IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Nie chciałam sprawiać kłopotu

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Windsor, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2284
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 1599
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9119-voice-lloyd
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9122-uslysz-cichy-glos#255607
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9121-glos-w-twojej-glowie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9120-voice-follett-cheney-lloyd




Gracz






PisanieTemat: Nie chciałam sprawiać kłopotu    Pią Lut 05 2016, 18:09


Retrospekcje

Osoby: Voice C. Cheney, Percival M. Follett
Miejsce rozgrywki: jedna z wąskich, wpadających w Tojadową uliczek
Rok rozgrywki: bieżący; początek drugiej połowy stycznia
Okoliczności: Voice doskonale wie, że odejście bliskiej osoby potrafi zarówno wyzwolić, jak i ostatecznie dobić człowieka. Kolejna, tym razem ostateczna strata Leosia tylko ją dobiła. Choć niejedzenie i niespanie nie są rozwiązaniem, Cheney w ten sposób próbuje radzić sobie z problemami. Gdy pewnego chłodnego wieczoru jej przemęczony organizm protestuje i dziewczyna traci przytomność, na pomoc przybywa Percival.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Windsor, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2284
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 1599
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9119-voice-lloyd
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9122-uslysz-cichy-glos#255607
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9121-glos-w-twojej-glowie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9120-voice-follett-cheney-lloyd




Gracz






PisanieTemat: Re: Nie chciałam sprawiać kłopotu    Pią Lut 05 2016, 18:49

Było jej trochę zimno, więc drżącymi palcami zapięła czarny płaszcz, próbując wydłużyć niepewne kroki. Kręciło jej się w głowie już od rana, ale ignorowała to, usilnie wbijając rozbiegany wzrok w ziemię. Szarpane wiatrem kosmyki włosów wpadały jej do ust i oczu, a ona raz za razem zakładała je za ucho, zupełnie bezwiednie, bo nawet nie czuła ciepła własnej dłoni. W sumie nie czuła już niczego poza przejmującą pustką. Wmawiała sobie, że Leoś znów po prostu zniknął, że wróci za miesiąc, albo za dwa, albo za pół roku, ale wróci. Szkoda, że ucieczka od prawdy była jeszcze boleśniejsza, niż stanięcie nią twarzą w twarz...
Od jak dawna niemalże nie jadła i nie spała? Minęło może siedem, a może dziesięć dni zlanych w jeden, piekielnie długi i męczący. Jeden dzień, podczas którego ulubiony, czarny sweter stał się jeszcze luźniejszy. I choć Voice w czasie tego jednego dnia stawała przed lustrem dziesiątki razy, żeby otrzeć świeże plamy na policzkach, nie zauważyła, że każda rzecz, jaką nadludzkim wysiłkiem wkładała na siebie, była zwyczajnie trochę za duża. Kartki w kalendarzu zrywała bezmyślnie, zapominając o wyrzuceniu ich, więc kłębiły się na podłodze, czasami cicho szeleszcząc pod jej stopami, gdy o czwartej rano przemykała przez mieszkanie, by zaparzyć dwie kawy i wypić tylko jedną. Musiała odetchnąć. Choć na chwilę wyjść z pustego, zimnego mieszkania, dlatego znów z trudem unosiła ramiona, by zmienić ubrania, przemyć twarz, którą w przeciągu kwadransa znów zwilżyły łzy, bo ich kurtki wciąż wisiały obok siebie. To nie miało najmniejszego sensu. Ciągłe rozpaczanie nie miało najmniejszego sensu. Voice bez Leosia nie miała najmniejszego sensu. Życie nie miało najmniejszego sensu.
To, że ignorowała zawroty głowy, też nie miało najmniejszego sensu. Było jej słabo. Dlaczego nie mogła po prostu zasnąć? Zasnąć na zawsze, albo na dłużej niż zawsze? Nigdy się nie obudzić? Nigdy nie cierpieć? Lada moment kończyła osiemnaście lat. Jutro? Pojutrze? Nie chciała. Chciała zasnąć.
I chyba zasnęła, albo straciła przytomność, albo po prostu umarła, bo przy kolejnym kroku ugięły się pod nią kolana i, zgodnie z własnym życzeniem, nie czuła już nic.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Kanada
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 4572
  Liczba postów : 968
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5587-percival-magnus-follett
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5588-relacje-percivala#161773
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5589-plomykowka-percivala#161774
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7256-percival-m-follett#205227




Gracz






PisanieTemat: Re: Nie chciałam sprawiać kłopotu    Pią Lut 05 2016, 20:50

Percy wracał z treningu zupełnie wykończony. Latanie w taki ziąb było koszmarem, a przecież on i tak dobrze znosił chłód, zahartowany kanadyjskimi zimami, które były zdecydowanie bardziej mroźne niż brytyjskie. Aportował się u wlotu ulicy Tojadowej, z miotłą zarzuconą na jedno ramię i torbą treningową w dłoni. Spojrzał na ponure, stare kamienice i poczuł nieprzyjemne ukłucie na myśl, że kolejny wieczór spędzi zdany wyłącznie na swoje towarzystwo.
Odkąd Madison zniknęła z jego mieszkania i życia, czuł się cholernie samotny. Zawsze był towarzyskim stworzeniem, pochodził z dużej, wesołej rodziny, która trzymała się razem i bardzo boleśnie odczuwał swoją samotność. Wszyscy jego przyjaciele wrócili do Kanady. Sam pewnie też by tak zrobił, gdyby nie fakt, że dostał się do drużyny narodowej i zaczął robić karierę. Kto przy zdrowych zmysłach zrezygnowałby z takiej szansy? Co prawda zakolegował się z niektórymi zawodnikami (trzeba przyznać, że po ostatniej imprezie obudził się w łóżku jednej ze ścigających, co trochę skomplikowało ich relacje), ale nie mogło być mowy o przyjaźni czy bliższych kontaktach. Te rozmyślania wcale nie poprawiły mu nastroju. Był zgrzany, zimny wiatr brutalnie wdzierał się za kołnierz, w domu nikt na niego nie czekał, a ramiona płonęły z bólu po ciężkim treningu.
Było cholernie ciemno, latarnie ledwo rozpraszały mrok i Percival prawie się potknął o ciało dziewczyny. Zatrzymał się w ostatniej chwili i przyklęknął przy niej, czując narastający niepokój. Nie czuł od niej alkoholu.
- Hej, słyszysz mnie? - zapytał głośno, ale nawet nie drgnęła. Przekręcił ją ostrożnie na plecy. Nie była ranna, o ile mógł to ocenić przy bladym świetle latarni. Wyciągnął różdżkę i mruknął ciche Lumos, zbliżając ją do ciała dziewczyny. Nie, nie miała żadnych widocznych obrażeń. Jeszcze raz spróbował ją ocucić, ale nic to nie dało. Przynajmniej oddychała. Przez chwilę zastanawiał się, czy nie powinien zabrać jej do świętego Munga, ale to może poczekać. Być może istniały powody, dla których wcale by sobie tego nie życzyła, dlatego Follett westchnął ciężko i rzucił zaklęcie. Bezwładne ciało dziewczyny uniosło się w powietrze. Uznał, że tak będzie dla niej bezpieczniej, niż gdyby niósł ją na rękach.
W mieszkaniu zdjął dziewczynie buty i płaszcz. Przy okazji znalazł także jej różdżkę, co tylko utwierdziło go, że dziewczyna jest czarownicą, więc nie musi się przejmować Ministerstwem Magii, które mogłoby mu mieć za złe użycie magii w obecności mugolki. Ostrożnie przeniósł ją na swoje łóżko i ułożył na tyle wygodnie, na ile było to możliwe. Po chwili namysłu namoczył ręcznik w chłodnej wodzie i zaczął delikatnie ocierać jej twarz. Dopiero teraz widział, jaka była ładna, delikatna, ale i niepokojąco szczupła, naznaczona cierpieniem. Zmarszczył brwi, próbując przypomnieć sobie właściwą formułkę, po czym wycelował różdżką w czoło dziewczyny i mruknął Rennervate, które powinno ją ocucić. Tak też się stało, co przyjął z nieskrywaną ulgą. Uśmiechnął się do niej łagodnie.
- Cześć, jestem Percival. Zdaje się, że zemdlałaś. Jesteś u mnie w mieszkaniu, ale nie denerwuj się niczym. Myślę, że powinnaś trochę odpocząć. Dolega ci coś konkretnego? Jak się czujesz? - spytał tonem niezobowiązującej pogawędki, nie chcąc jej nastraszyć, bo budzenie się w łóżku obcego faceta może być nieco stresujące.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Windsor, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2284
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 1599
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9119-voice-lloyd
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9122-uslysz-cichy-glos#255607
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9121-glos-w-twojej-glowie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9120-voice-follett-cheney-lloyd




