdra skutecznie uniemożliwiała mi wstanie. Co noc się przewracałam i próbowałam się wydostać z tej pułapki. Kiedy mi się to udawało wychodziłam z pokoju i musiałam uciekać przed setką nagich kobiet. Kiedy pewnej nocy w końcu udało mi się dotrzeć do toalety – zrobiłam w niej owsiankę.
SEN 6.
W tym snie uciekałam przed mordercą, który obrał mnie sobie za cel. Wyjechałam z rodzicami (mama żyła) z kraju, żeby uciec. Kiedy rodzice wyszli z mieszkania, które było w kompletnym rozpadzie, żeby załatwić nam nowe dokumenty i przede wszystkim nową tożsamość, zostałam sama. Pamiętam, że bardzo się bałam, aż w końcu rodzice wrócili. Podczas jedzenia obiadu mama wbiła mi widelec w twarz, mówiąc, że jestem zagrożeniem dla całej rodziny i muszę zginąć.

Dla mnie te sny nie mają najmniejszego sensu. Nie potrafię nic z nich odczytać, są absurdalne i irracjonalne. Wierzę jednak, że oznaczają coś konkretnego i pomoże mi pan odczytać ich znaczenie.
Bianca Zakrzewki kl. VIII

______________________

     
You're the fear, I don't care
'Cause I've never been so high
Follow me to the dark
Let me take you past our satellites
You can see the world you brought to life, to life
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VI
Wiek : 17
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 20
  Liczba postów : 116
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14383-nebraska-jones
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14388-nebbie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14398-nebbie#381340
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14384-nebraska-jones#380779




Gracz






PisanieTemat: Re: Poczta Griffina Robertsona   Nie 14 Maj - 19:42





Szanowny Panie Profesorze,

Wysyłam Panu prowadzony przeze mnie dziennik snów.

Poniedziałek: Śniło mi się, że byłam na lekcji transmutacji i profesor Craine groził mi, że zamieni mnie w puchar na wodę. Nie pamiętam nic innego, bo obudziłam się po tym śnie dość wystraszona. Nie podejrzewam, by ten sen miał jakieś głębsze znaczenie poza tym, że na ostatniej lekcji transmutacji średnio poradziłam sobie z transmutowaniem przedmiotów w puchary. Poza tym profesor Craine przeraża 3/4 uczniów w Hogwarcie...

Wtorek: Miałam na sobie kwiecistą sukienkę i siedziałam na łące. Wokół było dużo kwiatów i wiał przyjemny wietrzyk. Na początku snu czułam się świetnie i byłam rozluźniona, cieszyłam się czasem na świeżym powietrzu, a potem zaczęły zbierać się ciemne chmury i zbierało się na burzę. Chciałam znaleźć schronienie, ale okazało się, że w pobliżu nie ma niczego, ani drzew, ani domów, ani dosłownie niczego poza wysokimi trawami. Biegłam i biegłam, a nade mną grzmiało całe niebo.

Środa: Ten sen miałam z perspektywy osoby trzeciej i nie widziałam siebie. Dosłownie czułam się, jakbym oglądała jakiś film. Niestety nie zapamiętałam wiele, zaledwie urywki. Ujęcie z lotu ptaka, jak po polnej drodze jedzie mugolski, czarny samochód, później widziałam jakąś wysoką wieżę i spiralne schody, które prowadziły na jej szczyt. Następnie miałam przed oczami scenę, jak jakaś postać przeglądała zawartość jakiegoś kufra, prawdopodobnie na szczycie tej wieży. Wśród różnych skarbów, kielichów, pereł, biżuterii i monet znalazła jakieś lusterko, a którego spoglądała kobieta o jasnych włosach. Niestety nie znam tej twarzy.

Piątek: Śniło mi się, że nikt nie pamiętał o moich urodzinach. Gdy tylko wspominałam o tym moim znajomym, odwracali się plecami, ignorowali mnie albo krzyczeli na mnie, czego nie rozumiałam. I pamiętam, że chciałam napisać list do rodziców, ale moja ręka była ciężka jak z ołowiu i nie byłam w stanie poprawnie nią poruszać.

Sobota: Grałam w Quidditcha i byłam bardzo szczęśliwa. Niewiele pamiętam z tego snu. To był jakiś mecz, bardzo realistyczny, wręcz odczuwałam wszelkie gwałtowne zwroty i ruchy powietrza wkoło. Wiem, że tłum wiwatował i szło mi wspaniale. Nawet wykonałam bezbłędny zwód Wrońskiego!

