IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Balkon nad dziedzińcem

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1 ... 9 ... 14, 15, 16, 17  Next
AutorWiadomość



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 28690
  Liczba postów : 33210
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Balkon nad dziedzińcem   Nie Paź 17 2010, 20:06

First topic message reminder :


Balkon nad dziedzińcem

Przez niewielkie drzwi można wyjść na marmurowe schody które prowadząc w dół ku sporego rozmiarów balkonowi. Otaczają go cztery wysokie kolumny, podtrzymując specjalnie zrobiony dach. Dzięki niemu, nawet kiedy pada można tam przesiadywać, bez obawy zmoczenia się.
Posadzka jest wyłożona czarno-białymi płytkami. Te na samym środku robią wrażenie ogromnej szachownicy i rzeczywiście, jeśli tylko ktoś zdobędzie takiej wielkości figury, można tam grać. Z miejsca przy barierce (marmurowej, oczywiście) rozchodzi się widok na cały dziedziniec. Jest to świetne miejsce na obserwowanie innych, bowiem rzadko kiedy komuś przyjdzie na myśl by spojrzeć w górę. Po obu stronach znajdują się kamienne, niewielkie ławeczki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość




Nauczyciel
Rok Nauki : VII
Wiek : 19
Skąd : Everett, Waszyngton, USA
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 277
  Liczba postów : 150
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10962-cole-zeph-atohi-doweson#298969
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10973-zrobmy-cos-szalonego-na-wiezy-astronomicznej#298986
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10975-adresat-nieodnaleziony#298989
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10974-cole-zeph-atohi-doweson#298988




Gracz






PisanieTemat: Re: Balkon nad dziedzińcem   Wto Lip 21 2015, 09:31

Zabawne jak szybko mijał czas w odpowiednim towarzystwie. Wbrew pozorom, Aterbury stanowił całkiem niezłą partię w oczach Dowesona i, o dziwo, nie było w tym ani jednego seksualnego podtekstu. Chłodnym wzrokiem kalkulował odpowiedzi chłopaka, kreując w myślach odrobinę złowieszczą wizję Caseya w szeregach bractwa. Potencjalnie mógł być całkiem niezłym nabytkiem, jednakże nie mógł podjąć takiej decyzji bez uprzedniego uzyskania paru informacji. Co więcej, z doświadczenia wiedział, że afiszowanie się działało odwrotnie do pożądanych skutków, a udawanie czegoś głębszego przynosiło zbyt wiele, zupełnie niepotrzebnych problemów. W najgłębszych zakamarkach własnego umysłu chciał, by wszystko wyszło naturalnie; zachowało swój bieg oraz ciąg przyczynowo-skutkowy.
Nieznacznie poruszył ramionami, zwracając się ku Caseyowi ze względnie pozytywnym wyrazem twarzy, starając się wykonać ostrożny ruch związany z popchnięciem swojego planu odrobinę do przodu. Swoją wrodzoną ciekawością mógł wpaść w kłopoty pod tak czujnym okiem, w końcu rozmawiał ze Ślizgonem a nie jakimś przyjebanym Puchonem, ale miał to dziwne przeczucie, które pozwalało zachować mu spokój. Oczywiście nadal utrzymywał dystans względem chłopaka, lecz pozwalał sobie na delikatne kształtowanie warg w uśmiech, czy sugestywne uniesienie lewej brwi.
Naprawdę? — zapytał z wyraźną przekorą. — Spodziewałem się nieco bardziej konserwatywnego podejścia w tym względzie.
Zamrugał, sprawiając wrażenie odrobinę wybitego z rytmu konwersacji, jednakże doskonale wiedział, że ta krótka chwila ciszy odda odpowiedni dramat wypowiedzi Cole’a, skoro obaj chcieli wiedzieć o sobie więcej.
Wybacz moje niedopatrzenie. Nie znam zbyt dobrze europejskiej kultury. Jeszcze. – ciągnął powoli, pozwalając kącikowi ust drgnąć nieznacznie. — Nie wiem też, na ile znasz amerykańskie tradycje, ale niektóre rodziny praktykują… różne ceremonie. Czasami wymieniamy się takimi wisiorkami, wiesz złe duchy i takie tam — machnął lekceważąco ręką, jakby ów tradycja nie znaczyła dla niego absolutnie nic — Ewentualnie dodajemy do nich coś nowego… Ale skrzaty też mordujemy! — Ostatnie zdanie wyrzucił z siebie z nieskrywanym entuzjazmem, posyłając Caseyowi szeroki uśmiech z odrobiną cynizmu, który w połączeniu z błyszczącymi oczami Cole’a powinien sprawiać wrażenie osoby biorącej solidną dawkę środków odurzających.
I właściwie to stwierdzenie było niemalże w całości prawdziwe, gdyby nie fakt, że od momentu przybycia do Hogwartu nie miał ku temu ani jednej okazji. Zbyt wiele czasu poświęcał na poznawanie zamku albo sprawdzanie, czy jego znajomi jeszcze żyli. Ewentualnie słuchał z uwagą Caseya, skoro wciąż krążyli wokół fascynującego tematu, pod równie porywającym tytułem W cholerę przypominasz mojego wuja.
Więc Ethan jest twoim kuzynem — stwierdził, powoli przytakując własnym słowom. — Ze strony ojca czy matki? — Uśmiechnął się przepraszająco do Arterbury’ego, gdyby popełnił jakiś drobny, towarzyski mezalians. Przecież nie chciał go niczym urazić. Nie taki był jego cel.
I pewnie dość często wyjeżdżał w delegacje — wymamrotał bardziej do siebie niż całego otoczenia, powoli uświadamiając sobie absurd sytuacji. Rozwarł szerzej oczy ze zdziwienia oraz jawnej konsternacji. On chyba nie sugeruje…
Mrugnął oczami, gwałtownie pozbywając się szoku, który z całą pewnością krążył jeszcze razem z krwią Dowesona. Nie chciał w pewien sposób zdradzać żadnych informacji, które mogłyby mu zaszkodzić, jednak rozmowa ta schodziła na niebezpiecznie śliski grunt, gdzie obaj mogli dopiec do żywego. I tylko on miał możliwość coś z tym zrobić.
Posyłając wyćwiczony uśmiech Caseyowi, zamarkował dziwny odruch dłonią i przez moment patrzył na niego, przekrzywiając lekko głowę w bok.
Może… — zrobił kolejną pauzę, choć doskonale wiedział, co chciał powiedzieć — pokażesz mi zamek? Spędzę tutaj jeszcze trochę czasu, ale nie chciałbym wysyłać do ciebie sowy za każdym razem, kiedy nie będę wiedział, gdzie jestem. — Ot, niewinny uśmiech i prośba o pomoc. Panie Doweson, oszalał pan.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 19
Skąd : Londyn, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 386
  Liczba postów : 235
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10310-casey-marvell
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10316-dla-odwaznych
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10318-casey
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10317-casey-marvell




Gracz






PisanieTemat: Re: Balkon nad dziedzińcem   Nie Lip 26 2015, 14:38

Pierwsze wrażenia miały niesamowicie dużą wartość, szczególnie na samym początku znajomości. Mogły być błędne, mogły być poprawne, jednak w jakiś sposób ukierunkowywały tok rozumowania ludzi i nawet chłodne kalkulacje, od których obaj zaczęli, zostały w pewien sposób podyktowane właśnie tymi instynktownymi obserwacjami. Z biegiem czasu przyjdą efekty i wnioski, teraz należało skupić się na zgromadzeniu materiału, co chyba zresztą robili. Nadmiar zaufania względem tego drugiego mógł się okazać fatalny w skutkach i właśnie po tym poznawałeś kogoś na podobnym poziomie - znając zagrożenia i unikając ich, bez jednoczesnego dystansowania się na siłę. Co wyjdzie na samym końcu pokaże czas. Mogą przecież skończyć znajomość na tej rozmowie, nawet jeżeli Marvell był niemal pewien, że do tego akurat nie dojdzie. Pomijając kwestię zdatności do użytku, Cole wydawał się osobą godną prowadzenia pełnej, niepodyktowanej chęcią zysku konwersacji, a co za tym idzie materiałem na to, co ktoś inny nazwałby przyjacielem bądź sojusznikiem. Nie mniej, starszy z chłopaków oczywiście jeszcze się nad tą sprawą nie rozwodził...
- Naturalnie - przytaknął, uśmiechając się z rozbawieniem. Była to tylko drobna zmiana ekspresji, ale przecież Doweson miał predyspozycje, by dostrzec ją bez najmniejszego nawet problemu. Pierwsze lody rzeczywiście zostały przełamane, skoro przyszło im ze sobą rozmawiać w bardziej swobodnym, żartobliwym tonie. - Ach, nie wątpię, że wkrótce przywykniesz i być może opowiesz mi trochę o amerykańskich tradycjach... ceremonie nie są obce czarodziejom również tutaj, ale o tych wisiorkach będziesz mi musiał opowiedzieć. - Sam fragment o złych duchach spokojnie można było przemyśleć, bo przecież kto, jak kto, ale Arterbury upiorów nie obawiał się za bardzo... nawet jeśli doceniał ich przydatność, oczywiście jeśli ktoś wiedział co, z czym i w jaki sposób się łączy. Prychnął, słysząc tę uroczo brzmiącą końcówkę. Oczywiście, że wywołało to u niego sporą dawkę rozbawienia! Mordowanie skrzatów zawsze wypada uznać, za aktywność całkiem w porządku, zwłaszcza, jeśli młody Doweson mówił o tym z takim entuzjazmem.
- Ojca, chociaż nie w prostej linii - wyjaśnił pokrótce, bo w gruncie rzeczy pomiędzy dwoma rodami było kilka rozgałęzień, tak co najmniej pięć pokoleń wstecz. Z drugiej strony kto spośród czystokrwistych nie był w jakiś sposób powiązany z innym przedstawicielem arystokracji? Szczególnie gdy żyło się w tym samym rejonie świata.
- Widzę, że nadążasz za moim tokiem rozumowania. Oczywiście to tylko domysły i pomówienia... wyobraźnia, powiedziałbym - i w pewnym stopniu czarodziejska intuicja, jednak tego drugiego Casey nie zamierzał dodawać na głos. Te słowa i tak wisiały w powietrzu, a odczytanie ich z mimiki oraz postawy Ślizgona. Szok, niedowierzanie... emocje, które odmalowały się na twarzy Cole'a chyba naprawdę nie wymagały głębszego komentarza. Szczególnie teraz, gdy Marvell po prostu myślał na głos, a nie stwierdzał oficjalnych faktów. Młodszy nie potrzebował też żadnego emocjonalnego wsparcia (którego tak czy owak by nie dostał), ale z drugiej strony cieszył fakt, że nie tylko Arterbury doszedł do równie dziwacznych wniosków, które miały szansę się potwierdzić. Intuicja przecież nie zawodziła zbyt często.
- Uroczy sposób na wykorzystanie mnie do swoich własnych, niecnych celów... chociaż trzeba przyznać, że dzięki temu będziemy w stanie oszczędzić dość sporo czasu, a twoje sowy nie będą utrudniać mi życia. Skończyłoby się na morderstwie, nie na odpowiedzi - stwierdził spokojnie, prostując się. - To... gdzie zaczynamy? - zapytał, ruszając w stronę szkoły i korytarza, oczywiście świadomy, że Cole podąży jego śladem.
    { z/t x2 }
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : III
Wiek : 22
Skąd : Luksemburg
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 626
Dodatkowo : ćwierć-wila
  Liczba postów : 383
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8255-coccinelle-pensee-lepeltier
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8259-zapoznaj-sie-z-biedroneczka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8262-biedroneczka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8258-coccinelle-lepeltier




