IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Moczary

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : IX
Wiek : 21
Skąd : Kalifornia, USA
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 426
Dodatkowo : legilimencja i oklumencja
  Liczba postów : 446
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11002-ceres-o-shea
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11012-ultradelirium#299429
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11011-nie-mam-sowy#299428
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11010-ceres-o-shea#299427




Gracz






PisanieTemat: Moczary   Nie Lis 29 2015, 17:14


Moczary


Na północ od granicy wioski rozrastają się niezmierzone bagna, rozlewające się pośród starych, omszałych drzew. Miejsce to nie jest owiane dobrą sławą – podobno wielu, którzy udali się na moczary, nie wróciło stamtąd już wcale, ale inne podania głoszą, że fauna i flora tych rejonów jest tak bogata, iż wielu czarodziejów po prostu nie potrafi oprzeć się pokusie, decydując się na tę szaleńczą wyprawę. Będziesz kolejnym śmiałkiem?

Uwaga!
Wchodzisz tu na własną odpowiedzialność! Kostki, które tu wyrzucisz mogą ci dać bardzo duży potencjał magiczny, niesamowite przedmioty itp. Jednak możesz też zachorować na nieznaną chorobę, poważnie się poranić lub stracić dużo pieniędzy.
Zanim rzucisz kostką, upewnij się, że znasz zasady wynikające z rzutu.


1 - Udaje ci się zebrać trzy dowlne rośliny ze spisu.

2 - Chyba nie sądziłeś, że bagna są przyjaznym miejscem? Jeśli tak, właśnie żałujesz swojej lekkomyślności. Napada cię grupa rozwścieczonych trolli rzecznych! Czyżbyś nierozważnie naruszył ich teren?
Spoiler:
 
 
3 - Nawet, jeśli wcześniej byłeś zupełnym laikiem, po wyprawie na mokradła i ujrzeniu na własne oczy tylu magicznych zwierząt oraz niespotykanych roślin, czujesz się ekspertem w tych dziedzinach.
Spoiler:
 
4 - Przez chwilę wydaje ci się, że masz omamy, ale w odległych czeluściach mokradeł natrafiasz na chatkę pustelnika. Postanawiasz zajrzeć do środka. Okazuje się, iż mieszka tam stary, nieco zbzikowany mag. Rzuć kością jeszcze raz.
Spoiler:
 
5 -  Początkowo nie chcesz przyznać się przed samym sobą, ale... gubisz drogę. Nie wiesz, gdzie się znajdujesz, na dodatek w tym osobliwym miejscu magia zdaje się nie działać tak, jak powinna – nie jesteś w stanie wrócić do domu nawet, jeśli posiadasz umiejętność teleportacji. Błąkasz się po bagnach przez kolejne dwa dni.
Spoiler:
 
6 - Potykasz się o wystający korzeń i wpadasz do bagna. Niestety, z rąk wypada ci różdżka, niknąc w  odmętach bajora.
Spoiler:
 


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 26
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 136
  Liczba postów : 60
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13660-toni-fairwyn#363284
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13663-toni-fairwyn#363341
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13666-toni-fairwyn#363368
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13667-toni-fairwyn#363369