Gracz






PisanieTemat: Re: Nie chciałam sprawiać kłopotu    Pią Lut 05 2016, 22:05

Nigdy od nikogo nie oczekiwała pomocy. Odkąd sięgała pamięcią musiała radzić sobie sama. Nie prosiła o wsparcie, nie rozglądała się w poszukiwaniu wyciągniętej w jej stronę dłoni. Udawała silną, samodzielną, niezależną. Potrafiła wywrzeć piorunujące wręcz wrażenie pewnej siebie, młodej kobiety. Potrafiła odtrącać ludzi i ich dobre rady. Grała nawet przed samą sobą, bo wierzyła, że kłamstwo powtórzone odpowiednią ilość razy staje się prawdą. Przyzwyczajała się do ciężaru, który przyszło jej dźwigać, ale wystarczył tylko moment, niezwykle krótka chwila, by wszystko ją przygniotło. Chwila krótka jak ta, gdy wtulała się rano w Leosia, który okazał się zimny. Chwila krótka jak ta, przez którą próbowała go obudzić, zanim zaczęła krzyczeć, płakać i śmiać się równocześnie. Obiecał, że już zawsze będzie ją kochał, a ona nie wiedziała, że jego zawsze nie pozwoli im na jeszcze jeden dzień. Ironia losu. Za każdym razem rozstawali się na dłużej, a w końcu rozstali się na... Zawsze. Na początku wydawało jej się, że może też powinna umrzeć, zniknąć lub po prostu uciec. Madness zniknął, Zoell zniknął. Jej matka umarła, Leoś umarł; ojciec i Casper uciekli. Zastanawiała się, czy to faktycznie jakaś metoda, czy to szansa na spokój. Wciąż jednak ślepo wierzyła, że da radę wszystko poukładać, że faktycznie znajdzie kogoś, kto będzie przy niej na zawsze, na jakichkolwiek zasadach - miłości, przyjaźni, nienawiści. Szukała stałości, której tak bardzo potrzebowała - zwłaszcza teraz, gdy stawała się kobietą, gdy potrzebowała wsparcia. W ciągu ostatnich kilku lat spotkała ludzi, którzy nauczyli ją szacunku do takich wartości jak rodzina. Nauczyła się do nich szacunku, ale wciąż nie zrozumiała, czym one są. Chciała zrozumieć.
Czuła się wolna. Przez te cudowne kilka sekund, które upłynęło, nim otworzyła oczy, czuła się wolna. Po prostu nic nie pamiętała, nie myślała o niczym, co mogłoby napędzić do jej oczu choć jedną słoną łzę. Szkoda, że takie chwile nie trwają wiecznie. W końcu rozchyliła nieco zaczerwienione od płaczu powieki, czego szybko pożałowała, bo w skroniach poczuła tępe pulsowanie, jak po wielu nieprzespanych nocach. Bolał ją też brzuch, jak wkrótce do niej dotarło - z głodu, ale wciąż jej umysłu nie zaćmiły żadne przykre myśli. Po prostu otworzyła oczy szerzej, dostrzegając czyjś spokojny uśmiech, na który mimowolnie odpowiedziała podobnym, tylko słabszym; w końcu wciąż nie pamiętała nic, ale lada moment miało to minąć. Póki co jednak słuchała przyjemnego, łagodnego głosu mężczyzny, na którym miło było zawiesić wzrok. Więc zemdlała? Dlaczego?
Bo chciała. I była zmęczona. I głodna.
Dlaczego?
Leoś. Leosia nie było. Nikogo już nie było.
Gdy odwróciła głowę w bok, ból nasilił się, co nie pozwoliło jej na zebranie się w sobie, założenie maski niezależnej kobiety i dyskretne wycofanie się do drzwi. Skrzywiła się tylko nieznacznie, unosząc jedną z naznaczonych bliznami dłoni do skroni. Szybko jednak uświadomiła sobie, że nieuprzejmie jest nie odpowiadać.
- Jestem Voice - przedstawiła się, jak zwykle mówiąc cicho, spokojnie. Powoli wsparła się na łokciach i nieco uniosła, stawiając opór i fizycznemu, i psychicznemu cierpieniu. Oba cierpienia nakazywały leżeć. - Wszystko w porządku. To tylko depresja - i choć chciała po prostu zakpić ze swojego stanu i tym samym pocieszyć samą siebie, coś nie wyszło, bo do jej oczu znów napłynęły łzy. Zacisnęła na chwilę wargi, usiłując trochę się opanować. Nie powinna znowu płakać. Nie teraz, gdy kompletnie obcy facet jej pomógł, bo zemdlała w jakiejś ciemnej uliczce. - Przepraszam. Nie chciałam sprawiać kłopotu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Kanada
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 4572
  Liczba postów : 968
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5587-percival-magnus-follett
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5588-relacje-percivala#161773
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5589-plomykowka-percivala#161774
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7256-percival-m-follett#205227




