IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Balkon nad dziedzińcem

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1 ... 10 ... 15, 16, 17
AutorWiadomość



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 28790
  Liczba postów : 35069
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Balkon nad dziedzińcem   Nie Paź 17 2010, 20:06

First topic message reminder :


Balkon nad dziedzińcem

Przez niewielkie drzwi można wyjść na marmurowe schody które prowadząc w dół ku sporego rozmiarów balkonowi. Otaczają go cztery wysokie kolumny, podtrzymując specjalnie zrobiony dach. Dzięki niemu, nawet kiedy pada można tam przesiadywać, bez obawy zmoczenia się.
Posadzka jest wyłożona czarno-białymi płytkami. Te na samym środku robią wrażenie ogromnej szachownicy i rzeczywiście, jeśli tylko ktoś zdobędzie takiej wielkości figury, można tam grać. Z miejsca przy barierce (marmurowej, oczywiście) rozchodzi się widok na cały dziedziniec. Jest to świetne miejsce na obserwowanie innych, bowiem rzadko kiedy komuś przyjdzie na myśl by spojrzeć w górę. Po obu stronach znajdują się kamienne, niewielkie ławeczki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : V
Wiek : 16
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 41
  Liczba postów : 33
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14245-avrel-elvendork
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14250-mile-slowa-avrel
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14248-avrelka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14247-avrel-elvendork




Gracz






PisanieTemat: Re: Balkon nad dziedzińcem   Sro Lut 22 2017, 19:39

Uśmiechnęła się i przewróciła oczami. Ah, ci chłopcy...
Avrel zdawała sobie sprawę, że niektórzy Szkoci mogli być nieco nawet żartobliwie zgryźliwi wobec Anglików, więc nie zwracała na to większej uwagi. Nie brała tego do siebie, podobnie jak innych obelg w jej stronę rzucanych. O ile takowe się zdarzały, co raczej było rzadkim zjawiskiem. Av patrząc komuś zbyt długo w oczy krępuje się i musi skupić spojrzenie na czymś innym. Teraz miała ptaszki, na które mogła patrzyć, z którymi mogła się bawić i je kochać, a innym razem mogłaby to być bijąca wierzba, którą akurat coś rozjuszyło. Wstydliwą jest osóbką, toteż nie przepada za kontaktem wzrokowym.
Elvendork była bliska parsknięcia śmiechem, kiedy usłyszała nagły wywód Eana. Nie wiedziała, czy on się denerwuje czy co, ale ulżyło jej nieco, bo ona również często mówi coś od rzeczy i wyrwanego z kontekstu. Słuchała uważnie blondyna, kiedy ten nagle zamilkł.
- To naprawdę złożony problem... - mruknęła Avrel i uniosła lekko brwi. - Myślę, że bariera osobista jest czymś, nad czym nie wszyscy potrafią panować i sprawiać, by była elastyczna lub by nie było jej wcale. - powiedziała po chwili zastanowienia Gryfonka. Ciekawe problemy rozważa ten Szkocik.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : V
Wiek : 16
Skąd : Nethy Bridge, Szkocja
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 166
Dodatkowo : prefekt
  Liczba postów : 283
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14073-eanruig-chattan#371851
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14076-eanruig-chattan-familiok
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14075-poczta-jasnie-eanruiga-chattan#371872
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14074-eanruig-chattan




Gracz






PisanieTemat: Re: Balkon nad dziedzińcem   Sro Lut 22 2017, 22:37

Oh bogowie! Pociągnęła temat. Jakże przyjemnie, jakże swobodnie. Tak, był uradowany, że udało mu się znaleźć kogoś, z kim może rozpocząć rozmowę. Miał przynajmniej taką nadzieję, bo dość często, niefortunnie, ktoś z grzeczności odpowiadał i oczekiwał, że zaintryguje się go czymś innym. Mało kto chciał spotkać partnera do debat. A przecież to było tak fascynujące! Wymieniać się myślami, obejmować stanowisko i sprzeczać. Już nie mógł się doczekać, aż dołączy do grona akademickiego.
-No tak, przy czym jeśli przeznaczenie rzuca w siebie dwójką istot i wszystko wokół mówił, że Cię ktoś pokochał.. To dlaczego nie przyjmować wiosny w swe serce, tylko dalej w jesiennym stanie trwać, chowając się w sobie i robić miny brzydkie jak zgniłe liście?
Przykucnął przed kobietą i spojrzał na jej buzię, wykorzystując to, że ona nie patrzyła. Tak z reguły to się działo, że jak ktoś nie patrzył, to on patrzył, a jak spojrzał, to on odwracał wzrok.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Skąd : Plymouth
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 149
  Liczba postów : 84
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15147-caspar-whitley#404082
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15162-lece-bo-chce?nid=4#404143
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15163-poczta-kaparka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15157-caspar-whitley




