IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Opuszczone szklarnie

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Hrabstwo Dorset
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 4384
Dodatkowo : pół wila
  Liczba postów : 2454
http://czarodzieje.my-rpg.com/t24-effie-fontaine
http://czarodzieje.my-rpg.com/t619-effie-fontaine
http://czarodzieje.my-rpg.com/t253-effie-fontaine
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7168-effie-fontaine#204310




Administrator






PisanieTemat: Opuszczone szklarnie   Sro Kwi 13 2016, 17:04


Opuszczone szklarnie

Wiele lat temu, gdy plaga akromantul daleka była od nawiedzenia Doliny Godryka, miejsce to należało do starszego botanika. Hodował on tutaj najróżniejsze gatunki roślin, sprowadzane z różnych zakątków świata. W czasie ataku zwierząt, teren ten został zupełnie zniszczony i zaniedbany. I choć z czasem dolina odżyła, szklarnie już nigdy nie stanęły na nogi. Dawny właściciel nie zgłosił się po swoje ukochane rośliny, a te zaczęły żyć własnym życiem. Wszyscy w miasteczku wiedzą, że miejsce to, choć bogate w unikatową florę, może być bardzo niebezpieczne.


Uwaga!
Wchodzisz tu na własną odpowiedzialność! Kostki, które tu wyrzucisz mogą ci dać bardzo duży potencjał magiczny, niesamowite przedmioty itp. Jednak możesz też zachorować na nieznaną chorobę, poważnie się poranić lub stracić dużo pieniędzy.
Zanim rzucisz kostką, upewnij się, że znasz zasady wynikające z rzutu.


1 - W ostatnich latach, tuż przy wejściu do szklarni, bogato zaczęła rosnąć tam brzytwotrawa. Bardzo łatwo ją uznać za normalną trawę, co może być wysoko niebezpieczne. Jest, właśnie dla Ciebie. Wchodzisz nie zauważając, tego, co masz pod nogami, przez co bardzo boleśnie kaleczysz się w kostki. Roślina przecina twoją skórę na tyle mocno, że krew bogato spływa na ziemię. Jest to bolesne, ale jeśli masz minimum 10 punktów z uzdrawiania (albo osoba, która Ci towarzyszy), możesz się natychmiast wyleczyć. W przeciwnym razie, musisz odwiedzić osobę, która tyle ich posiada, by w domowym zaciszu Cię uleczyła.
2 - Gdzieś w samym rogu pomieszczenia, na ziemi, zauważasz torebkę nasion. Te intrygują Cię na tyle, że postanawiasz je zabrać, mimo, że są nieopisane. Aby móc je odpowiednio zasadzić przy swoim domu, musisz mieć 15 punktów z zielarstwa (możesz poprosić o to domownika, który posiada tą liczbę). Po miesiącu zacznie z nich kiełkować mała wierzba, po dwóch, będzie już bić swymi gałęziami. W tym czasie powinieneś wybadać roślinę i znaleźć jej tajny punkt, dzięki któremu przestanie bić. W ciągu pół roku, wierzba osiągnie półtora metra wysokości, w dalszym czasie będzie rosnąć, maksymalnie do dwóch metrów. Rosnąc w ogródku, w przyszłości na pewno będzie stanowić idealny system do obrony przez złodziejami, próbującymi włamać się do twego domu!
3 - Zbyt lekkomyślnie postanawiasz usiąść na pozostałościach jednej z ławek. Być może zagadujesz się ze swym kompanem, a może po prostu zamyśliłeś się, spoglądając na otaczającą Cię roślinność. W efekcie, nawet nie poczułeś, jak diabelska roślina, zaczęła Cię stopniowo oplatać. W końcu dociera do Ciebie co się dzieje i próbujesz się wyszarpnąć, niestety diabelskie sidła łapią Cię jeszcze mocniej, wciągając w swą plątaninę pod ścianą. Oplatają Cię mocniej i mocniej...
Spoiler:
 
