IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Laura Manese

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : II
Wiek : 21
Skąd : Filadelfia, Stany Zjednoczone
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 170
  Liczba postów : 136
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11189-laura-manese
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11194-chcesz-zostac-moim-pocieszycielem-na-pelny-etat#301723
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11196-dostalam-ladna-sowe
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11195-laura-manese#301728




Gracz






PisanieTemat: Laura Manese    Nie Lip 19 2015, 16:07


Laura Manese

DATA URODZENIA17 czerwca 1996
CZYSTOŚĆ KRWI 90%
MIEJSCE URODZENIA Lansing, Michigan, USA
MIEJSCE ZAMIESZKANIAFiladelfia, Pensylwania, USA
W HOGWARCIE JEST OD KLASY-
OBECNIE JEST NA ROKUI
WYMARZONY DOM-
WYBRANY WIZERUNEKJada Wonderful Morrison

Wyglad

WZROST 165 cm
BUDOWA CIAŁA Szczupła, nawet bardzo, lecz nie przeraźliwie chuda. Wąska talia i długie nogi optycznie wydłużają jej niezbyt wysoki wzrost, który jednak nie przeszkadza jej w codziennym funkcjonowaniu. Wręcz przeciwnie- takiej osobie chyba łatwiej znaleźć partnera niż dziewczynie mierzącej dobre 1,80m, prawda?
KOLOR OCZU Nieokreślone- raz piwne, raz zielone
KOLOR WŁOSÓW Ciemno brązowe, proste jak drut i zawsze rozpuszczone
ZNAKI SZCZEGÓLNE Cóż...jej największym znakiem szczególnym jest po prostu jej uroda. Egzotyczna, z domieszką amerykańskich i filipińskich korzeni, co daje wprost mieszankę wybuchową.
PREFEROWANE UBRANIA Dla Laury liczy się przede wszystkim wygoda. I czarny kolor, noszony nawet w najbardziej upalne dni. Oczywiście nie oznacza to, że w jej szafie znajdziemy wyłącznie czarne rzeczy. Jeżeli poszperamy w niej trochę dłużej niż 2 minuty, napewno uda nam się znaleźć coś białego lub szarego. Ewentualnie bordowego lub granatowego, bo są to jedyne kolory, które dziewczyna akceptuje na swoich ubraniach.
Kocha bransoletki, dlatego często możesz ją spotkać z milionami różnorodnych błyskotek na nadgarstku. Oczywiście tylko srebrnymi lub złotymi.


Charakter


Nigdy nie mówiłam, że będę grzeczna, bo najzwyczajniej w świecie nie chciałam nikogo okłamywać. Znaczy, według rodziców jestem dzieckiem idealnym- ładna, posłuszna, miła i serdeczna, czyli dokładnie taka, jaka być powinnam, gdyż wymaga tego mój wysoki status społeczny. I, cóż, jestem taka, ale chyba tylko dla nich, co jest w gruncie rzeczy trochę przykre, ale co zrobić. Niech przynajmniej oni widzą mnie w tej ciut lepszej odsłonie. Może nawet nieświadomie sprawiam im tym niemałą przyjemność, kto wie. W każdym razie chciałabym, żeby tak było.

Ale zacznijmy może od początku, kiedy w wieku niespełna 5 lat razem z Daisy niemal wykończyłam psychicznie moją ówczesną opiekunkę. Ale wiecie co? Bardzo jej tak dobrze. Nie lubiłam jej i to strasznie. I w zasadzie nawet nie wiem czemu, ale po prostu od pierwszego spojrzenia nie przypadła mi do gustu. I naprawdę, nie chodziło już o to, że miała mnie totalnie gdzieś, kiedy ja rozwalałam pół domu i darłam się, żeby znalazła mi jakieś zajęcie (nie wiem o co chodzi, ale jako dziecko wykazywałam niemal wszystkie syndromy nadpobudliwości, czego teraz zupełnie nie widać. Chociaż może to i dobrze. Nie byłoby fajnie, jakbym przez przyadek wysadziła pół zamku, nie?). Chodziło o to, że bardzo często na mnie krzyczała, czego ja po prostu nie akceptuje i kłócę się niemal ze wszystkimi, którzy niepotrzebnie podnoszą głos na mnie, bądź na moją młodszą siostrę. Właśnie, siostrę.
I tu zaczyna się historia, która kompletnie odmieniła moje postrzeganie świata i żyjących w nim ludzi. Coś, co zostawiło w moim sercu trwały ślad, bliznę, która przypominać mi będzie o najgorszych momentach mojego marnego życia, o których najchętniej chciałabym zapomnieć lub udawać, że nigdy się nie wydarzyły. Sęk w tym, że nie jestem wystarczająco silna, aby móc tak po prostu wyciąć dobre pare długich przepełnionych bólem i nienawiścią miesięcy z życiorysu.
One są częścią mnie, tak samo jak ja jestem częścią ich, mimo, że tak bardzo tego nie chce.

