IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Daisy Manese

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Filadelfia
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 1523
Dodatkowo : pałkarz, prefekt
  Liczba postów : 1307
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11001-daisy
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11218-stokrotka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11249-listy-do-daisy#303189
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11219-daisy-manese




Administrator






PisanieTemat: Daisy Manese   Nie Cze 21 2015, 00:13


Daisy Lilliana Manese

DATA URODZENIA3 stycznia 1998
CZYSTOŚĆ KRWI 90%  
MIEJSCE URODZENIA Lansing, Michigan, USA
MIEJSCE ZAMIESZKANIA Filadelfia, Pensylwania, USA
W HOGWARCIE JEST OD wybuchu w Salem (7 klasa)
OBECNIE JEST NA ROKU VIII
WYBRANY WIZERUNEK Marina Nery

Wyglad

WZROST 168 cm
BUDOWA CIAŁA drobna
KOLOR OCZU zielone, tuż przy źrenicy przechodzące w odcień niemal żółty
KOLOR WŁOSÓW brązowe, naturalnie kręcone, często prostowane za pomocą zaklęcia
ZNAKI SZCZEGÓLNE ---
PREFEROWANE UBRANIA Podkreślam swoją figurę ciemnymi spodniami i leginsami, zakładając do tego pastelowe koszulki. Kiedy przyjdzie okazja, noszę sukienki z prostą góra i bardziej fantazyjnym dołem. Uwielbiam biżuterię, niektórzy twierdzą, że aż za bardzo. Często usta pociągam krwisto-czerwoną pomadką.

Charakter


Kocham biegać. Wbrew pozorom, lubię spędzać czas w samotności.
Otwieram oczy. Zegarek na szafce nocnej wskazuje piątą rano, a promienie pierwsze promienie słońca padają na moją twarz. Nie czekam długo, niemal od razu porzucam ciepłe łóżko i wciągam na siebie wygodnie spodnie i luźna bluzkę. Przyglądam się sobie w lustrze – lubię na siebie patrzeć, krytycznie oceniają to, co widzę. Przygładzam dłonią nieco rozczochrane loki i związuję je w ciasny kucyk. Nie wyglądam źle. Podobam się sobie nawet z samego rana, w niespecjalnie dobranych ciuchach. Otwieram cicho drzwi, żeby nie obudzić śpiących dziewczyn, a potem szybkim krokiem zmierzam do wyjścia z zamku.
Ślizgam się na błotnistej ziemi, ledwo omijam wyrastającej na mojej drodze drzewa, ale nie zwalniam. Oddycham głęboko, a zimne powietrze przyjemnie drażni moje gardło. Potem, kiedy już nie ma siły dalej biec, siadam na pniu, które upadło tuż przy jeziorze. Wschodzące słońce razi mnie w oczy, przymykam lekko powieki, a moje myśli wędrują gdzieś daleko.

***

Względem moich przyjaciół jestem szczera. Wiedzą, że mogą mi zaufać.
Stoisz przed lustrem, ostrożnie ciągnąc pędzelkiem po górnej wardze. Podskakujesz, widząc moją postać w odbiciu, zupełnie się mnie tam nie spodziewałaś. Staję tuż obok i stwierdzam, że wyglądasz jak klaun, a do ciebie pasowałby inny kolor pomadki. Przez chwilę gapisz się na mnie, nie mogąc się nadziwić mojej bezpośredniości. Ale przecież już mnie znasz, powinnaś się przyzwyczaić. Tak samo jak chwilę później, kiedy otwieram twoją „skrzynię skarbów” i wyciągam z niej wisiorek, bo taki według mnie będzie ci pasować. Jesteś już zbyt zajęta swoim odbiciem i nowym makijażem, żeby zauważyć, jak otwieram kopertę z zachowanym przez ciebie listem od dawnego ukochanego i pogrążam się w lekturze. Możesz mi zaufać, nikomu nie powiem, nie będę się naśmiewać. Zostawię tę widzę dla siebie, chociaż pewnie przyjdzie dzień, kiedy spytam o niego, nie pamiętając już nawet skąd wiem o jego istnieniu.

