IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Hogs Cafe

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3, 4, 5, 6  Next
AutorWiadomość



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 25
Skąd : Helsinki
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 779
  Liczba postów : 191
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11401-joshua-mitsaen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11405-wyznawcy-i-oprawcy
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11409-jezusowe-listy
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11417-joshua-mistaen#306305




Gracz






PisanieTemat: Hogs Cafe   Sob Sie 22 2015, 21:46


Hogs Cafe

Miejsce, jakiego w Hogsmaede nie było!
Tylko tutaj, dostaniesz dobrą kawę - najlepszą w mieście - posmakujesz nowych, pysznych alkoholi, porozmawiasz, poczytasz gazetę, książkę, spotkasz ze znajomymi!
Przybywaj! Hogs Cafe jest bowiem czynne całą dobę!



Ostatnio zmieniony przez Joshua Mistaen dnia Wto Gru 08 2015, 21:45, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 25
Skąd : Helsinki
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 779
  Liczba postów : 191
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11401-joshua-mitsaen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11405-wyznawcy-i-oprawcy
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11409-jezusowe-listy
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11417-joshua-mistaen#306305




Gracz






PisanieTemat: Re: Hogs Cafe   Nie Sie 23 2015, 22:35

Naprawdę, startowanie z takim biznesem było bardzo trudne. Jak ten ojciec był w stanie to wytrzymywać? Nie miał zielonego kurwa pojęcia, no ale nie było tak źle. Była dopiero piętnasta, a przybytek odwiedziło.. siedem osób? Okej, z drugiej strony ten cały Hogwart miał wakacje, więc większość potencjalnych klientów znajdowała się teraz pewnie na drugim końcu świata. No, chyba że akuratnie przesiadywali w domu i nie wiedzieli, co tracą nie przychodząc do niego na kawę. Ale źle nie było. Poza tym, sam Joshu czuł się dziś wyjątkowo dobrze. Zarówno psychicznie, jak i fizycznie. Może to dlatego, że nie pił już mocniej od jakiegoś czasu, kto wie, kto wie? Z resztą, nie mógł. Nie teraz, nie po tym wszy… nie. po prostu nie. Takie miał postanowienie. No, ale o kawie mowy nie było. A dziś akurat pogoda była doskonała na taką dobrą, z podwójnym mlekiem, z jakimś kardamonem, może gałką muszkatołową? W każdym razie, przyprawami korzennymi. Tak, perfekcyjna. Jezu, ale mu smakowała. Będzie musiał ją zaprezentować tacie, może gdzieś ją tam wprowadzi.
A właśnie, tata! Esu, musi wysłać list do mamy, w której się tym wszystkim pochwali już tak oficjalnie. Ucieszy się na pewno. Chociaż w sumie.. to chyba powinien już jakoś dawać sobie radę w życiu sam, prawda? A może nie? Nie, no zdecydowanie powinien. Tyle, że.. to nie było takie łatwe. Zdecydowanie nie było. I właśnie dlatego się tu znalazł, żeby choć spróbował. Swoją drogą, ciekawe co u Olivera. Nie, żeby za nim tęsknił, czy coś. Co to, to nie. Ale! Ale! Zostawiając to wszystko i powracając do lektury.. Boże. Ten komiks serio był zajebisty. Matka miała racje. Oj tak. Już sobie to wyobrażał. Takie zdjęcia, podobne do tych, co w Sin City. Zbiłby furorę, konstruując takie kadry i zdjęcia. Chociaż pewno wielu by to uznało, za fotomontaż. Nie no. Ktoś na pewno by sięna tym poznał i wiedział, że tak nie jest. Bo tak by było, prawda? No, nieważne. Jebać to. Czas na papierosa. Tak. Papieros. Tylko, że nie za barem. To w końcu nieprofesjonalne. Zatem szybko wylazł zza niego, fartuszek odłożył, włosy jeszcze poprawił, po czym w najlepsze usiadł i odpalił papierosa. I wtedy ktoś przyszedł.
Ba! Nie byle kto. To byłą.. ta. No. Nie, nie znał jej imienia. Niemniej była tu ostatnio. Tak, krótko bo krótko, ale tu była. Śmieszne, bo wtedy jeszcze tu nie pracował. Znaczy, pracował, ale nie on był na zmianie. Znaczy on, ale siedział po tej drugiej stronie baru, podobnie paląc papierosa. Z resztą, nie wzięła dużo ze sobą. No i był ojciec, szybko ją obsłużył, serwując wybraną kawę. No, a ona poszła. Dziwne to bardzo dziwne zachowanie, lecz.. może zwyczajnie chicała obczaić co i jak? Kto wie, kto wie? W każdym razie, niewiele sobie zrobił z jej przybycia. Jakoś był.. za bardzo w swoim świecie. Niemniej, rękę ku górze uniósł, pomachał kilka razy i z uśmiechem od progu zawołał – Cześć! – po czym nie zmieniając pozycji, ani też w pewien sposób mimiki twarzy, przyglądał się dziewczynie. Pierwszy gość od jakiegoś czasu. Jak miło, jak miło. Naprawdę miło. – I co tam? Jak życie? Jakoś się wiedzie? – zapytał, kiedy już usiadła na krześle nieopodal. Czyżby chciała coś zamówić? Zapewne tak. Niemniej, może nie powinien jej tak od razu obsługiwać? Jeszcze sobie pójdzie znowu szybko i co mu pozostanie? Samotność? Samotność, smutna kawiarniana samotność..
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 22
Skąd : Liverpool, Anglia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 185
  Liczba postów : 74
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9630-chloe-lucienne-marshall
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9631-chodz-pojde-z-toba
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9632-tu-przesylamy-zaproszenia-do-picia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9637-chloe-lucienne-marshall




Moderator






PisanieTemat: Re: Hogs Cafe   Pon Sie 24 2015, 00:10

Było jej źle.
Naprawdę. Przyzwyczaiła się do murów Hogwartu i było jej źle, gdy wróciła do Liverpoolu, a teraz było jej jeszcze gorzej, gdy ponownie zawitała w Hogsmeade, tym razem z córką, która zdawała się nie rozumieć otaczającego ją świata. Chloe uparcie tłumaczyła samej sobie, że przecież Embrosie do tej pory mieszkała wśród mugoli, że nic nie wiedziała o magii, że pewnie większość dnia spędzała zamknięta w czterech ścianach... Ale nie potrafiła się z tym pogodzić. Dlaczego w ogóle poszła na studia? Dlaczego nie zajęła się małą od razu, dlaczego nie znalazła normalnej pracy? Dlaczego nie mogła pochwalić się własnemu dziecku, że jest kelnerką, albo sprzedawczynią? Dlaczego nie mogła pokazać swojemu szkrabowi, kto jest jej ojcem? Dlaczego nie mogła powiedzieć Rosie, że spłodził ją jakiś Adam albo Michael, albo inny Henry? Dlaczego popełniła tak wiele błędów?
Starała się to wszystko naprawić. Dostała pracę w Rozbłysku, a teraz sumiennie zbierała na mieszkanie, tułając się po znajomych lub wynajmując pokój w Dziurawym Kotle. Było jej wstyd przed córką. Słuchaj, zabrałam ci wszystko, w zamian oferuję nic. Ale Marshall naprawdę chciała dobrze, a jej mała nie narzekała. Znaczy się, Chloe odniosła wrażenie, że Embrosie jest nieco wycofana i niewiele mówi, ale przy niej trochę się rozkręcała... Co z reguły kończyła dziwnym zmieszaniem, jakby nauczono ją milczeć. Czy to własna babcia była wobec niej tak surowa? Była Krukonka bała się poświęcić temu tematowi więcej niż sekundę. Rosie nigdy nie stała się krzywda, na pewno. Zawsze wszystko było w porządku. To ona wszystko wyolbrzymia, szuka dziury w całym. Nie wszystkie trzylatki są rozmowne, prawda? I dużo z nich lubi rysować czarną kredką. I wszystkie dzieci panicznie boją się ciemności, i mają bóle brzucha.
Nie wszystkie.
Ostatnio, spiesząc się do pracy, Chloe wpadła tu po kawę, w dodatku na wynos. Obsługa pożegnała ją serdecznym do zobaczenia, napój był pyszny, a i wnętrze lokalu wyglądało całkiem zachęcająco, więc jeden z nielicznych dni wolnych Marshall postanowiła uczcić tutaj. No i zabrała ze sobą małą, która chowała się za nią, trzymając w dłoniach wyłączonego, zabawkowego dementora. W sumie można by tu zastosować powiedzenie jaka matka, taka córka - włosy obu były rozpuszczone, chociaż kosmyki Rosie sięgały ramion, a Chloe - talii. Obie miały też na sobie zwiewne sukienki w drobne kwiatki, nie identyczne, ale liczy się sam fakt podobieństwa. Nie trzymały się za ręce, chociaż bardzo tego chciały, ale starszą nauczono nie narzucać się, a młodszą - nie odzywać bez wyraźnego zapytania.
- Cześć - uśmiechnęła się i odmachała chłopakowi, którego co prawda nie znała, ale już przy pierwszej wizycie wydał jej się miły. Usiadła na krześle gdzieś blisko niego, kątem oka zerkając, czy niezauważona Rosie daje radę wdrapać się na stołek przy niej. - Jakoś się wiedzie. Jest ciężko, ale tak bywa, prawda...? A co u Ciebie? - spytała jeszcze, przypominając sobie o ogólnie przyjętych zasadach kultury, które często umykały jej gdzieś w natłoku myśli. - Polecisz mi może jakąś dobrą kawę? Ta, którą ostatnio piłam była pyszna, ale chętnie spróbowałabym czegoś nowego. - W końcu nie wypadało tak siedzieć i nie zamawiać, prawda? Już, już miała spytać córki, czy się czegoś napije, ale ta po raz pierwszy odezwała się bez zaczepki:
- Mamo, brzuch mnie boli - powiedziała cicho, a Chloe odwróciła się w jej stronę błyskawicznie.
- Znowu? Chodź do mnie... Jak nie przejdzie to znajdę później coś, co ci pomoże, okej? - dorzuciła jeszcze z trudem, podnosząc córkę i sadzając ją sobie na kolanach. Odgarnęła włosy z jej szyi i objęła ją jednym ramieniem, tak, by nie przeszkadzać jej w oglądaniu zabawki. - Mogę cię o coś prosić? Mógłbyś dać jej wody? - tu zwróciła się znów do miłego blondyna, posyłając mu delikatny, trochę niepewny uśmiech. Chyba nie odmówi jej szklanki czegoś tak prozaicznego jak woda?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 25
Skąd : Helsinki
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 779
  Liczba postów : 191
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11401-joshua-mitsaen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11405-wyznawcy-i-oprawcy
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11409-jezusowe-listy
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11417-joshua-mistaen#306305




