IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Mieszkanie Voice C. Cheney

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3  Next
AutorWiadomość



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Windsor, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2546
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 1610
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9119-voice-lloyd
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9122-uslysz-cichy-glos#255607
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9121-glos-w-twojej-glowie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9120-voice-follett-cheney-lloyd




Gracz






PisanieTemat: Mieszkanie Voice C. Cheney   Wto Lip 28 2015, 21:24

Mieszkanie Voice C. Cheney
Dwudziestka czwórka w (ponoć) najpiękniejszej kamienicy na Baker Street

Z daleka widząc niewielki balkonik pełen kwiatów i ziół spodziewasz się równie ciasnego, przytulnego mieszkanka pękającego od kolorów, faktur i dodatków. Rzeczywistość jednak może zdziwić - w zaaranżowanych przez Cheney pomieszczeniach dominuje biel, a głównym urozmaiceniem przestrzeni są książki, które da się znaleźć absolutnie wszędzie - nawet w kuchni i łazience. Mimo wszystko bez problemu można zauważyć, że ktoś tu mieszka; ślady Voice są w absolutnie każdym miejscu - to w postaci świeżych kwiatów, to doniczek z ziołami, butów, puszek z herbatą, miękkich koców, poduszek, nut czy długopisów. Nie zakłóca to porządku, przynajmniej względnego. Pozory w końcu mylą, tak więc nawet najmniejsza myśl o tym, że mieszkanie należy do mugola, jest definitywnym błędem! Każdy czarodziej może się o tym przekonać, dokładniej oglądając rośliny na balkonie lub przeglądając zawartość szuflady, która wydaje się... Cóż, nieskończona.

Balkon

Wspomniany już, niewielki balkon to chluba Voice. Od wschodu, tuż przy metalowej ramie, znajduje się krótka ławeczka obita kremowym materiałem. Zmieszczą się na niej dwie małe dziewczynki, ale lepsze dwie małe dziewczynki, niż jedna, prawda? W każdym razie jest to idealne miejsce do podziwiania zachodów słońca. W miejscu, gdzie wielu ludzi ma sznurki z bielizną, Cheney zawiesiła stare, metalowe puszki z... Roślinami. W sezonie kwitną tu lawenda, niezapominajki, wrzos i szałwia, a poza nim właścicielka przenosi je do środka, by nie zmarzły. Większość podłogi, a tym samym beżowego chodnika, zajmują pomalowane na biało skrzynki po owocach. W środku znajdują się doniczki, a w nich gardenie i oleandry oraz to, co zaklęcia skrywają przed okiem mugoli – dyptam, pykostrąki i kilka innych, niegroźnych roślin.


Przedpokój

Dosyć długi, pomalowany na biało korytarz nie należy do najszerszych; na szczęście poprzedni właściciel mieszkania był dosyć bystry i zadbał o całkiem przyzwoitą organizację tego miejsca. W ścianę wbudowane są cztery duże, czerwone szuflady, które Voice wypełniła szalikami, rękawiczkami, chustkami, paskami i butami. Na buty przeznaczona jest jedna, oddzielna część, a jej wnętrze Cheney urządziła po swojemu, przedzielając skrytkę trzema belkami, by przypadkiem trampki nie postanowiły pobrudzić obcasów. Przy drzwiach znajduje się też hebanowy wieszak z sześcioma gałkami. Dwie z nich zajęte są przez płaszcz i kurtkę Ślizgonki. Jednak najważniejsze w całym przedpokoju jest wysokie, dosyć wąskie lustro, nad którym czerwoną farbą napisano – cześć, najpiękniejsza!


Sypialnia Voice

My house – photographed by Doreen Kilfeather Sekelskiftesdröm...


Pokój Naeris

My house – photographed by Doreen Kilfeather Sekelskiftesdröm...


Wolny pokój 2

Czeka na wybawcę.


Salon

Nybrogatan 57 Nybrogatan 57


Łazienka

Ridgewood Master Bathroom Ridgewood Master Bathroom


Kuchnia

Bartholomew Rd Bartholomew Rd



Kiedyś będą tu zdjęcia, jak już znajdę jakieś porządne i odzyskam laptopa


Ostatnio zmieniony przez Voice C. Cheney dnia Nie Sie 28 2016, 13:17, w całości zmieniany 8 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Windsor, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2546
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 1610
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9119-voice-lloyd
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9122-uslysz-cichy-glos#255607
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9121-glos-w-twojej-glowie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9120-voice-follett-cheney-lloyd




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie Voice C. Cheney   Pią Wrz 11 2015, 20:10

Jak się dziś czujesz, Voice?
Lepiej.
Lepiej niż wczoraj?
Lepiej niż kiedykolwiek.
A więc to może być jeden z najlepszych dni w twoim życiu.
Tak, fakt.
Szkoda tylko, że go przespałaś.
Każdy z nas popełnia błędy.

Która to już godzina...? Czas płynie tak szybko, gdy kolejne minuty nie niosą ze sobą żadnych zobowiązań... Spała jakoś do siedemnastej, a od tamtej pory krząta się bez większego celu po mieszkaniu. Tu coś przewróci, tam coś potłucze, przesunie palcami po strunach leżących na stole skrzypiec, przerzuci stronę w Proroku Codziennym, sięgnie po papierosa, by po chwili odłożyć go do pudełka,... Wakacje już za pasem, lada moment rozpocznie się męcząca symfonia głosów nauczycieli, którzy domagają się wszystkiego, co zaległe lub niezaległe, ale i tak na wczoraj. I chociaż Cheney muzykę uwielbia, to z tymi marnymi grajkami ledwo co przetrwała siedem lat, a przecież postanowiła iść na studia, chyba tylko po to, żeby samej sobie zrobić na złość, albo żeby mieć jakieś zajęcie poza szukaniem zajęcia. Gdzie jest życie? Gdzie są ostatnie godziny tego dnia? Co z pozostałościami tego wieczora?
Odpowiedź Voice znajduje na balkonie, gdzie w końcu przystaje na dłużej, z kieliszkiem wina skrzatów w lewej dłoni. Tak wiele rzeczy się zmieniło, a blizny nadal te same, nadal tworzące skomplikowaną siatkę, która nie przyda się przy łapaniu motyli. Kwiaty pachną, Słońce niedawno bezgłośnie upadło, a coś, co można by nazwać wspomnieniami... Wraca?
Ogród? Biały dom rzucający przyjemny cień. Okno, a za nim dwie kobiety, prawie identyczne. Krzyczą. Kłócą się. Coś słychać... Tylko co?
Kropla wina osiada na ustach Voice, gdy próbuje przypomnieć sobie cokolwiek więcej...
W końcu wysyła do Noela pierwszy list, później drugi, trzeci... W końcu ostatnio jej pomógł, czyż nie? Co z tego, że ta pomoc miała nieco inny cel i charakter... Przecież podświadomie potrzebuje jeszcze jednego spotkania z nim.
Dlatego wysyła kolejny list, tym razem z adresem, po czym wraca na balkon, bo wino samo się nie dokończy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nieokreślony
Wiek : 27
Skąd : Liverpool/ Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 0
Dodatkowo : Hipnoza
  Liczba postów : 498
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9444-noel-payne
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9445-darmowy-seks-fajki-i-terapia-hipnoza#262654
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9446-isowa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9447-noel-payne#262687




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie Voice C. Cheney   Sob Wrz 12 2015, 13:16

Powroty są chwilą, w której przypominamy innym, że tęsknotę należy zamienić na wdzięczność.


List od Voice nie zaskoczył go, ale za to sprawił mu przyjemność. Było w tym bowiem ziarnko świadomości, że go potrzebuje, a cóż ważniejszego mogło być dla mężczyzny i to tak skoncentrowanego na władzy i kontroli jak czyjaś potrzeba jego obecności. Odczytywał je w swoim mieszkaniu, na Nokturnie, gdzie oswajał się z obecnością magicznych przedmiotów, o których zdążył zapomnieć podczas swojej długiej nieobecności. Być może powinien przygotowywać się do nowych zadań, jakie będą czekać go w Hogwarcie, ale działał spontanicznie, intuicyjnie, więc nie mógł sobie odmówić świeżego poznawania szkoły z nieco innej perspektywy.
Trochę czasu minęło nim się zjawił, bo przecież miał tendencję do zmuszania ludzi do czekania.Czas dla niego w gruncie rzeczy nie istniał, choć płynął całkiem zauważalnie. Nie był jednak żadną przeszkodą. Dla Payne'a… nie istniały ograniczenia.
Nie pukał, bo po co? Otworzył drzwi delikatnie i rozejrzał się, nim wszedł do środka. W dłoni trzymał butelkę wina, jakby wiedział, że ta, którą piła była już całkiem pusta. Może przeczuwał, że potrzebuje większego upojenia alkoholowego, choć procenty i jego towarzystwo było niebezpieczną mieszanką, tylko dla tych, którzy nie bali się wyzwań i kpili sobie z wszelakich zagrożeń.
Dostrzegł ją w salonie, gdy okładała butelkę, więc wprosił się do środka i zamknął za sobą drzwi cicho - ale nie dlatego, by nie zaznaczyć swojej obecności. W końcu gdyby uszy zawiodły zdradziłby go zapach perfum, który roztaczał się wokół niego.
Patrząc po Tobie domowe spa już się rozpoczęło. Kąpałaś się beze mnie? — spytał melodyjnie, mierząc ją wzrokiem od góry do dołu. Obrócił w dłoniach butelkę wina i uśmiechnął się szarmancko. — Powinienem najpierw kurtuazyjnie spytać, co u Ciebie słychać, czy od razu opowiesz mi jak bardzo się nudziłaś beze mnie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Windsor, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2546
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 1610
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9119-voice-lloyd
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9122-uslysz-cichy-glos#255607
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9121-glos-w-twojej-glowie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9120-voice-follett-cheney-lloyd




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie Voice C. Cheney   Sob Wrz 12 2015, 15:02

