IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Zamarznięte drzewo

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Lima, Peru
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 3052
  Liczba postów : 1065
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10538-enzo-corrado-halvorsen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10540-klusownik-prosto-z-peru
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10539-peruwianska-sowa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10541-enzo-halvorsen




Gracz






PisanieTemat: Zamarznięte drzewo   Pią 15 Sty - 11:12


Zamarzniete drzewo

Przygniecione ciężarem mrozu, drzewo to nietypowo się wygięło, tworząc idealną kryjówkę dla spragnionych chwil samotności turystów. Osłania nie tylko przed wzrokiem innych spacerowiczów, ale również przed wiatrem, a rzucone umiejętnie zaklęcie ogrzewające, jest w stanie stworzyć z tego miejsca całkiem przytulne gniazdko.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : I
Wiek : 19
Skąd : Ottery St. Catchpole
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 6297
Dodatkowo : ścigająca, kpt
  Liczba postów : 2739
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7146-shenae-d-angelo#204090
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7147-shenae-d-angelo#204112
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7148-shenae-d-angelo#204119
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7244-shenae-d-angelo#204981




Gracz






PisanieTemat: Re: Zamarznięte drzewo   Wto 2 Lut - 17:24

Wyszła razem z Enzo z motelu, nawet nie zdążając mu odmówić. Zresztą, przecież nie miała ku temu powodów. Jakkolwiek nie była na niego przez chwilę zła, rozmowa z Riencem uświadomiła jej, że mogła się pod pewnymi względami mylić. Jakim cudem ten drań był tak kurewsko inteligentny i zawsze wiedział, co powiedzieć? Nie miała pojęcia. Nawet listownie jego urok wilowatości zdawał się działać. Jakby magiczna ręka pisała specjalnym, wilowatym atramentem i oczarowała wszystkich, żeby przyznawali mu rację.
Idąc obok niego, jedną ręką manewrowała przy swoim szaliku, próbując go z powrotem zakałapućkać wokół szyi, ale udało jej się jedynie rozczochrać i przysłonić sobie pół twarzy, więc tak to już zostawiła. Drugą dłoń dzielnie trzymała przy dłoni Halvorsena, bo ostatnio mieli jakieś ciche dni, a nie dość, że ciche to jeszcze mało ciepłe, bo chociaż wyjechali na cholerną drugą Syberię, trzymali się od siebie dalej niż na wakacjach, a tam przecież żadnemu z nich nie było potrzebne ciepło. Dlatego teraz, skoro już trzymał ją za dłoń, nie zamierzała go szybko puszczać. Właśnie to było powodem, dla którego mijając jakaś nieznośną zaspę, musiała się pogimnastykować, żeby przy okazji nie rozplatać ich uścisku. Gimnastykowanie to skończyło poślizgnięciem się na lodzie. Nie wiedziała kiedy wylądowała na śniegu, ciągnąc za sobą Halvorsena, ale wraz z jego ciężarem i impetem tego pociągnięcia, zjechali z górki na tyłkach w dół, aż nie uderzyli w konar jakiegoś drzewa. Nie zdążyła nawet nic powiedzieć, bo czapa śnieżna spadła jej na głowę, powodując, że zadławiła się śniegiem na ustach dokładnie w momencie, w którym otworzyła je żeby to jakoś skomentować.
Odkaszlnęła czując jak mróz wtargnął się do jej płuc. Lód jaki wciągnęła wraz z powietrzem wywołał nieprzyjemny dreszcz i dla kontrastu wrażenie jakby całe drogi oddechowe pochłonął bolesny ogień.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Lima, Peru
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 3052
  Liczba postów : 1065
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10538-enzo-corrado-halvorsen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10540-klusownik-prosto-z-peru
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10539-peruwianska-sowa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10541-enzo-halvorsen




Gracz






PisanieTemat: Re: Zamarznięte drzewo   Wto 2 Lut - 18:55

On nie miał z kim porozmawiać. Już dawno przywykł do samodzielnego rozwiązywania swoich problemów i być może dlatego tak skrzętnie unikał jakichkolwiek prób zapytania o radę Ettore. Zresztą, czy on był bardziej doświadczony od niego? Dupa z niego, a nie brat, bo przecież tego nie wiedział. Orientował się, że jest jakaś „koleżanka”, ale czy była to taka sama relacja jak ta, która łączyła jego i Shenae? Nie daj, Merlinie. Wieczne niedopowiedzenia, zranione uczucia i cholera wie co jeszcze towarzyszyły im już od tak dawna, że chyba zdążyli przywyknąć, o ile tylko da się przyzwyczaić do ciągłych przykrości i cichych dni. Krukon nie wiedział czy się da, bo jeszcze nigdy nie poczuł się dobrze po takim czymś. Żeby chociaż czuł się normalnie…
Brnął przez śnieg ostrożnie. O ile był pewien, że sam orła nie wywinie, tak nie dawał wiary w umiejętności czarnowłosej. Zresztą, łatwiej było ją trzymać i prowadzić, niż później zbierać ją ze śniegu, zwłaszcza, że sam nie wiedział czy ma na to ochotę. Nie przewidział ataku szalika oraz zaspy. Po prostu za bardzo skoncentrował się na tym, żeby trafić we właściwe miejsce i jednocześnie się nie poślizgnąć. Przeszkody na drodze po prostu wyleciały mu z głowy i to był błąd. Chwila lub więcej nieuwagi sprowadziły ich na parter. Nagle pociągnięty z bliżej nieokreślonego powodu, Enzo koncertowo wylądował na tyłku i zjechał na nim aż pod samo drzewo. Uderzyli w nie na tyle solidnie, aby przez kilka chwil nie mogli wydostać się ze śnieżnej pułapki, a przynajmniej tak było w przypadku chłopaka, którego uratowało dopiero zaklęcie rozgrzewające, jakie roztopiło śnieżną breję w bardzo nieprzyjemną wodę. Wypluł resztki białego puchu, które jakimś cudem wdarły mu się do gardła i kiedy już poklepał się po kieszeni, upewniwszy się, że nie musi czuć obezwładniającego strachu o zagubione pudełeczko, popatrzył na Shenae. Zaczarował ją, żeby nie było jej zimno, a potem powtórzył ten zabieg na sobie. Dopiero potem się rozejrzał, próbując ustalić miejsce ich pobytu.
- Trochę nas zniosło. - stwierdził, jakże odkrywczo, a potem popatrzył na dziewczynę, jakby szukał ratunku w jej orientacji w terenie. Zamiast pytania o drogę, Halvorsen po prostu chwycił ją za ramiona i bezceremonialnie objął, zagarniając ją pod drzewo, aby ukryć ich tym samym przed wzrokiem ewentualnych spacerowiczów.
- Nie wiem co sobie myślisz, ale ja już dłużej nie wytrzymam. - syknął, wtulając wciąż zimną, już „odszalikowaną” twarz w jej na wpół odsłoniętą szyję. - Chodź tutaj.
Poprosił ją, chociaż bardzo chciał rozkazać, sugerując jej wpełznięcie na jego kolana. Irracjonalna potrzeba bliskości rozgorzała w nim tak nagle, że zupełnie zapomniał, iż wcale nie chciał tego robić w tym miejscu, nawet jeżeli było zaskakująco urokliwe. Chociaż może ta potrzeba nie wzięła się aż tak znikąd. W głębi ducha wiedział, że tkwiła w nim od czasu pamiętnej kąpieli w łazience.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : I
Wiek : 19
Skąd : Ottery St. Catchpole
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 6297
Dodatkowo : ścigająca, kpt
  Liczba postów : 2739
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7146-shenae-d-angelo#204090
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7147-shenae-d-angelo#204112
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7148-shenae-d-angelo#204119
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7244-shenae-d-angelo#204981




