IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Wzgórze lampionów

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Nowy Orlean
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 622
  Liczba postów : 245
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11832-freya-tulle
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11867-relacyjki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11870-bird-s
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11869-kuferek-frey-i




Gracz






PisanieTemat: Wzgórze lampionów   Nie 10 Sty 2016 - 17:09

First topic message reminder :


Wzgórze lampionów


Miejsce dawno zapomniane przez czarodziejów zamieszkujących niedaleko wioski Hogsmeade. Wzgórze jest zamieszkiwane przez małe, magiczne stworzenia świetlikowe. Przychodziło się tutaj w dniu puszczania lampionów za zmarłych bliskich którzy odeszli na tamten świat. Według legendy, duchy schodziły z tamtego świata na ziemie w tym miejscu, kiedy wzniosło się lampę na ich cześć. Od bardzo dawna nikt tutaj nie przychodził ponieważ wzgórze już nie jest takie jak przedtem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Manchester, Wielka Brytania
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 287
Dodatkowo : legilimencja i oklumencja, prefekt fabularny
  Liczba postów : 453
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14149-william-walker?nid=12#373965
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14408-william-walker#381575
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14185-william-walker
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14184-william-walker




Gracz






PisanieTemat: Re: Wzgórze lampionów   Pią 16 Cze 2017 - 23:14

Spojrzałem na nią z ukosa. Chciała brnąc w to dalej? No to jedziemy.
- Cóż, na pewno ładniejsza od ciebie. – rzuciłem szczerząc się w jej stronę.
To prawda, Lotta nie miała konkurencji. Znaczy miała, chociaż sam nie wiem.  Mogłem sobie okręcić wokół palca każdą napotkaną dziewczynę. Miałem też.. pewne umiejętności, które czasem pomagały, chociaż bardziej przydawały się w antagonizowaniu wszystkich od siebie. Zastanawiałam się  jednak czy ktokolwiek inny chciałby ze mną przebywać na dłuższą metę. To właśnie Hudson zamieszkała w moim sercu i na razie nie zapowiadało się na to żeby się wyprowadzała. A ja wciąż zadawałem sobie pytanie, jak to się w ogóle stało. Zraniłem ją tyle razy, a każdy z nich był umyślny, jednak ona zamiast się odwrócić i po prostu odejść, jak to zazwyczaj bywało, przedarła się przez gruby mur, który tworzyłem wokół siebie od najmłodszych lat. Nie zrozumcie mnie źle, taki stan rzeczy mi odpowiadał i nie chciałem by było inaczej. Co więcej, chciałem żeby trwał on jak najdłużej, najlepiej na zawsze. Chociaż wiedziałem, że „zawsze” jest bardzo długie. Chodzi o to, że ciągle się tego wszystkiego uczyłem, ale byliśmy na dobrej drodze.
Moja reakcja nie była bardzo entuzjastyczna, znaczy cieszyłem się bardzo z jej awansu, do momentu aż powiedziała mi co zamierza robić. Spojrzałem na nią lekko przestraszony, a jej słowa, które miały mnie uspokoić, niekoniecznie to zrobiły.  Okej, może i na początku będzie się opiekowała jakimiś jajami, ale w takiej pracy całkiem łatwo awansować wyżej. Nie byłem przecież głupi. Kibicowałem jej, naprawdę chciałem, żeby robiła to co kocha, ale to? Nie mogła wybrać czegoś mniej niebezpiecznego. Jakoś nie uśmiechała mi się wizja okropnej straty. Przełknąłem ślinę.
- A nie uważasz, że to trochę... zbyt ryzykowne? – nie dałem po sobie poznać jakie emocje mną targają.
Mimo, że w środku byłem niczym wybuchający wulkan, na zewnątrz wciąż pozostawałem oazą spokoju. Na razie...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 850
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 942
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13872-lotta-hudson?nid=5#367718
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13936-relki-lotki#368318
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13932-lotta-hudson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13931-lotta-hudson




Moderator






PisanieTemat: Re: Wzgórze lampionów   Pią 16 Cze 2017 - 23:44

- Nie dość, że brzydal to jeszcze dupek - rzuciłam z trudem powstrzymując śmiech. Will na pewno nie był brzydki, wręcz przeciwnie - należał do tego okropnego typu mężczyzn, który może mieć niemal każdą. Różnica polegała jednak na tym, że nie każda mogła mieć Williama. Czułam się szczęśliwa, że Krukon jest mój, ale nie dlatego, że był przystojny, ani też dlatego, że był obiektem pożądanie wielu kobiet. Kochałam go i to było dla mnie najważniejsze.
Wiedziałam, że tak będzie - mimo iż sprawnie ukrywał swoje emocje dusząc je w sobie to miałam świadomość, że jest nie tylko zaniepokojony, ale również zły. Wyciągnęłam dłoń w jego stronę delikatnie głaszcząc go po policzku.
- Skarbie - szepnęłam patrząc mu głęboko w oczy, tak żeby miał pewność iż moje słowa są prawdziwe - Przez rok sprzedawałam zwierzęta bez licencji na najniebezpieczniejszej ulicy w Londynie. Przewinęły mi się przez ręce kilkanaście nielegalnych smoczych jaj. W rezerwacie jest dużo bezpieczniej, przynajmniej nie będę musiała się bać, że dostanę Cruciatusem w plecy.
Może z tym Cruciatusem odrobinkę przesadziłam, jednakże reszta była szczerą prawdą. Pracując w Menażerii na Nokturnie często musiałam sprzedawać zwierzęta czarodziejom, którzy nie uzyskali na to papierów, oddawałam też im wcześniej zamówione smocze jaja i chociaż sporadycznie brałam udział w tego typu łamaniu prawa w pracy to zdecydowanie nie byłam tam bezpieczna. Kręcili się tam naprawdę podejrzani ludzie, a tutaj czekała na mnie legalna, dobrze płatna praca z perspektywami.
- Trochę popracuje w rezerwacie - celowo unikałam frazy "przy smokach" - A potem będę mogła zagrzać sobie ciepłą posadkę za biurkiem.

______________________

I won't ask
for much this Christmas
I don't even
wish for snow
I'm just gonna keep on waiting
Underneath the mistletoe
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Manchester, Wielka Brytania
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 287
Dodatkowo : legilimencja i oklumencja, prefekt fabularny
  Liczba postów : 453
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14149-william-walker?nid=12#373965
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14408-william-walker#381575
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14185-william-walker
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14184-william-walker




Gracz






PisanieTemat: Re: Wzgórze lampionów   Sob 17 Cze 2017 - 0:25

- Chyba lubisz tego brzydkiego dupka. - odparłem rozbawiony.
Lotta wiedziała, że nie miała się czym martwić jeśli chodziło o moje zainteresowanie innymi dziewczynami. Może czasem musiałem ugryźć się w język, ale poza nią świata nie widziałem. Zresztą nadal musiałem się przyzwyczaić, że związek zobowiązuje do zachowywania pewnych norm.
Patrzyłem na Lottę z powątpiewaniem. Niby wiedziałem gdzie pracuje, ale jakoś to wydawało się niczym w porównaniu z wielkimi stworami, które dodatkowo zieją ogniem na prawo i lewo. Zaczynało się we mnie gotować. To tak jakbym ja od razu sam wybrał się na pokonanie czarnoksiężnika typu Gindewald. Średnio uśmiechała mi się perspektywa jedynej osoby, którą kochałem w płomieniach.
Skrzywiłem się na jej słowa. Nie chciałem podcinać jej skrzydeł, chciałem żeby była szczęśliwa, ale... No właśnie, zawsze jest to "ale". Odłożyłem kieliszek na ziemię, czując, że zaraz go zmiażdżę w dłoni. Nie chciałem krzyczeń, ani nawet się unosić. Odczekałem chwilę i się odezwałem.
- O tak. Na pewno smoki są istotami, którym możemy ufać pod każdym względem. Co prawda to prawda, przynajmniej wszystko co na tobie ciąży możesz zabrać ze sobą do grobu, ogień na pewno w tym pomoże. - w moim głosie dało się wysłyszeć gorycz.
Odwróciłem wzrok od dziewczyny i patrzyłem gdzieś w dal na horyzont. Musiałem przetrawić i przede wszystkim uporządkować sobie w głowie wszystko co właśnie usłyszałem.
Przed oczami nadal miałem płonącą Hudson, która woła moje imię w agonii, a ja nie mogę jej pomóc.
Od czasu do czasu właśnie tego typu koszmary mnie nawiedzały. Cierpiąca Lotta i ja, który nie może nic zrobić. Teraz mój koszmar niemal się urzeczywistnił.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 850
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 942
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13872-lotta-hudson?nid=5#367718
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13936-relki-lotki#368318
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13932-lotta-hudson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13931-lotta-hudson




