IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Wodopój bizonów

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 30
Skąd : Framlingham, Suffolk
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 697
  Liczba postów : 120
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9252-fanny-o-redford#258952
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9253-fanny-be-tender-with-my-love#259028
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9254-for-me#258977
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9255-fanny-o-redford#258984




Moderator






PisanieTemat: Wodopój bizonów   Pią Sty 15 2016, 15:57


Wodopoj bizonow


Wydawać by się mogło, że tylko magiczne stworzenia są interesujące i niebezpieczne. Cóż, jeśli tak myślisz, wybierz się któregoś dnia, najlepiej rankiem, podglądać bizony! Te ogromne stworzenia budzą respekt, ale jeśli nie podejdziesz zbyt blisko ich młodych, nic ci nie grozi. To właśnie tutaj zazwyczaj przychodzą pić.

Jeśli chcesz, możesz rzucić kostką w odpowiednim temacie i sprawdzić, co cię spotkało, podczas tych podchodów.

1 - Och nie! Okropnie hałasujesz, a bizony mają bardzo słaby wzrok, ale słuch i węch doskonałe! Najstarszy samiec zaczyna się za tobą rozglądać, wygląda na zaniepokojonego, a reszta stada zaczyna zbijać się w grupkę. Wycofaj się szybko, jeśli nie chcesz wpaść w poważne tarapaty!
2 - Urodzony z ciebie traper, podchodzisz do zwierząt od nawietrznej, więc nie mają pojęcia o twojej obecności. Możesz bez przeszkód podziwaić te majestatyczne stworzenia i być z siebie naprawdę dumny!
3 - Wszystko pięknie, tylko... okropnie zmarzłeś i zaczynasz niezręcznie wygrzebywać się ze śniegu. W tym momencie jedna z samic podnosi alarm, robi się straszne zamieszanie, a jeden z samców rusza w twoją stronę, parskając groźnie. Wiesz, to zwierzątko waży coś koło tony, więc nie próbuj swoich sił jako poskramiacz, tylko uciekaj czym prędzej. Szczególnie że w galopie jest naprawdę szybki, a wygląda na to, że ma ochotę na ciebie zaszarżować... Chodu!
4 - Ups, nie wiesz, jak to zrobiłeś, ale wygramoliłeś się z zaśnieżonych krzaków i wpadłeś prosto na młodego bizona. Sparaliżowany strachem zamarłeś w bezruchu... i to najprawdopodobniej cię uratowało, bo zaskoczony zwierzak tylko cię obwąchał swoim wielkim, wilgotnym nosem, po czym ruszył w swoją stronę. Nie masz pojęcia, jak źle mogło się to skończyć, więc jeśli nadal chcesz obserwować bizony, to rób to lepiej z ukrycia.
5 - Przyczepiło się do ciebie jakieś wredne ptaszysko, które drze się jak opętane i zwraca na ciebie uwagę całego stada. Zwierzęta uciekają, nie chcąc ryzykować konfrontacji z wilkiem czy innym drapieżnikiem, a ty jesteś wściekły, bo z twoich podchodów nici. Nagle na gałęzi dostrzegasz indiański amulet wyrzeźbiony w kości. Przywłaszczasz go sobie, choć nie wiesz, czy dobrze robisz. Koniecznie dodaj go do swojego kuferka!
6 - Zaczajasz się na bizony, a tymczasem na ciebie zaczaja się ktoś inny... Nagle słyszysz przeciągły skowyt i dostrzegasz błyszczące oczy wilka. Instynktownie sięgasz po różdżkę, ale na szczęście drapieżnik wcale nie jest tobą zainteresowany. Raczej kanapką z szynką czy innym mięsem, którą masz w kieszeni. Rzucasz ją drżącymi dłońmi, wilk chwyta ją w lot, a ty tracisz ochotę na dalsze zabawy w śniegu i oddalasz się stamtąd jak najciszej i jak najszybciej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Hamilton, Kanada
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 2567
Dodatkowo : szukający, kapitan, prefekt fabularny
  Liczba postów : 754
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6697-deven-quayle#189490
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6699-relacje-indianskie-i-te-zupelnie-nie#189531
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6700-pocztowki-z-innej-epoki#189533
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7227-deven-quayle




