IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Ulica Tojadowa 13

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Skąd : Los Angeles, USA
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 669
Dodatkowo : Animag(Płomykówka)
  Liczba postów : 295
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9992-olivia-liv-moore
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9994-better-you-die-than-i-babe
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9996-goraca-poczta-liv
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9995-olivia-liv-moore




Gracz






PisanieTemat: Ulica Tojadowa 13   Nie Sie 02 2015, 23:22


Dom, który Liv odziedziczyła w spadku po swoim dziadku. Mężczyzna szykował go jako prezent dla swojej wnuczki na zakończenie jej edukacji, jednak nie dożył tegoż momentu.



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Skąd : Los Angeles, USA
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 669
Dodatkowo : Animag(Płomykówka)
  Liczba postów : 295
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9992-olivia-liv-moore
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9994-better-you-die-than-i-babe
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9996-goraca-poczta-liv
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9995-olivia-liv-moore




Gracz






PisanieTemat: Re: Ulica Tojadowa 13   Wto Gru 29 2015, 03:48

_____Zachodzące słońce towarzyszące rześkiemu, zimowemu wieczorowi wpadało przez sypialniane okno posiadłości położonej na skrzyżowaniu ulicy Tojadowej z poboczną drogą gruntową, która prowadziła do pobliskiego, niewielkiego i niezbyt zadbanego parku. Chodząca w tę i z powrotem po pokoju Liv, a właściwie bardziej truchtająca, doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że wróciła do domu zbyt późno, by móc przynajmniej w stopniu zadowalającym przygotować się na spotkanie, które było zaplanowane już od dłuższego czasu. Dziewczyna, zbierając rozrzucone po całej podłodze ciuchy, które wylądowały tam kilka chwil wcześniej ściągnięte z jej ciała, przeklinała w duchu swoją głupotę. Dlaczego nie mogła po prostu ich ułożyć przed wzięciem prysznica i zaoszczędzić sobie późniejszego, trzykrotnie dłuższego marnowania czasu? Mimo pełnoletności, dalej miała problemy z pewnymi nastoletnimi cechami swojego charakteru.
_____Mrucząc coś pod nosem o spóźnieniu i późniejszym wyjściu z pracy, przeszła do garderoby, a następnie jedną ręką zaczęła przeszukiwać szafę, drugą przytrzymując okalający ciało ręcznik. Nie chciała się stroić, chciała zwyczajnie w miarę godnie się prezentować. Czuć się wygodnie i świeżo, pomimo dziewięciu godzin pracy. Bała się tej rozmowy. Nie wiedziała na co może liczyć, czego uda jej się dowiedzieć i czy jej nadzieje nie zostaną pogrzebane już na wejściu. Właściwie to nie do końca wiedziała, czy boi się samej rozmowy, czy może osoby, z którą będzie miała ją przeprowadzić.
_____Po narzuceniu na siebie długiego, luźnego, czarnego swetra przeplecionego złotą nicią i pary legginsów, rozpuściła włosy z koka, a gumkę i wszelakie wsuwki położyła na szafce nocnej. Szybkim krokiem zeszła po schodach do salonu, rozglądając się za możliwym bałaganem. Liv była jednocześnie bałaganiarą i pedantką, co wprowadzało ją całe życie w błędne koło, zabierając sporo czasu i nerwów. Zerknęła w stronę okien, które w magiczny sposób przedstawiały wybrzeże Malibu, po czym wyciągnęła różdżkę i zmieniła je w zwyczajny krajobraz, który otaczał jej dom. W tym przypadku zwyczajnie równa się bezpiecznie, nie będę odkrywać swoich dziwactw przed kimś obcym, stwierdziła, siadając na ogromnej kanapie, jedno kolano podwijając pod brodę, jednocześnie wsłuchując się w rytm lecącej muzyki. Jeśli gość miałby być punktualny - czego oczywiście się po nim spodziewała, ostatecznie jego nazwisko wskazywało na to, by brać go na serio - to zostało mu gdzieś koło pięciu minut do przyjścia.
_____I jeśli Liv miałaby być szczera, było to najdłuższe pięć minut jej życia. Kto by pomyślał, że Arcellus Greengrass mógł swoją osobą wywołać szybsze bicie serca u młodej Moore, szczególnie po kilku nieprzyjemnych starciach, które rozegrały się między nimi wtedy, gdy obydwoje byli jeszcze w Slytherinie. Nieistotne jakie uczucia się z tym wiązały - chociaż zdecydowanie zmierzały w kierunku lekkiej paniki. Szczególnie, że ostatnim razem nie była dla Greengrassa zbyt... pożyteczna?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Hrabstwo Somerset
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1669
  Liczba postów : 324
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7898-arcellus-s-greengrass
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7903-arcellus-greengrass
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8235-arcellus-s-greengrass#228042
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7911-arcellus-s-greengrass#221187




