IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Skraj lasu

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Lima, Peru
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 3052
  Liczba postów : 1065
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10538-enzo-corrado-halvorsen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10540-klusownik-prosto-z-peru
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10539-peruwianska-sowa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10541-enzo-halvorsen




Gracz






PisanieTemat: Skraj lasu   Pią Sty 15 2016, 11:11


Skraj lasu

Kiedy pierwszy raz znalazłeś się w tym miejscu, z całą pewnością przemknęło Ci przez głowę, że w Górach Skalistych są tylko i wyłącznie drzewa. Nie myliłbyś się zresztą aż tak bardzo, gdyż połać lasu jest naprawdę przeogromna i wręcz przytłaczająca. Miejscowi mawiają, że w niektórych drzewach zaklęto duchy rdzennych mieszkańców tych terenów, co zresztą nie wydaje się tylko pustą opowieścią. Jeśli się przyjrzysz, możesz dostrzec, że niektóre drzewa ozdobiono czymś na kształt staromodnych kolczyków, co rzekomo tylko potwierdza, że są to groby Nimíipuu, plemienia Indian, na których mówiono „Przekłute Nosy”. Poza legendarnymi, zaklętymi drzewami, w tych okolicach można napotkać widłorogi, rysie, wilki, a także kilka magicznych stworzeń, które zawsze przyciągają uwagę poszukujących przygód mugoli, czyli jackalope, reemy oraz memortki.

Jeśli chcesz, możesz rzucić kostką w odpowiednim temacie i sprawdzić czy spotka Cię coś ciekawego.

1 -  spacerując brzegiem lasu, mogłeś wpatrywać się w niewzruszoną linię drzew. Spokojny szum liści wynagradzał odrobinę chłód, przenikający już powoli do szpiku kości. Może nawet wydałeś z siebie jakieś westchnienie zadowolenia… nie minęło nawet kilka minut, a coś zaczęło wzdychać tuż nad twoją głową. Mogłeś się przestraszyć, ale to jeszcze nie koniec. Po westchnieniu przyszła pora na wycie wilka, potok zlanych ze sobą słów i kilka ćwierków, a potem pod Twoje nogi spadł… martwy memortek. Niezapomniana wycieczka, prawda?  
2 i 3 - niestety, ale jeśli oczekiwałeś spaceru pełnego przygód to srogo się zawiedziesz. Las jest dziś absolutnie spokojny i żadne zwierzę nie niepokoi się Twoją obecnością. Może jutro spróbujesz ponownie?
4 - jak to się stało, że się zgubiłeś? Dobre pytanie, zwłaszcza, jeżeli ktoś ostrzegał Cię już, abyś nie zapuszczał się bezmyślnie w głąb nieznanego sobie lasu. Nie ma jednak tego złego, na Twojej drodze nieoczekiwanie pojawił się jackalope.
Dorzuć dodatkową kostkę:
Jeżeli wynik jest parzysty - nieopatrznie gwałtownie poruszyłeś ręką, kiedy chciałeś zwrócić na siebie jego uwagę. Jackalope są bardzo płochliwymi stworzeniami, więc nie ma co się dziwić, że momentalnie się spłoszył, pozostawiając Cię samego w lesie. Minęło kilka długich, bardzo mroźnych godzin, zanim wydostałeś się z tego drzewnego labiryntu.
Jeżeli wynik jest nieparzysty - dobrze wiedziałeś jak postępować z jackalope. Kucnąłeś i zwróciłeś na siebie jego uwagę cichą prośbą o wskazanie drogi. Magiczny królik przez chwilę strzygł uszami, nim zaczął przemawiać wysokim, kobiecym głosem, w istocie wskazując Ci drogę. Dzięki jego pomocy mogłeś wreszcie wrócić do swojego pokoju i trochę się ogrzać.
5 - przechadzałeś się właśnie po lesie, kiedy usłyszałeś jakieś dziwne wycie… minęła chwila zanim skonstatowałeś co to oznacza i momentalnie wróciłeś na niewielkie wzgórze, z którego można obserwować cały las. Całe szczęście, że to zrobiłeś, bo po chwili dostrzegłeś sylwetki kilku wilków, najpewniej całej sfory, węszącej w miejscu, w którym dopiero co stałeś.
6 - stałeś na niewielkim wzgórzu, obserwując przechodzące stado wapiti, kiedy coś… uderzyło Cię śnieżką w głowę. Zanim zdążyłeś się zorientować skąd przyleciał pocisk, zasypał Cię prawdziwy deszcz śnieżek. Och, czyżby duchy lasu były dzisiaj złośliwe? Lepiej wynoś się stąd jak najprędzej!

Dodatkowo, jeśli rzucisz kostką jeszcze raz i wynik będzie parzysty, możesz uznać, że podczas zwiedzania lasu nie tylko spotkałeś indiańskie drzewo, ale również dosłyszałeś jak szepcze, bądź nawet ostrzega Cię przed zagłębianiem się w nieznane.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : V
Wiek : 17
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 229
  Liczba postów : 1077
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12138-lilith-nox
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12140-lilith-nox
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12139-lilith-i-jej-bianeczka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12141-lilith-nox




Gracz






PisanieTemat: Re: Skraj lasu   Nie Sty 31 2016, 19:06

Kilka godzin po przyjeździe na góry skaliste. Dochodzi północ, księżyc świeci wysoko na niebie.

Lilith szła spokojnie pokonując coraz to większe zaspy śnieżne. Nie zwracała uwagi na pogodę, nie zwracała uwagi na porę dnia. Po prostu szła. Po tym jak zostawiła rzeczy w pokoju i wybiegła z niego nie zwracając nawet uwagi na to z kim w tym pokoju ma być… minęło kilka godzin. Robiło się coraz zimniej, a przede wszystkim coraz ciemniej.
Dziewczyna niepewnie przeszukała kieszenie kurtki i przeklęła pod nosem.
Nie wzięłam ze sobą różdżki…
Pomyślała i rozejrzała się niepewnie. Kilka minut wcześniej nie przejmowała się niczym, tylko z ekscytacją przechadzała się poznając coraz to nowe miejsca. Szukała takiego, w którym będzie mogła schować się przed wszystkimi i w spokoju pooglądać sobie piękno nieba… jednakże kiedy odzyskała przytomność, okazało się, że nie wie gdzie jest, nie wie jak wrócić, a przede wszystkim nie ma prosić kogo o pomoc. Nawet nikomu nie powiedziała gdzie idzie…
Panna Nox przetarła ręce i chuchnęła w nie kilka razy, chcąc je rozgrzać. Wracanie po śladach nie wchodziło w rachubę, bo przechodziła przez to miejsce kilka razy i teraz już nawet nie wiedziała, które z tych śladów prowadziło z powrotem do motelu. Zmęczona całą tą podróżą oparła się o jedno z drzew i wlepiła oczy w pełnię księżyca.
Jaka piękna... wydaje się być dzisiaj taka... wyjątkowa... ciekawe czemu? Może dlatego, że widzę ją z innego miejsca niż zazwyczaj?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 43
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 180
Dodatkowo : Wilkołak
  Liczba postów : 42
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11154-sirius-gordon
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11155-gordonowe-znajomosci
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11158-vesper#300798
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11166-sirius-gordon#300901