Gracz






PisanieTemat: Re: Zamarznięte drzewo   Wto 2 Lut - 20:38

Ona co prawda nie zakopała się całkiem w śniegu, ale zimne drobinki lodu dostał się jej wszędzie. Najbardziej drażniły ją te, które rozpuszczały się na jej karku. Próbowała go zasłonić szalikiem, ale jedynie rozprószyła płatki śniegu, które znów powpadały jej za wełniany materiał. Aż syknęła, siadając na swoich nogach, zaczesując włosy jednym ruchem na plecy. Mogła chociaż wziąć jakąś czapkę. Tymczasem policzki miała zaróżowione od zimna, nos zmarznięty, ręce już teraz zdążyły jej skostnieć, a wilgotne włosy sprawiały, że dreszcze wstrząsały jej ciałem. Marudziła coś chwilę pod nosem, otrzepując się ile była w stanie z białego puchu, uśmiechając się niemrawo do Enzo, kiedy użył na niej zaklęcia ogrzewającego. Uniosła do niego spojrzenie, podnosząc dłonie do twarzy, żeby je lepiej rozgrzać, bo zaklęcia dawały tylko chwilowe, złudne wrażenie ciepła. Dmuchała cieplejszym powietrzem na dłonie tak długo, dopóki bez ostrzeżenia chłopak nie przyciągnął jej do siebie. Nagle poczuła jak ginie w lekkim pół-mroku. Całkowicie pod drzewem było trochę ciemniej. Kapa śniegu idealnie tłumiła dochodzące tu światło, mimo, ze kawałek tylko dalej było już całkowicie jasno.
Wiem, jest koszmarnie zimno. — przyznała mu rację, bo akurat tak się złożyło, że przyciągnął ją do siebie w momencie, w którym zakopali się w śniegu. To było logiczne, ze każdy chciałby się w tym momencie ogrzać. Nie oponowała. Wczołgała się na jego kolana, obejmując go za szyję i sama też Oparła podbródek na jego barku, chwilę przyzwyczajając się do jego zimnego policzka przy jej osłoniętej jeszcze przed chwilą skórze na szyi. Przez moment czuła chłód jego lica, dopiero później ciepło jego ciała, nieważne jak bardzo zmrożonego. — Ale spacer to był Twój pomysł — zauważyła, nie żeby mu chcąc coś wypominać, tylko po prostu, wolała, żeby miał pełną świadomość, że nie była temu winna. Znów by się obraził i mieliby więcej cichych dni.
Ładnie tu — mruknęła w fałdy Paskudnego Szalika, oglądając z nad jego ramienia łuk w jaki układały się gałęzie i pień, tworząc swojego rodzaju schronienie przed spojrzeniami gapiów i wiatrem. Obejmując go, jedną dłoń wplotła w zastanowieniu w jego włosy, myśląc nad tym, co jej wcześniej napisał Rience. Starała się ułożyć słowa w jakieś sensowne pytanie, ale każde dotyczące nierozwiązanej z łazienki kwestii brzmiało w jej głowie dość żałośnie:
Wiesz, że mogłabym się na tobie zawieść tylko jeśli spaliłbyś mi zdjęcie z autografem Harpii z Holyhead? — burknęła bez sensu, bo to był jedyny sposób ujęcia pewnego wyznania w jej ustach ta, aby nie ujmowało to jej dumie — Tak tylko mówię.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Lima, Peru
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 3052
  Liczba postów : 1065
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10538-enzo-corrado-halvorsen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10540-klusownik-prosto-z-peru
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10539-peruwianska-sowa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10541-enzo-halvorsen




Gracz






PisanieTemat: Re: Zamarznięte drzewo   Wto 2 Lut - 21:53

Prawie wywrócił oczyma na jej słowa, ale po pół sekundy namysłu, wewnętrznie machnął na to dłonią. Niech odczyta z jego słów co tylko zechce, tak po prawdzie było mu to nawet na rękę. Dzięki temu mógł udawać, że wcale go to nie rusza, bo i przecież za takiego chciał uchodzić. Za kogoś kogo nie wzruszają życiowe niepowodzenia i który już tak stwardniał przez swoje porażki, że teraz potrafi tylko przechodzić z nimi do porządku dziennego. Chciałby umieć tak oszukać chociażby siebie, nic już nie mówiąc o innych. Może i z pozoru mogło mu się to udawać, ale po co była ta gra? Wystarczyło chcieć do niego dotrzeć, aby zaraz przekonać się jaka była prawda i albo przejść z nią do porządku dziennego i udawać, że wszystko jest dobrze, albo raz na zawsze zerwać kontakt. Enzo rzadko chadzał na kompromisy w takich sprawach, co ściśle związane było z jego oślą upartością, a co nie powinno dziwić, na przykład, takich osób jak Shenae.
Nic nie powiedział, kiedy przypomniała mu czyj to był pomysł, bo i nie było raczej takiej potrzeby. Doskonale zdawał sobie sprawę z konsekwencji wyjścia w taki mróz na zewnątrz, nie robił tego po raz pierwszy w życiu… z tym, że chyba po raz pierwszy z osobą towarzyszącą, zwłaszcza taką, która nie potrafi utrzymać równowagi wpadając w zaspę. Mruknął tylko coś, co brzmiało jak „mhhhm”. Bardzo chciałby po prostu kiwnąć głową, ale dość niewygodnie by się to robiło w obecnej pozycji. A jeśli o niej już mowa…
Otoczył ją ramionami, przyciskając do siebie tak, jakby tak naprawdę obejmowali się po raz pierwszy w życiu. Chłonął jej ciało każdą komórką swego organizmu, nawet jeśli tak naprawdę niewiele mógł poczuć przez grube warstwy ubrań. Milczał nawet wtedy, kiedy komplementowała otoczenie, aż do chwili w której nie mógł już wytrzymać i po prostu postawił na bezczelność.
- Wiem. - stwierdził wreszcie, uśmiechając się głupkowato i nim się odsunął, pocałował ją w szyję chłodnymi wargami. Na szczęście nie uciekł daleko. Wyciął się tylko w tył, aby móc na nią popatrzeć. Jego oczy były podejrzanie smutne i stateczne, ale w jego zachowaniu też zaszła pewna zmiana. Wreszcie nie dystansował się od niej.
- Jakich znowu harpii? To już nawet harpie lepiej grają w Quidditcha ode mnie? - zapytał zdziwiony, ale mina, którą teraz prezentował wyraźnie wskazywała na to, że po prostu bardzo chce się z nią podroczyć. Beztroska, którą przez moment ukazał, zniknęła jednak jak ręką odjął, kiedy przyswoił sobie to, co chciała mu przekazać.
- A co, jeśli zawiodę samego siebie? - wypowiedział swoje obawy na głos, co było bardzo nietypowym zjawiskiem. To co stało się w łazience prefektów musiało go naprawdę porządnie gryźć, co trochę potwierdzało to, że wyglądał teraz trochę jak zagubiony psiak, szukający ścieżki, która zaprowadziłaby go do domu.
- Mimo wszystko, wiesz… - urwał, nagle znowu błądząc gdzieś spojrzeniem, tak jak to miał w zwyczaju, kiedy obawiał się reakcji na swoje słowa. -…jeśli jeszcze masz ochotę to ja… ekhm… trochę o tym czytałem i…
Wiekopomna chwila. Enzo Halvorsen właśnie się zarumienił.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : I
Wiek : 19
Skąd : Ottery St. Catchpole
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 6297
Dodatkowo : ścigająca, kpt
  Liczba postów : 2739
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7146-shenae-d-angelo#204090
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7147-shenae-d-angelo#204112
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7148-shenae-d-angelo#204119
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7244-shenae-d-angelo#204981