Gracz






PisanieTemat: Re: Ulica Tojadowa 13   Nie Sty 31 2016, 21:42

Greengrass zjawił się idealnie o czasie i trudno powiedzieć ile było w tym z zamierzenia, a ile po prostu przypaku. Fakt faktem, zapukał w drzwi, tylko raz, opierając się ramieniem o framugę. Czekał. Gdyby urodził się jakieś chociaż pięćdziesiąt lat temu, może miałby w sobie więcej dystyngowania i pozostałości po arystokrackiej rodzinie, zamiast tego, pozostawał lekceważący i trzymający głowę wysoko, bez szacunku dla manier, które liczyły się kiedyś. Właśnie dlatego, kiedy oczekując dziewczyny stał jak głupi przed drzwiami, w końcu wyciągnął różdżkę, wyważając je prostym zaklęciem:
Bombarda — jak na tak dynamiczną inkantację, jego ton głosu był dość oschły i bez wyrazu, ale zaklęcie przyniosło zamierzony efekt. Drzwi wypadły z zawiasów, a on przekroczy próg, w końcu byli umówieni. Nie ma to jak dobre wejście. Greengrass jednak, dopuszczając się tej czynności, w ogóle o tym nie myślał. Liczył się dla niego jego kaprys i czas, który czuł, ze marnotrawi stojąc na wycieraczce. Przeszedł przez korytarz, wchodząc do salonu, gdzie, jak się domyślał, dziewczyna już zdążyła może chociaż wstać z miejsca i posłał jej już od drzwi zimne spojrzenie:
Drzwi Ci wypadły — poinformował ją sucho, przystając w miejscu. Ręce schował do kieszeni spodni nie spuszczając z niej wzroku — Na to przechodząc do rzeczy, Moore. Co możesz ode mnie chcieć, za co możesz mi się odwdzięczyć w zamian?
Od razu do sedna, po Arcellowskiemu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Skąd : Los Angeles, USA
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 669
Dodatkowo : Animag(Płomykówka)
  Liczba postów : 295
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9992-olivia-liv-moore
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9994-better-you-die-than-i-babe
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9996-goraca-poczta-liv
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9995-olivia-liv-moore




