IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Ognisty zakątek

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 28620
  Liczba postów : 31696
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Ognisty zakątek   Nie Mar 20 2016, 00:14

First topic message reminder :


Ognisty zakątek


Za dnia jest to tylko zwykły fragment lasu, niczym nie wyróżniający się od pozostałych. Trochę szary i ciemny. Jednak kiedy nadchodzi zmrok, całe otoczenie rozjaśniane jest tysiącem świetlików, które jak latarnie oświetlają drogę zagubionym.

UWAGA: Aby wejść obowiązkowo należy rzucić kostką w pierwszym poście. Parzysta – udaje Ci się wejść, nieparzysta – niestety nie udaje Ci się wejść. Jeśli już raz odkryjesz lokację możesz odwiedzać ją bez ponownego rzucania kością. Zezwala się zdradzić lokalizację tematu dwóm osobom towarzyszącym.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 19
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 122
Dodatkowo : jasnowidzenie
  Liczba postów : 59
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13090-jonathan-sebastian-valentine-garroway?nid=3#350699
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13093-jonathan-garroway?nid=4#350709
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13095-sowa-jonathana
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13094-jon-garroway




Gracz






PisanieTemat: Re: Ognisty zakątek   Pon Mar 13 2017, 22:42

Jonathan przez długą chwilę po prostu patrzył się na Clarissę, niezdolny do wypowiedzenia niczego innego poza krótkim i rozpaczliwym nie. Czemu akurat teraz musiało mu się to przytrafić? Czemu nie mógł dostać tej cholernej wizji po spotkaniu z Clarissą? Czym on sobie w ogóle na to zasłużył? A co gorsza, czym zasłużyła sobie na to Grigori? Miał ochotę krzyczeć i był wściekły na cały świat, ale też zwyczajnie się bał. Przecież dopiero co odzyskał przyjaciółkę, czemu miał ją teraz stracić? Jasne, to była tylko wizja, ale z doświadczenia wiedział, że jego wizje rzadko kiedy się nie spełniały i podejrzewał, że praktycznie większość jasnowidzów tak miała. Dotyk rudowłosej, zazwyczaj kojący, teraz tylko sprawił, że jeszcze bardziej się spiął i wbił wzrok w ziemię. Był jej wdzięczny, że pomogła mu odzyskać oddech, ale nie potrafił teraz na nią spojrzeć. Nie, kiedy przed chwilą widział ją martwą. Nic się nie dzieje. Tak bardzo chciał w to uwierzyć, że to niemalże przyprawiało go o ból.
- Tak, to... - urwał i odkaszlnął, starając się, by jego głos na nowo zabrzmiał pewnie. - To była wizja. Przepraszam, powinienem Cię uprzedzić, że to nie jest najmilszy widok.
Desperacko unikał patrzenia na nią i zacisnął dłonie w pięści, pozwalając, by paznokcie wbiły mu się w skórę. Może nie było to zbyt przyjemne, ale przynajmniej wiedział, że wizja się skończyła. Na chwilę znowu go zatkało, kiedy Clarissa powiedziała, że może to z siebie wyrzucić i wreszcie na nią spojrzał, ledwo powstrzymując się od ponownej paniki. Zamiast tego chwycił ją za dłoń, chcąc upewnić się, że ona naprawdę tu jest, cała i zdrowa.
- Okej. Tylko... Błagam, nie ucieknij z wrzaskiem. - niemalże szepnął, milknąc, by do końca unormować niestabilny oddech. - Ja... To było Twoje mieszkanie, wiesz? Znaczy, Twoje i Evana. I... Słyszałem płacz dziecka, ale był przytłumiony, nie znajdował się koło mnie. Klęczałem na ziemi, a wokół... Boże, Clari, tam wszędzie była ta pieprzona krew. Na podłodze, na ścianach, na moich rękach, a potem... A-A potem spojrzałem w dół i...
Znowu urwał, czując zbierające się w jego oczach gorące łzy, ale było już za późno na powstrzymywanie ich. Po prostu rozpłakał się jak małe dziecko, nadal ściskając dłoń rudowłosej.
- Tam byłaś Ty. Leżałaś na tej cholernej podłodze i... I byłaś martwa. Tak strasznie przepraszam. - powiedział, zły na siebie, że pokazał jak mocno przeraziła go ta wizja. Odpuścił sobie mówienie szczegółów, bo skoro dla niego to nie było przyjemne, to tym bardziej nie byłoby takie dla Krukonki. Szybko otarł łzy z policzków, starając się uspokoić, a jego głos po chwili już się nie łamał.
- To tylko wizja. Ona nie musi się spełnić, wiesz o tym. Równie dobrze to może być wymysł mojej chorej wyobraźni. - dodał szybko, choć nie wiedział, czy bardziej chciał przekonać siebie, czy może jednak dziewczynę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Moskwa - Rosja
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 599
Dodatkowo : animagia (fenek)
  Liczba postów : 824
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12265-clarissa-rowena-grigori
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12319-badz-czescia-mego-swiata#328231
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12321-asmodaj#328235
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12320-clarissa-rowena-grigori#328234