Gracz






PisanieTemat: Re: Zamarznięte drzewo   Sro 3 Lut - 19:04

Swoje „wiem” chłopak rzucił tak niespodziewanie, że aż drgnęła kiedy się odezwał, zdecydowanie za blisko jej ucha. Zaraz potem jednak odgarnęła włosy na plecy i wzruszyła ramionami. Jak wiedział to chyba dobrze, nie musiała mu niczego tłumaczyć. Opuściła luźno ręce, otwierając jednak oczy szeroko, kiedy wspomniał o harpiach?
— Oczywiście, że Harpie grają lepiej w Quidditcha od ciebie! Harpie grają lepiej ode mnie! — no jsne, Shenae, mówienie swojemu chłopakowi, ze w czymś jest słaby to na pewno dobry pomysł, ale… na Merlina! Tu przecież była mowa o Harpiach z Holyhead! TYCH Harpiach! No… proszę… Enzo. Naprawdę nie wiesz kim są Harpie? Wyglądało na to, ze Halvorsna w najbliższym czasie czekało wspólne oglądanie międzynarodowych meczów Quidditcha, żeby już więcej nie popełniał takich gaf. Shenae aż wmurowało. Siedziała w milczeniu, zbulwersowana tym brakiem wiedzy. Bo jak można było żartować na temat Quidditcha. Skonfundowana oparła dłonie na udach, patrząc mu po prostu w tęczówki oczu, trochę ze zbyt przerysowanym wyrzutem, bo w sumie to było nawet zabawne. Cała ta wymiana zdań. Zmieniła nastawienie, słysząc jego pytanie. Momentalnie dźwignęła się na kolana, całując go w policzek.
— Jak możesz zawieść siebie, nie zawodząc mnie? To bez sensu — rzuciła zupełnie nie wiedząc jak to rozwinąć, bo w pocieszaniu to najlepsza raczej nie była. Pocałowała go znów, tym razem bliżej ust, a potem w ich kącik i chwyciła w dłoń jego podbródek, próbując nakierować jego twarz na swoją własną.
— Nie bądź głupi. Chociaż udawaj, kiedy jeszcze jesteś krukonem — uśmiechnęła się pokrzepiająco, całując go w nos i objęła go za kark, siadając na jego kolanach wygodnie. — nie myśl o tym, po prostu zrobimy to, jak będziesz pewien, ok? I przestań czytać. Nie wyczytasz tam nic, w czym ja nie mogłabym Ci pomóc.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Lima, Peru
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 3052
  Liczba postów : 1065
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10538-enzo-corrado-halvorsen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10540-klusownik-prosto-z-peru
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10539-peruwianska-sowa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10541-enzo-halvorsen




Gracz






PisanieTemat: Re: Zamarznięte drzewo   Sro 3 Lut - 20:58

Jej oburzenie było komiczne. Może dlatego, że w pewnym momencie aż zadrżała jej dolna warga, a Enzo, w odpowiedzi na to po prostu wybuchnął śmiechem.
- Od kogo jeszcze lepiej grają harpie? - podpuścił ją jeszcze bardziej, a chociaż bardzo kusiło go pytanie „od rekinów kojotów?” to odpuścił je sobie, nie wyczuwając zupełnie granicy, w której posunąłby się za daleko. Udawanie zupełnej nieznajomości tematu jednym, a umyślne naśmiewanie się drugim. Halvorsen miał wiele wad, ale z całą pewnością nie był okrutny czy nie cieszył się ze sprawiania komukolwiek przykrości, nawet jeśli czasami mogło się tak wydawać. Niewiarygodne jak szybko zmieniła się atmosfera tego spotkania. Od rzeczy błahych, a nawet zabawnych płynnie przeszli do tego, co ostatnim razem podzieliło ich na naprawdę wiele dni. Widać było, że Enzo nie czuje się w tej sytuacji specjalnie komfortowo. To, że molestował dolną wargę mogłoby być niedopowiedzeniem, a rozbiegane spojrzenie było chyba cechą charakterystyczną tego zestresowanego Krukona. Jej reakcja trochę wybiła go z rytmu rozmyślań, ale bynajmniej nie zakłóciła całkiem ich toru. Instynktownie ciaśniej oplótł ją ramionami, czując, że nie chciałby się wydostawać z tego uścisku nawet wtedy, gdyby dopadła ich lawina.
- Wiesz, może Ty nie będziesz zawiedziona jeśli wszystko skończy się zbyt szybko czy coś… a-ale ja nie będę miał powodów do dumy. Nie tak chciałbym spędzić nasz pierwszy raz. - był zagubiony i niepewny. To był ten Enzo, który dochodził do głosu zawsze wtedy, gdy już spychało się na bok jego uszczypliwą czy wybuchową naturę. Ten wyjątkowy stan.
- Mogłem nim nie być… - westchnął, gdy całowała jego nos i uśmiechnął się nieco posępnie. - Kogo byś wtedy męczyła o dołączenie do drużyny?
Niezła próba, Halvorsen. Zmiany tematu, oczywiście. Przesunął jedną z dłoni na jej policzek, gładząc go krótkimi ruchami.
- Wyczytam tam wszystko co powinienem wiedzieć, jeśli chociaż chciałbym się zabrać do seksu. - stwierdził, krzywiąc się nieznacznie. - To nie jest tak, że przeglądałem sobie kamasutrę.
Przeczesał palcami jej włosy, kradnąc jej krótki, słodki pocałunek.
- Jestem pewien, że chce. Nie jestem pewien czy Ty chcesz, a przede wszystkim nie jestem pewien czy dam rade. - westchnął, nagle wtulając twarz w jej szyję. Najpierw ją pocałował, a potem lekko przesunął po niej zębami.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : I
Wiek : 19
Skąd : Ottery St. Catchpole
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 6297
Dodatkowo : ścigająca, kpt
  Liczba postów : 2739
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7146-shenae-d-angelo#204090
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7147-shenae-d-angelo#204112
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7148-shenae-d-angelo#204119
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7244-shenae-d-angelo#204981




Gracz






PisanieTemat: Re: Zamarznięte drzewo   Czw 4 Lut - 20:59

Patrzyła na niego, nie wiedząc czemu się śmieje, skoro przecież miała rację. Nikt nie był lepszy od harpii. Mało kto był lepszy od She. Może Julka i Rekin, ale to były wyjątki. A Harpie… harpie to był już zupełnie inny poziom. Shenae kiedyś nawet chciała należeć do harpii, póki nie okazało się, że wiązanie przyszłości z Quidditchem nie podobało się jej ojcu. Naburmuszyła się trochę i już nic nie powiedziała w tej kwestii. Przemilczała temat, nieświadomie wpuszczając ich tym samym na te poważniejsze tory. Wpatrywała się chwilę w Enzo, próbując zrozumieć jego motywacje i sposób myślenia. Nie była pewna, czy pierwszy raz dla mężczyzny to większa odpowiedzialność. Ona swojego pierwszego razu mogła się jedynie obawiać, jakoś to czy kogoś by zawiodła jej nie dotyczyło. Nieważne jak bardzo by się starała, Liama nie mogła przebić doświadczeniem, więc wyszła z założenia, że lepiej się tym nie przejmować, a po prostu czerpać z jego wiedzy. Zresztą, pomógł jej o tym zapomnieć w trakcie ich pierwszego zbliżenia. Nie wiedziała, czy coś takiego mogło zadziałać w podejściu do Enzo. Nikt Shenae nie uczył jak być delikatną i… jak być dżentelmenem, bo to nawet głupio brzmiało.
— Dlatego zrobimy to w odpowiednim miejscu, w odpowiednich okolicznościach, tak, żeby nie rozpraszało Cię nic wokół — stwierdziła z westchnieniem, patrząc na niego z tej niewielkiej odległości, siedząc mu na kolanach. Dłonie przyłożyła do jego twarzy, gładząc go trochę opuszkami palców to po kości policzkowej, to brodzie, podążając spojrzeniem za swoimi dłońmi. Zastanawiała się nad wszystkim co mówił i nie na każde jego wypowiedzi potrafiła znaleźć dobre rozwiązanie.
— Zawsze znalazłabym kogoś w zastępstwo do Quidditcha, choćbym miała go szkolić od podstaw. Ale nie wiem, skąd wytrzasnęłabym wtedy swojego chłopaka — mruknęła w zastanowieniu, niezdziwiona wcale tym co powiedziała, co faktem, że powiedziała to głośno, ale weszli teraz w taką strefę dyskomfortu, że mogła chyba otworzyć się przed Halvorsenem na równi  z nim, żeby w pewnych wyznaniach nie czuł się osamotniony. Uchyliła powieki i przeniosła wzrok na niego, po tym krótkim pocałunku jakim ją uraczył i wypowiedzi. Mimowolnie uśmiechnęła się odrobinę kpiąco, z rozbawieniem kręcąc lekko głową.
— Na przyszłość, Bunny. Jak dziewczyna prawie co daje Ci się wziąć na filarze w szkolnej łazience, to bardziej niż tylko prawdopodobne, że chce.  Bez zabezpieczenia… to już pewne — dodała, całując go w czubek głowy, kiedy on pochylał się nad jej karkiem. Jedna dłoń automatycznie utonęła w jego gęstych włosach, kiedy zamilkła myśląc nad tym krótko.
— Następnym razem, jak coś nie pójdzie po Twojej myśli nie zostawiaj mnie samej… po czymś takim, co?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Lima, Peru
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 3052
  Liczba postów : 1065
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10538-enzo-corrado-halvorsen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10540-klusownik-prosto-z-peru
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10539-peruwianska-sowa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10541-enzo-halvorsen