Gracz






PisanieTemat: Re: Balkon nad dziedzińcem   Sro Wrz 20 2017, 11:49

Ciągle jeszcze żył wakacjami. Miał trudności z porannym wstawaniem – nic dziwnego, w końcu w lipcu i w sierpniu wstawał dopiero w okolicach dziesiątej rano, a nie o siódmej. Przez ostatnie dwa tygodnie rzadko wyrabiał się ze zjedzeniem śniadania na czas, ale zakład to zakład; nadal obowiązywał. Założył się z Brandy, że przez równy miesiąc nigdzie się nie spóźni. Niestety, przypłacał to potajemnym jedzeniem kanapek podczas zajęć i odejmowanymi punktami za posilanie się w klasie. Cóż, nie jego wina, że nie chciał dać Brandy satysfakcji z wygranej. On musiał wygrać, to chyba oczywiste? Na szczęście, było już po zajęciach, dlatego wyposażony jedynie w różdżkę wybrał się na spacer po zamku. Potrzebował chwili spokoju – Krukoni w dormitorium zorganizowali jakiś turniej wiedzy i wykrzykiwali różne magiczne hasła. Caspar miał tego po dziurki w nosie, dlatego szukał miejsca, w którym mógłby chociażby usłyszeć własne myśli. Wybór padł na trzecie piętro i balkon nad dziedzińcem – gdy znalazł się na miejscu, wciągnął w płuca świeże, jesienne już powietrze i oparł się łokciami o barierkę. Miał stąd idealny widok na uczniów przechadzających się po dziedzińcu. Śmiali się, popychali, niektórzy śpieszyli się na zajęcia pozalekcyjne. Nagle w tłumie spostrzegł Pandę. Uśmiechnął się pod nosem i zacisnął palce na różdżce. To był idealny moment na jakiegoś psikusa – musiał tylko wymyślić, jaki żart byłby najlepszy w ten sytuacji. Przydałaby się Brandy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 19
  Liczba postów : 10
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15167-brenda-powell
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15170-let-s-twist-again#404251
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15171-poczta-brandy#404252
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15168-brenda-powell#404230




Gracz






PisanieTemat: Re: Balkon nad dziedzińcem   Sro Wrz 20 2017, 19:29

W ostatnich dniach Brandy bardziej przypominała zombie niż kiedykolwiek wcześniej, a wszystko z powodu jednego nieszczęsnego zakładu, którego nie mogła sobie pozwolić przegrać. Do nie jedzenia śniadań w sumie dawno się już przyzwyczaiła, jednakże ostatnio niejednokrotnie zdarzyło się jej przypadkiem przysnąć na jakiejś lekcji. Po zajęciach zawsze wracała do dormitoriów, rzucając książki w kąt i drzemała kilka godzinek (marnując tym samym piękne popołudnia). Nie chciała przegrać, pozwolić wygrać Whitley'owi, ale nigdy bardziej nie chciała się poddać. Musiała, więc coś wymyślić. Musiała to jakoś przerwać. Musiała. Automatycznie wstąpiła w Powell jakaś energia witalna i zamiast do łóżka ruszyła na poszukiwania swego przyjaciela, licząc się że będzie się gdzieś pałętał po korytarzach lub może przesiadywał w bibliotece. Przechodząc przez dziedziniec, wypatrzyła przyjaciela na balkonie. Ruszyła, więc czym prędzej w jego kierunku. To ciągłe bieganie mnie kiedyś wykończy - pomyślała, kręcąc głową, kiedy znalazła się za plecami Krukona. Przystanęła na chwilę, by złapać oddech. Jej uwagę przyciągnęła czupryna Whitleya. Już wielokrotnie sugerowała przyjacielowi, że zdecydowanie lepiej wyglądałby w rudych włosach, jednak nie wiedzieć czemu, on zawsze zbywał jej uwagi. - Nie myślałeś nigdy, by prefarbować się na rudo? - zapytała, opierając się o barierkę. Tak, znowu zaczynała ten temat. Cóż mogła poradzić, że nie uzyskała jeszcze satysfakcjonującej odpowiedzi i nieustannie ją ten temat frapował? Dopnie swego. Caspar będzie rudy. Zobaczycie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Skąd : Plymouth
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 149
  Liczba postów : 84
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15147-caspar-whitley#404082
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15162-lece-bo-chce?nid=4#404143
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15163-poczta-kaparka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15157-caspar-whitley