4 - Dostrzegasz, że rośnie tutaj sporo fruwokwiatu, tego samego, który bardzo ładnie prezentuje się w ogródkach, a który wcale nie jest taki tani. Zbierasz go dla siebie, albo po prostu na sprzedaż, ciesząc się, że masz taką idealną okazję. Próbujesz zabrać go jak najwięcej i dość automatycznie wyrywasz kolejne liście. W tym wszystkim nie zauważasz, gdy nagle zamiast chwycić fruwokwiat, łapiesz mandragorę! Wyrywasz ją z ziemi, a ta zaczyna przeraźliwie krzyczeć! Na szczęście jest ona dość młoda, mimo tego, że od razu wypychasz ją ponownie do ziemi, w uszach teraz słyszysz tylko dziwne brzęczenie. Tymczasowo zostajesz ogłuszony - na ten, oraz jeden, następny wątek, nic nie możesz słyszeć. Z tego wszystkiego, nawet zapominasz zabrać fruwokwiaty.  
5 - To miejsce nie tylko kusi czarodziejów zafascynowanych botaniką, ale i dzikie zwierzęta, szukające w tym miejscu pożywienia. Kiedy ty, zajęty jesteś obserwowaniem roślinności, jedna z naprawdę sporych Sklątek Tylnowybuchowych, zakrada się za tobą. Albo widzi w tobie wroga, albo pożywienie. Raczy Cię sporym promieniem ognia. Udaje Ci się co prawda uskoczyć i poczuć ten płomień zaledwie w drobnym stopniu, ale sklątka nie odpuszcza i dalej rzuca płomieniami, podpalając sporą część roślinności.
Spoiler:
 
6 - Miejsce to, jest siedliskiem nie tylko roślin, ale i owadów. Postanawiasz zebrać nieco krzewu księżycowej rosy, który, jak powszechnie wiadomo, ma działanie bardzo uspakajające. Być może ta aura spokoju przyciągnęła owady, które wykazują się podobnymi właściwościami. Zza drzewa wylatuje parę trzminorek, które latając wytwarzają syrop. Jego aromat wzbudza w tobie niebywale melancholijny nastrój. Czujesz, jak ogarnia Cię ogromna apatia, a kolejno smutek. Musi wyprowadzić Cię stąd druga osoba, do tego czasu myślisz o samych najgorszych rzeczach. Plus z tego wszystkiego taki, że wychodząc wciąż masz ze sobą księżycową rosę, gotową do zasadzenia pod domem.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Wyspa Skye, Szkocja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1277
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 1617
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13638-blaithin-astrid-dear
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13646-not-a-bad-girl
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13684-dziobek
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13647-blaithin-astrid-dear




Gracz






PisanieTemat: Re: Opuszczone szklarnie   Pon Gru 18 2017, 19:00

Mieszkając w Dolinie słyszało się mnóstwo legend i dziwnych opowieści o okolicy. Chociażby podczas zwykłego wyjścia do sklepu, Fire łowiła uchem jakieś plotki o tym, że ktoś poszedł na magiczną polanę i wrócił z dzieckiem wili... Ale w tego typu historyjki ciężko było dziewczynie uwierzyć. Tylko ludzie mówiący o skarbach, które skrywały opuszczone szklarnie na skraju Doliny Godryka, zdawali się mówić z sensem. Fire była ciekawa, czy rzeczywiście można tam znaleźć laqueushiems albo krylicę. Uwierzyła dopiero, kiedy jeden z czarodziejów w barze wyciągnął dowód. Od tamtej pory często myślała o szklarniach, kiedy przechadzając się ścieżkami widziała je na horyzoncie.
Skończyła krótką zmianę w sklepie i zorientowała się, że brakuje sporego zapasu ranunculusa lunaglacies. Nie wiedziała, czy ktoś go sobie zabrał, ukradł czy cokolwiek innego się wydarzyło na zapleczu. Dostrzegła w tym swoją szansę i wymówkę, żeby pójść do szklarni po kilka okazów tych zimowych roślin. Wiedziała, że są niebezpieczne, ale uznała, że sobie poradzi. Ubrała się ciepło w gruby płaszcz, zabrała różdżkę i skierowała swoje kroki ku szklarniom. W czasie drogi męczyła się myślami o tym, czy to nie jest przypadkiem zbyt nieodpowiedzialne, nawet jak na nią. Pogrążona w zamyśleniu przemierzała zasypaną śniegiem ścieżkę i nie zauważała, że pada go coraz więcej i więcej, a wiatr nie oszczędza odsłoniętej skóry dziewczyny. W końcu niedaleko wejścia do owianych tajemnicą szklarni zdecydowała, że to zdecydowanie zbyt zła pogoda na poszukiwanie roślin i chciała zawrócić, ale... Wszędzie było tak biało od szalejącego śniegu, że nie widziała drogi powrotnej. Nie chciała dłużej marznąć, więc uznała, że posiedzi trochę w środku, niczego nie dotykając. Możliwe, że zaklęcia ocieplające stare szklane ściany nadal działały, bo śniegu było zdecydowanie mniej u wejścia. Gryfonka zamierzała iść dalej, ale nagle poczuła, że but jej się o coś zaczepił.
Zaklęła po francusku, czując, jak coś przebija się przez jej dżinsy i rani skórę. Fire spróbowała wyciągnąć nogę, ale drugą jednocześnie weszła w kolejną kępę brzytwotrawy. Nawet najmniejszy ruch powodował, że pnącza zaciskały się na kostkach jasnowłosej. Widziała, że przez pokryte śniegiem nogawki zaczyna przebarwiać się krew. I bolało jak cholera.
- Ja pierdolę, AŁA, głupie badyle, AAŁ. - była sama, więc mogła wyrażać swoje cierpienie na głos. Wyciągnęła ostrożnie nogi, ale rany były tak dotkliwe, że ledwo kulała. Wwlokła się do środka cieplarni, opierając o to, co było pod ręką. Widziała, że zostawia za sobą jasnoczerwone ślady. Cudownie, może jeszcze jakieś zwierzę ją zwietrzy i tu wpadnie?

