IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Zrujnowana kapliczka

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość



avatar

Nauczyciel
Wiek : 22
Skąd : Sztokholm, Szwecja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 5293
Dodatkowo : Wężoustość, legilimencja i oklumencja
  Liczba postów : 2711
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7093-rasheed-sharker
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7094-rekinowe-relacje
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7096-rasheed-sharker
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7190-rasheed-sharker




Gracz






PisanieTemat: Zrujnowana kapliczka   Pią 1 Kwi - 21:25


Zrujnowana kapliczka

Czy czarodzieje wierzą jeszcze w kogoś poza Merlinem lub Morganą? Niektórzy powiedzą Ci, że tak. Zwierzą się może też z codziennych modlitw, składania ofiar czy przedziwnych praktyk magicznych, mających udobruchać ich Boga, a z kolei inni zaprzeczą. Wyznając absolutną niewiarę, uśmiechną się lub wręcz wyśmieją taką herezję, potraktują Cię pogardliwie lub uniosą się dumą, oburzeni, że pytasz ich o coś takiego. Ciężko określić czy tajemnicza, dawno już opuszczona kapliczka, wybudowana na obrzeżach Doliny Godryka była postawiona przez czarodziejów czy może przez mugoli. Jej historia sięga tak odległych czasów, że właściwie ciężko jest wychwycić moment jej powstawania, ale to samo tyczy się również jej upadku. Mury kruszeją rok w rok, a nieświadomi niczego mieszkańcy prowadzą codzienne życie tuż obok, być może, siedziby dawnego Boga. Dziś to miejsce jest jedną, wielką niewiadomą, kuszącą przedziwną magią, która, podobno, uzdrawia ciężko chorych i działa prawdziwe cuda. Tylko, że im więcej pozytywnych opinii, tym również pojawiają się te oskarżycielskie. Przeklęta kapliczka, mówią, sprawia, że kobiety ronią łzy nad straconymi dziećmi, a mężczyźni opadają z sił, przykuci do łóżek przez ciężkie choroby. Odważysz się przekonać jak jest naprawdę?

Uwaga!
Wchodzisz tu na własną odpowiedzialność! Kostki, które tu wyrzucisz mogą ci dać bardzo duży potencjał magiczny, niesamowite przedmioty itp. Jednak możesz też zachorować na nieznaną chorobę, poważnie się poranić lub stracić dużo pieniędzy.
Zanim rzucisz kostką, upewnij się, że znasz zasady wynikające z rzutu.


1 - Kiedy zbliżasz się do kapliczki, masz wrażenie, że coś lub ktoś Cię obserwuje. To dziwne uczucie nie zanika wraz z kolejnymi krokami, a wręcz osiąga apogeum, w chwili, w której zaciekawiony dotykasz zmurszałego kamienia tworzącego niewielki ołtarzyk, zasłany liśćmi opadłymi z okolicznych drzew.
Spoiler:
 
2 - Zbliżasz się do kapliczki, a towarzyszące Ci uczucie niepokoju staje się powoli męczące. Nie możesz być pewien tego, co czeka Cię w tym miejscu, owianym wyjątkowo nieprzychylną sławą, a przedziwna magia wyczuwana przez Ciebie w powietrzu nie napawa entuzjazmem. Nagle zatrzymujesz się chcąc się rozejrzeć (wtedy dostrzegasz przeszkodę tuż przed sobą) lub po prostu dalej maszerujesz, potykając się o coś, co ukryła kupka zeschłych liści, śnieg lub dowolna przeszkoda odpowiednia dla danej pory roku. Kiedy bliżej się przypatrujesz, okazuje się, że przed Tobą leży niewielka sterta starych, obgryzionych do cna kości, z tym, że bardzo ciężko stwierdzić czy należały do człowieka czy zwierzęcia.
Spoiler:
 
 
3 - Nie wiesz czy to Twoja zasługa, czy dzisiaj kapliczka jest po prostu łaskawa, ale nie prześladuje Cię ani dziwne uczucie bycia obserwowanym, ani żadne słabości. Bez większego problemu podchodzisz do ponurego ołtarza, przy którym stoi wysoki świecznik z zaskakująco nową, czerwoną świecą.
Spoiler:
 
4 - Wszystko jest dobrze do czasu. Może udaje Ci się nawet wejść do kaplicy, a może i nie. W każdym razie po chwili dopada Cię ogromny, paraliżujący ból w podbrzuszu.
Spoiler:
 
