IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Dom Fredericka Bonmera

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość



avatar

Nauczyciel
Wiek : 38
Skąd : Anglia, Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 845
Dodatkowo : wilkołak
  Liczba postów : 205
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12295-frederick-alexander-bonmer#327931
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12305-50-punktow-dla-gryffindoru
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12306-yournightmare
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12307-frederick-alexander-bonmer#328001




Gracz






PisanieTemat: Dom Fredericka Bonmera   Sob Mar 19 2016, 23:14

Dom Fredericka Bonmera

Dom Fredericka mieści się na niewielkim wzgórzu, daleko poza Londynem. Oddalony jest na tyle iż nie często ktoś tu zagląda.

Dom z zewnątrz



Przedpokój



Salon



Kuchnia



Jadalnia



Łazienka



Sypialnia Fredericka



Biblioteka



Pokój Gościnny



Ogród



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 38
Skąd : Anglia, Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 845
Dodatkowo : wilkołak
  Liczba postów : 205
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12295-frederick-alexander-bonmer#327931
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12305-50-punktow-dla-gryffindoru
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12306-yournightmare
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12307-frederick-alexander-bonmer#328001




Gracz






PisanieTemat: Re: Dom Fredericka Bonmera   Nie Mar 20 2016, 11:21

Pojawili się przed jego domem po kilku sekundach. Ich przeniesienie poprzedzone było dość głośnym pyknięciem. Bonmer spojrzał na bladą twarz Vittori i poczuł iż ta mu się wyślizguje. Złapał ją mocniej za ramiona i resztkami sił wziął na ręce. Dziewczyna straciła dużo krwi co przeraziło Bonmera. Całkowicie zdjął z siebie maskę chłodnego a w jego oczach widać było po prostu strach. Już od bardzo dawna nie czuł się tak jak dzisiaj. Nie do końca wiedział co było tego powodem, czy Vittoria, czy może fakt że przez te 5 lat nie zdarzyła mu się taka sytuacja. Tym bardziej z jego własną uczennicą. Wniósł ją do domu kuśtykając, i skierował się do jadalni. Zaklęciem odsunął wszystkie rzeczy ze stołu i położył na nim dziewczynę. Z szafek natychmiast wyfrunęły bandaże, eliksiry i mugolskie lekarstwa. Bonmer spojrzał raz jeszcze na jej twarz i ujął ją w dłoń
- Oddychasz...To dobry znak...Wszystko będzie dobrze...- wyszeptał i począł rozpinać jej ubranie. Było to ułatwione zadanie bowiem dzisiaj miała na sobie koszulę. Zupełnie nie odczuwał zakłopotania tą sytuacją. Zdjął z niej całe ubranie i teraz leżała w samej bieliźnie. Że też musiał ugryźć ją w miejscu, gdzie nie miał najmniejszej ochoty zaglądać. Frederick westchnął i swoimi zimnymi dłońmi rozpiął jej zakrwawiony stanik. Rana znajdowała się dokładnie pod jej piersią i rozpościerała się wzdłuż ciała, delikatnie sięgając klatki piersiowej. Chwycił swoją różdżkę i uniósł dłonie nad ciałem nastolatki. Mimo iż był wycieńczony a ilość ran na jego ciele powodowała iż ciężko było mu się skupić, wziął głęboki oddech i zaczął wymawiać znane mu już od dawna słowa zaklęcia
- Vulnera Sanentur...Vulnera Sanentur...- rana powoli zaczynała się zabliźniać a krew która z niej płynęła cofała się z powrotem do organizmu. Bonmer wiedział że nie będzie w stanie wyleczyć jej całkowicie. Po kilku minutach na miejscu ugryzienia została tylko blizna. Ale nie była ona zwyczajną, małą blizną. Była taka jak blizny Fredericka. Mężczyzna patrząc na jej ciało poczuł się zupełnie bezsilny. Ilość emocji jaka w nim właśnie buzowała nie była do policzenia. Nauczyciel był jednocześnie wściekły na Brockway iż ta poszła za nim do Zakazanego Lasu. Powinien odjąć jej punkty! Co ją do tego skłoniło?! Z drugiej strony nienawidził się jeszcze bardziej przez to co się stało. Zniszczył jej życie...już nigdy nie będzie takie jak wcześniej. Będzie cierpiała...tak jak on. Nigdy nie chciał by ktokolwiek musiał czuć to samo. Czuł że powoli jest emocjonalnym wrakiem, mimo iż wcześniej nie miał się dobrze, teraz czuł się jeszcze gorzej.
Po opatrzeniu ugryzienia które starannie zabandażował, zabrał się za mniejsze rany i odrapania na ciele uczennicy. Użył eliksiru Czyszczącego rany na pomniejsze rozcięcia w okolicy brzucha oraz łydek. Poza tą paskudną blizną, wyglądała całkiem dobrze. Nic nie wskazywało na to żeby stało się coś poważniejszego. Vittoria spała i nie było wiadomo kiedy się obudzi.
Gdy skończył bandażowanie ostatniej rany, zabrał się za swoje rozcięcia. Przez całą tą sytuację zupełnie zapomniał o tym że on również jest w nie najlepszej kondycji. Całe ciało piekło go niemiłosiernie a materiał koszuli zdążył poprzyklejać się do krwawiących ran. Nauczyciel zdjął koszulę, zaklęciem pozamykał uciążliwe rany i wypił eliksir wzmacniający. Nie pomógł on zbytnio ale chociaż dodał mu nieco siły.
Wziął pół nagą Vittorię na ręce i zaniósł ją do swojej sypialni. Chciał mieć ją na oku a tam było to najbardziej możliwe. Co prawda posiadał jeszcze pokój gościnny ale zrezygnował z niego. Wyciągnął z szafy jedną ze swoich koszul i ubrał Pannę Brockway, bo jej ubrania zupełnie się do tego nie nadawały. Położył ją w swoim łóżku, dokładnie okrył kołdrą i czekał.
___________________________________________________

Minęły trzy długie dni a ona w dalszym ciągu spała. Wyglądała tak niewinnie, nieświadoma tego co czeka ją podczas kolejnej pełni. Frederick w tym czasie starał się normalnie funkcjonować. Uprał brudne ubrania nastolatki poza, koszulą która nadawała się tylko do wyrzucenia. Liczba dni pozwoliła mu na uwarzenie kilku eliksirów wzmacniających, które Vittoria będzie musiała wypić po przebudzeniu się. Właściwie na niczym nie mógł się do końca skupić. Chodził po domu, a żaden jego zakątek nie dawał mu ukojenia. Noce które spędził na fotelu w swoim pokoju, były nie przespane. Ciągle nad nią czuwał. Nigdy nie robił czegoś takiego. To uczucie...nawet nie umiał określić co to było, kazało mu cały czas być przy niej. Prawie niczego nie jadł. Jego organizm wyraźnie to odczuł ale Frederick ignorował ten fakt. Czuł że jest przemęczony, a mimo to siedział godzinami przy nastolatce i wpatrywał się w jej spokojną twarz, pogrążoną w śnie.
Przysunął fotel bliżej łóżka na którym leżała i oparł się o jego krawędź. Siedział tak oparty przez parę dobrych godzin. Po jakimś czasie oczy zaczęły mu się zamykać i opierając się o swoje ręce zasnął przy jej łóżku.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Skąd : USA, Moira
Galeony : 582
Dodatkowo : wilkołak
  Liczba postów : 1123
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12242-vittoria-brockway
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12245-szufladki-titi
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12243-poczta-titi
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12244-vittoria-brockway




Gracz






PisanieTemat: Re: Dom Fredericka Bonmera   Nie Mar 20 2016, 12:07

Ostatnie co pamiętała, to las. Szła przez niego trzymając się za przeraźliwie bolący ją bok. Potem... Potem chyba siedziała nad profesorem. Dotykała jego nagiego ramienia. Próbowała go obudzić. Obraz zaczął się zamazywać. Słyszała słowa, które nie były dla niej zrozumiałe z powodu przytkanych uszu. Podniósł ją, a cały swój ciężar oparła na jego ciele. Potem nie było już nic. Tylko ciemność. Ciemność przerywana raz na jakiś czas snem lub raczej koszmarem. Spała bardzo długo, wydając się być kompletnie bez świadomości. Mimo to co jakiś czas jej ciało trzęsło się, a ona sama wydobywała z siebie jęki, słowa bez większego znaczenia. Zaciskała mocniej dłonie na pościeli. I choć było widać jak wiele strasznych rzeczy dzieje się w jej głowie, to nie potrafiła się obudzić. Ciało było na to zbyt słabe. Więc spała. Spała czekając na kolejny i kolejny sen.
Mijały minut. Godziny. Dni. Zadawało się, że Vittoria już nigdy się nie obudzi. Szczególnie, że między drugim a trzecim dzień jej ciałem przestały władać nieprzyjemne wizje, a sen stał się spokojny, nieprzerwany. Jednak mężczyzna tak bardzo o nią dbał, że było takiej możliwości. Musiała dość do siebie. I po tak wielu momentach jego zaniepokojenia w końcu otworzyła oczy. W pierwszy momencie poraziła ją światło, to też przymknęła je z powrotem. Minęło kilka chwil nim ponownie podjęła próbę spojrzenia w sufit. Tym razem się udało. Zamrugała swoimi dużymi, niebieskimi ślepiami. Przez chwilę zastanawiała się, gdzie tak właściwie jest. Nie wyglądało to na jej mieszkanie. Ani na dormitorium. Dlaczego nie śpi u siebie? Jej świadomość była otępiała, ale nie potrzebowała dużo czasu, by przed oczami jeszcze raz zobaczyć obraz tej nocy. Las. Pełnia. Wilkołak. Strach. Panika. Ból. Krew.
Vittoria usiadła gwałtowanie i to był błąd. Od razu zakręciło jej się w głowie, a bok zakuł nieprzyjemnie... Nie, to za mało powiedziane. Ból był tak ogromny, że zdawał się wręcz rozdzierać jej całe ciało. Otworzyła szeroko oczy by zaraz potem mocno zacisnąć powieki. Oparła się ramionami za sobą i odetchnęła kilka razy głęboko. Musiała się uspokoić... Nic jej nie pomoże panika. Zapewne jest w Skrzydle Szpitalnym. Jednak to miejsce wyglądało jak zwykłe mieszkanie. Gdy natomiast spojrzała w prawo wszystko powoli zaczęło się wyjaśniać. Ujrzała śpiącego na brzegu łóżka nauczyciela. Jak długo tu siedział? Jak długo była nieprzytomna? Co się w tym czasie działo?    Patrząc na Fredericka jej dłoń automatycznie przesunęła się na bolący bok. To był błąd. Pod palcami poczuła jakiś strukturalny materiał, a dotknięcie rany nawet przez niego wywoałało kolejną falę bólu. Syknęła pod nosem. Spojrzała po sobie. Koszulka? Uniosła ją delikatnie i ujrzała porządnie zabandażowaną ranę. Zapewne kilka razy musiał zmieniać opatrunek. Skoro tak bolało, to na pewno niejednokrotnie rana otwierała się na nowo. Jednak to, że w czasie tego zapewne była w większości nago jakoś do niej nie docierało. Było w tym momencie mało ważne.
Przymknęła na chwilę oczy czując, że ponownie robi jej się słabo. Nie zamierzała po raz kolejny stracić świadomości. Nie mogła na to pozwolić póki nie zrozumie, co się wokół niej dzieje. Czuła się otępiała. Położyła się, a jedną ze swoich dłoni położyła na włosach mężczyzny. Zmierzwiła je delikatnie. Nie wiedziała czemu, ale jakoś trudno było jej go obudzić. Wydawał się równie zmęczony. Miał podkrążone oczy i był równie blady jak jej dłoń. Może zrobił wszystko, by cofnąć efekt ugryzienia? Może nic jej nie będzie? Zostanie jej tylko blizna, która za jakiś czas zblednie? Nadzieja. Ilość pytań, które kłębiły się w jej głowie zdecydowały, by dłoń która przez jakieś 10 minut głaskała go po włosach przeniosła się na policzek, w który bardzo delikatnie poklepała mężczyznę.
- Frederick... - Powiedziała w miarę głośno. Jej głos był zachrypnięty, zdawał się trochę skrzypieć. Męczyło ją ogromne pragnienie. Koniecznie musiała się napić - Panie Bonmer - Powtórzyła chwilę później chcąc być pewną, że ją słyszał.