Nauczyłam się z tym żyć. Ale to wcale nie oznacza, że jest lepiej, po prostu nie jest gorzej. Czasem się nawet uśmiechnę, albo rzucę jakimś żartem. Naprawdę chciałabym, aby było jak dawniej, ale nie potrafię. Przynajmniej nie na razie.
Często smutki zatapiam w alkoholu, a jeszcze częściej wypalam je razem z papierosami. Jest to jedna z form ucieczki od przerażającej rzeczywistości, jednak i tak najbardziej lubię siedzieć nad jeziorem. Obojętnie jakim, byleby była woda. Woda mnie uspokaja i naprawdę sprawia, że spowrotem przychodzi mi chęć życia. Chociaż na chwilę, chociaż na minutkę...

Jak już wspomniałam, w dzieciństwie często wykazywałam nadpobudliwe zachowanie, o które teraz nikt nie mógłby mnie osądzić. Poza momentami kłótni, które zdarzają się w moim życiu dość często, jestem osobą o spokojnej naturze. Raczej nieśmiała, chyba, że spotkam na swojej drodze jakiegoś wybitnie przystojnego faceta, z którym wiem, że chciałabym spędzić resztę życia. A było ich wielu, wierzcie mi. W kontaktach międzyludzkich jestem dość bezpośrednia i jeżeli za kimś nie przepadam, nie będę udawała, że jest inaczej. Nie lubię osób, które na siłę próbują coś udowodnić. Jeżeli będę chciała coś zobaczyć, ujrzeć, zrozumimeć, to to zrobię, prawda? Naprawdę, takie wciskanie wszystkiego na siłę w moim przypadku zupełnie mija się z celem.

Mama często mówiła, że jestem wredna, jednak ja nigdy nie wiedziałam o co jej chodzi. Nie znam innego sposobu bycia, sarkazmem rzucam na prawo i lewo, nie przejmując się zbytnio czy uraziłam kogoś moimi chłodnymi słowami. Taka byłam od zawsze i jeżeli coś lub ktoś zmieni to, jaka jestem, będę mu biła pokłony do końca mojego żywota, przysięgam.


