IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Balkon nad dziedzińcem

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1 ... 5, 6, 7 ... 11 ... 17  Next
AutorWiadomość



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 28790
  Liczba postów : 35047
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Balkon nad dziedzińcem   Nie Paź 17 2010, 20:06

First topic message reminder :


Balkon nad dziedzińcem

Przez niewielkie drzwi można wyjść na marmurowe schody które prowadząc w dół ku sporego rozmiarów balkonowi. Otaczają go cztery wysokie kolumny, podtrzymując specjalnie zrobiony dach. Dzięki niemu, nawet kiedy pada można tam przesiadywać, bez obawy zmoczenia się.
Posadzka jest wyłożona czarno-białymi płytkami. Te na samym środku robią wrażenie ogromnej szachownicy i rzeczywiście, jeśli tylko ktoś zdobędzie takiej wielkości figury, można tam grać. Z miejsca przy barierce (marmurowej, oczywiście) rozchodzi się widok na cały dziedziniec. Jest to świetne miejsce na obserwowanie innych, bowiem rzadko kiedy komuś przyjdzie na myśl by spojrzeć w górę. Po obu stronach znajdują się kamienne, niewielkie ławeczki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : II
Wiek : 22
Skąd : Francja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 166
Dodatkowo : Pół-wil
  Liczba postów : 366
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7829-louis-fairchild
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9287p15-louis-podejscie-drugie#290356
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4313p15-louis
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7829-louis-fairchild




Gracz






PisanieTemat: Re: Balkon nad dziedzińcem   Sro Sie 17 2011, 13:00

No to w takim razie, on zrezygnuje z deseru, bo wychodziłoby na to, że to co mu przed chwilą swoją osobą zaprezentowała to przystawka, a to mu w nadmiarze wystarczyło zapewniam. To, że ma pazury nie podlega dyskusji, Louis pewnie za chwilę doświadczy ich magicznej zdolności przecinania skóry twarzy. I co ja bym wtedy zrobiła? On taki śliczny, a tu proszę. Fairchild znał granice jeśli chodzi o życie w społeczeństwie i często je przekraczał, ale do jednego by się nie posunął- uderzenie kobiety. Co to, to nie. Plama na honorze, bo poniekąd taki ma. Rodzice od najmłodszych lat wpajali mu jak należy traktować damy, więc nawet jeśli Anja do niech nie należy to powinien po prostu zostawić ją w spokoju. Potrafiłby być dla niej miły, to na pewno. Maski które przybierał w trakcie jednej dyskusji były, wręcz nie do zliczenie, nie w tym jednak rzecz. Ona go po prostu nudziła. Jeszcze chwila i wyciągnie świecówkę którą przedzieli balkon na pół. Gdy ta myśl pojawiła się w głowie chłopaka, mimowolnie się uśmiechną.
-No to najwyraźniej ma cię już dosyć. -mruknął.
Po chwili przeszedł dystans dzielący go do drzwi i oparłszy się o nie spojrzał na dziewczynę. Jego twarz nie pokazywał żadnych emocji, po co ma się irytować zachowaniem kogoś kto nie był godny jego uwagi, nawet na jego nienawiść trzeba sobie zasłużyć. A ona? Cóż, jeśli pryz następnym spotkaniu ją rozpozna, to będzie sukces. Pogoda była wspaniałą, aż szkoda ją marnować, bo jak już wspomniałam Louis nie zamierzał tracić choć chwili przed rozpoczęciem szkoły. Dziewczyna nie była nawet na jego wydziale, tak mu się wydawało…chociaż nie pewnie mogła na nim być, ale kopciła sobie gdzieś z tyłu ze swoją jednoosobową elitą.
-Twoich zasad- zaśmiał się kpiąco.- Aż się boję zapytać o karę? Popijesz mnie?
Już to widział. Drobna blondynka okłada go pięściami. To byłby komiczny widok. Louis musiałby ją odganiać jak muchę, co by jej nie zrobić krzywdy. Przydałby się jeszcze widownia i czerwona płachta. Louis mógłby tylko współczuć jej przyszłemu partnerowi, czy tam partnerce jeśli w ogóle coś takiego jej się trafi. Trzeba mieć chyba anielską cierpliwość i umieć robić uniki aby wytrzymać z tą panną. Skoro oni się nie znali, to ciekawe jakby wyglądały, głębsze relacje między nimi? Goniłaby go z tasakiem czy siekierą? No oczywiście przyszło mi pominąć fragment z oknem, bo musiałbym dołączyć do niego lewitującą Anję, czego ona nie potrafi,. Lou siedział plecami do drzwi w centralnym miejscu balkonu, skoro, więc chciała siedzieć przed nim musiałby lewitować, ot co.
-Twoja elita z pewnością .-powiedziała to z wyraźnym naciskiem na drugi wyraz, to by wyraźnie zaznaczyć, że dla niego może sobie malować linie gdzie che byle nie wchodziła mu pod nagi, bo Robla trzeba zdeptać, a ona taka młoda. Nie tknąłby jej oczywiście, ale nie szczędziłby sowich uroczych uwag na jej temat, słowa ranią ponoć bardziej niż czyny, a chłopka wiedział jak wykończyć kogoś, powiedzmy psychicznie. Zawsze go uczono, że wszytko mu się należy, a on wyspecjalizował w sobie metodę dzięki której będzie po to sięgał.
-Jeśli już skończyła zachwycać mnie swoją błyskotliwością pozwolisz, że wyjdę.-dodał na ‘pożegnanie’.
Jeśli będzie miała szczęście to już się nie spotkają. Louis jak to on nie przyjmował wiadomości, że ktoś taki mógłby się tka do niego zwracać, zazwyczaj kobiety padały mu do stup, a ona była tylko wyjątkiem potwierdzającym regułę. Owszem zdarzały się te które szanował, może czasem się podkochiwał…nie wróć to jeden przypadek, ale zazwyczaj i najchętniej białogłowami zręcznie manipulował, szło łatwo. Ciekawe czemu?
/zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : Luksmeburg
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 2342
  Liczba postów : 1898
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2680-dexter-vanberg#91111
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2696-laboratorium-dextera
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2721-dexterkowe-lisciki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7160-dexter-vanberg#204285




Administrator






PisanieTemat: Re: Balkon nad dziedzińcem   Sob Paź 15 2011, 11:54

Chyba w zamku ostatnio działy się jakieś dziwne rzeczy, bowiem ciągle ktoś mu gadał coś o jakichś zmianach. O cokolwiek dokładnie chodziło, na pewno miało to związek ze studentami. Dexter natomiast podszedł do tego ze stwierdzeniem, że jeśli będą wywalać studentów ze szkoły, na pewno ktoś mu o tym w międzyczasie wspomni, a że takie informacje do niego na razie nie dotarły, to też całą sprawą się nie interesował. Miał na głowie poważniejsze zmartwienie.
Po pierwsze ktoś rzucił na zamek jakieś pieprzone zaklęcie, które zniszczyło jego ecstasy. I mimo prób zdobycia tego specyfiku od kogokolwiek innego, pozostał tylko z paroma skrętami w paczce papierosów. Oczywiście nie wiedział o co chodziło, bo tak to bywa, gdy się nie zwraca uwagi na to co opowiada pół zamku. Niezadowolony z tego tajemniczego zniknięcia jego prochów, opuścił swoje dormitorium. Zawędrował do kumpli z Iteriusa i niestety oni także nie posiadali niczego na co miałby teraz ochotę. Bardzo źle. Tak się składało, że Hogwartu nadal nie miał okazji poznać, bo jakoś nie kręciło go zapuszczanie się między tymi poplątanymi korytarzami, tak więc jego spacer ograniczył się do balkonu, który był piętro niżej. Oparł się o okrągłą balustradę i zaraz z kieszeni wyciągnął fajki. Nie śpiesząc się specjalnie i w międzyczasie zwracając uwagę na jakąś laskę kręcą się po dziedzińcu, po chwili odpalił papierosa. Musiał znaleźć coś w zamian, prawda? Nie zwlekając podciągnął się i po prostu usiadł na poręczy, by niepotrzebnie tak nie sterczeć. Zresztą siedząc sobie tak, miał całkiem niezły widok, na to kto się przechadza na dole. Czy wszystkie Angielki były tak sztywne jak miał wrażenie przez ostatni czas? Chyba brakowało mu temperamentnych Hiszpanek. Tak, Dexter Vanberg na pewno się przez ten czas ani trochę nie zmienił. Całe szczęście.
Po drugie, cholerna Rivka się nie odzywała, a była mu potrzebna. Teoretycznie mógł sam do niej napisać, ale tak się składało, że za każdym razem o tym zapominał, no a poza tym, skoro się nie odzywała, znaczyło to, że nic dla niego nie ma. Jeszcze gorzej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : III
Wiek : 26
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 256
Dodatkowo : hipnoza
  Liczba postów : 816
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2228-lunarie-s-deceiver
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2229-lsd-kokaina-heroina-lsd
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2230-lunarie-s-deceiver
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7745-lunarie-s-deceiver#215456