Moderator






PisanieTemat: Re: Ognisty zakątek   Wto Mar 14 2017, 21:58

Nadl trzymała go w swoich ramionach. Nie miała zamiaru go puścić póki on sam tego nie będzie chciał. Chciała być pewna, że wszystko jest dobrze jednak zdawała sobie sprawę, że wcale tak nie było. Na jej słowa przytaknął i już była pewna swoich wcześniejszych podejrzeń. Nie będzie dobrze. Skoro była to wizja... Nie wszystkie były dobre. Mimo to chciała mu przerwać, zaprzeczyć i zapewnić, że będzie dobrze. Że nie musi się martwić. Nie potrafiła. Nie umiała wydobyć z siebie żadnego dźwięku. Siedziała jedynie na ziemi i słuchała jego słów.
Zgodził się przynajmniej powiedzieć jej co też widział. Nic nie mówiąc przytaknęła głową czując, że może tego pożałować. I nie pomyliła się. Jego opis był tak żywy, pomimo iż nie podawał dokładnych szczegółów, mogła doskonale poczuć co też musiał czuć mężczyzna widząc to przed swoimi oczyma. Krew, krzyk i uczucie strachu przepełniające tą wizję. W tym momencie cieszyła się, że nie odziedziczyła tego daru po swoich przodkach. Czując ciepłe krople spływające na jej dłonie spojrzała na twarz chłopaka. Płakał. Widok ten wstrząsnął nią. Nigdy wcześniej nie widziała go w takim stanie. Mimo to nic nie mówiła. Uniosła jedynie dłonie obejmując jego twarz i ścierając słone łzy kciukami.
Ostatnie słowa zmroziły jej krew w żyłach. Wizja dotyczyła jej? Na pewno? Może Jonathan się pmylił i to wcale nie ona była obiektem wizji... Wiedziała jednak, że jest za bardzo naciągane. Na inną osobę chłopak pewnie nie zareagowałby w taki sposób. Mimo tego co usłyszała przed chwilą powstrzymała drżenie dłoni i strach ogarniający każdą cząstkę jej ciała. Uśmiechnęła się najszczerzej jak mogła i ucałowała go w policzek
- Nie musi się spełnić. - mimo iż jeszcze chwilę wcześniej drżała jej głos był spokojny i ciepły. - Nie masz również chorej wyobraźni. - ucałowała go w drugi polik - Nie masz także wpływu na to co widzisz, więc obiecaj mi, że nie będziesz się tym zadręczał. - kciukami próbowała unieść jego kąciki ust w kształt uśmiechu - Ja się tym nie przejmuję. I ty też nie powinieneś. To tylko wizja. Pamiętaj o tym. Nasze czyny nie są z góry ustalone. Każdy może zmienić swoją ścieżkę i wybrać inną decyzję która zmieni jego przeznaczenie, więc uszy do góry. - mocno go objęła chowając twarz w zagłębieniu jego szyi. Dopiero wtedy pozwoliła sobie na na odrobinę strachu. Miała umrzeć? Kiedy?

______________________



Łatwe jest zejście do piekła
To, czy chcesz wracać zależy od Ciebie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 19
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 122
Dodatkowo : jasnowidzenie
  Liczba postów : 59
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13090-jonathan-sebastian-valentine-garroway?nid=3#350699
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13093-jonathan-garroway?nid=4#350709
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13095-sowa-jonathana
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13094-jon-garroway




Gracz






PisanieTemat: Re: Ognisty zakątek   Nie Mar 19 2017, 07:56

Po tym, jak wyznał, że wizja dotyczyła jej, przez dość długą chwilę unikał spojrzenia na nią, najzwyczajniej w świecie bojąc się jej reakcji. Ale w nim też gotowały się uczucia. Był zły na siebie, że w ogóle umie widzieć przyszłość, był przerażony, że utraci Clarissę i ta panika odbierała mu oddech, gdy starał się desperacko uspokoić. Był zły, że się rozpłakał, pozwalając rudowłosej dostrzec, że nie trzyma się tak dobrze, jakby chciał. Jej dotyk powoli zaczął go uspokajać, ale nie mógł się pozbyć z myśli widoku jej martwego ciała. Kiedy to miało się stać? Wizja nie pokazała mu żadnych szczegółów poza płaczem dziecka, więc podejrzewał, że to nie była ostatnia dotycząca sprawy śmierci Rosjanki. Uświadamiając to sobie, prawie się skrzywił, bo naprawdę nie miał ochoty przechodzić przez to jeszcze raz, ale zrobiłby to, jeśli miałoby to zapobiec tej tragedii. W końcu spojrzał na swoją przyjaciółkę i niemalże się zaśmiał, bardziej histerycznie niż radośnie. Widział, że próbuje z całych sił być spokojna, ale wiedział też, że była przerażona tak samo jak on. Kto by nie był po dowiedzeniu się, że pojawiła się wizja, gdzie jest się martwym? Pozwolił Krukonce otrzeć łzy ze swoich policzków i pociągnął cicho nosem, wpatrując się w nią jak nigdy przedtem. Na jej słowa uśmiechnął się słabo z rozczuleniem, bo naprawdę nie wiedział, jakim cudem Clari potrafiła go pocieszyć jednym zdaniem. Kiedy ucałowała go w policzki, bardziej się uspokoił. Boże, jakim on był głupcem i dupkiem! Gdyby tylko wtedy nie posłuchał Tori, nadal byłby z Clarissą. Nie straciłby swojego świata i nie pogrążał się w wyrzucaniu sobie każdego błędu, jaki dotąd zrobił.
- Przepraszam, ale wiesz, że nie mogę Ci tego obiecać. - odezwał się cicho, mruganiem pozbywając się reszty łez. - Wręcz przeciwnie, będę Cię chronić. Nie pozwolę, by stała Ci się najmniejsza krzywda, Clarisso.
Był gotowy zrobić wszystko, byleby tylko dziewczyna przeżyła i żadna cena nie była dla niego przeszkodą. Jeśli byłoby trzeba, oddałby za nią życie i wiedział, że Krukonka zdawała sobie z tego sprawę. Odwzajemnił uścisk, opierając brodę na jej ramieniu i mocno ją trzymając. Bardzo chciał wierzyć w to, co właśnie powiedziała, że to tylko wizja. Prawda jednak była taka, że to wizja. A one się najczęściej spełniały i… Stop. Musiał przestać o tym myśleć.
- Obronię Cię, słyszysz? - szepnął, gładząc ją po plecach i wdychając jej zapach. - Obronię Cię przed całym cholernym złem, nawet jeżeli… Nawet jeśli miałbym za to zapłacić wysoką cenę. Przysięgam, Clari.
Teraz już nie było odwrotu, bo skoro coś obiecał, to zamierzał dotrzymać tej obietnicy. I pomimo tego, że już dawno rozstali się, to Jon nigdy nie przestał jej kochać. Po prostu milczał, widząc, że jest szczęśliwa z Evanem. Do głowy przyszło mu jeszcze jedno i odsunął się lekko, patrząc się dziewczynie prosto w oczy.
- Clarissa, w wizji słyszałem płacz dziecka. - powiedział wolno, unosząc lekko brwi do góry. - Czy Ty, no wiesz…?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Moskwa - Rosja
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 599
Dodatkowo : animagia (fenek)
  Liczba postów : 824
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12265-clarissa-rowena-grigori
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12319-badz-czescia-mego-swiata#328231
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12321-asmodaj#328235
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12320-clarissa-rowena-grigori#328234