Moderator






PisanieTemat: Re: Wzgórze lampionów   Sob 17 Cze 2017 - 19:24

Byłam dość mocno zirytowana, miałam ochotę nakrzyczeć na chłopaka, ale powstrzymałam się. Miałam świadomość, że naprawdę się o mnie martwi i że w tej kwestii jest niemal paranoikiem. Jasne, miał rację - smoki były bardzo niebezpieczne, ale były w życiu zdecydowanie gorsze rzeczy. Nie zamierzałam przecież pakować się w opiekę nad rogogonem węgierskim - nie byłam aż tak lekkomyślna.
Myślałam, że pęknie mi serce, gdy odwrócił głowę. Poczułam, że z mojego oka wytacza się łza, którą szybko wytarłam, po czym wzięłam głęboki oddech i położyłam dłoń na jego ramieniu.
- Will - szepnęłam łagodnym tonem - Rezerwaty są naprawdę zabezpieczone. Obiecuję Ci, że będę bardzo ostrożna.
Westchnęłam cichutko starając się zachować spokój, chociaż byłam rozgoryczona i czułam, że ogarnia mnie smutek. Wiedziałam, ze chłopak może się o mnie martwić, ale liczyłam, że mimo to poświętujemy razem - w końcu spełniło się moje marzenie, to normalne, ze chciałam to świętować z najbliższą mi osobą. On zamiast tego snuł ponure wizje mojej śmierci.
- Przez trzy lata pracowałam, uczyłam się i walczyłam, żeby dostać taką pracę - szepnęłam stawiając nacisk na to, że nie zamierzam zrezygnować z moich marzeń- Ty będziesz kiedyś aurorem, to równie niebezpieczne, a mimo to ja nie robię Ci z tego powodu wyrzutów.
Chociaż słowa, które wypowiadałam nie były szczególnie łagodne, sposób, w który je wypowiadałam dodawał im delikatności.

______________________

I won't ask
for much this Christmas
I don't even
wish for snow
I'm just gonna keep on waiting
Underneath the mistletoe
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Manchester, Wielka Brytania
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 287
Dodatkowo : legilimencja i oklumencja, prefekt fabularny
  Liczba postów : 453
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14149-william-walker?nid=12#373965
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14408-william-walker#381575
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14185-william-walker
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14184-william-walker




Gracz






PisanieTemat: Re: Wzgórze lampionów   Nie 18 Cze 2017 - 18:19

To wcale nie chodziło o to, że chciałem dziewczynie podcinać skrzydła. Chciałem dla niej jak najlepiej, ale nie wydaje mi się, że bieganie za ogromnymi smokami jest czymś odpowiednim. Nie chciałem, żeby to wyszło szowinistycznie, ale dla mnie ona była taka drobna. Chciałem zrobić wszystko żeby ja ochronić, a tam? Po prostu ta bezsilność mnie zabije, nic nie będę mógł zrobić, to chore. Moja potrzeba zapewnienia jej bezpieczeństwa była wręcz chorobliwa. Pesymistyczna wizja Lotty w kawałkach mnie dobijała, a fakt, że dodatkowo ją wkurzam, była dołująca jeszcze bardziej.
- Możesz być ostrożna, a jeśli to nie wystarczy? – zapytałem, wciąż na nią nie patrząc.
Gdy powiedziała kolejne słowa, mój wzrok w końcu zwrócił się w jej kierunku. Wiedziałem, że zapewne i tak postawi na swoim, ale nie mogłem się z tym pogodzić. Kolejna osoba, którą pokochałem miała przypłacić to życiem? Czułem jak ogarnia mnie przerażenie. To nie będzie takie samo jak kiedyś. Kochałem ją, pozwoliłem sobie na zbyt wiele. Niech to szlag! Nie chciałem pozwolić na to ryzyko, ja...
- Ale ja nie chcę cię stracić. – powiedziałem cicho, patrząc jej w oczy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 850
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 942
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13872-lotta-hudson?nid=5#367718
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13936-relki-lotki#368318
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13932-lotta-hudson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13931-lotta-hudson




Moderator






PisanieTemat: Re: Wzgórze lampionów   Pon 19 Cze 2017 - 23:34

Totalnie mnie rozczulił tymi słowami - był dobrym i troskliwym chłopakiem, przez moment nawet byłam gotowa zrezygnować ze swoich marzeń by chociaż na moment uspokoić jego skołatane nerwy. Po chwili jednak dotarło do mnie, że Will nie może wymagać ode mnie tego żebym porzuciła coś na co ciężko pracowałam przez tyle lat, coś o czym śniłam przez całe życie. Pogłaskałam go po policzku wiedząc, że muszę go zranić - czułam się z tym podle, ale gdybym tak nie postąpiła czułabym się jeszcze gorzej.
- Wiem Will - szepnęłam.
Westchnęłam cicho próbując ogarnąć moje myśli i uspokoić skołatane nerwy. Przypomniałam sobie o klątwie w ktorą wierzył mój chłopak i przez moment zaczęłam się zastanawiać czy to jego podejście sprawi, że już zawsze będzie próbował desperacko mnie chronić. Oczywiście, że chciałam jego ochrony, ale nie za wszelką cenę - potrzebowałam się spełniać i nie potrafiłam do końca zrozumieć jak najlepszych intencji chłopaka.
- Will - spojrzałam mu głęboko w oczy siląc się na spokojny, aczkolwiek zdecydowany ton - Czego ode mnie oczekujesz?
To pytanie było jak najbardziej serio - nie wiedziałam czego mam się spodziewać. Kochałam Williama tak mocno, że nie byłam w stanie opisać tego słowami, jednakże nie chciałam spędzić całego życia w złotej klatce.

______________________

I won't ask
for much this Christmas
I don't even
wish for snow
I'm just gonna keep on waiting
Underneath the mistletoe
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Manchester, Wielka Brytania
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 287
Dodatkowo : legilimencja i oklumencja, prefekt fabularny
  Liczba postów : 453
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14149-william-walker?nid=12#373965
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14408-william-walker#381575
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14185-william-walker
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14184-william-walker




Gracz






PisanieTemat: Re: Wzgórze lampionów   Wto 20 Cze 2017 - 13:53

Patrzyłem na Lottę i nie wiedziałem z początku co powiedzieć. Czego oczekiwałem? Nie mogłem przecież zabraniać jej samorealizacji. Sam przecież miałem plan na życie, do którego uparcie dążyłem od lat. Przełknąłem ślinę i na ułamek sekundy odwróciłem wzrok, żeby po chwili znowu na nią spojrzeć.
Czego oczekiwałem? Oczekiwałem, że będzie zawsze bezpieczna, że będę mógł ją zawsze chronić. Tego chciałem i to było moim priorytetem. Chciałem, żeby była bezpieczna. Chorobliwa potrzeba ochrony mnie wręcz zabijała, bo wiedziałem, że nie jestem w stanie.
- Że będziesz bezpieczna. – odparłem po dłuższym zastanowieniu.
Nie wiedziałem co czuję. Byłem targany różnymi emocjami, które tworzyły w mojej głowie kompletny chaos. Bałem się o nią, ale chciałem żeby była szczęśliwa. Dlaczego musiała wybrać akurat taką pracę?
- Lotta, ja nie pozwolę na to żeby coś ci się stało.
Nie wiedziałem co się wiąże z tą obietnicą, ale jeśli będę zmuszony ją związać i zakneblować żeby nic jej się nie stało to to zrobię. Nawet jeśli miałbym się posunąć do gorszych czynów. Nie zamierzałem jej stracić, a wizja jej śmierci wciąż nie opuszczała mojej głowy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 850
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 942
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13872-lotta-hudson?nid=5#367718
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13936-relki-lotki#368318
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13932-lotta-hudson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13931-lotta-hudson




Moderator






PisanieTemat: Re: Wzgórze lampionów   Wto 20 Cze 2017 - 23:14

Znowu mnie zirytował - mówienie, że oczekuje ode mnie, że będę bezpieczna było czymś oczywistym, co w gruncie rzeczy brzmiało jak "musisz oddychać", a w żaden sposób nie wyjaśniało moich wątpliwości. Z drugiej jednak strony czułam się potwornie źle, że doprowadzam chłopaka do smutku - wolałabym, żeby był na mnie wściekły i krzyczał, bo wtedy nie miałabym poczucia winy.
Westchnęłam cichutko.
- Chodziło mi o sprecyzowanie oczekiwań - powiedziałam zdecydowanym głosem, aczkolwiek na tyle delikatnie by nie urazić chłopaka - Chcesz, żebym zrezygnowała z tej pracy?
Wiedziałam, że jeśli tego właśnie będzie oczekiwał to go zawiodę - nie mogłam zrezygnować, nie teraz, kiedy w końcu osiągnęłam to czego pragnęłam. Will był dla mnie piekielnie ważny, kochałam go całym sercem, ale nie chciałam i nie potrafiłam rezygnować z mojego największego marzenia.
- Will - szepnęłam ujmując jego twarz w dłonie - Nie ochronisz mnie przed całym światem, musisz mi zaufać.
Z jednej strony wiedziałam, że chce dla mnie dobrze, z drugiej jednak uważałam jego obsesję ochrony mnie za chorą. Czasem zachowywał się jakby chciał uchronić przed całym światem - a niestety tak się nie dało. Bałam się, że nasze wspólne życie będzie cały czas podporządkowane tej obsesji.