Gracz






PisanieTemat: Re: Hogs Cafe   Pon Sie 24 2015, 00:57

Mury Hogwartu.
są jakąś osłoną, ostoją normalności. I tego całego gówna, które ma powodować u nas poczucie stabilności i bezpieczeństwa. Oj tak, tak. Tak było. Z resztą, nie tylko tutaj. W Stavefjord było podobnie. Nie chodziło tu o same mury, chociaż może też (?), ale na pewno o atmosferę i świadomość, dziwne przeczucie, że tak właściwie to jest szkoła, prawda? Tutaj nic złego stać się nie może. A nawet jeśli, przecież nieopodal skrzydło szpitalne, miła i sympatyczna pani pielęgniarka zajmie się tobą, da Ci coś, jakiś środek, żeby tylko nie bolało i wszystko będzie w porządku, nie? Zdecydowanie, w szkole wszystko wydaje się łatwiejsze. Chociaż.. podobnie jest z domem rodzinnym, albo i niekoniecznie….? Ostatecznie wszystko zależy od tego, jak kto kogo wychowuje, albo został wychowanym. Nierzadko to właśnie w takiej placówce oświatowej jest bezpieczniej, stabilniej, niż w obrębie ciepła domowego ogniska. Z tym, że to nigdy nie wiadomo tak naprawdę. Głupi, a jakże dobitny przykład – jego mieszkanie z Olafem. Miało być metą wszystkich ich poszukiwań. Mieli się tam w najlepsze narkotyzować, upijać, sypiać, oddawać samym sobie. Co poszło nie tak? A, racja.. jeden z nich.. nie. Nieważne. Nie mówmy o tym. Nie dziś. Proszę. Poza tym, mieliśmy wychodzić na prostą, prawda? Prawda? Joshua?
Prawda. Prawda. Tak, zdecydowanie. Nie możemy się załamywać, to niezdrowe i niepożądane. Przez wszystkich po kolei. A zwłaszcza, przez niego samego. Poza tym, trzeba się kiedyś ogarnąć i spróbować choć przez chwilę żyć normalnie. Choć spróbować żyć normalnie, bo przecież.. to potrzebne prawda? – Podobnie. Szarość dnia, kolorowana jedynie przeżyciami, najczęściej emocjonalnymi, o tak bardzo szerokim podłożu… - jakoś by się miał dalej rozgadać, ale po co? Poza tym sam psycholog powiedział, ze czasem lepiej trzymać język za zębami. Przynajmniej w ten sposób nie zraża się do siebie ludzi. W ogóle, to powinien iść do teatru. Zdecydowane, powinien. EJ matko Tak. – To znaczy, wiesz.. nie wiem, czy jestem uprawnioną do tego osobą. Ale.. może zwykłą białą? Chociaż.. nie wiem. Nie wolisz czegoś mocniejszego? Może jakieś Irish Coffe, czy coś w ten deseń? – zapytał, z uśmiechem przyglądając się dziewczynie. Nie wyglądała na jakoś mega starszą, w zasadzie nawet młodszą od niego. Kto wie, może kiedyś nawet minęli się w Hogwarcie na korytarzu? Oczywiście, zakładając, że tam chodziła. No i że dane było kiedykolwiek być im w tym samym czasie, w szkole, choćby czysto rocznikowo. Wracając do jego pytania. Sam znalazł odpowiedź. Jakiś cichy głosik się odezwał. I żalił na ból brzucha.
Josh odruchowo wychylił się na bok. Przecież nikogo więcej tu nie było, jaka mama? Co, co jest nie tak? Okej, już się dowiedział. Jakieś słodkie, urocze małe stworzonko. Przypałętało się tu za dziewczyną? Na to nie wyglądało. No, ale! W ogole! Dziecko w lokalu. Nie ma palenia. Nie! Nie! ojciec chyba by go zabił, za takie zachowanie, to zdecydowanie. Szybko zatem wrzucił papierosa do popielniczki, a tą opróżnił za pomocą odpowiedniego zaklęcia. Kiedy natomiast to urocze małe stworzonko znalazło się na kolanach „mamy” (kurwa serio?) Mistaen stał już za barem i kończył przewiązywać swój fartuszek. W takim ładnym był kolorze - niebieskim. Ślicznie kontrastował z czarnym strojem pracowniczym chłopaka. Jeszcze tylko włosy poprawił i już z uśmiechem mógł zaoferować swoją pomoc. A zaczęło się od wody. Czym prędzej napełnił szklane naczynie wspomnianą cieczą, po czym przysunął w stronę obu Pań, z uśmiechem. – Bardzo proszę. – rzekł jedynie, uśmiechając się szerzej do dziewczynki. Ej serio była słodka. Kimkolwiek była. Fajne takie dzieciątko. No, ale nic. No, ale nic. Bo przecież czekała tu jeszcze kawa dla Pani Mamy. – Wiesz, co? Mam propozycje. Zostaniesz moim testerem? Sprawdzam kawy, które mogłyby się potencjalnie znaleźć w menu. I wiesz.. jak to jest. To co? – spytał, kątem oka przyglądając się siedzącej przy barze znajomej. W zasadzie, to już robił jej coś zupełnie specjalnego, jego nowy cudowny wynalazek w sam raz na nieco cieplejsze dni. Taka, tam Frappe. Ale bardzo dobra, bo jego. A on akurat z dodatkami eksperymentować potrafił. Dlatego też gdy kawa była gotowa w najlepsze dobył bitą śmietanę, rozmaite dodatki i po chwili także ona została uraczona swoim zamówieniem. – Mam nadzieję, że przypadnie Ci do gustu. – powiedział, nie poprzestając na pracy. W sumie, to już wszystko zrobił, ale przyrządzając swój cudowny napój, wpadł na jeszcze jeden pomysł, tym razem dotyczący dziewczynki. Otóż, bo chodziło o to, że zaczął jej parzyć herbatkę. Zieloną kompletnie. Była bardzo dobra. Oczyszczająca, zawierała te wszystkie dziwne rzeczy, plus dodatkowo miała całkiem miły, pigwowy posmak. Tak! A więc! Kiedy już czajniczek był przygotowany, herbata zalana, można było i ją podać. Oczywiście nie trzeba chyba mówić, że wszelkie napoje przygotowywał ku ucieszę gości na barze, co by nie było, że czegoś im dosypuje, albo coś. A tak serio, to zwyczajnie chciał się pochwalić przed „mamą”, że potrafi robić takie zaskakujące napoje. – I coś słodkiego ode mnie. – powiedział, kładąc dodatkowo talerzyk, wypełniony po brzegi ciasteczkami ze słonecznikiem. Jak szaleć, to szaleć! Przecież i tak ojciec płaci, a poza tym.. to drugi raz jak tu przychodzi! Można powiedzieć wręcz, że jest stałą klientką, nie? – I jak? Nie są zbyt.. niesmaczne? – spytał po chwili obu pań, kiedy to już mialy okazję do skosztowania jego dzieł.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 22
Skąd : Liverpool, Anglia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 185
  Liczba postów : 74
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9630-chloe-lucienne-marshall
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9631-chodz-pojde-z-toba
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9632-tu-przesylamy-zaproszenia-do-picia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9637-chloe-lucienne-marshall




Moderator






PisanieTemat: Re: Hogs Cafe   Pon Sie 24 2015, 11:35

Pielęgniarki, nauczyciele, woźni, bibliotekarze. Wszyscy, którzy mają ci zapewnić należyte wychowanie i przekazać cenną wiedzę. Teoretycznie. W praktyce wygląda to tak, że wszystko zależy od osoby, na którą trafisz i pierwszego wrażenia, jakie zrobisz, bo w szkole nikt nie da ci nic za darmo. Chloe wiedziała o tym doskonale, gdy sama harowała jak jakiś pierdolony wół, byleby tylko przejść na kolejny rok, a Charlie i Jupiter opierdalali się, z uśmiechem na ustach zawalając klasy. Nikt nie dał żadnemu z nich taryfy ulgowej. Ani matce z dzieckiem, ani tancerzom, którzy przecież chcieli dobrze, tylko nie wychodziło. Nikt nie wyciągnął w ich stronę ręki; tylko Marshall zapierdalała jak głupia, błagała żeby się uczyli, rozdzielała budżet, dzielnie słuchała ich żali i nadal żyła, bo przecież miała dla kogo. Nie mogła zrezygnować. Pomaganie innym traktowała jako swój motor, podobnie jak córkę, której zdjęcia nadal chowały się w portfelu i na dnie walizki. Teraz ten motor był jej najbardziej potrzebny... Ale Charlie i Jupiter gdzieś zniknęli, a Rosie bardziej ją dołowała, niż pocieszała. Każdy metr życia bolał, bardzo bolał. Ale czasami tak bywa.
A dom rodzinny? Fakt - zależy czyj. Ten Chloe był cudowny, dopóki nie zabrakło ojca. Smutna prawda jest taka, że wielu z nas jest lub było karmionych kłamstwami, bajkami, pięknymi słowami... A na końcu wszystko idzie się jebać. Marshall poszła się jebać, bo życie bez bajkopisarza okazało się przygważdżające. Ale lepiej o tym nie rozmawiajmy.
- Ale chyba lepsza szarość, niż czerń, prawda? - posłała mu cień uśmiechu, bo żyła z myślą, że zawsze może być jeszcze gorzej. Nikt jej tego nie nauczył; sama powoli doszła do wniosku, że nie ma co się załamywać. Była załamana, tak,  ale nie do tego stopnia, by iść i rzucić się z mostu, albo zamknąć się w pokoju i w ciszy sobie ćpać lub pić, byleby tylko urwał się film. - W sumie to może lepiej zwykłą, białą. Z dzieckiem jestem - odparła, jeszcze nieświadoma tego, że czeka ją coś znacznie pyszniejszego. I w sumie nie zdążyła nawet skończyć wypowiedzi, gdy wtrąciła się mała. Chloe bardzo zabolało to, że Rosie czuła się źle. Przecież chyba nie przez nią? Boże, to nie mogło być przez nią. Przecież tak się starała, pilnowała jej, uważała na wszystko... Biorąc córkę na kolana przytuliła tylko nos do jej miękkiego policzka, żeby się uspokoić. Nic złego się nie dzieje. Nic. Przejdzie jej, może to tylko jakaś kolka, albo jest głodna. Marshall obserwowała z lekkim rozbawieniem, jak chłopak w pośpiechu gasi papierosa. Cóż, nie był niewychowany ani głupi. W ogóle wydawał jej się całkiem w porządku. Chyba nawet kiedyś widziała go w Hogwarcie.
- Dziękuję - jeszcze jeden uśmiech. Chloe sięgnęła po szklankę i podała ją córce, wcześniej delikatnie wyjmując z jej dłoni zabawkę. - Masz, napij się. No, już, śmiało - szepnęła, bo mała wydawała się onieśmielona. W końcu jednak wzięła naczynie i upiła kilka łyków, po czym sama odstawiła je na bar.
- Co to? - zagadnęła, wskazując małym paluszkiem na fartuch Josha. - Ładne - pochwaliła jeszcze, biorąc swoją mamę za rękę. Pierwszy raz, odkąd przyjechały do Hogsmeade.
- Chętnie. Co ciekawego wymyśliłeś? - starsza Marshall objęła mocniej młodszą, przesuwając się nieco bardziej na brzeg krzesła. Obserwowała uważnie to, co robił, bo cała ta sztuka samego parzenia kawy zawsze jej na swój sposób imponowała; w końcu sama miała problem nawet z herbatą. Rosie natomiast rozchyliła usta i patrzyła na wszystko wzrokiem mówiącym fajne, też tak chcę, co było miodem na roztrzęsione serce jej mamy, która naprawdę martwiła się niemalże wszystkim. - Na pewno przypadnie - zapewniła, sięgając po łyżeczkę, by na początek spróbować bitej śmietany i dać też odrobinę małej, której buzię rozświetlił zadowolony uśmiech. Chloe nie zwlekała długo i już po chwili kosztowała kawy, chcąc jak najszybciej wydać opinię. A opinia musiała być pozytywna, skoro Marshall zapragnęła wrócić tu jeszcze raz, i jeszcze raz, i jeszcze wiele razy. - Jest pyszna. Musi być w menu, serio. Przebija nawet tą, którą piłam ostatnio - uśmiechnęła się, a chwilę potem stanęła przed nimi też herbata, na której widok Rosie klasnęła w rączki i już, już chciała chwycić filiżankę, gdy jej mama złapała ją za nadgarstek i kazała chwilę poczekać, bo jest gorące. W międzyczasie spojrzała na Joshuę jeszcze raz i z pewnym rozczuleniem mu podziękowała, po chwili nabierając na łyżeczkę odrobinę naparu i przysuwając ją do ust córki. To ona wydała ostateczną recenzję pierwsza, jedną rączką sięgając jeszcze po ciasteczko. Rozkręcała się.
- Jest pyszne! Bardzo! A jak się nazywasz? - i chyba chciała dodać jeszcze jakieś pytania, ale zatkała sobie buzię słodkościami, które wyraźnie jej smakowały. Tym samym Chloe zyskała chwilę, by również wystawić opinię, wcześniej łamiąc sobie kawałek ciastka.
- Świetne. Sam wymyśliłeś tą kawę? Nie znam się jakoś specjalnie, ale moim zdaniem jest doskonała. No a jeśli coś smakuje tej małej, to niewątpliwie jest naprawdę dobre.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 25
Skąd : Helsinki
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 779
  Liczba postów : 191
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11401-joshua-mitsaen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11405-wyznawcy-i-oprawcy
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11409-jezusowe-listy
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11417-joshua-mistaen#306305