Gracz






PisanieTemat: Re: Skraj lasu   Wto Lut 02 2016, 08:21

Pełnia. Wyjątkowo urokliwe zjawisko, niewątpliwie przyciągające wzrok. W niektórych przypadkach zapewne sprawiające nawet, że chciano przyglądać się mu bez końca. Tamtej nocy księżyc naprawdę zwracał swoją uwagę - w sytuacji Gordona jednakże, najlepszym rozwiązaniem byłoby, aby pełnia nigdy nie miała miejsca bytu. Owszem, jeszcze kilkanaście dobrych lat temu, z pewnością potrafiłby dostrzec jej piękno... Ale teraz? Moment, w którym półkula księżyca świeciła w swojej pełnej okazałości, był równocześnie chwilą, podczas której jego kruche, ludzkie ciało, bezwładnie traciło swoją wartość. Zmuszało do czegoś, o czym najchętniej raz na zawsze, nieodwracalnie by zapomniał. Życie ze świadomością, że było się potworem, nawet dla tak zahartowanego wewnętrznie człowieka, jakim był Sirius, nie należało do najłatwiejszych.
Celowo nie wypił tojadowego wywaru. I to nie z zamiarem, aby dzięki tej decyzji, komuś stała się krzywda. Po prostu, raz na jakiś czas należało go odstawić. Pozwolić, by ból przeszył całe ciało, a zwierzęca powłoka dała o sobie znać w całkowitej krasie - by sprawiła, że po ludzkiej świadomości, nie zostało choćby najmniejszego śladu. Pech chciał, że termin kolejnej pełni wypadał akurat na czas, w którym zaczynały się ferie. Odstawienie eliksiru w tamtym momencie można było uznać więc za niedorzeczne, jednak mimo wszystko, to właśnie wtedy Sirius zdecydował się oddać naturze. I może to przez fakt, że w okolicy, w której się znajdowali, rozpościerały się ogromne hektary lasu, a może zwyczajnie nie chciał dłużej tego odkładać - względnie upewniwszy się, że wszyscy uczniowie znajdowali się w swoich pokojach, niemalże bezszelestnie opuścił motel. Chłód, jaki panował na zewnątrz o tak późnej porze, zdawał się kompletnie mu wówczas nie przeszkadzać. Skupiony na tym, aby zagłębić się na w miarę oddaloną od budynku odległość, przemierzał drogę ciągnącą się między okazałymi drzewami, zasypaną grubymi warstwami lśniącego śniegu - do tego stopnia, że miejscami wpadał po kolana. A kiedy ostatecznie znalazł się na tyle daleko, by teoretycznie nie musieć martwić się już o wszystko, co pozostawił za sobą, przystanął, zerkając w stronę bezgwiezdnego nieba. Im dłużej patrzył, tym potężniej paraliżował go strach. Tak, bał się. Za każdym razem, kiedy zbliżało się nieuniknione, przeszywał go ogromny dreszcz. Sama przemiana nie była przyjemna, jednak to, co działo się z nim później, było o stokroć gorszym doznaniem. Doświadczeniem, którego zresztą tak czy siak, nie był w stanie pamiętać - o ile oczywiście podobnie jak tamtej nocy, tydzień wcześniej nie zaczął zażywać wywaru.
Głód, pragnienie, furia. Jedyne, co był zdolny wtenczas odczuwać. Zwierzęcy instynkt potwora. Nie był świadomy, gdy w obłąkanym stanie białej gorączki, z dziką szybkością przedzierał się przez kolejne ściany ciągnącego się kilometrami lasu, w poszukiwaniu czegoś, co potrafiłoby zaspokoić jego pożądanie. Gdyby ktokolwiek następnego dnia spytał go, czy planował to, co miało za chwilę nastąpić, chyba pierwszy raz w życiu straciłby poczucie własnej pewności. Bo tylko głupiec odważyłby się stwierdzić, że nie było to tylko i wyłącznie jego winą. W wilkołaczej postaci nie był sobą - i choć wielu uważało go za bezlitosnego nawet w ludzkiej okazałości, nie mógł powstrzymać niezbitego faktu, iż stając się zwierzęciem, jednocześnie stawał się mordercą. Nieświadomą, bezuczuciową bestią.
Bestią, w której zmysły uderzyła najsłodsza woń ludzkiego ciała - w oczach samego Gordona, stanowiącego podczas pełni jedynie kawałek mięsa. Ach, gdyby ona wiedziała, jak wielce pragnąłby cofnąć czas! Sprawić, by decyzja o odstawieniu eliksiru, nawet nie przeszła mu przez myśl. Paradoksalnie było jednak o tyle za późno, że jego wilcze nozdrza już dawno raz po raz niebezpiecznie poczęły się rozszerzać. Wyczuł ją, a kiedy wodząc pyskiem blisko ziemi, zbliżał się do niej coraz bardziej, nie było już odwrotu. Stało się - koniec, kropka. Mimo, iż wciąż nie był na tyle blisko, aby móc dostrzec jakąkolwiek postać, perfekcyjnie tropił ślady, jakie pozostawił za sobą jej zapach. Jeszcze tylko jedna chwila. Chwila, podczas której najlepszym - ba! jedynym możliwym - rozwiązaniem w przypadku panny Nox, byłaby ucieczka. I to możliwie jak najszybsza, ot co.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : V
Wiek : 17
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 229
  Liczba postów : 1077
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12138-lilith-nox
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12140-lilith-nox
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12139-lilith-i-jej-bianeczka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12141-lilith-nox




Gracz






PisanieTemat: Re: Skraj lasu   Wto Lut 02 2016, 11:51

Lilith wpatrywała się pół przytomnie w pełnie księżyca, całkowicie zapominając o miejscu, w którym się znajduje. W tej chwili nie liczyło się nic, nawet fakt, że się zgubiła i marznie. Była tylko ona i niebo, tak niesamowicie piękne. Jej umysł był silny, przynajmniej tak jej się wydawało, jednak była bardzo podatna na takie rzeczy. Takie zapomnienie się w ułamku sekundy mogło sprawić, że Gryffonka zamarzłaby na śmierć, wpatrując się w piękno księżyca, a tego przecież nie chcemy. Jednakże to właśnie dlatego, dziewczyna nigdy nie ufała swojemu umysłowi. Skoro była wyposażona w tak słaby ‘sprzęt’, który nie potrafił się bronić przed innymi, musiała rozwinąć w sobie inną zdolność… a był to instynkt. Dźwięk deptanego śniegu…
W tym momencie Lil poczuła jak jej serce staje w miejscu, a całe ciało zamiera. Wydawało jej się? Na pewno jej się wydawało. Jeden nieznany dźwięk i już czuła niepokój w sercu. Nie mogła wiedzieć co się zaraz stanie, jednak ta prosta reakcja organizmu pozwoliła jej wrócić do świata żywych. Wypuściła niepewnie powietrze i objęła się ramionami, chcąc uspokoić teraz już serce, które było nadzwyczaj głośno. Jej wzrok przesuwał się po drzewach szukając jakiegoś znaku, przez który tak nagle poczuła się niepewnie… Dopiero w tym momencie, kiedy przyjrzała się uważnie otoczeniu dostrzegła, że wokół niej jest tak bardzo strasznie. Jedynym światłem, pozwalającym jej coś widzieć w tych ciemnościach był księżyc, które dzisiaj nawet jedna chmurka nie chciała przysłonić.
Ułamek sekundy. Dostrzegła cień? A może jej się najzwyczajniej w świecie zdawało? Nie miała zamiaru tego sprawdzać. Jej całe ciało i tak nie słuchało jej poleceń. Samo z siebie zrobiło krok w tył nie odrywając wzroku od krajobrazu, który co chwilę wydawał się zmieniać i rosnąć w jej oczach. Strach bawił się z nią i zmieniał całe otoczenie. Pokazywał cienie, tworzył dźwięki… to nie było dobre miejsce do spędzania czasu. Panienko Nox przegryzła dolną wargę i z wielką niepewnością postanowiła się wycofać. Jednak nie biegła? Dlaczego miała to zrobić? Nawet jeżeli jej ciało wręcz krzyczało ze strachu, to i tak nie wiedziała dlaczego tak reaguje… Mogła być to reakcja na przemarznięcie, które niewątpliwie odczuwała.
Pokonując wolno, kolejne zaspy śnieżne szukała wyjścia z tego przeklętego lasu. Nawet nie wiedziała co ją czeka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 43
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 180
Dodatkowo : Wilkołak
  Liczba postów : 42
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11154-sirius-gordon
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11155-gordonowe-znajomosci
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11158-vesper#300798
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11166-sirius-gordon#300901