______________________

I won't ask
for much this Christmas
I don't even
wish for snow
I'm just gonna keep on waiting
Underneath the mistletoe
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Manchester, Wielka Brytania
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 287
Dodatkowo : legilimencja i oklumencja, prefekt fabularny
  Liczba postów : 453
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14149-william-walker?nid=12#373965
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14408-william-walker#381575
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14185-william-walker
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14184-william-walker




Gracz






PisanieTemat: Re: Wzgórze lampionów   Wto 20 Cze 2017 - 23:35

Nie wiedziałem czy jestem zły czy po prostu smutny. A może to i to? Miałem ochotę krzyczeć, ale z drugiej strony bezsilność mnie zabijała.
Nie dość, że czułem jak Lotta traci humor to wiedziałem, że podcinam jej skrzydła. Tak źle i tak nie dobrze. Nie wiedziałem co mam robić, więc kupiłem sobie trochę czasu wyciągając paczkę papierosów. Lekko trzęsły mi się ręce, ale liczyłem na to, że ten fakt umknie uwadze Lotty. Powoli, wręcz ociągając się, wyciągnąłem papierosa i go odpaliłem. Zaciągnąłem się patrząc gdzieś w dal i dopiero kiedy emocje przyćmiła mi nikotyna ponownie na nią spojrzałem. Ostatnio paliłem trochę mniej, ale za to mocniejsze.
- Myślę, że znasz odpowiedź. – stwierdziłem i zaśmiałem się z goryczą w głosie.
Oczywiście, że chciałem żeby tego nie robiła! Nie chciałem jednak, żeby robiła to, bo ja jej każę. W gruncie rzeczy liczyłem, że pójdzie po rozum do głowy. Nie powinna zadać mi tego pytania, doskonale wiedziała, że tego chciałem.
- Tobie ufam! Ale im nie! – nieco podniosłem głos i zacząłem szybciej oddychać.
To było tak ciężko zrozumieć? Tutaj nie chodziło o małe kotki, albo sowy, tylko o pieprzone, wielkie smoki. Nie mogłem pojąć co w tym jest takiego fajnego. Lubiła adrenalinę? Świetnie. W takim razie niech przechadza się po dachu zamku, a nie bawi się w jakąś nianię przerośniętych, latających jaszczurek. Albo niech uprawia seks bez gumki! To dopiero adrenalina, jeszcze dzieciak się pojawi i co wtedy?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 850
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 942
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13872-lotta-hudson?nid=5#367718
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13936-relki-lotki#368318
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13932-lotta-hudson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13931-lotta-hudson




Moderator






PisanieTemat: Re: Wzgórze lampionów   Sro 21 Cze 2017 - 14:10

Widziałam jak bardzo trzęsą mu się ręce, jak bardzo jest smutny i roztrzęsiony - to rozdzierało mi serce. Czułam się tak bardzo winna cierpieniu chłopaka, że byłam niemalże gotowa zrezygnować z mojego największego marzenia. Nie dopuszczałam do siebie myśli, że zachowanie Willa było odrobinę egoistyczne, naiwnie myślałam o tym, że chłopak robi wszystko dla mojego dobra. Po chwili jednak wzięłam się w garść - chociaż po policzku ściekła mi łza (ale tym razem serio jedna!) to nie zamierzałam ustąpić.
- Nie możesz mnie o to prosić - powiedziałam wzdychając cicho.
Opuściłam wzrok starając się zapanować nad wybuchem płaczu. Minęło kilka sekund, ale udało mi się. Ponownie spojrzałam na chłopaka.
- Jak Ty byś się czuł gdybym oczekiwała, że zrezygnujesz z bycia aurorem?
Nie chciałam, żeby to zabrzmiało oskarżycielsko, ale przecież to byłaby dokładnie to samo. Jego wymarzona praca była równie niebezpieczna co moja. Poza tym nie robiłam tego z zamiłowania do adrenaliny - po prostu kochałam zwierzęta, a smoki od zawsze mnie fascynowały. Zaproponowali mi tę pracę jeszcze na studiach, jak miałam nie skorzystać z tak cudownej okazji?

______________________

I won't ask
for much this Christmas
I don't even
wish for snow
I'm just gonna keep on waiting
Underneath the mistletoe
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Manchester, Wielka Brytania
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 287
Dodatkowo : legilimencja i oklumencja, prefekt fabularny
  Liczba postów : 453
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14149-william-walker?nid=12#373965
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14408-william-walker#381575
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14185-william-walker
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14184-william-walker




Gracz






PisanieTemat: Re: Wzgórze lampionów   Pią 23 Cze 2017 - 10:48

Nie wiedziałem co mam zrobić. Naprawdę nie chciałem, żeby cokolwiek jej się chciało, bo wszystko będzie moją cholerną winą. Patrzyłam na nią, ale się nie odzywałem. Śledziłem wzrokiem drogę pojedynczej łzy, która spływała po jej policzku. Świetnie, doprowadziłem ją do płaczu. nienawidziłem tego. W gruncie rzeczy nienawidziłem teraz wszystkiego, zamiast iść gładko przez życie, miałem same kłody pod nogami.
Widziałem, że nie mogę jej o to prosić. Dlatego nic nie powiedziałem. To było chore. Z jednej strony chciałem, żeby była przy mnie, bezpieczna. Z drugiej jednak, chciałem, żeby była szczęśliwa. Nie wiedziałem, które moje pragnienie było silniejsze. Przełknąłem ślinę.
Po jej pytaniu, odwróciłem wzrok. Nie zrezygnowałbym, to jasne. Nigdy nie rezygnowałem, zresztą nigdy nawet nie robiłem tego o czym inni mówili, czego ode mnie oczekiwali. Dążyłem do tego przez całe życie, ale do cholery jasnej, nie będę biegać za wielkimi smokami. Dla mnie, to była zupełnie inna sytuacja. Nigdy nie miałem kogoś kto by się o mnie martwił. Był Jules, ale olewałem go... od zawsze. Chociaż olewałem, to chyba złe słowo. Antagonizowałem wszystkich, więc nikt nigdy nie stawał mi na drodze. Czy teraz miało być inaczej?
Z powrotem spojrzałem na Lottą. Nie, to nie było to samo. Zawód aurora jest zupełnie czymś innym, więc nie widziałem porównania. Nie rozumiałem też fascynacji zwierzętami. Okej lubiłem koty, w sumie to tyle. Ale koty a smoki? Halo, chyba wszyscy widzą różnicę.
- To nie to samo. – powiedziałem twardo.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 850
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 942
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13872-lotta-hudson?nid=5#367718
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13936-relki-lotki#368318
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13932-lotta-hudson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13931-lotta-hudson




Moderator






PisanieTemat: Re: Wzgórze lampionów   Sob 24 Cze 2017 - 14:03

Westchnęłam cicho - w moim mniemaniu z Willem momentami nie dało się rozmawiać racjonalnie. Był uparty jak osioł, a gdy już miał na jakiś temat swój punkt widzenia to dyskutowanie z nim było wręcz katorgą
- To dokładnie to samo - rzuciłam chłodno, by po chwili dodać sarkastycznie - Bo pracowanie w zawodzie, którego podstawą jest unieszkodliwianie niebezpiecznych typów wcale nie jest ryzykowne.
Wzięłam głęboki oddech by się uspokoić, bo powoli zaczynało mi brakować cierpliwości, po czym spojrzałam w oczy chłopaka za wszelką cenę starając się zachowywać racjonalnie.
- Też nie będziesz siedział tam za biurkiem - powiedziałam starając się zachować spokojny ton wypowiedzi - Każdego dnia będziesz ryzykował, że dostaniesz Avadą w pierś. Naprawdę uważasz, że ryzyko takiej śmierci jest mniejsze albo lepsze niż ryzyko związane ze smokami?
Nie chciałam, żeby to zabrzmiało oskarżycielsko, ale niestety odrobinę tak było, za co po chwili zastanowienia cicho przeprosiłam. Założyłam sweter bo zrobiło mi się chłodno, poza tym powoli szykowałam się do opuszczenia tego miejsca - dalsza dyskusja nie miała szczególnego sensu. Wiedziałam, że muszę dać Willowi czas na oswojenie się z tą myślą - byłam pewna, że jej nie zaakceptuje, ale liczyłam, że przynajmniej odrobinę odpuści. Nie chciałam też wchodzić w nim konflikt, bo wiedziałam, że wkrótce wyjeżdża na kilka tygodni i że nie będziemy się widzieć, więc wolałam nie żegnać się z nim w gniewie.
- Nie chcę się kłócić - powiedziałam łamiącym głosem lekko przymykając oczy.