Gracz






PisanieTemat: Re: Wodopój bizonów   Nie Lut 07 2016, 18:53

Deven czekał na Enzo przed motelem, z wbitymi dłońmi wbitymi w kieszenie kurtki. Czuł się dziwnie z myślą, że przyznał się komukolwiek do swoich problemów z kobietami. Z jakiegoś powodu, przelewanie tych przemyśleń na papier było łatwiejsze niż mówienie o nich. Dla skrytego, małomównego Indianina poważne rozmowy, podczas których obnażał swoje słabe punkty, były bardzo stresujące, ale podejrzewał, że dziś dokona się jakiś przełom, że odważy się powiedzieć Enzo o swoich wątpliwościach. W końcu było ich dwóch, nawet jeśli Peruwiańczyk zabrnął dalej niż on.
Kwestia Winnie cały czas go dręczyła, mimo że próbował podejść do tego na spokojnie, włączyć racjonalne myślenie. W końcu nawet nie byli parą i jeśli coś zmusiło ją do powrotu do Teksasu, wcale nie była zobowiązana, żeby go o tym poinformować. Mimo to, czuł nieprzyjemny ucisk w żołądku na samą myśl, że dziewczyna mogłaby go w ten sposób potraktować. Czy to jego wina? Czy to dlatego, że nie dawał jej odczuć wystarczająco wyraźnie, że mu na niej zależy, że mu się podoba, że traci dla niej głowę, a jednocześnie próbuje przezwyciężyć własną nieśmiałość i okazać się FAJNYM FACETEM, a nie tylko dobrym kapitanem i szukającym?
Nie, zdecydował z pochmurną miną, zdecydowanie nie był fajnym facetem ani materiałem na partnera. Był samotnikiem, nawet jeśli tego w sobie nie lubił. Kiedy mieszkasz z trzema braćmi, którzy bez przerwy wprowadzają do twojego życia element chaosu, podczas gdy ty rozpaczliwie walczysz o równowagę, prawdopodobnie w którymś momencie zaczniesz szukać samotności. Jasne, był z nimi głęboko zżyty, może nawet bardziej niż było to właściwe, ale czasami nie mógł ich znieść. I właśnie wtedy brał plecak i wyruszał na samotną wędrówkę, zwykle zostawiając rodzicom lakoniczny list, informujący ich o miejscu jego pobytu i planowanej dacie powrotu. Mimo wszystko było najbardziej odpowiedzialnym synem i nie chciał, żeby się o niego martwili.
Odetchnął głęboko zimnym powietrzem. Było wcześnie, słońce dopiero wschodziło barwiąc górskie zbocza na delikatne odcienie różu. Deven chłonął ich piękno w milczeniu, czując wyraźniej niż kiedykolwiek, że jest człowiekiem stworzonym do życia na łonie natury, wsłuchiwania się w jej puls i podporządkowywania jej prawom, które cywilizacja próbowała ignorować i łamać. Kiedy w końcu zauważył Enzo, przywołał na usta lekki uśmiech i wskazał podbródkiem na zalane wschodzącym słońcem ośnieżone górskie szczyty.
- Idziemy? - spytał zwięźle, patrząc na swojego... przyjaciela? Chyba dopiero nad tym pracowali, ale z pewnością powoli stawali się kimś więcej niż zwykłymi kolegami. Deven nigdy nie miał zbyt wielu przyjaciół, prędzej znajomych i w gruncie rzeczy była to miła odmiana. - Miejmy nadzieję, że przyjdą - dodał, ruszając z miejsca i mrużąc w słońcu oczy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Lima, Peru
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 3052
  Liczba postów : 1065
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10538-enzo-corrado-halvorsen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10540-klusownik-prosto-z-peru
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10539-peruwianska-sowa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10541-enzo-halvorsen




Gracz






PisanieTemat: Re: Wodopój bizonów   Nie Lut 07 2016, 20:24

Nieumiejętne radzenie sobie z kobietami było chyba wpisane w naturę Halvorsenów. Enzo był na tyle zorientowany, aby wiedzieć, że jego brat, prawdopodobnie, również nigdy nie miał okazji do przeżycia zbliżenia z dziewczyną, a przynajmniej nie takiego, o jakim była mowa w przypadku Krukona. Nie mógłby go więc zapytać o jego doświadczenia, a już tym bardziej wymagać od niego rady. Wątpił jednak w to, aby takie wyjaśnienie wystarczyło Shenae. Zresztą, to, że nie potrafił się z nią obchodzić, raczej zdążyła już zauważyć. Problem leżał bardziej w chęci samodoskonalenia się, która u Enzo była jednocześnie nikła jak i zaskakująco silna, jeśli już się pojawiła. Gdyby chodziło o kogoś innego to z pewnością nie przejąłby się tak jak teraz i tak właściwie to to go gryzło. W jaki sposób mógłby zaaranżować zbliżenie? To nadal pozostawało dla niego czarną magią, ale to chyba lepiej, skoro nawet nie był gotowy do samej tej myśli. Zabawne, bo raz był, a raz nie. Gubił się w swoich pragnieniach, rozdarty między tym co dyktowała mu głowa, a tym co proponowało serce i… coś jeszcze innego. Deven miał mu pomóc w zdobyciu się na postawienie kroku naprzód, ale czy tak naprawdę to Enzo zdawał sobie sprawę z tego, że wybrał do tej roli ktoś niewiele lepszego od siebie? Quayle, poza kompletnym brakiem doświadczenia, miał pewną wrażliwość i chyba to właśnie ona popchnęła chłopaka do zapytania go o radę. W ostateczności, jeśli nie wyjdzie im konwersowanie na ten temat, mogą po prostu razem pobiadolić na kobiety - to zawsze było jakieś wyjście!
Co go popchnęło do zapytania kogokolwiek o radę? Halvorsen nigdy nie był kimś, kto na lewo i prawo rozgłasza o swoich problemach, starając się pozyskać jakieś słowa pocieszenia. Z reguły wszystko od początku do końca załatwiał sam i to chyba się nie zmieniło. Jedyną różnicę musiały stanowić te nieszczęsne baby. Jak miał sam dobrze ocenić sytuację, skoro nie było tutaj mowy o jakimkolwiek doświadczeniu, poza tym mocno powierzchownym. Patrzeć czy całować mógł zawsze, ale na generowaniu romantycznej atmosfery czy na deklarowaniu przywiązania nie znał się ani trochę. Własna bezradność zaczynała go przytłaczać.
Kiedy pojawił się przed hotelem, wyglądał na dwa razy większego niż był w rzeczywistości. Wszystko to było zasługą dodatkowego swetra, naprawdę grubej kurtki, szalika, czapki i rękawiczek, jakie miały tym razem zapewnić mu utrzymanie ciepła. Nie chciał powielać swoich błędów, a ostatnim razem prawie przymarzł do śnieżnego złotego znicza. Zmierzył spojrzeniem Gryfona, po czym kiwnął głową, nie odzywając się w ogóle. Szli jakiś czas, a jedynym dźwiękiem, który zakłócał szum wiatru było skrzypienie śniegu pod ich butami, aż wreszcie do tego wszystkiego dodać można było również szum wody oraz mlaskanie i jakby ciche gardłowe ryki, których powinni nasłuchiwać.
- Nigdy nie obserwowałem bizonów. - przyznał się wreszcie Enzo, darując sobie zachowywanie ciszy i posłał koledze minę, która zrzucała na niego całą odpowiedzialność za niepowodzenie misji, jeśli miało się okazać, że Halvorsen wpadnie prosto w grupkę młodych. - Myślisz, że z bizonami łatwiej się dogadać, niż z dziewczynami?
Och, łatwiej niż z Twoją to na pewno.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Hamilton, Kanada
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 2567
Dodatkowo : szukający, kapitan, prefekt fabularny
  Liczba postów : 754
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6697-deven-quayle#189490
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6699-relacje-indianskie-i-te-zupelnie-nie#189531
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6700-pocztowki-z-innej-epoki#189533
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7227-deven-quayle