Gracz






PisanieTemat: Re: Moczary   Pią Lis 25 2016, 18:52

Dzień zapowiadał się tradycyjnie, dobrze. Dolina Godryka po pladze magicznych stworzeń, wyjątkowo pełna była urokliwych zakątków, w których można było się natknąć na niebezpieczne istoty magiczne. Toni właśnie dlatego przechadzała się po rodzimym terenie znacznie częściej niż pamiętała to kilka lat temu. Czasami dochodziło nawet do kilku wypraw w miesiącu. Ta wędrówka rozpoczynała comiesięczną przygodę. Przed wyjściem poprawiła ciężki płaszcz na ramionach, zarzucając jego ogromny kaptur na głowę. Jeszcze nie wiedziała jakie rewelacje czekają ją dnia dzisiejszego. Gdzieś z podań mówionych, od słowa do słowa poszczególnych mieszkańców doliny, dowiedziała się o gnieździe trolli rzecznych na pobliskich moczarach. Nie byłaby sobą, gdyby nie uznała tej informacji za pomocną w zdobyciu nowych ingrediencji dla różdżek z rodzinnego zakładu różdżkarskiego. Rdzeń z włosa trolla rzecznego, bądź jego piżmo byłoby silnym rdzeniem dla potencjalnej różdżki i chociaż Toni nie potrafiła niezależnie ich wytwarzać, mogła to powiedzieć z pewnością, że czarodziej będący w posiadaniu takiego rdzenia nie powinien był na niego narzekać. Wybór był prosty. Przygotowała się do podróży, pakując dla siebie prowiant, zgarniając też własną miotłę, mającą jej posłużyć za ewentualną drogę ucieczki, gdyby było to konieczne. Nie wszystko poszło po jej myśli. Dotarła na moczary bez problemu, co prawda, pamiętając, że przychodziła tu za dzieciaka jeszcze z braćmi, wtedy kiedy życie wydawało się mniej skomplikowane, a konflikty w rodzinie znacznie mniej widoczne.  
Ledwie dotarła na pogranicze tego obszaru, kiedy w oczy rzuciła jej się pierwsza zdobycz. Zachowując dystans, zbliżała się do trolla powoli, przesuwając się bezpiecznie po podmokłym gruncie. I... zlekceważyła zagrożenie, bo kiedy ona zaczęła grząźć w bagnie zza jej pleców usłyszała kolejne odgłosy, brzmiące jak język trolli.
Kurwa... — bąknęła nadzwyczaj spokojnie, jak na kogoś, kto właśnie do połowy tonął w błocie, a zza jego pleców docierały go odgłosy nadchodzzącej grupy trolli — tylko nie moja miotła... — westchnęła zawiedziona chyba bardziej faktem, że jej własność właśnie łamała się w kotłującej się pod jej nogami brei. Odetchnęła z rezygnacją, dopiero, kiedy przyswoiła swoją stratę, szukając drogi wyjścia z obecnej sytuacji. Ledwie zdążyła się rozejrzeć wokół, a było to już niepotrzebne.
Coś wielkiego, chociaż nie widziała co, ale po zapachu wnioskowała, że troll, szarpnęło ją do góry. Nie miała pojęcia co stało się później. Pamiętała, że obudziła się w Szpitalu, a ciało rwało ją tak, jakby ktoś pogruchotał jej wszystkie kości.
I prawidłowo, bo właśnie to miało miejsce.

Kostka: 2 :C

| zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 26
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 407
  Liczba postów : 36
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13735-dixie-figueroe
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13739-dixie#364566
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13740-sowka-dixie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13737-dixie-figueroe