Gracz






PisanieTemat: Re: Balkon nad dziedzińcem   Pon Wrz 21 2015, 00:23

Powrót do szkoły oznaczał jedno... Nude. Zwłaszcza gdy na wyniki zadań wakacyjnych czeka się kolejny dzień, zajęcia są jeszcze o dupie maryny, a jedyne co się szykuje to ból głowy przed kolejnym dniem. Oczywiście Cinny nie przeszkadzało jeszcze ogólnie panujące lenistwo, ale nie rozumiała po co w takim razie jest zamknięta w tym zamku jak jakaś księżniczka z głupich mugolskich opowiadań. Zupełnie sama w tym padole kretynów. Niespecjalnie dziwił ją fakt, że Mandy nie wrociła do Hogwartu, Arsene postanowił kolejny dzień spędzić na nic nie robieniu, a reszta jej domniemanych znajomych jakoś z przekroczeniem Wielkiej Sali straciła rozum. Przecież to tutaj było normalne.
Po porannym rytuale by wyglądać troche mniej jak straszydło i paru nudnych godzina, postanowiła zboczyć z drogi do dormitorium i udać się na balkon nad dziecińcem. Od tak nacieszyć się ostatnimi promieniami słońca. Usiadła więc na jednej z ławek, wyjęła na wieszk plik papierów ze św. Munga, które Berys kazał jej przejrzeć pod karą śmierci i w ciszy zajęła się obowiązkami. Nie spodziewała się cudów, pewnie skończy to dopiero wieczorem... Ale może warto spróbować choć pomarzyć o szybkim rozwiązaniu problemu?
Tak mijały sekundy, minuty, kwadranse... Aż na kafelkach zaczął odbijać się pewien dźwięk. Stąpanie miarowe i dźwięczne. Jeszcze nie na tyle głośne, by się nim na poważnie przejęła. A może to Crystal i powinna już różdżkę wyciągać? Albo jakaś inna równie pyskata cholera?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : II
Wiek : 21
Skąd : Canterbury
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 525
Dodatkowo : legilimencja
  Liczba postów : 512
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5003-benj-potocky
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5024-benjowe-no-nie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5007-benjowe
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11170-benj-potocky




Gracz






PisanieTemat: Re: Balkon nad dziedzińcem   Pon Wrz 21 2015, 00:41

Codzienność, która zawitała Benja w Hogwarcie była trochę dobijająca. Spodziewał się, że ten rok zacznie się dużo przyjemniej. Wydawało się też, że po prostu od początku będzie miał spory zapas energii i zapału do pracy. Mimo szczerych chęci i postanowień przedwakacyjnych.. Za dużo z tego nie zostało. Nie wiadomo jednak czy była to wina podróży po Oceanie, czy może tego, że życie dało mu trochę w kośc ostatnimi czasy.
Ostatnie zajęcia nie były zbyt ciekawe. Właściwie Benj trochę się na nich nudził i praktycznie przysypiał na większości lekcji. A zapowiadało się na to, że od początku ogrom wiedzy przerośnie ich możliwości. Nauczyciele.. Zawsze potrafili wyolbrzymiać i przesadzać wtedy, gdy nie było ku temu żadnych podstaw.
Po lekcjach Benj udał się na spacer. Chciał sobie przypomnieć jak to jest chodzić po murach zamku, którego nie widział przez całe wakacje. Na każdym kroku wracało do niego trochę wspomnień. Zarówno tych złych, jak i dobrych. Kurwa no nie xd.
Spacerując po różnych piętrach Benj nagle zauważył, że znajduje się tuż przy balkonie nad dziedzińcem. Dostrzegł też, że na zewnątrz znajduje się znajoma sylwetka. Cocci. Wesoło wspominał ich ostatnie spotkanie na wakacjach, którego po części nie pamiętał.
- Cześć piękna. - powiedział wychodząc na balkon i całując ją w policzek. Zawsze urzekała go jej uroda. Nie był przekonany, ale wydawało mu się, że miała w swoich genach coś z wili. W końcu była z Francji. One chyba wszystkie tam są wilami w większym lub mniejszym stopniu, prawda?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : III
Wiek : 22
Skąd : Luksemburg
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 626
Dodatkowo : ćwierć-wila
  Liczba postów : 383
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8255-coccinelle-pensee-lepeltier
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8259-zapoznaj-sie-z-biedroneczka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8262-biedroneczka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8258-coccinelle-lepeltier




Gracz






PisanieTemat: Re: Balkon nad dziedzińcem   Pon Wrz 21 2015, 00:59

Benj jak zawsze troche mijał się z prawdą. O dziewczynie wiedział pewnie tyle co nic, ale skoro znała francuski... To pewnie była z Francji, nie? Otóż moi mili Państwo to tak nie wygląda. Urodziła się na jakimś zadupiu w Luksemburgu, a francuskim płynnie władała głownie przez sadyzm jej rodziny związany z tym językiem. Z resztą musiała się jakoś posługiwać językiem w Beauxbatons, nie? Tak więc pozory mylą. Nie wiesz jeszcze ile nie wiesz o Coccinelli. Dalej chcesz jej sprobować?
Uśmiechnęła się widząc znajomą męską twarz. Widziała go pare razy, równie dobrze mogła go znać dopiero od wakacji... Choć sama nie wiedziała, przecież w ciągu miesiąca projektu "Złoty Sfinks" poznała tyle osób, że teraz tylko mogła dostawać na to wspomnienie kolejnego bólu głowy. Wszyscy wtedy udawali, że się znają, że lubią, że wchodzą sobie po palcu w dupę. Pamiętała jeszcze jakąż żywiła do tego nienawiś. Jednak czy coś się od tej pory w tej szkole zmieniło? Wątpiła już po wakacjach.
- Hej. - Przywitała się jak zawsze krótko, nie chcęc ciągnąć tego jakże wyuczonego rytułału. Bo czy gdyby tego nie powiedział to udawałaby, że go nie widzi. No litości... Mózgu wróć. - Widzę, że nie tylko mnie dzis wywiało ze wspólnego. - Stwierdziła, mając jeszcze gdzieś z tyłu głowy obraz dziewczyn (niektórychy z jej domy) tłamszących się pod bocianim gniazdem. Nie chciała tego pamiętać, a tym bardziej z nikim komfrontować. Prościej bylo więc w samotności odpoczywać. Przynajmniej do momentu aż nie wymyśli co zrobić z tym fantem.
Schowała mimowolnie wszystkie papiery, by nie zostały rozwiane przez wiatr. Od dawna nie pamiętała momentu, gdy delikatny powiew rozwiewał jej kłoski włosów. Cieszyła się, że już opuściła Atlantydę, a jesień zapowiadała się pięknie. - Nie zamierzasz chyba tak sterczeć nademną. Siadaj! - Stwierdziała, jak zawsze czekając na zachowanie rozmówcy. Nie od dziś wiadomo, że wolała rozmawiać z tymi, którzy przynajmniej próbowali zachować odrobinę kultury i grzecznie stosowali się do jej poleceń próśb.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : II
Wiek : 21
Skąd : Canterbury
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 525
Dodatkowo : legilimencja
  Liczba postów : 512
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5003-benj-potocky
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5024-benjowe-no-nie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5007-benjowe
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11170-benj-potocky




Gracz






PisanieTemat: Re: Balkon nad dziedzińcem   Pon Wrz 21 2015, 22:14

Czy to ważne? Luksemburg był takim sutkiem na cyckach Francji. To oznaczało, że wszystko co coś warte, wysysane było z całej piersi. Czyli można było uznać, że Luksemburg był po prostu stworzony przez Francję. Dlatego Benj miał prawo, w jego mniemaniu, uważać, ze Luksemburg to jednak też Francja. Eh kurwa ciężko się pisze.
Patrząc z tyłu na Cocci wydawała się równie piękna jak z przodu. Niemożliwe? A jednak. Nigdy nie wiedział czemu ta dziewczyna tak bardzo przyciąga jego spojrzenie. Może dlatego, że była starsza? Chociaż to nie gwarantowało przewagi z jej strony.
- Jakoś nie lubię takich małych, ciasnych pomieszczeń. No chyba, że tylko we dwoje. To zmienia całkiem postać rzeczy. - powiedział do niej z uśmiechem na ustach, którego niestety nie mogła dostrzec. W sumie dobrze wspominał ich dotychczasową relacje. Można powiedzieć, że należała do tych, która mogła ewoluować w każdym kierunku.
- Wybacz, nie mam w zwyczaju dosiadać się do samotnych dziewczyn, nie jestem sesperatem. - skomentował jej wypowiedź siadając obok. Zaczął się nagle zastanawiać nad tym co powiedział i klepnął ręką w czoło. - To znaczy wiesz, nie uważam Cię za zdesperowaną. Po prostu sytuacja jest podobna. I z naszego dwojga to mnie łatwiej określić tymi słowami.
Tak, zawsze musiał powiedzieć coś, co niekoniecznie było na miejscu. Może po prostu musiał zacząć używać mózgu w towarzystwie ładnych dziewczyn?

