IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Magiczne Mądredrzewo

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : I
Wiek : 19
Skąd : Ottery St. Catchpole
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 6297
Dodatkowo : ścigająca, kpt
  Liczba postów : 2739
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7146-shenae-d-angelo#204090
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7147-shenae-d-angelo#204112
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7148-shenae-d-angelo#204119
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7244-shenae-d-angelo#204981




Gracz






PisanieTemat: Magiczne Mądredrzewo   Czw Paź 22 2015, 02:37


Magiczne Mądredrzewo

To bardzo kapryśne, magiczne drzewo, zdaje się zmieniać nieznacznie swoje położenie, wędruje wzdłuż paronamy rozciągającej się na Hogsmeade i Hogwart, ale to nie jedyna jego czarodziejska właściwość. Obrastające spiralnym konarem kusi do podjęcia się niebezpiecznej wspinaczki w górę, a każdych śmiałków, którzy przetrwają tą podróż po szerokim pniaku w górę, obdarowuje drobnym prezentem. Opuszcza dla nich swoje gałęzie, pozwalając się im cieszyć uwieszonym pod jedną z nich namiotem, ze splotu gałązek i magicznych pajęczych, jedwabnych sieci, które idealnie utrzymują ciepłe powietrze wewnątrz namiotu. W ten sposób szczęśliwi Ci, którym uda się tu wejść i móc podziwiać wspaniały horyzont, rozciągający się z tej wysokości lepiej niż z jakiegokolwiek punktu widokowego. Warto doczekać w tym miejscu wschodu słońca, ponieważ, jak głoszą nieliczni, którym udało się tu wspiąć, jest to niezapomniany widok.

UWAGA: Aby wejść obowiązkowo należy rzucić kostką w pierwszym poście. Nieparzysta – udaje Ci się wejść, parzysta – niestety nie udaje Ci się wejść. Nawet jeśli już raz odkryjesz lokację, nie możesz odwiedzać jej bez ponownego rzucania kością, gdyż drzewo może się przemieszczać.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : I
Wiek : 19
Skąd : Ottery St. Catchpole
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 6297
Dodatkowo : ścigająca, kpt
  Liczba postów : 2739
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7146-shenae-d-angelo#204090
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7147-shenae-d-angelo#204112
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7148-shenae-d-angelo#204119
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7244-shenae-d-angelo#204981




Gracz






PisanieTemat: Re: Magiczne Mądredrzewo   Czw Paź 22 2015, 03:01

Wraz z Enzem przeszli znaczną część Hogsmeade zanim znaleźli odpowiednio odludne miejsce, gotowe sprostać ich wymaganiom rozkoszowania się nowym statusem ich relacji. Jak się okazuje większość osób, podobnie jak oni, cieszyli się ostatnimi przynajmniej odrobinę cieplejszymi dniami. Niełatwo więc było znaleźć miejsce, w którym mogliby odpocząć od miastowego zgiełku. Shenae również przekonała się, że ilość miejsc jakie znała w Hogsmeade w rzeczywistości nie dość, że była skromna to jeszcze bardzo oklepana. Gdzie nie skierowali swoich krukońskich kroków, tam na horyzoncie wylaniały się cienie czyichś sylwetek, już zajmujących te miejscówki. W końcu z westchnieniem oparła się o jedno z drzew, mrucząc żałośnie:
- Poddaję się. Nie wiem gdzie możemy spędzić wieczór, Enzo.
Nie spodziewałaby się nawet, że ktoś miałby tak absurdalny pomysł, żeby móc wspinać się na drzewo przy którym stanęli. Zamilkla, wpatrując się uważnie w tęczówki oczu Enzo, uznając, że chociaż jedno im się udało. Nie byli ograniczeni żadnymi etycznymi zachowaniami, zdani wyłącznie na obyczajowość wyłącznie siebie samych. Jako, że zaś Halvorsen w oczach swojej już dziewczyny nie uchodził za najbardziej cywilizowanego, pozwoliła go.sobie bezpardonowo, choć lekko przyciągnąć do siebie. Ale nie pocałować. Tą decyzję pozostawiła jemu do rozwiązania. Sama dorzuciła prawie szeptem.
- Jeśli naprawdę planujesz spełnić którąkolwiek z moich nadziei to dobrze by było gdybyś zdążył z tym zanim zastanie nas noc.
Uśmiechnęła się ciut wrednie, czekając na to co sam Enzo chciał w tej kwestii zaradzić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Lima, Peru
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 3052
  Liczba postów : 1065
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10538-enzo-corrado-halvorsen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10540-klusownik-prosto-z-peru
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10539-peruwianska-sowa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10541-enzo-halvorsen




Gracz






PisanieTemat: Re: Magiczne Mądredrzewo   Pią Paź 23 2015, 11:07

Enzo nie był dobrym doradcą, jeśli chodziło o zdecydowanie się na jakieś konkretne, może chociaż trochę romantyczne, a zarazem odludne miejsce. Mimo, że odludną stronę Hogwartu i Hogsmeade znał aż za dobrze, tak miał problem z dopasowaniem tego do swojej wizji nadającego się na randkę. Zresztą, co on wiedział o randkach i byciu romantycznym, no proszę was? Klapki na oczach i tym podobne. Ten, w każdym razie, kiedy zatrzymali się pod drzewem, on wcale nie wyglądał na zniechęconego. Spędzali razem czas, a Shenae już nie była na niego zła… no, a przynajmniej darowała mu tę śmiertelną zniewagę i tak dalej, więc i tak poprawiało mu to nastrój. Jej zachowanie trochę go zaskoczyło, a może nawet trochę zmieszało. Zwykle nie była tak bezpośrednia, ale spodobało mu się to. Objął ją ramionami, przytulając do siebie, ale jeszcze przez moment rozglądał się po okolicy. W chwili, w której faktycznie pochylił się, aby zatrzymać się tuż nad jej wargami, miał już gotowy plan działania. Złączył ich usta w powolnym, bardzo delikatnym pocałunku, jakich nie dane im było zaznać na początku tej znajomości. Zwykle inicjatorem podobnych zbliżeń była ich złość czy wręcz agresja. Wyładowywali na sobie swoje frustracje, więc zupełnie przegapili tę delikatniejszą część zbliżeń, jaką, wbrew pozorom, Enzo też potrafił nie tylko docenić, ale również wprowadzić. Przesunął palcami wzdłuż jej szyi, docierając do policzka, który pogłaskał krótkim ruchem, nim rozdzielił ich wargi.
- Wiesz, tam wyżej będzie romantyczniej. - zauważył, wskazując ruchem dłoni na drzewo tuż obok. To było dla niego tak naturalne. Im wyżej tym lepiej, a czy to nie była jego dewiza zawsze wtedy, kiedy starał się przed nią uciec? W takich miejscach czuł się na tyle dobrze, aby chcieć zaprowadzić ją teraz w podobne. - No i może zobaczysz stamtąd te moje śmieszne ptaszki.
Skusił ją, odsuwając się od niej, ale jednocześnie trzymając ją za rękę.
- Zaufasz mi? - zapytał, a jego poważna twarz zmieniła się pod wpływem łobuzerskiego uśmiechu. - Widzisz to zagłębienie między gałęziami? Wniosę Cię tam, tylko musisz mocno się trzymać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : I
Wiek : 19
Skąd : Ottery St. Catchpole
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 6297
Dodatkowo : ścigająca, kpt
  Liczba postów : 2739
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7146-shenae-d-angelo#204090
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7147-shenae-d-angelo#204112
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7148-shenae-d-angelo#204119
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7244-shenae-d-angelo#204981




Gracz






PisanieTemat: Re: Magiczne Mądredrzewo   Pią Paź 23 2015, 23:00

Nie była przekonana czy jej słowa w restauracji potraktował poważnie, czy nie, dlatego do samego końca nie mogła mieć pewności czy spełni jej bezpośrednią prośbę. Mimo, że próbowała sobie zakpić z własnych, wcześniejszych słów, prawda była taka, że dokładnie to, co mu wtedy powiedziała, tak myślała. Dlatego, kiedy poczuła ciepło jego ramion, nie musiała ukrywać, że jej się to nie podoba. Nie potrzebowała nawet nic nie wiadomo jak mocno namiętnego w tym momencie. Samo jego objęcie jej wystarczało. Oplotła ręce wokół jego szyi, chłonąc jego bliskość. Nie przyznałaby tego drugi raz głośno, ale naprawdę za nim tęskniła. I czego właśnie się przekonywało, jej ciało, tak samo jak ona duchem, rwało się do niego. Można więc powiedzieć, że dopiero teraz, mając go przy sobie poczuła się uspokojona po jego wyjeździe. A gdyby planował drugi raz zawieść jej zaufanie i znów znikać, cóż… wtedy chyba samo przytulenie nie mogłoby niczego naprawić. Teraz jednak to starczało. A w połączeniu z pocałunkiem, zdecydowanie otrzymała nawet więcej niż chciała. Uchyliła powieki, kiedy się od niej odsuwał, próbując nadążyć za jego rozumowaniem. Automatycznie spojrzała za jego ręką, na wysokie drzewo, uśmiechając się kpiąco.
Tak, jasne — mruknęła, ale wracając do niego wzrokiem, zauważyła ważną rzecz... — Ty nie żartujesz.
Wnioskując to, na chwilę zamilkła, próbując przeanalizować jego propozycję. Dość absurdalną i szaloną. Chwilę jej zajęło zanim mu udzieliła odpowiedzi, ale w końcu, po długim momencie zastanawiania się, rzuciła:
No skoro powołujesz się na śmieszne ptaszki…
To miała być jednocześnie zgoda, jak i wyrażenie jej wątpliwości co do tego pomysłu. Cofnęła się krok, czując tylko napór splotu ich rąk, bo tak, cofnęłaby się nawet jeszcze bardziej. Kiedy stała bezpośrednio pod tym drzewem, wydawało jej się jeszcze wyższe niż było. Zerknęła na Enzo. Czy ufała mu? Jeśli chodziło o wysokości to chyba mogła. Odpowiedziała wiec tylko trochę nieprzekonana.
Powiedzmy, że tak. Co dokładnie wtedy masz na myśli poprzez mocne trzymanie się? — nie była pewna, jak dokładnie planował ją tam wnieść, chciała się tego dowiedzieć — Jak dokładnie mocno mam się trzymać i gdzie? — nie potrafiła sobie wyobrazić dokładnie, w jaki sposób chciał ją wnosić. Musiał ją sam nakierunkować. Mógł to jednak uznać za wstępną zgodę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Lima, Peru
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 3052
  Liczba postów : 1065
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10538-enzo-corrado-halvorsen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10540-klusownik-prosto-z-peru
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10539-peruwianska-sowa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10541-enzo-halvorsen




