IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Balkon nad dziedzińcem

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6 ... 11 ... 17  Next
AutorWiadomość



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 28690
  Liczba postów : 33188
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Balkon nad dziedzińcem   Nie Paź 17 2010, 20:06

First topic message reminder :


Balkon nad dziedzińcem

Przez niewielkie drzwi można wyjść na marmurowe schody które prowadząc w dół ku sporego rozmiarów balkonowi. Otaczają go cztery wysokie kolumny, podtrzymując specjalnie zrobiony dach. Dzięki niemu, nawet kiedy pada można tam przesiadywać, bez obawy zmoczenia się.
Posadzka jest wyłożona czarno-białymi płytkami. Te na samym środku robią wrażenie ogromnej szachownicy i rzeczywiście, jeśli tylko ktoś zdobędzie takiej wielkości figury, można tam grać. Z miejsca przy barierce (marmurowej, oczywiście) rozchodzi się widok na cały dziedziniec. Jest to świetne miejsce na obserwowanie innych, bowiem rzadko kiedy komuś przyjdzie na myśl by spojrzeć w górę. Po obu stronach znajdują się kamienne, niewielkie ławeczki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Nauczyciel
Wiek : 28
Skąd : Ynys Môn/ Anglesey Walia UK
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2963
Dodatkowo : Hipnoza, zaklęcia bezróżdżkowe
  Liczba postów : 1179
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1905-aleksander-brendan
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1910-znajomoci-aleksandra
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1903-aleksander-brendan
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7261-aleksander-brendan#205316




Gracz






PisanieTemat: Re: Balkon nad dziedzińcem   Nie Maj 08 2011, 12:57

-No cóż przeżyłem kolejny dzień, nie wplątałem się w nic niebezpiecznego i wciąż pozostaje kawalerem- Odpowiedziałem- Jak widzę laska Ci służy - Popatrzyłem wymownie na laskę w jego dłoni- mam nadzieję że dobrze leży w twojej ręce, Jeśli co zaraz Ci ją wywarze do dłoni.- Spokojnie obróciłem się na ławce wskazałem miejsce obok siebie- Usiądź a nie stój, napijesz się- wyciągnąłem piersiówkę- w sumie dzięki za przepis trochę zmodyfikowałem by było bardziej ożywcze niż upajające, w sam raz na taki poranek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 23
Galeony : 46
  Liczba postów : 508




Gracz






PisanieTemat: Re: Balkon nad dziedzińcem   Nie Maj 08 2011, 16:13

- Dzięki za ostrze, naprawdę wspaniałej roboty. Co do wyważenie jeśli byś mógł. - podałem laskę Aleksandrowi i usiadłem koło niego na ławce. Miał dobry humor, co ważniejsze przynajmniej częściowo przechodził on na mnie z czego byłem zadowolony.
- Słysząc Ciebie najbardziej cieszysz się ze swojego stanu cywilnego. - miałem nadzieję ze rozwinie ten temat, jeśli nie to będę zmuszony zadać stosowne pytanie. Co do poczęstunku skinąłem głową zgadzając się , byłem ciekawy co takiego wymyślił mój znajomy i jak ten trunek smakował.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 28
Skąd : Ynys Môn/ Anglesey Walia UK
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2963
Dodatkowo : Hipnoza, zaklęcia bezróżdżkowe
  Liczba postów : 1179
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1905-aleksander-brendan
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1910-znajomoci-aleksandra
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1903-aleksander-brendan
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7261-aleksander-brendan#205316




Gracz






PisanieTemat: Re: Balkon nad dziedzińcem   Sro Maj 11 2011, 21:00

Podałem mu manierkę. W sumie ciekawy jego reakcji, na mieszankę trawy cytrynowej cytrusów i mięty.
- Wolne życie i spokój ma swoją cenę, przypomnisz sobie te słowa kiedyś.- pogroziłem palcem- Ale tak na prawdę wyszedłem cało i bezpiecznie z łańcucha balów i rautów z okazji Zaślubin w rodzinie królewskiej, przy okazji unikając swatów ze strony moich babek, które próbują robić to za każdym razem. A teraz dawaj tą laskę pókim dobry.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 23
Galeony : 46
  Liczba postów : 508




Gracz






PisanieTemat: Re: Balkon nad dziedzińcem   Czw Maj 12 2011, 22:44

Wziąłem podaną manierkę i pierw powąchałem trunek. Orzeźwiający zapach uderzył w mój zmysł powonienia, całkiem przyjemny chociaż całkowicie odmieniał trunek, smak także pewnikiem się zmienił. Upiłem niewielki łyk by zasmakować w bukiecie smoków jakie przygotował Aleksander.
- Naprawdę dobre, wolę rodzinną mieszankę ze względów sentymentalnych. - upiłem kolejny łyk by teraz w pełni się delektować winem.
- Prawdopodobnie masz rację, z tym wspominaniem twych słów, ale tym zamierzam się martwić w przyszłości nie teraz. - podałem laskę studentowi, jakkolwiek Aleksander jest dobroduszny to przecież wszystko ma swoje granice, nawet Jego dobre usposobienie. Z zaciekawieniem spojrzałem na to co zamierza z nią zrobić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 28
Skąd : Ynys Môn/ Anglesey Walia UK
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2963
Dodatkowo : Hipnoza, zaklęcia bezróżdżkowe
  Liczba postów : 1179
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1905-aleksander-brendan
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1910-znajomoci-aleksandra
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1903-aleksander-brendan
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7261-aleksander-brendan#205316