Gracz






PisanieTemat: Re: Wodopój bizonów   Pon Lut 08 2016, 12:03

Deven również miał pewien problem z przerostem ambicji. Oczywiście tylko w pewnych dziedzinach, ale z natury fatalnie znosił jakiekolwiek porażki, chociaż nie dawał tego po sobie poznać. Zwykle zaszywał się gdzieś i próbował rozładować targające nim emocje, nad którymi nie miał kontroli. Nie zdarzało mu się wybuchać przy ludziach. Samokontrola była czymś, co ćwiczył od lat, uparcie i bez przerwy, stawiając sobie za wzór swoich indiańskich przodków, którzy słynęli z opanowania. Chciał być jak oni. Z determinacją sięgał do korzeni, próbując odnaleźć się w tym świecie, w którym większość Indian była alkoholikami albo narkomanami, żebrzącymi o drobne w przejściach podziemnych. Nie mógł wybaczyć rodzicom, że odeszli z rezerwatu, że odcięli się od ich kultury, tradycji, od ich rodziny, która uznała to za zdradę. Próbował nawiązać z nimi kontakt i do pewnego stopnia mu się to udawało, jednak fakt, że był czarodziejem, że uczęszczał do szkoły magii i zamiast czerpać z natury, zamiast pozwalać energii życiowej przepływać przez siebie, próbuje ją okiełznać metodami białych ludzi, nie przysparzał mu przyjaciół. Szaman dopuszczał go do niektórych tajemnic, pozwalał uczestniczyć w niektórych rytuałach, widząc, jak bardzo mu na tym zależy i że chłopak posiada niezwykłą siłę duchową, pozwalającą mu otworzyć się na duchy natury.
Biedny Deven, nigdy nie miał nawet okazji zobaczyć na żywo nagiej kobiety. I tak robił postępy, bo miał jakieś pojęcie o całowaniu się, choć nie było w tym wielkiej jego zasługi. Raczej dziewczyn, które wykazywały znacznie większą znajomość tematu i inicjatywę. Ludzie uważali go za poważnego do granic możliwości, skoncentrowanego, czasem wręcz pogardliwego w stosunku do innych, podczas gdy w rzeczywistości był po prostu nieśmiały i zamknięty w sobie.
Uśmiechnął się pod nosem na widok opatulonego w tyle warstw Enzo, ale nie skomentował. W końcu Halvorsen był Peruwiańczykiem i nie przywykł do takich temperatur.
Szli w milczeniu, ale nie było to krępujące milczenie, przynajmniej dla Devena. Słyszał bizony w oddali, ale nadal były dość daleko, by mogli rozmawiać.
- Ja raz. Są teraz rzadkie, pod koniec XIX wieku biali dla zabawy wytłukli prawie całą populację, a Indianie Wielkich Równin umierali z głodu - powiedział spokojnie, ale widać było, że nie celuje tym stwierdzeniem w Enzo ani tak naprawdę nikogo konkretnego. Że po prostu stwierdza fakt, za który już nikogo nie wini. Przystanął i spojrzał z namysłem na Peruwiańczyka, a kąciku jego ust drgnął lekki uśmiech. - Mam wrażenie, że łatwiej dogadać się z samicą jakiegokolwiek innego gatunku, niż własny. Ale wiesz... ja nigdy nie potrafiłem się dogadać z dziewczynami - mruknął z rezygnacją, rozcierając dłonie. Milczał przez chwilę po czym westchnął głęboko. - Winnie... nie wiem, czy ją kojarzysz, przyjechała z Salem, jest kapitanem ich drużyny w quidditcha... w każdym razie... zniknęła. A miałem wrażenie, że coś... coś między nami było. I nie wiem, co o tym myśleć - zakończył, wypuszczając powietrze ze świstem i patrząc na obłoczek pary, ulatujący z jego ust. Poczuł się lepiej, wyrzucając to z siebie. Choć nie sądził, by Enzo był w stanie mu pomóc.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Lima, Peru
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 3052
  Liczba postów : 1065
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10538-enzo-corrado-halvorsen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10540-klusownik-prosto-z-peru
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10539-peruwianska-sowa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10541-enzo-halvorsen