Gracz






PisanieTemat: Re: Magiczne Mądredrzewo   Nie Paź 25 2015, 16:24

Kiedy mowa była o włażeniu na drzewa to Halvorsen nigdy nie żartował. Wspinanie się na nie uważał za tak oczywiste i naturalne. Nie było dla niego nic lepszego niż zaszyć się wśród gęstwiny liści i oprzeć się plecami o szorstką korę, wsłuchiwać się w szum wiatru oraz ćwierkanie „śmiesznych ptaszków”. Może w ten sposób wypatrywał także miejsc nadających się do upolowania czegoś ciekawszego? Prawdopodobnie, ale w tej chwili nie było to specjalnie istotne. To, że odebrała jego propozycję jako żart uznał za typową reakcję. Skrzywił się lekko, komentując jej niedowierzanie jedynie w ten sposób i czekał aż sformułuje swoje myśli. Popatrzył na nią, najwyraźniej oceniając siłę jej ramion.
- Na tyle mocne, żebyś nie spadła. - odpowiedział, robiąc przy tym wymowną minę. - Nie chciałbym Cię potem mieć na sumieniu tylko dlatego, że nie potrafiłaś się utrzymać.
Zmierzył ją spojrzeniem, wyciągając z kieszeni różdżkę. Celując nią w Krukonkę, machnął nią krótko, najwyraźniej korzystając z zaklęcia niewerbalnego, po czym ponownie wsunął ją na miejsce.
- Teraz powinno być prościej. - stwierdził, odwracając się do D’Angelo plecami. Wskazał palcem na swoją szyję i biodra. - Ramiona owiń mi wokół szyi lub trzymaj mnie za barki. Nogi możesz ułożyć tutaj. Zaczarowałem Cię i teraz przez kilka minut powinnaś prawie nic nie ważyć, więc wszystko zależy tylko od tego czy ręka Ci się nie omsknie.
Zaczekał aż się ułoży, mając przy tym nadzieję, że nie będzie specjalnie głośno narzekała, a potem ruszył. Najpierw podszedł ze swoim „She-plecakiem” do drzewa, szukając dobrego podejścia. Głaskał korę, wyszukując najlepszą pozycję startową, a kiedy wydawało mu się, że ją odnalazł, zaczął się wspinać. Robił to niespiesznie, ale ostrożnie. Raz za razem poruszał ramionami oraz nogami, układając je na najbezpieczniejszych, jego zdaniem, wybrzuszeniach czy później na drobniejszych gałęziach, jakie mogłyby utrzymać jego ciężar. Wszystko to trwało kilka minut, a Enzo nawet nie zdążył poczuć, że ciężar Shenae zaczyna wracać. Miał wystarczająco dużo siły, żeby przetrzymać powrót kilogramów na tyle długo, aby mogli wreszcie zatrzymać się na rozwidleniu dwóch potężnych gałęzi. Chwycił jedną z nich w dłonie i wziął głębszy oddech, odrobinę zasapany po wysiłku.
- Rozluźnij uścisk i stań sama… ooo… - wyrwało mu się, kiedy poczuł jak trzymana przez niego gałąź się porusza. Przez moment serce zabiło mu trochę mocniej. Pomyślał, że może przypadkiem wspięli się na wierzbę bijącą, ale dość szybko okazało się, że to nie to. Pojawił się przed nimi namiot, a to tak go zaskoczyło, że aż zaniemówił. Po chwili jednak odchrząknął, badając przez moment jego stabilność nim zdecydował się do niego wejść. Usiadł na miękkim, nieco chybotliwym podłożu, a mimo, że serce zaczynało trochę podchodzić mu do gardła, kiedy wyobrażał sobie jak malownicza zostanie z nich plama, jeśli nagle sieć podtrzymująca namiot w powietrzu postanowi się zerwać, zgrywał nieporuszonego. Wyciągnął dłoń do Shenae.
- Chodź, stąd będzie niezły widok.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : I
Wiek : 19
Skąd : Ottery St. Catchpole
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 6297
Dodatkowo : ścigająca, kpt
  Liczba postów : 2739
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7146-shenae-d-angelo#204090
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7147-shenae-d-angelo#204112
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7148-shenae-d-angelo#204119
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7244-shenae-d-angelo#204981




Gracz






PisanieTemat: Re: Magiczne Mądredrzewo   Nie Paź 25 2015, 20:45

Machinalnie uciekła głową na bok, przed jego różdżką. Nie widziała nigdy żeby czarował w jej obecności, poza szkołą przynajmniej, więc naturalnym było, że pomyślała sobie, że mógłby jej tą różdżką wydłubać oczy czy co. To, co widziała w jego wykonaniu na jednej z lekcji Zaklęć wcale nie poprawiało jej opinii. Mimo to, udało mu się na nią rzucić jakiś mało inwazyjny urok więc odetchnęła chyba trochę z ulgą. Nie mówiła jednak głośno, że przez chwilę w niego zwątpiła. Widziała jego minę, kiedy uznała wchodzenie na drzewo za żart. To był ten poziom irytacji, który łatwo przekroczony mógł się przerodzić w coś niedobrego, a po co psuć atmosferę między nimi?
Nie upuść mnie — wiedziała, że na pewno nie chciał, ale powiedzenie tego głośno stwarzało tą prośbę bardziej rzeczywistą i dawało mu do zrozumienia, że wolałaby się nie przejechać na swoim zaufaniu do niego, kiedy weszła mu na barana, oplatając ręce ciasno wokół jego szyi. Przypomniała jej się pewna ciekawostka.
Miotły mają zaklęcie przyczepności. Może by pomogło? Obawiam się jednak, że jest one opatentowane przez wielkie koncerny wytwarzające miotły, więc nie jestem nawet pewna czy jego formuła jest jawna. W razie czego potrafisz rzucić zaklęcie powolnego spadania, prawda, Enzo?
I w zasadzie, chociaż zwykle aż tak dużo nie mówiła, opierając się swoim obawom co do tej wspinaczki, swój stres ukryła nie za zwyczajową złością, a za dialogiem, który był na tyle skutecznym rozproszeniem, że przynajmniej do połowy drogi utrzymywała swój monolog, do póki nie zabrakło jej tematów do poruszania. Nie czuła żadnej satysfakcji z rozmowy z samą sobą.
Rozluźnij uścisk i stań sama… — powtórzyła za nim, mamrocząc jeszcze — łatwo ci mówić, na czym? Mam się tu złapać i… co? — dopiero potem wpadła na to, że wcale w sumie nie różni się to dużo od podciągania się na miotle. Zaaferowana sobą i swoimi manewrami mającymi utrudnić jej spadnięcie z tej wysokości, nie poczuła nawet, że drzewo się poruszyło. Wdrapała się na górze, siadając okrakiem na gałęzi, zaczesując z zażenowaniem włosy do tyłu i… aż jej się zrobiło gorąco, kiedy nie zobaczyła przed sobą Enzo. Przez chwilę siedziała w osłupieniu, czując łomotanie swojego serca w piersi, dopóki instynktownie nie spojrzała w dół. To był błąd, tylko dlatego, że odnotowała odległość dzielącą ją od ziemi. Z drugiej strony, zbalansowała swój lęk przed tą wysokością, ulgą, kiedy zobaczyła krukona w jakimś śmiesznym namiocie, którego obecności sobie nie przypominała. Trochę rozluźniła napięte przez te kilka sekund mięśnie. Bez słowa wyciągnęła ręce do przodu, pozwalając mu sobie pomóc się wciągnąć, tylko, że wyszło jej to tak niezdarnie, że wylądowała na chłopaku, od razu waląc go pięścią w pierś.
Na Merlina, Halvorsen! Myślałam, że spadłeś. Nie znikaj mi tak z oczu na takich wysokościach, jasne?
Coś co mogłoby być troską, brzmiałoby na pewno dużo lepiej, może nawet całkiem słodko, gdyby na niego nie warczała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Lima, Peru
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 3052
  Liczba postów : 1065
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10538-enzo-corrado-halvorsen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10540-klusownik-prosto-z-peru
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10539-peruwianska-sowa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10541-enzo-halvorsen




Gracz






PisanieTemat: Re: Magiczne Mądredrzewo   Nie Paź 25 2015, 21:12

Udał, że nie zauważył jej uniku przed różdżką, bardzo starając się nie zrobić przy tym znaczącej miny. Cóż, nie każdemu zawsze wszystko wychodzi, a Enzo był chyba idealnym przykładem tego, że wielu ludzi sprawdza się tylko w jednej lub góra dwóch dziedzinach. Nie było chyba drugiego takiego, który potrafiłby jednocześnie opiekować się zwierzętami, jak i uparcie na nie polować, a potem obdzierać je ze skóry czy piór. Szkoda, że Shenae nie potrafiła jakoś wspaniale gotować, lub chociaż nie przyznawała się do swoich umiejętności. Takie świeżo upolowane mięso potrafi pozytywnie zaskoczyć smakiem, o ile tylko jest odpowiednio przygotowane. Halvorsen na pewno nie popisałby się przed nią żadną wybitną techniką, a trochę szkoda.
Wspinanie się na drzewo bardzo pochłaniało jego uwagę. Zwykle wtedy, kiedy to robił nie musiał koncentrować się nad tym, że jeden niewłaściwy ruch oznacza śmierć bliskiej osoby. O swoje cztery litery nie musiał się martwić. Podłego dementorzy nie całują… czy jakoś tak. Miał zaskakujący talent do lądowania na czterech łapach, o ile tylko odległość od ziemi nie była zbyt duża. Pół biedy złamać sobie nogę, gorzej byłoby gdyby to był kręgosłup. Kiedy już Shenae umilkła, poszło mu sprawniej. Nie chciał jej ignorować, więc od czasu do czasu wydawał z siebie krótkie „mhm”, co nieco spowalniało jego wspinaczkę. Musiał się przecież koncentrować na jej monologu. Wreszcie wspięli się na odpowiednie miejsce, a on sam wtaszczył tyłek do namiotu. Nie pomyślał o tym, że nie będzie go obserwowała, dlatego wyglądał na nieprzyzwoicie rozbawionego, kiedy uderzyła go w pierś, wygłaszając jednocześnie swoje pretensje.
- Na pewno usłyszałabyś mój upadek. - poinformował ją optymistycznie, przesuwając niemalże machinalnie palcami po jej twarzy. Wydawał się nieprzyzwoicie zadowolony z pozycji, w jakiej się znaleźli. Oddech miał powolny, ale puls wciąż wyraźnie odznaczał się na jego szyi. Trudno powiedzieć czy to z powodu wysiłku czy jej bliskości.
- Och, Shenae... - wymruczał jej imię, obejmując ją ramieniem, podczas gdy drugim zaczesał jej włosy za ucho. Wpatrzył się w jej niebieskie oczy, tak pełne skrajnych emocji. Dostrzegł w nich może nawet coś poza irytacją i chyba to dało mu odwagę, żeby wyrzucić z siebie coś, czego zazwyczaj nie mówił. Komplement.
- Jesteś taka piękna. - powiódł dłonią wzdłuż jej policzka, muskając kciukiem krawędź dolnej wargi, a potem, kiedy już musiał zabrać dłoń, aby podeprzeć się na łokciu, znowu zbliżył swoje usta do jej, aby skraść jej pocałunek. Słodki i delikatny jak wiosenny, ciepły wiatr. Otulający zmysły i ulotny, nadający magii niewinnego flirtu. Może chciał nadrobić to, co stracili kiedy wymieniali się złośliwościami, a może w duchu był po prostu nieśmiały? Nieobyty z kobietami? Wątpliwe. Więc to może kwestia uczuć? Jeszcze nie było takiej, którą wnosiłby na drzewa, pozwalając jej na siebie warczeć. Zawsze musi być ten pierwszy raz. Oby był też tym ostatnim.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : I
Wiek : 19
Skąd : Ottery St. Catchpole
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 6297
Dodatkowo : ścigająca, kpt
  Liczba postów : 2739
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7146-shenae-d-angelo#204090
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7147-shenae-d-angelo#204112
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7148-shenae-d-angelo#204119
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7244-shenae-d-angelo#204981




Gracz






PisanieTemat: Re: Magiczne Mądredrzewo   Nie Paź 25 2015, 21:56

Odetchnęła, opierając się jedną ręką na jego piersi, skupiając się głownie na nim. Spoglądanie gdzieś w dół, zwłaszcza na przestrzenie poniżej nich chyba nie byłoby najlepszym pomysłem. I tak nie ufała temu namiotowi, dlatego też nie poruszała się nawet szczególnie mocno, czekając aż ten przestanie się bujać. Tym sposobem nie zmieniała swojego położenia, zresztą objęta przez Enzo odrzuciła od siebie taką możliwość. Patrząc na niego, jeszcze zanim zaczął używać swojego z pewnością niedozwolonego przez granice moralności czaru, zdążyła rzucić swoją trochę ironiczną wypowiedź, zanim ten niecywilizowany krukon spróbował złapać ją w swoje sidła, a w polowaniu był chyba najlepszy, przynajmniej z tych osób, które znała.
No nie wiem. Najczęściej nie odzywasz się wcale dużo tylko mruczysz i buczysz. Jak ta mugolska lokówka — oczywiście miała na myśli lodówkę, ale kto czystokrwistemu zabroni się pomylić? Podniosła się lekko na jego piersi, bacząc na konsekwencje tego ruchu.
Spadłbyś, wcale nie byłoby słychać. Może tylko na końcu wydałbyś z siebie jakieś ciche OINK! Jest łatwy sposób żeby to sprawdzić, ale chyba nie chcę.
Na chwilę straciła go z oczu, wracając do jego tęczówek, kiedy poczuła dłoń na swoim policzku. Znów taksowała go spojrzeniem, zauważając żyłę pulsującą na szyi. Przyłożyła tam dłoń, ze zrezygnowaniem rzucając:
Dzięki za wtarganie mnie tutaj na górę — uznała, że okazując swoją wdzięczność, będą przynajmniej kwita. Na szczęście Halvorsen wcale nie chciał się z nią o nic targować. Uchyliła machinalnie wargi, podążając za opuszką jego kciuka, dając mu idealną szansę do pocałunku zanim zdążyła rzucić swoją wypowiedź. Potem to co chciała powiedzieć wydało jej się nagle mniej istotne. Kupiła sobie czas oddaniem podobnego, subtelnego pocałunku, podążając od razu tęsknie za jego wargami, więc w sumie nie dzieliło tych pieszczot więcej niż niecała sekunda. Chwilę potem, mimo tego, moment milczała, patrząc na niego nie tyle w osłupieniu, co skoncentrowana na szukaniu odpowiedniej odpowiedzi.
A ty zgrzany — mruknęła w końcu, powoli siadając mu na udach. Powoli, żeby nie rozchwiać namiociku. Chwyciła tym samym jego dłoń i pociągnęła go do góry, sugestywnie, jego rękę lokując sobie w talii. Sama objęła go za szyję, nie wiedząc skąd u niej nagle taka potrzeba bliskości. Nawet jej zdarzało się może po prostu czuć zwykłą, kobiecą wrażliwość. Od czasu do czasu. Żeby jednak nie tracić autorytetu, mruknęła bardzo bezsensownie:
Zimno mi — jakby to miało być dobry wytłumaczeniem dla jej nagłej fizycznej wylewności.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Lima, Peru
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 3052
  Liczba postów : 1065
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10538-enzo-corrado-halvorsen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10540-klusownik-prosto-z-peru
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10539-peruwianska-sowa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10541-enzo-halvorsen