Gracz






PisanieTemat: Re: Hogs Cafe   Pon Sie 24 2015, 17:46

- Zdecydowanie. To znaczy, ja nie narzekam na tą szarość. Generalnie robię wszystko, żeby ją sobie pokolorować. Dlatego na przykład cieszę się, że wpadłaś. Przełamujesz tę szarość, nijakość, nudę i rutynę, jaka mnie zastała w pracy, swoim pojawieniem. To chyba powód do jakieś radości, albo czegoś podobnego, prawda? – No i się rozgadał. Znaczy, jeszcze nie było tak źle. Póki co, tylko się do niej uśmiechnął. Nie zalotnie, zwyczajnie i szczerze. Poza tym, no chciał ją jakoś zachęcić do rozmowy i zmiany nastawienia. Przynajmniej na dziś dzień, bo sam nie wie, jak to będzie z nim jutro. Jak będzie się czuł i tak dalej. Dzieciątko jej było naprawdę urocze. W sumie podobne do mamy mocno. Szkoda, że jest dzieciata. Ta myśl mu przemknęła przez głowę bardzo szybko, bez większego wyjaśnienia, kiedy już się dowiedział wszystkiego. Że jest z dzieckiem, no i kiedy ono powiedziało do niej per „mamo”. Niemniej zgasił papierosa, pobiegł za bar i w ogóle wszystko. I nie chodziło tu nawet o wychowanie, znaczy nie tylko. Sprawa się też rozbijała o to, że bądź co bądź nie lubił demoralizować innych. Zwłaszcza młodszych, a już na pewno w ten sposób. Dlatego nigdy, w jakim stanie by nie był, nikomu nie zaproponował pójścia razem na ćpanie, albo na alkohol. Szczególnie tego ostatniego, zwłaszcza kiedy ta osoba była nieletnia. Takie miał zasady. No, a w pracy przestrzegał ich szczególnie, bo przecież nie powinien palić przy klientach. Zasadniczo, to nawet ojciec by go zdybał za to palenie, kiedy w lokalu byli goście. I nieważne, że dopiero co weszli. Nie powinien palić w pracy. Szczęśliwie taty tu nie było.
No, ale nie było czasu.
Nie było czasu o tym myśleć, bo musiał pilnować kawy. Nie mógł przepalić ziaren, albo zrobić coś nie tak. Mimo wszystko, przyjemnie było patrzeć, jak obie panie patrzą na jego wyczyny w ten sposób. Serdecznie miło mu się zrobiło na serduszku. Aż się uśmiechnął. Bo w sumie to naprawdę miłe, jak ktoś w taki niemy, czysto niewerbalny sposób docenia twoją pracę. I niech się schowa ten, co powiedział, że słowa rozwiązują wszystko. Czasem.. cisza wyraża więcej. Ale Ameryki chyba nikt nie odkrył, jak sądzę. – To jest moja droga fartuszek. – powiedział jedynie, uśmiechając się szeroko do dziewczynki, która chyba zapominała już o bólu brzucha. Całkiem miło, naprawdę. Tym bardziej, że w jakiś sposób miał w tym swój mały udział. Przyjemnie tak poprawiać innym nastrój samym faktem swojej obecności. No, ale moment. Bo teraz był czas na kawę. Została podana. Obie Panie spróbowały, obserwował je przez chwilę, zastanawiając się jaka będzie ich reakcja. A była bardzo dobra. Smakowała to dobrze. Ciekawe, jaką piła ostatnio, nie zwrócił uwagi, ale skoro brąła na wynos, to pewnie jakąś tam białą, albo inną tego typu. – Bardzo, ale to bardzo mi miło. Starałem się jak mogłem. – odwzajemnił uśmiech, po czym podał herbatę. Łapczywe dziecko, naprawdę. Jednak widać, że mamusia trzymała rękę na pulsie. I w tym momencie, do akcji wkroczył Mistaen, który ją pouczył, że nie może pić tak od razu, bo trzeba dać herbacie chwile, do zaparzenia. Żeby doszła do siebie. Bo z herbatą jest tak jak ze wstawaniem rano. Trzeba chwilę w łóżku poleżeć, żeby się obudzić. Matko. Skąd u niego takie porównania? I taki.. zmysł pedagogiczny? Cholera wie. Może po prostu miał dobry dzień i to stąd? – to nie tak, ze ją wymyśliłem. W zasadzie, Frappe jest dość znaną wśród basistów kawą. To co ja na niej podziałałem, to jakaś tam zabawa z przyprawami, no i sosami, którymi potraktowałem bitą śmietanę. – odparł krótko, wycierając ręce. Następnie zwrócił się do dziewczynki, która wyraźnie przypadła mu do gustu. Sympatyczna, kontaktowa. Lubił takich ludzi, niezależnie od ich wieku. – Cieszę się, że Ci smakuje. A na imię mam Joshua. A Ty? – spytał ją, wyciągając delikatnie rękę w jej kierunku, by ją uścisnąć, a następnie wyruszył zza baru. Zdjął swój fartuch po drodze, po czym zmniejszył za pomocą odpowiedniego zaklęcia, mniej wiecej do rozmiarów dziewczynki i podarował. – Jest twój. Taki prezent. Teraz też możesz robić dobrą kawę. – rzekł do niej z uśmiechem, następnie przenosząc wzrok na mamę. Chyba nie miała mu tego za złe.
Bo nie miała, nie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 22
Skąd : Liverpool, Anglia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 185
  Liczba postów : 74
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9630-chloe-lucienne-marshall
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9631-chodz-pojde-z-toba
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9632-tu-przesylamy-zaproszenia-do-picia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9637-chloe-lucienne-marshall




Moderator






PisanieTemat: Re: Hogs Cafe   Wto Sie 25 2015, 21:44

- Miło mi, że traktujesz mnie jako tą kolorową plamkę w morzu szarych chwil... Albo w oceanie. Życie jest jak ocean, który możesz przemierzać samotnie i o własnych siłach, lub wziąć ze sobą łódkę i kogoś do towarzystwa, bo razem lepiej znosi się trudy wędrówki. Z resztą, co ja majaczę... Miejmy nadzieję, że to spotkanie to faktycznie powód do radości. - I tym optymistycznym akcentem Marshall zakończyła swoje filozoficzne dywagacje, zakładając za ucho kosmyk brązowych włosów. Trochę odpłynęła, ale to nic. Jej kochana, słodka Rosie szybko ucięła pogawędkę o codzienności, przypominając młodej mamie, że istnieje i ma się raczej źle, niż dobrze. A co robi młoda mama? Bierze ją na kolana, z westchnieniem zdając sobie sprawę z tego, że jej córka waży blisko piętnaście kilo i ciężko jej ją podnieść. Hej, Chloe, pora wrócić do formy! Co prawda nie musisz już mieć tyle siły, by wspiąć się na rurę, ale skoro ledwo bierzesz na ręce własne dziecko, to coś zaczyna być z tobą słabo.
No, ale nieważne.
Marshall gładziła po głowie Embrosie, równocześnie myślami błądząc gdzieś w okół jej bezimiennego ojca i całego tego syfu, w którym znalazła tylko maleńką iskierkę szczęścia w postaci córeczki. W sumie to sama się w to wszystko władowała, na własne życzenie przekraczając granicę przyzwoitości i dobrego smaku. Po raz pierwszy zdejmując koszulkę, stanik, majtki. Targując się swoją niewinnością o jak najwięcej butelek Ognistej Whisky. Po raz pierwszy wykorzystując taniec, wspaniałą sztukę i swoją pasję, do zarobienia pieniędzy na facetach, którym brakuje kobiecego ciała. Nienawidziła się za to wszystko. Nienawidziła siebie samej, bo nie potrafiła być odpowiedzialna, nie potrafiła wziąć na plecy bagażu doświadczeń i po prostu iść, uginając się pod jego ciężarem. Bo nie potrafiła dorosnąć, pogodzić się z losem. Bo była zwyczajnie żałosna.
Ale teraz bardzo chciała to naprawić. Ludzie nie do końca jej w to wierzyli, ale Marshall starała się z całych sił. Nie na pokaz. Nie po to, by matka zmieniła o niej zdanie. Po to, by jej córka mogła godnie żyć. By miała wspaniałe dzieciństwo. By móc z dumą nazwać się jej matką, ale też zastąpić ojca i dziadków. By nie zawieść samej siebie. Może właśnie dlatego delikatnie ucałowała jej ukryte za włosami uszko, gdy maleństwo tak radośnie i otwarcie zwracała się do Josha, który wyraźnie przypadł jej do gustu.
- Mamo, dostanę kiedyś taki? Dostanę? - dopytywała się, wręcz promieniejąc. Rozczulony uśmiech wpłynął na twarz Chloe.
- Dostaniesz, słonko. Będziesz moją małą kucharką, co? Co ty na to? - mówiła jej cicho do ucha, muskając je lekko wargami. Mocniej ścisnęła dłoń córeczki. Przynajmniej przestał ją boleć brzuch, albo zapomniała o bólu, oddając się fascynacji tym, co robił Joshua.
- Tak, wiem, chodziło mi o przyprawy. Jeśli lubisz tak się bawić, to naprawdę podziwiam. Robisz to świetnie. - Chciała powiedzieć coś jeszcze, ale zainteresowanie, jakim Rosie obdarzyła barmana, zaczęło uciekać jej ustkami, rączkami i wszystkim, czym tylko się dało, gdy radośnie podskoczyła na kolanach mamy, która stęknęła cicho, obejmując ją nieco mocniej, żeby przestała tak się kręcić. Wiecie, to jak rzucanie na uda ciężarka o wadze piętnastu kilogramów. Nieprzyjemne.
- Rosie! Embrosie! - przestawiła się z uśmiechem, wyciągając małą dłoń w stronę dłoni Josha. - A to mama! - dodała jeszcze, przyciskając usta do policzka Chloe, która właśnie kodowała sobie imię mężczyzny. No, ale nie mogła być mamą także dla niego, prawda? Chociaż, tak zasadniczo... Nikt jej o imię nie pytał, więc dlaczego miałaby je podawać? Więc nie podała, chociaż bardzo chciała uścisnąć jego dłoń.
Ale najlepsze na koniec! Marshall patrzyła z lekkim zdziwieniem na zmniejszany fartuch, nie do końca rozumiejąc, po jaką cholerę on to robi, ale szybko wszystko się wyjaśniło. I co prawda było jej z tego powodu trochę głupio, ale Rosie była przeszczęśliwa, znów miażdżąc swojej mamie kolana, klaszcząc równocześnie w malutkie dłonie i śmiejąc się radośnie. Tak więc i Chloe uśmiechnęła się do znajomego-nieznajomego, bezgłośnie wypowiadając szczere dziękuję.
- Naprawdę? Dla mnie? A ja też mogę ci dać jakiś prezent? - spytała, biorąc w rączki fartuszek i patrząc na niego jak na prawdziwy skarb.
Dziś jej mama dostawała dużo szczęścia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 25
Skąd : Helsinki
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 779
  Liczba postów : 191
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11401-joshua-mitsaen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11405-wyznawcy-i-oprawcy
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11409-jezusowe-listy
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11417-joshua-mistaen#306305