1
@Mefistofeles E. A. Nox

______________________


We drink the poison our minds pour for us and wonder


why we feel so sick
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Wyspa Jura, Szkocja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 18
Dodatkowo : Wilkołak
  Liczba postów : 493
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15136-mefistofeles-e-a-nox#403342
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15137-what-does-life-mean-to-me#403353
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15139-kind#403356
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15134-mefistofeles-e-a-nox




Moderator






PisanieTemat: Re: Opuszczone szklarnie   Pon Gru 18 2017, 19:33

Mefisto nie miał ulubionej pogody, a jednak ciągnęło go znacząco do bardziej zdecydowanych warunków atmosferycznych. Chętnie wylegiwał się w słońcu i lubił, gdy można było w końcu zrzucić grube płaszcze, tak nieprzyjemnie krępujące ruchy. Jednocześnie uwielbiał dreszcze przechodzące mu wzdłuż kręgosłupa, gdy zbłąkane płatki śniegu wpadały za futrzany kołnierz wojskowej kurtki. Nie narzekał, gdy biały puch pokrywał całą jego drogę i gdy przedostanie się parę metrów wprzód oznaczało walkę z mroźnym wiatrem. Nie powstrzymywało go to od błąkania się na zewnątrz - Mefisto nie był zwierzęciem domowym.
Dolina Godryka podobała mu się, ale tylko te obrzeża i rezerwat. Centrum miasteczka, alejka z rezydencjami... To było dla niego tak nadmuchane, jak wszystko w czarodziejskim świecie. O wiele więcej przyjemności sprawiało mu wędrowanie po wzgórzach czy polach, skręcanie zawiłymi ścieżkami i odkrywanie miejsc, których ludzka dłoń nie dotknęła. Wykorzystywał zatem takie okazje, jak ta, kiedy akurat jego szef poprosił o dostarczenie paczki do lokalnego sklepu ze zwierzętami. Skoro Nox nie musiał już wracać za ladę malutkiej menażerii, mógł poświęcić trochę czasu na błogie spacerowanie. Nim się zorientował, zawędrował całkiem daleko od centrum Doliny, po łydki brodząc w śniegu. Przy tych zakłóceniach jego magia nieźle kulała, toteż nie rzucał na ubrania żadnych zaklęć i doskonale czuł przemoknięty materiał mrożący jego skórę. Łagodne płatki śniegu teraz zaczęły zamieniać się w zamieć i Ślizgon doskonale wiedział, że powinien po prostu teleportować się pod bramy Hogwartu. Zaciągnął się z lubością mentolowym Wizz-Wizzem, dziękując w duchu za roztropność pod postacią zabrania mugolskiej zapalniczki. Odwrócił się z zamiarem teleportowania, gdy jego wzrok przyciągnęła czerwona plama na śniegu. Podszedł bliżej, krzywiąc się lekko, bo teraz śnieg wpadał mu prosto na twarz - szybko wypatrzył ślady prowadzące do jakiegoś starego budynku przypominającego szklarnię. Musnął opuszkami palców zaczerwieniony puch i bez zastanowienia podążył w tamtą stronę. Intuicja (a może po prostu szczęśliwy strzał?) podpowiadała mu, że tych zamazanych przez padający śnieg śladów nie pozostawiło zwierzę.
- Oh Dear - westchnął, zatrzaskując za sobą drzwi szklarni (poniekąd zrobił to wiatr, coraz bardziej szalejący w wichurze opanowującej spokojne okolice Doliny Godryka). Przemknął spojrzeniem po jasnowłosej postaci, unosząc lekko brew na widok zacięć na nogach. - Merlinie, a tobie co się stało? - Nie czekając na odpowiedź złapał dziewczynę pod ramię i pociągnął w stronę zawalonego starymi liśćmi parapetu, żeby nie stała na poranionych nogach. Przykucnął przed nią przygryzając papierosa, opierając stopę Gryfonki na swoim kolanie (i, na Merlina, musiałaby ciskać klątwami aby mu na to nie pozwolić). Musnął opuszkami palców materiał rozdartej nogawki dziewczyny, aby zatrzymać się dokładnie nad raną. - Boli? - Spytał bezczelnie, zerkając w błękitne tęczówki Blaithin z wyzywającym uśmieszkiem tańczącym na ustach.
Przesunął dłoń niżej, pociągając leciutko za materiał.