Niestety nie pamiętam zbyt wiele po przebudzeniu, tyle udało mi się zapisać przez ostatnie tygodnie.
Z poważaniem,
Nebraska Jones, Gryffindor VI
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 446
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 776
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13874-bridget-hudson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13912-bridget#367825
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13915-bridget-hudson#367829
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13904-bridget-hudson




Moderator






PisanieTemat: Re: Poczta Griffina Robertsona   Pon 15 Maj - 21:56





Szanowny Panie Profesorze,

Przesyłam dziennik snów:
1. W poniedziałek śniło mi się, że spacerowałam po ulicy Pokątnej i chyba zmierzałam na jakieś spotkanie, ale aż tak nie pamiętam szczegółów. Wiem, że w pewnym momencie moje nogi zaczęły zachowywać się jak sprężyny i każdy mój krok wybijał mnie coraz wyżej. W pewnej chwili nie musiałam nawet opadać na ziemię, ponieważ zaczęłam latać. Nie wyrosły mi jednak żadne skrzydła, po prostu unosiłam się w powietrzu i byłam wolna i szczęśliwa. Niestety tylko do czasu, ponieważ po paru chwilach zaczęłam czuć, że tracę wysokość. Działo się to akurat nad jakąś przepaścią. Zaczęłam w nią spadać i tak bardzo przeraziłam się, że to będzie koniec mojego życia, więc zaczęłam mocno machać każdą kończyną. Obudziłam się kilka sekund później. Posługując się podręcznikiem i własnym przeczuciem, sądzę, że sen ten zapowiada, iż mimo obecnego radosnego stanu, niedługo mogę zostać wplątana w przykrą historię.
2. W środę natomiast śniło mi się, że stałam na peronie i czekałam, ale niestety nie pamiętam na co ani na kogo. Potrafię natomiast przywołać to uczucie oczekiwania i niecierpliwości. Dowiedziałam się, że oznaczać to może zbliżające się niebezpieczeństwo lub konfrontację z kimś nielubianym.
Moje perspektywy na przyszłe miesiące nie są zbyt ciekawe z tego co widzę. Jeśli ma Pan Profesor jakiekolwiek zastrzeżenia, jestem otwarta na sugestie.
Z poważaniem,
Bridget Hudson, VII Hufflepuff


kostka: 2

______________________


   
   
I know I said that I was doing good and that I'm happy now
I should've known that when things are going good thats when I get knocked down

   

   
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 297
  Liczba postów : 661
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14113-calum-isaac-dear#372995
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14140-golum#373559
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14192-calum-isaac-dear#374288
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14139-calum-dear




Moderator






PisanieTemat: Re: Poczta Griffina Robertsona   Pon 15 Maj - 23:04





Szanowny Panie Profesorze,

Wysyłam część mojego dziennika snów.
Poniedziałek: Śniło mi się, że traciłem wzrok. Nie mogłem patrzeć na coś dłużej niż kilka sekund, ponieważ obraz automatycznie zamazywał mi się przed oczami, deformował, pojawiały się czarne lub kolorowe plamy, mroczki, dziwne spiralki. Mimo gwałtownego mrugania ten stan nie przechodził, a ja zaczynałem wpadać w panikę, że już nigdy nie będę mógł widzieć poprawnie i moje życie straci sens. Pamiętam, że dotykałem czyichś rąk i wodziłem palcami po czyichś twarzach, jednak nie wiedziałem, kim były te osoby, ani czy w ogóle je znałem. Sen na pewno nie należał do przyjemnych, jednak wydaje mi się, że moja podświadomość sugeruje mi tym, że nie potrafię poprawnie ocenić sytuacji, w której się znajduję. Prawdopodobnie czekają mnie jakieś niespodzianki, te przyjemniejsze i bardziej przykre ze względu na tę niezgodność w moich poglądach.
Wtorek: Śniło mi się, że wybrałem się ze znajomymi do baru w Hogsmeade. Nie wyglądał na znajome miejsce, raczej na mieszankę kilku znanych mi pubów. Siedząc przy barze rozmawialiśmy o sprawach mało istotnych. Zamówiliśmy jakieś trunki i mój okazał się strasznie gorzki. Poczułem potem, że moją głowę zaczyna przeszywać palący ból i tak jakby zaczęła puchnąć. Znajomi wytrzeszczali na mnie oczy, pokazywali palcami i śmiali się, jeden z nich wyczarował lusterko i pokazał mi moje odbicie w nim. Widziałem własną twarz, jakby trochę zamazaną i strasznie rozciągniętą na mojej pękatej głowie. Doskonale wiem, że zwiastuje to szczęście i uwolnienie się od problemów, jednak obawiam się w związku z interpretacją smaku napoju – czy będę musiał przypłacić za to zdrowiem?
Czwartek: Miałem sen, w którym spacerowałem po bardzo zarośniętym ogrodzie. Wydawał się nie mieć żadnych granic, nie był ogrodzony i miałem wrażenie, że łączy się z jakimś lasem. Szedłem dość długo, przedzierając się przez chaszcze, aż nagle zobaczyłem sadzawkę. Podszedłem bliżej, by zobaczy, czy była bardzo głęboka, bowiem zapragnąłem kąpieli. Ściągnąłem spodnie i wszedłem do wody po kolana, a po wykonaniu następnego kroku wpadłem pod wodę aż po czubek głowy. Oczy mnie nie piekły, lecz nie oddychałem będąc w wielkim szoku w związku z tym, co się wydarzyło. Moje kończyny były bardzo ciężkie i wydawało mi się, że już nigdy nie będę mógł się ruszyć. Wróżba płynąca z tego snu nie jest zbyt radosna – myślę, że może chodzić o starcie z rywalem, które niestety może mnie przerosnąć, co biorąc pod uwagę w kontekście mojej obecnej sytuacji życiowej nie zwiastuje nic dobrego.
Sobota: Sobotni sen był dość dziwny. Miałem w rękach wielkie nożyce, a przede mną ustawiony był rząd odwróconych tyłem dziewcząt z długimi włosami spiętymi w kucyk lub splecionymi w warkocz. Podchodziłem do każdej z kolei i ucinałem im te włosy, rzucając je za siebie. Gdy doszedłem do ostatniej, w chwili, kiedy moje palce dotknęły jej włosów, dziewczyna odwróciła się nagle i popatrzyła na mnie ciemnymi, wręcz czarnymi oczami. Ich spojrzenie było świdrujące i sprawiało mi duży dyskomfort. Poczułem się bardzo zaniepokojony ich wyrazem, jestem pewny, że było to ostrzeżenie przed niebezpieczeństwem.