Gracz






PisanieTemat: Re: Hogs Cafe   Wto Sie 25 2015, 22:08

Rozczulony był naprawdę zachowaniem swojej nowej małej koleżanki. Wszystko było na miejscu, wszystko było takie, jak powinno. Dobrze wychowana, sympatyczna i wesoła dziewuszka. Przepraszam, Rosie, Embrosie. – Będę mówił Rosie. Dobrze? – powiedział, ściskając już jej rękę. Bardzo malutką rękę. Świetną miała córkę naprawdę. Dodatkowo, sama była bardzo ładna. Nie ma co ukrywać, chętnie by z nią poszedł na jakąś kawę, czy herbatę. Albo może coś mocniejszego. A nie, na to nie, bo przecież dziewczyna miała córkę. Dziecko. A je trzeba było pilnować. I dlatego właśnie nie można było się z nią spotkać, związać itp., itd. Poza tym, pewnie miała ojca. A takie kobietki, jak ona… no, na ogół są już zajęte. A szkoda, szkoda. Szkoda. No nic, nic. Jakoś to przeżyje, w końcu musi. Przynajmniej może się pochwalić i jakoś jej zaimponować dobrą kawą. No i tym, że potrafi się dobrze dogadać z jej córką, o ile właśnie nie zaprzyjaźnili się już w najlepsze. – Prezent? Nie wiem, czy to taki dobry pomysł.. ale okej. Pod jednym warunkiem. Że to nie będzie nic wartościowego, okej? – zaproponował, jednocześnie przyglądając się mamie. Wolał obserwować jej reakcje na swoje słowa, co by czasem nie przesadzić, albo zrobić coś w ten deseń. Bardzo miło, że wpadły. Uratowały go od nudy i innych tego typu gównianych rzeczy. No i przede wszystkim naładowały go energią na kolejne dni, a to bardzo dobrze, bowiem już zaczynało mu jej brakować. Chyba z tą mamą też będzie musiał się zaprzyjaźnić. Póki co jednak szybko wrócił za bar, żeby przygotować to i owo. Po chwili krótkiej postawił na nim kilka skrojonych owoców. Nic specjalnego, jakieś tam limonki, cytryny, pomarańcze, trochę truskawek, malin. No i jakieś soki do drinków. Kilka szklanek, miarki do alkoholu, więcej soków, więcej owoców. Postawił na barze, po czym za pomocą zaklęcia aksji przywołał taki krzesełko, co by sobie dziewczynka usiadła. – No to, skoro masz już fartuszek. I jesteś wspaniałą barmanką, to może zrobisz nam z mamą po koktajlu? Co Ty na to? – zapytał maluszka, po czym przeniósł wzrok na mamę. – Pani pozwoli. Joshua. Przepraszam, że wcześniej się nie przedstawiłem. Bardzo miło poznać. – uśmiechnął się, machając krótko. – Bardzo się cieszę, że wpadłyście. Mogę się jakoś odwdzięczyć? Jakiś koktajl? Kawa? Deser? Więcej ciastek? Zniżkę? – serio chciał się odwdzięczyć, toteż nie przejmował się, jak bardzo nachalnie to nie wyglądało. Szybko rzucił jeszcze okiem na dzieciątko, żeby sprawdzić, czy nie robi niczego niebezpiecznego. – Sympatyczne dzieciątko. Podobna do Ciebie. Musisz być z niej bardzo dumna… - razem z mężem. Chłopakiem, w każdym razie ojcem, kimkolwiek by nie był, chciał powiedzieć. W porę jednak się powstrzymał. I chyba bardzo dobrze. Nie chciał się za bardzo tym faktem stresować. Bo przecież wszystkie ładne panny muszą być w ten czy inny sposób zajęte.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 22
Skąd : Liverpool, Anglia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 185
  Liczba postów : 74
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9630-chloe-lucienne-marshall
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9631-chodz-pojde-z-toba
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9632-tu-przesylamy-zaproszenia-do-picia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9637-chloe-lucienne-marshall




Moderator






PisanieTemat: Re: Hogs Cafe   Sro Sie 26 2015, 12:36

Wychowana? Niekoniecznie ją ktokolwiek wychowywał, bo Chloe nie miała czasu, a babcia Rosie do nauki kultury niekoniecznie się nadawała. No, ale - cóż - mała Marshall była udana. Chociaż tyle się musiało w życiu jej mamy udać! Co nie zmienia faktu, że mogło się udać kilka lat później, najlepiej ze znanym jej facetem. Ale nie można mieć wszystkiego, prawda?
- Dobrze. A ja ci będę mówić Josh - stwierdziła, zamiast spytać, bo przecież ma trzy lata i chętnie wzięłaby sobie cały świat. Ale mama czuwa, tylko nie interweniuje, badając reakcje barmana. Chyba nie ukrywa tego, że mu coś nie pasuje, prawda? Przynajmniej taką Marshall miała nadzieję, bo nie chciała działać mu na nerwy, ani nic z tych rzeczy. Był naprawdę bardzo sympatyczny. Nawet Rosie się podobał, a ta mała jest niezwykle wymagająca, jeśli chodzi o ludzi. I bardziej niż kawą Joshua imponował Chloe właśnie tym, że znalazł wspólny język z jej córką. - To ci kiedyś coś narysuję i dam, jak już przyjdziemy tu znowu. Bo przyjdziemy, mamo? - dopytywała się, a rzeczona mama zapewniła ją, że przyjdą, w duchu modląc się, by rysunek nie był wykonany wyłącznie czarną kredką. To by była porażka pedagogiczna i w ogóle każda inna, bo przecież trzylatki mają tendencje do używania całego pudełka pisaków. Ciekawiło ją też, co mała Rosie narysuje, bo kwiatki uważała za nudne, tak samo jak pieski, kotki, domki i motylki. Z reguły stawiała więc na skomplikowane bohomazy z różnej długości i grubości kresek, które przypominały... Nic. Dziecięce bohomazy właśnie. Ale nie rozmyślała długo, bo Embrosie już zaczęła zadawać jej pytania na temat owoców, które ustawiał na barze Joshua. Chloe, jako cierpliwa i przykładna matka, uprzejmie tłumaczyła, że to jest cytryna, a to truskawka, a to jeszcze co innego, i wcielając się w rolę logopedy spokojnie poprawiała córkę, która powtarzała po niej każde słowo. No bo w końcu pomarańcza, a nie pomalańcia, nie? I chociaż w pewnym momencie jej cierpliwość była już na wykończeniu, tylko miną wyszła z roli cierpliwej nauczycielki. Nie chciała zrazić dziewczynki do mówienia, ani do zapamiętywania czy samodoskonalenia się. Nie chciała też wyjść na wyrodną matkę i tak dalej, bo to już byłaby porażka życiowa, a nie pedagogiczna. W końcu miała tylko swoją małą Rosie, musiała należycie się o nią troszczyć. Co prawda o wychowywaniu dzieci nie wiedziała nic, ale nic nie jest tak trudne, na jakie wygląda. Tak więc zaciskając zęby starsza Marshall posadziła młodszą na krzesełku, zadowolona z faktu, że jej kolana chwilę sobie odpoczną od podskakującego ciężaru.
- Tak! Tak! Mamo, zawiążesz mi? - spytała jeszcze, a Chloe wstała, by zawiązać córeczce fartuszek i pouczyć, żeby nie nabrudziła zbytnio. Szybko wróciła na miejsce i po raz kolejny tego dnia podziękowała mężczyźnie, który jeszcze nawet nie znał jej imienia.
- Błagam, nie mów do mnie per pani, nie jestem tak stara, na jaką wyglądam - zaśmiała się. W sumie rzeczywiście fakt posiadania dziecka mógł świadczyć o tym, że liczy sobie kilka lat więcej, ale bez przesady. Przecież, jakby nie patrzeć, nawet nie skończyła studiów. - Chloe - uśmiechnęła się jeszcze, wyciągając w jego stronę dłoń. - Nie przesadzaj. Dzięki tobie moja córka gada jak najęta, dla mnie to wystarczające wynagrodzenie - odparła zupełnie szczerze, bo naprawdę do szczęścia nie potrzebowała słodkości i zniżek.  
Na komentarz o dumie nieco posmutniała, bo właściwie jak długo zajmowała się Rosie? Dwa tygodnie? Może niewiele mniej, może niewiele więcej. I chociaż była dumna z niej, to z siebie zdecydowanie nie. No ale nie mogła zwlekać z odpowiedzią. - Gdyby miała tatę, to też byłby dumny. Chociaż ona mi się w życiu udała - dodała z nieco kpiącym uśmiechem, unosząc do ust naczynie z kawą, by upić kilka łyków.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : III
Wiek : 22
Skąd : Luksemburg
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 626
Dodatkowo : ćwierć-wila
  Liczba postów : 383
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8255-coccinelle-pensee-lepeltier
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8259-zapoznaj-sie-z-biedroneczka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8262-biedroneczka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8258-coccinelle-lepeltier




Gracz






PisanieTemat: Re: Hogs Cafe   Czw Sie 27 2015, 15:53

Środek wakacji, a ona musiała wrócić do Hogsmade... Jakaś tragedia. Niestety rok szkolny zbliżał się wielkimi krokami, a wychodziło na to, że jak na ten moment nie na zbytnio gdzie mieszkać. Postanowiła więc pójść po najprostszej linii oporu i poszukać czegoś niedaleko szkoły... Choć może to trochę głupie? W końcu za rok znów będzie musiała się przeprowadzać. Nie wyobrażała sobie długiego i "szczęśliwego" życia na tym krańcu świata, gdzie jedyną rozrywką są jakieś puby dla studentów. To teraz jednak nie był jej największy problem, bo i tak nic nie znalazła. Fakt widziała parę ogłoszeń, kilku osobą wetknęła kartki w drzwi z ewentualnym kontaktem do niej, ale nikogo nie zastała w domu. Wakacje. To absolutnie wszystko wyjaśnia.
Zrezygnowana weszła do Hogs Cafe, którego nie znosiła za wystrój, ale przynajmniej nie migało tu miliard kolorowych świateł jak w Geometrii. Przemknęła wzrokiem po pomieszczeniu by zobaczyć, ze specjalnych tłoków nie ma i może spokojnie usiąść przy barze, nie spodziewając się zaczepek nabuzowanych hormonami studencików. Cudownie. Uśmiechnęła się więc pod nosem do siebie, zamrugała parę razy rzęsami by przyzwyczaić oczy do gwałtownej zmiany oświetlenia i rytmicznym krokiem przeszła do baru. Dopiero tam zauważyła barmana rozmawiającego z jakąś dziewczyną i dzieckiem. Poczeka, w końcu ma wiele czasu. Prace wakacyjne już oddane i zero pomysłu na to jak rozpocząć rok. Choć przynajmniej trochę grosza z pracy na recepcji udało jej się zdobyć... Ach te paskudne problemy! Czy nie mogłaby znów rozmyślać o kosmetykach i butach? Byłoby o wiele prościej!
Subtelnie opadła na hoker, rozrzucając słomiane włosy na całą szerokość swoich delikatnych pleców. Na niebieskiej, jedwabnej koszuli odbijały się niczym kłoski na tle bezchmurnego nieba, co oczywiście dodawało Cinny pewnej pewności siebie. Mimo tego jakim wielki była potworem, miała swój niepowtarzalny urok z którego powoli czerpała wielką przyjemność. Pewnie do czasu, jak zawsze.
- Czy mogłabym złożyć zamówienie? - Powiedziała nieco głośniej, by sześcioro oczu mogło ją zauważyć. Nie zamierzała dziś wdawać się w pogaduszki o macierzyństwie, ale mała moccha breve wcale by jej nie zaszkodziła. Najwyżej przytyje parę gram. Pójdzie w cycki.