Gracz






PisanieTemat: Re: Zamarznięte drzewo   Czw 4 Lut - 21:37

No i temat, który teoretycznie miał dać mu pewien margines do ucieczki, nagle rozpłynął się w milczeniu. Nagła powaga w takich chwilach była trochę krępująca, zwłaszcza, że cała ta rozmowa była dla niego na tyle trudna, aby częściowo nie mógł poradzić sobie nawet z tym, co właśnie jej mówił. Ta chwila szczerości była bardzo cenna i unikatowa, zwłaszcza, że trwała tak długo. To wyraźny znak dla Shenae, że wkraczała na właściwy tor i właśnie tak powinna prowadzić rozmowy ze swoim rozchwianym emocjonalnie chłopakiem, ale skąd mogła to wiedzieć, jeśli by się nie domyśliła? To, że aktualnie się nie wściekał, wcale nie oznaczało, że miał zupełnie przestać to robić i może tylko chwilowo nie drażniła wrażliwej nuty? Cóż, nie ma co nad tym debatować, zwłaszcza, że sam Enzo był w tym momencie za mocno pochłonięty swoimi racjami i wątpliwościami, jakie pragnął ugasić dzieląc się nimi z dziewczyną.
- Racja, Ty wystarczająco mnie rozproszysz. - zauważył, uśmiechając się zadziornie i wręcz nie mógł się powstrzymać przed skubnięciem jej dolnej wargi przy pomocy zębów, w dość zaczepnym pocałunku. Już sobie wyobrażał tę chwilę. Pewnie zdrętwieją mu palce, gdy będzie nimi przesuwał wzdłuż tego szczupłego ciała, jakie zapamiętał z łazienki prefektów, a kiedy już przyjdzie co do czego, cudem będzie jeśli zachowa się jak należy i doprowadzi to zbliżenie do końca. Trochę pesymistyczna wersja wydarzeń, ale Halvorsen z reguły nie łudził się nadzieją, woląc przyjmować ze pewnik najgorszy ze scenariuszy.
- Pewnie jakiś by Cię znalazł, a mnie może poznałabyś kiedyś jako nadętego dupka z dowolnego, innego domu, który potem wyjechałby z powrotem do tej swojej dzikiej Limy. - odparł z pozoru obojętnie, ale coś w jego twarzy zdradzało, że jednak nie takiego scenariusza dla siebie pragnął, a właśnie tego się spodziewał, gdyby z jakiegoś bliżej nieokreślonego powodu stary kapelusz wrzucił go do innej wieży lub piwnicy. Mimo wszystko już chwilę później wzdychał cicho, jakby chcąc odgonić od siebie ponure myśli. Dobrze było schować twarz w jej szyi, zwłaszcza, kiedy mówiła coś takiego. Jego kark momentalnie lekko się zjeżył, ale nie z irytacji, a na wspomnienie chwili, w której był już tak blisko niej. Ta magia wokół nich, która wręcz pchała ich sobie w ramiona… już na samą myśl robiło mu się cieplej. Milczał, nie wiedząc co powiedzieć, zwłaszcza na to ostatnie. Czuł się winny, ale nie potrafił tego przyznać aż przez kilka długich chwil.
- Przepraszam… - odezwał się wreszcie, odchrząkując, gdy nagła słabość opanowała jego struny głosowe. - Ale tylko wtedy, kiedy nie będziesz udawała zwłok w drodze powrotnej.
Skrzywił się nieznacznie, czego nie mogła zobaczyć, przesuwając twarz wyżej i całując Shenae w szczękę, podczas gdy ta gmerała w jego włosach.
- Rety, jestem taki zniecierpliwiony… - wybuchnął nagle, szepcząc te słowa wprost do jej ucha, która zaraz delikatnie przygryzł, owiewając je jednocześnie gorącym oddechem, okrutnie wręcz kontrastującym z mroźnym powietrzem. Gdyby mógł, w tej chwili zabrałby ją… gdzieś i dokończył to co zaczęli. Bardzo romantycznie, Halvorsen.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : I
Wiek : 19
Skąd : Ottery St. Catchpole
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 6297
Dodatkowo : ścigająca, kpt
  Liczba postów : 2739
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7146-shenae-d-angelo#204090
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7147-shenae-d-angelo#204112
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7148-shenae-d-angelo#204119
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7244-shenae-d-angelo#204981




Gracz






PisanieTemat: Re: Zamarznięte drzewo   Pią 5 Lut - 19:32

Uśmiechnęła się nieznacznie, wychylając się do tyłu, w ucieczce przed jego krnąbrnym pocałunkiem, ale w sumie jakoś szczególnie mocno nie starała się mu umknąć. Tak tylko nie mogła biernie siedzieć. Zarzuciła ręce na ramiona chłopaka, obserwując zmiany na jego twarzy. Wydawał się uciekać myślami gdzieś indziej dlatego pstryknęła palcami obok jego ucha.
— Tak? — dopytała z lekkim powątpiewaniem wymieszanym po prostu z zadziornością — a jak ja niby tego dokonam? Naprowadź mnie.
W sumie mogła przeżyć bez tej informacji, ale była ciekawa, co mogło go dobrze rozproszyć, bo co do tego miała mieszane uczucia, różne rzeczy różnie działały w różnych okolicznościach. Halvorsen nie był łatwym obiektem do analizy. Jego reakcje chwiały się jak witki miotły na wietrze. Ta samo teraz, z łobuzerskości, w kontemplację, dochodząc do jakiegoś spięcia mięśni na jego twarzy, które chciała rozluźnić składając drobne pocałunki na jego policzkach, brodzie i szyi. Dochodząc do jego obojczyków, wróciła z powrotem wędrówką do ust, muskając je zaledwie, zanim się odsunęła.
— Kiedy się poznaliśmy nawet zachowywałeś się całkiem jak dupek z dzikiej Limy — zauważyła, chociaż ona też nie była wtedy bez winy. Ale z tego co pamiętała, reagował mocno alergicznie na wspomnienie o Quidditchu i zwyczajnie zmusił ją do przespacerowania pół zamku ze skręconą kostką. Ciekawa była czy teraz miałby wobec niej więcej wrażliwości, a nie chciała skręcać sobie nogi żeby to sprawdzać. Przymknęła na chwilę oczy chłonąc jego ciepło i miękką skórę jego policzka ocierającego się o zagłębienie w jej szyi. Nie potrzebowała teraz żadnych słów, przeczesywała jego włosy w palcach, wypuszczając przeciągle powietrze z płuc, kiedy owiał oddechem jej kark i ucho, wywołując przyjemny prąd, jaki przeszedł jej ciało. Wszystko kwestia myśli i skupienia ich wokół jego osoby. Skoncentrowana na nim i na jego czynnościach odbierała je znacznie wyraźniej niż zwykle.
— Obawiam się, że to nienajlepsze miejsce na zniecierpliwienie — mruknęła trochę rozbawiona, a trochę usatysfakcjonowana czymś, co mogła chyba odebrać jako komplement. — W kontekście kilku miesięcy, jeden dzień, czy kilka nie robi różnicy — zauważyła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Lima, Peru
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 3052
  Liczba postów : 1065
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10538-enzo-corrado-halvorsen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10540-klusownik-prosto-z-peru
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10539-peruwianska-sowa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10541-enzo-halvorsen