______________________

I won't ask
for much this Christmas
I don't even
wish for snow
I'm just gonna keep on waiting
Underneath the mistletoe
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Manchester, Wielka Brytania
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 287
Dodatkowo : legilimencja i oklumencja, prefekt fabularny
  Liczba postów : 453
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14149-william-walker?nid=12#373965
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14408-william-walker#381575
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14185-william-walker
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14184-william-walker




Gracz






PisanieTemat: Re: Wzgórze lampionów   Sob 24 Cze 2017 - 22:13

Patrzyłem na Lottę pustym wzrokiem. Nie chciałem żeby cos jej się stało, tutaj chodziło tylko i wyłącznie o to. Okej, może i mój przyszły zawód będzie niebezpieczny, ale nadal nie uważałem, że te profesje są w jakikolwiek sposób do siebie podobne. Ja rzadko będę działał w pojedynkę, może później, po wielu latach praktyki. Lotta? Nie sądziłem, że wszystko będzie robiła pod okiem innych, trochę ją znałem i wiedziałem, że zawsze postawi na swoim. W tym przypadku również. Mogłem jej zakazać, prosić, błagać na kolanach – nic to nie da, zrobi co będzie chciała. Pod tym względem byliśmy do siebie podobni. Mi także nie sposób przemówić do rozsądku, kiedy już cos sobie postanowię. Chciałem krzyczeć, zawiązać ją, zrobić cokolwiek byleby ją ochronić. Ponure wizje nie opuszczały mnie ani na sekundę.
Co gorsze – wyjeżdżałem i to nie na kilka dni, ale na bite kilka tygodni. Wakacje się zbliżały, a ja musiałem pozałatwiać kilka spraw, o których nikt nie wiedział. Prowadziłem trochę szemrane interesy, a z kilkoma ludźmi musiałem się po prostu policzyć. To jednak nie zajmie mi tak dużo czasu. prawdziwym powodem mojego wyjazdu była pomoc Julesowi. Wiele mu zawdzięczałem i nie potrafiłem mu odmówić tej jednej przysługi, skoro poświęcił mi prawie całe swoje życie. Będę na innym kontynencie, mimo że Australia była piękna, średnio mi ta perspektywa odpowiadała tym bardziej, że wyjadę jeszcze przed balem końcoworocznym. Westchnąłem i powróciłem myślami do dziewczyny siedzącej obok mnie.
- Lotta, ja się po prostu martwię. – westchnąłem.
Musiałem się naprawdę kontrolować, żeby nie zacząć krzyczeć, że ten pomysł jest równie idiotyczny co włożenie głowy w ognisko. Czułem, że to będzie niczym gra w pokera z losem, tylko los panuje nad wszystkim.
- Jedyny ratunek dla mnie tkwić w teraźniejszości tak bardzo, by nie myśleć o przyszłości. – rzuciłem słowa, które idealnie oddawały moją sytuację.
Prawda była taka, że jedyna rzecz, która powstrzymywała mnie przed przejmującym nade mną kontrolę gniewem to perspektywa rozłąki. Bałem się tego, nie byłem przecież idealnym chłopakiem, nie byłem nawet dobrym człowiekiem i nagle zniknę z życia Lotty.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 850
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 942
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13872-lotta-hudson?nid=5#367718
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13936-relki-lotki#368318
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13932-lotta-hudson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13931-lotta-hudson




Moderator






PisanieTemat: Re: Wzgórze lampionów   Sob 24 Cze 2017 - 22:46

Naprawdę zamierzałam być ostrożna - to oczywiste, że ze smokami nie pracuje się w pojedynkę i żeby mieć kontakt z wielkimi bestiami trzeba zdobyć odrobinę doświadczenia przy jajach i smoczątkach, a potem przy łagodniejszych odmianach smoków - swoją drogą to właśnie one mnie interesowały, nie zamierzałam pracować przy najbardziej niebezpiecznych bestiach. Mimo wszystko miałam odrobinę instynktu samozachowawczego - chciałam pracować ze smokami, a nie zostać usmażona drugiego dnia pracy.
Nie zamierzałam się spierać czy przyszłą praca Willa jest podobna do mojej - to nie miało teraz znaczenia. W gruncie rzeczy rządziło mną mnóstwo skrajnych emocji co zupełnie nie pozwalało mi się skupić.
Will niewiele powiedział mi na temat swojego tajemniczego wyjazdu, więc bardzo się stresowałam - czułam, że ukrywa przede mną coś znacznie gorszego niż pozornie sympatyczna wyprawa na drugi koniec świata ze swoim opiekunem. Bałam się o chłopaka i z trudem znosiłam myśl o tak długiej rozłące - w czasie tych kilku tygodni mogło stać się naprawdę wiele.
Ujęłam twarz chłopaka w dłonie i szepnęłam uspokojająco:
- Will, wiem, że się martwisz - westchnęłam cicho patrząc mu w oczy - Ale nic na to nie poradzę.
W gruncie rzeczy nie miałam zbyt wiele do powiedzenia - decyzja została podjęta i Krukon musiał się z nią pogodzić.

______________________

I won't ask
for much this Christmas
I don't even
wish for snow
I'm just gonna keep on waiting
Underneath the mistletoe
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Manchester, Wielka Brytania
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 287
Dodatkowo : legilimencja i oklumencja, prefekt fabularny
  Liczba postów : 453
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14149-william-walker?nid=12#373965
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14408-william-walker#381575
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14185-william-walker
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14184-william-walker




Gracz






PisanieTemat: Re: Wzgórze lampionów   Nie 25 Cze 2017 - 14:09

Patrzyłem na Lottę wzrokiem pełnym zmartwienia. Mimo to chciałem żeby była szczesliwa i spełniała swoje marzenia. To o to chodziło, prawda? W związku chodziło o to, żeby uszczęśliwiać drugą osobe, tę drugą połówkę. Byłem do tego zdolny, byłem zdolny to poświęcenia własnego szczęścia jej kosztem. Westchnąłem, zdecydowałem – nie miałem większego wyboru, będę ją wspierać.
Objąłem ją ramionami i mocno przytuliłem. Nie chciałem się z nią kłócić akurat teraz, kiedy wyjeżdżałem. Zresztą jak mogłem ja prosić o to żeby rezygnowała z marzeń tylko po to aby była bezpieczna, skoro mój wyjazd wcale taki nie będzie. Co za bagno.
- Obiecaj mi, że będziesz uważać. – powiedziałem, a potem wtuliłem twarz w jej włosy.
Wiedziałem, że to nic nie da, ale chciałem żeby mi to powiedziała, żeby obiecała, że będzie robiła wszystko żeby nic jej się nie stało. Jeśli nie ze względu na siebie, to ze względu na mnie.
- Raczej nie chciałbym wrócić i zastać cię w formie proszka Fiuu. – rzuciłem i się cicho zaśmiałem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 850
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 942
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13872-lotta-hudson?nid=5#367718
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13936-relki-lotki#368318
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13932-lotta-hudson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13931-lotta-hudson




Moderator






PisanieTemat: Re: Wzgórze lampionów   Nie 25 Cze 2017 - 22:30

Ku mojemu zdziwieniu Will odrobinę odpuścił - widocznie nie był aż tak uparty jak się spodziewałam. Wiedziałam jednak, że wymaga to od niego wielkiego poświęcenia i wewnętrznej, więc byłam mu szczególnie wdzięczna. Pogłaskałam delikatnie jego policzki.
- Obiecuję - szepnęłam patrząc mu głęboko w oczy.
Wtuliłam się w chłopaka - potrzebowałam tego. Nie bałam się niebezpieczeństwa typu smoki, wypadki, bałam się jedynie niestabilności emocjonalnej, a w tej materii czułam się bezpieczna właśnie w ramionach mojego ukochanego. Zatonęłam w jego zapachu ocierając się policzkiem o jego policzek.
Pocałowałam go w płatek ucha i szepnęłam lekko zmartwionym głosem:
- Ale Ty też postaraj się wrócić do mnie w całości.
Bałam się - nie wiedziałam gdzie Willa niesie, ale te wszystkie sekrety wydawały mi się piekielnie podejrzane. Pytanie nie miało sensu - wiedziałam, że i tak mnie spławi, ale martwiłam się - był moją wielką miłością, gdybym teraz go straciła to najprawdopodobniej pękło by mi serce. Nadchodzące tygodnie bez niego były dla mnie katorgą, a co gdybym miała spędzić bez niego całe życie? Może to wszystko brzmi głupio i dziecinnie, ale w końcu jestem zakochaną do szaleństwa nastolatką.