Niestety nie mogłem przesłać Panu Profesorowi wszystkich snów z ubiegłego tygodnia. Niezwykle skrupulatnie prowadzę mój dziennik i zawiera on jednak zbyt osobiste rzeczy, bym mógł się nimi dzielić. Jestem jednak ciekaw, czy zgadza się Pan Profesor z moimi interpretacjami? Część z nich może być nieco naciągana, ale starałem się podejść do swoich snów jak najbardziej obiektywnie. Jestem otwarty na wszelkie uwagi.
Z poważaniem,
Calum Dear, VIII Ravenclaw

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : III
Wiek : 13
Skąd : Paryż, Francja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 33
Dodatkowo : Pół-wil
  Liczba postów : 154
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14376-monte-noir
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14377-monte-noir




Gracz






PisanieTemat: Re: Poczta Griffina Robertsona   Wto 16 Maj - 0:59





Szanowny Profesorze Robertson,

Przesyłam do Pana zadanie, które ostatnio Pan zadał. Muszę przyznać, że zapamiętanie jednego snu sprawiło mi dużo więcej problemu, niż mogło się na początku wydawać.
Na początku chciałbym Panu zadać pytanie odnośnie poprzedniej lekcji. Nie znam się zbyt dobrze na wróżbiarstwie i cały czas mam wrażenie jakbym popełnił jakiś błąd podczas wróżenia z wosku. Mianowicie, jak często obrazy które ukazują się w misce, spełniają się?
Sen był dosyć  straszny. Obudziłem się zdyszany i z potem na czole. Pamiętam, że była burza, a ja byłem w jakiejś starej chacie. Kompletna rudera, kurz sypał się ze ścian, a podłoga skrzypiała, wywołując ciarki na mojej skórze. Szpary w ściana piszczały niczym kobieta w horrorach, a gdy się błyskało, świeciły się. Wyglądały jak niezliczone białe oczy.
Powoli pchany przez ciekawość zagłębiałem się do środka, gdy drzwi za moim plecami zatrzasnęły się. Odwróciłem się dwa razy. Najpierw by sprawdzić stare wrota, a później nie mając innej opcji by zwiedzić dalej sypiącą się ruderę.
Grzmot uderzył tak blisko, że wszystko zaświeciło się na biało, a przede mną stanął profesor Edgar. Oczy miał puste. Wyglądały jak dwie czarne dziury. Najdziwniejsze w tym wszystkim było to, ze się uśmiechał. On nigdy tego nie robił. Przerażony zacząłem uciekać.
Serce biło mi jak szalone. Czułem się mały, wszystko dookoła robiło się większe i większe, a czas przyśpieszał.
Skręciłem w najbliższy korytarz, gdy podłoga pode mną zapadła się. Zacząłem spadać w ciemność. Obudził mnie grzmot burzy, która panowała na zewnątrz. Deszcz uderzający o parapet dudnił mi między uszami i nie potrafiłem się uspokoić.
Nie wiem co ten sen oznaczał, ale jestem pewny, że profesor Edgar T. Fairwyn uwziął się na mnie i prześladuje mnie nawet we snach. To straszne.
Z poważaniem,
Monte Noir, Slytherin

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Poczta Griffina Robertsona

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Wielka poczta Mistrza Gry
» Smocza poczta
» Poczta Magnus De Mertio
» Poczta Alice
» Poczta Sabinki

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
poczta
-