Gracz






PisanieTemat: Re: Balkon nad dziedzińcem   Sob Maj 14 2011, 20:07

Wziął do ręki laskę, nie musiał się zastanawiać czy jest wyważona, zaczął obracać ją w ręku, w taki sposób że wydawała się sama poruszać. Po momencie uchwycił gałkę i wydobył ostrze sprawdzając jego stan. Cały czas milcząc sprawdził ostrość i wyważenie.
-Nie widzę problemów z masą, ale można by poprawić ją i dostosować do twoich preferencji- złożył laskę i spojrzał na Yavana- Na pewno przydało by się ją skrócić bo raczej jest za długa na twoje rozmiary, to i przy okazji masz jakieś preferencje w sprawie gałki, można ją zmienić i to dość często trzeba jednak wiedzieć jak.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 23
Galeony : 46
  Liczba postów : 508




Gracz






PisanieTemat: Re: Balkon nad dziedzińcem   Sob Maj 14 2011, 21:36

Muszę przyznać, że Aleksander wprawnie posługiwał się tym rodzajem broni. Poświęcił jej sporo czasu by opanować tego typu ruchy, wszystko odbywało się naturalnie praktycznie bez udziału myśli.
- Jeśli chodzi o długość to masz rację, nie jest to może jakaś wielka niedogodność, ale dziwnie to wygląda. Co do głowni to może wąż, szczególnie interesowałaby mnie kobra, to dość oczywisty wybór. - odpowiedziałem rozbawiony na pytanie studenta. Zamyśliłem się przez pewien czas spoglądałem przed siebie nie dostrzegając praktycznie niczego, wspomnienia naszły niezapowiedziane, nagle, ale były miłe, ciepłe. Dzięki Aleksandrowi byłem wstanie podarować Płomyczkowi przepiękną różę. Pozwoliłem sobie przez chwilę zatonąć w przeszłości by po chwili powrócić do rzeczywistości.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 28
Skąd : Ynys Môn/ Anglesey Walia UK
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2963
Dodatkowo : Hipnoza, zaklęcia bezróżdżkowe
  Liczba postów : 1179
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1905-aleksander-brendan
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1910-znajomoci-aleksandra
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1903-aleksander-brendan
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7261-aleksander-brendan#205316




Gracz






PisanieTemat: Re: Balkon nad dziedzińcem   Nie Maj 15 2011, 11:51

-Dobra no to patrz, na moje ręce nauczysz się tej sztuki- Wziął gałkę i dotknął jej podstawy przypominającej pierścień, delikatnie obracając go dwa razy w lewo i 5 razy w prawo, chwycił koniec laski i delikatnie popchnął ją skracając ją o parę centymetrów, sprawdził długość po czym znowu obrócił pierścieniem w odwrotnej kolejności.
-Tak regulujesz długość co do gałki, wyobraź sobie dokładny jej kształt i naciśnij czubek gałki właśnie tam gdzie jest ta biała plamka- powiedziałem podając mu laskę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 23
Galeony : 46
  Liczba postów : 508




Gracz






PisanieTemat: Re: Balkon nad dziedzińcem   Nie Maj 22 2011, 22:30

Regulowanie długości było dziecinną igraszką, bez najmniejszych problemów zapamiętałem wszystkie ruchy. Następne słowa mnie zaskoczyły czyżby tak łatwo można było przemieniać praktycznie całą laskę? No cóż miałem się za chwilę przekonać o prawdziwości tego wniosku, chwyciłem zaraz przy gałce i skupiłem się na obrazie który pomału krystalizował się w moim umyśle. W moich myślach pojawia się Ylia moja mała, słodka kobra królewska, innego wyboru nie mogłem dokonać. Kiedy już cały obraz istniał w mojej głowie nacisnąłem czubek gałki i przyglądałem się powolnej metamorfozie która nastąpiła. Efekt końcowy był zaskakujący, praktycznie w każdym szczególe rękojeść ukazywała moją Ylię, z radości zasyczałem cicho.
- Dziękuję Aleksandrze, teraz jest idealnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 28
Skąd : Ynys Môn/ Anglesey Walia UK
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2963
Dodatkowo : Hipnoza, zaklęcia bezróżdżkowe
  Liczba postów : 1179
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1905-aleksander-brendan
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1910-znajomoci-aleksandra
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1903-aleksander-brendan
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7261-aleksander-brendan#205316




Gracz






PisanieTemat: Re: Balkon nad dziedzińcem   Nie Maj 22 2011, 22:39

- Cała przyjemność po mojej stronie - skłoniłem się - Masz teraz w dłoni jednąz niewielu lasek o takich możliwościach, tym bardziej że są jedynie trzy znane laski o tych właściwościach a dwie pozostałe no cóż kurzą się w szafie - puścił oko - jak widzę twoja kobra ma teraz bliźniaczkę i to całkiem realistyczną jeśli można tak powiedzieć. Chyba nie będzie zazdrosna - oparł się o balustradę biorąc łyk wina,

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 23
Galeony : 46
  Liczba postów : 508




Gracz






PisanieTemat: Re: Balkon nad dziedzińcem   Pon Maj 23 2011, 22:00

- Nie sądzę by miała cokolwiek przeciwko, węże nie mają najlepszego wzroku szczególnie jeśli chodzi o materię martwą. Co do dwóch pozostałych, zapewne co najmniej jednej nie pozwolisz się kurzyć dalej, prawda? Szczerze trudno mi wyobrazić sobie byś mógł się obyć bez laski. - to było stwierdzenie faktu, praktycznie zawsze miał ją przy sobie. Teraz kiedy wiedziałem że przedmiot był także bronią wydawało mi się to całkowicie naturalne oraz uzasadnione.
- Ostatnio dostałem paczkę z listami z rodzimych stron. Jak dotąd nie miałem głowy by przeczytać rodzinną korespondencje, ale przejrzałem większość rzeczy które mi wysłano, kilka z nich mogłoby Cię zainteresować. - słowa były wypowiadane od niechcenia, ale mój wzrok dokładnie obserwował Aleksandra. Już kilkukrotnie pomagał mi, a ja zazwyczaj dziękowałem tylko słowami, może teraz się to zmieni.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 28
Skąd : Ynys Môn/ Anglesey Walia UK
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2963
Dodatkowo : Hipnoza, zaklęcia bezróżdżkowe
  Liczba postów : 1179
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1905-aleksander-brendan
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1910-znajomoci-aleksandra
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1903-aleksander-brendan
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7261-aleksander-brendan#205316