______________________

I won't ask
for much this Christmas
I don't even
wish for snow
I'm just gonna keep on waiting
Underneath the mistletoe
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Manchester, Wielka Brytania
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 287
Dodatkowo : legilimencja i oklumencja, prefekt fabularny
  Liczba postów : 453
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14149-william-walker?nid=12#373965
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14408-william-walker#381575
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14185-william-walker
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14184-william-walker




Gracz






PisanieTemat: Re: Wzgórze lampionów   Nie 25 Cze 2017 - 23:34

Nie chciałem wyjeżdżać, ale nie miałem większego wyboru. Obietnica to obietnica, a w niektórych przypadkach liczył się też punkt zaskoczenia, prawda? Nie mówiłem wiele Lotcie o tym, z jednego głównego powodu – jakoś nie wydawało mi się żeby była zadowolona z tego co by usłyszała. Miałem wielu wrogów, w samej szkole było ich całkiem sporo, ale szkoła była moim najmniejszym problemem. Właściwie cieszyłem się, że gdzieś tam obok będzie Jules, bo mimo że sam byłby w stanie to wszystko rozegrać, zawsze warto mieć jakiś plan b.
Ująłem twarz Lotty w dłonie i ją mocno pocałowałem, akiedy nasze twarze się od siebie oderwały spojrzałem jej w oczy.
- Nie martw się o mnie, to będą tylko formalności. – powiedziałem pewnym głosem, chociaż kłamałem jak z nut.
Cóż, dziewczyna nie musiała o tym wiedzieć. Byłem pewien, że mi uwierzyła, niby dlaczego miałaby nie? Nie podobała mi się perspektywa rozłąki, ale może to nam dobrze zrobi? Takie rzeczy nie były w moim stylu, próbowałem tym okłamać sam siebie. Bałem się, cholernie się bałem. Nie chodzi o to, że nie jestem pewien jej uczuć, czy swoich. Po prostu to był szmat czasu i wiele może się zdarzyć. Merlinie, moje ponure myśli w końcu zaprowadzą mnie do grobu, pesymizm był u mnie na pierwszym miejscu, ale starałem się nie dać tego po sobie poznać. Co z tego że mogłem wydać książkę pt. „Jak być pesymistycznym w każdym momencie życia? Poradnik dla idiotów, którzy myślą, że życie jest kolorowe.”.
- Wrócę zanim mrugniesz. – szczęście drugiej połowy na pierwszym miejscu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 850
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 942
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13872-lotta-hudson?nid=5#367718
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13936-relki-lotki#368318
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13932-lotta-hudson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13931-lotta-hudson




Moderator






PisanieTemat: Re: Wzgórze lampionów   Pon 26 Cze 2017 - 0:05

Wiedziałam, ze nie mówi mi całej prawdy, ale mimo to próbowałam za wszelką cenę, głównie po to żeby mniej się martwić, mu uwierzyć. Wpychał mi kłamstwa, a ja je łykałam, bo w gruncie rzeczy bałam się prawdy, bałam się prawdziwej wiedzy na temat jego wyprawy.
Z dziecięcą ufnością zatonęłam w jego ustach - byłam niemalże pewna, że to kilka tygodni nie zmieni w naszej relacji niczego, ale mimo to nie chciałam, żeby wyjeżdżał. Za bardzo przywykłam do jego obecności przy mnie każdego dnia - tak naprawdę widywaliśmy się praktycznie codziennie, jeśli nie w szkole, to u mnie albo w Hogsmeade i ciężko było mi wyobrazić sobie funkcjonowanie bez tych spotkań.
W końcu po bardzo długiej chwili odsunęłam się od niego słuchając jego zapewnień.
Rozmawialiśmy jeszcze chwilę, większość tego czasu tkwiąc w uścisku. W końcu było już bardzo późno, więc stwierdziliśmy, że pora wracać i opuściliśmy to cudowne miejsce.

/zt

______________________

I won't ask
for much this Christmas
I don't even
wish for snow
I'm just gonna keep on waiting
Underneath the mistletoe
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Wiek : 19
Skąd : Pusan
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 29
  Liczba postów : 28
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15088-cheong-chanyeol
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15158-zarwijmy-noc
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15159-chanie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15160-cheong-chanyeol#404071




Gracz






PisanieTemat: Re: Wzgórze lampionów   Czw 21 Wrz 2017 - 18:48

Był wściekły, choć w jego oczach nie dało się dostrzec ani trochę złości. Chanyeol zawsze wydawał się opanowany. Taki obojętny, wręcz pozbawiony emocji i faktycznie większość spraw zupełnie go nie ruszała. Tak, jakby dziewięćdziesiąt procent problemów tego świata nie miało na Krukona żadnego wpływu. Jakby wszelkie tragedie były bez znaczenia.
Teraz jednak płonął. Czuł, że złość pali go od środka.
Nikt nie miał prawa krzywdzić jego brata. Chan wiedział, jakim człowiekiem jest Jungkook. Wiedział, że to, co się stało będzie dla niego nie do zniesienia. Że poczuje się zraniony i upokorzony. Że nie będzie miał sił stanąć na nogi. Chanyeol nie był ekspertem od spraw związkowych, ale wiedział, że w każdym, nawet najbardziej szczęśliwym związku, nadchodzi moment kryzysu. To całkiem naturalne, ale ważne, żeby być wtedy razem, bo przecież miłość jest silniejsza od wszystkich innych uczuć, czy emocji. Miłość góruje nad złością i przezwycięża strach. Miłość powinna zbliżać ludzi, a nie oddalać ich od siebie. Tak przecież jest.
Chciał spotkać się z Delilią, żeby poznać szczegóły. Miał jeszcze nadzieję usłyszeć coś, co załagodzi całą sprawę. Może nie wszystko było stracone. Może pogłoski, które do niego dotarły, to częściowo zwykłe, wymyślone przez znudzonych uczniaków plotki. Chciał, żeby tak było nie tylko dlatego, że troszczył się o Jungkooka. Był jeszcze jeden równie istotny powód, który Chanyeol próbował umniejszyć do rangi zupełnie nieważnej sprawy. Usilnie starał się wymazać niepotrzebne wspomnienia, które coraz bardziej zaprzątały jego myśli.
Przecież Delilia była j e g o dziewczyną.
Wiedział, że nie może mieć do niej pretensji. Jest przecież wolna. Odeszła od niego i teraz układa sobie życie na nowo. To całkiem normalna kolej rzeczy, ale on nie mógł się z tym pogodzić. Gdzieś tam w środku nadal żywił do niej uczucie, które teraz dawało o sobie znać zdecydowanie zbyt i n t e n s y w n i e.  Przecież już od roku byli tylko przyjaciółmi. Przecież odeszła od niego, a on już się z tym rozstaniem pogodził.
A może nie?
Westchnął ciężko. Włożył ręce w kieszenie i obserwując zachmurzone niebo, próbował zagłuszyć nachalne myśli. Próbował się wyciszyć, bo przecież potrafił. Wystarczyło, że na parę sekund zamknął oczy i wsłuchał się w otoczenie, ale dziś… Dziś to nie działało. Pozwolił więc, by myśli płynęły. Czekał, a minuty zdawały się zmieniać w godziny.
Czas stanął w miejscu?
Po  paru bardzo długich minutach na horyzoncie pojawiła się znajoma sylwetka, która wciąż przyprawiała Krukona o szybsze bicie serca.
- To ty przyniosłaś ze sobą te ciemne chmury? - Rzucił, posyłając jej lekki uśmiech, po czym spoważniał i utkwił wzrok w oczach Delilii. – Jungkook będzie załamany, kiedy się o wszystkim dowie. Tobie też nie jest teraz łatwo, prawda?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 52
  Liczba postów : 52
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14991-delilah-garver#399044
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15187-delilah-garver#407395