Hipnoza... Bal sugestii. Sugestii, o których Voice nie miała pojęcia, bo gdyby zdawała sobie sprawę z tego, co Noel zaszczepił w jej podświadomości, nigdy nie napisałaby tego listu. Gdyby zdawała sobie sprawę z tego, co mu powiedziała, nigdy nie napisałaby tego listu. Gdyby zdawała sobie sprawę z tego, kim Payne jest teraz, nigdy nie napisałaby tego listu. Gdyby zastanawiała się sekundę dłużej, nie sięgnęłaby po pergamin. Ale życie to seria impulsów i przypadków, prawda? Życie Cheney natomiast to seria gwałtownych impulsów i przypadków, które ostatecznie prowadzą do destrukcji. Nic w przyrodzie nie ginie, historia zatacza koło, szczęście ma swój początek i koniec. Może gdyby Voice myślała więcej o przyszłości nie wstałaby dziś z łóżka, bo dobre złego początki, więc jej niezłe samopoczucie mogło sygnalizować katastrofę, lub mogło być ciszą przed burzą.
A Noel... Słabo go znała, ale zdecydowanie nie był słońcem ani tęczą.
Była cierpliwa, a poczucie czasu straciła gdzieś między pierwszym a drugim łykiem wina, które kończyło się szybko i całe szczęście, że było go mniej niż pół butelki. Po prostu dryfowała gdzieś we wspomnieniach. Wieść o śmierci matki, ojciec, Leoś, zakończenie roku szkolnego, Casper... Zgubiła chronologię, zgubiła siebie, ale czy tak nie było prościej? Nie dotyczyły jej żadne ograniczenia, problemy gdzieś uleciały. Wszystko stało się prostsze. I nudniejsze.
Nie usłyszała otwierających się drzwi, bo tutaj, w mugolskiej dzielnicy, niczego się nie bała. Akurat spokojnie wychodziła z balkonu, zamykając go za sobą, bo butelka była już pusta. Podniosła wzrok w stronę wejścia dopiero wtedy, gdy poczuła zapach, z początku delikatny, a czasem coraz agresywniejszy, ale nadal nieziemsko przyjemny. Na jej usta wpłynął kpiący uśmiech.
A więc życie to pasmo impulsów i przypadków... I zmian.
- Spałam bez ciebie, Payne. Czy to podobne przewinienie? - uniosła nieznacznie brwi, po raz ostatni przysuwając do ust kieliszek, by spić ostatnich kilka kropli wina, po czym ruszyła do przeszklonej szafki po drugie naczynie. - Nie miałam czasu na nudę. W końcu nie taką mnie ostatnio widziałeś, prawda? Zmiany wymagają czasu, zwłaszcza te na lepsze - mówiła tyłem do niego, po czym odwróciła się ponownie, już z dwoma kieliszkami w lewej dłoni. - Jeśli jesteśmy przy kurtuazji... Voice Cheney. Miło mi, panie Payne.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nieokreślony
Wiek : 27
Skąd : Liverpool/ Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 0
Dodatkowo : Hipnoza
  Liczba postów : 498
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9444-noel-payne
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9445-darmowy-seks-fajki-i-terapia-hipnoza#262654
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9446-isowa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9447-noel-payne#262687




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie Voice C. Cheney   Nie Wrz 13 2015, 00:25

Noel był zapobiegawczy i doskonale wiedział, że pewne okazje nie zdarzają się dwa razy. Nie mógł więc odpuścić tamtej okazji i w trakcie… dość osobistej rozmowy z Voice nie zostawić w jej umyśle czegoś, co kiedyś mu się może przydać. Tak było i teraz, gdy wrócił do Londynu po kolejnych podróżach i zamierzał wkroczyć przez bramy Hogwartu w nowej roli. Przypomniała sobie o nim, bo przecież tego właśnie chciał - aby pragnęła następnego spotkania. I doskonale wiedział, że będzie potrzebować ich znacznie więcej. Dlatego nie opuszczała go pewność siebie, a kpiący uśmiech zdobił jego twarz odkąd tylko ją dostrzegł w tym seksownym wydaniu.
Nie wiedział, co się u niej działo przez cały ten czas, bo… tkwił w świecie, który przynosił mu pełno wrażeń. Nie interesowały go zdarzenia innych i ich rozterki i problemy. W jego głowie rozwijał się jeden konkretny cel, na którym skupiał się z każdym dniem coraz silniej. Jej widok był jednak dla niego niezwykle miły, bo była dziewczyną, którą polubił choć już od pierwszej chwili jej temperament dawał się we znaki. Ale gdyby nie on nie znalazłaby się w Slytherinie, nieprawdaż?
— To zależy — odpowiedział niejednoznacznie przystając koło stołu, na którego blacie ułożył butelkę z przyniesionym winem. Jego wargi wykrzywiły się nieco bardziej w górę, kiedy rozglądał się po pomieszczeniu, aż jego wzrok utkwił w drzwiach, które musiały prowadzić do sypialni. — Jeśli Twoje myśli kierowały się przed snem w moją stronę to owszem. Toż to prawdziwa zbrodnia, że pozwalałaś aby znużył cię sen, a mnie nie było obok. Jeśli inne sprawy zaprzątały twój umysł… Nie ma czego żałować. Stracone szanse mają to do siebie, że nigdy nie wracają. — Wsunąwszy dłonie do kieszeni dobrze dopasowanych ciemnych dżinsów, uniósł na nią wzrok, obserwując każdy jej ruch. Nie umknęło mu kołysanie jej bioder, falowanie włosów pod wpływem wiatru, który wpadał do środka, a także ruch rzęs, gdy na niego spoglądała. I z przyjemnością śledził to, co robiła, bo czyniła wszystko z gracją, choć zdawała się nie przywiązywać do tego najmniejszej wagi. — Ostatnio widziałem cię inną. Ale i nowe wydanie mi nie przeszkadza. Jedna zmiana przygotowuje drugą. Taka kolej rzeczy— odpowiedział jej, przechylając nieznacznie głowę. Dwa kieliszki. Jedno wino. Dwie spragnione istoty.
Uroczyście obiecuję, że knuję coś niedobrego.
— Cheney… Brzmi tak… egzotycznie. Co się zmieniło? — spytał, podchodząc do niej nonszalanckim krokiem, by w końcu przystanąć przed nią i spojrzeć jej głęboko w oczy. Milczał przez chwilę, obserwując jej poważną jak na jej wiek, ale śliczną kobiecą twarz i ujął oba kieliszki, zatrzymując palce na jej dłoniach przez krótką chwilę, jakby chciał je ogrzać, choć przecież nie były wcale zimne. — Więc cała przyjemność po mojej stronie, panno Cheney. — Odsunął się, aby przy stoliku rozlać wina i spojrzał na nią.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Windsor, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2546
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 1610
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9119-voice-lloyd
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9122-uslysz-cichy-glos#255607
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9121-glos-w-twojej-glowie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9120-voice-follett-cheney-lloyd




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie Voice C. Cheney   Nie Wrz 13 2015, 12:23

Temperament Voice to ciekawa sprawa. W końcu zwykła dla każdego być kimś innym, a przy tym wszystkim zawsze sobą. To już nie jest dwulicowość. To taniec cech charakteru układanych w coraz to nowsze szeregi. Wyszukane uprzejmości, piękne słowa, wyuczone uśmiechy lub impulsywne, instynktowne gesty, nieskładne zdania. Mieszanka sprytu, cierpliwości, nabytej odwagi, skłonności do kłamstw. Ładna buzia, która potrafi przedstawić obraz nędzy i rozpaczy, złości, radości, zagubienia. Jak to jest - codziennie tworzyć siebie na nowo? Jak to jest, gdy granica między prawdą a kłamstwem zaciera się? Jak wtedy odróżnić jedno od drugiego?
- Gdybym myślała o Tobie pewnie nie mogłabym zasnąć, Payne. Przykro mi, ale chyba nie zrobiłam nic, co można by podciągnąć do kategorii zbrodni... Chyba, że zwiększona ilość bliskich kontaktów z mężczyznami i Nędzny z Obrony Przed Czarną Magią to wykroczenia. Jeśli tak... Cóż, nie zamierzam pokornie przepraszać - wzruszyła ramionami. Faktycznie w biegu wydarzeń ostatnich miesięcy umknęła jej gdzieś myśl o Noelu, ale podświadomość to skomplikowana rzecz. Nie pozwala zapomnieć, nie pozwala się uwolnić. A Voice, pomimo całej swojej siły wewnętrznej, nie umiała dłużej opierać się przekonaniu, że Payne jest jej potrzebny. W końcu w dużej mierze to on zrobił z Voice Lloyd Voice Cheney, której nieobce są te wszystkie seksowne sukienki i buty na obcasie. Voice Cheney, której naturalna gracja wydaje się być jeszcze lżejsza, z jeszcze znaczniejszą nutą tańca i delikatności. Voice Cheney, świadomą siebie, bezwstydnie i głośno oceniającą syf dookoła i wszystkie krótkie, piękne chwile. Voice Cheney wolną od ograniczeń. Zdecydowanie inną, może lepszą?
- Gdyby przeszkadzało, już dawno stałbyś za drzwiami. Czym sobie zasłużyłam na Twoją obecność? Ostatnio to Ty obiecałeś mi masaż, Payne... Ale przecież chyba nie robisz przysług. Ja również nie - z góry uprzedziła, chociaż chyba nie do końca mówiła prawdę. Przecież teraz jest nieco bardziej bezinteresowna, więcej się uśmiecha. Ale Noel o tym nie wie. Nie musi wiedzieć, dlatego nie uniosła kącików ust do góry, gdy patrzyła mu w oczy, zastanawiając się nad odpowiedzią.
- To okropne, że nie mam pojęcia, ile o mnie wiesz, Payne. Nie mam pojęcia, jaki kawałek mojej historii znasz, o ile znasz jakikolwiek... Moja matka postanowiła wybuchnąć. Znalazł się mój ojciec. Po prostu przeszłam na jego nazwisko, żeby tą zmianą przypieczętować wszystkie inne, wcześniejsze. Czasami zastanawiam się, w jakim stopniu dzięki tobie jestem tym, kim jestem. Może wypadałoby podziękować? - zdobyła się na delikatny, szczery uśmiech, który zapalił w jej oczach iskry nieznacznego rozbawienia. - Wolałabym, żeby przyjemność pozostała po obu stronach, panie Payne. Co prawda jeszcze nie zdążyłam nalać wody, ale chyba nigdzie się panu nie spieszy?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nieokreślony
Wiek : 27
Skąd : Liverpool/ Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 0
Dodatkowo : Hipnoza
  Liczba postów : 498
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9444-noel-payne
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9445-darmowy-seks-fajki-i-terapia-hipnoza#262654
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9446-isowa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9447-noel-payne#262687




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie Voice C. Cheney   Nie Wrz 13 2015, 21:10