Gracz






PisanieTemat: Re: Balkon nad dziedzińcem   Sro Wrz 20 2017, 20:02

Zdawał sobie sprawę, że sama myśl o przyjaciółce może spowodować, iż Brandy pojawi się w ciągu kilkunastu minut w miejscu, w którym najbardziej jej w danej chwili potrzebował. Wiedział, ale nie spodziewał się, że nastąpi to tak szybko! Gdy usłyszał za sobą jej głos, uśmiechnął się pod nosem – już w pierwszej klasie stwierdził, że połączyło ich coś wyjątkowego i tak naprawdę są bliźniętami rozdzielonymi po porodzie. Oboje mieli brązowe włosy i ciemne oczy, tak? Co prawda, Brandy była nieco niższa, ale dziewczyny zwykle są niższe. Zazwyczaj rozumieli się bez słów i pomagali sobie w trudnych chwilach, na co dzień jednak udając, że wcale nie kopią leżącego. Gdy oparła się o barierkę obok niego, schował różdżkę z powrotem do kieszeni i odwrócił wzrok od chichoczącej z Blaithin Pandy. Przyjrzał się Brandy – wyglądała jak zwykle, chociaż miała większe wory pod oczami niż zwykle. Zapewne to wczesne wstawanie wykańczało również i ją. Cóż, kolejna wspólna cecha; oboje nie byli rannymi ptaszkami, niestety.
Nieraz ci już powtarzałem, że nie. Po prostu nie. Nie i koniec. Farbowanie włosów jest dla bab – mruknął, poprawiając okulary w czerwonych oprawkach na swoim nosie. – Czemu sama się nie przefarbujesz na rudo? – zasugerował zaraz, posyłając jej pełne zainteresowania spojrzenie. Ta mania Brandy dotycząca rudzielców zaczynała go już trochę irytować. Wiedział, że podoba jej się Ron Weasley, który teraz, de facto, podchodził pod czterdziestkę, ale żeby zmieniać każdego napotkanego faceta w jego kopię? Brandy, bój się Merlina.Czemu nie śpisz? – spytał zaraz potem. Brandy nie powinna być zdziwiona, że Caspar pytał ją o coś tak trywialnego jak sen. Jednak, cóż. Był jej przyjacielem i nawet jeśli nie spędzali ze sobą dwudziestu czterech godzin na dobę, wiedział, gdy znikała w swoim dormitorium. Znowu oderwał wzrok od niesfornej burzy loków i zerknął w kierunku studentek rozmawiających na dole. Atrament? Łajnobomba? Nie, to zbyt oklepane. Potrzebował świeżego, nowego pomysłu. Tylko jakiego?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 19
  Liczba postów : 10
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15167-brenda-powell
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15170-let-s-twist-again#404251
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15171-poczta-brandy#404252
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15168-brenda-powell#404230