Ostatnio zmieniony przez Vittoria Brockway dnia Pon Mar 21 2016, 20:01, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 38
Skąd : Anglia, Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 845
Dodatkowo : wilkołak
  Liczba postów : 205
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12295-frederick-alexander-bonmer#327931
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12305-50-punktow-dla-gryffindoru
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12306-yournightmare
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12307-frederick-alexander-bonmer#328001




Gracz






PisanieTemat: Re: Dom Fredericka Bonmera   Nie Mar 20 2016, 12:34

Sen w który teraz zapadł był mu bardzo potrzebny. W końcu odprężył się a jego ciało czuło ukojenie. Pomimo dość nietypowej pozycji było mu wygodnie. Śniło mu się że ktoś głaszcze go po włosach, ten gest spowodował jeszcze większe rozluźnienie i spokój. Czuł się jak mały chłopiec...ale to nie było nic złego. Ta sielanka nie miała trwać jednak długo. Ręka która co jakiś czas mierzwiła jego włosy nie była wyśniona. Była zupełnie prawdziwa na co wskazywała jej temperatura. Gdy poczuł lekkie klepnięcie, otworzył przekrwione oczy i uniósł głowę. Chwycił rękę dziewczyny i spojrzał na jej twarz. Była ciepła. Uff. Żyła, pomimo tego że była blada jak ściana Bonmer cieszył się.
- Vittoria... Jak się czujesz?- wyszeptał i wbił swoje ciemnozielone oczy w uczennicę. Wyglądała na zmęczoną pomimo tak długiego snu. Nic dziwnego, zapewne nie był on dla niej przyjemny. Frederick dokładnie pamiętał noc po swojej pierwszej przemianie. Trwała ona znacznie dłużej niż się spodziewał, jednak nie wiedział ile czasu spędził w lesie ponieważ nikt nie był w stanie mu powiedzieć. Był zupełnie sam. Koszmary, z jakimi przyszło mu się zmierzyć, powodowały że chciał jak najszybciej wyrwać się z tego snu.
Gdy dziewczyna poprosiła o szklankę wody. Podniósł się z fotela i kuśtykając, poszedł do kuchni. Nie miał siły nawet na czary. Wyjął szklankę z szafki, odkręcił butelkę z wodą i napełnił naczynie. Wziął ze sobą również tacę z przygotowanym wcześniej śniadaniem. Jeszcze ciepłe naleśniki a obok nich miseczka z dżemem. Wychodząc z pomieszczenia zabrał ze sobą eliksiry dla dziewczyny.
Gdy wchodził czuł na sobie jej wzrok. Nie potrafił odszyfrować jej uczuć w tym momencie i chyba nie chciał wiedzieć jak bardzo go nienawidzi. Z resztą nie obchodziło go to. Chciał tylko żeby poczuła się lepiej. Znów przywdział swoją chłodną maskę, nie chciał aby widziała go w innym stanie niż w szkole podczas zajęć. Utrzymanie tej maski stało się trudniejsze niż przypuszczał.
Podszedł do łóżka, usiadł ponownie na fotelu i podał Vittori szklankę z wodą. Na szafce postawił eliksir i syknął gdy rana na jego ramieniu zapiekła.
- Gdy wypijesz wodę i zjesz śniadanie, wypij ten eliksir. Wzmocni Cię trochę...-wziął głęboki oddech i wbił wzrok w podłogę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Skąd : USA, Moira
Galeony : 582
Dodatkowo : wilkołak
  Liczba postów : 1123
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12242-vittoria-brockway
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12245-szufladki-titi
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12243-poczta-titi
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12244-vittoria-brockway




Gracz






PisanieTemat: Re: Dom Fredericka Bonmera   Nie Mar 20 2016, 12:54

Widziała, że się budzi. Jego twarz przestała być taka spokojna, a mężczyzna nagle otworzył oczy. Gdy tak nagle złapał ją za rękę momentalnie zadrżała. Nie był to strach, a raczej zaskoczenie. To było dziwne. Mimo iż widziała go w najgorszej możliwej postaci. Mimo iż zaatakował ją, zrobił jej niewybaczalną krzywdę... To nie bała się go. Była pewna, że teraz nie zrobi jej krzywdy. Szczególnie, że kompletnie nielogiczne byłoby bać się o swoje życie, kiedy tak dokładnie ją opatrzył. Gdy leżała najprawdopodobniej w jego łóżku, w jego własnej koszulce. Spoglądała na niego. Mimowolnie zacisnęła dłoń na jego skórze wypuszczając wcześniej wstrzymane powietrze.
- Nie wiem. Dziwnie... Chyba dobrze – Taka była prawda. Przede wszystkim jednak czuła się słabo, ale to chyba pełni normalne po takim wypadku. Poza tym mrowienie w boku i lekkie odrętwienie ciała spowodowane bezruchem, ale nie było sensu już o tym opowiadać. Na pewno było lepiej niż wtedy, w lesie.
Gdy przyniósł jej tackę zarówno z wodą jak i śniadaniem oczy przez chwilę jej się zaświeciły. Podniosła się powoli do pozycjo siedzącej opierając się plecami o masywne oparcie łożka. Dopiero teraz poczuła jak bardzo jest głodna szczególnie, że naleśniki pachniały naprawdę ładnie.
- Dziękuję – Uśmiechnęła się do niego bardzo niepewnie. Niemal natychmiast sięgnęła po wodę i łapczywie wypiła całą. Odstawiając pustą szklankę otarła usta. Widząc, że mężczyzna, tak jak przypuszczała nie jest w pełni sił natychmiast się odezwała.
- Obiecaj, że zaraz pójdziesz się położyć – Dlaczego zaraz? Miała do niego tak wiele pytań. Nie wytrzymałaby gdyby musiała jeszcze czekać. Już i tak zbyt długo czekała. I dlatego po pierwszym kęsie naleśnika z ich ust wydobyło zapytanie o kilka najważniejszych spraw.
- Powiedz mi... Jak długo spałam? I co ważniejsze, opatrzyłeś mnie. Udało Ci się to... To odkazić, prawda? Nic mi nie będzie? - Ta nadzieja w jej oczach była tak ogromna. Nawet na chwilę nie oderwała od niego spojrzenia czekając na odpowiedź. Była przekonana, że powie jej, że już wszystko jest dobrze. Kilka dni poleży, a potem wróci do zamku jak gdyby nigdy nic. Czekała. Jak na sąd ostateczny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 38
Skąd : Anglia, Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 845
Dodatkowo : wilkołak
  Liczba postów : 205
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12295-frederick-alexander-bonmer#327931
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12305-50-punktow-dla-gryffindoru
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12306-yournightmare
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12307-frederick-alexander-bonmer#328001




Gracz






PisanieTemat: Re: Dom Fredericka Bonmera   Nie Mar 20 2016, 16:05

Bonmer dostrzegł w jej oczach uczucie którego nie powinno tam być. Nie widział w nich strachu, było to dla niego dziwne i niezrozumiałe zważając na to że o mało jej nie zabił. Ale może to i dobrze, przynajmniej nie będzie miał problemów z histerią i próbami ucieczki. Gdy mocniej chwyciła jego dłoń począł gładzić jej wierzch swoim kciukiem. Była ciepła i delikatna.
Na dźwięk jej słów, uspokoił się nieco i rozluźnił. Wszystko było w porządku. Co prawda będzie czuła się obolała ale to minie z czasem. Nie umknął jego uwadze sposób w jaki spojrzała na jedzenie. Nawet w duchu zaśmiał się z radości. Nic dziwnego że spoglądała na naleśniki jakby nie jadła tydzień. Będzie musiał zrobić zakupy bo zawartość lodówki skurczyła się przez tych kilka dni. Sam Bonmer również dużo jadł czego zupełnie nie było po nim widać.
- Proszę.-rzucił krótko i dalej wpatrywał się w uczennicę, jakby zaraz znów miało się coś stać. Na wszelki wypadek, miał przygotowane potrzebne lekarstwa. Frederick jedną dłonią przetarł swoje zmęczone oczy i ziewnął. Naprawdę potrzebował snu. Czuł że jego ciało zaczyna odmawiać wykonywania najmniejszej czynności. Ale zanim pójdzie musi zmienić opatrunki Vittori, a i ona zapewne ma kilka pytań na które musi dostać odpowiedź. Słysząc jej pytanie, odchrząknął i spojrzał na nią wymownie. Nawet nie zwrócił uwagi na to iż zwracała się do niego po imieniu.
-Obiecuję. Ale jest pewna sprawa którą muszę się zająć jak zjesz...Ekhmm...trzeba zmienić opatrunek...- oparł się o fotel i wziął głęboki oddech. Wraz z nim poczuł że jedna z jego ran ponownie się otworzyła i zaczęła moczyć bandaż. W takim razie czekają go dwie zmiany opatrunku. Na bladej twarzy Vittori dostrzegł niemały rumieniec. Zapewne wolałaby teraz spać, niż żeby jakiś profesor obmacywał ją tam gdzie nie należy. Dla niego nie był to problem, tylko zwykła zmiana bandaży, a kobiece ciała widział już wcześniej. Zatem nie była to dla niego nowość. Jedyną nowością było to, że była jego uczennicą.
Po chwili milczenia padło pytanie na które nie chciał odpowiadać, bo wiedział że nie da jej zadowalającej informacji. Gdy spojrzał w jej duże, niebieskie oczy przepełnione nadzieją coś się w nim złamało. Nagle cała ta silna osobowość gdzieś zupełnie zniknęła. Musiał powiedzieć jej prawdę.
-Vittorio ja...opatrzyłem Cię to prawda. Wyczyściłem ranę na tyle, na ile to było możliwe, ale...to niczego nie zmieniło.- powiedział starając się utrzymać jednolity ton głosu i spuścił wzrok.
-Przykro mi...- wbił swoje ciemnozielone oczy w podłogę. W pokoju zapanowała niezręczna i nieprzyjemna cisza.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Skąd : USA, Moira
Galeony : 582
Dodatkowo : wilkołak
  Liczba postów : 1123
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12242-vittoria-brockway
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12245-szufladki-titi
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12243-poczta-titi
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12244-vittoria-brockway