Payne pozornie wydawał się być człowiekiem o wielu twarzach, ale w gruncie rzeczy miał tylko jedną i to wcale nie tak dobrze ukrytą. Nie musiał się chować przed światem i udawać swoich zamiarów. Były jasne, czyste i klarowne, ale nie afiszował się z nimi, bo znacznie większą frajdę sprawiało mu zaskakiwanie ludzi i dochodzenie do tego, co chciał powoli, małymi kroczkami, nie wzbudzając podejrzeń innych ludzi. Czy był dwulicowy w tym, co robił? Być może. Być może był fałszywy i obłudny, bo liczył sie jego interes i jego dobro. Dążył do tego, co chciał każdym możliwym sposobem i nie liczył się z nikim, choć przecież jeszcze kilka lat temu był kompletnie inny. Durmstrang rozbudził w nim nieznane emocje i utaił te, które zbyt często wystawiane były na światło dzienne. Nie mógł obnażać się dłużej ze swoimi słabościami, a ponieważ ukrywanie ich było trudne - po prostu się ich wyzbył.
— Nędzny z Obrony Przed Czarną Magią… Owszem. To wstyd, szczególnie w świecie, który na pozór wydaje się bezpieczny. Szkoda by było, gdybyś nagle okazała się całkiem… bezbronna — powiedział, taksując ją wzrokiem i uśmiechnął się łobuzersko po chwili. I spojrzenie utkwił w burgundowym płynie, który rozlewał się po ściankach powoli, pozostawiając po sobie delikatny kolor i osad świadczący o doskonałości trunku. — A jeśli chodzi o bliskie kontakty z mężczyznami… żadna zbrodnia. O ile nie pozostawią po sobie niemile widzianych śladów.
Były potwornym hipokrytą, gdyby relacje z innymi osobami miałyby zakrawać o zbrodnię. Sam miał co do tego dość… luźne podejście, choć żadne kontakty do tej pory nie sprawiały mu tyle satysfakcji co perwersyjny seks ze swoją eks. Ale teraz… Tyle kobiet znajomych mu kobiet miało zostać jego uczennicami. Toż to ponoć nie przystoi nauczycielowi. Szczęśliwie do początku roku pozostało trochę czasu.
—Moja obecność? Zaprosiłaś mnie, a ja postanowiłem uprzejmie skorzystać z propozycji domowego spa i sprawdzić jak się spisujesz w roli masażystki. Dziwi cię to? Nie powinno. Jestem z natury hedonistą, dążę do poczucia szczęścia. Szukam go. Gdzie tylko się da— zaakcentował wyraźnie i podniósł na nią wzrok, jednocześnie unosząc kieliszki z winem, z których jeden jej podał. I nim zdążyła go unieść stuknął się z nią, nie czekając na wypowiedzenie toastu, który był totalnie zbędny. Wpatrywał się w jej oczy wnikliwie, doszukując się w nich tego, co dawno temu, gdy siedzieli w wysokiej wieży zatracając się w krainach swojej świadomości.
— Nie bój się. To, co wiem, jest u mnie bezpieczne— mruknął, zniżając ton do konspiracyjnego szeptu, a i sam nachylił się w kierunku jej twarzy. —Dopóki stoimy po jednej stronie będę powiernikiem twoich… najgłębszych— zaakcentował wyraźnie i uśmiechnął się kącikowo.—…sekretów.
Wyprostował się już po chwili, upijając łyk wina i odszedł wolnym krokiem w stronę balkonu. Zatrzymał się przy drzwiach i oparł bokiem o framugę, wyglądając na zewnątrz.
—Nie masz za co mi dziękować, Voice… Swoją drogą. Zastanawiałaś się kiedyś jak melodyjnie brzmi Twoje imię?— spytał, choć trudno powiedzieć, czy ją, czy samego siebie i spojrzał w kieliszek, po chwili obracając głowę w jej kierunku. — Jesteś kim jesteś dzięki sobie. Ja tylko egoistycznie wykorzystałem chwilę, by cię poznać i zaszczepić w Tobie ideę potrzeby spotkać ze mną. Takie tam egoistyczne pobudki— zażartował i zaśmiał się, choć w gruncie rzeczy wcale nie kłamał. Upił łyk, leniwie rozglądając się po mieszkaniu i pokręcił wolno głową. — Wspominałem już, że czas nie gra dla mnie specjalnej roli? Mam go pod dostatkiem. To nie on jest wskaźnikiem mojej obecności gdziekolwiek, ale jakoś spotkania — dodał sugestywnie, utkwiwszy w niej wzrok ponownie. Czy miała w sobie coś, czego mógł chcieć Payne? Jeszcze tego nie wiedział, ale zaciekawiła go na tyle, że postanowił to sprawdzić. Może okaże się przydatniejsza niż mógłby sądzić, a może po prostu oboje będą mogli wymienić się czymś, co sprawi, że ten wieczór nie pójdzie na straty.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Windsor, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2546
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 1610
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9119-voice-lloyd
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9122-uslysz-cichy-glos#255607
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9121-glos-w-twojej-glowie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9120-voice-follett-cheney-lloyd




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie Voice C. Cheney   Sro Wrz 16 2015, 19:08

Nie każdy potrafi wyzbyć się słabości. To długa droga pod górę, ogromny wysiłek i nieustanna walka z samym sobą. To jak gra na instrumencie. Musisz wygrać ze swoimi ułomnościami, by wytrzymać tempo, wygrać odpowiedni rytm, trafić w odpowiednie dźwięki, czysto, bez skaz. Musisz trenować coś więcej, niż tylko ciało. Tu chodzi o dążenie do perfekcji, o dopracowanie każdego detalu. Co zdobędziesz to twoje, a czego się pozbędziesz to nie twoje... Tylko kto chciałby wracać do dawnych słabości?
A czym jest życie bez nich? Jak to jest niczego się nie bać? Voice wie o tym tylko wtedy, gdy świeci słońce, dookoła panuje cisza, a wspomnienia toną w kroplach dobrego alkoholu.
- Jestem niemalże całkiem bezbronna, Payne. Ale jest jedna, drobna rzecz, dzięki której jeden Nędzny nie czyni mnie łatwym celem. Mniej się boję. Z resztą, każdy ma w sobie coś z czarnoksiężnika, więc czy powinnam bronić się przed wszystkimi? W takim razie są lepsze sposoby, niż zaklęcia. Z resztą... Chodzą plotki, że teraz tego przedmiotu będzie nauczał ktoś nowy... Podobno nazywa się Noel Payne. Wiadomo ci coś o tym? - spytała zupełnie luźno, podchodząc do stolika i podnosząc z niego skrzypce i smyczek. Krótko przebiegła nim po strunach, po czym ułożyła instrument w futerale i zamknęła go, by odłożyć na jedną z półek po drugiej stronie pokoju. - A więc te niemile widziane ślady uważasz za zbrodnię? - dopytywała dalej, bo znak zapytania jest jej ulubionym znakiem interpunkcyjnym. Nie potrzebuje odpowiedzi, nie oczekuje jej, może nawet nie chce jej słyszeć. Chodzi o samo przerwanie ciszy, by za kilka sekund znów się nią rozkoszować, upajać faktem, że nawet za oknem nie szumi wiatr, a sąsiedzi zza ściany zdają się nie żyć lub nie odzywać, a to wszystko specjalnie dla niej. By mogła odpocząć od krzyku, od płaczu, od błagań o pomoc, od złych wiadomości. Celebruje to wszystko, nazywa pięknym, bo nawet wtedy, gdy daje ciszy odpocząć, niemalże szepcze. Słodko, melodyjnie. Ludzie lubią podsłuchiwać i znacznie prędzej skupią się na osobie, która tylko porusza ustami, niż na tej, która ściąga na siebie wzrok wszystkich dookoła. Poświęcą jej więcej uwagi. Cheney wie o tym już od dawna.
- Mogłeś odmówić, Payne. Lubisz przeprowadzać eksperymenty? Dziś testujesz prywatne masażystki, a jutro? Gdzie będziesz szukał szczęścia, gdy stąd wyjdziesz? - i znów pytanie za pytaniem, jakby nie znała kropki. Każde słowo wyprane z emocji, dopóki dookoła nie rozbrzmiał brzęk kieliszków. Jej twarz wykrzywił nieco kpiący uśmiech, gdy unosiła naczynie do ust, nie odrywając od Payne'a spojrzenia, które z każdą chwilą miękło, łagodniało... Celowo, przez kilka krótkich sekund, by ostatecznie znów stwardnieć, spoważnieć. Rzuciła mu tym wyzwanie. Kazała się rozszyfrować, przejrzeć, rozłożyć na części pierwsze. Przymykając powieki upiła niewielki łyk wina.
A więc najgłębsze sekrety?
- Ostatnio bezgranicznie ci zaufałam, Payne. Nie wiem, kim jesteś teraz i w sumie to zabawne, ale nadal ci w ten dziwny sposób ufam, wiesz? - wzruszyła nieznacznie ramionami, przesuwając palcem wskazującym po krawędzi kieliszka. Nie odwróciła się. Nie podążyła za nim wzrokiem, a przynajmniej nie od razu.
- Nie lubię go. Nie pasuje. Lepiej czułabym się jako zwykła Mary, albo coś innego, uroczo szarego - odpowiedziała zgodnie z prawdą, znów bez emocji, bez cienia uśmiechu, dopiero na koniec odwracając się w jego stronę i przez chwilę po prostu przyglądając się konturowi jego ciała. - Miałam rację. Więc jak wiele o mnie wiesz, Payne? Jak duży odcinek prawdy znasz? - miała ochotę go dotknąć, przesunąć palcami po silnym ramieniu, po plecach... Mimo to jednak znów wzięła łyk wina i z czystego kaprysu wyplątała gumkę z włosów, pozwalając im opaść na ramiona i nieco zmiękczyć rysy twarzy. - Jaki jest twój ulubiony kolor i zapach? - spytała ot tak, jak gdyby nigdy nic, ponownie unosząc kieliszek do ust. W końcu kąpiel w jej wydaniu to nie tylko woda i trochę piany. To rytuał, a skoro Noel dąży do szczęścia...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nieokreślony
Wiek : 27
Skąd : Liverpool/ Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 0
Dodatkowo : Hipnoza
  Liczba postów : 498
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9444-noel-payne
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9445-darmowy-seks-fajki-i-terapia-hipnoza#262654
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9446-isowa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9447-noel-payne#262687




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie Voice C. Cheney   Czw Wrz 17 2015, 09:33

"[…]Zdradzać się przed ludźmi oz­nacza głupotę. Zdradzać się przed sa­mym sobą - słabość i niedos­ta­teczną dys­cyplinę. Trze­ba sa­memu być w pan­cerzu, żeby dru­gich w pan­cerze za­kuć. Pew­ne myśli, uczu­cia i od­ruchy na­leży w so­bie bez­względnie i bez­li­tośnie za­bijać. Trze­ba być pew­nym siebie jak pre­cyzyj­ne­go instrumentu..."