Gracz






PisanieTemat: Re: Magiczne Mądredrzewo   Nie Paź 25 2015, 22:59

Enzo nie wiedział czym jest lokówka. Jego matka była obeznana zarówno z magią, jak i mugolskimi sprzętami, ale jakoś nigdy nie miał okazji do tego, aby oglądać ją, kiedy kręciła włosy. Może dlatego, że nigdy tego nie robiła… a jeśli już to za pomocą różdżki. Po co męczyć się jakimiś dziwnymi sprzętami, skoro można użyć zaklęcia? Ten, więc Enzo nawet nie załapał, że lokówka to może być jakiś sprzęt do stylizacji włosów.
- Lokówka? - zapytał, nagle zainteresowany tym słowem. - To takie coś do opiekania chleba?
Tak, z pewnością. Potem dopiero przeanalizował jej słowa i głupio się uśmiechnął.
- Oink to może nie… - odpowiedział, czując jak trochę upiorna wizja wysuwa się na pierwszy plan. - Ale na pewno majestatycznie chrupnąłby mi kręgosłup.
Zbył to machnięciem dłoni. Najwyraźniej uważał, że nie ma szans aby teraz spadli i chyba nawet autorka tego posta mogłaby mu pozazdrościć tej pewności. Leżenie w chybotliwym namiocie? Czemu nie, toż to przecież najlepsze miejsce na spędzanie wolnego czasu z dziewczyną.
- To nic takiego. - odpowiedział tylko na jej podziękowanie. No, na nim faktycznie mogło nie robić to wrażenia. Z każdą minutą oddychał coraz lżej, a puls także zaczynał mu się uspokajać. Dobrze, że chociaż nie zlał się potem, bo to zdecydowanie utrudniłoby mu podchody. Chwila ciszy po pocałunku, zafundowana przez Shenae dała mu czas na dojście do siebie.
- Wolałbym określenie „gorący”. - stwierdził, uśmiechając się nieznacznie i dał się podciągnąć do pozycji siedzącej. Automatycznie zignorował jej ukierunkowanie na talię. Objął ją ramionami, przytulając do siebie, a brodę ulokował sobie na jej ramieniu. Dłonie tymczasem błądziły niespiesznie po jej plecach, muskając je delikatnie opuszkami palców. Miał nadzieję, że za karę przejdą ją od tego ciarki.
- A mnie nie. - skwitował, nawiązując do tego targania jej po drzewie. Nagle zsunął dłonie niemalże do końca jej pleców, muskając zaczepnie kraniec jej mundurka. - Pokazać Ci jak się rozgrzewa bez ubierania się?
Wyraźnie ją prowokował, ale po chwili, jakby chcąc złagodzić swoją bezczelność, pocałował ją w szyję. Zaraz się okażę czy to wystarczy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : I
Wiek : 19
Skąd : Ottery St. Catchpole
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 6297
Dodatkowo : ścigająca, kpt
  Liczba postów : 2739
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7146-shenae-d-angelo#204090
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7147-shenae-d-angelo#204112
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7148-shenae-d-angelo#204119
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7244-shenae-d-angelo#204981




Gracz






PisanieTemat: Re: Magiczne Mądredrzewo   Nie Paź 25 2015, 23:42

Utkwiła na nim spojrzenie, nie wiedząc co odpowiedzieć. To mugole posiadali coś, w czym się opiekało chleb? Czasami zapominała, jakie niekiedy mają dziwne nawyki. Sama osobiście w czarodziejskim świecie nie poznała chyba czegoś takiego jak definicja przygotowywania tostów i zapiekanek. Dla niej po prostu były. Najczęściej jakąś egzotyczną potrawą, bo najbardziej popularną wśród mugoli. Ale… ona przecież nie o tym mówiła.
Jakie do opiekania? No nie. Ten zmechanizowany duży kufer na jedzenie — rzuciła jakby to było oczywiste, marszcząc lekko brwi w zamyśleniu, zastanawiając się, kto z nich miał rację. Nie wpadła na to, że żadne nie miało. Ale tematy mugoloznawstawa zdecydowanie nie były przeznaczone dla dwóch osób bardziej wychowanych w świecie czarodziejskim. Jedyne co Enzo mógł jej powiedzieć o jugolach, to było to w czym sam się specjalizował, czy czym się interesował.
Może po prostu niczego sobie nie łam i nie będziemy musieli sobie tą dywagacją zawracać głowy? — zasugerowała pseudo-troskliwie, bo w jej tonie więcej pobrzmiewało drwiny, kamuflującej ewentualne zmartwienie. Mimo wszystko, musiała potem przyznać, że chyba mało dobrze ukryła tą swoją pieczołowitość nad jego dobrym stanem zdrowia, skoro już chwilę potem usłyszała od niego kilka na tyle bezpośrednich i trochę bezczelnych uwag, że patrzyła na niego przez chwilę tylko oniemiała. Nie dlatego, że nie miała na to odpowiedzi. Po prostu w swoim towarzystwie uśpił jej czujność na tego rodzaju wypowiedzi. Nic więc dziwnego, że gotowe riposty schowała gdzieś na inną okazję, na rozmowy z innymi na przykład.
Kwestia semantyki, nie będziemy się o to kłócić — stwierdziła — zgrzany, gorący. Możesz być gorący, jeśli w ten sposób Ci to lepiej brzmi.
Czuła jego dłonie na plecach. Przymknęła nawet oczy, orientacyjnie wyczuwając wędrówkę jego palców po plecach, tak, żeby nie mógł jej zaskoczyć żadnym nieprzewidzianym ruchem. Więc kiedy wsunął palce lekko za kraniec mundurka, była na to przygotowana. Drgnęła dopiero po złożonym na szyi pocałunku, odchylając się do tyłu.
To zależy na kim chciałbyś to prezentować. Na mnie czy na sobie.
Opcja: na nas, była na tyle, jak dotąd dla nich odległa, że jakoś ją w swoim rozumowaniu pominęła. Podniosła się na nogach, opierając się teraz na kolanach nad jego nogami i spojrzała na niego z góry. Nie uciekała przed jego gestami, nie całkiem świadomie.
Interesowałoby Cię, gdybym z jakiegoś powodu wolała pozwolić wszystkiemu między nami toczyć się powoli? — chwyciła jego twarz w dłonie, unosząc ją do góry, żeby na nią spojrzeć. Spojrzenie miała zacięte, ale nie dlatego, ze się z nim w czymś nie zgadzała, nie drażnił jej też wcale, tylko napięcie, które między nimi wzrosło, wywołało w niej dziwną reakcję obronną.  — Chodzi mi o… ughh. Szlag, Enzo…
Była zła na siebie, że nie potrafiła mu wyjaśnić swojego nagłego dystansowania się do czegokolwiek więcej i jednoczesnej chęci zaryzykowania dokładnie tego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Lima, Peru
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 3052
  Liczba postów : 1065
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10538-enzo-corrado-halvorsen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10540-klusownik-prosto-z-peru
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10539-peruwianska-sowa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10541-enzo-halvorsen




Gracz






PisanieTemat: Re: Magiczne Mądredrzewo   Pon Paź 26 2015, 18:27

Zmarszczył brwi, zupełnie nie rozumiejąc o co jej chodzi. Jaki kufer na jedzenie?
- No co Ty… przecież tosty nie spadają z nieba. - stwierdził mądrze, naprawdę łamiąc sobie teraz głowę nad tym co powiedziała. Nie przypominał sobie, żeby mugole mieli jakieś  skrzynie na jedzenie o takiej dziwnej nazwie, ale co on tam wiedział? Może to Shenae była bardziej wtajemniczona. On, jak to on, raczej nie korzystał z wiedzy przekazywanej na mugoloznawstwie. Jak się okazuje, bycie półkrwi wcale nie oznacza, że wie się więcej na temat niemagicznych ludzi od czystokrwistego, wychowanego pod kloszem.
Myślisz, że pieką je na patykach nad tą… no… makronalówką parową? - wyraził swoją wątpliwość, krzywiąc się nieznacznie. Nie lubił się uczyć, ale to wcale nie oznaczało, że akceptował swoją niewiedzę. Teraz to Shenae weszła mu na jego mierną ambicję.
- Wiesz co? Pójdźmy do biblioteki i poczytajmy o tych lokówkach. Na pewno mają też coś o makronalówkach. - zaproponował, postanawiając zignorować jej drwinę, bo i też niespecjalnie wiedział co ma na to odpowiedzieć. Zresztą, dziwne mechaniczne pierdoły chyba bardziej go zainteresowały, a chyba trudno byłoby być zaskoczonym z tego powodu. Rozmowy o pękających kręgosłupach nie należały do jego ulubionych.
Nie odzywał się więcej, czekając na rozwój sytuacji. Oparła ciężar ciała na nogach, co wprawiło chybotliwy namiot w lekki ruch, ale Enzo zdawał się tego nie zauważać. Patrzył tylko na nią, zwłaszcza już po tym jak uniosła jego brodę, chcąc mieć jego twarz na widoku. W słabym świetle, które utrzymywało się wewnątrz zawieszonego namiotu, jego oczy wydawały się ciemniejsze i nieco poważniejsze, jeśli to było w ogóle możliwe. Zwykle nie można było w nich ujrzeć tej beztroski i błysku, charakterystycznego dla Ettore, ale kiedy się uśmiechał, nawet nie zdawał sobie sprawy z tego jak potrafi być do niego podobny. Tym razem nie było jednak mowy o wesołości, ale mimo wszystko postanowił się uśmiechnąć. Nie była to, bynajmniej, wesoła mina. Why so serious?
- Nigdzie mi się nie spieszy. Nie chciałem, żeby było Ci zimno. - odpowiedział, ale wbrew swoim słowom, wsunął palce pod jej mundurek. Musnął nimi jej talię, a potem brzuch, ale to było na tyle. Nie pełzł nimi dalej, chcąc po prostu musnąć jej skórę, a może zbadać jej fakturę. Wyczuć zarys mięśni wypracowanych podczas katorżniczych treningów Quidditcha, a może sprawdzić czy faktycznie była tak zgrabna, jak mu się wydawało, kiedy ostatni raz widział ją w bieliźnie.
- Co nie zmienia faktu, że z zasady jestem niecierpliwy. - zaprzeczył samemu sobie, uśmiechając się przewrotnie, a jego oczy na nowo się roześmiały. Cofnął dłonie z jej brzucha, układając je na jej udach, które pogładził kilkoma ruchami kciuków.
- Więc, chodzi o…? - nawiązał do jej nieskładnej wypowiedzi, najwyraźniej faktycznie zainteresowany ile wyjaśnień jest w stanie z siebie wyrzucić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : I
Wiek : 19
Skąd : Ottery St. Catchpole
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 6297
Dodatkowo : ścigająca, kpt
  Liczba postów : 2739
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7146-shenae-d-angelo#204090
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7147-shenae-d-angelo#204112
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7148-shenae-d-angelo#204119
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7244-shenae-d-angelo#204981