5 -  Tajemnicza kaplica niesamowicie Cię inspiruje! Ledwie znalazłeś się w jej pobliżu, a poczułeś jak wypełnia Cię nieznana, przyjazna magia, rozjaśniająca wątpliwości i wspaniale rozwijająca Twoje zdolności magiczne.
Spoiler:
 
6 - Miałeś prawdziwego pecha. Nie zdążyłeś nawet dojść do kaplicy, a już potknąłeś się o wystający korzeń i niefortunnie stanąłeś. Nie ma szans, aby w związku z tym pękła Ci jakakolwiek kość, ale złośliwa kapliczka chyba zadbała o to, abyś miał jednak okazję trochę pocierpieć.
Spoiler:
 



______________________

Sorrow   I love your beautiful anger
* YOU ARE MY LIGHT * EVERYTHING MY HEART DESIRES * SHOW ME YOUR BEAUTIFUL ANGER * SORROW, KEEPING ME SANE * YOU TURN MY NIGHTS INTO DAYS *


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 28
Skąd : Balbriggan, Irlandia
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 581
  Liczba postów : 60
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13759-lottie-fittleworth#365098
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13761-lotna-lottie#365115
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13762-najgrozniejsza-sowa#365117
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13760-lottie-fittleworth#365111




Gracz






PisanieTemat: Re: Zrujnowana kapliczka   Sro 28 Gru - 16:17

Mężczyzna, który tajemniczo mnie tu teleportował i nie próbował w żaden sposób ze mną nawiązać kontaktu, mimo iż usilnie próbowałam go zagadywać jak tylko wylądowaliśmy pod kapliczką, puścił mnie i zaraz znikł, zupełnie już nie wracając. Nie mogłam pojąć, czemu wyrzucił mnie na jakiejś obrzeża Doliny Godryka, zamiast po prostu na ulicę z moim domem. Nie żeby, byłoby tak trochę wygodniej i miałabym do ciepłego wnętrza domu pięć kroków, a nie pięć godzin szukania właściwej drogi.
Byłam tutaj pierwsza, kiedy rozejrzałam się, na chwiejnych nogach, szukając wzorkiem ludzi, którzy także uciekali z tego ognistego zamieszania. Wciąż nie rozumiałam, dlaczego organizatorzy nie byli w stanie powstrzymać ataku takich zwierzaków i co tam dokładnie się wydarzyło. Szybko odpuściłam te dywagacje, gdy moje oczy zatrzymały się na zniszczonej kapliczce. Miałam potworną słabość do miejsc religijnych, przesyconych mistyczną aurą. Nie mogłam się powstrzymać, by nie spróbować zajrzeć do środka, odkryć, do którego boga należy to miejsce.
Kapliczka miała bardzo ponurą aurę. Gdy tylko znalazłam się w jej wnętrzu, automatycznie zdjęłam z głowy puchatą czapkę, otrzepując ją z nadmiaru zimnego śniegu. Przez chwilę stopniowo przemieszczałam się po niewielkim pomieszczeniu, zadzierając wysoko głowę i rozglądając się po naściennych zdobieniach, szukając krzyży, do których zapewne tutaj się modlono. Byłam w tym momencie na etapie fascynacją wschodnimi religiami, a oczywiście ta kapliczka na pewno nie należała do tego kultu.
Pod moimi nogami coś złowrogo zatrzeszczało, gdy stanęłam na wyższej stercie śniegu. Butem rozgrzebałam to, co pod nim się kryło. Były to najprawdziwsze, stare kości. Pisnęłam niczym małolata, odskakując o krok do tyłu i uderzając się o ornamentalne zdobienia za moimi plecami. Rozmasowując sobie plecy, wciąż z niedowierzaniem wpatrywałam się w szczątki jakiegoś zwierzęcia. Albo człowieka. Chryste, gdzie ja zamieszkałam?
Między kośćmi, co gorsza, dostrzegłam elegancką różdżkę. Nie powinnam była nawet zwracać na nią uwagi. Nie mogłam się jednak powstrzymać, by zobaczyć ją z bliska. Podobno Dumbledore też do grobu zabrał tą swoją, która była najpotężniejsza ze wszystkich. Znalezisko postanowiłam przywołać starą różdżką, by mimo wszystko przyjrzeć się temu przedmiotowi z bliska. Gdy tylko wylądowała w mojej ręce poczułam (poza obrzydzeniem, że leżała w szczątkach trupa), że naprawdę dobrze leży i dobrze działa. Wyczyściłam ją dokładnie kilkoma zaklęciami, ale na wszelki wypadek i tak trzymałam ją przez grubą rękawice. No, może nie znalazłam jej w najlepszym miejscu, jednak to było dość dziwne, że tak dobrze działała w moich dłoniach, głupio byłoby jej nie zatrzymać. Na wszelki wypadek, bo i tak miałam ciarki na plecach, na samą myśl dzielenia różdżki z tą kupą kości.

