IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Skrzacia chatka

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 20
Skąd : Rosja, Syberia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 3000
  Liczba postów : 1772
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8036-zilya-nikolaevna-fyodorova
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8073-syberyjska-dzikuska#225025
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8071-syberyjska-sowka#225017
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8067-zilya-fyodorova




Administrator






PisanieTemat: Skrzacia chatka   Pon Sty 18 2016, 13:13


Skrzacia chatka

Niewielki domek umiejscowiony wśród bujnych drzew należał niegdyś do znanego w okolicy skrzata, pracującego w pobliskim hotelu. Choć Florek wraz ze spadkiem renomy tego miejsca, tajemniczo wyjechał, nie oznacza to, iż jego dom pozostał bez ochrony. Miejsce to strzegą starannie rzucone zaklęcia, które bronią wnętrze przed intruzami. Chociaż Ci nie pojawiają się tak często, najwyraźniej mało kto zakłada, iż skrzaci dom może skrywać interesujące skarby. Gdyby tylko wiedzieli, że Florek skrywał kleptomańskie zapędy!

Jeśli jednak uda Ci się złamać zaklęcia i dostać do środka, twoim oczom ukaże się niebywale urocze wnętrze. Wszystko jest tu w ciepłych barwach przynoszących na myśl świąteczne wystroje. Niewielkie mebelki potęgują uczucie, iż trafiło się niemalże do domu lalek. Jednak to, co najbardziej zaskakuje to niebywałe przedmioty ukryte na iskrzących się od magii, szafeczkach. Wszystko wygląda, jakby ktoś opuszczał to miejsce w pośpiechu, nie mogąc zabrać ze sobą skarbów.

JEŚLI CHCESZ WEJŚĆ DO WNĘTRZA DOMKU MUSISZ RZUCIĆ KOSTKAMI!

1 - Próbujesz otworzyć drzwi zwykłą alohomorą, jednak nie przewidujesz tego, że to miejsce tylko czeka na osoby, które spróbują tam wejść właśnie za sprawą tego zaklęcia! Cały śnieg, jaki bogato przykrywał dach, nagle spada prosto na Ciebie. Tkwisz po samą szyję w gęstym śniegu, a na dodatek różdżka wypadła Ci z ręki. Druga osoba będzie musiała Ci pomóc wydostać się stąd, nim totalnie przemarzniesz. Może ona będzie mieć więcej szczęścia i uda się jej otworzyć małe drzwiczki?
2 - Szarpiesz za klamkę? Próbujesz mugolskich metod na wejście do środka? A może po prostu rzucasz zaklęcia stojąc bardzo blisko drzwi? To nie był najlepszy pomysł. Magia tego miejsca szybko reaguje. Siekiera, która wisi na drzwiach okazuje się nie być wyłącznie ozdobą. Nagle odrywa się od drzwi spadając Ci wprost na ręce. Spokojnie, nie było tak makabrycznie, jak się zapowiadało! Twoje ręce teraz odrobinę krwawią, ale wiesz, że zwykłe episkey drugiej osoby, od razu Cię wyleczy.
3 - Przez dłuższą chwilę głowisz się nad tym, jak wejść do środka. Zdążyłeś już totalnie przemarznąć i nawet zamierzałeś właśnie stąd odejść, kiedy drzwi cudownie się otworzyły. Odetchnąłeś z ulgą znajdując się we wnętrzu. Ciepło, przyjemnie i jakże zapraszająco. Na blacie znajdujesz dwie butelki alkoholu Łzy Morgany le Fay i torebkę Musów-Świstusów. Wygląda na to, że zostawili je tam poprzedni goście. Raczej się nie pogniewają, jeśli je sobie weźmiesz.
4 - Magia tego miejsca dziwnie na was działa. Udało wam się wejść do środka, brawo. Jednak, kiedy tylko przekroczyliście próg i drzwi się za wami zamknęły na siedem spustów, zaczynacie tracić grunt pod nogami. Dosłownie. Miejsce broni się przed intruzami, powodując, że Ci zaczynają lewitować! Więc teraz unosicie się bezwolnie jakby wysłano was na Marsa. Urok ten będzie na was działać dopóki stąd nie wyjdziecie.
5 - Wykazałeś się niemałą wiedzą otwierając drzwi tego domku. Rozszyfrowałeś hasło zapisane w języku starożytnych run (dostajesz 1 punkt z run do kuferka!), które pozwoliło wam na wejście. Na dodatek, kiedy już przekroczyliście próg, znajdujecie sakiewkę galeonów (ty i osoby z którymi tu przyszedłeś otrzymują po 20 galeonów) i beczułkę pitnego miodu. Czy mogłoby być lepiej?
6 - Szybko domyślasz się co należy zrobić, aby wejść do tego domku. Wiesz też, że to wyjątkowo skomplikowane zaklęcie. Możesz rzucić je sam i otrzymać 2 punkty z zaklęć do kuferka, lub może Ci w tym pomóc osoba, z którą chcesz tu rozegrać wątek i wówczas każde z was dostanie po 1 punkcie zaklęć. Kiedy już jesteś w środku i przeglądasz skarby porozkładane na szafeczce, twój wzrok przyciąga niezwykły kompas. Brawo, stajesz się posiadaczem kompasu marzeń.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 20
Skąd : California i Alaska
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 464
  Liczba postów : 439
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11628-cyrus-milos-lynford
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11637-troche-sporo-spie-ale-i-tak-chce-miec-ziomkow
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11636-lisciki-i-inne-duperelki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11638-cyrus-milos-lynford




Gracz






PisanieTemat: Re: Skrzacia chatka   Czw Lut 04 2016, 18:41

Spotkanie się z Sheilą było dobrym pretekstem, aby wydostać się z dzielonego pokoju. Podczas  pobytu na tym odludziu, musiałem zbadać działanie przedmiotu z Salem. Ostatnio średnio się nim zajmowałem, bo najwyraźniej chociaż nasz dyrektor się nam pokazał na jednej z wycieczek, teraz miał nas głęboko gdzieś. Niemniej jednak, wciąż chciałem przewodniczyć w bractwie, a z przedmiotem na żałośnie niskim poziomie, to sobie co najwyżej mogłem rządzić w swojej sypialni. Zabrałem więc swój nożo-kastet, który dziwnie wibrował co jakiś czas, aby rozwikłać jego zagadkę. Zauważyłem ostatnio ciekawą zbieżność, bowiem nóż dziwnie się zachowywał przy Megarze. Nie byłem jeszcze tylko zupełnie pewien, dlaczego akurat przy niej. Niejednokrotnie też widziałem, jak ten błyszczał w charakterystyczny sposób, gdy był wystawiany na działanie księżyca.
Przewracałem go w dłoniach, gdy stałem na jednej ze ścieżek pod hotelem, czekając, aż Sheila się pojawi. Było mi potwornie zimno w ręce, mimo, że miałem grube rękawiczki. Myślałem nad przedmiotem i zastanawiałem się dlaczego akurat przy tych, a nie innych osobach ten szalał. Światło księżyca, na które był wrażliwy, przywodziło mi na myśl wampiry, wilkołaki i lunaballe. Miałem nieodparte wrażenie, że Megara może mieć coś wspólnego z jednym z nich. Czyżby nóż ten był pewnego rodzaju wykrywaczem stworzeń powiązanych z księżycem? Jakby, jakichś wilkołaków?
Schowałem swoją zabawkę znów do swego granatowego płaszcza, by w zamian za nią, sięgnąć po różdżkę. Calefieri tej zimy nieustannie mnie próbowało rozgrzać. I tym razem, chociaż na chwilę było lepiej. Modna czapka z czarnymi nausznikami opadała mi na oczy, a i tak nie chciało mi się ani wyciągać rąk z głębokich kieszeni, by ją poprawić. To tak stałem, chowając się pod jakąś choinką, by choć trochę osłonić się od tony padającego śniegu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : VIII
Wiek : 20
Skąd : Boston, Stany Zjednoczone Ameryki
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1100
  Liczba postów : 373
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8032-sheila-v-villadsen#224823
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8039-mmm-chodz-zaznac-odrobiny-przemocy#224850
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8041-napisz-a-obiecuje-ze-cie-nie-postrzele#224854
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8033-sheila-v-villadsen#224826




