IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Magiczne Mądredrzewo

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : I
Wiek : 19
Skąd : Ottery St. Catchpole
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 6297
Dodatkowo : ścigająca, kpt
  Liczba postów : 2739
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7146-shenae-d-angelo#204090
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7147-shenae-d-angelo#204112
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7148-shenae-d-angelo#204119
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7244-shenae-d-angelo#204981




Gracz






PisanieTemat: Magiczne Mądredrzewo   Czw 22 Paź - 2:37

First topic message reminder :


Magiczne Mądredrzewo

To bardzo kapryśne, magiczne drzewo, zdaje się zmieniać nieznacznie swoje położenie, wędruje wzdłuż paronamy rozciągającej się na Hogsmeade i Hogwart, ale to nie jedyna jego czarodziejska właściwość. Obrastające spiralnym konarem kusi do podjęcia się niebezpiecznej wspinaczki w górę, a każdych śmiałków, którzy przetrwają tą podróż po szerokim pniaku w górę, obdarowuje drobnym prezentem. Opuszcza dla nich swoje gałęzie, pozwalając się im cieszyć uwieszonym pod jedną z nich namiotem, ze splotu gałązek i magicznych pajęczych, jedwabnych sieci, które idealnie utrzymują ciepłe powietrze wewnątrz namiotu. W ten sposób szczęśliwi Ci, którym uda się tu wejść i móc podziwiać wspaniały horyzont, rozciągający się z tej wysokości lepiej niż z jakiegokolwiek punktu widokowego. Warto doczekać w tym miejscu wschodu słońca, ponieważ, jak głoszą nieliczni, którym udało się tu wspiąć, jest to niezapomniany widok.

UWAGA: Aby wejść obowiązkowo należy rzucić kostką w pierwszym poście. Nieparzysta – udaje Ci się wejść, parzysta – niestety nie udaje Ci się wejść. Nawet jeśli już raz odkryjesz lokację, nie możesz odwiedzać jej bez ponownego rzucania kością, gdyż drzewo może się przemieszczać.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : I
Wiek : 19
Skąd : Ottery St. Catchpole
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 6297
Dodatkowo : ścigająca, kpt
  Liczba postów : 2739
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7146-shenae-d-angelo#204090
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7147-shenae-d-angelo#204112
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7148-shenae-d-angelo#204119
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7244-shenae-d-angelo#204981