Gracz






PisanieTemat: Re: Skraj lasu   Wto Lut 02 2016, 20:15

Przypominało to trochę scenę a'la z horroru - do pełnego spełnienia brakowało jedynie pobocznych widzów i paczki pełnej popcornu. Gdyby cała ta sytuacja okazała się być jedynie filmowym widowiskiem, kto wie, może wszystko skończyłoby się zupełnie inaczej. Wbrew pozorom nie należało jednak niczego przesądzać - piątoklasistka wciąż miała przecież szanse na ucieczkę. Sirius natomiast, posiadał osobiście równie wielką nadzieję na to, iż tamtej nocy czekać go będzie wyśmienita i jakże syta... Uczta.
Śnieg niwelował nieco roznoszący się wkoło zapach - zapach ludzkiego ciała - aczkolwiek nie na tyle mocno, by zgłodniała postać wilkołaka, nie była w stanie go wyczuć. Jego nozdrza wciąż miarowo się poruszały, a otwarty pysk z każdą sekundą kręcił się coraz szybciej, obracając to w prawą, to w lewą stronę. W cieniu drzew, między którymi zręcznie manewrowało zwierzęce ciało, wypisana w każdym kolejnym ruchu furia, nie była tak dobrze widoczna. Poruszał się zbyt szybko i zbyt impulsywnie, by ktokolwiek mógł go wówczas zauważyć. Wyczuwał ją coraz mocniej i coraz bardziej zachłannie, jednocześnie wciąż przyspieszając kroku, a jedyne, co pozostawiał za sobą, to sporych wielkości ślady, na bialutkim, świeżym, nienaruszonym przez nikogo śniegu. Jeszcze chwila. I choć dotarcie do celu nie zajęło mu wcale dużo czasu, dla spragnionej głodu bestii, tropienie zdobyczy trwało wówczas zdecydowanie zbyt długo.
Był coraz bliżej. Na tyle blisko, by wyraźnie mogła usłyszeć jego obecność. Nie bawił się w skradanie - po prostu gnał. A gdy ostatecznie znalazł się nie tylko w takiej odległości, że on sam mógł ją wreszcie spostrzec, minęła zaledwie sekunda, zanim wydostając się spomiędzy zacienionych drzew, z impetem wyskoczył na lekko oświetlony kawałek dróżki. Dróżki, która w porównaniu do gęstej, otaczającej ją głębiny lasu, była miejscem zdecydowanie bardziej odkrytym. Stało się. On ujrzał ją, a wówczas i ona mogła ujrzeć jego. Zaszedł jej drogę - i choć odległość ich dzieląca cały czas pozostawała spora, jego sylwetka była na tyle widoczna, iż nie było wątpliwości, z kim miała do czynienia. Stojąc w miejscu, lekko ugiął się na czterech, potężnych łapach, zniżając przy tym pysk niemalże do samej ziemi. Jego oczy mówiły wszystko - świeciły niczym dwie, żądne mięsa iskierki. Jednak to nie jego wzrok oddawał największą grozę - przygłuszone warknięcie, jakie wydał z siebie chwilę później, było od niego o stokroć gorsze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : V
Wiek : 17
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 229
  Liczba postów : 1077
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12138-lilith-nox
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12140-lilith-nox
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12139-lilith-i-jej-bianeczka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12141-lilith-nox




Gracz






PisanieTemat: Re: Skraj lasu   Wto Lut 02 2016, 20:49

Lilith pokonywała każdy krok z lekkim trudem. Nie miała jakiejś niezwykle dobrej kondycji, była w miarę zwinna i tyle, jeżeli chodzi o jej siłę. Dlatego starała się nie przemęczać, tak… na wszelki wypadek. W końcu znalazła jakąś ścieżkę, która dała jej wielką, ogromną nadzieję, na powrót do motelu. Przyspieszyła kroku i z szerokim uśmiechem szła przed siebie. Jednak jej radość nie trwała długo.
Gryffonka zatrzymała się słysząc… słysząc bardzo wyraźnie powarkiwanie, bieg… aż przed jej oczami ukazała się postać. Na początku niewyraźny cień, bezkształtny, który w ciemnościach zlewał się z innymi cieniami. Chwilę później cień, przybrał kształt, wielkiej bestii, w której oczach ukryta była żądza krwi.
Całe jej ciało zadrżało, a w umyśle słyszała tylko swój własny krzyk, który kazał jej  uciekać. To właśnie to wyczuło jej ciało, to właśnie tego tak bardzo się obawiała. Pierwszy widzi coś takiego na żywo, pierwszy raz widzi… Czy właśnie tak czuł się czerwony kapturek, który napotkał na swej drodze wilka?
Nie było już myśli, nie było zastanawiania się. Dziewczyna odwróciła się na pięcie i pognała przed siebie potykając się o własne nogi. Jeszcze nigdy nie biegła tak szybko, nic jej nie przeszkadzało. Biegła ścieżką jak najdalej mogła.
Wiedziała, że nie ma szans, że jeżeli będzie tylko biegła to ten… potwór ją dogoni… do tego dosyć szybko odczuła skutki zmęczenia. Niespokojny oddech, pulsująca głowa i klatka piersiowa. Zrobiło jej się niedobrze… W ustach czuła metaliczny posmak. Jej ciało się poddawało, a ona nie mogła nic temu zaradzić… Adrenalina nie spadała, a jednak jej ilość nie była wystarczająco.
Oczom panny Nox ukazało się wielkie drzewo, bez namysłu podbiegła do niego i zaczęła się wspinać. Czy wilkołaki potrafią się wspinać? Może tak jak niedźwiedź da jej spokój! I tak nie miała zbyt dużo siły by biec, jej nogi z każdym kolejnym krokiem trzęsły się coraz bardziej… Jedyna nadzieja była w ukryciu się na drzewie i nadziei, że jednak to stworzenie… jest pozbawione zdolności wspinania…
Jednakże czy udało się jej dobiec do drzewa? Czy udało jej się wspiąć? Może udało jej się także na jakiś czas ukryć przed wilkołakiem? A może musiała zeskoczyć w momencie, w którym zobaczyła, że bestia podąża za nią bez żadnego trudu…?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 28692
  Liczba postów : 33243
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Skraj lasu   Wto Lut 02 2016, 20:54

Spotkanie mało wybitnej z zaklęć uczennicy piątej klasy z najprawdziwszym wilkołakiem nie mogło skończyć się dobrze. Te kreatury nie były dostosowane do konfrontacji z człowiekiem. Lilith, o ile miała wyjść z tego żywo, potrzebowała szybkiej reakcji, dobrego instynktu, a przede wszystkim, szczęścia. Jego miała więcej niż się spodziewała, bo nieważne w jakim wyszłaby z tego kontaktu stanie - nie miała prawa przeżyć. (a przeżyje, bo regulamin Czaro zabrania zabijać użytkowników XD). Już teraz mogła się zacząć modlić do Godryka Gryffindora, Merlina, czy Morgany, a najlepiej do świetego Munga, bo po tym spotkaniu z pewnością przyda jej się wizyta w jego szpitalu.

Oboje rzucacie kością.
Jeśli wynik oczek Lilith będzie o przynajmniej 4 większy niż wynik oczek Siriusa - Lilith udaje się wspiąć na drzewo i uniknąć pierwszego ataku wilkołaka. Jeśli nie – instynkty i sprawność wilkołaka ją pokonały; zostaje bardzo dotkliwie raniona w udo. Noga krwawi, uniemożliwiając jej ucieczkę, a wilkołak dalej stwarza jej zagrożenie. Bez interwencji lekarza w następnym wątku, Lilith pozostanie paskudna blizna nie do uratowania na całej długości nogi.