Gracz






PisanieTemat: Re: Zamarznięte drzewo   Pią 5 Lut - 21:34

- Wystarczy, że ubierzesz jakąś ładną bieliznę, nie musi, a nawet nie powinna być skąpa. Wiesz jak to mówią, niedopowiedzenie jest w tym wszystkim najpiękniejsze. - odpowiedział, zgodnie z prawdą i uśmiechnął się pod nosem sam do siebie. Zgadzał się z tą opinią w stu procentach, nawet mimo tego, że nie był wielkim znawcą, bo i miał ku temu powody. Wystarczyło mu samo wspomnienie łazienki prefektów i chwili, w której Shenae stała przed nim okryta jedynie ręcznikiem. Nawet nie zdawał sobie w tym momencie sprawy z tego, jak potężną broń jej wręczył, ale tak właściwie to chyba dobrze się składało. Być może jeszcze wyjdzie mu to na dobre… ekhm, a przynajmniej będzie stanowiło dobry sposób na ujarzmienie go w chwilach, w których ciężko było cokolwiek do niego powiedzieć i nie narazić się tym na gniew niebios.
- Trafna uwaga… - stwierdził, ale i tym samym urwał temat. Wspominanie czasów, w których on przed nią uciekał, a ona rzucała w niego zaklęciami z pewnością nie było zbyt przyjemne. Wiecie, Enzo lądował na twarzy, a D’Angelo… no, ona latała za nim z uszkodzoną kostką, co samo w sobie było komiczne, jeśli już przebrnęło się przez groteskową część tej sytuacji. W każdym razie, Halvorsen pozostał przy wtulaniu twarzy w jej szyję. Chyba będzie musiał wykorzystać zaklęcie do przywrócenia sobie zarostu. Jakoś tak za nim tęsknił… a może raczej za reakcją, jaką wywoływało w czarnowłosej drapanie jej nim właśnie w tym miejscu, w którym znajdował się teraz jego nos.
- Nawet nie wiesz jak wielką robi to różnicę. - odpowiedział tylko, unosząc twarz, chociaż tak naprawdę to nie miał na to ochoty. Przyjemnie mu się siedziało, kiedy tak głaskała go po głowie, ale Enzo teraz już wyraźnie odczuwał słabnięcie zaklęcia rozgrzewającego. Westchnął i spróbował wstać, wyplątując się z uścisku Shenae, ale wpierw pamiętał, żeby pocałować ją przelotnie w policzek.
- Chodź, wrócimy do motelu. - poprosił, wyciągając ręce, aby pomóc jej wstać, a kiedy już to zrobiła, objął ją ramieniem, przyciskając do swojego boku. - Zrobię Ci herbaty.
Zarządził, wybierając kierunek marszu, z którego, jak mu się zdawało „przyszli” (czytaj sturlali się), ale czy dobrze strzelił, miało się zaraz okazać.
- A tak w ogóle… jaką lubisz?

[ztx2]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Skąd : USA, Moira
Galeony : 582
Dodatkowo : wilkołak
  Liczba postów : 1123
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12242-vittoria-brockway
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12245-szufladki-titi
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12243-poczta-titi
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12244-vittoria-brockway




Gracz






PisanieTemat: Re: Zamarznięte drzewo   Czw 25 Lut - 19:57

Przyszła tutaj dużo wcześniej, niż umówiła się z Lilith. Jakoś po prostu nie mogła usiedzieć w pokoju. Za dużo osób w nim było, a od jakiegoś czasu odzywała się jeszcze mniej. I to sprawiało, że niemal nieustannie siedziała sama. Zazwyczaj w takich chwilach zadumy szła do jednego z barów, by tam móc po dawce alkoholu się odtworzyć. Jednakże tego też nie chciała robić. To się za każdym razem kończyło fatalnie. I mimo iż bardzo ją ciągnęło, do postanowiła, że musi być silna. Dotychczas udało jej się przezwyciężyć nałóg, ale sądzę, że już nie długo będzie w stanie sobie z nim poradzić. Jednak póki jest trzeźwa musiała spotkać się z Lit.
Stała pod zamarzniętym drzewem mocno otulając się rękami. Mimo iż tym razem miała na sobie ciepły płaszcz, ocieplane leginsy i kozaki, to i tak było jej zimno. Domyśliła się, że to skutki odstawienia alkoholu. Organizm buntował się i za wszelką cenę starał się wymusić na niej odpowiednie działanie. Dobrze, że była pełna silnej woli. Spoglądała więc na dymek lecący z jej ust z powodu zimna i czekała przeskakując z nogi na nogę. Każda minuta zdawała jej się trwać tyle, co godzina...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : V
Wiek : 17
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 229
  Liczba postów : 1077
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12138-lilith-nox
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12140-lilith-nox
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12139-lilith-i-jej-bianeczka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12141-lilith-nox




Gracz






PisanieTemat: Re: Zamarznięte drzewo   Czw 25 Lut - 20:05

Dziewczyna pociągnęła nosem i zapięła kurtkę na ostatni guzik. Po ostatnim wypadzie z Adamem przeziębiła się tak przeraźliwie, że głowa mała. Ale musiała się spotkać z panienką Brockway. Musiały sobie wytłumaczyć kilka spraw… Ale czemu nie mogły tego zrobić przy komiku w motelu?! Tylko znowu gryffonka musiała wychodzić na ten mróz i marznąć. Te ferie można zaliczyć do najgorszych. Noga bolała ją jak diabli, ledwo uszła z życiem i w całym swoim ciele czuła jeszcze strach po tym wydarzeniu… ale i tak biegała od osoby do osoby udając, że nic jej nie jest i że wszystko z nią w porządku, a cierpiała jak cholera! Ale się nie przyzna, bo po co. Lepiej się zajmować problemami wszystkich i biegać jak piesek na każde zawołanie. Czasami czuła się przez to tak żałośnie… ale co poradzić? Taki miała charakter i nic tego nie zmieni. Wykorzystywana przez każdego, kto zauważył jak bardzo się stara…
Dziewczyna w końcu dotarła na miejsce z… tak, z szerokim uśmiechem i rozpromieniona na milion kilometrów.
- Titi! – wykrzyczała za daleka i kiedy już była przy niej dodała - Normalnie czytasz mi w myślach, też chciałam do ciebie pisać list!

P.S. Miło by było dostać sowę z miejscem spotkania XD
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Skąd : USA, Moira
Galeony : 582
Dodatkowo : wilkołak
  Liczba postów : 1123
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12242-vittoria-brockway
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12245-szufladki-titi
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12243-poczta-titi
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12244-vittoria-brockway




Gracz






PisanieTemat: Re: Zamarznięte drzewo   Czw 25 Lut - 20:14

/Nie zdążyłam, bo ty mnie śledzisz!/

Specjalnie wybrała miejsce, które znajdowało się tak daleko od motelu. Mało kto tutaj przychodził. Dzięki temu miała pewność, że ani Lucas, ani Nathaniel nie wyskoczą jej tu nagle znienacka. Już z daleka widziałaby, że któreś z nich planuje przerwać im rozmowę, więc mogłaby ją poprowadzić tak, jak chce. Jednak jeśli uda im się pozostać samym, to nie będzie kombinować. Zamierzała po prostu jej się... Zwierzyć? Właściwie, to sama nie rozumiała tej potrzeby. Nigdy nie odczuwała jej w stosunku do gryfonki. No może raz... Kiedy ostatnio pisała do niej listy. Wtedy w porę się opamiętała. Teraz już było na pewno za późno.
Ta życiowa radość jaką prezentowała Lit czasem aż przyprawiała ją o dreszcze. To nie jest normalne być wiecznie takim szczęśliwym. No i że młoda nie jest normalna pokazała ostatnio. Jednak nie miała zamiaru jej tego wypominać. Nie wiedziała na ile takie coś jest bezpieczne. Szkoda byłoby zmienić ich stosunki na takie, w których za każdym razem zastanawiała by się, czy zaraz nie dostanie zaklęciem w plecy.
- Kto pierwszy ten lepszy – Odpowiedziała jej dopiero, kiedy podeszła. Akurat ona nie zamierzała się drzeć. Miała tendencję raczej do mówienia cicho i spokojnie, to też krzyk nie leżał w jej naturze. Lub inaczej, nie pasował do charakteru, który na co dzień prezentowała. Bo akurat w tej głęboko ukrytej prawdzie dziewczyna potrafiła podnieść głos szczególnie w sytuacjach zdenerwowania. Tak czy siak była przeraźliwie spokojna.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : V
Wiek : 17
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 229
  Liczba postów : 1077
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12138-lilith-nox
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12140-lilith-nox
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12139-lilith-i-jej-bianeczka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12141-lilith-nox