/Moje kostki dam potem!/

______________________


I'm at war with the world,
'Cause I ain't never gonna sell my soul.

WAŻNE!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Wyspa Skye, Szkocja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1277
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 1617
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13638-blaithin-astrid-dear
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13646-not-a-bad-girl
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13684-dziobek
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13647-blaithin-astrid-dear




Gracz






PisanieTemat: Re: Opuszczone szklarnie   Pon Gru 18 2017, 20:24

Dawno nie miała takiego pecha. Trafiła w śnieżycę do obcego miejsca, oczywiście nikogo nie informując dokąd idzie, a w dodatku pocięła sobie kostki tak, że już na pewno nie da rady wrócić. Teleportować się nawet nie próbowała, bo w obliczu słabo działającej magii miała wrażenie, że trafi do domu w kilku kawałkach. Drżała od zimna przez ten przeklęty śnieg, który dostał się chyba pod każdy odsłonięty skrawek ciała Blaithin. Zacisnęła zęby, bo przecież nie mogła się rozkleić, jak jakaś słaba dziewczynka. Znajdzie coś, czym sobie obwiąże nogi, wyśle patronusa z wiadomością do Leo albo przeczeka trochę i samodzielnie doczołga się do ludzi. Spróbowała pochylić się, żeby podciągnąć nogawkę, ale w tym samym usłyszała czyjś głos i trzask drzwiami.
Podskoczyłaby, gdyby nie fakt, że i tak ledwo stała. Otworzyła szeroko oczy, widząc Noxa. Naprawdę, wolałaby już chyba jakąś akromantulę... Wyprostowała się chwiejnie, powstrzymując głośne pociągnięcie nosem.
- Śledzisz mnie? - zapytała wrogo, a ręką wyczuła różdżkę ukrytą w rękawie. Zanim zdążyła ją wyciągnąć, żeby cokolwiek Ślizgonowi zrobić ten zbliżył się nagle. Cofnęła się, a fala paraliżującego bólu pomknęła od kostek aż do uda, sprawiając, że z ust Fire wymknął się cichy jęk. Czuła, że materiał spodni zahacza o drobne brzegi ran, drażniąc je jeszcze bardziej. Niedelikatne ruchy Mefisto nie pomagały.
- IDIOTO! - warknęła, odganiając się od rąk chłopaka, jak tylko mogła. Biła, szarpała się, ale tylko zwiększała przez to swoje cierpienie. Wściekła miała ochotę wykopać ten jego wilkołaczy tyłek za drzwi szklarni, gdy bezpardonowo znalazła się na starym, brudnym parapecie.
- Zostaw mnie albo pożAŁ! - krzyknęła, przerywając słowo w połowie. Złapała za nogę, która paliła żywcem. Dosłownie widziała, jak kapią z niej drobinki krwi. Jak tak dalej pójdzie to może zemdleć. W tamtej chwili czuła tak wielką złość, że w ogóle ośmielił się zbliżać i pchać do pomocy, podczas, gdy ona w ogóle jej nie potrzebowała, że Fire nawet nie zwracała uwagi na to, że Mefisto też potrafi być groźny. Ten prowokujący uśmiech przekroczył granicę i dziewczyna wierzgnęła nogą, uderzając go z buta najmocniej jak mogła w twarz. Musiała natychmiast się odsunąć, więc w połowie zeszła, w połowie spadła z parapetu. Pomimo okoliczności nie miała opóźnionego refleksu, więc wycelowała różdżkę w Noxa.
- Fervere Dolor - syknęła przez szczęki zaciśnięte z bólu, jaki wywołało kopnięcie. Nie żałowała. Podniosła się na łokciu, żeby móc lepiej celować w Ślizgona i obserwować efekt czarnomagicznego zaklęcia. I Merlin świadkiem, że nie chciała go przerywać.
- To cię w końcu nauczy... że mnie się nie dotyka? - powiedziała, ale poczuła, że robi jej się słabo i opuściła rękę. Oparła czoło o chłodną posadzkę szklarni i starała się oddychać głęboko. Chciała, żeby Mefisto wyszedł. Jego wtargnięcie tylko pogorszyło sprawę.