Gracz






PisanieTemat: Re: Wodopój bizonów   Sro Lut 10 2016, 01:32

Co tak naprawdę wiedział Enzo o bizonach? W zasadzie, to prawie nic, więc jego wiedza, w porównaniu z tą, którą posiadał Deven, musiała był okrutnie okrojona. On chyba nawet nigdy w życiu bizona na oczy nie widział, a już tym bardziej w stadzie z młodymi. Być może, jeśli nie uda im się rozgryźć bab, to chociaż poszerzy swoją wiedzę z zakresu opieki nad magicznymi stworzeniami… chociaż może niemagicznymi? To, czy te zwierzęta są w jakiś sposób magiczne też pozostawało dla niego zagadką, zwłaszcza już, że zaczął się nad tym zastanawiać dopiero teraz. Może jeszcze będzie miał okazję do zobaczenia w akcji czegoś niezwykłego? Kto wie, nie skreślajmy bizonów!
To, czym podzielił się z nim Indianin sprawiło, że gdzieś wewnątrz żołądka wyrosła mu nagle bryła lodu. Enzo bardzo dobrze wiedział co oznacza głód, ale to wcale nie sprawiało, że łatwiej było mu z tym przejść do porządku dziennego.
- Nieciekawie. - odpowiedział tylko, czując jak na jego twarzy pojawia się niekontrolowany, okazany bardzo mimowolnie, grymas. Nie chciał sobie nawet wyobrażać jak to jest, kiedy głoduje nie jeden chudy nastolatek, a cała grupa ludzi, w tym kobiety z dziećmi. Odsunął od siebie tę myśl, nie chcąc zagłębiać się w szczegóły, a zwłaszcza te, które naparły na jego wspomnienia. Milczał przez chwilę, ale to nie dlatego, że nie wiedział co powiedzieć. Zwyczajnie przez chwilę nie potrafił się zebrać do wyrzucenia z siebie czegokolwiek, a kiedy był wreszcie gotowy do wypowiedzenia się, Deven nawiązał do swojego problemu, w jakim Enzo też miał spróbować mu doradzić. Tyle, że jaką on był pomocą dla Gryfona, skoro sam jeszcze żadnej porządnej bazy nie zaliczył? Pozwolił mu się wypowiedzieć, również obserwując jak oddech opuszcza jego płuca, układając się w obłoczek, a potem mu zawtórował.
Nie znał Winnie, ale to nie było niczym szczególnym. Halvorsen po prostu nie kojarzył większości przyjezdnych. Byli bo byli, ale tak właściwie to dla niego nie istnieli. Przyjechali, bo spłonęła im szkoła i to by było na tyle. On kiedyś także był tutaj obcy, więc kiedy mijał ich na korytarzach, nie odczuwał niczego więcej poza pustą obojętnością.
- Nie kojarzę. - przyznał na początek, kontynuując marsz i jednocześnie błądząc spojrzeniem po okolicznych drzewach. - Baby już takie są. Znikają się i pojawiają… trochę jak moja znajoma Phoenix. Eiv też lubi zniknąć od czasu do czasu.
Podzielił się z nim gderliwie swoimi spostrzeżeniami, a potem przyszło mu do głowy coś jeszcze.
- Może ta Winnie miała być Gryfonką? Wszystkie Gryfonki lubią uciekać. - zauważył „bardzo błyskotliwie”, chociaż tak naprawdę to usilnie zastanawiał się co ma poradzić koledze. - A… bardzo zdążyliście się zaangażować?
Zapytał wreszcie, bo może w ten sposób odnajdzie właściwą odpowiedź. Jeśli nie było to nic poważnego to zawsze można było wszystko naprawić. Halvorsen już dobrze o tym wiedział, problem tylko w tym, że on nie był Indianinem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Hamilton, Kanada
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 2567
Dodatkowo : szukający, kapitan, prefekt fabularny
  Liczba postów : 754
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6697-deven-quayle#189490
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6699-relacje-indianskie-i-te-zupelnie-nie#189531
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6700-pocztowki-z-innej-epoki#189533
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7227-deven-quayle




Gracz






PisanieTemat: Re: Wodopój bizonów   Sro Lut 10 2016, 22:30

Cóż, Deven wiedział sporo w teorii, nieco mniej, jeśli chodzi o praktykę, mimo że raz miał już okazję obserwować te wspaniałe zwierzęta.
Indianin spojrzał kątem oka na swojego towarzysza. Coś, co odbiło się na jego twarzy, dało gryfonowi do myślenia, ale swoim zwyczajem nie skomentował tego w żaden sposób, tylko zostawił dla siebie.
Nie był rasistą ani nikim w tym rodzaju - jeśli nienawidził jakichś białych, to tych z przeszłości, którzy zniszczyli dumną rasę wojowników, ale też rolników i mistyków. Mówienie o Indianach ogólnie było takim samym absurdem, jak wrzucanie wszystkich białych do jednego worka - nieważne czy mieszkali w Barcelonie, na Manhattanie czy na odciętej od świata australijskiej farmie. Był przewrażliwiony na tym punkcie i starał się nad tym panować, zdając sobie sprawę, że większość ludzi po prostu nie ma odpowiedniej wiedzy. Tak samo jak on nie potrafiłby powiedzieć czym różni się Kongijczyk od Somalijczyka.
Dziwnie się czuł, przyznając do swoich kłopotów z Winnie, która na dobrą sprawę nie była nawet jego dziewczyną. Była KANDYDATKĄ na dziewczynę, ale oprócz jakiegoś przelotnego pocałunku, nie doszło między nimi do niczego więcej.
- Uhum. Jestem pewien, że trafiłaby do Gryffindoru. Wulkan energii. Przebojowa i taka... no nie wiem, pewna siebie. W sumie... to ona wyszła z inicjatywą - przyznał niechętnie, trącając butem zamarzniętą bryłę śniegu. - Nie umiem ci powiedzieć... to nie było nic oficjalnego, ale miałem wrażenie, że jej zależy. Nie jestem specjalnie... wyczulony na kobiece sygnały, ale musiałbym być wyjątkowo tępy, żeby nie zrozumieć jej... intencji. Nie jest zbyt subtelna. Chcę przez to powiedzieć, że wie dokładnie, czego chce. I po prostu przychodzi i bierze, nie dając ci szansy na protest, zgodę... cokolwiek. Ale jest w tym cholernie... urocza. Wszystko szło dobrze i w ogóle... Ale w sumie nie ma o czym mówić, bo Winnie wsiąkła i jeśli się nie odnajdzie, to raczej się nie dowiem, co się stało i czy to moja wina - zakończył, marszcząc brwi i zagryzając wargi. Po chwili uniósł oczy na Enzo i uśmiechnął się niewyraźnie.
- Dobra, lepiej powiedz, co z tobą? Jak widzisz, słaby ze mnie doradca, ale... - wzruszył ramionami w geście bezradności. W końcu jak się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma. Deven znał się na zwierzętach i roślinkach, ale z pewnością nie na zwyczajach godowych własnego gatunku i było to cholernie męczące. Ale cóż, takie życie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Lima, Peru
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 3052
  Liczba postów : 1065
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10538-enzo-corrado-halvorsen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10540-klusownik-prosto-z-peru
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10539-peruwianska-sowa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10541-enzo-halvorsen