Gracz






PisanieTemat: Re: Dom Fredericka Bonmera   Nie Mar 20 2016, 18:02

Vittoria wprawdzie dużo, ale była bardzo głodna. Ciekawe, czy to wynika również z tego kim się stała. Właściwie, to bardzo niewiele widziała o wilkołakach. Miała świadomość jak zarażają innych swoją chorobą i że podczas każdej pełni przemieniają się w porośnięte futrem, niebezpieczne monstra polujące na ludzi. Nigdy nie potrzebowała niczego się o tym dowiadywać, a i jakoś szczególnie nie fascynowały ją magiczne stworzenia. Teraz wszystko będzie inaczej. Wystarczyłą jedna, jedyna noc by cały jej świat posypał się jak puzzle. Jednak teraz, jedząc naleśnika... Wciąż jeszcze miała ten swój malutki promyczek nadziei.
Kiedy usłyszała o zmianie opatrunku w pierwszej chwili kiwnęła głową tak, jakby to było coś normalnego. Potem dopiero się zastanowiła. Przecież jej rana była... Momentalnie na jej twarzy pojawił się rumieniec.
-Nie trzeba. Ja sobie na pewno poradzę. Zresztą musisz zająć się sobą - Nigdy nie miała problemów w pokazywaniem się mężczyzną – marna z niej cnotka niewydymka. Ale świadomość, że miałby ją rozebrać nauczyciel... A nawet, że już to zrobił! Jakoś tak od razu ją krępowała. Nawet jeśli zignorowała wszystkie konwenanse i mówiła do niego per „Ty”, to jednak wciąż był profesor eliksirów z jej szkoły. Wciąż ją będzie uczył. O ile... O ile będzie mogła wrócić do Hogwartu.
- Czyli... - Tylko tyle była w stanie wydukać. Czyli stało się. Za miesiąc stanie się z nią to samo, co z Bonmerem w tym lesie. Przeistoczy się w... w Wilkołaka. W jej głowie pojawił się kłąb okropnych myśli. Już zawsze będzie niebezpieczna. Nie będzie mogła ufać sama sobie. Nie powinna żyć wśród ludzi, bo może im zrobić to, co Frederick jej. Nigdy nie będzie mogła z kimś żyć na stałe, bo może go skrzywdzić. Nigdy nie będzie mogła mieć dzieci. Każdej pełni będzie musiała zaszywać się w samotności. Całe życie będzie już tylko czekaniem. Na pełnię. Na świt. Na śmierć...
- Proszę Cię wyjdź... Zostaw mnie samą – Tylko tyle była w stanie z siebie wydusić. Jej głos się łamał. Opuściła głowę zaciskając mocno palce na kołdrze. Wpatrywała się tępo w jej materiał, na który chwilę później spadła pierwsza kropla, druga. Łzy płynęły jej ciurkiem po policzkach, a ona sama trzęsła się. Pilnowała, by nie było tego słychać. Już żaden dźwięk nie wydobył się z jej ust.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 38
Skąd : Anglia, Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 845
Dodatkowo : wilkołak
  Liczba postów : 205
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12295-frederick-alexander-bonmer#327931
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12305-50-punktow-dla-gryffindoru
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12306-yournightmare
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12307-frederick-alexander-bonmer#328001




Gracz






PisanieTemat: Re: Dom Fredericka Bonmera   Nie Mar 20 2016, 21:23

Doskonale zdawał sobie sprawę iż zniszczył jej życie. Była taka młoda, nie powinna zawracać sobie głowy takimi problemami. Powinna być wolna od jakichkolwiek problemów. Wyraz jej twarzy mówił wszystko. Ona wie, że nie ma odwrotu. Boi się, że będzie krzywdziła innych. Frederick doskonale wiedział co w tej chwili czuła. W końcu sam przeżywał ten koszmar kilka lat temu. Odwrócił się od każdej osoby która była mu bliska, odciął się od świata. Pierwsze kilka lat będzie dla niej koszmarem, najtrudniejszym okresem w życiu. Później co prawda będzie lepiej, ale nadal ból pozostanie. Nigdy nie minie. Na dźwięk jej słów, wstał z fotela, spojrzał na trzęsącą się dziewczynę i odwrócił się. Spokojnym krokiem wyszedł z pomieszczenia. Chciał być sam, zmęczenie momentalnie minęło. Czuł jak jego dusza jest ciągnięta na samo dno, przez poczucie winy. Nie mógł opanować swoich emocji. Miał wrażenie że jednocześnie jest zupełnie z nich wyssany a z drugiej wszystkie mieszały się. Nie wiedział jak sobie z tym poradzić. Swoje kroki skierował do biblioteki. Tam najwygodniej mu się myślało, mógł zebrać cały ten bajzel do kupy. Zamknął za sobą drzwi i podszedł do okna. Wszystko, każdy element świata wręcz krzyczał do niego.
*Zniszczyłem jej ciało. Teraz już zawsze będzie tak wyglądała. Wraz z kolejnymi pełniami liczba blizn będzie się powiększała. Znienawidziła mnie. Na pewno. Z resztą co mnie to obchodzi. Nie zależy mi na jej przyjaźni. Jestem nauczycielem... potworem. Nie potrzebuję nikogo. Będzie bała się kontaktów z ludźmi, z pewnością zauważą że coś jest nie tak. Nie może nikomu o tym powiedzieć.* tysiące myśli bombardowały jego głowę. Był na skraju wytrzymałości psychicznej. Spokojny i ułożony świat, w momencie runął i rozsypał się w drobny mak. Bonmer wyciągnął z szafki butelkę Ognistej i nalał niemal pełną szklankę. Przyłożył ją do ust i wypił połowę jej zawartości. Nie wiedział co ma ze sobą zrobić.
*To wszystko jej wina! Wścibska dziewczyna! Mogła mnie nie śledzić, co jej strzeliło do głowy! Czy sytuacja w gabinecie nie przywiodła jej na myśl że mogę być niebezpieczny!? Nie codziennie widuje się takie rany, a na lekcji o wilkołakach na pewno mieli coś na ten temat. Dlaczego za mną poszła? Kurwa mać!*
Jego dotychczas zbierające się emocje wystrzeliły w przypływie złości. Dopił Ognistą i rzucił szklanką w ścianę. Szkło rozsypało się w drobny mak a Bonmer wydał z siebie głośnykrzyk. Począł demolować pokój, książki które stały spokojnie na półce wylądowały na podłodze. Nauczyciel chwycił butelkę z alkoholem i upił pięć dużych łyków. Wziął duży zamach i rozbił lampę, której kawałki znalazły się w każdym kącie biblioteki. Musiał się wyżyć a zdemolowanie pomieszczenia wydało mu się, na ten moment idealnym pomysłem do rozładowania emocji.
*Zniszczyłeś ją. Nienawidzi Cię. Jej życie zapełni tylko śmierć i ból. Znienawidzi swoje ciało. Całą siebie.*
Dopił Ognistą i podszedł do okna. Spojrzał przez nie i bez zastanowienia rzucił w nie pustą butelką. Dźwięk rozbijanej szyby rozległ się po całym domu. Nic go nie obchodziło. Miał w dupie cały ten bałagan, całą tą sytuację. Nie czuł nic, prócz poczucia winy. Osunął się na ziemię, uderzając głośno kolanami o parkiet.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Skąd : USA, Moira
Galeony : 582
Dodatkowo : wilkołak
  Liczba postów : 1123
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12242-vittoria-brockway
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12245-szufladki-titi
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12243-poczta-titi
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12244-vittoria-brockway




Gracz






PisanieTemat: Re: Dom Fredericka Bonmera   Nie Mar 20 2016, 21:44

Kiedy wyszedł pękła. Przestała się hamować. Nim odszedł mógł przez drzwi usłyszeć jeszcze jej cichy szloch. Nie była w stanie zapanować nad swoimi emocjami. To wszystko było straszne. Nie wiedziała co ma teraz zrobić. Powinna stąd pójść. Pójść jak najszybciej. Podniosła się z łóżka rozglądając się za swoimi ubraniami. Nie była wstanie ustać na nogach, to też niemal od razu upadła pupą na pościel. Zakryła twarz dłońmi i położyła się na własnych kolanach nie zważając na to, jak bardzo było to głupie ze względu na będącą przy boku ranę. Strasznie ją bolało, ale emocje tak bardzo nią targały, że nawet to przestało być ważne. Zresztą, co to za różnica. Nie powinna tego przeżyć. Śmierć była byłaby lepsza! Lepsza niż życie jako potwór. Powinna się zabić. Był tylko jeden problem. Nie miała odwagi. Jeszcze raz próbowała wstać, ale i tym razem bez skutecznie. Zsunęła się po brzegu łóżka siadając na ziemi i opierając się o nie. Wciąż płakała. Chyba dobre pół godziny zajęło jej nim zaczęła się uspokajać. A może po prostu zabrakło jej łez?
Z ciężkim oddechem sięgnęła z ziemi po eliksir wzmacniający, który jej zostawił. Wypiła go w całości mając nadzieję, że dzięki temu da radę dojść chociaż do łazienki. Odczekała chwilę aż jego działanie przyjemnie rozpłynie się po jego ciele.
Podniosła się z ziemi i wyszła z pokoju. Otworzyła pierwsze lepsze drzwi, które wydawały jej się prowadzić właśnie do łazienki. Oparła się o umywalkę by spojrzeć w lustro. Wyglądała strasznie. Jej zazwyczaj ładnie ułożone włosy obecnie były zmierzwione. Czuła się brudna. Będzie musiała się wykąpać i powinna to zrobić u siebie. Jednak teleportacja nie wchodziła w grę. Było pewnie, że nie ma na to tyle siły, by się nie rozszczepić. W lustrze dostrzegła również swój bok. Krew przeszła przez bandaż plamiąc również koszulkę mężczyzny. To zapewne przez to iż kilka razy naciągnęła to miejsce. Pewnie tylko pogorszyła stan tej rany. Chciała... Chciała ją zobaczyć. Powoli rozwiązała opatrunek, ale to, co pod nim ujrzała momentalnie wywołało u niej mdłości. Bardzo nieumiejętnie zawinęła się z powrotem. Była fatalną uzdrowicielką, a to, że panu Bonmerowi wtedy pomogła było czystym przypadkiem.
Właśnie. Frederick. Właśnie wtedy usłyszała dźwięk rozbijanego szkła. Dochodził z pomieszczenia, którego drzwi były kawałek dalej. Przełknęła ślinę i podeszła bliżej. Dotknęła klamkę, ale jakoś nie mogła się przemóc, by je otworzyć. Nie była pewna, co może dziać się w środku. Szczególnie, że dźwięki, które się stamtąd wydobywały zdecydowanie nie zachęcały do wejścia. Cofnęła się o kilka kroków i zawróciła. Miała odejść z powrotem do sypialni ale... Nie umiała. Cholera jasna. Nie rozumiała swoich własnych uczuć, reakcji. Wszystko stawało się dla niej obce. Westchnęła. Spojrzała tempo przed siebie i w pewnym momencie jej twarz straciła cały swój wyraz. Jakby wszelkie uczucia gdzieś odleciały.
Co Ci się niby może stać Vittoria? Zostałaś potworem. To nie ty powinnaś się tu bać. Gorzej już nie będzie.
Otworzyła drzwi do tajemniczego pokoju. Widząc, co w środku się dzieje zamrugała dwa razy. Jakby przez pomieszczenie przebiegło tornado. Lub ktoś wściekły, niebezpieczny, nieobliczalny. Jedna z tych wersji była zdecydowanie bardziej prawdopodobna szczególnie, że pośrodku pokoju klęczało jej fatum. Zrobiła kilka kroków zgrabnie omijając szkło, książki, strzępki stron. Gdy była już blisko niego kucnęła zaraz obok starając się nie zginać zbyt bardzo tułowiu. Nie odezwała się. Po prostu patrzyła na mężczyznę. Bez uśmiechu, ale również bez strachu. Z przerażającym wręcz spokojem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 38
Skąd : Anglia, Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 845
Dodatkowo : wilkołak
  Liczba postów : 205
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12295-frederick-alexander-bonmer#327931
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12305-50-punktow-dla-gryffindoru
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12306-yournightmare
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12307-frederick-alexander-bonmer#328001