Sorcia Chloe, że tak ci tu wbijam, ale Josh mnie do ego namówił. Jego bij, nie mnie! xd
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 25
Skąd : Helsinki
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 779
  Liczba postów : 191
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11401-joshua-mitsaen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11405-wyznawcy-i-oprawcy
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11409-jezusowe-listy
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11417-joshua-mistaen#306305




Gracz






PisanieTemat: Re: Hogs Cafe   Czw Sie 27 2015, 16:42

Więc będzie mu mówić Josh? No co mu pozostało? Oponować, raczej nie, skoro on sam postawił na pewne uproszczenie, zdrobnienie imienia, dziewczynki. Kiwnął tylko głową, na znak zgody, po czym przybił z nią piąteczkę. Taka była fajna. Serio przyjemna. Powinien spotkać tak kontaktowe osoby w Hogwarcie, kiedy tam jeszcze studiował. Może to wszystko potoczyłoby się inaczej…? Kto wie, ale chyba raczej nie. W końcu, studiując był już mocno uzależniony od pewnych substancji, niemniej. Skoro ta trzylatka potrafiła go wprawić w tak dobry nastrój w ciągu zaledwie kilku minut, strach pomyśleć, co będzie gdy podrośnie. Tylko mateczka, taka cicha, małomówna wręcz. Może to dlatego, że nie chciała się wtrącać w ich rozmowę, cholera wie. – Bo przyjdziecie, prawda? – spytał starszą Marshall z takim pełnym nadziei spojrzeniem. I wcale nie chodziło tu o kwestię klienta, czy jakieś tęsknoty za dziewczynką (bo byłoby to chyba trochę dziwne, niebezpieczne, zastanawiające, nie?). Szło po prostu o jej mamę, z którą Josh już pewnie dawno by sobie gaworzył, gdyby nie dziewczynka. No cóż, widać nie można mieć wszystkiego, ale spoko spoko! Rozmowa z nią to jeszcze nic straconego! Znaczy chyba, ale w sumie do wyjścia chyba im niespieszno było.
A NAWET JEŚLI.
To teraz zdecydowanie szybko się stąd nie wyniosą, bo przecież Rosie postanowiła robić im wszystkim jakieś dobre pićku. Cudownie, cudownie. Wreszcie mógł pogadać ze starszą – notabene całkiem urodziwą – panienką. Ileż ona mogła mieć lat? Nie wyglądała na starszą od niego. Znaczy dużo starszą, bardziej jakby byli w tej samej/podobnej grupie rówieśniczej. Może jednak pomylił się nazywając ją panią? – Przepraszam, złe nawyki. Ojciec mnie zawsze uczył, że dopóki nie znasz czyichś personaliów, dopóty musisz pamiętać o należytym szacunku. Niemniej. Miło mi cię poznać. Chloe. – uśmiechnął się do niej szeroko. Bardzo sympatyczne. Obie. I ładne, znaczy młodsza urocza, starsza urokliwa. O tak. Tylko jedna rzecz go zmartwiła, mianowicie te słowa o rozgadaniu córeczki, bowiem nie wyglądała na osobę cichą, czy skrytą. Albo zamkniętą w sobie. Znaczy okej w sumie dzieciaki w tym wieku raczej stawiały na nieśmiałość, a podobnych do niej było raczej mało. Zwłaszcza w kontaktach z osobami starszymi. Może serio miał jakiś dar..? – Przepraszam, nie powinienem.. – rzucił jedynie, widząc jej reakcje. Czyżby ojciec je porzucił? Okej, nie znał go. Jej też nie. Ich, przepraszam. Niemniej. – Chociaż z drugiej strony. Przejmujesz się? To on powinien. W końcu, nie wie, co go omija… - odparł, patrząc na małą Rosie uroczo zabawiającą się szklaneczkami i owockami i próbującą wszystkiego, co tylko Joshua dla niej przygotował. – No i kogo stracił… - tutaj z kolei pozwolił sobie na nieco szelmowski uśmiech i zatrzymanie wzroku na matce. I niech to sobie interpretuje jak tylko uważa. Nie znał jej historii, nie wiedział jak to było z nią i ojcem dziecka. Co nie zmieniało faktu, że mógł w ten sposób, przy pomocy pewnych dwuznaczności, niejasności wyrazić swoją opinię o jej urodzie, prawda?
- Jasne! Przepraszam! Czym mogę służyć! – rzucił, słysząc nieznajomy głos. Dość szybko zlokalizował jego pochodzenie i szybkim ruchem znalazł się przy nowym gościu. – Cześć jeszcze raz. A w sumie to pierwszy raz, nieważne. Co dla Ciebie? Mrożona? Biała? Czarna? Espresso? – spytał, nie mogąc się doczekać odpowiedzi. Ej dziś naprawdę chciało mu się pracować. Robić tę całą kawę i w ogóle. Jak nigdy. Może to dlatego, że to w sumie były jedne z jego pierwszych zmian w tym miejscu, kto wie? Oby tylko ten entuzjazm nie minął w przeciągu kilku następnych dni, czy tygodni. Tymczasem jednak zapodał ciastko blondynce, z przepraszającym uśmiechem. W końcu przegapił totalnie jej przyjście do lokalu. Niewybaczalne. Ależ ojciec by go za to zrugał. Szczęśliwie, nie było go tutaj.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : III
Wiek : 22
Skąd : Luksemburg
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 626
Dodatkowo : ćwierć-wila
  Liczba postów : 383
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8255-coccinelle-pensee-lepeltier
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8259-zapoznaj-sie-z-biedroneczka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8262-biedroneczka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8258-coccinelle-lepeltier




Gracz






PisanieTemat: Re: Hogs Cafe   Pią Wrz 04 2015, 22:22

Mężczyźni za barem to prawie jak szcześć przysłowiowych kucharek w kuchni. Krzątają się, plącze sie im język i najczęściej jedynie robią dobre pierwsze wrażenie. To nic nowego, nie jednego takiego już spotkała, co wpierw pytał co podać, a potem by zataić swoje braki w kunszcie, mielił jęzorem ile wlezie. Standard. Nawet na takim zadupiu jak Hogsmade musi ktoś taki się znaleźć. Choć może wcale nie był gorszy od tego bruneta z "Syreniego śpiewu"? Dożyjemy, zobaczymy, dajmy mu jeszcze szanse.
- Moccha breve- powtórzyła swoją myśl już na głos, nie chcąc nic więcej niż kawa. W końcu trzeba dbać o linie, w jej przypadku to podstawa. Bo czy ktoś widział grubą wilę? To pewnie gorszy widok niż niedźwiedź na rowerku jednokołowym w cyrku. Od razu na wizbooku pojawiłyby się memy porównujące ją z grubą damą czy równie beznadziejną postacią z Hogwartu i tyle by było po jej sławie. Gdyby jeszcze Marry Abney pracowała, to na pewno nie musiałaby się zastanawiać czyją karykatura zostanie, a tak... Pozostałoby tylko zgadywać. Kompromitacja. Chyba najgorsze co można sobie na własne życzenie załatwić w tej szkole. No poza HIV, które Coccinella wyczuwała w powietrzu gdy tylko myślała o angielskiej młodzieży. Brudasy i dzikusy, daleko im francuskiej klasy.
- Chyba sarenka ci ucieka. - Stwierdziła ironicznie, widząc nieco od niej starszą kobiete z dzieckiem. Kurcze, żeby tak się wrobić w tym wieku to trzeba być konkretne walniętym. Wiadomo, dochodziły ją plotki nawet z Hoga, że to jedna, to druga z kimś tam zaciążyła, ale... Ludzie drodzy jak tak można szpecić własne ciało, a potem jeszcze się z tego cieszyć? Fuj, to paskudne. Małe, chodzące i tylko pochłaniające czas bękarty. Powinno się je palić, tak jak w średniowieczu czarownice. O tyle prościej wszystkim by się żyło.
Czekając na kawe wyciągnęła swoją zaczarowaną książkę, by i tym razem sprawdzić co znajomi powstawiali. Fifteen Happy Days miala już za sobą, ale czasem patrząc na to co inni wstawiają utwierdzała się w przekonaniu, że jej życie ma sens. To kupowanie, przebieranie, stylizowanie... To, że nie wygląda jak potwór z Loch Ness.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 22
Skąd : Liverpool, Anglia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 185
  Liczba postów : 74
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9630-chloe-lucienne-marshall
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9631-chodz-pojde-z-toba
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9632-tu-przesylamy-zaproszenia-do-picia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9637-chloe-lucienne-marshall




Moderator






PisanieTemat: Re: Hogs Cafe   Sob Wrz 05 2015, 16:19

- Jasne - zapewniła, jeszcze nieświadoma wydarzeń, które miały ją lekko zniechęcić do kolejnej wizyty w Hogs Cafe. Chloe nie lubiła się narzucać. Nie lubiła przeszkadzać, zawracać komuś głowy, zajmować cudzego czasu, męczyć swoją obecnością. Ale jeszcze w tamtej chwili nie odnosiła wrażenia, że powinna się wynieść, tak więc uśmiechnęła się lekko do Josha.
Co chwilę zerkała na córeczkę, która odmierzała soki, próbowała owoców i bawiła się świetnie, przyprawiając swoją mamę o szybsze bicie serca. Ale, cóż - na chwilę trzeba odstawić małą Rosie na dalszy plan. Teraz będą rozmawiać dorośli.
- Nie wie nawet, że ma córkę, więc okej - odparła prosto z mostu, bo nie widziała powodu, by wymyślać piękne historie albo okłamywać Josha, który wydawał się naprawdę w porządku. Może dlatego uśmiechnęła się i zarumieniła bardzo delikatnie, bo jego następne słowa zabrzmiały jak swoisty komplement. Założyła  kosmyk włosów za ucho, rozładowując zakłopotanie.
Ale wszystko zepsuła pewna irytująca ćwierć-wila, którą Marshall już wcześniej widywała na korytarzach Hogwartu. Dosłownie sekunda zadecydowała o tym, że Chloe poczuła się jak piąte koło u wozu, które tylko zawadza i przeszkadza w pracy... No ale należało się stosownie z Joshem pożegnać - w końcu był dla nich taki miły! Tak więc Marshall zwróciła się do Rosie, cichutko jej coś tłumacząc, coś pomagając, coś opowiadając. Jednak w pewnym momencie cienka granica nerwów młodej mamy została przekroczona (zapewne przez komentarz o uciekającej sarence). Na usta byłej Krukonki wpłynął uśmiech pełen kpiny i zażenowania. Że też niektórzy ludzie nie mają wstydu, doprawdy. Chloe za to ma wstyd, tylko go nie okazuje, spokojnie wstając z krzesła i ostrożnie biorąc córkę na ręce.
- Dzięki za wszystko. Miło było poznać - zwróciła się jeszcze do Josha z marnym uśmiechem, dyskretnie zdejmując Rosie niebieski fartuszek, żeby mała nie zauważyła. Położyła go na bar i zanim zdążył ją zatrzymać, wyszła z kawiarni, uspokajając marudzącą dziewczynkę, która powtarzała, że nie skończyła koktajli, chciała pogadać z Joshuą i było tak fajnie, nie skończyły ciastek, nie wypiła herbaty,... Chloe jednak uparcie powtarzała jej, że nie powinny przeszkadzać. Znikając za drzwiami, powiedziała to jeszcze dwa razy. Później tylko zacisnęła pięści i postawiła Embrosie na ziemi.