Gracz






PisanieTemat: Re: Ulica Tojadowa 13   Pon Lut 01 2016, 17:51

_____Zapędy pedantyczne Liv dały o sobie znać w chwili, gdy dziewczyna wstała z kanapy i podeszła do wazonu pełnego białych tulipanów - tylko po to, by wyciągnąć z całego bukietu jeden, lekko już uwiędnięty kwiat. W sumie nie byłoby w tym zachowaniu nic dziwnego czy niecodziennego, a jedyny problem jaki się pojawił to fakt, że straciła czujność. Nie jakoś wybitnie, ale jednak. Nie usłyszała pukania, które miałoby zwiastować przyjście gościa, ale ze świecą szukać tego, który dałby sobie rękę odciąć za to, że gdyby dalej siedziała na swoim miejscu to w ogóle udałoby się jej cokolwiek usłyszeć.
_____Schylając się przy małym stoliku kawowym i grzebiąc w pachnącym bukiecie tulipanów, Moore kompletnie nie mogła spodziewać się tego, co wydarzyło się chwilę później. Huk dochodzący od drzwi wejściowych sprawił, że gwałtownie się wyprostowała i zamarła w miejscu. Drzwi nie tyle co wypadły, a wyleciały z impetem z zawiasów, urywając przy okazji część tynku, przez co korytarz pokrył się lekkim pyłem. Przez dziurę w ścianie, która jeszcze przed chwilą pełniła rolę wejścia do domu, przeszedł mężczyzna, którego sylwetkę Liv znała doskonale. Jeden dom, wzajemna niechęć i wieczne docinki - tak w skrócie można było opisać ich relację.
_____Po kilku sekundach, Moore odzyskała zdolność trzeźwego myślenia, a jej ręce opadły w ostentacyjnym geście niemocy w połączeniu z irytacją. Na słowa chłopaka szybko minęła kanapę, następnie kierując się w stronę zaistniałego bałaganu.
_____Greengrass, do cholery, lecz się — warknęła poirytowana, wymijając mężczyznę szybkim krokiem, przy okazji mocno zahaczając go ramieniem, rzucając gdzieś na oślep zwiędniętym kwiatem. Jakiekolwiek ataki czy kontakt fizyczny z Arcellusem bez jego chęci nie były wskazane, ale dziewczyna chciała chociaż minimalnie dać upust swoim emocjom, jednocześnie nie wybuchając werbalnie. Gdy stanęła w korytarzu i poczuła jak zimny powiew wiatru smaga jej rozgrzane po prysznicu ciało, zaklęła siarczyście pod nosem i wyjęła różdżkę. Szybko umieściła drzwi na swoim miejscu, przy okazji zastanawiając się czy będzie w stanie naprawić straty sama, czy jednak opuściła kilka lekcji zaklęć i jest zwykłą sierotą, która będzie musiała znowu prosić kogoś o pomoc. Obstawiając to drugie, wzięła głęboki wdech i nie zastanawiając się za bardzo nad powodami takiego a nie innego wejścia jej wspaniałego gościa, schowała różdżkę za gumkę legginsów. Powiedzmy, że te straty były wpisane w odwiedziny owego osobnika..., mruknęła do siebie w myślach ze zrezygnowaniem i westchnęła.
_____Pisałam ci o tym w listach, jakiś czas temu — odparła z opanowaniem, gdy po minimalnym ogarnięciu całego burdelu odwróciła się w stronę Arcellusa i zmierzyła go wzrokiem. Bez większej paniki stanęła obok niego, oczywiście w miarę w bezpiecznej odległości, i założyła ręce na piersi. Wskazała mu kanapę w salonie, jednocześnie zastanawiając się czy będzie miał ochotę stać w lekkim przeciągu, jakie dawały dziury wokół wyważonych drzwi, czy jednak przyjmie jej gościnę i nie będzie robić większych uników.
_____Stara, nierozwiązana sprawa mojego dziadka, którego coś zabiło w lesie. Na pewno masz więcej dojść w ciemnych uliczkach niż moja rodzina. Poza tym ani ja, ani babka nie wiemy jak się za to dokładnie zabrać, a ojciec nie może opuścić Stanów. W zamian Euphemia obiecała użyć swoich wpływów w Ministerstwie. W jakim celu? To już będzie zależało od ciebie i twoich warunków. Ja ewentualnie mogę zaproponować ci moją animagię, może akurat będziesz kiedyś potrzebował szpiega. Jeśli masz jakieś inne pomysły, czekam na sugestie — wyłożyła mu ze spokojem, opierając dłonie o krawędź kanapy. Ani na chwilę nie spuściła wzroku z jego twarzy, czekając na jakąkolwiek reakcję. Zagrała w otwarte karty. Nie miała bladego pojęcia czy przez lata studiów Arcellus dowiedział się o jej umiejętności czy też nie, ale niespecjalnie miała tu cokolwiek do stracenia. Babka zaoferowała się, że jest w stanie odwdzięczyć się Greengrassowi w postaci wszelakich wtyków w Ministerstwie, na jakie będzie mogła sobie pozwolić - przy okazji pałając sympatią do rodu Greengrassów bardziej, niż do własnej wnuczki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Hrabstwo Somerset
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1669
  Liczba postów : 324
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7898-arcellus-s-greengrass
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7903-arcellus-greengrass
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8235-arcellus-s-greengrass#228042
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7911-arcellus-s-greengrass#221187