Gracz






PisanieTemat: Re: Dom Fredericka Bonmera   Nie Mar 20 2016, 22:14

Siedział tak w samotności i czuł, że emocje powoli opuszczają jego ciało. Cały ten wulkan który wybuchnął jeszcze kilka minut temu, powoli gasnął. Ani złość ani poczucie winy nie znalazło miejsca w jego głowie. Nie czuł zupełnie nic. Wszystko było dla niego obojętne, nie zależało mu na niczym. Obiecał sobie że nigdy nikogo nie skrzywdzi i złamał tę obietnicę. Zrobił coś wbrew sobie a teraz jego psychika odwdzięcza mu się z nawiązką. Zwiesił głowę i wpatrywał się w podłogę nic nie mówiąc. Jego oddech stał się nieco wolniejszy a serce przestało bić jak oszalałe. W tej ciszy dało się słyszeć naciskanie klamki i czyjeś kroki. Nikt inny poza nią nie przebywał w jego domu więc to musiała być Vittoria. Zapewne usłyszała całe to zajście. Czuł że zbliżała się z każdym krokiem, a każdy przebyty przez nią centymetr pomieszczenia zwiększał w nim złość. Nie miał siły nawet krzyczeć. Podeszła do niego i zwyczajnie kucnęła. Bonmer nie odrywał wzroku od podłogi, na jego twarzy nie gościła żadna z emocji. Oczekiwał aż dziewczyna coś powie, jednak ta milczała. Może i dobrze. Nie chciał wysłuchiwać, rewelacji na swój temat. Jaki to jest zły i niedobry. Cały ten syf to wina ich obojga. Było słychać tylko bicie ich serc i wydychane powietrze. Cisza jaka panowała w bibliotece wydawała się najgłośniejszą ciszą w jego życiu. Powoli przeniósł swój wzrok na dziewczynę. Jego koszula była przemoknięta krwią. Pewnie na skutek wstania z łóżka. Będzie musiał zmienić jej opatrunek, zostanie w tym nie wchodziło w grę. Wiódł swoim wzrokiem po jej ciele aż w końcu natrafił na buzię. Bladą jak ściana i niezwykle spokojną. Próbował odczytać jej myśli i emocje ale bezskutecznie.
Po co tu przyszła? Powinna go nienawidzić, nie chcieć mieć z nim do czynienia, krzyczeć odciąć się od niego. A ona najzwyczajniej w świecie dzieliła z nim tą ciszę. Zresztą, nie musi krzyczeć, Bonmer doskonale znał jej uczucia. Nie chciał tego dalej roztrząsać. Spojrzał w jej błękitne oczy i złapał ciężko oddech
- Wiem że mnie nienawidzisz...Masz do tego pełne prawo. Nie będę nawet prosił żebyś mi wybaczyła. Jestem po prostu...potworem.- odparł ze stoickim spokojem nie spuszczając z niej wzroku
- Twoja rana znów się otworzyła. Trzeba zmienić opatrunek.- wstał, otrzepał swoje ubranie z kawałków szkła i chwycił dziewczynę za ramiona stawiając ją do pionu.
- Na jakiś czas musisz tu zostać. Nikt nie może Cię zobaczyć w takim stanie. A teraz chodź za mną.-odparł i skierował kroki w stronę łazienki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Skąd : USA, Moira
Galeony : 582
Dodatkowo : wilkołak
  Liczba postów : 1123
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12242-vittoria-brockway
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12245-szufladki-titi
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12243-poczta-titi
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12244-vittoria-brockway




Gracz






PisanieTemat: Re: Dom Fredericka Bonmera   Nie Mar 20 2016, 23:05

Nie miała zamiaru mówić mu jakim jest potworem. On to wszystko wiedział i powtarzanie tego, co i tak sam myślał było po prostu bez sensu. Poza tym nie bardzo miała ochotę prowadzić pokutnego monologu, w którym to on będzie jej co chwila przytakiwał lub przepraszał. Jakie to teraz miało znaczenie? Już się stało. Nie da się już cofnąć jej głupoty. Nie może znów być w Hogwarcie obciążona tylko dylematem, czy śledzić go, czy nie. Wszystko straciło dla niej dawną wartość. Na wszystko będzie musiała spojrzeć inaczej. Oczami Fredericka. Oczami potwora.
Nienawiść... Nie odezwała się na ten temat. Owszem, wszystkie te uczucia, które przez nią przeszły od przebudzenia aż do teraz ocierały się o nienawiść. Było jednak coś jeszcze. Pierwszy raz w życiu była w stanie przyznać się do swojego błędu. I choć w ogromnej części obwiniała jego, to miała też pojęcie o swojej winie w tym wszystkim. Dlatego jej złość skupiała się przede wszystkim na niej. Była taka głupia. Kretynka.
- Jesteś pijany. Wolałabym żebyś mnie nie dotykał w tym stanie – Nie trudno było zauważyć, co robił wcześniej. Tłuczone szkło, opary alkoholu – Obiecałeś... Idź spać. Pogadamy jak wstaniesz – Podniosła się na nogi robiąc kilka krok w tył i pilnując przy tym, by nie wdepnąć nagą stopą w jakiś kawałek szkła. Przeczesała palcami włosy jeszcze bardziej je mierzwiąc. Powinna się wykąpać.
- Poza tym następnym razem się podziel. Jestem pełnoletnia i też chętnie bym się zapiła... - Dodała chwilę później. Nie pozwoli mu by teraz zmieniał jej opatrunek. Nie w takim stanie. Niech sam się najpierw ogarnie, a dopiero potem zgrywa wielkiego opiekuna.
- W takim wypadku muszę napisać dwóm osobą, że wyjechałam... W sprawach służbowych – Wyszeptała bardzo cicho. Musi poinformować Lilith i Edwarda. Na pewno się martwią. Tylko, że... Że nie powinna mieć już z nimi takiego kontaktu, jak teraz. Powinna odseparować się od nich. Żeby byli bezpieczni. Nawet nie wiedziała kiedy będzie następna pełnia. Ale znała Lilith na tyle, żeby wiedzieć iż ta łażąc za nią krok w krok w końcu nadziałaby się na ten moment. Musi się ich pozbyć. Oboje. Cóż, będzie miała długo czasu by przemyśleć jak to zrobić. Teraz na wszystko będzie miała bardzo dużo czasu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 38
Skąd : Anglia, Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 845
Dodatkowo : wilkołak
  Liczba postów : 205
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12295-frederick-alexander-bonmer#327931
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12305-50-punktow-dla-gryffindoru
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12306-yournightmare
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12307-frederick-alexander-bonmer#328001




Gracz






PisanieTemat: Re: Dom Fredericka Bonmera   Nie Mar 20 2016, 23:41

-Chyba nie sądzisz że butelka Ognistej Whisky sprawiła iż jestem pijany. Nic mi nie jest. Gdybym nago tańczył kankana z pewnością mogłabyś powiedzieć że jest ze mną coś nie tak.- odparł jak gdyby nigdy nic i złapał ją za nadgarstek. Nie kłamał mówiąc te słowa. Czuł się zupełnie normalnie. Może alkohol trochę stępił jego zmysły ale nic poza tym. Bałagan jaki panował w bibliotece można by było skojarzyć z alkoholem, ale były to zwyczajne nerwy. A ona niech nawet nie próbuje się buntować.
- Nie zostawię Cię w takim stanie. Jakbyś nie zauważyła krwawisz i to dość obficie. Nie chciał bym znaleźć Twoich zwłok jutro rano w moim łóżku.- spojrzał na nią i pociągnął w stronę łazienki. Vittoria starała się opierać ale Nauczyciel był nieco silniejszy. Zapalił światło i posadził ją na kamiennej powierzchni. Z szafki wyjął świeży bandaż i Eliksir Czyszczący Rany. Spojrzał na uczennicę i westchnął.
- Ściągnij koszulę. Chyba że chcesz abym ja to zrobił?- powiedział i odwrócił się aby ta czuła się mniej niekomfortowo. Jakby to było możliwe. W czasie gdy rozbierała się Bonmer rozwinął bandaże i odkorkował eliksir. Za jego plecami można było słyszeć że Brockway coś mówi pod nosem. Nie dość że się nią zajmował to jeszcze było jej źle. Równie dobrze mógł ją zostawić żeby się wykrwawiła w tym lesie. To co zrobiła następnie zupełnie wyprowadziła go z równowagi. Panna Brockway jak gdyby nigdy nic rzuciła w niego koszulą, która go nakryła.
Frederick ściągnął ją jednym ruchem ręki i rzucił na podłogę. Skoro ona sobie pogrywa to od nie będzie się patyczkował. Wbił swoje oczy w jej piersi a na jego twarzy pojawił się uśmieszek.
- Zważając na obecną sytuację, na Pani miejscu nie zachowywał bym się jak dziecko.- podszedł do niej bliżej i dosłownie przenicował ją spojrzeniem. Zarumieniła się i spuściła wzrok. Kucnął przy niej i począł rozwijać jej opatrunek który zupełnie przesiąkł. I ona chciała zostać w tym do rana? Dobry żart. Gdy dotknął ją swoimi zimnymi dłońmi zadrżała. Gdy spojrzał na jej buzię, ona odwróciła wzrok w milczeniu. Brudne bandaże wyrzucił, przemył ranę starając się być jak najdelikatniejszym i odkaził ją eliksirem. Czynności pozornie łatwe i krótkie, wyjątkowo dłużyły się niemiłosiernie. W końcu założył jej opatrunek i oboje mogli odetchnąć. Bonmer otulił ją szlafrokiem i bezceremonialnie wziął na ręce. Gdyby się ruszyła zapewne rana znowu zaczęła by krwawić. Zaniósł Vittorię z powrotem do sypialni i posadził na łóżku.
- Zaraz dam Ci coś do ubrania, poczekaj chwilę.- odwrócił się i podszedł do szafy wyjmując koszulkę z krótkim rękawem. Podał ją dziewczynie, a gdy była już ubrana okrył ją dodatkowym kocem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Skąd : USA, Moira
Galeony : 582
Dodatkowo : wilkołak
  Liczba postów : 1123
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12242-vittoria-brockway
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12245-szufladki-titi
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12243-poczta-titi
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12244-vittoria-brockway