Gracz






PisanieTemat: Re: Magiczne Mądredrzewo   Wto 3 Lis - 0:14

Uśmiechnęła się do niego lekko. Spodziewała się może w takim momencie czegoś innego, ale powinna się już chyba przyzwyczaić, że Enzo zawsze zaskakiwał ją niespodziewanymi decyzjami i zachowaniami. Dlatego przyjęła jego reakcję trochę przychylniej niż miałoby to miejsce zwyczajnie. Być może miało na to wpływ to miejsce, o jakiś wyjątkowo zbliżających właściwościach. Może poczucie bezpieczeństwa i zaufania na takich wysokościach tylko do Enzo. Albo poruszany temat, czy może czas, jaki ze sobą nie rozmawiali. Może magia dzisiejszych zwierzeń i pytań. Ulga po rozwianiu wątpliwości niezadawanych pytań. Cokolwiek to nie było, krukon powinien korzystać z niespotykanej łagodności D’Angelo, bo coś takiego mogło się szybko nie powtórzyć. Rzadko uśmiechała się tak szczerze jak dzisiaj. Tak delikatnie, bez żadnych złośliwości. Bardzo prostolinijnie, ale subtelnie w swojej czystości, ledwie unosząc kąciki ust, ale robiąc to zupełnie bez świadomości tego gestu. Instynktownie, pchana impulsem. Nawet jej oczy wydawały się obecnie patrzeć bardziej miękko. Przechyliła głowę pod innym kątem, zahaczając o jego dłoń miękką fakturą policzka, zanim moment później przewróciła się na jeden bok, dosuwając się do pasa chłopaka. Objęła go obiema rękoma, przytulając się do jego brzucha, bo na jego poziomie się znajdowała. Żeby jednak nie było zbyt słodko, mruknęła mu żartobliwie w odpowiedzi, w typowy dla siebie, trochę sarkastyczny sposób:
Więc byłaby to pierwsza rzecz, w której się zgadzam z ojcem.
Ale żeby nie potraktował tego jako atak, odsunęła się na chwilę, składając pocałunek na jego brzuchu przez materiał jego odzienia, smyrając go jeszcze nosem w tym miejscu, zanim znalazła sobie wygodną pozycję do schowania się w prawie pozycji embrionalnej na wpół leżąc na nim.
Enzo… nie rezygnuj ze mnie za szybko, dobrze?
Mówiła do jego bluzy, przytłumionym głosem, chwytając się palcami materiału, nie kurczowo, ale w jakiś sposób silniej niż moment temu. Każde potknięcie, jakiego doświadczyła interpersonalnie powinno ją przygotowywać do ewentualnych przewrotów w jej życiu, w których nagle brakowało fundamentalnych jednostek ułatwiających jej egzystowanie. Znała ból po stracie przyjaciół i zawód z tym związany, chociaż nie potrafiła w ten sposób nazywać tych emocji. Nie wiedziała jak podatna na smutek i słaba była przy takich pożegnaniach, skoro zawsze emanowała tylko przekształceniem tych emocji w złość. Nie wiedziała, jak nazywać wszystko inne, co jej towarzyszyło, ale była pewna, że nie chciała tego doświadczać względem Enzo. Przykrym jej założeniem było, że już teraz przyzwyczajała siebie, że ta ich bańka chwilowego szczęścia zaraz pęknie. Zawsze, kiedy w końcu zaczynała łapać, o co chodzi w szczęściu, coś się sypało.
Czuła, że całe to ich wspólne zrozumienie, przynajmniej aktualne, jest tylko krótkim przystankiem do celu. A cel był taki, że w gruncie rzeczy zawsze ze wszystkim zostawała sama. Enzo już raz ją opuścił. To może nie dawało jej gwarancji, ale pozwalało myśleć, że nic nie stoi na przeszkodzie, żeby zrobił to drugi raz. On, Liam, Alistair, Lysander, Mike, ojciec, ostatnio nawet Yishai. Drżała uporczywie trzymając się ostatniej myśli, że nie płakała z tego powodu od sześciu lat. Walczyła z pierwszymi łzami, które spłynęły jej po policzkach. I zamiast ścisnąć pas Enzo mocniej, szukając ukojenia w jego objęciu, rozluźniła całkiem splot rąk dość nagle odwracając się plecami do niego, podnosząc się na jednym łokci do góry, sprawiając wrażenie, jakby chciała opanować coś, co potem chciała ignorować. Nawet jeśli teraz wykrzywiało to jej twarz w goryczy i bezsilności.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Lima, Peru
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 3052
  Liczba postów : 1065
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10538-enzo-corrado-halvorsen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10540-klusownik-prosto-z-peru
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10539-peruwianska-sowa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10541-enzo-halvorsen