Gracz






PisanieTemat: Re: Magiczne Mądredrzewo   Pon Paź 26 2015, 19:36

Pogubiła się tej skomplikowanej mugolskiej technologii. Straciła pewność o czym w ogóle we dwoje mówili. Dlatego już milczała, słuchając raczej jego wywodu i aż zaczęła się wiercić, niespokojnie. Niewiedza jej nie służyła, taki wniosek.
Tak, biblioteka brzmi sensownie — przyznała w końcu mu rację, bo lepiej niż coś zakładać i wymyślać było to na pewno sprawdzić. Zawsze też mogli spytać jakiegoś mugolaka. Ale czy znała jakiegoś? Wszyscy, których kojarzyła pokończyli już szkołę, innych nie znała osobiście. Enzo był pół-krwi. On powinien kogoś znać. Na szczęście sam też odpuścił sobie ten temat. Obserwowała zmianę jego mimiki, przejeżdżając palcem przy końcu jego ust, upewniając się, czy czasem jeden jego kącik się nie uniósł, w czymś co miało być uśmiechem i zaraz wypuściła zrezygnowana powietrze z płuc. Opadła jednak na jego nogi, wyrównując poziom ich spojrzeń. Przez chwilę milczała, zastanawiając się, co powinna mu odpowiedzieć. Nie miała gotowej odpowiedzi, więc zahaczyła o mniej istotne kwestie.
W takim razie w porządku. Dobrze ci idzie.
Obserwowała wędrówkę jego rąk, kiedy przeniósł ją na jej brzuch. Spięła nieco mięśnie pod ciepłem jego opuszków, przełykając dość głośno jak na siebie ślinę. Kiedy się na tym nie skupiała, była w stanie to ignorować, ale z jakiegoś powodu przy Enzo koncentrowała się na małych rzeczach aż za mocno. Przez niego traciła swoją uwagę. Rozproszył jej myśli, w takim stopniu, że zgubiła wątek. Na chwilę. Zaraz przerzuciła ręce na jego barki, opierając przeguby na jego ramionach, wracając wzrokiem do jego oczu.
Nie byłoby ironią, gdybym zasugerowała ci, ze przy mnie nauczysz się cierpliwości? — samej jej chyba było jej brak, dlatego te słowa brzmiały dość paradoksalnie — dekoncentrujesz mnie — rzuciła wprost, odchylając głowę do tyłu i syknęła bardziej na siebie, niż na niego, próbując odzyskać skupienie.
O czas, Enzo. Chodzi o czas. Opowiadałam ci kiedyś, jak odrzuciłam zaręczyny? Wtedy też chodziło o czas. Nie chcę, żebyś myślał, że traktuję cię niepoważnie tylko dlatego, że potrzebuję tego czasu więcej niż ty. Rozumiesz w ogóle co chcę powiedzieć?
Nie chciała mówić o tym tak wprost, ale doświadczenie nauczyło ją, ze w związkach czasami trzeba poświęcić swoją niezależność i zawziętość, żeby czasem nie narazić go na rozpad. Tak, jak zrobiła to ostatnim razem. Obecnie jednak niebezpiecznie balansowała między wyznaczeniem mu swoich barier komfortu, a zniechęceniem go do czynności, do których w większości wcale nie chciała go zniechęcać. Odetchnęła sfrustrowana.
Ehh, zapomnij. Miałeś mi coś pokazać. Tak słyszałam.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Lima, Peru
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 3052
  Liczba postów : 1065
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10538-enzo-corrado-halvorsen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10540-klusownik-prosto-z-peru
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10539-peruwianska-sowa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10541-enzo-halvorsen




Gracz






PisanieTemat: Re: Magiczne Mądredrzewo   Pon Paź 26 2015, 20:13

No i co on miał przy niej począć? Ta dziewczyna była jednocześnie frustrująca, jak i irytująco przyciągająca. Biedny Enzo sam nie wiedział czego chce, a ona dodatkowo wszystko komplikowała. Jak on miał się przy niej zachowywać? Nigdy nie czuł się aż tak emocjonalnie zaangażowany, ani już tym bardziej… jakkolwiek zaangażowany. Po prostu nie wkręcał się w uczucia, wiedząc, że potrafią ranić ostrzej niż noże czy czarnomagiczne zaklęcia. Zupełnie tak jak strach… strach, który przeszywał go za każdym razem, kiedy zaczynali się kłócić. Zabawne. Kiedyś marzył tylko o tym, aby się od niego odczepiła. Chciał mieć święty spokój i dalej nurzać się w swojej niedostępności, aż nagle pojawia się inna osobliwość i rozwala cały ten misterny plan. Zmasakrowała go doszczętnie, a Halvorsen pozostał tutaj, w namiocie, z sercem na dłoni. Mogła po nie sięgnąć w każdej chwili i zdeptać obcasem szkolnych butów. Największą niepojętą niespodzianką było dla niego to, że tego nie robiła. Jak dotąd. No, a przynajmniej nie robiła tego tak. Drobne rysy na delikatnej powierzchni jego kruchego serduszka, były gwarantowanym efektem ich znajomości. Nie da się żyć w utopii. Może on po prostu lubił chaos. Jego rozedrgana osobowość idealnie do niego pasowała, tak samo jak destrukcyjność niektórych słów czy czynów. Ale teraz wcale nie był chodzącą bombą zegarową. Wskazówki zamarły, a on po prostu patrzył, uśmiechając się ironicznie.
- Chyba już zacząłem się uczyć. - zauważył nieco niezadowolony, ale jego oczy zdradzały, że tylko się z nią droczył. Przydałaby mu się taka nauka pewnej pokory i utrzymania hiszpańskiego temperamentu w ryzach. Nie potrafiła całkowicie stłamsić w nim eksplozji, podsycając ją, kiedy już nastąpiła, ale każdy ten wybuch uczył go czegoś nowego. To były cenne doświadczenia.
- Nie. - rzucił lekko, chociaż wcale nie czuł się dobrze z jej słowami. - Znaczy, nie opowiadałaś. W ogóle niewiele o sobie mówiłaś.
Sprostował, raczej rzucając tę drugą uwagę jako luźną aluzję. Był ciekawy, ale nie drążył. Zdaje się, że już wystarczająco wiele razy odbił się od „ściany”.
- Nie chce zapominać. - mruknął, całując ją w policzek, bo miał już do niego dostęp. Nie komentował wzmianki o czasie, co dawało pewną nadzieję na to, że przyjął ją do wiadomości. Właśnie czas to pokaże. Mimo wszystko, wskazał ruchem dłoni w stronę nieba.
- Trochę tutaj ciemno. Myślisz, że wypatrzysz jakiegokolwiek ptaka?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : I
Wiek : 19
Skąd : Ottery St. Catchpole
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 6297
Dodatkowo : ścigająca, kpt
  Liczba postów : 2739
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7146-shenae-d-angelo#204090
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7147-shenae-d-angelo#204112
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7148-shenae-d-angelo#204119
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7244-shenae-d-angelo#204981




Gracz






PisanieTemat: Re: Magiczne Mądredrzewo   Pon Paź 26 2015, 21:21

Patrzyła w te tęczówki, ale dopiero uczyła się je poprawnie odczytywać, dlatego usłyszała bardziej ton jego wypowiedzi. Z tej przyczyny, zanim zdążyłaby go (swoim zdaniem) rozdrażnić, zamknęła mu usta niespodziewanym pocałunkiem, w trakcie, którego rzuciła tylko krótkie: „mhmmm”. Zresztą przeciągając nutę, zamiast potwierdzenia, ten nieartykułowany dźwięk bardziej przypominał krótki pomruk. Pocałunek zakończyła lekkim naciągnięciem jego wargi, jako, ze nie chciała odrywać się od jego ust. Rozsądek kłócił się z potrzebą, stąd wyszedł na jaw pewien rodzaj jej niezdecydowania. Z nieznacznie szybszym oddechem, pochyliła się nad jego ramieniem, oddychając mu na nie, mimo wszystko, równomiernie. Miała nadzieję, że nastawił się odpowiednio, żeby nie musiał wyciągać z jej wypowiedzi tylko tych kwestii, które dla aktualnego chłopaka mogą być nieprzyjemne.
Znaliśmy się dość pobieżnie od pierwszej klasy. W szóstej zaczęliśmy częściej spotykać, w siódmej się oświadczył. Liam Holway, krukon z trzeciego roku. Od tamtego czasu wymieniliśmy ze sobą może kilka listów.
Co w sumie było dość śmieszne, zważywszy, że mieszkali w jednej wierzy, a udało im się na siebie nie wpadać przez te półtorej roku. Zmarszczyła nieco brwi, bo brzmiało to co najmniej umyślnie. Postanowiła to wyjaśnić.
Nie unikamy się, to zamknięty rozdział. Po prostu już nie chodzimy wspólnymi ścieżkami.
I uniosła wzrok do jego brązowych oczu, próbując skontrolować reakcję, chociaż w sumie, nie powiedziała nic, po czym mogłaby się obawiać czegoś nieprzewidzianego. Nie mógł przecież frustrować się o jej przeszłość, na którą nie miał wpływu.
I jest coś, co lepiej żebyś usłyszał ode mnie. Jeśli obije ci się o uszy, że kręcę się po zamku z jakimś blondynem to jest to mój przyjaciel, Rience. Znasz może?
Przeniosła ręce z jego barków na swoje uda, spoglądając wysoko, ponad ich głowy i gałęzie, w niebo, ale widziała tylko ciemną pustkę.
Jakbym się postarała to jednego znalazłabym całkiem blisko — pozwoliła sobie sugestywnie zażartować, pociągając w ślad za nim, jego bezczelny komentarz i uśmieszek, ciekawa jego reakcji.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Lima, Peru
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 3052
  Liczba postów : 1065
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10538-enzo-corrado-halvorsen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10540-klusownik-prosto-z-peru
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10539-peruwianska-sowa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10541-enzo-halvorsen




Gracz






PisanieTemat: Re: Magiczne Mądredrzewo   Wto Paź 27 2015, 18:10

Zaskoczyła go. Nie sądził, że nie będzie potrafiła odczytać emocji zawartych w jego spojrzeniu, a już tym bardziej tego, że z takim entuzjazmem sięgnie po najprostszy sposób na zamknięcie mu ust. Jak na ironię, on już niejednokrotnie wykorzystywał go w stosunku do niej, ale zupełnie nie spodziewał się kontrataku… no, a przynajmniej w tym momencie. Mimo wszystko, nie narzekał, bo i co miałoby go rozdrażnić? Nie zdecydował się oddać pocałunku, najwyraźniej uznając, że pozostawi go w całości jej samej i chyba dobrze zrobił. Kiedy puściła już jego wargę, przesunął po niej językiem, ale chyba bardziej automatycznie niż w świadomym geście.
Milczał. Nie zdążył jeszcze ochłonąć po jej pocałunku, a już wyrzucała z siebie tę historię. Nie był pewien czy chce ją znać, ale im dłużej słuchał, tym… zabawniejsza mu się wydawała.
- Nie oświadczać się po roku „chodzenia ze sobą”. Zapisane. - udał, że notuje coś w niewidzialnym kajeciku, a mimo względnie poważnej miny, był raczej rozbawiony. Nie spodziewał się, że będzie to tak mało… poważne, chociaż z drugiej strony było trochę niepokojące.
- Wielu było takich, którzy Ci się oświadczali? - czyli w wolnym tłumaczeniu „miałaś wielu partnerów?”. Ciekawska z niego była bestia, tego nie dało się ukryć, a jeśli już o to chodzi to nagle zastanowił się nad tym, z jaką łatwością zerwałaby ich znajomość, gdyby nagle postanowił postąpić o krok za daleko. Trochę go to mroziło, więc odrzucił od siebie tę myśli, koncentrując się na jej włosach. Wsunął w nie palce wolnej dłoni, bawiąc się nimi delikatnie, dzięki czemu unikał też jej spojrzenia, ale chociaż tym razem wyglądało to na kompletny przypadek. Może wreszcie zaczął uczyć się na błędach.
Zmarszczył brwi, próbując rozwikłać zagadkę jakiegoś dziwnego blondyna.
- A mam powody, żeby słyszeć, że się z nim kręcisz? Z taką Ślizgonką też się chyba kręcisz, ale to chyba niczego nie oznacza? - sam się już pogubił w tej wypowiedzi, więc machnął ręką. Ignorować blondyna, okej.
- Nie kojarzę… jakiś znak rozpoznawczy? Może jest koszmarnie brzydki? - zapytał z nadzieją, uśmiechając się przy tym głupio, po czym podążył spojrzeniem za jej wzrokiem, wypuszczając spomiędzy palców pasmo ciemnych włosów. Zaraz jednak to uniesienie oczu przerodziło się w wywrócenie nimi.
- Myślę, że nie odważyłabyś się go poszukać. - nie pozostał dłużnym w bezczelności. No i co na to masz D’Angelo?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : I
Wiek : 19
Skąd : Ottery St. Catchpole
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 6297
Dodatkowo : ścigająca, kpt
  Liczba postów : 2739
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7146-shenae-d-angelo#204090
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7147-shenae-d-angelo#204112
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7148-shenae-d-angelo#204119
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7244-shenae-d-angelo#204981