Moderator






PisanieTemat: Re: Ognisty zakątek   Wto Mar 21 2017, 20:42

Wiesz co jest gorsze od płakania w poduszkę? Pustka. Ta­ka chwila kiedy po prostu siedzisz i wpatrujesz się w niebo, wiesz, że nie możesz nic zro­bić i ogar­nia cię to prze­rażające poczu­cie bezsilności, które zżera cię od środ­ka. A Ty nie ro­bisz nic. Po pros­tu się przyglądasz... Tak włąśnie czuła się w tym momencie Clari. Nie była w stanie nic zrobić. Chociaż zapewniała Jace'ego, że to tylko wizja, nic nie znacząca wizja, to czuła pustkę z faktu iż nie moze nic zrobić. Tylko siedzieć i czekać na jej spełnienie. Uczucie bezsilności ogarnęło całe jej ciało. Jedynie mogła trzymać chłopaka w ramionach i czekać. Pod wpływem chwili przymknęła swoje oczy wsłuchując się w odgłosy dochodzące z lasu. Ciche pohukiwanie sowy uświadamiało ją, że nie są sami. Że nadal jest na tym świecie życie. To dodawało jej otuchy, jednak przerażenie nie odeszło w niepamięć. W dalszym ciągu czaiło się gdzieś z tyłu jej głowy.
Jego słowa obudziły dawno uśpiony ogień w jej sercu. W dalszym ciągu chciała aby był jej przyjacielem jednak nie mogła pozbyć się myśli co by było gdyby... Gdyby nie Tori mogliby być szczęśliwi. Nigdy nie była by z Belphegorem, nie zaszłaby w ciążę, nie była ze swoim najlepszym przyjacielem Evanem i może nie byłoby wizji. Tyle możliwości, a ona jak zawsze musiała wybrać najgorszą. Ale! Hola, hola! Co to za negatywne myślenie?! Gdyby nie te przygody nigdy nie poznałaby smaku miłości, nie miała najlepszego synka na świecie i zaznała tyle szczęścia. Powinna dziękować za to, a nie jeszcze się użalać. Uśmiechając się od ucha do ucha spojrzała na chłopak.
- Nic mi się nie stanie. Jestem dużą dziewczyną i umiem o siebie zadbać, słońce. - mrugnęła do niego chcąc jakoś rozładować napięcie które z każdą chwilą narastało coraz bardziej między nimi. - I nawet nie waż mi się tak mówić! Nikt nie będzie tracił życia, słyszysz? - spojrzała w jego oczy będąc zupełnie poważną. Nie przeżyłaby tego, gdyby stracił z jej powodu życie. Miał żyć!
Ostatniego pytania jednak się nie spodziewała. Przez chwilę wpatrywała się w niego z na wpół otwartymi ustami. Miała chwilowy mętlik w głowie. Nie powiedziała mu? Na to wyglądało. No tak, kiedy miała to niby zrobić. Jak byli w Kolumbii? To nie była najlepsza pora, a później on wyjechał. Spuszczając oczy z zawstydzenia splotła palce dłoni.
- Ja nie wiedziałam jak Ci powiedzieć, a później wyjechałeś i... Nie miała żadnego kontaktu z Tobą... i... - słysząc swoją nieskładną plątaninę przystanęła na chwilę nabierając powietrza i po woli podnosząc na niego swój wzrok. - W styczniu urodziłam. Chłopca. Ma na imię Asmodeus. - nie wiedziała czego ma się spodziewać. Ucieknie? Zostanie? Naprawdę nie wiedziała. I ta niewiedza również ją przerażała. - Ja... - po jej policzku popłynęła łza chociaż nie była smutna ani zła. Może była ona oznaką ulgi wyznania mu prawdy o sobie? A może było to z emocji które opuszczały jej ciało... - Przepraszam. - tylko tyle była w stanie powiedzieć zanim znów spuściła wzrok.