Historia


Moja historia. Cóź, moja historia zaczyna się jak 100% innych historii przeciętnych mieszkańców Ameryki Północnej, a nawet całego świata. Urodziłam się. W szpitalu, ale nie wiem jak wyglądał, bo nic z tamtego okresu nie pamiętam. Jednak wiem, że urodziłam się w szpitalu, nie w domu. Na świat przyszłam 17 czerwca 1996 roku w piękny, letni i upalny dzień. Tak przynajmniej sytuację przedstawiała moja mama, która ma tendencję do kolorowania wszystkiego co się da, włącznie z różnymi szalonymi historiami z jej życia. Zatem znając życie, dzień ten nie był wcale taki piękny i upalny. Jednak jestem stu procentowo pewna, że było to lato.
Nie znam historii moich rodziców, bo jeżeli mam być szczera, nigdy za bardzo mnie to nie interesowało. Wiem, że mama jest wzorową obywatelką Stanów Zjednoczonych, a tata nie takim wzorowym obywatelem Filipin, który jednak zdecydował się na stałe przenieść do Lansing, gdzie poznał moją mamę, a dwa lata później na świat przyszłam ja. Potem Janice, a na końcu najwredniejsze dziecko świata- Daisy. (Tak, mam dwie siostry, które jednak tak bardzo się różniły, że zdawały się być zupełnie z innych domów) Długo tam jednak nie zabalowaliśmy, gdyż z niewiadomych przyczyn musieliśmy się przeprowadzić. I takim oto sposobem znaleźniliśmy się w Filadelfii, gdzie oficjalnie mieszkałam do dnia, w którym zdarzyło się coś strasznego. Jednak o tym opowiem wam nieco później.
W Pensylawanii mieszkaliśmy dobre 5 lat zanim dostałam swój list ze Szkoły Magii i Czarodziejstwa. Ach jaka byłam szczęśliwa! Chociaż na chwilę mogłam zamienić się w niczym nie przejmujące się, szczęśliwe i uśmiechnięte od ucha do ucha dziecko. Oczywiście, wiadomość, że zostałam pzyjęta do szkoły nie była żadnym zaskoczeniem, gdyż wiedziałam o jej istnieniu chyba od zawsze, jednak trzymając list w moich małych dłoniach czułam niesamowitą ulgę pomieszaną z niewielką dawką podniecenia. W tym samym czasie zdąrzyłam postraszyć najmłodszą z roku Manese'ów, że ona listu na pewno nie dostanie. Uwierzyła.
Rok później list dostała moja o rok młodsza siostra, o której jak już zauważyliście niechętnie się wypowiadam. Była dla mnie wszystkim. Promykiem słońca w najbardziej deszczowy dzień, który daje nadzieje na lepsze jutro, kolorem w moim jakże szarym i nudnym życiu, muzyką, która wypełniała mnie od środka i dawała niezłego kopniaka w razie nagłej potrzeby. Była wszystkim. Była...
Traumatycznym momentem mojego życia był wybuch pożaru w szkole, w którym życie straciło o wiele za dużo niewinnych osób. Mimo mojego ciężkiego charakteru, nikomu, nawet największemu wrogowi nie życzę śmierci, lub utraty ukochanej osoby, tak jak było to w moim przypadku. Straciłam ją. Straciłam moją nadzieje, mój promyk, moją muzykę, a moje życie straciło wszystkie kolory, które dotychczas były całkiem wyraźne. Straciłam Janice, jedyną osobę na całym świecie, która rozumiała mnie w stu procentach i była przy mnie w najgorszych momentach. Czułam się jakbym dosłownie straciła kawałek siebie i dopiero w tym momencie zrozumiałam jak ważna była dla mnie ta osoba.
I wraz ze swoim odejściem, zostawiła mi w opiece najmłodsze dziecko Skye i Marlona- Daisy. Może miała nadzieje, że z czasem nasza wzajemna niechęć zniknie i nagle staniemy się kochającymi się siostrami?
Moja rodzina chyba nigdy nie była zbyt silna psychicznie. Matka się załamała, ojciec się wyprowadził, a mnie z młodą wysłali za ocean, żebyśmy jak gdyby nigdy nic kontynuowały sobie naukę w Anglii. Mogli sobie na to pozwolić z racji majątku, który odziedziczyliśmy po zmarłych rodziach matki oraz pieniędzy płynących z prowadzenia jednej z najpopularniejszych sieci aptek w stanie przez ojca. Wynajął małe dwupokojowe mieszkanie nad swoją działalnością i właśnie tam postanowił ukryć się przed otaczającym go światem. Naturalnie, wróci do mamy, bo nie jest znowu aż tak okropnym człowiekiem, żeby zostawiać żonę w potrzebie w ogromnym i tak bardzo pustym domu, ale musi minąć sporo czasu zanim będzie mógł to zrobić. Ani ja, ani rodzice nie jesteśmy w stanie pogodzić się z tragedią jaka nas dotknęła, jednak wierzę w to, że pewnego dnia będziemy mogli się spotkać i stać się od nowa normalną rodziną.