Moderator






PisanieTemat: Re: Skrzacia chatka   Czw Lut 04 2016, 20:57

Sheila, chociaż raz, wzięła do siebie wszelkie ostrzeżenia dotyczące uporczywej pogody i ubrała się tak, jak wypadało. Grube rajstopy ukrywały się pod wąskimi spodniami, więc teoretycznie powinno jej być ciepło, ale nawet zimowa, puchowa kurtka nie ukrywała jak lekko drżały jej mięśnie, gdy przeciskała się do wyjścia, idąc pod prąd rwących do środka uczniów i studentów Hogwartu lub Salem. Jej palce były otulone tak grubymi rękawiczkami, że momentami, przy złym świetle, wydawały się być co najmniej dwa razy grubsze, tylko co z tego? Śnieg wdzierał się jej do oczu, a wargi już zdążyły zacząć sinieć, nic już nie mówiąc o wiecznie przekręconej na głowie wełnianej, białej czapce. Wyglądała jak siedem nieszczęść, a przecież dopiero co wyszła z motelu. Może nawet miała ochotę na droczenie się z Cyrusem i wynajdowałaby okazji do nastraszenia go lub coś podobnego, gdyby nie to, że tak właściwie to nie miała do tego warunków. Śnieg tak głośno skrzypiał jej pod stopami, że obudziłaby tym dźwiękiem nawet umarłego, tego była pewna, a to całe czajenie się też chyba nie do końca było w jej stylu. Miała więc bardzo nudne wejście, kiedy to po prostu dotarła od frontu, wciskając dłonie pod pachy i z bardzo nieszczęśliwą miną.
- Cześć. - przywitała się z nim słabym głosem i może nawet próbowałaby się uśmiechnąć, gdyby nie uważała, że podczas szczerzenia zębów najpewniej połknęłaby szklankę śniegu. - A trzeba było wyciągnąć Cię na gorącą czekoladę.
Spróbowała zażartować, lekko wyginając kącik ust w uśmiechu.
- Idziemy?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 20
Skąd : California i Alaska
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 464
  Liczba postów : 439
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11628-cyrus-milos-lynford
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11637-troche-sporo-spie-ale-i-tak-chce-miec-ziomkow
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11636-lisciki-i-inne-duperelki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11638-cyrus-milos-lynford




Gracz






PisanieTemat: Re: Skrzacia chatka   Wto Mar 01 2016, 14:18

Czekanie na nią było jakimś okropnym zajęciem. Naprawdę już chciałem się obrócić i uciec jak najgłębiej do ciepłego (okej, tam też było cholernie zimno) pokoju, gdy wreszcie dostrzegłem nadchodzącą Sheilę. Kiwnąłem jej głową na przywitanie, ale przez wielki gruby szalik, jaki mnie opatulał, gest ten był okropnie ograniczony i wręcz ledwo widoczny.
- Opeo eaz ówis o koladziie? - Próbowałem mówić do niej, wciąż będąc schowanym za szalikiem, ale dziewczyna mogła usłyszeć tylko jakiś niezrozumiały bełkot, a do tego, ja miałem teraz w ustach pełno kłaków z szalika. Szybko się z niego wyswobodziłem, plując kolorową wełną. Mróz momentalnie uderzył mnie w policzki, więc jeszcze bardziej pożałowałem tego, że w ogóle wstałem dziś z łóżka. Szybko przysunąłem się do Sheili, tak żeby złapała mnie pod rękę i abyśmy w ten sposób ruszyli tam, gdzie mieliśmy iść. Do czegoś tam z lodem związanego. Przynajmniej było mi minimalnie cieplej, gdy się tak do kogoś kleiłem. W ogóle to warto wspomnieć, że droga przez te nieodśnieżane zaspy wcale nie była taka idylliczna. Zaraz miałem śnieg w butach, więc dodatkowo po mej głowie gorączkowo chodziło pytanie, czy nie poniszczę moich drogich butów przez ten okropny mróz. To był jakiś koszmar.
- Sheila, przecież ja umrę nim tam dojdziemy. Jak taka temperatura jest na Alasce, to ja po prostu z domu nie wychodzę. Nikt tego nie robi, nikt przy zdrowych zmysłach. To jakiś najgorszy pomysł na świecie - marudziłem, okropnie kurczowo trzymając się jej ręki. Jakbym chciał jej ukraść trochę ciepła. Właściwie, próbowałem to zrobić, ale nie działało. - Zobaczysz, zaraz tu ten mróz mnie uśpi i będziesz musiała mnie nieść na plecach - Wcale nie żartowałem! Co prawda zazwyczaj usypiałem ze stresu, nigdy z zimna, ale przecież nie wiadomo, co życie przyniesie! Po prostu miałem nadzieję, że pod wpływem moich okropnych gróźb, Sheila magicznie wymyśli coś fajniejszego. Mi mózg zamarzał, nie mogłem się przemęczać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : VIII
Wiek : 20
Skąd : Boston, Stany Zjednoczone Ameryki
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1100
  Liczba postów : 373
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8032-sheila-v-villadsen#224823
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8039-mmm-chodz-zaznac-odrobiny-przemocy#224850
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8041-napisz-a-obiecuje-ze-cie-nie-postrzele#224854
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8033-sheila-v-villadsen#224826




Moderator






PisanieTemat: Re: Skrzacia chatka   Nie Mar 06 2016, 17:07

Wiatr, szarpiący bezlistnymi gałęziami, nie pozostawiał Szelce nadziei na powrót do motelu w znośnym stanie. Jej włosy, zapewne w kilka chwil, zamienią się w zmrożone strąki sterczące nieładnie wokół twarzy, a palce, jeśli jakimś cudem nie przymarzną jej do kurtki, najpewniej będzie musiała potraktować solidnym zaklęciem rozgrzewającym, o ile tylko ktoś okaże się na tyle uczynny, aby je nań rzucić. W takim stanie z pewnością nie dałaby rady utrzymać różdżki. Cóż, naprawdę żałowała, że w ogóle zapisała się na te ferie, nic nie mówiąc już o podjęciu tak lekkomyślnej decyzji jak ta o wybraniu się dziś na wycieczkę. Nie było jednak rady, słowa już padły, tak samo jak śnieg, który oblepił jej czapkę w takim stopniu, że aż głowa zaczęła jej ciążyć. Mrużyła oczy, chroniąc je przed śniegiem wirującym zawzięcie wokół jej twarzy, a spojrzenie skoncentrowała na Cyrusie. Przez moment wpatrywała się w niego z lekką konsternacją, najwyraźniej starając się rozszyfrować to co powiedział, ale nie miała w tym tyle szczęścia co autorka posta.
- Tak, Cy, najedz się szalikiem przed marszem. Przyda Ci się trochę dodatkowych wełnowodanów. - zdobyła się na nieco niepewnie wypowiedzianą drwinę. Nie była na nią niezdecydowana z powodu chęci zachowania towarzyskich konwenansów, a zwyczajnie chłód przenikający jej ciało nie pozwolił jej skupić się na poprawnej modulacji głosu. Nie protestowała, kiedy przysunął się do niej, chwytając go sprawnie pod ramię i przylegając do niego w taki sposób, jakby znaczyli dla siebie zdecydowanie więcej niż w rzeczywistości. Cóż, kiedy tyłek marznie to i każde źródło ciepła może zostać najważniejsze na świecie.
- Tracisz ciepło. - ostrzegła go, mając na myśli „przymknij się Lynford”, ale oczywiście nie mogła pozwolić sobie na taką bezpośredniość. Ciągnęła go uparcie, licząc na to, że za kilka chwil zobaczą wreszcie cel ich podróży, ale chyba nie zdawała sobie sprawy z tego, że w ten sposób mogli tylko błądzić po omacku. Białe paskudztwo oślepiło ją, dzięki czemu nie minęło nawet kilka chwil, a dwoje Salemczyków znalazło się niedaleko jakiejś przedziwnej chatki. Był jeden plus takiego zbiegu okoliczności…
- Tutaj chociaż tak nie wieje. - stwierdziła, przysuwając się bliżej drzewa, najwyraźniej licząc na to, że ją ochroni przed przymarznięciem do ziemi. Potem spojrzała na Cyrusa. Wydawała się lekko zaniepokojona, chociaż kąciki jej warg uniosły się w lekkim uśmiechu kiedy mówiła.
- Wiesz co to za miejsce? Chyba zabłądziłeś.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 20
Skąd : California i Alaska
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 464
  Liczba postów : 439
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11628-cyrus-milos-lynford
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11637-troche-sporo-spie-ale-i-tak-chce-miec-ziomkow
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11636-lisciki-i-inne-duperelki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11638-cyrus-milos-lynford