______________________



Łatwe jest zejście do piekła
To, czy chcesz wracać zależy od Ciebie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 19
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 122
Dodatkowo : jasnowidzenie
  Liczba postów : 59
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13090-jonathan-sebastian-valentine-garroway?nid=3#350699
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13093-jonathan-garroway?nid=4#350709
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13095-sowa-jonathana
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13094-jon-garroway




Gracz






PisanieTemat: Re: Ognisty zakątek   Czw Mar 23 2017, 18:53

Mocno trzymał Clarissę w ramionach, nie pozwalając się jej odsunąć. Mógł tylko podejrzewać, jak czuje się dziewczyna, ale też dużo umiał z niej odczytać. Była przerażona i widział to, a jednocześnie nie mógł nic zrobić poza zapewnieniem jej, że nie pozwoli, by stała się jej krzywda. Był bezsilny, bo nijak nie umiał wpłynąć na swoje wizje. Gdyby nie był tym cholernym jasnowidzem, gdyby ten “dar” ominął jego pokolenie, wtedy nie widziałby martwej Grigori. Ale czy na pewno byłby wtedy szczęśliwy? Już tak przywykł do swoich wizji, że wręcz martwił się, gdy długo nie następowały. W głębi duszy wiedział, że gdyby nagle utracił swoje umiejętności, byłby przerażony i bezbronny jak małe dziecko. Bo mimo wszystko, wizje pozwalały mu też zapobiec tragediom. Może właśnie dlatego widział Clari? Może nie dlatego, że miała umrzeć, ale dlatego, że on miał temu zapobiec? Może to nie było nic więcej, jak ostrzeżenie, a nie pewna i rychła przyszłość? Już wiele razy przekonał się, że bycie jasnowidzem oznacza widzenie “więcej” w nie całkiem dosłownym tego słowa znaczeniu. Uczepił się tej myśli i kurczowo trzymał, nie pozwalając jej zgasnąć. Widział, że rudowłosa jest pogrążona w zamyśleniu i odruchowo pogładził jej włosy, przysłuchując się odgłosom lasu. Nie byli sami i trochę go to pocieszało. Z jego twarzy zniknął smutek i pojawiła się determinacja, jakiej jeszcze nie było widać, bo miał zamiar zrobić wszystko, byleby zapobiec tragedii. Kiedy będzie na osobności, będzie musiał wywołać kolejną wizję dotyczącą Krukonki, by dowiedzieć się więcej szczegółów. Pominął na razie jej poprzednie słowa, by skupić się na tych ostatnich. Jego oczy delikatnie się rozszerzyły i od razu niemalże otarł łzę z jej policzka. Wysłuchał jej uważnie, choć trudno było mu w to uwierzyć. Clarissa urodziła?
- Clari, za co przepraszasz? - odezwał się, a w jego głosie słychać było tylko zaskoczenie. - Nie masz za co, głuptasie. Prawda, to dość szokująca wiadomość, ale jeśli jesteś szczęśliwa, to ja tym bardziej. Asmodeus. Ładne imię. Ten mały jest prawdziwym szczęściarzem, że ma Ciebie za matkę.
Pocałował ją w czoło, przez chwilę się nie odsuwając, a potem spojrzał jej w oczy, unosząc kącik ust do góry.
- I tak, wiem, że umiesz o siebie zadbać. Nie zmienia to faktu, że będę Twoim osobistym strażnikiem. Wiesz, przynieś, podaj, pozamiataj. - powiedział, mając nadzieję, że to chociaż trochę rozbawi rudowłosą. Części o traceniu życia nawet nie miał zamiaru komentować, bo jeszcze doprowadziłoby to tylko do kłótni.
- Chodź, nie będziemy siedzieć na tej zimnej ziemi. Jeszcze się przeziębisz. - powiedział, podnosząc się i potem pomagając jej wstać, przy okazji otrzepując ją z wszelkiego brudu, który mógłby na niej osiąść. - Chcesz usiąść, czy raczej się przejść?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Moskwa - Rosja
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 599
Dodatkowo : animagia (fenek)
  Liczba postów : 824
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12265-clarissa-rowena-grigori
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12319-badz-czescia-mego-swiata#328231
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12321-asmodaj#328235
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12320-clarissa-rowena-grigori#328234