Gracz






PisanieTemat: Re: Magiczne Mądredrzewo   Sro 4 Lis - 11:15

Bańka prysła. Utkana mozolnie z bajecznie kolorowych pocałunków oraz objęć, wreszcie nie wytrzymała presji i po prostu zaczynała się rozpadać. Każde z nich wracało już powoli do swoich ironicznych „ja”, jakie zrobiły sobie przerwę niestety tylko na chwilę. Miła odmiana miłą odmianą, ale to, co wytworzyło się między nimi, zdawało się być czymś ponad ich zwyczajową tolerancję. Tak jak kiedyś nie potrafili długo usiedzieć w milczeniu i jakiejś tam mniejszej lub większej akceptacji względem siebie, tak teraz chyba nie radzili sobie z intensywnością chwili, a każde z nich szukało drzwi wyjściowych do stanu zwyczajowej równowagi. Zresztą, to chyba nic dziwnego. Wyznania mieli już za sobą, ale jak to rzutowało na ich znajomość? Enzo już dawno nie dzielił się z nikim swoimi przemyśleniami czy historią. Nikt nie rozumiał tego, co ukształtowało w ten sposób jego charakter, nawet Ettore. On po prostu znał prawdę o tym co działo się z Emeliną, tak samo jak ostatnio Krukon mógł dowiedzieć się co pozostawił po sobie Soren. Trudno powiedzieć które z nich lepiej utrafiło w tym wszystkim, ale na pewno łatwo można wskazać to, co zdołali dzięki temu utracić. Jakże inny mógłby być teraz, gdyby jego matka nie uciekła na drugi koniec świata…
- Dzięki. - mruknął takim tonem, że niby to obrażony, ale jego wyraz twarzy dziwnie kojarzył się z mimowolnym uśmiechem, nawet jeśli w gruncie rzeczy te słowa trochę do niego dotarły. Tylko, że w przypadku D’Angelo nie powinno się zbyt wielu rzeczy traktować zupełnie poważnie. Szkoda też, że nikt nie nauczył go tego, która złośliwość jest przytykiem, a która próbą uniknięcia innej odpowiedzi. Nagle skupił na niej wzrok, lustrując spojrzeniem tę połowę twarzy, którą mógł dostrzec. Może mógłby sobie teraz zakpić, dlaczego pyta o to bluzę, ale nie potrafił się na to zdobyć. W jej głosie było coś takiego, co skutecznie go od tego powstrzymało. Poczuł się jednocześnie zakłopotany i zaniepokojony, ale sens jej słów wywołał u niego mimowolną irytację. Nigdy nie był kimś, kto łatwo potrafiłby porzucić… ale czy na pewno? Jego doświadczenia z dziewczynami zwykle kończyły się właśnie na wykorzystywaniu. Manipulował swoim urokiem osobistym, próbując otrzymać to, czego najbardziej w danej chwili potrzebował, a potem po prostu zamykał się znowu w sobie i swoim okrutnie bezbarwnym świecie. Jedynym wyjątkiem była chyba tylko Eiv. Mimo, że czasami czuł się przy niej tak, jak przy tych dziesiątkach innych, które kusił pocałunkami, to sam z siebie nigdy nie posuwał się do tego, aby iść o krok dalej. Była dla niego wspomnieniem Limy i wspólnej zabawy, kimś ważnym, a jednocześnie osobą zbyt tajemniczą, aby mówić o dokładnym poznaniu jej. Teraz Shenae znał już lepiej od niej, a przynajmniej taką miał nadzieję. Jednocześnie wciąż nie potrafił odnaleźć się w labiryncie jej decyzji i motywacji, zupełnie tak, jakby potrafiła ciągle zmieniać priorytety, a chociaż potrafiło mu to niemożliwie przeszkadzać to za każdym razem nasuwał mu się jeden wniosek. Byli do siebie podobni.
- Twierdzisz, że skaczę z kwiatka na kwiatek? - zapytał, a chociaż miało to zabrzmieć żartobliwie, cała wesołość odeszła z jego głosu, stawiając to pytanie w świetle oskarżenia. Właściwie to i poczuł się trochę dotknięty tym, że tak o nim pomyślała. Obdarzanie kogoś uczuciem nie przychodziło mu lekko, bo i siebie nigdy nie dawał poznać na tyle, aby było to proste do wykonania, więc jak mogła tak pomyśleć? To był jeden z tych momentów, w którym bardzo chciałby odejść. Po prostu wstać i uciec z namiotu, aby na spokojnie przeanalizować jej słowa i stłumić gorąc złości, trawiący znów jego kiszki, ale kiedy odsunęła się od niego, siadając plecami do jego twarzy, nagle poczuł, że to byłoby po prostu niewłaściwe. Dziwne uczucie ucisku w brzuchu nasiliło się, a Halvorsen po prostu wyciągnął dłoń, aby oprzeć ją na jej ramieniu. Jeśli miała zamiar ją strącić, byłby to wystarczający znak, że powinien na dziś dać jej spokój.
- Tylko, jeśli Ty nie zrezygnujesz ze mnie. - odpowiedział wreszcie na jej słowa tak, jak powinien od początku i zamarł w oczekiwaniu na wyrok.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : I
Wiek : 19
Skąd : Ottery St. Catchpole
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 6297
Dodatkowo : ścigająca, kpt
  Liczba postów : 2739
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7146-shenae-d-angelo#204090
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7147-shenae-d-angelo#204112
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7148-shenae-d-angelo#204119
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7244-shenae-d-angelo#204981