2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 460
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 374
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14885-beatrice-l-o-o-dear
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14916-are-you-afraid-of-blood
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14920-poczta-beatrice-l-o-o-dear#397481
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14915-beatrice-l-o-o-dear




Gracz






PisanieTemat: Re: Zrujnowana kapliczka   Pon 12 Lut - 23:36

/Jakiś czas po spotkaniu w mieszkaniu Clauda

Już od dłuższego czasu nosiła się z zamiarem napisania. Ale niestety, natłok codziennych obowiązków jej na to nie pozwalał. Co niedługo miała coś nowego do zrobienia. Czy to w nowym domu, czy w pracy. Każdy czegoś od niej chciał i każdy chciał to na już. Beatrice miała roboty po łokcie a i tak nie ze wszystkim dawała sobie radę.
Jednak tego dnia, kiedy siedziała nad wyjątkowo nużącym sprawozdaniem z zaopatrzenia kolejnego magazynu ( które notabene miał zrobić ktoś inny, ale ona jako kierownik musiała to zrobić, gdy tamta osoba się nie wywiązała), powiedziała sobie dość. Było tego za dużo. Od kilku tygodni nie robiła nic innego, prócz zajmowania się pracą i domem. Musiała coś zmienić i postanowiła zrobić to od razu. Dlatego właśnie, złapała za pióro i kawałek czystego pergaminu i niewiele myśląc, naskrobała kilka słów do Clauda. I zanim dotarło do niej, że być może to jest głupie czy nieodpowiednie, wysłała swoją wiadomość do niego.
W pracy zapowiedziała, że kolejnego dnia, musi wyjść wcześniej, bo ma coś bardzo ważnego do załatwienia i tak, nazajutrz, już o dwunastej wyszła ze sklepu. Popędziła czym prędzej do domu, aby przebrać się w coś wygodniejszego. Sukienkę zamieniła na czarne spodnie, wysokie obcasy na trapery, a piękny, wełniany płaszcz na puchową granatową kurtkę i czapkę. W tym momencie w ogóle nie przypominała zawsze eleganckiej Beatrice. Może to i lepiej? W takim wydaniu na pewno jej nie widział. A gdyby dowiedział się, że nie ma pod spodem żakietu, tylko sweter, to by dopiero Claudowi mina zrzedła!
Dotarcie na miejsce spotkania nie było zbyt trudne. Znała to miejsce, jednak nie miała wcześniej okazji, aby bliżej mu się przyjrzeć. Zawsze miała za mało czasu bądź za dużo ważniejszych rzeczy do zrobienia. Tym razem chciała to zmienić.
Usiadła na rozwalającej się ławeczce i poprawiła kołnierz kurtki, która już zaczynała ją drażnić. Miała tylko nadzieję, że Faulkner pojawi się szybko. Nie chciała wyczekiwać nie wiadomo ile czasu na mrozie, niepewna tego, czy jej potencjalny towarzysz broni w ogóle się pojawi. Ale czekała. Kilka minut mogła poczekać.

Kosteczki: 3 i potem 1
@Claude Faulkner
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : Ipswich
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 236
Dodatkowo : super płodny do 20.06.2018
  Liczba postów : 296
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15209-claudius-faulkner
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15231-claude-faulkner#406748
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15222-claude-faulkner#406465
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15208-claudius-faulkner