Gracz






PisanieTemat: Re: Moczary   Wto Gru 27 2016, 17:26

Urzędnik teleportował ja na sam środek jakiś wielkich moczarów. Nim zdążyła go zatrzymać, już obrócił się i zniknął. Znowu zakręciło jej się w głowie, więc usiadła. A w zasadzie klapnęła na biały puch. Powoli się rozejrzała. Zgadywała, że to gdzieś na obrzeżach Doliny Godryka, choć nigdy tu nie była. Schowała twarz w dłoniach czekając, aż choć trochę minie jej ten okropny ból głowy. Nie wiedziała nawet ile czasu tak siedziała, jednak gdy znowu podniosła głowę, zawroty odrobinę minęły. Od siedzenia całkiem już przemokły jej spodnie i kurtka. Przeszukała kieszenie w poszukiwaniu różdżki. Przez chwilę bała się, że ją zgubiła, lecz w końcu odnalazła ją i wyciągnęła. Wypowiedziała odpowiednie zaklęcie, ale nic się nie wydarzyło.
- Kurwa. Cholerne zadupie – wymruczała. Widocznie będzie musiała pójść do domu mokra. Tylko w którą to stronę? Rozejrzała się po raz kolejny, szukając chociażby najmniejszego znaku, w którą stronę powinna iść. Ze smutkiem jednak stwierdziła, że na tym zadupiu nie ma niczego. Żadnej strzałki z napisem „w tamtą stronę do domu”, żadnej mapy, żądnego miłego stworzonka, które by jej pomogło, czy chociaż jakiejś cholernej ścieżki. Jak okiem sięgnąć, wszystko po horyzont wyglądało dokładnie tak samo.
Zastanowiła się nad swoim położeniem. Mogła zrobić dwie rzeczy. Iść, mając nadzieje, że przybliża się do celu, a nie oddala. Lub zostać i czekać jak księżniczka w wieży, aż ktoś ją uratuje. Może jakaś zbłąkana duszyczka będzie tędy przechodzić (co wydawało się wysoko mało prawdopodobne) lub może ktoś spod ratusza natrafi na tego samego urzędnika, który z jakiegoś powodu zostawia ludzi na środku pustkowia. Ta druga opcja wydawał jej się całkiem prawdopodobna, jednak szybko wyrzuciła ją z głowy. Nawet jeśli by się to stało, równocześnie przecież mógłby teleportować go w jakieś inne miejsce na moczarach. Uznała w końcu, że robienie czegoś jest zawsze lepsze od siedzenia jak dupa wołowa. W końcu była samodzielna i może uda jej się odnaleźć drogę. Wybrała, więc któryś z kierunków i powoli zaczęła maszerować w tamtą stronę.

5
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 690
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 249
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15093-riley-t-fairwyn
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15104-poczuj-smoczy-plomien
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15161-maverick
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15098-riley-fairwyn