***

Lubię się śmiać z innych i wymyślać o nich niestworzone historię. Jeśli się nie obrażają to wiem, że są warci mojej uwagi.
Siedzimy na dziedzińcu w ustronnym miejscu, skąd widać każdego przechodzącego. Nie możemy przestać się śmiać, wskazując coraz to nowe, dziwne osoby. Powód nie musi być specjalny, potrafię zauważyć, że ktoś ma zbyt rude włosy a kto inny kanciaste rysy twarzy. Doszukuję się w ludziach niedoskonałości, czegoś, co odróżnia ich od innych. O niektórych znam niestworzone historie. Co z tego, że część z nich jest wyssana z palca? Dopowiadamy do tego nowe, które być może potem znowu zostaną powtórzone. Jedna z osób o których mówimy zauważa nas, a potem podchodzi i pyta się co robimy. Na początku wybuchamy śmiechem, ale przybyły chłopak patrzy na nas cierpliwie, jakby uśmiechając się pod nosem. Wreszcie, pomiędzy kolejnymi napadami wesołości, wyjaśniam mu, a on, zamiast się obrazić, śmieje się razem z nami. Chwilę później siedzi już obok i świetnie bawi. Szkoda, że nie każdy taki jest. Uwielbiam ludzi potrafiących żartować z samych siebie.

***

Chętnie imprezuję. Lubie zarówno towarzystwo przyjaciół, jaki i przystojnych chłopców. Tańczę z nimi i całuję się po kątach, ale uciekam, jeśli wydają się chcieć czegoś więcej.
Ubrana w błękitną sukienkę z rozkloszowanym dołem wchodzę do pomieszczenia. Tylko kilka par oczu zwraca się w moim kierunku, reszta jest zajęta własnymi sprawami, ale ja wiem, że i tak wyglądam ślicznie. Przypomina mi o tym woń ulubionych perfum, którą czuję przy każdym poruszeniu się włosów. Dołączam do grupy swoich przyjaciół, witam się z nimi, tym najbliższym padając w objęcia, jakbym nie widziała się z nimi wieki.
Nie należysz do tych nieśmiałych osób, ja też nie, nic więc dziwnego, że kiedy podchodzisz do mnie i proponujesz abyśmy razem czegoś się napili, przyjmuję propozycję i zaraz już siedzimy przy barze. Chcę te drinki kolorowe, najlepiej takie, które dzięki zaklęciom mienią się wszystkimi barwami tęczy. Masz wrażenie, że więcej przyglądam się napojowi niż tobie, chociaż gadam bez przerwy. Opowiadam ci o swoim życiu, o tym co lubię, zachwycam się widokiem, który rano widziałam nad jeziorem. Może i myślisz, że jestem urocza, jednak chcąc mi przerwać, zapraszasz mnie do tańca. Zgadzam się, oczywiście, uwielbiam tańczyć, chociaż nie robię tego najlepiej – muzyka sama mnie prowadzi i ty, kierujesz mną lekko, a ja się temu poddaję. Jesteśmy blisko, nie wiem kiedy zaczynasz mnie całować, a ja nie mam nic przeciwko. Odsuwam się dopiero kiedy twoja ręka wędruje zbyt wysoko po moim udzie. Uśmiecham się słodko i muskam twoje usta na pożegnanie. To jeszcze nie dzisiaj, kotku.

***

W złości szczególnie mocno pokazuję swój temperament.
Wiesz, że jestem zła, widzisz to dokładnie. Mój głos unosi się i masz wrażenie, że pulsuje głęboko w twojej głowie. Możesz nie słyszeć słów, ale z pewnością nie dasz rady zignorować krzyku. Zauważam, że mnie nie słuchasz i przez krótką chwilę wydaje ci się, że się uspokoiłam. Ale ja tylko przyglądam się tobie wnikliwie, żeby po chwili zacząć okładać cię drobnymi piąstkami. Próbujesz mnie uspokoić, na próżno powtarzając moje imię. Wydaję się nie słyszeć tak samo, jak wcześniej ty nie słyszałeś mnie. Wiesz co musisz zrobić – przecież to nie pierwszy raz. Obejmujesz mnie mocno ramionami, przyciskając do siebie. Ręce jeszcze przez chwilę walczą, ale kiedy nie mogę nimi poruszać, wreszcie się uspokajam. Szepczesz słowa do mojego ucha, a ja wreszcie nie mam ochoty dłużej cię uderzać.