Noel z każdym pojedynczym dniem wyzbywał się swoich słabości. Były jak zeschnięta farba, która pękała i odpadała od sufitu płatami, w chwili, gdy stanie się zbyt ciężka, aby utrzymać się z resztą. Nieustannie pracował nad sobą, jakby wierzył, że ideały istnieją, a on dążył do perfekcji. Ale ideałów nie było, a on miał tego świadomość, a mimo to był zmotywowany do tego, aby stawać się coraz lepszym. Był żądny władzy, kontroli, wiedzy, a wszystkie trzy elementy były ze sobą nierozerwalnie połączone. Bogactwa go nie interesowały, tak jak większość kobiet, które nie miały mu do zaoferowania nic ciekawego. Stał się wiecznie nienasycony i to okazało się być przekleństwem.
— Całkiem bezbronna — powtórzył po niej i rozchylił wargi w kpiącym uśmiechu i taksował jej smukłą sylwetkę wzrokiem. — Masz szczęście, że nie ma we mnie krzty zagrożenia dla Ciebie— zadrwił, oczywiście kłamiąc, bo nie miałby skrupułów, aby zrobić z nią cokolwiek tylko chciał. Znajdowali się poza Hogwartem, z dala od magicznego świata, więc nikt nie byłby w stanie jej pomóc. —Plotki, plotki, plotki…— jęknął, przewracając oczami i odwrócił twarz w kierunku niezwykłego balkonu, którego mógłby pozazdrościć… gdyby sam w swoim mieszkaniu przywiązywał do takich detali jak to. Aczkolwiek miło było spojrzeć na coś tak uroczego. —Obawiam się, że sama będziesz musiała zweryfikować te informacje. Gdyby to była prawda to znaczyłoby, że miałabyś nowy ulubiony przedmiot. Co ty na to, Voice?
Po chwili utkwił wzrok w skrzypcach i tym, co z nimi robiła i jak w delikatny sposób się z nimi obchodziła. Wiele to o niej mówiło, ale przecież doskonale wiedział, że ta nonszalancka, luźna postawa była jedynie jedną z jej form, którą teraz przybrała, bo potrafiła wykrzesać z siebie samego diabła, gdy tylko ciepła dłoń delikatnie prześlizgiwała się po niebezpiecznej granicy jej koronkowej bielizny. Wiedział wiele, widział dużo i mógł wyciągać na jej temat różnorakie wnioski, ale czując niedosyt chciał poznać więcej. Dlatego tak wnikliwie ją obserwował i dlatego jedynym pragnieniem jakie odczuwał było gwałcenie jej umysłu, a rodzenie upragnionych obrazów i wizji… Och, droga, Voice. Nie masz pojęcia co cię czeka.
— Mogłem odmówić lub przyjąć propozycję. Jestem typem ryzykanta, lubię ekscytację, łaknę intensywnych emocji i zaspokojenia. Pytania bez odpowiedzi mnie nie interesują, bo są marnotrawstwem energii, którą można spożytkować… lepiej— mruknął, unosząc wzrok na linię jej oczu, gdzie ich spojrzenia się skrzyżowały, gdy tylko odwróciła się w jego stronę. Zmienił nogę, na której opierał ciężar swojego ciała i opał się całymi plecami o framugę drzwi, poruszając delikatnie kieliszkiem, a burgundowy trunek rozlewał się po ściankach. Czuł jego przyjemny, goryczkowy zapach, bo było ciepło. Pewnie zbyt ciepło aby pić wino, ale komu to przeszkadzało. A może to Payne był po prostu zbyt gorący, ale temperatura jego ciała zawsze była podwyższona.
— Jestem taki sam jak wtedy — skłamał i uśmiechnął się, o dziwo, całkiem życzliwie. — Skoro mi ufasz… podejdź. Pozwól mi zobaczyć i usłyszeć wszystko, co chcę wiedzieć. Przecież się nie boisz — zaproponował, upijając łyk i ani na moment nie spuścił z niej wzroku. —Szare nie jest urocze. Szare jest zwyczajne, bez wyrazu, mało atrakcyjne. Nie pasuje do Ciebie, Voice. Szarą mogłabyś mieć bieliznę, która zakrywa to, co wartościowe, by ukryć cię w tłumie zbyt wścibskich oczu. To jest prawda, którą znam. A ty dasz mi jej więcej.
Gdy rozplątywała włosy z gumki uśmiechnął się kącikowo, delikatnie. Zrobiła to zmysłowo i kokieteryjnie, a on z przyjemnością się temu przyglądał. Zsunął wzrok wzdłuż jej szyi na dekolt i wystające obojczyki, które idealnie odznaczały się na jej jednolitej, jasnej skórze i westchnął głośno, ale nie było w tym przejawu znużenia.
—A zamierzasz zmienić kolor bielizny na mój ulubiony i spryskać się zapachem, który mnie odurza? Odpowiedzi cię zaskoczą, bo są… nieprawdopodobnie proste.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 22
Skąd : Moravská Třebová, Czechy
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 449
  Liczba postów : 412
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8128-leos-vladyslav-priborsky
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8142-czeska-chalwa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8171-krecik#226694
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8169-leos-priborsky#226690




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie Voice C. Cheney   Pią Lis 20 2015, 17:54

Karteczkę z nowym adresem Voice ściskał w ręku za każdym razem, gdy o niej myślał. A robił to na tyle często, że chwilami jedyne o czym marzył to teleportować się pod wskazany adres. Nie wytrzymał długo i po powrocie do domu następnego dnia od ich spotkania, drżącą dłonią napisał do Voice. Odpowiedź przyszła szybciej niż się spodziewał. A potem kolejna. Nie musiała go dwa razy prosić. Ubrał się szybko w pierwsze co przyszło mu do głowy. Już miał się teleportować, gdy przypomniał sobie o czymś, o czym zazwyczaj nie myślał. Zbiegł po schodach, nawet nie sprawdzając czy zamknął mieszkanie, które bez Voice w ogóle nie miało sensu, wyrazu ani nic. Wpadł do kwiaciarni, gdzie wybrał parę róż ; tylko tyle na ile było go stać. Miał nadzieję, że to wystarczy.
Teleportował się do Londynu i trochę się gubiąc odnalazł adres Voice. Przed wejściem zapalił papierosa, potem następnego i następnego. Denerwował się bardziej niż przed ich pierwszym spotkaniem. Po raz kolejny chciał uciec, ale teraz już wiedział. Wiedział co to znaczy ją stracić. Nie mógł jej stracić.
Powoli wszedł po schodach na górę i zapukał do tych konkretnych drzwi. Czuł jak serce podjeżdża mu pod sam przełyk. Nigdy się tak nie denerwował jak teraz. I miał nadzieje, że już nigdy nie będzie musiał się denerwować. Naprawdę się łudził, że ją odzyska, że wszystko będzie dobrze. Łudził się, że wyrwa którą sam zafundował sobie w sercu, zniknie, zaklei się. Jak bardzo naiwny był?
Czekał aż otworzy, aż go wpuścić… Tak bardzo chciał ją zobaczyć. Zastanawiał się jak mógł wytrzymać bez niej tyle czasu?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Windsor, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2546
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 1610
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9119-voice-lloyd
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9122-uslysz-cichy-glos#255607
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9121-glos-w-twojej-glowie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9120-voice-follett-cheney-lloyd




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie Voice C. Cheney   Pią Lis 20 2015, 18:27

Była zmęczona. Nie spała w nocy, bo myślała tylko o tym, co ma zrobić, jak sobie poradzić. Czy wybaczyć. Czuła się źle, trochę bolała ją głowa, mięśnie. Cały dzień spędziła na zmianę biorąc zimne i gorące kąpiele, łykając jakieś tabletki przeciwbólowe, usiłując przysnąć chociaż na chwilę. Wypiła dwie filiżanki kawy, wypaliła kilka papierosów, pomarzła na balkonie, zjadła kawałek upieczonego poprzedniego popołudnia brownie. Miała wrażenie, że w środku jest pusta, bo włócząc się po domu naprawdę nie czuła nic. Nie zdjęła nawet krótkich spodenek i koszulki, w których zwykła spać. Dopiero list od Leosia sprawił, że ożyła. Odpisywała z prędkością światła, za każdym razem zastanawiając się, co takiego skreślił. A gdy tylko zaoferował, że przyjdzie, zgodziła się bez chwili namysłu. Ubrała się, poczesała włosy, uporządkowała walające się po salonie książki. Z drugiej strony jednak wciąż miała dylemat odnośnie tego, czy w ogóle powinna go tu zapraszać, rozmawiać z nim. Wątpliwości szybko się rozwiały, gdy usłyszała pukanie do drzwi. Otworzyła mu, nie mogąc pozbyć się z ust delikatnego uśmiechu.
- Cześć, Leosiu - powiedziała cicho, zakładając kosmyk włosów za ucho. Nie zauważyła róż, ani jego zdenerwowania, bo była zbyt zajęta radością z tego, że go widzi... Szybko jednak zorientowała się, że nie powinna jeszcze podchodzić do niego z takim zaufaniem i entuzjazmem. - Wejdź - dodała, robiąc mu przejście. - Napijesz się czegoś? - spytała jeszcze, chcąc ruszyć w stronę kuchni. Chciała go przytulić, usiąść mu na kolanach. Zapytać, co sobie myślał dzień wcześniej, i czy jeszcze ją kocha. Czy naprawdę boi się uczuć, które do niej żywi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 22
Skąd : Moravská Třebová, Czechy
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 449
  Liczba postów : 412
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8128-leos-vladyslav-priborsky
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8142-czeska-chalwa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8171-krecik#226694
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8169-leos-priborsky#226690




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie Voice C. Cheney   Pią Lis 20 2015, 23:32