Gracz






PisanieTemat: Re: Balkon nad dziedzińcem   Pią Maj 27 2011, 17:49

- O to martwić się nie musisz mój beduiński druhu, lubię zbierać badać i bawić się nimi, do tego zawsze z jakąś chodzę, jak zauważyłeś są też praktyczne-puściłem oko- Co do tej korespondencji i "czegoś" co może mnie zainteresować- dodając cudzysłów palcami- Wpadnij z tym do mnie w lochach wiesz gdzie- Wstałem- A teraz jeśli wybaczysz znikam się tam zagrzebać i odespać trochę-przeciągnąłem się -nie zapomnij tym razem- machając laską skierowałem się ku wyjściu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 23
Galeony : 46
  Liczba postów : 508




Gracz






PisanieTemat: Re: Balkon nad dziedzińcem   Pią Maj 27 2011, 22:12

To prawda, Aleksander zapewne posiadał pokaźny zbiór lasek i pewnie większość z nich posiadała ukryte ostrze. Więc jeśli chodzi o martwienie się w tej dziedzinie to nawet nie miałem zamiaru się tym zająć.
- Wypadałoby się kiedyś pokazać w Twojej pracowni, jestem bardzo ciekawy jak tam jest. W najbliższym czasie wybiorę się do Ciebie i zabiorę kilka rzeczy ze sobą. - nie wiele ich było, ale powinny zainteresować badacza i naukowca jakim niewątpliwie był mój przyjaciel.
- Do zobaczenia. - podniosłem rękę na pożegnanie i jeszcze przez kilka minut przyglądałem się widokowi który roztaczał się przede mną, następnie wyszedłem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : II
Wiek : 27
Skąd : Jokohama
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 94
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 127




Gracz






PisanieTemat: Re: Balkon nad dziedzińcem   Wto Lip 19 2011, 20:51

Coś się kończy, coś się zaczyna. Chiyoko miała mieszane uczucia co do tego, że akurat Hogwart będzie następnym przystankiem podczas trwania projektu. Słyszała różne opinie co do tej szkoły, dosyć rozbieżne. A że niektóre wydawały się być jedynie plotkami, nie wierzyła w nie i po prostu uznała, że sama się z czasem przekona, jak to jest naprawdę. Podróż minęła jej naprawdę dobrze, ale i tak była zmęczona. Gdy już zaprowadzono studentów z Magii Astralnej i pokazano im ich sypialnie, zajęła jedno z łóżek. Pierwsze, co zrobiła, to poszła się odświeżyć i przebrać. To sprawiło, ze poczuła się lepiej i odzyskała siły na resztę dnia. Po tym miała udać się do Wielkiej Sali, gdzie mieli się ponoć zebrać wszyscy, jednak, krótko mówiąc, pomyliła drogę i tak oto dotarła na ten balkon, z którego widziała dziedziniec. Pogoda była dobra, więc nie musiała się obawiać o to, że też przemoknie, czy coś w tym rodzaju. Zatrzymała się na środku i przez dobrą chwilę podziwiała kunszt wykonania tegoż balkonu. Musiała przyznać, że ktoś zrobił tu naprawdę dobrą robotę. Następnie podeszła do barierek i zobaczyła dziedziniec w całej swej krasie, który, cóż, stanowił dla niej widok na tyle ciekawy, że raczej miała rzadko do czynienia z tego typu architekturą.
Czuła, że będzie dobrze. Musiało być.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : III
Wiek : 25
Skąd : Niemcy
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 200
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 261
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2686-wolfgang-alan-schlosser#91150
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2693-wolf-s-gang
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6188-wilcza-poczta#175202




Gracz






PisanieTemat: Re: Balkon nad dziedzińcem   Wto Lip 19 2011, 21:10

Wolf lubił zmiany miejsc. Nie odpowiadało mu siedzenie w jednym, tym samym. Konkretniej mówiąc nie przeszkadzało mu to przed trafieniem do szpitala psychiatrycznego... Nie znosił tego miejsca. Było okropne, dołujące, straszne. Wybiło mu co prawda z głowy kolejne próby samobójcze, nie chciał tam wracać. Iterius był wielką szansą, pieprzonym szczęściem, fartem, dobrą kartą. Wyrwał się. Wyrwał się z tego cholernego bagna. Tu miał przyjaciół, znajomych, dobrych ludzi, którzy nie mierzyli go nienawistnym spojrzeniem, gdy tylko pojawiał się w pobliżu. Nie, ci ludzie dali mu szansę.
Pewnie dlatego, że nie wiedzieli, gdzie byłem przed tym programem.
Ale to nie miało teraz znaczenia. Kolejna szkoła, Hogwart. Ta atmosfera, ta magia w powietrzu, chyba to kochał.
Nie miał zamiaru iść tam, gdzie ludzie. Mimo wszystko. Czyż to nie sprzeczne? Możliwe. Wybrał się od razu do swojej sypialni, którą odnalazł dopiero po dłuższych poszukiwaniach. A potem... potem postanowił pozwiedzać. Jednym z pierwszych miejsc był balkon nad dziedzińcem. Zatrzymał się na nim, dostrzegając znajomą, czarną czuprynę. W istocie, śliczne włosy. Tak śliczne, że Astrid musiała pognać w ich stronę, a Tarou oczywiście poszedł w ślad za nią!
- Astrid, wracaj - mruknął. Pieprzone ptaki.
Koliber zajął się małym kosmykiem włosów, zagarniając go delikatnie dziobem.
Cholera.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : II
Wiek : 27
Skąd : Jokohama
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 94
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 127