Moderator






PisanieTemat: Re: Ognisty zakątek   Nie Mar 26 2017, 22:28

Uspokajał ją jego dotyk. Ciepły i delikatny. Wyrażał z pewnością dużo więcej niż sam mówił. Było to magiczne, chodź z boku mogło się wydawać iż tylko pociesza kogoś w potrzebie. Nieporadnego i zagubionego w tym wielkim świecie którego do końca nie rozumie. Clari jednak nie była zagubioną owieczką. Wiedziała doskonale czego chce i pragnie. To pozwalało jej realizować cele nie zapominając po drodze o najbliższych. Nie potrafiłaby ich zostawić za sobą. Co innego dziadków, ale ich wyrzekła się już dawno i to temat z pewnością na inny moment, nie ten.
Czuły gest. Tak mało było potrzeba aby poczuć się kochanym i potrzebnym. Jedno otarcie małej łzy z policzka, a świat zaczyna nabierać kolorów i nieświadomie zaczynasz dążyć osobę, która zabrała tą łzę głębszym uczuciem, którego w tej chwili nie jesteś w stanie pojąć. Z czasem jednak zrozumiesz i zaczniesz potrzebować tej osoby coraz bardziej, jednak nie w tej chwili. To uczucie dopiero się budzi z głębokiego snu w którym było od długiego czasu.
- Jestem szczęśliwa. Jestem bo mam jego. - blady uśmiech rozjaśnił na chwile jej twarz. Głupoty gadasz. Nie jestem cudem świata. Ideałem tym bardziej. - przechyliła głowę śmiejąc się chwilę. Nie sądziła, że Jace powie coś takiego. - Musisz go poznać. Jest kochanym chłopcem, chociaż bardziej wrodził się do... Wybacz. Nie powinnam była tego mówić. - w ostatniej chwili ugryzła się w język. Już chciała mu powiedzieć imię ojca dziecka, chociaż z pewnością je znał, a może się domyślał... Po drugie nie chciała tym małym incydentem psuć tego wieczoru.
Założyła ręce na boki spoglądając na niego hardo. Nie potrzebowała ochrony, jeszcze przez nią coś by mu się stało. Ale miała inny plan ułożony już w swojej rudej główce. Spojrzała najpierw na jego plecak, a następnie na niego unosząc kąciki ust ku górze.
- Dobrze, skoro chcesz mnie chronić nie zabronię ci tego, ale... - tutaj zrobiła krótką przerwę uśmiechając się jak chochlik - W zamian proponuje CI dach nad głową i ciepłe posiłki. Nie waż się nawet odmówić. W przeciwnym wypadku nie zgodzę się na twoją "opiekę". - uniosła do góry głowę będąc dumną ze swojego planu. Prawdą było iż chciała mieć go przy sobie. Mieć z kim porozmawiać i się pośmiać.
Z małą pomocą podniosła się na równe nogi.
- Przejdźmy się. - zadecydowała robiąc parę kroków przed siebie nadal trzymając jego dłoń. - Teraz chcę usłyszeć ze szczegółami twoją wyprawę. Raczej nic nam nie powinno tego przerwać. - mrugnęła do niego i ścisnęła mocniej jego dłoń.

______________________



Łatwe jest zejście do piekła
To, czy chcesz wracać zależy od Ciebie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 19
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 122
Dodatkowo : jasnowidzenie
  Liczba postów : 59
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13090-jonathan-sebastian-valentine-garroway?nid=3#350699
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13093-jonathan-garroway?nid=4#350709
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13095-sowa-jonathana
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13094-jon-garroway




Gracz






PisanieTemat: Re: Ognisty zakątek   Nie Kwi 02 2017, 09:57

- Głupoty? Jakie głupoty? Ja, głupoty? Mówię tylko prawdę i najszczerszą prawdę! - powiedział już o wiele weselej, nie chcąc, by dziewczyna dalej się smuciła. - To dobrze, że jesteś szczęśliwa. Przecież to jest najważniejsze, prawda?
Jonathan wiedział, że brzmi to tak jakby martwił się jedynie o Clarissę i kompletnie zapominał o sobie, ale nie umiał inaczej. Teraz, kiedy wrócił i kiedy pojawiła się ta wizja, nie potrafił oderwać od niej myśli - bo nigdy nie przestał jej kochać. Nadal żywił uczucie do tej Krukonki, może nawet jeszcze większe, niż przedtem, ale nie miał zamiaru teraz tego mówić. Nie teraz, kiedy jej życie znajdowało się pod znakiem zapytania. Nie teraz, kiedy miała dziecko i była szczęśliwa z… Z kimś innym. Ta myśl ugodziła Jonathana w serce tak mocno, że znowu zachciało mu się płakać, ale nadal dzielnie się uśmiechał jak gdyby nigdy nic. Byłby samolubnym dupkiem, gdyby teraz postanowił na nowo wyznać uczucia rudowłosej i pewnie zniszczyłby jej cały świat, więc zamierzał skupić się na ich przyjaźni. I tym, żeby ją chronić. Jeżeli wizja się nie spełni, znowu będzie mógł usunąć się w cień i ewentualnie zapomnieć o bólu, nie raniąc przy tym Grigori.
- Hej, spokojnie. Zdaję sobie przecież sprawę, że to dziecko nie wzięło się znikąd. - uspokoił ją, nieco zdziwiony tym, że jego głos był tak pewny. Czyżby lata spędzone z Tori sprawiły, że stał się lepszy w udawaniu, niż sądził? Nie miał pojęcia i chyba nie chciał nawet o tym wiedzieć. Przyjaźń z tą dziewczyną była nieco toksyczna i zmieniła go pod pewnymi kątami, ale co mógł na to poradzić? Nie lubił nikogo ranić, a przecież Lacroix znał od dziecka. Tylko czemu posłuchał ją w kwestii Clarissy? Z powrotem zwrócił swoją uwagę na dziewczynę i zmarszczył brwi, widząc jej uśmieszek. Czyżby coś knuła? Nie musiał czekać długo, by przekonać się, że rzeczywiście tak było. Zaproponowała mu, żeby… Żeby z nią zamieszkał. Jego serce zabiło mocniej, gdy wpatrywał się w nią z niedowierzaniem. Wiedziała przecież, że miał swoje własne mieszkanie. I mimo to chciała, by z nią zamieszkał. Cholera, to trochę kolidowało z jego wcześniejszymi założeniami - jak mógł się usunąć w cień, jeśli by z nią mieszkał?
- Nie chciałbym nawet odmówić. Zgadzam się na Twoją kuszącą ofertę. - zaśmiał się trochę nerwowo, choć miał nadzieję, że Clarissa tego nie dosłyszała w jego głosie. Zerknął na jej dłoń trzymającą jego i bez zastanawiania się splótł ich palce, mocno trzymając się jej ręki. Ruszył za nią, zaczynając opowiadać o swojej podróży - o tym, jak odwiedził Rumunię i hodowlę smoków. Nie pomijał żadnego szczegółu, głównie skupiając wzrok na Rosjance i wiedząc, że ona nie odbierze tego źle. A przynajmniej miał taką nadzieję.
- I nie uwierzysz, kiedy zwiedzałem hodowlę, chyba wpadłem w oko pewnej smoczycy - stosunkowo łagodnej, dlatego pozwolili mi do niej podejść. Walijski zielony, była naprawdę cudna. W każdym razie, kiedy próbowałem od niej odejść, zaczynała ryczeć jakby świat się kończył i w końcu zirytowana dziabnęła opiekuna w tyłek. - powiedział rozbawiony, przypominając sobie tamtą sytuację. - Uspokoiła się dopiero wtedy, gdy obiecałem jej, że wrócę. Ale i tak długo jeszcze patrzyła za mną tym tęsknym wzrokiem. Musisz ją koniecznie poznać, polubiłaby cię.
Umilkł, przypatrując się dziewczynie z delikatnym uśmiechem. Kosmyk jej włosów opadł jej na czoło i Jon ostrożnie założył go jej za ucho. Cholerka. Nie powinien być aż tak uczuciowy.
- Opowiedz mi, co się działo kiedy mnie nie było. - poprosił nagle, by odwrócić uwagę od tego co właśnie zrobił.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Moskwa - Rosja
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 599
Dodatkowo : animagia (fenek)
  Liczba postów : 824
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12265-clarissa-rowena-grigori
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12319-badz-czescia-mego-swiata#328231
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12321-asmodaj#328235
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12320-clarissa-rowena-grigori#328234