Gracz






PisanieTemat: Re: Nie chciałam sprawiać kłopotu    Sob Lut 06 2016, 11:43

W pierwszej chwili odetchnął z ulgą, widząc jej blady uśmiech. Musiała być trochę młodsza od niego, ale wydawało się, że doświadczyła więcej niż powinna w tym wieku. Wyglądało na to, że w jednej chwili wszystkie wspomnienia wróciły, uderzając ze zdwojoną siłą. Widział cierpienie na jej wymizerowanej twarzy i zdawał sobie sprawę, że nawet jeśli zdoła pomóc jej ciału, z pewnością nie uleczy duszy. Kiedy uniosła się na łokciu, potrząsnął głową z wyraźną dezaprobatą i już miał powiedzieć "powinnaś leżeć", kiedy słowa dziewczyny zamknęły mu usta i sprawiły, że poczuł jeszcze większy niepokój. Voice była odrobinę podobna do jego sióstr, przez co wzbudziła w nim jeszcze cieplejsze uczucia. Chciał zrobić wszystko, co w jego mocy, żeby jej pomóc, ale widząc wymalowany na jej twarzy ból, wątpił, czy był w stanie zrobić cokolwiek. Nie przywykł do bezradności, ale patrząc na ściągniętą twarz Voice (Merlinie, trudno o lepsze imię dla tej dziewczyny), miał poczucie, że wszelkie próby zaradzenia jej problemom, nie odniosą żadnego skutku. Mimo to przywołał na usta ciepły uśmiech i usiadł na brzegu łóżka.
- Po pierwsze, połóż się. Po drugie, kiedy ostatnio coś jadłaś? Po trzecie, słowo "depresja" nie łączy się ze słowem "tylko". A po czwarte, nie sprawiasz najmniejszego kłopotu, Voice. Naprawdę - zapewnił ją stanowczym, ale łagodnym głosem. - Boli cię coś? Chcesz, żebym zabrał cię do Munga? Nie jestem uzdrowicielem, więc jeśli dolega ci coś poważniejszego niż brak snu i wycieńczenie, to nie będę ci w stanie pomóc - powiedział z wyraźną troską, patrząc na podkrążone oczy, blade usta o ślicznym wykroju i ostro rysujące się pod skórą kości policzkowe.
Niektórzy uważali go za zadufanego w sobie bubka, ale to nie tak. Owszem, kobiety okropnie go rozpuściły i wbiły w pychę, był też przewrażliwiony na swoim punkcie, ale mimo tych wad był naprawdę dobrym, współczującym facetem i patrzenie na taką śliczną kupkę nieszczęścia sprawiało mu dużą przykrość. Nie pytając nawet o pozwolenie okrył ją grubym, ciepłym kocem i mrugnął do niej z pokrzepiającym uśmiechem.
- Masz dwie możliwości. Albo zabieram cię do świętego Munga i oddaję w ręce kompetentnych uzdrowicieli, albo zostajesz tutaj, dopóki nie dojdziesz do siebie. Trzeciej opcji nie ma. A, i możesz mi mówić Percy, jeśli wolisz.
Starał się brzmieć spokojnie, mimo że stan Voice naprawdę go niepokoił. Nie był specjalnie kompetentny, jeśli chodzi o zajmowanie się chorymi ludźmi, znacznie lepiej znał się na zwierzętach, ale przecież jedno od drugiego nie różniło się tak bardzo, prawda?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Windsor, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2284
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 1599
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9119-voice-lloyd
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9122-uslysz-cichy-glos#255607
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9121-glos-w-twojej-glowie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9120-voice-follett-cheney-lloyd




Gracz






PisanieTemat: Re: Nie chciałam sprawiać kłopotu    Sob Lut 06 2016, 15:15

Wiele osób twierdzi, że młodzi ludzie niczego nie doświadczyli w życiu. Oczywistym jest, że świat nie cierpi na niedobór dużych dzieci, niemniej są też dzieci, czasami już trochę starsze, które bardzo szybko musiały dorosnąć. Problemy, zwłaszcza rodzinne, wielokrotnie zmuszają do przyspieszonego dojrzewania, podejmowania ważnych decyzji i popełniania wielu błędów. Voice bała się swoje błędy policzyć, bała się je przemyśleć, a jeszcze bardziej bała się popełnić je ponownie. Najbezpieczniejszym i, kto wie, być może najmniej bolesnym rozwiązaniem, było siedzenie i płakanie, ale Cheney nie potrafiła tak po prostu zaszyć się w jakimś kącie i pozwolić światu, żeby powoli o niej zapomniał. Niewątpliwie jednak potrzebowała odpoczynku, dużo odpoczynku i spokoju; otwarcie nowego rozdziału w życiu jest bardzo trudne, zwłaszcza gdy mamy świadomość, że w tym rozdziale nie czekają nas żadne znajome oczy, żadne znajome ramiona. Wciąż stała na płonącym moście łączącym ją z tymi wszystkimi, którzy ostatnio zwyczajnie odeszli z jej życia. Cierpiała. Nie chciała zostać sama, ale powoli docierało do niej, że musi. Skoro miała dość siły, by wstać teraz z łóżka, to czy miała nie poradzić sobie z samotnością? Samotność nigdy nie jest wieczna. Samotność trwa tylko kilka chwil. Samotność to tylko taki przerywnik, chwila na oddech. Cisza w muzyce. Pauza.
Przez krótki moment naprawdę czuła, że sobie poradzi. A potem...
A potem spokojnie ułożyła się na poduszce i przetarła powieki, samej sobie obiecując, że tego dnia już nie będzie płakać. Próbowała się skupić, żeby udzielić precyzyjnych odpowiedzi, a nie dawać upust rozżaleniu i złości na samą siebie.
- Jadłam jakoś pięć, sześć dni temu - albo siedem, ale policzenie tego było naprawdę niemalże niemożliwe. - Tylko pięć, sześć dni temu - znów spróbowała zakpić, co na jej twarzy odbiło się dość niemrawym grymasem, bo powoli zaczynała rozumieć, jak bardzo się niszczyła. - Boli mnie głowa i brzuch, ale jest w porządku. Przynajmniej na tyle, że nie potrzebuję uzdrowiciela. I dziękuję za troskę - uśmiechnęła się delikatnie, przez chwilę zastanawiając się, jak bardzo koszmarnie wygląda w tym stanie i jak będzie mogła odwdzięczyć się za pomoc. Miała dużo szczęścia, że trafiła na Percivala, a nie na kogoś innego, kto mógłby zrobić jej krzywdę. Wiedziała jednak, że i tak musi zachować stosowną ostrożność, bo obcy człowiek to jednak obcy człowiek, nawet jeśli sprawia tak dobre wrażenie jak Percy. Swoją drogą, Voice przemknęło przez myśl pytanie, czy on na prawdę ma takie ciemne oczy, czy po prostu światło wywiera takie wrażenie...  
Z ostrożności, choć może ostrożność miała tłumaczyć fakt, że jego osoba wydała się Voice interesująca, nienachalnie obserwowała to, co robił, żeby przypadkiem nie zrobił czegoś, czego nie powinien. Posłusznie pozwoliła okryć się kocem i dopiero wtedy zauważyła, że było jej zimno. Posłała mu więc pełen wdzięczności uśmiech, pozwalając sobie oszczędzać głos, którego i tak nigdy nie nadwerężała.
- Mam złe wspomnienia z uzdrowicielami i nie jestem chora, tylko trochę zmęczona, więc jeśli nie sprawię kłopotu... Wolałabym uniknąć Munga. - Może leżenie w Mungu byłoby bezpieczniejsze, niż leżenie u nieznajomego, ale zła decyzją w tę czy we w tę nie mogła już dużo w życiu Voice namieszać. - Percy - podobało jej się to imię, przyjemnie brzmiało, a w zestawieniu z tą sylwetką kogoś przypominało. - Mógłbyś mi przynieść szklankę wody? - spytała, po chwili kojarząc już, kogo jej przypominał. Czy pałkarz reprezentacji narodowej nie miał na imię Percival? Percival Follett? Nie, na pewno nie uratował jej gracz żadnej reprezentacji, nawet podwórkowej. Powinna trochę pospać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Kanada
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 4572
  Liczba postów : 968
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5587-percival-magnus-follett
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5588-relacje-percivala#161773
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5589-plomykowka-percivala#161774
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7256-percival-m-follett#205227