Kostka: 4
Punkty w kuferku:
• z czarnej magii - 20
Liczba możliwych przerzutów w wątku:
• wg statystyki z czarnej magii - 2
Wykorzystane przerzuty:
• wg statystyki z czarnej magii - 2

______________________


We drink the poison our minds pour for us and wonder


why we feel so sick
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Wyspa Jura, Szkocja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 18
Dodatkowo : Wilkołak
  Liczba postów : 493
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15136-mefistofeles-e-a-nox#403342
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15137-what-does-life-mean-to-me#403353
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15139-kind#403356
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15134-mefistofeles-e-a-nox




Moderator






PisanieTemat: Re: Opuszczone szklarnie   Pon Gru 18 2017, 21:45

Starał się tak nie przejmować zakłóceniami magicznymi, tak więc dalej całkiem optymistycznie korzystał z umiejętności teleportacji. Jakimś cudem nie przytrafiło mu się jeszcze nic tragicznego... A jednak gdy wpadł na Fire, to trochę pożałował podjętej decyzji odnośnie pozostania w Dolinie. Parsknął z niedowierzaniem na jej idiotyczne oszczerstwo.
- Tak, podążałem za plamami krwi - przytaknął bez zastanowienia. Nie był delikatny nawet gdy złapał ją pod ramię. Wbił mocno palce w jej mięśnie, nie pozwalając na wyrwanie się, na sięganie po różdżkę, na nic. Zamierzał pomóc, skoro jasnowłosa sama sobie nie radziła... Ale nie był osobą, która ugłaszcze i uspokoi.
- Czyli tak - podsumował, sekundy przed tym jak oberwał ciężkim butem w twarz. Sapnął cicho, lecąc do tyłu z nieprzyjemnym wspomnieniem bójki z Ezrą, rozbijającym się po głowie. Przetarł rękawem twarz, wyjątkowo nie znajdując zbyt wiele krwi, ale nie miał czasu na podniesienie się. W jego oczach błysnął gniew, tonący zaraz pod falą nieokiełznanego bólu. Nie przypominało to, o dziwo, zamknięcia w parzącej koszuli hogwarckiego mundurka - teraz całe jego ciało podrygiwało, lizane niewidzialnymi językami ognia. Mefisto zacisnął powieki mając wrażenie, że nawet gałki oczne go pieką, palą... Gdzieś podczas szamotania się na posadzce odnalazł swoją różdżkę, a jednak błahy pomruk (Finite?) nie przyniósł żadnego efektu. Zaklęcie w końcu przerwała Fire, a jęk chłopaka przerodził się stopniowo w pełen zmęczenia i niedowierzania śmiech. Wydawało mu się, że zdarzenie z Ezrą go uodporniło i choć czuł, że ciało ma rozpalone, to wiedział, że jego zasklepione rany nie zostały ponownie otwarte. Ślizgon dalej z podłogi machnął ledwie zauważalnie różdżką, celując w Blaithin.
- Solvitomnia - wykrztusił, nie przestając się uśmiechać. Powoli wstał, obserwując Gryfonkę. Potrzebował chwili na opanowanie oddechu i upewnienie się, że już wszystko w porządku. - Nie, skarbie. To mnie tylko zachęci - dodał, zabierając różdżkę tkwiącej pod urokiem dziewczyny (patyk wylądował w wewnętrznej kieszeni kurtki, tuż przy kryształowej broszce), aby więcej jej do głowy nie przyszły podobne głupoty. Zdjął czar popychając Dearównę ponownie na parapet, ale teraz już nawet nie stracił sekundy na wahanie się co zrobić. Nie chciał, żeby mu tu zemdlała... Pewnym, acz zaskakująco delikatnym i ostrożnym ruchem, podwinął nogawki jej spodni i odsłonił rany. Zdjął swój szmaragdowy szalik z miękkiego (niewełnianego) materiału i rozerwał go na pół, tylko trochę krzywiąc się na widok rozdartych nici.
- Zranione zwierzę zawsze jest nieznośne, nie martw się - mruknął, obwiązując najpierw jedną kostkę Fire, a zaraz potem drugą, tamując krwawienie przynajmniej trochę. Odsunął się z ciężkim oddechem, dalej wstrząśnięty mrowieniem, które nie chciało opuścić jego ciała. Pewnie nie powinien jej pomagać, ale na Merlina - lubił mieć dłużników, nie lubił zostawiać trupów. Zerknął na swoje dłonie, umorusane krwią blondynki.