Gracz






PisanieTemat: Re: Wzgórze lampionów   Czw 21 Wrz 2017 - 21:06

/spory czas po spotkaniu z Taehyungiem

To nie tak, że nie widziała w tym wszystkim problemu. Dużo rzeczy przykładało tę sprawę do rangi ważnej w ich małej, czteroosobowej grupie, zwłaszcza w momencie, kiedy Jungkook wrócił do Anglii.
Tylko dlaczego ona dowiadywała się o tym tak późno? Pewnie jako ostatnia?
Była ciekawa, czy Taehyung o tym wiedział. Czy może już się z nim spotkał, czy rozmawiali. Dużo rzeczy chodziło jej od wczoraj po myśli, bo po tym, jak młodszy Cheong wyjechał to... miała do niego mieszane uczucia. W sumie to nadal ma, bo wtedy była jedną z najbliższych osób Taehyunga i widziała na własne oczy, jak porzucony Krukon reagował, w jakim był stanie. Martwiła się o niego i to cholernie. Widziała jak chudł, widziała wiele zmian. Widziała też to, jak on desperacko próbował zmienić swoje życie, aby jak najmniej przypominało mu o chłopaku, z którym najprawdopodobniej dzielił ogromne plany i marzenia. Miłość bywa złudna i czasami pechowa; każdy jakoś na swój sposób z pewnością tego w życiu doświadczył. Chociażby przez chwilę, ale i tak nie zmienia to faktu, że choćby jedna taka sekunda boli.
Chanyeol zirytował ją swoją postawą. Miała wrażenie, że jej były chłopak nie dopuszcza do siebie świadomości, że jego brat również popełnił błąd i również zawinił w tej całej sytuacji. Oczywiście, że ważne jest to, żeby wszystko jak najklarowniej się rozwiązało, ale czyny pozostaną jak uraza, a Delilah nie wiedziała sama, jak może zareagować na Jungkooka. Nie była impulsywna, była osobą spokojną, ale denerwowało ją ranienie jej bliskich. Nawet obojętnie kogo z jej otoczenia. Możliwe, że i ona była przyczyną czyjegoś smutku. Ale czy ona również nie miała gorszych sytuacji w życiu? Każdy miał. A na razie najbardziej obawiała się tego, o co Chan może ją zapytać. O działania spowodowane desperacją? Sprawę sprzed pół roku? O podejście do sprawy, z której tak w zasadzie to z chęcią by uciekła? Czuła się jak kiedyś, gdy chowała się przed problemami za plecami brata bliźniaka, jednak tym razem nie mogła włożyć głowy w piasek, czy rzucić się w stertę zbierających się liści, żeby nikt jej nie zauważył. To chyba nazywa się odpowiedzialnością, stawanie czołem do jakiś problemów? Ale najwidoczniej ona chyba nie nadaję się do pretendenta takiego tytułu, jeśli ma myśli o szalonej ucieczce na Karaiby.
Sytuację pogarszała dodatkowa myśl odnośnie dystansu pomiędzy nimi. Dobra, w pewnym sensie, to ona go odrzuciła. Ona była ciepłą kluską, która potrzebowała mniejszej ilości chłodu wobec siebie, a którą Chan absorbował. Nie pasowali do siebie? To całkiem możliwe. Ale jednak nadal coś sprawiało, że po prostu odczuwała za nim tęsknotę.
Wdrapała się na wzgórze, patrząc w buty, które rozrzucały liście na wszystkie strony. Nie było też tak zimno, ale w porównaniu z piękną pogodą w Grecji, to jesień nie obdarowywała ich ciepłem. Uniosła głowę, będąc już praktycznie na górze i uśmiechnęła się delikatnie na jego widok.
- Coś mi się wydaje, że to nie nade mną się one kłębią. Zbierają się pewnie już od wczoraj - odpowiedziała, spoglądając na niego. - Taehyung był załamany już rok temu, jak Jungkook wyjechał - zauważyła, również zostając spojrzeniem przy jego oczach. - Nie jest. Miło, że pytasz. - Westchnęła i wcisnęła ręce do kieszeni płaszcza, zerkając na widok ze wzgórza. - Channie, ja rozumiem, że to twój brat i chcesz dla niego jak najlepiej, ale on również popełnił błąd. Nie rób z niego niewiniątka, ja na tym nie ucierpiałam, ale nie mam zamiaru patrzeć, jak Jungkook wraca, coś się znowu wydarzy, a Tae znowu nie będzie w dobrym stanie. - Spokojnym wzorkiem powróciła do Chanyeola i przechyliła głowę lekko na bok. On się troszczył o jednego, ona o drugiego. I jak jeszcze niedawno wszyscy razem się przyjaźnili, to teraz liczyła naprawdę na powrót tego, niż na spory.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Wiek : 19
Skąd : Pusan
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 29
  Liczba postów : 28
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15088-cheong-chanyeol
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15158-zarwijmy-noc
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15159-chanie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15160-cheong-chanyeol#404071




Gracz






PisanieTemat: Re: Wzgórze lampionów   Pią 22 Wrz 2017 - 15:26

Przez parę długich sekund nie spuszczał z niej wzroku.
Wiedział, że jego charakter nie należy do tych łatwych. Wiedział, że jest zbieraniną sprzeczności, które odczuwał na każdym kroku i zwykle czuł się ze sobą dobrze, ale nie dziś. Dziś chciał zburzyć mur, który sam stworzył. Krok za krokiem zmniejszyć dystans pomiędzy nim, a Del. Żeby było, jak dawniej. Bez udawania, bez ciszy, która kryła w sobie zbyt wiele tak ważnych słów.
Z drugiej strony jednak wolał pozostać w swoim własnym świecie. Tam, gdzie czuł się najlepiej. Sam, nie dopuszczając do siebie nikogo z zewnątrz. Ten świat był pozornie idealny, ale przecież ideałom niczego nie brakuje.
A Channie wiedział, że c z e g o ś tu brakuje.
Czegoś, a raczej kogoś.
Sprzeczne emocje i odczucia przyprawiały chłopaka o ból głowy. Przyzwyczajony do własnej obojętności na wszelkie sprawy, na siłę próbował odciąć się od nachalnych myśli. Te jednak mają to do siebie, że nie da się ich po prostu w y m a z a ć. Odchodzą same. Potrzebują czasu, bo przecież czas leczy rany.
Dlaczego rany wciąż się nie goją?
Przypomniał sobie, jaki jest faktyczny powód ich spotkania. Znalazł temat zastępczy, który choć bolesny, zdawał się być o niebo bardziej wygodny, niż relacja Krukona z Delilią. A raczej to, co z tej relacji pozostało.
- Del, posłuchaj. – Zaczął, a w jego oczach widniał wyłącznie spokój. Pozory mylą. – Nie bez przyczyny stoję po jego stronie. Jungkook nie chciał uciec. Nie miał ku temu powodów, wiesz? On poleciał do Korei. – Przerwał na parę sekund. Ostrożnie dobierał słowa. – Poleciał tam dla niego. Dla Taehyunga. Ktoś go tam zatrzymał i nie było już możliwości powrotu. Szczegóły nie mają większego znaczenia. Ważne, że on naprawdę nie chciał tam zostać. Nie myśl, że mam klapki na oczach i bronię go tylko dlatego, że to mój brat. Ja po prostu znam prawdę i wiesz co? – Na parę sekund spuścił wzrok. Nie wiedział, jak daleko może się posunąć. Nie chciał swoimi słowami sprawić Delilii bólu, ale równocześnie był świadomy tego, że tylko gorzka prawda z czasem pozwoli jej stanąć na nogi. Zdecydował więc, że przedstawi sprawę dokładnie tak, jak ją widzi. - To przykre, kiedy ludzie wyznają sobie miłość, a przy pierwszym lepszym kryzysie po prostu uciekają w ramiona kogoś innego. Tak, jak zrobił Taeh. Rozumiem, że on nie wiedział. Że nie znał powodu dla którego Jungkook zniknął. Czuł się zwyczajnie opuszczony. Był zrozpaczony i samotny, ale Del, pomyśl. Czy to wszystko wystarczy, by szukać zapomnienia w ramionach niewinnej osoby? Przecież nie jest ci łatwo. Przecież czujesz się z r a n i o n a. Dlaczego więc wciąż stoisz po jego stronie? Nie wiem i… - Po raz pierwszy od początku ich rozmowy wyraźnie posmutniał. - I chyba nie chcę wiedzieć, co dokładnie między wami zaszło. Oboje wiemy jednak, że przekroczyliście granicę. Granicę, której nie przekraczają przyjaciele. Deliliah, nie czujesz się, jak zabawka, która za chwilę zostanie rzucona w kąt? – Nie kontrolował już swoich słów. Uparcie dążył do celu. Chciał za wszelką cenę sprawić, by wszelkie uczucia, cała chemia, która sprawiła, że Delilia poczuła do Taehyunga c o ś więcej zniknęła tak szybko, jak się pojawiła. – Taeh jest… Był także moim przyjacielem, ale nie mogę więcej patrzeć, jak  rani ciebie i Jungkooka. Choćbym bardzo chciał, nie potrafię go zrozumieć
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 52
  Liczba postów : 52
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14991-delilah-garver#399044
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15187-delilah-garver#407395