Wydawało mu się, że nie otwierała wieki. Może nie było jej w domu? Może gdzieś wyszła, chcąc mu pokazać, jak to jest na kogoś czekać? Był gotów odwrócić się i wybiec z kamienicy, gdy usłyszał przekręcany w zamku klucz. Nie mógł powstrzymać uśmiechu, gdy na jej równie wyciętych ustach takowy się pojawiał. Zdenerwowanie, które do tej pory obejmowało całe jego ciało ciasnymi szponami, delikatnie ustąpiło. Zagryzł policzek od środka, wyciągając w jej stronę bukiet:
-Proszę, są dla Ciebie- korzystając z okazji, musnął delikatnie jej dłoń, przyglądając się jej uważnie. Jego oczy chłonęły każdy szczegół jej twarzy, każdy gest który robiła naturalnie, z przyzwyczajenia. Mógł na nią patrzeć zawsze. Po prostu leżeć i patrzeć.
Gdy zaprosiła go do środka, uśmiechnął się, nieco łobuzersko i przestąpił próg. Trochę go zamurowało, gdy zobaczył wnętrze w którym się znalazł. Mieszkanie bardzo mu się podobało; mimowolnie ale boleśnie porównał je do mieszkania w Hogesmead. No i czy nie wypadał śmiesznie na tle chociażby tego jakie ona miała możliwości? Szybko wyrzucił tę myśl z głowy. Zdjął kurtkę, tą samą w której chodził bez względu na pogodę i odwiesił ją jeden z wolnych kołków.:
-Może herbatę? Woda też w sumie wystarczy- wzruszył ramionami, idąc za nią w głąb mieszkania, rozglądając się po jasnym, przestronnym mieszkaniu. On może sam dodałby więcej zieleni, niebieskiego ale i tak bardzo mu się podobało. Wsadził ręce do kieszeni, nawet nie zauważając kiedy stanęli w kuchni. Chciał do niej podejść, przytulić ją, znów tak jak kiedyś. Ale nie chciał przekraczać granic, pozwalać sobie na zbyt wiele. Obiecał dać jej czas, podjąć decyzję. Decyzję która musiał uszanować, mimo, że wiedział że jeżeli do odtrąci to będzie mu cholernie, cholernie ciężko. Może dlatego przyglądał jej tak natarczywie, każdemu jej ruchowi, jakby była dziełem sztuki? Może dlatego stanął tak blisko, że wystarczyłby cień zachęty, żeby mógł ją objąć, przyciągnąć do siebie. Lgnął do niej tak jak rośliny lgną do słońca. Nie wiedział co ma mówić, co ma robić chyba pierwszy raz w życiu. Teraz wszystko zależało od niej.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Windsor, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2546
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 1610
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9119-voice-lloyd
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9122-uslysz-cichy-glos#255607
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9121-glos-w-twojej-glowie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9120-voice-follett-cheney-lloyd




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie Voice C. Cheney   Sob Lis 21 2015, 08:00

Nigdy nie umiała podejmować decyzji. Wahała się, rozpatrywała zbyt dużo wyjść, zwlekała pomimo presji czasu. Tu też nie umiała wybrać, chociaż opcji teoretycznie wcale nie było dużo - Leoś, który mógł znów zostawić ją samą, lub samotność bez ani odrobiny Leosia. Nie potrafiła bez niego żyć. Gubiła się, szukając ciepła. Nikt nie chciał jej go dać na dłużej niż krótką chwilę. Wmawiała sobie, że naprawdę nic nie znaczy dla tych ludzi, i dla innych ludzi. Że wszyscy mają ją gdzieś, chcą po prostu posilić się na jej pragnieniu bliskości... Ale ostatnie spotkanie z Leosiem uświadomiło jej, że jest jedna osoba, która naprawdę myśli o niej, martwi się o nią. On. Tylko on mógł ją uszczęśliwiać.
- Naprawdę? - zdziwiła się nieco, gdy już zwróciła uwagę na róże. To był drugi raz, gdy jej je dał. - Dziękuję. Są piękne - odparła z delikatnym uśmiechem, ostrożnie ujmując kwiaty w dłonie. Muskając miękkie płatki, pospiesznie zaniosła je do salonu i wstawiła do wazonu, po czym wróciła do Leosia i razem poszli do kuchni. Nie uważała swojego mieszkania za przytulne. Było jasne, przejrzyste, ale też bardzo puste. Nigdy nie miała siły ani czasu, żeby ogarnąć chociażby swoją sypialnię.
Wstawiła wodę na herbatę i wspięła się na palce, by zrobić szybki przegląd puszek stojących na półkach nad kuchenką. W międzyczasie spod jej koszulki wysunął się wisiorek, który dał jej na święta... Zdecydowała się na jedną ze swoich ulubionych - mieszankę białej i zielonej z dodatkiem kwiatków rumianku i bławatka. Przygotowała filiżanki, wsypała herbatę, zalała ją, cały czas czując na sobie wzrok Leosia. Nie chciała już go trzymać w niepewności, dlatego odwróciła się do niego, próbując powstrzymać cisnący się na twarz uśmiech.
- Leoś... Jeśli naprawdę sądzisz, że możesz mi wynagrodzić ten czas, to... To chciałabym dać nam jeszcze jedną szansę - powiedziała cicho, ale pewnie, patrząc mu w te piękne, niebieskie oczy. Był tak blisko; ciepły, silny. I mógł być jej... Delikatnie wyciągnęła dłoń w jego stronę, jakby naprawdę chciała się przytulić, tylko nie wiedziała, czy on chce tego samego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 22
Skąd : Moravská Třebová, Czechy
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 449
  Liczba postów : 412
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8128-leos-vladyslav-priborsky
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8142-czeska-chalwa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8171-krecik#226694
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8169-leos-priborsky#226690




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie Voice C. Cheney   Sob Lis 21 2015, 14:23

Było mu naprawdę obojętne co będą pić. Mogła to być kawa, woda, herbata, a nawet kwas solny. Leoś rozpaczliwie potrzebował jej towarzystwa a jeżeli herbata mogła mu to zapewnić, chciał pić tę herbatę hektolitrami. Przyglądał się jej uważnie od razu zauważając delikatny wisiorek który dał jej na święta. Nie mógł się nie uśmiechnąć na jego widok, bo serce które do tej pory bało się głośniej bić, rozdzwoniło się jak dzwony w kościele. Nie zdjęła go, nosiła mimo wszystko. W jego głowie pojawiało się mnóstwo myśli, które jakoś tłumaczyłoby albo negowało fakt wisiorka który jej podarował. Przez to wszystko w jego głowie powstał okropny mentlik. A gdy odwróciła się w jego stronę to aż wstrzymał oddech, właściwie spijając każde słowo z jej warg. Naprawdę chciała? Po tym wszystkim, była gotowa dać mu jeszcze jedną szansę? Jego twarz do tej pory bardziej posępna niż radosna, rozjaśniała jak jeszcze nigdy. Do jego niebieskich oczu wrócił stary blask, a na usta wpłynął szeroki uśmiech którego nigdy nie potrafił powstrzymać.
Nie zastanawiał się ani chwili, tylko przyciągnął ją do siebie i przytulił. Skrzyżował ręce na jej lędźwiach, a ich brzuchy stykały się ze sobą, podobnie jak klatki piersiowe. Pocałował ją w czoło, raz za razem. Jej zapach go otumanił, jak zawsze gdy była tak blisko. Nawet przez chwilę nie zdążył pomyśleć, że ta bliskość mogłaby jej przeszkadzać. Kochał ją, potrzebował jej. I ona jego też. Dała tego świadectwo czekając na niego, nosząc wisiorek który dał jej w prezencie. Oparł swoje czoło o jej przymykając oczy. Chciał ja pocałować, ale na to nie miał wystarczająco dużo odwagi. Nie po tym wszystkim co zrobił. Ale nie chciał nawet na chwilę wypuścić z ramion; jakby miała mu zniknąć, uciec tak jak on do tej pory uciekał:
-Tym razem tego nie spieprzę, zobaczysz… Naprawdę tego nie spieprzę, to coś co mogę Ci obiecać.- głos mu się złamał, nad czym nie potrafił zapanować.- Tęskniłem za Tobą…

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Windsor, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2546
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 1610
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9119-voice-lloyd
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9122-uslysz-cichy-glos#255607
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9121-glos-w-twojej-glowie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9120-voice-follett-cheney-lloyd




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie Voice C. Cheney   Sob Lis 21 2015, 15:53

Nie umiała się odnaleźć. Ani w tym mieszkaniu, ani w swoim życiu, ani w Hogwarcie. Nie miała do kogo się przytulić, swoje lęki i rozterki zachowywała dla siebie, nikogo nie szukała na korytarzach. W sumie teraz nawet nie wiedziała, czy Leoś jeszcze się uczy, czy nadal mieszka na Alei Amortencji. Nie wiedziała, co robił, gdy go nie było. Wiedziała tylko, że pogrzebał matkę. Chciała wiedzieć wszystko. Wypytać o każdy szczegół, delikatnie głaszcząc jego dłoń i opowiadając o rzeczach, które mogłyby wywołać uśmiech na jego twarzy. Lubiła go uszczęśliwiać. Czasami nie miała pojęcia, jak to zrobić. Czasami sama czuła się koszmarnie, mało co nie wypluwała płuc, serca i żołądka, i w ogóle było tak źle, że pomagał tylko długi sen przy boku księcia z bajki. Całe szczęście, że księcia z bajki miała w domu i nie musiał specjalnie pędzić, by ją wyściskać i wypieścić. Oczywiście wsparcie nie było jednostronne, bo na nią też zawsze mógł liczyć. Ale później... Później wszystko się zepsuło. Voice jednak nie zamierzała się poddawać, gdy już znów znalazła Leosia. Chciała spróbować jeszcze raz, od nowa. Jeszcze intensywniej.
I gdy tak mocno ją do siebie zagarnął, z płuc uciekło całe powietrze, a wszystkie myśli uleciały gdzieś daleko. Leoś. Jej Leoś. Był tak blisko jak jeszcze nigdy. Słyszała dokładnie bicie jego serca, które zlewało się z biciem jej serca. Westchnęła cicho, mimowolnie, poddając się jego ciepłu. Czuła go. Po tak długiej rozłące znów stawali się jednym ciałem. Gdy zetknął ich czoła, po prostu zamknęła oczy; zaczęła oddychać głębiej, spokojniej. Poluzowała nieco ramiona, którymi otaczała jego szyję, ale nie odsunęła się ani na milimetr.
- Bądź już zawsze. Proszę - szepnęła, jedną dłonią gładząc go delikatnie po policzku. - Ja też tęskniłam - otworzyła oczy, z których nieśmiało wyglądało szczęście i spokój. - Bardzo cię kocham. Chociaż jesteś idiotą, Příborský... Bardzo cię kocham - zapewniła po raz kolejny, po czym ostrożnie, krótko musnęła ustami jego usta. Bała się to pogłębić. Musiała odpocząć od nadmiaru wrażeń; wypić coś ciepłego, zapalić, posłuchać muzyki. I bardzo chciała zrobić to wszystko z nim.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 22
Skąd : Moravská Třebová, Czechy
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 449
  Liczba postów : 412
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8128-leos-vladyslav-priborsky
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8142-czeska-chalwa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8171-krecik#226694
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8169-leos-priborsky#226690