Gracz






PisanieTemat: Re: Skrzacia chatka   Nie Mar 06 2016, 19:37

Rzucałem jej spojrzenia jeszcze bardziej mrożące krew w żyłach (albo taką miałem nadzieję), niż temperatura panująca dookoła. Nie zamierzałem się odzywać, by dyskutować i odpierać jeszcze bystrzejszymi słowami, gdyż przy każdej próbie powiedzenia czegokolwiek, zjadałem garść śniegu. To było wystarczająco obrzydliwe. Szedłem, klejąc się do niej i zupełnie nie interesując się tym, co mogą o tym pomyśleć postronni świadkowie. Zaciskałem rękę tylko mocniej, gdy rzucała jakieś niemiłe słowa, by uspokoiła ten swój piekielny język, wciąż nie zamierzając z nią dywagować. A przynajmniej, nie do chwili, aż znaleźliśmy się pod tajemniczym domkiem. Tak naprawdę dziękowałem bogom, że mogliśmy się schować pod jego miniaturowym dachem, gdzie choć odrobinę mniej nas zasypywał biały puch. Wyswobodziłem się z Sheilowych objęć, tak by swobodniej móc przyjrzeć się chatce.
- Ja? Ja nigdzie nie chciałem iść, to ty zabłądziłaś - szybko odparłem, pozbawiając okienną szybę szronu. Kiedy już na nią nachuchałem i przeczyściłem swą elegancką rękawiczką (udawałem, że wcale nie żałuję zakupu cienkich i eleganckich, a nie tych grubych i puchatych), mogłem spróbować przyjrzeć się temu, co znajduję się w domku.
- Zaraz przestanę tracić ciepło, wchodząc do tego domku, a ty sobie tam możesz dalej iść na pastwę losu, czy tam lodowisko - machnąłem nawet na nią ręką, przypominając jej wcześniejsze okropne słowa! Otóż dom, co widać było przez szybę, wyglądał na zupełnie opuszczony. A przynajmniej to sugerowały jakieś pajęczyny i wszechobecny kurz. Skoro więc nikt tam nie mieszkał, to czemu nie mielibyśmy chociaż na chwilkę wejść do środka i się ogrzać? Nawet powrót do hotelu i ponowne pokonanie tej liczby zasp, wydawało się niemałym wyczynem. Mała przerwa naprawdę byłaby zbawieniem.
Byłem dobry z run, chociaż to raczej było zaskakujące w moim przypadku, bo zazwyczaj miałem okropne oceny ze wszystkiego. Jednak Ci, którzy wiedzieli, że nie zapłaciłem za szkołę w Wielkiej Brytanii, pamiętali, że to z run właśnie miałem stypendium pozwalające na pobyt tutaj. Nawet nigdy się nie przykładałem do tego przedmiotu, gdzieś tam matka często mówiła w domu po runowemu. Głupi przypadek. I ten przypadek teraz pozwolił mi na odczytanie napisu na ścianie budynku, a które jednocześnie było hasłem. Wypowiedziałem je odpowiednio, a drzwi do środka magicznie się otworzyły. Rzuciłem spojrzenie Sheili.
- Mam nadzieję tylko, że jak już zamarzniesz, to nikt nie będzie mnie wiązał z twoim zniknięciem - to byłoby bardzo problematyczne. Kiedy przekraczałem próg mikroskopijnego domu (lol, był nawet mniejszy niż ten mój na Alasce), w dłonie wpadła mi sakiewka hajsu, którą szybko schowałem do kieszeni, tak naprawdę nie zauważając, że nieopodal była jeszcze druga, którą mogła zabrać dziewczyna. Za to cała duża beczułka alkoholu znanego jako miód pitny od razu została przeze mnie oceniona jako coś do podziału między naszą dwójkę. Powiedźmy, że w sprawie finansów byłem mniej hojny.
- Piłaś kiedyś miód pitny? - zapytałem koleżankę, licząc, że ta wejdzie i zamknie za sobą szybko drzwi, bo już miałem dość widoku śniegu. W ogóle ten dom wyglądał dziwnie. Był okropnie zagracony, stary i mały. Chyba nie chciałem tu siedzieć dłużej niż to konieczne.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : VIII
Wiek : 20
Skąd : Boston, Stany Zjednoczone Ameryki
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1100
  Liczba postów : 373
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8032-sheila-v-villadsen#224823
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8039-mmm-chodz-zaznac-odrobiny-przemocy#224850
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8041-napisz-a-obiecuje-ze-cie-nie-postrzele#224854
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8033-sheila-v-villadsen#224826




Moderator






PisanieTemat: Re: Skrzacia chatka   Nie Mar 06 2016, 21:40

Udawała, że nie zauważa jego uścisków. Sheila miewała momenty, w których nie potrafiła powstrzymać się od rzucenia ciętej uwagi i to chyba właśnie była ta chwila. Lubiła Lynforda, nieważne jak bardzo drażniła ją jego chęć udawania kogoś kim wcale nie był, więc tak naprawdę to nie chciała mu dopiec w żaden sposób, który mógłby go zranić, dlatego w zasadzie z początku nie poczuwała się do winy. Posłała mu tylko wymowne spojrzenie, kiedy stwierdził, że to była jej wina. No oczywiście, że była, ale dla świętego spokoju mógłby ją wziąć na siebie, prawda? Najwyraźniej nieprawda, gdyż chłopak albo faktycznie poczuł się urażony jej słowami, albo nagle chciał, aby faktycznie przymarzła do tego drzewa. Przez moment zrobiło jej się przykro, ale wtedy tylko ukryła połowę twarzy w kurtce, podciągając ją nieco, aby jakoś się zasłonić. Przyglądała się przez chwilę jak obmacuje szybę, chociaż tak naprawdę niewiele widziała, zanadto skoncentrowana na myśleniu. Zastanawiała się czy powinni w ogóle zbliżać się do tej przedziwnej chatki. W świecie czarodziejów nieczęsto zdarzało się, aby porzucone na odludziu domy witały nieproszonych gości suto zastawionymi stołami oraz ciepłem rozpalonego kominka, a Villadsen zwyczajnie nie chciała, aby Cyrusowi coś się stało. Co tam ona, jakoś da sobie radę. Kiedy tak znieruchomiała, chłopak miał bardzo dużo czasu na rozszyfrowanie runicznych zapisków, także Amerykanka zupełnie przegapiła moment, w którym drzwi się otworzyły. Oprzytomniała dopiero wtedy, kiedy Lynford rzucił jakąś niemiłą uwagę. Zasępiła się, odrywając się wreszcie od drzewa i podążyła za jego przykładem, wchodząc do domku. Była pełna obaw, ale najwyraźniej niepotrzebnie. Odetchnęła z ulgą, a wtedy również zauważyła sakiewkę, leżącą sobie beztrosko na podłodze.
- Nie bądź taki. Tylko żartowałam. - spróbowała załagodzić sytuację, przez moment wpatrując się w woreczek, jakby spodziewała się, że zaraz dostanie zębów i ją pogryzie, kiedy tylko zbliży do niej rękę, ale nic takiego się nie stało. Chwyciła ją pewnie, przez moment obracając w palcach, a potem rzuciła nią prosto w miód pitny. Nie potrzebowała pieniędzy, ale nie miała też na tyle odwagi, aby dać Cyrusowi wprost te galeony. Nie chciała, aby się na nią zdenerwował. Popatrzyła na niego dziwnie, kiedy zadał to pytanie.
- Nie pije alkoholu. - przypomniała mu, prawie się krzywiąc na myśl o maczaniu ust w tym świństwie, po czym otoczyła się ramionami. Było tutaj cieplej niż na zewnątrz, ale to nie przeszkadzało jej w czuciu się niezręcznie. Rozejrzała się, wpatrując się w setki porzuconych przedmiotów.
- Ciekawe kto tu mieszkał. - gruba warstwa kurzu zdecydowanie sugerowała, że już od dawna nikt tutaj nie wchodził. Nawet ich buty zostawiły na podłodze wyraźne odciski.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 20
Skąd : California i Alaska
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 464
  Liczba postów : 439
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11628-cyrus-milos-lynford
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11637-troche-sporo-spie-ale-i-tak-chce-miec-ziomkow
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11636-lisciki-i-inne-duperelki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11638-cyrus-milos-lynford