/sorry za długość, jestem zjebany po pracy ;c
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : III
Wiek : 22
Skąd : Luksemburg
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 626
Dodatkowo : ćwierć-wila
  Liczba postów : 383
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8255-coccinelle-pensee-lepeltier
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8259-zapoznaj-sie-z-biedroneczka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8262-biedroneczka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8258-coccinelle-lepeltier




Gracz






PisanieTemat: Re: Balkon nad dziedzińcem   Wto Wrz 22 2015, 00:06

Sto procent ludzi używających mózgu umiera... Zabawne, bo ci nieużywający również. To nie ma znaczenia dla świata. Nikt nie kazał jeszcze eksterminować debili, a Cinny patrząc na niektóre osoby bardzo ubolewała nad tym faktem. Niestety jest jak jest. Z wieku na wiek coraz bardziej się to toleruje. Mówi o różnicach w poglądach, różnicach kulturowych i innych problemach z dupy wyssanych. Jakby ktoś sądził, że konfrontowanie opini wniesie coś dobrego. Jakby rozmowa głupiego z mądrym miała zaowocować czymś innym niż gównem. Głupie, nie?
Tak więc Benj całkowicie nie powinien się przejmować swoimi brakami. W końcu tracił rozum tylko przy kobietach, a przy takiej damie jak Cinny to mógłby nawet stracić pewnie coś więcej. Tak wygląda rzeczywistość gdy ma się w genach pewien zapisz należący do zbioru wyjątkowych. Wszystko wtedy staje na głowie. - No nie wiem czy jest aż takie małe. Polemizowałabym. - Stwierdziła, pamiętając jeszcze ile osób się tam mieściło gdy przyjechała w ramach projektu. Samych uczniów było sporo, a przyjezdnych drugie tyle. Nie wierzyła gdy płyneli łodziami do zamku, że dadzą rade znaleźć tyle łóżek tutaj, a jednak... Czasem pozory mylą. - Zdesperowaną powiadasz... - Przemilczała dalszy komentarz, w końcu nie szukała w tym nic złego tak na dobrą sprawę. Czasem po prostu lepiej nie robić sobie wrogów tam gdzie się ich nie ma. Cinny odkąd zaczynała dużymi krokami wchodzić w życie szkoły wolała stosować się do tej zasady. To było prostrze. Znajdować osoby, które mniej lub bardziej się tolerowało, a potem po prostu trzymać tę nić porozumienia.
Wiatr wiał dalej, a jego zimny dotyk tym razem nie sprawiał już takiej przyjemności. Dreszcz przeszedł po ciele dziewczyny niczym piorun w czasie burzy, a nagła chęć zbliżenia się do znajomego długo nie czekała na wejście w czyn.- Przytul mnie, zimno mi desperacie. - Stwierdziła delikatnie śmiejąc się do siebie. Nie wiedziała czy to kwestia głupoty sytuacji w jakiej się znaleźli czy ogólnej sympatii jaką dażyła chłopaka. W każdym razie już po chwili mogła poczuć jego ciepłe objęcie na swoich ramionach. Nogi mimowolnie podkurczyła tak, że kolana znajdowały się pod brodą. Nie mogła jednak zapomnieć o nadchodzącym uroku jesieni, więc wzięła głębowi wdech rozkoszując się w ten sposób słodkim, jesiennym powietrzem. W Luksemburgu również mogła takie spotkać w porównaniu do ciągle zatłoczonej, głośniej Francji. Właśnie tym różniły się te dwa państwa. Atmosferą, przyrodą i zdecydowanie ilością ludności. Wszystko to daje zupełnie inny urok. Może kiedyś krukon to zrozumie? - To czego jeszcze nie masz w zwyczaju robić? Po pokazie w mojej kajucie sądziłam, że nie znajde już w tobie chłopca. - Uśmiechnęła się pobłażliwie, wspominając mgliście ten wieczór. Miała nadzieje, że chłopak również nie wyniósł stamtąd nic więcej niż kaca.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : II
Wiek : 21
Skąd : Canterbury
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 525
Dodatkowo : legilimencja
  Liczba postów : 512
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5003-benj-potocky
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5024-benjowe-no-nie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5007-benjowe
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11170-benj-potocky




Gracz






PisanieTemat: Re: Balkon nad dziedzińcem   Sro Wrz 23 2015, 00:27

Parafrazując myśli Cocci można też uznać, iż sto procent kobiet, które nie chcą zadowalać swoich mężczyzn stosunkiem oralnym umiera. To, że istnieje druga strona medalu jest mało istotna. Przecież każdy ma swój punkt widzenia i się go trzyma. Na jednej części gdy człowiek wyjrzy za okno widzi świecące słońce. Za to ktoś inny po wyjrzeniu zobaczy księżyc. Czyż to mógłby być przypadek? Benj Potocky od zawsze lubił bawić się w filozofa. Bawił się słowami jak tylko pozwalała mu na to okazja.
Słysząc komentarz Cinny dotyczący jego poprzedniej wypowiedzi zmusił się do refleksji. Chyba lepiej, żeby w ogóle nie odpowiadał na ten komentarz, bo może tylko pogorszyć swoją sytuację. Tak już bywało z kobietami - facet chciał dobrze, a wyszło jak zwykle. Ale można się do tego przecież przyzwyczaić i po prostu odpowiadać tylko jak jest się pytanym.
- Dla Ciebie mógłbym być nawet marynarzem. - zaśmiał się słysząc, że nazwała go desperatem. Miał tylko nadzieję, że nie będzie go tym samym prześladowała tym artystycznym przezwiskiem w najbliższej przyszłości. Mogło to brzmieć naprawdę dziwnie zważywszy na fakt, że mógłby to usłyszeć ktoś obcy i pomyśleć o Krukonie różne dziwnie rzeczy. Uśmiechnął się jednak i objął Cinny z wielką radością. Pewnie wielu facetów chciałoby być teraz na jego miejscu. Ahh, jakie to życie jest piękne. Kocham Cię Cinny.
- Nie mam w zwyczaju palić przy innych. I oczywiście nie mam na myśli tytoniu. Jestem raczej typem człowieka, który woli rozkoszować się swoim błogim stanem na osobności. - odpowiedział jej w dosyć dziwny sposó Benj. Przypomniał sobie jednak, że podczas wakacji na pożegnalnej imprezie zdarzyło mu się z innym facetem porównywać wielkość przyrodzenia i dziwnym trafem Cinny podeszła do nich, gdy on miał swój skar na wierzchu. - Miałem nadzieję, że nie będziesz pamiętać tego, że stałem tam z moim penisem na wierzchu.. Oczywiście założenie było takie, że nikt miał nas nie zobaczyć no ale.. - dodał szybko lekko zmieszany Benj.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : III
Wiek : 22
Skąd : Luksemburg
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 626
Dodatkowo : ćwierć-wila
  Liczba postów : 383
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8255-coccinelle-pensee-lepeltier
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8259-zapoznaj-sie-z-biedroneczka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8262-biedroneczka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8258-coccinelle-lepeltier




Gracz






PisanieTemat: Re: Balkon nad dziedzińcem   Sro Wrz 23 2015, 16:04

Jasne, można sobie to parafrazować jak tylko się komuś podoba, co nie zmienia faktu, że ma to równie zerowe znaczenie, bo przecież kiedyś wszyscy i tak umrzemy. Choć Cinny nie myślała o tym na każdym kroku, to jednak często dochodziła do tego wniosku, co czasem nawet dawało jej otuchę. Niektóre sprawy wyglądają o wiele lepiej gdy się wie, że kiedyś się zakończą. Świadomość, że to tylko przejściowe mogła naprawdę wiele zdziałać. Pozwalała skupić się na tym co ważniejsze, na tym o czym warto jeszcze myśleć... Bo przecież skoro na resztę nie mamy wpływu do tego kluczowego momentu w naszym życiu, to warto robić coś co przynajmniej wydaje się mieć sens. Dającego coś ponadczasowego.
To jeden z tych kierunków w myślach Coccinelli który sprawia, że każdego ranka z głową uniesioną do góry może znależć najlepsze ciuszki w swojej ciągle powiększającej się kolekcji, uczesać włosy, poprawić te rzeczy, które są jeszcze w niej nieidealne i przejść przez kolejny dzień. Piękno. To podobno z czasem mija, ale Cinny sądzi, że tylko się zmienia. Już nie raz jej babka czy matka jej to udowodniły gdy na kolejnym spotkaniu świeciły blaskiem mimo niemałej ilości lat na karku. Cinny też do tego dążyła. Mogła schować kryjacego się wniej potwora w kieszeń lub za zasłonę młodzieńczego uroku i wszystko przeżyć. Przynajmniej chciała w to wierzyć.
- Oj nie, mam już dość słonej wody i zapachu ryb. Dzieki bardzo. - Zauważyła, pamiętając jeszcze obrzydliwą kuchnie z jakimś obśmiergłym piratem. Ile teraz by dała by jednak nie trafić na te warsztaty z gotowania... Niby wszystko wypaliło, ale oczekiwała czegos więcej po Atlandydzie. Jakiś złotych homarów, gigantycznych krewetek czy małży ludożerców, których gotowanie groziłoby śmiercią. Tak, to przynajmniej byłoby ekstytujące, a tak to spędziła popołudnie nad mieszaniem prentem w garze i gotowaniu homara. Normalnie rewelacja...
- No tak, ale przynajmniej to troche rozruszało towarzystwo. Nie zniosłabym gdyby usiedli jak stare baby na dupach. - Podsumowala, zdając sobie sprawę, że to ona nieświadomie tego wieczora zmieniła jego przyzwyczajenie. No trudno. Nie można znać każdego w stu procentach. Cinny by nawet tego nie chciała. Taki nagi Huan Bedau czy brzydula Scarlett.... Fuj, na samą myśl żołądek skurczył jej sie do rozmiarów orzeszka ziemnego.
- Miało być pięknie, wyszło jak zawsze. - Powiedziała, mimo wolnie robiąc przerwę na zniesmaczenie całą sytuacją. Są takie rzeczy które pamięta się mimo nadmiernych ilości alkoholu czy innych używek. Gdybyś był pijany, a na twoich oczach twój najlepszy kolega rozwalałby piłą głowę twojej matki to też byś nie pamiętał? Dla Cocci kwestia dobrego smaku zawsze była na pierwszym miejscu, więc to co zobaczyła wywarło podobny wstrząs jak zabicie kogoś bliskiego. To kwestia systemu wartości. - Teraz to już musztarda po obiedzie. Przynajmniej dobrze, że uważasz to za równie głupie jak kupowanie używanej różdżki. - Wywnioskowała po zmieszanym tonie, troche bardziej wtulając się w mężczyznę. Ciepło jego ciała bardzo jej się spodobało, podświadomie chciała go coraz więcej. Czy nie na tym właśnie polega młodość by potrafić się ponieść chwili? Cinny nigdy nie zastanawiała się nad takimi rzeczami, gdyż zawsze zimno podchodziła do uroków młodości. Wolałaby już być niezależna, dorosła. Być kapitanem na statku swojego życia. Teraz jednak impolsywnie objęła Benja w talii, a głowę skierowała w jego stronę. Na policzku oddech chłopaka zamieniał się w mikroskopijne kropelki, które delikatnie ogrzewały jej blady policzek. Jego brązowe oczy wydały jej się jeszcze cieplejsze niż zwykle, przez co zachwycona ogólnym doznaniem uśmiechnęła się najszczerzej jak potrafi. Może jednak ma coś w sobie z oddającej się każdemu matki?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : II
Wiek : 21
Skąd : Canterbury
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 525
Dodatkowo : legilimencja
  Liczba postów : 512
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5003-benj-potocky
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5024-benjowe-no-nie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5007-benjowe
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11170-benj-potocky