Gracz






PisanieTemat: Re: Dom Fredericka Bonmera   Pon Mar 21 2016, 00:05

- Nie każ mi nigdy na to patrzeć – Skomentowała na temat jego kankana. Mimo wszystko nadal używała, że jedna butelka ognistej whisky to wcale nie jest mało i nie bardzo miała ochotę by akurat teraz ją dotykał. Widziała tą ranę. Ona naprawdę nie wyglądała dobrze. Jeszcze pogorszy to wszystko... Zamierzała wyjść z pokoju i zająć się sobą sama, ale wtedy złapał ją za nadgarstek. Spojrzała na mężczyznę z wyrzutem, ale się nie wyrywała. Wiedziała, że jest silniejszy. Jeśli będzie chciał ją do czegokolwiek zmusić, to po prostu to zrobi. Jaki więc był sens się z nim szarpać? Ledwo starczało jej energii, by stać i nie chwiać się na wszystkie strony, a to głównie dzięki eliksirowi wzmacniającemu.
- Daj spokój. Nic mi nie będzie... - Marudziła jeszcze przez chwilę trochę utrudniając mu tą wędrówkę. Mimo wszystko weszła z nim do łazienki, którą wcześniej już odwiedziła na krótką chwilę. Nie chciała po raz kolejny spoglądać w lustro. Nie mogła po tym wszystkim na siebie patrzeć. Usiadła. A czując pod sobą zimny kamień zadrżała delikatnie.
Ściągnij koszulkę? Poważnie? Czy on naprawdę myśli, że ona się przed nim tak po prostu rozbierze? Miał tyle przyzwoitości żeby się odwrócić to też w pierwszym momencie pomyślała o wyjściu stąd. Domyśliła się jednak, że jeśli nie rozbierze się sama, to on to zrobi. Na to nie mogła sobie pozwolić. Wypowiadając kilka przekleństw pod nosem ściągnęła z siebie bluzkę. Z tego wszystkiego po prostu rzuciła go tą koszulką jak jakąś szmatą, nie patrząc nawet gdzie.
- Nie jak dziecko? To może jak cholerny szczeniaczek? - Odpowiedziała mu niemal od razu. Widać było, że dziewczyna ciągle przeżywa to wszystko. Dlatego na zmianę była spokojna, poirytowana, wredna. Targały nią wszystkie możliwe emocje. Przede wszystkim te negatywne. Myślę, że minie trochę czasu nim uda jej się pozbierać i znaleźć w tym wszystkim swoje miejsce.
Mimo wszystko gdy tak patrzył na nią poczuła, że znów na jej buzi pojawił się rumieniec. Nie potrafiła go kontrolować, więc wolała opuścić głowę i już na niego nie patrzeć. Współpracowała z nim. Nie chciała by bardziej bolało. Pozwoliła zdjąć z siebie opatrunek. Nie chciała się do niego odzywać to też jedyne do przerywało jej ciszę, to cięższe westchniecie za każdym razem, gdy ją dotknął i syknięcie, gdy przemywał jej ranę. Mimo delikatności mężczyzny to i tak bolało. Już wiedziała jak on się czuł wtedy, w gabinecie.
- Mam nogi, nie musisz mnie nosić – Oczywiście gdy już ją podniósł musiała się po raz kolejny odezwać. Chyba obecnie była na etapie wyżywania na nim wszystkich swoich żali. I tym razem bez szarpaniny pozwoliła się zanieść. Wzięła od niego koszulkę, ubrała na siebie. Zacisnęła palce na dodatkowym kocu. Skąd wiedział, że jest jej zimno? Tak bardzo się nią opiekował... Nie powinien. Niczego od niego nie chciała.
- Proszę Cię tylko o pergamin i pióro. I idź spać... Nie umrę przez te kilka godzin – Chciała zostać sama. Tak już będzie wyglądało jej życie. Powinna się przyzwyczajać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 38
Skąd : Anglia, Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 845
Dodatkowo : wilkołak
  Liczba postów : 205
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12295-frederick-alexander-bonmer#327931
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12305-50-punktow-dla-gryffindoru
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12306-yournightmare
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12307-frederick-alexander-bonmer#328001




Gracz






PisanieTemat: Re: Dom Fredericka Bonmera   Pon Mar 21 2016, 00:25

Gdy poprosiła o pergamin i pióro podał jej potrzebne rzeczy i wyszedł z pokoju. Chciała być sama więc da jej tą samotność o którą prosi. Jej docinki i głupie komentarze nie robiły na nim najmniejszego wrażenia. Nie obchodziło go jej zdanie, chciał żeby doszła do siebie i nie zachowywała się jak zbuntowane dziecko. W taki sposób nie pomoże ani sobie ani jemu. Ale był przygotowany na każde zachowanie dziewczyny. Gdy stał za drzwiami mógł wreszcie wziąć głęboki, spokojny oddech. W końcu mógł zająć się sobą i doprowadzić do ładu. Bibliotekę posprząta jutro, dzisiaj nie miał ochoty tam zaglądać. Podreptał do łazienki i zdjął z siebie ubranie. Wrzucił je do kosza z brudną bielizną i wszedł pod prysznic. Temperatura wody która spływała po jego ciele była zdecydowanie najlepszym momentem dzisiejszego dnia. Bonmer przemył dokładnie małe ranki, wytarł się ręcznikiem i ubrał granatowe spodnie od dresu. Przy umywalce załatwił resztę czynności higienicznych i udał się do pokoju gościnnego. Zmęczenie które dotychczas ukrywało się gdzieś głęboko, teraz ogarnęło cały jego organizm. Frederick ziewnął i podszedł do łóżka. Wsunął się w pościel, otulił i momentalnie zasnął. Jego ciało rozluźniło się i w końcu mógł odpocząć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Skąd : USA, Moira
Galeony : 582
Dodatkowo : wilkołak
  Liczba postów : 1123
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12242-vittoria-brockway
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12245-szufladki-titi
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12243-poczta-titi
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12244-vittoria-brockway




Gracz






PisanieTemat: Re: Dom Fredericka Bonmera   Pon Mar 21 2016, 10:21

Przez cztery dni nie odezwała się do niego. Właściwie to omijała go szerokim łukiem i robiła to tak umiejętnie, że mimo mieszkania w jednym domu ich kontakt ograniczał się do wymiany opatrunków i posiłku. Jego dom był duży, więc nie było to aż tak trudne. Potrafiła snuć się po nim godzinami szczególnie, gdy on był akurat czymś zajęty.Jedyne co w tym czasie zrobiła w jego stronę to zostawiła mu kartkę z prośbą o przyniesienie jej z domu rzeczy. Mieszkała w mugolskiej dzielnicy kawałek stąd, ale nadal czuła się zbut słaba ma teleportacje. Choć dzięki jego troskliwej opiece (do której praktycznie ją zmuszał) nie zemdlala już ani razu.
Przez ten czas przeszła już chyba wszystkie możliwe stany emocjonalne. Od skrajnej rozpaczy i załamania, przez gniew i nienawiść aż po bezsilność i powolne godzinie się z rzeczywistością. Trudno było jej zaakceptować, że jej dotychczas beztroskie życie się skończyło. Szczególnie, że odcięła się od przyjaciół nie odpowiadając na żadne listy. Jakby rozpłynęła się w powietrze. Nie było jej już jakiś tydzień. Czuła, że ten czas który spędzi w jego domu sprawi, że nie będzie już miała do czego wracać...
Był wczesny ranek, a ona zamiast spać siedziała w ogrodzie wpatrując się tępo w przestrzeń. Obudził ją kolejny koszmar. Im było ich więcej tym stawały się bardziej realistyczne. Dlatego zamiast kłaść się ponownie wolała usiąść ma świeżym powietrzu. Podkuliła pod siebie nogi przytulając je do klatki piersiowej. To jedna z wielu pozycji, które bardzo ją bolały, ale nie miało to znaczenia.
Nie wiedziała jak wiele czasu tu spędziła. Na pewno tyle, by nadeszła już pora na śniadanie. Więc jeśli Frederick przyszedł by jak zwykle zawołać ją z charakterystycznym dla siebie wyrazem zimna i skrywanego niepokoju na twarzy, odezwała się zanim w ogóle zdążył coś powiedzieć.
- Kiedy to się stanie? - Spytała mając na myśli oczywiście pełnię. Chciała wiedzieć kiedy po raz pierwszy jej ciało zmieni się tak bardzo, a świadomość będzie walczyła o utrzumanie się ponad futrem, kłami i pazurami.
- Czy to bardzo boli? - Zadała kolejne pytanie zaraz po pierwszym. Dziwnie było mówić, gdy przez dwa dni nie wydawało się z siebie nawet jednego dźwięku. Czasem tylko cichy jęk przy zmianie opatrunków.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 38
Skąd : Anglia, Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 845
Dodatkowo : wilkołak
  Liczba postów : 205
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12295-frederick-alexander-bonmer#327931
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12305-50-punktow-dla-gryffindoru
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12306-yournightmare
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12307-frederick-alexander-bonmer#328001




Gracz






PisanieTemat: Re: Dom Fredericka Bonmera   Pon Mar 21 2016, 19:27

Minęły zaledwie cztery dni, a Bonmer czuł jakby minął rok. W domu panowała cisza od rana do wieczora. Mimo że znajdowali się w jednym pomieszczeniu żadne z nich nie miało ochoty na rozmowę. Nauczyciel widział że dziewczyna nie może sobie poradzić z tą sytuacją. Jednego dnia miała zapuchnięte od płaczu oczy a drugiego, poważną, bladą i zmęczoną twarz. Musiała sobie wszystko poukładać a Bonmer dał jej wolną rękę. Sam zapewne nie chciał by żeby ktoś nad nim wisiał i zadawał mu tonę pytań.
Jego kontakty z Vittorią były praktycznie nijakie. Nie stawiała oporu przy zmianie opatrunków i jadła, to było dla niego najważniejsze. Musiał utrzymać ją przy życiu, zresztą uczennica nie wyglądała na taką która szybko się poddaje. Pomimo jej stanu musiał wychodzić z domu, w końcu miał pracę. Musiał nauczać i zachowywać się tak jakby nic się nie stało. Był w tym mistrzem to też nikt nie wypytywał go o jego stan. Z tego co było mu wiadomo Panna Brockway nie wysłała od tamtej pamiętnej nocy żadnego listu poza jednym do swoich przyjaciół. Najwidoczniej chciała się od nich odciąć. Bardzo dobrze. Podczas pełni była nie obliczalna a kolejne ofiary tylko pogorszyły by już i tak tragiczną sytuację. Dzisiejszy dzień był wyjątkowo ładny i zapowiadało się nie będzie zmian. Frederick stał w kuchni i przygotowywał dla niej śniadanie. Gdy usłyszał jej kroki nawet się nie obrócił, wiedział że szła do ogrodu. Ostatnimi czasy dość często tam przebywała.
Gdy woda w czajniku się zagotowała zaparzył herbatkę i położył tosty na talerzu. Śniadanie postawił na stole, wyglądając przez okno. Siedziała tam sama, patrząc gdzieś w przestrzeń. Westchnął, przegarnął włosy i wyszedł do ogrodu. Podszedł do Vittori, z niezmiennym od paru dni wyrazem twarzy w zamiarze powiadomienia jej o posiłku, ale nie zdążył niczego powiedzieć.
Słysząc jej pytanie spuścił wzrok i podszedł do niej siadając w pewnej odległości żeby jej nie spłoszyć. O ile odpowiedź na pierwsze pytanie była prosta to drugie było jednym z tych ciężkich.
- Następna pełnia będzie za jakiś czas, na razie nie musisz się tym martwić.- spojrzał przed siebie i skrzyżował ręce na piersi. Czy to boli? Nie do końca wiedział jak odpowiedzieć jej na to pytanie. Wiadomo, odpowiedź była jedna ale zapewne nie taka jaką Vittoria chciałaby usłyszeć. Nie patrząc jej w oczy kontynuował.
- Jeżeli...miałbym przyrównać ten ból do czegokolwiek...to nie znalazł bym przykładu. Każda część Twojego ciała, najmniejszy element będzie chciał się z niego wyrwać. Kości pod wpływem nagłej zmiany kształtu zaczną...- nie mógł tego dokończyć, było to zbyt drastyczne ale musiała wiedzieć.
-...zaczną się łamać. Na skórze pojawią się blizny...ale to najmniejsze zmartwienie. Najgorsze jest to, że nie wiesz kim jesteś. Nie wiesz do czego jesteś zdolna, co zrobiłaś i czy nikt nie ucierpiał. Ten cały ból znika, zastanawiasz się tylko, czy Twoi bliscy żyją.- mówił powoli a jego ton głosu nie ulegał zmianie. Był cichy i chłodny. Przepełniony bólem i wspomnieniem widoku swojej rozszarpanej przez ojca matki. Za każde zdanie jakie wypowiedział w stronę dziewczyny przywodziło na myśl to wspomnienie.
- To chyba jest najgorsze.- dokończył i przeniósł wzrok na trawę rosnącą przed nim.