Moderator






PisanieTemat: Re: Ognisty zakątek   Wto Kwi 11 2017, 19:33

Powiedziała, że jest szczęśliwa, ale czy naprawdę tak było? Z Evanem nie widziała się już tak często. Wyprowadził się od nich i od kilku miesięcy nie miała z nim kontaktu, a przynajmniej takiego jak kiedyś. Gdy go potrzebowała w nagłych sytuacjach to zjawiał się, niczym rycerz na białym koniu. Może błędem było wchodzenie w coś więcej niż przyjaźń... Ostatnio właśnie takie myśli chodziły po jej głowie, jednak skutecznie jest odsuwała od siebie i starała nie pokazywać ich na wierzchu. Chodziła szczęśliwa i zadowolona jak gdyby nigdy nic. Nie potrzebowała litości od nikogo. A tym bardziej nie chciała aby Jace to widział, więc na jego słowa pokiwała głową uśmiechając się najradośniej jak tylko umiała. Czy był to sztuczny uśmiech? Oczywiście, że tak.
- Tak, jestem szczęśliwa. - powtórzyła jego słowa lekko zamyślona.
Kolejne jego słowa ją rozbawiły. Naprawdę szczerze. Oczywistym było, że As nie wziął się znikąd. Może osoba z którą to się stało była nieodpowiednia jednak nigdy nie uważała aby to dziecko było błędem. A przynajmniej nie uważała już tak teraz. Tydzień po porodzie był ciężki i gdyby nie Tosiek, który wspierał ją na każdym kroku mogłaby oddać swoje ukochane dziecko. Była by to największa głupota jaką mogłaby zrobić na świecie i z pewnością żałowałaby do końca życia. Dobrze, że był przy niej i nie pozwolił aby coś takiego miało miejsce.
- Wybacz. Z pewnością kiedyś Ci powiem wszystko odnośnie tego, jednak nie dziś. - ścisnęła jego dłoń i posłała w jego stronę uśmiech wyrażający przeprosiny. Nie chciała okłamywać chłopaka, jednak również nie chciała mieszać go, od razu po powrocie, w jej pokręcone życie. Babka miała rację, nigdy nie znajdzie prawdziwej miłości. Kogoś kto pokocha ją taką jaka jest. Kogoś kto bezinteresownie i ją pokocha. Skazana była do końca życia na ciągłe niepowodzenia miłosne. Może zasłużyła sobie na to. Mimochodem spojrzała na profil chłopaka. Był dokładnie takim jakim go zapamiętała, a zarazem inny. Chodź wygląd nadal pozostawał ten sam to jego wnętrze zmieniło się diametralnie. Przez moment wyobraziła sobie nawet jakby cudownie mogło być gdyby znów byli razem. Jakby znów mogła go pocałować i zatopić swoje palce w jego miękkich włosach.
- Innego wyjścia nie masz. Wręcz śmiertelnie obraziłabym się na ciebie, gdybyś tylko odmówił. Będziemy mogli spędzić noc przy kubku gorącego kakao, przy kominku na ciepłym kocu i rozmawiać do białego rana. - wyszczerzyła się dając do zrozumienia, że teraz nie ma zamiaru wypuścić go ze swoich dłoni.
- Brzmi jak dobra historia miłosna. Dla niej z pewnością byłeś rycerzem mającym za zadanie wybawić ją z opresji. W tym przypadku z łap hodowców. Musiała przeżyć załamanie, gdy ją zostawiłeś. Uwierz mi nie powinieneś tego robić. Mówię jak najbardziej poważnie. - poważny wyraz twarzy który w tym momencie można było u niej zobaczyć nie dawał większych wątpliwości. To co mówiła było dla niej święte, a może... I właśnie teraz zaczęła się głośno śmiać dając do zrozumienia, że jedynie żartowała. - I szczerze wątpię aby mnie polubiła. A tym bardziej ja ją. Nie mam zamiaru dzielić się.... - głos uwiązł jej w gardle. Czy ona właśnie powiedziała to na głos? Zmieszana spojrzała na chłopaka. Nie miała pojęcia co powiedzieć dalej, jednak jakoś musiała wybrnąć z tej sytuacji. - Byłam w Grenlandii na feriach i tym razem nie spałam na deskach. - mówiła tak szybko, że trudno było ją zrozumieć. I co ona właśnie powiedziała? Coś o deskach? już nawet nie pamiętała wypowiedzianych przed kilkoma sekundami słów.