Gracz






PisanieTemat: Re: Balkon nad dziedzińcem   Sro Wrz 23 2015, 16:51

Fakt. To, że umrzemy było tak pewne, jak to, że dementorzy wrócą do Azkabanu. Przekonał się o tym nawet Nicolas Flamel, który próbował przedłużyć swój żywot w nieskończoność. Były też różne inne sposoby na uniknięcie śmierci, a uczniowie Hogwartu wiedzieli o tym bardzo dobrze. Cała historia zamku i rzeczy, które zostały po nauczycielach można było w sumie uznać za przeklęte.
Odpowiedzialność i sumienie nie było mocną stroną Benja Potcky'ego. Nie robił sobie nic z uwag, że w tym wieku może zacznie myśleć o samodzielności, odcięciu się od domowego ogniska. Owszem, zaczął szukać pracy i nawet był na jednej rozmowie, ale.. To było tylko tymczasowe. Przynajmniej tak mu się wydawało. A sumienie? Tak samo nie przejmował się tym, czy przypadkiem kogoś nie obrazi, albo nie wywoła u niego poczucia, że nie jest nic warty. Po prostu bawił się swoim życiem.
- Też nie za dobrze wspominam morze, chociaż było kilka całkiem przyjemnych chwil. - powiedział z wyraźnym uśmiechem Benj. Może te wakacje nie były zbytnio szczęśliwe, ale miał kilka miłych wspomnień. W sumie nie taką najgorszą chwilą był trening z She. Może nie należał do najprzyjemniejszych, ale czuł, że robi w czymś postęp a to było całkiem fajne.
- To zawsze działa, może nie uczestniczyłem zbytnio w wielu imprezach, ale z tego małego doświadczenia wiem jak najszybciej rozruszać towarzystwo. Ty nie lubisz sobie czasem zapalić? - zapytał po chwili przypominając sobie raz jeszcze wszystko co działo się w kajucie, która należała do nie wiadomo kogo. To znaczy. Uściślając, to pewnie wiadomo do kogo, tylko Benj nie interesował się tym na tyle, by wiedzieć.
- Chociaż będziesz wiedziała, że nie bierzesz kota w worku. - odpowiedział z głośnym śmiechem Benj. Słyszał, że nic kobiety bardziej nie cenią od konkretnego przyrodzenia. Akurat tak się składało, że mógł się pochwalić okazem mierzącym DWANAŚCIE I PÓŁ CALA co jak na normę europejską było znacznie powyżej średniej. Nawet jak na francuskich murzynów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : III
Wiek : 22
Skąd : Luksemburg
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 626
Dodatkowo : ćwierć-wila
  Liczba postów : 383
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8255-coccinelle-pensee-lepeltier
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8259-zapoznaj-sie-z-biedroneczka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8262-biedroneczka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8258-coccinelle-lepeltier




Gracz






PisanieTemat: Re: Balkon nad dziedzińcem   Sro Wrz 23 2015, 19:31

Dementorzy wrócą... O ile jeszcze istnieją, bo nad tym faktem właśnie debatują tęgie głowy gdzieś tam... No w każdym razie nie mnie to wiedzieć. Raz są, a raz ich nie ma. Taka praca dementora. Zaraz zrobimy na nią kurs i wtedy będzie wszystko jasne czemu takie zmiany w etatach zatrudnień. Wątpisz? To czarodzieje, tutaj wszystko jest możliwe.
W każdym razie tak po za rozmyśleniami o świecie przedstawionym to oczywiście Coccinella sobie żyła w nim bardzo dobrze, w sumie nie miała na co narzekać w końcu miała co jeść i gdzie spać, a w dodatku kolekcje jesienne powoli wchodziły do sklepów, a co za tym idzie na wszystkie letnie ciuszki były wyprzedaże. Tylko w Hogsmade o tym zapomnieli, ale to normalnie w końcu u Gladraka to jedyne co kupisz to zaśmiergłą szate i rękawiczki ze skóry smoka. Głupie, nie? Pewnie jeszcze gdzieś wisiały te plakaty zachęcające do kupna rękawiczek co do nich jedna uczennica Hogwartu rąk użyczała, więc Cinny raczej dobrego zdania o tym miejscu nie miała. Dziewczyna wiele rozumiała, ale że też szkoła leżała na takim zadupiu bez konkretnych pomocy naukowych toż to tragedia. Może kiedyś dyrektor to zrozumie i jakoś na to zaradzi, bo jak nie to amba i jedyne co to zostaje zatopić smutki w kuflu miodowego piwa.
- Nie wątpię. W końcu sam rejs był w miare przyjemny. - Nawet przy okazji dowiedziała się, że nie ma choroby morskiej i teraz bez przeszkud mogła startować na wilka morskiego. Szkoda tylko, że jakoś niespecjalnie marzył jej się szkorbut i latanie w brudnych gaciach po pokladzie. Właśnie tak widziała żywot prawdziwego pirata, a sama podróż i prezencja niektórych żeglarzy jakoś ją w tym utwierdziła. Paskudne rzeczy w tym XXI wieku się dzieją, ech.
- Hm... - Tak słowo zapalić kojarzyło jej się z tą paskudną bezsennością, której za żadne skarby świata nie potrafiła wyleczyć, co z jej lenkiem przed ciemnością robi się dośc absurdalne. Jedno napędza drugie. - Można powiedzieć, że tak. - podsumowała jakoś niekoniecznie czując ten temat.
- Och, to już od razu biorę. - Zaśmiała się, dając mu buziaka w usta. Zabawne, że też od razu zakładał takie rzeczy, choć to ona tutaj ewidentnie wychodziła z inicjatywą. - W takim razie pewnie ty też oczekujesz prezentacji towaru przed, co? - Stwierdziła tym razem śmiejąc się do siebie, bo już widziała jak kompelmetuje to swoje potworze ciało. Wiadomo... Taki strasik. - Zasmucę cię kobiety jakoś niechętnie latają z cyckami na wierzku. Zwłasza jesienią. Choć wiesz widziałam na wakacjach takie stroje kąpielowe co to rozpuszczały się w słonej wodzie. Świetna sprawa, powinieneś taki skąbinować, może któraś da się na to złapać. - Oczywiście przypomniała sobie tego typu bokserki, które kupiła jakimś popołudniem jakby jej znowu przyszło nie mieć dla kogoś prezentu... Czy coś. Wiecie taka wymówka dla nieuzasadnionych zakupów. Cinny w ten sposób miała wiele glupich przedmiotów, ale niespecjalnie jej to przeszkadzało. Dopuki jest w stanie spoakować się w trzy kufry to jest nieźle, nie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : II
Wiek : 21
Skąd : Canterbury
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 525
Dodatkowo : legilimencja
  Liczba postów : 512
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5003-benj-potocky
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5024-benjowe-no-nie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5007-benjowe
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11170-benj-potocky




Gracz






PisanieTemat: Re: Balkon nad dziedzińcem   Sro Wrz 23 2015, 22:49

Umiejscowienie Hogwartu było jednak dobrze przemyślane z wielu innych względów. Quidditch był powszechnie dostępny, można było organizować huczne imprezy, magia nie musiała być tak kontrolowana jak w miastach, a chmara sów nie budziła niczyich podejrzeń. Dlatego zamek cieszył się taką renomą - zapewnioną miał swobodę w działaniach magicznych. Jednak owszem, Hogsmeade należało raczej do czarodziejó, którzy nie są zbytnio na bieżąco jeżeli chodzi o styl. Gdyby byli bardziej zaradni i przedsiębiorczy to mogliby zarobić fortunę na uczniach Hogwartu. Jednakże mogła istnieć niepisana zasada, że Hogsmeade ma klimatem przypominać stare, czarodziejskie miasteczko?
Z lekkim uśmiechem na ustach przemilczał wypowiedź Cinny dotyczącą wyjazdu. Wydawało mu się, że niewiele więcej mogą na ten temat powiedzieć, gdyż nie był to w wykonaniu Benja spektakularny wypad wakacyjny. Co przeżył to jego, ale nie chciał opowiadać o kilku dziwnych incydentach.
Po chwili słuchania z uwagą tego, co ma do powiedzenia, ogromnie się zdziwił. Nie zdążył nijak zareagować, a na jego ustach pojawił się już ogromny uśmiech. Czyżny Coccinelle Lepeltier właśnie pocałowała go w usta? Przecież nikt mu nie uwierzy jeśli będzie chciał o tym powiedzieć jakimś znajomym.
- Cocci, mogłaś mnie ostrzec, chciałbym uwiecznić tą chwilę, bo nikt mi nie uwierzy, jeśli powiem, że zasłużyłem na zasmakowanie Twoich ust! - powiedział wyraźnie rozbawiony i ucieszony Benj. W jednym momencie humor mu się poprawił i był gotowy zapomnieć o jakichkolwiek troskach, które zaprzątałyby mu głowę. Nie spodziewał się nigdy, że będzie siedział na balkonie przytulając Cocci. Jeśli dodać fakt, że ta go pocałowała, to wychodziła całkiem niezła mieszanka.
- W tym momencie mogę tylko liczyć na to, że ubrałaś go dzisiaj przypadkowo na siebie, a z nieba zacznie padać deszcz - dodał słysząc jak dziewczyna żartuje sobie z formy rewanżu. - Poza tym nawet nie śmiałbym marzyć o tym, żeby zobaczyć Cię bez ubrania. W języku moich rodziców powiedziałbym "o kurwa ja pierdole" co jest zdaniem złożonym wyłącznie z przekleństw. - dodał mieszając w to zdanie język polski, który opanował w pewnym stopniu ucząc się go z rodzicami. Wiedział, że dziewczyna go nie zrozumie, ale na samą myśl o tym, co mógłby zobaczyć czuł się.. wyjątkowy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : III
Wiek : 22
Skąd : Luksemburg
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 626
Dodatkowo : ćwierć-wila
  Liczba postów : 383
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8255-coccinelle-pensee-lepeltier
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8259-zapoznaj-sie-z-biedroneczka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8262-biedroneczka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8258-coccinelle-lepeltier




Gracz






PisanieTemat: Re: Balkon nad dziedzińcem   Sob Wrz 26 2015, 13:13

Chmura sów pewnie i na pokątnej była normalnością, a przecież tamta ulica sama w sobie już jest bardziej cywilizowana niż Hogsmade, który oprócz miliarda klubów to nie oferuje niczego ciekawego. Rozumie się, że na zoo czy lunapark nie ma co liczyć, ale jakiś porządniejszy sklep by się przydał. W końcu uczniowie muszą gdzieś wydawać te swoje galeony, nie? Po co rodzice dają im kieszonkowe? Gdyby nie to, że Cinny przyjechała na to zadupie już jako studentka to pewnie ubolewałaby bardzo nad faktem, ze w trudnej chwili nie ma gdzie nawet kupić butów na pocieszenie.
- Jasne, już lecisz po aparat. - Stwierdziła ironicznie, dając mu kolejnego buziaka. Nie pokazywała mu jak miło to łechce jej ego, ale sądziła, że się domyśli. Zwyczajnie, czasem mężczyzną się zdarza wiedzieć pomimo nie używania słów przez kobietę. Choć najczęściej są z tego tragedie, ale czy ktoś by się tym teraz przejmował? Nie sądzę.
- Z nieba leci słodka woda, plan nie wypali. - Zaśmiała się uroczo pod nosem.- Choć jasne, jak chcesz to kolejnym razem możemy spróbować. Teraz przez ubrania to i tak marny pomysł. - Świeciła elokwencją do tego stopnia, że gdyby nad tym pomyślała to pewnie sama by się skarciła. Rozumiała, że ma jakieś tam pokłady inteligencji, ale nie musiał o tym wiedzieć cały świat. To nie było najważniejsze w jej życiu, a przecież wiadomo nie od dziś, że proście żyje się ludziom zwyczajnie głupim, głuchym na problemy. - Te słowa brzmią jakby ktoś otwierał plastikową torebkę. - Stwierdziła słysząc szelest wydobywający się z ust chłopaka.- Jeśli twoi rodzice mówili tak do ciebie ciągle, to nie dziwie się, że teraz nie śmiesz marzyć. - Wtuliła się bardziej w chłopaka przytykając ucho do jego piersi. Może w ten sposób nie będzie słyszała kolejnych nieprzyjemnych dźwięków?
- Choć wiesz co, mam pomysł. - Stwierdziła lekko niepewnym głosem. Może zadumanym? Choć nie, w jej myśleniu nie był krzty mózgu. - Jak rozepniesz wszystkie guziki bluzki ustami, to spełnisz choć w części marzenia. - Czy to było wyzwanie? Jeśli tak, to chyba nie wypadało mu odmówić, co? Zwłaszcza, że powinien zrozumieć to wielkie poświęcenie gdy na dworze zimno.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : II
Wiek : 21
Skąd : Canterbury
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 525
Dodatkowo : legilimencja
  Liczba postów : 512
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5003-benj-potocky
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5024-benjowe-no-nie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5007-benjowe
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11170-benj-potocky