Gracz






PisanieTemat: Re: Skrzacia chatka   Nie Mar 06 2016, 22:14

Na komentarze Amerykanki reagowałem też w złośliwy sposób. Tak naprawdę nic więcej się za tym nie kryło. Ani nie poczułem się urażony jej słowami, ani zły, ani nic dodatkowego. Najzwyklej w świecie, gdy ktoś był złośliwy, też taki się stawałem. Chyba nawet to lubiłem. O takie tam, nieustanne przekomarzanie się, nawet jeśli dajmy na to nie miałem racji. Z Winoną stale się lekko sprzeczaliśmy, a kiedyś byliśmy doskonałą parą. Teraz byliśmy jeszcze bardziej doskonałymi przyjaciółmi. Może po prostu byłem masochistą, skoro lubiłem znajomości w których ludzie są dla siebie złośliwi, a za swoją przyjaciółkę miałem moją byłą dziewczynę - którą tak naprawdę wciąż miałem ustawioną bardzo wysoko na piedestale - a która to otwarcie flirtowała z wszystkimi dookoła. Łącznie ze mną. Marny mój los.
- Wiem o tym. Jakbym nie wiedział, że żartowałaś to bym na pewno Cię tu nie wpuścił - odrzekłem patrząc na nią nieco zaskoczony. Chyba zdziwiony byłem głównie tym, że sądziła, iż pozwoliłbym wejść do zdobytego przeze mnie (!!!) domku, żeby się ogrzała, gdybym realnie był na nią zły. Może nie zdawała sobie sprawy z tego, że nie byłem miłościwy? Może lepiej mnie oceniała? Trochę mnie to nawet zaskoczyło i krótką chwilę spoglądałem na nią z jakimś nieodgadnionym wzrokiem.
Najwyraźniej to był moment, w którym wymienialiśmy się dziwnymi spojrzeniami. Chryste, nie miałem pojęcia, że ona nie pije. Zapomniałem! Albo raczej byłem na tyle zainteresowany wyłącznie czubkiem własnego nosa, że nigdy nie zwróciłem uwagi na ten fakt.
- Co? Ale dlaczego? Jesteś uczulona? - Nie wiedziałem czy można być uczulonym na alkohol. Najwyraźniej tak. Przecież kto rezygnował z jego picia? Chyba tylko alkoholicy. A Sheila na pewno nie wyglądała na taką, która zaliczyłaby już parę odwyków.
Zabrałem z półki jakąś szklankę, która wyglądała na czystą, poza tym, że była trochę zakurzona. Rzuciłem na nią zaklęcie oczyszczające, a potem odkorkowałem baryłkę pitnego miodu. Pierw go powąchałem, a kiedy uznałem, że chyba można go wypić, to przelałem do szklanki i wypiłem niewielki łyk. A jako, że od razu zrobiło mi się cieplej, to mogłem zdjąć ten ogromny szalik, czapkę czy rękawiczki i usiąść na jednym z małych krzeseł.
I dopiero wówczas zareagowałem na jej słowa, rozglądając się po pomieszczeniu. Rzeczywiście, było tu sporo jakichś dziwnych przedmiotów i wyglądało na to, iż ktoś tu zaaranżował sobie swoje bardzo małe cztery kąty.
- Pewnie kolejny goblin - rzuciłem wzruszając ramionami. Przecież nasz hotel był nimi przepełniony, to więc logiczne, że żadne skrzaty nie przyszły mi nawet do głowy. - One kojarzą mi się z brytyjczykami. Są marudne, nudne i brzydkie w większości.
Bo gadka na temat tego, że Brytyjczycy są gorsi (za wyjątkiem paru przedstawicielek płci pięknej!), była klasycznym wątkiem, który zapewne mogłem podejmować o każdej porze dnia. Dalej mówiłem zdecydowane NIE integracji.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : VIII
Wiek : 20
Skąd : Boston, Stany Zjednoczone Ameryki
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1100
  Liczba postów : 373
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8032-sheila-v-villadsen#224823
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8039-mmm-chodz-zaznac-odrobiny-przemocy#224850
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8041-napisz-a-obiecuje-ze-cie-nie-postrzele#224854
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8033-sheila-v-villadsen#224826




Moderator






PisanieTemat: Re: Skrzacia chatka   Nie Mar 06 2016, 22:44

Całe szczęście, Sheili nie obowiązywały podobne problemy. Była na tyle specyficzna, że każde szybkie zakochanie, równało się także tak samo szybkiemu odkochaniu, ale nigdy nie zdążyła zabrnąć w tym na tyle daleko, aby zrozumieć sytuację, w jakiej znajdował się teraz Lynford. Zresztą, ona chyba nawet o tym nie wiedziała, albo po prostu nie wnikała. Nigdy nie była zanadto wścibska, nie chcąc, aby ktoś kiedyś przytrzasnął jej nos drzwiami, gdy wetknie go w niewłaściwe. Iii zdaje się, ze owszem, oto nastał moment, w którym wymieniali się dziwnymi spojrzeniami, chociaż ze strony dziewczyny była to raczej chwila zaskoczenia, potem odrobina konsternacji, zakończona czymś co można było uznać za zawód.
- Dzięki. - odpowiedziała tylko, przerażająco obojętnym głosem, nagle odwracając wzrok, jakby wręcz nie mogła już na niego patrzeć. Może i w istocie tak było? Gdyby w rzeczywistości kiedyś zostawił ją tak na mrozie w zupełnie nieznanym miejscu, definitywnie zakończyłby ich znajomość, z tym, że z pewnością nie odbyłoby się to aż tak spokojnie. Kiedy targały nią emocje, Szelka potrafiła być całkiem nieprzewidywalna w reakcjach, więc kto wie czy nie użądliłoby go wtedy w tyłek stado żądlibąków. Przykucnęła w miejscu w którym stała, odwracając się nieznacznie bokiem do Cyrusa i objęła nogi rękoma, nie chcąc nawet patrzeć na to jak czyści szklankę.
- Nie, po prostu nie pije. - miała nadzieję, że to utnie temat. Nie chciała tłumaczyć mu się z tego, że tak została wychowana i w zasadzie to jeszcze nigdy tak na poważnie nie wzięła nic podobnego do ust, bo wiedziała jak na to zareaguje. Większość ludzi wtedy drwiła, a ona chyba nie zniosłaby teraz drwin Lynforda, a przynajmniej nie zniosłaby ich spokojnie.
Z początku milczała, muskając podłogę palcem i wodząc nim tak długo, aż utworzył w kurzu szlaczki układające się w zarys goblina.
- A jednocześnie inteligentne i sprytne? Nie nie doceniaj goblinów. - powiedziała, czyniąc przy okazji aluzję. Nie wiedziała czy Cyrus w ogóle pamięta, że była w Hogwarcie jeszcze przed nim i jakie miała stosunki z jego mieszkańcami, ale nie zamierzała nawet udawać, że podziela jego opinię.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 20
Skąd : California i Alaska
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 464
  Liczba postów : 439
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11628-cyrus-milos-lynford
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11637-troche-sporo-spie-ale-i-tak-chce-miec-ziomkow
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11636-lisciki-i-inne-duperelki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11638-cyrus-milos-lynford