Gracz






PisanieTemat: Re: Magiczne Mądredrzewo   Wto Paź 27 2015, 19:25

Patrzyła na niego przez chwilę nie wiedząc czy powinna być na niego zła, że bagatelizował tak ten temat, czy wdzięczna, ze nie uznał go za inwazyjny dla ich relacji. Niecodziennie się słyszy, ze Twoja dziewczyna umknęła ołtarzowi. Skoro Enzo to nie przeszkadzało… w końcu odetchnęła. Chyba mimo wszystko to było bezpieczniejsze wyjście.
— Chodziliśmy ze sobą półtorej roku. Znamy się osiem lat. I dalej pozostaje dla mnie najlepszym przyjacielem. Tylko już nie gadamy ze sobą — Liam w gruncie rzeczy był jedyną osobą, która nauczyła się ją odczytywać. Czasami miał wrażenie, że znał jej myśli lepiej od niej. Potrafił przewidzieć jej reakcje wcześniej niż ona zdążyła o nich pomyśleć. Co było niepokojące, zważywszy na fakt, że nie działała tak bardzo przewidywalnie, czasami, a mimo wszystko słusznie ją analizował. Był po prostu wnikliwym obserwatorem.
— Jeśli próbujesz mnie spytać czy miałam przed nim kogoś innego, to policz to sobie, ciołku. Byłam na przełomie piętnastu, szesnastu lat, kiedy go lepiej poznałam. Nie. Nie było nikogo przed nim. W wieku czternastu lat bardziej interesowało mnie polerowanie miotły niż faceci.
Nie żeby nie dało się tego połączyć, ale czternastoletnia wtedy Shenae chyba nie wyczułaby tak ukrytej aluzji. W końcu o miotłach mówi się zawsze na poważnie, nie? Nie chcąc jednak bardziej rozwijać tego tematu, bo jeszcze Enzo dowiedziałby się, ze tęskniła do Holwaya, przemilczała dalszą część. Możliwe, ze Enzo usłyszałby tylko „tęsknić”, a coś takiego jak dopełnienie: do przyjaciela, a nie do potencjalnego narzeczonego, mogłoby już mu umknąć.
— A ty? — dodała nagle, zaparcie nie dając mu się rozproszyć ruchem dłoni w jej kosmykach. Przechyliła lekko głowę, tak, że jej pasma okalały teraz przegub jego dłoni, kiedy ona szukała jego spojrzenia. — Był ktoś w Peru, kto pomógł Ci się odcywilizować?
Użyła podobnej aluzji do niego, zastanawiając się ile dziewczyn uwiódł już Enzo Halvorsen, na swoją pozorną gburowatość i bardzo mylące nieokiełznanie. To przynajmniej chwilowo pozwoliło jej uciec od tematu Rience’a. Bo gdzieś tam jej się kiedyś obiło o uszy, ze ludzie chętnie ich do siebie parowali. W gruncie rzeczy jednak sama nie miała nic na sumieniu.
—  Nie. Nie masz. Więcej powodów znalazłoby się przy Slizgonce — chrząknęła, ale nie pociągnęła tematu, zamiast tego odpowiedziała od razu na drugie pytanie. — Hmmm, jeśli w każdej klasie masz jakieś 40% mężczyzn, to on to ten, na którego gapi się pozostałe 60% dziewczyn, a w porywach nawet 5 do 10% z tych 40% chłopaków.
Wróciła spojrzeniem z nieba na Halvorsena, bez litości dla niego, wykładając mu za dużo szczerych rzeczy na raz. Była w tym bezlitosna, ale sam spytał. Na szczęście znała sposób, żeby go trochę rozproszyć. Nie powinien był się z nią droczyć. Uczony doświadczeniem musiał wiedzieć, ze nie stawia jej się wyzwań, bo zwykle je po prostu przyjmowała. Dlatego, jej dłoń, nie wiadomo kiedy znalazła się na jego torsie, a z niego prosta drogą niżej, na mięśniach jego brzucha, wyczuwalnych przez bluzę. Zatrzymała ją na podbrzuszu.
— To dlatego, że myślenie nie jest Twoją mocną stroną, Enzo.
Zgrabnie jej dłoń zboczyła niżej, odnajdując wspomnianego przez nich w rozmowie ptaka. Tylko po nim przemknęła, zaciskając się na nim raczej przelotnie, zanim rzuciła rozbawiona:
— Za to on jest.
I pozostawiła mu wolną interpretację, czy kpiła, czy mówiła całkiem poważnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Lima, Peru
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 3052
  Liczba postów : 1065
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10538-enzo-corrado-halvorsen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10540-klusownik-prosto-z-peru
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10539-peruwianska-sowa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10541-enzo-halvorsen




Gracz






PisanieTemat: Re: Magiczne Mądredrzewo   Wto Paź 27 2015, 20:32

Chyba tak naprawdę bardzo dobrze grał swoją beztroskę… albo w tym momencie po prostu nie potrafił poważnie uchwycić tego tematu i przeanalizować w ten swój typowy, maksymalnie pesymistyczny sposób. Wydawał się mieć po prostu podejrzanie dobry nastrój, niechybnie wiążący się z poprzednimi wydarzeniami i faktem, że nie była na niego zła za jego niespodziewaną nieobecność, a pewne „ale” pewnie dojdzie do niego później, kiedy dosłownie zejdą na ziemię i każde z nich pomaszeruje do osobnego dormitorium. Wiedział, że nie będzie mógł zasnąć tej nocy. Poświęci ją, zapewne, na szczegółową analizę słów Shenae, rozbijając jej wypowiedź na czynniki pierwsze, co ani nie przysporzy mu dodatkowej, niezbędnej wiedzy, ani nie uspokoi nerwów. Taki już był dziwny, że większość zmartwień zabierał ze sobą do łóżka… jakkolwiek dwuznacznie by to nie zabrzmiało. Chociaż, ten Halvorsen, był chyba po prostu zbudowany ze zmartwień i nawet miękkie poduszki nie pomagały w całkowitym wypędzeniu z niego zgorzknienia i żalu do świata, a żadna słodycz, nawet ta, jaką zdarzyło mu się dzisiaj spić z warg Shenae, nie potrafiła osłodzić mu go na tyle, aby wyparł się tej niewiary w dobroć.
Łatwiej było mu się uśmiechnąć, ale milczenie, jakie nastało z jego strony po jej słowach chyba stanowiło odpowiedź samą w sobie. Mimo wszystko, starał się wyglądać na niewzruszonego jej wyznaniem. Przyjaciel z którym się nie rozmawia, a którego zaręczyny się odrzuca… nie wiedział co ma o tym myśleć. Palce na moment zamarły mu w powietrzu, co D’Angelo natychmiast wykorzystała, okręcając mu włosy wokół przegubu. Nagle wrócił myślami na ziemię, a to, co odmalowało się na jego twarzy podejrzanie przypominało… zmieszanie.
- W Peru? Nie. - odpowiedział, zresztą zgodnie z prawdą (przecież Hechiceros znajdowało się w Andach), ale jeszcze przemyślał swoją wypowiedź i dodał kilka słów. - A ogólnie i tak i nie. Zresztą, to skomplikowane.
Tak, skomplikowane. To dobre określenie na jego relacje z Phoenix oraz, być może, kilkoma innymi dziewczętami, które nigdy nie były traktowane na tyle poważnie, na ile zasługiwały. To była ta niechlubna część jego samego, więc nic dziwnego, że znowu spiął ramiona, odruchowo ponownie podnosząc wokół siebie gardę niedostępności. Nie chciał, żeby znała prawdę, nawet jeśli sądził, że więcej w tym było nieporadnej niewiedzy czy szukania pomocy niż jawnego wykorzystania. Nie wiedział jak go oceniała, ale gdyby potrafił czytać w myślach to na pewno roześmiałby się, słysząc jej podejrzenia. Gburowatość i dzikość… nieokiełznany może i był, ale kiedy czegoś chciał, Enzo potrafił być przerażająco przekonywujący. Wcale nie był wtedy niedostępny czy wycofany, a mrukliwość znikała jak za dotykiem czarodziejskiej różdżki. Dwoistość jego natury do tej pory zaskakuje nawet jego samego, więc co biedna Shenae mogłaby wiedzieć o tym obliczu? Dobrze, że jak dotąd nie rozgryzała go aż tak szybko, bo to groziło ni mniej ni więcej, a trwałym uszkodzeniem szczęki. Do Halvorsena dobrze było przyzwyczajać się powoli… ha, żeby tylko dało się szybko!
Uniósł jedną brew, tylko w ten sposób komentując jej wzmiankę o Ślizgonce. Pewnie pomyślał sobie coś w stylu „och, stereotypowy Wąż, pewnie knują coś niedobrego”, ale co on tam wiedział. Skoro ciemnowłosa nie kontynuowała, on nie pozostawał jej dłużnym. Jej odpowiedź wywołała u niego… lekki opad szczęki.
- Szczegółowe wyliczenia. - skomentował, zastanawiając się jak powinien i czy w ogóle, ugryźć właściwy temat. - I Ty twierdzisz, że to, iż się z nim kręcisz po zamku nie powinno być… no nie wiem… jakoś niewłaściwie odebrane?
Oczywiście, przed oczami Enzo stanął najprawdziwszy młody, grecki bóg złamanych serc i totalne bożyszcze nastolatek, co mocno zaburzyło jego odbiór właściwego przekazu. Pewnie pomyślałby też o ewentualności, w której z czoła wyrasta mu róg buchorożca, dzięki czemu jest tak rozchwytywany spojrzeniami, ale przeważająca tendencja dziewczyńskiego gapienia się tak jakoś wyprowadziła go z tego toku rozumowania. Znowu się zmieszał, tym razem zaskakująco speszony towarzystwem, w jakim się obracała. On zwykle był samotną wyspą, unoszącą się leniwie na przestrzeni tego swojego nieokiełznania. Dlaczego zgodziła się zostać jego, skoro tamten wydawał się taki… interesujący? Zmartwienie chyba aż wymalowało mu się na twarzy, puszczając w niepamięć beztroskę i żarty. Przytknął kciuk do własnych warg, pogrążony w myślach, ale dość szybko cofnął dłoń od twarzy. To wszystko było związane z kierunkiem, w którym podążyła ręka Shenae. Spodziewał się, że podejmie większość jego wyzwań, ale żeby nawet takie? Dotyk na torsie czy brzuchu, co prawda wywołał gdzieś w jego żołądku niewielki przewrót, ale nie dokonał tego, co zadziało się później. Enzo po prostu… zaczerwienił się, wpatrując się w nią raczej w osłupieniu. To tyle, jeśli chodziło o zgrywanie maczo. Odchrząknął, starając się ukryć zażenowanie i jednocześnie skrzyżował nogi w taki sposób, aby uniemożliwić jej ponowne zbadanie rzeczonego ptaka. Być może dlatego, że zareagował dość spontanicznie na okazane mu zainteresowanie. Oparł łokieć na kolanie, aby mieć możliwość ukrycia policzków za przedramieniem.
- Coś za coś... - mruknął wreszcie, ponownie chrząkając, a potem wskazał palcem przestrzeń za jej plecami. - O, popatrz! Czy to nie świergotnik?
Cóż za żałosna próba ukrycia rumieńców, ale jak to mówią, tonący brzytwy się chwyta.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : I
Wiek : 19
Skąd : Ottery St. Catchpole
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 6297
Dodatkowo : ścigająca, kpt
  Liczba postów : 2739
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7146-shenae-d-angelo#204090
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7147-shenae-d-angelo#204112
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7148-shenae-d-angelo#204119
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7244-shenae-d-angelo#204981