______________________



Łatwe jest zejście do piekła
To, czy chcesz wracać zależy od Ciebie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 19
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 122
Dodatkowo : jasnowidzenie
  Liczba postów : 59
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13090-jonathan-sebastian-valentine-garroway?nid=3#350699
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13093-jonathan-garroway?nid=4#350709
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13095-sowa-jonathana
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13094-jon-garroway




Gracz






PisanieTemat: Re: Ognisty zakątek   Pon Maj 08 2017, 00:54

Długo się przypatrywał Clarissie, nie będąc pewnym, czy aby na pewno mówi prawdę. Znał ją bardzo dobrze i wiedział, że sama mogła nie być pewna tego, co mówi. Ale jaki był w sens w dopytywaniu się, czy na pewno wszystko w porządku? Jedynie by mu wmówiła, że oczywiście i byłby koniec tematu. A tak mógł ją spokojnie obserwować i zareagować, jeżeli by się coś stało. Rozluźnił się nieco, gdy widocznie rozbawiły ją jego słowa i jego wzrok przestał być tak zmartwiony. Kimże by był, gdyby tylko i wyłącznie się martwił? Nawet, jeżeli czuł się przerażony i zagubiony, musiał robić dobrą minę do złej gry, nie, chciał robić dobrą minę do złej gry. Jeżeli tylko byłby w stanie pocieszyć tym Grigori i sprawić, że jeszcze raz się uśmiechnie, to udawałby cały czas - nawet stałby się klaunem, byleby dziewczyna była szczęśliwa. Teraz dopiero rozumiał, jak mocno ją kochał i jak mocno się o nią troszczył - nie zaznał tego, będąc z Tori i nie żałował już, że przestał się z nią przyjaźnić. Teraz dopiero rozumiał, jak głupi był, wyjeżdżając tylko po to, by uciec od problemów. Gdyby tu był, byłby w stanie pomóc rudowłosej i mógłby ją wesprzeć. A tak? Zawalił sprawę po całości, jednak był zdeterminowany, by naprawić ich relację. Kiwnął tylko głową na jej słowa, że kiedyś mu o wszystkim opowie i ścisnął jej dłoń, ze spokojem już przyjmując jak mocno zabiło mu serce. Ulżyło mu, gdy przyznał się sam przed sobą do swoich uczuć, choć nadal nie miał zamiaru wyznawać ich Clarissie o ile ona sama nie dałaby mu wyraźnego znaku, że chce by to, co między nimi kiedyś było, wróciło i zostało już na zawsze. Nie przeszkadzało mu kompletnie, że dziewczyna już ma syna i wręcz był pewien, że pokocha tę maleńką istotę. Chwilami myślał, jakby to było, gdyby to on był ojcem Asmodeusa, ale zdawał sobie sprawę z tego, że to już nieważne. Mały był na świecie i teraz najbardziej potrzebował opieki oraz miłości, a Jon chciał dołożyć wszelkich starań, żeby mu to zapewnić. Uśmiechnął się na jej słowa, że obraziłaby się, gdyby odrzucił jej propozycję, choć połowicznie nadal był pogrążony w swoich myślach.
- Rozmawiać do białego rana, a potem odsypiać w dzień. - dodał, śmiejąc się cicho i kciukiem delikatnie gładząc jej dłoń. Pomimo tej wizji i pomimo cienia tragedii, jaki nad nimi zawisł, był szczęśliwszy niż kiedykolwiek. Mocno uczepił się tego uczucia i nie puszczał, choć ono tylko wzrastało wraz tym jak przebywał z Rosjanką. Może i zachowywał się jak zakochany nastolatek, ale co mógł poradzić na to, że właśnie tak się teraz czuł? Chciał czerpać z tego jak najwięcej, bo doskonale wiedział, że może minąć dużo czasu, zanim nadejdzie kolejna chwila szczęścia. Popatrzył zdziwiony na Krukonkę, kiedy ta poważnie oznajmiła, że powinien był zostać ze smoczycą, a potem zaczął śmiać się wraz z nią, kręcąc delikatnie głową. Powoli ucichł, słysząc jej następne słowa, a na jego twarzy pojawiło się porządne zaskoczenie. Nie miała zamiaru się dzielić? Ale kim? Nim? Zatrzymał się gwałtownie, przez chwilę nic nie mówiąc i przyciągnął dziewczynę bliżej siebie, wolną dłonią delikatnie chwytając ją za brodę i unosząc ją, żeby na niego popatrzyła.
- Clari. Chcę, żebyś mnie teraz wysłuchała i to zapamiętała. - powiedział cicho, nie odwracając wzroku od jej twarzy. - Możesz mi powiedzieć dosłownie wszystko, rozumiesz? Cokolwiek byś nie pomyślała i uznała, że chcesz się ze mną tym podzielić, proszę bardzo. Wysłucham Cię, a jeśli będziesz potrzebowała rady, czy pocieszenia, ja tu będę. Obiecuję, Clari. Nie obchodzi mnie jak dziwne to będzie, ale musisz pamiętać, że naprawdę możesz mi się zwierzyć.
Uśmiechnął się delikatnie i przez chwilę wyobraził sobie, jak by to było ją pocałować, ale prędko wyrzucił te myśli z głowy. Nie mógł jej tego zrobić. Puścił jej brodę, ściskając jej dłoń i uśmiechnął się szerzej. Zaczynało się robić późno i chłodno, a to było najgorsze połączenie.
- Powinniśmy już iść. Robi się zimno. - powiedział po chwili, zerkając na niebo, które dosyć szybko się ściemniało i potem zwrócił wzrok na Clarissę. Czemu była tak cienko ubrana? Niewiele myśląc, jakoś zdjął swoją kurtkę i narzucił jej na ramiona, po czym znowu złapał jej dłoń, uśmiechając się szeroko.
- No, teraz możemy iść.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Moskwa - Rosja
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 599
Dodatkowo : animagia (fenek)
  Liczba postów : 824
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12265-clarissa-rowena-grigori
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12319-badz-czescia-mego-swiata#328231
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12321-asmodaj#328235
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12320-clarissa-rowena-grigori#328234