Gracz






PisanieTemat: Re: Moczary   Wto Paź 10 2017, 22:17

Wiatr dął silnie, raz po raz wpychając przede mnie czarną, wyświechtaną od rozlicznych podróży pelerynę. Nacisnąłem dłonią na swój brzuch, przytwierdzając ją z powrotem do ciała. Ten sposób zdał egzamin jedynie na krótką chwilę, gdyż zaraz znowu zacząłem przypominać rozdętego nietoperza. Westchnąłem cicho, walcząc z irytacją. Nie rozumiałem czemu martwy przedmiot aż tak bardzo działa mi na nerwy, przecież niby nie martwiłem się, że coś zdoła mnie zobaczyć. Może miało to coś wspólnego z potrzebą zachowania kontroli, zwłaszcza tutaj, na obcym terytorium? W tych okolicach, w normalnych warunkach i nawet wieczorami, nie widywałem tutaj zbyt wielu niebezpieczeństw. Nie byłem tutaj pierwszy raz, więc wiedziałem czego ewentualnie mógłbym się spodziewać i mimo, że nie powinienem się stresować byle czym, to jednak pewien niepokój leniwie pełzający po skórze przypominał mi, iż nigdy nie powinienem być czegoś pewnym w stu procentach. Życie za szybko ustalało nowe reguły gry, aby myśleć o dniu jutrzejszym. Już raz przekonałem się o tym na własnej skórze, a jednak wciąż na nowo popełniałem ten sam błąd, ot człowiecza przywara. Teraz wydawało mi się znów, że jestem nietykalny. Siedziałem na niezwykle wysokim drzewie, obserwując bagna ze stosownej odległości. Wolałem nie schodzić, aby przypadkiem nie utknąć po same kolana w chciwie wciągających kończyny piaskach, czym znów wzbudziłem w sobie  to fałszywe poczucie bezpieczeństwa. Milczałem nasłuchując. Przez łopot materiału przebijały się dziwne mlaszczące odgłosy. Z początku wydawało mi się, że to jedynie moja bujna wyobraźnia znowu zaczyna płatać mi figle. Kiedy człowiek siedzi sam na drzewie od kilku godzin i wpatruje się w las, można zacząć obawiać się o jego poczytalność, prawda? Zacisnąłem mocno powieki, a następnie szeroko otworzyłem oczy, mrugając krótko. Nachyliłem się nieco nad swoją gałęzią, ale nie dostrzegłem nic nadzwyczajnego. Odgłosy ucichły. Szelest wiatru przyniósł ze sobą jedynie własne pogwizdywanie. Zmarszczyłem brwi i wreszcie poruszyłem się lekko. Chwyciwszy jedną z gałęzi, opuściłem się powoli na niższą półkę. Znalazłem podparcie dla stóp akurat w chwili, w której coś zaczęło mlaskać nieopodal. Opadłem na kolana, już po sekundzie ściskając udami gruby konar. Dostrzegłem bujną, jasną grzywę przebijającą się pomiędzy żółknącymi liśćmi. Ciekawość zapłonęła we mnie niczym gorączka i poczęła błyskawicznie trawić moją cierpliwość. Wypchnęła mnie naprzód, zmuszając do zejścia jeszcze niżej. Chciałem zobaczyć tego jednorożca (bo jakoś tak podświadomie przyjąłem, że to może być tylko on), może nawet go zranić, aby móc podziwiać srebrzystą krew rozlaną na mchu. Tak, byłem zdegenerowany. Niby wszystko było pod kontrolą. Opiekowałem się leśnymi stworzeniami, to się nie zmieniło, a jednak czasami nie potrafiłem już poradzić sobie z tym, co siedziało wewnątrz mnie. Zawiłe pajęcze sieci, niby delikatne i miękkie, a jednak liczne i ścisłe wiązały moją duszę z brutalnością, napędzały mnie agresją, jaką silnie w sobie tłumiłem. Każdy kto mnie zna, natychmiast zaprzeczyłby mojej poczytalności, gdyby napotkał mnie w takim stanie. Prawdziwie dzikiego, niepowstrzymanego wedle własnego mniemania. Lekkomyślnego idiotę. Tego samego, który zabił własną matkę przez swoją nieodpowiedzialność. Nie byłem taki, więc dlaczego w otoczeniu natury, przy akompaniamencie stworzonym z głuchej ciszy, aż tak się zmieniałem? Nie dla mnie rozsądek, nie teraz. W tej chwili liczyło się dla mnie jedynie to, aby wreszcie móc dostać coś nowego. Jakiś składnik, którego nie miałby nikt w okolicy, a już na pewno nie byle jaki smarkacz. Wychyliłem się jeszcze bardziej. W skupieniu nie słyszałem jak gałąź trzeszczy ostrzegawczo pod moimi stopami. Postawiłem kolejny krok, już niemalże się uśmiechając. Zacisnąłem palce na różdżce, wycelowałem w chłepcącego wodę jednorożca.

______________________


It takes a lot to give, to ask for help, to be yourself, to know and love  what you live with.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 20
Skąd : Rosja, Syberia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 3000
  Liczba postów : 1772
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8036-zilya-nikolaevna-fyodorova
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8073-syberyjska-dzikuska#225025
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8071-syberyjska-sowka#225017
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8067-zilya-fyodorova