Moderator






PisanieTemat: Re: Zrujnowana kapliczka   Sro 14 Lut - 1:43

Claude był podekscytowany wiadomością od Beatrice. Po ostatnim spotkaniu z dziewczyną w swoim mieszkaniu poświęcał jej całkiem sporo myśli. Tamtego wieczora pokazała mu coś naprawdę niezwykłego - dar metamorfomagii, z którym się urodziła i nad którym zdawała się niemalże całkowicie panować! Claude wielokrotnie łapał się na uciekaniu w świat fantazji, w którym to potrafił zmieniać praktycznie każdą część ciała i rozważał, co by zrobił, czy może zmienił kolor włosów, kształt szczęki, dodałby sobie kilogramów, centymetrów (gdzieś...)? Panna Dear bardzo mu zaimponowała!
Dobrze się składało, że zaproponowała mu odwiedziny w Dolinie Godryka i wspólne zwiedzanie miasteczka i jego okolic. Minęło sporo czasu odkąd był tu ostatni raz i zaczął już tęsknić za tym miejscem. Poważnie rozważał sprzedaż swojego mieszkania i kupienie jakiegoś małego domku w Dolinie, która zawładnęła jego sercem w chwili, gdy po raz pierwszy przemierzał jej uliczki. Na ten moment wstrzymywał się od przeprowadzki, jako że nie miał głowy do tego typu spraw. Praca wciąż pochłaniała większość jego czasu, większość dni przesiadywał w Ministerstwie i uprawiał prawdziwy pracoholizm, na co nie mógł wiele poradzić - zakłócenia magiczne wciąż pozostawały wielkim problemem, z którym nikt nie potrafił sobie poradzić, a w związku z tym wypadki i katastrofy przydarzały się na każdym kroku.
Niemniej jednak stawił się w umówione miejsce, może nieco spóźniony (ale mówimy o kilku minutach, żadna tam wieczność), ale przytomny, uśmiechnięty i pełny energii do zwiedzania. Początkowo nie poznał siedzącej na ławeczce dziewczyny - oczywiście miał świadomość, że najprawdopodobniej tylko Beatrice mogła być obecna teraz przy kapliczce, jednak mimo tego ciężko było mu uwierzyć w obrazek, który zastał. Autentycznie przetarł oczy z niedowierzaniem, patrząc na jej puchową kurtkę i trapery.
- Inaczej wyglądasz - stwierdził na przywitanie, zupełnie jakby "cześć" dawno wyszło z mody, po czym uśmiechnął się szeroko. Miał nadzieję, że dziewczyna nie odbierze jego uwagi jako czegoś złego. W ustach Claude'a w sumie był to komplement, podobało mu się to, co widzi. Może to kwestia tego, że w końcu czuł się "na miejscu" ze swoim płaszczem i ciężkimi butami? Zawsze pojawiała się w zjawiskowych kreacjach, w pięknych sukienkach, eleganckich, gustownych płaszczach, w butach na obcasie, w nienagannym makijażu, fryzurze i z wystudiowanym uśmiechem. Teraz wyglądała jak kumpela z sąsiedztwa i Claude cieszył oczy tym widokiem. - Mam nadzieję, że nie chcesz mnie składać w ofierze - powiedział, skinąwszy głową w kierunku tajemniczej kapliczki. - Podpytałem znajomego z pracy o to miejsce i mówił, że czasem się to zdarzało. W przeszłości, obecnie to nie wiem. Tak czy siak nie chciałbym skończyć jako pożywka dla "bogów" - dodał, wykonując palcami w powietrzu cudzysłów.

kostka: 1 Wykorzystam później w rozgrywce, jak zbliżymy się do kaplicy.

______________________


Patrząc na kogoś takiego jak Claude miało się ochotę zapytać,
o czym złym mógłby śnić ktoś, kto cały czas śni na jawie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 460
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 374
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14885-beatrice-l-o-o-dear
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14916-are-you-afraid-of-blood
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14920-poczta-beatrice-l-o-o-dear#397481
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14915-beatrice-l-o-o-dear