Gracz






PisanieTemat: Re: Balkon nad dziedzińcem   Wto Lip 19 2011, 21:42

Rzeczywiście, w tej szkole magię można było wyczuć każdą cząsteczką ciała. Podobnie jak i w Heiwie, ale... to była inna magia, choć tak podobna. Inni ludzie tworzyli dziedzictwo obu szkół, tak różni od siebie. A może tacy sami? Chiyoko nie wiedziała tego i pewnie się tego nie dowie, jednak nie to zaprzątało jej głowę. Teraz myślała o przyszłości, tej bliższej i dalszej. To był chyba dobry moment i dobre miejsce, by to robić, tak sądziła. Znowu jej oczy stawały się zwierciadłem jej duszy. Pozwalała sobie na to właściwie tylko wtedy, kiedy była sama. Przy innych to była słabość. A gejsza nie mogła sobie pozwolić na żadną słabość.
Tańczę z samą sobą.
Ten taniec musiała wykonać sama. Właściwie przyszło jej na myśl, że to nawet dobre miejsce, by powtórzyć kroki. Dostatecznie dużo wolnej przestrzeni.
Ale nie zdążyła zatańczyć. Szkoda, może to on sprawiłby, że Wolfgang zacząłby odwzajemniać jej uczucia. Jednak nie można mieć wszystkiego.
Usłyszała znajomy głos, jednak nie odwracała się. Musiała najpierw przybrać jedną z tych wielu wersji twarzy, jakie nosiła. Wtedy poczuła, że coś dotyka jej włosów. Wiedziała, że to nie on. Tylko któryś z jego ptaków To nie był pierwszy ich taki wybryk, ale ona je lubiła. Bo były przyjemne.
Milczała. Pierwszy raz nie wiedziała, jak zacząć rozmowę. To nie było dobre. Czyżby wychodziła z wprawy? Czy to tylko obecność Wolfa tak na nią działała?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : III
Wiek : 25
Skąd : Niemcy
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 200
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 261
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2686-wolfgang-alan-schlosser#91150
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2693-wolf-s-gang
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6188-wilcza-poczta#175202




Gracz






PisanieTemat: Re: Balkon nad dziedzińcem   Wto Lip 19 2011, 22:09

Prawda była taka, że znów kogoś ranił. To nie miało zbyt wielkich szans. Żaden, nawet najpiękniejszy, taniec nie sprawiłby, że zakochałby się w Chiyoko. Lubił ją, była świetną dziewczyną, ale to nie było to.
A do tego krępował się, cholernie. Nie był onieśmielony, to panika wdzierała się do jego umysłu. Bardzo szybko. Pieprzone wyrzuty sumienia, idiotycznie słaba psychika ludzka, niedoskonałość i to, że nie mógł nic z tym zrobić. Jej osoba wcale nie wpływała na Wolfa dobrze, sytuacja była tragiczna. A do tego nic nie mówiła. Panikował, choć tak naprawdę nie miał pewności, że go kocha. To były tylko domysły. Domysły, Wolf.
Heroina, heroina, heroina, gdzie są kurwa moje prochy?!
- Uhm - chrząknął, chowając ręce w kieszeniach spodni. - Przepraszam za nie.
Jego ton wcale nie był zły, ej, nie spodziewał się tego. Usiadł sobie na jakiejś ławce, czekając, aż kolibry przestaną bawić się włosami Maiku. Wredne. Zawsze ciągnęło je do ludzi, w przeciwieństwie do Schlossera. Ale widział w nich matkę, za bardzo je lubił, by pozbywać się takiego kłopotu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : II
Wiek : 27
Skąd : Jokohama
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 94
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 127




Gracz






PisanieTemat: Re: Balkon nad dziedzińcem   Sro Lip 20 2011, 13:17

Może i to były jedynie domysły, ale w tym przypadku okazywały się być prawdziwe. I choć może łatwiej byłoby, gdyby wreszcie mu wyznała swoje uczucia, co wyjaśniłoby wszelkie wątpliwości raz na zawsze, jednak to wszystko nie było takie proste. Bo wtedy zrobiłoby się jeszcze bardziej niezręcznie i gorzej. Wiedziała, że nic z tego nie będzie, dlatego właśnie nie decydowała się na żadne wyznania, licząc chyba po cichu na to, że z czasem jej uczucia zmaleją i w końcu znikną. Poza tym musiała być silna. Była silna. Zawsze.
Miłość jest największą słabością.
Chiyoko zdawała sobie sprawę z tego, że Wolfgang nie da jej tego, czego od niego chciała. Nie była głupia, toteż nie wierzyła naiwnie w jakiś cud. Desperatką też nie była. Nie próbowała rozkochać w sobie Schlossera. Imperius - odpadał, nie potrafiłaby rzucić Niewybaczalnego. Amortencja - również. I choćby udało się Maiku uwarzyć poprawnie ją, co było możliwe, to przecież miała przed sobą eksperta w dziedzinie eliksirów, który na pewno wyczułby, co też mu podaje. Poza tym, to takie dziecinne.
Odwróciła się powoli w stronę Wolfa, nie chcąc wystraszyć ptaków. To byłoby niegrzecznie rozmawiać, stojąc do niego tyłem. A ptaki chyba nie zraziły się jej ruchami wcale, bo nadal latały wokół niej.
- Nie ma za co - odparła, wprawiając cząsteczki powietrza w drgania poprzez falę dźwiękową, która w szybkim tempie dotarła do uszu studenta. - Nie przeszkadzają mi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : III
Wiek : 25
Skąd : Niemcy
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 200
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 261
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2686-wolfgang-alan-schlosser#91150
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2693-wolf-s-gang
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6188-wilcza-poczta#175202