Administrator






PisanieTemat: Re: Moczary   Pon Paź 16 2017, 19:29

Słońce chyliło się ku zmierzchowi, ostatnimi, słabymi, jesiennymi promieniami sunąć po polanach i strumieniach niezmąconych ludzką ręką, łąkach ukrytych w zakamarkach dzikiego lasu. Wiatr mącił ciszę lasu, porywając swoją siłą gałęzie najwyższych drzew. Włosy Rosjanki cicho przemierzającej miękkie od mchu, tereny lasu, podrywały się do góry, próbując wydostać z nie dość silnie zaplecionego koka. Szum działał na jej korzyść. Twardo stąpając po szeleszczących, opadłych liściach, nie musiała się martwić o nadmierny hałas, skutecznie zagłuszała ją nieposkromiona pogoda. Brudnymi, brązowymi niczym ziemia, butami, grzęzła co kilka kroków w miękkiej glebie, przesiąkniętej wodą. Wiedziała, że zbliża się do źródła, kiedy tylko coraz ciężej było jej szybkim krokiem przemierzać teren. Mimo to, nie zawróciła. Wiedziała, że mimo iż nie ma doświadczenia w wodnych stworzeniach, złapanie jakiegokolwiek z nich, mogłoby się jej bardzo opłacić. Jak zawsze, gra warta była świeczki.
Utrudniająca sprawne poruszanie się, aura, zmuszała ją, by uważniej patrzyła pod nogi. By tym razem nie wysilała się na spojrzenia w dal, a patrzyła przede wszystkim na to, jak stąpa.
Duszące sidła delikatnie zaczęły oplatać jej kostkę, lekko tak, iż zupełnie nie czuła zaciskającej się na niej siły. Stała w miejscu, nerwowo obserwując sytuację, jaka rozgrywała się przed jej oczami. Zamarła z sercem w gardle, gdy dostrzegła jednorożce. A jeszcze mocniej ścisnęło jej żołądek, gdy widziała, jak męska postać ześlizguje się z drzewa, cicho i miękko. Wiedziała, co próbował osiągnąć - może nie spodziewała się tu drugiego łowcy, miała jednak świadomość, że ten chce się zbliżyć do istot. I nie, nie mogła na to pozwolić. Wyciągnęła różdżkę, celując w chłopaka. Musiała go powstrzymać, w obawie, że spłoszy zwierzę, które to ona chciała upolować. Nie pamiętała o problemach z magią, ani o tym, że tkwi nogą w gnieździe duszącej rośliny. Cicho szepnęła zaklęcie, by powstrzymać chłopaka i uniemożliwić mu jakikolwiek ruch. Problemem jednak była magia. Nieposłuszna od pewnego czasu. I gdyby tylko Fyodorova czytywała gazety, nieco mniej zagłuszona swoim własnym, dzikim światem - wiedziałaby, co obecnie się dzieje. Nieświadomie przekonywała się o tym, gdy było za późno.
Zaklęcie silnie się odbiło, zmieniając kierunek i rozpryskując się na boki. Traf chciał, że w tej okolicy sporo było roślin, które na pewno nie działały na korzyść cichego polowania. Urok odbił się od hibiskusa ognistego, bogato żerującego nad brzegiem moczar. Rośliny rozprysnęła się, strzelając czerwonym żarem, a to zdaje się było coś, co właściwie w stanie powstrzymać było chłopaka cicho skradającego się do jednorożców. Wybuchło poruszenie, a spłoszone zwierzęta, gotowe były do ucieczki. I choć Fyodorova rzuciła się za nimi, upadła zatrzymana przez oplecioną ściśle nogę, lądując w gęstych bagnach i szamocąc się wściekle, atakując rosyjskimi przekleństwami. Gdyby tylko chłodno pomyślała, przecież wiedziałaby co należy zrobić.  

1

______________________

Can't stay at home, can't stay at school. Old folks say, you a poor little fool. Down the street I'm the girl next door.
I'm the fox you've been waiting for
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 690
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 249
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15093-riley-t-fairwyn
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15104-poczuj-smoczy-plomien
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15161-maverick
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15098-riley-fairwyn