Gracz






PisanieTemat: Re: Zrujnowana kapliczka   Pią 16 Lut - 0:45

Minuty mijały, a jej stopy marzły. Z każdą chwilą jej mina zwiastowała coraz większą złość i chęć zamordowania. Chciała zabić, ale wpierw zamierzała zabić Clauda. Za to, że ją wystawił i kazał jej marznąć na tym przeklętym dworze Merlin jeden raczy wiedzieć ile czasu! Kiedy w końcu postanowiła zerknąć na zegarek, okazało się że... Minęło dopiero niecałe pięć minut od jej przybycia... Dlaczego ten czas właśnie w tym momencie musiał się jej tak dłużyć? Nie potrafiła tego pojąć.
Na szczęście (jego, jej i wszystkich świętych!) chwilę później zauważyła dosyć dobrze znaną postać, która śmiało kroczyła w jej kierunku. Nawet nie zauważyła kiedy, ale na jej twarzy pojawił się szeroki uśmiech. Ten jednak został zastąpiony krótkim prychnięciem, kiedy usłyszała pierwsze słowa chłopaka.
-Tobie też dzień dobry. - powiedziała z bardzo dużą dozą ironii, której ukrywać wcale nie zamierzała. Wiedziała, że nie miał nic złego na myśli, ale nie mogła sobie odmówić tej rozkoszy, jaką było wprawianie go w zakłopotanie, tudzież konsternację. Ale, ale! Nie zamierzała być taka okrutna, co to to nie! Dlatego szybko uśmiechnęła się do niego. Nie wiedziała dlaczego tak na nią działał. W jego obecności nie potrafiła myśleć racjonalnie i zachowywała się zupełnie nie jak ona. Szczęście chociaż takie, że ten stan rzeczy wcale jej nie przeszkadzał.
-Wiesz, na początku nie miałam takiego planu, ale gdy tak o tym wspominasz, to może nie byłby taki głupi pomysł. - powiedziała po chwili, delikatnie dotykając dłonią twarzy tak, jakby głęboko się nad jakimś cholernie istotnym faktem zastanawiała. Jakby to była co najmniej sprawa życia i śmierci a nie tego, czy będzie sobie dalej z niego żartować, czy jednak mu odpuści. - Chociaż z tego, co wiem, to Ci tutaj - kciukiem wskazała na kapliczkę znajdującą się za jej plecami- czcili koty, więc może miałbyś u nich jakieś chody?
Pozwoliła sobie do niego podejść i dopiero wtedy zauważyła jak bardzo niska była w porównaniu do niego. W końcu nie miała na sobie obcasów, które jakoś by tą różnicę zneutralizowały. Dziwnie było jej tak mocno zadzierać głowę do góry, aby spojrzeć mu prosto w oczy. Teoretycznie, powinna do tego przywyknąć. W końcu, nie raz i nie dwa miała kontakt z wyższymi od niej osobami, ale w stosunku do Clauda po raz pierwszy miała tak naprawdę możliwość zaobserwowania z bliska tej różnicy.
-Chyba za dużo urosłeś w nocy. - powiedziała z lekkim wyrzutem w głosie. -To nie fair, nie wolno używać takiego rodzaju magii. - zaburczała dodatkowo pod nosem, jakby jej wcześniejsze słowa nie wystarczały.
Co prawda, Bea miała o tyle komfortową sytuację, że zawsze mogła za sprawą swojej umiejętności dodać sobie kilka centymetrów wzrostu. Tylko nie czuła takiej potrzeby. Dobrze się czuła będąc taką, jaką była. Ale popsioczyć na boku nigdy nie zaszkodzi a powód zawsze się jakiś znajdzie.
-To co, chcesz wejść do środka? A może strach Cię obleciał? - pozwoliła sobie na to, aby szturchnąć go łokciem prosto w żebro. Gdyby nie to, że miał na sobie pewnie gruby płaszcz, mógłby to nawet mocno poczuć. Tak, pewnie tylko go posmyrała po żebrach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : Ipswich
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 236
Dodatkowo : super płodny do 20.06.2018
  Liczba postów : 296
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15209-claudius-faulkner
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15231-claude-faulkner#406748
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15222-claude-faulkner#406465
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15208-claudius-faulkner