Gracz






PisanieTemat: Re: Ulica Tojadowa 13   Wto Lut 02 2016, 14:18

Arcellusowi na wejściu nie przeszkadzało nawet towarzystwo pyłu i drobinek wzbijającego się ku górze wyrwanego tynku. Był z Domu Węża, wszelkiego rodzaju opary i dziwnego rodzaju dymy towarzyszyły mu przez całą szkołę. Nie przejął się mało ciepłym powitaniem Moore. W gruncie rzeczy nie chciał od niej nic, co wliczałoby w ten układ ich dobre relacje, na których szczególnie nigdy mu nie zależało. Miał do niej interes, nic innego. Dlatego splótł obojętnie ręce na piersi, podążając za dziewczyną wzrokiem, kiedy wyszła w kierunku wywalonych drzwi. Kto wiedział, że nie byy zabezpieczone żadnym zaklęciem? Nie przywiązując się do jej osoby, kiedy obok niego stanęła, przeszedł się wzdłuż salonu, otrzepując swój ciemny płaszcz z pyłu i rozsiadł się na kanapie, wyciągając jedno ramię na jej oparciu. Kiedy wrócił do pomieszczenia, sprawiał wrażenie, jakby lokal bardziej należał do niego, niż do niej. Wyraźnie nie czuł się tu w ogóle niczym skrępowany.
— Mam zbyt napięty grafik na leczenie — mruknął, obracając różdżkę w dłoniach, dla własnego spokoju nie traktując jej słów jako obelgę. Jeszcze musiałby się unosić złością, a wyraźnie bardzo mocno nie chciało mu się wykorzystywać na to swojej energii.
— Nie pieprz, omówmy szczegóły. Mam informatora, który mógłby Ci coś na ten temat powiedzieć, ale chcę bezpośredniego kontaktu z Twoją ciotką — mruknął, stwierdzając, że to, co chciał z nią załatwić lepiej było organizować bezpośrednio u źródła. Zresztą, miał wrażenie, że kobieta darzyła jego rodzinę na tyle sporą sympatią, ze więcej osiągnie sam, niż zdając się na starania Olivii.
— Ale zdobycie go kosztowało mnie pozbycie się cennego towaru ze sklepu — mruknął znudzony, chowając różdżkę do kieszeni spodni. — Będziesz musiała coś jeszcze dla mnie zrobić — tylko w tym celu jej zdolności animagii były mu chyba zupełnie obojętne.
— Musisz kogoś dla mnie uwieść — dorzucił nie przejmując się tym, czy może nie trwała teraz w jakimś związku i może nie było jej to wcale na rękę. Patrzył na nią wnikliwie, a jego wzrok wyraźnie wykazywał brak sprzeciwu — Albo nigdy więcej nie usłyszymy już o Twoim informatorze — ponaglił jej decyzję.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Skąd : Los Angeles, USA
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 669
Dodatkowo : Animag(Płomykówka)
  Liczba postów : 295
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9992-olivia-liv-moore
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9994-better-you-die-than-i-babe
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9996-goraca-poczta-liv
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9995-olivia-liv-moore