Gracz






PisanieTemat: Re: Nie chciałam sprawiać kłopotu    Sob Lut 06 2016, 17:05

Percy pierwsze dziewiętnaście, a może nawet dwadzieścia lat życia spędził tak beztrosko, jak to tylko możliwe - włócząc się po kanadyjskiej puszczy, grając w quidditcha, podrywając dziewczyny i zasadniczo ciesząc się swoją opinią złotego chłopca. Jednak Hogwart wszystko zmienił. Nie dlatego że był złym miejscem, nie. Po prostu nagle wszystko zaczęło się sypać. Po raz pierwszy w życiu się zakochał, po raz pierwszy został zdradzony, uświadomił sobie, że żywi jakieś głębsze uczucia do swojej przyjaciółki, prawie siostry, zmagającej się z Małym Futerkowym Problemem, która potem zniknęła... Jego relacja z Madison zaczęła przyjmować dziwny kształt, a potem zupełnie się rozpadła. W ciągu dwóch lat przeżył więcej niż w ciągu poprzednich dwudziestu, co zupełnie go oszołomiło i w jakiś sposób wpłynęło na jego charakter. Stracił wiele ze swojej firmowej beztroski, a do kobiet zaczął podchodzić z nieco większym dystansem, choć nadal uwielbiał ich towarzystwo.
- Na Merlina, dziewczyno...! - westchnął tylko i potrząsnął głową, nie wierząc własnym uszom. - Z bólem głowy jakoś powinienem sobie poradzić. Levatur Dolor - mruknął, celując różdżką w jej czoło. - Lepiej? To dobrze. - powiedział z uśmiechem, wstając i zdając sobie sprawę, że nieszczęsne mięśnie ramion znów palą go żywym ogniem. Och, Merlinie, to jeden z cięższych treningów.
- Voice, naprawdę nie sprawisz żadnego kłopotu. Możesz nawet dostać własny pokój, o czym na początku nie pomyślałem. Moja współlokatorka wyprowadziła się jakiś czas temu, więc jedna sypialnia stoi pusta. Co nie zmienia faktu, że bardzo mi miło gościć cię w moim łóżku - powiedział żartobliwie, ale widać było, że nie ma złych intencji. Patrzył na nią z troską, zastanawiając się, czy to normalne, że dziewczyna nie wspomina nic o rodzicach, którzy się będą o nią martwić, troskliwym chłopaku czy choćby przyjaciółce, którą zaniepokoi jej zniknięcie?
- Jasne. Zaraz przyniosę. Dopiero wróciłem z treningu, więc umieram z głodu i idę nam coś ugotować. Powiedz mi tylko, na co masz ochotę. Nie jestem królem rondla, ale jeszcze nikogo nie otrułem - zażartował, targając sobie włosy i posyłając jej jeden ze swoich słynnych, promiennych uśmiechów. - To ty się zastanów, a ja w tym czasie przyniosę ci wodę - zarządził, po czym zniknął za drzwiami. Wrócił po chwili, niosąc szklankę chłodnej, ale nie zimnej wody. Pomógł dziewczynie unieść się na tyle, by uniknąć zachłyśnięcia. Powinna się przespać, ale uważał, że nakarmienie jej jest absolutnym priorytetem. Tak wycieńczony organizm potrzebował jakiegoś budulca, który pozwoliłby mu się zregenerować. - I jak? Wiesz już, na co masz ochotę?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Windsor, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2284
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 1599
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9119-voice-lloyd
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9122-uslysz-cichy-glos#255607
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9121-glos-w-twojej-glowie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9120-voice-follett-cheney-lloyd




Gracz






PisanieTemat: Re: Nie chciałam sprawiać kłopotu    Sob Lut 06 2016, 19:48

Voice przez osiemnaście lat nie miała zbyt wiele czasu na beztroskę. Nawet jej dzieciństwo nie należało do tych przyjemnych i lekkich, a z biegiem czasu żyła jeszcze intensywniej, w końcu kompletnie zamierając kilka dni temu, nie potrafiąc wykonać kolejnego ruchu. Już od dłuższego czasu chciała trochę wyhamować, ale nie tak brutalnie. Wyszło inaczej, niż miało, czyli w sumie tak, jak zwykle. Czuła, że musi się oderwać, zmienić coś, znaleźć sposób na zapomnienie, ale nie potrafiła. Nienawidziła bezsilności, za to bezsilność wręcz ją uwielbiała, prześladując na niemalże każdym kroku. Nie każdy ma to, czego pragnie, prawda? Nie każdy może zaspokoić nawet te naturalne pragnienia spokoju, miłości czy zrozumienia, a co dopiero czegoś więcej. Chociaż czasami można odnieść wrażenie, że łatwiej znaleźć na ulicy sakiewkę galeonów, niż przyjaciela.
Trochę ją rozbawiło to przejęcie w oczach Percivala. Cóż, dla niej niejedzenie nie było niczym nadzwyczajnym, ale większość ludzi nie rozumiało kilkudniowej głodówki. W sumie wszystkim wydawało się, że to zwykły kaprys młodej dziewczyny, która uważa się za grubą. Faktycznie, stając przed lustrem nie widziała miss świata, ale wzrok miała całkiem w porządku.
Kiwnęła głową, gdy spytał, czy już lepiej, bo ból rzeczywiście ustąpił, co pozwoliło jej na nieznaczne rozluźnienie się.
- Nie chcę przywłaszczać sobie całego pokoju na jedną noc. Wiesz, pościel, to wszystko... Powinnam szybko wrócić, bo nie jestem pewna, czy zamknęłam drzwi. Mieszkanie w mugolskiej dzielnicy jest dosyć ryzykowne... Zastanowię się jeszcze, w porządku? Nie zajmuję dużo miejsca, jak coś to nieźle sobie radzę z zasypianiem na stojąco, później budzę się w mieszkaniu u obcych ludzi - chodź żadne żarty specjalnie nie poprawiały jej humoru, to uśmiechała się, próbowała zachowywać się normalnie, panować nad sobą. Nie chciała nikogo zadręczać swoimi problemami. Może lepiej było, żeby w oczach Percy'ego została dziewczyną niedożywioną, niż załamaną. W jej oczach i tak dało się dostrzec zbyt wiele. Może byłoby jeszcze lepiej, gdyby wyszła już teraz, ale... Coś ją hipnotyzowało w tym mężczyźnie. Czuła, że ma dobre intencje i że może mu zaufać, więc czemu nie?
Z treningu? A może jednak...?
Był podobny do Folletta. Bardzo podobny. A może tylko jej pamięć szwankowała? Na pewno miał niesamowity uśmiech, na którym próbowała się skupić, kiedy znów czuła znajomy, nieprzyjemny ucisk w gardle. Gdy wycofał się z pokoju, chwilę zastanawiała się nad tym, czy w ogóle ma ochotę na coś oprócz naprawdę gorącej herbaty. Raczej niewiele przychodziło jej do głowy, bo chociaż nie gotowała źle, to z reguły tylko na specjalne życzenia.
Gdy już upiła kilka łyków wody, które przegoniły rosnącą w gardle gulę, wzięła głębszy oddech, upewniając się, że nie boli jej nic oprócz brzucha.
- W sumie to dawno nie jadłam naleśników - tylko tyle wymyśliła na poczekaniu, bo większość czasu przeznaczonego na myślenie o jedzeniu spędziła na myśleniu o narodowej reprezentacji quidditcha i analizowaniu wszystkich graczy. - Mogę mieć do ciebie jedno pytanie? - zagadnęła w końcu, z grzeczności zostawiając mu kilka sekund na odpowiedź. - Czy moim wybawcą jest ten Percival, który gra w narodowej reprezentacji jako pałkarz? Percival Follett? - mimowolnie nieznacznie zniżyła głos, delikatnie przymykając powieki i przechylając głowę, ponownie próbując sobie samej odpowiedzieć na to pytanie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Kanada
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 4572
  Liczba postów : 968
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5587-percival-magnus-follett
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5588-relacje-percivala#161773
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5589-plomykowka-percivala#161774
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7256-percival-m-follett#205227