Gracz






PisanieTemat: Re: Balkon nad dziedzińcem   Nie Wrz 27 2015, 00:00

W Hogsmeade widać było, że brakuje innowatora, który tknąłby życie w tą wioskę. Miejsce miało ogromny potencjał, gdyż regularnie było odwiedzane przez stałą liczbę uczniów. Trzeba było jednak sporządzić odpowiedni plan na zagospodarowanie wioski. Nie każdy jednak wyobrażał sobie, by Hogsmeade przeobraziło się w centrum rozrywki uczniów Hogwartu. Czarodzieje, którzy czcili tradycję pewnie wołaliby o pomstę do nieba za to w jakim kierunku ta wioska została pokierowana. Ale to tylko pokazywało jak bardzo różnią się tradycje od korzyści.
Kolejny buziak na ustach był już dal Benja całkowitym zaskoczeniem. To, że raz Cocci złożyła na jego ustach pocałunek inni mogli przeboleć i tłumaczyć impulsem, ale drugi musiał coś oznaczać. A moze po prostu brakowało jej intymności? - Mimo wszystko deszcz by nie zaszkodził. Wiesz, niektórzy lubią takie przemoczone ubrania. - mruknął do Cocci wyraźnie zachęcony jej poczynaniami.
Cóż, był tylko facetem, a Cocci.. Trzeba było przyznać, że póki co potrafiła zabawić się nim i pozwolić mu ponieść się fantazji. Zwłaszcza, że należała do tych dziewczyn, które Benj trzymał w swojej ścisłej czołówce. Pewnie zdawała sobie z tego sprawę, że mu się podoba. Z drugiej strony czy był ktoś, komu się nie podobała?
- To nie jest zbyt dobry sposób do podrywania chłopaka, wiesz? - skomentował jej wywód na temat języka polskiego i jego marzeń. Oczywiście zaakcentował to wszystko śmiechem. Nie brał tego zbytnio do siebie, bo i po co?
Czując, że Cocci wtula się w niego bardziej uśmiechnął się w głębi duszy. To wszystko wyglądało jak jakiś sen. Jeszcze godzine temu nie wyobrażał sobie siedzieć na balkonie z wtuloną w niego Coccinelle.
- A co oczekujesz w zamian? - zapytał lekko zaskoczony Benj próbując nie dać po sobie tego poznać. Spojrzał na Cocci wzrokiem, który jednoznacznie wskazywał, że podoba mu się ta ich mała gra. Przejechał nosem w okolicach jej ucha i delikatnie zaczął kierować się ku szyi. Jednak pozycja w której siedzieli nie była zbyt komfortowa do rozpinania bluzki ustami, więc powoli odsunął się od Krukonki i usadowił się tuż przed nią. - Jesteś pewna? - zapytał zbliżając swoją twarz do jej, a następnie musnął ustami jej szyję.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : III
Wiek : 22
Skąd : Luksemburg
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 626
Dodatkowo : ćwierć-wila
  Liczba postów : 383
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8255-coccinelle-pensee-lepeltier
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8259-zapoznaj-sie-z-biedroneczka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8262-biedroneczka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8258-coccinelle-lepeltier




Gracz






PisanieTemat: Re: Balkon nad dziedzińcem   Nie Wrz 27 2015, 00:52

Dobra, to pomijając tę dziurę zabitą dechami z którą pewnie jeszcze długo nic się nie będzie dziać, a możemy nad tym tylko ubolewać to Cinny mimo wszystko zaczynała się dobrze czuć w Hogwarcie. Fakt, mieszkanie w Londynie bardziej jej odpowiadało, bo przecież pokątna mimo swojej archaiczności dalej miała więcej do zaoferowania, ale była też tłoczniejsza, brudniejsza i nie dało się tam w spokoju wyskoczyć na spotkanie ze znajomymi. Wszędzie jakieś wady... Mogła zostać w Luksemburgu. Tam przynajmniej wszystko toczy się jak należy, nie trzeba kogoś dwa razy nakłaniać by coś tam modernizować.
Dobra, ale dosyć tego. Cinny nie ma w zwyczaju dzielić włosa na czworo to i ja nie zamierzam. Nie ma tak dobrze dzieci, wszystkie wasze nieprzyzwoite przemyślenia musicie zostawić na później. Jakieś pytania? Ciocia Coccinella odpowie, ona was wszystkich kocha tak bardzo, że dla każdego przygotuje buteleczkę żywej śmierci jeśli tylko przyjdziecie z problemem. Już śmiało, nie wstydźcie się. To rozwiąże każe pytanie. Jeden łyk, to lepsze niż rum. Czy jesteś na to gotowy?
- Chcesz mi powiedzieć, że powinnam Cię podrywać? - Zauważyła zdziwiona, bo przecież on i bez tego był jej. Tak po prostu przyszła, przytuliła się, a on w skowronkach. Mogła mieć każdego, więc niech się cieszy, że teraz padło na niego.
- W sumie... - Uśmiechnęła się, zmieniając swój plan działań. W końcu kobieta zmienną jest! - Możesz coś dla mnie zrobić. - Uśmiechnęła się, a w tym czasie chłopak odsunął się od niej. Jego dotyk wcześniej był przyjemny, ale przejęta nowym pomysłem nie poddała się mu bezgranicznie. Trzeba było nie pytać, tylko brać!
- Musisz pójść do Hogsmade i znaleźć sklep z SAM-WIESZ-CZYM. Napisze za jakiś czas. - Stwierdziła, po czym bez słowa odkleiła się od niego, dała jeszcze buziaka w czoło i odeszła. Nie bedzie mu tłumaczyć czym jest antykoncepcja, nie? Tak więc fajnie, no.

z/t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 21
Skąd : Londyn, Anglia
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 433
Dodatkowo : szukająca
  Liczba postów : 1320
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11413-oriane-l-carstairs
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11414-male-przyjaznie-milosci-i-wrogowie-ori#306244
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11416-shadow#306304
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11415-oriane-leonie-carstairs#306303




Gracz






PisanieTemat: Re: Balkon nad dziedzińcem   Czw Kwi 07 2016, 18:03

Samotność. Słowo które towarzyszyło Orianie w ostatnim czasie przez bardzo długi czas. Pragnęła uspokoić swoje skołowane myśli jak i zebrać je w sensowną całość. Co było powodem jej stanu obecnego? Rodzice. Po raz drugi już,  w ciągu ostatnich tygodni, otrzymała od nich list z informacją o zaręczynach. Zmięła pergamin wkładając go do swojej kieszeni. Czy oni nie potrafili zrozumieć, że nie ma zamiaru wychodzić za mąż za nieznajomego mężczyznę. W dodatku starszego od niej! Nie. Ich to kompletnie nie interesowało. Oparła się rękoma o barierkę patrząc w dal. Zazdrościła ptakom które mogły swobodnie latać gdzie chciały. Zazdrościła wolności nawet powietrzu. Westchnęła cicho, a kilka łez poleciało po jej policzku. Nie miała zamiaru ich ścierać. Po co, skoro i tak pojawią się nowe. Wyciągnęła różdżkę z tylnej kieszeni spodni.
- Avis. - wypowiedziała cicho wykonując nieskomplikowany ruch ręką. Wokół niej, a raczej przed nią, zaczęły latać małe ptaszki wyglądem podobne do kanarków. Uśmiechnęła się widząc je i w odruchu zauroczenia wyciągnęła dłoń w stronę jednego z nich. Ptak jedyne co zrobił to odfrunął dalej nie dając się dotknąć. Musiała przyznać, iż był mądry. Chociaż on. Cicho zaczęła śpiewać przymykając oczy i wystawiając twarz na słońce.
- Zapomnieć, nie ma mowy
Być razem, nie ma mowy
Wyrzucić, nie da rady, bo
W sercu Ciebie mam -
z każdym kolejnym słowem śpiewała coraz ciszej. Przed oczyma miała tylko jedną osobę, Lucasa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Skąd : USA, Moira
Galeony : 582
Dodatkowo : wilkołak
  Liczba postów : 1123
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12242-vittoria-brockway
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12245-szufladki-titi
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12243-poczta-titi
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12244-vittoria-brockway