Gracz






PisanieTemat: Re: Balkon nad dziedzińcem   Sro Lip 20 2011, 13:50

O Boże, Wolf chyba padłby na kolana i dziękował, gdyby wiedział, że Chiyoko nie szykuje się na żadne wyznania. Byłoby mu z tym o wiele lżej. Serio. Ale chłopak tego nie wiedział, więc nie ma o czym mówić. Panika zostawała dalej.
Boże, Wolf, ale z ciebie ciota.
Ach, eliksiry. Rzeczywiście nierozsądnym byłoby podawać mu amortencję. Chociaż nie! Mógłby się na to nabrać, ale tylko wtedy, kiedy był naćpany. Tylko tu byłby taki problem, że efekty uboczne mogłyby się okazać trochę... drastyczne, czyż nie? Łączenie heroiny, Felix Felicis, a do tego amortencji na dokładkę. Uhuhuhuh! Wolimy nie wiedzieć, co by się działo.
Racja, miłość jest największą słabością. Nawet Wolfgang, który nigdy prawdziwej nie zaznał (ze swojej strony) mógł to potwierdzić. Zakochanie zmieniało ludzi. Stawali się inni, biedni. Żałośni. Załamani. On tylko tak widział miłość. Plus podejmowanie złych kroków w życiu. Tragedia.
Ja pierdolę, serio ze mnie ciota.
Milczał chwilę, gapiąc się perfidnie na swoje trampki. Nie sądził, żeby wyglądało to dziwnie, robił to całkiem często, kiedy nic nie mówił. A mówił mało, więc siłą rzeczy... Teraz musiał się odezwać.
- Byłaś w Wielkiej Sali? - zapytał. Sam sobie odpowiedział na to pytanie. Nie była. - Może by tam pójść? - zadał kolejne pytanie. Retoryczne, oczywiście. Teraz tam pójdą i może będzie mniej cicho. Był gotów iść do ludzi, żeby tylko nie czuć tego dziwnego czegoś, co unosiło się w powietrzu. To nie była miłość. Magia też nie. Tarou odłączył się grzecznie od Japonki, gdy zobaczył, że Niemiec podnosi tyłek z ławki, a Astrid poszła w jego ślady. Zaraz już siedziały grzecznie na dłoni Wolfa, wyciągniętej niby to od niechcenia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Rok Nauki : I
Wiek : 24
Skąd : Moskwa, Rosja
Galeony : 39
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 52




Gracz






PisanieTemat: Re: Balkon nad dziedzińcem   Wto Sie 16 2011, 13:20

Czy istnieje na świecie banalniejsze miejsce niż balkon? W literaturze motyw balkonu przewija się w bardzo ckliwych romantycznych historiach, takich jak Romeo i Julia, gdzie scena balkonowa jest bardziej rozpoznawalna niż nazwiska głównych bohaterów.
W innych przypadkach balkon jest miejscem, z którego słucha się wzruszających ballad kochanków, którzy usiłują grać romantycznych, rzępoląc o północy na gitarze pod oknem ukochanej. Na niektórych to chyba działa, ale cóż, nie o tym jest ten post.
Dlatego dziwnym może zdawać się fakt, że Anja, uosobienie ignorancji na potrzeby i ckliwości świata, wybrała akurat to miejsce na jedną ze swoich pierwszych dłuższych wędrówek po zamku.
Ta anomalia ma tylko jedno wyjaśnienie. Panna Johansen wybiera się tylko tam, gdzie nikt by się jej nie spodziewał i robi to, o co nikt by jej nie osądził. Od zawsze walczy z szablonami i szufladkowaniem ludzi i trzeba przyznać, wychodzi jej to wyśmienicie.
Jeśli myślisz, że w końcu udało Ci się określić Anję, to w 10 sekund blondynka doprowadzi do tego, że uderzysz się w głowę z myślą, że jak można aż tak się mylić?
Ach, kochana norweska natura.
Anja rozsiadła się wygodnie na balustradzie. Lewą nogę miała nonszalancko wyprostowaną i delikatnie kiwała stopą w rytm wyimaginowanej melodii.
Jak zwykle, na jej głowie spoczywał kapelusz, nieodłączny element jej garderoby. Powoli, nieśpiesznie sunęła palcem wzdłuż jego ronda, ot tak, bez większego przesłania.
Zastanawiała się, czy wielkim absurdem byłoby, gdyby teraz sięgnęła po papierosy i rozkoszowałaby się wybitnym zapachem nikotyny.
Przecież to zerwałoby wizję romantycznego balkonu! To straszne!
Już sięgała ręką do kieszeni, gdy usłyszała kroki. Błyskawicznie cofnęła rękę, by upewnić się, czy to przypadkiem nie przyjazny pan woźny Filch.
Zmrużyła oczy i wpatrywała się w przestrzeń przed sobą, która zaraz miała zostać przepełniona jakąś osóbką.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : II
Wiek : 22
Skąd : Francja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 166
Dodatkowo : Pół-wil
  Liczba postów : 366
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7829-louis-fairchild
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9287p15-louis-podejscie-drugie#290356
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4313p15-louis
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7829-louis-fairchild