//zt
wybaczcie czas - życie jest ciężkie, zwłaszcza dla takich leni jak ja
no i wybaczcie długość, ale nie chciałam się rozwodzić, w końcu czekam na list Cool
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 25
Skąd : Helsinki
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 779
  Liczba postów : 191
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11401-joshua-mitsaen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11405-wyznawcy-i-oprawcy
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11409-jezusowe-listy
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11417-joshua-mistaen#306305




Gracz






PisanieTemat: Re: Hogs Cafe   Nie Wrz 06 2015, 23:39

Dziewczyny sobie poszły. Akurat, kiedy ten odbierał zamówienie. Moccha breve. Nie ma co, wynalazła dobry moment na wyjście, w sensie Chloe. Nie mógł ich pożegnać, ani nic. Tylko.. czemu wyszły? Powiedział, coś nie tak? Niepotrzebnie rozmawiał o ojcu, to pewnie o to chodziło. Cholera. No nic, jakoś się z nią jeszcze skontaktuje, a póki co.. no jedyne co mógł zrobić, to powiedzieć do zobaczenia. Bo się zobaczą, prawda? Prawda, przecież sama powiedziała, że na pewno tu jeszcze wpadną. Tymczasem Moccha breve. Serio, będzie tu musiał wprowadzić jakieś menu. I to koniecznie, ale najpierw chciał niejako wybadać rynek, potrzeby gości. W końcu nie będzie serwował tutaj czegoś, na co nikt nie ma ochoty, to poniekąd mijałoby się z celem.
Zobaczymy, zobaczymy, jak to będzie. Przygotowanie kawy, było już na ostatnim etapie. Miło się uśmiechnął do nieznajomej, aktualnie przeglądającą książkę. – Wizbook? – spytał, jakby nie wiedział, czy coś. Oczywiście, że tak. W końcu.. czy była w świecie magii bardziej magiczna książka, od tej? Tak interaktywna i wszystko..? Prawdopodobnie nie. Niemniej. – Dzieje się tam coś ciekawego? Pewnie standardowo… ktoś z kimś zerwał, ten jest znajomym tamtej, tamta nie jest już znajomym iksińskiej, o greckim pisał Obserwator, a Kowalski właśnie skończył Happy Days, podczas gdy jakiś tam Jones nawet się za to nie zabrał.. – mówił w sumie sam do siebie, no ale dość mała odległość między nim, a rozmówczynią powodowała to, że akurat mogła go słyszeć. I pewnie słyszała, bo w sumie jakoś wybitnie się intonacją nie przejmował. No nic, no nic. Kawa dziewczyny została zaserwowana. Podał ją z uśmiechem. – A jak Twoje życie? Jak wakacje? Coś odpoczęłaś od szkoły, czy pracy? – Chciał jakoś zagadać, zagaić rozmowę. Miał także nadzieję, że nowy gość nie do końca ciepło usposobiony, w żaden sposób nie skrytykuje go za ciekawość, oskarży o wścibstwo, czy coś takiego. Przecież, dzień był tak miły..
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : III
Wiek : 22
Skąd : Luksemburg
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 626
Dodatkowo : ćwierć-wila
  Liczba postów : 383
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8255-coccinelle-pensee-lepeltier
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8259-zapoznaj-sie-z-biedroneczka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8262-biedroneczka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8258-coccinelle-lepeltier




Gracz






PisanieTemat: Re: Hogs Cafe   Nie Wrz 13 2015, 15:54

Ludzie właśnie tacy sa. Nie ma czegoś to marudzą, a gdy już to jest to marudzenie nie ustaje. Trzeba mieć zawsze powód by popsuć sobie dzień. Szykają go jak jakiegoś skarbu, który miałby im gwarantować szczęśliwe życie. Bańka mydlana jednak pęka, gdy zderzają się z rzeczywstością. W tym przypadku tym, że jeszcze kogoś interesuje co w tej lekko przestarzałej książce się dzieje. Choć... Oczywiście Cinny miała swoje powody by do niej zaglądać. Szukała wzmianek o tym co się wydarzyło na statku, chcąc zabić każdego kto by ją do harpi porównał. Ciężkie jest życie wili zwłaszcza gdy nie akceptuje się tej swoje ciemnej strony. To, ze wyrwała się ze szkolnych wakacji było zbawienne, ale nie umiejszalo faktowi, że taki wypadek się zdarzył. Straciła nad sobą panowanie, a teraz wyrzuty sumienia i zle wspomnienia dawały jej najgorzą lekcje... Gdyby potrafiła tylko o tym zapomnieć. - To co zawsze. Każdy każdemu obrabia dupe. - Stwierdziła, całkowicie nie ruszona niechęcią mężczyzny. - Trzeba tylko wiedzieć czy gdzieś twojej nie obrabiają. To ważne. Fame musi się zgadzać. - Zaczynała wchodzić na grunt na którym czuła się pewnie jak ryba w wodzie. W końcu społeczeństwo w Hogwarcie było bardzo proste i opierało swoje czyny na potrzebach. Jakby zatrzymali się w piramidzie Maslowa na pierwszym szczeblu. Reszta była tylko otoczką jak by to zdobyć. Gdy już dochodzili do bezpieczeństwa coś zawsze się psuło i w ten sposób Cinny mogla zakładać, że dalej w rozwoju raczej nie pójdą. Przykre.
Odebrała od chłopaka kawę i wcale nie zamierzała go o nic oskarżać. Bez przesady w końcu to ona tu przyszła jako druga, nie on. Jeśli potrzebował ciągłego mielenia jęzorem mogła mu to dac. Nie wymagało to od niej za wiele. wystarczy tylko złapać dobry temat. Tak własnie jest z ludźmi - każdy tak na prawdę potrafi się dogadać. Trzeba tylko chceć, a Cinny dzisiaj miała ku temu swoista potrzebę. To daje wytchenie od myslenia o tym co złe. A jak na razie wszystko szło nie po jej myśli... No dobra, prawie wszystko. W końcu dostała awans, nie? - W zasadzie po staremu, wiesz jak to jest. Tu niby wakacje, a tak naprawdę problemy same się nie rozwiązują. Tylko dochodzi więcej czasu by je rozwiązać, choć nie wiem ile trzebaby go mieć by niektóre sprawy choć troche poukładać. Wakacje są zdecydowanie na to za krótkie. - Odpowiedziała ogólnikami, w końcu nie każdego interesuje kto, gdzie, z kim i dlaczego. Zwłaszcza, gdy ktoś ma takie podejście do wizbooka, W końcu to właśnie on jest tym niewyczerpanym źródłem plotek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : II
Wiek : 21
Skąd : Canterbury
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 525
Dodatkowo : legilimencja
  Liczba postów : 512
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5003-benj-potocky
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5024-benjowe-no-nie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5007-benjowe
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11170-benj-potocky




Gracz






PisanieTemat: Re: Hogs Cafe   Pon Wrz 21 2015, 22:25

To, że bycie barmanem to fajna sprawa, Benj wiedział od momentu rozpoczęcia kursu. Bardzo przyjemnie mu się pracowało ze wszystkimi alkoholami i składnikami wykorzystywanymi do urozmaicenia drinków. Można było powiedzieć, że pochłonęło go to bez reszty. Poza tym ta praca idealnie pasowała do jego charakteru. W centrum uwagi, można pogadać. Nic tylko korzystać.
W ostatnim czasie natknął się na ogłoszenie w Hogsmeade. Poszukiwano barmana od zaraz, więc nie myślał za wiele i zgłosił się do osoby wymienionej w ogłoszeniu. Traf chciał, że szybko dostał odpowiedź i miał zjawić się w tym miejscu i o tej porze. Przypomniał sobie najważniejsze rzeczy, by pamięć go nie zawiodła.
Miejsce było bardzo przytulne. Kto wie, może spędzi w nim najbliższe lata? Wiedział, że ludzie na tym stanowisku bardzo przywiązywali się do miejsc pracy.
- Dzień dobry, ja byłem umówiony na rozmowę. - powiedział podchodząc do baru. Tak o to nadchodził moment, w którym miał podjąć pierwszą pracę, która może mu zapewnić samodzielność. Do tej pory nie myślał o tym, żeby gdziekolwiek zacząć pracować, bo nie widział żadnego powołania. Ale teraz napatoczyła się dobra okazja.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Wiek : 32
Skąd : sandavágur, wyspy owcze
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 152
  Liczba postów : 87
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11454-bastian-madsen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11456-uwarze-dla-ciebie-specjalny-eliksir#307898
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11457-co-dzis-potrzebujesz#307899
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11458-bastian-madsen#307901




Gracz






PisanieTemat: Re: Hogs Cafe   Czw Paź 01 2015, 10:50

Wiesz, że spóźnienie nie będzie najlepsze? To dobrze, szkoda tylko, że wszystko robisz na ostatnią chwilę. Później pędzisz, choć sam siebie nie poznajesz. Nie pasuje to do twojej postawy mam wyjebane na wszystko. Galeony się kończą, a to wystarczający powód, aby w końcu spiąć dupę. Wydaje ci się, że ta rozmowa to tylko formalność. Dlatego na luzie wchodzisz przez drzwi i od razu kierujesz swoje kroki w kierunku baru. Nie jedną noc i dzień spędziłeś na robieniu drinków i zabawianiu klientów. Jesteś w tym zajebisty, ale masz jedną podstawową wadę. Nie wytrzymujesz w jednym miejscu zbyt długo. Co jest sporym niedopowiedzeniem, bo to inni mają ciebie dość. Jak będzie tym razem? Zmienisz się na kilka chwil. Pokażesz na co cię stać, a dalej pociągniesz w jednym miejscu? Nie. Poczekasz i zorientujesz się w sytuacji. Przecież oceniasz książkę po okładce, więc pierwsze wejście do kawiarni powinno dać ci obraz tego miejsca…
- Ty jesteś Joshua? - pytasz się kogoś za barem, a później zerkasz na chłopaka, który zdaje się przyszedł w tej samej sprawie co ty. Ciekawe… nie sądziłeś, że będziesz miał konkurenta na to stanowisko, ale przypominasz sobie, że w ogłoszeniu było zaznaczone, że jest więcej niż jedno miejsce. I dobrze - Cześć - witasz się z tym chłopakiem i jesteś gotowy.
- Mam od razu przygotować drinka, który zbije was z nóg? Możemy zawsze porozmawiać w między czasie - najchętniej już byś zaczął, ale nadal rozglądasz się po kawiarni. Twoją uwagę przykuwają alkohole stojące na półce za barem. Na pierwszy rzut oka widać, że jest wszystko czego potrzebujesz i jeszcze więcej. Może to miejsce akurat dla ciebie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 25
Skąd : Helsinki
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 779
  Liczba postów : 191
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11401-joshua-mitsaen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11405-wyznawcy-i-oprawcy
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11409-jezusowe-listy
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11417-joshua-mistaen#306305




Gracz






PisanieTemat: Re: Hogs Cafe   Sro Paź 07 2015, 23:09

Ostatni gość wyszedł niedawno i w Cafe znowu zapanowała cisza, przerywana jedynie cichą, nieinwazyjną i nikomu nie przeszkadzającą muzyką. Joshi czyścił właśnie ekspres do kawy, po tym jak posprzątał cały bar, wyczyścił filiżanki i tak dalej, kiedy nagle ktoś pojawił się w przybytku. Jakiś młody człowiek. Student? No, może zaraz po. W każdym razie, wyglądał na kogoś, kogo spokojnie Joshua mógłby zaliczyć do grupy rówieśniczej. Sympatycznie, naprawdę. – Dzień dobry! – przywitał gościa z uśmiechem nim ten zdążył cokolwiek powiedzieć. Przyszedł na rozmowę? A to ci dopiero. No, okej. Skoro tylko chciał pracować, dlaczego nie? Warto dać mu szansę, by się chłopak wykazał. – Jasne, siadaj. Jesteś… ? Benj, Bastian? – celowo podał dwa imiona. Wszak dwie osoby miały zgłosić się w terminie bliżej nieokreślonym, jak sądził, na rozmowę kwalifikacyjną. W sumie miło, że zjawił się tak szybko. Uratował go bądź co bądź od samotności. – Napijesz się czegoś? – zapytał chłopaka, samemu łapiąc za filiżankę. Dobra ta kawa. Ojciec miał racje, to chilli było nieocenione. Nadawała niezbędnej pikanterii i tak dalej..
Nim zdążył to pomyśleć do kawiani wpadł drugi człowiek. O wiele starszy, znaczy w zestawieniu z nim i Benjem. Widać było, że mu się tu spodobało. – Tak, to ja. – odpowiedział spokojnie, starając się przy tym nieco pohamować jego buńczuczność. Racja, pewność siebie jest bardzo wskazana, no ale szanujmy się. Może nie aż tak, co? Na Jezusie nie zrobiło to akurat dobrego wrażenia. Niemniej, teraz mając obu panów przed sobą, mógł dostrzec różnicę między nimi. Widać było, który z nich należał do bardziej doświadczonych i w ogóle. No cóż. Widać z takimi ludźmi miało mu przyjść pracować. – Nie, nie. To może poczekać. Póki co, porozmawiajmy. – odparł z uśmiechem, po czym wszystkim trzem nalał piwa imbirowego. Następnie wyszedł zza baru, zmienił na drzwiach tabliczkę, na „Zamknięte” i dopisał różdżką informacje, o trwającej właśnie przerwie obiadowej. Cóż, przynajmniej nikt im nie będzie przeszkadzał. Papieros w dłoń, popielniczka na bar i mogli zacząć tę całą rozmowę.
- Co mi możecie Panowie o sobie powiedzieć? O Was, jako o ludziach? Kim jesteście? Czym się zajmujecie? Czym się interesujecie? Czym się kierujecie w życiu i co możecie dać temu miejscu? Czy może powinienem rzec... kogo?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Wiek : 32
Skąd : sandavágur, wyspy owcze
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 152
  Liczba postów : 87
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11454-bastian-madsen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11456-uwarze-dla-ciebie-specjalny-eliksir#307898
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11457-co-dzis-potrzebujesz#307899
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11458-bastian-madsen#307901