Gracz






PisanieTemat: Re: Balkon nad dziedzińcem   Sob Paź 15 2011, 12:30

Nie-nie-nie-nie-nie-niedobrze, bardzo niedobrze, bardzo, bardzo źle.
Lunarie S. Deceiver skończyły się narkotyki. To akurat nie była sytuacja wyjątkowo rzadka, ale pierwszy raz następstwa były tak tragiczne i dziwne.
Najpierw przetrząsnęła wszelkie zapasy, torby i skrytki współlokatorek z sypialni, ale żadna z nich - chyba pierwszy raz odkąd podkradała im dragi - nie miała nic. Głód sięgał wtedy stanu krytycznego, LSD zlewała się zimnym potem i musiała wyskakiwać do łazienki cały czas, atakowana przez nudności. Kościste dłonie trzęsły się bardziej niż zazwyczaj, gdy zamiast narkotyków ukradła dziewczynom trochę pieniędzy, a kolana uginały się, gdy okryta wielką kurtką z flagą USA z tyłu zmierzała w stronę bramy.
Była pewna, że aportacja zakończy się utratą jakiejś ważnej części ciała, ale cudem udało jej się przetrwać. Nie miała żadnych problemów ze znalezieniem dealera w Londynie, zrobiła mini-zapas na najbliższe trzy dni i kolejny raz zmierzyła się z trudną istotą teleportacji. I kolejny raz dotarła tam w całości!
Zażyła ostatnią działkę w Londynie. Teraz nieco swędziało ją świeże wkłucie na zgięciu ramienia, ale była przeszczęśliwa, przeszczęśliwa. I dopiero kilka godzin później, gdy włożyła ręce do kieszeni, okazało się, że prochów znów nie ma.
Była zrozpaczona do granic możliwości.
Wróciła nawet na błonia, myśląc, że zgubiła wszystko po drodze. Czołgała się niemal po błocie, w deszczu i burzy, szukając foliowych torebeczek pełnych zbawczego, białego proszku.
Nic.
To było wczoraj. Dzisiaj już dowiedziała się, że dyrektorek pokombinował coś w tym względzie.
I dziś czuła się tragicznie. Miała zamiar nawet wybrać się na parę tygodni do Londynu albo w ogóle opuścić te zamczysko na zawsze, ale wciąż nie widziała się z Tygrysem po powrocie z Barcelony.
(Pierwszy raz faktycznie była w stanie przedłożyć jakąkolwiek relację międzyludzką ponad dragi.)
I snuła się, strasznie nieszczęśliwa. Znów chudsza niż ostatnio, na cienkich nóżkach, w wojskowych butach, jeansowych szortach, białym podkoszulku i kurtce z flagą ameryki. Włosy miała w nieładzie, cerę chorobliwie księżycową, wzrok lunatyczki. Na tle bladości skóry wyjątkowo mocno odcinały się dziś jej pokochane dopiero niedawno piegi.
I chodząc tak bezcelowo i cierpiąc, dostrzegła opartego o balustradę chłopaka. Ciężko było go nie poznać. Nawet gdyby nie miała z nim do czynienia osobiście, rozpoznałaby go choćby z gazet. Celebryta, pheh.
Normalnie w takiej sytuacji zapewne rzuciłaby się na kolana i zaczęła piszczeć, by potem wyśmiać go i rzucić kilka kąśliwych uwag, unieść ironicznie brwi i kontynuować cały proces. Ale teraz czuła się co najmniej tragicznie, więc teatralną szopkę postanowiła odłożyć na później.
Podeszła jednak do niego i oparła się o balustradę tuż obok. Splotła chudziutkie palce i zmierzyła wzrokiem rozciągający się pod nimi dziedziniec.
- Że też to ciebie muszę tu spotkać, a nie basistę - rzekła cicho. Głos brzmiał na lekko zachrypnięty, dlatego odchrząknęła krótko i przechyliła lekko głowę, by spojrzeć na Dextera. Zabawne, pamiętała jego imię. Nie basisty, chociaż to on był jej krótkotrwałą-kolejną-miłością.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : Luksmeburg
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 2342
  Liczba postów : 1898
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2680-dexter-vanberg#91111
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2696-laboratorium-dextera
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2721-dexterkowe-lisciki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7160-dexter-vanberg#204285




Administrator






PisanieTemat: Re: Balkon nad dziedzińcem   Sob Paź 15 2011, 14:23

Zapewne teraz połowa studentów przegrzebywała swoje kieszenie w poszukiwaniu swoich zapasów, swoich słodkich odurzających skarbów. Na marne. A Vanberg jeszcze sobie sprawy nie zdawał z tego, jak okrutny podstęp wymyślił dyrektorek. Czy oni naprawdę wszyscy chcieli mu utrudniać życie? No nieważne i tak w tej chwili nie zastanawiał się nad tajemniczą sprawą zniknięcia prochów. Najzwyklej w świecie sprawę to zniknięcie jego współlokatorom.
A co do tego bycia celebrytą, no to nikt nie zaprzeczy, że okładka zeszłej czarownicy, gdzie Dexter V. ratuje Latifa D. była naprawdę imponująca! Teraz mógł się jeszcze cieszyć tytułem prawdziwego bohatera. No ale zamiast napawać się dumą, bądź spoglądać sobie z góry na przechadzające się po dziedzińcu Angielki, jego uwaga została ściągnięta przez jakąś dziewczynę, która wspomniała coś o basiście. W pierwszej chwili zupełnie nie skojarzył do kogo owy głos należy, ale gdy już leniwie przesunął głowę w stronę owej niewiasty, skojarzył to dziewczę. Rzucił jej szybkie spojrzenie, ot takie z dołu do góry, naturalnie w celu lepszego przyjrzenia się jej i określenia na ile ją zna. No więc dziewczyna ta nawet jako tako zapadła mu w pamięć, a wszystko tylko dlatego, że wcale mu nie przypadła do gustu. Inaczej mówiąc uznał ją za głupiutką narkomankę, z którą mu przyszło nieco się sprzeczać. Ale o co, tego już nie pamiętał. Jednakże było to najwyraźniej dwustronne, bo i ona nie zapałała do niego miłością. No cóż, nie wszyscy mogą się kochać. Tylko, że zamiast się minąć, nie zwrócić na siebie uwagi, ta uczepiła się basisty, a teraz jeszcze pałęta mu się po zamku. Co to do cholery miało być?
- Jak mu powiem, że tak marzysz o jego ponownym spotkaniu na pewno od razu przyleci tu do Ciebie, oczywiście jeśli tylko będzie w ogóle Cię pamiętał – odpowiedział wygodnie usadawiając się tak by oprzeć się plecami o jedną z kolumn. Oczywiście założył, że basista w ogóle jej już nie pamięta, w końcu tyle tych panien się przewijało na koncertach, że cóż poradzić. Właściwie sam się sobie dziwił, że jemu nie wyprała się z pamięci. Widać powinien więcej się sprzeczać z dziewczynami jeśli chce je później rozróżniać. Z drugiej strony, czy rzeczywiście chce każdą z tych osób poznanych na koncertach później rozróżniać? Niee, to zdecydowanie nie było mu do niczego potrzebne.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : III
Wiek : 26
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 256
Dodatkowo : hipnoza
  Liczba postów : 816
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2228-lunarie-s-deceiver
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2229-lsd-kokaina-heroina-lsd
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2230-lunarie-s-deceiver
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7745-lunarie-s-deceiver#215456




Gracz






PisanieTemat: Re: Balkon nad dziedzińcem   Sob Paź 15 2011, 14:53

- No tak, życie gwiazdy rocka jest ciężkie, narkotyki, kilkutygodniowe ciągi, maksymalnie miesięczna miłość życia i tysiąc chorób wenerycznych - powiedziała lekceważąco, machając dłonią i przy okazji zakrywając nią usta, gdyż odczuła nagle potrzebę przeciągłego ziewnięcia. Rozkojarzone spojrzenie zsunęło się gładko z chłopaka na krajobraz dziedzińca. - Nie zawracaj sobie tego pustego łebka, nie był raczej spełnieniem mych marzeń.
Usiadła na ziemi i wsunęła nogi w przerwy pomiędzy barierkami, tak że zawisły nad przestrzenią rozciągającą się między balkonem a podłożem. Głowę oparła o zimny pręt i ziewnęła raz jeszcze. Kątem oka rzuciła mu spojrzenie spod półprzymrużonych powiek, wydobywając z pamięci mgliste wydarzenia z kilkutygodniowego tournee z Veritaserum. W ich przypadku muzycznego i używkowego, w jej raczej tylko to drugie. I o ile basista zasypywał ją wówczas wyznaniami miłości i oświadczył się jej ze trzy razy, tak Vanberg jakąkolwiek ich interakcję przesączał niechęcią... zresztą, nie pozostawała mu przecież dłużna. Chociaż kto wie, jakby się to skończyło gdyby Lunarie nie miała wtedy nieokreślonego pociągu do wszelkich gitarzystów basowych?
Oblizała spierzchnięte nieco usta i znów zmrużyła oczy. Wsunęła palce do kieszeni i wydobyła z niej paczkę papierosów. Puknęła w paczkę od spodu, a jedna fajka wystrzeliła wręcz z paczki i wpadła jej do ust. Usadowiła się nieco krzywo, ale doskonaliła ten trik dopiero od kilku tygodni.
- Byłoby wręcz cudownie gdybyś oprócz arogancji i pychy miał jeszcze trochę ognia - rzekła słodko Lunarie, odwracając znów twarz ku niemu.
Wspaniała z niej czarownica, rzadko kiedy nosiła różdżkę ze sobą. A zapalniczki notorycznie gubiła. Potem wykradała innym na imprezach... no i znów gubiła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : Luksmeburg
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 2342
  Liczba postów : 1898
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2680-dexter-vanberg#91111
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2696-laboratorium-dextera
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2721-dexterkowe-lisciki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7160-dexter-vanberg#204285




Administrator






PisanieTemat: Re: Balkon nad dziedzińcem   Sob Paź 15 2011, 16:17

- No wyobrażasz sobie? Ach, zapomniałem, twoje życie jest przecież takie same. Wszystko to co wymieniłaś plus drgawki z powodu braku narkotyków. Tylko, że ja jestem muzykiem, więc nawet powinienem, ty natomiast nie masz wymówki - powiedział przed ponownym zaciągnięciem się papierosem. Nie ulegało wątpliwościom, że w tej kwestii Lunarie nie odstępowała mu na krok. Oczywiście z tymi chorobami to nieprawda! Paskudna plotka rozniesiona przez jakieś porzucone dziewczę. Dexter był zupełnie zdrowy! Już. No nieważne. Co do tych prochów, czyż nie większe zainteresowanie było wokół muzyków, im większe mieli problemy? Niestety, stara dobra prawda, którą jego ojciec bardzo dobrze przetestował.
- Domyślam się, w końcu nie ma to jak wokalista - uznał na jej stwierdzenie, że basista nie był spełnieniem marzeń, po czym strzepnął popiół z papierosa, przez balustradę, gdzieś na dziedziniec. No oby nie na kogoś. A co do basistów, to prawdę powiedziawszy autorka tych postów absolutnie podzielałaby zainteresowanie tymi muzykami, ale mimo wszystko, no jednak nie ma to jak wokalista. I nie piszę to ze względu na Vanberga! Ale gitarzyści basowi dostają zasłużone drugie miejsce.
Zawsze twierdził, że branie laski na trasę to słaby pomysł. No i gdyby ten basista nie postanowił zabrać ze sobą Lunarie, Dex nie musiałby słuchać co też ma ona niemądrego do powiedzenia. Natomiast w tej chwili zamiast myśleć o tym, że nie chce mu się z nią gadać i właściwie co ona tu robi, zastanawiałby się nad tym jaki rozmiar kryje się pod tym jej białym podkoszulkiem i czy jego sypialnia jest pusta. A tak ani o tym, ani o tym nie pomyślał. No powiedzmy.
- A ty gdybyś zamiast klapać głupoty umiała ładnie poprosić - odparł przenosząc wreszcie spojrzenie ponownie ku ciemnowłosej i posyłając jej nawet jakiś bardziej kwaśny, niż słodki uśmiech. Dex nie był fantastycznym czarodziejem, ale był pilnym palaczem. Dlatego też zawsze miewał przy sobie zapałki, bo z różdżkami to różnie bywa, a zaklęcia czasem wyjątkowo nie chcą współdziałać. No cóż, coś za coś, z resztą chyba nikt nie sądziłby, że Dex mógłby się znać jakoś dobrze na czarach. Gdzież tam on miałby mieć czas na uczenie się tych głupotek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : III
Wiek : 26
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 256
Dodatkowo : hipnoza
  Liczba postów : 816
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2228-lunarie-s-deceiver
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2229-lsd-kokaina-heroina-lsd
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2230-lunarie-s-deceiver
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7745-lunarie-s-deceiver#215456