Gracz






PisanieTemat: Re: Nie chciałam sprawiać kłopotu    Sob Lut 06 2016, 22:02

Percival przeżył szok, gdy tak gwałtownie zderzył się z prawdziwym życiem, które nagle postanowiło nadrobić zaległości i pokazać mu, że to nie tak, że już na zawsze pozostanie złotym chłopcem, któremu wszystko przychodzi bez trudu.
Nie rozumiał, co się stało, dlaczego nagle jego idealny świat zaczął się walić. Jakby w momencie, kiedy po raz pierwszy odważył się powiedzieć, że kogoś kocha, dopuścił do siebie wszystkie możliwe problemy i formy cierpienia. Chodząc po opustoszałym mieszkaniu, zadawał sobie pytanie, jak to się stało, że z gwarnego, wielopokoleniowego domu w sercu kanadyjskiej głuszy trafił tu - do archaicznej, magicznej kamienicy w sercu Londynu, do mieszkania, w którym nikt na niego nie czekał. Jak to możliwe, że tak rodzinne i towarzyskie stworzenie jak Percival Follett mieszkało zupełnie samo, że nie miało przy swoim boku żadnej oszałamiającej, a może po prostu wartościowej, kobiety ani przyjaciół, którzy rozpierzchli się po świecie?
Nie uważał, że jej niejedzenie jest kaprysem. Nie próbował w żaden sposób jej osądzać czy oceniać, widząc w niej przede wszystkim kogoś, kto rozpaczliwie potrzebuje pomocy. Pomocy, której on był w stanie jej udzielić.
- Daj spokój, Voice. Musisz dojść do siebie. Nie wypuszczę cię, dopóki nie będę miał pewności, że nie zasłabniesz, jak tylko wyjdziesz za próg. Jeśli chcesz, mogę się teleportować przed twoje mieszkanie i sprawdzić, czy wszystko gra. Ale w porządku, nie na ciskam - skapitulował w końcu, nie chcąc, by dziewczyna poczuła się osaczona. Nie wiedział, dlaczego jej dobro tak bardzo leżało mu na sercu, ale nie miał zamiaru się nad tym głębiej zastanawiać. Wziął ją pod swoje skrzydła i nie miał zamiaru pozwolić, by znów coś jej się stało.
Nieszczególnie się przejmował kwestią swojej tożsamości. Był młodym zawodnikiem i sodówka nie uderzyła mu do głowy. Może to kwestia czasu, ale póki co nie zaczął patrzeć na wszystkich z góry, tylko dlatego, że grał w reprezentacji narodowej.
- Doskonały wybór. Zwłaszcza że podobno wychodzą mi całkiem nieźle - wyszczerzył się pogodnie. Pokiwał głową, ciekawy, o co może chcieć go zapytać. W sumie nadal nie do końca do niego docierało, że stał się osobą publiczną, zawodnikiem drużyny narodowej i że ludzie mogą go kojarzyć. - Em, tak, zdaje się, że to ja - przyznał z rozbrajającym uśmiechem, po czym odstawił jej szklankę na szafkę nocną, na której leżała też różdżka Voice. - To dobrze czy źle? Że ja to ja? - spytał po chwili, patrząc na dziewczynę swoimi wesołymi, ciemnymi oczami, w których jednak tym razem kryła się również troska. Poprawił koc, który bez sensu zaczął się zsuwać z jej nóg. Nie wiedział, co jeszcze może zrobić, oprócz naleśników, żeby poprawić jej samopoczucie. - Nie jest ci zimno? - upewnił się, wstając i robiąc krok w stronę drzwi. - Może mogę ci jeszcze coś przynieść, zanim zabiorę się za gotowanie? W tym czasie możesz się przespać, obudzę cię, jak naleśniki będą gotowe, co ty na to? - spytał. Mógł się wydawać wręcz nadopiekuńczy, ale nieczęsto znajdował na ulicy nieprzytomne i wycieńczone dziewczyny z wypisanym na twarzy cierpieniem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Windsor, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2284
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 1599
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9119-voice-lloyd
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9122-uslysz-cichy-glos#255607
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9121-glos-w-twojej-glowie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9120-voice-follett-cheney-lloyd




Gracz






PisanieTemat: Re: Nie chciałam sprawiać kłopotu    Nie Lut 07 2016, 12:46

Może po prostu tak musi być. Może po prostu jeśli nie chcemy dorosnąć, jesteśmy do tego zmuszani. Jedno jest pewne - życie nie daje po równo; nie daje też punktualnie. Może gdyby matka Voice zmarła, gdy ta miała zaledwie kilka lat, dziś Cheney byłaby kimś innym. Może poznałaby ojca wcześniej, a może wychowałaby się w sierocińcu i stamtąd wyniosła inne urazy, niż uraza do miłości i rodziny. Może, bo przyjemnie jest gdybać i zastanawiać się, jak to by było lepiej, gdyby tylko słońce wstało minutę później i gdyby do kawy wsypać ziarenko cukru więcej. To marzenia, słodkie marzenia pozwalają się oderwać. Gdy Leoś jeszcze był, gdy razem siedzieli w tym jej okropnie pustym mieszkaniu, opowiadała mu o tym, że chce pomalować ściany na niebiesko i kupić kota. Czarnego, żeby trochę przeszkadzał im w szczęściu. To trochę śmieszne, że gdy zabrakło przy niej Czecha, najczęściej myślała o zrujnowanych marzeniach o niebieskich ścianach i czarnym kocie. I wielu innych, malutkich rzeczach, które mu obiecała i które on jej obiecał. Ale czy nie w ten sposób zapamiętujemy ludzi? W końcu wszelkie pamiątki po nich to w większości tylko zwykłe rzeczy, w które ktoś tchnął trochę wspomnień, trochę życia.
- Nie ma takiej potrzeby, ale dziękuję - zapewniła w końcu, chociaż niezbyt stanowczo, bo utrzymywanie uśmiechu na ustach kosztowało ją zbyt wiele wysiłku. Było jej miło, że ktoś się o nią martwi i troszczy, a z drugiej strony i tak wciąż miała ochotę powiedzieć nie chciałam sprawiać kłopotu. W końcu nie mogła być całkowicie bezproblemowa, skoro zajmowała miejsce, piła wodę i jeszcze chciała jeść. Ludzie z oszczędności potrafią odjąć od ust samemu sobie, a co dopiero jakiejś obcej dziewczynie, która Merlin wie, co robiła i kim była. Rozbrajała ją zarówno ufność Percivala, jak i jej własna; ona mogła go okraść, on mógł okraść lub skrzywdzić ją, a jednak oboje wychodzili z założenia, że ta druga osoba jest zupełnie w porządku. W świecie pełnym podejrzeń i osądów minięcie leżącego na ulicy człowieka jest zupełnie naturalne. Tak samo jak naturalny był uśmiech Percy'ego, który trochę uspokajał Voice.
- Wygląda na to, że dobrze. Miło mi, panie Follett. Gdybym miała komu, to bym się pewnie pochwaliła - jakiś smutny cień przemknął przez jej twarz, ale szybko został przysłonięty przez ciepły uśmiech. Żadnego super grasz, to zaszczyt, a na ostatnim meczu..., bo facet nie wydawał się jednym z tych bufonów, którzy są gotowi napisać sobie na czole jestem dobry w quidditcha, wczoraj spadłem z miotły tylko siedem razy w ciągu godziny. Cheney może nie znała się na tej grze jakoś bardzo, ale lubiła patrzeć i oceniać to, jak kto radzi sobie na boisku. - Nie, w porządku. - Nie żeby nagle było jej specjalnie gorąco, ale powoli robiło się cieplej. - Nic już nie potrzebuję. Prześpię się, dzięki - znów obdarzyła go uśmiechem, tym razem trochę bardziej wymuszonym, bo opadała z sił. Nie umiała grać, nie teraz, nie w tym stanie. Nie przy mężczyźnie, który był zupełnie szczery. Czuła jednak, że będzie musiała zdobyć się na jeszcze kilka żartów, więc ułożyła się nieco wygodniej, na boku, i zamknęła oczy. Zasnęła w przeciągu kilku chwil, zbyt zmęczona, by myśleć o czymkolwiek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Kanada
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 4572
  Liczba postów : 968
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5587-percival-magnus-follett
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5588-relacje-percivala#161773
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5589-plomykowka-percivala#161774
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7256-percival-m-follett#205227