Jeśli panna Nox natychmiast czegoś nie wymyśli w następnym poście istnieje poważne ryzyko ugryzienia przez wilkołaka!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 43
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 180
Dodatkowo : Wilkołak
  Liczba postów : 42
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11154-sirius-gordon
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11155-gordonowe-znajomosci
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11158-vesper#300798
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11166-sirius-gordon#300901




Gracz






PisanieTemat: Re: Skraj lasu   Wto Lut 02 2016, 22:19

Niezależnie od tego, jak bardzo następnego dnia Gordon zapewne żałowałby swoich nieprzemyślanych decyzji, nie było już odwrotu. Nieważne jak szybko uciekałaby dziewczyna - szybkość i zwinność wilkołaka, który rozmiarami przewyższał ją o kilka dobrych głów, jak nie znacznie więcej, nie mogła równać się z umiejętnościami młodej uczennicy. Jego zwierzęcy instynkt działał na najwyższych obrotach, a ciche pomrukiwanie, jakie wydawał z siebie, podczas gdy przez krótszą chwilę obserwował swoją ofiarę, przerodziło się w głośny, donośny ryk. Może i próbowała uciekać - a chwała jej za to, bo równie dobrze mógł ją przecież sparaliżować strach, na tyle potężny, iż nie byłaby w stanie nawet drgnąć - jednak mimo wszystko to on miał nad nią przewagę. Cholernie ogromną przewagę.
Szansa, że w gąszczu wysokich drzew, uda się pannie Nox trafić akurat na takie, by możliwie jak najszybciej, sprawnie mogła się na nie wspiąć, była doprawdy nikła. Nic dziwnego więc, że Siriusowi tak zręcznie udało się ją dopaść. To był moment. Ułamki sekundy, które mogły zaważyć o wszystkim. Kilka niewielkich odepchnięć łapami i znalazł się tuż za nią, powalając na ziemię niczym szmacianą kukiełkę. Nie zważając na konsekwencje, których w tamtym momencie najnormalniej w świecie nie był w stanie przewidzieć, oszołomiony narastającym pragnieniem, z całej siły zamachnął się na leżącą w śniegu sylwetkę, ostrymi pazurami natrafiając na jej prawe udo - na tyle mocno, iż został po nich widoczny, krwawy ślad, a sama Lilith była w stanie przetoczyć się nieco dalej. Ujadając przy tym niemiłosiernie i rozpryskując wkoło kapiącą z pyska śliną, szykował się do kolejnego skoku. Nie znał litości. Ostatecznie był przecież jedynie potworem. Głodnym, żeby tego było mało.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : V
Wiek : 17
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 229
  Liczba postów : 1077
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12138-lilith-nox
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12140-lilith-nox
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12139-lilith-i-jej-bianeczka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12141-lilith-nox




Gracz






PisanieTemat: Re: Skraj lasu   Sro Lut 03 2016, 11:05

Dziewczynie udało się jedynie złapać gałąź, nie sądziła, że ma jakiekolwiek szanse w tej walce, ale nadal walczyła, zawzięcie. Kiedy wydawało jej się, że była w stanie uciec, coś przygniotło ją do ziemi z taką siłą, że gałąź, którą chwyciła z taką nadzieją, zerwała się wraz z nią i uderzyła na ziemie. Oszołomiona Gryffonka nie wiedziała przez kilka chwil co się wokół niej dzieje. Świat zawirował, a ona czuła, jak robi się jej niedobrze. Kaszlnęła krztusząc się własną śliną. To uderzenie było silne, nie była przez chwilę wziąć oddechu. Właśnie to oszołomienie sprawiło, że nawet nie zauważyła w jakiej sytuacji się znalazła. Wszystko trwało ułamki sekundy, nawet jeżeli jej wydawało się, że mijały minuty, po tym jak uderzyła w ziemię i próbowała dojść do siebie… szybciej pomógł jej w tym niesamowity ból na udzie. Pierwszy raz udało jej się wyrzucić z siebie jakiś dźwięk. A był to przeraźliwy krzyk… można powiedzieć mrożący krew w żyłach. Krzyczała ta mocno, ile sił w płucach, po jej policzkach spłynęły łzy, a całe ciało trzęsło się z bólu… nie czuła już zimna.
Po jej udzie spływała bardzo szybko krew, a głowa jej pulsowała. Dopiero w tym momencie puściła gałąź, której tak uparcie się uczepiła. Jej dłoń… również była zakrwawiona… trzymała ją tak mocno, że zdarła na niej całą skórę… jednak teraz nie czuła bólu. Złapała się za ranę z rozpaczą spoglądając na wilkołaka. Czuła jak oprócz promieniującego na całą nogę bólu… budzi się w  niej nieopisana wściekłość. Nie mogła uciec, nie mogła walczyć… było już po niej… ta bezsilność i beznadziejność sytuacji w jakiej się znalazła, była dla niej mordercza. Złapała gałąź i w pośpiechu opierając się o niej wstała. Jej lewa noga nie była do użytku… Dlatego opierała się o tej kij cała zapłakana. Nie da rady teraz uciec za szybko, zresztą nawet jakby biegła z całych sił to i tak by ją dopadł.
Lilith zaśmiała się pod nosem… po jej udzie spływała krew, tak ciepła, a ona z sekundy na sekundę czuła się coraz słabsza, wirowało jej w głowie… Gdyby miała chwilę czasu…
Przez chwilę miała ochotę się poddać... do momentu, kiedy w jej umyśle pojawiła się twarz, a ona otworzyła oczy szeroko wpatrując się w potwora...
Ivo...
Przegryzła wargę widocznie bardziej zdeterminowana. Chciała odwrócić się, kiedy nagle poczuła ciężar w kurtce... nie, żeby go wcześniej nie czuła, ale... dopiero teraz jej się przypomniało o jego istnieniu. Opadła na ziemię, puszczając gałąź i bez zastanowienia wyciągając z kieszeni zestaw kieszonkowych fajerwerków Weasleyów. Wpatrywała się w nie z nieopisaną nadzieją. W tym momencie przywołała we wspomnieniach jak przed wyjazdem na ferie, dostała list z paczuszką od rodziców, w którym widniała treść: "Wiem jak bardzo uwielbiasz oglądać niebo nocą, może urozmaicisz sobie ten występ fajerwerkami, na feriach? Wszystkiego najlepszego!"
Cała ta sytuacja, to rozmyślanie, które dla gryffonki trwało wieczność, to były ułamki sekundy. Dziewczyna bez wahania otworzyła pudełko i wystrzeliła w powietrze cały zestaw. Może hałas go trochę przepłoszy? Może ucieknie i zostawi ją w spokoju. W głowie jej się kręciło, a oddech był nie równomierny... tak to się ma skończyć? Gdy śnieg zabarwi się na czerwień… Kapturek miał więcej szczęścia…


Ostatnio zmieniony przez Lilith Nox dnia Wto Mar 22 2016, 12:21, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 28692
  Liczba postów : 33243
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Skraj lasu   Sro Lut 03 2016, 11:56

Kostki dla Lilith na rzucenie fajerwerkami:
1, 2, 3, 4 - udaje jej się bardzo ładnie rzucić fajerwerkami (+1 możliwy rzut dla ekipy ratunkowej)
5, 6 - niestety, w obecnej sytuacji nie udaje ci się dobrze zasygnalizować swojego położenia, to będzie, cud jeśli ktoś Cię zauważy

Kostki dla ekipy ratunkowej:
Każdy z was rzuca po jednej kości
1 - udaje wam się dostrzec fajerwerki na niebie
2-5 - niestety, nic nie widzicie, nic nie słyszycie
6 - coś tam usłyszeliście, ale nie wiecie gdzie zacząć poszukiwania

Lilith może napisać krótki post o rzucaniu fajerwerkami, potem pisze ekipa ratunkowa.
Od tej pory gracie zgodnie ze wskazówkami MG, który będzie mógł zamieniać kolejność waszego pisania i ingerować w grę w dowolnym jej momencie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : V
Wiek : 17
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 229
  Liczba postów : 1077
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12138-lilith-nox
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12140-lilith-nox
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12139-lilith-i-jej-bianeczka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12141-lilith-nox




Gracz






PisanieTemat: Re: Skraj lasu   Sro Lut 03 2016, 12:22

Piękna 4

Dziewczyna wyciągnęła nerwowo z kurtki pudełko z fajerwerkami. Za wszelką cenę starała się go nie opuścić. Spoglądała nerwowo to na nogę, to na wilkołaka. Była gotowa w każdej chwili się uchylić, bądź przeturlać uciekając przed nim… chociaż to wątpliwe, że miałaby możliwość zdążyć. Wzięła głęboki oddech i drżącymi rękami otworzyła pudełko. To był cud, że bestia jeszcze nie rzuciła się na nią z pazurami. Wyciągnęła pierwsze, co jej wpadło w ręce i odpaliła zamykając oczy.
Błagam zadziałaj! – krzyknęła w myślach i po chwili na niebie rozbłysły piękne fajerwerki… szkoda, że nie miała ochoty tego podziwiać… spojrzała w pudełko, które już się na nic jej nie przyda… no chyba, że rzuci nim w wilkołaka… ale wolałaby zostawić resztę fajerwerk na później…  Dziewczyna wlepiła teraz swój wzrok w bestię w oczekiwaniu na to, co może teraz nadejść. Lewą ręką zacisnęła ranę na udzie, chcąc choć trochę zneutralizować krwawienie… Na Merlina… bolało jakby trzy diabły zasiedliły się w jej nodze i zrobiły sobie krwawą imprezę…
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 37
Skąd : Eastleigh / Hereford / Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 5566
Dodatkowo : zaklęcia bezróżdżkowe, opiekun Gryffindoru
  Liczba postów : 1475
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5994-archibald-jeremiah-blythe
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5997-archowe
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5998-archibaldowa-poczta#170933
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7372-archibald-blythe#207289




