IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Ulica Tojadowa 16

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 26
Skąd : z twoich koszmarów..
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 491
  Liczba postów : 148
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12494-alexis-blackwood#336783
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12497-it-s-so-nice-to-meet-you-let-s-never-meet-again#336847
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12498-daredevil#336858
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12501-alexis-blackwood#336887




Gracz






PisanieTemat: Ulica Tojadowa 16   Pon Kwi 11 2016, 06:51

Rezydencja Alexisa Blackwooda & Iridiona Comy.

Z zewnątrz + basen z tyłu posesji




Parter:


Kuchnia



Łazienka



Salon



Jadalnia



I Piętro:


Pokój muzyczny



Sypialnia Alexisa i Iridiona



Pokój gościnny




Ostatnio zmieniony przez Alexis Blackwood dnia Sro Paź 04 2017, 02:46, w całości zmieniany 6 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 28
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 278
Dodatkowo : animagia (jaguar)
  Liczba postów : 107
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12496-iridion-coma#336839
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12499-we-don-t-have-to-make-friends#336859
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12500-puszczyk-mszarny-iridiona#336861
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12507-iridion-coma#337073




Gracz






PisanieTemat: Re: Ulica Tojadowa 16   Sro Kwi 13 2016, 12:57

//Pierwszy post ever. A tak się odstawiłem. Oczywiście bez gitary i mikrofonu

Powrót z trasy był dla Iridiona zbawieniem. Cóż to, że był dość rozpoznawalnym muzykiem i grał w dość znanym zespole jakoś pod koniec występów zaczęło mu ciążyć i musiał się jakoś wyżyć. Obiecał sobie, że gdy wrócą do Londynu wyżyje się w taki sposób jaki uważał za najlepszy. Oczywiście mając na uwadze to, że mieszkali w dzielnicy domków jednorodzinnych Coma musiał znaleźć odpowiednie miejsce na wybieganie się i wyrzucenie z siebie tej masy negatywnych uczuć jaką w sobie nosił. Gdy wreszcie razem z Alexem przybyli do domu Iridion był wykończony jednak nie mógł położyć się spać. Wrzucił swoją torbę do sypialni i powiedziawszy przyjacielowi, że wychodzi opuścił ich domek. Wychodząc na zewnątrz wciągnął w nozdrza powietrze i lekko się uśmiechnął. Po czym zaczął iść w stronę bardziej zalesionych terenów. Oczywiście po drodze musiał spotkać jakichś fanów, którzy zagrodzili mu drogę i męczyli o autograf lub zdjęcie. Mężczyzna choć na początku niechętny zrobił to. Nawet przy pozowaniu do zdjęć pokazał swój tatuaż, który wszyscy fani tak uwielbiali. Dla Iridiona ten napis również był ważny. Choć muzyk nigdy nie był wyjęty spod prawa to słówko OUTLAW było dla Comy synonimem wolności i braku ograniczeń. Oczywiście biorąc pod uwagę prawdziwych przestępców, którzy byli na bakier z prawem takie tłumaczenie zapewne spotkałoby się z wyśmianiem Iriego ale mężczyzna na razie się tym nie przejmował. Zresztą prawdziwe znaczenie owego tatuażu znał tylko i wyłącznie Blackwood i nikt więcej. Po zakończeniu pozowania do zdjęć i podpisywania magazynów muzycznych Coma by nie narażać się na dalsze spotkania z fanami po prostu najzwyczajniej w świecie teleportował się do lasu. Oczywiście zmiana miejsca się udała i Iridion mógł spokojnie zrealizować swój plan. Znalazł odpowiedni teren gdzie mógł usiąść i odpowiednio się skoncentrować, by parę minut później stać już na czterech łapach jako jaguar. Mężczyzna w ciele wielkiego kota cicho miauknął i ruszył biegiem przez las. Pech chciał, że akurat w tym samym czasie dwójka mugolskich myśliwych przemierzała ten teren w poszukiwaniu zwierzyny. Iridion dosłownie wybiegł im przed lufy i gdy zorientował się, że nie zdąży się ukryć zaczął uciekać. Serce biło mu jak oszalałe, a bieg stawał się coraz szybszy. I gdy Coma już myślał, że zdołał uciec rozległ się strzał. Kot pisnął ludzkim głosem i zniknął w krzakach. Tam czarodziej starał się uspokoić, z znalazłszy doskonałą kryjówkę w jakiejś jamie mógł to zrobić. Trwało to sporo czasu jednak wreszcie gdy mugole przeszli koło bezpiecznej kryjówki Iridiona mężczyzna w ciele jaguara wyczołgał się z jamy, przybrał na powrót postać człowieka i spojrzał na swoje lewe ramię. Płynęła z niego krew. Na wielkie szczęście kula przeszła na wylot jednak bolało jak diabli. Coma nie myśląc wiele znów tego dnia użył zdolności teleportacji i gdy tylko wylądował niedaleko ich domku znów przybrał postać cętkowanego zwierza. Przemykał pomiędzy żywopłotami by wreszcie dotrzeć tam gdzie chciał. Z bólem wypisanym na pysku wszedł po schodach i zaczął drapać pazurami w drzwi. Miał nadzieję, że jego przyjaciel, a zarazem współlokator usłyszy jego desperackie próby dostania się do domu. Jednak wytrzymałość to jedno, a opadanie z sił i ból to drugie. Wkrótce po dość długiej walce z drzwiami Iri stracił siły i przytomność. Zwalił się ciężko na wycieraczkę i czekał. Miał nadzieję, że jego przyjaciel jest w domu i będzie wiedział jak mu pomóc. W innym wypadku Coma będzie miał poważne kłopoty. Leżał i starał się nie wykonywać gwałtownych ruchów podczas gdy świadomość zaczynała do niego wracać, a wraz z nią potworny wręcz ból, który zawładnął całym ciałem mężczyzny, który akurat teraz był w ciele jaguara.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 26
Skąd : z twoich koszmarów..
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 491
  Liczba postów : 148
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12494-alexis-blackwood#336783
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12497-it-s-so-nice-to-meet-you-let-s-never-meet-again#336847
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12498-daredevil#336858
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12501-alexis-blackwood#336887




Gracz






PisanieTemat: Re: Ulica Tojadowa 16   Sro Kwi 13 2016, 16:21

/ Począteczek!
Look + outfit

Alexis także cieszył się, że wreszcie sobie obaj należycie odpoczną, bo jednak występowanie przez jakieś dwa lata dało im nieźle w kość.. Owszem, kochał to robić, z całego swojego serduszka! No, ale nawet on potrzebuje czasem odsapnąć i się dłużej polenić, w końcu Fallen Angels sobie zasłużyło na wakacje po tak udanej i zajebistej trasie! Znaleźli idealną rezydencję w Londynie, którą kupili i postanowili zamieszkać razem. Przytaknął tylko głową, kiedy Iri oświadczył mu, że wychodzi. Jemu też specjalnie spać się nie chciało, więc co zaś Blackwood robił przez cały dzień? Cóż.. akurat się tak złożyło, że pozwolił sobie na większe lenistwo, bo nie miał specjalnie nic do roboty, a skoro mieli przerwę, mógł robić to, na co miał tylko ochotę. Pewnie poszlajałby się to tu, to tam, rozerwał w jakiś konkretny sposób i ostatecznie wrócił do domu, kiedy by się ściemniło. Ale tym razem miał ochotę zostać w domu, rozwalić się na kanapie w salonie i się zwyczajnie poopierdalać. Kto mu czegokolwiek mógłby zabronić.. ach, tylko by spróbował! Gorzko by tego pożałował..
I tym sposobem zaczął też sobie jarać szlugi, jeden po drugim, aby ostatecznie zapalić także i jointa, a co! Uwielbiał te cudowne uczucie rozchodzącego się dymu w jego płucach, to go tak zajebiście uspokajało i relaksowało.. Jebać, że to jest szkodliwe. Równie dobrze można zginąć prędzej w walce, niżeli mogłoby wykończyć jakieś śmiertelne choróbsko..
W międzyczasie bawił się ze swoim ukochanym kotem, a gdy Crow się zmęczył, ułożył się mu na kolanach, zwinął w kłębek i zwyczajnie usnął. Ździebko Blackwooda zamuliło, przez co się nieźle zamyślił, zatracając się w swoich fantazjach.. I gdyby nie te niepokojące dźwięki z zewnątrz, możliwe, że sam by odpłynął, usypiając na siedząco.. Ale, że ktoś, lub coś próbowało się dobić do drzwi, musiał to sprawdzić. Przełożył więc delikatnie zwierzaka na bok na kanapę, po czym zerwał się na równe nogi, skierował swój chudy, seksowny tyłek do holu po cichaczu, bo nie był pewien, kogo przywiało do niego o tak późnej porze. Zajrzał przez wizjer i zobaczył jaguara. Wiedział, że to jego kumpel, choć serio, nie musiał się z powrotem zmieniać w kota, przecież nic by się nie stało, gdyby został w postaci człowieka.. Od razu dostrzegł, że coś jest bardzo nie tak.. natychmiast otworzył drzwi na oścież i bez słowa wciągnął go do środka, zamykając je za sobą z lekkim trzaskiem. Sam mógł być nieco kołowaty przez tego skręta, którego wcześniej wypalił, a było mu dosyć wesoło, ale wciąż ogarniał na tyle, by zmartwić się stanem przyjaciela, który ewidentnie był ranny i pomóc mu czym prędzej. Wprawdzie nie znał się na medycynie, ale jakieś tam eliksiry wyważyć potrafił, to mu w sumie wręcz dobrze wychodziło, a tak się składa, że znał wiele z nich, więc coś tam się odpowiedniego znajdzie. Ułożył Iridiona na kanapie, uprzednio zwalając z niej Crowa, bo musiał mu przecież miejsce zrobić, po czym poleciał po odpowiednie składniki i począł robić taki wywar, który bez problemu zasklepi mu ranę, uśmierzy ból i takie tam. Ukucnął nad ciałem przyjaciela i powoli zabrał się do roboty, pierw obejrzawszy ranę, by stwierdzić jak duże obrażenia mężczyzna posiadał. Musiał mu niestety wyciągnąć kulkę, bo zapewne mu tam utkwiła.. No więc wziął jakieś obcęgi, czy inne temu podobne narzędzie, ukucnął nad ciałem przyjaciela i powoli zabrał się do roboty. - To może trochę boleć.. ale proszę, nie ruszaj się. - rzekł do niego wręcz błagalnym głosem, bo nie chciał czegoś spieprzyć, by nie zrobić mu przypadkiem większej krzywdy. Doszedł do wniosku, że aż takiej tragedii nie ma, ale musiał czym prędzej zasklepić mu te ramię, by zatamować krew, której zapewne już i tak sporo stracił. Gdy udało mu się pozbyć po paru minutach naboju, wyrzucił go gdzieś na podłogę. Potem się posprząta, teraz ważniejszy był Iri. Owinął je na razie, by ucisnąć ranę i dalej warzył ten eliksir. - Co się stało? Kto ci to do cholery zrobił? Mam komuś wpierdolić? - no musiał go zalać falą pytań, bo bez tego by się nie obeszło, zwłaszcza, że mężczyzna przybył do niego w takim, a nie innym stanie i to go nieźle zszokowało, dlatego chciał czym prędzej się dowiedzieć, co i jak.


Ostatnio zmieniony przez Alexis Blackwood dnia Pią Kwi 15 2016, 18:41, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 28
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 278
Dodatkowo : animagia (jaguar)
  Liczba postów : 107
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12496-iridion-coma#336839
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12499-we-don-t-have-to-make-friends#336859
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12500-puszczyk-mszarny-iridiona#336861
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12507-iridion-coma#337073




Gracz






PisanieTemat: Re: Ulica Tojadowa 16   Pią Kwi 15 2016, 04:47

Iridion leżał pod drzwiami ich domu już jakiś czas. Miał tylko nadzieję, że zastał Alexisa. Coma zaczynał tracić resztki świadomości, gdy wreszcie drzwi się otwarły i stanął w nich Blackwood. Z kociej piersi wyrwało się prawie ludzkie westchnienie, a oczy utkwiły się błagalnie w sylwetce przyjaciela. Miał tylko nadzieję, że nie będzie przeszkadzał Blackwoodowi. Jednak bardziej się bał tego, że Alex da mu niezłą burę, ale gdyby poszedł do lekarza to na pewno skończyłoby się to o wiele bardziej nieciekawie. Przecież uzdrowiciele w Mungu musieli zgłaszać dziwne przypadki ran czarodziejów, a ta z pewnością do takowych należała. Iridion gdyby mógł sam wyciągnąłby sobie kulę z barku jednak nie wiedział, jaki eliksir byłby dla niego najlepszy. Dlatego tak bardzo się ucieszył z tego, że Blackwood jest w domu, gdyż pamiętał, że w tej materii Alex był jednym z najlepszych. Gdy zobaczył ręce przyjaciela chciał się podnieść i sam przekroczyć próg ich domu jednakże już po pierwszej nieudanej próbie było jasne, że żadnego chodzenia nie będzie. Dał się, zatem wciągnąć do środka, a później położyć na kanapie. W końcu sam by się tam nie wdrapał. I choć sytuacja nie wydawała się ciekawa dla Comy nawet nie pisnął, gdy zobaczył jakieś obcęgi czy też inne dziwne narzędzie w rękach przyjaciela. Wiedział doskonale, że Alex chce mu pomóc. Potem jedyne, co pamiętał był ogromny i przekraczający ludzkie pojęcie ból. To pomogło Iridionowi wrócić do ludzkiej postaci. Patrzył jak jego kumpel obandażował mu ramię i krząta się przy kociołku z eliksirem. Zauważył też jego kota ciekawie przyglądającemu się, co też jego pan robi i dlaczego na jego kanapie leży Coma który jeszcze przed chwilą był większą wersją kota. No, ale tego Crow nie mógł wiedzieć, że Iri potrafi przyjąć postać cętkowanej bestii, kiedy praktycznie chce. Lecz używał tej zdolności tylko wówczas, gdy chciał się wyżyć czy też wybiegać i odpocząć, a nie chciał by ludzie go rozpoznali. Po jakimś czasie Iridion wreszcie doszedł do jako takiej przytomności i słysząc słowa kumpla lekko się uśmiechnął.
- Spokojnie zaraz ci wszystko wyjaśnię. Jednak może to trochę potrwać. – powiedział spokojnie patrząc na krzątającego się nad kociołkiem Blackwooda.
- Otóż chciałem... się wybiegać, wyżyć tudzież... jak wolisz po... prostu pobiegać, a nie chciałem, by... ktokolwiek mnie rozpoznał. Przeteleportowałem się do lasu... i przybrałem postać jaguara. – mówił z lekkim trudem, co chwila przy dłuższych wypowiedziach musiał dużo razy nabierać powietrza z porodu przeraźliwego bólu.
- Gdy tylko znalazłem... się w lesie i wszedłem... w postać wielkiego kota... zacząłem biec.... Po krótkiej chwili... usłyszałem rozmowę dwóch... mugoli. Nie chciałem się... im pokazywać jednakże nie... mogłem zlokalizować... miejsca gdzie owi ludzie przebywają.... Biegłem dalej i gdy... już byłem pewny..., że ominę niebezpieczeństwo... wpakowałem się na dwóch myśliwych... z długimi lufami..., które wydawały bardzo... głośny huk i bardzo brzydko... pachniały. Po czym poczułem... bardzo silny ból i... kierując się zwierzęcym instynktem... ukryłem się. Przeczekałem, aż... przejdą i od razu postanowiłem... wracać do domu. – powiedział kończąc dość nieskładną i dziwną opowieść. Przecież nie mógł powiedzieć jasno Akexowi, że potrzebował się wyluzować.  Poza tym nie wiedział czy gdyby powiedział Blackwoodowi prawdę czy ten nie chciałby do niego dołączyć, a ponieważ akurat w tym konkretnym momencie Iri chciał być sam więc wolał nie zapraszać kumpla. Poza tym Coma doskonale wiedział, że Alexis luzuje się zupełnie inaczej niż on więc ciągnięcie wokalisty na spacer wydawało mu się niedobrym pomysłem.
- A co do wpierdolenia... komuś. To nawet... nie wiem, kim... był ten ktoś. Pamiętam... tylko miejsce i nic więcej.... A poza tym przecież... nie będziesz chyba... przeszukiwał Londynu w... poszukiwaniu tego myśliwego..., bo zdajesz sobie... sprawę, że raczej... to misja nie możliwa..., aby trafić akurat... na tego, który... mnie postrzelił. – dodał z trudem wypowiadając ostatnie słowa. Nie było to spowodowane tym, że nie chciał mówić, ale ból odbierał mu siły i jak to często bywa powodował ogólne otępienie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 26
Skąd : z twoich koszmarów..
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 491
  Liczba postów : 148
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12494-alexis-blackwood#336783
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12497-it-s-so-nice-to-meet-you-let-s-never-meet-again#336847
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12498-daredevil#336858
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12501-alexis-blackwood#336887




Gracz






PisanieTemat: Re: Ulica Tojadowa 16   Pią Kwi 15 2016, 23:09

Alexis dopiero ogarnął po pewnym czasie, iż ktoś się do niego próbuje dobić. Wiadomo, stan w którym był też tu miał na to spory wpływ, ale ostatecznie zwlókł ten tyłek, by sprawdzić, co się dzieje. Dobrze, że zdążył na czas, bo byłoby cienko, gdyby Iridion zwyczajnie mu zemdlał pod drzwiami! Wiedząc, że to jego kumpel i widząc jego błagalny wzrok, bez żadnych pytań wciągnął go do środka. Gdyby to był ktoś inny, mu nieznany, to pewno nie byłby taki życzliwy, bo to jednak Blackwood, a on mimo wszystko nie należy do tych wrażliwych osób.. no, jedynie dla wybranych osób taki jest. Lecz to był Coma, a tego jako jednego z nielicznych bardzo polubił i był w stanie znieść, więc no co jak co, ale o niego się mógł martwić, nawet jeśli na swój, popieprzony sposób. Na bank by go tak nie zostawił, to jest pewne. Właśnie mu ani trochę nie przeszkadzał, bo przecież nic szczególnego nie robił, tylko się zjarał, chyba z nudów i z jego widzimisię. A tak przynajmniej coś się dzieje, a nie panuje melancholijna atmosfera.
Alexis w tym czasie ogarniał go, by nie musiał cierpieć katuszy, starał się z tym zbytnio nie zwlekać, bo najważniejsze było jego życie. Tak czy inaczej Blackwood doskonale wiedział, co ma robić w takiej sytuacji. Owszem, medykiem nie jest, aczkolwiek tak, dobrze powiedziane, że jeśli chodzi o eliksiry, był z tego naprawdę obcykany, bo to był jeden z tych przedmiotów, których tak ochoczo się uczył i był jednym z lepszych w klasie. Do ich nowego domu przywlekł ze sobą mnóstwo różnych składników, więc o to, że czegoś miałoby zabraknąć martwić się nie musieli. Pomimo chudej postury Alexisa, z łatwością poradził sobie przy przeniesieniu przyjaciela na kanapę, bo co jak co, ale w tym ciele było mnóstwo siły, wbrew pozorom i potrafił dźwigać rzeczy, które były cięższe nawet od niego samego, ludzi tak samo, więc co to dla niego. Dobrze, że nie wył z bólu, jak tak mu tę kulkę wyciągał, bo to mogłoby mu tylko utrudnić robotę, a tak to wszystko płynnie szło. Gdy już wrócił do ludzkiej postaci, miał zabandażowane ramię, wywar był prawie gotowy.
- Nie spiesz się, nie musisz. - odpowiedział spokojnym, kojącym głosem, bo nie wymagał od niego bóg wie czego, zważywszy na jego stan. W tym samym czasie wymieszał jeszcze ostatni raz składniki, znajdujące się w kociołku, po czym znów zbliżył się do mężczyzny, coby teraz wykonać odpowiednie zabiegi, w sensie, by szybciej mu się ta rana na ramieniu zagoiła. Ściągnął bandaże, by użyć tego eliksiru i od tej chwili powinno już być wszystko w porządku, rana się nie zapaskudzi, nie wda się w nie żadne zakażenie i tyle. Ból także ustąpi lada moment, zatem nie będzie już musiał krzywić się z jego powodu. I dzięki temu wywarowi nie musi już mu bandażować tego ramienia, no skoro i tak po dziurze po naboju nie zostanie śladu, bo nie było w tym sensu. - Skończyłem, więc już po kłopocie stary. Nie musisz mi dziękować. - dodał jeszcze, z lekkim uśmiechem na twarzy. Kiedy Iridion zaczął opowiadać mu, co i jak, słuchał go z uwagą, nie pominąwszy żadnych szczegółów. Nie przerywał mu, dał dokończyć kumplowi i dopiero potem się odezwał. - Nie no to zrozumiałe, jak najbardziej.. Rany, co za skurwiele! Nienawidzę myśliwych... Te wszystkie biedne zwierzęta... echh. Mam prośbę, następnym razem bardziej na siebie uważaj, dobrze? - niby pogroził mu palcem, lecz niemal od razu, poklepał go po drugim, zdrowym ramieniu, gdyż to drugie pewno powoli się jeszcze zasklepiało, bo oczywistym jest, że nic nie zrobi się hop siup i musi wszystko trochę potrwać. Może wypowiedzi mężczyzny były dość nieskładne, ale nie było to istotne, grunt, że Alex ogarnął, o co chodzi. I szczerze nie miałby do niego wyrzutów o to, że ten chciał się wyluzować, mógł mu to spokojnie powiedzieć.. zrozumiałby i raczej nie pchałby się na siłę, by mu towarzyszyć, wówczas gdy miałby ochotę pobyć sam. Zresztą każdy czasem tego potrzebuje, czyż nie?
- Słusznie postąpiłeś.. Jak to dobrze, że nic ci się gorszego nie stało.. Ja.. Nie chciałbym cię stracić... - te słowa wypowiedział nieco ciszej od poprzednich, bo na samą myśl o tym, że miałoby nie być przy nim Iri'ego robiło mu się słabo, aż cały sztywniał.. Powoli do niego dochodziło, że czuje do niego coś więcej, niż zwykłą przyjaźń, ale jak dotąd nie było do tego okazji, aby się z nim podzielić swoimi uczuciami.. Może dziś w końcu się na to odważy?
Wracając jeszcze do Comy.. to już powinien się lepiej czuć, zwłaszcza, że Alexis dość szybko się z tym wszystkim uporał. - A nawet jeśli... to co? A może jednak go znajdę.. Wiesz, najchętniej pozbyłbym się wszystkich myśliwych na tym świecie.. Ja nie wiem, jak oni mogą zabijać te biedne zwierzęta.. - westchnął cicho pod nosem, okazując tu niezłą determinację, bo odpuścić nie miał zamiaru, bo ten idiota, który postrzelił jego ukochanego Iri'ego zasługuje na karę.. Blackwood mógł mieć jeszcze czasem myśli sadystyczne i mroczne, ale to wciąż przez schizofrenię. Owszem, stara się ją wyleczyć, ale w dalszym ciągu dopadają go czasem myśli, gdzie najchętniej by kogoś dorwał w swe łapki, a następnie zaczął go torturować, a nawet ostatecznie zabił; i takie wizje go ekscytują, choć jak dotąd nie dawał po sobie nic znać. Jasne, odbywało się to już coraz rzadziej, ale teraz... teraz czuł niesamowity gniew i włączył mu się tryb mordercy, co tylko potwierdzało, jak cholernie mu na Comie zależy.. Westchnął ciężko pod nosem, po czym usadowił swój chudy tyłek tuż obok kumpla, bo miał dość stania, nadal kręciło mu się w głowie po tym skręcie, ale powolutku to z niego schodziło. Musiał poza tym zapanować nad chaosem myśli, których było w jego umyśle zdecydowanie za dużo naraz..
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 28
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 278
Dodatkowo : animagia (jaguar)
  Liczba postów : 107
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12496-iridion-coma#336839
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12499-we-don-t-have-to-make-friends#336859
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12500-puszczyk-mszarny-iridiona#336861
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12507-iridion-coma#337073