Moderator






PisanieTemat: Re: Zrujnowana kapliczka   Pon 19 Lut - 14:22

Dobrze, że Claude nie miał pojęcia o drzemiącej w dziewczynie żądzy mordu, bowiem prawdopodobnie czym prędzej ulotniłby się z okolic kapliczki. Został jednak przywitany szerokim, pięknym uśmiechem Beatrice, w związku z czym nie obawiał się niczego okropnego z jej strony, choć zaraz na początku dostał sporą dawkę ironii w jej wykonaniu. Po krótkiej, niemal sekundowej analizie sytuacji skwitował to jedynie krzywym, przepraszającym uśmiechem i delikatnym wzruszeniem ramion, bo co jak co, ale zasłużył na taki komentarz. Bea bez problemu potrafiła wprowadzić go w zakłopotanie, ale w jakiej sytuacji życiowej Claude się nie kłopotał?
- Przecież, że miło Cię widzieć! - odparł, próbując jakoś rozwiać to swoje faux pas podczas powitania. Przez moment jeszcze myślał, że jest na niego faktycznie zła - niby się uśmiechnęła, maskując swoją wcześniejszą irytację za rzędem równych, białych zębów, lecz chwilę później wyglądała, jakby faktycznie rozważała jego żart o składaniu ofiary. To jasne, że nie spodziewał się po niej jawnego okrucieństwa i nie bał się przebywania w jej towarzystwie, bo to już byłoby z jego strony absurdalne, niemniej jednak coś go w serduszku zakuło, że żywi do niego urazę w związku z uwagą o jej wyglądzie. Szybko jednak okazało się, że to tylko zgrywa i cichutko odetchnął z ulgą, uwalniają przy tym kaskadę właściwego sobie chichotu. - Uratowany, jak dobrze! - Uniósł pięść w geście zwycięstwa, po czym ponownie parsknął śmiechem. Uwagę o wzroście również skomentował wyszczerzem, jak to Claude (czasem zastanawiam się, po co w ogóle opisuję jego reakcje, skoro 99,9% z nich dotyczy śmiania, uśmiechania i szczerzenia się, przecież to takie oczywiste). - Nie wydaje mi się, żebym używał jakiegokolwiek rodzaju magii w tym celu, chyba że ktoś mi wlał eliksir wzrostu do herbaty w pracy - stwierdził, aż przypomniał sobie coś. - Kto jak kto, ale to Ty masz dostęp do lepszego rodzaju magii. Przecież możesz zmieniać wzrost, prawda? Któregoś dnia przyjdę na spotkanie z Tobą, a Ty będziesz miała dwa metry - i komu wtedy będzie głupio? - No Tobie, Claude, Tobie będzie głupio, że Cię laska przerosła. Jemu nie przeszkadzał fakt, że nie była wysoka, a wręcz przeciwnie, uważał to za bardzo uroczą cechę wyglądu. Jednak skoro Beatrice mogła żonglować owymi cechami, mogła to wykorzystać! - I wiesz co, kiedy zwróciłem uwagę, że inaczej wyglądasz, to ja nie miałem nic złego na myśli, słowo! - dodał jeszcze. Nie wiedział, czy już puściła to w niepamięć, czy wyciągnie to za rok i zrobi mu o to awanturę, wolał wyjaśnić. - Po prostu nigdy nie widziałem Cię w takim wydaniu. Zawsze masz piękne ubrania i buty... Nie to, że te nie są piękne, bo też są fajne, tylko no, nie masz na sobie niemal balowej sukni ani wyjściowego płaszcza od magicznych projektantów. Widzę różnicę i podoba mi się to - powiedział, trochę pokracznie, ale miał nadzieję, że udało mu się przekazać to, co faktycznie sądził w sprawie jej prezencji tego dnia. Smyranie po żebrach okazało się całkiem mocne, a na pewno mocniejsze, niż zakładała Beatrice. Claude zachwiał się trochę, gdy go szturchnęła, ale zaraz odzyskał równowagę i uśmiechnął się szeroko. - Mnie strach obleciał? To Ty napisałaś do mnie, żebym tu z Tobą przyszedł. Co jak co, ale to chyba Ty się obawiałaś samotnej podróży do środka - rzucił, puszczając jej oczko. Kto powiedział, że tylko ona może się z nim droczyć?

W następnym poście już skorzystam z tej kostki, więc się pośmiejemy xD

______________________


Patrząc na kogoś takiego jak Claude miało się ochotę zapytać,
o czym złym mógłby śnić ktoś, kto cały czas śni na jawie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 460
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 374
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14885-beatrice-l-o-o-dear
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14916-are-you-afraid-of-blood
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14920-poczta-beatrice-l-o-o-dear#397481
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14915-beatrice-l-o-o-dear