Gracz






PisanieTemat: Re: Magiczne Mądredrzewo   Czw 5 Lis - 1:31

Słucham? — nie bardzo zrozumiała, co miał na myśli wspominając o skakaniu z kwiatka na kwiatek. Nawet przez moment nie przeszło jej przez myśl, że mógłby przerzucać zainteresowanie z niej, na kogoś innego. Więcej jednak nie powiedziała, dając sobie chwilę na ochłonięcie. Przełknęła głośno ślinę, próbując opanować niewiadomy, nagły przepływ emocji. Coś takiego nie zdarzało jej się prawie wcale. Enzo mógł czuć się dumny, że pękła przy nim. Chociaż nie wiadomo czy było coś do opiewania dumą w fakcie, że doprowadził do płaczu swoją dziewczynę. Całkiem chyba nieumyślnie. Tą konkretną krukonkę, która nie płakała nie tylko przed innymi, ale też przed sobą samą. Zbierało jej się na to od szóstej klasy. W końcu szala musiała się przechylić i zagrozić takim wybuchem. Wolałaby jednak, żeby ten natłok myśli dopadł ją w jej własnej obecności. Miała wrażenie, że bliskość Enzo nie przyniesie niczego dobrego. Zerknęła na swoje ramię, na którym leżała jego dłoń, ale ona wcale w niczym nie pomagała.
Podniosła rękę do oczu, licząc na to, że skoro Halvorsen tak bardzo się dystansował, może jeszcze nie zdążył zauważyć, że płakała, nawet jeśli solicie i drżała nawet pod najmniejszym naporem jego dotyku. Albo nie widział, albo może nie chciał widzieć jej łez, skoro tak konsekwentnie postanowił je zignorować. Jakikolwiek nie był powód, Shenae nie planowała krzyżować mu jego zamierzeń. Mimo, że przez krótki moment uległa pokusie przechylenia głowy na bok. Nawet jeśli nie dosięgła policzkiem jego dłoni, czuła emanujące od niej ciepło. Wypuściła z wolna powietrze z płuc, licząc na szybkie uspokojenie nerwów i własnej gonitwy myśli. W końcu ze zrezygnowaniem wychyliła głowę do tyłu, chwytając się ostatniej deski ratunku, jaką było przymknięcie powiek, czy liczenie na prawa fizyki, które zablokują jej łzy w martwym punkcie. Przeliczyła się.
Pytasz o to w taki sposób, jakby to było źle, że w tym ci ufam i o to cię nie podejrzewam — mruknęła tak cicho, że sama nie była pewna czy ją usłyszał — twierdzę, że muszę mieć w sobie coś odstręczającego, skoro za każdym razem kiedy się zaangażuję, inni tracą do mnie siły.
Podniosła się wyżej na łokciu, nie strącając jego dłoni, ale też nie reagując na jej ciężar na ramieniu. Podciągnęła no do góry, siadając z podkulonymi kolanami, na których oparła łokcie, chwilę potem wplatając obie dłonie w czarne pasma włosów. Przeciągnęła palcami do tyłu, zaczesując je na kark. Wracając rękoma do przodu, odnalazła jego dłoń, muskając ją lekko palcami. Chciała ją chwycić w swoją, ale ostatecznie oparła przegub swojej ręki na własnym ramieniu, obok dłoni krukona. Nie sprawiał wrażenia, jakby dzielił jej potrzebę bliskości. Albo jakby w ogóle chciał z nią dzielić cokolwiek innego – na przykład: towarzyszące jej teraz smętne emocje. Zaciśnięte gardło nie chciało z nią współpracować, ale i tak udało jej się wyrzucić.
W sumie… nieważne. Wiesz… pomiń temat. Przepraszam… za… za tą całą scenę. Wszystko jest ok. Nawdychałam się za dużo opar na eliksirach… czy coś.
Próbowała wycofać się z tej płaczliwej scenerii, w której Enzo wyraźnie nie czuł się komfortowo. Zacisnęła wargi, próbując nie skazywać go na więcej nieprzyjemności.
Ciężko mnie do siebie przyzwyczaić, ale nie łatwo spławić – skwitowała w ten sposób kwestię przywiązania do jego osoby, zaciskając dłoń na swoim obojczyku, żeby powstrzymać chęć odwrócenia się do niego przodem i przylgnięcia do jego piersi. To byłoby na pewno łatwiejsze wyjście, atrakcyjniejsze. Ale D’Angelo słynęła z tego, że lubiła robić sobie pod górkę. Bo jeśli napotykała ścianę, czasami wolała ją obejść, zachowując odpowiednią twarz, niż rozwalać, gdyby miało się okazać, że nie była w stanie jej zburzyć. Tak było z Enzo. Wolała uniknąć kontaktu, unikając również ryzyka niezręczności, gdyby miał ją teraz odtrącić. Odrzucenie, to było jedno z największych cholerstw tego świata.
— Chcesz już wracać?
Ona nie chciała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Lima, Peru
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 3052
  Liczba postów : 1065
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10538-enzo-corrado-halvorsen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10540-klusownik-prosto-z-peru
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10539-peruwianska-sowa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10541-enzo-halvorsen