***

Czuję się winna śmierci siostry i udaję przed całym światem. Czasem zaczynam wątpić we wszystko.
Wpatruję się w kominek, ogień w nim buzujący, który każdym płomieniem mówi, że chce stamtąd wyjść i pożreć wszystko dookoła. To jedyny znajomy element – przypomina mi Salem i tamten straszny dzień. Wszystko inne jest obce. Chociaż otaczam się znajomymi ludźmi, cały czas chodzę przygnębiona, udając tylko, że wszystko jest w porządku. Biegam bo błoniach albo przesiaduję w bibliotece, tęsknie spoglądając w stronę Działu Zakazanego. Staram się zwalczyć w sobie poczucie winy. Kiedy podchodzi do mnie jakiś młodszy hogwartczyk, warczę na niego jeszcze nim się odezwie. Idź stąd! Pewnie chce spytać o Salem, a ja rozmawiam o tym tylko z osobami, które wiedzą. Nie muszę im tłumaczyć co się stało – nie chcę. Oni wydają się chociaż trochę rozumieć.
Gubię się w hogwarckich korytarzach, zaglądając do tak magicznych pomieszczeń, że nie potrafiłabym sobie nawet wyobrazić. To prawdziwa magia. Czasem zapominam o bractwie. Kiedy przychodzi list o planowanym spotkaniu, mimowolnie czuję w sercu niepokój, a głosik w mojej głowie podpowiada, że wcale nie chcę tam iść. Ignoruję go – przecież to głupota. Uwielbiam czarną magię, ciekawe księgi i tajemnicze artefakty. Pozwalam na nowo wciągnąć się w życie sprzed pożaru.


Historia


Była zima kiedy Daisy przyszła na świat. To śmieszne, że rodzice postanowili nazwać ją po kwiatku. Kto wie, może po prostu tęsknili za wiosną? Podczas swoich opowieści, mama zawsze odpowiadała, że było wtedy mnóstwo śniegu. Daisy do dzisiaj uwielbia tę porę roku. Rzadko też marznie, zimne temperatury wydaje się wytrzymywać o wiele lepiej niż większość ludzi.

Ojciec, obywatel Filipin, po którym córki odziedziczyły nieco egzotyczną urodę, raczej rzadko bywał w domu. Miał te swoje apteki i wiecznie był nimi zajęty. Ale dzięki temu interesy szły w najlepsze, rodzina miała mnóstwo galeonów na rozmaite wydatki, w dodatku matka mogła przesiadywać w domu. Wydawało się, że są całkiem kochającym się małżeństwem. Potrafili w końcu pogodzić dwie tak odmienne kultury i osiedlić się w Lansing. Poznali się właśnie tam, parę lat przed narodzinami Laury. Młody jeszcze wtedy Marlon, przyjechał do USA w interesach i zupełnie przypadkiem poznały Skye. To musiała być wielka miłość, skoro postanowił już nigdy nie wracać do swojego kraju. W każdym razie, wyszło mu to na dobre, bo okazało się, że w Stanach jego biznes odnosił o wiele większe zyski. Ale kto wie, może było to spowodowane większym doświadczeniem i wsparcie ukochanej? Po narodzinach pierwszej córki, Skye porzuciła pracę i miała siedzieć w domu i zajmować się rodziną. Czy tak było naprawdę... cóż, może nie do końca, przecież nie bez powodu od najmłodszych lat siostry Manese były pod opieką niani. Ich matka, chociaż niewątpliwie bardzo je kochała, często wolała oddawać się ciekawszym zajęciom, zaledwie część swojego czasu poświęcając dzieciom.

***

Zawsze w jej życiu obecne były dwie siostry - obydwie starsze. Z Laurą, nie wiedzieć czemu, jakoś niespecjalnie się dogadywały. Może to dlatego, że były tak podobne. Dwa wulkany energii, nad którymi matka razem z niańką nie były w stanie zapanować. Często szarpały się za włosy i kotłowały jak na prawdziwych bijatykach. A Janice siedziała z boku i tylko się patrzyła. Zawsze była kochana przez wszystkich. Laura i Daisy potrafiły grzecznie bawić się razem, jeśli tylko zabawą zarządzała ona. Pilnowała zasad i wiadomo było, że wszystko będzie sprawiedliwie.

Potem przyszło Salem. To znaczy, najpierw przyszło do najstarszej siostry, która pożegnała Daisy mówiąc jej, że ona na pewno się na swój list nie doczeka. To nie tak, że w to naprawdę uwierzyła, ale wiadomo jakie potrafią być dzieci, kiedy na czymś im bardzo zależy - od razu się rozpłakała.