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie Voice C. Cheney   Sob Lis 21 2015, 16:23

Był prawdziwym szczęściarzem. Czy jakakolwiek inna dziewczyna czekałaby na niego? Czekałaby, żeby wrócił, żeby pozbierał się sam ze sobą? Jak bardzo musiała go kochać, żeby mu to wszystko wybaczyć, żeby na niego czekać, żeby chcieć go powrotem. On wiedział jedno; kochał Voice i nie chciał jej więcej zostawiać. Gdzieś z tłu głowy zniknęła blokada; już nie było nikogo kto by ich oceniał, kto szeptałby mu do ucha kłamstwa. Był jej wart, był dla niej najlepszy. Sama tak kiedyś powiedziała. Nikt nie mógł jej dać tego, co dawał jej on. Szkoda, że dopiero gdy na tak długo ją stracił, gdy przez pół roku żył w przekonaniu, że już nigdy jej nie odzyska, zrozumiał czym jest życie bez niej. Byli jak dwie części większej, pięknej całości. Rzadko kiedy spotyka się taką miłość.
Był spokojny. Znów wrócił upragniony spokój, który czuł tylko przy niej. W głowie przestało szumieć, mięsnie zaczęły się rozluźniać. Poczuł przyjemne ciepło rozlewające się po całym jego ciele. Już musiało być dobrze.
Pokiwał głową, widząc, że tym razem zostanie. Tak długo jak będzie chciała. Nie musiał już uciekać, już się nie bał. Już nie chciał popełniać błędów, których do tej pory zrobił zdecydowanie zbyt wiele. Otworzył oczy właściwie w tym samym momencie co Voice, a gdy wypowiedziała te dwa magiczne słowa, w jego niebieskich oczach pojawiło się coś, co pojawiało się tylko przy niej. Szczęście. Uśmiechnął się do niej ciepło, łobuzersko. Tak jak uśmiechał się tylko do niej:
-Nawet nie wiesz, jak bardzo ja kocham Ciebie…- powiedział cicho, całując ją tak jak dawno nie całował. Niesamowicie czule i delikatnie. Czuł, ze znów wszystko jest na swoim miejscu, wszystko znów jest dobrze. Nie musiał się nigdzie śpieszyć. Teraz byli tylko oni. Oni dla siebie. I nikt nie mógł im przeszkodzić. Nie wypuszczając jej z ramion powiedział:
-Opowiedz mi coś, chcę słuchać twojego głosu- poprawił jeden z kosmyków, zakładając go za jej ucho. Było najlepiej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Windsor, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2546
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 1610
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9119-voice-lloyd
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9122-uslysz-cichy-glos#255607
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9121-glos-w-twojej-glowie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9120-voice-follett-cheney-lloyd




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie Voice C. Cheney   Sob Lis 21 2015, 17:09

Voice nigdy nie uważała się za sentymentalną, wrażliwą czy kochającą. Wolała doznania cielesne od duchowych, nie potrzebowała bliskości czy wsparcia. Wypierała się miłości, przyjaźni i innych uczuć wyższych, które zranieni ludzie uważają za bezsensowne. Była zranionym człowiekiem i kryła się z tym. Dopiero kilka listów, dopiero Leoś wyciągnął z niej tą zagubioną, smutną Voice. Voice z sercem na dłoni, bijącym bardzo cicho, wstydliwie. Voice ze zmarzniętym sercem. Voice w głębi duszy błagającą o chwilę uwagi. Nikt nie chciał jej poświęcać dużo czasu, bo sprawiała wrażenie osoby, która tego zwyczajnie nie potrzebuje. Udawała samodzielną, niezależną; udawała, że dzieciństwo pełne bólu uczyniło ją silną. Prawda jest jednak taka, że uczyniło ją niezwykle słabą, ale umiała świetnie grać. Ukrywała wszystko pod idealną maską obojętności lub udawała emocje, których w rzeczywistości nie doświadczała. Nie czuła potrzeby uśmiechania się czy płakania. Nigdy nie krzyczała. To Leoś wykrzesał z niej tak wiele; równocześnie wzmocnił i osłabił. Na pewno uczynił przystępniejszą, a gdy był blisko - też szczęśliwszą. W swoim stosunkowo krótkim życiu nie miała dużo szczęścia. Nie zaznała dużo troski ani opieki. Dopiero teraz, gdy powinna się usamodzielnić, wracała do chwil, gdy ktoś powinien budzić ją rano i robić jej śniadanie. Czy miała wrażenie, że dzieciństwo przeleciało jej przez palce? Tak. I miała ogromną nadzieję, że jeśli kiedykolwiek los obdarzy ją własnym maleństwem, to ona obdarzy je cudownym dzieciństwem.
Ale teraz nie myślała o niczym innym jak o tej minucie, tej sekundzie... Przez chwilę wydawało jej się, że Leoś nigdy nie zniknął, nigdy jej nie zostawił na długie pół roku. W jego ramionach czas przestawał mieć znaczenie. Przeszłość przestawała mieć znaczenie. Nie było już nikogo, kto mógłby im coś zepsuć, coś namieszać. Nikt miał już nie opowiadać bzdur i kłamstw, nie wytyczać im ram, w które powinni się wpasować. Zniknęły ograniczenia. Liczyły się ich marzenia i cele, które mogli spokojnie spełnić przy drugiej osobie. Mogli nie bać się niczego, nie udawać nikogo. Dostali szansę na szczęście; musieli tylko właściwie ją wykorzystać. Voice widziała, jak szczęśliwy był, gdy słyszał te dwa proste słowa - kocham cię. Oddzielnie nie znaczyły nic, ale razem znaczyły wszystko - jak Voice i Leoś. Jak Leoś i Voice. I gdy ich usta złączyły się, nie mogła nie odpłynąć. Poczuła, jak kolana jej miękną, jak mięśnie się rozluźniają. Odwzajemniła pocałunek z niesamowitą czułością i miłością. Miało już być dobrze, tym razem naprawdę.
- Chodź, usiądziemy. Będę do ciebie mówić przez całą noc, jeśli tylko zechcesz. Będziemy tańczyć i się całować. I będzie nam tak dobrze, jak jeszcze nigdy - uśmiechnęła się do niego tak słodko, tak entuzjastycznie, biorąc go za rękę, a w wolną dłonią ujmując za uszka filiżanki z herbatą. Poszli do salonu, gdzie Voice ustawiła naczynia na stole i usiadła na kanapie, a gdy tylko Leoś usiadł obok, wtulając się w jego ramię. Chciała usiąść mu na kolanach i opowiadać o tym, jak męczą ją studia, i jak zimno jest w nocy. Ale mieli czas.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 22
Skąd : Moravská Třebová, Czechy
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 449
  Liczba postów : 412
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8128-leos-vladyslav-priborsky
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8142-czeska-chalwa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8171-krecik#226694
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8169-leos-priborsky#226690




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie Voice C. Cheney   Nie Lis 22 2015, 17:09

Nigdy wcześniej nie wierzył, że może kogoś uszczęśliwić. Że sama jego obecność, może oznaczać dla kogoś szczęście. Zazwyczaj występował w roli kogoś, kto dewastował, niszczył, palił. Był ostatecznym złem, kimś kto zadaje ból bez namysłu i z premedytacją. Ale ta drobna blondynka, którą teraz przyciskał tak mocno do siebie, która obejmowała go z ufnością i miłością to wszystko zmieniła. Potrafił być dla niej dobrym, czułym i kochającym. Czasem tracił wiarę w to, że może być przy nim szczęśliwa. Właśnie wtedy ją zostawiał, łamiąc wszystkie złożone przez siebie obietnice nie tylko jej ale też samemu sobie. I gdy znajdował się daleko od niej, wiedział, że to jak samobiczowanie się, okaleczanie samego siebie. Ale teraz już nie chciał jej zostawiać, nawet nie chciał o tym wszystkim myśleć. Chciał zacząć od nowa.
A gdy odwzajemniła jego pocałunek, miał wrażenie, że okropny ciężar spada z jego barków. Poczuł się niesamowicie lekki i wolny. Znów wszystko było na swoim miejscu. Naprawdę uwierzył, że jest w stanie naprawić to wszystko co tej pory zepsuł. Uwierzył, że mimo swojej głupoty i tchórzostwa jest w stanie znów sprawić, że będą szczęśliwi.
Pocałował ją jeszcze raz, krótko gdy pociągnęła go za sobą do salonu. Przestał zwracać uwagę na to jak umeblowane jest mieszkanie, co wisi albo czego brakuje na ścianach. Teraz patrzył tylko na nią, na to jak się rusza, na to jak się uśmiecha, jak cichutko do niego mówi. Między nimi słowa bardzo często były wręcz zbędne. Usiadł na kanapie, obejmując ją ramieniem i całując w głowę. Miał wrażenie, że wcale nie zniknął. Że ten czas który byli osobno w ogóle się nie wydarzył. Zatrzymał się i czekał, aż Leoś będzie mógł ją objąć.
Zahaczył palcami o wisiorek na jej szyi, który dał Voice na święta. Nie spodziewał się, że dziewczyna będzie go nosić.:
-Zaczęłaś studia? W Hogwarcie nadal jest tak zimno jak było do tej pory? Co robiłaś w wakacje?- zasypywał ja pytaniami, kompletnie ze sobą nie związanymi. Chciał żeby do niego mówiła, chciał mieć pewność, że to wszystko mu się nie śni, tak jak potrafiło się śnić w ciągu ostatnich sześciu miesięcy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Windsor, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2546
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 1610
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9119-voice-lloyd
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9122-uslysz-cichy-glos#255607
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9121-glos-w-twojej-glowie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9120-voice-follett-cheney-lloyd




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie Voice C. Cheney   Pon Lis 23 2015, 00:20