Gracz






PisanieTemat: Re: Balkon nad dziedzińcem   Sob Paź 15 2011, 16:45

Wywróciła lazurowymi oczętami, gdy usprawiedliwił się swoim fachem i wzruszyła kościstymi ramionami.
- Ja też mogę. Jestem artystką - odparła, przesuwając palcem po podłożu. Powstała na nim jaśniejsza smuga. - Doskonały wyraz niepokojów dzisiejszego świata uchwycony w najpiękniejszej estetyce minimalizmu - wyjaśniła mu przy okazji, kiwając głową, jakby to było absolutnie oczywiste. Kwestii drgawek nie skomentowała, bo teraz doświadczała tylko drżenia; no i próbowała zająć umysł czymkolwiek innym niż myśleniem o narkotykach, o czym chyba najlepiej świadczy fakt, że podjęła w ogóle rozmowę z Vanbergiem.
- Oczywiście - potwierdziła litościwie, śledząc wzrokiem opadanie popiołu na dół. Zabawne, wydawał się lecieć tak nierealnie długo. - Jesteś przecież najlepszy, w ogóle cóż to za zaszczyt, że oddycham chwilowo niemal identycznym składem powietrza, że mogę spijać słowa z twych ust.
Ależ on ją irytował. Niemiłosiernie. Uniosła nieco wyżej podbródek i rzuciła mu nieokreślenie gniewne spojrzenie. Ale wstała, wysunęła nogi spomiędzy barierek i stanęła tuż naprzeciw studenta. Jej dłoń sięgnęła ku szyi - jej własnej, bez obaw - i wyciągnęła spod niej niewielki medalik na łańcuszku. Co było w środku, nieistotne. Używał cholernie dobrych perfum. Dexter, nie medalik. Irytował ją też tym. W ogóle wszystkim, nawet tą obojętnością w spojrzeniu. Nie lubiła obojętności, lubiła generować emocje, a nie wiedzieć czemu w jego przypadku poszła w stronę zupełnie skrajną do jakiejkolwiek pozytywnej relacji. Chociaż nie można było ukryć, że podczas tamtych kilku tygodni nie szukała (szukali?) podświadomie sytuacji by choćby w kłótni znajdować się dość blisko, mijać go wraz ze szturchnięciem jego barku, takie tam.
Ale teraz większą uwagę LSD pochłaniała odwieczna potrzeba zdobycia ognia. Oplotła łańcuszek wisiorka na palcach i zaczęła delikatnie kołysać ozdobą przed jego oczami.
- A może jednak - odezwała się cichym, nieco innym niż dotychczas głosem. Tempo było spokojne, łagodne, ton niski i aksamitny. Perfidna Lunka. - Zechcesz po prostu użyczyć mi ognia?
Zastanowiła się przez chwilę i schowała własną paczkę do kieszeni.
- I papierosa?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : Luksmeburg
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 2342
  Liczba postów : 1898
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2680-dexter-vanberg#91111
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2696-laboratorium-dextera
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2721-dexterkowe-lisciki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7160-dexter-vanberg#204285




Administrator






PisanieTemat: Re: Balkon nad dziedzińcem   Sob Paź 15 2011, 18:38

Na ten jej tajemniczy artyzm tylko uniósł lekko brwi, nawet się głębiej nie zastanawiając na ile to prawda. No on tam nie widział, żeby jakieś dzieła tworzyła, więc tą jej wymówkę średnio przyjął. No ale czy to było istotne? A kiedy dodała wyjaśnienie popatrzył na nią z chyba drobnym rozbawieniem, przez to co mówi.
- Docenią Cię miliony - zapewnił ją i ponownie postanowił delektować się smakiem swojego papierosa. Uśmiechnął się do siebie i ponownie swoją uwagę skierował ku niej. - Wreszcie się zrozumieliśmy, a co więcej, jeśli poprosisz to Ci udostępnię swoje zapałki. Pomyśl lepiej ile dziewczyn chciałoby się teraz znaleźć na... - i nie dane było mu dokończyć. Dziewczyna w trakcie jego słów wstała i dopóki nie wyciągnęła jakiegoś łańcuszka i nie zaczęła nim wymachiwać wszystko było dobrze. Znów mógł przez moment rzucić spojrzenie na jej sylwetkę, nim ta znalazła się tuż przed nim. Właściwie w pierwszej chwili przed jego oczami stanęły wspomnienia z tamtej trasy, gdzie dochodziło między nimi do drobnych sprzeczek przy każdej okazji. I całkiem mocno wierzył w to, że zupełnie mu się tamte wymiany zdań nie podobały.
Nie wiedział po jaką cholerę macha mu czymś przed oczami, bo coś takiego jak hipnoza nawet nie przyszło by mu do głowy. Uznał to za chęć pokazania czegoś... czego, to już nie wiedział. Właśnie chciał złapać ręką ten jej medalion, kiedy jakoś o tym zapomniał. Po prostu patrzył jak się huśta o niczym nie myśląc. Nagle jego głowa nieco opustoszała, bo mimo twierdzeń LSD, że w niej nic nie ma, coś tam nadal tkwiło. Hipnoza była przyjemna, zupełnie go odciążyła, poczuł się lekko. Po prostu podał jej papierosa o którym mówiła i posłusznie zaczął przeszukiwać kieszenie. Udało mu się odnaleźć zapałki w spodniach, jednak przy wyciąganiu, opakowanie upadło mu na posadzkę. To przerwało jego trans.
- Co do kur...? - Zapytał nieprzytomnie się rozglądając i jego wzrok automatycznie padł na LSD trzymającą już jego papierosa, a w drugiej dłoni posiadającą jakiś łańcuszek. Czy ona go własnie zahipnotyzowała?! Wtf. Niewiele myśląc, szybko złapał ją za nadgarstek ręki, w której ciągle trzymała medalion. Taki sposobem znajdując się zupełnie blisko.
- Teraz już rozumiem jakim cudem znalazłaś się w sypialni basisty i nie próbuj tego więcej na mnie - powiedział przesuwając dłoń z jej nadgarstka na łańcuszek po którym przesunął palcem, aż dotarł do medalionu. Wtenczas po prostu puścił, jak gdyby nigdy nic się nie wydarzyło.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : III
Wiek : 26
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 256
Dodatkowo : hipnoza
  Liczba postów : 816
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2228-lunarie-s-deceiver
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2229-lsd-kokaina-heroina-lsd
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2230-lunarie-s-deceiver
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7745-lunarie-s-deceiver#215456




Gracz






PisanieTemat: Re: Balkon nad dziedzińcem   Sob Paź 15 2011, 19:06

Och, och. Szkoda, że tak szybko się skończyło. Przyjemnie było obserwować jak zieleń jego oczu zasnuwa się hipnotyczną mgiełką nieobecności i jak ten krnąbrny chuligan posłusznie wypełnia jej polecenie. Wsunęła papierosa do ust i uśmiechnęła się lekko, ale nieszczęsne paluszki Dextera rozluźnione były na tyle, że wypuścił opakowanie zapałek, a cichy trzask wyrwał go spod jej władzy.
Gdy spojrzał na nią, jeszcze odrobinę niezorientowany, miała zamiar się cofnąć, zwinąć zapałki i wdzięcznie się oddalić. Jednak zanim zdążyła uczynić choćby krok, palce studenta oplotły jej kościsty (lubiła określenie ostry) nadgarstek. Zamrugała i spojrzała na niego, przechylając lekko głowę.
- Nie musiałam, olśniła go tylko i wyłącznie moja zajebistość - odparła frywolnym tonem w odpowiedzi i zaśmiała się cicho. Przy tej czynności rozchyliła bardziej usta i papieros upadł jej na podłogę, znajdując miejsce tuż obok zapałek. A palce chłopaka zsunęły się z jej skóry i przebiegły po medaliku.
- Czemu nie? - zapytała zawiedziona i znów uniosła naszyjnik na poziom jego oczu. - Byłbyś takim rozkosznym kurczaczkiem - dodała, uśmiechając się złośliwie. Tym razem już go nie hipnotyzowała. Droczyła się tylko, tak troszeczkę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : Luksmeburg
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 2342
  Liczba postów : 1898
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2680-dexter-vanberg#91111
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2696-laboratorium-dextera
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2721-dexterkowe-lisciki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7160-dexter-vanberg#204285