Gracz






PisanieTemat: Re: Balkon nad dziedzińcem   Czw Kwi 07 2016, 20:15

Od ostatniej przemiany mięło już kilka dni. Od tego czasu nie widziała się z nikim poza Frederickiem, ale i z nim nie wiele rozmawiała. Miała wiele swoich przemyśleń na których chciała się skupić. Ta jedna noc zmieniła w jej życiu bardzo wiele. Vittoria zaczęła czuć się jak ktoś całkiem inny. Poznała część swojego życia, która będzie nią kierować już zawsze. Poczuła się, jak ktoś niezniszczalny, doskonały. Bo kto może się równać z wilkołakiem? Zaczęła zauważać, że cały świat swoi przed nią otworem, a ona potrafi zrobić wszystko. Może robić co chce. A konsekwencje? Jaką mają wagę, skoro jej życie kręci się teraz już tylko od pełni do pełni. Ze zniecierpliwieniem czekała aż nastanie znów ten dzień. Aż spojrzy na piękny, srebrny księżyc i poczuje wielki ból, który zostanie jej wynagrodzony nowa postacią – taką, która ma wyostrzone wszystkie zmysły, wielką siłę, zwinność... I jest wolna. Nie ograniczona nikim i niczym.
Od dziś zamierzała swoje życie przeżyć tak, jak na to zasługiwała. Przestać przejmować się durnymi problemami dnia codziennego. Teraz będzie robiła już wszystko, na co ma ochotę. I nie będzie tego żałować. Zapomni o swoim dawnym życiu. Ono już nie miało znaczenia. Dawna Vittoria umarła. I tą śmierć swojego dawnego życia miała wyciętą na nadgarstku żyletką. Jedno widoczne słowo. „RIP”.
To miał być zwykły spacer. Miała ochotę trochę sobie pochodzić po Zamku, po Błoniach. Może nawet wpaść do zakazanego lasu i znowu poczuć tą cudowną adrenalinę, która rozpalała jej żyły podczas ostatniej pełni. To było dla niej jak narkotyk i chciała go ćpać i ćpać. Ostatecznie jednak jej kroki skierowały się na balkon na dziedzińcu. Weszła tam ubrana w skórzane spodnie i luźną białą bluzkę opadającą jej z ramienia. Jedną z rąk miała wciśniętą głęboko w kieszeni, w drugiej natomiast trzymała papierosa, którego bezczelnie paliła idąc przez szkołę. Nigdy wcześniej tego nie robiła – nie znosiła palenia. Teraz postanowiła spróbować i stwierdziła, że to paskudne, ale nie zamierzała robić z siebie małej dziecinki co to od razu pęka. Wychodząc na balkon wypaliła go akurat do końca i wyrzuciła gdzieś na dół. W pierwszej chwili kompletnie nie zwróciła uwagi na dziewczynę obok. Oparła się ramionami o barierkę i spojrzała... O. Oriana.
- Zły dzień, co? - Zagaiła wpatrując się w nią takim wzorkiem, jakby i tak już wszystko wiedziała. Oczywiście nie było w tym prawdy. Kipiała z niej pewność siebie, która przejawiała się w każdym geście i słowie. Skrócone włosy do ramion, seksowny strój zamiast dziewczęcego, świetnie widoczne cięcie żyletką na nadgarstku i te oczy, które nie pokazywały już nienawiści w stosunku do Oriany. Jak mówiła, nie zamierzała rozpamiętywać swoich błahych problemów. Wojna z Rią o Lucasa była taką drobnostką szczególnie, że ostatecznie i tak przespała się ze ślizgonem kiedy był z nią w związku. Oko za oko, zemsta odbębniona. Czas zażegnać głupawy konflikt wywołany facetem. Nie ma co się o nich kłócić. Płeć brzydka służy do czegoś całkiem innego...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 21
Skąd : Londyn, Anglia
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 433
Dodatkowo : szukająca
  Liczba postów : 1320
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11413-oriane-l-carstairs
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11414-male-przyjaznie-milosci-i-wrogowie-ori#306244
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11416-shadow#306304
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11415-oriane-leonie-carstairs#306303




Gracz






PisanieTemat: Re: Balkon nad dziedzińcem   Czw Kwi 07 2016, 20:46

Z każdym kolejnym słowem zagłębiała się coraz bardziej w swoje myśli. Musiała przyznać sama przed sobą, że kochała tego ślizgona. Ostatnio nawet myśli nie dawały jej spać, a każde wspomnienie pocałunku z nim przenosiło ją do gwiazd. Miała ochotę tam pozostać i nigdy nie wracać. Zostać w swoich marzeniach. Jednak wiedziała doskonale, że nie jest to możliwe. Czemu nie potrafiła docenić tak wspaniałej osoby jak on? Szukanie wrażeń było silniejsze niż miłość do niego? Na to wychodzi. Teraz nie potrafiła za nic przypomnieć sobie czemu poszła z Harperem do łóżka. Owszem, alkohol zrobił swoje ale czy mogła całą winą obarczyć jego? Nie, nie mogła. Nie była w końcu na tyle pijana aby nie wiedzieć co robi. I jeszcze łazienka... Dotknęła odruchowo wisiorka na jej szyi który obiecała nosić. Wiedziała jednak, że prędzej czy później będzie musiała u go zwrócić. Nie potrafiłaby zachować tak cennej dla niego pamiątki. Nie raz słyszała ile pierścionek, z którego zrobiony został łańcuszek, znaczył dla niego.
Otarła pozostałości łez ze swoich policzków. Nie powinna płakać. Powinna być silna i zaakceptować wyniki swoich błędnych decyzji jak i decyzję rodziców. Tylko czemu musiało być to tak bardzo trudne. Z ironiczny uśmiechem na ustach pokręciła zrezygnowana głową. Jej życie było istną katastrofą. Słysząc pytanie skierowane do niej, w końcu nikogo innego nie było, spojrzała w stronę z której je usłyszała. Widząc Salemkę zaniemówiła na chwilę. Czy ona naprawdę odezwała się do niej? Dla pewności rozejrzała się dookoła chcąc się upewnić, że nikogo innego nie było. I wiecie co? Nie było.
Ślizgonka prychnęła jedynie i opierając się jedną dłonią o barierkę stanęła przodem do Vittori. Sam fakt, że dziewczyna nie wyrażała chęci mordu w jej stronę zaskoczył ją jak i zaniepokoił. Titi nie poddałaby się od tak... A, no tak. Jak mogła Ria o tym zapomnieć. Przespała się z Lucasem. Można powiedzieć, że rachunki zostały wyrównane i miały czyste konto w stosunku do siebie.
- Bywały gorsze. - przechyliła głowę spoglądając na wyczarowane wcześniej ptaszki - Jednak nie zaliczyłabym go do cudownych. - przeniosła swoje puste spojrzenie z powrotem na dziewczynę. Chciała dodać coś jeszcze jednak jej uwagę przykuł jej nadgarstek. Nie mogła uwierzyć, że Vittoria doprowadziła się do takiego... Nie, wróć. Nie mogła uwierzyć, że coś doprowadziło ją do takiego stanu. Wiedziała, że nie było jej w szkole przez dłuższy czas ale to?! Tego nigdy by się nie spodziewała. Kiwnęła głową w stronę rany nie spuszczając z niej wzroku. - Widzę, że i u Ciebie nie najlepiej. - dopiero po wypowiedzeniu tych słów utkwiła w niej swoje duże oczy. Może zabrzmi to dziwnie zważywszy na to co dziewczyna jej zrobiła, a Ria się odwdzięczyła, jednak nadal martwiła się o nią. Nie potrafiła od tak zapomnieć o więzi jaka je łączyła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Skąd : USA, Moira
Galeony : 582
Dodatkowo : wilkołak
  Liczba postów : 1123
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12242-vittoria-brockway
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12245-szufladki-titi
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12243-poczta-titi
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12244-vittoria-brockway




Gracz






PisanieTemat: Re: Balkon nad dziedzińcem   Czw Kwi 07 2016, 21:08

Alkohol pozwala na to, by wiele rzeczy sobie nim wyjaśnić. Oh ile razy Vittoria to robiła... I po co? Po cholerę miała się przed kimś tłumaczyć. To było jej życie. Wzięła je w swoje ręce i zamierzała przeżyć je po swojemu. Dlatego nie miała kompletnie wyrzutów sumienia, że ostatnio była bardzo rozwiązła. Spała z Edwardem, z Lucase, całowała się z Nathanielem, z Frederickiem. Sporo tego, ale nie widziała w tym nic złego. Nigdy się nie ustatkuje z jednym, a kobieta też ma swoje potrzeby i zamierzała je spełniać. Życie jest zbyt krótkie, by odmawiać sobie przyjemności. Szczególnie, jeśli facet jej się podoba – wtedy nic nie stało na przeszkodzie.
Widziała, że Oriana jest bardzo zaskoczona jej nagłą „sympatią”. Nie wiem, czy można to tak nazwać. To była tylko ciekawość, którą miała ochotę zaspokoić i dlatego zapytała. Gdy ta zaczęła się rozglądać Titi przewróciła oczami. Tak, są same. Upewniłaś się już? Kobieto... Vittoria zwróciła się właśnie do ciebie i nie będzie powtarzać tego drugi raz. Ma ciekawsze rzeczy do roboty niż jakieś przekomarzanki z nią.
- Pomyśl sobie tak. Jak jest źle, to najgorszym co możesz robić, to jeszcze bardziej się dołować. Sama sobie zabierasz cenne chwilę szczęścia i po co? Powinnaś albo zrobić wszystko, żeby było lepiej, albo jeśli nie możesz to olać i znaleźć sobie coś pozytywnego – Czy to była rada? Owszem. Nawet pewna próba pocieszenia. Nie było to jednak ckliwe „O kochana, na pewno wszystko będzie dobrze”. Wręcz przeciwnie. Szczery konkret. Ostatnio właśnie w ten sposób się odzywała. Nie kręciła i nie ubarwiała wypowiedzi. Prosto z mostu uświadomiła ją, że fakt iż jest aż tak fatalnie to właśnie wina Oriany.
- Wręcz przeciwnie. Moje życie to pasmo powodzeń – Uśmiechnęła się i widać było po jej minie, że mówi prawdę. Że to co tak dziwiło Orianę dla niej było czymś pozytywnym, przeciwnie niż się mogło spodziewać. Podeszła bliżej dziewczyny nie chcąc drzeć się przez cały balkon. Oparła się zaraz obok niej tak, że ich ramiona prawie się ze sobą stykały – Dużo się zmieniło, a ja bardzo się z tego cieszę – Dodała chwilę później przekrzywiając twarz lekko w bok. Patrząc na nią oblizała dolną wargę i ponownie się uśmiechnęła, po czym odwróciła głowę w stronę rozciągającego się krajobrazu. Widać było, że to kompletnie nie jest ta Titi z listów. Ani ta Titi z ostatniej lekcji, na której się widziały. To musiało się stać w przeciągu kilku dni. Szybka i ogromna zmiana.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 21
Skąd : Londyn, Anglia
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 433
Dodatkowo : szukająca
  Liczba postów : 1320
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11413-oriane-l-carstairs
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11414-male-przyjaznie-milosci-i-wrogowie-ori#306244
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11416-shadow#306304
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11415-oriane-leonie-carstairs#306303