Gracz






PisanieTemat: Re: Magiczne Mądredrzewo   Sob 7 Lis - 10:17

Zdaje się, że po prostu zamarł w bezruchu. Nawet nie drgnął, kiedy mówiła czy się przemieszczała, z jednej strony rozdarty pomiędzy irytacją, jaką wywołała w nim swoimi słowami oraz zachowaniem, a z drugiej strony bardzo starając się aby nie okazać się teraz skończonym kretynem. Zdaje się, że i tak wyszedł już na takiego, więc zasznurował tylko usta, spoglądając przez chwilę w dal, jakby starał się odnaleźć tam siłę, potrzebną każdemu facetowi do zmierzenia się z damskimi humorkami.
- Jeśli już się zaangażuje to nie rezygnuje. - mruknął, zupełnie ignorując jej wzmiankę o eliksirach, a wargi nawet mu nie drgnęły na jej kolejne słowa. Zdaje się, że już zdążył się wycofać ponownie w swoją skorupę, niepewien tego jak powinien się zachować i czy w ogóle powinien coś robić. Nie potrafił zorientować się w tym kiedy dziewczyna chce, żeby ją objąć, a kiedy uzna to za marną próbę pocieszenia i zezłości się na niego. Miał za mało doświadczenia i za mało czasu, aby się tego nauczyć przy Shenae, tak samo jak teraz miał zwyczajnie za dużo pytań krążących bez odpowiedzi. Przesunął się nieznacznie, aby siedzieć teraz tuż za jej plecami, ale zamiast zrobić coś innego, Halvorsen najpierw cofnął dłoń, aby przesunąć nią wzdłuż jej pleców. Musnął jej włosy i oba ramiona i dopiero wtedy zamknął ją w delikatnym, nienarzucającym się uścisku, który mogła albo pogłębić, albo po prostu go od siebie odepchnąć. Nigdy wcześniej nie mierzył się z taką Shenae. Wrażliwszą niż na co dzień czy podatną na zranienia, a z płaczącą to już w ogóle. Jak on biedny miał wiedzieć co się robi w takich chwilach? Nauczyli się ze sobą walczyć, a nie się wspierać.
- Miałem nadzieję, że zobaczymy razem wschód słońca. - szepnął jej do ucha, a gdzieś w tym czasie jego palce przemknęły po jej twarzy, aby delikatnie zetrzeć wilgoć z jej policzka. Przez chwilę milczał, wpatrzony w ciemność rozciągającą się leniwie przed nimi, najwyraźniej zbierając myśli.
- Shenae - wymówił starannie jej imię, jakby jeszcze w trakcie starał się wymyślić coś, co jeszcze mógłby zawrzeć w swojej wypowiedzi. - nie zrezygnuje.
Zadeklarował, a potem słowa wypłynęły z niego jeszcze zanim zdążył je przeanalizować.
- Tylko nie skrzywdź mnie. - tak, to było coś, co powodowało, ze zawsze był tak wycofany w tę swoją niedostępną skorupę. Wbrew temu, co starał się sobą zaprezentować, zranić go można było wręcz z dziecinną łatwością, a jeszcze trudniej było odbudować jego zaufanie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : I