Administrator






PisanieTemat: Re: Balkon nad dziedzińcem   Sob Paź 15 2011, 19:57

Jemu zupełnie nie podobało się to, że był pod wpływem jej hipnozy. Może i przez chwilę poczuł się zupełnie lekko, ale definitywnie nie podobało mu się, że ktokolwiek może go kontrolować. Lunarie używając swojego medalionu mogła sprawić by zrobił, co tylko chciała. A przecież czego Dex nie lubił bardziej niż pozbawiania go w jakiś sposób wolności?
- Nie jest aż tak głupi, dobrowolnie też by Cię nie wpuścił do sypialni - dalej nie dawał za wygraną. O tak, już widział oczami wyobraźni, jak LSD rzuca na jego kumpla urok za pomocą tego wisiorka i ten posłusznie robi co ta zechce. A tak serio? Było mu obojętne jaka była wersja. Ciemnowłosej nie znał i nie wiedział na ile byłaby zdolna kogoś dłużej kontrolować hipnozą. No i co po jego papierosie? Teraz wraz z zapałkami leżał gdzieś na tej brudnej posadzce. No i po jaką cholerę te czarowanie? Cóż za niedobre dziewczę. Jeszcze mu tym cholerstwem dalej machała przed oczami. Złapał ten jej medalik w lewą dłoń.
- No nie wiem, bo nie chcesz, żebym Ci go zabrał? - Zapytał otwierając dłoń z medalionem i na moment się mu przyglądając. Następnie drugą dłonią odchylił nieco białą koszulkę Lunarie i za jej brzeg wrzucił medalion. Tak by ten ponownie zawisnął na jej szyi, pod koszulką, bezpiecznie na jej piersi. Podniósł już swój wzrok by spojrzeć na jej uśmiechniętą złośliwie buźkę. Może stali za blisko, bo zamiast jak zwykle po prostu się w końcu ładnie rozejść, Vanberg przesunął swoją dłoń (w końcu zawsze miał problem z trzymaniem ich przy sobie) wzdłuż jej dekoltu, a przy kolejnych słowach uderzał sobie lekko palcem w jej chudy obojczyk.
- Ja przynajmniej byłbym nim dopiero po hipnozie, ty i bez tego gdaczesz jak kura - matko ich rozmowy czasem przybierały naprawdę dziwny tor. Wyglądali trochę jak dwójka dzieci burząca sobie złośliwie piaski z zamku. Tylko dlaczego jego rączki zamiast grzecznie być sobie gdzieś na murku, jakoś tak wędrowały dalej? Nieważne, przecież on i tak się nad tym w ogóle nie zastanawiał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : III
Wiek : 26
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 256
Dodatkowo : hipnoza
  Liczba postów : 816
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2228-lunarie-s-deceiver
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2229-lsd-kokaina-heroina-lsd
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2230-lunarie-s-deceiver
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7745-lunarie-s-deceiver#215456




Gracz






PisanieTemat: Re: Balkon nad dziedzińcem   Sob Paź 15 2011, 20:15

Tak, to było coś, w czym niejako górowała czasem nad innymi. Różne są techniki manipulacji, werbalne sposoby też potrafiła wykorzystać, żeby osiągnąć zamierzony cel. Korzystała też niejako ze swoich fizycznych atutów, ale to inna sprawa, po prostu była świadoma siebie - i nieświadomości innych ludzi.
- Jest głupi - zaoponowała. - Z tego co pamiętam. Konwersacja to akurat nie coś co wychodziło mu najlepiej, ale fakt, preferował sypialnię.
Czemu właściwie to powiedziała? No nieistotne. Cenna nikotyna spoczywała u ich stóp, ale sięgnięcie po nią oznaczałoby przerwanie ich mini-gry, czego w chwili obecnej jeszcze nie zamierzała robić.
- Potrafię i bez niego, więc strzeż się, nie znasz dnia ani godziny. Chociaż teraz, gdy znasz już mój mały sekret, staniesz się bardziej ostrożny, więc może być ciężko.
Gdy chłodny metal znów zetknął się z jej skórą a materiał koszulki wręcz przeciwnie, oddalił się od jej ciała, Lunarie uniosła lekko brwi. Opanowała jednak ten odruch i gdy jego dłoń przesunęła się po jej dekolcie, mimika nie wyrażała w żadnym stopniu jakiegokolwiek zaskoczenia. Wiedziała, że Dexter jest nieprzewidywalnym typem i wydawał się po prostu, hm, lubić kobiety. Zresztą, podczas tych kilku tygodni back then zdążyła zauważyć, że one same kleją się do niego. Nie wiedziała, czy to faktycznie jego osobowość jest na tyle magnetyczna, czy katalizatorem był jego status społeczny, sława, takie tam. Wszak która dziewczynka nie lubiła chłopców z zespołu?
Zazwyczaj stawiała na to drugie. Magnetyzm w przypadku ich dwójki działał na dość dziwnej zasadzie. Nie byli dwoma przeciwnymi biegunami - byli na tej samej stronie, siłą rzeczy się odpychając. A jednak coś wciąż ich przy tym łączyło, skoro nie byli N i S tylko N i N. Ach, te zawiłości fizyczne.
- Przynajmniej nie mam kurzego móżdżka - odpowiedziała, mrużąc niebieskie oczy. Rzadko kiedy jej źrenice były tak spokojne jak tego dnia, a co więcej - miały normalny rozmiar. Nie rozszerzone i zakrywające niemal cały pas błękitu tęczówki, nie wielkości główki od szpilki, co czasem wyglądało nawet bardziej przerażająco.
I pomimo tego, że właśnie go obraziła, wcale nie odsunęła się od chłopaka. Co więcej, oparła dłoń o kolumnę (ścianę?) za nim, niejako blokując mu drogę z jednej strony i ocierając się nadgarstkiem o jego ciało na wysokości brzucha.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : Luksmeburg
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 2342
  Liczba postów : 1898
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2680-dexter-vanberg#91111
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2696-laboratorium-dextera
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2721-dexterkowe-lisciki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7160-dexter-vanberg#204285




Administrator






PisanieTemat: Re: Balkon nad dziedzińcem   Sob Paź 15 2011, 22:52

Jednak kiedy ktoś już wiedział, że posiada ona takową zdolność, nie dawał się jej tak łatwo oszukać. Przecież hipnoza była metodą wyjątkowo jawną. Musiała wyciągnąć ten cały łańcuszek i zacząć nim machać, a w tym czasie, każdy kto wiedział o co chodzi, mógł jakoś zareagować. Inaczej mówiąc, już Dexter po prostu nie dałby się jej na to złapać. A że się z nią droczył, że ma na nim tego więcej nie robić, znaczyło raczej tyle, żeby ani tego nie wyciągała.
- A może to rozmówczyni nie wydała mu się odpowiednia? - Dalej ciągnął ten temat bez końca, gdzie każde z nich upierało się przy swojej wersji. On tym dziewczynom z którymi sypiał też pewnie nie wydawał się specjalnie rozmowny. Po prostu wyznawał cudowną zasadę, że od słów woli czyny! Ale to nie znaczyło, że nie lubił czasem z kimś jakoś pogadać. Inna sprawa, że nie każdy się do tego nadawał.
- Skoro byle upadek zapałek mnie rozbudził, mam wątpliwości co do stopnia zaawansowania tych twoich zdolności - uznał jakoś spokojnie przesuwając swoją łapkę dalej. Z dekoltu sobie powędrował ku jej ciemnym włosom, by jedno z tych pasem zawinąć wokół palca. Owszem lubił kobiety, jak większość facetów, tylko, że różnica była taka, że zamiast zastanawiać się co się stanie jeśli coś zrobi, Dex po prostu od razu to robił. Dlatego jego ręka jakimś cudem była we włosach LSD zamiast stać i dalej się z nią kłócić z odległości co najmniej metra. Jeśli chodziło o dziewczyny które były wokół niego, prawdę powiedziawszy nie mówił, że to zasługa sławy, czy czegoś tego typu. Po prostu spotykał osoby, które lubiły rozrywkę przynajmniej w połowie tak jak on. Miał szczęście i tyle. Ale jasne, można rzec, że po prostu był super ekstra magnetyczny. A może był, no nie wiadomo.
- To nie ja z nas dwojga, żeby coś dostać muszę drugą osobę wprowadzać w jakiś trans - przypomniał jej, mając nadzieję, że zrozumie u którego z nich gorzej z myśleniem. Kiedy dziewczyna zablokowała mu przejście z jednej strony, wyplótł palec z jej włosów i przesunął ową dłoń powoli wzdłuż jej ręki, aż dotarł do dłoni, którą miała przy ścianie, a potem po prostu wsunął ją do swojej kieszeni w spodniach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : III
Wiek : 26
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 256
Dodatkowo : hipnoza
  Liczba postów : 816
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2228-lunarie-s-deceiver
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2229-lsd-kokaina-heroina-lsd
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2230-lunarie-s-deceiver
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7745-lunarie-s-deceiver#215456




Gracz






PisanieTemat: Re: Balkon nad dziedzińcem   Sob Paź 15 2011, 23:53

Rzecz w tym, że do hipnozy wcale nie używała często jakichkolwiek rekwizytów. Właściwie robiła to bardzo rzadko, preferując wprowadzanie w trans samym słowem, intonacją głosu, czasem z użyciem muśnięcia palca na czole ofiary, czasem sama kołysała lekko całym ciałem; różnie. Zależnie od nastroju.
- No tak, ciężko było rozmawiać z osobnikiem, który nie znał definicji większości słów, jakich używałam, a jego dewiza życiowa opierała się jedynie na czynnościach rodzaju grać-spać-pić-jeść-pieprzyć, niekoniecznie w tej konieczności - uznała, wzruszając ramionami.
Delikatny uśmiech zaigrał na wargach dziewczyny, gdy Dexter podważył jej zdolności. Zły ruch z jego strony, bo teraz urażona duma wyzwoli w przyszłości chęć jak najlepszego zaprezentowania mu siły hipnozy, ale nie powiedziała tego na głos. Sama też od słów wolała przecież czyny!
- Tylko ty pozostajesz taki gruboskórny i nie działa na ciebie mój immanentny urok, kochanie - odparła z teatralną boleścią w głosie i zatrzepotała zalotnie rzęsami, żeby zaraz odgarnąć dotykane jeszcze przed sekundą włosy do tyłu i odejść od niego o krok, co zbiegło się akurat z odjęciem jego ręki od jej skóry. Schyliła się na moment by podnieść papierosa i zapałki. Usiadła na barierce, tyłem do dziedzińca. Jeden nieodpowiedni ruch, utrata równowagi i runie w dół. Ale nie przejmowała się tym i smukłe nóżki w ciężkich butach zaczęły się lekko kołysać do przodu i tyłu wykorzystując do tego przerwy między barierkami. Odpaliła papierosa i schowała bezczelnie zapałki do swojej kieszeni.
- Jakim cudem ty trafiłeś do Iteriusa, chłopczyku? - zapytała, obserwując go. Zabrzmiała dość lekceważąco, bynajmniej nie sprawiała wrażenia zaciekawionej. - Galeony? A może organizator ma słabość do Fatalnych Jędz? Veritaserum nie obstawiam ze względu na kiepski wokal.
Lubiła coś w tej ich pokrętnej relacji. Że nie znali się kompletnie i kreowali wizerunek siebie nawzajem bazując tylko na tych najbardziej widocznych wadach. A czasami tych zupełnie niewidocznych, które wyciągali na podstawie poronionych wniosków. Albo i bez wniosków, po prostu gadali bzdury. Zero starania się o pokazanie dobrej twarzy, byli przy tym tak bardzo... ludzcy? Nie było w tym fałszu typowego dla cukierkowych przyjaciół, a nawet zwykłych dobrych kumpli. Nie wspominając o relacjach o dogłębniejszej formie poznania. Może i Dex i LSD przesadzali czasem wręcz w drugą stronę, ale wciąż było to dość interesujące. I po prostu zabawne.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : Luksmeburg
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 2342
  Liczba postów : 1898
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2680-dexter-vanberg#91111
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2696-laboratorium-dextera
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2721-dexterkowe-lisciki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7160-dexter-vanberg#204285