Gracz






PisanieTemat: Re: Ulica Tojadowa 16   Sob Kwi 16 2016, 04:38

Iridion jakoś zawsze poważał Alexisa. Poza tym wiedząc, że jest tak samo jak Coma, czarodziejem półkrwi to jakoś mu to nie przeszkadzało. Poza tym zarówno Iridion jak i Blackwood mieli tak podobne charaktery, że gdyby nawet Alex był mugolakiem to pewnie Coma znalazłby z nim wspólny język. Co prawda była by to ciężka sprawa jednak na pewno byłoby to do zrobienia. Teraz gdy powoli wchodził w formie kota do ich domu w głębi duszy żałował, że nie powiedział Alexisowi o tym, że idzie się przebiec do lasu. Oczywiście na początku nie przypuszczał, że będzie miał problemy na tym spacerku na pewno poprosiłby Blackwooda, by z nim poszedł. Może i było to dziwne zachowanie u kogoś takiego jak Iridion jednak od zawsze Coma chronił swoich przyjaciół. To była zasada, której nie mógł złamać, i która jeszcze jakoś trzymała jego czarny charakter w ryzach. Jednak wróćmy do całej akcji.
Iri spoglądał na przedramię Alexisa gdzie widniała podobna plątanina linii jak na jego własnym. Wodził półprzytomnym wzrokiem za przyjacielem i lekko się uśmiechał. No może wyglądało to głupio jednak właśnie tak było. W bezpiecznym domu czuł się bezsprzecznie bezpieczny, a pod opieką przyjaciela na pewno nic mu się nie stanie. Oczywiście Iridion choć znał się na eliksirach to zdecydowanie Alex był od niego lepszy. W końcu Coma mógł go bez większych wyrzutów sumienia nazwać mistrzem ważenia wszelkich mikstur i czarodziejskich naparów. Jednak gdy zobaczył Blackwooda zbliżającego się do niego z dziwnym narzędziem lekko się spiął. W końcu był wychowany w rodzinie czarodziejów i nie za bardzo wiedział jak nazwać to coś, co Alex trzymał w ręku, a co wyglądało jak jakieś narzędzie tortur. Już samo grzebanie w ranie spowodowało utratę przytomności u Iridiona i choć ten mężczyzna był dość odporny na ból to, to przeszywające go uczucie wcale nie było przyjemne. No ale ważniejsze chyba było to, że o dziwo okazało się skuteczne. Dopiero po kolejnym odzyskaniu przytomności Coma popatrzył na Alexisa bardziej przytomnie.
- Przyjacielu przecież mnie znasz i niejednokrotnie widziałeś jak wymykałem się, gdy byliśmy jeszcze w trasie, by się wyluzować i zabić stresa. Jednak ani razu wówczas nie trafiłem na myśliwych. Gdybym, był pewny, że nie mają drugiego śmierdzącego kija pewnie bym się na nich rzucił, ale wolałem nie ryzykować. – powiedział już bardziej pewnym głosem, w którym jeszcze czasem pobrzmiewało charczenie lub też lekko chrapliwy oddech jednak widać było, że Iridion zaczyna wracać do siebie, Właśnie za to Coma uwielbiał magię. Była ona chyba najlepszym remedium na wszystkie urazy nawet te zadane przez pierdolonych mugoli. No ale na razie denerwowanie się nie było najlepszym pomysłem. Poza tym musiał się chciał przedstawić swojemu przyjacielowi jak najpełniej. No ale to było jak na razie na dalszym planie. Teraz należało się skupić na szybkim powrocie do zdrowia.
- Naprawdę nie wiem jak ci się odwdzięczę. Wiem, że nie muszę ci dziękować ale uratowałeś mi życie, a to jest coś, za co trzeba podziękować. – powiedział spokojnie Coma. Trzeba było teraz wspomnieć, że Iridion był cholernie honorowym człowiekiem i za takie uczynki najchętniej ozłociłby przyjaciela jednak nie wiedział jak taką formę podzięki przyjąłby Alexis. No ale o zadośćuczynieniu pomyśli się kiedy indziej. Teraz należało wytłumaczyć co najmniej parę spraw.
- Widzisz wiem mniej więcej, w którą stronę poszli ci mężczyźni ale raczej jednak chyba nie warto ich na razie szukać. Owszem sam chciałbym ich dorwać i pokazać im co to znaczy szacunek do zwierzaków, bo mi też się nie podoba to, że mugole nie rozumieją, iż zwierzaki też cierpią i raczej nie rozumieją tego, że ktoś chce zrobić im krzywdę. – powiedział i spojrzał na Alexisa. Oczywiście zdawał sobie sprawę z tego, że jego przyjaciel kiedyś parał się nie do końca legalnym zajęciem lecz faktem było, że gdyby Alex mu towarzyszył na pewno Iri nie zostałby ranny. W końcu obaj byli całkiem nieźli w zaklęciach i urokach, a czarna magia szła Comie całkiem nieźle. No ale o tym wiedzieli tylko nieliczni, a byli to ci, którzy widzieli go kiedykolwiek w akcji.
- Wiesz sądzę, że ci mężczyźni już na sam mój widok byli nieźle zestrachani. W końcu z tego co się orientuję takich zwierzaków nie widuje się w lasach Anglii. Więc podejrzewam, że chcieli się bronić... – powiedział lecz przerwał w pół zdania. Merlinie dlaczego ja ich usprawiedliwiam, przecież sam nie rozumiem ich okrucieństwa pomyślał i popatrzył na Alexa. Lekko się uśmiechnął zanim znów się odezwał. -...jednak to nie wyjaśnia tego, że chodzą sobie po lasach i zabijają. A to podobno nas posądzają o okrucieństwo. – powiedział i na chwilę jego brązowe oczy lekko się zwęziły. Cóż widać było, że Iridion wolałby poszukać owego myśliwego, który go postrzelił i być może wybił mu z głowy te polowania i chęć mordu. Tak właśnie myślał Coma. Mugole popełniają morderstwo, a to, że usprawiedliwiają to jakimiś durnymi zasadami to Iriego mało obchodziło. Oczywiście zanotował to, ze Alex do niego podszedł i chciał usiąść na kanapie, na której on w tym momencie leżał więc Coma lekko posunął się by zrobić przyjacielowi i wokaliście miejsce. Oczywiście samo to, że się poruszył sprawiło, że odczuł dalekie ukłucie bólu ale zrobił to co chciał. Teraz patrzył się na Alexisa i lekko się uśmiechnął. Tak towarzystwo wokalisty zawsze uspokajało Comę i powodowało, że nawet jeśli basista się bał to wystarczyło jedno spojrzenie Blackwooda powodowało to, że nerwy i stres, tudzież trema znikały jak za dotknięciem różdżki, które obaj posiadali.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 26
Skąd : z twoich koszmarów..
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 491
  Liczba postów : 148
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12494-alexis-blackwood#336783
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12497-it-s-so-nice-to-meet-you-let-s-never-meet-again#336847
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12498-daredevil#336858
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12501-alexis-blackwood#336887




Gracz






PisanieTemat: Re: Ulica Tojadowa 16   Sob Kwi 16 2016, 05:59

Szczerze mówiąc Alexis wolałby być czystej krwi, ale cóż, tego się nie wybiera, choć fakt, że jest półkrwi ani trochę mu nie przeszkadzał, ani nie dołował. A jeśli ktoś miał z tym problem, nie ruszało go to, ani nie obchodziło w najmniejszym stopniu.. grunt, że jego przyjaciele i bliscy to akceptowali, mimo, iż tych pierwszych nie posiadał zbyt wielu, bo fani ich zespołu to jednak zupełnie inna para kaloszy. Aczkolwiek to nieważne. Nie musiał mieć pierdyliarda znajomych, ba, nawet nie chciał, gdyż nie znosił przebywać w towarzystwie jakichś tłumów.. Preferował zdecydowanie samotność, tudzież ewentualnie jedną osobę do rozerwania się i zabicia czasu, a tak to był taki bardziej wyalienowany. Nic nie mógł poradzić na to, że ludzie go wkurwiali i wolał trzymać się od nich z daleka.. Iridion i reszta chłopaków Fallen Angels byli takimi wyjątkami z reguły, których jako jednych z nielicznych naprawdę mocno polubił, szczególnie Comę. Zbyt dobrze się z nim dogadywał, co jest istną rzadkością, jeśli chodzi o Alexisa, ale w tym przypadku to nie dziwne, bo od razu znaleźli wspólny język, więc uznał, że warto z nim trzymać, bo razem mogli dokonać znacznie więcej. Dlatego też nawet mu przez myśl nie przeszło, by go od siebie odpychać. Poza tym cholernie wiele mu zawdzięczał.. gdyby nie on, mógłby skończyć źle, jego psychoza by go omotała całkowicie i jeszcze zacząłby mordować ludzi.. A tak ogarnął się i jako tako zaczął normalnie funkcjonować wśród społeczeństwa.
Jeśli mu na kimś zależało, rzecz jasna też nie pozwalał na to, aby stała się mu jakakolwiek krzywda; byłby zdolny praktycznie do wszystkiego, byleby tej konkretnej osoby nie stracić. Choć oddanie za kogokolwiek życia to byłoby już za dużo.. Takie coś nie leżało w jego naturze, nie podjąłby się tego.. No nie wyobrażał sobie siebie, jako takiego, co się poświęca dla jakiejś osoby, by ta przeżyła…  niezależnie od wszystkiego. Co to, to nie, cenił sobie życie, nie było mu spieszno na drugą stronę. Więc nie można oczekiwać z jego strony, że wskoczy w ogień, bo on nie z takich.. W związku z czym zwykle robi wszystko, byleby rozwiązać dane coś w taki sposób, ażeby obie strony na tym zbytnio nie ucierpiały i takie rzeczy nie były konieczne. I tyle.
Jak widać Iridion nie musiał ukrywać przed nim, że idzie pobiegać do lasu, bo doskonale wiedział, że jemu mógł powiedzieć dosłownie o wszystkim. No ale nieważne, Alexis decydowanie nie miał mu tego za złe, nic się przecież nie stało, nie ma nawet o czym gadać.
Ano, pewnie, u nich w domu mógł czuć się jak najbardziej bezpiecznie, no na pewno nikt się by im na chatę nie wkradł, nie ma takiej opcji, nie pozwoliłby na to. Co do eliksirów.. cóż, zawsze miał do nich dryg, lubił się w nich babrać i to były jedne z tych zajęć, na które najchętniej za czasów Hogwartu uczęszczał, nie opuszczając ani jednej lekcji. Pewnie dlatego obecnie jest z nich wręcz wybitny. Ale czy można go nazwać mistrzem? Blackwood tak by o sobie raczej nie powiedział, no ale skoro inni go takim uważali.. niech będzie i tak. Owszem, często wychwalał jakieś swoje umiejętności, lecz też z tym nie przesadzał w drugą stronę. Alexis nienawidzi mugoli, ale te wszystkie rzeczy, którymi się posługiwali na tyle go intrygowały, że nauczył się z nich zwyczajnie korzystać, bo nie widział w tym niczego złego, wręcz były w wielu sytuacjach bardzo przydatne. Między innymi dawniej używał danych narzędzi do torturowania ludzi, jak mu się rzecz jasna nudziło i miał ochotę się nad kimś dłużej poznęcać.. aczkolwiek to stare dzieje, już do tego nie wraca.. no przynajmniej się stara!  
- Tak, to prawda. Cóż.. ja na twoim miejscu znając siebie, rzuciłbym się na nich, nie dbając o konsekwencje.. już bym zadbał o to, żeby mnie popamiętali.. Ale doskonale wiesz, że ja się z niczym nie patyczkuję. - odparł spokojnie, a zarazem szczerze. Owszem, fajnie by było, gdyby go ze sobą zabrał, to wtedy może uniknąłby tego cholernego postrzału w ramię, ale mówi się trudno, najwyżej kiedyś sobie to nadrobią w jakiś sposób. Cieszył się, że jego przyjaciel dochodził do siebie w tak szybkim tempie i stopniowo było z nim coraz lepiej. - Naprawdę nie musisz.. Jestem świadom, że dla mnie uczyniłbyś dokładnie to samo. Ale skoro tak bardzo chcesz mi się odwdzięczyć.. chyba wiem, jak dokładnie mógłbyś to zrobić.. - tu zabrzmiał dość tajemniczo, przesuwając językiem po wierzchniej części swoich warg. Uśmiechnął się do niego zawadiacko i w sposób, który nie wróżył nic dobrego, wręcz.. niegrzecznego. Nie był pewien, czy będzie tego chciał, ale spróbować zawsze było można.. Choć szczerze powiedziawszy już wcześniej miał na to ochotę, niemniej nie było jak dotąd dobrej okazji, aby to zrealizować. A skoro tak bardzo się uparł, by mu podziękować za ratunek.. nic nie stało więc na przeszkodzie. Ponadto dochodziły do tego te uczucia.. Tak, to chyba był idealny moment, by mu o tym powiedzieć. Dobra, może bywali w takich sytuacjach wiele razy, ale jeszcze nigdy się ze sobą nie przespali. Taka forma podzięki byłaby dla Alexisa najbardziej satysfakcjonująca.. no, ale wiadomo, jeśli temu się to nie spodoba, nie będzie go do tego zmuszał. I wcale nie musieli z tym czekać, mogli się za to zabrać równie dobrze po wszelkich wyjaśnieniach co i jak, bo czemu nie?  
- Ach dobra, kij już z nimi, jeszcze ich dopadniemy, zobaczysz.. Nie ujdzie im to na sucho, bo po prostu to okropne, nie potrafię tego zdzierżyć.. zwłaszcza, że ty na tym ucierpiałeś. - dodał jeszcze, nim przeszedł do konkretnych działań. Kolejnych jego słów nie komentował, bo nie widział takowej potrzeby, jedynie wygiął usta w szatańskim uśmieszku. - Zgadzam się z tobą. Weź, oni nie powinni istnieć.. chuje złamane. - rzucił tylko tyle, nie rozgadując się zbytnio, tylko dlatego, że chciał czym prędzej sprawdzić, czy jego niecne plany będą mogły być wprowadzone w życie, a jako, iż wszystko zostało już wyjaśnione, temat można było uznać za zakończony. Alexis zbliżył się do niego na niebezpieczną odległość, po czym położył dłoń na jego udzie i zaczął delikatnie gładzić to miejsce, dając mu dosadnie do zrozumienia, o co mu chodzi. - Słuchaj.. jest jeszcze coś.. Bo ja.. myślę, że... - zaciął się, przełykając głośniej ślinę, ale słowa z trudem przechodziły mu przez gardło, zwłaszcza, że nigdy nie doszło do aż takich wyznań z jego strony. Ale chciał się odważyć, zaryzykować, nie miał nic do stracenia! - Jesteś dla mnie wszystkim.. Ja.. Kocham cię do jasnej cholery... - no wreszcie to zrobił! Wprawdzie nieporadnie i ostatnie zdanie wypowiedział strasznie cicho, ale się udało! A to już był wielki wyczyn.. Diametralnie zrobił się czerwony na twarzy, a serce gdyby mogło, wyskoczyłoby z jego klatki piersiowej, nawalało mu strasznie szybko.. Trochę bał się jego reakcji, ale już nie było odwrotu.. Patrzył się na niego z pożądaniem, lecz nic więcej nie zrobił. Musiał się upewnić, że nie zostanie nagle odtrącony, ani wyśmiany...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 28
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 278
Dodatkowo : animagia (jaguar)
  Liczba postów : 107
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12496-iridion-coma#336839
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12499-we-don-t-have-to-make-friends#336859
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12500-puszczyk-mszarny-iridiona#336861
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12507-iridion-coma#337073