Gracz






PisanieTemat: Re: Wodopój bizonów   Sob Lut 27 2016, 15:34

Słuchał tego co mówił Deven i starał się dokładnie zrozumieć jego sytuację. Nie był ekspertem, gdy chodziło o kobiety, co zresztą było widać po jego znajomości z Shenae, więc tym bardziej potrzebował wszystko dokładnie sobie przyswoić i zanalizować, zanim zebrałby się na jakiekolwiek doradzanie.
- Musiało być interesująco. - skomentował wreszcie, najwyraźniej nie potrafiąc się powstrzymać, ale i rozpaczliwie przeszukując głowę w poszukiwaniu jakiegoś rozwiązania. Powinien pomóc mu jej szukać? Czy może odradzić i rzucić jakimś banałem w stylu „stary, nie była ciebie warta” czy tam „daj sobie spokój, tego kwiatu jest pół światu”? Wszystkie wyjścia wydawały mu się pozbawione delikatności (taak, delikatny Enzo, o dziwo to się czasem zdarza!), więc przez jakiś czas milczał. Wreszcie zdecydował się pozostać przy ciszy, najwyraźniej sądząc, że Deven zrozumie, iż nie potrafił znaleźć na to żadnej rady. Kobiety przychodzą i odchodzą, a znajomi rozpływają się w powietrzu z dnia na dzień. Też zdążył tego doświadczyć, ale to wcale nie sprawiało, że było mu z tym łatwo. Gryfonowi też na pewno nie było, dlatego w pewnym, dodatkowym sensie cieszył się, że ma Shenae. Była na tyle uparta, że nie zostawiłaby go samemu sobie… prawda? To się miało dopiero okazać, a Enzo nie zamierzał kusić losu. Nie teraz, kiedy zaczynał być… szczęśliwy? To chyba było dobre słowo.
- Ze mną… - powtórzył, nie mogąc się powstrzymać i zaśmiał się cicho, ale nieco histerycznie. Jego obecna sytuacja jednocześnie go bawiła, jak i zawstydzała oraz demotywowała życiowo. - Zrobiłem głupotę.
Przyznał się na początek, próbując w jakiś sposób ubrać w słowa to, co stało się w łazience prefektów.
- Chociaż raz zachowałem się odpowiedzialnie i żałuje tego, a teraz nie potrafię na nowo zainicjować tej, powiedzmy, sytuacji, żeby nie tyle naprawić błąd co po prostu zrobić to tak jak chciałem. - zwierzył się, wyłamując palce w bardzo nerwowym geście. - Nie znam się na tym czego oczekują kobiety w takich chwilach. Mogę znać teorię, ale guzik się znam na praktyce, a kiedy już wszystko wyszło spontanicznie to oczywiście musiałem się zastanowić czy nie byłoby z tego dzieci.
Cóż, w temacie dziecka akurat niczego nie żałował. Nie był na tyle dojrzały emocjonalnie, żeby być ojcem i naprawdę nie miał pojęcia co mógłby zrobić, gdyby Shenae zaszła wtedy z nim w ciążę. O ile tylko zdążyłby coś zrobić zanim by się nadmiernie podekscytował.
- Gdzie te bizony? - nagle zmienił temat, czując, że zaczyna się robić co najmniej niezręcznie. No, a przynajmniej jemu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Hamilton, Kanada
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 2567
Dodatkowo : szukający, kapitan, prefekt fabularny
  Liczba postów : 754
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6697-deven-quayle#189490
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6699-relacje-indianskie-i-te-zupelnie-nie#189531
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6700-pocztowki-z-innej-epoki#189533
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7227-deven-quayle