Administrator






PisanieTemat: Re: Balkon nad dziedzińcem   Nie Paź 16 2011, 10:23

No to w takim razie przebywanie w jej towarzystwie będzie bardziej ryzykowne, niż Vanberg może w ogóle przypuszczać. Swoją drogą chyba nigdy nie spotkał żadnego hipnotyzera, albo inaczej, spotkać mógł nawet o tym nie wiedząc, ale na pewno nikt nigdy na nim tej zdolności nie użył. I tak swoją drogą, drugi raz już zdecydowanie by nie chciał. Nieładnie jak tak ktoś może mieć nad nim kontrolę. Całe szczęście tylko chwilową. A tak swoją drogą ciekawe czy da się jakoś oprzeć tej hipnozie, tak jak przy leligimencji da się drugą osobę siłą woli z głowy wyrzucić. Może jakby jeszcze Dex choć minimalnie znał się na oklumencji, to coś by zdziałał w tej sprawie.
- No ale skoro u Ciebie tylko grać zamieniało się na brać, to poza tym byliście dla siebie jak stworzeni - odparł z lekki złośliwym uśmiechem. Że niby dzień LSD składał się z bardziej porywających zajęć?
- Wiesz, że musiałbym być mocno naćpany, pijany, albo pod twoją hipnozą, żeby w ogóle wypatrzeć ten twój wątpliwy urok? - rzekł uparcie się w nią wpatrując. Nawet jeśli byłaby to naciągana teoria, to chyba nie było to teraz istotne. Kiedy LSD odeszła, wyciągnął ze swojej kieszeni kolejnego papierosa, rozglądając się za tymi zagubionymi zapałkami. A że gdzieś je wcięło (oczywiście nie miał wątpliwości kto jest temu winien), to podszedł do palącej dziewczyny. Na moment z drobnej dłoni zabrał jej papierosa, by dzięki niemu odpalić swojego. Po tym jak już się zaciągnął, oddał tego należącego do LSD ponownie w jej kościste palce. Nadal jednak stojąc przed nią w tej samej odległości, spojrzał na nią w ni to rozbawiony, ni to litujący się sposób.
- Z nas dwojga, raczej bym się zastanawiał nad tym, jakim cudem ty jesteś na studiach i że czemu jeszcze Cię z nich nie wypieprzono, a nie dlaczego ja jestem na wymianie - odparł wydmuchując na nią dym. - Po prostu tu trafiają najlepsi, więc nie mogło mnie zabraknąć.
Niestety prawda nie była taka piękna. Rzeczywiście zaproponowano mu udział tylko dlatego, że chcieli mieć w projekcie jakieś sławne osoby. Przecież ani on, ani Latif nie byli żadnymi mistrzami czarów. A projekt zyskiwał gdy były tam jakieś sławy, skupiał na sobie większą uwagę i takie tam. Choć kto wie, może rzeczywiście chodziło o Fatalne Jędze. Przecież zwykle to o nie chodzi.
Mając papierosa w ustach oparł się dłońmi o jej uda, na moment przechylając, żeby zobaczyć jak wysoko jest z tego balkonu do dołu.
- Sądzisz, że mocno byś się połamała? - Zapytał lekko na nią napierając, by choć nieco się odchyliła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : III
Wiek : 26
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 256
Dodatkowo : hipnoza
  Liczba postów : 816
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2228-lunarie-s-deceiver
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2229-lsd-kokaina-heroina-lsd
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2230-lunarie-s-deceiver
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7745-lunarie-s-deceiver#215456




Gracz






PisanieTemat: Re: Balkon nad dziedzińcem   Nie Paź 16 2011, 13:01

LSD znała, na jego nieszczęście, różne techniki. Nawet taką, że wbiłaby mu do główki słowo, które już zawsze wprowadzałoby go w trans. Mogłaby być okrutna i zrobić to ze słowem "nie", więc gdyby ktokolwiek użył go w towarzystwie Dextera, ten wpadłby w hipnozę. Bardzo niebezpieczne. Pomyślmy, że latałby wtedy na miotle, czy coś. Hihihi.
- Och, po prostu przyznaj, że chciałbyś mnie mieć ze sobą na każdej trasie! - powiedziała słodkim tonem, uroczo przykładając dłonie do jednej strony twarzy, jakby była absolutnie zachwycona tym faktem. A jej dni nieco różniły się od agendy basisty, często wyrzucała z nich jedzenie, dorzucała knucie i intrygi, milion interakcji międzyludzkich, płoszenie ptaków, indianinowanie, takie tam. Teraz, dopóki nie skombinuje sobie jakichś szalonych eliksirów, które będą chociaż minimalnym substytutem narkotyków, jej dni będą składać się jedynie ze spać-nie spać-cierpieć. Albo po prostu ucieknie z Hogwartu.
- No jasne, tak, zapomniałam, że jesteś upośledzony estetycznie i niewrażliwy na najwyższą formę piękna - mruknęła, z ust wyrwało się westchnienie, ale zaraz wypełniła tchawicę nową porcją powietrza, tym razem pełną mlecznego dymu. Podejrzanie mlecznego, o zupełnie innym niż papieros smaku. Czyżby miała takie szczęście i trafił jej się skręt? Zaciągnęła się jeszcze kilka razy, a potem papieros zostal brutalnie odebrany z jej dłoni. Zmrużyła oczy, obserwując poczynania wokalisty Veritaserum i milczała dopóki nie otrzymała fajka z powrotem. Na jego słowa o byciu najlepszym po prostu cicho się roześmiała. Spomiędzy ust wydobył się kłąb gęstego, mlecznobiałego dymu, zasłaniając jej na chwilę obraz. Zaraz potem twarz Dextera Vanberga znów była w polu widzenia, bo dmuchnął w nią dymem z własnego papierosa, rozbijając jej misterną chmurkę. Kłęby szarego błękitu rozpierzchły się na boki, spływając po jej kosmykach włosów, ocierając się o skórę, wpadając w zagłębienia obojczyków i rozpływając się w nicość.
Podążyła spojrzeniem za jego wzrokiem, odchylając się nieco i spoglądając w dół. Potem znów na niego, chociaż znalazł się bliżej i naparł na nią lekko.
- Za słabe masz skręty, żebym zaczęła latać - odparła, unosząc na chwilę papierosa. Jednak punkt równowagi ostatecznie musiał zostać przeniesiony, obciążając kręgosłup, który teraz znajdował się nie prostopadle do barierki, ale do przepaści. Wyciągnęła jedną ze szczupłych nóg i oplotła nią Dextera, znajdując punkt zaczepienia. - Ale jeżeli wybiorę się na tę wspaniałą przejażdżkę, to zapraszam, mam dwa bilety. - I oplotła go druga nogą, teraz już nie obawiając się jakiegokolwiek upadku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : Luksmeburg
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 2342
  Liczba postów : 1898
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2680-dexter-vanberg#91111
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2696-laboratorium-dextera
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2721-dexterkowe-lisciki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7160-dexter-vanberg#204285




Administrator






PisanieTemat: Re: Balkon nad dziedzińcem   Nie Paź 16 2011, 15:13

Na jego szczęście, nie była jeszcze żadnym mistrzem hipnozy i mógł spać spokojnie. Albo przynajmniej się wolał łudzić. A swoją drogą gorzej by było, gdyby to na "tak" działa ta jej hipnoza.
- Oczywiście, że o tym marzę ale na pewno nie bardziej niż ty. W końcu nie zapominajmy kto tu za czyją grupą jeździł - odparł nawet posyłając jej równie sympatyczny i szczery uśmiech, co ona uprzednio jemu. Cóż za miłość miedzy nimi.
- Inaczej mówiąc mam lepszy gust - odparł jedynie na jej stwierdzenie o niedocenianiu jej piękna. Quentin często się irytował, że Dexter nie nadaje się do kłótni, bo nie reagował tak jak powinien, natomiast ten lubił irytować innych. Tymczasem Vanberg po prostu jednym uchem wpuszczał, drugim wypuszczał cóż też druga osoba mówiła, niespecjalnie słuchając tych słów. Inaczej mówiąc, trudno było go rzeczywiście zirytować. Przez chwilę obserwował unoszący się miedzy nimi gęsty dym, który stopniowo się rozpływał umożliwiając lepszą widoczność. Odłożył na moment papierosa na brzeg balustrady, by obie jego ręce były wolne. Nie mógł powstrzymac lekkiego uśmiechu, który szybko wykwitł na jego ustach, gdy poczuł, że dziewczyna go oplata nogami i wręcza mu bilet do skoku. Właściwie całkiem go to rozbawiło, że uznała, iż skoro zaczepiła się go nogami, to teraz jest bezpieczna.
- Jesteś tak głupia, że ufasz komuś obcemu nie wiedząc ile rzeczywiście może zrobic? - zapytał z jakimś błyskiem w oku i... popchnął ją. Ponieważ dziewczyna trzymała go cały czas nogami oboje przechylili się przez barierkę i po prostu polecieli w dół. I jedyne co Dexter czuł poza przylepioną do niego Lunarie, to nuta adrenaliny i chłód powietrza z którym się zderzali.
No ale nie kończmy tego tragicznym połamaniem kości i szpitalem przez najbliższy miesiąc, bo to akurat Dexa mało pociągało. Więc w trakcie, jak tylko przechylili się przez barierki, Vanberg wspaniałomyślnie dzięki różdżce, którą miał pod ręką od chwili gdy ten pomysł przyszedł mu do głowy, rzucił na nich zaklęcie Carpe Retractum. Może i nie był mistrzem zaklęć, ale jeśli jakieś używał parę ładnych razy już w swoim życiu, to w miarę mu wychodziło. No a przecież jakie zaklęcia mógł Dex używać, oczywiście poza tym do podpalania papierosów? A więc bardzo lubił tak czasem skądś skakać dzięki zaklęciu lassa. Ich lot nie był długi, bowiem nie było zbyt wysoko, jednak w chwili gdy lasso zadziało, oboje zawiśli może metr nad twardą posadzką.
- Dzięki za bilet - powiedział nadal wisząc nad dziewczyną i czując jeszcze swoje mocniej bijące serce oraz bezpiecznie trzymające ich w pasach lasso.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : III
Wiek : 26
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 256
Dodatkowo : hipnoza
  Liczba postów : 816
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2228-lunarie-s-deceiver
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2229-lsd-kokaina-heroina-lsd
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2230-lunarie-s-deceiver
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7745-lunarie-s-deceiver#215456