Gracz






PisanieTemat: Re: Hogs Cafe   Czw Paź 08 2015, 10:37

Szybko zostałeś przystopowany, widać, że nie tego się spodziewałeś. Nie masz zamiaru dać po sobie poznać, że jest inaczej. Wszystko jest jak powinno. Zajmujesz miejsce za barem i rozsiadasz się wygodnie, rozglądasz jeszcze po kawiarni oceniając czy to na pewno miejsce dla ciebie.
- Jestem Bastian - przedstawiasz się jeszcze, bo nie widzisz tego, żeby ktoś wołał za tobą ej ty. Podajesz rękę Mistaenowi jak i chłopakowi, który siedzi obok ciebie. Byłeś już na wielu rozmowach i zawsze czujesz się pewniej kiedy masz coś od razu podać. Uważasz, że twoje drinki przemawiają za ciebie, ale teraz musisz zabłysnąć i gadką. Trudno będzie, więc weź się w garść i nie zachowuj jak płaczliwa baba. Dziękujesz za piwo, ale na razie bawisz się tylko szklanką. Jak zaschnie ci w ustach dopiero się napijesz. Chce ci się palić, powstrzymujesz jednak rękę zanim sięgnie do tylnej kieszeni spodni. Spokojnie, Bastianie. Zdążysz. A teraz powiedz coś o sobie, tylko ładnie. No raz, raz.
- Wolałbym od razu przyrządzić jakiegoś drinka, no ale skoro najpierw mam opowiedzieć o sobie… Jak powiem, że siebie to pewnie zostanie to nie najlepiej odebrane. To może inaczej. Mieszam drinki już tak długo, że nie ma możliwości, abym czegoś nie zrobił. Zawsze można coś przy kombinować, zresztą eliksiry są moją pasją, więc mogę je ulepszyć niezbyt oczywistym składnikiem, który dodatkowo podbije smak i wszyscy będą krzyczeli o więcej - sam się sobie dziwisz, że mówisz tak swobodnie. Zazwyczaj w takich sytuacjach jesteś spięty, ale dzisiaj dajesz radę. Jestem z ciebie dumny - Dobrą zabawą i tym, żeby żyć w zgodzie ze sobą. Najważniejsze, aby dobrać odpowiednie proporcji zabawy, pracy i wszystkiego innego - mówisz tak, że prawie nabieram się na twoje słowa. Radzisz sobie lepiej, niż przypuszczałem, ze w ogóle potrafisz. Cały czas wplatasz gdzieś między słowa zaczepienie do eliksirów. Dlaczego?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : II
Wiek : 21
Skąd : Canterbury
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 525
Dodatkowo : legilimencja
  Liczba postów : 512
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5003-benj-potocky
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5024-benjowe-no-nie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5007-benjowe
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11170-benj-potocky




Gracz






PisanieTemat: Re: Hogs Cafe   Pon Paź 12 2015, 00:01

Czym było dla Benja bycie barmanem? Trudne pytanie. Na pewno nie mógł tego zakwalifikować jako swojego celu na życie, bo była to praca, która w pewnym wieku przestawała być możliwa. Poza tym, kto chciałby pracować w tym zawodzie przez kilkadziesiąt lat? Więc odpowiedź na to pytanie nie była prosta. Bycie barmanem wiązało się z wyrzeczeniami - ograniczona możliwość chodzenia na imprezy, a przynajmniej bawienia się, bo przecież był po tej drugiej stronie. Ale fascynowało go to, jak ludzie patrzyli na barmanów. Z szacunkiem i poważaniem, jakby zajmowali się pracą, która wymaga lata doświadczeń.
W takich rozmyśleniach siedział w Hogs Cafe, nagle wyrwały go z zdaumy głosy. Okazało się, że właściciel umówił się z jeszcze jednym, potencjalnym kandydatem. Cóż. Zawsze jest jakaś konkurencja. Poza tym, zazwyczaj nie zatrudnia się tylko jednej osoby, prawda? A jeżeli nie. To co miał do stracenia?
- Benj Potocky. - powiedział wyciągając rękę do własciciela, który zaczął ich wypytywać o to, co mogą o sobie powiedzieć. Cóż. Był w sumie trochę przeciętny, bez specjalnych osiągnięć. Ale liczyło się to, co powie. - Właściwie jestem studentem, uczę się w dobrze znanej szkole znajdującej się w okolicy. Przeszedłem kurs barmański, bo chciałem znaleźć w życiu coś, co mnie zainteresuje i mogę powiedzieć, że odnalazłem pasję. Może nie jestem weteranem, ani specjalistą. Zwyczajnie w świecie łącze dobrą zabawę z pracą, co moim zdaniem jest fajnym połączeniem zarówno dla pracownika, jak i pracodawcy. Co wprowadziłbym do tego miejsca? Trochę świeżości, zastrzyku adrenaliny, poczucia humoru, no i znajomych ze szkoły. - rozgadał się Benj. Powiedział o sobie tyle, ile mógł. Jasne, pewnie zostało coś do dopowiedzenia, ale wolał przedstawić się częścią siebie, a resztę zostawić na przysłowiowy deser.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 25
Skąd : Helsinki
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 779
  Liczba postów : 191
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11401-joshua-mitsaen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11405-wyznawcy-i-oprawcy
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11409-jezusowe-listy
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11417-joshua-mistaen#306305




Gracz






PisanieTemat: Re: Hogs Cafe   Nie Lis 08 2015, 13:21

tututututuututut będzie odpis. :3
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 25
Skąd : Helsinki
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 779
  Liczba postów : 191
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11401-joshua-mitsaen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11405-wyznawcy-i-oprawcy
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11409-jezusowe-listy
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11417-joshua-mistaen#306305




Gracz






PisanieTemat: Re: Hogs Cafe   Nie Lis 08 2015, 13:50

Rozmowa się działa w najlepsze. Przebiegała dość zwyczajnie i normalnie. Ot, dwóch kandydatów, jeden szef. Jedno stanowisko. No cóż. Tylko nie wiedzieć czemu jeden z nich nagle postanowił wyjść. Ten cały Bastian. Zwyczajnie zebrał się i bez słowa wyszedł. Dziwna sytuacja, naprawdę dziwna. Zostali więc sami z Benjem. Co mógłby wnieść. Okej. Wszystko było jasne. – Skończony kurs barmański.. – powtórzył za nim, z zastanowieniem. Przez cały czas potakiwał głową, słuchając jego wypowiedzi. Nawet go rozśmieszył tą wspominką o znajomych ze szkoły. Zabawna sprawa, zabawna. – Dobra! – rzucił nagle, szybko zbierając się z miejsca. Rozmowa dobiegła już końca. Z racji braku kandydatów, Benj dostał tę pracę. – Słuchaj stary. Liczę w takim razie na owocną i udaną współpracę. No i chciałbym niejako wykorzystać twoje umiejętności barmańskie. Będziemy musieli opracować menu. Nic wielkiego, kilka, może kilkanaście prostych drinków, w miarę przystępnych cenowo. – powiedział, delikatnie zerkając na bar. No, wystawkę alkoholi też trzeba będzie przygotować. I jakieś dobre zakupić. Koniecznie trzeba będzie to zrobić. I to jak najszybciej! – Ah, no i chciałbym też wykorzystać twoją wiedzę i umiejętności. Musisz nie nauczyć robić drinki i tak dalej, bo ja niestety umiem tylko robić kawę. No, ale wszystko w swoim czasie. A póki co, dzięki za dziś. I zapraszam do pracy.. może jutro? Koło trzynastej? - Obaj panowie pożegnali się, uścisnęli sobie dłonie i życzyli miłego dnia. Oby miło im się pracowało

z/t wszystkim.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 21
Skąd : Guildford, Anglia.
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 427
  Liczba postów : 169
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11715-amalyn-vantarri#313527
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11721-amy-zaprasza
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11716-sowa-amalyn#313540
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11720-amalyn-vantarri#313550