Gracz






PisanieTemat: Re: Skraj lasu   Sro Lut 03 2016, 13:22

Patronus sprawnie, dosyć szybko jak na meduzę, zaalarmował trójkę innych opiekunów, których Archibald wybrał częściowo świadomie, a częściowo na ślepo, wiedząc, że mają akurat nocne dyżury i są gotowi wyruszyć od razu. Poprosił ich, aby obudzili kogoś na swoje zastępstwa, po czym przystanął pod motelem, czekając na wszystkich. Na szczęście pojawili się dosyć szybko. Jeszcze nie zaczął nic mówić, kiedy ruszył, zamierzając streścić im wszystko po drodze - wiele tego nie było, sam wiedział niewiele.
- Lilith Nox wybrnęła w niebyt, nikt nie widział jej od kilku godzin, w motelu raczej jej nie ma, a jeśli jakimś cudem jest, nie sądzę, żeby coś jej w tym miejscu groziło. Poprosiłem kilka osób, aby jej szukali, zaalarmowałem dyrektora i pielęgniarkę, na wszelki wypadek powinna być w gotowości. Lilith est niepełnoletnia i nie mam zielonego pojęcia, czy wyszła z kimś, czy ktoś ją porwał, czy może wyobraźnia nie wyrosła jej na tyle, żeby przewidzieć jakiekolwiek zagrożenia - zakończył. - Zdaję się na Homenum Revelio - przyznał. - Jeśli jesteście w stanie go używać, możemy wzmocnić efekt, przeszukamy większy obszar szybciej. Nie ma pewności, że trafimy na nią, ale lepiej szukać tak, niż kompletnie na ślepo - powiedział. Mieli bardzo dużo do przeszukania, ale od czegoś trzeba było zacząć.
Póki co, świat nie dawał żadnych znaków jej obecności. Patronusa utrzymywał uparcie (pozdrawiamy Irę i jej ciepłe wspomnienia), wiedząc, że może się przydać, choć dyrektor zapewne już budził resztę kadry i mobilizował ich do działania.

5 :<
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 34
Skąd : Praha.
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1352
  Liczba postów : 123
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12103-ivos-rozmital#325201
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12118-ivos-rozmital?nid=2#325248
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12119-franciszek#325249
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12120-ivos-rozmital#325251




Gracz






PisanieTemat: Re: Skraj lasu   Sro Lut 03 2016, 13:55

Miał akurat nocy dyżur, tak wynikało z grafiku, jaki został mu przedstawiony. Co jakiś czas sprawdzał, czy przypadkiem nie za głośno "Wesoła Ferajna" się bawi. Doskonale wiedział, że nawet po ciszy nocnej, nie pójdą grzecznie spać. Niestety, pamiętał swoje młodzieńcze lata i dobrze wiedział, że dopiero wtedy zaczyna się zabawa, jak się ucieknie przed opiekunem, lub przeszmugluje nielegalnie jakieś używki, bądź alkohole. Taaak, wiedział, że zapowiadać się będzie niezwykle 'interesujący' wieczór, ale nie spodziewał się, że aż tak bardzo.
W pewnym momencie pojawił się przed nim patronus w postaci meduzy. Było to zaklęcie Archibalda. Kazał się mu stawić przed motelem jak najszybciej, bez zbędnych pytań.
Nie czekając dłużej, Ivoš obudził innego opiekuna, by zajął jego miejsce, nie wyjaśniając przyczyn i jak najszybciej zbiegł na dół, by stawić się w umówionym miejscu.
To co Ivoš usłyszał, zmroziło mu krew w żyłach. - Lilith... Nox? - głos mu uwiązł w gardle. W tej chwili właśnie pojawiły mu się miliony najgorszych wizji, jakie mogły się w takiej sytuacji objawić. Potem przeklął siarczyście, nie zważając na to, że jest w towarzystwie kolegów po fachu. - Wiadomo dlaczego wyszła? Jakim cudem się wywinęła z motelu o tej porze?! - zacisnął mocno pięści. Czuł się winny, przecież właśnie to on był jednym z nocnych opiekunów. - Co robimy? Jak się rozdzielamy?!


2...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Kanada
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 4572
  Liczba postów : 968
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5587-percival-magnus-follett
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5588-relacje-percivala#161773
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5589-plomykowka-percivala#161774
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7256-percival-m-follett#205227




Moderator






PisanieTemat: Re: Skraj lasu   Sro Lut 03 2016, 17:13

Percival przechadzał się po korytarzu, nie myśląc o niczym konkretnym. Właściwie nie miał nic przeciwko temu nocnemu dyżurowi - i tak nie mógłby zasnąć, podekscytowany wyjazdem i zmianą otoczenia. Czuł się dziwnie swojsko i gdyby nie fakt, że wziął na siebie rolę opiekuna, zapewne wyruszyłby na samotną wyprawę, nie przejmując się śniegiem i mrozem. Zawsze chciał zwiedzić Yellowstone ze wszystkimi jego cudami, dlatego miał nadzieję, że będzie miał okazję trochę połazić. Może nawet zabierze ze sobą Bell? Wydawała się naprawdę sympatyczna i, dzięki Merlinowi, nie brakowało im tematów do rozmów, co było cenne.
Zajrzał do kilku pokojów, uśmiechając się konfidencjonalnie i mówiąc, że nic nie widział, nic nie słyszał, ale że powinni zachowywać się nieco ciszej, jeśli nie chcą ściągnąć sobie na głowę mniej wyrozumiałych opiekunów. Chyba nawet wzięli to sobie do serca.
Nagle dostrzegł jasną smugę błękitnego światła, do złudzenia przypominającą zaklęcie patronusa. Zmarszczył brwi, czując ukłucie niepokoju i wyciągając własną różdżkę. Meduza okazała się być patronusem Archibalda i zarazem posłańcem - Percy miał się jak najszybciej zjawić przed motelem, a wcześniej obudzić innego opiekuna, który mógłby go zastąpić. Follett zaklął pod nosem, czując, że coś się święci i zamiast wracać do własnego pokoju i budzić Bell (wiedział, że Haydn również miał tej nocy dyżur, tyle że w innej części motelu), wyczarował własnego patronusa, pumę, która miękkimi susami pognała w kierunku właściwej sypialni, niosąc wiadomość dla dziewczyny.
Archibald nie tracił czasu, a Percival poczuł nieprzyjemny dreszcz na myśl o wszystkich zagrożeniach, jakie mogły czyhać po zmroku na tę pozbawioną wyobraźni smarkulę. Zakładając, że sama była sobie winna. To była kompletna dzicz i nawet on nie czułby się zbyt pewnie, krążąc po nieznanym sobie terenie, w środku nocy i na własną rękę. Widząc, że jego były opiekun domu utrzymuje wciąż patronusa, Follett postanowił zrobić to samo - po pierwsze, by odpędzić potencjalne zagrożenie, czające się w ciemności (Merlinie, przecież w tym miejscu roiło się od niespokojnych dusz, które wcale nie miały dobrych zamiarów, a kto wie, co jeszcze mogło się na nich zasadzić), a po drugie... cóż, po prostu dwa patronusy rozpraszały mrok na tyle, by ich mała grupa ratunkowa w ogóle widziała, dokąd idzie. Percival nigdy nie był tchórzem, o przetrwaniu w głuszy wiedział więcej niż większość czarodziei... i chyba właśnie dlatego tak bardzo się tym wszystkim denerwował. Zdawał sobie sprawę, że dziewczyna ma naprawdę nikłe szanse, by wyjść z tego bez szwanku.
Spojrzał kątem oka na nieznajomego, który wiadomością o zniknięciu Lilith przejął się bardziej emocjonalnie niż inni. Musiał ją znać, bo jego zachowanie wskazywało na coś więcej niż zwykłe zdenerwowanie na wieść o zaginięciu obcej dziewczyny w środku nocy w cholernie dzikich górach. Zgodnie z sugestią Archibalda, rzucił również Homenum Revelio, mając nikłą nadzieję, że coś to da.
- Gryfonka? Tylko gryfoni mogą być tak głupi i odważni, żeby nocą wychylić nos za próg w takiej cholernej głuszy. Mówię to jako były gryfon - dodał ponuro, tytułem wyjaśnienia, by pozostali członkowie wyprawy nie uznali go za uprzedzonego do Gryffindoru. No cóż, Archibald na pewno tego nie zrobi. - Boję się, że jest nas za mało, żeby się rozdzielać. Chyba że parami, ale to też nie jest dobry pomysł. W tej okolicy można natknąć się na reemy, trolle i nie wiadomo, co jeszcze... - powiedział poważnie, marszcząc brwi i starając się skupić na swoich dobrych wspomnieniach, bo puma nagle zamigotała, najwyraźniej przytłoczona jego niepokojem i złymi przeczuciami.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 37
Skąd : Wrington, Somerset
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 1098
  Liczba postów : 218
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12102-haydn-thomas-locke
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12106-haydn-thomas-locke#325226
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12105-jolly-roger#325221
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12104-haydn-thomas-locke