Gracz






PisanieTemat: Re: Zrujnowana kapliczka   Yesterday at 2:33

Jego reakcje jakimś dziwnym trafem zawsze ją rozśmieszały. Czy chodziło o potknięcie się, czy o krzywy uśmiech na ustach, efekt niezmiennie był ten sam. Nie wiedziała, czemu tak się działo. W końcu, nie traktowała Clauda jak prywatnego błazna. Wręcz przeciwnie! Chyba bardziej chodziło o fakt, że po prostu tak komfortowo i bezpiecznie czuła się w jego towarzystwie, że bez jakichkolwiek obaw mogła pozwolić sobie na opuszczenie gardy i zachowywanie w niewymuszony sposób. Miłe i bardzo przez nią upragnione to było uczucie, nic więc dziwnego, że poddawała mu się dobrowolnie a wręcz go łaknęła.
- Masz szczęście, że akurat do tej świątyni Cię zaprosiłam, w innych nie byłoby już tak kolorowo. - skwitowała tylko jego okrzyki i gesty radości. Sama zaś zachichotała lekko pod nosem, zakrywając przy tym usta rękawem. Na pewno zorientował się, że żartowała (czyżby? ;>) więc Beatrice nie przejęła się zbytnio faktem, że może wypadałoby sprostować swoje myśli w tym momencie.
-Ja? Ja nie mam takich zdolności! - prychnęła przy tych słowach niczym rozjuszony kot. Nie uznała innej reakcji za bardziej stosowną. Ale nadal, gdzieś na jej ustach, błąkał się nikły uśmiech sugerujący, że i tym razem sobie żartuje z tego chłopaka. - Claude, naćpałeś się czegoś ostatnim razem i tyle, ja nic nie wiem o żadnych nadzwyczajnych zdolnościach, które by się we mnie czaiły. - Jakby na potwierdzenie swoich słów, rozłożyła szeroko ręce i obróciła się wokół własnej osi, aby po chwili ponownie zatrzymać się w miejscu, twarzą do Clauda. -Cały czas jestem taka sama mała i drobna, nie widać?
Czuła, że gdyby nie mróz, który panował wokół nich, musiałaby się zdrowo tłumaczyć, z rumieńca pojawiających się na jej twarzy, po jego słowach. Nie liczyła na tak gęste wyjaśnienia z jego strony i tym samym posyłanie wielu komplementów w jej kierunku. No bo jak inaczej mogłaby potraktować to liczne zwrócenie uwagi na fakt, że zawsze wygląda dobrze, ale dzisiaj jakoś bardziej mu się podoba? Jedyne co, to śmiać jej się chciało, że Claude postanowił wszystko dokładnie wyjaśnić, jakby rzeczywiście co najmniej się gniewała na niego, bo przywitał ją w taki a nie inny sposób.
-Dobra dobra, nie tłumacz się bo to Ci nic nie da. - ale potem złapała się na tym, że usłyszała jedno słowo, do którego postanowiła jednak nawiązać. -A co Ci się jeszcze podoba? - przy tych słowach uniosła jedną brew do góry zaintrygowana tym, co dane jej będzie usłyszeć. Czy kolejne ciekawe wyjaśnienia? A może jeszcze jeden rumieniec na twarzy Faulknera ujrzy? Pomimo tego, że nie miał zbyt wielu rodzajów reakcji na dziwne kwestie to wciąż potrafił ją zaskakiwać.
Parsknęła śmiechem, kiedy się zachwiał, ale zaraz zrobiła naburmuszoną minę, niczym mała dziewczynka. -Ej! Ja nie jestem cykorem! Chyba, że chcesz poczuć się mężniej, to możemy tak poudawać. - to powiedziawszy, teatralnym gestem przyłożyła sobie rękę do czoła i westchnęła. -Oh, Claudzie, uratuj mnie z opresji! Wszak boję się sama wejść do wnętrza tego budynku. - postanowiła dodatkowo uwiesić mu się lekko na ramieniu, dla podkreślenia dramaturgii rzekomej sytuacji. Zaraz jednak wybuchnęła śmiechem. Nie wyobrażała sobie sytuacji, w której faktycznie by się tak zachowywała. To by było zupełnie nie w jej stylu. -Dobra, chodźmy już, bo zaraz wszystkie fajne duchy nam uciekną. - po tych słowach pociągnęła go w kierunku budynku nie specjalnie zwracając uwagę, czy chce tam już iść, czy nie. Godząc się na "wycieczkę" z nią w roli partnera, za bardzo nie miał wyboru.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Zrujnowana kapliczka   

Powrót do góry Go down
 

Zrujnowana kapliczka

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Opuszczona Kapliczka

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
Dolina Godryka
 :: 
Okoliczne tereny
-