Gracz






PisanieTemat: Re: Zamarznięte drzewo   Czw 25 Lut - 20:34

/Wiem, mwahahahaha/

Kiedy dziewczyna dotarła na miejsce, nie czekając na nic oparła się o drzewo i zjechała po nimi plecami siadając na śniegu. Mróz przeszkadzał niesamowicie, ale chyba woli być przeziębiona niż jeszcze bardziej dobijać nogę. Czemu to dalej musi tak boleć? No cóż, kara za wymykanie się nocą.
- Tak więc… – zaczęła nawet nie spoglądając na Titi – Dlaczego tak obawiasz się Lucasa? – zaczęła bez żadnych wyjaśnień, bez żadnych podchodów, prosto z mostu – Pierwszy raz widziałam Cię taką spiętą… dlatego uznałam, że się boisz i chciałam ci trochę pomóc… – nagle gryffonka westchnęła pod nosem, a po chwili zaśmiała się zakłopotana – przepraszam… ostatnio działo się sporo u mnie i nie panuję nad sobązwłaszcza jak noga boli cię jak diabli, a ty się starasz uśmiechać do wszystkich, żeby nikt się o ciebie nie martwiłnie chciałam, żebyś zobaczyła mnie z tej strony… po prostu się o ciebie martwiłam.
Po tych słowach nastała chwila ciszy, a Lilitka wlepiła swoje spojrzenie w śnieg. Naprawdę było jej głupio. Miała wybuchy złości, to prawda. Właśnie przez te niekontrolowane złości, zaczęto przezywać ją diablica, a ona nie umiała ich pokonać. Nie była po prostu w stanie. Bo kiedy niczym się nie przejmujesz i starasz się być szczęśliwym, to wszystkie smutki chowają się na dnie twego serca… a wtedy wystarczy mała kropelka, by wszystko wybuchło.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Skąd : USA, Moira
Galeony : 582
Dodatkowo : wilkołak
  Liczba postów : 1123
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12242-vittoria-brockway
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12245-szufladki-titi
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12243-poczta-titi
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12244-vittoria-brockway




Gracz






PisanieTemat: Re: Zamarznięte drzewo   Czw 25 Lut - 20:52

Widziała, że Lilit marznie tak bardzo, jak ona. Jednak nie miała za bardzo jak jej pomóc. Różdżka wprawdzie mogłaby zrobić im tutaj małe ognisko, ale Tiit nie zbliżała się do ognia od ataku na Salem. Może się go nie bała, ale była bardzo niepewna kiedy coś obok niej płonęło. Zobaczyła jaki ten żywioł jest niebezpieczny. Jak niszczy. Jak zabija. Nie chciałaby na to patrzeć nigdy więcej. Dlatego zdecydowanie wolała również się przeziębić.
Nox nie traciła czasu. Vittoria westchnęła głęboko odwracając twarz w bok. Również nie mogła na nią patrzeć. Odczuwała pewien rodzaju wstyd. Było widać, że trafiła idealnie w sendo. Nawet ona sama nie potrafiła tak prosto i tak dosłownie tego skonkretyzować. Obawiała się Lucasa. Najbardziej trafnym określeniem byłoby powiedzieć, że żyła z nim w toksycznym związku.
- Nie gniewam się. W pewien sposób na pewno mi pomogłaś. A na pewno nie pogorszyłaś – Nie wiem po co się tak wysilała, żeby ją pocieszyć. Jednak wiedziała, że Lila chciała dobrze. I nie chciała, by miała jakiekolwiek wyrzuty sumienia związane z tą sytuacją. Diablica już tak miała (z tego co zaobserwowała Titi), że przyjmowała na siebie wszystko byleby tylko ulżyć innym. Coś, jak Titi teraz.
- Nawet nie wiem od czego zacząć. I przepraszam, jeśli będzie przydługawo, ale nie mam się do kogo zwrócić o radę – I stało się coś niemożliwego. Słabość, której nigdy nie widziała Lila. Szczerość, której nie było dane zobaczyć niemal nikomu. Wyszły z Vittori te dwie cechy, które ukrywał najgłębiej. Te, które nigdy nie powinny były wychodzić na światło dzienne. A jednak zdarzenia, które zagościły ostatnio w jej życiu sprawiły, że coraz częściej ściągała swoją maskę. Maskę, która pękała doprowadzając do wycieku prawdziwego „Ja”.
- Spotkałam Lucasa w barze jakiś czas temu. Wiesz, że mam problemy z alkoholem. Nie trudno to zauważyć. W każdym razie całowaliśmy się wtedy. Po tym wszystkim dałam mu do zrozumienia, że to nie było nic ważnego. Że z mojej strony to tylko puszczające hamulce po alkoholu. Ale zdarzyło mi się to drugi raz – Tu przerwała w razie, gdyby Litka próbowała ją ochrzanić, że jest cholerną alkoholiczką i przez to pakuje się w samego kłopoty. Następnie kontynuowała swoją opowieść.
- Całowaliśmy się. My prawie... No wiesz. W Hotelu, w łazience. I wszedł Nate – Nawet nie wiedziała, że wypowiedzenie imienia ów ślizgona wywołało u niej ruch kącika ust w górę. Jednak sytuacja była dla niej na tyle poważna, że uśmiech nie mógł się pojawić na jej buzi.
- Widział w jakim jestem stanie. Chciał nam przerwać. Lucas go zaatakował. Udało mi się go uspokoić i wyjść razem z Nathanielem. Tylko, że na tym się jak widzisz nie kończy. Luke ciągle powtarza, że Woods ma na mnie duży wpływ. Jest o niego bardzo zazdrosny, a w stosunku do mnie niesamowicie zaborczy. Jestem przekonana, że gdybym się od niego odsunęła, to ubzdurałby sobie, że to z powodu Nate. I zrobiłby mu krzywdę, a on tylko chciał pomóc. Muszę go chronić. Bo Lucas jest spokojny tylko, kiedy ja jestem obok – Zakończyła swój wywód, po czym podsumował go jednym krótkim zdaniem– To najwyraźniej jest moja powinność.
Spojrzała w niebo. Chmury przesuwały się tak leniwie zwiastując kolejny śnieg. Jakby go było na ziemi niewystarczająco. Nie może tak długo trzymać koleżanki... Przyjaciółki? Wszystko jej się miesza. Nie wiedziała już kim ów gryfonka dla niej jest. Sama siebie nie potrafiła zrozumieć.
- Nie oceniaj mnie. I zachowaj to wszystko dla siebie. Wiem, że masz dobry kontakt z Woodsem. Nie chcę, żeby wiedział. Im mniej wie, tym lepiej dla niego...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : V
Wiek : 17
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 229
  Liczba postów : 1077
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12138-lilith-nox
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12140-lilith-nox
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12139-lilith-i-jej-bianeczka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12141-lilith-nox




Gracz






PisanieTemat: Re: Zamarznięte drzewo   Czw 25 Lut - 21:07

Prawdę mówiąc to te słowa ulżyły Lilitce. poczuła się troszkę lepiej, że jednak nie pogorszyła tej skomplikowanej sytuacji. Szkoda jednak, że nie wiedziała jak bardzo skomplikowanej, do czasu.
- Wiesz jaka jestem teraz szczęśliwa? – zapytała zanim Titi zaczęła swoją opowieść – Pierwszy raz przyszłaś do mnie o radę! To dla mnie coś bardzo ważnego… – jej uśmiech… zawsze miała uśmiech na twarzy, ale ten był jakiś taki inny, do bólu szczery i przepełniony pozytywnymi emocjami… szkoda jednak, że zniknął tak szybko jak się pojawił.
Lilith słuchała opowieści z wielką uwagą, nie przerwała jej ani chwilę. Nie chciała tego robić, by nie spłoszyć przyjaciółki. Zresztą… co to teraz da, jak ją okrzyczy, że za dużo pije? Nic… więc nie chciała tego teraz robić. Wolała się skupić na problemach dziewczyny. Przeszłości nie możemy zmienić, ale możemy jakoś wpłynąć na teraźniejszość.
Kiedy panienka Brockway skończyła opowieść, gryffonka w zamyśleniu wlepiła oczy w niebo. I co by tu zrobić? Trzeba było rozegrać to w taki sposób, żeby Lucas zostawił w spokoju Nathaniela… prawdę mówiąc, gdy usłyszała jego imię to trochę się zdziwiła! Ale żeby też dał spokój Vittorii. Musiała znać różnego rodzaju szczegóły, by obmyślić dobry plan. W końcu wpadła na pomysł i w tym momencie jej oczy zabłyszczały. Z lekkim trudem, który mógł być trochę zauważalny, wstała z ziemi – Muszę ci zadać kilka ważnych pytań. Mam pomysł jak można by było się wydostać z tego problemu… ale muszę znać więcej szczegółów. – dziewczyna miała nadzieję, że to jej trzeźwe myślenie i ten pomysł zachęci Titi do częstszego zaciągania pomocy – Czy ty chcesz się pozbyć Lucasa? I czy byłabyś w stanie go okłamać?
To były bardzo ważne pytania, pytania, od których zależał cały jej plan.
- Ach i jeżeli chodzi o zachowanie wszystkiego dla siebie… – dodała po chwili z widocznym zrezygnowaniem – Nathowi nie powiem… ale musisz mi jeszcze odpowiedzieć, co tak naprawdę kombinujesz z Adamem…
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Skąd : USA, Moira
Galeony : 582
Dodatkowo : wilkołak
  Liczba postów : 1123
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12242-vittoria-brockway
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12245-szufladki-titi
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12243-poczta-titi
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12244-vittoria-brockway