Gracz






PisanieTemat: Re: Skrzacia chatka   Nie Mar 06 2016, 23:15

Sam do końca nie zdawałem sobie sprawy z tego, w jakiej znalazłem się sytuacji. Zakładałem, że zerwanie Winony ze mną wcale mnie tak mocno nie obeszło, że to okej, bo przecież nie mieliśmy być na zawsze parą. A to, że teraz czasem całowaliśmy się pod stołem, też niby wcale mnie nie ruszało. Gdybym tylko czasem bardziej nad tym wszystkim pomyślał, to ogarnąłbym, że to nie jest najlepszy układ na świecie, bo mi czasem wciąż zależy. I że pewien powinienem się bardziej skupić na znajdywaniu jeszcze idealniejszej dziewczyny, żeby naprawdę i obustronnie zostać wyłącznie przyjaciółmi z mą ex, Wins. Mój świat był skomplikowany.
Nie zauważyłem zmienionego tonu Sheili. Chyba dlatego, że nie przykładałem wagi do takich spraw, jak nieprzynoszenie zawodu i bycie lojalnym. O z tym ostatnim miałem prawdziwy problem. Dlatego, że martwiłem się zawsze przede wszystkim o siebie. I to najlepiej wychodziło na jaw, gdy za plecami naprawdę dobrego ziomka, planowałem przejęcie bractwa i wykopanie go w cholerę. Powinien mi ktoś udzielić lekcji moralności. Ale to może późnej.
- Okej, jak będziesz chciała jednak pić, to mam zawsze możesz się do mnie zgłosić - odparłem tylko, bo tu akurat dobrze trafiła. Nie byłem osobą, która by drążyła, wypytując o problemy. W końcu co mnie obchodziło, czemu ktoś nie pił? Skoro nie chciała, to okej, wszakże to zawsze więcej dla mnie. To może była moja minimalna zaleta - jeśli ktoś chciał coś tylko rzucić, jednocześnie nie zagłębiając się w problemie, to mi było można wszystko mówić.
Prychnąłem pod nosem, z jakimś tam małym uśmiechem, ze względu na to, że Sheila tak sprytnie wyciągnęła pozytywny aspekt nawet z jakichś tam okropnych goblinów.
- Dobra, może nie wszyscy mają rozum pokroju głumochłonów. Chyba. Niech im będzie. Niech mają chociaż to, skoro wciąż pozostają brzydcy jak gobliny - odrzekłem, jakby w życiu nie było większej tragedii niż nieurodziwa aparycja. A była - bycie biednym. Pewnie nawet nie do końca załapałem, że Villadsen była w Anglii wcześniej niż ja. Kto by pamiętał takie detale?
- Aż tak polubiłaś gobliny? Nie mów tylko, że bardziej niż nie-gobliny, bo będę naprawdę obrażony - zapytałem całkiem realnie tym zaciekawiony. Bo wcale nie zdawałem sobie sprawy z jej relacji w Wielkiej Brytanii, ale skoro już tak słodko sobie rozmawialiśmy, a ja popijałem wyjątkowo dobry miód, to mogłem przecież dopytać, kogo tu poznała. To też rzuciłem jej spojrzenie wyczekujące jakiejś fajnej historii. Plotki, ploteczki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : VIII
Wiek : 20
Skąd : Boston, Stany Zjednoczone Ameryki
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1100
  Liczba postów : 373
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8032-sheila-v-villadsen#224823
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8039-mmm-chodz-zaznac-odrobiny-przemocy#224850
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8041-napisz-a-obiecuje-ze-cie-nie-postrzele#224854
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8033-sheila-v-villadsen#224826




Moderator






PisanieTemat: Re: Skrzacia chatka   Wto Mar 08 2016, 10:18

Tak, to akurat było jego wielkim plusem. Dziewczyny bywały na tyle skomplikowane, że gdy nie chciały czegoś wyjawić, najprościej było po prostu w to nie wnikać, zwłaszcza, jeśli nie chciało się wkraczać w zawiłe kwestie byłych chłopaków, zazdrości czy kosmetyków, a chociaż Sheila z reguły nie była aż tak płytka to miewała swoje momenty, chyba tak jak wszyscy. W tym momencie nie czuła najmniejszej potrzeby na wyjaśnianie mu dlaczego nie pije i pewnie nawet gdyby zapytał, zgrabnie wywinęłaby się od odpowiedzi, może nawet zrzucając połowę zawartości półek na ziemię, byle tylko odwrócić jego uwagę. Pewnie podziękowała mu też za propozycję, zapewniając, że będzie o tym pamiętać. Gdzieś w trakcie tego dialogu, kiedy Cyrus skupiony był na opróżnianiu beczułki pitnego miodu, dziewczyna machinalnie wyciągnęła spod kurtki rękawiczkę. Nie była to jednak byle jaka rękawiczka. To była dokładnie ta, która zaginęła w trakcie ucieczki z Salem, ale Sheila, nawet gdyby zdawała sobie sprawę z tego co robi, zapewne nie umiałaby nawet stwierdzić czy Lynford poznałby ją. Wszak nie miała zielonego pojęcia o istnieniu bractwa, a jej kontakty z pozostałymi Salemczykami bywały mocno ograniczone. Także w tym momencie, nieco zmanipulowana przez magię artefaktu, chwyciła go w dłonie, przyglądając mu się w taki sposób, jakby wcale nie był zwykłą rękawiczką. Wsunęła go na lewą rękę, uprzednio zrzucając swoje puchate, ciepłe rękawiczki. Była zimna, nawet bardzo. Mimo, że trzymała ją pod kurtką, rękawica chyba wcale nie absorbowała ciepła, chociaż teoretycznie powinna być przecież obojętna na zmianę temperatury otoczenia. Popatrzyła na chłopaka, a na jej twarzy odmalowało się nieznaczne oszołomienie. Może dlatego przegapiła swoją wspaniałą ripostę na wzmiankę o byciu brzydkim jak gobliny. No cóż, jeden punkt dla Salem.
- Nie - gobliny wydają się ostatnio mało towarzyskie. - stwierdziła wymijająco, co chyba miało być aluzją do tego, że ostatnio widywała się tylko z Cyrusem i nikim więcej, a że nie była osobą, która by się komukolwiek narzucała…
Wzruszyła nieznacznie ramionami, ale tak naprawdę wcale nie było jej to obojętne. Cierpiała z powodu samotności, zwłaszcza, że Ettore nie dawał znaku życia, a Shane znowu zniknęła między jedną imprezą, a drugą. Zacisnęła palce, zapominając o tym, że okala ją materiał rękawicy, a ten nagle rozbłysnął dziwnie złotym światłem. Wciągnęła gwałtownie powietrze w płuca, nagle zapominając o wszystkim innym i z patologiczną fascynacją poruszyła ręką w zupełnie niekontrolowanym odruchu. Wymierzyła prosto w Cyrusa i wtedy musiało stać się nieoczekiwane. Czy zamarł w miejscu jak ostatni kretyn, wciąż i wciąż prezentując jej zaskoczenie, czy może moc rękawicy go ominęła i natrafiła na szybę lub inny stary grat, przywracając mu blask i dawną świetność? Zaraz się okażę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 20
Skąd : California i Alaska
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 464
  Liczba postów : 439
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11628-cyrus-milos-lynford
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11637-troche-sporo-spie-ale-i-tak-chce-miec-ziomkow
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11636-lisciki-i-inne-duperelki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11638-cyrus-milos-lynford