Gracz






PisanieTemat: Re: Nie chciałam sprawiać kłopotu    Nie Lut 07 2016, 20:31

Faktycznie, może był zbyt ufny, ale z drugiej strony nie potrafił dostrzec zagrożenia ze strony tej kruchej dziewczyny, ledwie utrzymującej się na powierzchni świadomości. Być może nie miał najlepszej intuicji, jeśli chodzi o ludzi, ale nie mógł uwierzyć, że mogłaby w jakiś sposób zawieść jego zaufanie. Może był zbyt samotny, by doszukiwać się złych intencji u innych, a może widział w niej cechy własnych sióstr, za którymi tęsknił? Nie starał się tego analizować, często ulegał impulsom, co może było błędem, ale taką już miał naturę.
- Mnie również jest miło, szkoda tylko, że w tak niesprzyjających okolicznościach - odparł z uśmiechem. Z jakiegoś powodu nie chciał, by postrzegała go poprzez pryzmat quidditcha, ale nic nie wskazywało na to, by tak miało się stać. Ku zdumieniu wszystkich Percy, który miał pewne skłonności do nadmiernego samozadowolenia, a jego ego od czasu do czasu niebezpiecznie puchło, do swojej sportowej kariery podchodził nadzwyczaj trzeźwo. Chyba trochę wydoroślał, a porażki w sferze uczuciowej nauczyły go pewnej pokory, choć pewnie żaden z jego przyjaciół by w to nie uwierzył. No cóż, gdyby byli na miejscu, może mieliby okazję naocznie się przekonać, że Percival Follett, mając prawdziwe powody do dumy, stał się skromniejszy niż kiedykolwiek przedtem. Wyglądało na to, że jego świat uległ przewartościowaniu, a samotność sprzyjała refleksji nad własnym charakterem. Lepiej późno niż wcale.
Skinął z uśmiechem głową i wycofał się z sypialni, zamykając za sobą drzwi. Przez chwilę stał w przedpokoju, intensywnie o czymś myśląc, aż w końcu potrząsnął głową i ruszył w stronę łazienki. Co prawda wziął prysznic od razu po treningu, ale ostry ból ramion nie dawał o sobie zapomnieć i Percy postanowił pozwolić sobie na kilka minut relaksu, zanim zabierze się za gotowanie. Voice była tak wykończona, że pewnie będzie spała przez najbliższe kilka godzin, dlatego z ulgą zrzucił z siebie ubrania i wszedł pod prysznic. Gorąca woda spływała po obolałym ciele, przynosząc ulgę i poprawiając mu nastrój. Starał się robić dobrą minę do złej gry, ale widząc stan dziewczyny, nie mógł się oprzeć wrażeniu, że nawet jeśli zdoła jej pomóc, to tylko na chwilę. Nie napawało go to optymizmem, choć sam nie wiedział, dlaczego mu na niej zależy.
Z jeszcze wilgotnymi włosami zabrał się za smażenie naleśników. Żołądek zwijał mu się w supeł z głodu, a apetyczny zapach doprowadzał do obłędu. Mimo to postanowił zaczekać z jedzeniem i towarzyszyć Voice, jeśli zdoła ją dobudzić. Trochę ponosiła go fantazja i przygotował kilka różnych rodzajów - z czekoladą, syropem klonowym, konfiturą... Ułożył to wszystko ładnie na dwóch talerzach i wsunął się do sypialni. Przez chwilę patrzył na śpiącą dziewczynę, mając wyrzuty sumienia, że ją budzi, ale podejrzewał, że ktoś tak wykończony nie będzie miał problemu z ponownym zapadnięciem w sen.
- Voice... - powiedział łagodnie, nie chcąc jej przestraszyć. - Przyniosłem naleśniki... - Nadał swojemu głosowi niemal uwodzicielski ton, mając nadzieję, że sam zapach jedzenia okaże się wystarczającą zachętą, by na chwilę powróciła do świata żywych. A potem może spać przez najbliższe dwa dni.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Windsor, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2284
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 1599
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9119-voice-lloyd
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9122-uslysz-cichy-glos#255607
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9121-glos-w-twojej-glowie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9120-voice-follett-cheney-lloyd