Gracz






PisanieTemat: Re: Wodopój bizonów   Nie Lut 28 2016, 22:18

W sumie Deven wcale nie potrzebował sów pocieszenia - zdawał sobie sprawę, że trudno było na to cokolwiek powiedzieć - i w gruncie rzeczy docenił, że Ezno nie raczył go banałami. Jednocześnie sam fakt zwerbalizowania swoich zmartwień, podzielenia się nimi z kim, kogo... chyba obchodziły, był kojący. Nawet jeśli Deven był z natury skryty i więcej niż powściągliwy, potrzebował kogoś, kto go wysłucha i wesprze, zwłaszcza teraz, kiedy nie mógł liczyć na swoich nieznośnych braci, którzy znaleźli się po drugiej stronie Atlantyku.
Nie nazwałby tego złamanym sercem, raczej pewnym rozczarowaniem i dyskomfortem psychicznym. Nie wiedział, co się stało, martwił się o postrzeloną Jankeskę (choć chyba jako mieszkanka Teksasu wcale nie była Jankeską, ale mniejsza o szczegóły) i nie wiedział, czy to jego wina, czy może sytuacja rodzinna zmusiła ją do powrotu do Ameryki. Był zdezorientowany i nie do końca potrafił się odnaleźć w nowej sytuacji - ba, nie był nawet pewien, czy miał do Winnie jakiekolwiek prawa, bo jeśli nie liczyć jednego czy dwóch spotkań, nie mieli nawet okazji tak naprawdę ze sobą chodzić. Ani latać. Nie wspominając o innych czynnościach.
Patrzył na Enzo w sobie tylko właściwy sposób, który sprawiał, że ludzie zbierali się na odwagę i przyznawali do różnych głupot i niedociągnięć, wiedząc, że nie zostaną osądzeni ani tym bardziej potępieni. Ciemne oczy Indianina były pełne skupienia, ale też zrozumienia i chęci udzielenia wsparcia, nawet jeśli nie leżało to w jego mocy.
No dobra, to faktycznie było krępujące i Deven przez chwilę się zastanawiał, czy sam zdobyłby się na takie wyznanie. Może i tak. Czuł się dziwnie poruszony faktem, że Enzo obdarzył go takim zaufaniem, bo... jaki facet przyzna się do niepowodzeń w sferze intymnej? Przez chwilę analizował słowa Peruwiańczyka, dochodząc do wniosku, że chyba jednak dobrze że on sam nie miał okazji zabrnąć tak daleko, bo najwyraźniej... im dalej w związek, tym więcej komplikacji.
- Wiem jeszcze mniej niż ty - odezwał się w końcu Quayle, bo cóż, szczerość za szczerość. - Pewnie cię to nie pocieszy, ale... hm... to się da naprawić, a z ciążą... jest jakby trudniej - powiedział w swój lakoniczny i dość enigmatyczny sposób, ale raczej wystarczająco jasno, żeby krukon rozszyfrował, co miał na myśli. Starał się zachować przy tym kamienną twarz i pewnie mu się to udało, bo gdyby obaj byli równie zażenowani... hm, byłoby to dość zabawne.
- Na południowy-zachód. Czyli tam - mruknął, wskazując dłonią kierunek i ruszając spokojnym krokiem. - Musimy iść pod wiatr, bo inaczej nas wyczują - dodał, idąc tak cicho i miękko, że nie można było mieć żadnych wątpliwości, że ma się do czynienia z prawdziwym potomkiem czerwonoskórych myśliwych.
Odgłosy stawały się coraz wyraźniejsze, a do nich dołączył szum rzeki. Deven odwrócił się w stronę swojego towarzysza i przyłożył palec do ust. Miał nadzieję, że Enzo zdaje sobie sprawę, że to nie przelewki, bo wkurzony bizon to ponad pół tony czystej, zabójczej furii.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Lima, Peru
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 3052
  Liczba postów : 1065
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10538-enzo-corrado-halvorsen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10540-klusownik-prosto-z-peru
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10539-peruwianska-sowa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10541-enzo-halvorsen




Gracz






PisanieTemat: Re: Wodopój bizonów   Sro Mar 02 2016, 21:01

To spojrzenie było odrobinę niepokojące. Ta intensywność, skupienie wzroku sprawiały, że odczuł pewien dyskomfort, ale jednocześnie faktycznie podjął decyzję i odrzucił od siebie niepewność. Enzo nie był typowym chłopakiem. Całe życie wychowywał się tylko z matką, a nie było w jego życiu łagodniejszej kobiety niż ona. Można jej było powiedzieć o wszystkim i chyba właśnie to sprawiło, że jeśli już Krukon faktycznie miał jakiś problem, który niemożliwe go zżerał, a wypróbował już wszelkie nieinwazyjne opcje to niestety, ale wyrzucał z siebie wszystko, co do ostatniego słowa. Gdyby nie był pewien, że mu to pomoże to najpewniej nawet nie starałby się tutaj spotkać z Devenem w tym celu, w jakim faktycznie się spotkali, tj. obustronnej wymianie trudnych do udźwignięcia samemu zwierzeń. Wtedy po prostu by słuchał, nie dzieląc się niczym. Jego słowa, mimo, że przecież tak proste, sprawiły, że Enzo nagle wybuchnął gwałtownym, ale nieco zduszonym chichotem. Miał na uwadze to, że znajdują się całkiem blisko gromady bizonów, ale nie potrafił się powstrzymać.
- Coś w tym jest. - stwierdził, opanowując się po chwili i wziął ze dwa głębsze wdechy nim ostatecznie złożył dłoń na ramieniu Gryfona (oznaka sporego zaufania, Enzo z reguły unika kontaktu cielesnego, rezerwując go tylko dla niektórych) i poklepał go po nim krótko.
- Dzięki. - wyrzucił z siebie szczerze i nie zdążyło minąć nawet pięć sekund, a ponownie zwieszał dłonie wzdłuż ciała. - Za wysłuchanie.
Sprostował jeszcze i faktycznie ruszył na poszukiwanie bizonów. Nie musiał być Indianinem, aby poruszać się stosunkowo cicho. Spędził w lesie połowę swojego życia, a jakąś część z tego wyłącznie na samych drzewach. Potrafił się skradać, a fakt, że śnieg zalegał na ziemi co prawda trochę utrudniał mu to zadanie, ale czy dzięki temu nie stawało się ono bardziej ekscytujące?
Kiedy do ich uszu dotarł wreszcie cichy szum pobliskiej rzeki, Halvorsen odczuł powagę sytuacji. Oddychał cicho, ale miarowo, a im bliżej linii drzew się znajdowali, tym ogarniało go większe podniecenie. Mimo wszystko panował nad sobą i jeszcze zanim prześwity pozwoliłyby bizonom na dostrzeżenie intruzów, zatrzymał się, opadając cicho na ziemię, aby przykucnąć. Wpatrzył się prosto w stado pięknych, ale i potężnych ssaków, szybko dostrzegając między nimi młode. Lepiej, żeby teraz nie wydarzyło się nic nieoczekiwanego, inaczej może być z nimi krucho, gdy mama bizon poczuje, że jej potomstwo jest zagrożone. Popatrzył krótko na Devena, jakby rzucał mu jednocześnie wyzwanie, jak i zadawał nieme pytanie.
„Bliżej?”
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Hamilton, Kanada
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 2567
Dodatkowo : szukający, kapitan, prefekt fabularny
  Liczba postów : 754
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6697-deven-quayle#189490
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6699-relacje-indianskie-i-te-zupelnie-nie#189531
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6700-pocztowki-z-innej-epoki#189533
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7227-deven-quayle