Gracz






PisanieTemat: Re: Balkon nad dziedzińcem   Sro Wrz 20 2017, 20:50

Wiadomo wszem i wobec, że tak naprawdę do szczęścia mężczyźnie kobieta jest wręcz niezbędna. Próbują sobie to tłumaczyć jakimś bliźniakami rozdzielonymi przy porodzie czy dwoma połówkami pomarańczy, a chodzi wyłącznie o wyjątkowość rzeczonych kobiet. Wielu narzeka na charakter i naturę Powell, ale nie da się ukryć, że jest osobą wyjątkową i Whitley ma wyjątkowe szczęście, że to jego wybrała sobie na towarzysza lat spędzonych w Hogwarcie. Jak sobie zasłuży, to może ten zaszczyt potrwa i dłużej. To żaden przypadek, że Brandy po raz kolejny pojawiła się w momencie, którym przyjaciel ją najbardziej potrzebował. Żaden. Serio. Wspaniała istota. Niedoceniana niestety. Tymczasem zwróciła wzrok w stronę, w którą tak usilnie wpatrywał się Casper. I próbowała rozwikłać, co też jej przyjacielowi chodzi po głowie. Nie, zdecydowanie nie wyglądał na zakochanego. Chociaż biorąc pod uwagę fakt, że wpatrywał się w rudą czuprynkę, Brandy nie miałaby nic przeciwko. Na chwilę jednak musiała przerwać swe rozważania, by całą sobą okazać wielkie oburzenie odpowiedzią jakiej raczył udzielić jej - pożal się Merlinie - przyjaciel.- Coooooo? Dla bab? Sam jesteś baba - żachnęła, wpatrując się w Caspara takim wzrokiem, że na pewno od razu pożałował swojego braku taktu. Zrobiła krótką przerwę, by mógł naprawdę uwierzyć, że przesadził. I żeby mu się zrobiła głupio. I żeby tego żałował. I tak dalej. Po czym dodała z miną niewiniątka- Więc w sumie... nic nie stoi na przeszkodzie byś został rudzielcem - palnęła, by na koniec wyszczerzyć radośnie zęby. Sugestię o tym, by sama się przefarbowała zbyła milczeniem, a - przyznajcie - wyszło jej to całkiem zgrabnie. Nie chciała się na ten temat wypowiadać, bo sama wielokrotnie o ty myślała. Jednak nie było to takie proste z racji tego, że miała śniadą cerę i niekoniecznie ładnie komponowałaby się z rudą czupryną. Ciężka sprawa. No, a Casper wyglądałby by super. No halo.
-Czemu nie śpię? Czemu nie śpię.... - dumała głośno Brandy, chcąc zyskać na czasie. Doskonale wiedziała, dlaczego nie śpi, jednak nie chciała tak od razu zdradzać swojej misji. Inicjatywa zakończenia wyzwania przed czasem wymagała bardziej skomplikowanej taktyki niż powiedzenia wprost, że powinni to zakończyć. Wiedziała o tym nawet Gryfonka, która zwykle dość bezpośrednio upominała się o to, czego pragnęła. - A ty czemu nie śpisz? - wypaliła w końcu, gdyż nie do końca przemyślała taktykę i teraz w sumie wszystko, co przychodziło jej do głowy, wydawało się jej okazywaniem słabości. To jej chyba nie pomoże zakończyć zakładu? Musiała być silna. A wiadomo, że najlepszą obroną jest atak. Przynajmniej według Brandy. - Okropnie wyglądasz, wiesz? - dodała z zmartwioną miną. Tak bardzo się o niego troszczyła. Mówiłam - wspaniała kobieta.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Skąd : Plymouth
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 149
  Liczba postów : 84
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15147-caspar-whitley#404082
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15162-lece-bo-chce?nid=4#404143
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15163-poczta-kaparka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15157-caspar-whitley