Gracz






PisanieTemat: Re: Zamarznięte drzewo   Czw 25 Lut - 21:20

Fajnie, że chociaż w ten sposób mogła uszczęśliwić dziewczynę. Zrobiło jej się lżej na sercu, kiedy ta się tak bardzo ucieszyła. Jakby zrobiła coś dobrego, a przecież tak naprawdę wylewała na nią wszystkie swoje obecne problemu. Może to również dlatego było jej łatwiej. Podobno jest tak, że problem podzielony na dwie osoby staje się od razu mniejszym problemem. Oh gdyby się tylko dało, to podzieliła by to na cały Hogwart. Jednak aż tyle zaufanych znajomych to ona nie miała. No właśnie. Ufała jej. Mimo wszelkiej niechęci do ludzi tej dziewczynie po prostu ufała bo wiedziała, że ta ma kompletnie wyjęte z natury zdarzanie, szykanowanie. Była ewenementem na tym szarym świecie.
- Nie wiem, czy chcę. Lucas jest naprawdę sympatyczny. Tylko, że ja... Ja. Nie wiem. Chyba lubię kogoś innego. Albo nie. Wszystko mi się miesza – To mówiąc na chwilę zakryła twarz dłońmi. Przymknęła oczka i poukładała to, co właściwie chce powiedzieć żeby już tak nie bełkotać – Lubię Lucasa. Ale raczej nie tak, jak on mnie. Dla mnie to za szybko – Skonkretyzowała to bardziej. Jednak myślę, że więcej prawy było w tym, co wydukała na początku. Że lubi kogoś innego. Jednak przyznanie się do tego przed samą sobą byłoby chyba jej największym wyzwaniem dotychczas. To by dopiero doprowadziło do ogromnej zmiany. Dobrze jej się żyło do czasu jak poznała ślizgona. Teraz wszystko było takie trudne.
- W kłamstwie w każdym razie jestem mistrzem – Dodała jeszcze po chwili. Ciekawe jaki dziewczyna wymyśliła plan, bo miała wrażenie, że ma wręcz żarówkę nad głową. Czyżby miała lepszy ogląd na tą sytuację niż Vittoria z tego tylko, co od niej usłyszała?
- Adam. Cóż, to przestało mieć już znaczenie. Planowałam na nim małą zemstę, ale raczej nie jestem dobra w podrywie. Mam wrażenie, że wyczuł sztuczność tego wszystkiego
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : V
Wiek : 17
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 229
  Liczba postów : 1077
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12138-lilith-nox
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12140-lilith-nox
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12139-lilith-i-jej-bianeczka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12141-lilith-nox




Gracz






PisanieTemat: Re: Zamarznięte drzewo   Czw 25 Lut - 21:39

Słysząc jej bełkot uśmiechnęła się pod nosem. Czyli jednak nie wiedziała co z tym zrobić. Tyle dobrego, że na razie Lilith nie musiała kombinować z drugą częścią planu.
- Rozumiem – wydukała zerkając na nią zmartwiona. Położyła dłoń na jej ramieniu i pochyliła się w jej stronę przyglądając się jej twarzy – W takim razie ten punkt zostawimy na kiedy indziej.
Nie chciała jej zabierać zbyt dużo przestrzeni osobistej zatem odsunęła się od niej po chwili i wydała z siebie dźwięk myślącego człowieka.
- Lucas jest o ciebie bardzo zazdrosny jeżeli dobrze rozumiem, prawda? – musiała mieć stu procentową pewność. Często coś nadinterpretowała i dlatego pojawiały się różnego rodzaju konflikty i niedomówienia.
- Więc trzeba go utrzymać w zapewnieniu, że Nathaniel nie stanowi dla niego zagrożenia – plan był dobry, tylko… tylko pojawiał się jeden problem, a był nim sam ślizgon. Musiałby się zgodzić z nią… a ona… ona musiałaby go okłamać. Może i Titi była mistrzynią kłamstwa, ale Lilith starała się tego unikać za wszelką cenę. Niepewnie westchnęła pod nosem i odwróciła się w stronę towarzyszki.
- Gdybyś wmówiła Lucasowi, że Nathaniel to mój chłopak, a nagabuje Cię tylko dlatego, że ja go o to prosiłam. Dałabyś radę? Możesz nawet wspomnieć o moim długim języku i wysłałam ci w liście przeprosiny… mogę ci nawet dać taki list dla udowodnienia mu prawdy twoich słów… ale możesz mu go dać dopiero w momencie jak nie uwierzy i przy następnym spotkaniu – można powiedzieć, że w kombinowaniu, ta dziewczyna była dosyć niezła. Nawet sama by się po sobie tego nie spodziewała.
- Jedyne co ja będę musiała zrobić – widać, że mówiła to z trudem, ale skoro to ona wymyśliła ten plan i mówi o nim, to znaczy, że zgadza się na każdy punkt – napiszę do Nathaniela list z prośbą, czy mógłby udawać mojego chłopaka przed pewnym ślizgonem, który mnie ostatnio prześladuje… i gdyby była taka potrzeba, żeby po prostu potwierdzał te słowa… – nie była z tego zadowolona… ale nie miała innego pomysłu – skoro nie mogę mu powiedzieć prawdy, muszę go okłamać… i zmusić go do kłamstwa…
To mógł być dobry plan… ale co powie na to Titi?
- Zrobiłabyś coś dla mnie? – nie skomentowała tego, że dziewczyna ją okłamała. Nie skomentowała, że ją wykorzystała do zemsty, nie powiedziała na ten temat ani słowa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Skąd : USA, Moira
Galeony : 582
Dodatkowo : wilkołak
  Liczba postów : 1123
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12242-vittoria-brockway
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12245-szufladki-titi
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12243-poczta-titi
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12244-vittoria-brockway




Gracz






PisanieTemat: Re: Zamarznięte drzewo   Czw 25 Lut - 22:09

Ten plan brzmiał całkiem nieźle. Problem był tylko taki, że wymagał zaangażowania bardzo wielu czynników. Trzeba go było dopracować w każdym calu. Po pierwsze Natek musiałby się zgodzić, ale to raczej nie powinno być trudne – pewnie uzna to za kolejny świetny pomysł żeby sobie pożartować, podroczyć się z ludźmi. Kwestia jest tylko taka, że jednocześnie musiałby przestać chodzić tyle za Vittorią, bo w którymś momencie to by się jednak już zrobiło podejrzane. I dziewczyna nie miała pojęcia, czy tego chce. Albo inaczej, nie chciała. Dobrze było widzieć, że ma się go zawsze obok. Czuła się dzięki temu bezpieczna niezależnie od sytuacji. Nathaniel był też jej odpoczynkiem od codzienności. Mogła na nim wyżyć swoje wszystkie frustracje, a ten dzielnie to znosił i jeszcze bardziej ją prowokował dupek jeden. Trudno. Trzeba było zgodzić się na wyższą konieczność.
Drugim problemem był fakt, że musiałaby Lilith zmusić do kłamstwa, a wiedziała, jak gryfonce trudno to przychodzi. I do tego ów kłamstwo byłoby na wielką skalę – i Nath i Lucas padli by jego ofiarą, a gdyby sytuacja poszła dalej, to mogłoby dojść do tego, że cała szkoła będzie mówiła o nowej parce wśród uczniów.
Trzeci problem jest nie bez powodu na tym miejscu. Vittoria by się nie przyznała, że takowy istnieje. Jeśli udowodnienie tego Lucasowi zajdzie za daleko? Jeśli...
-... A jeśli dowód będzie wymagał pójścia na podwójną randkę? - To byłoby chyba najgorsze. Musiałaby patrzeć, jak dwójka jej natrętów się mizia, przytula, może nawet całuje. Na tą myśl aż jej ciarki przeszły. Zmusić Lilkę do czegoś takiego? Byłaby najgorszą osobą na świecie. Lecz to miało też ukryte dno. Po prostu nie mogłaby na to patrzeć.
- Cokolwiek zechcesz. Jestem Ci to winna – Odpowiedziała na jej pytanie niemal natychmiast. Ogarnął ją pewien niepokój. Spodziewała się, że po tym, jak uświadomiła ją o co chodziło z Adamem usłyszy coś mocno nieprzyjemnego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : V
Wiek : 17
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 229
  Liczba postów : 1077
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12138-lilith-nox
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12140-lilith-nox
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12139-lilith-i-jej-bianeczka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12141-lilith-nox