Wiek : 19
Skąd : Ottery St. Catchpole
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 6297
Dodatkowo : ścigająca, kpt
  Liczba postów : 2739
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7146-shenae-d-angelo#204090
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7147-shenae-d-angelo#204112
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7148-shenae-d-angelo#204119
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7244-shenae-d-angelo#204981




Gracz






PisanieTemat: Re: Magiczne Mądredrzewo   Sro 25 Lis - 21:57

Sama już nie była pewna swoich myśli, swojego obecnego nastroju wybuchu emocji. Przejęły ją pewne wrażenia, nad którymi w tym momencie z jakiegoś powodu nie panowała. Brak kontroli doprowadził ją zaś do skrajnych uczuć, których nie pokazywała na co dzień. To było coś, co było raczej nieuniknione, choć w żadnym ze scenariuszy nie przewidziałaby, że emocje puszczą jej przy kimś. Przy Enzo, tym bardziej. Jeszcze kilka miesięcy temu byli dla siebie prawie obcymi ludźmi. Rok temu, skakali sobie do gardeł. Zresztą, to robili najczęściej, a teraz… uścisk jego ramion zmniejszył gulę na gardle i ścisk żołądka. Była na niego zła, jak zawsze, z jakiegoś powodu, czasami większego, częściej z powodu jakiejś drobiazgowej sprawy, ale i wdzięczna za jego obecność. Przymknęła powieki, delikatnie przekręcając twarz pod wpływem ciepła jego dłoni. Łzy na jej twarzy nie były niczym, czym chciałaby się z kimś dzielić, ale jemu zupełnie bez przyczyny pozwalała otrzeć jej policzki. Nie rozumiała tego, ani wielu ostatnio rzeczy, nie rozumiała jego. Najczęściej prawie nic z tego, co do niej mówił, ale fakt, że starała się, to było dla niej dużo. Próbowała wedrzeć się w jego umysł, dowiedzieć się, co myślał. A przecież co myśleli inni zwykle miała gdzieś. Oparła dłonie na jego przegubach, obejmując się ciaśniej jego ramionami i zsunęła się w dół, obserwując niebo przed nimi. Wschód słońca… ok, mogło być.
— Więc mamy umowę? — mruknęła rozchylając jego palce, żeby móc wpleść w nie swoje. Nie planowała go ranić. Nie świadomie.
Czekała.
Na wschód słońca i rozwój wydarzeń. A fakt, że usnęła w trakcie był tylko efektem ciężkiego dnia. Emocje i płacz są zwykle bardziej wykańczające niż nawet najgorszy trening D’Angelo. A przecież na płacz nie była zahartowana. Brakowało jej praktyki od lat.
Oddychając tak, miarowo, spokojnie w ramionach Halvorsena, przez chwilę można było nawet pomyśleć, że nie taka D'Angelo straszna...