Gracz






PisanieTemat: Re: Magiczne Mądredrzewo   Sro Paź 28 2015, 11:23

Sposób w jaki wypowiadał się o dziewczynach dał jej trochę do myślenia. Patrzyła na niego poważnie i kwestia dla niej też była chyba dość istotna, bo przez chwilę dało się odczuć pewnego rodzaju presję jej spojrzenia, kiedy przez moment nie było widać typowego dla niej zimnego spojrzenia, a to trochę bardziej konkretne, skoncentrowane, można powiedzieć rzeczowe. Zabiła ten efekt kpiną, jaką udało jej się wrzucić w nieprzepełnioną ironią treść:
— Nasz związek też jest skomplikowany?
Za tym sarkastycznym wyrazem próbowała jedynie ukryć szczere pytanie. Nie interesowało ją może na ten moment (może kiedyś będzie, czysto dla zapełnienia ciekawości) na czym polegało skomplikowanie jego wcześniejszych związków. Wolałaby jednak wiedzieć, gdyby ten był dla niego tylko niejednoznaczną zawiłością. Nie chciałaby być aż takim niepewnym, niepoważnie traktowanym skomplikowaniem. Chociaż nie powiedziała tego głośno. Jej aktualny nastrój, a może nawet przyszłość tego związku, zależała wyłącznie od jego odpowiedzi. Nie wiedziała nawet, że wstrzymała powietrze. Już teraz zaciskając wargi, w typowy dla siebie sposób spodziewając się, że usłyszy coś, co jej się nie spodoba. Nie wiedział tego, ale D’Angelo jak na nawet jeszcze nie osiemnastoletnią dziewczynę, doświadczyła w swoim życiu zbyt dużo strat bliskich jej osób. Każde odejście kogoś takiego, czy odrzucenie, jakiego smak znała już za dobrze, uczyło ją cynizmu, z jakim odnosiła się teraz do wszystkiego wokół siebie. Jeśli zakładała złe rzeczy, to tylko dlatego, że była przyzwyczajona, że złe rzeczy lubiły ją bardzo chętnie odwiedzać. Wszyscy przyjaciele, którzy ją porzucili, nauczyli ją, że była tylko epizodem. Niczym dla nich niezastąpionym. Ale nie chciała być kolejnym epizodem dla Enzo. Dla nikogo więcej już zresztą. Rienca, czy Julki też nie chciałaby tracić.
— Rience i ja jesteśmy przyjaciółmi — powtórzyła odrobinę niecierpliwie — nie ma w tym nic niewłaściwego.
Nie chciała z Halvorsenem drążyć tego tematu, bo skłamałaby, gdyby powiedziała, że Rience nie był dla niej nikim szczególnym. Przyjaciół zawsze traktowała szczególnie. Nie chciała też ich w żaden sposób wartościować, bo każdy w jej życiu sprawował troszeczkę inna funkcję.
— Mówiłabym ci o nim, gdybym miała coś do ukrycia? Poza tym, wolę brunetów.
Zakończyła wypowiedź w ten sposób, śledząc jego reakcje i rozpraszając go w wiadomy sposób. Nie mogła nie zauważyć zmiany kolorytu na jego śniadej twarzy. Wypieki jakie na nią wstąpiły, spowodowane były bez wątpienia jej działaniem, a chociaż nie spodziewała się spotkać z taką reakcją, nie chciała wciągać go bardziej w strefę dyskomfortu, dlatego przemilczała tą kwestię, a może nawet udała, że nie dostrzegła zaczerwienia na jego twarzy. Zamiast tego, dała mu chwilę na odsapnięcie, na klęczkach przesuwając się trochę do przodu, aż uwiesiła się na jego kolanach, podpierając się o nie, a chwilę potem odwróciła się tyłem do niego, siadając między jego uda. Oparła się o jego tors, pozwalając mu odetchnąć sobie na spokojnie.
— Opowiedz mi o swojej mamie.
Mało o niej mówił. Ten temat z pewnością mógł pomóc mu zapomnieć o zażenowaniu wywołanym reakcją na jej dotyk. Którego mu nie szczędziła, bo teraz objęła się jego rękoma, w pozycji, w jakiej kiedyś siedzieli na dachu Hogwartu. Tylko wydawała się mniej spięta niż wtedy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Lima, Peru
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 3052
  Liczba postów : 1065
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10538-enzo-corrado-halvorsen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10540-klusownik-prosto-z-peru
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10539-peruwianska-sowa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10541-enzo-halvorsen




Gracz






PisanieTemat: Re: Magiczne Mądredrzewo   Sro Paź 28 2015, 17:44

Jej pytanie niespecjalnie mu się spodobało. Nie chodziło o jego treść, gdyż Enzo był w stanie zrozumieć chęć pozyskania na nie odpowiedzi. Bardziej, mimo wszystko, przemówił do niego ton jej głosu. Skrzywił się, wyczuwając zalążki sarkazmu.
- Zapytałaś takim tonem, że moja odpowiedź wydaje się być pozbawiona sensu. - odpowiedział najpierw, w istocie wiedząc, iż nie ma w tej… skardze ani grama przekłamania. Mimo wszystko postanowił jej odpowiedzieć, nawet jeśli niespecjalnie wiedział co.
- Trochę tak. - zaczął, zastanawiając się jak to ugryźć. - Znaczy, był bardziej jeszcze wtedy, przed tym jak Cię zapytałem. Teraz chyba trochę się… wyprostował, ale nadal nie uważam, żeby był łatwy.
Był z nią całkiem szczery, a jednocześnie, na ten swój własny sposób, podzielił się z nią swoimi wątpliwościami względem ich wzajemnej cierpliwości do siebie.
- Ciężko jest żyć w utopii, a ja chyba nie mam odpowiedniego doświadczenia. - dorzucił jeszcze, chyba w ramach komentarza do swojej wypowiedzi, po czym zamilkł. Naprawdę nie wiedział co mógłby powiedzieć na jej wzmiankę o tym tajemniczym nieznajomym, więc nie mówił nic. Po prostu wsłuchiwał się w jej głos, starając się wiernie zapamiętać wszystkie szczegóły, jakimi się z nim podzieliła, a chociaż zakłopotanie bardzo szybko przegoniło z niego skrupulatną cierpliwość, zapewne i tak miały odcisnąć mu się w pamięci. Halvorsen nie zapominał łatwo o takich sprawach, zwłaszcza jeśli nie zostały należycie przemyślane. Z pewną ulgą przyjął jej brak komentarza. Niejednokrotnie już przekonał się, że Shenae czasami miewała zaskakujące problemy z dostrzeżeniem pewnych niejasności, ignorując niewłaściwość, więc taka jej reakcja sprowadziła się jedynie do bezgłośnego odetchnięcia z ulgą przez Krukona. Bez słowa przyjął pozycję, jaką mu narzuciła, kopiując tę, jaką przyjęli wspólnie na pewnym dachu. Oparł brodę o czubek jej głowy, wpatrując się w dal poważnym, zamyślonym wzrokiem. Jej pytanie zepchnęło go w przepaść wspomnień, których od dawna nie rozgrzebywał. Nawet nie wiedział co ma jej odpowiedzieć. Cała ta historia z rodziną była dla niego zwyczajnie trudna i drażliwa. Nie lubił przyznawać się do słabości, a tak się składało, że trauma jaka w nim żyła, potrafiła zupełnie zablokować u niego szczere wyznania. Mimo wszystko, bił się teraz z myślami, starając się skompletować coś, czym byłby w stanie się z nią podzielić.
- Kochałem ją, a ona nie żyje. - wyszeptał wreszcie, czując, że ciężko byłoby mu zebrać się na wypowiedzenie tego stanowczym, silnym głosem. Odchrząknął, mając nadzieję, iż dzięki temu pozbędzie się tęsknoty, która uparcie wiązała mu ze sobą struny głosowe, raz po raz zaciskając gardło.
- Powiedz mi co chciałabyś wiedzieć. Tak chyba będzie prościej. - poprosił, widząc w tym jedyną nadzieję. Nie chciał unikać tej prośby, ale inaczej chyba się nie dało.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : I
Wiek : 19
Skąd : Ottery St. Catchpole
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 6297
Dodatkowo : ścigająca, kpt
  Liczba postów : 2739
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7146-shenae-d-angelo#204090
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7147-shenae-d-angelo#204112
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7148-shenae-d-angelo#204119
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7244-shenae-d-angelo#204981




Gracz






PisanieTemat: Re: Magiczne Mądredrzewo   Pią Paź 30 2015, 23:26

Nie wiedziała czy to co mówił o ich związku to dobrze czy źle. Na pewno dużo miał w tym racji. Nie wszystko w ich relacjach było bardzo proste do określenia. Patrzyła na niego, zadzierając głowę do góry, zastanawiając się nad wszystkim, co mówił. Nie wiedziała, czym jest utopia. Nie potrafiła sobie swojej utopii wyobrazić. Oboje chyba doświadczyli w życiu tyle przykrości, że żyło im się lepiej w świecie realnym. Mimo, że jej problemy w niczym nie miały się do problemów Halvorsena, dalej pozostawały dla niej czymś kłopotliwym, utrudniającym łatwą egzystencję.
Nie wiedziała, jak to jest stracić rodzica. Ona swojej matki nie poznała. Wiedziała, jak to jest nie mieć bliskiego, ale to nie było chyba to samo. Szczególnie dla kogoś, kto jak She, wychowywał się głównie sam. Ciężko byłoby żegnać kogoś, kogo nigdy raczej nie było. Dlatego, mimo, że nie rozumiała jego emocji w związku z tą sprawą, mogła się spodziewać, że mógł być to bolesny temat. Zgarnęła jego dłoń w swoją, ale nie w normalny sposób. Nie chciałaby żeby odczuł, że próbuje go pocieszyć. Dała mu fikcyjne poczucie, że nie zrobiła tego umyślnie. Bawiła się jego ręką w swoich, rozciągając jego palce, gładząc je w pozornej zabawie. Trwało to jakiś czas, zanim splotła ich palce razem i zacisnęła lekko dłoń.
Opowiedz mi jaka była. Co lubiła. Czy było coś, w czym byliście podobni. Czy spędzała z Tobą dużo czasu? Rozmawialiście ze sobą? Robiliście jakieś rzeczy razem? — naprawdę interesowała ją ta kwestia. Miała wrażenie, że jej stosunki z ojcem trochę różniły się w porównaniu do jej rówieśników. I nie była to kwestia czystokrwistości. To byłoby zbyt proste, gdyby zrzucić wszystko na rygorystyczne wychowanie Drake’ów.
— Dobrze gotowała? Jak wyglądała? Miała Twój uśmiech? Wydaje mi się, że miała.
Odchyliła głowę do tyłu, pozbawiając go podpórki i musnęła go wargami w brodę, bo tylko tam dosięgła — jakie miała zainteresowania? Była czystokrwista czy pochodzenia mugolskiego? Czego Cię nauczyła w życiu. Miała jakieś swoje powiedzonka? Czy byliście ze sobą blisko? Podzielała Twoje pasje? Kochała Cię, prawda? Opowiedz mi jakieś swoje najlepsze w wspomnienie z mamą. Jest jakieś takie? Albo może wiele?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Lima, Peru
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 3052
  Liczba postów : 1065
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10538-enzo-corrado-halvorsen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10540-klusownik-prosto-z-peru
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10539-peruwianska-sowa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10541-enzo-halvorsen




Gracz






PisanieTemat: Re: Magiczne Mądredrzewo   Sob Paź 31 2015, 20:07

Nie zwrócił uwagi na jej zabiegi, bo zwyczajnie nie przeszkadzałaby mu nawet taka próba pocieszenia. No, a przynajmniej w tym momencie. Enzo potrafił być na tyle nieprzewidywalny, że ciężko było określić czy zaraz nie zeskoczy z namiotu na drzewo i nie ucieknie, pozostawiając Shenae na górze. Także tym bardziej trudno było mieć całkowitą pewność, że ta rozmowa go nie przerośnie i zaraz nie zacznie na nią warczeć. Shenae mogła jednak zauważyć jedną, istotną różnicę. Podczas, gdy wcześniej spinał się i zamykał, teraz był bardziej zrezygnowany. Odpuścił sobie uniki, akceptując rzeczywistość taką jaką była. Emelina nie żyła, nic tego nie zmieniało. „It does not do to dwell on dreams and forget to live”, jak to mawiał Dumbledore. Czuł, że z palców zaczyna odpływać mu krew, co poskutkowało ich natychmiastowym ochłodzeniem. Być może właśnie dlatego przyjął jej dłoń zaskakująco dobrze, zginając ją nieznacznie, aby nie pozostać obojętnym na uścisk. Przełknął ślinę, porządkując sobie jej pytania, a było ich dużo. Na tyle dużo, aby nie wiedział od czego zacząć. Niewiele mu to pomogło.
- Była Hiszpanką. - zaczął w taki sposób, jakby to powinno wiele tłumaczyć. Zaraz jednak uśmiechnął się, bo i w gruncie rzeczy na pewno wyjaśniało to jedną z cech jego charakteru. - Miała temperament. Była energiczna, pełna życia, a zarazem bardzo zapracowana. Mieszkaliśmy we dwoje w niedużym domku na obrzeżach Limy, otoczeni mugolami i szerokimi, kwiecistymi łąkami. Mimo, że często wracała do domu bardzo zmęczona, potrafiła poświęcić sen tylko po to, aby powycinać ze mną samochody z czarodziejskiej gazety. Wieczorem zwykle czytaliśmy razem tak długo, dopóki nie usypiałem w połowie opowieści. Była dla mnie bardzo pobłażliwa i być może właśnie dlatego wyrosłem na… siebie.
Urwał, teraz dla odmiany lekko się krzywiąc. W ramach rewanżu, pocałował delikatnie Shenae w czubek głowy, gładząc jednocześnie palcami okolice jej szyi.
- Byłem bardzo rozpieszczony. Co roku piekła mi ciasta na urodziny. Z reguły niebieskie… - przyznał, chrząkając cicho, bo to rzucało nowe światło na jego zachowanie w ostatnie urodziny. - Dlatego właśnie nie obchodzę urodzin. Zawsze kojarzą mi się z tortem mamy i zaczarowaną kartką, wykrzykującą życzenia. Kiedy umarła, zmarła także ta tradycja. Nie miałem już nikogo, kto sam piekłby mi tort, lub własnoręcznie szył swetry. Razem jeździliśmy na deskorolce, zbieraliśmy dzikie owoce czy orzechy koli. Uczyła mnie rozpoznawać kwiaty i zwierzęta, ale nigdy nie udało jej się nauczyć mnie ciężkiej pracy w szkole. Dopiero, kiedy zachorowała wszystko się zmieniło.
Nawet nie zauważył, kiedy zaczął machinalnie gładzić kciukiem policzek Krukonki. W jego oczach była tylko tęsknota, tak silnie przemieszana z silnym uczuciem, najpewniej po prostu miłością, ze ciężko było te dwie rzeczy rozgraniczyć. Wreszcie oparł szyję o bark D’Angelo, przytulając ją.
- Miała nie tylko mój uśmiech. To po niej mam włosy lekko zakręcone przy końcach i oczy. Tak samo marszczyła czoło, kiedy się martwiła. Była całym moim życiem. - ostatnie słowo wyszeptał, czując jak coś dziwnego zaczyna dziać się z jego oczami. Jednak tym razem nic już nie przeszkadzało mu w kontynuacji monologu.
- Głównie interesowała się otaczającym ją światem. Flora i fauna. Uczyła mnie bycia dobrym człowiekiem. Tylko tę jej twarz zdążyłem poznać. Do tej pory nie wiem kim była przed urodzeniem mnie i Ettore. Podobno była czystej krwi, a wyszła za mugola. Dlaczego? Nie wiem i nigdy już się nie dowiem, tak samo dlaczego urodziliśmy się właśnie w Dover. Może to tam go spotkała i pokochała? - wyrażał swoje wątpliwości, jednocześnie starając się wybrać jedno wspomnienie, którym mógłby podzielić się z Shenae. Po chwili milczenia wreszcie jakieś odnalazł. - Pamiętam takie jedno. Nigdy nie miałem własnego zwierzątka. Kiedyś chciałem przynieść jakieś do domu, aby mama pozwoliła mi je zatrzymać i uznałem, że musi być naprawdę wyjątkowe, żeby to podziałało. Całymi dniami wchodziłem na drzewa, szukając odpowiedniego gniazda ptaków, ale kiedy udało mi się wreszcie nakryć Znikacza, okazało się, że jest po prostu zbyt szybki. Złamałem rękę i kilka żeber, kiedy spadłem z kilku metrów. Co prawda wcale nie przekonało to mamy, że dobrym pomysłem jest kupować mi zwierzaka, ale od tej pory spędzała ze mną czas również w lasach. Obserwowaliśmy drobne ssaki i inne zwierzęta, co przysporzyło nam całą falę miłych chwil. Gdyby nie to, na pewno nie udałoby mi się podciągnąć później w nauce. Dzięki tym chwilom, opieka nad magicznymi stworzeniami zawsze wyciągała mnie za uszy z katastrofalnej średniej ocen.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : I
Wiek : 19
Skąd : Ottery St. Catchpole
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 6297
Dodatkowo : ścigająca, kpt
  Liczba postów : 2739
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7146-shenae-d-angelo#204090
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7147-shenae-d-angelo#204112
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7148-shenae-d-angelo#204119
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7244-shenae-d-angelo#204981