Gracz






PisanieTemat: Re: Balkon nad dziedzińcem   Nie Paź 16 2011, 20:25

A to akurat tajemnica. Dla niej samej też. Nie miała nigdy starcia z prawdziwym hipnotyzerem, poza nauczycielem - Ludwikiem, rzecz jasna, ale raczej szacowała swoje zdolności na ponad średnio zaawansowane. Chociaż kto wie.
- Ja za wami nie jeździłam, on sam mnie zaprosił - odparła, marszcząc lekko brwi i przypominając sobie, jak to było. - A na waszym koncercie znalazłam się przypadkiem. Wiesz, ogólnie poza wyjącymi pedałkami wolę cięższą muzykę.
To akurat było bardzo naciągane stwierdzenie. Szczerze mówiąc z twórczością Veritaserum zetknęła się bardziej dopiero kilka miesięcy po owych wojażach z zespołem. Nie oszalała na ich punkcie, ale uznała, że są całkiem, a nawet bardziej niż znośni. Jednak wciąż nic nie przebije Magicznych Wagin, więc Vanberg nie miał co konkurować!
- Bez ryzyka nie ma za... - rozpoczęła, ale urwała, gdy poczuła mocne szarpnięcie. Jej ciało w jednej chwili oddaliło się od Dextera, ale zaraz jej nogi w splocie za jego tułowiem pociągnęły chłopaka za nią. Chwila w której straciła wszelki kontakt z jakąkolwiek częścią balkonu był doprawdy... straszny. Fakt, często podejmowała wyjątkowo ryzykowne zachowania... ba, nawet raz umarła! Ale zawsze było to poniekąd w jej planie. Pierwszy raz kompletną i jedyną świadomość czynu miał ktoś inny, ona tylko uczestniczyła. Zaskoczenie związane z sytuacją było na tyle duże, że podczas krótkiego spadania przywarła do niego mocno, oplatając już nie tylko nogami jego biodra ale jego szyję własnymi ramionami. Nie zamknęła oczu, a ponad rozmazaną, bo znajdującą się zbyt blisko twarzą studenta dostrzegała zasnute ponurymi kłębami chmur niebo. Przez myśl przemknęło jej, że nie to jest obraz, który chciałaby widzieć jako ostatni. A potem coś mocno szarpnęło. Co zaskoczyło ją w lekki sposób, bo spodziewała się raczej gruchnięcia w rejonach pleców. Chociaż podświadomie wiedziała, że chłopak nie naraziłby swojego życia, żeby udowodnić coś w ich idiotycznych kłótniach... a może? Kto wie!
Jednak nie roztrzaskała się o ziemię. Minęło kilka sekund i dopiero wtedy rozluźniła mocny uścisk rąk i przestała - o losie - przytulać Vanberga. Dłoń luźno zawisła w powietrzu, a LSD opuściła ją na tyle, że musnęła palcami ziemię pod nimi. Długie włosy dziewczyny też niemal dotykały brooku (pozdrawiam).
Niesamowite jak w kilka sekund może wzrosnąć stężenie adrenaliny.
- Spoko - rzekła, ale jakkolwiek by chciała, jej głos nie zabrzmiał spokojnie. Był raczej jak wyduszenie z siebie z trudem jakiegokolwiek werbalnego sygnału, jak po długim biegu. Albo dobrym seksie. - Tysiąc galeonów i jesteśmy kwita.
Ale to piękne, bo nie straciła papierosa. W całym tym szaleńczym locie trzymała go w palcach, potem za szyją chłopaka. Zaciągnęła się krótko i wypuściła mu mleczny kłąb dymu w twarz. A potem wykonała zgrabny ruch, dzięki któremu przekręciła ich w powietrzu i znalazła się (ha, ha!) na górze, niemal siedząc na chłopaku okrakiem. Uśmiechnęła się ślicznie, wdzięcznie podebrała mu różdżkę z palców lekkim szarpnięciem i szepnęła: Finite.
I dopiero wtedy gruchnęli na ziemię. A właściwie to bardziej on, dla niej była to tylko delikatna zmiana położenia. Chociaż nawet gdyby była wciąż na dole, upadek z niecałego metra groził raczej tylko siniakiem na tyłku. A nie wiedziała, czy siedzenie Dextera jest na tyle zajebiste, by chronić go przed siniakami. Raz kozie śmierć!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : Luksmeburg
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 2342
  Liczba postów : 1898
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2680-dexter-vanberg#91111
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2696-laboratorium-dextera
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2721-dexterkowe-lisciki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7160-dexter-vanberg#204285




Administrator






PisanieTemat: Re: Balkon nad dziedzińcem   Nie Paź 16 2011, 22:39

Jasne, jasne. Później wszystkie te dziewczyny opowiadają, jak to muzycy je wręcz błagali o to, by pojechały z nimi w trasę koncertową, bo były tak zajebiste. Tylko oczywiście zwykle była to cholernie naciągana wersja. No bo spójrzmy prawdzie w oczy, po co wozić drzewo do lasu?
- Czyli jesteś fanką Backstreet Boys? Skoro u nas byłaś tylko przypadkiem, to pewnie nas nie słuchasz, a co najwyżej próbujesz zaciągnąć do łóżka. A wyjące pedałki to chyba coś w stylu tamtego zespołu? - Nawet chciał jej zaśpiewać fragment jakiegoś ich hitu, którego ciężko było nie słyszeć, chociaż usilnie by się tego próbowało, no ale akcja trochę przyśpieszyła, bowiem dwójka tych uwielbiających się osób wybrała się na mały lot. Skoki na bungee w Hogwarcie. Ach czego to nie wymyślą obcokrajowcy. Gareth powinien się dobrze zastanowić, czy przyjmować tak ludzi z całego świata na wszelakie wymiany.
Dexter lubił, gdy podczas takiego skoku na chwilę oddawał się tylko temu uczuciu spadania. Uwielbiał kiedy odczuwał słodki zastrzyk adrenaliny. Z resztą w innym wypadku nigdy nie zostałby muzykiem. Scena też stanowiła niezłe wyzwanie.
Fakt, że dziewczyna była zaskoczona tym co zrobił i jak mocno przywarła do niego w czasie tego lotu, tylko wzbudził w nim poczucie jakiegoś zadowolenia. Czyżby był między nimi remis, czy odegrał się wystarczająco za hipnozę? W czasie lotu widział tylko trawę do której się zbliżał i z dziką fascynacją patrzył jak gwałtownie zawisnął tuż nad nią nieco odbijając się do góry za sprawą lassa. I nawet się nie ruszył, ot leniwie właściwie leżał sobie na LSD wyciągając rękę ku zielonej trawie. I dopiero głos dziewczyny sprawił, że chłopak ponownie na nią spojrzał.
- Takie przytulanie się do mnie jest warte więcej niż tysiąc galeonów, więc bilet już opłacony. - Na moment przed jego oczami pojawił się tylko kłąb dymu, a nim opadł, dziewczyna wykonała jakiś szaleńczy manewr i wylądowała na Vanbergu. I nim się sprzeciwił i podniósł, dziewczę okrutnie zabrało mu różdżkę by przerwać linę, która ciągle powstrzymywała ich przed zderzeniem się z ziemią.
Nie mógł nawet obić się zbytnio, bowiem nie wisieli wysoko, a wylądowali na trawie, ale mimo to wcale nie odpowiadała mu ta podła zmiana, którą dziewczyna sobie zaaranżowała. Dodatkowo, weźmy pod uwagę fakt, że on leżał teraz na zimnej trawie, na którą pewnie zupełnie niedawno padał deszcz. Szybko się przekręcił z dziewczyną, by teraz ona zasmakowała trochę tego fantastycznego leżenia na wilgotnej trawie. Skoro już mają wrócić umorusani, to oboje.
- Przez Ciebie zostawiłem papierosa - powiedział, gdy znów był na niej, zabierając z jej dłoni fajkę, którą jakimś cudem zatrzymała, by zaciągnąć się kilka razy. Coś nie dane mu dziś wypalić całego papierosa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : III
Wiek : 26
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 256
Dodatkowo : hipnoza
  Liczba postów : 816
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2228-lunarie-s-deceiver
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2229-lsd-kokaina-heroina-lsd
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2230-lunarie-s-deceiver
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7745-lunarie-s-deceiver#215456