Gracz






PisanieTemat: Re: Ulica Tojadowa 16   Sob Kwi 16 2016, 22:30

Iridion był wychowany w taki, a nie inny sposób i jego poglądy na temat czystości krwi były mu jakby z góry narzucone, choć sam był półkrwi. Jednak będąc już w szkole zrewidował swoje poglądy na ten temat. Otóż widział, że i wśród czarodziei półkrwi jak i tych, którzy posiadali niewielką domieszkę czarodziejskiej krwi zdarzały się jednostki wybitne, z którymi Iridion chciał się zadawać. Jednak mugolaków jakoś nigdy nie mógł strawić i nie była to przyczyna tego, że w jego domu panowały takie czy też inne poglądy. No ale o tym pewnie kiedyś jeszcze się pogada. Teraz na pewno nie było czasu na takie dyrdymały. Co do przyjaźni i ludzi Coma rozumował podobnie do swojego przyjaciela. Sam wolał przebywać w samotności lub też w towarzystwie dwóch czy trzech osób, które darzył zaufaniem i przyjaźnią. Niestety, a może i stety nie było ich zbyt wielu. Oczywiście z ludźmi z domu trzymał się dość blisko jednakże nie była to taka silna więź jak z Alexisem jak i garstką innych osób, które wybierał sam Coma. Do grona jego przyjaciół nie można było dostać się tak zwyczajnie. Osoba, która chciała trafić do grona jego przyjaciół musiała być wytypowana przez samego Iridiona i to była jedna z najważniejszych rzeczy jaką basista kierował się w doborze swoich znajomości.
W sumie jeśli chodziło o poświęcanie się dla innych to Coma byłby może to w stanie zrobić ale musiało zapanować i zgrać się parę zdarzeń i warunków, jakie na szczęście się jeszcze Iridionowi nie przydarzyły i muzyk Fallen Angels miał nadzieję, że nigdy się nie zdarzą. No ale każdy wiedział, że przeznaczenie i los to bardzo krępujące i dziwne zjawiska, które zrozumieć mogą jedynie osobnicy obdarzeni odpowiednią mocą, a Coma do nich nie należał. Iridion również cenił sobie życie jednak tylko wówczas jeśli chodziło o jego własną skórę lub o skórę, któregoś z jego przyjaciół. W innych przypadkach miał w nosie co się stanie z osobą, która była w niebezpieczeństwie. Może i była to podwójna moralność jednak basista doskonale wiedział, że tylko jednostki potrafiące najlepiej przystosować się do sytuacji przetrwają ciężkie czasy i przyjdzie im cieszyć się z nadejścia takich, w których nie trzeba będzie cały czas walczyć o własne życie. Także wszystkie działania jak i kroki jakie podejmował Iridion były nie tylko przemyślane, ale i przeanalizowane na wszystkie możliwe sposoby. Oczywiście jeśli dało się rozwiązać sprawy związane z obroną czyjegoś tyłka polubownie zawsze wybierał to rozwiązanie, a przynajmniej jeśli nie był wściekły czy też zły, bo wówczas bywało różnie no ale wiadomo każdy wówczas działał inaczej i to nie podlegało żadnej dyskusji.
Teraz dopiero gdy jego przypuszczenia się potwierdziły Coma mógł tylko odetchnąć z ulgą i spojrzeć na swojego przyjaciela nie tylko jak na kogoś, na kimś mu strasznie zależało lecz i jak na kogoś, w kim będzie mógł mieć oparcie. Cieszył się jak dziecko, z tego, że tworzyli Dream Team z Hogwartu. Zresztą to, co czasem wyprawiali razem w szkole było na tyle szalone i niebezpieczne, że ich wyczyny, a przynajmniej te najbardziej spektakularne przechodziły do legend i krążyły one po korytarzach szkoły napawając innych uczniów nie tylko nabożnym lękiem jak i jakimś rodzajem czci, którego w sumie Iri nigdy nie mógł zrozumieć. Poza tym ich osobowości choć różniły się od siebie, były to tak niewielkie szczegóły, że gdyby ktoś miał ich oceniać tylko po tym mógłby popełnić pomyłkę.
Iridion wiedział, że w ich domu jest bezpiecznie. W końcu obaj z Alexisem raczej nałożyli na swoją posiadłość jakieś zaklęcia ochronne, które na pewno powiadomiłyby ich o niebezpieczeństwie. Przecież obaj miał pełno takich zabezpieczeń w domu, choć byli przekonani, że niektóre z nich nigdy nie będą miały okazji się sprawdzić, bo dwa poprzednie raczej zadziałają bezbłędnie. No ale wiadomo przezorny zawsze był ubezpieczony i tej dewizie hołdował Iridion.
Coma będąc w szkole, też miał swoje ulubione przedmioty i mógł o sobie powiedzieć, że była to Transmutacja jak i Zaklęcia i Uroki. Zawsze to wchodziło mu najłatwiej i nie opuścił żadnej lekcji nawet jeśli kazali mu leżeć w łóżku potrafił wyjść ze skrzydła szpitalnego i siedzieć w ławce by tylko wysłuchać wykładu i nauczyć się czegoś ciekawego oraz praktycznego, co mógłby później wykorzystywać w życiu. To było coś, co niewątpliwie wyróżniało Iridiona spośród innych uczniów. Jeśli natomiast o wszystkie mugolskie przedmioty, to tylko dwa czy trzy przypadły basiście do gustu i rzeczywiście potrafił ich używać. Niestety resztę uważał, za bezużyteczne i wolał stosować magię do rozwiązywania niektórych spraw, do których mugole musieli używać swoich tak zwanych nowinek technologicznych.
- Wiem, że powinienem się na nich rzucić. Ale wiesz sam ile szkód mogą narobić te śmierdzące kije. Oczywiście korciło mnie by po tym jak się skryłem rozszarpać ich gardła i porzucić na powolna śmierć jednak nie czułem się najlepiej po postrzale. – powiedział lekko się uśmiechając jednak ten uśmieszek był inny i mógł wiele powiedzieć Alexisowi. Wyrażał on nie tylko radość z tego, że jest z nim przyjaciel lecz też to, że dzielą ze sobą wspólne poglądy, które Iridion bardzo często wygłaszał na koncertach. Jednakże coś jeszcze czaiło się w tym uśmiechu. Mogło to być zarówno określane jako dobre jak i jako złe i sam Coma nie wiedział skąd to mu się nagle wzięło.
- Wiem przyjacielu. Lecz kiedyś na pewno znajdziemy odpowiedni sposób by sobie dziękować za takie przysługi nawet jeśli nie będzie on należał do tych najbardziej pożądanych w świecie czarodziejów. – powiedział i lekko podniósł się na łokciach by lepiej widzieć całą postać przyjaciela. Jego dłonie, lekko zarysowane mięśnie pod skórą, tors, który był już od dawna czymś, co Iridion chciał dotknąć i przekonać się czy jest taki jaki sobie wyobrażał. Jednak wzrok dłużej zatrzymał na ustach Alexsisa. One od zawsze były przedmiotem, którego Coma dość mocno pożądał i o ile parę razy zdarzyło mu się je musnąć swoimi wargami gdy znajdowali się w dwuznaczynych dla niektórych sytuacjach to nigdy nie był pewny, czy Blackwood czuł to samo do niego.
- Tak masz rację do diabła na razie z tą myśliwymi. Jeśli jeszcze raz na nich wpadnę zabiję ich za głupotę jaką pokazują. Ich śmierć będzie dla mnie altem zemsty, ale oczywiście nie pozwolę im tak łatwo ducha wyzionąć. – stwierdził i na chwilkę zapomniał się no i pogrążył się w swoich marzeniach. Widział w nich krew myśliwych i ich trupy pod swoimi stopami. To było właśnie to czego pragnął i pewni by odpłynął w swoje marzenia na dłużej gdyby głos przyjaciela nie wyrwał go z tego dziwnego transu. Oczywiście Coma nie skomentował tego tylko lekko skinął głową, że właśnie tak samo rozumuje jak i Alexsis i nagle z jego ust wyrwał się leciutki i dość cichy jęk. Pieszczota i sam dotyk tak wrażliwej części ciała jaką było niewątpliwie udo spowodowało u niego wybuch niespotykanej dotąd namiętności i silnego uczucia, z jakiego istnienia Iridion zdawał sobie sprawę teraz wydawało się go wręcz palić od środka. Po chwili również na usta Iridiona wypełzł wiele mówiący uśmieszek i sam zaczął błądzić ręką po kanapie by tylko jego palce mogły spocząć na udzie czy też torsie przyjaciela. Gdy wreszcie udało mu się to zadanie odetchnął głęboko i sam zaczął kreślić małe kółeczka i jego ulubione gwiazdki na torsie Blackwooda. Tym samym Iri również lekko się przysuwał do swojego przyjaciela, by po chwili będąc w dość dziwnej pozycji przygryźć mu leciutko płatek ucha. Po czym opadł delikatnie na kanapę obserwując Alexa. Widział, że jego przyjaciel z czymś się zmaga jednak czegoś takiego się nie spodziewał. Zdrowe ramę położył na jego klatce piersiowej tuż przy samym sercu i zaczął lekko opuszkami palców kreślić gwiazdki na jego ciele.
- Alex… – zaczął jednak głos mu się załamał ze szczęścia. Oczywiście Coma chciał mu to już wcześniej powiedzieć ale wówczas nie mieli czasu dla siebie, bo albo był obok nich któryś z chłopaków, albo ktoś z management, albo piszczące fanki. A wiadomo takie sytuacje utrudniają intymne wyznania. –… chciałem ci to wcześniej powiedzieć jednak nie miałem jak. Wiesz koncerty, spotkania z fanami, wywiady… – kontynuował cały czas zbliżając się do sedna. Lecz nie chciał mu od razu wypalić z grubej rury. Sam przez dłuższy czas nie był pewny swoich uczuć. –… i patrząc na ciebie uświadomiłem sobie, że cos do ciebie czuję. A gdy teraz byliśmy w trasie już byłem tego pewny. – dokończył jedno zdanie lecz widać było jak bardzo spociły mu się ręce. Nie spodziewał się, że tak ciężko będzie mu powiedzieć, że wokalista jest dla niego najważniejszy na świecie. – Widzisz nawet będąc z tymi wszystkimi plastikowymi panienkami myślałem o tobie. Czułem, że zdradzam uczucia i to dlatego przez więcej niż połowę trasy chodziłem jak struty. – dodał szybko by jeszcze bardziej wprowadzić swojego przyjaciela w temat. – Widzisz wówczas sobie uświadomiłem jedną rzecz. Żadna laska nigdy nie będzie dla mnie ważna. Bo najważniejszą osobą na świecie jesteś dla mnie ty. – powiedział i musiał na chwilę przerwać, bo jego rozedrgany i dość gruby z emocji głos pomału odmawiał mu posłuszeństwa. –Ja też ciebie kocham. – wyszeptał mu prosto do ucha podnosząc się przy tym lekko na łokciu. Czuł jak jego gorący oddech odbija się od szyi Alexa i wraca na jego wargi. Jednak po tym wyznaniu Iridion zrobił się bardzo blady i padł na kanapę ciężko przy tym dysząc. Miał nadzieję, że jego przyjaciel, miłość jego życia zrozumie, że to co mówił Coma jest szczere. Zresztą już samo niecodzienne zachowanie basisty o tym świadczyło. W końcu zazwyczaj zgrywał macho, a teraz przed Blackwoodem zdjął swoją maskę i pokazał jaki jest naprawdę, dał mu do zrozumienia, że ma uczucia, a nawet, że ulokował je właśnie w wokaliście.Tak właśnie basista starał się przekonać swojego przyjaciela do tego, że go pragnie, a sam Coma miał nadzieję, że nie zostanie odtrącony.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 26
Skąd : z twoich koszmarów..
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 491
  Liczba postów : 148
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12494-alexis-blackwood#336783
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12497-it-s-so-nice-to-meet-you-let-s-never-meet-again#336847
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12498-daredevil#336858
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12501-alexis-blackwood#336887




Gracz






PisanieTemat: Re: Ulica Tojadowa 16   Sro Kwi 27 2016, 09:40

U Alexisa było z tym trochę inaczej.. Rodziców nie miał ochoty pamiętać, wręcz nienawidził ich z całego serca i najchętniej wymazałby ich obraz ze swojej głowy.. bo przecież go nie kochali, tak jak jego brata bliźniaka. Oddali ich bez zastanowienia do sierocińca, tak jakby byli pozbawieni wszelkich uczuć wyższych. Dlatego jego dzieciństwo nie było usłane różami; było krótko mówiąc chujowe i ciężkie. Nic więc dziwnego, że się to później odbiło na jego delikatnej psychice.. Dopiero w Hogwarcie poczuł się jak w domu i tak naprawdę od momentu, w którym rozpoczął tam naukę poczuł, że żyje. Także trudno w jego przypadku powiedzieć, że ktoś go wychowywał, więc wszelkie nawyki brały się od niego samego, z własnych doświadczeń i przeżyć. Opinię o czystości krwi również wyrobił sobie sam, a za mugolami nie przepada najbardziej, no jakoś zdzierżyć ich nie może.. tak jakoś wyszło, ale musiało na kogoś paść, nie? Zresztą jeśli chodzi o Blackwooda, ciężko u niego o dobre relacje i było tak od samego początku. Zmieniło się to pod wpływem Iridiona, dzięki któremu właśnie wyszedł na prostą i stał się nieco lepszym człowiekiem. A jako, że założyli zespół, musiał nieco zmienić stosunek do ludzi, chociażby w małym stopniu i nawet jeśli był zmuszony grać i udawać kogoś kim nie jest, wychodziło mu to perfekcyjnie i nikt się do tej pory o niczym nie zorientował. I to było mu jak najbardziej na rękę. Ale dryg do bycia świetnym aktorem także posiadał, jednak ostatecznie wybrał karierę muzyczną, bo go do tego cholernie ciągnęło i tyle. Cieszył się z tego, co miał, i że dane było mu poznać tak wspaniałą osobę, jaką niewątpliwie jest Coma.. Gdyby nie on, najpewniej Alex stoczyłby się na samo dno, schizofrenia by się jedynie pogłębiła i mogłoby dojść do jakichś większych, lub mniejszych tragedii.. no kolorowo zdecydowanie by nie było. Dlatego był strasznie wdzięczny losowi, że ten postawił na jego drodze Iri’ego, bo dzięki temu jego historia nie musiała się źle skończyć, a wręcz przeciwnie - jego życie powoli nabierało barw i było z każdym dniem coraz lepsze. Takie zupełne przeciwieństwo tego, co było w czasach, kiedy był małym brzdącem.. Nic tylko z tego korzystać jak najlepiej się tylko da!
Alexis poczuł coś więcej do Comy, podczas tego jego wyciągania go z najgorszego gówna, w jakie wówczas wdepnął.. Wtedy był totalnym wrakiem człowieka, pojawił się on i cały jego świat został wywrócony do góry nogami, a jego byt skierowany na odpowiedni tor za sprawą brązowookiego anioła. Tak, ten mężczyzna był dla niego kimś takim, bowiem spadł mu jak z nieba, kiedy najbardziej potrzebował pomocy.. Już niejednokrotnie mu za to dziękował, ale jeszcze nie było idealnej okazji, aby przyznać się do tego, że go kocha z całego swego serca.. Ale go w końcu o tym uświadomi, z całkowitą pewnością..
Co się jeszcze tyczy lubianych przez Blackwooda przedmiotów.. tak, Transmutację też nawet lubił, a Zaklęcia i Uroki były przydatne. Gorzej z Obroną Przed Czarną Magią, bo przecież jarał się Czarną Magią i to tak trochę mu kolidowało, niemniej nauczył się wielu przydatnych zaklęć i tyle. Te przedmioty, które go nudziły i uważał za nieprzydatne, prawie całkowicie olewał, robił wszystko tylko byle je zdać, nawet na najsłabszą ocenę, a potem przejść do następnej klasy i nie siedzieć w żadnej drugi rok z rzędu, bo tego by nie zniósł; no ogółem jakoś sobie radził i nie miał na co narzekać.
- Skoro tak, to zrozumiałe.. Ale nie martw się, dostaną nauczkę, nie ujdzie im to płazem.. - tak, jak on się na coś uparł, nie było na niego mocnych i jeśli sobie coś postanowi, nie spocznie, póki nie osiągnie obranego sobie celu. Widząc ten jego specyficzny uśmiech, od razu mu się humor poprawiał, bo doskonale zdawał sobie sprawę z tego, co on może znaczyć.. na jego usta automatycznie wpełzł podobny uśmieszek. Nie mogło być inaczej. Iri miał na niego spory wpływ, nie potrafił mu się oprzeć, do tego dochodziły te uczucia, którymi go darzył.. musi mu powiedzieć, że go kocha, bo jeśli tego nie zrobi, będzie żałował tego do końca swych dni.. Był tak zdeterminowany, że się na to odważy, choćby nie wiem co! Coma zasłużył na to bezapelacyjnie.. - W to nie wątpię.. - odpowiedział tylko tyle, bo nie było potrzeby się w tej kwestii zbytnio rozgadywać.. Kiedy mu się tak szczegółowiej począł przyglądać, coraz bardziej się upewniał, że nie dość, iż czuje do niego miętę, to jeszcze go cholernie podnieca, co go nakręcało tak mocno, że ledwo powstrzymywał się, by się na niego nie rzucić.. Iridion nie będzie musiał długo czekać na to, by rozwiać swe wątpliwości odnośnie uczuć Alexisa.. bo tak, bezapelacyjnie czuł do niego dokładnie to samo. Najśmieszniejsze w tym wszystkim jest to, że on sam nie był pewien, czy zaś Coma odwzajemnia jego uczucia.. ta, nie ma to jak idealne zgranie!
- Cieszę się, że się ze mną zgadzasz.. Ja ci chętnie w tym pomogę, o ile oczywiście mi na to pozwolisz.. - wyparował z szerokim uśmiechem na ustach. Sam począł sobie wyobrażać tych myśliwych, jak ich obaj torturują, katują tak, by odczuli jak najdosadniej na własnej skórze ich zemstę, oczekując, aż dusza koniec końców opuści ich ciała. Jednak zbyt długo w tych wizjach się nie zatracał, bo miał teraz ważniejsze zadanie do wykonania, które koniecznie musiał zrealizować, bo inaczej zwariuje.. Stresował się niemiłosiernie, lecz te nerwy się zmniejszały, wraz z każdą pozytywną reakcją na czyny i słowa, które kierował do Iri’ego. Czuł też, jak jego mięśnie się rozluźniają, ale żeby udało mu się to całkowicie, musiał mieć stuprocentową pewność, że wszystko pójdzie po jego myśli.. Kiedy kumpel zaczął gładzić go po udzie, czy torsie, dodawało mu to więcej odwagi do dalszych działań. Aż zamruczał uroczo z tej rozkoszy, jaką mu się odwdzięczał.. I wtem padły słowa kocham cię i to był chyba najbardziej stresujący moment w jego życiu.. Początkowo ledwo cokolwiek docierało do Blackwooda, lecz gdy zarejestrował to, co do niego powiedział basista, odetchnął z ulgą.. Dosłownie kamień spadł mu z serca! Słowa Comy odbijały się echem w jego czaszce, aż oczy mu się zaświeciły; czuł się tak, jakby miał zaraz odlecieć, był dosłownie w siódmym niebie.. z wiedzą, że jego ukochany Iri odwzajemnia jego uczucie był najszczęśliwszym facetem na świecie, do tego spełnionym. Nic więcej do szczęścia nie było mu potrzeba.. - Miałem dokładnie to samo… już od jakiegoś czasu to we mnie siedzi, ale racja, przez te różne rzeczy nie dało się tego zrobić.. - westchnął cichutko, ale taka była prawda, i nie dało się z tym nie zgodzić. Wsłuchiwał się dalej w to, co go niego mówił i wpatrywał się w niego jak w obrazek, jakby ktoś go zaczarował.. motylki w jego brzuchu intensywniej dały o sobie znać i generalnie to gdyby było to możliwe, zacząłby latać z tej radości. - I wszystko jasne.. ale teraz to już nie ma znaczenia, istotne jest to, co czujemy do siebie.. Nikt nie mógł zdobyć mego serca.. ale tobie się to udało, ono należy tylko do ciebie.. - kontynuował, a jego głos stopniowo był mniej łamliwy, acz wciąż mocno zachrypnięty. Usłyszawszy te wyczekiwane słowa, do tego wyszeptane mu do ucha po jego ciele przeszedł przyjemny dreszcz.. nie mógł uwierzyć własnym uszom, ale kiedy już to do siebie dopuścił.. cieszył się jak małe dziecko, które dostało lizaka. Tym samym całkowicie się wyluzował, nie bojąc się niczego, bo już miał pewność, że jego Iri go kocha.. Widząc opadającego ukochanego i całego bladego na twarzy, trochę go to zmartwiło, ale widocznie i jemu takie wyznania przychodziły z trudem, więc było to zrozumiałe. Alex nie mógłby zwątpić w takie słowa.. wierzył, że są szczere, aż się chłopak wzruszył no! Łzy stanęły mu w oczach, bo bał się, że się wygłupi, a tu taka niespodzianka.. - Iri.. jesteś mój na zawsze.. nie oddam cię nikomu kochany.. Pragnę cię.. chcę z tobą być.. - szepnął cholernie seksownym tonem, na koniec przybliżając się do niego na niebezpieczną odległość, przygryzając dość mocno płatek jego ucha, a jego głos przestał być aż tak drżący i niepewny, jak na początku.
Z tego wszystkiego, natłoku uczuć, rzucił się mu w objęcia, wślizgując na kolana, ale ułożył się tak by im obojgu było wygodnie, a następnie chwycił za oba policzki, po czym wpił się z impetem w jego usta, wkładając w ten gest całą swoją miłość do basisty. Wsunął tam język, pogłębiając tym samym pocałunek, chcąc by ich języki połączyły się w tańcu namiętności. Nic więcej go nie obchodziło, wyłączył się na otaczający go świat, bo najważniejszy był teraz Coma.. Tym samym dał mu jasno do zrozumienia, że nie miał zamiaru go odtrącać, wręcz przeciwnie, chciał być jak najbliżej niego, poczuć go w sobie i oddać się ich głębokiemu uczuciu całkowicie.. Wślizgnął łapki pod jego koszulkę, obmacując poszczególne partie jego umięśnionego torsu, który zawsze pragnął dotknąć i teraz miał to umożliwione.. Czuł jak miłość do Iridiona rozpala go od środka, i nie mogąc dłużej wytrzymać, najzwyczajniej w świecie ją z niego zerwał, pozostałe po niej strzępy zrzucając na podłogę.. ups, no trochę go zaczynało ponosić, ale dziwić mu się? Chyba mężczyzna nie będzie miał mu za złe, że zniszczył mu górną część garderoby, prawda..? Najwyżej mu kupi nową, a nawet ładniejszą! Na chwilkę oderwał się od jego ust, by zająć się pierw szyją Comy, przejeżdżając po całej jej długości językiem, a dłońmi wciąż zataczał przeróżne kształty na jego cudownej klacie. Nic nie było go w stanie zatrzymać, zwłaszcza że kochał i był kochanym.. Jedna z dłoni Alexa powolutku sunęła ku dołowi, zatrzymując się na rozporku i tam jak na razie ją zostawił, bawiąc się suwakiem i jakby z nim drażniąc, co robił specjalnie, żeby go podniecić i sprawić, by i on się na niego mocniej napalił, coby ich zbliżenie było intensywniejsze, wyjątkowe i magiczne jednocześnie..
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 28
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 278
Dodatkowo : animagia (jaguar)
  Liczba postów : 107
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12496-iridion-coma#336839
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12499-we-don-t-have-to-make-friends#336859
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12500-puszczyk-mszarny-iridiona#336861
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12507-iridion-coma#337073