Gracz






PisanieTemat: Re: Skrzacia chatka   Wto Mar 08 2016, 15:20

Tak naprawdę, wcale nie obserwowałem dokładnie jak dziewczyna zmienia rękawiczki, bo po pierwsze, zajęty byłem dolewaniem sobie miodu, a po drugie, w jej czynności nie było absolutnie nic interesującego. Poza tym, wyglądało na to, że nawet nie chce powiedzieć nic porywającego na temat Anglików. Uwaga, że nie byli zbyt towarzyscy, ani trochę mnie nie zaskoczyła. Bo niby jacy mieli być ponurzy, deszczowi Brytole, którzy codziennie jedli dziwne papki?
- To wiem, odkąd tu jestem. Bardziej mnie zaskakuje użycie przez Ciebie słowa "ostatnio" - skwitowałem, nie mogąc sobie wyobrazić, że te gobliny kiedykolwiek mogły być bardziej towarzyskie. Okej, jakaś tam mała impreza miała miejsce ostatnio w mojej sypialni i była tam pewna Brytyjka, ale póki co uparcie udawałem, że o tym zapomniałem, co by za szybko nie przyznać, że oni nie wszyscy byli źli. Niektórzy nawet całkiem okej.
Już chciałem zapytać o jakieś intrygujące szczegóły z jej perspektywy życia w szkole, bo może miała jakąś fajną historię w zanadrzu. I nawet otworzyłem usta, by to powiedzieć, gdy w tym samym momencie zamarłem. Bo rękawica, którą ubrała brunetka, nagle zabłysła zielonym światłem. W normalnych okolicznościach, każdy inny uznałby, że to pewnie jakiś bazarowy przedmiot, co świeci różnymi kolorami. Ale ja byłem bardzo wyczulony. Szczególnie na przedmioty jakie posiadali Amerykanie nienależący do bractwa.
- Skąd to masz? - Zapytałem od razu chcąc wstać z miejsca, które zajmowałem, by czym prędzej przyjrzeć się dziwnej rękawiczce, którą posiadała dziewczyna. Lecz w tej chwili wydarzyło się coś bardzo dziwnego. Sheila podniosła rękę, wycelowaną perfekcyjnie we mnie, trafiając mnie tą dziwną magią. Nawet wcale nie zdążyłem przed tym umknąć, bo zbyt byłem zafascynowany spoglądaniem na przedmiot, by wpaść na to, że ten może być dla mnie niebezpieczny. Więc cokolwiek to było, walnęło wprost we mnie, sprawiając że zamarłem. Byłem spertyfikowany? Cokolwiek się stało, oby ma rodaczka potrafiła to w miarę szybko odwrócić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : VIII
Wiek : 20
Skąd : Boston, Stany Zjednoczone Ameryki
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1100
  Liczba postów : 373
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8032-sheila-v-villadsen#224823
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8039-mmm-chodz-zaznac-odrobiny-przemocy#224850
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8041-napisz-a-obiecuje-ze-cie-nie-postrzele#224854
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8033-sheila-v-villadsen#224826




Moderator






PisanieTemat: Re: Skrzacia chatka   Nie Mar 13 2016, 16:22

Zapomniała o pytaniach, gubiąc gdzieś wszystkie odpowiedzi, jakie brała pod uwagę. Zapomniała o tym, że wciąż jej zimno, koncentrując uwagę jedynie na blasku rękawicy. Ta moc kusiła ją i przyciągała. Absorbowała tak, jak jeszcze nic wcześniej i nie wystarczyło kilka słów, aby nagle trans w jaki wpadła Sheila mógł samoistnie się zakończyć. Zaginęła w świecie czarnej magii, zupełnie pochłonięta przez tę siłę, zmuszającą ją do poruszenia ręką, a kiedy już to zrobiła, jej serce skamieniało z przerażenia. Cyrus zawisł w powietrzu w połowie ruchu, dzięki czemu mogła podziwiać zastanawiające zatrzymanie jego mięśni. Jego usta musiały zastygnąć w takim samym wyrazie fascynacji, ale patrzenie na to wcale nie sprawiało jej radości. Sheila wystraszyła się tego wszystkiego, a niekontrolowanie emocji nie było tym, co mogłoby odwrócić działanie rękawicy. Wydała z siebie cichy odgłos, bardzo bliski pisku i poderwała się z miejsca, nagle zupełnie przerywając swoje połączenie z artefaktem, co wcale nie sprawiło, że Lynford odzyskał panowanie nad własnym ciałem. Poruszyła gwałtownie ramionami, w objawie desperacji. W końcu jak można zareagować, gdy Twój Amerykański kolega nagle przestaje działać? Wzięła dwa głębokie wdechy, raczej z potrzeby niż z chęci, czując jak wraz z każdą sekundą, coś dziwnego zaczyna się z nią dziać, ale zanim zdążyła cokolwiek zrobić z Cyrusem, tajemnicza siła wręcz zwaliła ją z nóg. Ugięły się pod nią kolana, a rękawica ponownie i po raz ostatni rozbłysła magnetycznym blaskiem, nim całkowicie uszła z niej magia. Chłopak został cofnięty w czasie. Ponownie podnosił się do pozycji stojącej, a w uszach Villadsen rozbrzmiało coś więcej poza rytmicznym dudnieniem jej serca. Jego pytanie, zadawane ponownie. Była bliska utraty przytomności, ale gdzieś pomiędzy panicznym strachem i odpływaniem, w jej głowie pojawiła się odrobina zrozumienia.
- Zabrałam ze sobą. - wydukała powoli, walcząc z sennością i w ostatnim, w pełni świadomym odruchu, skuliła się na zakurzonych deskach, przyciskając rękawicę do piersi, jakby starała się ją ochronić przez spojrzeniem Lynforda. Między nimi zapewne zawisły niewypowiedziane słowa.
„Z Salem”.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 20
Skąd : California i Alaska
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 464
  Liczba postów : 439
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11628-cyrus-milos-lynford
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11637-troche-sporo-spie-ale-i-tak-chce-miec-ziomkow
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11636-lisciki-i-inne-duperelki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11638-cyrus-milos-lynford




Gracz






PisanieTemat: Re: Skrzacia chatka   Czw Mar 17 2016, 19:36

Nic nie poczułem. Nie miałem pojęcia, że właśnie doszło do załamania czasu.
Zadałem jej pytanie, a kiedy mrugnąłem oczami i poczułem dziwny dreszcz na plecach, wciąż patrzyłem na Sheilę. Przeszło mi przez myśl, że sekundę temu stała inaczej, lecz gdy ledwo mrugnąłem oczami, uznałem to za zupełnie absurdalną myśl. Widziałem jej wyraz twarzy, który mówił mi, że coś się wydarzyło, coś po tym błysku, czego nie zauważyłem. Gorączkowo spojrzałem na siebie, jakby chcąc upewnić się, że nie straciłem połowy ciała, a potem rzuciłem jej kolejne pytające spojrzenie, tym razem już naprawdę do niej podchodząc. Słowa "zabrałam ze sobą" mówiły mi wystarczająco wiele, rozbijając się po mojej głowie, jakbym ich wyczekiwał. Teraz jednak nie wiedziałem co mam w tym momencie zrobić, a przecież tyle mówiliśmy o odnalezieniu zagubionych artefaktów. Oszołomić ją i odebrać jej rękawice? Nawet nie wiedziałem jak działa. Wciągnąć do bractwa? Czy w ogóle się tam nadawała?
- Powiedź mi co się stało, co ten błysk zrobił? - Dość stanowczo zażądałem, chcąc jak najszybciej dowiedzieć się, czy to naprawdę jeden z zagubionych artefaktów. Dziewczyna zdawała się nie wiedzieć tak naprawdę, na ile cenną zabawkę ma w swych rękach, a ja bardzo chciałem dowiedzieć się, na ile potrafi nad nią panować. - Co wiesz o tej rękawicy? - Zapytałem ponownie, tym razem jednak spokojniej, kiedy usiadłem na ziemi obok niej. Nie mogłem jednak przyjrzeć się przedmiotowi bliżej, bo Amerykanka mocno przytulała go do piersi, jakby w obawie, że jej to zabiorę. Nie przeczę, chciałbym. Ale jeśli umiała nad tym panować, to może powinienem zabrać nie rzecz, a właścicielkę wraz z nim? Chyba naprawdę próbowałem zacząć myśleć jak przewodniczący.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : VIII
Wiek : 20
Skąd : Boston, Stany Zjednoczone Ameryki
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1100
  Liczba postów : 373
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8032-sheila-v-villadsen#224823
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8039-mmm-chodz-zaznac-odrobiny-przemocy#224850
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8041-napisz-a-obiecuje-ze-cie-nie-postrzele#224854
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8033-sheila-v-villadsen#224826