Gracz






PisanieTemat: Re: Balkon nad dziedzińcem   Wto Sie 16 2011, 15:32

Minęła niespełna godzina a Louis już odczuwał koniec wakacji. Dla niego było to uczucie porównywalne do oderwania plastra, nie mniej chwila a wszystko się zmienia. Na plecach nadal czuł jak jego włosy smaga letni wietrzyk a przed oczami miał uczniów gromadzących się w różnych częściach błoni. Dyskutowali żwawo o nauczycielach, książkach i całej reszcie mało interesujących rzeczy które zwiastowały zaprzęgnięcie ich do ciężkiej pracy, którą dla co bardziej leniwych uczniów stanowiła nauka. Louis do tego wszystkiego odnosił się z dystansem. Nie czuł nagłego przypływu entuzjazmu widząc błonia szkoły jak i same jej mur, ale trzeba przyznać, że robi się cieplej na sercu gdy po dwóch miesiącach widzi się dobrze znane twarze. Oczywiście nie tylko przyjaciół. Fairchild rozpromienił się wręcz na widok jego zeszłorocznych ‘popychadeł’, kamień z serca, a już myślał, że nie będzie tu nikogo na kim wyładuje frustracje. No, ale skończę już z tymi bezsensami i przybliżę następne kroki chłopka, który kierował się w stronę balkony. Czemu właśnie tam? A, to dlatego, że z góry rozciągła się wspaniały widok na zielone drzewa, solidne ławki i zasmarkane maluch. Raj dla oczu można by rzec. Chłopak dotarł niemal do samej balustrady, gdy z roztargnieniem wymalowanym na twarzy spostrzegł, że nie jest sam. Krótko ostrzyżona jasnowłosa dziewczyna, rozłożyła się na balustradzie w dosyć ekstrawaganckiej pozie.
-Przyszłaś pokontemplować przyrodę, czy może zajmujesz się czymś innym? -mówiąc to wbił wzrok w ledwie dostrzegalną paczkę papierosów.
Palaczy w tej szkole było wielu, jak w każdej z resztą. On prawie zaliczał się do tego grona, z tym, że gustował w mocniejszych specyfikach. Skłamałabym pisząc, ze odpuścił by sobie jakiegoś skręta, gdyby miał możliwość zapalenia. Do grzecznych nie należał, jednak nie wiadomo dlaczego u jednych kobiet palenie go odpychało u innych wręcz przeciwnie, cóż pewnie dlatego, że u każdego co innego bardziej razi w oczy.
/wybacz jakość postu, ale uprzedzałam.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Rok Nauki : I
Wiek : 24
Skąd : Moskwa, Rosja
Galeony : 39
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 52




Gracz






PisanieTemat: Re: Balkon nad dziedzińcem   Wto Sie 16 2011, 15:49

Czekała jedyne kilkanaście sekund. Trochę się rozczarowała. Miała cichą nadzieję, że to jednak będzie Filch i będzie mogła go zapewnić o jej dozgonnej miłości. W przypadku tego nieznajomego, o dowodach miłości nie było mowy. Chyba, że po kilku głębszych, ale obecnie była nieskazitelnie trzeźwa i wolna od wszelkich wspomagaczy umysłu i rozwiązywaczy języków.
Mimo rozczarowania, nie oderwała wzroku od chłopaka. Obdarzyła go obojętnym spojrzeniem. Na chłód w jej oczach trzeba było przecież sobie zasłużyć!
- Przyszłam pokontemplować przyrodę i przyozdobić ją pewnym ciekawym dymem. - odpowiedziała po czym wyjęła z kieszeni paczkę papierosów. Oczywiście, jak zwykle, jej wypowiedzi towarzyszyła ironia.
Wykazała się kulturą i podsunęła mu paczkę prawie pod nos.
- Reflektujesz? - rzuciła pytanie w powietrze, by udawać, że ten akt dobroci z jej strony nigdy nie miał miejsca.
Sama sięgnęła po papierosa i podpaliła go różdżką. Zaciągnęła się solidnie. Papieros w jej dłoni wyglądał tak naturalnie i dostojnie, że nie sposób było się krzywić i mówić, że kobiecie nie wypada palić.
Podkurczyła nogi. Nie mogła przecież pozwolić, by choć koniuszek jego palca miał okazję dotknąć jej nogi. To przywilej dla elity, do której należała tylko ona sama. Mimo wszystko, nadal wyglądała bardzo oryginalnie i chłodno.
Oczywiście, można było powiedzieć, że chłód unoszący się w powietrzu to sprawka marmuru, z którego zrobiony był balkon, ale są takie typy osóbek, które tym po prostu promieniują. Tak jak ta dwójka ludzi.
Znów przejechała palcem po rondzie kapelusza. To bardzo charakterystyczny dla niej gest. Milczała. Chłopak nie zdążył jeszcze wywołać u niej mdłości, więc mogła spokojnie pomilczeć i go uważnie poobserwować.
Zaciągnęła się ponownie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : II
Wiek : 22
Skąd : Francja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 166
Dodatkowo : Pół-wil
  Liczba postów : 366
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7829-louis-fairchild
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9287p15-louis-podejscie-drugie#290356
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4313p15-louis
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7829-louis-fairchild