Gracz






PisanieTemat: Re: Skraj lasu   Sro Lut 03 2016, 21:56

Rožmitál świetnie to wszystko wymyślił. Nie dość, że wyciągnął Haydna na wycieczkę w to piękne miejsce, to dodatkowo ustawił im razem nocne dyżury, by jeden drugiego nie musiał zostawiać z nieznajomymi jeszcze osobami. Mężczyzna jako swój cel obrał bibliotekę. Ustronne miejsce, wiele ciasno ustawionych regałów. Oczywiście intrygowała go zawartość półek, ale przede wszystkim takie miejsce byłoby wręcz idealne na nocną schadzkę, czemu opiekunowie mieli zapobiegać. Uzbroił się w półlitrowy kubek pełen herbaty, zapalił kilka świec i wertował strony interesujących go pozycji. Och, wiele nocy spędzi w tej części motelu.
Czytał właśnie zbiór esejów sławnego historyka sprzed co najmniej wieku, kiedy między świecznikami przemknęła srebrzystoperłowa łuna. To jakiś żart czy już pierwszej nocy wydarzyło się coś niedobrego? Patronusów się nie ignoruje. Łyk herbaty, koc w kostkę i poszedł za sygnałem. Och, wychodzimy na zewnątrz. Haydn przywołał zaklęciem swój płaszcz i zbiegł ze schodów. Przed motel dotarł jako ostatni z, jak się okazało, ekipy ratowniczej. Mniej lub bardziej, ale znał ich wszystkich trzech. Po krótce opisano mu nieciekawą sytuację.
– No fakt, nie było jej na kolacji – pokręcił z niezadowoleniem głową i wzmocnił zaklęcie towarzyszy – Ale wiele miejsc było pustych, także to nie był powód do niepokoju. Co ona znowu wymyśliła?
Mroźny wiatr muskał ich policzki. Jedynym źródłem światła był motel,  ale zaledwie kilkanaście stóp dalej było już okropnie ciemno. A las… las żył, szeptał, zapraszał w głąb, być może już na zawsze.



5
dorzucona kostka: 4
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 28692
  Liczba postów : 33243
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Skraj lasu   Czw Lut 04 2016, 14:21

Kostki dla Siriusa:
Tak, żeby nie zabić Lilith szybciej niż to potrzebne. Niestety, obrót spraw nie działa na Twoją korzyść, wcześniej rzucony fajerwerek (ten jeszcze z przed polecenia Mistrza Gry), wystrzelił w Twoim kierunku. Masz szansę na reakcję.

    1 - wypędził w Twoją stronę z takim tempem, ze ty, w szalonym szale wilkołaka, zauważyłeś go dopiero kiedy roztrzaskał Ci się na nosie. A że nos to Twój słaby punkt, padasz na ziemię nieco otumaniony, aż do przybycia ekipy ratunkowej.

    2-5 - oberwałeś fajerwerkiem, ale nie w żaden dotkliwy sposób - rzuć kostką jeszcze raz i dowiedz się gdzie oberwałeś: 1, 2 -  ramię, 3, 4 - w nogę, 5, 6 - w tors. Fajerwerk spowalnia Twoje ruchy, ale Cię nie powala.

    6 - udaje Ci się wykonać unik przed fajerwerkiem, biedna Lilith może czuć się dalej zagrożona. Oboje rzucacie po jednej kości. Jeśli Ty wylosujesz 6, a ona 1 - zostaje ugryziona, nie wiadomo jeszcze tylko, czy na tyle głęboko, żeby jad wilkołaka rozszedł się po jej krwiobiegu.



Kostki da ekipy ratowniczej:
Na skuteczność działania Homenum Revelio. Każdy z was rzuca po jednej kości, sumujecie wszystkie oczka, +1 oczko za każde 10pkt z Zakleć z waszego kuferka.

    Suma większa bądź równa 14 – udaje wam się wykryć obecność dwóch osób, możecie od razu się tam przetransportować.

    Suma mniejsza niż 14 – niestety, zaklęcie nie wyłapało nikogo na tym terenie, po którym się poruszacie.

Kod:
<zg>Oczka:</zg> kostka + dodatkowe oczka za punkty
<zg>Zaklęcia i Uroki</zg>: wpisz ilość punktów z kuferka*

*liczą się punkty z kuferka, jakie posiadasz na dzień 02/04/16, godz. !4:00 | link
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 43
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 180
Dodatkowo : Wilkołak
  Liczba postów : 42
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11154-sirius-gordon
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11155-gordonowe-znajomosci
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11158-vesper#300798
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11166-sirius-gordon#300901




Gracz






PisanieTemat: Re: Skraj lasu   Czw Lut 04 2016, 17:47

Kostki: 1

Jego zmysły szalały - na tyle szybko, że całkowicie skupił swoją uwagę na leżącej dziewczynie. Wydając z siebie kolejny, mrożący krew w żyłach ryk, nie od razu zdecydował się przystąpić do ataku. O ile w przypadku bestii, która nie zachowywała w tamtym momencie jakiejkolwiek, ludzkiej świadomości, można było mówić o decydowaniu. Bo to nie Sirius decydował o tym, jaki ruch wówczas uczyni - zawsze, gdy świadomie odstawiał eliksir, jednocześnie następnego dnia po pełni, próbując przypomnieć sobie choć trochę z tego, co właściwie się z nim działo - rzadko kiedy cokolwiek pamiętał. Nie był sobą, a tym bardziej niczego nie planował. Żyjący w nim potwór ostatecznie przejął nad nim kontrolę.
W momencie, w którym wilkołak wreszcie, po raz drugi, zamachnął się na trzęsącą się z przerażenia uczennicę, w jego nos z impetem uderzyła fajerwerka. Rozwścieczony do granic możliwości, raz jeszcze zaryczał, tym razem stając na dwóch tylnych łapach, jak gdyby przymierzając się do skoku. Nie był jednak w stanie wykonać żadnego sensownego ruchu, bowiem jak się okazało, wystrzelona w jego stronę iskra, zdołała go otumanić. Otumaniła go do takiego stopnia, że wciąż stojąc na silniejszych odnóżach, przez chwilę balansował w śniegu, starając się utrzymać równowagę - na próżno. Warcząc jeszcze wścieklej, niżeli dotychczas, ujadał pyskiem na obie strony, jak gdyby w szale chcąc przeciąć kłami powietrze, a następnie z potężnym hukiem, które w chwili uderzenia o ziemię, wydało sporych rozmiarów cielsko, runął w niewielkich rozmiarów, śnieżną zaspę. Żadne próby podniesienia się do pozycji stojącej, nie przynosiły efektów - niemiłosiernie miotając wszystkimi kończynami na każdą ze stron, wpadł w furię.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : V
Wiek : 17
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 229
  Liczba postów : 1077
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12138-lilith-nox
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12140-lilith-nox
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12139-lilith-i-jej-bianeczka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12141-lilith-nox