Ostatnio zmieniony przez Frederick Bonmer dnia Pon Mar 21 2016, 21:44, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Skąd : USA, Moira
Galeony : 582
Dodatkowo : wilkołak
  Liczba postów : 1123
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12242-vittoria-brockway
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12245-szufladki-titi
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12243-poczta-titi
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12244-vittoria-brockway




Gracz






PisanieTemat: Re: Dom Fredericka Bonmera   Pon Mar 21 2016, 19:46

Gdy usiadł odwróciła głowę w jego stronę. Spoglądała na mężczyznę ze spokojną miną. Zdawało się, że coś się zmieniło przez ten cały czas. Była spokojna, a w jej oczach nie dało się już dostrzec ani smutku, ani gniewu. Jedynie zainteresowanie jego odpowiedzią. Widać było, że Vittoria z godziny na godzinę coraz bardziej akceptuje swój los. Choć może to złe słowo. Ona po prostu się z nim pogodziła. Przez długi czas unikała ludzi. Nie będzie trudnym robić to ponownie jeśli tylko uda jej się odpędzić kilka ważnych osób. Napisała im zresztą pozbawione emocji listy, które wskazywały na to iż nie ma ochoty się z nimi kontaktować. Prawda była inna. Chciała wymknąć się do Hogwartu i wszystko powiedzieć Lilith, przytulić się do Edwarda, zostać rozśmieszoną przez Nathaniela. Niestety będzie musiała ze wszystkimi swoimi uczuciami, myślami zostać sama. Sama, lub z Fredrickiem.
- Jakiś czas... Czy do tego czasu dasz radę stworzyć odpowiednią ilość eliksirów dla nas oboje? - To też była ważna kwestia. Gdy nie było go w domu wchodziła do biblioteki mężczyzny. Dużo szukała. Chciała wiedzieć o sobie jak najwięcej. Udało jej się dotrzeć do informacji na temat eliksiru tojadowego, jednak wiedziała, że sama go nie przyrządzi. Był zbyt skomplikowany dla kogoś na jej poziomie. Poza tym uświadomiła sobie, że na co dzień niczym nie będzie się różnić od zwykłego człowieka. Prawdziwe niebezpieczeństwo pojawiało się dopiero podczas pełni księżyca. Poza tym jeśli kiedykolwiek zaszła by w ciąże, to na 99% jej dziecko również zostałoby wilkołakiem. To natomiast oznaczało, że wszelkie kontakty seksualne będzie musiała zmniejszyć do minimum i bardzo uważać. To pociągało za sobą przymus odstawienia alkoholu, bo po nim się nie kontrolowała. Ha, to jedyny plus tego wszystkiego – ma na tyle mocną motywację, by pozbyć się nałogu.
Kiedy opowiadał jej jak to wszystko wygląda nawet na chwilę nie oderwała od niego oczu. Nawet nie zauważyła, kiedy nie tylko głowa, ale i całe ciało było zwrócone w jego stronę. Ten ból będzie odczuwała za każdym razem gdy... Tak jak on. Widać jednak było, że nie kłamie iż najgorszy w tym jest strach o bliskich. Tylko, że on chyba nie miał nikogo takiego? Przez te 4 dni nikt go nie odwiedził, a i nie widziała żeby Frederick się z kimś kontaktował. Dlatego zaryzykowała pytanie.
- Czy dlatego jesteś sam? - Podejrzewała, że tym jednym krótkim zdaniem trafia w sedno całego ich problemu. Właśnie, ich problemu. To jedna z rzeczy, które zrozumiała przez te dni. Jeśli chce jakoś żyć, utrzymywać pozory normalności, to go potrzebuje. Już niedługo mężczyzna będzie jedyną osoba, z którą będzie zachowywała stały kontakt. Dlatego zdecydowała się ponownie zacząć z nim rozmawiać. No i chciała go trochę odciążyć. I tak obwiniał się wystarczająco o ten wypadek.
Pozycja, w której siedziała zdecydowanie nie pozostała bez konsekwencji. Z każdą chwilą ból w jej boku nasilał się coraz bardziej. Opuściła nogi na ziemię. Właściwie, to cały czas czuła ów ranę. Nie pozwalała jej zapomnieć o wszystkim. Jedyny moment, gdy ból zniknął był w lesie. Adrenalina działała tak mocno, że te największe skutki fizyczne zaczęła odczuwać dopiero po przebudzeniu. Choć już podczas swojego okresu nieprzytomności targał nią na wszystkie strony sprawiając, że czuła się rozrywana. Również otępienie umysłu przeszkadzało jej w codziennej egzystencji. Często zdarzało się, że traciła orientację wokół siebie. Stanie zbyt długo doprowadzało do stanu przed omdleniem, więc musiała zawsze się o coś opierać. Może nie pokazywała tego na zewnątrz, ale bardzo cierpiała. Również teraz. Przeszedł ją dreszcz gdy poczuła jak po raz kolejny szrama na jej ciele się otwiera.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 38
Skąd : Anglia, Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 845
Dodatkowo : wilkołak
  Liczba postów : 205
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12295-frederick-alexander-bonmer#327931
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12305-50-punktow-dla-gryffindoru
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12306-yournightmare
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12307-frederick-alexander-bonmer#328001




Gracz






PisanieTemat: Re: Dom Fredericka Bonmera   Pon Mar 21 2016, 20:17

Gdy zdała mu pytanie spojrzał na nią i przekręcił się nieco w jej stronę. Przez te cztery dni, w przerwach między sprawdzaniem prac uczniów i zajmowaniem się Vittorią zdążył uwarzyć dwie małe buteleczki eliksiru. Nie była to jednak wystarczająca ilość na ich dwoje. Zważając na to że dziewczyna jeszcze nie odbyła swojej pierwszej przemiany, będzie musiał uwarzyć porcję o wysokim stężeniu tojadu. Nie może stracić świadomości.
- Nie martw się, przez te cztery dni, w wolnej chwili starałem się uwarzyć część. Na razie Eliksiru jest za mało na nas dwoje. A dla Ciebie musi być on wyjątkowo silny.- odparł nie spuszczając z niej wzroku. Na jej twarzy pojawił się grymas bólu. Coś znów było nie tak z jej raną, lecz nie wyglądało to zbyt groźnie. Zaraz po śniadaniu będzie musiał zmienić jej opatrunek.
Przed wstaniem z miejsca powstrzymało go jeszcze jedno jej pytanie. Wiedział, że prędzej czy później zapyta o tą kwestię, ale nie myślał że zrobi to tak szybko. Wydarzenia które miały miejsce kilka lat temu były dla niego zbyt prywatną sprawą. Nie miał zamiaru zdradzać jej całej tej popieprzonej historyjki i robić z siebie, biednego, pokrzywdzonego przez los profesora. Bo pewnie tak zabrzmiała by cała ta opowieść. Biedny mężczyzna, którego ojciec zabił swoją żonę i przemienił syna. Syn nie może się pogodzić ze swoim losem, dlatego odciął się od świata, bla, bla, bla... Nie miał zamiaru tego tak przedstawić. Może kiedyś jej o tym opowie, ale w tym momencie nie miał na to ochoty. I tak oboje byli zmęczeni.
- Jestem sam, ponieważ taką drogę wybrałem. Nie muszę się o nikogo martwić.- odpowiedział wymijająco i wstał z kanapy. Podał rękę Vittori i jej również pomógł wstać, a widząc jej bladą buzię, podtrzymał za zdrowy bok. Wydała mu się taka mała i krucha, musiała stracić na wadze odkąd tu przyjechała. Mimo że jadła, cały ten stres wpłynął na jej organizm. Frederick poszedł po herbatę dla siebie i usiadł na przeciwko uczennicy. W milczeniu obserwował jak konsumuje posiłek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Skąd : USA, Moira
Galeony : 582
Dodatkowo : wilkołak
  Liczba postów : 1123
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12242-vittoria-brockway
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12245-szufladki-titi
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12243-poczta-titi
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12244-vittoria-brockway




Gracz






PisanieTemat: Re: Dom Fredericka Bonmera   Pon Mar 21 2016, 20:38

Przede wszystkim dowiedziała się, że Tojad będzie musiała pić na tydzień przed przemianą. Inaczej jej cała świadomość zostanie ukryta pod obleśnym ciałem potwora, który będzie robił wszystko na co tylko ma ochotę. Który będzie nieobliczalny, a jego noc zacznie się od polowania na ludzi. Może nawet tych bliskich jej sercu? Nie mogła na to pozwolić! Dlatego tak bardzo się o to dopytywała. Wszystkie swoje siły chciała skupić na tym, by chronić ludzi wokół siebie.
- Pomogłabym Ci jakoś, ale... - Raczej nie musiała dokańczać. Na pewno wiedział jakie dokładnie są powody dla których właściwie w niczym mu nie pomagała. I już nie chodzi o te jej wahania emocjonalne. Przede wszystkim ciągle była osłabiona. No i akurat na tojadzie się nie znała jak już było wspomniane.
Prywatność Fredericka przestała istnieć w momencie, gdy zabrał ją do swojego domu. Jej natomiast w momencie, gdy pierwszy raz opatrzył jej ranę. Nie było już o tym mowy skoro zdecydował się nią zaopiekować. Dlatego będzie musiał wytrzymywać jej wszelkie pytania na temat wilkołactwa i tym, co się z nim wiąże. Jest jej to winien. Chociaż tyle.
- I nie żałujesz tego? - Spytała jeszcze wystawiając do niego rękę. Jednak ledwo podniosła się na nogi poczuła, że jej nogi chcąc odmówić posłuszeństwa. Dobrze, że mężczyzna ją przytrzymał. W porównaniu do niej był rosły, to też zdecydowanie silniejszy. I całe szczęście, bo na pewno jeszcze długo nie będzie w stanie sama sobie ze wszystkim poradzić. Pozwoliła zaprowadzić mu się z powrotem do ciepłego pomieszczenia. Zimno chyba trochę łagodziło ból, bo poczuła się jeszcze gorzej. Poza tym była osłabiona, dlatego wzięła się do jedzenia. Połykając kolejne kęsy spoglądała na niego co jakiś czas. Nie udało jej się jednak skończyć potrawy, bo dało się wyczuć swąd krwi. Podniosła koszulkę, którą na siebie miała by zobaczyć stan bandażu.
- Znowu... - Wyszeptała widząc, że ten ból nie był bezzasadny. Rana dała o sobie znać w postaci wielkiej plamy czerwieni. Brzydziła się tym. Nie miała najmniejszej ochoty dotykać materiału, bo wiedziała co jest pod spodem. Jej przekleństwo...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 38
Skąd : Anglia, Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 845
Dodatkowo : wilkołak
  Liczba postów : 205
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12295-frederick-alexander-bonmer#327931
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12305-50-punktow-dla-gryffindoru
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12306-yournightmare
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12307-frederick-alexander-bonmer#328001