Gracz






PisanieTemat: Re: Balkon nad dziedzińcem   Wto Sie 16 2011, 17:58

Zaraz…jasne włosy są, usta w odpowiednim grymasie też, i te oczy, nie to zdecydowanie, nie Filch. Anja, będzie musiała się z tym jakoś pogodzić. Dozgonnej miłości mu raczej nie wyzna i vice versa, ale kto wie, może jeszcze trochę i ta dwójka będzie mogła poświadczyć innym o swej wzajemnej nienawiści? To byłoby ciekawe połączenie. Zarozumiały Francuzki kobieciarz, przesiąknięty sarkazmem do szpiku kości i nie lepsza od niego była ślizgonka. Nie tracąc czasu, na zbędne (nie)grzeczności, postanowił ocenić dziewczynę, tak tak, ocenić. Omiótł ją spojrzeniem jak gdyby oceniał obraz w galerii. Kawałek po kawałku, aż musiał przestać. Nie chodzi o to, że dziewczyna mogła stwierdzić, że się na nią gapi. Co to, to nie. Anja była ostatnią osobą z której zdaniem liczyłby się w tej jak i innej chwili. Doszedł do wniosku, że nie ma na co patrzeć. W pierwszej chwili miał ochotę rozpływać się nad wyrazistością jej spojrzenia, ale z minuty na minutę przechodziło jak kac. No, bo ile on takich widział? Dziesiątki?
-Dziękuję nie skorzystam. Niech choć jedno z nas uszanuje szkolny regulamin. - powiedział z udawaną powagą.
Ledwo powstrzymał odruch sięgnięcia po papierosa? On i regulamin? Każdy kto zna go choć trochę, wie doskonale, że ten młodzieniec, traktuje spis szkolnych zasad nie bardziej poważnie niż całą resztę świstków którymi przyozdobiona jest biblioteka. Zasady są po to by je łamać, Louis często odnosił wrażenie, że te słowa powiedziano z myślą o nim. Ach, ta jego skromność. Często zwykł mawiać, że coś jest lepsze tylko dla tego, że na to spojrzał. Pewnie dlatego, że od najmłodszych lat jako oczko w głowie rodziców, był utwierdzany w przekonaniu, że słońce wstaje i zachodzi, bo on tu jest.. Teraz może stał się trochę mnie narcystyczny, ale jednak wiele rzeczy jest w nim głęboko ukorzenionych i już tka zostanie, do końca.
-Nasz kochany woźny z pewnością nie były pocieszony gdyby cię zobaczył.-stwierdził.
Nie to, żeby przejmował się jej losem, gdy już na początku roku, załatwi sobie szlaban. Wręcz przeciwnie, to byłoby pasjonujące przedstawienie, bo szczerze mówiąc Fairchild nie wyobrażał sobie, że dziewczyna stałaby się potulna i przyjęła karę z godnością. W wypadku Anji papieros tka nie raził, w pewnym sensie, jeśli ktoś, można by nawet rzec, że w jej dłoni był tka naturalnym zjawiskiem dla oczu jak piwo u menela.
Przez chwilę obserwował jak dziewczyna wykrzywia się w każdy możliwy sposób, by tylko go nie dotknąć, że pewnie zaraz przyjdzie mu ją oglądać, co najmniej w pozycji embrionalne.
- A to gdybyś spadła i roztrzaskał się o ziemię, pewnie też by go nie ucieszyło. - powiedział jej do ucha muskając przy tym pacami marmur niedaleko miejsca na którym siedział.
Na jego usta wpłynął łobuzerski uśmiech. Czy chciał ją wystraszyć? Raczej nie. Powiedzmy, że Louis ma dziwne poczucie humoru. To co jednych doprowadza do łez, u niego może powodować niespodziewany atak śmiechu.


Ostatnio zmieniony przez Louis Fairchild dnia Wto Sie 16 2011, 18:53, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Rok Nauki : I
Wiek : 24
Skąd : Moskwa, Rosja
Galeony : 39
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 52




Gracz






PisanieTemat: Re: Balkon nad dziedzińcem   Wto Sie 16 2011, 18:15

Wzrok chłopaka powoli zaczął ją irytować. Nawet bardzo irytować. Obserwował ją z naturalną nonszalancją. Zachowywał się tak, jakby obserwował chmurki na niebie.
Co to, to nie.
- Obserwować to można zwierzęta w zoo. Przykro mi, że do tej pory napotykałeś na swojej drodze same łanie, które można taksować wzrokiem. - zwróciła się do niego z kpiącym uśmieszkiem na ustach.
Niestety, papieros chylił się ku końcowi. Zaciągnęła się po raz ostatni po czym wyrzuciła niedopałek w dół. Nie, nie była aż taka straszna. Upewniła się najpierw kątem oka, że nikomu nie wypali dziury w głowie.
Nie skomentowała słów chłopaka o regulaminie. Zazwyczaj ignorowała słowa, które rzucone były tylko po to, by ktoś zachwycił się ironią. A odpowiedź na to byłaby aprobatą słów nieznajomego. Anja nie będzie pożywką dla jego ego, ot co.
Nie znała nawet jego imienia. Szczerze mówiąc, niewiele ją to obchodziło, bo na swojej drodze spotkała już wiele takiego typu ignorantów. Cóż, zobaczymy, jak to się skończy tym razem. Na trzeźwo na żadne czułości się nie zbierze. Po pijaku pewnie też nie.
- Opinia naszego kochanego woźnego jest dla mnie tak istotna, że byłabym w stanie posprzątać popiół własnymi brwiami. - poinformowała go głosem przepełnionym słodyczą.
Gdy gwałtownie się do niej zbliżył, miała kamienną twarz. Nie pozwoliła, by jakikolwiek mięsień drgnął jej nawet o milimetr.
- Za to ucieszyłoby to większość Puchonów. - odpowiedziała po dłuższej chwili.
Lekko przekrzywiła głowę. Zastanawiało ją, w co gra chłopak. Zdecydowanie nie podobało jej się, że do niej tak blisko podszedł.
- Mała informacja na przyszłość. Nie możesz podejść do mnie bliżej niż ta linia. - wykonała na marmurze kreskę. - Dostęp do mnie ma tylko elita, a więc tylko ja. - wyjaśniła z uśmiechem, którzy idealnie parodiował wesoły uśmieszek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : II
Wiek : 22
Skąd : Francja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 166
Dodatkowo : Pół-wil
  Liczba postów : 366
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7829-louis-fairchild
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9287p15-louis-podejscie-drugie#290356
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4313p15-louis
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7829-louis-fairchild