Gracz






PisanieTemat: Re: Ulica Tojadowa 16   Sro Sie 17 2016, 20:18

Iridion choć utrzymywał kontakty z ojcem i matką to od czasu gdy Coma zaczął robić karierę muzyczną jego rodziciel zaczął traktować go jak zło konieczne. I choć basista rozumiał, że mógł zawieść ojca gdyby miał stanąć ponownie przed wyborem swojej drogo życiowej to zrobiłby dokładnie to samo. Owszem teraz jest trochę lepiej jednak nadal gdy Iri musi się zobaczyć z rodzicami wraca po takiej wizycie przybity i bardzo mocno stłamszony. Niestety jeśli słyszy się w domu rodzinnym narzekania na to, że ktoś odniósł sukces nie pracując w Ministerstwie tylko rozbijając się po świecie i graniu jakichś bardzo mrocznych i głośnych dźwięków to można stracić wiarę we własne sukcesy. Dlatego też ostatnio Iridion rzadko pojawiał się w domu. No ale jeśli ma po takiej wizycie tydzień czy dwa dochodzić do siebie to lepiej dla niego by nie jeździł do rodziny. Być może właśnie dlatego tak dobrze rozumiał uczucia Alexa. Chociaż faktem było, że czasem Comie ciężko i sam potrzebował wsparcia. Wówczas najczęściej zaszywał się w lesie i tam przesiadywał te najgorsze i najcięższe chwile. Owszem rodzice wpoili w niego takie, a nie inne poglądy jednak od czasu, wyboru drogi przez Iriego jego kontakty z rodziną bardzo się oziębiły i basista zaczął uważać, że z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciu. Być może dlatego brązowooki zerwał większość swoich kontaktów jakie posiadał i teraz przebywał tylko z kumplami z zespołu, a najwięcej czasu spędzał z Alexem. Owszem Coma wiedział jak wielki on ma wpływ na przyjaciela ale nigdy nie podejrzewał, że właśnie Blackwood może stać mu się tak bliski. Owszem cieszył się z tego i często w obecności wokalisty Iri zmieniał się nie do poznania. Coma bardzo dobrze pamiętał to jak bardzo on musiał zmienić swoje stosunki względem ludzie niemagicznych. I choć też potrafił świetnie grać tym razem nie mógł tego zrobić. Musiał jakoś zaakceptować to, że na ich koncerty przychodzili mugole i choć ciężko mu to szło, to jednak skupiając się na muzyce i na grze oraz zawieszając wzrok na Alexie udawało mu się przetrwać każdy koncert. Można więc powiedzieć, że ta dwójka pomogła sobie nawzajem.
To właśnie podczas wspólnych koncertów basista zaczynał rozumieć, że czuje coś więcej niż tylko przyjaźń. Wiedział, że Alex uważa go za swojego anioła jednak wiele razy już mu udowadniał, że nie pochodzi z góry lecz tak samo jak Blackwood i on urodził się na ziemi. Może miał więcej szczęścia jednak czy tak naprawdę było nikt nie wiedział. Uczucie basisty też powoli kiełkowało i dopiero wówczas gdy był całkowicie pewny tego co czuje postanowił, że jeśli znajdzie się odpowiedni czas to wyzna Alexisowi, że go kocha. To było naprawdę silniejsze od niego.
- Spokojnie na pewno dostaną za swoje. Już my się o to postaramy ale na razie nie myślmy o tym, są ważniejsze sprawy niż zamartwianie się dwójką mugoli, którzy mają namieszane we łbach. – powiedział stanowczo gdyż chciał koniecznie zakończyć ten temat. Nie chciał cały czas o tym myśleć bo było to dla niego dość bolesne, że w ogóle pozwolił, by osoba niemagiczna zrobiła mu krzywdę. Owszem chciał skrzywdzić tą dwójkę i sprawić by zniknęli z powierzchni tej planety ale na razie myślał nad czymś zgoła innym, bardziej przyjemnym i bardziej trudnym, choć był pewny tego co chce zrobić to nie był pewny reakcji tego, który bądź co bądź uratował mu życie. Już samo to, że Alex był tak blisko niego powodowało, że odczuwał takie przyjemne ciepło w środku i jego serce zaczynało leciutko przyśpieszać. Owszem miał nadzieję, że Blackwood tego nie zauważy, a przynajmniej na początku. Na kolejne zdanie tylko kiwnął głową potwierdzając to, że się zgadza. Prawda był jednak taka, że powoli zaczynało robić mu się sucho w gardle i bał się, że jeśli tylko otworzy usta niebieskooki usłyszy napięcie w głosie Iridiona, a tego Coma nie chciał. Wolał by jego zdenerwowanie zostało nieodkryte do czasu aż nadejdzie odpowiedni moment. Tak basista czuł, że ten czas się zbliża i w głowie pomału układał sobie słowa jakich użyje by oznajmić Blackwoodowi, że go kocha. Jednak nie znaczyło to, że całkowicie przestał go słuchać. Na kolejne słowa Alexa lekko się uśmiechnął.
- A dlaczego miałbym się z tobą nie zgodzić. Przecież wiesz, że w większości spraw się ze sobą zgadzamy i myślimy podobnie. Oczywiście, że pozwolę ci na to byś mi pomógł. Przecież sam nie dam sobie rady z dwójką mugoli będąc pod zwierzęcą postacią. – powiedział spokojnie starając się zachować jak najbardziej spokojny tembr głosu jednak sam słyszał w swoich słowach napięcie i to dlatego lekko zaczynał się spinać. Nie dlatego, że się bał. Przecież to nie było nic wielkiego. Miał tylko i aż wyznać kumplowi to, że jest dla niego najważniejszą osobą na świecie. Może nie było to stanięcie przed rozwścieczonym Buchorożcem czy też Rogogonem Węgierskim jednak wywoływało w Comie uczucie podobne do tego, które większość ludzi określała jako strach. Dlatego był wdzięczny Alexowi, że to on zaczął. Inaczej sam zbierałby się do tego jeszcze dłużej jednak już pierwsze słowa Blackwooda uświadomiły i ośmieliły Comę do tego by też wyznać swoje uczucie. Teraz już nie było odwrotu. Widział też, że to, iż gładził wokalistę FA po różnych częściach ciała i jemu pomagało cieszył się z tego nawet bardziej niż z tego, że mogą być razem i sami ze sobą. Tak te chwile zaczynały się stawać bardziej intymne i bardziej osobiste niż to co się działo między nimi kiedykolwiek wcześniej.
- Wiesz we mnie też od bardzo dawna to kiełkowało jednak nie byłem pewny czy to na pewno to. Jednak nasza bliskość w trasie, koncerty i te moje nieudane w dużej mierze przygodne seksy z plastikami uświadomiły mi, że to nie to. Robiłem to mechanicznie i często dostawałem za to w twarz, ale nie umiałem się zaangażować, a jak przy jednej lasce szczytując powiedziałem twoje imię dostałem w bok z jej długich pazurów i jeszcze po nieudanym seksie zostałem zostawiony z krwawiącymi śladami i szramą na lewym ramieniu. To właśnie wówczas uświadomiłem sobie, że nie laski, a ty jesteś tym jedynym. – powiedział patrząc mu prosto w te jego cudowne niebieskie tęczówki. One były dla Iriego zawsze oazą spokoju, w której mógł zatonąć i odnaleźć utraconą równowagę. Właśnie w tym momencie Coma zrozumiał wszystko i przestał się bać. A uczucie pomału zaczynało nim władać, a do jego głowy napływały kolejne zdania, które powinien wypowiedzieć.
- Mnie też nie mogła zdobyć żadna kobieta, choć moi rodzice bardzo się starali by mnie jakąś laską zainteresować. Co jakiś czas słali mi listy ze zdjęciami i komentarzami jaka to ta albo inna dziewczyna dobra, ale ja je wszystkie niszczyłem. Żadna kobieta nie mogłaby znależć drogi do mojego serca. Tylko ty ją odnalazłeś i dałeś mi do zrozumienia, że ty jesteś tym jedynym. Moje serce też należy tylko i wyłącznie do ciebie. – powiedział i w końcówce głos mu się załamał. Nie chciał, by Alex słyszał jak wiele emocji teraz targało Comą jednak najważniejszą z nich była miłość i radość. Poza tym akurat ten dzień aż za bardzo obfitował w niespodzianki i silne emocje, a co jak co ale Iri co dopiero doszedł do siebie. Także takie wyznania były dla niego bardzo ciężkie i bardzo trudne lecz gdy tylko opuściły jego usta poczuł się lepiej. Kolory pomału zaczynały mu wracać jednak oddech dalej był lekko przyśpieszony i nieco chrapliwy, przez co głos Comy był też zachrypnięty i urywał się w momentach, w których basista nie za bardzo chciał by się urywał.
- Spokojnie kochanie, to tylko chwilowe. To emocje. Zaraz mi przejdzie, a to co mówię pochodzi prosto z mojego serca. Ty... też jesteś mój... Nie pozwolę nikomu... by ciebie mi odebrał. Jesteś moim światem... Pragnę cię... – powiedział i ujął dłoń Alexa by położyć ją na swoim sercu. Teraz Alex mógł czuć, że serce basisty wali jak oszalałe. Widział jak Alex pomału zbliża się do niego. Czuł już prawie ciepło ciała wokalisty FA.
I stało się to na co Iri czekał jednak przez pierwsze chwile był tak zaskoczony, że dawał prowadzić się uczuciu. Ono było najważniejsze. Oddawał pocałunki z coraz to większą namiętnością. Parę razy przypadkiem leciutko przygryzł język swojego ukochanego. Starał się oddychać przez nos jednak intensywność pieszczot i uczuć pomału mu to uniemożliwiała. Z głośnym cmoknięciem wreszcie oderwał swoje usta od warg Alexa i zaczął łapać powietrze jak ryba wyciągnięta na brzeg. Jednak po krótkiej chwili lekko przekrzywił głowę i dmuchnął ciepłym powietrzem w bok szyi ukochanego. Po czym wyciągnął koniuszek języka i zaczął nim wodzić po rozgrzanej skórze tak długo aż poczuł, że jest ona chłodniejsza. Jednocześnie jedna dłoń łapczywie wędrowała pod koszulkę Blackwooda i gdy tylko palce basisty dotknęły nagiej skóry przez ciało Iriego przeszedł potężny dreszcz. Nie zauważył nawet, że Alex zerwał czy też rozdarł jego koszulkę. W końcu zawsze można ją naprawić magią. A w momencie gdy niebieskooki zaczął się bawić jego rozporkiem Iri cicho jęknął jednak uczynił to na tyle głośno by Blackwood to usłyszał. Cały czas oddech mu przyśpieszał i Coma pomału zaczynał się czuć tak jak jeszcze nigdy przy zbliżeniu. Zaczynał odkrywać coraz to nowe bodźce i coraz to nowe miejsca, które dawały rozkosz nie tylko jemu ale i jego partnerowi. Tak zdecydowanie zapowiadał się magiczny, intensywny i cudowny wieczór.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 26
Skąd : z twoich koszmarów..
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 491
  Liczba postów : 148
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12494-alexis-blackwood#336783
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12497-it-s-so-nice-to-meet-you-let-s-never-meet-again#336847
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12498-daredevil#336858
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12501-alexis-blackwood#336887




Gracz






PisanieTemat: Re: Ulica Tojadowa 16   Czw Paź 06 2016, 12:13

+18

Alexis od dawna już nie ma kontaktu ze swymi starymi i wolał, aby tak pozostało. Nie obchodził go kompletnie ich los i jak dla niego równie dobrze mogliby być martwi. Właściwie to nie miał bladego pojęcia, gdzie się teraz znajdują, ani nic.. Jednak nie zamierzał się tego dowiadywać. Za żadne pieprzone skarby świata. Dla Blackwooda rodzice byli złem koniecznym, a jedynie mocniej utwierdził się w swym przekonaniu w momencie, w którym to Iri się mu żalił, jacy są jego właśni i jak bardzo nie lubi ich odwiedzać. Nawet sam mu odradzał w związku z tym, by do nich przestał w ogóle jeździć, albo chociażby ograniczył wizyty do minimum, coby zaoszczędził na nerwach, bo po co ma je bez sensu na nich tracić? Między innymi dlatego się tak świetnie dogadywali. I może nie znał również obecnego miejsca pobytu swojego brata bliźniaka, aczkolwiek w przeciwieństwie do matki i ojca, na Chesterze akurat mu bardzo zależy i chciałby go odnaleźć. Ale generalnie to się o niego niepotrzebnie nie zamartwiał. Był przekonany, że sobie świetnie radzi i wszystko u niego jest w najlepszym porządku. Także wierzył, iż pewnego dnia ich drogi ponownie się zejdą i tyle.
Kij z mugolami. Pomimo silnej nienawiści, jaką ich obdarzał, był w stanie znieść ich obecność, ale tylko w obecności kumpli z zespołu, a przede wszystkim Iri’ego. Wtem wyłączał się całkowicie na otoczenie i dla niego nie istnieli; traktował ich niczym powietrze. Zamieniał z nimi słowa wówczas, gdy było to konieczne, bo tak to trzymał się od takich ludzi z daleka. I jakoś szło ich wszystkich zdzierżyć.. Naprawdę był wdzięczny losowi, że postawił na jego drodze kogoś tak cudownego jak Coma, a także resztę członków Fallen Angels. Rzecz jasna najwięcej czasu uwielbiał spędzać z Iridionem, ponieważ to na nim najbardziej w świecie mu zależy; cholernie wiele mu zawdzięcza.. gdyby nie on, serio mógłby kiepsko skończyć. Ponadto nikt nie rozumie go tak dobrze, jak właśnie basista. Nie no, oczywiście Alex był świadom, że anioły nie istnieją, jednakże dla niego seryjnie Iriś był jak wyrwany z niebios. Można więc powiedzieć, iż jest jego takim osobistym aniołem. Sam nie zdawał sobie przez długi czas sprawy, że z każdym kolejnym dniem stopniowo zaczynał czuć do niego coś więcej, niż jedynie zwykłą przyjaźń.. te uczucie stawało się coraz mocniejsze, aż wskoczyło na tak wysoki poziom, że ono do niego w końcu dotarło.. jednocześnie uzmysłowił sobie, że to z nim chce spędzić resztę życia, a wraz z tym, że kocha go całym swoim sercem. Początkowo niełatwo było mu się do tego przyznać, gdyż był święcie przekonany, iż nigdy nie będzie zdolny kogokolwiek pokochać, ale stało się i szczerze czuł się z tym faktem potwornie szczęśliwy.. jak nigdy wcześniej. W związku z tym postanowił wziąć się w garść i dziś mu o tym powiedzieć.. bo inaczej by chyba oszalał, gdyby się na to nie odważył.
- To na pewno. Tak, zostawmy ten temat i skupmy się na milszych rzeczach.. - przystał na to, przytakując potwierdzająco głową, gdyż i on nie widział najmniejszego sensu w drążeniu dalej kwestii idiotycznych mugoli. Doskonale wiedział, że dla Iridiona to całe zajście mocno nim wstrząsnęło, zatem nie zamierzał go bardziej dobijać, zwłaszcza, że wręcz pragnął podzielić się z kumplem czymś przeogromnie istotnym, co można podpiąć pod sprawę wagi państwowej! Zatem zdecydowanie było to ważniejsze od debatowania nad irytującymi istotami. Blackwood odrobinę obawiał się reakcji Comy na te rewelacje, które chciał mu zaserwować, ponieważ nie był pewien, czy on czuje do niego to samo.. no, ale nie miał po prawdzie nic do stracenia, dlatego też zaryzykował.. Możliwe, że w jakimś stopniu sposób, w jaki reagował na niego brązowooki popchnęło go bardziej do działania, bo ciężko byłoby się nie zorientować, że jednak coś jest na rzeczy.. te jego spojrzenia, delikatne gesty, które stawały się oczywistsze, naprowadzały wokalistę ku temu, że te jego wątpliwości co do niektórych aspektów się czym prędzej rozwiewały. Dzięki temu strach powoli z niego wyparowywał i zwyczajnie czuł, że nie musi się niczego obawiać i śmiało może to zrobić.. Ten widok go cholernie rozczulał i też domyślał się, że się chciał z tym ukryć, choć wcale nie musiał.. acz tego nie komentował, coby go bardziej w zakłopotanie nie wprowadzać, a zacząć po prostu konkretniej działać. - Masz rację, o czym ja w ogóle pieprzę.. to jasne niczym słońce, ale tak jakoś mi się powiedziało.. no nieważne. W każdym bądź razie mamy ustalone i wiemy, co robić. Mogłem na to od razu wpaść, że się zgodzisz.. heh głuptasek ze mnie. - tu się zaśmiał uroczo ze swojego roztrzepania, ale Iri musiał mu ów stan wybaczyć.. ot, cały był rozemocjonowany, a wraz z tym okropnie przejęty, więc nic dziwnego, że mogły mu się gafy zdarzyć. Ogólnie rzecz ujmując sam był lekko zdenerwowany, ale skoro coś sobie postanowił, doprowadzi to do samego końca, choćby nie wiem co. No i tego dokonał.. odczuł wielką ulgę, gdyż okazało się, że nawet najmniejsze nerwy były zbędne. On też go kocha. To było najpiękniejsze, co usłyszał tego dnia po swoim wyznaniu i na to liczył od samego początku. Nie da się ukryć, wzruszył się chłopaczyna, aż kilka łez ostatecznie spłynęło mu po policzkach z tej radości! Nic się już nie liczyło, tylko ich wspólne uczucie miłości.. Boże, jak on uwielbiał, kiedy ten go dotykał.. sprawiało mu to niesamowitą przyjemność, nie chciał, aby cokolwiek z tego przerywał, ba wręcz przeciwnie, pragnął coraz więcej pieszczot.. w związku z tym wydawał z siebie wszelkiego rodzaju pomruki rozkoszy, by pokazać jak mu zajebiście dobrze. - Ouu, o tym nie miałem pojęcia. Ale jebać laski i wszystko inne.. Ja.. kocham cię i jestem o tym absolutnie przekonany. I nigdy nie byłem niczego bardziej pewny.. - może znów powtórzył te dwa słowa, podkreślając, że dla niego Iri również jest tym jedynym, lecz nie potrafił się powstrzymać! Gapił się prosto na te jego boskie, brązowe tęczówki, wciąż zaszklonymi oczami, w których on sam mógł zatonąć. Dalej słuchał uważnie ukochanego, nie pomijając ani jednego słowa, które do niego wypowiedział. Głos basisty FA ponadto wprawiał go w błogostan.. ogółem cały on. Dla Alexisa był ideałem, bez wad.. i jeśli jakieś posiadał, to albo były one niewidoczne, albo najzwyczajniej ich w nim nie dostrzegał, ale.. o to właśnie chodzi, prawda? Jeśli człowiek kogoś kocha, ma w dupie jakieś niedoskonałości i krzywizny, o ile takowe istnieją. - Ze mną było nieco inaczej.. miałem jakąś taką blokadę, przez którą nikt nie był w stanie się przedrzeć.. Właściwie to myślałem, że nie jestem zdolny do jakichkolwiek uczuć wyższych.. ale pojawiłeś się ty, wywracając mój świat do góry nogami.. Jesteś mój, a ja twój.. - dodał na koniec i przestał się aż tak jąkać i drżeć.. Nie chciał, ale i tak dało się wyłapać, iż Irim też szasta pierdylion różnych emocji, ale to samo działo się z Blackwoodem i nie było w tym niczego złego.. W chwili obecnej niebieskooki był najszczęśliwszym facetem na tej planecie i nic tego nie zmieni. Nic zatem nie stawało na przeszkodzie, by mogli się do siebie jeszcze mocniej zbliżyć. Widząc te różne kolory na twarzy swojej miłości, faktycznie się tym przejął i nie mogło obejść się od pytania, czy aby na pewno wszystko jest w porządku.. - Okej, wierzę ci skarbie.. W to nie śmiałbym wątpić, wiem, że jesteś ze mną szczery.. Skoro obaj siebie nawzajem pragniemy.. na co my do cholery czekamy? - rzucił tutaj raczej retoryczne pytanie, na które nie musiał odpowiadać, a na jego usta wpełzł niegrzeczny uśmieszek. Powinien się domyśleć, co mógł tutaj mieć na myśli.. Gdy tak ujął jego dłoń i przystawił ją do swego serca, jeszcze bardziej go tym rozczulił. Nie zastanawiając się ani chwili dłużej, wreszcie zaczął konkretne działania. I bam, znalazł się na kolanach Comy, potężnie się w niego wtulając, ano i obdarował go serią namiętnych pocałunków, ale się nakręcił i nic go nie zatrzyma! Pożądał go każdym skrawkiem swojego ciała, pozwalając, by emocje zupełnie nim zawładnęły.. Stąd zaczęło go tak odrobinkę ponosić, ale.. dziwić mu się? Wcale nie przeszkadzało mu, gdy zdarzyło się Irisiowi przygryźć przypadkiem jego język.. w sumie podobało mu się to, toteż odwdzięczał się tym samym, coby wzmocnić siłę tych wspaniałych doznań. Czując wilgotny język swej połówki na szyi, zamruczał głośno, a już totalnie się zapominał jak dodatkowo basista wodził łapkami po jego nagim ciele.. rozgrzewało go to wszystko do czerwoności i powoli serio nie wytrzymywał. No i tu koszulka mężczyzny padła ofiarą napalonego Blackwooda i uległa zniszczeniu.. ale racja, zawsze da się znaleźć rozwiązanie, czy to kupi się nową, czy naprawi.. nieważne.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 28
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 278
Dodatkowo : animagia (jaguar)
  Liczba postów : 107
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12496-iridion-coma#336839
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12499-we-don-t-have-to-make-friends#336859
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12500-puszczyk-mszarny-iridiona#336861
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12507-iridion-coma#337073




Gracz






PisanieTemat: Re: Ulica Tojadowa 16   Sob Gru 17 2016, 11:29

+18

Iridion również zaczynał zauważać, że tracił kontakt z bliskimi lecz było to spowodowane tym, że robił to co kochał i częściej przebywał w rozjazdach niż w Anglii. Owszem jak tylko przyjeżdżał starał się jakoś dać rodzicom znak, że jest już na miejscu i jeśli chcą to może wpaść z wizytą. Niestety od pewnego czasu jego rodzice niechętnie się do niego odnosili więc Coma zaczynał się oddalać od rodziny. I choć na początku trochę to przytłaczało basistę to teraz pomału czuł jakby odżywał i jakby zrzucił ogromny ciężar ze swoich barków. Oczywiście sam Iri chciał, by było inaczej jednak jeśli rodzice wolą go widzieć na zdjęciach, a nie osobiście to Coma nie miał nic przeciwko temu. Przynajmniej plus był taki, że nie musiał oglądać kolejnych „dobrych” kandydatek na żonę, co bardzo mierzwiło brązowookiego mężczyznę podczas coraz rzadszych wizyt w rodzinnym domu. Ok, rozumiał troskę rodziców o jego życie jednak basista nie lubił chwil gdy był sterowany przez innych. To było dla niego równoznaczne z ograniczeniem jego wolności, a właśnie ta sfera życia była dla Iridiona najważniejsza. Poza tym choć jak na razie nie mówił tego głośno miał swoje słońce w życiu i nie chciał by to się zmieniło pod naciskiem rodziców czy kogokolwiek innego.
Coma jakoś na mugoli nie zwracał uwagi. Poza tym nie umiał ocenić kto należał do grupy, do której muzyk oględnie mówiąc nie pałał sympatią. Lecz przebywając z chłopakami miał na to wyjebane czy rozmawia z kimś, kto ma zdolności magiczne czy też nie. Owszem ta olewka dla ludzi niemagicznych i znoszenie ich obecności na koncertach było spowodowane tym, że przy swoim boku miał właśnie Alexisa. Owszem inni członkowie ich zespołu również bardzo pomagali Iridionowi zapomnieć o tym, że może ich oglądać jakiś mugol. Poza tym nie umiał zabronić ludziom przychodzenia na koncerty. Prawdą było również to, że zrozumienie jakie panowało w zespole było niespotykane i można było powiedzieć, że chłopaki czasami rozumieli się bez słów i to można było zauważyć na każdym kroku. Poza tym Iri również był wdzięczny swojemu losowi, że postawił mu na drodze kogoś takiego jak Alexis, bo dopiero wówczas gdy poznał Blackwooda jego świat stał się jaśniejszy i to w momencie, w którym ich przyjaźń dawno wyszła poza ramy kumpelstwa, a przeszła na o wiele wyższy poziom basista zrozumiał, że w tym przypadku musiało zadziałać przeznaczenie, w które to Coma do pewnego czasu w ogóle nie wierzył. Iridion do miłości i uczuć miał trochę inne podejście niż jego ukochany, lecz gdy dawał kosza kolejnym laskom pomału dochodziło do niego, że był z nimi tylko dlatego, że chciał seksu, a nie stałego związku i dopiero wyznanie Alexa otworzyło mu oczy i wszystko to co czuł stało się oczywiste. Poza tym już samo to, że któryś z nich zdobył się na odwagę i powiedział co czuje było dla Comy czymś cudownym i skłoniło go również do zwierzeń.
- Tak. Przykre tematy zostawmy na razie. Teraz są o wiele ważniejsze sprawy. – powiedział i uśmiechnął się lekko tajemniczo i zadziornie. Tak też bardzo często uśmiechał się na scenie jednak ten uśmiech był inny od tych, które serwował publice. Ten miał w sobie również uczucie, które już od dłuższego czasu kiełkowało w sercu basisty. Poza tym tylko w ten sposób mógł zapomnieć o tym co się stało i mieć na to wszystko wyjebane. Poza tym był już teraz bezpieczny w domu i ze swoim ukochanym co działało jak balsam na wszystkie smutki basisty. No i w końcu ból jaki towarzyszył temu co się z nim stało ustał i brązowooki wreszcie mógł się lekko podnieść by móc zatonąć w niebieskich tęczówkach Alexisa. Owszem czasem Iri zapuszczał się w miejsca, które wiązały się z seksualnością, by dać Blackwoodowi do zrozumienia, że on jest gotowy na wszystko. Oczywiście już samo dotykanie jego skóry i ciała sprawiało brązowookiemu bardzo dużo przyjemności i radości gdyż wówczas serce basisty wyprawiało nieprawdopodobne harce w klatce piersiowej.
- A daj spokój. To, że te laski były puste jak bęben perkusisty to inna sprawa. Dopiero teraz przejrzałem na oczy gdy ty mi powiedziałeś, że mnie kochasz. Od tej pory na pewno należę do ciebie kochany. – powiedział, a jego brązowe oczy się rozpromieniły. Tak to było dla Comy bardzo ważne. Nie tylko dlatego, że upewnił się w swoich uczuciach ale i te słowa dały mu pewność, że nie zostanie odtrącony. Cóż jeśli chodzi o ideały dla Iriego to właśnie na takiego patrzył. Uosobienie pożądania i seksu, ale też obiekt pożądania wielu kobiet. Jednak teraz Coma wiedział, że może być spokojny, bo te wszystkie piszczące Fangirlsy nie mają dostępu do serduszka Blackwooda i to go niesamowicie wręcz podniecało. Oczywiście basista nie dostrzegał żadnych niedoskonałości w swoim ukochanym, nie widział też żadnych skrzywień czy innych rzeczy. Dla niego liczyło się to, że Alexsis był jego i tylko jego.
- Kochany a czy to ważne jak z kim było. Ja wiem, że ty mnie kochasz, a ja kocham ciebie. Owszem cieszy mnie to co powiedziałeś, bo chyba powinienem czuć się jakiś wyjątkowy, ale czy tak jest to nie wiem. Lecz jednego jestem pewny, na pewno obaj jesteśmy dla siebie stworzony mój skowronku. – powiedział i powoli zapadał się w nowo odkrytym uczuciu szczęścia i miłości, której jeszcze nigdy nie zaznał. Ale teraz wiedział dlaczego. Teraz wszystkie jego porażki stały się dla niego jasne jak słońce na niebie i proste jak drut. Po prostu musiał znaleźć odpowiednią osobę i jej wyznać co czuje. To właśnie był klucz do sukcesu. Coma nawet czuł, że teraz wszystkie kawałki układanki jaką są niewątpliwie uczucia wskakują na swoje miejsca i stają się wyraźne i przejrzyste. Tak Iri również mógłby unosić się pod sufitem ze szczęścia no ale wiadomo nie miał takich możliwości, ale był bardzo, ale to bardzo szczęśliwy, a nawet można powiedzieć, że cały był w euforii.
- No ja też się nad tym zastanawiam czemu do tej pory ględzimy, a nie zabraliśmy się za czyny. Więc może przestańmy mielić jęzorami, a wykorzystajmy je w przyjemniejszy sposób? – rzekł i na jego twarzy również zagościł wieloznaczny uśmiech. Lecz było widać, że zamiary Comy nie były czyste. On miał bardzo niegrzeczne zamiary lecz w tym momencie miał to głęboko w nosie czy ktoś to poprze czy też nie. Więc skoro Coma kochał Blackwooda, a Alexsis kochał Iridiona to co stało na przeszkodzie by zaszaleć. Poza tym w momencie gdy niebieskooki się tak słodko w niego wtulił w brązowookim zawrzało jeszcze mocniej i już z jego strony nie było odwrotu. Też zaczął delikatnie obdarowywać swoją drugą połówkę pocałunkami, które szybko zmieniły się w zasysanie skóry Alexsisa i pozostawieniem na jego ciele malinek. No cóż właśnie tak basista chciał oznaczyć swojego ukochanego. Po czym zjeżdżał pocałunkami na dół by po chwili wspinać się w górę i bach wpił się z całą mocą w usta, a taniec języków jakoś sam z siebie wyszedł. Tak Coma zaczął się coraz mocniej nakręcać, a to nigdy nie wróżyło niczego dobrego, chociaż w ich przypadku dobre było to, że obaj czuli do siebie to samo i właśnie Iri to pokazywał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 26
Skąd : z twoich koszmarów..
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 491
  Liczba postów : 148
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12494-alexis-blackwood#336783
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12497-it-s-so-nice-to-meet-you-let-s-never-meet-again#336847
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12498-daredevil#336858
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12501-alexis-blackwood#336887