Gracz






PisanieTemat: Re: Moczary   Sro Paź 18 2017, 01:36

Nie widziałem Fyodorovej, zbyt skutecznie zaślepiło mnie piękno tej sceny. Ja, zbliżający się do niczego niespodziewającego się jednorożca, trzymający go niemal na samej różdżce. Ekscytacja buzowała we mnie tak silnie, że wydawało mi się, iż czuję jak mrowi mnie od niej skóra. Niewiele myśląc potarłem ramię w zamyśleniu, gdy przetrząsałem głowę w poszukiwaniu, odpowiedniego na tę okazję, zaklęcia.  Już niemalże czułem zapach krwi, unoszony przez rozentuzjazmowany dziś wiatr i nawet pozwoliłem sobie na jeden głębszy wdech, nim zadecydowałem o kontynuowaniu polowania z poziomu bagna. Opadłem lekko na ziemię i uśmiechnąłem się bezwiednie pod nosem, rad, że pod stopami miałem jeden z niewielu fragmentów miękkiego, zielonego mchu, jaki idealnie ukrył moją obecność przed wyostrzonym słuchem stworzenia. Zacisnąłem mocniej palce na drewnie, powoli prostując cała sylwetkę, aż nie zatrzymałem się w delikatnie pochylonej pozie pełnej wyczekiwania. Tyle, że do żadnego oczekiwania dojść nie mogło. Pomyślałby kto, że tak łatwo dam się zaskoczyć. Cóż, gdybym tylko lepiej się na tym wszystkim znał - mniej czytał, a więcej praktykował - wtedy może miałbym jakiekolwiek szanse na przewidzenie co za moment się stanie. Znikąd pojawił się on - mój stary druh, nieodłączny towarzysz wszelakich posiedzeń w pokoju wspólnym - i zapłonął jasno. Hibiskus ognisty wydarł z siebie strzępek bieli, a następnie zrudział eksplodując efektownie, gdy płomienie dosięgły nie tylko sąsiedniej rośliny. Zebrały żniwo także dalej. Nawet tam gdzie mój otępiały, z powodu bliskości ognia, wzrok szukał spłoszonego, majestatycznego stworzenia o jasnej grzywie. Wyciągnąłem przed siebie różdżkę, próbując wyszeptać formułę zaklęcia petryfikującego. Zająknąłem się przy końcu, więc może to i dobrze, że czar ostatecznie nie zadziałał… kto wie do czego doszłoby, gdybym potraktował jednorożca wypaczonym petrificus totalus? Kiedy zorientowałem się, że szansa przepadła, nagle padłem na ziemię, prosto w wilgotny mech. Uderzyłem twarzą w jego miękką strukturę, ale ognia nie było aż tak wiele jakby mi się wydawało. Płomienie muskały pojedyncze gałęzie, zbyt daleko ode mnie, abym musiał się ich obawiać, ale nie potrafiłem przekonać się do zaufania w swój własny osąd. Już raz myślałem, że wiem co robię, drugi raz nie będę tak lekkomyślny. Rozejrzałem się pospiesznie, obdarzając tę nieznośną dziewuchę jedynie przelotnym spojrzeniem. Zaraz miało do mnie dotrzeć to co zrobiła, byle tylko odebrać mi przyjemność z tropienia i pozyskiwania składników, ale teraz byłem zdecydowanie zbyt skupiony na niemym oczekiwaniu. Wydawało mi się, że słyszę jak coś przedziera przez oddalone od nas gałęzie, forsując jedyny szlak, jakim mogliśmy chociaż spróbować iść, aby odszukać jednorożce. Tymczasem Rosjanka prychała tak wściekle, że już po kilku sekundach zdawało mi się, iż ten odgłos jedynie mi się przyśnił. Cała ta wyprawa była kompletnym fiaskiem, teraz już to wiedziałem. Podniosłem się z ziemi po kilku, obrzydliwie długich, sekundach. W okolicy było na tyle wilgotno, aby rozjarzone gałęzie zamieniły się wkrótce w nadpalone strzępki kory, cienie samych siebie. W żadnym razie nie zamierzałem przyznawać się, nawet i przed samym sobą, że ta sytuacja naprawdę solidnie połaskotała odpowiednią strunę wewnątrz mnie, wzbudzając we mnie strach. Jeżeli nie było go po mnie widać, to naprawdę musiałem sobie pogratulować. Starałem się, aby oczy mnie nie zdradziły, gdy zbliżałem się do Zilyi. Byłem zbyt wstrząśnięty obecnością ognia, aby w ogóle pomyśleć o złoszczeniu się na nią.
- Shhh… - szepnąłem, sugerując jej gestem, aby spróbowała zamilknąć. Ukucnąwszy przy niej, przysunąłem różdżkę bliżej leniwie pełzających pnączy, chcąc się ich pozbyć. - Lumos - głos miałem cichy. Nie drżał, chociaż wzrok miałem skierowany w dal, przed siebie. Wydawało mi się, że widzę tam jakieś poruszenie, jakby na potwierdzenie poprzednich wrażeń słuchowych, ale póki co znów zignorowałem ostrzeżenie, aby zająć się sidłami. Nie rozumiałem, dlaczego zdecydowałem się na rozsupłanie Fyodorovej z uścisku pnączy, skoro zdecydowanie wchodziliśmy sobie w paradę. Może lubiłem czystą rywalizację? To brzmiałoby nawet wiarygodnie, gdyby ktoś mnie spytał.