Dam potem, z laptopa - 1, potem 5 z przerzutem na 4

______________________


I'm at war with the world,
'Cause I ain't never gonna sell my soul.

WAŻNE!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Wyspa Skye, Szkocja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1277
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 1617
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13638-blaithin-astrid-dear
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13646-not-a-bad-girl
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13684-dziobek
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13647-blaithin-astrid-dear




Gracz






PisanieTemat: Re: Opuszczone szklarnie   Pon Gru 18 2017, 23:00

Nie mogła przypuszczać, że ktoś o tej porze również zapuści się w te rejony. Czego tu szukał Nox? Czy może rzeczywiście już wcześniej za nią podążał? Fire wcale by to specjalnie nie zszokowało. Był dziwnym człowiekiem z jeszcze dziwniejszymi skłonnościami.
Blaithin nie przeszkadzała brutalność, bo daleko jej było do delikatnych dziewczyn, które po takim mocniejszym uścisku Noxa byłyby już w siniakach. Przeszkadzało jej to, że uznał, że nie musi jej pytać o zdanie, a narzucania się z pomocą nie trawiła. Gwałtowna bliskość sprawiała, że Gryfonka działała instynktownie, próbując wyrwać się napastnikowi. Natomiast Nox powinien wiedzieć o tym, że nie będzie bierna, a tym bardziej nie da grzecznie o siebie zadbać.
Dopiero po kopnięciu chłopaka w twarz uświadomiła sobie, że celować powinna w ramię, gdzie widziała wcześniej skrawki bandażu pod szatą. Nie wiedziała jednak, czy walka się rozpęta, ale jeśli tak to zanotowała ten słaby punkt. Czarna magia wymagała chęci zrobienia komuś krzywdy, a Fire kierowana wściekłością miała okrutną ochotę zmusić Mefisto do błagania o koniec, do skamlenia. I może zatraciłaby się w tym zaklęciu, które tak ciężko było po prostu przerwać, bo czarny bez sam ciągnął wręcz rękę dziewczyny. Gdyby nie nagłe osłabienie, które dopadło drobny organizm Blaithin. Musiała odrobinkę odpocząć, zaledwie na moment pozwolić sobie na przymknięcie powiek, ale to okazało się błędem.
A Nox się śmiał?
Ledwo mogła uwierzyć w to, że sama została potraktowana równie nieprzyjemnym i bolesnym zaklęciem. Fire w pierwszym odruchu myślała, że zacznie miotać się podobnie, jak Nox po podłodze szklarni, ale ogarnął ją paraliż. Wciągnęła gwałtownie powietrze do płuc, które przebijały maleńkie ostrza. Skulenie się i schowanie głowy w ramiona nie pomogło. Tortury spowodowane wrażeniem, że każdy skrawek jej ciała cięty jest skalpelami na kawałki sprawiały, że chciała wyrwać sobie włosy z głowy. Przestań, przestań, PRZESTAŃ. Powtarzała sobie, że te obrazy, które widzi są nieprawdziwe. Przecież znała zaklęcie, wiedziała, że ból jest wyimaginowany.
Walczyła z tym, ale Fire zdawało się, że minęło kilka bardzo długich minut zanim Nox ściągnął czar. Jak z oddali dotarło do niej, że chyba coś mówił w międzyczasie, ale w tamtej chwili uczucia złości czy nienawiści kompletnie się rozmyły. Zobaczyła swoje dłonie i zdziwiła się, że tak bardzo drżą.
- T-ty... - wydusiła, nie rozumiejąc po co znowu ją podnosi. Każdy normalny człowiek wyszedłby i miałby gdzieś to, co się stanie dalej z Blaithin. Albo wręcz upewniłby się, że nie będzie mogła stąd wyjść. Wsparła się o boczną ścianę przy parapecie, odkrywając, że mięśnie wcale nie osłabły jej tak bardzo, jak myślała. Po prostu wciąż w głowie miała echo tnących ją ostrzy. Jedno z paskudniejszych zaklęć, ale niegroźne. Mefisto doskonale wiedział, co wybrać.
- Nox - zaczęła cicho, krzywiąc się, gdy podwijał jej nogawki. Położyła dłoń na jego nadgarstku, chcąc go odciągnąć, ale to była jedynie marna próba. Zauważyła minę chłopaka, gdy patrzył na swój porwany szalik i nagle ją to rozbawiło. Po co, po co to robisz? Odchrząknęła, nie mogąc pozbyć się specyficznego uczucia na całym ciele, jakie pozostawiała czarna magia. - Skazałeś się właśnie na dł... - przypomniała sobie, że przecież ma do czynienia z Mefisto. - krótką i bezbolesną śmierć...
Patrzyła na własną, czystą krew, która musiała drażnić nozdrza wilkołaka. Najwidoczniej żadnym sposobem nie mogła go odciągnąć od tego bandażowania.
- Nieznośne? Ał, uważaj. - odzyskiwała swój normalny, szorstki ton. Poruszyła się niespokojnie, nadal niezorientowana, że nie ma przy sobie różdżki. - Nie prosiłam o to, żebyś tu wparował. Co jest z tobą nie tak, Nox? Próbujesz grać dobrego, miłosiernego Ślizgona?
Zirytował ją ten popis... czego? Bohaterstwa? Nawet nie umiała określić tego, co tu się wydarzyło. Wiedziała tylko, że rzucił na nią dotkliwe zaklęcie. Fire nie znała pojęcia wdzięczności ani nawet nie myślała o tym, że posiada jakikolwiek dług. W tamtej chwili zastanawiała się, czy nie powinna Mefisto po prostu znienawidzić.