Gracz






PisanieTemat: Re: Balkon nad dziedzińcem   Czw Wrz 21 2017, 11:23

W tym było trochę racji. To kobiety rodziły dzieci, to kobiety rządziły w domu i to kobiety zajmowały się dziećmi, to kobiety kusiły mężczyzn, wyglądając przy tym jak milion dolarów. A co robili mężczyźni? Nic wielkiego, zaledwie pracowali, a w zamierzchłych czasach walczyli w wojnach na cześć swojej damy serca. Jednak Brandy nie była damą serca Caspara. Co prawda, raz całowali się w czwartej klasie, przez przypadek właściwie, ale wspólnie uzgodnili, że to wydarzenie było beznadziejne i bezsensowne, a fajniejsze jest wspinanie się po drzewach, podrzucanie łajnobomb w toaletach i wspólne, nocne wycieczki do kuchni po ciastka. Cud, że nie przytyli, nie? Wracając jednak do tematu. Owszem, zależało im na sobie – pewnie nadal zależy – ale nie w ten romantyczny sposób. Pewnie dlatego Caspar chmurzył się, gdy Brandy na siłę usiłowała zrobić z niego Rona Weasley'a! Zapewne dlatego, że wtedy podobałby jej się jeszcze bardziej niż teraz. Przecież już był przystojny, szarmancki i interesujący, po co na siłę zmieniać ideał? Niedoceniany ideał, prawda, Brandy?
Sama jesteś baba – odburknął zaraz, marszcząc brwi. Po krótkiej chwili uświadomił sobie, co powiedział. To by było tyle z inteligentnej riposty. – No tak, przecież jesteś babą – pacnął się w czoło i westchnął. Przyjrzał się uważnie Brandy, jej worom pod oczami, troszeczkę napuchniętym oczom i nieuczesanej czuprynie. Chyba wyglądał podobnie, ale on po prostu chodził wcześniej spać, a nie przesypiał całe popołudnia. Jak Brandy. – Ale zdajesz sobie sprawę, że mamy zupełnie odmienną zawartość spodni? – parsknął  nagle, sugerując, że nagle się dziewczynie zapomniało, z kim ma do czynienia. Zaczął się śmiać i dźgnął ją między żebrami, usiłując jednocześnie wytężyć swój umysł i wymyślić lepszą odzywkę od "Sama jesteś baba". Jednak na dzień dzisiejszy lekcja transmutacji wyczerpała wszystkie jego pokłady energii, kurczę. – Zawsze mnie zastanawiało, dlaczego jak nazwiesz faceta babą, to jest to obrazą, a jak nazwiesz babę facetem, to jest jak komplement – zastanowił się nagle Caspar, wpatrując się w horyzont. Słońce zaczynało znikać za drzewami Zakazanego Lasu, a na niebie wzbierały się ciemne, deszczowe chmury. Zapowiadał się dość ponury wieczór, idealny na randkę z referatem z zielarstwa. Swoją drogą, uwielbiał te potyczki słowne z Brandy. Nagminnie przekraczali granicę dobrego smaku, ale zupełnie im to nie przeszkadzało. Czasami miał wrażenie, że Brandy ma na niego zły wpływ i stara się zrobić z niego Gryfona. Rudego Gryfona. – Będę rudy tylko wtedy, jak Ślizgoni zaczną chodzić po ścianach. A nie zaczną. Koniec tematu – podsumował temat koloru swoich włosów, kiwając nagle głową w kierunku Pandy i Blaithin. – Zobacz, jak się panoszą – mruknął pod nosem z uśmiechem i ponownie wyciągnął różdżkę. Mały psikus jeszcze nikogo nie zabił!
– Nigdy nie przesypiam popołudni, Brandy. To ty je przesypiasz, od drugiego września, dlatego pytam, skąd ta zmiana? Już nie odrabiasz prac domowych po nocach? – wytłumaczył cierpliwie i uśmiechnął się do niej lekko. A gdy usłyszał, że wygląda okropnie, parsknął śmiechem. – Dzięki za komplement, ty też. Wyglądasz jak narzeczona Frankensteina. Chodzisz na zielarstwo w tym roku? Jest praca domowa – dodał na koniec, zupełnie nonszalancko, jakby wspominał o pogodzie. No, bo w sumie to nie był jakiś taki ważny temat.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 19
  Liczba postów : 10
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15167-brenda-powell
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15170-let-s-twist-again#404251
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15171-poczta-brandy#404252
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15168-brenda-powell#404230