Gracz






PisanieTemat: Re: Dom Fredericka Bonmera   Pon Mar 21 2016, 21:40

Chciała mu pomóc, widział to w jej oczach. Nie musiała nawet kończyć zdania. Nawet gdyby poczuła się lepiej, co jest bardzo mało prawdopodobne, to nie pozwolił by jej na warzenie eliksirów. Ostatnim razem gdy chciała coś uwarzyć, skończyło się wybuchem i wizytą w jego gabinecie. Na wspomnienie tej historii, uśmiechnął się w duchu. Oddał by teraz wszystko za możliwość wrócenia do tamtego momentu. Nawrzeszczał by na nią i odesłał. Nigdy nie zauważyłaby jego rany, nie musiałaby mu pomagać. Nie dowiedziałaby się i nie nabrała podejrzeń, co do nauczyciela. Może nawet zdechł by w tym przeklętym gabinecie, nikt by za nim nie płakał i byłby święty spokój. Ale teraz mógł tylko gdybać.
Dlatego zbliżanie się do kociołka było dla niej absolutnie niemożliwe, wręcz zabronione. Jeszcze zrobiła by sobie większą krzywdę, a wtedy nie wiadomo czy Frederick byłby w stanie jej pomóc. Na "wilczych" sprawach znał się dobrze, wiedział jak doprowadzić się do ładu i móc normalnie funkcjonować. Ale jego wiedza na temat leczenia ran ograniczała się tylko do tego. Znał parę potrzebnych zaklęć, aczkolwiek z autopsji wiedział że nie wszystkie nadają się do każdego rodzaju urazów.
Czy żałował swojej decyzji hmm... z jednej strony nie miał prawa nawet do wyboru. Stracił najbliższą mu osobę i od tego momentu nie miał nikogo bliższego poza Rožmitálem, ale i on nie zawsze mógł mu pomóc. Z drugiej strony, oczywistym było dla niego trzymanie się z dala od ludzi. Dopiero po pierwszej przemianie, zdał sobie sprawę z tego jak bardzo jest niebezpieczny. Wielu niewinnych ludzi straciło przez niego życie, nie chciał wcielać się w rolę śmierci i być nią dla kolejnych osób. Dlatego wybrał życie samotnika. Żeby zachować pozory normalności, został nauczycielem. Zupełnie nie mógł uciec od świata, ale starał się trzymać na uboczu.
- Żałuję. Ale tak jest lepiej dla wszystkich.- odparł i upił łyk herbaty. Gorący płyn przyjemnie ogrzał jej ciało. Spojrzał na nią swoimi ciemnozielonymi oczami i mimowolnie się uśmiechnął. Chyba pierwszy raz od tych kilku dni poczuł się nieco lepiej. To uczucie zostało natychmiast stłumione przez nieprzyjemny zapach. Nie trudno było się domyślić że wydobywa się spod bandaża.
Wstał i podszedł do dziewczyny. Gdy pomógł jej się podnieść, oboje poszli do łazienki. Rzeczy które były mu potrzebne do zmiany opatrunków już stały na swoim miejscu i czekały na użycie. Bonmer stanął przed Vittorią i począł rozpinać jej koszulę. Ta czynność stała się codziennością więc oboje już przywykli do tego. Chociaż dla Panny Brockway wciąż musiało być to krępujące, co nie zmieniało faktu że robienie tego było mniej uciążliwe niż na początku. Rozpinając guziki koszuli cały czas patrzył jej w oczy. Nawet nie spojrzał na jej nagie ciało, chciał aby wiedziała że może czuć się bezpieczna. Materiał zsunął się na ziemię a Vittoria usiadła na swoim stałym miejscu. Jej bandaż wyglądał okropnie, gorzej niż miał w zwyczaju wyglądać. Frederick przeczuwał że dzisiejsza noc nie będzie zbyt przyjemna. Powoli odwinął materiał i wyrzucił go do kosza. Rana śmierdziała a miejscami sączyła się z niej dziwna wydzielina. Mężczyzna dokładnie przemył miejsce ugryzienia, a z każdym jego dotykiem, Vittoria jęczała z bólu. Każdy ten odgłos wystawiał jego serce na próbę. Nie mógł słuchać jak dziewczyna się męczy. Gdy ostatni raz pociągnął nasączonym w eliksirze materiałem, uczennica wydała z siebie głośniejszy dźwięk. Frederick chwycił ją za dłoń i przejechał po niej kciukiem.
- Już dobrze... prawie koniec. Jeszcze tylko opatrunek.- wydusił z siebie i puścił jej dłoń. Wyjął świeży bandaż i owinął dokładnie zranione miejsce, nieco grubiej niż zazwyczaj.
Posprzątał resztę rzeczy w łazience, podszedł do dziewczyny i wziął ją na ręce.
- Dzisiaj nie będziesz już nigdzie wychodziła. Potrzebujesz odpoczynku.- odparł i ruszył w stronę sypialni.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Skąd : USA, Moira
Galeony : 582
Dodatkowo : wilkołak
  Liczba postów : 1123
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12242-vittoria-brockway
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12245-szufladki-titi
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12243-poczta-titi
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12244-vittoria-brockway




Gracz






PisanieTemat: Re: Dom Fredericka Bonmera   Pon Mar 21 2016, 22:24

To był tylko wypadek! Ona naprawdę była lepsza w eliksirach niż mu się wydawało. Nie miała po prostu okazji, by się wykazać – to wszystko. To był jeden, jedyny raz gdy zrobiła tak masakrę. Zresztą nie cofnęła by tego, bo dobrze się bawiła gdy prefekt ją maltretował o domowej roboty tort. Szkoda, że i tak jej wyczyn wypłynął poza mury klasy i dowiedział się o nim Frederick. Profesor Bonmar. Hm, już dawno nie mówiła do niego inaczej niż po imieniu. No może przesadzam, to tylko 4 dni. Jednak i tak zdążyła już przywyknąć. Gdy wróci do szkoły będzie musiała się jakoś przestawić z powrotem. Choć tu powinna raczej powiedzieć JEŚLI wróci do szkoły. Wciąż nie miała pewności, czy kiedykolwiek będzie na to psychicznie gotowa. I nie tylko. Skoro ciało odmawiało jej posłuszeństwa w takich prostych czynnościach jak wstawanie z łóżka, to tym bardzie nie nadawała się do przemierzania tłocznych korytarzy Hogwartu.
Wczoraj nawet zastanawiała się, czy aby na pewno jej rany powinny się goić w tak paskudny sposób. Zwątpiła w to, czy Frederick faktycznie zna się na „wilczych sprawach”. Nie wiedziała, czy to faktycznie powinno aż tak dokuczać. Jednak gdy dziś opowiedział jej o bólu jaki towarzyszy przemianie ten wydał się muśnięciem piórka. Teraz niejednokrotnie pojawiały się mroczki przed jej oczami gdy przykładowo wykonywała wszystkie czynności należące do porannej toalety. A najgorsze jeszcze przed nią. Czy może być gorzej?
Zastanawiam się, czy ona będzie żałować swojej... Nie podjęła jej jeszcze ostatecznie, ale wszystko zanosiło się na to, że postąpi podobnie jak Bonmer. Sam to zresztą zauważył, jak szybko odcięła się od wszystkiego co stanowiło jej poprzedni świat. Możliwe więc, że w jej umyśle narodzi się to samo, co w jego. Obowiązek bycia samotnym. To tak, jak zamyka się psychopatów by nie zrobili krzywdy ani sobie, ani innym. Ona musiała zamknąć się w swojej strefie komfortu. Samotnie.
Oparła na niego cały swój ciężar i pozwoliła zaprowadzić się do łazienki. Był to już niemal ich rytuał. Krwawi, łazienka, zmiana opatrunku i zaś krew. Ciągle zataczali koło i nie mogli się z niego wyrwać. Czekała, aż w końcu albo się wykrwawi, albo wyzdrowieje. Choć wiedziała, że mężczyzna również wciąż na nowo stara się leczyć swoją szramę. Bezskutecznie. Podejrzewam, że i ją to będzie czekać. Powinna nauczyć się wykonywać sama te czynności.
Gdy tak wpatrywał się w nią i ona nie odrywała spojrzenia od jego oczu. Wiedziała, że mężczyzna nie traktuje patrzenia na nią jak pierwotną przyjemność. Gdyby w tym wszystkim nie chodziło o jej zdrowie, to pewnie nawet by obruszyła się, że nie jest dla niego ani seksowna, ani interesująca. Nie miał oto jednak znaczenia w tym wszystkim. Nie był tu po to, by mu się podobać. Dlatego właśnie nie chciała by patrzał, a on spełniał jej wolę bez ani jednej prośby dziewczyny. Doskonale wiedział czego potrzebowała, bez słów.
Kiedy zaczął przemywać jej ugryzienie cała się zatrzęsła i przechyliła lekko do przodu, a z jej ust wydobył się jakby krzyk i jęk jednocześnie. Zagryzła wargę chcąc zahamować kolejne nieopanowane odgłosy. Bolało. Bardzo. Ale była zbyt dumna, by to po sobie pokazywać. Nie była jednak w stanie opanować wszystkich jęków. Zacisnęła mocno powieki licząc, że to pomoże. Nigdy nie pomagało. Pod koniec znów wydała z siebie stęknięcie wskazujące, że ciężko jest jej wytrzymać.
- Wiem... - Wyszeptała słabym głosem. Czując jego dłoń na swojej delikatnie zacisnęła smukłe palce, by po chwili jednocześnie z nim puścić rozdzielając ich palce. Jeszcze chwila... Udało jej się wytrzymać już bez kolejnych stęków, choć na sam koniec wierzchem dłoni otarła policzek, po którym spłynęła jakaś jedna, samotna łza. Gdy wziął ją na ręce zamknęła oczy ciesząc się, że nie musi iść o własnych siłach. Do tego również był już przyzwyczajona. Niemal wszędzie starał się ją przenosić. Jeśli gdzieś szła o własnych siłach, to dla jakiegoś kaprysu lub dlatego, że wstyd jej było prosić o pomoc.
- I tak nigdzie nie wychodzę – Odpowiedziała mu dopiero wtedy, kiedy kładł ją na łóżko. Spoglądała na mężczyznę przez chwilę, po czym nagle zadała mu pytanie, którego pewnie się nie spodziewał – Pogramy w magiczne szachy, albo coś? - Oparła się plecami o oparcie łóżka i przykryła się kołdrą po pas. W tej pozycji nie naciągała rany, a i jednocześnie nie czuła się jak umierająca kaleka przykuta do łóżka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 38
Skąd : Anglia, Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 845
Dodatkowo : wilkołak
  Liczba postów : 205
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12295-frederick-alexander-bonmer#327931
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12305-50-punktow-dla-gryffindoru
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12306-yournightmare
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12307-frederick-alexander-bonmer#328001




Gracz






PisanieTemat: Re: Dom Fredericka Bonmera   Wto Mar 22 2016, 00:04

Popchnął drzwi do sypialni nogą i posadził Vittorię na swoim łóżku. W dalszym ciągu nie miała na sobie niczego poza dolną częścią bielizny i bandażem. Na szczęście ilość ubrań jaką Bonmer miał w swojej szafie, wystarczała dla ich obojga. Mężczyzna wyciągnął czarną koszulkę i podał ją dziewczynie. Sam również zmienił swoje ubranie. Wyjął z szafy spodnie dresowe i ciemnozielony podkoszulek. Siedzenie w niewygodnej koszuli i spodniach jeansowych zdecydowanie nie było dobrym pomysłem. Bonmer jak to Bonmer nie zważając na obecność uczennicy ściągnął z siebie koszulę a potem spodnie i powolnymi ruchami zaczął się ubierać. Czuł na sobie jej wzrok, a raczej na swoich ranach ale nie przeszkadzało mu to zbytnio. Widziała go w najgorszej możliwej postaci więc chyba nic ją już nie zdziwi. Brudne ubrania odesłał zaklęciem do łazienki, zamknął szafę i przegarnął włosy. Teraz było mu zdecydowanie wygodniej. Za oknem było zupełnie ciemno, więc zapalił drugą lampkę, gdyż jedna dawała zbyt słabe światło.
Tak dawno nie grał w szachy, to też ucieszył się gdy usłyszał jej propozycję. Czekały, schowane głęboko w szufladzie aż ktoś je wyciągnie i zaopiekuje się nimi. Ostatnim razem Fred grał w szachy gdy jeszcze chodził do szkoły. Było to jedno z jego ulubionych zajęć, aczkolwiek nie zatracał się w tym jak niektórzy maniacy. Inni zaś uważali że był one brutalne, nie wiedzieć czemu.
Frederick podszedł do szafki, otworzył ją i sięgnął po drewniane pudełko. Hmm, było nienaruszone, zupełnie jakby wyjęte z tamtych lat. Nieco przetarł je szmatką i wrócił do Vittori. Położył je obok dziewczyny a sam przeszedł na drugą stronę łóżka, oparł się plecami o poduszkę i zaczął wyciągać pionki.
Rozłożył planszę pomiędzy nimi, a gdy to zrobił oboje zaczęli rozstawiać swoje figurki na odpowiednich miejscach. Atmosfera zrobiła się dość przyjemna, Bonmer rozluźnił się i spojrzał na dziewczynę. Zupełnie nie wyglądali jak uczennica i nauczyciel. Ich relacje zmieniły się znacząco, ale nie przeszkadzała mu ta zmiana. Gdyby ktoś ich teraz zobaczył pewnie by ich wyśmiał albo niesympatycznie skomentował. Frederick zupełnie zapomniał jak to jest, gdy nie trzeba wciąż nakładać, tej cholernej maski chłodnego i nieprzyjemnego. A po tylu dniach milczenia, było to miłą odmianą.
- Chciałaś szachy, są szachy.- powiedział i uśmiechnął się delikatnie.
- To jak gramy o coś, Panno Brockway, czy boi się Pani przegranej?- rzucił w jej stronę i a jego usta wykrzywiły się w większym uśmiechu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Skąd : USA, Moira
Galeony : 582
Dodatkowo : wilkołak
  Liczba postów : 1123
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12242-vittoria-brockway
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12245-szufladki-titi
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12243-poczta-titi
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12244-vittoria-brockway