Gracz






PisanieTemat: Re: Ulica Tojadowa 16   Sro Sty 18 2017, 08:31

Tak to już bywa. Grunt, że obecnie oboje skupili się na tym, co kochają, i to się najbardziej liczy, a nie mieliby się przejmować jakimiś nietolerancyjnymi idiotami.. nieważne, że łączą ich więzy krwi ze swymi rodzicami, ponieważ oni jako opiekunowie zarówno jednego jak i drugiego nawalili na całej linii.. Ponadto, skoro nie potrafili zaakceptować wyborów swego dziecka, ani nie chcieli go nawet w jakimś stopniu wesprzeć, są jedynie.. zwykłymi śmieciami, jak Alexis zwykł określać swych starych. Może i brutalne, ale wokalista Fallen Angels kompletnie nie był w stanie pozytywnie o nich myśleć, szczególnie, że od zawsze mieli go totalnie w dupie, do tego najchętniej to by się go łącznie z jego bliźniakiem pozbyli, z czego wynika, iż nigdy nie byli przez nich tak naprawdę kochani.. smutne, ale jakże prawdziwe. Stąd wykształtował się taki, a nie inny stosunek Blackwooda do matki i ojca; tego nigdy nic nie zmieni. Dlatego doradzał Iridionowi podobne rozwiązania, jakie sam zastosował, które okazały się być skuteczne. Dzięki temu jego ukochany nie musi sobie zaś swoimi rodzicielami bezsensownie zakrzątać głowy, bo częściowo przyczynił się do uwolnienia go od nich. Wprawdzie brzmi to okrutne i bezduszne, ale widząc, jak państwo Coma poczęli się obchodzić z basistą, traktując go niczym zło konieczne, nie potrafił tego pominąć milczeniem - musiał w jakiś sposób zareagować.. Nie dało się nie zauważyć, iż początkowo było mu ciężko się z takim stanem rzeczy pogodzić, ale go całkowicie wspierał, był przy nim, kiedy tego potrzebował, więc to na pewno mu wiele pomogło, i stopniowo również dla niego ostatecznie przestali cokolwiek znaczyć. Zresztą, skoro wiecznie im coś nie pasowało i woleli go nie widywać, to niby z jakiej racji miałby się nimi jakkolwiek interesować? Ano właśnie. Także reasumując mogą się zwyczajnie jebać, gdyż nie zasługują na nic lepszego. Bez nich wszystko jest o wiele prostsze.. nic, tylko teraz żyć pełnią życia, czerpiąc z niego wszystko to, co najlepsze. Mogą robić to, co im się żywnie podoba, i jak najbardziej są z tego plusy, bo nikt im nie ma prawa czegokolwiek narzucić, ani zabronić. Są po prostu.. wreszcie wolni, nikomu niepodporządkowani, i nic im więcej do szczęścia już nie potrzeba. Poza tym mają siebie i to powinno im zdecydowanie wystarczyć. Oczywiście na fanach i bliższych znajomych też bardzo im zależało, niemniej jednak wiadomo, iż Iridion jest najważniejszą osobą na tej planecie dla Alexisa i vice versa. Nic dodać, nic ująć.
Nie da się z tym stwierdzeniem nie zgodzić, bo to absolutna prawda, iż wszyscy w zespole rozumieli się bez słów, aczkolwiek odbywało się to wręcz o wiele częściej, a nie czasami, bowiem byli niewątpliwie ze sobą mocno związani, i od samego początku idealnie się zsynchronizowali. Ich przyjaźń jest tak silna, że żadna siła we wszechświecie tego nie zniszczy. Z tego względu Alexis nie wyobrażał sobie, by ktoś miał zastąpić jednego z nich; w zasadzie taka opcja w ogóle nie wchodziła w grę! Prędzej kapela by się rozpadła, niż do tego doszło, ot co.
Może Blackwoodowi sporo zajęło, nim dopuścił do siebie uczucie, którym od jakiegoś czasu obdarzał Comę, ale lepiej późno, niż wcale, czyż nie? Z powodu bycia emocjonalną amebą, długo nie potrafił się do tego przyznać przed samym sobą, a co dopiero przed nim! Nieustannie wszystkich od siebie odpychał, co za tym idzie nie myślał o stałym związku i był przekonany, że nie potrafiłby pokochać drugiej osoby. Dlatego on nigdy nie zastanawiał się nad czymś takim, jak przeznaczenie, ale w tej chwili doszedł do wniosku, że faktycznie ono istnieje, bo to, że na jego drodze stanął basista nie mogło być zwykłym przypadkiem.. tak po prostu miało być i już. Odkąd go poznał, wreszcie zrozumiał, że jest zdolny do uczuć wyższych, i ostatecznie pokochał tego mężczyznę całym swoim do pewnego czasu kamiennym sercem, całkowicie mu się oddając. Był świadom, że czas najwyższy się tym z nim podzielić, w związku z czym postanowił się odważyć na ten spory krok, wyjść z inicjatywy i mu wyznać, co w rzeczywistości do niego czuje. Dłużej nie mógłby zwyczajnie tego w sobie kisić.. I choć miał pewne obawy, minęły tak szybko, jak się pojawiły, gdy tylko dowiedział się, że Iri odwzajemnia jego miłość..
- Cieszy mnie, że się w tej kwestii świetnie zgadzamy.. - dodał jeszcze na koniec, odwdzięczając mu się równie rozbrajającym, może ciut szatańskim uśmieszkiem. Nie trzeba było się pod tym względem bardziej rozgadywać, dlatego temat został całkowicie zakończony i w takim układzie istotnie należało zająć się tymi przyjemniejszymi rzeczami.. Uwielbiał widzieć na jego przystojnej buźce ten wesoły wyraz.. widać było wyraźnie, iż jest bardzo rozpromieniony, a zarazem radosny dzięki niemu. Alexis pragnął go widzieć takim jak najczęściej, gdyż nie lubił, kiedy się smucił, tudzież był w dołku. Postara się, by swego ukochanego uszczęśliwiać najlepiej, jak potrafi, by był całkowicie spełniony, a wszelki ból, jaki się w nim nawet w minimalnym stopniu utrzymywał, zniknął bezpowrotnie. Widząc, że wszelkie gesty miały na niego silny wpływ, nie przerywał żadnej dotychczasowej czynności, które z każdą kolejną minutą stawały się coraz intensywniejsze, a także i pewniejsze. - Iri.. jesteś mym aniołem.. - wyszeptał cicho, niezwykle seksownym głosem, z tą swoją charakterystyczną, zajebistą chrypką. Trzeba przyznać, iż w tym momencie go tak troszkę zatkało, aż nie miał pojęcia, co ma na to odpowiedzieć.. Na jego policzki wpełzły takie urocze rumieńce, które do tego dodały mu znacznie więcej uroku osobistego. Zaś jego niebieskie tęczówki aż świeciły się z radości i patrzyły teraz w Iri’ego z ogromnym uczuciem. Byłby idiotą, gdyby miał go odtrącić.. nie, w życiu by nie był do tego zdolny, i jego wyjątkowo nie chciałby za żadne skarby świata zranić. To bezapelacyjnie jego ideał, dla którego totalnie stracił głowę.. Zatem nie zrobiłby mu nigdy żadnego świństwa i mu to zamierzał za każdym razem udowadniać, jeśli miałyby się pojawić jakieś wątpliwości. Tym samym on również mógł być spokojny, bowiem faktycznie Iridion należał już tylko i wyłącznie do niego i nikt mu go nie odbierze.. - Wiesz co…? Masz rację kochanie.. Dla mnie jesteś wyjątkowy, to ci mogę powiedzieć od razu, bez zająknięcia.. - zapewnił go od razu, cały czas będąc z nim szczerym, nie zmieniając tego wesołego wyrazu twarzy. - Cholera.. wiem, że to może być dziwne, ale niesamowicie pragnę się z tobą związać.. tak więc czy zostaniesz moim chłopakiem…? - dodał trochę niepewnie, czerwieniąc się jeszcze mocniej, co musiało wyglądać przesłodko. Ale to jednak przechodziło przez jego gardło nieco ciężej, niż wcześniejsze wyznanie, i znów się troszkę jąkał.. niemniej serio tego chciał i miał szczerą nadzieję na pozytywną odpowiedź. Jego obecnym marzeniem było najzwyczajniej w świecie być z nim do końca życia nie jedynie jako jego ukochany, ale też życiowy partner, na co był jak najbardziej gotowy, nie bał się tego, co było dla niego ogromnym krokiem naprzód i właściwie najważniejszą ze wszystkich decyzji, jakie kiedykolwiek podjął. Był w nim tak szalenie zakochany, że dla niego był skłonny zaznać czegoś, czego nigdy wcześniej nie doświadczył i to było takie piękne.. To tym bardziej pokazywało, iż ta dwójka jest dla siebie od dawna stworzona, niezaprzeczalnie! - Słusznie słodziaku ty mój.. - i tu zamruczał mało dyskretnie, a skoro obaj chcieli ewidentnie tego samego, czas najwyższy odpowiednio się sobą zająć! W głowie Alexisa pojawiały się różne wizje tego, co z nim zrobi tej nocy i były one bardzo niegrzeczne, wręcz sprośne.. Byli tutaj sami, zatem nie musieli się przejmować osobami trzecimi, a pójść z czystym sumieniem na całość. I tak zaiste będzie, nikt im nie przeszkodzi w tak zwanym skonsumowaniu swojego nowego, wspaniałego związku..

[...]

I tak pieprzyli się całą noc, aż z obojga praktycznie cała energia uleciała. Ostatecznie Alexis padł obok Iridiona, ciężko dysząc, a następnie wtulił się w jego tors, i oboje usnęli praktycznie w tym samym momencie.

[z.t x2]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 28
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 278
Dodatkowo : animagia (jaguar)
  Liczba postów : 107
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12496-iridion-coma#336839
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12499-we-don-t-have-to-make-friends#336859
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12500-puszczyk-mszarny-iridiona#336861
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12507-iridion-coma#337073




Gracz






PisanieTemat: Re: Ulica Tojadowa 16   Pią Maj 19 2017, 02:44

//Powrót po długiej nieobecności. A tak wyglądam, jako jaguar podczas podróży i pod drzwiami domu

Siedziałem w pokoju i nie mogłem się ruszyć. Noga mnie strasznie bolała jednak jak uważała moja rodzina zrastała się tak jak powinna. Nie wiedziałem czy jest noc czy dzień. Nie miałem pojęcia jaki to miesiąc, a nawet rok. Widywałem tylko moją babcię, która przynosiła mi posiłki i od czasu do czasu oglądała nogę. Czułem samotność, ból i niezrozumienie. Chciałem się wyrwać. Tak bardzo chciałem wrócić do Alexisa. Nie miałem nawet jak go powiadomić. I wreszcie pewnej nocy nadarzyła się okazja. Ktoś wsunął się do mojego "więzienia" oddał mi różdżkę i zmienił opatrunek na nodze, a potem szepnął do mnie.
- Idź i bądź szczęśliwy. - powiedział głos, a ja się uśmiechnąłem. Rozpoznałem głos i mocno uścisnąłem swojego dziadka, później kulejąc ruszyłem do wyjścia. Ubrania zostawiłem pod jakimś płotem, bo i tak na nic się nie nadawały. Po czym zmieniłem się w jaguara i czmychnąłem do najbliższego lasu. Parę dni przebywałem jeszcze w pobliżu posiadłości moich dziadków, by upewnić się, że dziadkowi nic się nie stanie, po czym wyruszyłem w podróż. Wiedziałem, że nie mogłem się pokazać na stacji czy w innym miejscu gdyż wówczas zostałbym znaleziony. Na rzemyku na szyi miałem zawieszony mały woreczek z monetami, bym mógł coś kupić gdy będę już w Londynie, jednak nie wiedziałem za bardzo jak to zrobić. Po czym powlokłem się łapa za łapą do ukochanego. Jednak ból mnie cały czas zatrzymywał i spowalniał. Nie pamiętałem już jak bardzo byłem szczęśliwy z Alexem, ale wiedziałem, że muszę do niego wrócić i wszystko mu wyjaśnić, a przynajmniej spróbować to zrobić.

Trzy miesiące później.

Londyn, wreszcie poczułem się jak w domu. Przemykałem nocą pomiędzy uliczkami by wreszcie znaleźć się na tej, która była tak bliska mojemu sercu. Szedłem bardzo powoli i ostrożnie stawiając prawą tylną łapę. Opatrunek dawno się z niej zsunął i widać było skutki paskudnego złamania. Gdy wreszcie stanąłem przed domem z numerem szesnaście aż zapiszczałem z radości jednak widząc schody mina mi lekko zrzedła. Poczłapałem jednak dalej wchodząc po schodach czułem, że każdy, najmniejszy ruch pogarsza stan mojej nogi. Wreszcie gdy doszedłem do drzwi zdobyłem się na ostatni wysiłek i stanąłem na dwóch łapach i dosięgnąłem łapą dzwonka. Po czym wyszedłem ze zwierzęcej postaci i zwaliłem się ciężko na ganek przed drzwiami. Liczyłem, że Alexis będzie w domu. Tylko on mógł mi pomóc i nikt inny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 26
Skąd : z twoich koszmarów..
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 491
  Liczba postów : 148
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12494-alexis-blackwood#336783
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12497-it-s-so-nice-to-meet-you-let-s-never-meet-again#336847
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12498-daredevil#336858
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12501-alexis-blackwood#336887




Gracz






PisanieTemat: Re: Ulica Tojadowa 16   Pią Maj 19 2017, 04:02

Po wszystkim co było!
A tak se wygląda

Od dłuższego czasu Alexis był w totalnej rozsypce. Nic go nie uszczęśliwiało. Po prostu czuł taką potworną, wewnętrzną pustkę, jakiej nigdy jeszcze nie przyszło mu odczuwać. Właściwie to miał najzwyklejszą ochotę wrócić do swojego byłego stanu, mianowicie odstawić eliksiry i popaść całkowicie w schizofrenii, a nawet i w mrok... Miał dość wszystkiego i gdyby nie Casper, prawdopodobnie tak by się to skończyło. Był już na granicy, aby to uczynić, gdyż ledwo się od tego powstrzymywał, aczkolwiek jakaś niewyjaśniona siła go od tego odciągała. A może również to, co poczuł do Li też miało z tym jakiś związek? Sam nie był niczego pewien, bo nikt tak po prawdzie nie był w stanie sprawić, by te cholerne cierpienie się skończyło... Pragnął ruszyć dalej, ale wszelkie próby kończyły się fiaskiem. Co tu dużo kryć, wcale nie było mu łatwo, bo to nagłe odejście Iridiona było dla niego największym ciosem prosto w serce, z którym sobie średnio radził, choć starał się naturalnie nie dawać innym nic po sobie znać. Owszem, kumplowi się wyżalił, niemniej wciąż nie okazywał tego całego bólu, który nim zawładnął. Najgorzej, że nic z tego wszystkiego nie rozumiał i usiłował dociec, co się takiego stało, że Coma go opuścił... Szczególnie że od dłuższego czasu czuł, jak się od siebie jedynie coraz bardziej oddalają, więc tkwił w przekonaniu, że basista po prostu przestał go kochać... Pewnie się pomylił, ale dziwić mu się? Przecież nie było go od dobrych kilku bitych miesięcy, a on zostawił go tu bez jakichkolwiek wyjaśnień... Przestał zresztą liczyć ile od dnia zniknięcia ukochanego minęło. Dalej nie dawał znaku życia i chcąc nie chcąc musiał się pogodzić, że już raczej do niego nie wróci.
Dziś jakoś nie miał specjalnie ochoty gdziekolwiek wychodzić, dlatego spędził dzień ubrany w takie dość mugolsko wyglądające ciuchy, nie ruszając się z posiadłości. Jeść także mu się nie chciało. Wciskać niczego na siłę też nie zamierzał, bo jaki to ma sens? Ano właśnie.
Nastał późny wieczór. Alexis podszedł do okna i usiadł sobie na parapecie, biorąc swego kota i przytulając do siebie. Gładził jego sierść i znowu kolejnych kilka łez spłynęło mu po twarzy. Nie potrafił pozbyć się z głowy Iridiona... Tak bardzo go kochał, a zarazem nienawidził za to, do jakiego stanu go doprowadził. Crow wyczuwał, że jego panu jest źle, w związku z czym starał się go pocieszyć na tyle, na ile mógł. W jakimś stopniu kotek odrobinę podnosił go na duchu, gdyż miał na niego dobry wpływ. Zwierzaki takie są, właśnie dlatego tak je kocha... Westchnął ciężko pod nosem, gapiąc się pusto w przestrzeń przez szybę. Wtem do jego uszu dobiegły jakieś dziwne dźwięki z dołu, a następnie ktoś widocznie chciał dobić się do środka. Kogo mogło przywiać o takiej porze...? Niechętnie zwlókł się z parapetu, odkładając delikatne swego pupila, po czym doczłapał się do holu. Cóż, Iri miał niezłe wyczucie czasu, skoro udało mu się znaleźć pod drzwiami, do tego w odpowiednim momencie... Zajrzał przez wizjer i... zaniemówił. Otworzył natychmiast i spojrzał zszokowany na postać leżącą na ziemi. - Co do jasnej cholery...? - wymsknęło mu się tak jakoś, ale nie wierzył własnym oczom. Przetarł powieki, a jednocześnie uszczypnął w rękę, coby upewnić się, że nie ma żadnych zwid. Jednak on w dalszym ciągu się tam znajdywał. - Ja pierdolę Iri... Co się z tobą działo, czemu nie dawałeś znaku życia?! Nawet sobie nie wyobrażasz, przez co przechodziłem! Myślałem, że... - wydarł się rozżalony, nie dokończywszy tego, co chciał powiedzieć, ponieważ słowa wychodziły z jego ust z wielkim trudem, wymachując jak jakiś debil rękami. Musiał na niego nawrzeszczeć na dzień dobry, bo inaczej się nie dało... Nie powstrzymywał łez, którym pozwolił spływać ciurkiem po policzkach. Wtem zorientował się, iż coś jest nie tak... Jego noga była w opłakanym stanie, a on wyglądał jakiś wrak człowieka. Widok ten krajał serce. Pomimo tego, że był niezwykle wściekły, nie potrafiłby go tak zostawić... Ale będzie mu musiał wiele wyjaśnić. W milczeniu siorbiąc nosem zwyczajnie chwycił go i zaciągnął do salonu, aby ułożyć go na kanapie. Ciężko dysząc walnął się na fotelu obok. Kompletnie nie miał pojęcia, co w ogóle powiedzieć, jak zacząć... - Dlaczego wracasz tu w tak żałosnym stanie? Mam nadzieję, że to nie jest jakaś pieprzona wymówka, bym się nad tobą zlitował... - tyle udało mu się jedynie wykrzesać. Generalnie to dawno nie miał takiego mętliku w głowie. Jasne, że mu pomoże ogarnąć tę nogę i jakoś mu ją złoży do kupy... Pierw chciał tylko poznać prawdę, bo zupełnie nic nie trzymało się kupy. Patrzył na niego smutnymi, załzawionymi ślepiami, oczekując na jakąkolwiek reakcję z jego strony...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 28
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 278
Dodatkowo : animagia (jaguar)
  Liczba postów : 107
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12496-iridion-coma#336839
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12499-we-don-t-have-to-make-friends#336859
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12500-puszczyk-mszarny-iridiona#336861
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12507-iridion-coma#337073