Moderator






PisanieTemat: Re: Skrzacia chatka   Pią Mar 18 2016, 11:56

Nie wiedział o co chodzi? Oczywiście, że nie wiedział! Ta myśl rozlała się w jej trzewiach prawdziwą ulgą. Co prawda wciąż była nieznacznie zaniepokojona, ale zawsze to był jakiś powód do westchnienia, z czego skrzętnie skorzystała. Wypuściła powietrze spomiędzy warg, a potem popatrzyła na Cyrusa jakby trochę przytomniej niż przed sekundą. Walczyła z wyczerpaniem, dając tym samym złudne wrażenie pełnej sprawności umysłowej i fizycznej. Zamrugała kilka razy, chcąc dość szybko odnaleźć odpowiedź na jego pytanie.
Co ten błysk zrobił?
Nie chciała się tym z nim dzielić czy zwyczajnie nie była pewna? Może chodziło o obie te rzeczy. Zresztą, na pewno nie chciała go okłamać, wciąż gdzieś w głębi siebie wierząc, że Lynford nie jest tak interesowny jak twierdzili wszyscy. Tylko, że ciężko było mówić prawdę, kiedy większość jej myśli powoli przysłaniała mgła nieprzytomności.
- Zmusił Cię, żebyś się powtórzył. - zdradziła mu, bo stwierdzenie „cofnęło Cię w czasie” nie przeszłoby jej teraz przez gardło. Miała bardzo potężny artefakt, ale nie potrafiła właściwie z niego korzystać, nie rozumiejąc jego natury na tyle dobrze, aby opowiadać o niej komuś innemu. Czy to naprawdę była manipulacja czasem? Może po prostu rękawica oddziaływała na jej umysł i w rzeczywistości była przekaźnikiem iluzji, a jej wydawało się, że Cyrus dwa razy powiedział to samo? Zresztą, czy on teraz w ogóle zrozumie co miała na myśli? Nagle przypomniało jej się coś jeszcze. Późne pomyślenie o tym mogła teraz zrzucić na stan bliski nieprzytomności.
- Korzysta z mocy magicznej noszącego. Wszystkie korzystają. Musisz być ostrożny. - jej oczy nieznacznie rozszerzyły się kiedy to mówiła. Czy artefakt Shane był równie groźny dla niej samej jak ta rękawica dla Sheili? Nie była tego pewna, ale mimo wszystko właśnie tak założyła. - One zabijają.
Dodała złowróżbnie, prawie wyszeptując te słowa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 20
Skąd : California i Alaska
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 464
  Liczba postów : 439
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11628-cyrus-milos-lynford
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11637-troche-sporo-spie-ale-i-tak-chce-miec-ziomkow
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11636-lisciki-i-inne-duperelki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11638-cyrus-milos-lynford




Gracz






PisanieTemat: Re: Skrzacia chatka   Nie Mar 20 2016, 18:26

Nie wiedziałem, że Sheila pokłada wiarę w potencjalnie ukrytych we mnie dobrych cechach, ale na pewno było mi to bardzo na rękę. Biorąc pod uwagę fakt, że najbardziej odpowiadało mi właśnie to, że dzięki temu przekonaniu, bardziej skora była powierzyć mi pewne sprawy, to mogło wskazywać na to, iż poziom interesowności jest jednak niezmiennie, utrzymany u mnie na wysokim poziomie.
Nie czułem tego, że zmuszony byłem do powtórzenia czynności. Jednak jej krótkie wyjaśnienie jasno dało mi do zrozumienia, że ma potężny przedmiot, o wiele bardziej interesując niż ten, który ja miałem. Nagle w mojej wyobraźni pojawiło się milion sposobów na używanie jej artefaktu. Czy ku zwykłej przyjemności, czy z mądrzejszych celach. Jakże zapragnąłem go posiadać!
Wzrok oderwałem od jej rękawicy, którą nadal kurczowo trzymała, dopiero, gdy wspomniała dalsze, dziwne wskazówki. Spojrzałem na nią uważnie, jakbym chciał wyczytać w jej spojrzeniu, skąd wie. Skąd miała pojęcie, że też miałem taki przedmiot? Nigdy nikomu spoza bractwa o tym nie mówiłem. Nie wiedziałem, czy ktoś się wygadał? Zapragnąłem, by teraz była tu Caroline ze swoim wykrywaczem kłamstw.
- Nie wiem o co Ci chodzi. Mam uważać na rękawice? - Zapytałem głupio, gwałtownie podnosząc się z zimnej posadzki i szybko kierując się tam, gdzie zostawiłem swój miód pitny. Jednak słowa dziewczyny bardzo mocno zostały w mojej głowie. I nie tylko dlatego, że niepokoiło mnie, skąd Sheila wie, że mam przedmiot. Głównie dlatego, że to co mówiła, naprawdę miało sens.
Czasem naprawdę źle się czułem od tego swojego artefaktu. Gadał do mnie, a ja zachowywałem się jak szaleniec, gdy słuchałem noża. Byłem absolutnie teraz pewnym, że muszę swój nóż sprawdzić na kim, kto jest zarażony likantropią, by mógł dostać jego moc. Mój przedmiot nie zabijał, byłem tego pewien.
Choć, tak naprawdę nie miałem pojęcia jakie skutki miało przynieść dźgnięcie wilkołaka, a te mogły być prawdziwie tragiczne...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : VIII
Wiek : 20
Skąd : Boston, Stany Zjednoczone Ameryki
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1100
  Liczba postów : 373
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8032-sheila-v-villadsen#224823
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8039-mmm-chodz-zaznac-odrobiny-przemocy#224850
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8041-napisz-a-obiecuje-ze-cie-nie-postrzele#224854
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8033-sheila-v-villadsen#224826