Gracz






PisanieTemat: Re: Wzgórze lampionów   Pią 22 Wrz 2017 - 18:49

Delilah nie mogła go oceniać przez to, jaki był. Wysnuwać wniosków, że nie udało im się, przez to, że był chłodny, zdystansowany. Znała jego charakter od lat, powinna być uświadomiona w tym, na co się pisze, gdy zaczęli się spotykać. Bo w pewnym stopniu byli do siebie podobni, choćby w spokoju. Może właśnie jedno z nich musiało być szalone, wyciszane przez drugie, aby to wcześniej się udało? Może po prostu nie doceniali tego, co mają. Podobno dopiero po stracie można samemu sobie uświadomić o pustce, którą zapełniała ta druga osoba, a chociaż później wciąż spędzali razem czas i jako ludzie byli dla siebie nadal na co dzień, to jednak przez nieangażowanie się w pewną funkcję... to po prostu było pomiędzy nimi wyczuwalne.
Ale jak to by mogło teraz wyglądać? W momencie, kiedy mają świadomość, że jednak gorzej jest osobno niż razem? Że skoro teraz jest źle, to wcześniej tak nie było?
- Tylko pytanie, po co tam pojechał - zapytała, a bardziej stwierdziła. Po co miałby jechać do Korei? I to dla Taehyunga, którego miał ze spokojem w Anglii? - Ktoś go zatrzymał? Wiesz jak to brzmi? Dokładnie tak, jakby to on miał kogoś na boku, a cała historyjka miała jakiś głęboko romantyczny sens, żeby to zatuszować. - Założyła ręce na klatce i odetchnęła głęboko. Dla niej to właśnie tak brzmiało, bo w końcu nie wiedziała, co takiego Jungkook sprawił, że nie mógł wrócić przez tak długi czas. Spojrzała na Chanyeola i przez dłuższy czas po prostu słuchała. Nie wcinała mu się w tym całym monologu, a jedynie wewnątrz siebie przebywała całą gamę różnych uczuć. Słowa jedynie ją dotykały najgłębiej, chociaż twarz pozostawała w miarę jednolicie spokojna. Jeśli chciał coś wyczytać, mógł zobaczyć to w jej oczach. Zawsze oczy ją zdradzały. Dlatego w pewnym momencie odwróciła wzrok, będąc w pełni świadoma, że Chan może zobaczyć przykrość w jej spojrzeniu i jakiś głęboki, wewnętrzny ból, uścisk serca, który dodatkowo się nasilił, kiedy Cheol posmutniał. Nie lubiła widzieć go smutnego, dlatego też to było kolejnym powodem, dla którego po prostu było jej słabo na niego patrzeć. - Powiedziałam, że jest mi ciężko, ale nie wspominałam, że jestem zraniona. W pewnym stopniu zraniona to byłam rok temu - powiedziała, bo obydwoje wyszli z rozstania z własnymi ranami. W końcu ona nie chciała się rozchodzić, a zmuszało ją jego zachowanie. Dosyć chłodne, które również ją raniło, chociaż może to nie jest takie oczywiste. - Dlaczego próbujesz mnie nastawić przeciwko niemu? Jasne on zawinił, ja również poniekąd, w końcu zgodziłam się na... tę całą sytuację, ale czemu w takim razie jesteś akurat do niego tak wrogo nastawiony, a mi jedynie próbujesz wyperswadować z głowy całą znajomość? - zapytała, znowu na niego spoglądając. - Co się działo przez ten rok, że chodziliśmy do tej samej szkoły, jesteśmy w tym samym domu, a ty nie zauważałeś, że... nie wiem, dzieje się coś innego? A dopiero po czasie masz do mnie... pretensje? - Czuła, że powoli schodziła za bardzo na ich temat, ale musiała o to pytać. Jej serduszko było zbyt wrażliwe na takie rozmowy, ona sama była zbyt wrażliwa i bała się, że zły tor rozmowy sprowadzi tę pogawędkę na kierunek niczym łzawego dramatu kochanków. - Sądzę, że w ostatnim czasie swoim zachowaniem też rani siebie. A tak naprawdę, to w przeciągu roku ranimy się w czwórkę - stwierdziła i opuściła ręce wzdłuż ciała. - I nie czuję się na razie jak odrzucona zabawka. Poczuje się dopiero wtedy, gdy odrzuci mnie jako przyjaciółkę, bo głównie nią dla niego jestem. Do niedawna w czwórkę byliśmy dla siebie przyjaciółmi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Wiek : 19
Skąd : Pusan
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 29
  Liczba postów : 28
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15088-cheong-chanyeol
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15158-zarwijmy-noc
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15159-chanie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15160-cheong-chanyeol#404071




Gracz






PisanieTemat: Re: Wzgórze lampionów   Nie 24 Wrz 2017 - 15:35

- Chciałbym ci to wyjaśnić, ale… - Westchnął ciężko i przeczesał ręką swoje rozwichrzone włosy. Sytuacja była strasznie zawiła, a on stał pośrodku tego całego tornada i nie miał pojęcia, co zrobić, żeby wszystko j a k o ś się ułożyło. Nie wiedział, jak się zachować i chyba po raz pierwszy w swoim życiu tak starannie ważył słowa. – Dobrze, Del. Powiem ci, bo uważam, że lepiej, byś wiedziała. Zasługujesz na to, by znać prawdę.
Zanim się spostrzegli, niebo zupełnie pociemniało. Deszcz, którego krople po cichu uderzały o ziemię i ledwo widoczne światło, bijące od świetlików, tworzyły między tą dwójką wyjątkowo delikatną atmosferę. - Jungkook pojechał do Korei Północnej. Udał się tam po szczególne kwiaty, będące symbolem wielkiej miłości między dwoma osobami. Miał wręczyć je Taehyungowi. Pech chciał jednak, że mój brat został zatrzymany przez organizację, zajmującą się badaniem umiejętności magicznych poszczególnych jednostek. Zatrzymali go na dziesięć miesięcy. Przez dziesięć miesięcy nie mógł wrócić do Anglii i ani ja, ani cała nasza rodzina, nie mieliśmy pojęcia, gdzie się znajduje. – Spojrzał w ciemne oczy Del i próbował odgadnąć, jakie emocje kłębią się w jej głowie. – Rozumiesz teraz, dlaczego stoję po jego stronie? Nie mógł nic zrobić. Nie miał możliwości kontaktu ze mną, z Taehyungiem, ani z kimkolwiek innym. – Wyznał, a słysząc jej kolejne słowa, na parę sekund spuścił łwzrok. Nie chciał wracać do tematu ich związku. Wolał unikać go, jak tabu, o którym nie wypada, nie można mówić. Tak było przecież wygodniej.
Ale czy na pewno?
Po chwili zdobył się na to, by spojrzeć w jej oczy. Oczy, w których tonął i, w których rozpaczliwie pragnął odszukać namiastkę u c z u c i a.
- Delilio, ja… - Miotał się. Lawirował między słowami i ze wszelkich sił próbował powiedzieć, że w c i ą ż coś do niej czuje. Nie przywykł jednak do takich wyznań. Nie przywykł do takich emocji i zupełnie nie potrafił sobie z nimi poradzić. Spokój i obojętność znikły gdzieś, ustępując miejsca bezradności. – Ja nie wiem, jak ci to powiedzieć. Nie chcę, żebyś angażowała się w relację z Taehyungiem. Nie tylko ze względu na jego relację z Jungkookiem. Nie tylko dlatego, że wiem, jak bardzo może cię zranić. – Deszcz padał coraz mocniej. Chanyeol wyciągnął różdżkę gdzieś za ucha, spojrzał na Delilię i szepcząc jakieś zaklęcie, sprawił, że jej mokre ubrania wyschły w przeciągu paru sekund. – Posłuchaj, wiem, że mój charakter nie jest łatwy i, że nie raz czułaś się odtrącona, albo zaniedbana. – Wyciągnął z plecaka kurtkę, którą zawsze nosił przy sobie i podał przemoczonej do suchej nitki Krukonce. – Nie byłem dla ciebie wystarczająco opiekuńczy, za mało z tobą rozmawiałem. Myślałem sobie wtedy, że jedyne, czego potrzebuję, to samotność, ale wiesz co? Dopiero strata tej jedynej osoby sprawia, że zaczyna się myśleć o tym… O tym, jak bardzo dokuczliwy jest jej brak. Teraz już to wiem. – Wyznał niemal szeptem i chcąc przeczesać mokre włosy, uniósł dłoń ku górze, a wtedy jeden z małych świetlików, usiadł na jego palcu.
- Patrz. – Chanyeol ostrożnie wyciągnął rękę w kierunku Delilii i ułożył świetlika na jej barku. – Tylko się nie ruszaj, bo ucieknie. – Zrobił kilka kroków do tyłu tak, by móc swobodnie rozmawiać z Krukonką. – Byłaś dla mnie właśnie takim światełkiem, które pokazywało mi, jaką drogą powinienem iść, a ja nie byłem wystarczająco mądry, by to docenić. I odtrącałem cię, będąc pewnym, że sam lepiej wiem, co robić. – Przerwał na chwilę, zastanawiając się, czy nie zaszedł za daleko. Nie miał jednak nic do stracenia, bo przecież przyjaźń tej czwórki i tak wisiała na włosku. Wszystko mogło się posypać, albo odrodzić silniejsze. Teraz był czas na wyjaśnienia.
- Nie chcę być nachalny . Chcę jednak, byś wiedziała, że bez ciebie jest mi gorzej. Jest mi źle i… I tęsknię za tobą. Nie mogę… Nie potrafię wyobrazić sobie, że mogłabyś być z kimś innym.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 52
  Liczba postów : 52
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14991-delilah-garver#399044
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15187-delilah-garver#407395