Gracz






PisanieTemat: Re: Skraj lasu   Czw Lut 04 2016, 17:58

Trafiła… trafiła prosto w nos bestii… Kiedy się nad nią pojawił miała ochotę po prostu zniknąć, albo się wyłączyć, żeby nie czuć tego wielkiego strachu. A teraz bestia zaczęła wić się z bólu nie mogąc nic zrobić. Nie zastanawiała się nawet, po prostu wstała i zaczęła uciekać… Jej ciało całe płonęło, a instynkty szalały sterując jej ciałem. Myślenie się teraz na nic nie zda, tylko opóźni wszystkie reakcje. Może dlatego całkowicie wyłączyła umysł stawiając całą swoją nadzieję na zwierzęcą naturę człowieka.
Czuła ogromny ból, każdy krok sprawiał, że chciało jej się krzyczeć, jednak powstrzymywała się, skupiała się na kroku. Obejrzała się za siebie i dostrzegając, jak bestia runęła swym wielkim cielskiem do zaspy. To była jej szansa. Zmuszając swoje ciało do posłuszeństwa spróbowała pobiec… och jak tego pożałowała. W momencie, w którym oparła cały ciężar na rannej nodze z jej krtani wydobył się krzyk… pierwszy raz w życiu krzyknęła tak głośno. Jej zrozpaczony, pełny bólu głos, przeciął ciszę lasu. Upadła na  kolana. Jednak długo nie trwała w tej pozycji. Przegryzła wargę tak mocno jak tylko mogła, by tylko zapomnieć o bólu z nogi. Podniosła się ponownie przyspieszając kroku. Pozostawiała po sobie krwawą ścieżkę… tak na pewno się nie ukryje… ale teraz nawet nie myślała o tym… chciała uciec, uciec stąd jak najdalej i jak najszybciej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 37
Skąd : Eastleigh / Hereford / Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 5566
Dodatkowo : zaklęcia bezróżdżkowe, opiekun Gryffindoru
  Liczba postów : 1475
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5994-archibald-jeremiah-blythe
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5997-archowe
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5998-archibaldowa-poczta#170933
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7372-archibald-blythe#207289




Gracz






PisanieTemat: Re: Skraj lasu   Sob Lut 06 2016, 15:03

Spojrzał na Rozmitola cierpliwie, kręcąc przecząco głową. Jego reakcja nieco zadziwiła Archibalda, ale nie wnikał, uznawszy, że to po prostu przejęcie. Wszyscy byli odpowiedzialni za uczniów, a największa odpowiedzialność spadała na osoby pełniące dyżur.
- Wyszła wcześniej, nie wiadomo absolutnie nic poza tym, że zniknęła i nie przyszła na umówione spotkanie z Azalią Aristow - przekazał z typowym dla siebie spokojem, choć sytuacja, cóż, na spokój nie wskazywała. Blythe wolał być ostrożny w ocenie, dlatego ani nie popadał w panikę, że Lilith już leży martwa, ani nie wykluczał tego, że to jakiś dziecinny wybryk i chęć zwrócenia na siebie uwagi. Czasem miał wrażenie, że jest już zbyt stary, aby zrozumieć te dziwne zachowania, które w jego przypadku nigdy nie miały miejsca.
- Zdziwiłbyś się, Follett - dodał ironicznie, z doświadczenia wiedząc, że przedstawiciele każdego domu wykazywali się ponadprzeciętnym zidioceniem i niezdolnością do oceny zagrożenia, czy konsekwencji. Z tą różnicą, że jedni chodzili do lasu, a inni na inne wycieczki. Nie mniej lekkomyślne.
Pokręcił zrezygnowany głową, ponawiając zaklęcie i brnąc dalej. Starał się nakierowywać je na różne strony, ale nie było to możliwe w takim stopniu, w jakim by tego chciał. Skupili się więc na lesie. Był wyczulony i wprawiony, dlatego lekkie drżenie, prawie niezauważalne, różdżki, zaalarmowało go.
- Coś się dzieje - rzucił spokojnie, nie zatrzymując się.

wyrzucone 1, z kuferka 6, razem 7, ale podpatrzyłam resztę kostek i widzę, że dajemy radę, więc pozwoliłam sobie wprowadzić minimalny postęp już w swoim poście, skoro inicjuję zaklęcie!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 37
Skąd : Wrington, Somerset
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 1098
  Liczba postów : 218
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12102-haydn-thomas-locke
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12106-haydn-thomas-locke#325226
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12105-jolly-roger#325221
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12104-haydn-thomas-locke




Gracz






PisanieTemat: Re: Skraj lasu   Nie Lut 07 2016, 14:22

Zbystrzał, kiedy usłyszał nazwisko Azalii. Gdyby nie ona, być może o zniknięciu Lilith dowiedzieliby się dopiero rano, a wtedy mogłoby być za późno. Oby tylko teraz przybyli w porę, zanim stanie się jej coś złego czy wpadnie na jeszcze głupszy pomysł. A wydawało mu się, że Lilith jest odpowiedzialną młodą damą. Jeśli już pierwszego wieczora dojdzie do wpadki, być może ten wyjazd długo nie potrwa.
Ruszyli w kierunku wskazanym przez Azalię, w stronę miejsca, w którym dziewczęta były umówione. Padający śnieg zatarł wszelkie ślady, także tradycyjne podchody w ogóle nie wchodziły w grę. Na szczęście zaklęcie zadziałało. Co prawda na początku efekt był słaby, ale z każdą chwilą działanie się wzmagało. Szli zatem w dobrą stronę, choć wciąż nie słyszeli nic poza skrzypieniem śniegu pod podeszwami butów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Kanada
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 4572
  Liczba postów : 968
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5587-percival-magnus-follett
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5588-relacje-percivala#161773
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5589-plomykowka-percivala#161774
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7256-percival-m-follett#205227




Moderator






PisanieTemat: Re: Skraj lasu   Nie Lut 07 2016, 19:28

Percy skwitował uwagę Blythe'a krzywym uśmiechem, po czym skoncentrował się przede wszystkim na utrzymaniu patronusa. Jeśli chodzi o kontrolowaniu zaklęcia Homenum Revelio, zdał się całkowicie na Archibalda, nie łudząc się, że może przyczynić się do niego w jakikolwiek inny sposób niż dorzucając do puli moc własnego uroku. Nie miał ochoty na dłuższą wymianę zdań, zwłaszcza że nikt więcej nie sugerował jakichś nierozsądnych rozwiązań w rodzaju rozdzielenia się. Percival nie był tchórzem, czasem za bardzo ryzykował, ale żył w środku puszczy na tyle długo, by wiedzieć, że igranie z ludźmi jest znacznie bezpieczniejsze niż z dzikimi stworzeniami. Przypominało mu o tym kilka niewielkich blizn, które mogłyby być znacznie większe, gdyby nie szybka interwencja rodziców.
Szedł w milczeniu, patrząc na swojego patronusa, który biegł kawałek przed nimi, rozpraszając mrok. Nasłuchiwał, choć zdawał sobie sprawę, że jeśli znajdą się w pobliżu dziewczyny, Archibald będzie o tym wiedział pierwszy.
Tak też się stało. Percival nie skomentował w żaden sposób słów nauczyciela, tylko skinął sam do siebie głową i spiął się mimowolnie, starając się przygotować na to, co mogą napotkać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 34
Skąd : Praha.
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1352
  Liczba postów : 123
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12103-ivos-rozmital#325201
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12118-ivos-rozmital?nid=2#325248
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12119-franciszek#325249
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12120-ivos-rozmital#325251




Gracz






PisanieTemat: Re: Skraj lasu   Nie Lut 14 2016, 13:56

Archibald: 6 z kuferka + 1 kostka; Haydn: 1 z kuferka + 3 kostka; Percival: 4 kostka; Ja: 2 kostka; Suma = 17

Zmrużył oczy i pokiwał powoli głową, słysząc odpowiedź Archibalda. - Rozumiem. Wybacz, po prostu nie spodziewałem się, że już pierwszego dnia, do tego na moim dyżurze akurat zachce jej się ...znikać. - mruknął, zaznaczając ostatnie słowo z nutą gorzkiej ironii.
Czas się dłużył niemiłosiernie, a serce mężczyzny biło coraz mocniej i szybciej. "Gdzieś ty się podziała, gdzie jesteś, do cholery Lilith!". Na szczęście, zaklęcie zadziałało. Miał nadzieję, że ten koszmarny wieczór szybko się skończy.
Podszedł w stronę Haydna, wiedząc, że w razie czego najlepiej się zgrają z atakiem na zagrożenie.
Różdżkę trzymał w pogotowiu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 28692
  Liczba postów : 33243
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Skraj lasu   Pią Lut 19 2016, 14:23

Kolejność pisania: ekipa ratunkowa (dowolnie) > Lilith > Wilkołak
WSZYSCY mają czas na swoje posty do poniedziałku, do godziny 12, inaczej odpadają z rozgrywki, dlatego wszyscy powinni mieć na względzie to, że jeśli pominą posta, mogą blokować innych.