Gracz






PisanieTemat: Re: Balkon nad dziedzińcem   Pią Wrz 22 2017, 21:36

Nie. Nie. Nie. Wszystko szło nie tak. Zdecydowanie decyzja by przekonywać przyjaciela na zakończenie ich potyczki zamiast kilkugodzinnej drzemki był jednym z najgorszy pomysłów jakie Powell przyszły na myśl. W zasadzie cała jej inicjatywa opierała się na tym, że nie przyjmowała do wiadomości, iż coś może pójść nie tak. Nie była przygotowana, że coś może pójść nie tak. I faktycznie, pierwsza część planu została zrealizowana całkiem zgrabnie - Brandy musiała się tylko trochę nabiegać, co zresztą powinno jej raczej pomóc niż zaszkodzić, bo przecież to samo zdrowie, dotleniła się przy okazji. Zakończenie pomyślnie misji wymagało jednakże jeszcze drugiej części, wymagającej sprytu oraz cierpliwości. Gryfonka musiała się nieźle nagimnastykować, by rozegrać to tak, aby jej duma nie ucierpiała. Jednocześnie musiała zmuszać swój mózg do współpracy, albowiem ten ani myślał współpracować. Wszystko to doprowadziło do tego, że w jej oczach można było dostrzec zrezygnowanie i rozdrażnienie. Niemniej jednak wciąż starała się walczyć.  
- Sztefan! Jesteś pan zwykły cham i prostak. Nie ma w tobie ani krzty z dżentelmana. Jestem absolutnie zdegustowana! - odparowała dziewczyna, przewracając oczami i pokazując jak bardzo jest zdegustowana jego słowami. Musiała to powiedzieć dla dobra przyjaciela. Nie chciała, aby na zawsze pozostał kawalerem. Poza tym sama śniła o rudych rycerzach na rudym rumaku i zaczytywała się w bajkach o księciach z bajki, a przedewszystkim była kobietą, więc wiedziała czego kobiety pragną (wiedziała, okej) i nie chciała z Caspara zrobić swojego ideału, by się jej podobał bardziej. Nigdy nawet przez myśl jej nie przeszło, że mogłaby się w nim zakochać. Brandy po prostu głęboko wierzyła, że jako rudzielec i gentelman mógłby się związać z kimś sensownym. Poprzednie dziewczyny Caspara... średnio przypadły do gustu Powell.-  Dlaczego jak nazwiesz faceta babą to się obrazi? No może dlatego, że nawet kobiety nie lubią, gdy mówi się o nich baby? - zasugerowała, choć sugestią to zdecydowanie nie było. Lubiła jednak rzeczy, które uważała za dość oczywiste, wyrażać w formie pytań. Robiło to bardziej dosadne wrażenie na rozmówcy. Pytanie nie było najgłupsze i faktycznie mogłoby być początkiem do interesującej dysputy między nimi, ale w tym momencie Brandy miała inne priorytety. - Nie będę rudy. Będę chamem. Na pewno kiedyś jakaś  baba zgodzi się zostać moją żoną - podsumowała drwiąco, naśladując głos przyjaciela. Pokręciła energicznie głową, po czym spojrzała w kierunku wskazanym przez Caspara. No tak. Panoszą sie. Krukonowi chodzą po głowie psikusy, nie żadne miłostki. Źle się dzieje z Brandy, że od razu na to nie wpadła. Zwaliła to jednak na karby zmęczenia, a nie tego, że być może dorasta. Uśmiechnęła się do przyjaciela, licząc że oprócz ofiar, po głowie chodzi mu jakiś pomysł, który chce wcielić w życie. Mimika Powell zmieniła się w jednej sekundzie, by teraz okazywać gotowość do działania. Pal licho niewyspanie. Pal licho misję. - Zdecydowanie się panoszą - rzuciła w konspiracyjnym szepcie i spoglądała na przyjaciela wyczekująco.
- Ostatnio czytałam, że niewyspani mamy o 40% mniejszą zdolność przyswajania wiadomości, wiesz? I w ogóle straszne rzeczy się dzieją jak śpimy za mało. I teraz mam koszmary. Sztefan, chyba się boję iść spać - wyrzuciła z siebie  Brandy, spoglądając na przyjaciela przerażonymi oczami, a nawet delikatnie wzdrygnęła się jak gdyby przypomniał się jej jeden z koszmarów. Rzuciła wszystko na jedną szalę, mówiła co jej ślina na język przyniesie i szczerze łudziła się, że to wywoła pożądaną rekację ze strony przyjaciela - jak teraz się nie uda, to koniec. - Ej, ale przecież Frankenstein miał żonę, cnie? - zapytała niewinnie, chociaż doskonale wiedziała, co jej przyjaciel miał na myśli. Nie zmienia to faktu, że to Frankenstein był doktorem, który stworzył potwora, nie samym potworem. Na wspomnienie o zielarstwie tylko machnęła ręką. Nie miała siły, by teraz o tym myśleć. Teraz potrzebowała i pragnęła innych wrażeń.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Skąd : Plymouth
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 149
  Liczba postów : 84
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15147-caspar-whitley#404082
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15162-lece-bo-chce?nid=4#404143
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15163-poczta-kaparka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15157-caspar-whitley