______________________


It takes a lot to give, to ask for help, to be yourself, to know and love  what you live with.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 20
Skąd : Rosja, Syberia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 3000
  Liczba postów : 1772
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8036-zilya-nikolaevna-fyodorova
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8073-syberyjska-dzikuska#225025
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8071-syberyjska-sowka#225017
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8067-zilya-fyodorova




Administrator






PisanieTemat: Re: Moczary   Nie Paź 22 2017, 17:49

Błyskający ogień nie zajął dużej powierzchni. Rozpalił się nagle, oświetlając tą polanę, stopniowo pogrążającą się w nocnym mroku. Oczy Fyodorovej, odbijające połyskujące płomienie, skupione były na zwierzętach, które w obawie przed niebezpieczeństwem majestatycznie uciekły. Niewielki, gwałtowny płomień, który to szybko i niespodziewanie wybuchnął, po niewielkiej chwili, zaczął stopniowo gasnąć, znów spowijając to miejsce mrokiem. W tamtej chwili spłoszone zostały nie tylko zwierzęta, które oboje chcieli upolować, ale i chłopak, który mógł w tym z Zilyą konkurować. Dopiero, gdy niezwykle biała sierść zwierząt, tak silnie wybijająca się spośród ciemnych, gęsto rosnących drzew, zniknęła z jej pola widzenia, Fyodorova zła utraconymi nadziejami, spojrzała na konkurenta. Jak na takie określenie, dość zaskakującym była jego pomoc. Wydawał się mocno skupiony na tym, co się działo dookoła, a i o dziwo na tym, by jej noga wolna była od więzów. Milczała, gdy ją uciszał, gdy rozpętywał silne więzy na jej nodze, stopniowo chcące pożreć ją coraz bardziej. Odetchnęła, gdy uścisk zelżał. I choć była wdzięczna za tą drobną przysługę, to uczycie to mieszało się, ze złością - nienawidziła, gdy ktoś wchodził w jej drogę. I bynajmniej nie chodziło tu o same ambicje, a fakt, że mógł zagrażać jej jako konkurencja, nowy sprzedawca na rynku, ktoś, kto realnie mógłby ukrócić jej pensję.
Z zaciśniętymi ustami obserwowała pewne ruchy chłopaka, czekając aż skończy. To był krótki moment, w którym byli na tyle blisko siebie, że tak naprawdę dopiero teraz mogła uważnie przeanalizować jego wygląd, jak niosące za tym potencjalne zagrożenie. Nieme przyzwolenie na dyktowanie warunków tej krótkiej chwili w końcu dobiegło końca, a w efekcie Fyodorova silniej zacisnęła ręce na różdżce, uważnie spoglądając w oczy swojego konkurenta.  
- To teraz jest mój teren, trzymaj się z daleka. Jednorożec jest mój. - Nie odrywając od niego wzorku, szybko podniosła się z zimnej i wilgotnej ziemi, nie tracąc czasu na otrzepanie się z błota przywierającego do jej zielonej kurtki. Nie zamierzała mu dziękować - mógł się domyślić, że Fyodorova będzie czuła teraz potrzebę spłacenia drobnego długu. Na pewno jednak nie tak dużego, by pozwolić mu zabrać sprzed nosa tak kuszącą zwierzynę.
Nie sądziła, że w tych brytyjskich lasach w końcu trafi na kogoś, kto stanie się jej konkurencją. Kogoś, kto wśród ułożonych, czystych Brytyjczyków, będzie chciał zajmować się tym, czym ona sama. Nie sądziła też, że jeśli już kogoś takiego spotka, to będą w tym samym wieku, że będą prezentować podobne cechy wyglądu, a finalnie mieszkać po sąsiedzku. Spojrzała na niego ostatni raz, od góry do dołu, jakby ocenić chciała z kim musi się mierzyć i zapamiętując te cechy, cofnęła się o parę kroków. Tam, gdzie usłyszała szmery, gdzie oboje wiedzieli, że coś się porusza.