ztx2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Nowy Orlean
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 616
  Liczba postów : 230
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11832-freya-tulle
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11867-relacyjki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11870-bird-s
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11869-kuferek-frey-i




Gracz






PisanieTemat: Re: Magiczne Mądredrzewo   Nie 22 Maj - 14:18

"Tuż po wyjściu z domu Frey'i

Freya po wyjściu z domu wybrała się w miejsce gdzie mogło poruszać się mądre drzewo, ponoć miało magiczne właściwości. Miała nadzieję że jej pomoże w podjęciu decyzji na temat jakże listu co otrzymała. Dostrzegła go w oddali, a jakie to było wielkie. Gdy podeszła do niego, ujrzała spiralne konary po których zaczęła się wspinać. Jak dotarła prawie na szczyt, drzewo obdarowała ją prezentem. Spuściło dla niej swoje gałęzie z namiotem, wykonany był z gałązek, nici pająków oraz jedwabnych sieci. Siedziało się tam niezwykle przyjemnie, było ciepło i przytulnie. Gałęzie lekko kołysały namiot dając przy tym czas do relaksacji, namysłu. Freya wzięła jeszcze raz list w swe dłonie i ponownie przeczytała. Po dość długim namyśle postanowiła zaryzykować i udać się na Nokturna. Bo co innego może ją jeszcze spotkać, raz się żyje. Pobujała się tak jeszcze a potem zeszała tak samo jak weszła.

zt/
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 28748
  Liczba postów : 34321
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Magiczne Mądredrzewo   Sob 8 Lip - 17:42

Jak to się stało, że @Yngve Løsnedahl znalazł się w tym miejscu? Pewnie spacerował po lesie przy Hogsmeade i jakoś odnalazł magiczne mądredrzewo. Na pewno słyszał kiedyś już jakieś historie o tym drzewie. Jednak nie miał pewności, że jest ono prawdziwym miejscem. No i rzeczywiście. Oczywiście ciekawość każdego czarodzieja zmusiłaby do wędrówki w górę. Wdrapał się na górę i odkrył ów namiot zwisający z jednej gałęzi. Wszedł do niego i mógł podziwiać niesamowitą panoramę.
Zupełnym zbiegiem okoliczności @Destiny Rogers także wybrała się na spacer w te same tereny. podobnie jak Yngve znalazła tajemnicze drzewo i zaczęła wspinać się w górę. Trafiła do namiotu... I zastała tam Ślizgona, przyglądającego się widokowi. Jakież było zdziwienie ich obojga, widząc kogoś innego w tym miejscu. Nie mogła widzieć, że ktoś już był w namiocie, bo było przecież dopiero późne popołudnie. Namiot początkowo nie wisiał wysoko. Tylko 2 metry nad ziemią. Ale kiedy weszła do środka, ku zdziwieniu ich obojga gałąź, na której wisiał namiot podniosła się do góry! I to prawie na szczyt wysokiego drzewa. Czy Ślizgon z Gryfonką w ogóle znajdą wspólny język w takiej sytuacji? Jak sobie poradzą z wysokością?

____
Nie musicie rzucać kostką do odkrycia miejsca. Zaczyna którekolwiek z Was. Wasza rozgrywka będzie kontrolowana przez MG, więc możecie być pewni, że spotkają Was jeszcze jakieś niespodzianki. Miłej gry!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Magiczne Mądredrzewo

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

 Similar topics

-
» Magiczne choroby i urazy
» Magiczne używki
» Magiczne zawody - rozwój, spis
» Znane postacie magiczne
» Magiczne Dowcipy Weasleyów

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogsmeade
 :: 
Okolice Hogsmeade
-