Gracz






PisanieTemat: Re: Ulica Tojadowa 13   Sro Lut 03 2016, 02:33

_____Widząc, że szatyn rozgościł się na kanapie, roztaczając wokół siebie aurę pana owego pomieszczenia, Liv bez przekonania usiadła obok niego, jedną nogę spuszczając swobodnie w kierunku podłogi, a drugą podciągając pod siebie. Nie miała siły i ochoty wchodzić z nim w dłuższe słowne przekomarzania, dlatego postanowiła zignorować odpowiedź na temat leczenia, jednocześnie wyczekując tego, co Greengrass miał dalej do powiedzenia w temacie tej prawdziwie istotnej sprawy.
_____Jeśli chcesz bezpośredniego kontaktu z moją babką, napisz do niej lub odwiedź ją w Departamencie Tajemnic. Szczegóły prześlę ci później w liście – mruknęła, podpierając głowę na dłoni, nie odrywając wzroku od różdżki, którą Arcellus nieprzerwanie się od pewnego czasu bawił. Nie żeby mu nie ufała, gdzie tam, obecnie raczej nie miał potrzeby jej używania, jednak był to odruch bezwarunkowy, dziewczyna automatycznie skupiała wzrok na poruszającej się rzeczy. Po dłuższej chwili zorientowała się, że mimo wszystko patrzy się również na dłonie Greengrassa, co ją nieco speszyło, dlatego przeniosła swój wzrok na tęczówki rozmówcy. Przy okazji próbując skupić się na pozytywie całej tej sytuacji, którym zdecydowanie był brak kontaktu z babulką w najbliższej przyszłości.
_____Uważnie wysłuchując warunków, jakie stawiał jej Arcellus, wyczekiwała na ten mały haczyk, który stałby się jednocześnie ogromnym problemem. Od początku rozmowy była pewna, że cała ta sytuacja nie będzie należała do prostych i przyjemnych... Jednak chwilę później słowa "Musisz kogoś dla mnie uwieść" uderzyły w nią mocniej, niż sama się tego spodziewała. Zadanie byłoby niewykonalne w kilku przypadkach, biorąc między innymi pod uwagę samego Arcellusa i centaury, więc chyba nie może być aż tak źle..., mruknęła pocieszająco w myślach, nie ważąc się tego mówić na głos, by przypadkiem nie dorzucać głupich pomysłów rozmówcy. Przez jej głowę przeszło wiele różnych wyobrażeń potencjalnego przyszłego celu, i na każdy z nich wewnętrznie się skrzywiała, co z pewnością można było też wyczytać po jej mimice i minimalnej panice w oczach. Jeszcze rok temu była królową imprez i nocnego życia, przypadkowy flirt i seks nie były niczym dziwnym, a teraz?... Zdecydowanie straciła na polocie, zajmując się jedynie pracą i rodziną, a ostatnie kontakty z mężczyznami datowała na zbyt odległe w jej pamięci, by przytoczyć jakąkolwiek sytuację. I czy musiała dodatkowo wspominać, że w związkach też była żenująca, skoro przez całe studia nie rozwinęła nawet jednego?
_____Przyjmuję taki układ, może się trochę rozerwę... Martwią mnie efekty, ale mów o co i o kogo dokładnie chodzi - powiedziała szybko i z udawaną pewnością w głosie, by przypadkiem nie zrezygnować z owej propozycji, znajdując jeszcze więcej jej minusów. Zadanie nie było niewykonalne. Było niewygodne. Liv sama nie do końca rozumiała, co ją w tym wszystkim tak przeraziło, ostatecznie miała o swojej osobie dość wysokie mniemanie. Czekając na odpowiedź, przygryzła wargę, co zdecydowanie ukazywało jej niepewnośc, i wbiła wzrok w swojego rozmówcę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Ulica Tojadowa 13

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Główna ulica
» Ulica Główna
» Kawiarenka Starbucks - Ulica Nankińska
» Główna ulica Madrytu
» Główna ulica

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
mieszkania
-