Nie wiedziała, czy dobrym pomysłem było zaczęcie wszystkiego od nowa. Nie wiedziała, czy znowu nie skończy sama, jeszcze bardziej zagubiona. Niczego nie była pewna. Bardzo się bała. Czuła jednak, że bez Leosia to wszystko nie ma sensu; że jeśli nie da mu szansy, to dalsze marzenia o bliskości i trosce stracą sens. Bardzo pragnęła jego miłości, czułości, uwagi. Lubiła przyciągać wzrok, jak każda kobieta, i jak każda kobieta lubiła słyszeć komplementy. Kocham cię też było komplementem, bo uczuciami nie darzy się byle kogo. Czuła się ważna i cenna, gdy cicho powtarzał to niemalże wprost do jej ucha. Tak wielkie słowa trudno przechodziły przez gardło, zwłaszcza komuś tak zagubionemu jak ona, ale Leoś sprawił, że nauczyła się ich używać. Nie wiedziała, czy w ich właściwym znczeniu. Wierzyła, że tak. W końcu by jej nie okłamał, prawda? Z jego oczu naprawdę biła miłość... Albo naprawdę nie miała pojęcia, czym to uczucie jest. Nikt jej go wcześniej nie pokazał, nie zdefiniował. Jego usta stały się tą definicją. Dłonie, głos, oddech. Cały on. Tylko on.
Wciąż smakował tak samo, jak wcześniej. Wyjątkowo. Rozkoszowała się tą krótką chwilą, przypominając sobie to wszystko, co było przeszło pół roku temu. Ich najdłuższe pocałunki, naintensywniejsze i te najlżejsze, niemalże niewyczuwalne. Chciała przeżyć to jeszcze raz. Każdą chwilę, gdy był obok... A z drugiej strony chciała nowych doznań.
Skuliła się lekko przy jego boku. Nos przytuliła do jego policzka, przymknęła oczy. Było dobrze.
- Zaczęłam. Jestem beznadziejna, ale szkoda mi to rzucać. Jest zimno, zwłaszcza w lochach. Umieram na eliksirach. A w wakacje... Byliśmy na Atlantydzie, wiesz? Rejs był straszny. Strasznie gorąco. Wylądowałam w kajucie z dziewczynami, na które nie mogłam patrzeć, i w ogóle czułam się źle. Chciałam tylko wrócić do domu, chociaż... W sumie to nie miałam do kogo, ale... - zawahała się przez chwilę, po czym musnęła ustami jego policzek. - Ale już jesteś - uśmiechnęła się bardzo, bardzo delikatnie, otwierając oczy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 22
Skąd : Moravská Třebová, Czechy
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 449
  Liczba postów : 412
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8128-leos-vladyslav-priborsky
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8142-czeska-chalwa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8171-krecik#226694
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8169-leos-priborsky#226690




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie Voice C. Cheney   Pon Lis 30 2015, 11:30

Wiedział, że przez niego stała się innym człowiekiem. Poznał Voice niemal z każdej, nie poznanej do tej pory przez nikogo strony. Czasem go to przygniatało, przez co uciekał częściej niżby tego chciał. Bo bez niej, to wszystko było naprawdę bez znaczenia. Bez jej oczu i uśmiechu. Wiedział o tym, a mimo to cały czas wszystko niszczył. Nie umiał jej oszukiwać, nie umiał nie kochać. Mimo, że czasem myślał, że lepiej by było gdyby się nigdy nie poznali. Wiedział, że wtedy uniknęli by tego wszystkiego. Tych niepotrzebnych łez i smutku który nawzajem sobie zadawali. A raczej Priborsky zadawał Voice. Ale czy to teraz było ważne. Jeżeli dostał drugą szansę? Byli teraz oboje czystą kartką. Obiecał, że będzie. Nie jej, tylko przede wszystkim samemu sobie a to chyba było najważniejsze. Może to zabrzmi okrutnie ale ktoś kto mógłby im zaszkodzić już nie żył. Zarówno matka Voice i matka Leosia odeszły z tego świata na własne życzenie. Ich śmierć traktował jak symboliczne zakończenie pewnego rozdziału. Chciał otworzyć kolejny, już bez pomyłek dramatów i smutku. Chciał być szczęśliwy bo w końcu uwierzył, że na to zasługuje. Tak jak każdy człowiek zasługuje na szczęście i miłość.
Bezmyślnie gładził jej ramię uśmiechając się szerzej z każdą kolejną chwilą. Słuchał jej głosu, nie chcąc uronić ani jednego słowa. Dłoń z jej ramienia zsunęła się na talię, przyciągając ją do niego.:
-Nie jesteś beznadziejna. Chyba wszyscy tak myślą o sobie na studiach. To studia są beznadziejne- zaśmiał się, całując ją w czoło. Westchnął, słysząc opowieść o wakacjach. Po raz kolejny dopadły go wyrzuty sumienia, które trochę uspokoiły się, gdy zobaczył jej łagodny uśmiech. Złapał ją mocniej w tali obiema dłońmi i posadził sobie okrakiem na kolanach. Uśmiechnął się łobuzersko i trącił jej nos swoim, po czym po prostu ją pocałował. Tak jak umiał najlepiej, tak jak całował tylko ją.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Windsor, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2546
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 1610
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9119-voice-lloyd
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9122-uslysz-cichy-glos#255607
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9121-glos-w-twojej-glowie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9120-voice-follett-cheney-lloyd




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie Voice C. Cheney   Pią Gru 11 2015, 21:44

Czas zmienia ludzi i ludzie zmieniają ludzi. Leoś zmienił Voice, Voice zmieniła Leosia, ale czas też ich zmienił. Ich relacja na zmianę szła do przodu i do tyłu, nie istniała żadna stała. Miłość, która ich łączyła, była naprawdę gwałtowna. Może dlatego, że rozpoczęła się tak nagle, że nigdy nie miała czasu, by dojrzeć, by się ustabilizować. Może dlatego, że nigdy nie chodzili na randki, nie obdarzali nieśmiałymi pocałunkami. Może dlatego, że trochę bali się rozmawiać o tych ważnych rzeczach, jak rodzina. Może dlatego, że tak często wyrażali swoje emocje poprzez cielesność. Z drugiej strony, ich uczucie nie słabło, mimo że tak często i tak brutalnie próbowali je uciąć; nie słabło mimo kłótni i nieporozumień. Każdy pocałunek był silnym i niesamowitym doświadczeniem, jakby robili to po raz pierwszy... A przynajmniej dla niej taki był, ale wierzyła, że on też to czuje. Naprawdę miała nadzieję, że kocha ją całą - i tą pewną siebie, roześmianą Voice w sukience, i tą drobną, nieśmiałą, zawstydzoną, zagubioną Voice w rozciągniętej koszulce; Voice drżącą z zimna, trochę smutną, absolutnie bezbronną, polegającą tylko na nim, ufającą, że nie zrobi jej krzywdy. Czasami naprawdę nie wiedziała, czego chce. Czuła się źle, była nieobecna, i wtedy potrzebowała już tylko jego wsparcia i ciepła, które zawsze starał się jej dawać, chociaż przecież ani jego, ani jej nikt tego nie nauczył. Nikt nie nauczył ich, czym jest miłość. Nie dał przykładu. Działali instynktownie - tak, jak podpowiadały im emocje. Jak duże mieli szanse na to, by naprawdę być szczęśliwi? Ktoś z zewnątrz, ktoś mądry powiedziałby, że prawie żadne. Oni jednak woleli wierzyć, że duże, że mogą to szczęście osiągnąć, że ktoś darzy ich tą prawdziwą, ogromną miłością na zawsze, której każdy podświadomie pragnie.
Wtuliła się w niego, powoli rozluźniając mięśnie; pozwoliła, by otoczył ją jego zapach i ciepło. Czuła jego spokojny oddech i wiedziała, że się uśmiecha. Już dawno nie było jej tak dobrze. A gdy delikatnie ją uniósł, gdy posadził sobie na kolanach, naprawdę zrozumiała, że jest już dobrze. Jedną dłonią delikatnie objęła jego głowę, a drugą położyła na ramieniu, by słodko zatopić się w jego ustach, w dotyku, nie powstrzymując delikatnego uśmiechu i dreszczy, które przebiegły przez jej ciało. Bardzo za nim tęskniła. Chociaż był już tak blisko, chociaż czuła pod palcami prawej ręki jego puls, wciąż tęskniła. Wiedziała, że jeszcze długo będzie tęsknić, ale mieli czas.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 22
Skąd : Moravská Třebová, Czechy
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 449
  Liczba postów : 412
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8128-leos-vladyslav-priborsky
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8142-czeska-chalwa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8171-krecik#226694
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8169-leos-priborsky#226690




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie Voice C. Cheney   Pią Gru 11 2015, 22:58

Czy tęsknił? Całym sobą. Pewnie nie wróciłby, gdyby nie kochał, gdyby nie tęsknił. To co do niej czuł, było od niego silniejsze. Nie potrafił tego wytłumaczyć ani przezwyciężyć. Kochał ją całym sobą, była sensem wszystkiego. Może to brzmiało bardzo patetycznie, ale zdał sobie z tego sprawę, gdy zobaczył ją wtedy w tym nieszczęsnym sklepie. Zdał sobie sprawę, że bez niej tylko egzystuje, a nie żyje tak jak powinno się żyć naprawdę. A gdy już poznał życie chciał żyć. Może zabierał się do tego nieporadnie, ale miał jeden cel, jedną obraną drogę z której nie zamierzał schodzić. Chciał kochać i dbać o Voice tak jak umiał najlepiej. Tak jak widział to na mugolskich filmach. I wiedział, że mu się to uda. Bo ona go chciała, kochała go i po raz kolejny mu wybaczyła. I miał nadzieję, że to będzie ostatni raz, kiedy musiała to zrobić. Zranił ja już zbyt wiele razy, żeby to powtórzyć po raz kolejny. Zmienił się, nawet na przestrzeni tego ile się znali. I szczerze? Naprawdę mało wiedział o tym, jak powinno się żyć. Ale jedno wiedział na pewno i to w sumie była jedyna pewna rzecz, jaką miał w życiu. Chciał żyć z Voice. Dzień, miesiąc, rok. Jak najdłużej się tylko dało, jak najszczęśliwiej się dało. Ona na to zasługiwała i Leoś nieśmiało zaczął myśleć, że on też zasługuje. A z każdym kolejnym oddechem obok blondynki, która tak zachłannie pragnęła jego obecności, utwierdzał się w tym przekonaniu.
Tracił nad sobą kontrolę, gdy go całowała. Drżał na całym ciele, chcąc więcej i więcej. Tak jak spragniony pragnie wody. Całował ją jednak spokojnie, bardzo czule starając się nie zniszczyć niczego co do tej pory mogło udać mu się odbudować. Dłonie, może trochę nieśmiało przeniósł na jej lędźwie przysuwając jeszcze bliżej do siebie, chcąc jej pokazać, że nadal na niego działa, nadal kocha ją jak nienormalny. Że wystarczy jeden je dotyk, żeby zaczął wariować… Nic się w tej kwestii naprawdę nie zmieniło i Czech nawet przestał się łudzić, że cokolwiek mogłoby się zmienić. Nie chciał, żeby się zmieniało. A jego pocałunki były coraz zachłanniejsze. Jak można aż tak tęsknić?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Windsor, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2546
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 1610
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9119-voice-lloyd
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9122-uslysz-cichy-glos#255607
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9121-glos-w-twojej-glowie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9120-voice-follett-cheney-lloyd