Gracz






PisanieTemat: Re: Ulica Tojadowa 16   Pią Maj 19 2017, 04:42

Gdy tak leżał na schodach nie mając siły by się poruszyć, ani wstać i odejść. Nie mógł. Zresztą nie znał innego bezpiecznego miejsca. Tylko tego domu jego ojciec nie znał. Chłód bijący od schodów dawał mu chwilę wytchnienia jednak zimny dreszcz przebiegł mu po całym ciele gdy uświadomił sobie jak bardzo zranił tego, którego miał w sercu i nigdy o nim nie zapomniał. Chciał wyć gdy tylko zobaczył dom jednak zdawał sobie sprawę, że wówczas obudzi całą okolicę dlatego tylko cicho jęknął gdy próbował wstać. Nie rozumiał czemu jego ojciec mu to zrobił. Czemu za wszelką cenę chciał go zatrzymać w posiadłości dziadków. To było dla niego prawdziwą katuszą. Bolało go całe ciało, nawet gardło miał wysuszone na wiór jednak dalej leżał pod drzwiami. Dopiero gdy usłyszał ciche krzątanie się przy drzwiach lekko się uśmiechnął i momentalnie potem spiął co spowodowało, że z okolicy złamania wystartowała maleńka iskierka bólu, która spowodowała kolejny wybuch pod czaszką mężczyzny. A co jeśli on znalazł sobie innego? Co jeśli o mnie zapomniał? Co jeśli... Gonitwę myśli przerwał mu odgłos otwieranych drzwi. Słyszał głos Alexisa. Więc jednak tutaj był. Jego ukochany i jedyna osoba, przy której teraz czuł się bezpieczny.
- Tak... Jestem cholerą. Cały czas powracającą do jedynego bezpiecznego miejsca, które znam. – powiedział dość cicho i bardzo zmienionym głosem. Czuł, że przez to wszystko zedrze sobie gardło ale musiał wszystko wyjaśnić. Nie mógł tutaj leżeć i czekać na łaskę lub niełaskę ukochanego. Bolało go. To lekko zaćmiewało mu umysł i nawet nie zdołał zrozumieć, że właśnie jest opierdzielany przez Alexa.
- Alexis pamiętasz jak mówiłem ci o moich dziadkach. Mój ojciec wymyślił sposób, w który chciał mnie sprowadzić z powrotem do domu. On mi to zrobił. Napisał do mnie list, że moja babcia jest umierająca. Prosi bym do niej przyjechał by po raz ostatni mogła mnie zobaczyć. Nie umiałem jej odmówić. Napisałem ci przecież o tym kartkę i zostawiłem na stole... – powiedział pierwsze słowa i spojrzał w oczy Alexisa. Wyglądał jakby prosił aby go zabrać spod drzwi jednak gdy tylko poczuł, że jest ciągnięty aż chciał wrzasnąć i wstać jednak był zbyt wykończony. W końcu nie pamiętał kiedy jadł swój ostatni posiłek. Dopiero gdy został wciągnięty do domu dotarło do niego co mówił do niego Alex.
- Chciałem się z tobą skontaktować. Tak bardzo chciałem napisać, jednak nie mogłem. I może mi nie uwierzysz ale wiem przez co przechodziłeś, bo ja przechodziłem podobne katusze. Nie mogłem wrócić do domu gdyż byłem zamknięty w pokoju, który nie miał okien. Dopiero gdy jedna, bliska mi osoba wypuściła mnie z więzienia zacząłem wracać. – mówił spokojnie jednak widać było, że nawet wypowiadanie prostych zdań sprawiało mu potworny ból. Nie pił też dłuższy czas więc nie miał prawie w ogóle śliny w ustach. Co jakiś czas przebiegał językiem po spierzchniętych wargach by znaleźć choć chwilę ukojenia. Jednak czuł tylko pot, ale i te słone kropelki, które osiadły na jego ustach były ukojeniem, choć niesamowicie paliły jego gardło.
- Widzisz pojechałem do posiadłości moich dziadków. Tam czekał na mnie ojciec i zaczął prowadzić do sypialni babci. Nie wyczułem zagrożenia gdy nagle ktoś się na mnie rzucił od tyłu. Był to jakiś zbir, którego nie znałem. Próbowałem wstać i wyjąć różdżkę gdy nagle poczułem, że ktoś stanął mi na nodze i zaczął po niej skakać. W końcu kość nie wytrzymała i pękła. Potem dostałem kilkanaście kopnięć w okolice złamania, żeber i głowy. Nie pamiętam kiedy straciłem przytomność. Obudziłem się dopiero w pokoju, który nie miał okien. Stało tam tylko łóżko, niski stolik z miską wody, a koło mnie siedziała babcia i przecierała wszystkie obrażenia jakie miałem. Potem wszystkie dni były podobne do siebie. Dwa posiłki dziennie, zabiegi pielęgnacyjne i spotkania kolejnych dziewczyn. Byłem już prawie pewny, że nigdy ciebie nie zobaczę gdy w końcu mój dziadek widząc moje cierpienia i słysząc moje wycie po nocach wypuścił mnie z więzienia. Wtedy zacząłem wracać. Parę razy myślałem, że nie dojdę, że nie dam rady, że po prostu ból ze mną wygra. Nie pamiętam całej drogi ale wiem, że prawie jeden miesiąc przeleżałem w jakiejś jamie w ziemi, bo nie byłem w stanie iść dalej. Przybywając do Londynu czułem szczęście, że wreszcie ciebie zobaczę. I nie ten stan to nie jest żadna wymówka. Poza tym nie chcę litości. – powiedział i z jego oczu popłynęły wreszcie łzy. Łapał te słone kropelki spierzchniętymi wargami i starał się wstać jednak nie miał siły. Był wykończony, spragniony i strasznie głodny jednak nie chciał sprawiać kłopotu Alexisowi.
- Jeśli kogoś masz powiedz mi o tym. Wtedy znajdę sobie jakieś mieszkanie i tam postaram się wydobrzeć na tyle, aby wrócić do kapeli. Musisz tylko pomóc mi wstać bym mógł się spakować i ubrać. – dodał jeszcze cicho, mocno zachrypniętym głosem. Po kolejnym zrywie, który miał mu pomóc wstać poczuł silny ból i opadł bez sił na kanapę. Oddychał płytko. Miał dość. Czekał tylko co zrobi Alex. Dla niego samo to, że tu był i wciągnął go do mieszkania było czymś co nazwał normalność jednak widać było, że nie dojadał przez dłuższy czas.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 26
Skąd : z twoich koszmarów..
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 491
  Liczba postów : 148
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12494-alexis-blackwood#336783
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12497-it-s-so-nice-to-meet-you-let-s-never-meet-again#336847
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12498-daredevil#336858
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12501-alexis-blackwood#336887




Gracz






PisanieTemat: Re: Ulica Tojadowa 16   Pią Maj 19 2017, 09:32

Bardzo dobrze, że ojciec Comy nie wie, gdzie znajduje się dom Blackwooda... Wówczas mógłby powstać problem, a tak w razie co go nie odnajdzie. Co za tym idzie nie będzie miał możliwości, aby znów uknuć przeciwko niemu jakąś cholerną intrygę. Gdyby Alexis tylko wiedział, co się z nim przez ten cały czas działo... Zmiótłby tych ludzi z powierzchni ziemi, a jego stamtąd bezpośrednio wyciągnął. Jak się dowie prawdy, nigdy więcej na to nie pozwoli. Będzie go chronił, choćby nie wiem co. Przecież on mógłby oddać za niego własne życie, wskoczyłby za nim w ogień!
Szczerze, to gdyby nawet chciał o nim zapomnieć, byłoby to niewykonalne... Nie potrafił go wywalić z głowy, ilekroć usiłował to uczynić, tym bardziej jego osoba dawała o sobie znać i diametralnie sobie o nim przypominał. Właśnie dlatego to tak niesamowicie bolało... Nieważne, w jak wielkim stopniu nie byłby na niego wkurwiony, w życiu by go tak nie zostawił. Widok ten łamał mu serce jeszcze mocniej. A gdy go przeniósł na tę kanapę, mógł szczegółowiej przyjrzeć się całej jego sylwetce, która na domiar złego była wychudzona. Sprawiało to, iż chciał go najzwyczajniej w świecie przytulić, a ta cała wściekłość stopniowo znikała. To co usłyszał z jego ust kompletnie wytrąciło go z równowagi. Dawno nie był tak zszokowany, jak w tej chwili. Patrzył na niego z coraz większymi oczyma, rozdziawiając szeroko buzię. Jednak nie odpowiedział od razu; pozwolił mu mówić, nie przerywając, a wsłuchiwał się z dokładnością w każde jego słowo. - Kartkę...? Cholera... Mój kot musiał ją zniszczyć, bo pamiętam strzępy leżące pod stołem i niestety nie mogłem nic z niej wyczytać... Zupełnie nie wpadłem na to, że była od ciebie... - tak, z pewnością Crow był winowajcą, bo któż inny? Aczkolwiek nie mógłby mieć do niego o cokolwiek żalu... Raczej nie był świadom, iż treść mogła być czymś istotnym. Widocznie nie można zostawiać żadnych papierowych rzeczy, bo zwierzak je dopadnie i rozedrze na małe kawalątka. Taka już ich natura, w szczególności młodych osobników. Kiedy Iri opowiadał mu, przez co biedny przeszedł, rozkleił się dokumentnie, a morze łez poczęło wylewać się z jego oczu. Prawdopodobnie dawno już miał je czerwone od płaczu, lecz wcale o to nie dbał. Pobladł tak wyraźnie, że pewnie blisko było mu do bycia białym, jak ściana. Obecnie najważniejszy był jego ukochany, któremu musiał czym prędzej pomóc, bo jego stan pozostawiał naprawdę wiele do życzenia. - O kurwa... Co to za patologia? Jak oni w ogóle mogli ci coś takiego zrobić?! Ja od zawsze wiedziałem, że rodzina to zło... Z miłą chęcią bym zabił twojego ojca. Nie zasługuje, by żyć... - mówiąc to nie czuł się z tym ani trochę źle, ani nie miał wyrzutów sumienia. Może brzmiało to niezwykle okrutnie, ale ten skurwiel w jego oczach przegiął pałę i całą furię, którą dotychczas kumulował w sobie, przeniósł z Comy na jego ojca. Wiadomo, że jeśli mężczyzna zabroni mu pewnych rzeczy, zaakceptuje jego prośbę i nie zrobi czegoś wbrew jego woli. - Czekaj, jakie spotkania dziewczyn...? Wiem, że mnie nie okłamujesz. Współczuję ci, że musiałeś czegoś takiego doświadczyć... To musiało być istne piekło. A ja byłem przekonany, że z jakiegoś powodu przestałeś mnie kochać i mnie zostawiłeś... - jego głos co rusz się łamał, a on sam był roztrzęsiony, czego nie dało się przeoczyć. Skoro już dowiedział się, co się wydarzyło, dłużej nie mógł się na niego gniewać. Może i cierpiał, kiedy go nie było, ale to, co przytrafiło się jego ukochanemu było po stokroć gorsze i nic tego nie jest w stanie przebić... Poza tym wierzył, że mówi mu prawdę. Czuł to. Wręcz słabo mu się zrobiło, słuchając tych wszystkich rewelacji, jakie mu Iridion zaserwował. Może i był na niego wkurwiony i nie chciał go widzieć, ale teraz... mu minęło i cała nienawiść prysnęła niczym bańka mydlana, znikając w mgnieniu oka. Było mu go cholernie żal, a serce to mu normalnie krwawiło. Został skrzywdzony i to potężnie... Wstał jak poparzony z fotela i popędził po kuferek i składniki, coby stworzyć kilka eliksirów. Nie znał się na lecznictwie, niemniej z miksturami wszelkiego rodzaju radził sobie wybitnie, toteż mógł zrobić coś zarówno na zrośnięcie kości, pozbyciu się obrzęku, a także na osłabienie. Zabrał się prędko do roboty, ponieważ nie chciał dłużej zwlekać. - To skomplikowane... Nie związałem się z nikim, jakoś nie mogłem. Owszem, poczułem coś do kogoś, ale nie potrafiłem o tobie zapomnieć... Ja... wciąż cię kocham idioto. Zobaczysz, wszystko będzie dobrze... Jesteś tu bezpieczny. - załkał, w międzyczasie przygotowując odpowiednie wywary. Nie chciał przed nim niczego ukrywać, w związku z czym był z nim absolutnie szczery. Gdy skończył, wstał i podszedł do poszkodowanej nogi, którą się zajął najlepiej jak tylko potrafił. Złamanie dzięki temu powinno się szybciej zrosnąć, a pozostałe szkody zniknąć w ciągu kilku minut. Chwilowo owinął konkretne miejsce świeżymi bandażami, a poprzednich się pozbył. Po tym zabiegu, nalał do szklanki wcześniej stworzoną miksturę, którą mu podał. - Wypij to. Poczujesz się lepiej. - zalecił, mając nadzieję, że się go posłucha i będzie z nim współpracował, nie marudząc, ani go nie odtrącając. Jeśli grzecznie wypił to, co mu podał, odstawił naczynie z powrotem na stół, po czym odruchowo chwycił go za oba policzki, spoglądając mu prosto w te jego cudne, brązowe tęczówki... - Nie ma mowy. Zostajesz. Bez dyskusji. Nigdzie się nie ruszasz... Zaraz ogarnę jakieś jedzenie z piciem, bo widzę, że potrzebujesz... sam zresztą umieram z głodu. - zarządził, nie zamierzając słuchać sprzeciwów. Alexis również stracił odrobinę na wadze, lecz mimo wszystko nie aż tyle, co on... Ucałował go czule w czoło, a następnie udał do kuchni, aby przyrządzić coś pysznego i pożywnego. Padło na spaghetti po bolońsku. Nastawił również wodę na kawę, którą miał zamiar zrobić dla siebie i Iridiona. Jednak pierw go napoi wodą, bo był totalnie odwodniony, to na pewno też mu wiele pomoże. Żeby było szybciej, użył do wszystkiego czarów i po nałożeniu odpowiednich porcji na talerze i zabraniu ze sobą dwulitrowej butelki z wodą, wrócił do basisty stawiając cały asortyment na meblu stojącym przy sofie. Po kawę pójdzie później. Usadowił swój seksowny tyłek obok niego i nie mogąc dłużej tego znieść, objął go szczelnie w swych ramionach, kładąc jego głowę na swej piersi. Delikatnie gładził go po plecach. Jeśli będzie trzeba, i Iri nadal nie będzie mieć na nic sił, sam go nakarmi. - Nawet sobie nie wyobrażasz, jak cholernie mi ciebie brakowało... - przerażająco chrypiąc, wyszeptał mu te słowa prosto do ucha, znacznie silniej zaciskając palce na jego ciele, ale też nie tak, by sprawić mu ową czynnością bólu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 28
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 278
Dodatkowo : animagia (jaguar)
  Liczba postów : 107
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12496-iridion-coma#336839
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12499-we-don-t-have-to-make-friends#336859
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12500-puszczyk-mszarny-iridiona#336861
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12507-iridion-coma#337073




Gracz






PisanieTemat: Re: Ulica Tojadowa 16   Pią Maj 19 2017, 13:42

To było jedyne bezpieczne miejsce gdzie Iridion mógł przyjść. Tylko tutaj czuł się bezpieczny i odizolowany od rodziny. Fakt współczuł dziadkom, bo oni mieli go pilnować i zmuszać do jedzenia ale Iridion jakoś ukrywał to, że nie jadł. Nie chciał. On chciał tylko jednego, powrotu, który wreszcie nastąpił.
Owszem teraz Coma czuł się zdradzony przez ojca. Nie chciał go widzieć, ale o dziwo nie życzył mu śmierci. Wolał nie myśleć co, by było gdyby jego pracodawcy dowiedzieli się, że szanowany obywatel świata magicznego skatował swojego syna. Poza tym Iridion nie mógł zapomnieć o Alex'sie. Co noc gdy zamykał oczy widział jego twarz, niebieskie oczy i jego cudowny uśmiech. Tylko to utrzymywało go przy życiu. Dla tego obrazu chciał walczyć o siebie i na wielkie szczęście wyszedł z tej potyczki zwycięsko. Teraz musiał tylko wszystko naprawić.
- Alex to już nie ważne. Przecież twój kotek nie wiedział, że to co napisałem może być ważne. I rozumiem, że nie mogłeś ze strzępków nic odczytać. Jeszcze raz cię przepraszam, iż nie poczekałem i nie powiedziałem ci tego osobiście, ale naprawdę myślałem, że sprawa jest bardzo poważna. - powiedział już z mniejszym wysiłkiem wyczuwalnym w głosie. Owszem nadal był spragniony jednak to, że łzy pociekły mu z oczu uratowało trochę jego gardło choć o, że były one słone wręcz raziło za każdym razem jego przełyk. Coma nie był zły na kociaka. Rozumiał go, że chciał się bawić. Lekko uśmiechnął się do zwierzaczka gdy ten tylko pojawił się w polu jego widzenia. W końcu sam gdy był w postaci jaguara uwielbiał rozrywać każdy papier na strzępy. Teraz jednak kiedy leżał na kanapie i nie mógł się za bardzo ruszyć żałował, że w ogóle pojechał spotkać się z rodziną, a raczej spotkać się z ojcem.
- Kochany przecież mówiłem ci kiedyś, że mój ojciec nigdy nie pogodził się z faktem, że jetem muzykiem, a poza tym nie mógł znieść, że gram na scenie przy twoim boku. I wiem, że on nie zasługuje na życie, ale proszę zostaw go w spokoju. Ma bardzo szerokie koneksje i mógłby tobie coś zrobić, a tego bym nie przeżył. - mówił już coraz wyraźniej i z coraz większą ulgą w głosie. Był z jedyną osobą na świecie, która go akceptowała takim jakim był i dla kogo nie musiał się zmieniać. Owszem trochę potrwa zanim dojdzie do siebie ale był pewny, że wszystko jakoś się ułoży. Czuł zmęczenie i senność ale musiał wszystko wytłumaczyć Alexisowi, by poznał historię do końca.
- Widzisz mój ojciec uważa, że jestem pieprzonym wybrykiem natury i nie może pogodzić się z tym, że na swojego ukochanego wybrałem mężczyznę. On chciał mnie zeswatać, ale mu się nie udało, bo każda dziewczyna, która mnie widziała była wręcz zniesmaczona zarówno moim wyglądem jak i sanem mojego zdrowia i częściej uciekała z pokoju z krzykiem niż zostawała. I tak o było piekło nie tylko dla mnie ale i dla moich dziadków. I proszę nigdy, przenigdy nie myśl, że ciebie zostawię, że przestanę ciebie kochać. Ty jesteś dl mnie najważniejszy i tylko widok twojej uśmiechniętej twarzy trzymał mnie przez te wszystkie miesiące przy życiu. - powiedział oblizując usta. Potem ponownie opadł na kanapę i przez dłuższą chwilę milczał. Można było usłyszeć tylko jego oddech, który pomału zaczął się uspokajać. Owszem to co Alex usłyszał być może brzmiało jak horror, ale w rzeczywistości było o wiele gorsze. Na samo wspomnienie tego pokoju Comę przeszedł dreszcz. Teraz pewnie będzie miał traumę przed każdym niewielkim pomieszczeniem bez okien. Oczywiście Iri widział jak jego ukochany blednie coraz mocniej i chciał go jakoś uspokoić jednak wiedział, że stan w jakim się obecnie znajdował pozostawał wiele do życzenia. Gdy Alex zajął się eliksirami Coma tylko wodził za nim wzrokiem i milczał. Odpoczywał i pomału wracały mu siły, jednak każdy najmniejszy ruch był dla niego koszmarem. Gdy zobaczył podstawiony mu pod nos kubek najpierw się skrzywił jednak później wypił posłusznie jego zawartość duszkiem. Płyn sprawił, że ślinianki wreszcie zaczęły pracować jednak to, że Coma nie pił przez dłuższy okres czasu sprawiło, że każdy łyk czegokolwiek innego niż woda sprawiał mu ból.
- Dziękuję. Naprawdę nie wiesz jak bardzo się cieszę, że wreszcie tutaj dotarłem. Cieszę się również, że nikogo nie znalazłeś. I ja również wciąż ciebie kocham i nigdy nie przestałem. Jesteś mi potrzebny jak powietrze do życia. - powiedział i znów kilka niesfornych łez uciekło z jego oczu. Po czym obserwował krzątającego się Alexisa i nawet nie wiedział kiedy zapadł w drzemkę. Dopiero gdy poczuł dłonie ukochanego na swoim ciele otworzył oczy i lekko się uśmiechnął. Widział parujący posiłek i butelkę wody, ale nie wiedział czy jest w stanie sam jeść. Oczywiście chciał spróbować jednak na razie chciał czuć bliskość Alexa. To było dla niego najważniejsze.
- Mi też ciebie brakowało. Każdy dzień bez ciebie był dla mnie kolejnym sztyletem wbitym w moje serce. - szepnął do uch Alexa. Po czym wtulił się w niego jak dziecko tuli się do matki. Alex dopiero dotykiem mógł wyczuć, że kości obojczyka bardzo mocno wystają Comie, oraz gdyby chciał mógłby policzyć mu wszystkie żebra. Tak Iri był wychudzony jednak teraz był też spokojny i bezpieczny. Był w końcu w domu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 26
Skąd : z twoich koszmarów..
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 491
  Liczba postów : 148
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12494-alexis-blackwood#336783
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12497-it-s-so-nice-to-meet-you-let-s-never-meet-again#336847
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12498-daredevil#336858
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12501-alexis-blackwood#336887