Gracz






PisanieTemat: Re: Balkon nad dziedzińcem   Czw Kwi 07 2016, 22:10

Tego, w obecnej sytuacji, nigdy by się nie spodziewała. Czy właśnie Vittoria była tą która dawała jej rady? Na to wygląda. Musiała przyznać, że trafnie to ujęła. Jednak jak miała się nie dołować kiedy całe jej życie było już ustalone... Kiedyś Lilith jej powiedziała, że skoro znalazła się na samym dnie to jedyne co może zrobić to wspinać się na nowo. Skoro dosięgnęło się go to już nic gorszego nie może spotkać. Miała szczerą nadzieję, że była to prawda. Spojrzała na dziewczynę w zamyśleniu. Nie miała pojęcia co skłoniło ją do takiej zmiany jednak czuła, że nie tylko ona sięgnęła dna. Mimo to uśmiechnęła się pod nosem wpatrując w krajobraz przed nią. Musiała przyznać, iż wiosna była najwspanialszą z pór roku. Dawała nadzieję, na odrodzenie.
- Nie spodziewałabym się nigdy, że usłyszę radę z ust samej vittori Broockway. Jednak... muszę przyznać, że mówisz do rzeczy. Dołowanie się w niczym mi nie pomoże. - oparła się obiema rękami o barierkę stając do salemki bokiem.
Wiedziała, że dziewczyna kłamała jednak nie miała zamiaru tego mówić. Wystarczyło spojrzeć na jej relację z Lilith Nox. Wcześniej były wręcz nierozłączne, a ostatnimi czasy nawet nie mówiły sobie cześć. Skoro to dziewczyna nazywała "pasmem powodzeń" to ślizgonka szczerze jej współczuła.
- Tu muszę przyznać Ci rację. Zmieniło się wiele. - w zamyśleniu wystawiła swoją dłoń w stronę promieni słonecznych. Miło było poczuć ich ciepło na ręce. Dawały one głupie poczucie bezpieczeństwa które dla Oriany aktualnie nie istniało. Zabrała szybko rękę kładąc na zimnym kamieniu. - Ja... Wybacz, że wysłałam to zdjęcie do Edwarda. Nie jestem mściwa ale... Ja naprawdę kochałam... znaczy kocham Lucasa. - to było niespotykane. Chociaż nie. Takie zachowanie było codziennością dla Oriane. Przepraszanie wszystkich w koło. Jednak nigdy nie sądziła, że przeprosi za coś Vittorię. Wiedziała tylko, że nie chce zniszczyć jej miłości. O ile była to miłość. Nigdy nie interesowała się co łączy ją z jednym z bliźniaków.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Skąd : USA, Moira
Galeony : 582
Dodatkowo : wilkołak
  Liczba postów : 1123
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12242-vittoria-brockway
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12245-szufladki-titi
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12243-poczta-titi
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12244-vittoria-brockway




Gracz






PisanieTemat: Re: Balkon nad dziedzińcem   Czw Kwi 07 2016, 22:35

Kiedyś się przyjaźniły. Wtedy wiedziała co napisać Orianie, by ta zażegnała swoje smutki, wzięła dupę w troki i poukładała swoje życie. Teraz nie znały się już tak dobrze. Od ich ostatniego listy zmieniło się w ich życiu bardzo wiele. Zdążyła uznać ją za wroga, przespać się z jej facetem aż w końcu znów rozmawiać z nią tak spokojnie, jak gdyby nic się nie wydarzyło. W świadomości Titi między innymi tak było. Zignorowała sobie wszystko tak, jakby się nic nie stało i tak po prostu stała obok niej z tym dziwnym, zagadkowym uśmiechem na twarzy.
- Skorzystaj z tego, że chcę Ci pomóc – Odpowiedziała jej zachowując się tak, jakby ta lekka ironia w słowach „samej Vittori” kompletnie nie została przez nią zauważona. Ba, jakby nawet widziała słuszność w takim stwierdzeniu. Szczerze mówiąc tak było. Nie uważała się za jakieś bóstwo, ale obecnie czuła się niepokonana, a to przejawiało się lekkim zapatrzeniem w siebie.
Owszem, ostatnio jej życie się sypało. Jednak nie kłamała. Wystarczyła jedna noc by zmienić kompletnie wszystko w jej rozumowaniu. To, co kiedyś uważała za przekleństwo teraz odbierała jako niezwykły dar, który został jej zesłany od losu. W sumie powinna porozmawiać z Lilith jednak parę dni temu... Cóż. Nie była pewna, czy Gryfonka jeszcze wie kim jest Vittoria i szczerze mówiąc nie miała jak na razie chęci by się o tym przekonać. Kiedyś i tak ten moment nadejdzie, ale na razie nie ma sensu się martwić na zapas. Już nic nie zmieni, więc trzeba iść do przodu.
- Nie przejmuj się. Edward i tak nie potrafi sobie mnie odpuścić – Skomentowała to krótko. Potem umilkła na kilka chwil. Spojrzała w stronę Oriany. Może powinna jej o tym powiedzieć? W sumie, po co się zastanawia. Jej to nie robi różnicy, a może Ria wyciągnie z tego jakieś wnioski.
- Nie zaprzątaj sobie głowy Lucasem. To nie jest odpowiedni typ. Może jest przystojny. Jest też zajebisty w łóżku, ale uwierz mi, że jeśli ktoś tak łatwo zdradza i robi to z taką przyjemnością, to nie może być dobrą osobą. Zasługujesz na coś lepszego – Nie miała zamiaru ani jej na siłę przekonywać, ani opowiadać jak to dokładnie było z ich wspólnym seksem na wieży. Przekazała jej swoją główną myśl i to powinno wystarczyć. Luca zdecydowanie nie był dobrą osobą. Co nie zmieniała faktu, że pewnie jeszcze nie raz spotkają się w łóżku. Bo powiedzmy sobie szczerze, dlaczego miała by dotrzymać słowa danego Kathreen, że się od ślizgona odsunie? Honorowa to ona zdecydowanie nie była.
- Musisz się pozbierać i tyle – Mruknęła odwracając się na chwilę w jej stronę. Była urocza, gdy się tak smuciła. Właściwie, to widziała ją w różnych stanach emocjonalnych, ale nie wiedziała, że ma taką słodką twarz gdy stara się być silna i jej to nie wychodzi. To pewnie było szokiem dla ślizgonki, ale Vittoria po prostu złapała ją za głowę wplatając rękę w jej włosy i zacisnęła ją. Zaraz za tym przyciągnęła Orianę do siebie i wpiła się bezczelnie w jej wargi. Na kilka sekund, a szok pewnie sprawił iż ta nawet nie zdążyła zareagować. Potem odsunęła się robiąc krok w bok jak gdyby nigdy nic.
- Wybacz, kaprys. Nie zwracał uwagi – Uśmiechnęła się oblizując wargi tak, jakby Oriana bardzo jej smakowała – Uznaj, że teraz ja też Cię mam za co przepraszać i jesteśmy kwita – Dodała krótko spoglądając wciąż na nią. Tak, dokładnie. To był chwilowy kaprys, który miała ochotę najzwyczajniej w świecie spełnić i zrobiła to bez zahamowań. Gdyby nie fakt, że spodziewała się iż oberwie w twarz (i wiedziała iż Ria jest hetero) to pewnie by pogłębiła ten pocałunek i pobawiła się jeszcze trochę. A tak? Spełniła swoją ochotę i czuła się usatysfakcjonowana.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 21
Skąd : Londyn, Anglia
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 433
Dodatkowo : szukająca
  Liczba postów : 1320
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11413-oriane-l-carstairs
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11414-male-przyjaznie-milosci-i-wrogowie-ori#306244
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11416-shadow#306304
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11415-oriane-leonie-carstairs#306303




Gracz






PisanieTemat: Re: Balkon nad dziedzińcem   Pią Kwi 08 2016, 23:42

Prawdopodobnie, gdyby sytuacja była odwrotna sama Ria nie potrafiłaby pocieszyć w żaden sposób Vittori. Może i się znały, bardzo dobrze, jednak w tym momencie... Salemka była inną osobą. Można było to wyczuć od razu po sposobie w jaki rozmawiała ze ślizgonką, ruchach, drobnych nawykach jak palenie które można było wyczuć od dziewczyny czy sposób ubierania się. To nie była już ta sama dziewczyna z którą wymieniała listy i dzieliła się problemami. Wtedy bez problemów wiedziała co jej doradzić i jak sprawić aby poczuła się lepiej.
Pomoc. Już dawno nie słyszała tego słowa. większość osób ją omijała nie chcąc przesiąknąć ciężkimi oparami smutku i żalu, a Ci nieliczni starali się na marne. Jedno słowo, a wprowadziło lekki spokój do jej serca. Tylko czemu teraz? Naprawdę aż tak zmieniła się przez ostatnie dni? A może była to biała flaga wywieszona na początek zgody... Scenariuszy było wiele jednak żaden nawet o milimetr nie przybliżył się do prawdy. Komentowanie tych słów nie miało najmniejszego sensu to też Ria nawet nie pisnęła.
Pewnie gdyby tylko Oriane wiedziała, że wszystko jest prawdą i co doprowadziło Vittorię do takiego, a nie innego myślenia przybiłaby z nią piątkę. Otóż ślizgonka również zmieniła swoje podejście do... miłości! Tak. Jeden list, słowa układające się w nakaz jak, wyrok i obietnicę której nie mogła zerwać zmieniły i jej myślenie. Teraz była przekonana, że miłości nie ma. Wróć. Jest ale oddała ją już jednej osobie i przy kolejnych nie będzie to szczere uczucie, a jedynie oddanie się o poddanie. Bo czy można pokochać kogoś innego gdy serce zostało już oddane? Nie.
- Może i ty nie powinnaś sobie go odpuszczać. - spojrzała w dal nie chcąc patrzeć na dziewczynę. Nie miała pojęcia czy Vittoria ma jakieś uczucia względem Edwarda jednak słowa wypowiedziane przez nią trochę ją zdradziły. Wyglądało to tak jakby nie chciała aby on sobie ją odpuścił. Jakby czekała na kolejny jego ruch względem niej. Z drugiej strony mogła się mylić i jej rozumowanie mogło być błędne. Nie miała jednak zamiaru się w to zagłębiać i odpuściła sobie pytanie o to Vittori. Dacie wiarę, osoba tak ciekawska jak panna Carstairs odpuściła sobie. Z nią naprawdę nie było najlepiej.
Tego to się nie spodziewała. Jeśli myślała, że wcześniejsze jej słowa były radą to była w błędzie. Dopiero teraz usłyszała prawdziwą i szczerą, w jej mniemaniu, radę. Odwróciła się do niej z bladym uśmiechem zakrywając choć trochę smutek wywołany jej słowami. Mimo wszystko świadomość iż ukochana osoba spała z kimś innym bolał. Teraz po części rozumiała zachowanie ślizgona choć ona nigdy nie posunęłaby się do tego czego on.
- Wiesz, że to ja pierwsza go zdradziłam ? - było to pytanie retoryczne, choć do końca nie wiedziała czy dziewczyna była tego świadoma. - Skoro ja mogłam z taką łatwością zdradzić jego to czy nie jestem złą osobą? I najwidoczniej na nic lepszego nie zasługuję jak... - w samą porę urwała kręcąc jedynie głową. Nie chciała rozmawiać o swoich problemach z dziewczyną. Może i wcześniej byłaby pierwszą osobą której powierzyłaby swoje największe brzemię jakim obarczyli ją rodziciele. Teraz nie mogła tego zrobić. I doskonale zdawała sobie sprawę iż musi się pozbierać. Przecież trwanie w tym stanie jedynie ją niszczyło. Ten kto twierdził iż miłość buduje usiał być nieźle naćpany. Miłość rujnuje - dewiza którą miała od dziś zamiar głosić. Nagły dotyk na jej włosach wyrwał ją zza myślenia. Spojrzała w stronę salemki nierozumiejącym jak i zdziwionym spojrzeniem. Owszem, to co zrobiła było dziwne jednak kolejne jej poczynania sprawiły iż myśli Oriane krążyć zaczęły z prędkością światła w jej głowie. Wstrzymała oddech czując usta dziewczyny na swoich i zastygła w bezruchu. Było to tak nagłe, że nie miała możliwości aby zareagować. Jak szybko się to stało tak i szybko się skończyło. Nadal będąc w szoku stała z lekko uchylonymi ustami, szeroko otwartymi oczami i zaróżowionymi policzkami. Czy ona ją pocałowała ? Ale... Dlaczego? Kaprys? Naprawdę? W ten sposób mogłaby myśleć godzinami, jednak nie miała tyle czasu. Otrząsnęła się z tego szoku spoglądając na dziewczynę.
- Tak, jasne. - tylko tyle była w stanie powiedzieć. Przełknęła ślinę odchrząknąwszy. Czuła jak jej gardło zaschło. Odwróciła się w końcu w stronę krajobrazu opierając dłonie z powrotem na barierce. Jeśli dziewczyna chciała aby miała jeszcze większy mętlik w głowie to się jej udało. - Kaprys... - powtórzyła na głos. Odwróciła się gwałtownie w stronę dziewczyny robiąc to co ona wcześniej. wplotła swoją jedną dłoń w jej włosy, a drugą ułożyła na jej plecach przyciągając do siebie i złączając ich usta w pocałunku. Nie mam pojęcia co chodziło jej po głowie. Może porostu potrzebowała poczuć czyjąś bliskość. Pewnie to było czynnikie zapalnym, gdyż Oriane była hetero. Zaraz po tym odsunęła się od Vittori zabierając ręce jednak nadal stojąc blisko spoglądając w jej oczy. - Wybacz, kaprys. - odpowiedziała po czym uśmiechnęła się przyjaźnie i odsuwając od niej oparła o barierkę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Skąd : USA, Moira
Galeony : 582
Dodatkowo : wilkołak
  Liczba postów : 1123
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12242-vittoria-brockway
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12245-szufladki-titi
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12243-poczta-titi
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12244-vittoria-brockway