Gracz






PisanieTemat: Re: Balkon nad dziedzińcem   Pon Wrz 25 2017, 19:46

Ciągle wpatrywał się w uczniów zgromadzonych na dziedzińcu, kątem oka zerkając co jakiś czas na Brandy. Znając ją, zaraz powinna wymyślić coś, czego nikt by się nie spodziewał. Pytanie brzmiało – co? Caspar był przygotowany na wiele. Oczekiwał oberwania pięścią w łeb, jakiejś cicho wymamrotanej klątwy, upartej ciszy albo przezwisk, ale nie spodziewał się, że Brandy nazwie go Sztefanem. To jakaś zmodernizowana wersja Stefana? Gryfonka pierwszy raz palnęła coś takiego i zastanawiał się, czy jest to jeden z jej kolejnych fetyszy czy może po prostu naczytała się ostatnio zbyt dużo książek. Westchnął ciężko, ale zaraz parsknął śmiechem. Sztefan! Jesteś pan zwykły cham i prostak. Nie ma w tobie ani krzty z dżentelmena. Jestem absolutnie zdegustowana! Caspar słuchał tej tyrady z politowaniem, doskonale wiedząc, że Brandy nie mówi tego całkiem poważnie. Brakowało tylko, aby pokazała mu język, tupnęła nóżką i odeszła z teatralną miną, zupełnie jakby parodiowała jedną z tych upartych Ślizgonek. Albo Carmen.
Zdecydowanie wolę, jak nazywasz mnie idiotą. Gryfonki mają to do siebie, że nazywają idiotami każdego mężczyznę, który nie jest obiektem ich westchnień. To trochę ciężkie. Swoją drogą, kto w tych czasach jest dżentelmenem? Spotkałaś ostatnio jakiegoś w Hogwarcie, Brandy? Wzięłaś dla mnie autograf? – spytał Whitley, a uśmiech nie schodził z jego ust ani na chwilę. Nawet gdy widział tę komiczną minę Brandy opanował wybuch śmiechu i po prostu pokręcił głową, zaraz zaczynając bawić się jej bujną czupryną. Lubił te jej niesforne loczki. Owinął sobie kosmyk jej włosów na palec. Doskonale pamiętał, jak w pierwszej klasie uważał, że używa zaklęć, aby otrzymać taki efekt. Zdanie zmienił w momencie, gdy spędziła u niego wakacje i codziennie rano wychodziła ze swojej sypialni zupełnie nieogarnięta i zaspana, z każdym włosem odstającym w inną stronę, czyli... w sumie wyglądała jak zwykle. – A co ci się nie podoba w słowie "baba"? Baba, kobieta, dziewczyna, to dokładnie to samo – wzruszył Caspar ramionami, nie do końca rozumiejąc oburzenie przyjaciółki. Baby, ach, te baby... Chyba tak to leciało? Już miał dodać coś jeszcze, ale Powell zaczęła go parodiować. Na początku zaśmiał się pod nosem, ale zaraz wciął się jej w słowo cieniutkim, imitującym żeński, głosikiem. – Czemu nie możesz być rudy, Caspar, rudy kolor to taki męski kolor, żadna kobieta cię nie zechce, no chyba że taka baba jak ty – plótł trzy po trzy, wykrzywiając twarz niemiłosiernie. W końcu nie wytrzymał – przysunął się bliżej w stronę Brandy i oparł policzek o jej ramię, usiłując powstrzymać kolejny wybuch śmiechu. – Jesteś głupia – podsumował, skoro już nikt tu w towarzystwie nie uważał go za dżentelmena. Z kolei gdy usłyszał konspiracyjny szept tuż obok swojego ucha, wyciągnął różdżkę i zakręcił nią kółko przed nosem Brandy, znowu się prostując. – Panoszą się tak w biały dzień, co z nimi zrobimy? To musi być coś niepowtarzalnego. Dzikie tańce, pryszcze, niekontrolowane wybuchy śmiechu czy może nasłanie chmurki burzowej? Mam wrażenie, że to wszystko już było. Było? – spytał Caspar z wrednym uśmieszkiem czającym się na ustach. Brandy była idealna jako kompan do panoszenia się po Hogwarcie.
To wszystko wyjaśnia, czemu mam lepsze oceny od ciebie – palnął bez namysłu. Bo miał lepsze oceny, prawda? – No i nie wiem. Co mam ci powiedzieć? Nie bój się, będzie dobrze? Prędzej wtargnę do twojego dormitorium w przebraniu jakiejś postaci z mugolskich horrorów, które tak uwielbiasz. Nadal to czytasz? A tak na poważnie, eliksir nasenny powinien w zupełności pomóc, serio – powiedział. Wydawało mu się, że kiedyś Brandy miała jakąś fazę na horrory i bała się chodzić wieczorami po korytarzach, dlatego ciągle wysyłała mu sowy, żeby ją gdzieś odprowadził. A później przestała; może dlatego, że dorosła? Jednak dzięki temu poznał miejsce, w którym stacjonowali Gryfoni. A później nie miał wyjścia i musiał pokazać Brandy drzwi z kołatką, ale, cóż, miała problemy ze znalezieniem odpowiedzi na najprostsze pytanie kołatki. – Najpierw musiała być narzeczoną. A teraz pewnie żoną, masz rację. Czyżbyśmy mieli gotowy pomysł na najbliższe Halloween, Brandy? – uśmiechnął się Caspar dość porozumiewawczo, mając nadzieję, że myśli o tym samym co przyjaciółka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 28790
  Liczba postów : 35069
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Balkon nad dziedzińcem   Sro Wrz 27 2017, 22:24