Gracz






PisanieTemat: Re: Magiczne Mądredrzewo   Nie Lis 01 2015, 18:34

Słuchała go uważnie, nie tracąc koncentracji nawet na moment. Nie mógł mieć pewności czy nie usypiały jej jego słowa, szczególnie, że nie odzywała się wcale, nie poruszała też dużo. Nie chciała mu po prostu przerywać. Rzadko się zdarzało, żeby mówił jej tyle rzeczy. Podstawowym jego zarzutem było, że niewiele o sobie mówiła. W gruncie rzeczy, w niczym się w tej kwestii od niej nie różnił. Był w stanie opowiedzieć jej jakieś nieistotne szczegóły z życia, ale pierwszy raz mówił o czymś głębszym. Nie chciała go spłoszyć. Nie była nawet pewna czy dałoby się, ale nie próbowała. Skupiona na jego słowach, nie spodziewała się żadnej zmiany w ich pozycji. Przymrużyła lekko powieki, czując ciepło jego ust na czubku głowy, a chwilę potem przymknęła oczy, odruchowo przechylając głowę w kierunku jego łaskoczących ją w szyję palców. Na chwilę straciła wątek, ale czego nie usłyszała, dopowiedziała sobie z kontekstu.
Kapryśnego, nieprzewidywalnego, słodko-gorzkiego siebie? — podłapała temat, bo faktycznie ta historia w pewien sposób ukształtowała jej w głowie wyobrażenie o młodym Enzo, chociaż z jego opowieści wydawał jej się bardziej pozytywny, niż był teraz. Zastanawiała się czy to utrata matki tak go zmieniła, czy po prostu wyrósł z dziecięcej beztroski. Albo trafił na nią, po prostu, i odebrało mu to chęci do życia. Miała w sobie coś destrukcyjnego, przez co niektórzy czuli się rozdrażnieni w jej towarzystwie. Wtedy, musiałaby zgadywać, że musiał być masochistą, skoro mimo tego chciał się kręcić w jej towarzystwie.
A nie chciałbyś stworzyć nowych tradycji? — dopytała w kwestii urodzin. Chciala przy tym pytaniu zwrócić głowę w jego kierunku, ale natrafiła policzkiem na jego dłoń. Było coś ironicznego w tym, jak zwykle dystansowała się do takiego dotyku, a jak w tej konkretnej chwili do niego lgnęła. Zamarła w bezruchu, czując, że ciepło w namiocie zaczyna ją bardziej drażnić niż moment temu. Oplatających ją, nieodtrącanych ramion nie chciała ignorować. Przymknęła powieki, a chociaż panujące tu gorąco dość skrupulatnie opanowało jej ciało, nie odsuwała się od jego ciepłej piersi, a wręcz zsunęła się w dół, tonąc w jego uścisku. Naszły ją własne wspomnienia. Ale w żadnym z nich nie potrafiła znaleźć takiego ciepła, o jakim mówił Enzo. W trakcie jego wypowiedzi, przypomniała sobie jedną rzecz, którą wiedziała o matce.
Moja mama była piękną kobietą — nie dodała, że tak po prostu powtarzali ludzie, którzy ją znali. W domu nie było jej zdjęć, a przynajmniej Shenae żadnych nie widziała. Ojciec skutecznie je chował, jakby sam widok jego zmarłej żony sprawiał mu niewymowny ból. Tak lubiła sobie to tłumaczyć D’Angelo, że jej rodzina nie zawsze była tak skrzywiona, jak obecnie skrzywione są jej relacje z ojcem. Tak naprawdę nigdy z nim o tym nie rozmawiała. Wskrzeszanie wspomnień o kobiecie, której nawet nie znała nie było w stanie poprawić jej stosunków z ojcem, a tylko doszczętnie spisać je na straty. Nawet jeśli kiedyś zastanawiała się kim była jej matka, nie pytała o to głośno.
Myślę, że mogła być inteligentna. Chodziła do Ravenclawu, tak mi się wydaje.
Więcej już nic nie powiedziała, bo nawet nic innego nie wiedziała. Oparła policzek o jego głowę, przeczesując ciemne kosmyki dłonią i schowała nos w jego włosach.
Próbowałam stawać na desce, ale to trochę dziwne. I ciężkie, wbrew pozorom. Wydaje się też trochę… nie wiem, mało absorbujące. Ja pierwszy raz złamałam rękę na miotle. Ale to było dobre wspomnienie. Wiesz, że istnieje czarodziejski dokument, który twierdzi, że każde czystokrwiste dziecko powinno ujawniać swoje zdolności w trzecim roku życia, a umiejętność latania na miotle w wieku siedmiu lat? Nie wiem, czy cechowałam się jakąś magią, ale wiem na pewno, że pierwszy lot na miotle przeżyłam mając niespełna pięć lat. Umiałam latać szybciej niż zaczęłam zgrabnie chodzić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Lima, Peru
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 3052
  Liczba postów : 1065
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10538-enzo-corrado-halvorsen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10540-klusownik-prosto-z-peru
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10539-peruwianska-sowa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10541-enzo-halvorsen




Gracz






PisanieTemat: Re: Magiczne Mądredrzewo   Nie Lis 01 2015, 21:15

Mnogość emocji zaczynała powoli stanowić dla niego przeszkodę. Mógł zgrywać niewzruszonego tak długo, dopóki temat rozmowy nie zaczynał zahaczać o rodzinę, gdyż to głównie ten fragment jego życia tak skutecznie potrafił go zdołować czy wytrącić ze zwyczajowej równowagi. Teraz miał spory problem z zachowaniem spokojnego tonu głosu, a to zwyczajnie dlatego, że gdzieś w głębi duszy był po prostu wrażliwy. Wystarczyło tylko przekopać się przez trzy tony złośliwości i niechęci, a także nie zważać na nieprzewidywalność, aby dotrzeć do tego - innego - Enzo. Halvorsena, którego nie znali inni. Nikt, poza Shenae.
- Nie do końca. - skrzywił się znacząco po jej słowach. Chyba poczuł obowiązek, aby wszystko jej sprecyzować. Skoro już zebrał się na opowiadanie, nie zamierzał robić tego po łebkach. - Kiedy jej zabrakło, mój świat runął. Nie było nikogo, kto mógłby przygotowywać mi co rano śniadanie lub wysyłać niedzielne listy. Nikt nie podpowiadał mi co na siebie włożyć czy nie całował mnie w czoło na dobranoc. Zostałem sam, a jeszcze nawet nie skończyłem szkoły. Byłem jej oczkiem w głowie, a tu nagle zabrakło jej sił do dalszego życia. To potrafi odmienić człowieka. Musiałem dorosnąć, bardzo szybko zresztą. Miałem kilka tygodni, żeby przyzwyczaić się do myśli o jej odejściu, ale zamiast tego, zacząłem o nią walczyć. Pogorszenie stanu zdrowia było jak cios w brzuch, a potem była już tylko apatia… potem wściekłość. Znałem tylko gorycz i nienawiść do świata. Niechęć i krzywdę. Dlatego często jestem taki… złośliwy czy wybuchowy. Kapryśny i nieprzewidywalny też, ale w żadnym razie słodki… a przynajmniej nie czułem się słodki od prawie dwóch lat.
Wyznał, dzieląc się z nią pewną bardzo intymną obawą. On po prostu bał się tego, że przez tych kilka trudnych lat przestał być sobą - tym dzieciakiem, którego wychowała jego matka. Jej jedynym synem, którego miała chronić tak długo, jak miał tego potrzebować, a co tak nagle mu odebrano. Nie koncentrował się na odczuwaniu bodźców z zewnątrz. Po prostu trwał tak z nią, wsłuchując się w echo własnych uczuć, tych starych jak i tych nowych. Miłości do matki, jak i tego dziwnego przywiązania, jakie odczuwał teraz względem Shenae. To było inne uczucie, ale Enzo nie potrafił określić jak bardzo różniło się od tych, które znał. Było właśnie takie… słodko - gorzkie. Na tyle słodkie, aby myśl o spotkaniu z ciemnowłosą sprawiała, że w brzuchu zaczęły tańczyć mu setki motyli i zarazem na tyle gorzkie, aby obawa przed zbliżeniem krępowała mu właściwe odruchy w najmniej spodziewanym momencie. Czuł się trochę tak, jakby związano mu nie tylko ręce, ale i oczy, a on na ślepo podążałby za nią. Za tą kobietą pełną sprzeczności i tajemnic, która jako jedyna potrafiła skraść mu serce, nie pozostawiając przy tym głębokiej, niewyobrażalnie bolesnej i krwawiącej rany.
- Tak piękną jak Ty? - zapytał wreszcie, nieco ochryple, odsuwając głowę od jej twarzy, ale nie po to, aby się wycofać, a aby móc na prędce złożyć pocałunek na jej szczęce, nim zdecydowała się podjąć temat. Westchnął cicho, prawie wprost w jej ucho, muskając je najpierw nosem, a następnie ustami. Skubnął je wargami oraz zębami, podczas gdy jego dłonie skoncentrowały się w okolicach jej talii. Prawa musnęła żebra, szybko sunąc wzdłuż piersi, ale chyba tylko po to, aby dotrzeć wreszcie do brody D’Angelo. Nie chciał jej przerywać, dlatego czekał cierpliwie, chociaż wydawał się być teraz tak spragniony czułości, jak jeszcze nigdy wcześniej. Rozmowa o mamie otworzyła go na nią i może wreszcie zrozumiał jak bardzo w tej chwili potrzebował tej bliskości.
- Nie miałem o tym pojęcia. - zdradził jej, odchylając wyżej wspomnianą brodę ku górze, aby dostać się bez problemów do jej bladej szyi. - Stawanie nie jest interesujące. Ciekawe jest… zjeżdżanie po poręczach.
Obsypał jej skórę kilkoma pocałunkami, nim kontynuował.
- Dopóki nie poszedłem do Hechiceros, nie wiedziałem czym jest miotlarstwo. Dla mnie istniały tylko drzewa oraz deska. - poinformował, nagle odsuwając się od jej obojczyka, aby skraść szybki pocałunek jej wargom. - Opowiesz mi kiedyś?
Zapytał, ni z tego ni z owego, gładząc ją po włosach tą dłonią, która wcześniej znajdowała się przy jej twarzy.
- O ojcu? - zdecydował się dopiero wtedy, gdy o to zapytał. Skoro najprawdopodobniej nie poznała swojej matki, co zdołał wywnioskować z jej słów, to nie chciał zamęczać ją domysłami na jej temat. To było trochę jak z nim i Sorenem. Niby istnieli, ale gdzieś w innych czasach i przestrzeni.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : I
Wiek : 19
Skąd : Ottery St. Catchpole
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 6297
Dodatkowo : ścigająca, kpt
  Liczba postów : 2739
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7146-shenae-d-angelo#204090
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7147-shenae-d-angelo#204112
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7148-shenae-d-angelo#204119
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7244-shenae-d-angelo#204981