Gracz






PisanieTemat: Re: Balkon nad dziedzińcem   Sob Kwi 09 2016, 00:10

W sumie jak tak się zastanowię, to Vittoria nie potrzebowała już rad ani pocieszeń. Wszystko ostatnio potrafiła wyjaśnić sobie na swoją korzyć i dzięki temu była dość silną osobą. Pewną siebie i dumną, a to tym bardziej podsycało ten fakt. Jednak gdyby coś się działo jestem pewna, że wciąż najważniejsze by było dla niej coś drobnego, małego. Po prostu ją przytulić. Przytulanie odbierało część smutki i dzieliło go na dwie osoby. To zawsze pomaga chyba, że ktoś jest zatwardziałym pesymistą.
Miłość do zdecydowanie jeden z najgorszych tematów, jakie mogą zaburzyć w naszym życiu. Titi również miała swoje małe problemy w tej sferze, ale były one błahe. Wszystkie wywołała sama i na pewno za jakiś czas je pokona lub zignoruje. Wiedziała jedno. Kochała Edwarda. Był jej narkotykiem i sposobem na szczęście. Zrezygnowała z niego dla dobra chłopaka, ale po tym wszystkim wiedziała, że to nie był dobry pomysł. Jeszcze nad tym nie myślała, ale tylko kwestią czasu jest fakt, aż znów się spotkają, a ona będzie mogła przeprosić go za swoje głupie „muszę odejść, bo nie zasługuje na ciebie”. Idiotyczne gadanie, które niegdyś wydobywało się z jej ust. Żałosne. Nawet Oriana poruszyła ten temat utwierdzając ją w tym przekonaniu.
- Może masz rację – Odpowiedziała jej krótko wskazując na to, że na razie nie ma o czym rozmawiać. Może będzie, ale jak na razie Vittoria jest wolna jak ptak i mogła spokojnie poszaleć sobie jeszcze trochę. Kosztować życia i brać z niego pełnymi garściami. Może wyciągnie Orianę na jakieś piwo i również dziewczynę zarazi swoim obecnym nastrojem? Przydało by jej się takie poczucie wartości, jakie buzowało w głowie Titi.
- Skoro to zrobiłaś, to może po prostu go nie kochasz? - Zasugerowała dziewczynie. Kiedyś uważała, że jeśli kogoś naprawdę się kocha, to widzi się tylko jego. Świat poza tą osobą nie istnieje i liczy się tylko on i jego szczęście. Teraz raczej preferowała otwarte związki, ale może Ria jeszcze nie wyzbyła się w pełni takiego romantycznego myślenia? Wtedy ten fakt powinien ją podnieść na duchu. Bo jeśli z Lucasem nie była to miłość, to jeszcze przed nią nic straconego.
Ten pocałunek był bardzo spontaniczny i kompletnie nie przemyślany. Tym bardziej była zaskoczona, gdy Oriana podłapała tą chorą gierkę i ją również do siebie przyciągnęła. Nie była wprawdzie na to przygotowana, ale też przez tą krótką chwilę nie pozostała jej dłużna. Dobrze całowała, ale między nimi nie było jakiegoś szczególnego iskrzenia. Vittoria chciała po prostu zobaczyć jak to jest i się przekonała
- A widzisz, to może w ramach wspólnego kaprysu pójdziemy na wódkę? - Zagaiła jak gdyby kompletnie nic się nie stało u odwzajemniła jej przyjazny uśmiech. Chore? Na pewno. Ale kogo to obchodzi jakie relacje je łączą. Najważniejsze, że chyba faktycznie udało im się zbudować rozejm.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 21
Skąd : Londyn, Anglia
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 433
Dodatkowo : szukająca
  Liczba postów : 1320
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11413-oriane-l-carstairs
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11414-male-przyjaznie-milosci-i-wrogowie-ori#306244
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11416-shadow#306304
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11415-oriane-leonie-carstairs#306303




Gracz






PisanieTemat: Re: Balkon nad dziedzińcem   Sob Kwi 09 2016, 15:24

Odwróciła się i wpatrywała w nieruchomą, niebieską wodę, gdzie jeszcze przed paroma chwilami widziała roześmianych uczniów korzystających z ładnej pogody. Teraz jezioro nie było już tak radosne. Czyżby słowa Vittori tak bardzo ją dotknęły... Przecież kochała Lucasa jak jeszcze żadnego mężczyzny wcześniej. Więc czemu go zdradziła? Przez ostatni okres wiele razy zadawała sobie to pytanie. Była pijana, jednak nie mogła usprawiedliwiać tego alkoholem. Choć miała na to wielką ochotę. Może stałoby się to prostsze dla niej. Musiała jednak przyznać iż Harper ją pociągał. I to bardzo. Było to czyste pożądanie, nic innego. Głupia była poddając się mu. Może i czuła na początku coś więcej niż ono, jednak było to wyłącznie złudzenie.
- Kocha go, i to bardzo. - uśmiechnęła się na samą myśl o chłopaku dotykając naszyjnika. Jedynie on jej pozostał po ślizgonie. - Wiesz, że mi się oświadczył? - spojrzała na dziewczynę ze smutkiem w oczach. Pytanie o to było niepotrzebne. Skąd mogła to wiedzieć. W sumie to nikt o tym nie wiedział. Jedynie Oriane zdawała sobie sprawę co znaczył wisiorek na jej szyi.
Oriane również chciała jedynie sprawdzić jak to jest. I prawdę mówiąc nie było to czymś wyjątkowym. Przy chłopcach czuła dreszczyk emocji jak i podniecenia, a przy Vittori nic. Jakby dała buziaka przyjaciółce. Zmarszczyła brwi zastanawiając się chwilę. Chyba to dobrze, że nic nie poczuła. Wtedy na pewno byłoby znacznie trudniej między nimi. Odetchnęła cicho uśmiechając się pod nosem na słowa salemki. Ostatni raz jak piła nie skończyło się to najlepiej ale czy coś mogło się stać gdy szła pić z Titi? Pytanie raczej nie było na miejscu, gdyż wszystko było możliwe, jednak tak bardzo pragnęła się choć na krótką chwilę rozluźnić, że z chęcią przytaknęła na jej pomysł. - To będzie zdecydowanie lepsze. Masz jakiś pomysł co do miejsca? - pamiętała jak Vittoria wspominała jej o problemie z alkoholem. Teraz mógł być przydatny do znalezienia odpowiedniego miejsca.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Skąd : USA, Moira
Galeony : 582
Dodatkowo : wilkołak
  Liczba postów : 1123
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12242-vittoria-brockway
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12245-szufladki-titi
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12243-poczta-titi
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12244-vittoria-brockway




Gracz






PisanieTemat: Re: Balkon nad dziedzińcem   Sob Kwi 09 2016, 20:04

Zdrada to sprawa naprawdę ciężka do ogarnięcia. Czasem można kogoś kochać bardziej niż wszystko inne, a i tak zrobić mu ogromną krzywdę. Z drugiej jednak strony można całe życie być z kimś, kogo się nie kocha i nie czuć potrzeby zdradzania. Każdy miał inną psychikę. Natomiast wiedziała jedno. Oriana jest bardzo dobra. Nie robi rzeczy, które mogły by kogoś zranić. Wręcz przeciwnie, wszystkim by chciała pomóc. Gwoli ścisłości Vittoria nie rozumiała co ta robi w Slytherinie, ale nie będzie specjalnie szukała tej ich dziwnej czapki żeby się spytać. Może od pierwszej klasy do teraz po prostu bardzo się zmieniła. Tak, jak Vit ostatnio.
- Oświadczył? Szybki jest – Mruknęła pod nosem zastanawiając się jakie to musi być uczucie, kiedy chłopak którego znasz tak krótko jest pewien, że to właśnie z tą dziewczyną chce spędzić resztę życia. Czy ktoś jej się kiedyś oświadczy? Raczej nie. Nie chciała pakować się w tego typy zobowiązania. Wiadomo, że po oświadczynach musi nadjeść ślub. Po tym pewnie jakieś dziecko. Ona natomiast nie może mieć potomka. A kwestia zamążpójścia? To pewnego rodzaju ograniczenie. Nie wiem. Nie ma co o tym myśleć. Na razie jeszcze jej to nie dotyczy.
- W takim wypadku ja kocha, to pewnie wróci – Tylko tyle jej powiedziała. Na pewno wiele razy go przepraszała, a jeśli tak to Lucas musiał sobie to wszystko przemyśleć. Może dotrze do niego, że przez jego dumę traci kogoś ważnego i jej wybaczy? Wprawdzie Vittoria wciąż nie uważała ślizgona za dobrego człowieka, ale życzyła Orianie wszystkiego najlepszego.
- Kochana, znam wszystkie bary w Hogsmeade. Na pewno coś się znajdzie – Zaśmiała się. Kiedyś bardzo wstydziła się swojego problemu z alkoholem. Teraz otwarcie się do tego przyznawała, a nawet więcej. Nie uważała tego za problem. W każdym razie złapała Oriankę za dłoń i pociągnęła ją w jakąś sobie tylko wiadomą stronę.

Z/t [Zacznij w Pubie Trzech Króli ]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Balkon nad dziedzińcem

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 15 z 17Idź do strony : Previous  1 ... 9 ... 14, 15, 16, 17  Next

 Similar topics

-
» Balkon księżycowy

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogwart
 :: 
Skrzydlo zachodnie
 :: 
trzecie piętro
-