Gracz






PisanieTemat: Re: Balkon nad dziedzińcem   Sro Paź 19 2011, 14:24

W sumie fakt, można to nazwać remisem - najpierw ona zrobiła coś w pełni świadomie i wbrew jego woli, po czym on odegrał się tym samym. W istocie, jej też to uczucie nawet najmniejszej kontroli drugiej osoby nad tym, co się z nią stanie zupełnie nie odpowiadało. Ale jasną sprawą jest to, że wolałaby zawsze być tą kontrolującą, nawet pomimo świadomości, jakie straszliwe jest to uczucie dla drugiej strony. No, może nie tyle straszliwe co po prostu w pewien sposób obce, nieprzyjemne.
- Chyba cię coś boli - skomentowała zgryźliwie jego słowa o przytulaniu i rzuciła mu butne spojrzenie z góry, gdy jeszcze znajdowała się nad nim.
Była, rzecz jasna, szalenie dumna ze swojego manewru, bo znów to ona odegrała się na Dexterze. Jednak jej radość nie potrwała długo, odczuła lekkie szarpnięcie i przeturlała się po miękkiej, wilgotnej ziemi, a ciemne pukle włosów rozsypały się wokół jej głowy i poprzeplatały z źdźbłami trawy.
Jak zwykle to bywało w ich przypadku, konkurowali wciąż ze sobą w coraz to wymyślniejszych sposobach... po prostu wygrania ze sobą. Tu nie było nagrody, a stawką było jedynie udowodnienie sobie, że są lepsi - jako, że oboje byli wybitnymi przedstawicielami grupy społecznej "mam wyjebane", któreś musiało wieść prym w swojej kategorii.
- Przez ciebie będę miała mniej skręta - odparła marudnym tonem i wyciągnęła dłoń, żeby odebrać mu fajkę z powrotem. Niestetyż, wszystko co dobre szybko się kończy, a student dociągnął papierosa już do końca. Nieszczęśliwa odrzuciła niedopałek gdzieś w bok i spojrzała na niego. W główce już obmyślała kolejny chytry plan, jakby mu tu dopiec, a umysł pracował na tak wysokich obrotach, że aż poczuła mrowienie na karku. Wtedy też jej źrenice rozszerzyły się nieznacznie, bo dostrzegła kilkanaście spacerujących po ubraniu chłopaka mrówek, ciągnących teraz wesoło do ciepła skóry na jego szyi. Wpadli w zakamuflowane mrowisko. Czyż ten dzień nie mógł być lepszy? Zorientowała się natychmiast, że te dreszcze na karku wcale nie są reakcją psychologiczną tylko zwykłym, odczuwalnym dotykiem.
- oooooookurwaokurwaokurwa - wymamrotała, zdecydowanym ruchem spychając z siebie Vanberga, wstając na równe nogi i otrzepując się energicznie. Wykonywała przy tym dość zabawne, spazmatyczne ruchy, bo cholerstwo wlazło jej pod koszulkę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : Luksmeburg
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 2342
  Liczba postów : 1898
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2680-dexter-vanberg#91111
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2696-laboratorium-dextera
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2721-dexterkowe-lisciki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7160-dexter-vanberg#204285




Administrator






PisanieTemat: Re: Balkon nad dziedzińcem   Sro Paź 19 2011, 15:46

To oczywiste, że każde z nich chciało być tym kontrolującym i mającym władzę nad tym co się dzieje. Dlatego też, ani jednemu się nie spodobała hipnoza, ani drugiemu rzucenie się z balkonu. Ale patrząc prawdzie w oczy, czy możliwym jest tutaj osiągnięcie jakiegokolwiek zwycięstwa? W końcu jeśli jedno będzie miało kontrolę, pewnym jest, że tylko krótkotrwale. Drugie zaraz będzie próbowało odmienić tą sytuację i tak w koło... Trochę sytuacja bez wyjścia. Chyba.
- Miło, że się o mnie martwisz, właściwie to plecy. Jakbyś chciała jeszcze poczuć trochę tego zaszczytu, to możesz mi zrobić masaż - powiedział przeciągając się po tym zderzeniu z ziemią.
Kiedy już się przekręcili i dziewczyna wylądowała na trawie odebrał jej papierosa wypalając już do końca. I było prawidłowo, a przynajmniej tak to widział Dexter. Ona była na trawie leżąc pod nim, kiedy to on miał nad wszystkim idealną kontrolę, no i przede wszystkim zabrał jej papierosa, którego mógł sobie wypalić. Jej ciemne włosy ładnie były rozsypane na trawie. Stop. Otrzeźwił się z tego zapomnienia, by przypadkiem jeszcze nie zacząć wyciągać wniosków, co jeszcze w tej chwili mu się podobało i dobrze wyglądało. A z resztą szybko odrzucił jakiekolwiek wyciąganie wniosków, bo dziewczyna wyrwała mu papierosa i już nie było prawidłowo. A do tego te mrówki...
- Jaaa pierdole - powiedział nie wiadomo czy bardziej na to, że go gwałtownie odepchnęła i znów poleciał na plecy, czy na to, że ponoć jakieś mrówki po nim chodziły. Widząc jednak, że dziewczyna wcale nie ściemnia bo najzwyczajniej w świecie zaczyna tańczyć na środku dziedzińca by się ich pozbyć, gwałtownie zerwał się z ziemi. Co prawda w pierwszej chwili roześmiał się obserwując LSD, ale zaraz dostrzegł, a nawet poczuł, że robaki rzeczywiście po nim chodzą.
- Gdybyśmy dalej wisieli na linie - zaczął swoją wypowiedź w kierunku dziewczyny, ale jej nie skończył, bo musiał coś zrobić z tą bluzką. Szybko przeciągnął ją przez głowę i już po chwili granatowa bluzka była w jego rękach. Zaczął nią trzepać, żeby zrzucić z niej wszystkie mrówki, a przez ten czas Lsd mogła mdleć i piszczeć na widok jego tatuaży i takie tam.
- Ściągasz nawet mrówki na nas - powiedział podchodząc do niej. Oczywiście to była jej wina, że one się pojawiły. To ona w końcu przerwała linę, która ich trzymała. - I masz je tu, we włosach - powiedział pokazując palcem na pasmo jej włosów, gdzie łaziły robaki. Oczywiście on tam się trzymał z daleka, jeszcze przejdą na niego. Dla pewności przesunął ręką po swoich krótkich włosach, by strzepnąć z nich ewentualne mrówki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : III
Wiek : 26
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 256
Dodatkowo : hipnoza
  Liczba postów : 816
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2228-lunarie-s-deceiver
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2229-lsd-kokaina-heroina-lsd
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2230-lunarie-s-deceiver
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7745-lunarie-s-deceiver#215456




Gracz






PisanieTemat: Re: Balkon nad dziedzińcem   Sro Paź 19 2011, 16:14

- Oczywiście. Masaż, a potem herbatkę z cyjankiem - rzekła, posyłając mu buziaczka i dając jednocześnie odpowiadając im obojgu, jakie mogłoby być wyjście z całej sytuacji. Ale jednak nie, skończyłoby się tylko na słowach. Zbyt lubiła te słowne przepychanki i chęć w niechęci, żeby urwać znajomość w tak przewidywalny sposób.
No tak, ale ich utarczka została przecież gwałtownie przerwana przez rój uroczych stworzonek. Podobno mrówki są najinteligentniejszymi istotkami - idealnie obrazował to fakt, że ciągnęły głównie do jej dekoltu, przechadzając się z pleców do bardziej kształtnych rejonów dziewczyny. Wsunęła więc dłoń pod koszulkę i strząsnęła wszystkich napastników seksualnych.
- Nanana na nanana na na - przedrzeźniła go fonetycznie, kręcąc głową i pokazując mu język. I gdy myślała, że uwolniła się już od wszystkich mrówek, student uświadomił ją, że jeszcze kilka zaplątało się w pasmach włosów. To było poprzedzone krótką lustracją jego torsu. Ho ho. Nie to, żeby go już takim nie widziała, kojarzyła dawne tygodnie, gdy wszyscy żyli bez zbędnej krępacji ubraniami. To jest członkowie zespołu nierzadko byli w samych spodniach, a towarzyszące im grouppies (rany boskie; dobrze, że sama się do nich nie zaliczała, chociaż mogła być tak postrzegana przez pryzmat wydarzeń) pomykały w szortach i stanikach. No cóż. Albo pomyliła to tournee z jakimś innym, to też bardzo możliwe.
Zbliżył się o kilka kroków, a Lunarie przesunęła palcami po kosmykach, wyplątując zagubionych ziemnych towarzyszy i oddzielając ich jestestwo od swojego. Potrząsnęła jeszcze dla pewności głową, żeby strzepać ewentualnych ocalałych i odetchnęła. Lekki uśmiech zaigrał na jej wargach, gdy znów spojrzała na tors chłopaka. Ciepłą dłonią przesunęła po linii obojczyka Dextera.
- Wiem, że nie możesz się oprzeć, ale cóż, powiem ci, że nie lubię w miejscach publicznych - powiedziała, komentując jego półnagość.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : Luksmeburg
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 2342
  Liczba postów : 1898
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2680-dexter-vanberg#91111
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2696-laboratorium-dextera
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2721-dexterkowe-lisciki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7160-dexter-vanberg#204285




Administrator






PisanieTemat: Re: Balkon nad dziedzińcem   Sro Paź 19 2011, 16:57

- Bo po tym masażu będziesz mogła stwierdzić, że zaznałaś wszystkiego co chciałaś i będziesz mogła wypić taką herbatkę? - Zapytał aż uśmiechając się złośliwie. W ich rozmowach rzeczywiście było coś, co w tym wszystkim mu się podobało. Oczywiście nie powiedziałby tego na głos, bo jeszcze jakimś cudem ściągnąłby na siebie więcej jej gadulstwa.
Ale w tej chwili miał ciekawsze rzeczy do analizowania, bo oto Lunarie wsadziła rękę pod bluzkę i zaczęła strzepywać robaki z biustu. Nie no, ciekawie to wyglądało. Jego wyobraźnia też ciekawie pracowała. Mógłby jej właściwie pomóc w pozbywaniu się tych mrówek, jakoś by przeżył gdyby przeszły na niego. Oczywiście gdy wymyślił ten genialny pomysł, to przypomniał sobie komu chciał pomóc. To zadziałało wystarczająco otrzeźwiająco.
- Może pozostań przy używaniu tylko tych dźwięków? Będzie się Ciebie trochę lepiej słuchało, a wartość wypowiadanych słów taka sama - zaproponował, gdy dziewczyna zaczęła go przedrzeźniać. No tak, Lunarie na pewno nie pomykała tam też w szortach i staniku. Ona siedziała w czarnym golfie trzymając się z basistą za rączki i absolutnie nie była grouppies. Jasne. Dexter to widział wszystko zupełnie inaczej. Napaliła się na basistę, a że ten nie jest wybredny to postanowił ją zabrać z nim w trasę. I ot, cała filozofia. I że ona niby mówiła, że było coś tam inaczej? Bzdury.
Spojrzał na nią z politowaniem, bo nie zapominajmy kto tu kogo zmusił do tego rozbierania.
- Znając Ciebie specjalnie mnie wepchnęłaś w mrowisko, bo nie mogłaś się już doczekać, aż zobaczysz mnie bez bluzki. - Złapał ją za nadgarstek u ręki, którą przesuwała po jego obojczyku i przyciągnął dziewczynę nieco do siebie. - Ty nie lubisz w miejscach publicznych, a ja nie lubię Ciebie. Ciężko to będzie rozwiązać - stwierdził puszczając jej dłoń i dzięki temu, że miał ją wolną, odgarnął pasmo jej włosów na plecy. No mniej więcej jej nie lubił, bo przecież właściwie coś tam w niej, po dłuższym zastanowieniu, chyba jednak lubił. Inaczej by go tu nie było zapewne, albo po prostu bawiły go te małe sprzeczki. Skomplikowane.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : III
Wiek : 26
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 256
Dodatkowo : hipnoza
  Liczba postów : 816
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2228-lunarie-s-deceiver
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2229-lsd-kokaina-heroina-lsd
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2230-lunarie-s-deceiver
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7745-lunarie-s-deceiver#215456