Rozmowę przerwał im wrzask dziecka. Chwilę później korytarzem za ich plecami przebiegł zapłakany dwunastolatek. Gdy Brandy i Caspar go zatrzymali, młody nie był w stanie wydusić z siebie ani jednego pełnego wyrazu. Wskazywał tylko na drzwi w korytarzu, z którego przybiegł, wydając z siebie nieartykułowane odgłosy. Na koniec rozpłakał się jeszcze bardziej i uciekł nim zdążyli go złapać. Nie mieli chyba wyjścia, musieli sprawdzić, co go tak wystraszyło. Niepewnie, razem przekroczyli próg jakiejś opuszczonej klasy. W środku nie działo się jednak nic podejrzanego. Już mieli wychodzić, kiedy usłyszeli jakiś stukot. Chwilę potem dostrzegli, że dochodził z biurka, które teraz aż się zatrząsnęło. Wymienili spojrzenia, ale żadne nie chciało przyznać, co czuję. Pierwsza do biurka podeszła Gryfonka. Z odległości dwóch jardów otworzyła szufladę zaklęciem. Natychmiast wybuchły z niej płomienie. Po kilku sekundach stało w nich całe biurko, a ogień zaczął zajmować podłogę, zbliżając się w stronę dziewczyny.

----------------------------------------------------------------------
Kostki Brandy:
 

Jeżeli Brandy się nie uda, bogin obiera za cel Caspara i zmienia postać. Siłą rzeczy oboje wiecie już, że to bogin.
Kostki Caspara:
 

Jeżeli i tym razem się nie uda, Brandy może mieć drugą szansę, o ile wcześniej wyrzuciła razem 1, 5 lub 2,3 z nieparzystą. Widząc jak ogień zmienił postać domyśliłaś się, że to bogin i miałaś czas wymyślić strategię.
Rzuć kostką:
 

Jeżeli i tym razem się nie uda. Napiszcie pw do Gemm. Jakoś Was uratuję. Pytania też tam.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Balkon nad dziedzińcem   

Powrót do góry Go down
 

Balkon nad dziedzińcem

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 17 z 17Idź do strony : Previous  1 ... 10 ... 15, 16, 17

 Similar topics

-
» Balkon księżycowy

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogwart
 :: 
Skrzydlo zachodnie
 :: 
trzecie piętro
-