Następnie przyszła kolej na Janice. Obiecała pisać często listy i tak też było. Chociaż trochę osładzało to ciszę panującą wtedy w domu. To właśnie przed pójściem do Salem, Daisy zaczęła hodować rybki. Na początku były to same złote, w takiej ładnej kuli. Musiała kupować co chwila nowe, bo bez przerwy zdychały. W pewnym momencie nawet przestała liczyć. Potem były akwaria kwadratowe, z prawdziwymi, żywymi roślinkami. Najbardziej się cieszyła, kiedy po raz pierwszy urodziły się małe rybki. Potrafiła godzinami przesiadywać i patrzeć jak pływają.
Minął ten rok i wreszcie Daisy też udała się do szkoły. Znowu były we trójkę i czas jakoś mijał, mimo mniejszych i większych złośliwości między najmłodszą a najstarszą siostrą. Lubiła Zaklęcia i Transmutację. Nigdy nie była kujonką, ale wiedza z tych dwóch przedmiotów jakoś łatwo jej wchodziła, a praktyka była po prostu bardzo przydatna. W końcu co to za czarodziej, który nie potrafi niemal wszystkiego zrobić za pomocą zaklęcia?

***

Księgi stały na półce w rodzinnej biblioteczce tuż obok siebie i jej ręka w jakiś sposób powędrowała do tej zatytułowanej "Podstawy Czarnej Magii". Najpierw zaczęła tylko przeglądać, a potem już nie mogła się oderwać. To było takie ciekawe, wciągało, uzależniało. Może to dlatego dostała się do Wands & Skulls. A może większe znaczenie miała bogata matka i znany ojciec. Nigdy tego nie roztrząsała, wystarczyło jej, że tam była i mogła się udzielać. Nigdy nie powiedziała o swoim sekrecie nawet Janice. Dopiero będąc już członkinią stowarzyszenia, kiedy od jej poszukiwań w rodzinnej genologii minęły dwa lata, uświadomiła sobie, że spełniła swoje marzenie - była kimś wyjątkowym, a przyznali to najbardziej wpływowi ludzie w szkole, pozwalając jej stać się jedną z nich.

***

Kiedy Salem wybuchło, czuła się winna. Co prawda nie mogła temu w żaden sposób zapobiec, ale nie mogła się pozbyć tego wrażenia. Wszystko było spowodowane starszą siostrą - jej stratą. Pewnie gdyby nie ona, wszystko byłoby inaczej. Rodzina nie zaczęłaby się rozpadać, nie zamknęliby Salem, Daisy nie płakałaby po nocach. Rodzice postanowili wysłać pozostałe córki do Hogwartu - dzięki majątkowi Skye, bez problemu mogli sobie na to pozwolić. Oni tymczasem zostali  w Ameryce, próbując radzić sobie z utratą dziecka na swój sposób. Chyba niespecjalnie im to wychodziło. Skye potrzebowała wsparcia, a Marlon nie był w stanie jej go dać. Wyprowadził się z domu, całkowicie poświęcając się pracy.

Może te wydarzenia miały jedną, maleńką dobrą stronę. Podobno zawsze trzeba wierzyć w celowość zdarzeń, inaczej życie nie miałoby sensu. Była więc jedna. Daisy i Laura, wyjeżdżając do Hogwartu miały już tylko siebie, nie było Janice, która w cudowny sposób pomogłaby im się porozumiewać bez kłótni. Miały tę wspólną rzecz - smutek po stracie siostry. Zadziwiające, jak coś takiego zbliża. Jednak nigdy o tym nie rozmawiały. Z początku milczenie wydawało się naturalne, potem jednak zaczęło robić się meczące. To niedobrze, jeśli nie rozmawia się o zmarłych. Pozytywne wspominanie pomaga im odejść - ich duszom, ale i smutkom w sercach. Dziewczyny na to nie pozwalały, wciąż tam w środku siedział, przeradzając się powoli w żal. Cisza stawała się wręcz męcząca, Daisy odczuwała to za każdym razem. Ale i tak ich relacje były lepsze niż kiedykolwiek wcześniej.
Mogła też poznawać nowych ludzi, którzy nie wiedzieli o tym, co wydarzyło się w jej życiu. Mieli tylko nikłe pojęcie o katastrofie w Salem. Tymczasem, Daisy wciąż przychodziła na spotkania Wands & Skulls. Mimo irracjonalnego oskarżania samej siebie o katastrofę, nie umiała zrezygnować ze stowarzyszenia. Za bardzo wsiąknęła już w to towarzystwo i wszystko, co wspólnie robili. Poza tym w jakiś sposób w jej posiadanie trafił magiczny przedmiot, którym się zafascynowała. Czarna Magia. Musiała odkryć co potrafi.