Gracz






PisanieTemat: Re: Wodopój bizonów   Pon Mar 07 2016, 21:08

Deven prawie nigdy się nie zwierzał. Miał niezdrową tendencję do duszenia wszystkiego w sobie, do rozwiązywania problemów na własną rękę, wyciszania lub wyładowywania złości, frustracji, strachu - ale niemal zawsze samemu.
Tylko czasem zdarzało mu się poprosić o radę czy wsparcie Jovena, najstarszego ze swoich braci, z którym czuł się najbardziej związany. Jednak teraz dzielił ich ocean i problemy Jovena, który zmagał się z depresją. Krótkie wizyty w Kanadzie nie sprzyjały otwieraniu się i wywalaniu na wierzch wszystkich problemów i wątpliwości, dlatego od bardzo dawna Deven nie miał okazji, by przyznać się do niepowodzeń na polu męsko-damskim.
Wyczuwał w Enzo bratnią duszę, a w każdym razie kogoś bardzo do siebie podobnego, co było dziwne i nowe, ale jednocześnie niezwykle budujące. Świadomość, że nie jest się jedynym, który notorycznie krewi kontakty z kobietami, który jest małomówny i zamknięty w sobie, była kojąca i sprawiała, że Indianin poczuł się pewniej i raźniej.
Uśmiechnął się szeroko, po czym zaśmiał krótko, ale szczerze, przyłączając do wybuchu wesołości krukona, którego ta iście indiańska mądrość chyba podniosła na duchu. Odpowiedział tym samym gestem, kładąc dłoń na ramieniu Halvorsena. Obaj przywiązywali taką samą wagę do kontaktu fizycznego i nie obdzielali nim każdego, więc gdy ich spojrzenia się spotkały, obaj dokładnie wiedzieli, że było to czymś więcej niż zwykłym klepnięciem, choć może równocześnie czymś mniejszym niż przysięga dozgonnej przyjaźni.
- I vice versa - powiedział z lekkim, szczerym uśmiechem, po którym widać było ulgę.
Miał poczucie, że znalazł doskonałego kompana do różnych wypraw. Enzo poruszał się cicho i tak doskonale znał się na rzeczy, że Quayle poczuł się odrobinę niezręcznie - niepotrzebnie dawał mu wskazówki, nawet jeśli wychował się w zupełnie innym klimacie i w otoczeniu innych zwierząt, miał doskonale wyrobione odruchy i instynkt. Poruszali się cicho, jak zwierzęta, i Deven czuł adrenalinę krążącą mu w żyłach. Zatrzymali się niemal w tym samym momencie, obserwując w milczeniu potężne zwierzęta. Quayle pociągnął nosem. Wyraźnie czuł ich zapach - było w nim coś pierwotnego, coś, co podniecało go równie mocno jak piękna dziewczyna, ale nie sprawiało, że czuł się zagrożony czy niepewny. Wiedział, co robi. Przynajmniej do pewnego stopnia.
Przez jego twarz przemknął krótki, zaczepny uśmiech. Cała jego rozwaga gdzieś się ulotniła, ale musiał, po prostu musiał podejść bliżej, nawet jeśli było to ryzykowne. Poza tym widział wyzwanie w oczach Enzo i jego ego zdecydowanie przejęło kontrolę nad mózgiem. Skinął głową i ruszył naprzód, niemal się czołgając, ale jednak unosząc tułów, bojąc się, by skrzypienie śniegu nie zaalarmowało stada. Zbliżył się na jakieś piętnaście metrów, co z pewnością nie było zbyt mądre, ale nie mógł się oprzeć. Spojrzał tylko na krukona i błysnął zębami w krótkim uśmiechu, po czym rozpłaszczył się w śniegu, śledząc wzrokiem bizony, przechadzające się niespiesznie brzegiem rzeki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Lima, Peru
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 3052
  Liczba postów : 1065
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10538-enzo-corrado-halvorsen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10540-klusownik-prosto-z-peru
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10539-peruwianska-sowa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10541-enzo-halvorsen