Gracz






PisanieTemat: Re: Ulica Tojadowa 16   Wto Maj 23 2017, 04:42

Dobrze, że udało mu się wrócić i dotrzeć powiedzmy w jednym kawałku. Już Alexis dołoży wszelkich starań, by wrócił do dawnej świetności. Ciężko się patrzyło na ukochanego w tak mizernym stanie... Ale już on się postara, by piękny uśmiech wrócił mu na tę przystojną mordkę! Blackwood miał może spaczone podejście do rodziny, bo swojej własnej życzył przecież śmierci, choć nie miał pojęcia, gdzie przebywają, ale to nieważne... A widząc jak został Coma potraktowany przez niby tych najbliższych, nic dziwnego, że i dla nich chciał jak najgorzej. Wraz z bratem też był niesamowicie skrzywdzony przez rodziców, ale to, co odjebał ojciec Iridiona, przebiło nawet ich... Dlatego nie ma mu się co dziwić tym złym myślom na jego temat. Po tym co usłyszał, nie miał już powodów, aby mieć do niego o cokolwiek żal, tudzież chować urazę, ani tym bardziej darzyć go nienawiścią. Wybaczył mu w momencie, kiedy prawda wyszła na jaw. Nie trzeba tu niczego naprawiać, a poskładać do kupy biednego basistę i będzie po staremu. Tego pragnął z całego serca i zrobi wszystko, aby tak było.
- Wiem... Już dobrze. Następnym razem jeśli będziesz chciał gdzieś wyjechać, uzgadniaj pierw wszystko ze mną, niezależnie od wszystkiego, dobrze? Nie chcę ciebie stracić... - wyjawił, ciężko wzdychając pod nosem. Z początkowego wkurwu nie pozostało kompletnie nic, a na pewno nie odczuwanego wobec ukochanego. Po usłyszeniu tych okropieństw z wcześniejszego złowrogiego nastawienia Blackwooda nie było ani śladu, teraz wydawał się być bardziej rozbity, niż był, a wraz z tym pojawiło się współczucie i zmartwienie jawiące się w jego niebieskich tęczówkach. Poważnie przeraził się stanem basisty nie na żarty i nic innego nie chciał, tylko się nim porządnie zająć i o niego zatroszczyć. Naturalnie i Alex nie był zły na swojego pupila. Nie mógłby. Tak czy siak od tego dnia wokalista FA będzie bardziej pilnował swoją drugą połówkę i jeśli będzie z tym zbyt natrętny... Niech mu z góry wybaczy, bo to niedziwne, że zacznie być na tym punkcie aż przewrażliwiony. - Pamiętam... Niemniej nie przypuszczałem, że będzie zdolny do czegoś takiego... Trochę nie rozumiem, czemu chcesz oszczędzić tego skurwiela, ale jeśli tego sobie życzysz... uszanuję twą decyzję. Wiedz, że nie pozwolę mu za żadne skarby świata cię tknąć kochanie. Po moim pieprzonym trupie. - odrobinę niechętnie na to przystał, aczkolwiek nie mógłby zrobić czegoś, na co by się nie zgodził. To byłoby nie w porządku. Jednak musi liczyć się z tym, że raczej Alexis będzie go odwodził od jakichkolwiek spotkań z nim i trzymał go na dystans, a całkowicie odetnie od tego chuja. Pomimo, iż na razie sytuacja nie prezentowała się kolorowo, wierzył, że małymi kroczkami ulegnie to poprawie i potem będzie lepiej. - Niezależnie od tego, czy coś się akceptuje, czy też nie, tak się nie robi... to jawne znęcanie się i moim zdaniem to nie może mu ujść na sucho.. Nie można nikogo do czegokolwiek zmusić na siłę... - przełknął ślinę, nabierając sporą ilość powietrza do płuc. Przerastało go to, więc potrzebował chwili, by ochłonąć, gdyż nie byłby w stanie powiedzieć wszystkiego na jednym tchu. Wziął sobie butelkę i upił kilka łyków, ponieważ i jemu potężnie zaschło w gardle. Na samą wizję tego, co działo się z Iridionem, robiło mu się niedobrze; wykręcało go w żołądku... Odłożył wodę i aż zacisnął dłonie w pięści; normalnie kurwica go zalewała, w efekcie czego odczuwał coraz silniejszą ochotę zniszczenia ojca Comy... potworne uczucie, nie polecam. Owszem, brzmiało to jak horror i mógł się domyślać, że przeżycie tego musiało być o wiele gorszym doznaniem... Wręcz nie chciał sobie tego wyobrażać.
- Nigdy więcej w to nie zwątpię, możesz być pewny... Z ramion również cię nie wypuszczę... - posłał mu blady uśmiech, bo jedynie na taki było go stać, ale był chociaż szczery! Podczas ogarniania eliksirów, ani na sekundę nie spuszczał wzroku z ukochanego. Musiał mu pomóc jak najszybciej; już nie mógł znieść tego widoku. To, co wręczył mu do wypicia wcale nie było takie złe w smaku, szło to jakoś zdzierżyć. - Bez ciebie nic nie ma sensu. Byłem w totalnej rozsypce, a także bliski stoczenia się na samo dno... Wróciłeś do mnie... A ja odżyłem na nowo, bo twoja obecność sprawia, że chce mi się dalej żyć. - zakomunikował stosunkowo cicho, acz na tyle, by go usłyszał. Z jego oczu powtórnie pociekło jeszcze paręnaście łez, lecz tym razem były to łzy szczęścia. Po tych słowach zajął się przygotowywaniem porządnej wyżerki. Gdy już siedział z Iridionem i gładził go, by ukoić jego roztrzęsione ciało, wewnętrzna pustka została wreszcie wypełniona. Nie podobały mu się te mocno odstające kości, ale i tym się zajmie. - Przyda ci się solidny posiłek... prawda? - zauważył, ale też nie wciśnie mu tego spaghetti na chama. Chciał się zorientować, czy sam zje, czy będzie zmuszony go nakarmić. - Nie dopuszczę do tego, aby coś nas ponownie rozdzieliło skarbie... tak mocno cię kocham... - odszeptał czule, nie przerywając dotychczasowych czynności, które wykonywał. Uśmiechnął się nieco weselej, poczuwszy jak się w niego wtula. Znów uniósł delikatnie jego twarz jedną ręką, aby spojrzał na niego, a następnie po prostu... Musnął niepewnie i ledwo odczuwalnie swymi ustami jego wargi, gdyż tak cholernie mu tego brakowało... i ogółem jego bliskości.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 28
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 278
Dodatkowo : animagia (jaguar)
  Liczba postów : 107
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12496-iridion-coma#336839
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12499-we-don-t-have-to-make-friends#336859
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12500-puszczyk-mszarny-iridiona#336861
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12507-iridion-coma#337073




Gracz






PisanieTemat: Re: Ulica Tojadowa 16   Sro Maj 24 2017, 21:04

Zdecydowanie powrót do Londynu i do Alexisa był najrozsądniejszą rzeczą jaką Iridion mógł zrobić. Przecież tylko to miejsce było na tyle odseparowane od władzy i macek jego ojca by Coma mógł się czuć w nim bezpieczny. Ok, może nie wyglądał za dobrze ale wiedział, że Blackwood może mu pomóc jeśli tylko będzie chciał. Jeśli natomiast by mu odmówił sam nie wiedział co mógłby zrobić by szukać pomocy. Na szczęście najgorsze obawy Comy się nie sprawdziły i po opowiedzeniu wszystkiego Alexisowi czuł jak z jego serca spada wielki głaz, który mu ciążył przez całą podróż. Owszem po tym co się stało basista powinien czuć do ojca tylko i wyłącznie nienawiść jednak Iri odczuwał tylko i wyłącznie niechęć i wstręt do swojego rodziciela. Oczywiście brązowooki przyrzekł sobie, że jak tylko dojdzie do siebie to wynagrodzi Alexisowi wszystko co musiał przejść gdy jego nie było. Oczywiście w głębi duszy Iri już chciał by wszystko było po staremu ale wiedział, że to nie możliwe, chociaż nie był do końca pewny czy jego przypuszczenia są słuszne.
- Następnym razem? Jakim następnym razem? Jeśli dostanę sowę od ojca, że muszę gdzieś jechać na pewno się tam nie stawię. A jak już to będę musiał dostać od kogoś potwierdzenie, że tak rzeczywiście jest. Zresztą dziadek powiedział mi po tym jak mnie wypuścił, że gdyby coś się u nich działo to osobiście mnie poinformuje. Wiem, że jemu i babci mogę ufać gdyż oni zawsze mnie wspierali i nie potępiali moich wyborów. – powiedział spokojnie patrząc na Alexisa. Oczywiście Coma zdawał sobie sprawę, że gdyby pozwolił Blackwoodowi zając się jego ojcem to tamten nie miał by szans na przeżycie jednak Iri bał się o ukochanego, gdyż doskonale wiedział, że jego rodziciel zna o wiele więcej zaklęć niż się przyznaje. Dlatego nie chciał by jego niebieskooki anioł brał się za zemstę. Poza tym obserwowanie jak przez twarz Alexa przechodzą te wszystkie emocje na początku bolało Comę to wiedział, że kiedyś wściekłość, ból i wszystko co najgorsze minie, a rysy Blackwooda złagodnieją. I na szczęście tak się stało. Ok, może i basista nie wyglądał za dobrze i bliżej mu było do śmierci na urlopie niż do żywego i w pełni sprawnego człowieka ale miał nadzieję, że pod czujnym wzrokiem ukochanego dojdzie wreszcie do siebie. Kolejna wypowiedź dochodziła do świadomości Iridiona bardzo powoli jednak wreszcie gdy usłyszał ją całą lekko się uśmiechnął.
- Ja też nie myślałem, że takie coś będzie miało miejsce. Poza tym wiem, że nie można kogokolwiek zmusić do miłości, no chyba, że da mu się jakiś eliksir, ale gdy to sobie uświadomiłem piłem tylko samą wodę. – stwierdził jakby to był normalne. Może i nie powinien tego mówić ale chciał by jego ukochany wiedział, że pozostał mu wierny i nie ucieknie od niego do jakiejś pustej arystokratki, którą ojciec podetkał mu pod nos. Oczywiście gdyby plan jego rodziciela się powiódł to Coma zapomniałby o tym co go łączyło z wokalistą FA, ale tak się nie stało. Iri wiedział, że to co go łączy z Alexisem jest silniejsze niż jakieś wymuszone uczucia. Poza tym cały czas obserwował swojego ukochanego i widział, że ten gdy słyszał to wszystko coraz bardziej się wściekał, a Coma potrzebował teraz tylko i wyłącznie spokoju. Jednak był pewny, że Blackwood go nie uderzy.
- Wiem kochany. Wiem. I proszę uspokój się. Już wszystko w porządku. Jestem tutaj i nigdzie się nie wybieram. Tylko w twoich ramionach czuję się bezpieczny. – powiedział ciszej gdyż czuł, że zaraz zaśnie. Po czym pamiętał tylko to, że dostał do wypicia jakiś płyn i później miał wielką dziurę w pamięci. Jednak smakowity zapach zrobił swoje, a dotyk i słowa ukochanego sprawiły, że Coma otworzył oczy. - Bez ciebie moje życie też straciło sens i nie było pełne. Czułem, że czybym się przejrzał w lustrze, to bym zobaczył tylko połowę siebie. Ty jesteś moją drugą połówką. – szepnął i lekko podniósł się na łokciach by lepiej widzieć co Alex robi, lecz zmęczenie było o wiele potężniejsze niż siły basisty. Po chwili mężczyzna znów zapadł w sen i obudził się dopiero w ramionach swojego ukochanego.
- Tak... Porządny posiłek będzie dobrym pomysłem. – powiedział odrobinę głośniej i próbował dostać się do talerza jednak nie miał pojęcia czy go utrzyma w dłoniach. Oczywiście uwielbiał kuchnię swojego ukochanego i zapach jaki rozchodził się od potrawy sprawił, że ślinianki Comy zaczęły bardzo mocno pracować.
- Ja też dołożę wszelkich starań by nic, ani nikt nas nie rozdzielił. – powiedział łykając ślinę, wtulony w tors ukochanego. A potem nastąpił ten cudowny, niepewny ale jakże namiętny pocałunek. Coma choć był strasznie głodny nie chciał na razie jeść. Chciał złączyć się ustami ze swoim ukochanym i właśnie to zrobił. Odnalazł wargi ukochanego swoimi ustami i wpił się w nie z całą siłą jaką jeszcze w sobie posiadał. I choć nie było to tak bardzo namiętne jak poprzedni gest Alexa, Iri musiał to zrobić i właśnie to chciał najpierw chciał uczynić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 26
Skąd : z twoich koszmarów..
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 491
  Liczba postów : 148
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12494-alexis-blackwood#336783
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12497-it-s-so-nice-to-meet-you-let-s-never-meet-again#336847
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12498-daredevil#336858
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12501-alexis-blackwood#336887




Gracz






PisanieTemat: Re: Ulica Tojadowa 16   Sob Lip 29 2017, 06:11

Alexis był święcie przekonany, iż więcej nie zobaczy na oczy Iridiona... Już samo myślenie o nim sprawiało mu potworny ból w sercu, ponieważ zdawało mu się, iż on go zwyczajnie zostawił, bez krzty wyjaśnienia. Niezależnie od wszystkiego, on wciąż za nim tęsknił, cholernie mu go brakowało, nawet jeśli sam przed sobą nie chciał tego przyznać. Próbował go znienawidzić, ale... Nie potrafił, bynajmniej nie całkowicie. Tego dnia znowu wzięło go na wspominki. Od tego też nie był w stanie się uwolnić... Już nie wspominając o wylanych przez niego łzach, odkąd Coma zniknął. Lecz wraz z jego powrotem odżył na nowo i otrzymując wyjaśnienia, nie mógłby się na niego gniewać. Wierzył mu i definitywnie by go tak zmizerniałego nie zostawił na pastwę losu. Gdyby tylko o tym od początku wiedział... Nie pozwoliłby, aby ktokolwiek doprowadził jego ukochanego do tak opłakanego stanu! Dlatego miał niespożytą chęć skrzywdzić jego rodzinę, która była w większości za to odpowiedzialna. Gotowało się w nim okropnie! Zatem musiał mu wybaczyć te teksty, jakie mu serwował odnośnie ich, ale raczej nigdy im tego, co odpierdolili nie daruje; będzie ich nienawidził do końca życia, niestety. W każdym razie Alex dobierze wszelkich starań, aby poskładać do kupy Irisia i żeby istotnie wszystko było po staremu. Jak dla niego nie ma rzeczy niemożliwych i jeśli chodzi o to, co ich łączy... To się za chiny wszechświata nie zmieni i zamierza mu to udowodnić. Ponadto nie przestał go kochać, nieważne że podczas jego nieobecności cierpiał katusze. Miłość, jaką go obdarzył raczej by nie wygasła. Ten mężczyzna stał się dlań zbyt ważny, aby miało do tego dojść... - Tu miałem na myśli każdy wyjazd, w sensie... Jakbyś chciał gdzieś sam wyjechać, czy coś. Choć mam nadzieję, że nie... Już i tak wystarczająco długo ciebie nie było, więc chcę się tobą nacieszyć... - zaanonsował, mając nadzieję, że rozwiał wszelkie wątpliwości i ogarnął o co mu chodziło. Niespecjalnie podobało mu się  to, co dalej od niego usłyszał... Na samą myśl o tych ludziach, czuł rosnącą w nim wściekłość. Z tego względu jeszcze silniej zacisnął swe dłonie... Gardził nimi i tego nie ukrywał. - Rozumiem, ale... Wolę by nie wiedzieli, gdzie mieszkamy. Nie mam pewności, czy by cię nie zdradzili... nie wiem, ja natomiast kompletnie im nie ufam. Zresztą czemu w takim razie pozwalali twojemu ojcu na coś takiego...? - miał nadzieję, że nie będzie miał mu za złe takiego nastawienia, aczkolwiek naprawdę nie ma mu się co dziwić. Chyba każdy na jego miejscu by tak miał. Dla niego to wszystko było chore... Jego dziadkowie zamiast gapić się na to, co się u nich wyprawiało z ich wnukiem, w jego mniemaniu powinni byli jakoś zareagować, cokolwiek, a nie siedzieć bezczynnie! Na ich miejscu niezależnie od tego, w co by się pakował, Blackwood by zaryzykował i zrobił wszystko, aby zapobiec mękom i torturom, przez które biedny Iridion musiał przechodzić... Kurwa, to się w głowie nie mieści! Alex mógłby za niego wręcz oddać swe własne życie, gdyby było to konieczne... Miałby w dupie, czy jego szanse w starciu z tym kutasem byłyby duże, czy też niewielkie. Ale chociaż by spróbował mu pomóc! Niemniej wiadomo, jeśli Coma sobie tego nie będzie życzył, on nie podejmie się zemsty, pomimo iż będzie go niemiłosiernie korciło. Uszanuje jego decyzje, jaka by ona nie była... Z pewnością się nim należycie zaopiekuje, o to może być absolutnie spokojny! - Zgadza się. A teraz może lepiej będzie, jak skończymy nawijać o tych dołujących tematach, by się nie denerwować...? Potrzebujesz porządnego wypoczynku, a ja o to zadbam. - polecił, stwierdzając że to najlepsze rozwiązanie, a on serio nie chciał wpaść w swoją typową furię, do czego było blisko, gdyż w jego przypadku to nie wróży niczego dobrego. Ufał mu i nie wątpił, że pozostał mu wierny. Sam się z żadną laską, ani facetem się nie związał, bo nie chciał. Może i miał jakieś tam epizody i w międzyczasie wdało się chwilowe zauroczenie jakąś osobą, jednak trwało to niezwykle krótko i wyparowało z niego tak szybko, jak się pojawiło. Jego serce od początku należało jedynie do basisty Fallen Angels i nikt prócz niego nie byłby w stanie go posiąść. Jak widać to co ich połączyło było na tyle silne, że zupełnie nic nie było w stanie tego spierdolić, nawet jeśli po drodze pojawiło się tak wiele przeszkód. Nie ma takiej opcji, by Alexis kiedykolwiek walnął swoją bratnią duszę... A gdzież tam! - Staram się kochanie... Moje ramiona ochronią cię przed wszelkim złem tego świata, obiecuję... - stopniowo się uspokajał i jakoś go tak naszło, by podkreślić słowa mężczyzny i zapewnić go, że rzeczywiście jest przy nim bezpieczny i żaden kretyn go więcej nie tknie. Nie było trudno się zorientować, iż Iri jest wykończony, w związku z czym musiał działać szybko. Przygotował mu ten wywar, aby poszczególne rany na jego ciele prędzej się zagoiły i zniknęły, a co najważniejsze by zregenerował utracone siły. - Tak samo, jak ty moją... Mój najdroższy... - dodał, poszerzając uśmiech, który stawał się coraz cieplejszy i szczęśliwszy. Widząc próby podniesienia się Comy, nakazał mu ruchem palca, by się nie przemęczał aż nadto i leżał, a on wszystko załatwi. Nie mógł dłużej wytrzymać, toteż po zakończeniu stosownych działań, wtulał się w ukochanego, aby móc ponownie poczuć jego bliskość, której tak cholernie mu brakowało... Jeśli będzie to konieczne, przeniesie go do sypialni i ułoży na wygodnym łóżku, lecz dopiero wtedy, gdy mu uśnie totalnie na kolanach, albo jak mu da dyskretnie znać, że pragnie snu. - Tak właśnie przypuszczałem... Pomóc ci, czy sam sobie poradzisz? - spytał go z troską wyczuwalną w głosie. Nie chciałby z niego robić ofiary losu, ale jeśli ma nie utrzymać talerza, to on go nakarmi. Jego ostatnich słów nie skomentował w żaden sposób, tylko w odpowiedzi posłał mu uroczy uśmiech, intensywniej gładząc po plecach. Póki co chciał delektować się smakiem jego ust, którego od tak dawna nie miał sposobności poczuć... Skoro on też tego chciał, nie wciśnie mu na siłę jedzenia. Zatracił się w tej czułej pieszczocie, którą kontynuował i powoli rozpoczął namiętny taniec z językiem Irisia. Jedną rękę przeniósł na jego czuprynę, aby wczepić w pojedyncze kosmki palce i je nimi delikatnie mierzwić. Lubił bawić się jego włosami... Nie przerywał też masowania tylnych partii, a także pokusił się o lekkie zaciśnięcie dłoni na pośladku. Nigdzie się nie spieszył, ani też go nie ponosiło, bo zdawał sobie sprawę z tego, że organizm Comy jest wyczerpany i musiał się z nim obchodzić łagodniej niż zazwyczaj, aby nie sprawić mu żadną czynnością krzywdy. Jednak nie umiał powstrzymać się od niektórych gestów, tak niemożebnie go kusił i był za nim stęskniony...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 28
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 278
Dodatkowo : animagia (jaguar)
  Liczba postów : 107
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12496-iridion-coma#336839
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12499-we-don-t-have-to-make-friends#336859
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12500-puszczyk-mszarny-iridiona#336861
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12507-iridion-coma#337073