Gracz






PisanieTemat: Re: Wzgórze lampionów   Pon 25 Wrz 2017 - 1:06

Odwróciła wzrok po usłyszeniu tego krótkiego ale. Miała świadomość, że jest mu ciężko, jako jedynej osobie, która nic w tej relacji nie namieszała, a jedynie stoi pomiędzy osobami, na których mu zależy. Głowa mała na to, jak to wszystko się pokomplikowało i w nieszczęśliwym przypadku powiązało. I właśnie przez to, że miał trudne położenie w całej sytuacji, nie cisnęła na dalsze dokończenie tego ale. Nawet nie musiała, bo powracając do niego spojrzeniem, usłyszała zdanie, którego nie spodziewała się usłyszeć, a jedynie cicho liczyła na nie w swojej podświadomości.
Ciekawość to jedno, ale nie tylko przez zaintrygowanie motywem młodszego Cheong chciała poznać przebieg ucieczki Jungkooka. Przede wszystkim - chciała zrozumieć. Pojąć ten powód i we własnym rozumieniu ocenić całą sytuację. Dlatego też patrzyła na Chanyeola, jakby wyczekując najgorszej prawdy, nie zwracając uwagi na lekki deszcz, przesiąkające powoli ubrania, które akurat teraz najmniej ją interesowały. Nie rozglądała się też wokół siebie, nie dostrzegając możliwego piękna scenerii, bo pierwszy raz od długiego czasu, jej uwaga skupiała się wyłącznie na stojącym przed nią chłopaku.
Nie wierzyła. Nie w tę historię, nie w szczerość, którą dzielił się z nią Chan, a w głupotę przyjaciela. Przyjaciela, który najprawdopodobniej zdawał sobie sprawę z samego, politycznego niebezpieczeństwa Korei Północnej, ale i tak tam pojechał. I nagle zrobiło jej się głupio, bo teraz cała sytuacja z Taehyungiem wygląda jeszcze gorzej. Sama wykazała się hipokryzją - zawsze mówi o "wychowywaniu" swojego blond przyjaciela, w czasie, kiedy... pomogła mu? Pomogła w tak absolutnie nieprzemyślany i nierozsądny sposób?
- Ale wiesz to teraz. Co sądziłeś o tym wtedy, kiedy jeszcze nie znałeś prawdy? Wracając jednak do sytuacji sprzed pół roku, to chyba każdy myślał, że on po prostu uciekł. - To stawało się marnym wytłumaczeniem, słabą linią obrony, ale jak na razie jedyną, która przychodziła Delilah do głowy. - Ale i tak wyszło głupio - powiedziała ciszej, patrząc gdzieś w bok na trawę. Czując się jak jedno z najgorszych okropności na świecie, nie mogła mu spojrzeć oczu. Jednak czemu? W końcu nie byli razem, nie zdradziła go.
Serce zabiło jej kilka razy szybciej od samego wypowiedzenia jej imienia, przez co podniosła wzrok, napotykając intensywne spojrzenie, które wręcz w nią przenikało, powodując, że czuła się jak bezbronna owieczka. Nie w złym sensie, bo nie bała się, że Cheol ją zje. Bardziej była jak zagubione zwierzątko, które potrzebuje kogoś bliskiego, bo miota się już własnym życiu. Tak jak ona. Bo cała sytuacja, pozornie wcześniej klarowna, nagle stała się okropnie poplątana.
- Channie, mnie i Taehyunga nie łączą jakieś... nie wiadomo jakie zawiłe relacje. Większość... pozostała bez zmian. - Większość, bo z paroma wyjątkami. Lekkim, niebezpiecznym uczuciem, które zdążyła poczuć już kilka miesięcy temu, a które sumiennie wybijała z własnych myśli, żeby nie doprowadzić do kompletnego rozpadu ich i tak nadwyrężonej przyjaźni. Poza tym, to nie Min był tym, do którego czuła faktyczne i prawdziwe uczucia. Szybko bijące serce było kute przez słowa o zaniedbaniu i odtrąceniu, a ona - wpatrzona w niego jak obrazek - zdążyła jedynie zarejestrować, że nagle w rękach trzymała jego kurtkę. Czuła się jak żywy posąg, którego serce biło coraz szybciej wraz z kolejnymi, usłyszanymi słowami, a w oczach zaczęło nabierać się nie mało łez, które tylko czekały na jakąkolwiek drogę ucieczki. Ale ona nie chciała płakać nad rozlanym mlekiem. - Czemu dotarło to do ciebie dopiero teraz? - zapytała, zwalczając kotłującą się gulę w gardle. - Czemu wtedy, będąc jeszcze razem, nie zauważałeś tego, jak z tygodnia na tydzień oddalaliśmy się od siebie? - Nie wiedziała sama, czy oczekuje odpowiedzi. Nie umiała do końca określić, czy zadaje pytania, aby uzyskać jakieś informację, czy pytaniami retorycznymi chciała mu cokolwiek uświadomić. Pokazać co było, a co on dopiero teraz zdaje się zauważać.
Powiodła wzrokiem za ręką Krukona, która znalazła się przy jej ramieniu i kątem oka obserwowała przez chwilę świetlika, który moment później był rozmazaną, świecącą plamą, przez niepotrzebną wodę w jej oczach, która nieposłusznie wydostała się na policzki Deli w postaci paru smug po łzach. Spojrzała na niego, przedstawiając kompletny obraz nędzy, z już lekko zaczerwionymi oczami. - Byłam najszczęśliwsza przez pierwsze miesiące. Zanim nasz związek nie rujnował się bardziej z dnia na dzień, dopóki spędzaliśmy ze sobą jakkolwiek więcej czasu - powiedziała, stojąc w bezruchu, wstrzymując jakąkolwiek potrzebę pociągnięcia nosem, żeby mimo wszystko nie spłoszyć świetlika. - Wiesz, dlaczego tak lubię błonie? Nawet zwykłe siedzenie tam, po prostu zwykłe spędzanie czasu? Albo miejsca jak to? - Owad odleciał, a ona, jakby odzyskując trochę rozsądku, wysunęła z rękawa swojego płaszcza różdżkę, którą unosząc w kierunku nieba i przez odpowiednie zaklęcie, utworzyła półprzezroczystą, magiczną parasolkę. Przysunęła się do niego, żeby obydwoje mogli chociaż trochę być pod nią schowani. - Lubię je, ponieważ mimo wszystko, spędzaliśmy tam czas. A chociaż bywało między nami różnie to chodziliśmy w te miejsca, kiedy było dobrze. Kiedy byliśmy ze sobą szczęśliwi. A przynajmniej tak sądzę, że byliśmy - mówiła ciszej, ale stali wystarczająco blisko siebie, żeby Chanyeol mógł ją dobrze słyszeć. - Rozmawialiśmy i... było normalnie. Bez smutnych min, żalów, czy łez, które były ewentualnie ze śmiechu. - Nie chciała mu się rzucać w ramiona po tak długim czasie, ale potrzeba bliskości była na tyle silna, że mimowolnie oparła się czołem w okolicach jego ramienia, przymykając oczy, które zaczynały ją powoli piec od jeszcze paru, zagubionych łez. Mógł czuć, jak kręci przecząco głową, ale nie wiadomo w jakiej odpowiedzi. Ona jednak wiedziała skąd ten ruch - również nie widziała siebie przy kimś innym. To nie był ten etap dla jej serca. W ogóle nie chciała takiego etapu.
- Ja... za tobą też tęsknie, Channie - powiedziała, odrywając czoło od jego torsu i zadzierając lekko głowę, żeby spojrzeć mu w oczy. - Tylko boję się powtórki tych samych sytuacji. - W końcu kiedyś słyszała, że nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki. Ale czy warto słuchać jakiś starych mugolskich porzekadeł?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Wzgórze lampionów   

Powrót do góry Go down
 

Wzgórze lampionów

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

 Similar topics

-
» Wzgórze startowe przy Gibraltar Road
» Wilcze Wzgórze rodu O'Connor, Irlandia
» Wzgórza rezerwatu
» Czarcie wzgórza

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogsmeade
 :: 
Okolice Hogsmeade
-