Gracz






PisanieTemat: Re: Nie chciałam sprawiać kłopotu    Wto Lut 09 2016, 15:33

Podobno ludzie, którzy podejmują spontaniczne decyzje, są szczęśliwsi. Z drugiej strony mówi się, że przemyślane posunięcia pozwalają uniknąć nieprzyjemnych konsekwencji. Wygląda na to, że recepty na szczęście jeszcze nie wynaleziono, i może tak jest lepiej, niż gdyby nagle wszyscy mieli się do siebie uśmiechać. Potrzebna jest bezsilność, złość, smutek. Miłość i nienawiść. Nie może zabraknąć równowagi; harmonia to podstawa budowania dobrych, wartościowych rzeczy. Jeszcze nic nie powstało na nieporozumieniach, niedopowiedzeniach i zagubieniu. Chociaż...
Voice powstała właśnie na takim gruncie. Na kłamstwach, wściekłości, zranionej miłości. Urodziła się w domu, który nigdy nie był spokojny, i choć pragnienie wyrwania się z tego świata było ogromne, nie potrafiła uciec. Teoretycznie w końcu jej się udało, ale teraz... Teraz znów chciała uciec. Z tym, że nie miała już gdzie. Obok nie było nikogo, kto pomógłby jej zapomnieć choć na kwadrans, a co dopiero na dłużej.
Chociaż, gdyby tak się zastanowić, to sen trochę pomagał.
Nie śniła ani o Leosiu, ani o matce, ani o nikim innym, za kim mogła zatęsknić przez ostatnie miesiące. Śniła o pięknych, ogromnych łąkach słodko pachnących kwiatów. O idealnie niebieskim niebie, niemalże czystym, jasnym. O wrzosowiskach, które zawsze chciała zobaczyć na żywo i o delikatnym, wiosennym wietrze. O lesie pełnym wysokich drzew, bujnie upstrzonych zielenią, przez którą przenikały ciepłe promienie słońca. Śniła o żółtym polu słoneczników i o kwitnącym sadzie owocowym. Niemalże słyszała brzęk pszczół i trzepot skrzydeł motyli. Widziała ptaki i biedronki, i czuła się po prostu spokojna. Szła lekkim, spokojnym krokiem, mijając najpiękniejsze widoki, zbierając bukiet kwiatów, który na końcu wędrówki był tak duży i pachniał tak odurzająco słodko, że przysiadła na brzegu jakiejś ścieżki, gdy zachodziło słońce. Horyzont pokryły wszystkie barwy tęczy, a chmury wydawały się złote; bardziej złote niż pole pszenicy, która przyjemnie szumiała, tańcząc z delikatnym wiatrem, który bawił się jej włosami i szeptał do ucha ciche melodie, perfekcyjnie łączące się z odległym świergotem ptaków.
A gdy już zapadł zmrok, poszła dalej, przed siebie, coraz wyraźniej słysząc odgłos rwącego potoku. Znalazła się na zupełnym pustkowiu, przez które szła wraz z biegiem strumienia, chcąc dotrzeć jeszcze dalej. W końcu stanęła nad przepaścią, nad zjawiskowym wodospadem. Gdzieś daleko w dole woda rozbryzgiwała na wszystkie strony, boleśnie, mocno, a do góry unosiła się zasłaniająca skały mgła. Skąd wiedziała, że tam były skały? Bezmyślnie puściła wraz z biegiem strumienia bukiet, pozwalając mu by po prostu spadł i w końcu cicho chlupnął. Może gdyby skoczyła, mogłaby odlecieć? Byłaby wolna. Już zawsze wolna, bez cierpienia i zobowiązań. Szczęśliwa.
Ciężko było skoczyć, ale w końcu zrobiła to, a wiatr szarpał jej włosami i sukienką na wszystkie strony. Spadała, ale na tyle długo, by faktycznie poczuć dziką satysfakcję. Niesamowite szczęście.
Voice, przyniosłem naleśniki.
Czy nie mógł zaczekać, aż wszystko się skończy?
Otworzyła oczy powoli, spokojniejsza, bardziej zrelaksowana, choć wciąż zmęczona. Czuła, że w jej tęczówkach wciąż płonie potrzeba wolności, więc kilkukrotnie zamrugała, wybudzając się ze snu.
- Długo spałam? - spytała, leniwie przeciągając się i powoli siadając. - Wygląda nieźle, ale tyle jedzenia starczy dla mnie na tydzień - zaśmiała się, nie pozwalając, by wróciła myśl o Leosiu, o kimkolwiek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Kanada
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 4572
  Liczba postów : 968
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5587-percival-magnus-follett
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5588-relacje-percivala#161773
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5589-plomykowka-percivala#161774
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7256-percival-m-follett#205227




Gracz






PisanieTemat: Re: Nie chciałam sprawiać kłopotu    Sro Lut 10 2016, 15:23

Wyglądała odrobinę lepiej, ale Percy doskonale zdawał sobie sprawę, że potrzebuje jeszcze wiele godzin snu, by dojść do siebie. Nie wyobrażał sobie, co musi czuć - sam nigdy nie był w takim stanie, być może dlatego ze jego ciało miało nad nim większą władzę niż on nad nim. Zresztą słyszał kiedyś, że u kobiet sfera duchowa jest znacznie ściślej powiązana ze sferą fizyczną, przez co bezsenność i brak apetytu są u nich dość częstą reakcją na trudne sytuacje. Nieważne. Grunt, że zdołał ją dobudzić.
Kiedy usiadła, posłał dziewczynie promienny uśmiech, siadając na brzegu łóżka i układając tacę na jej kolanach.
- Jakieś półtorej godziny. Przepraszam, że cię budzę, ale myślę, że jedzenia potrzebujesz tak samo jak snu - wyjaśnił, odgarniając wilgotne włosy, które lepiły mu się do czoła. - Nie martw się, połowa jest moja - uspokoił ją, zabierając swój talerz. Jego oczy błysnęły na widok jedzenia, ale jako gentlemen jakoś się powstrzymał, czekając aż Voice zacznie jeść. - W sumie nie wiem, jaka ilość jest dla ciebie bezpieczna. Skoro tak długo nic nie jadłaś, twój żołądek może nie być zadowolony, więc... musisz zachować umiar - zauważył z troską. Nie znał się zbyt dobrze na "Opiece Nad Magicznymi Ludźmi", ale w końcu pewne mechanizmy były dość uniwersalne i skoro zagłodzonemu zwierzęciu należało podawać jedzenie w bardzo małych ilościach, to najprawdopodobniej dokładnie tak samo było z ludźmi.
Nie miał pojęcia, że wyrwał ją z tak pięknego i groźnego snu, w którym chciała się zatracić. Nie miał pojęcia, jak poważny był jej stan, mimo że próbował złagodzić jego skutki na tyle, na ile to było możliwe.
Kiedy Voice zaczęła jeść, sam z ulgą zabrał się za swoje naleśniki. Obserwował dziewczynę kątem oka, myśląc sobie, że jest bardzo piękna, mimo że wygląda na chorą i głęboko nieszczęśliwą. Pełne usta, burza jasnych włosów i oczy o przejmującym wyrazie robiły na nim duże wrażenie i podejrzewał, że nie tylko na nim. Voice z całą pewnością nie cierpiała na brak zainteresowania ze strony mężczyzn, ale Percival z własnego doświadczenia dobrze wiedział, że o niczym to nie świadczy. Sam czuł się znużony kolejnymi przelotnymi znajomościami, pozbawionymi głębi i uczucia innego niż pożądanie czy chęć zaimponowania znajomym. Odkąd stał się osobą publiczną (co nadal nie do końca do niego docierało), czuł do takich sytuacji jeszcze większą niechęć i coraz rzadziej ulegał zmysłowym pokusom, zdając sobie sprawę, że teraz nie chodzi już nawet o fakt, że jest przystojny, ale o to, że jest znany. Atrakcyjni ludzie wcale nie byli szczęśliwi, czy raczej... bycie atrakcyjnym w żaden sposób nie gwarantowało bycia szczęśliwym. Często było wręcz przeciwnie.
- Skoro już ustaliliśmy, kim ja jestem... Powiedz mi, czym ty się zajmujesz. Uczysz się, pracujesz? - spytał lekkim tonem, nie chcąc na nią w żaden sposób naciskać i maczając kawałek naleśnika w syropie klonowym, który zawsze przypominał mu rodzinny dom. Był zwyczajnie ciekaw i miał nadzieję, że Voice nie uzna tego za wścibstwo.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Windsor, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2284
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 1599
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9119-voice-lloyd
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9122-uslysz-cichy-glos#255607
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9121-glos-w-twojej-glowie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9120-voice-follett-cheney-lloyd