______________________


We drink the poison our minds pour for us and wonder


why we feel so sick
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Wyspa Jura, Szkocja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 18
Dodatkowo : Wilkołak
  Liczba postów : 493
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15136-mefistofeles-e-a-nox#403342
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15137-what-does-life-mean-to-me#403353
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15139-kind#403356
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15134-mefistofeles-e-a-nox




Moderator






PisanieTemat: Re: Opuszczone szklarnie   Wto Gru 19 2017, 00:05

Kolejne drgnięcie przypomniało mu o bolesnym efekcie zaklęcia Fire, ale Mefisto nie poddawał się tak łatwo - już nie. Fakt faktem nigdy nie błagał o pomoc, o przerwanie swojego cierpienia i przyniesienia ukojenia w dowolnej postaci. Nox potrafił jedynie prosić i skończenie wszystkiego, o śmierć, ale nie był teraz tak osłabiony jak wtedy, gdy Clarke postanowił popisać się zdolnościami magicznymi. Ślizgon mimowolnie porównywał te dwie sytuacje, odnajdując coś podobnego w walce pomiędzy dwiema osobami o skomplikowanych relacjach, kopnięciu w twarz i bolesnym zaklęciu przypominającym palenie żywcem. Potrafił się śmiać, choć ból w ostatniej sekundzie przed zdjęciem uroku zdawał się już przełamywać barierę wybudowaną w umyśle chłopaka. W tych dreszczach dalej wstrząsających jego ciałem znalazł coś przyjemnego, coś masochistycznie cudownego. Nie miał czasu na napawanie się tym, jak sparaliżowana została Gryfonka - jego zaklęcie było jedynie odbiciem, informacją, że wcale nie może sobie na tak wiele pozwalać. Jeśli liczyła na to, że ot tak zniesie wszelkie poniżenia... myliła się. Jednocześnie popychając ją na parapet musiał przyznać, że była w tym nuta podziwu i szacunku, która nagle rozbudziła się w nim względem Dearówny. Nie była amatorką ciskającą Drętwotami na prawo i lewo. Była godnym przeciwnikiem.
- Słucham cię, skarbie - zapewnił Fire dość lekceważącym tonem, koncentrując się na ranach pokrywających jej nogi. Parsknął z rozbawieniem na tę rozkoszną groźbę i zerknął w górę, aby dziewczyna dostrzegła w jego oczach, jak bardzo się tym nie przejmował. Chwilę obserwował, czy ciepła ciecz nie przesiąka przez szalik, ale chyba jego próby pomocy przynajmniej trochę skutkowały. W zupełnym odruchu przytknął do ust kciuk, na którym spoczywała pojedyncza kropla krwi Fire - ominął skrzętnie jej wzrok, na swój sposób rozkoszując się gorzkawym smakiem z metaliczną nutą.