Gracz






PisanieTemat: Re: Ulica Tojadowa 16   Czw Sie 10 2017, 09:30

To właśnie brak możliwości kontaktu z ukochanym tak mocno osłabił Iridiona. Gdyby wiedział wcześniej, że jego ojciec planuje coś takiego z pewnością nigdzie, by nie pojechał, jednak przez to, że był mocno związany z dziadkami nie mógł odrzucić takiej wiadomości. Coma nie wybaczyłby sobie gdyby rzeczywiście nie pożegnał się z babcią. Wówczas byłby na siebie rzeczywiście wściekły i na pewno dostałby opierdol nie tylko od dziadka ale cała rodzina by się od niego odwróciła, a tego brązowooki nie chciał. Oczywiście teraz czuł się złamany i bardzo mocno zgnębiony tym co go spotkało jednak wiedział, że musiał się wydostać z matni, bo ktoś na niego czekał. Na wielkie szczęście został wreszcie wypuszczony i choć nie czuł się na siłach, by iść to musiał wrócić aby przeprosić przyjaciela i jeśli nie byłby mile widziany odejść. Lecz gdy okazało się, że jego niebieskooki ukochany na niego czekał i nikogo sobie nie znalazł w serce Iriego wlała się nikła nadzieja, że może jednak przyjmie go z powrotem. Owszem nie wiedział czy tak się stanie ale musiał spróbować. I choć był bardzo wymizerowany, ranny i wychudzony to wiedział, że nie będzie mógł stawać na drodze do szczęścia jego ukochanego. Teraz dopiero gdy już był w domu zrozumiał jak mocno go zranił i jak ciężko będzie odbudować to, co było między nimi. Miał tylko nadzieję, że wszystko będzie dobrze. Leżąc na kanapie oddychał spokojnie ale wprawne ucho mogło usłyszeć, że wypuszcza powietrze przez zęby ze świstem gdyż noga mocno dawała mu się we znaki. Coma wiedział, że ją nadwyrężył i nie powinien się ruszać dopóki kończyna nie doszłaby do siebie jednak był pewny, że gdyby nie uciekł, wypuszczony przez dziadka mógłby nigdy nie wrócić do Londynu.
- Zdaję się w tej kwestii na ciebie ukochany. Na razie nie mam ochoty na żadne wyjazdy. Teraz chcę odpocząć, dojść do siebie i dopiero wtedy pojadę gdzieś ale tylko i wyłącznie z tobą mój skarbie. – powiedział i podniósł wzrok na twarz i spojrzał na Alexisa. W jego oczach było widać ogromne zmęczenie ale i totalne wyczerpanie. Doskonale wiedział o tym, że nie mógłby, nawet gdyby chciał użyć teleportacji, bo mogła mu się nie udać. Owszem słowa Blackwooda rozwiały wiele wątpliwości Comy i jeszcze mocniej ścisnęły go za serce. Kochał go od bardzo dawna wiedział, że jeśli Alexis ułożyłby sobie życie z kimś innym, Iri odszedł, by jego ukochany mógł żyć swobodnie. Jednak słysząc jego słowa pomału wielkie głazy spadały z jego serca, a jednocześnie czuł się tak, jakby zachował się jak największa szuja i miał wielkie poczucie winy. Można powiedzieć nawet, że słowa, które wypowiadał Aniołek wwiercały się w jego serce i choć koiły jego wątpliwości to jednak też raniły go, gdyż czuł się jeszcze bardziej winny niż był w rzeczywistości. No ale to właśnie był cały Coma, brał na siebie zawsze dużo obowiązków ale też win innych. Teraz też tak właśnie było.
- Spokojnie Alex... Nie będą wiedzieli gdzie mieszkamy. Jeśli będę chciał się czegoś dowiedzieć poślę do nich swoją sowę, by później ona do mnie wróciła. I nie musisz się obawiać. Nie podałem nikomu adresu naszego mieszkania. – powiedział cicho. Wiedział, że Blackwood miał rację i Coma powinien czuć nienawiść do swojego ojca, jednak Iri nie potrafił odrzucić rodziny. Oczywiście teraz podchodził do ojca bardziej jak zło konieczne niż do rodziciela. Można powiedzieć, że rodzic basisty zniszczył wszystką lojalność jaką obdarzał ojca Iri. Teraz nie chciał go widzieć ani z nim rozmawiał. Nie miał ochoty na żadne spotkania rodzinne, śluby czy też inne spędy, na które go zapraszali. Teraz Coma chciał odpocząć, a zawsze mógł się wymówić tym, że ma zaplanowaną trasę i nie może się pojawić. Ból powoli mijał, Alex znów spisał się na medal, a basista czuł teraz wielkie zmęczenie i osłabienie na jakie się naraził podróżując jako kot. Przynajmniej wtedy nikt nie mógł go rozpoznać. Oddech mu lekko się uspokoił i pogłębił, a powietrze przy wydechu nie uciekało z sykiem. Widać było, że cierpienie pomału znika z oczu Comy, a jego ściągnięte dotąd rysy się wygładzają. Iridion się uspokajał wszystkie troski znikały gdy był przy nim Alex. Nagle poczuł się tak jakby wszystko wróciło na miejsce i było tak jak powinno. Ta właśnie cisza i pomału odzyskiwany spokój sprawił, że Iri zapadł w pierwszą, dość krótką drzemkę, lecz był czujny i gdy tylko usłyszał kroki od razu otworzył oczy. Owszem było to spowodowane tym, że przez jakiś czas przebywał w ciele zwierzęcia. Widać było, że mężczyzna przejął niektóre cechy stworzenia, w które zmieniał się za pomocą animagii, jednak choć teraz czuł się nieswojo będąc znów w ciele człowieka wiedział, że to uczucie minie i znów będzie jak dawniej. Miał nawet ochotę prychać i pokazywać zęby gdy tylko widział Crowa lub innego zwierzaczka przebywającego w tym samym pokoju. Lecz gdy tylko pokazał się Alex, Iri znów się uspakajał i nic go nie obchodziło.
- Tak, potrzebuję odpoczynku i spokoju ale wiesz o tym, że nie mam na to pewnie zbyt wiele czasu. Pamiętasz jak mówiłeś coś o nagraniach. Kiedy je zaczynamy? – spytał i prawie poderwał się do siadu jednak jego ciało było wyczerpane i zmęczone, że Iri zaraz wylądował z powrotem na kanapie. Spojrzał na swoje dłonie i bezwładne ciało i lekko się zmartwił. Cóż rzeczywiście nie spodziewał się, że aż tak mocno był osłabiony. Teraz był już pewny, że musi szybko dojść do siebie, by pokazać ukochanemu, że będzie gotowy do nagrań. Jednak teraz naprawdę nie czuł się na siłach by utrzymać gitarę czy też, by naciskać na struny i wydawać dźwięk ze swojego ukochanego instrumentu. Wiedział, że Fallen Angels ma w planach kolejną płytę jednakże teraz musiał wydobrzeć i dojść do siebie, a dopiero potem myśleć o nagraniach czy też o koncertach.
Słysząc kolejne słowa ukochanego w gardle Iridiona zaczęła rosnąć wielka gula. Przez dłuższą chwilę nie wiedział co ma powiedzieć. Wbijał tylko wzrok w Alexisa i czuł jak jego oczy stają się coraz bardziej mokre od łez.
- Kochany... przepraszam cię. Tak bardzo cię przepraszam. A też będę ciebie chronić. Obiecuję skarbie. – rzekł i kilka łez uciekło z jego oczu. On może i był bardzo uczuciowym człowiekiem, a teraz słysząc zapewnienia swojego ukochanego serce mu się rozrywało na kawałki. Coma chciał tylko pożegnać ze swoją babcią, a spotkało go coś, czego się nie spodziewał. Bardzo go to bolało jednak nie chciał rozpamiętywać swojego nieszczęścia, wręcz przeciwnie Iri chciał o tym jak najszybciej zapomnieć. Jednak czuł, że musi to z siebie wywalić, by jego samopoczucie zaczynało się poprawiać. Nie wiedział jak ma wyznać wokaliście to, co jeszcze ojciec mu zrobił. Jednak na tą chwilę było to dla niego zbyt bolesne. Wiedział, że rodzic w ten sposób chciał go złamać i mało brakowało, a by to zrobił. Trząsł się lekko gdy patrzył na zwierzaczki i choć wiedział, że one są bezpieczne to nie mógł zapomnieć widoku jaki zgotował mu jego ojciec gdy któregoś dnie wyciągnął go z więzienia i kazał patrzeć jak torturuje jedno z ulubionych zwierzaków Comy, jego konia. Iri płakał, krzyczał na ojca, by się opanował, nawet chciał rzucić się na niego i pokazać mu, że ma siłę ale za każdym razem kiedy próbował się wyrwać przytrzymującemu go zbirowi ojciec coraz mocniej katował to zwierzę. Wreszcie mu się znudziło i obaj zostawili Iriego w spokoju lecz Coma nie mogąc jeszcze za bardzo chodzić podczołgał się do konia i gładził jego łeb. Na wielkie szczęście dziadek basisty widział to wszystko i podbiegł do wnuka. Pomógł mu wstać i pomógł również jego zwierzęciu. Potem powiedział, że ukrył konia przed wzrokiem jego ojca, a Coma tylko skinął głową. Przez następne dni nie było z Iridionem żadnego kontaktu i dopiero gdy jego dziadek powiedział, że z jego koniem wszystko w porządku basista zaczął się lekko uśmiechać jednak z ojcem nie zamienił żadnego słowa. Na kolejne słowa jeszcze mocniej wtulił się w Alexisa. Jego odpowiedź była tak cicha, iż nie był pewny czy jego ukochany ją usłyszał, jednak widać było, że gestami Iri stara się przekazać to co chciał powiedzieć.
- Możesz mi pomóc? Ten jeden raz. Potem postaram się już sam jeść. Jednak na razie nie chciałbym czegoś zrzucić. – powiedział półprzytomnym głosem. Zmęczenie, wyczerpanie organizmu i głód to wszystko wpływało na to, że Coma bardziej chciał spać niż jeść ale wiedział, że musi czymś wypełnić żołądek by nie obudzić się w środku nocy. Patrzył na swojego ukochanego ufnym wzrokiem pełnym miłości i całkowitego oddania. Jego mokre od łez oczy zaczęły powoli wysychać jednak wiedział, że jeszcze wiele razy może mu się zdarzy, iż poczuje łzy pod powiekami gdy tylko zobaczy Alexa. Nie wiedział nawet kiedy zapadł w krótką i niespokojną drzemkę. Obudził się dopiero gdy poczuł miękkie wargi na swoich ustach i poddał się bez walki. Nie miał siły droczyć się z ukochanym więc każda jego pieszczota była dla Comy czymś nowym, co odczuwał po raz pierwszy w życiu i choć tak nie było ciało Iriego właśnie tak reagowało. Powoli basista uniósł swoją dłoń i położył ją na ramieniu ukochanego, po czym wydał z siebie jakiś nieartykułowany dźwięk, który można było wziąć za ciche miauknięcie lub mruknięcie. Owszem cieszył się, że jego ukochany pieści jego ciało. Sam chciał wykonać jakąś pieszczotę, ale nie mógł. Jego dłonie nie były w stanie nic takiego zrobić. Alex mógł odczuć jak każdy mięsień w ciele Comy i każde ścięgno się rozluźnia. Wzrok brązowych oczu cały czas był skierowany na Blackwooda, a palce dłoni basisty, która spoczywała na barku ukochanego zaczęły kreślić malutkie gwiazdki na skórze wokalisty, by on wiedział, że Deviant jest przytomny i jak mocno Coma kocha Alexisa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 26
Skąd : z twoich koszmarów..
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 491
  Liczba postów : 148
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12494-alexis-blackwood#336783
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12497-it-s-so-nice-to-meet-you-let-s-never-meet-again#336847
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12498-daredevil#336858
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12501-alexis-blackwood#336887




Gracz






PisanieTemat: Re: Ulica Tojadowa 16   Sro Paź 04 2017, 06:08

Brak obecności drugiej połówki i na Alexisa miała strasznie niszczący wpływ. On bardziej egzystował, niż żył w tym czasie... Niby miał wsparcie w wielu osobach, jednak nic nie było w stanie wypełnić tej pustki, którą pozostawił Iri wraz ze swym zniknięciem... Chciał ruszyć do przodu, zapomnieć o Comie, ale zwyczajnie tego nie potrafił. Ilekroć podejmował się prób wymazania go z pamięci, wszystko jedynie do niego powracało z podwojoną siłą. Nie wspominając o tym potwornym bólu, który przeszywał jego serce na wskroś... Zbyt mocno pokochał tego mężczyznę, by ot tak z niego całkiem zrezygnować i znaleźć sobie kogoś innego, mimo że próbował. Jak na razie nic nie trzymało się kupy. Coś mu tutaj ogólnie nie pasowało i chciał zachować resztki nadziei, że on kiedyś wróci, a przyczyna jego odejścia okaże się nie tak przygnębiająca, ani bolesna, jak mu się wcześniej wydawało. Owszem, początkowo usiłował go szukać, lecz nigdzie nie mógł go namierzyć. Nic dziwnego, że mógł popaść w wątpliwości, czy kiedykolwiek go jeszcze zobaczy, zaś wszystko wskazywało na to, iż basista możliwie go z jakiegoś powodu porzucił, przestał kochać... Choć i te aspekty zdawały mu się być absurdalne, tak powoli do niego dochodziło, że taka przykra prawda jest niestety możliwa. Wciąż nie chciało mu się do końca wierzyć w te wnioski, które wysnuł... Jednak jego najgorsze przypuszczenia się nie sprawdziły, bo Iridion do niego wrócił. Byłby skończonym idiotą, gdyby go nie przyjął z powrotem, zwłaszcza że uczucie, którym go obdarzył nigdy nie umarło... Natomiast zobaczywszy go w tak marnym stanie, serce mu się normalnie krajało! Za żadne skarby świata by go nie zostawił. Postanowił się nim należycie zaopiekować. Właściwie nie będzie tak trudno odbudować ich cudowną relację, jak to przyszło na myśl basiście. Nie ma czego naprawiać... Alex wszystkiego się dowiedział jak było, więc nie miał do niego więcej żalu o nic. W końcu to nie jego wina... Wybaczył mu niemal od razu i wierzył, że od dziś będzie tylko lepiej.
- Wcale ci się nie dziwię... Cieszę się, że jesteśmy zgodni. Sam nie mam ochoty nigdzie wyjeżdżać. Wolę być tutaj z tobą i nadrobić stracony czas... - oświadczył, a na jego ustach jawił się coraz szerszy i weselszy uśmiech. Wyciągnął ku niemu rękę, aby pierw lekko przytknąć go fikuśnie prosto w nos, a następnie pogładzić wierzchnią częścią dłoni jego policzek. Blackwood nie chciał, by jego ukochany czuł się winny wydarzeniom, do których niedawno doszło... Trudno, stało się, czasu już nie cofną. Najlepiej zapomnieć i żyć dalej, starając się skupiać na samych pozytywach. Najważniejsze, że są z powrotem razem, prawda? Alexis dołoży wszelkich starań, by nic ich nigdy więcej nie rozdzieliło. Będzie go również chronił z całych swych sił, byleby żadna szuja go nie skrzywdziła. Nie dopuści do tego! Dostrzegłszy jego wyczerpanie i wyniszczenie, pragnął mu je tak po prostu odebrać, by nie musiał cierpieć. Był świadom, że tak łatwo nie ma, jednak miał nadzieję, że uda mu się go postawić na nogi. Teraz zdecydowanie musiał wypocząć i jeśli będzie trzeba, zaniesie go na rękach do ich wspólnej sypialni. Wbrew pozorom posiadał mnóstwo siły i podnoszenie innych nie stanowiło dla niego problemu. Zwłaszcza osóbek niższych i lżejszych od niego.
Po usłyszeniu kolejnych słów Irisia, wyraźnie odetchnął z ulgą. - Uff, uspokoiłeś mnie. Nie będziemy zmuszeni się przeprowadzać. A muszę przyznać, spodobało mi się tu i jakoś nie widzi mi się zmiana otoczenia. - stwierdził, ponownie się doń uśmiechając. Powoli wściekłość, która w niego wstąpiła na rodzinę Comy, ustępowała. W życiu nie zmieni do nich stosunku; nie chciał już o nich w ogóle myśleć. Był niesamowicie rad, że odzyskał swoją miłość i przy tym wolał pozostać. A cisza i spokój były w tym momencie wręcz wskazane. Co za tym idzie lepiej się nie sprzeczać o relacje między rodzinne. Bynajmniej nie dzisiaj. Mogą równie dobrze o tym poważniej pogadać w innym terminie. Alexis spojrzał na niego z troską i przy tym jego zerwaniu ku górze, aż go to trochę wystraszyło. Wykonał gest dłońmi pokazując nimi, by leżał i się nie ważył nadwyrężać. Nawet ułożył je delikatnie na jego ramionach, by to podkreślić. - Daj spokój mordko, nie myśl o tym. Nagrania poczekają, zresztą... Nigdzie się nie spieszy. Należy ci się porządny odpoczynek, nieważne ile on potrwa. I nie próbuj się ze mną kłócić. - zażądał, nie przyjmując pod żadnym pozorem jakiejkolwiek odmowy. W sumie przy jego pomocy dość szybko dojdzie do siebie, ale wyglądał na tak wyczerpanego, że nie chciał mu nagle dowalać więcej zajęć. Poza tym nie byłoby to na miejscu, szczególnie że Iri przeszedł przez te wszystkie tortury... Nie miałby serca go w trybie natychmiastowym gonić do wysiłku, kiedy ten był tak zniszczony, zarówno fizycznie jak i psychicznie. Tworzenie czegokolwiek tak czy owak stanęło i przez długi czas Blackwood nie potrafił ruszyć do przodu. Sam miał po stokroć złamane serce, które rozwalone było na miliony drobnych kawałeczków. To sprawiało, że nie mógł się skupić na ukochanej czynności. Niby to powinno było mu pomagać, lecz zupełnie nie miał weny twórczej. Jakby mu wyparowała praktycznie z dniem, w którym Coma zniknął bez śladu... Istotnie, wraz z pozostałą trójką rozpoczęli prace nad nową, czyli piątą płytą, jednak w niepełnym składzie wszystko szło kompletnie nie tak, jak miało. To była w zasadzie totalna porażka... Według Alexisa jego ukochanego basisty nikt nie mógłby zastąpić, dlatego nikogo nowego nie szukał. Zastanawiał się właściwie przez długi czas, czy nie rozwiązać Fallen Angels, ponieważ bez niego to nie byłoby już to samo. Co za tym idzie krążek nie był nawet w połowie ukończony, także faktycznie czekało ich sporo roboty. Póki nie wróci każdy aspekt do prawidłowej normy, nie ruszą z koksem. Był tak szczęśliwy, że jego druga połówka się odnalazła i z tego powodu nie miał obecnie najmniejszej ochoty skupiać się na albumie, co wręcz schodziło na ostatni plan. Najważniejszy był Iri, którego koniecznie musiał poskładać z powrotem do kupy i dopiero wówczas będą mogli zacząć konkretne działania. Na pewno dadzą radę, w to akurat nie wątpił. Świetnie znał determinację basisty; doskonale wiedział że ten będzie pragnął czym prędzej być zdolnym do nagrań. Stąd był absolutnie przekonany, że z tego względu szybko wyzdrowieje. Ponadto jest silnym i wytrzymałym facetem. Tak łatwo się nie poddaje, zawsze walczy o swoje do samego końca. Swoją drogą Alexis miał tak samo. Wyłapując łzy, bez wahania ujął jego twarz w obie dłonie, by je otrzeć. - Ciii... Nie masz za co mnie przepraszać... Proszę, nie płacz już... Wszystko dobrze moja Gwiazdko. Kocham cię. - mówienia tych dwóch słów nigdy za wiele, a on nie potrafił się powstrzymywać, by je co rusz przytaczać. Przygarnął go mocniej do siebie i począł łagodnie gładzić po plecach, a także włosach. W międzyczasie troskliwie pocałował go w czubek głowy. Jak widać sam był cholernie uczuciowym człowiekiem, jeśli tylko chciał. Jedynie przy Iridionie zachowywał się w ten sposób, bo gdyby nie on, w dalszym ciągu byłby bezdusznym, wypranym z jakichkolwiek emocji dupkiem. A on nauczył go tych pozytywnych uczuć, które bardzo mu się spodobały. Wokalista nie miał pojęcia, jakie tortury na dokładkę zaserwował mu jego zjebany ojciec... Póki co chyba nie chciał być o tym uświadamiany. Popadłby w większą furię i mogłoby to się znacznie gorzej w skutkach skończyć. Sam kochał zwierzątka, toteż po usłyszeniu takich okropieństw jego nienawiść do tego idioty wzrosłaby do olbrzymich rozmiarów. Nie wiadomo, czy wówczas nie straciłby nad sobą panowania i nie wpadł do niego z wizytą, by przynajmniej spuścić mu wpierdol, na który zasługuje. Nie byłby w stanie wytrzymać i niedziwne, że mogłoby go w takim ustawieniu ponieść. Jedno było pewne - to nie może ujść mu płazem i MUSI ponieść konsekwencje swych okrutnych czynów. Blackwood tego dopilnuje... Nie wiedział wprawdzie, jak to zrobi, ale wspólnymi siłami coś wymyślą.
Tulił Iridiona do siebie i nie zamierzał go puszczać. Pomimo iż basista mówił niewyraźnie, do niego każde zdanie dochodziło, o to mógł być spokojny. - Oczywiście kochanie. Dla ciebie wszystko. - puścił mu perskie oczko, nie zmieniając wesołego wyrazu twarzy. Zanim wziął się za karmienie ukochanego, wczepił się w jego usta, by móc delektować się ich smakiem chociaż przez chwilkę. Nie przestawał masować ciała Comy, nie odmawiając sobie też odważniejszych ruchów. Nie wymagał od niego bóg wie czego, gdyż zdawał sobie sprawę z tego, że jest mocno osłabiony i raczej nie da rady wykonywać bardziej intensywnych ruchów. Niechętnie oderwał się wreszcie od jego wilgotnych, słodkich warg, a jedną rękę ściągnął z jego włosów, by sięgnąć po ciepłe spaghetti. Po czym wkręcił odrobinę makaronu na widelec łącznie z kawałkami mięsa i włożył mu go do buzi. Powtórzył ową czynność kilka razy z rzędu, gdy dany kęs został przez niego zmemłany i połknięty. Sam weźmie się za jedzenie nieco później. Najpierw musiał zaspokoić głód swojej drugiej połówce. - I jak? Smakuje? - zmarszczył brwi, bacznie mu się przyglądając. Nie, żeby kwestionował swoje umiejętności kucharskie; przecież nieźle gotował, niemniej nie był pewien jak mu to wyszło. Zdenerwowanie o najdroższą swemu sercu osobę mogło go nieco zdekoncentrować, by niechcący coś spieprzyć, tudzież źle doprawić. Znowu go korciło, by dalej dotykać czule jego ciała, a miał to chwilowo z deka uniemożliwione, skoro w jednej łapce trzymał talerz, a w drugiej sztuciec. W każdym razie kiedy zbliżali się do całkowitego opróżnienia naczynia, mógł je odłożyć na stolik i samemu spałaszować swoją porcję, co nie zajęło mu długo. Kiedy skończył, odstawił swój talerz obok tego drugiego, planując ewentualnie wznowić pieszczoty. - Jesteś nadal głodny...? Czy mogę jeszcze coś dla ciebie zrobić skarbie? - spytał dla upewnienia, by dowiedzieć się zarazem, czy czegoś mu dodatkowo nie potrzeba. Patrzył na niego z miłością tymi swoimi niebieskimi ślepiami. Złożył na jego ustach drugi pocałunek, aczkolwiek był on nieco delikatniejszy od poprzedniego, choć wciąż przepełnionym uczuciami. Od Iridiona zależało, co uczynią w następnej kolejności.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Ulica Tojadowa 16

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Główna ulica
» Ulica Główna
» Kawiarenka Starbucks - Ulica Nankińska
» Główna ulica Madrytu
» Główna ulica

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
londyn
 :: 
Ulica Tojadowa
 :: 
domy jednorodzinne
-