Gracz






PisanieTemat: Re: Magiczne Mądredrzewo   Nie Lis 01 2015, 23:16

Nie od początku wiedziała, co mogłaby mu odpowiedzieć. Milczała, bo tak było bezpieczniej, tylko słuchać. Zresztą, czasami samo słuchanie powinno wystarczać, a ona naprawdę była ciekawa przeszłości Halvorsena i uwarunkowań, które ukształtowały właśnie takiego, jako człowieka. Był dla niej momentami dość sprzeczny. W tym momencie jego obraz zaczynał jej się w jakiś sposób wyostrzać. W końcu zaczynała dostrzegać zależności między co ważniejszymi charakteryzującymi go cechami. Nie zgadzała się ze wszystkim, co mówił, ale próbowała zrozumieć każde słowo. Dla odmiany dawała mu mówić, zamiast wyciągać pochopne wnioski. Nie wiedział, jak wyjątkowo go w tym momencie traktowała. Nie każdy potrafił odkryć tą D’Angelo, która potrafiła odłożyć kpinę i sarkazm na bok i przez chwilę odsłonić się w takim stopniu, żeby pod skorupą zimno zdystansowanej osoby dostrzec coś więcej.
Walił nawet jej mury, które chroniły jej niezależność i przeświadczenie o tym, że nie potrzebuje żadnego fizycznego zbliżenia z innym człowiekiem, czy może bardziej: nie chce i potrafi takowe ignorować. Jego obecność przestała traktować obojętnie. Zresztą, nie wychodziło jej to wcale. Na miękkość jego warg przy uchu, lekkie smagnięcie jego skóry reagowała gęsią skórką, dziękując losowi za okoliczności, w których w panujących wokół ciemnościach nie było łatwo dostrzec reakcji jej ciała. Dawno już nikt nie działał na nią tak elektryzująco, o ile w ogóle był ktoś, kto potrafił poruszyć ją w ten sposób tak zupełnie bez jakiegokolwiek przygotowania. Te sprzeczności między nimi, tylko pogłębiały niektóre wrażenie, zaskakując w najmniej oczekiwanych momentach, jak obecnie Enzo każdym swoim gestem.
Nie wiem, nie poznałam jej — mruknęła prawie szeptem, przełykając dość głośno ślinę niestety świadoma tego, że było w ruchach krukona coś, co wyzwoli bodźce, jakie postawią na nią nowy cień. Nie była pewna, czy była gotowa otwierać się przed chłopakiem właśnie w ten sposób, ale na pewno była przekonana, że nie chce tego w żaden sposób przerywać. Dlatego właśnie, przewidując, że biernie przyjmując jego postawę, mogło się to tak skończyć, zadrżała pod wpływem lekkiego ruchu jego dłoni, przemieszczającej się subtelnie po jej ciele — ale niekiedy mówią, że jestem do niej bardzo podobna.
Dopełniając swoją wypowiedź, tą czy kolejną, zamilkła, chłonąc jego bliskość, przez co chłopak nabrał coraz więcej śmiałości. Nie była pewna czy to dobrze, wbrew temu, jak przyjemnie było tej odmiany doświadczać. Nie podejmowała się nawet na ten moment kontynuowania rozmowy, skupiona na kontrolowaniu swoich reakcji. Czuła ścisk na żołądku. Kompletnie sobie nieznany, ale było w nim coś satysfakcjonującego, czego nie potrafiła wyjaśnić. Przymknęła oczy i to był jej kolejny błąd. Każde smagnięcie jego warg odczuwała jeszcze mocniej. Nic dziwnego, że jak tylko udało mu się skraść jej pocałunek, zwróciła twarz przed siebie uwolnione wcześniej z jego uścisku dłonie opierając obok siebie. Potrzebowała zaczerpnięcia kilku głębszych oddechów, jeśli to ona chciała kontrolować swoje ciało, a nie dać jemu przejąć kontrolę nad nią. Odchyliła lekko głowę do tyłu, dając sobie upust swoim emocjom w powolnym odetchnięciu, nabierając dystansu do sytuacji. Oparła się przy tym o jego ramię i dopiero potem, przykładając dłoń do jego policzka, wróciła wraz ze swoją śmiałością. Odchyliła się w taki sposób, że teraz siedziała bokiem do jego nóg, opierając się o jego uda plecami. W tej pozycji lepiej widziała jego twarz. Dawała jej ona większą kontrolę. Chociaż złapała się na tym, że patrząc mu w oczy, odebrało jej mowę. Tak wcześniej czuła się tylko przy Riencie i tylko, kiedy testował na niej swoją pradawną magię. A w tym było coś… bardziej wiążącego niż przyjacielskie przekomarzanie. S
Merlinie, co ty robisz…? — rzuciła to głośno, zsuwając się w dół, na jego nogi, dopóki nie ułożyła głowy na jego kolanach, przysłaniając sobie twarz przedramieniem. Odsunęła ją od niej dopiero, kiedy ułożyła sobie myśli do wypowiedzi:
Chcesz wiedzieć, co w Tobie lubię, Enzo? Jesteś chłodny, takie sprawiasz wrażenie, ale nie przestajesz mnie zaskakiwać swoim ciepłem. W jednym momencie jesteś urzekający, a w następnym drażnisz, a drażnisz najgorzej, kiedy człowiek jest na ciebie zły, jednocześnie zapominając jak tą złość powinien okazać. Czuję się przy tobie… — kilka słów i powiedziałaby zdecydowanie za dużo, dlatego tylko uśmiechnęła się do niego szczerze, pociągając go trochę do dołu, żeby go pocałować czule i z niespodziewaną wdzięcznością — … dobrze – mruknęła – Nawet wtedy, kiedy wszystko robisz źle.
Tutaj zamilkła, obracając głowę na bok, nie patrząc Enzo w oczy, kiedy postanowiła opowiedzieć coś o jej jedynym rodzicu.
Logan, bo zabrania mi do siebie mówić „ojcze”, czy co dopiero „tato”, jest… wyrachowany, wiesz? — zerknęła na Enzo szukając potwierdzenia, że wiedział, o co jej chodzi, żeby nie musiała tego głębiej tłumaczyć — Nie spędzamy ze sobą czasu. Dużo pracuje. Ma wielkie ambicje, wobec siebie i mnie. Wymaga dobrych ocen, mistrzowskiego talentu w eliksirach, bo on był w nich najlepszy, dobrej, przyszłościowej posady. Quidditch uważa za sport bardzo czarodziejski, dlatego jest widzem, ale nie widzi sensu w lataniu na miotle, jakby Quidditch był dla tych bez ambicji na życie. Jest wybitnym czarodziejem. Zapewnia dobre warunki w domu. Różnimy się w swoich poglądach. Wyznaje wyższość czystokrwistości nad innymi. Myślę… myślę, że jestem dokładnym przeciwieństwem tego, co kocha.
Większość jej wypowiedzi była dość suchym, logistyczno-praktycznym podejściem do ich relacji. Nawet ostatnie zdanie miało w sobie mniej emocji, niż powinno pokazać, mimo, że dało się w nim wyczuć lekkie zawachanie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Lima, Peru
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 3052
  Liczba postów : 1065
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10538-enzo-corrado-halvorsen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10540-klusownik-prosto-z-peru
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10539-peruwianska-sowa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10541-enzo-halvorsen




Gracz






PisanieTemat: Re: Magiczne Mądredrzewo   Pon Lis 02 2015, 01:31

Ciężko stwierdzić czy Enzo potrafił w tym momencie poczuć magię chwili i zauważyć postęp, jaki dziś prezentowała mu Shenae. Jego mina zdradzała ni mniej ni więcej a dziwne zmieszanie, najpewniej z powodu własnych słów i uczuć. Emocji, których wstydził się czy bał od tak dawna. Był tak skoncentrowany na powrocie do równowagi, że wydawał się być momentami ślepy na niektóre zabiegi dziewczyny, począwszy od jej uników od pocieszania, a kończąc chociażby na nietypowych reakcjach jej ciała, do jakich przecież żadne z nich nie było przyzwyczajone. Trudno powiedzieć, czy gdyby nieco oprzytomniał, to czy dalej byłoby to dla niego tak… naturalnie niewinne. Nie miał świadomości czynów oraz ciała. Nie potrafił określić jakie reakcje wywołuje u niej jego, często dość nieświadomy, dotyk oraz przypadkowe muśnięcia czy wręcz idealnie wymierzone pocałunki. Chciał ją obsypać swoją bliskością, ale nie był w stanie pojąć gdzie zaczyna brnąć. Nie odczuwał nawet tego, że jego mięsnie jakiś czas temu napięły się znacząco, w reakcji obronnej na dziwne ciepło rozlewające się gdzieś w jego wnętrzu. Zmiana pozycji była mu wyjątkowo na rękę, chociaż nie rozumiał tego tak długo, dopóki nie poczuł jak trzeźwiąco podziałał na niego dopływ świeżego powietrza. Wiele z gestów, jakimi ją obdarował, stała się nieco bardziej powściągliwa.
- Tak jak i ja swojego ojca. - odpowiedział ze sporym opóźnieniem na jej wzmianki o matce. Pewnie mieli na ten temat mniej więcej tyle samo do powiedzenia. Byli, dali nam początek i odeszli. Odeszli może tragicznie, a może zwyczajnie, tak jak Emelina uciekła od Sorena? Nie chciał w to wnikać. Zdaje się, że wszystko powoli wracało do normy. Ostatnie wyznanie zdążyło paść z jego ust, a teraz tylko słuchał. Na szczęście zaczęli od przyjemniejszej części. Kiedy ułożyła głowę na jego kolanach, Halvorsen po prostu zaczął machinalnie gładzić jej włosy. Było mu jednocześnie gorąco, jak i chłodno. Co miał odpowiedzieć na takie wyznania, skoro on sam nie wiedział co tak naprawdę czuje? Nazwanie emocji zwykle stanowiło dla niego największy problem, nic już nie mówiąc o rozmowach właśnie w tym stylu.
- Chciałbym to słyszeć częściej. - rzucił mimochodem, nieco rozmarzonym tonem, ale nie miał na myśli budowania własnego ego, co najwyraźniej zamierzał podkreślić. - Chce, żebyś dalej tak się czuła, a jednocześnie chciałbym nie robić wszystkiego źle.
Kulawo, Halvorsen, kulawo. No nic, starał się bardzo, żeby nie zabrzmiało to źle, a dopiero miało się okazać czy właśnie to nie będzie punktem zapalnym. Nie chciał by ta inna Shenae tak szybko uciekała. Oby tym razem nie okazało się, że same chęci nie wystarczą.
Wsłuchał się w jej opowieść, wracając do machinalnego muskania palcami jej policzka, nawet nie zdając sobie sprawy z tego, że zwyczajnie zapatrzył się w jej jasne oczy. Uśmiechnął się dość ironicznie, tak jak zwykle wtedy, kiedy się przekomarzali.
- Coś mi się wydaję, że nie byłbym wymarzonym zięciem. - rzucił lekko, chociaż wcale tak się nie czuł. Nie uważał jednak, aby użalanie się nad Shenae mogło w czymkolwiek pomóc… ba, sądził, że szybciej ją tym rozjuszy, a wcale nie chciał jej rozzłościć. W każdym razie, jej słowa rozjaśniły mu trochę jej obraz, chociaż sam chyba jeszcze nie wiedział jak to mogło rzutować na ich przyszłość. Zresztą, czy to ważne? To była ich przyszłość. Wspólna i zbudowana nie tylko na szczęściu, ale również na czymś twardszym i gorętszym, a zarazem bardziej stałym. Nie musieli przejmować się planowaniem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Magiczne Mądredrzewo

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

 Similar topics

-
» Magiczne choroby i urazy
» Magiczne używki
» Magiczne zawody - rozwój, spis
» Znane postacie magiczne
» Magiczne Dowcipy Weasleyów

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogsmeade
 :: 
Okolice Hogsmeade
-