Gracz






PisanieTemat: Re: Balkon nad dziedzińcem   Wto Sie 16 2011, 20:19

Jak chmurkę? No wiesz? Na chmurki to on patrzy tylko wtedy kiedy che się upewnić, że żaden ptak nie narobi mu na głowę, a tu to co innego.
-Nie denerwuj się tka, złość piękności szkodzi.- uśmiechną się złośliwe, z wyższością.
Właściwe to trochę jej współczuł, była jakaś tka niemrawa. Chociaż musiał przyznać, że ciekawie wyglądała gdy się złościła, jak taki mały ujadający piesek- ni to chce podejść i cię zagryźć ni to nie che , bo się boi.
Skierował wzrok na jedno z drzew. Którego rozłożysta korona zapewniał doskonałe schronienie przed słońcem, jak nie trudno się domyślić, o solidny pień drzewa opierało się kilka osób nie przerywając żwawej dyskusji. Jego zdaniem chowanie się w budynku byłoby marnotrawstwem. Czego? Przemijających wakacji. Fairchild do ostatniej chwili, przed wyjazdem z rodzinnego Paryża starał nie dopuścić do siebie myśli, że niedługo będzie leżał pod stertą książek w bibliotece.
-To może pójdziesz go poszukać?- zasugerował lekko znudzony.
Męczyła go ona i ta całą rozmowa, no ale, co miał począć nie zawsze spotyka się kogoś godnego uwagi, takie życie. Gdy pokazała mu linię zaśmiał się szyderczo. No proszę, dziewczynka ma focha? Nagle przyszła mu ochota by się z nią trochę podrażnić. Usiadł koło niej z tym, że plecami do wejścia na balkon, tka by nogi zwisały sobie ładnie z drugiej strony.
-Chociaż jeszcze trochę i nic nie będzie Ci w stanie zaszkodzić. -dodał patrząc jak jej papieros powoli gaśnie.
Na czułości nie ma co liczyć. Chłopak musiałby być chyba naprawdę pijany, by spojrzeć na nią w inny sposób niż z p[pobłażliwością czy rozbawieniem. Każdy ma swój gust a on jeśli chodzi o kobiety to wolał jeśli miły choć trochę wrażliwości, subtelności czy po prostu kobiecości, powiedzmy w takim bardziej drapieżnym niż słodkim wydaniu, a jeśli chodzi o takie które zachowywały się jak ta tutaj, traktował no raczej…po męsku. Trochę to dziwne, ale co chwila odnosił wrażenie jakby gadał z jednym z jego rówieśników w Salem., po prostu trudno myśleć inaczej o kimś kto patrzy na ciebie jakby miał zaraz rzucić się z pięściami.
-Zapewniam, że nie tylko oni .-powiedział beznamiętnym tonem.
Te jej linie i elity? Dziecinne. Jak szkoda, że Louis nic sobie z tego nie robił. Szkoda, że nie wiedziała , ale zakazy działały na niego najczęściej bardzo zachęcająco. Zakazany owoc smakuje najlepiej, jeśli zrobisz coś czego ci zabroniono czerpiesz z tego podwójną przyjemność, przynajmniej jeśli chodzi o niego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Rok Nauki : I
Wiek : 24
Skąd : Moskwa, Rosja
Galeony : 39
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 52




Gracz






PisanieTemat: Re: Balkon nad dziedzińcem   Wto Sie 16 2011, 20:33

- Nie jesteś wart mojego zdenerwowania. - zatrzepotała figlarnie rzęsami.
I tutaj Louis się mylił. Swoją drapieżną i kobiecą naturę zostawiała na deser. Nie każdy będzie w stanie do tego etapu dotrwać, ale to już ją nie obchodziło. Jej najbliżsi dobrze wiedzieli, że pod maską męskości kryła się drapieżna kobieta, kocica z ostrymi jak brzytwa pazurami.
Obserwowała chłopaka, gdy ten wgapiał się w jakieś drzewo. Ciekawe, co on w nim takiego ciekawego widział. Nie było jej dane nawet nad tym pomyśleć, gdy ten znów się odezwał.
- Może Cię rozczaruję, ale Argus Filch zawsze sam mnie znajdzie. - odparła po czym zgrabnie zsunęła się z balustrady i zdjęła kapelusz.
Tak lepiej. Dopiero teraz widać było dobrze jej intensywnie niebieskie oczy, w których czaiło się coś tajemniczego i mrocznego.
Stanęła dokładnie naprzeciwko niego i położyła ręce na jego kolanach.
- Zapamiętaj też, że nie warto łamać moich zasad. - uśmiechnęła się szelmowsko po czym popchnęła go lekko do przodu. Tuż przy wejściu na balkon znajdowało się małe okno. Pech dla Louisa chciał, że usiadł właśnie przy nim.
Chłopak lekko zsunął się do przodu, w stronę niemałej przepaści, którą kończył las.
Anja nie była głupia, nie chciała go zabić. Chciała po prostu wprowadzić odrobinę życia w tę nudną i banalną rozmowę.
Przytrzymała go lekko, trzymając swoją twarz tuż przy jego.
- Po Tobie też niewielu by żałowało. - szepnęła do jego ucha po czym cofnęła się o kilka kroków, by chłopak mógł wrócić na swoje miejsce.
Nie będzie jej miał za tchórzliwą, lodowatą ścianę. Co to, to nie!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Balkon nad dziedzińcem

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 5 z 17Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6 ... 11 ... 17  Next

 Similar topics

-
» Balkon księżycowy

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogwart
 :: 
Skrzydlo zachodnie
 :: 
trzecie piętro
-