Gracz






PisanieTemat: Re: Balkon nad dziedzińcem   Nie Paź 23 2011, 13:34

- I w końcu odnajdziemy wspólną płaszczyznę intelektualną - przytaknęła, entuzjastycznie kiwając głową. A co do stanika i szortów, to cóż, nie oszukujmy się, ale LSD chodziła w tym zestawie znacznie częściej niż tylko na tamtym tournee. Lunarie w sweterku, lakierkach i rajstopkach to raczej Lunarie podchodząca pod paragraf uznania pedofilii, tak dawno to było, niestety.
Nikt nie powiedział, że napaliła się na basistę! On napalił się na nią. Może ona wykorzystała to tylko, żeby pobyć z, no nie wiem, perkusistą... gitarzystą prowadzącym... managerem... a możeee - nie. No na pewno nie.
- Oczywiście. Do moich ultrazajebistych umiejętności wlicza się nie tylko hipnoza, ale i jasnowidzenie. Dlatego wiem, że zaraz puszczą ci hamulce i będziesz błagał, żebym ci się oddała i została twoją żoną i chcesz być ojcem wszystkich moich dzieci i śnisz o mnie dniami i nocami i wcale nie masz rączek nad kołderką. Poza tym jestem świetna w legilimencji i wiem, że twoje zaprzeczenie będzie nieprawdziwe. Wkopałeś się, chłopczyku.
Uśmiechnęła się okrutnie. Co prawda przy słowie "dzieci" przez jej twarz przemknął ledwo dostrzegalny cień, ale nieistotne. Jako, że znajdowali się bliżej siebie niż wcześniej, założyła kciuki na szlufkach jego spodni i zamrugała niewinnie, patrząc na niego z dołu.
W sumie naprawdę miał zajebiste perfumy. Musiała się dowiedzieć jakie to. Przeżerała je co prawda nikotynowa woń, ale ćś, nikt nie musi wiedzieć, że w tym kryła się pewna słabostka studentki. Wysunęła jedną dłoń ze szlufki i przesunęła nią po plecach chłopaka, od samego krzyża po splot paciorków kręgosłupa tuż przy szyi. A potem odsunęła się od niego, drugą dłonią sięgając uprzednio papierosy z jego kieszeni.
- Więc zapobiegnę tragedii - rzekła. - Zmyję z siebie te traumatyczne obrazy i zjaram się twoimi skrętami. Nie czekaj na mnie, nie wrócę na obiad.
Okręciła się wokół własnej osi niczym baletnica, idąc w trakcie mówienia tyłem i wciąż patrząc na studenta.
- Żegnaj, słoneczko postaraj się nie rzucać z balkonu z rozpaczy w związku z moim odejściem - posłała mu buziaka w powietrzu, po czym odwróciła się już i zmyła się z dziedzińca. Nie wiedziała jeszcze, że na miejscu będzie czekała najlepsza niespodzianka świata, narkotyki od Wolfa przesłane jej przez Charlotte w jednym z ostatnich listów. Poezja. A i kradzione papierosy i skręty będą smakowały zawsze lepiej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : Luksmeburg
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 2342
  Liczba postów : 1898
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2680-dexter-vanberg#91111
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2696-laboratorium-dextera
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2721-dexterkowe-lisciki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7160-dexter-vanberg#204285




Administrator






PisanieTemat: Re: Balkon nad dziedzińcem   Pon Paź 24 2011, 12:25

Dexter natomiast miał pełną świadomość, że oczywiście Lunarie była na jego trasie koncertowej tak naprawdę tylko i wyłącznie po to by, dobrać się do Vanberga. Jakież to oczywiste. I on oczywiście wcale nie miał nigdy ochoty jej na to pozwolić, a skądże! Na jej kolejny wywód, po prostu się roześmiał nie mogąc słuchać cóż ona wymyśla.
- Jasne, lepiej od razu się przyznaj, że od początku liczysz na to, że tak właśnie jest, bo nie możesz sobie wyobrazić swojej przyszłości bez mojej fantastycznej osoby u Twojego boku – uznał kiwając głową ze zrozumieniem. O matko ich rozmowa naprawdę przybierała ciekawy obrót. A swoją drogą tak go rozbawiła tą wypowiedzią, że nawet dalej nie był do końca poważny. I ani nie zauważył jej cienia przebiegającego po twarzy, gdy mówiła o dzieciach, zbyt zajęty był śmianiem się z tej całej wypowiedzi. A nie trwało to wszystko długo, bo dziewczyna dla potwierdzenia tego, jak strasznie go pragnie, zaczęła gdzieś tam po jego plecach przesuwać tymi swoimi zimnymi rękami. Aż go ciarki obeszły! I zdecydowanie zrozumiał, że najwyższa pora by założyć brakujące ubranie, a mrówki już pewnie dawno gdzieś tam się rozeszły w cholerę. Akurat dziewczyna się od niego odsunęła, więc wykorzystał moment, by się ubrać. I jeszcze tylko coś wspomniała o fajkach.
- Zapamiętaj tą chwilę dobrze, bo to Twoja ostatnia możliwość na oglądanie mnie bez bluzki – powiedział, szybko zakładając owe ubranie, już bez mrówek. - Widzisz, nawet nie możesz ode mnie odejść nie biorąc sobie na pamiątkę czegoś z tego spotkania. Następnym razem wyślę Ci listem mój autograf, będziesz mogła go zawsze nosić przy sobie – powiedział nieco rozczochrując krótkie włosy, by nabrały jakiegoś odpowiedniego wyglądu. Jeszcze przesłała mu w powietrzu buziaka, na którego widok, tylko się przesunął trochę w bok, jakby chcąc zejść z jego toru lotu.
- Widzę, że rzeczywiście nie możesz się aż powstrzymać, może lepiej naprawdę sprowadzę Ci tego basistę – powiedział obserwując jak dziewczyna odchodzi od niego i wreszcie idzie gdzieś tam w swoim kierunku. Cóż za cholerna nimfomanka. Vanberg obrócił się i ani nie oglądając skierował do zupełnie innego wyjścia z dziedzińca. Kierunek – normalni ludzie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 24
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 347
  Liczba postów : 456




Gracz






PisanieTemat: Re: Balkon nad dziedzińcem   Sro Mar 21 2012, 14:40

Wątek zajęty.
Whisky moja żono, jednak tyś najlepsza z dam. Już mnie nie opuścisz, nie. Nie będę sam! Mówią Whisky to nie wszystko, można bez niej żyć. Jednak nie wiedzą o tym, że najgorzej w życiu. To samotnym być!
Tak sobie w głowie śpiewając, Sebastian udał się w jakieś spokojne miejsce. Miał ochotę posłuchać muzyki, ale takie miejsca zawsze są wypełnione ludźmi, a to mu stanowczo nie pasowało. Dzisiaj wolał zostać sam, to znaczy z Whisky.
Ubrany w dżinsowe spodnie, białą koszulkę na którą miał narzuconą kurtkę, udał się w jedno ze swych ulubionych miejsc.
Balkon w skrzydle zachodnim, był rzadko odwiedzany. Sebastian często tutaj przesiadywał, i naprawdę rzadko tutaj spotykał kogokolwiek. Zawsze to był jakiś pierwszoroczniak, który się zagubił. Co chłopaka wprawiło w taki pijacki nastrój? Bo ja wiem... Może to samotność, może pogoda, kto wie. Ach no tak jego wąż! Magic obrał się na polowanie, i zapewne wróci dopiero za dzień lub dwa. Więc chłopak został sam z butelką swego trunku.
Szedł szybko, więc po niedługim czasie dotarł na miejsce. Położył na balustradzie butelkę Whisky oraz szklankę. Sięgnął po papierośnice, i zapalił papierosa. Przez dłuższą chwilę, wpatrywał się w bliżej nie określonym kierunku, zaciągając się dymem. Dopiero po chwili nalał sobie, mocnego trunku do szklanki i przechylił wszystko naraz. Ponownie polał do szklanki, i przyglądał się trunkowi. Obracał szklankę w rękach, zastanawiając się co jeszcze dziwnego go czeka w tej szkolę. Jego poprzednie życie, było zdecydowanie prostsze. Tutaj otaczają go sami dziwni ludzie. Zaczynając od Charki kończąc na...
Sebastian przeklął głośno Ślizgonke. Przynajmniej raz dziennie musiał o niej pomyśleć, to jakaś paranoja! Zaciągnął się dymem, i oparł łokciami, przymykając oczy, i zatracając się w czarnych wspomnieniach, dręczenia bliżej nie określonej osoby.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Balkon nad dziedzińcem   

Powrót do góry Go down
 

Balkon nad dziedzińcem

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 6 z 17Idź do strony : Previous  1 ... 5, 6, 7 ... 11 ... 17  Next

 Similar topics

-
» Balkon księżycowy

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogwart
 :: 
Skrzydlo zachodnie
 :: 
trzecie piętro
-