Gracz






PisanieTemat: Re: Hogs Cafe   Sro Lis 11 2015, 01:09

Przekręciła się na drugi bok i powoli, mimo wielkiej niechęci otworzyła oczy. - Emmm.. - Wydobyła z siebie bliżej nieokreślony dźwięk, prawdopodobnie określający zdziwienie. *Gdzie ja jestem* To pierwsza myśl jaka zagościła w jej głowie. Kompletnie nie umiała zidentyfikować miejsca w którym była, może ciągle jeszcze spała? Mrugnęła kilka razy zanim złapała "ostrość". Rozejrzała się po pokoju w którym się znajdowała. - Oh.. - Wyrwało jej się kiedy już zdążyła się zorientować, gdzie się jest. Pokój Joshuy. Czyli jednak wczoraj zgodził się ją przygarnąć. Próbowała sobie przypomnieć sobie wczorajszy wieczór, na próżno, zamiast tego znalazła dosć uciążliwy ból głowy. Fuknęła pod nosem po czym zsunęła z siebie kołdrę i... dopiero w tym momencie zorientowała się, że jest kompletnie naga. Zmarszczyła lekko brwi, wygramoliła się z łóżka i pośpiesznie udała się do szafy. Chyba miała tu jakieś swoje rzeczy a przynajmniej miała taką nadzieje. Wertowała kolejny stos ciuchów w nadziei, że znajdzie coś co należało do niej, na szczęście.. znalazła. Zgarnęła ubrania i uświadomiwszy sobie, że mężczyzna musi być już w pracy, wolnym krokiem powlokła się w stronę łazienki. Odkręciła kurek z gorącą wodą i położyła się w wannie, w oczekiwaniu aż ta się napełni. Miała taką cichą nadzieje, że w jakimś stopniu ta ciepła kąpiel zniweluje jej okropny stan w jakim się teraz znajdowała. *Głowa to Ci zaraz eksploduje... Pięknie się urządziłaś Vantarri, to takie typowe dla Ciebie, ah no tak, dodajmy do tego fakt, że kompletnie nic nie pamiętasz!* Zabrzmiał złośliwy głos w jej głowie, na który zareagowała całkowitym zagłębieniem w wodzie. (...)
Spuściła wodę i wyszła z wanny. Znalazła czysty ręcznik w szafce pod umywalką i obwinęła się nim po czym przetarła lustro w celu przejrzenia się w nim. - Jest lepiej niż myślałam. - Mruknęła sama do siebie, świdrując wzrokiem swoje własne odbicie. O dziwo, nie miała żadnych "worków" pod oczami, właściwie w ogóle nie wyglądała na zmęczoną, szkoda że czuła się zupełnie inaczej. Wciągnęła na siebie świeżą bieliznę, później (czarne oczywiście) spodnie i koszulkę. Włosy zdążyły jej już prawie wyschnąć. Opuściła więc łazienkę w poszukiwaniu zegara, w końcu mogłaby się dowiedzieć jaka jest godzina, zapewne późna patrząc na obraz za oknem, a mianowicie było szaro. I teraz pytanie, wczesny ranek czy już popołudnie. - Ups.. - Wyrwało się jej kiedy już jej wzrok napotkał wskazówki. Była siedemnasta popołudniu. Ładnie sobie pospała.. Ale w takim razie o której ona wróciła? O 4 nad ranem? Cholera, że też wszystko co próbowała sobie przypomnieć było kompletnie ciemną plamą, pustką. Dała więc za wygraną i korzystając z faktu, że powoli zaczynała się czuć coraz lepiej, skierowała się do kuchni, otworzyła lodówkę w poszukiwaniu składników z których mogłaby coś ugotować. Hmm.. brakowało kilku rzeczy ale chyba da radę coś z tego przyrządzić. Wyjęła poszczególne rzeczy i zabrała się do marynowania mięsa. Zajęło jej to chwilę, dobrze że na tyle dobrze znała kuchnię Joshuy, żeby poruszać się w niej sprawnie, bez większego wysiłku. Kiedy skończyła, schowała jeszcze nie gotowe danie do lodówki, tak żeby doszło do siebie i udała się w stronę drzwi wyjściowych. Z tego co pamiętała, Josh miał za niedługo zamykać lokal i tak jej przeszło przez myśl, że mogłaby do/po niego pójść. Ubrała więc buty, płaszcz, zgarnęła klucze od mieszkania i wyszła, zamykając je na wszystkie zamki.
Kiedy znalazła się na ulicy uderzył ją zimny powiew wiatru. *Cholera* Rzuciła sama do siebie w myślach. Było zimniej niż zazwyczaj.. Okej, mamy jesień, dość późną jesień bo już listopad i to zrozumiałe, że warunki pogodowe nie są najlepsze ale na Bogów czy akurat dzisiaj musiało tak cholernie wiać? Otuliła się mocniej płaszczem i ruszyła w stronę własności mężczyzny.
Dotarła na miejsce. Chwilę stała przed drzwiami wahając się czy na pewno powinna wejść, w końcu nie pamiętała niczego z poprzedniej.. nocy już właściwie, bo wieczór spędziła w barze, przynajmniej tyle pamiętała. Nie skompromitowała się też zbytnio, co było dużym plusem gdyż po alkoholu przychodziły jej do głowy różne rzeczy, niekoniecznie racjonalne i przemyślane, rzecz jasna. Pchnęła więc drzwi prowadzące do kawiarni i wolno przeszła przez próg, od razu ogarnęło ją przyjemne ciepło. Mimowolnie na jej twarzy pojawił się uśmiech, naprawdę lubiła to miejsce. W końcu to tu po raz pierwszy go zobaczyła a jeśli by pominąć ten fakt, to bardzo lubiła wystrój tego wnętrza, było tu tak przytulnie. Rozejrzała się po pomieszczeniu, prawie w ogóle nie było tu ludzi.. Może nie była jedyną która wczoraj dała się ponieść chwili? Nie ważne, z myśli tych wyrwał ją widok mężczyzny wychodzącego zza baru. Odruchowo się uśmiechnęła, trochę niezdarnie, nie bardzo wiedząc na co może liczyć. Miała nadzieję, że nie zrobiła niczego co przysporzyło by mu kłopotów ani go nie zezłościło. W prawdzie nie zachowywał się jakoś okropnie po procentach.. No może poza tym, że jej język stawał się trochę bardziej cięty i już w ogóle nie hamowała się z wyrażaniem swojej opinii.. Jednak nie było to nic, co mogło mieć w swoim działaniu fatalne skutki.. A przynajmniej nie w relacji z Joshuą no bo co mu mogła takie powiedzieć? Nic. Nic złego.. Jak już to pogrążyła się, mówiąc mu jak wiele do niego czuje. W tej samej chwili, gdy myśl ta przeszyła jej umysł na jej policzkach pojawiły się czerwone wypieki. Spojrzała mu w oczy, szukając w nich jakiejś złości czy nie zadowolenia, na całe szczęście nie znalazła ni krzty. Wewnętrznie jej ulżyło, odetchnęła. - .. Cześć Kochanie.. - Szepnęła cicho, nie spuszczając z niego wzroku. - Mam nadzieję, że nie narobiłam zbyt wielu głupot.. - Dodała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 25
Skąd : Helsinki
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 779
  Liczba postów : 191
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11401-joshua-mitsaen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11405-wyznawcy-i-oprawcy
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11409-jezusowe-listy
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11417-joshua-mistaen#306305




Gracz






PisanieTemat: Re: Hogs Cafe   Czw Lis 12 2015, 23:35

No i tak. Zabawnie było wczoraj, tak to trzeba było przyznać. Może dlatego, że w sumie nie spodziewał się tego całego przebiegu wydarzeń, jaki nastąpił poprzedniego dnia? No bo w sumie, miał się niczym nie różnić od poprzedniego. A tu nagle bum! Wpadła mu na pracę Amalyn. Nie da się ukryć dość miła niespodzianka, zwłaszcza że coś wspominała wcześniej o spotkaniu ze znajomymi. Jakiś babski wieczór, czy coś takiego, no nic. Nieważne, nieważne. Grunt, że wpadła i nieco przetrzeźwiała. No i.. niejako przyciągnęła gości do Hogs, co było dodatkowym plusem. Oczywiście Jezus musiał na wszystko mieć uwagę, bo przecież Amalyn postanowiła potańczyć u niego na barze, więc.. W sumie czemu nie? Jasna sprawa, w porządku, patrzyło się nawet fajnie. Patrzyło się dopóki, dopóty Joshu nie połączył wątków i nie zauważył tych wszystkich śliniących się samców. Cóż, wobec tego nie pozostało mu wiele do zrobienia, jak tylko zabrać ją ze sobą na mieszkanie, pozostawiając barmana w nadziei, że da sobie radę. Ostatecznie musiał, no a nie pracował za barem od wczoraj, zatem.. tak, to był świetny sprawdzian jego umiejętności.
Niemalże cały następny dzień przespała, czemu z resztą trudno się dziwić. Przecież zasnęli oboje jakoś nad ranem, więc.. No, nie dane było mu wiedzieć, jaką godzinę wskazywał zegar, podczas gdy ukochana obudziła się. Popędził przecież na trzecią do pracy, co nie było mu jakoś mocno na rękę, jednak był weekend. Lepiej, żeby tam siedział i pilnował porządku, nigdy nie wiadomo co mogło się zdarzyć. Dzionek mijał zatem nieskończenie, wolno oraz nudno. Goście dopisywali, było z kim pogadać, muzyka przyjemna dla ucha, tylko.. no brakowało mu jej. Mogłaby tu przyjść… I tak jeszcze powtarzał to sobie przez kilka godzin, aż przyszedł wieczór. Akurat siedział po drugiej stronie baru i popijał drinka. – Cześć skarbie! – rzucił, już ruszając z miejsca, by powitać ukochaną. Gdy już ją oczywicie przytulił i pocałował, zaprosił do jakiegoś stolika. Jeszcze w czasie podróży doń usłyszał jej uwagę. Głupot…? Nie no. Cóż.. – Jeśli mam być szczery, było całkiem zabawnie. I nie zrobiłaś niczego głupiego.. Gadałaś też bardzo, ALE TO BARDZO do rzeczy Skarbie.. Naprawdę. – uśmiechnął się delikatnie. Nie miał zamiaru jej w to wtajemniczać. Po co? Niech się zastanawia, męczy, bo przecież w końcu i tak jej opowie, co nie? – Póki co, napijesz się czegoś?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 21
Skąd : Guildford, Anglia.
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 427
  Liczba postów : 169
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11715-amalyn-vantarri#313527
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11721-amy-zaprasza
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11716-sowa-amalyn#313540
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11720-amalyn-vantarri#313550




Gracz






PisanieTemat: Re: Hogs Cafe   Pią Lis 13 2015, 02:17

Joshua zareagował z dużą ekscytacją a to raczej świadczyło o tym, że nie zrobiła nic głupiego poprzedniego dnia. Niemniej jednak, to co dla niego mogło się wydawać śmieszne lub słodkie (cóż zazwyczaj tak ludzie trzeźwi postrzegają tych pijanych, przynajmniej jeśli chodzi odbieranie pozytywne) ona mogła postrzegać zupełnie inaczej. Naprawdę miała nadzieję, że zachowywała się przyzwoicie..
Mężczyzna pociągnął ją w stronę jednego ze stolików, po drodze zapewniając ją, że nic głupiego nie zrobiła... Dlaczego więc ciągle czuła się, jakby było inaczej? Mówiła do rzeczy? Uniosła brew, posyłając mu pytające spojrzenie. Ściągnęła z siebie płaszcz i powiesiła go na oparciu krzesła, po czym sama na nim usiadła. Zagarnęła kosmyk włosów, ten znajdujący się najbliżej twarzy, za ucho i wbiła w niego swój wzrok. Coś do picia? Pierwsze co przyszło jej na myśl to alkohol.. a raczej jego znaczne ilości które wczoraj w siebie wlała. Uh.. nie... chyba jeszcze nie mogła o tym myśleć. - A co mi możesz zaproponować? - Spytała nieco zadziornie, posyłając mu przy tym łobuzerki uśmiech. - Tylko bez alkoholu! - Dodała bardzo szybko, zerkając na drinka który trzymał w dłoni. Jej już alkoholu wystarczy, przynajmniej na razie. Była całkiem pewna, że nic co zawierało procenty nie przeszłoby jej teraz przez gardło. - Wczoraj już chyba wypiłam wystarczającą ilość - Spojrzała na niego, uśmiechając się przy tym nieco wstydliwie. Przecież ciągle nie miała pojęcia co stało się zeszłej nocy. Wiedziała tylko, że wyszła z pabu razem z Mort i jej facetem albo to nie był jej facet.. Nie wiem, dziwna była ta ich relacja..  W każdym razie, bardzo dobrze się z nimi bawiła. No ale nie nad tym miała się przecież skupiać, tylko na wydarzeniach po! Okej więc to co się działo w środku, był nawet ostrym obrazem, dopiero moment wyjścia i.. spaceru po ulicy staje się nie jasny. Odprowadzili ją czy nie? *Cholera! * Warknęła  w myślach. Po raz kolejny spojrzała na mężczyznę. - Josh ja.. - Przygryzła dolną wargę, nie bardzo wiedzą jak ma zgrabnie mu powiedzieć, że nic nie pamięta. - Ohh.. No dobra! - Fuknęła zrezygnowana, przewracając przy tym oczami. - Chodzi o to że ja nic nie pamiętam.. - Jęknęła. - Za cholerę nie potrafię sobie co się działo po wyjściu z pabu.. - Skrzywiła się lekko na dźwięk swoich własnych słów. - Nie mam pojęcia jakim cudem znalazłam się u Ciebie w mieszkaniu, co Ci mówiła, czy coś robiliśmy, nic! Totalna pustka i ciemność! - Skończyła lekko zażenowana. Nie był to pierwszy tak zwany urwany film w jej życiu jednak zdecydowanie najgorszy.. Cóż chyba nie zrobiła niczego co by go rozzłościło, w innym przypadku raczej by się u niego nie obudziła.. i raczej nie naga. Uprawiali seks? Czy po prostu naszedł ją cudowny pomysł spania bez ubrań? Ani w jednym ani w drugim nie byłoby nic złego, gdyby tylko to pamiętała.. Naprawdę strasznie ją to denerwowało.. Ostatnie czego pragnęła to skompromitować się w jego oczach. - Błagam Cie opowiedz mi co się wczoraj działo.. - Jęknęła chwytając go za dłoń, ściskając ją lekko.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Hogs Cafe

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 6Idź do strony : 1, 2, 3, 4, 5, 6  Next

 Similar topics

-
» Maid Cafe
» Cafe "Cambio Dolor"

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogsmeade
-