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie Voice C. Cheney   Pią Gru 11 2015, 23:42

Wcześniej nikogo nie kochała. Za nikim nie tęskniła, nikogo nie potrzebowała. To, na co akurat miała ochotę, czerpała z ludzi, którzy sami stawali na jej drodze, sądząc, że to oni zabiorą coś od niej, nic nie tracąc... A Voice zawsze dostawała to, czego chciała, bo umiała o to zawalczyć, jeśli nie siłą charakteru, to figurą, która wcale nie pozostawiała wiele do życzenia. Nie liczyła się z uczuciami ludzi, których po drodze raniła, bo miała własne, również zranione i nawet nimi się zbytnio nie przejmowała... Aż pojawił się Leoś i to jego zagubienie, które tak skrzętnie ukrywał pod maską faceta, na którym nic nie robi wrażenia. Ale Voice zauważyła, że jej Znicz się boi. Zauważyła, że tchórzy, że ucieka i pierwszy raz w życiu podświadomie postanowiła mu pomóc. Nie wiedzieć, czemu - wiedziała, że to ona jest pomocą. Nie pieniądze, rozmowa z psychologiem czy gorąca, nic nieznacząca randka, tylko ona i jej naznaczone bliznami dłonie. Nie potrafiła odpuścić; chciała go wyprowadzić z tego bagna, w którym utknął, ogrzać go, powiedzieć dużo ciepłych słów. Nie umiała zrezygnować, chociaż czasami miała dość i była zła, że znów odszedł. Postawiła sobie jasny cel - być z nim. I chyba właśnie na tym polega miłość - chcemy być z kimś mimo wszystko i oddawać mu całego siebie, z wszystkimi zaletami i wadami.
Nie mogła oddychać. Choć całowali się tak czule, spokojnie, to niemalże nie mogła oddychać. Zapomniała, jak się całować i oddała wszystko tej szarpiącej nią intuicji i tęsknocie. Powoli dawało też o sobie znać budzące się pożądanie i potrzeba bliskości zarówno dwojga ciał, jak i dwojga serc. Z drugiej strony jednak bała się, że wszystko znów weźmie w łeb. Nie do końca wiedziała, co zrobić.
W końcu spokojnie oderwała się od niego, po czym delikatnie położyła kciuk na jego ustach w niemej prośbie o to, by przez chwilę jej po prostu posłuchał.
- Wiem, że szanujesz to, co chcę ci dać. Bo chcę ci dać i duszę, i ciało, jak za każdym razem, gdy przeżywaliśmy... Wszystkie emocje w zupełnie innym wymiarze. Chcę cię poczuć jeszcze raz, zapomnieć o tym, że kiedykolwiek cię nie było. Chcę, żebyśmy znowu byli tylko my, i tak już zawsze... - powiedziała cicho, błądząc wzrokiem po jego twarzy, by w końcu skoncentrować się na oczach i poszerzyć nieco ten delikatny uśmiech, który towarzyszył jej przez cały czas. W końcu jednak nachyliła się do jego ucha, ucałowała je ostrożnie i na wpół wyszeptała, na wpół wymruczała, obejmując go ramionami za szyję. - Bo jeśli też tego chcesz, to na końcu korytarza jest sypialnia. - I tylko tyle zachęty, bo... Bo chyba więcej nie potrzebował.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 22
Skąd : Moravská Třebová, Czechy
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 449
  Liczba postów : 412
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8128-leos-vladyslav-priborsky
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8142-czeska-chalwa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8171-krecik#226694
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8169-leos-priborsky#226690




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie Voice C. Cheney   Czw Gru 17 2015, 19:00

Była jego ostoją. Dopiero przy niej zrozumiał, co to znaczy być kochanym. Nauczył się używać innych emocji niż tylko gniew, uszczypliwość. Przede wszystkim zrozumiał, że kochać to nie znaczy upokarzać się i padać na kolana. Miłość oznaczała teraz coś więcej, coś wielkiego i pięknego co jego zdaniem sprawiało, że był lepszym człowiekiem. Chciał nim być i stawał się każdego dnia. I w tym wszystkim najpiękniejsze było to, że oboje byli sobie potrzebni. Niezbędni do tego żeby móc zaczerpnąć tchu, móc spojrzeć na życie z pozycji kogoś kto ma na to życie wpływ. Leoś chciał jej dać szczęście o którym do tej pory tylko mówił. A teraz wierzył, że jest w stanie to zrobić. Wiedział, jak wiele zniszczył, jak wiele się przez jego strach i głupotę pokomplikowało. Ale jeżeli ona była w stanie mu wybaczyć, była w stanie znów go do siebie dopuścić on nie zamierzał tego znów schrzanić. Nie tym razem. Już zbyt wiele razy do tego doszło, żeby mogło się powtórzyć a on się zmienił. Z tego błądzącego chłopca zmienił się chłopca który znalazł w kieszeni zapałki, którymi oświetla sobie drogę. Drogę, którą mieli iść razem tak długo jak tylko będzie tego chciała.
Przestraszył się, gdy przestała go całować, odsunęła się od niego. Serce jednak uspokoiło się, gdy spojrzała na niego tak czule. Uśmiechnął się, dokładnie jej się przyglądając, po raz kolejny dokładając kolejne warstwy do obrazu który powstał w jego głowie. Jej obrazu, który odtwarzał za każdym razem, gdy nie mógł jej mieć obok siebie.
Nie spodziewał się tego co zrobi, tego co powie. Poczuł, jakby jego serce niemal jak klatka pełna ptaków otworzyło się, wypuszczając skrzydlate stworzenia. Nie mógł powstrzymać tego łoskotu wolnych skrzydeł; poczuł przejmujący dreszcz, gdy pocałowała go w ucho, jednoznacznie pozwalając, dopuszczając go do siebie. A on złapał ją mocno pod pośladkami, i wstał z kanapy, a gdy oplotła go nogami w pasie ruszył w kierunku który mu wskazała. Nawet nie wiedział, kiedy zrobiło się na dworze ciemno; nie obchodziło go to. Nacisnął na oślep klamkę i znalazł się razem w Voice w pustej sypialni. Znów ją pocałował, tak jakby od tego miało zależeć ich życie. Ale nigdzie się nie śpieszył; mieli czas. Pierwszy raz w życiu wiedział, że mają tego czasu tak dużo jak tylko będzie chciał. Nikt ich nie będzie oceniał, nikt nie czai się za drzwiami. Ta wolność dodawała mu skrzydeł. Usiadł na łóżku, znów sadzając ja sobie na kolanach, a dłonie wplatając w jej blond włosy. Należeli do siebie nawzajem od zawsze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Windsor, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2546
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 1610
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9119-voice-lloyd
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9122-uslysz-cichy-glos#255607
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9121-glos-w-twojej-glowie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9120-voice-follett-cheney-lloyd




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie Voice C. Cheney   Pią Gru 18 2015, 23:06

Ściemniło się, a w całym mieszkaniu światło paliło się tylko w salonie, więc gdy drzwi do sypialni cicho się za nimi zamknęły, stanęli w delikatnym, mlecznym blasku wpadającym przez okno - blasku świecących na dworze latarni i księżyca. W blasku, który wcześniej zawsze przełamywali żarówką, albo dwiema, bo chcieli widzieć się doskonale, dostrzegać znajome piegi... Ale tym razem Voice pragnęła poznać go inaczej - nie poprzez wzrok, a poprzez dotyk. Jeszcze mocniej poczuć ciepło jego ciała, dłońmi badając je w poszukiwaniu nieodkrytych zgrubień skóry; skupić się na obdarzaniu jego ramion czułymi muśnięciami warg. Chciała spędzić z nim długą noc pełną szeptów, przełamujących panującą w całej kamienicy ciszę, a potem zasnąć, otulona jego zapachem, jego pewnością. Bezpieczna. Była bezpieczna, bo Leoś nigdy nie pozwoliłby, żeby stała się jej krzywda.
Bała się ciemności. Traciła w niej część pewności siebie i tym razem nie było inaczej... Ale czuła, że Leoś jest obok niej. Spokojnie odwzajemniała pocałunki, kładąc dłonie na jego ramionach i powoli przesuwając je na szyję, na kark, palcami sięgając aż za kołnierz koszulki, aż za jedną z granic dzielących ich ciała. W końcu jednak złapała materiał za brzegi i delikatnie podciągnęła do góry, jakby nieśmiało, a potem mocniej, by w końcu odrzucić go gdzieś na bok, nie dbając nawet o to, na który, bo miała przed sobą Leosia i nie myślała już o niczym innym jak tylko o tym, że był blisko, że po raz pierwszy od tak dawna znów był blisko. Miękko oderwała wargi od jego warg i w końcu otworzyła oczy, uświadamiając sobie, że wcześniej przez cały czas miała je zamknięte... Dostrzegła przed sobą tylko delikatne kontury jego twarzy i dwie iskierki jarzące się w jego źrenicach. Pocałowała go w szyję, raz, drugi, a potem przestała już liczyć, bo pod ustami czuła jego puls.
Nie wiedziała, ile czasu to trwało, zanim oparła głowę o jego ramię, szukając jeszcze odrobiny ciepła, jeszcze odrobiny spokoju.
- Pamiętasz jeszcze, że boję się ciemności? - spytała cicho i melodyjnie, niemalże szepcząc mu do ucha. Sama nie wiedziała, czemu, ale chciała, żeby pamiętał; żeby jej powiedział, że pamięta, i że wszystko jest dobrze, że jest bezpieczna... Poczuła rozlewające się po podbrzuszu ciepło, ale nieprzyjemne ciepło, jakby wstyd, bo tak dawno nikomu nie ufała, tak dawno nie oddawała się żadnemu mężczyźnie z miłości, że prawie zapomniała, co to znaczy być akceptowaną.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Mieszkanie Voice C. Cheney

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 3Idź do strony : 1, 2, 3  Next

 Similar topics

-
» Mieszkanie
» Mieszkanie 18 - Marceline Delacroix i Madison Richelieu
» Mały salon
» Mieszkanie Curtis Juvinall i Raphaela De Nevers
» Mieszkanie Emmy

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
londyn
 :: 
Mugolskie miejsca
 :: 
londynskie mieszkania
-