Gracz






PisanieTemat: Re: Nie chciałam sprawiać kłopotu    Nie Lut 14 2016, 18:44

Straciła swój azyl. Nie istniało już żadne bezpieczne miejsce, w którym mogła się zaszyć i odetchnąć. Nie umiała sama obronić się nawet przed tym, co siedziało w jej głowie. Ciągła gra na pokaz sprawiła, że Voice miała problemy ze szczerością. Zwłaszcza z tą bolesną szczerością, która objawiała się w słowach nie potrafię sobie poradzić, pomóż mi. Nie potrafiła prosić, przepraszać; czasami zdarzało jej się podziękować, bo podstawowe zasady kultury znała. Nie potrafiła ufać. Każdy, komu powierzała część siebie, w końcu znikał. Wolała walczyć z przeszłością sama, niż później musieć stawiać czoła też teraźniejszości, w której brakowało kolejnej osoby.
- W porządku. Jeszcze zdążę pospać - uśmiechnęła się do niego, prześlizgując wzrokiem po wilgotnych włosach, ciemnych oczach, silnych ramionach. Pełnym gracji ruchem sięgnęła po sztućce. Zapach jedzenia sprawiał, że jej żołądek nieprzyjemnie się skręcał, a ślinianki pracowały szybciej. Równocześnie nie wyobrażała sobie wzięcia czegokolwiek do ust. - Spokojnie, z reguły nie pcham w siebie ogromnych ilości jedzenia i tym razem raczej nie będzie inaczej. - Założyła za ucho kosmyk jasnych włosów, po czym ukroiła kawałek naleśnika i niepewnie uniosła widelec do ust. Lekko słodki smak mało co nie wywołał odruchu wymiotnego, jednak Voice zachowała spokój, próbując zapomnieć o tym, że dawno nic nie jadła - wtedy skurcz żołądka nasilał się, a przecież nie o to chodziło. Po kilku niewielkich kęsach dopiero zaczął do niej docierać smak, a ucisk w brzuchu powoli ustępował. Starała się nie myśleć o niczym, nawet o pozornie niewinnym śnie. Może to wcale nie był zwykły sen? Może ten skok był czymś więcej, niż tylko nierzeczywistą próbą samobójczą?
Wspomnienie spadającej w przepaść wody, nie wiedzieć czemu, bolało ją tak bardzo, że w końcu postanowiła skupić się na podziwianiu własnych dłoni. Przyzwyczaiła się do siatki blizn i nawet zaczęła uważać ją za swój atut, świadczący o tym, jak bardzo silną kobietą jest i przez jakie piekło przeszła. I choć obok siedział przystojny mężczyzna, na którym w innym przypadku zawieszałaby wzrok co chwilę, nie potrafiła skoncentrować się na niczym. Niewyspanie robiło swoje.
- Jestem na pierwszym roku studiów. Chciałam iść do pracy, ale niespodziewanie dostałam niezłe pieniądze i postanowiłam skupić się na nauce... To skupianie się trochę słabo mi wychodzi, ale ostatnio mam... Trochę cięższy okres - odparła, starając się omijać strategiczne dla swojej historii tematy. Nie każdy lubi słuchać o tragediach rodzinnych, rozszarpanych ciałach matek i umierających mężczyznach życia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Kanada
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 4572
  Liczba postów : 968
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5587-percival-magnus-follett
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5588-relacje-percivala#161773
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5589-plomykowka-percivala#161774
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7256-percival-m-follett#205227




Gracz






PisanieTemat: Re: Nie chciałam sprawiać kłopotu    Pon Lut 15 2016, 14:29

Percival obserwował ją z niepokojem, nie wiedząc, jak dziewczyna zareaguje na jedzenie. Martwił się o nią i z każdą chwilą czuł się coraz bardziej związany z tą bladą, kruchą istotą, która siedziała w jego łóżku i próbowała zmusić się do jedzenia. Miał nadzieję, że nie będzie musiał w nią wmuszać naleśników. Zdawał sobie sprawę, że jej fizyczna słabość była odbiciem psychicznego cierpienia, z którym nie mogła dać sobie rady. Nie czuł się pewnie, nie wiedział, czy nie zrani jej jakimś niebacznym słowem, ale jedyne, co mógł zrobić, to śledzić uważnie każde drgnienie jej twarzy.
Sposób, w jaki trzymała sztućce, zdradzał, że otrzymała staranne wychowanie i wpojono jej zasady savoir vivere'u. Zabawne, Percy zawsze zwracała na to uwagę, szczególnie że sam jadł podobnie, pamiętając o lekcjach swojego dziadka, który wziął sobie za punkt honoru, by z wychowanego w środku puszczy wnuka zrobić prawdziwego gentlemana.
Patrzył na Voice, zastanawiając się nad jej życiem, tym, co mogło ją tak złamać, doprowadzić na skraj autodeskrucji.
- To dobrze. Nie wiem, jak moi biedni rodzice zdołali wykarmić mnie i mojego brata w okresie dorastania. Szczęśliwie moje siostry nie były tak zachłanne. W sumie to trochę mi je przypominasz - wyznał z lekkim uśmiechem, z gracją maczając kawałek naleśnika w dżemie. Tak, im dłużej się jej przyglądał, tym dokładniej widział podobieństwo. Poczuł bolesny skurcz serca na myśl o swoich pięknych, roześmianych siostrach. Tak bardzo za nimi tęsknił. Listy to nie to samo, a wszyscy byli zbyt zapracowani, by swobodnie przemieszczać się między Kanadą a Londynem. Odepchnął od siebie tę myśl i spojrzał na Voice, która jadła powoli, jakby pokonując niewidzialną barierę.
Nagle jego wzrok przykuły jej szczupłe dłonie, poznaczone białymi rysami blizn. Poczuł nieprzyjemny ucisk w dołku, wyobrażając sobie te drobne ręce spływające krwią. Skinął głową, unosząc wzrok z powrotem na jej twarz.
- Rozumiem... czym chcesz się zajmować po studiach? Alb raczej... co cię interesuje, bo to, co się robi potem, często niewiele ma wspólnego ze studiami. Jestem na to żywym dowodem - wzruszył lekko ramionami, po czym nabrał powietrza, jakby chciał zadać jeszcze jakieś pytanie. Rozmyślił się, a potem znów zdecydował. Spojrzał wymownie na siateczkę blizn znaczącą jej dłonie. - A to? Ja... Przepraszam, nie chciałem być wścibski - mruknął z zakłopotaniem, zdając sobie sprawę, że jednak nie powinien był zadawać tego pytania i nerwowo pocierając kark. - Powiedz mi, jeśli zrobię się męczący, dobrze? - poprosił, patrząc jej prosto w oczy i uśmiechając się przy tym jednym ze swoich najbardziej rozbrajających uśmiechów. Zdawał sobie sprawę, że dziewczyna może być zmęczona i nie chcieć mówić o pewnych sprawach. Do pewnego stopnia miała u niego dług wdzięczności, choć on wcale nie myślał w ten sposób. Nie chciał, żeby czuła się do czegokolwiek zobowiązana. Na przykład do udzielania odpowiedzi na pytania, które były jej nie na rękę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Nie chciałam sprawiać kłopotu

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Nie chciałbym przeszkadzać w lekturze...

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
retrospekcje
-