Gracz






PisanieTemat: Re: Dom Fredericka Bonmera   Wto Mar 22 2016, 10:57

Właściwie to powinna go poprosić żeby przeniósł się do jej domu po kilka kompletów ubrań. Lub do sklepu, by kupić coś luźnego, co łatwo będzie prać z krwi. Oczywiście zapłaciła by ze swojej kieszeni. Jednak Frederick wydawał się i tak mieć już za dużo na głowie. W szkole niesforni uczniowie, w domu jeszcze bardziej niesforna uczennica. Miała świadomość, jak wielkim jest dla niego ciężarem, ale po krótkiej chwili namysłu na ten temat zawsze stwierdzała, że tak po prostu musi być. Oboje płacą w ten sposób za swoje błędy. Za jej głupotę.
Gdy się przebierał zawsze na niego spoglądała. Mimo iż widok jego ran ją brzydził, to zawsze patrzała w nie. Uświadamiała sobie wtedy, jakim cierpieniem jest życie w ten sposób. Właśnie to ją czekało, a to ugryzienie? Było dopiero początkiem. Zamknęła oczy czując, że jej energia na dziś została w większości wyczerpana. Długo będzie dochodzić do zdrowia, to pewne. Myślała, że ma mocny organizm. W końcu rzadko kiedy chorowała. Jednak w obliczu czegoś takiego każdy wydaje się kruchy i słaby. Nawet Frederick.
Zaskakujące więc, że dziewczyna trafiła w coś, co i on lubi. Sama nauczyła się grać w Salem. Jej ś.p. Przyjaciel był w tej dziedzinie mistrzem i pokazywał jej wszystkie triki, które pomagały na zwyciężenie już w kilku ruchach. Wiązało się z tym wiele przyjemnych wspomnień, które były jej teraz bardzo potrzebne. Dawały pewnego rodzaju ukojenie – nawet jeśli tylko na chwilę.
- Jak powiem, że chcę budyń czekoladowy i ciasteczka orzechowe, to tez je wyciągniesz z szafki? - Spytała spoglądając na Bonmera i unosząc kąciki ust w bardzo niewielkim uśmiechu. Gdy coś tak boli przez cały czas ciężko jest rozsiewać wokół siebie tą pozytywną, wesołą aurę, którą miała wtedy w gabinecie, gdy pytała go „Czy pan mnie podrywa?” czy jakoś tak. Można powiedzieć, że to ugryzienie odcięło ją od tamtej Vittorii. Powoli stawała się tą dziewczyną, którą była gdy pierwszy raz przekroczyła próg Hogwartu. Wyobcowaną. Już niedługo tylko Bonmer będzie mógł liczyć na ten uśmiech. Tylko w tym domu było wiadome kim jest naprawdę. Kim będzie po pierwszej pełni.
- Ja się boję? Chyba żartujesz. Pionek na B3 – Powiedziała patrząc, jak pierwsza z jej figur przesuwa się rozpoczynając tym samym grę. Kilka zbitych figur później była na tyle zaangażowana z rozgrywkę, że wszystko inne przestało się chwilowo liczyć. Vittoria nie znosiła przegrywać, a to sprawiało, że we wszystkie tego typu rzeczy wkładała całą siebie. Szczególnie gdy walka była tak zacięta.
- Wiesz – Odezwała się w pewnym momencie ni stąd ni zowąd – Nie mów do mnie panno Brockway. To takie staroświeckie. Wolę Vittoria. Albo jak wszyscy, Titi – Poprosiła go szeptem. Czuła, że myślenie na temat przesunięcia kolejnych figur kosztowało ją zbyt wiele. Nawet nie zauważyła, gdy jej ciałko obsunęło się trochę, a jej głowa wylądowała na ramieniu mężczyzny. Przymknęła oczy w oczekiwaniu na jego ruch. Nim zdążył go wykonać już spała. Ciało domagało się odpoczynku i nie mogła nic na to poradzić. Nawet jeśli wiedziała, że każde przeniesienie się do krainy snów oznaczało kolejny koszmar.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 38
Skąd : Anglia, Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 845
Dodatkowo : wilkołak
  Liczba postów : 205
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12295-frederick-alexander-bonmer#327931
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12305-50-punktow-dla-gryffindoru
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12306-yournightmare
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12307-frederick-alexander-bonmer#328001




Gracz






PisanieTemat: Re: Dom Fredericka Bonmera   Wto Mar 22 2016, 14:24

Nawet nie liczył że będzie znów taka sama jak przed pełnią. Osoba z którą rozmawiał jeszcze kilkanaście dni temu zniknęła na zawsze. Być może jeszcze uda jej się wrócić, ale to już nigdy nie będzie to samo. Blizny pozostaną nie tylko na ciele, ale na sercu i psychice.
-Hmm, zapewne coś takiego by się znalazło. Oczywiście jeżeli wygrasz, bo w przeciwnym wypadku będę musiał zjeść to wszystko sam.- westchnął i uśmiechnął się ponownie. Zupełnie jakby zapomniał że dziewczyna jest ciężko ranna. Bardzo chciał o tym zapomnieć. Życie jakie dotąd prowadził odpowiadało mu i nie chciał go zmieniać. Nie musiał się nikim opiekować, o nikogo martwić.
z drugiej strony, jej towarzystwo sprawiało że czuł się bardziej żywy. Miał dla kogo wstawać rano, komu szykować jedzenie, stale dbał o nią i nawet się martwił. Dotychczas te uczucia były tłumione gdzieś głęboko. Obawiał się czuć cokolwiek. Bo wiedział że uczucie wiąże się z ryzykiem utraty, z ponownym bólem. Przez tych kilka lat, wyzbył się tego i właściwie stał się pustą, szarą masą. Mimo tego wszystkiego, całej tej sytuacji, tego że ona tu jest, że cierpi, w dalszym ciągu tkwił w swojej nicości.
Gdy przestawiła swój pionek, on wykonał ruch. Na szczęście jeszcze pamiętał zasady tej gry. Widząc zacięcie i chęć wygranej w oczach Vittori miał jeszcze większą ochotę żeby jej na to nie pozwolić. To że była w nie najlepszej kondycji, nie świadczyło o tym że musi dać jej wygrać. Wręcz przeciwnie, sam nie lubił przegrywać a wizja zjedzenia na jej oczach budyniu czekoladowego wprawiała go w jeszcze lepszy nastrój. Kolejne pionki zostawały zbite, a ich gra toczyła się w najlepsze. Nawet stracili rachubę czasu, za oknem było już zupełnie ciemno a zegar wskazywał godzinę pierwszą.
- No dobrze, ale zapamiętaj, gdy wrócisz do szkoły wszystko będzie tak jak wcześniej. Pozostanę Profesorem a Ty Panną Brockway. Nikt nie może się dowiedzieć.- spojrzał na nią i spoważniał. Gdyby ktoś dowiedział się o tym że tu była, nie było by za ciekawie. Ludzie zaczęli by gadać i snuć bezpodstawne teorie na ich temat. Z niej zrobili by "biedą pokrzywdzoną" a z Freda "nauczyciela pedofila". Na taki obrót sprawy nie był przygotowany.
Frederick bardzo skupiał się na tym jaki ruch wykonuje, a nim podjął ostateczną decyzję, mijało trochę czasu. To też drgnął lekko, gdy głowa Vittori opadła na jego ramię. Spojrzał na jej pogrążoną we śnie twarz i uniósł kąciki ust w delikatnym uśmiechu. Wygląda na to że będzie musiał tu zostać. Za pomocą różdżki odesłał szachy w kierunku szafki i przegarnął włosy. Oddech uczennicy był miarowy, spokojny. Bonmer okrył ją kołdrą, a siebie samego nakrył grubym kocem. Czuł że nie jest w stanie zasnąć. Oparł głowę o czubek głowy Titi i przymknął oczy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Skąd : USA, Moira
Galeony : 582
Dodatkowo : wilkołak
  Liczba postów : 1123
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12242-vittoria-brockway
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12245-szufladki-titi
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12243-poczta-titi
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12244-vittoria-brockway




Gracz






PisanieTemat: Re: Dom Fredericka Bonmera   Wto Mar 22 2016, 14:53

Nie mogło być inaczej. Nie chciałaby, żeby do ich i tak trudnej relacji doszło jeszcze podejrzenie romansu. Nawet, jeśli to już dawno nie była pedofilia, bo Vittoria była pełnoletnia, to i tak byłoby to wielce niestosowne. Mogli by mieć przez to kłopoty. Poza tym zapewne obserwowano by ich baczniej, a przez to mógłby się wydać zdecydowanie bardziej mroczny sekret, niż jakaś zakazana miłość.
Poza tym, gdy wróci do szkoły? Jak prędko to się stanie? Jak szybko uda jej się przekonać Fredricka, by pozwolił jej wrócić do Hogwartu. Nie chciała by zaległości sprawiły, że nie zda egzaminów końcowych. Musiałaby uczyć się rok dłużej, a to zdecydowanie nie wchodziło w grę w obecnej sytuacji. Będzie musiała porozmawiać potem z profesorem, czy załatwi jej jakieś notatki. W końcu już tydzień to długo, a na pewno spędzi tu jeszcze więcej czasu.
Mimo iż leżała z nim, to zdecydowanie nie była to najprzyjemniejsza noc. Ból promieniujący z rany i koszmar, który ją męczył już któryś raz z kolei sprawiał, że dziewczyna mocno się wierciła. W trakcie tej nocy przesunęła się z jego ramienia, na tors mężczyzny. Zaciskała mocno palce na jego ramieniu, a jej oddech był płytki i niemiarowy. Co jakiś czas przebudzała się, ale tylko po to, by zmienić trochę pozycję. Nie wiedziała co dokładnie się wokół niej dzieje. Wciąż była pogrążona w swoim cierpieniu.
Jak zwykle obudziła się wczesnym rankiem. Otworzyła swoje błękitne oczka i spojrzała na mężczyznę pod sobą. Przyglądała mu się przez dłuższą chwilę. Znów siedział przy niej całą noc? Podniosła się powoli i spojrzała na swój bandaż. Nie był zakrwawiony, więc najwyraźniej jak na razie rana była w całości. Zsunęła się z łóżka i oparła o ścianę. Sprawdzała, czy będzie w stanie sama iść. Gdy upewniła się, że nie jest jej aż tak słabo zrobiła kilka kroków. Wyszła z pokoju po cichutku. Nie wiedziała wprawdzie, czy Bonmer śpi, ale założyła, że tak skoro nic nie mówił. Zeszła do kuchni i otworzyła lodówkę. W domu nie było mugolskich sprzętów i nie była pewna jak może zrobić śniadanie na ciepło. Dlatego postawiła na kanapki, za które niemal od razu się wzięła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Dom Fredericka Bonmera

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 4Idź do strony : 1, 2, 3, 4  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
mieszkania
-