Kostki dla Ivosia:
Ivos wlekl sie koszmarnie z tylu, dlatego w momencie, w ktorym zaszelescilo cos z pobliskiego lasu, z którego wyskoczyło spanikowane zwierze, to zwierze skierowalo sie w jego strone. Przestraszony blizej niezidentyfikowany cien przeslizgnal sie miedzy nogami mezczyzny.
Rzut jedna kostka.
parzysta - ugryzlo Cie cos bardzo paskidnego, mozesz isc dalej ryzykując zagrożeniem zakażenia czy rozejscia sie jadu po ciele - kto tam wie, jak to jest z tymi magicznymi zwierzakami
nieparzysta - przestraszone stworzenie jedynie nabawilo cie stracha, ale pobieglo dalej w mrok

Kostki ekipy ratowniczej:
Rzucacie kazdy po jednej kosci. Dodajecie sobie 1 oczko za kazde 10pkt w kuferku z zaklec. Musicie trafic wilkolaka 5 zakleciami, zeby go obezwladnic. Wilkolak może sie bronic.
1, 2 - zaklecie chybiło
3, 4 - zaklecie trafilo, ale zostaje obronione przez wilkolaka
5 - trafienie, ale +1 oczko do obrony dla wilkolaka
6 i wiecej - zaklecie sie udaje

Kostki dla wilkolaka na obrone:
Rzuca 3 kostkami (1 przeciwko kazdemu 1 atakujacemu, procz Archa, od niego i tak obrywa zakleciem)
Jesli liczba oczek rowna badz wieksza od oczek atakujacego, udaje Ci sie obronic
Jesli liczba oczek mniejsza, nie udaje Ci sie obronic

Kostki dla Lilith:
Jesli jakies zaklecie chybi, moze trafić w Ciebie.
Parzyste - nie trafia
Nieparzyste - niestety trafilo
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 37
Skąd : Eastleigh / Hereford / Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 5566
Dodatkowo : zaklęcia bezróżdżkowe, opiekun Gryffindoru
  Liczba postów : 1475
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5994-archibald-jeremiah-blythe
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5997-archowe
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5998-archibaldowa-poczta#170933
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7372-archibald-blythe#207289




Gracz






PisanieTemat: Re: Skraj lasu   Sob Lut 20 2016, 11:55

Właściwie to od pewnego czasu nie potrzebował już ostrzeżenia od swojej różdżki. Zdążył zauważyć, że idą w dobrym kierunku, a kiedy usłyszeli niepokojące dźwięki, przyspieszyli. A przynajmniej przyspieszyli ci, co byli w stanie przyspieszyć, ale Archibald bez zbędnych ostrzeżeń, spodziewając się, że reszta także załapała, co należy zrobić, puścił się biegiem. Jeszcze zanim ich oczom ukazał się wilkołak, domyślił się źródła ryków i warknięć. Swego czasu w Hogwarcie mieli spory problem z organizacją Lunarnych. Pamiętał te dźwięki aż nazbyt dobrze. W zasadzie gdyby nie fakt, że wysłali go z Minsterstwa do śledzenia tamtej sytuacji, nie byłoby go w zamku. Teraz jednak nie myślał o Lunarnych, bo nie było na to czasu. Lilith się znalazła.
- Ja pierdolę - burknął pod nosem, łapiąc powietrze po swoim szalonym biegu, który wbrew pozorom taki krótki nie był, bo zaczął się, gdy tylko nabrał pewności, że idą w dobrym kierunku. Uniósł różdżkę i wycelował w Siriusa (dobrze byłoby wiedzieć, że to on) - Fraxus Ignis - warknął cicho pod nosem, wykonując sprawny gest różdżką. Pierwszym zaklęciem, które przyszło mu do głowy, było dokładnie to, które ćwiczył z Avalon. Ogniste przedłużenie różdżki oddzieliło wilkołaka od Lilith, a Blythe przesunął swój czar w stronę stwora, uderzając go, w wyniku czego odsunął się nieco i chyba nawet jego sierść zajęła się ogniem. Zbyt trudno ugasić go nie było, zwłaszcza, że śniegu mieli tu dosyć sporo, ale mimo wszystko, jak na taką losowość zaklęcia, wyszło w porządku.
- Sam go nie załatwię - zjechał jeszcze towarzyszy, czekając na jakieś ruchy z ich strony, choć już szykował się do następnego zaklęcia i obserwował bacznie wilkołaka. Na Nox tylko zerknął. Żyła, a najważniejszym było teraz rozprawienie się z przeciwnikiem. Też sobie wybrała! - Tylko nie trafcie w Nox - dodał, mimo wszystko widząc taką możliwość. Odległość między nimi się zwiększyła, ale nieuwaga wciąż mogła ich kosztować wiele.

rzuciłam sobie dla zabawy i wypadło 6, więc Arch ma 12 .-.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 34
Skąd : Praha.
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1352
  Liczba postów : 123
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12103-ivos-rozmital#325201
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12118-ivos-rozmital?nid=2#325248
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12119-franciszek#325249
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12120-ivos-rozmital#325251




Gracz






PisanieTemat: Re: Skraj lasu   Sob Lut 20 2016, 19:11

Żeby do wszystkiego co ich spotkało, co się stało, właśnie dołączyło jakieś zwierzę. Oczywiście! Poproszę na wynos z dwie porcje groźnych zwierząt, by jeszcze w momencie, kiedy Ivo chciał w końcu zrobić coś dobrego dla świata, dla młodego społeczeństwa, nie tylko zatracając się we własnym egoizmie, niech wyskoczą sobie znienacka i zaatakują go. A proszę bardzo, właśnie połowa tego zestawu go zaatakowała. Przynajmniej miał takie odczucie, bo poczuł mocne uderzenie pomiędzy stopami - zdecydowanie coś dużego, nieokreślonego przeleciało właśnie w tym miejscu. Prawie krzyknął, ale powstrzymał się w ostatniej chwili, kiedy zorientował się, że nic mu się nie stało.
Nie było czasu na takie rozważania, teraz liczył się ktoś inny, nie on. Usłyszał ryk wilkołaka. Wilkołaka? Skąd on się wziął? Czyżby...
Przeklął na głos, uświadamiając sobie konsekwencje tego jakże niesamowicie cudownego spotkania Lilith i Wilkołaka. Dobiegł do Archibalda i skinął głową szybko, rzucając zaklęcie. Rzucił okien na Lilith; miał ochotę wewnętrznie podbiec do niej i jej pomóc, ale - do Jedwabnej Rewolucji! Co by to dało?!
- Jestem Archibaldzie. - wydyszał, rzucając zaklęcie na Wilkołaka. Niestety ten w tym momencie się odsunął, a zaklęcie całkowicie mignęło mu przed karkiem...


Ostatnio zmieniony przez Ivoš Rožmitál dnia Sob Lut 20 2016, 19:47, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Skraj lasu

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

 Similar topics

-
» Skraj lasu
» Południowy skraj lasu
» Serce zakazanego lasu
» Polana w środku lasu
» Centrum Zakazanego Lasu

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
reszta świata
 :: 
Gory Skaliste
-