Gracz






PisanieTemat: Re: Wodopój bizonów   Nie Mar 13 2016, 15:37

No i nagle zrobiło się całkiem przyjemnie. Ta chwila zrozumienia była dla Enzo ważniejsza niż podglądanie bizonów, na które przecież zgodzili się z taką ochotą i może nawet dążyłby do przedłużenia jej, gdyby nie to, że to nie było za bardzo w jego stylu. Wycofał się, tak jak zwykle zresztą, z chęcią uciekając w świat instynktów, jaki kusił adrenaliną i nieznanym, a także wiedzą, jaką oferował za przełamanie barier. Wkroczenie w tryb tropienia było dla niego dziecinną igraszką, dlatego podkradnięcie się do bizonów zajęło im naprawdę niedużo czasu. Przez moment nawet mieli okazję na przyglądanie się im. Pijącym, trącającym się wzajemnie, gdy przechodziły obok siebie, ale najwięcej uwagi skupiał na sobie największy z nich, leżący na śniegu. Wyglądał naprawdę majestatycznie i Halvorsen bezmyślnie zapatrzył się na jego rogi i przednią sierść, układającą się w „pelerynę”. Nie pomyślał o tym, aby się położyć, co chyba sprowadziło na niego zgubę. Może, gdyby to zrobił, stałby się mniej zauważalny i wilk by ich ominął? Były na to małe szanse, ale przy sprzyjającym wietrze wcale nie wydawały się już takie niewielkie, a tymczasem obserwacja wodopoju miała stać się co najmniej trudna. Przeciągły skowyt przebijający się przez ciszę sprawił, że przedramiona Enzo momentalnie pokryły się gęsią skórką. Powoli odwrócił głowę profilem do bizonów, aby dostrzec wilka, wpatrującego się z uporem w rozpiętą kieszeń kurtki. Był nieznacznie najeżony i cicho warczał, a to wcale nie zapowiadało się dobrze. Różdżka też wcale nie sprawiła, że poczuł się pewniej. Wraz z Devenem znaleźli się pomiędzy młotem, a kowadłem. Powolnym, ale płynnym ruchem wyciągnął z kieszeni kilka pasków suszonej wołowiny, jaką zamierzał skonsumować w drodze powrotnej. Przesunął językiem po dolnej wardze w bardzo nerwowym odruchu, po czym cisnął ją, jak miał nadzieję, jak najdalej. Niestety wilczysko chwyciło ją w zęby szybciej niż mógłby się spodziewać, ale Halvorsen nie przejął się tym tak jak powinien, gdyż skupił się teraz na posłaniu ostrzegawczego spojrzenia Devenowi. Zaczął się wycofywać. Jednocześnie bardzo ostrożnie, jak i szybko, uważając też na to, aby nie władować się zaraz na jakieś krzaki, o co wcale nie było trudno. Wspaniały koniec wycieczki, nie ma co.

6
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Hamilton, Kanada
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 2567
Dodatkowo : szukający, kapitan, prefekt fabularny
  Liczba postów : 754
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6697-deven-quayle#189490
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6699-relacje-indianskie-i-te-zupelnie-nie#189531
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6700-pocztowki-z-innej-epoki#189533
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7227-deven-quayle




Gracz






PisanieTemat: Re: Wodopój bizonów   Wto Mar 15 2016, 17:04

Bizony były wspaniałe. Deven chłonął ich widok całym sobą, oddychając spokojnie, cicho, zdając sobie sprawę, że nawet głośniejsze westchnienie może je spłoszyć. Ta chwila zrozumienia, fakt, że razem podkradali się do stada była w jakiś sposób niezwykle pierwotna, dotykała potrzeby głęboko zakorzenionej w każdym mężczyźnie - potrzeby posiadania towarzysza, z którym można przeżyć męską przygodę.
Potężne zwierzęta przechadzały się niespieszne, a z ich nozdrzy unosiła się para, sprawiając, że wydawały się w jakiś sposób nierealne. Indianin poczuł dziwny ucisk w klatce piersiowej, jak zawsze kiedy był czymś poruszony. Oczywiście nigdy by się do tego nie przyznał, ale gdzieś w głębi duszy podejrzewał, że Enzo czuje coś podobnego. Obaj byli dość odważni i obyci z dzikimi zwierzętami, by nie popełnić błędu, zapewnić sobie bezpieczeństwo i móc spokojnie podziwiać te niezwykłe stworzenia. Przynajmniej tak mu się wydawało.
Słysząc przeciągły skowyt, Deven drgnął nerwowo i powoli odwrócił głowę w kierunku, z którego dobiegał dźwięk. Wilk był niedaleko. Wpatrywał się w Enzo złotymi ślepiami, unosząc dziąsła i obnażając zęby. Quayle powoli sięgnął po różdżkę, ale w obliczu wilka, wyraźnie głodnego i zdesperowanego, wcale nie czuł się pewniej. Deven w myślach podziękował swojemu duchowi opiekuńczemu za tak doświadczonego towarzysza, który wiedział, jak się zachować. Sam odwrócił lekko głowę, wycofując się za Peruwiańczykiem i ostentacyjnie unikając spojrzenia drapieżnika, który mógłby uznać to za prowokację.
Kiedy znaleźli się już w bezpiecznej odległości i upewnili, że wilk nie idzie ich śladem, Deven odetchnął głęboko i spojrzał na Enzo z uśmiechem. Miał nadzieję, że jeszcze nieraz wybiorą się na taką męską wyprawę. Teraz jednak najrozsądniej było udać się do motelu i trochę rozgrzać.

z/t x 2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Wodopój bizonów

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
reszta świata
 :: 
Gory Skaliste
-