Gracz






PisanieTemat: Re: Zamarznięte drzewo   Czw 25 Lut - 22:17

Racja była taka, że w tym planie było wiele dziur. Ale czego oczekujecie od pięciosekundowego pomysłu? To nie jest takie proste jak mogłoby się wydawać. A do tego… Było wiele negatywnych rzeczy, które mogą wypłynąć. Wszystko może się spieprzyć, a osobą, która najbardziej na tym ucierpiałaby to Lilith. To ona okłamie Nathaniela, zmusi go do wykonania tego planu. Jeżeli ktoś się dowie, że udawali, to wyjdzie na to, że Lilith to wymyśliła, a jak Nathaniel pójdzie do Lucasa i zacznie mu grozić, żeby odczepił się od jego… ‘dziewczyny’. Też tak mogło być. Okazałoby się wtedy, że jednak nic jej nie robił ten biedny ślizgon, a gryffonka posłużyła się kłamstwem… a jednak podzieliła się z nią tym pomysłem.
- To akurat nie jest wielki problem – powiedziała prawie natychmiast. Nie musi się z nim całować i obmacywać, żeby pokazać jak bardzo się kochają – nie koniecznie muszę chcieć się widzieć z Lucasem po ostatnim razem… będę go dodatkowo unikać, żeby nie było żadnych niepewności – powiedziała niepewnie. Nie miała lepszego planu, zatem to, czy go wykonają zależy tylko od Titi.
- Wyślij Adamowi wyjaśnienia, że to, co się stało, to była słabość i nie więcej. Nie czujesz do niego nic wielkiego… tylko o to proszę…
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Skąd : USA, Moira
Galeony : 582
Dodatkowo : wilkołak
  Liczba postów : 1123
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12242-vittoria-brockway
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12245-szufladki-titi
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12243-poczta-titi
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12244-vittoria-brockway




Gracz






PisanieTemat: Re: Zamarznięte drzewo   Pią 26 Lut - 14:02

Najważniejsze, że miała ten pięciosekundowy pomysł. Vittoria miała na przemyślenia wiele godzin i nie wpadła na nic mądrzejszego. Także trzeba było skorzystać z tego, co miały w zanadrzu. Chciała tylko dopracować to na tyle, by każde kolejne jej spotkanie z osobami wmieszanymi w tę sprawę było już ściśle ustalone. Uwielbiała kiedy jej życie było w stu procentach zaplanowane, chociaż ostatnio coraz bardziej odchodziła od tego.
- No, to chociaż to jest załatwione. Tylko wiesz, że to wszystko jest bardzo ryzykowne? - Chciała być pewna, że gryfonka do końca zdaje sobie sprawę z tego na co się pisze. Uchroni ją to w razie wypadku od poczucia winy z niedopowiedzenia. Bardzo często ją wykorzystywała w ten sposób, ale tym razem nie miała takiego zamiaru. Na prawdę ważne było, by być tutaj szczerą.
- Adam raczej nie jest zainteresowany mną w żaden sposób, więc wydaje mi się, że to zbędne – Nie zamierzała robić cokolwiek w sprawie krukona. Tak szybko jak wymyśliła tamtą zemstę, tak szybko przestała się ona liczyć. Kiedyś rzuci mu jakimś zaklęciem w plecy i tyle, nie będzie robić jakiś niesamowitych kombinacji. Nie było to już jej potrzebne do szczęścia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : V
Wiek : 17
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 229
  Liczba postów : 1077
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12138-lilith-nox
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12140-lilith-nox
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12139-lilith-i-jej-bianeczka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12141-lilith-nox




Gracz






PisanieTemat: Re: Zamarznięte drzewo   Pią 26 Lut - 15:21

Jej pytanie unosiło się w powietrzu przez bardzo długi okres czasu, a może tak tylko jej się wydawało? Niemożliwym było, żeby dziewczyna nie wiedziała o konsekwencjach wymyślając w kilka sekund taki plan. Westchnęła pod nosem zmarnowana i zacisnęła dłoń na spodniach. Bolało… bolało jak cholera. Przez kilka następnych dni unikając Lucasa, będzie starała się wybierać takie miejsca, w których nie będzie musiała za dużo się ruszać. Tylko grzecznie sobie siedzieć… O! Na przykład pójdzie do biblioteki!
Ale nie ważne teraz.
- Tak… wiem… ale… – Lilitka odwróciła się w stronę Titi i z szerokim uśmiechem dodała – czego się nie robi dla przyjaciół!
Tak… właśnie taka była. Gotowa się poświęcić dla osoby, którą uważała za przyjaciela. Nie ważne, czy tamta ją nienawidziła… dawała się wykorzystywać bardzo często, a jednak była szczęśliwa. To jest wręcz chore muszę przyznać.
Jednak gorzej było, jeżeli musiała rozdzielić to między dwie osoby. Chciała dobrze dla Adama, ale i dobrze dla Vittori, a czasami jednak tak się po prostu nie da.
- Skoro uważasz do za bezcelowe… to nic się nie stanie, jeżeli to zrobisz, nie sądzisz? – zapytała niepewnie. Może i nie jest zainteresowany, ale bał się tego wszystkiego. Nie mogła jej o tym powiedzieć, ale musiała jakoś rozwiązać tą sprawę, a wydaje mi się, że tak będzie najlepiej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Skąd : USA, Moira
Galeony : 582
Dodatkowo : wilkołak
  Liczba postów : 1123
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12242-vittoria-brockway
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12245-szufladki-titi
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12243-poczta-titi
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12244-vittoria-brockway




Gracz






PisanieTemat: Re: Zamarznięte drzewo   Pią 26 Lut - 20:28

Właściwie to Vittoria nawet nie miała pojęcia o tym, że gryfonce coś się stało. Że ona też może potrzebować pomocy. Szkoda, że mała jej nie powiedziała. Czuła bowiem, że ma u niej ogromny dług który trudno będzie spłacić. I rzuciłaby wszystko byleby się nią zaopiekować. Obecnie widziała tylko, że marznie dlatego podała jej rękę, a jeśli ta ją chwyciła, to poczęła powoli ciągnąć w stronę hotelu.
- No tak. Dla przyjaciół – Powiedziała bardziej do siebie niż do niej dopiero kilka minut po jej stwierdzeniu. Jakoś to wszystko zmieniało się za szybko. Na prawdę gubiła się. Gubiła się w swoim własnym życiu. Kto wie, co przyniosą następne dni. Miała tylko nadzieję, że Litka szybko da jej znać co ustaliła z Nathanielem. Cholera. Dlaczego nie mogły tego załatwić tak po prostu, bez szemranych akcji.
Rozdzieliły się na wejściu do hotelu z obietnicą, że skontaktują się niedługo.

z/t x2
- Obiecuję, że to przemyślę – Powiedziała to w ten sposób, ale nie była za bardzo skora do ów akcji. Jednak widząc, co obecnie się z nią dzieje było niemal pewne, że w którymś momencie i tak poświęci swoją dumę i zrobi to dla niej. Chociaż to.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Zamarznięte drzewo

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Rozłożyste drzewo nad jeziorem
» Drzewo Zapomnienia
» Drzewo życzeń
» Hamaki na drzewach
» Wierzba Bijąca

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
reszta świata
 :: 
Gory Skaliste
-