______________________

Can't stay at home, can't stay at school. Old folks say, you a poor little fool. Down the street I'm the girl next door.
I'm the fox you've been waiting for
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 690
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 249
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15093-riley-t-fairwyn
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15104-poczuj-smoczy-plomien
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15161-maverick
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15098-riley-fairwyn




Gracz






PisanieTemat: Re: Moczary   Nie Paź 22 2017, 19:09

Nie spodziewałem się, że będzie taka milcząca. Wtedy, w sklepie Fairwynów, Fyodorova wydała mi się niezwykle pyskata i zarozumiała. Sądziła, że trafiła na byle sprzedawcę, którego mogła dowolnie zmanipulować? Moja rodzina nigdy nie zatrudniała u siebie byle kogo. Na sklepie zawsze musiał być ktoś, kto znał się na różdżkach lepiej od przeciętnego Smitha. Kiedy ja zaczynałem praktykę, był to jeden z moich wujów. Teraz coraz rzadziej widywałem go na zapleczu. Może wreszcie uznał, że można mi zaufać? Cóż, jeżeli tak, to był to kolejny jego błąd. Może i znałem się na zwierzętach i potrafiłbym rozpoznać, gdy ktoś spróbowałby mnie zrobić w balona i sprzedaż mi jeża zamiast szpiczaka, ale z cała pewnością jeszcze nie znałem się tak dobrze na różdżkach. Ha, znów robiłem się pyszny. Zilya wyglądała mi na kogoś, kto zna się na rzeczy, zwłaszcza teraz, gdy na moczarach mieliśmy prześcigać się w schwytaniu jednorożca. Przy niej byłem wyjątkowo mały i niegroźny. Hobbystyczne patroszenie zwierząt nie gwarantowało mi przecież żadnych genialnych zdolności w zakresie tropienia, a jednak nie potrzebowałem nawet słuchać jej wyzwania, aby rozpaliła we mnie chęć rywalizacji. Wystarczyły mi jej oczy. To, jak obserwowała mnie, gdy uwalniałem ją od sideł, jak mierzyła mnie spojrzeniem z góry na dół. W normalnych warunkach pewnie odpuściłbym sobie i odszedł, pozostawiając jednorożca samemu sobie, a teraz naprawdę nie mogłem się zmusić do zwieszenia różdżki wzdłuż ciała. Otarłem twarz, strząsając z niej pojedyncze fragmenty ziemi, jakie przykleiły się do niej po kontakcie z mchem, ukrywając w ten sposób uśmiech.
- Więc spróbuj mnie wyprzedzić. - Odpowiedziałem jej, cofając nadgarstek, aby mogła dostrzec resztki wesołości na moich wargach, a jednak moje oczy się nie śmiały. Stały się chłodne i oceniające. Odrobinę dzikie, jak wtedy, gdy chciałem zapolować na spiżobrzucha. Wciągnąłem w nozdrza smród palonych drzew, ostatni raz zerkając na niepozorną Rosjankę, a potem rzuciłem się biegiem za jednorożcem. Nie potrafiłem robić tego na tyle cicho, aby zgubić po drodze Zilye. Co jakiś kawałek niemalże grzęzłem w lepkim błocie, ale wkrótce teren zaczynał być stabilniejszy. Przyjąłem to z ulgą i przeskakując nad korzeniami, powziąłem decyzję, aby nie oglądać się za siebie. Jeżeli miała mnie wyprzedzić, to najwyraźniej tak miało się stać. Zacisnąłem mocniej usta, dusząc w sobie śmiech wynikający z nastoletniego podekscytowania.

[ztx2]

______________________


It takes a lot to give, to ask for help, to be yourself, to know and love  what you live with.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Moczary   

Powrót do góry Go down
 

Moczary

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
Dolina Godryka
 :: 
Okoliczne tereny
-