Moderator






PisanieTemat: Re: Ognisty zakątek   Pon Maj 08 2017, 22:23

Czy czuła to samo co Jon do niej? Tak, chociaż tak naprawdę nie rozumiała tego. W dalszym ciągu sądziła, że jest to jedynie przyjaźń, chociaż jakaś część jej umysłu krzyczała wręcz, że jest inaczej. Nie chciała jej słuchać, nie chciała zniszczyć tego co było między nimi. Właśnie w taki sposób zniszczyła jej trzy przyjaźnie - z Adamem, Belphegorem, chociaż tutaj wina była bardziej po jego stronie, i Evanem. Co do ostatniego nie była pewna czy powinna brać całą winę na siebie. W końcu to on odszedł zostawiając ją samą. A tak pięknie zapewniał jak to ją kocha i czego to by nie zrobił. Miłość jednak potrafi być ślepa i suką jednocześnie.
Trzymając jego dłoń nie potrafiła się nie uśmiechać. Ciepło jakie z niej płynęła ogrzewało każdy skrawek jej ciała dając nadzieję, której w tej chwili potrzebowała najbardziej. Czy bała się śmierci? Bała. Głupia by była, gdyby tak nie było. Cały czas miała przed oczyma uśmiechniętą twarz swojego synka. Kto się nim zajmie, gdy jej nie będzie? Kto da mu miłość i radość z tego życia? Te myśli nie dawały jej spokoju od pierwszych wypowiedzianych słów Jake'a. Już nawet zapomniała kiedy to zaczęła mówić do niego w ten sposób. Nigdy nawet nie spytała się go czy mu to nie przeszkadza, ale czy teraz miało to jakieś większe znaczenie?
Czując jak gładzi jej dłoń kciukiem po jej ciele rozlała się fala dreszczy. Nie, nie mogła się zakochać, chociaż czuła, że już to zrobiła. Głupia, przecież zrobiła to już dawno temu. Najwidoczniej uczucie to nie zniknęło wraz z chłopakiem z jej życia, tylko czekało w ukryciu na dobry moment aby powiedzieć Cześć! To znowu ja. Wiem, że nie tęskniłaś dlatego przyszedł przypomnieć tobie o sobie. westchnęła głośno hamując zły które zapragnęły w tej chwili wolności. Nie, nie mogła się popłakać, nie przy nim.
Jego gwałtowne zatrzymanie się wytrąciło ją z równowagi. Nie rozumiejąc nic spojrzała w jego oczy chcąc aby jej to wytłumaczył. I zrobił to. Jednak nie spodziewała się, że będzie to tak wyglądało. Z lekko rozchylonymi ustami słuchała wszystkiego. Na samym końcu miała ochotę go pocałować, dotknąć i objąć. Jednak nie zrobiła tego, a przynajmniej nie pierwszych dwóch czynności. Stając na palcach objęła go krótko po czym nie mogąc powstrzymać uśmiechu spojrzała w jego oczy.
- Obiecuję. - zaskoczona swoim słabym głosem odchrząknęła cicho. - Obiecuję, że będziesz pierwszą osobą która będzie wiedziała co się dzieje. A wiesz co to znaczy? - w tym momencie nawet jej oczy się śmiały chodź nie mogła tego zobaczyć. Co innego chłopak stojący przed nią - Nie opędzisz się ode mnie. - wyszczerzyła się w szczerym uśmiechu. A słysząc, że chłopak chce już iść kiwnęła energicznie głową przyjmując chwilę później od niego kurtkę. Dyskretnie wtuliła w nią swój nos chcąc zapamiętać jego zapach na długo.

z/t x2

______________________



Łatwe jest zejście do piekła
To, czy chcesz wracać zależy od Ciebie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Ognisty zakątek

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

 Similar topics

-
» Pub Ognisty Krab
» Rody Chorążych
» Cienisty Zakątek

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogsmeade
 :: 
Okolice Hogsmeade
-