Moderator






PisanieTemat: Re: Skrzacia chatka   Pią Mar 25 2016, 12:41

Taka już była, że często pokładała za dużo wiary w osobach, które wcale na to nie zasługiwały. Nie raz i nie dwa przejechała się na swojej łagodności i otwartości, a tego, w liczeniu ile razy wzgardzono jej dobrą rolą straciła rachubę już dawno temu. Kto ma miękkie serce musi mieć twardy tyłek. Taką zasadę stosowała też względem siebie, a chociaż wiedziała, że za bardzo się przejmuje, nie mogła nic na to poradzić. Zależało jej na tym, żeby Cyrus wiedział, żeby nie używać tych przedmiotów. Nie wiedziała czy jakiś ma, ale zasugerowała się tym, że skoro ona i Shane jakiś znalazły, to czemu Lynford nie? Był przecież całkiem inteligentny i na pewno nie wyniesiono go nieprzytomnego z pożaru… prawda? Sama nawet nie wiedziała, ale tak założyła.
Świat wirował jej przed oczami, ale trzymała się twardo. Sięgnęła po różdżkę i wyszeptawszy formułę, rzuciła na siebie zaklęcie trzeźwiące. Wzdłuż kręgosłupa przebiegł jej bardzo nieprzyjemny dreszcz, który wstrząsnął jej ciałem, ale trochę ją otrzeźwiło. Usiadła tak, aby móc schować głowę między kolanami. Trochę ją mdliło, ale z pewnością obędzie się bez wymiotowania. Zerknęła sponad swoich nóg na Cyrusa. Wydawał się bardzo zamyślony, dzięki czemu pomyślała sobie, że może wie o czym mówiła.
- Jeśli kiedyś jeszcze taki zobaczysz… artefakt czy cokolwiek to jest. Uważaj na niego. Nie ufaj mu. - sprostowała, patrząc jak odchodzi i dopiero kiedy zbliżył się do beczułki, wróciła do swojej pozycji bezpiecznej. Ukryła rękawicę gdzieś pod ubraniami i przez moment czy dwa tak siedziała, otaczając ramionami kolana i wstała dopiero wtedy, gdy poczuła się lepiej. Zbladła, ale względnie nie chwiała się na tych swoich chudych nogach. Podeszła do Cyrusa, chwytając go za rękaw kurtki i lekko ciągnąc.
- Ty wiesz o czym mówię, prawda? - zapytała, patrząc ufnie w tył jego głowy. Jej bladozielone oczy zdradzały, że bardzo chciała poznać szczerą odpowiedź, ale nie była interesowna, nie chciała tej wiedzy wykorzystać. Po prostu martwiła się o niego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 20
Skąd : California i Alaska
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 464
  Liczba postów : 439
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11628-cyrus-milos-lynford
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11637-troche-sporo-spie-ale-i-tak-chce-miec-ziomkow
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11636-lisciki-i-inne-duperelki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11638-cyrus-milos-lynford




Gracz






PisanieTemat: Re: Skrzacia chatka   Sob Mar 26 2016, 00:34

Tak naprawdę najciężej mi było pojąć, dlaczego nie powinienem używać tego przedmiotu i dlaczego Sheila uważała, że one mogą aż zabić. Tak, wiem, że niosły za sobą różne konsekwencje, ale nikt jeszcze nie umarł od złego humoru. Bo właśnie, jak na razie to było najgorsze co z ich używania, niekorzystnego zauważyłem. Dziewczyna złapała mnie za rękaw, lekko ciągnąc, a ja tym samym nieco się otrzeźwiłem, spoglądając na nią, z jakąś dozą chłodu. Miałem wrażenie, że jest głupia. Jakkolwiek by to nie brzmiało, bo zawsze całkiem ją lubiłem. Po prostu to, co teraz mówiła, mnie w jakiś sposób drażniło. Może zbyt mocno wierzyłem w słuszność i profity, posiadanych przedmiotów?
- Mam mu nie ufać, bo jest zły, ale ty swój chowasz, jakbyś się bała, że Ci go zaraz wyrwę? Po Ci on więc? - Zapytałem w końcu, mocno zniecierpliwiony. Jak uważa, że są takie złe, to niech mi go odda, przecież ja się nim pilnie zaopiekuję. O co jej właściwie chodziło?
Przez chwilę świdrowałem ją wzrokiem, czekając na odpowiedź, aż trochę zdenerwowany tym wszystkim, zacząłem szybko zapinać kurtkę. Jakoś straciłem ochotę na siedzenie w tym miejscu. Tak naprawdę chodziło o to, że wcale nie podobały mi się słowa dziewczyny. Miałem wrażenie, że nie docenia tego, co udało się jej zdobyć. Tym bardziej byłem pewien, że nie powinna tego posiadać.
- Widziałaś kogoś, kto umarł od posiadania takiej rękawicy? Nie wiem skąd Ci to wszystko przyszło do głowy - dodałem jeszcze, bo jej słowa były mocne, a ja nie widziałem, bądź nie chciałem widzieć, na nie potwierdzenia.
Takie sytuacje jak ta, tylko mnie przekonywały o tym, że artefakty muszą być wyłącznie w rękach osób z bractwa. Osoby spoza tego ugrupowania nie radziły sobie z tym, co miały.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : VIII
Wiek : 20
Skąd : Boston, Stany Zjednoczone Ameryki
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1100
  Liczba postów : 373
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8032-sheila-v-villadsen#224823
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8039-mmm-chodz-zaznac-odrobiny-przemocy#224850
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8041-napisz-a-obiecuje-ze-cie-nie-postrzele#224854
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8033-sheila-v-villadsen#224826




Moderator






PisanieTemat: Re: Skrzacia chatka   Sob Mar 26 2016, 13:42

Jego spojrzenie nie zdziwiło jej tak, jak najpewniej powinno. Była przygotowana na podobną reakcję, ale mimo wszystko, gdzieś w jej serduszku zagnieździło się trochę lodu. Zacisnęła wargi, aby znieść dzielnie jego niechęć, jednakże emocje i tak znalazły odbicie w jej oczach. Puściła jego rękaw, nie chcąc aż tak napierać na niego fizycznie i otuliła się ramionami, krzyżując ręce na wysokości klatki piersiowej. Czuła się nieswojo, prowadząc z nim takie rozmowy.
- Potrzebuje go. Muszę coś naprawić. - zdradziła mu. Nie kłamała. Naprawdę chciała opanować swój artefakt na tyle, aby komuś pomóc i nie było niczym dziwnym, że była w stanie poświęcić w tym celu własne zdrowie. Sheila nigdy nie przejmowała się sobą, jeśli wiedziała, że dzięki temu może komuś pomóc w podniesieniu się z klęczek. Odwróciła głowę profilem do Cyrusa, spoglądając na zakurzone szpargały zaściełające półki. On i tak tego nie zrozumie. Nie był taki jak ona.
Jego słowa sprawiły, że ponownie skoncentrowała na nim wzrok. Z początku wydawała się nieco wytrącona z równowagi tym pytaniem, a potem stało się coś nieoczekiwanego. Na jej twarzy pojawił się gniew. Konia z rzędem temu, kto kiedykolwiek widział Villadsen rozzłoszczoną.
- Żebyś wiedział, że widziałam! - krzyknęła nagle, najwyraźniej całkowicie porwana przez emocje i przykre wspomnienia związane z pożarem. Nie była jedyną, której śnił się ogień i walące się deski, a chociaż nie została psychicznie skrzywdzona jak Holly, Sheila także widziała swoje.
- Pozwól, że daruje Ci wizualizacje. - mruknęła, nagle odwracając się do niego plecami, żeby nie zobaczył jak jej oczy wypełniają kryształowe łzy. Mimo wszystko i tak zdradzał ją rozedrgany głos. Zapięła kurtkę, wsuwając na dłonie rękawiczki. - Ale jak eksplodują Ci żyły, przypomnij sobie o tym ostrzeżeniu.
Czy to właśnie widziała w Salem? I tak i nie. Wydawało jej się, że temu komuś eksplodowały żyły, ale czy to w istocie miało miejsce? Eksplozja krwawego deszczu nie wzięła się znikąd. Zabrała ten przedmiot, a mimo początkowego lęku, w ogóle nie potrafiła powstrzymać się przed autopsyjnym dociekaniem do prawdy i chyba to przerażało ją najbardziej. Pociągnęła nosem i wybiegła z chatki. Wprost na śnieżycę, ślizgając się i niekiedy potykając. Uciekła do motelu czy gdzieś w las? Trudno powiedzieć, ale i tak była bezpieczna. Cyrus na pewno nie będzie jej szukał.

[zt]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Skrzacia chatka   

Powrót do góry Go down
 

Skrzacia chatka

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Chatka Gajowego
» Chatka nad jeziorem
» Chatka maga
» Chatka Świąteczna
» Chata szalonego szamana

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
reszta świata
 :: 
Gory Skaliste
-