Rodzina


♣ Skye Manese, z domu Anderson; kiedyś była naprawdę wspaniałą kobietą, która dbała o swoje córki jak o nikogo innego. Wywodziła się z czystokrwistego rodu i dziedzicząc dość pokaźną sumę pięniędzy po zmarłych rodzicach, zdecydowała się porzucić pracę i zająć się domem oraz dorastającymi dziećmi. Żałobę po śmierci Janice przeżyła wyjątkowo ciężko i niechcąc by starsza córka widziała jej cierpienia (oraz zapewniając jej naukę na najwyższym poziomie) razem z mężem postanowiła wysłać ją do Anglii.
♣ Marlon Manese; ojciec Laury, właściciel jednej z najlepiej zaopatrzonych aptek w stanie. Filipińczyk, który w latach 80 postanowił na stałe przenieść się do Stanów Zjednoczonych, gdzie wkrótce poznał miłość swojego życia, a na świat przyszły dwie ukochane córki. Po śmierci Janice wyprowadził się z domu, zostawiając Skye samą, a starszą córkę wysłał do Hogwartu, by tam kontynuowała naukę. Ma 75% czystości krwi.
♣ Janice Manese; ukochana siostra, młodsza o rok i dwa miesiące. Chodzące szczęście, największa podpora Laury, która po jej śmierci straciła sens życia. Mimo, że zdaje sobie sprawę, iż Janice nie chciałaby widzieć jej w takim stanie, dziewczyna do tej pory nie jest w stanie pogodzić się z jej przedwczesną śmiercią.
♣ Daisy Manese; młodsza siostra numer 2, tak naprawdę bardzo podobna do Laury i z wyglądu i z charakteru. Być może właśnie to podobieństwo sprawia, że dziewczyny nigdy nie potrafiły się dogadać i to właśnie Janice była ich łącznikiem. Teraz mają tylko siebie i starają się odbudować relacje.

Ciekawostki


♣ Jest uczulona na mleko i orzechy
♣ Jak każda wzorowa czarownica posiada kota
♣ W gruncie rzeczy nie jest taka oschła jak się wydaje. Trzeba ją lepiej poznać i przede wszystkim zyskać jej sympatię
♣ Nie obchodzi jej status krwi innych osób
♣ Nałogowo pali papierosy, czego młodsza siostra próbowała ją oduczyć, jednak po jej śmierci nawet nie próbowała przestać
♣ Jest trochę staroświecka, nie zawsze nadąża za różnymi nowościami
♣ Bardzo szybko przywiązuje się do ludzi i mimo wszystko łatwo ją omotać
♣ Kocha wodę. Potrafi godzinami siedzieć nad jeziorem, gdzie rozmyśla nad wszystkim i często obwinia się o śmierć młodszej siostry.



Ostatnio zmieniony przez Laura Manese dnia Wto Cze 13 2017, 23:52, w całości zmieniany 5 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : II
Wiek : 21
Skąd : Filadelfia, Stany Zjednoczone
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 170
  Liczba postów : 136
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11189-laura-manese
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11194-chcesz-zostac-moim-pocieszycielem-na-pelny-etat#301723
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11196-dostalam-ladna-sowe
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11195-laura-manese#301728




Gracz






PisanieTemat: Re: Laura Manese    Pon Lip 20 2015, 18:55

Karta gotowa Cool
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Filadelfia
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 1564
Dodatkowo : pałkarz
  Liczba postów : 1413
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11001-daisy
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11218-stokrotka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11249-listy-do-daisy#303189
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11219-daisy-manese




Administrator






PisanieTemat: Re: Laura Manese    Pon Lip 20 2015, 21:31

to będzie już 2 rok studiów, bo była zmiana klasy po zakończeniu roku Cool chyba, że chcesz po wakacjach być na 1 roku, to zmień datę urodzenia


Uczeń z Salem!

Teraz możesz założyć powiązania postaci, gdzie ustalisz relacje z innymi graczami. Powinieneś także stworzyć sobie pocztę, by móc odbierać listy od innych bohaterów oraz kuferek, gdzie dokładniej określisz umiejętności postaci. Jeśli natomiast chcesz już zagrać w fabule, poszukaj chętnych do tego w temacie zgłoszeń.



Życzymy

miłej gry!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Laura Manese

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Laura Kinney
» Nymira Black
» Laura vs. Żelek

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
karty postaci
 :: 
karty studentow
-