Rodzina


♣ Skye Manese (zd. Anderson) troskliwa matka, która dodatkowo zapewniła rodzinie dostatnie życie, dzięki ogromnemu majątkowi, który odziedziczyła. W latach szkolnych należała od W&S, jednak niespecjalnie pozwoliło jej to zbudować karierę, ponieważ zwyczajnie nie chciała. Od urodzin córek postanowiła zająć się nimi samodzielnie, nie chcąc pozostawiać ich z samą niańką. Bardzo ciężko przeżyła śmierć Janice.
♣ Marlon Manese, ojciec, po którym dziewczyny odziedziczyły nieco egzotyczną urodę. Pochodzi z Filipin i do USA przeniósł się w latach 80, żeby w niedługim czasie poznać Skye. Jest właścicielem znanej sieci magicznych aptek. Po śmierci córki wyprowadził się z domu, zostawiając żonę samą. Potrzebował samotności. Całkowicie oddał się pracy.
♣ Laura, starsza o dwa lata siostra. Tak naprawdę ich kontakty nigdy nie były idealne, to Janice była dla nich jakby łącznikiem. Kiedy zostawały we dwie, często się kłóciły o różne bzdury. Obecnie, w Hogwarcie, mają tylko siebie, a napięcie pomiędzy nimi często rośnie, głównie przez niechęć do rozmawiania na temat Janice.
♣ Janice, starsza o rok siostra, której już nie ma. Kochali ją wszyscy w rodzinie, a po jej śmierci wszystko wydaje się rozpadać.  

Ciekawostki


♣ chętnie się przytulam, całuję też, ale nie pozwalam facetowi na zbyt dużo; czekam na tego jedynego
♣ codziennie rano biegam - pozwala mi to zapanować nad emocjami
♣ uwielbiam wodę; pływać, chodzić po niej, wpatrywać się... wszystko! nawet niska temperatura nie odstraszy mnie przed kąpielą
♣ jeśli alkohol - to magicznie kolorowy
♣ wymyślam niestworzone historie i wyśmiewam się z mniejszych i większych dziwactw
♣ kiedy jestem zła, nie za bardzo da się ze mną dogadać - jeśli oczekujesz logicznej wymiany zdań, lepiej poczekaj
♣ nie mam w zwyczaju uznawać czegoś takiego jak przestrzeń osobista; nawet nie zauważysz kiedy będę stała zbyt blisko, czasem robię to specjalnie, kiedy indziej z przyzwyczajenia; to zabawne, bo wiele osób się przez to denerwuje, albo onieśmiela
♣ moi rodzice są bogaci, więc nie mam problemów z wyciąganiem od taty większych sum pieniędzy; zawsze stać mnie na wymarzone zakupy
♣ dobrze czuję się na miotle, nie straszna mi duża prędkość; od piątej klasy gram w drużynie jako pałkarz
♣ lubię widok wody, dotyk powietrza, a ogień mnie fascynuje i przeraża jednocześnie, szczególnie po pożarze w Salem
♣ podczas pożaru w Salem zginęła moja starsza siostra, na co dzień wydaję się tym nie przejmować, spostrzegawczy jednak zauważają pewne zmiany w moim zachowaniu - kiedyś byłam bardziej pozytywnie nastawiona do nowych znajomości
♣ mówię po hiszpańsku w stopniu prawie-komunikatywnym



Ostatnio zmieniony przez Daisy Manese dnia Pon Wrz 12 2016, 18:02, w całości zmieniany 19 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : VIII
Wiek : 20
Skąd : Doughsbury, Massachusetts, USA
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 311
Dodatkowo : prefekt
  Liczba postów : 297
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10984-katya-kolosova#299068
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10985-krolowa-kwiatow#299074
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10986-kwiecisty-szambelan#299082
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10987-katya-kolosova#299085




Gracz






PisanieTemat: Re: Daisy Manese   Pon Lip 27 2015, 09:38


Uczeń z Salem!

Teraz możesz założyć powiązania postaci, gdzie ustalisz relacje z innymi graczami. Powinieneś także stworzyć sobie pocztę, by móc odbierać listy od innych bohaterów oraz kuferek, gdzie dokładniej określisz umiejętności postaci. Jeśli natomiast chcesz już zagrać w fabule, poszukaj chętnych do tego w temacie zgłoszeń.



Życzymy

miłej gry!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Daisy Manese

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Recepcja

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
karty postaci
 :: 
karty studentow
-