- Jeśli wszyscy, których tak cudownie się męczy, po prostu zginą... To gdzie tu zabawa? - Odsunął się powoli i przysiadł na czymś, co kiedyś było ławką, a teraz pozostawało jedynie strzępkami. Wytarł resztę krwi Blaithin w swoje ciemne spodnie i przeciągnął się leniwie, poprawiając uwierające go w nadgarstki bandaże wyglądające spod rękawów kurtki. - Myślałem, że przeczekam śnieżycę i najwyżej poratuję jakiegoś zmasakrowanego króliczka. Nie bierz tego do siebie, po prostu jakbyś się tu wykrwawiła, a ja zostawiłbym po sobie ślady... - Zacmokał z dezaprobatą. Nie nadstawiał karku, miał z Ministerstwem Magii na pieńku i bez tego typu podpadowych akcji. W szklarni faktycznie było trochę cieplej, a może Mefisto dalej pozostawał rozpalony po zaklęciu? Rozpiął kurtkę i rozchylił nieco jej poły, wyciągając ciemną różdżkę należącą do Gryfonki. Obrócił ją w palcach, mrugając wesoło do dziewczyny. Mogła próbować mu ją wyrwać, ale raczej nie byłaby w stanie prześcignąć jego refleksu - siłowe zagranie mogłoby jedynie poskutkować zniszczeniem różdżki. Musiała zaczekać, aż dobrowolnie zwróci jej własność. - Śliczniutka.

______________________


I'm at war with the world,
'Cause I ain't never gonna sell my soul.

WAŻNE!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Wyspa Skye, Szkocja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1277
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 1617
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13638-blaithin-astrid-dear
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13646-not-a-bad-girl
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13684-dziobek
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13647-blaithin-astrid-dear




Gracz






PisanieTemat: Re: Opuszczone szklarnie   Sro Gru 27 2017, 00:57

Gdyby nie skupiała prawie całej swojej uwagi na paraliżujących ostrzach, które tak dotkliwie wbijały się w skórę, mięśnie i kości, mogłaby zaczerpnąć większą satysfakcję z tego, jak potraktowała Mefisto. W gruncie rzeczy, tego typu sprawianie cierpienia innym ludziom nie było najwyższych lotów przyjemnością. Porównałaby to bardziej do chwilowego zaspokojenia pragnienia odegrania się na kimś, wyładowania swojego gniewu i frustracji. Ale potem czuła do siebie samej niechęć.
Teraz też czuła niechęć, bo była tak bezsilna. A cały czas obiecywała sobie, że nigdy więcej nikomu na to nie pozwoli. Nox rozbudził w Blaithin wspomnienia o innych momentach, kiedy musiała znosić efekty czarnej magii na własnej skórze. I zdecydowanie nie zamierzała mu za to dziękować. I gdyby nie była tak bardzo wybita z rytmu, a do tego obolała od ran na nogach, na pewno dałaby mu o tym znać natychmiast.
- Jesteś odrażający. - rzuciła, kiedy posmakował jej własnej krwi. Nie lubiła tej jego pieprzonej nonszalancji. Nie lubiła tego, jak lekceważąco ją traktował. W tamtej chwili niczego w nim nie lubiła. A najbardziej tego, że przez to wszystko wydawał się taki pociągający, jak nigdy. Podciągnęła nogi do siebie, powstrzymując syknięcie, gdy znów doznała przelotnego wrażenia, że ktoś wbija miniaturowe nożyki w jej ciało.
- Nie wszystko musi się kręcić wokół zabawy. - powiedziała, obserwując każdy ruch Ślizgona. Z trudem powstrzymywała ochotę, żeby zerwać ten szalik i rzucić go w twarz ciemnowłosemu. Albo go nim udusić. - Przyjdzie czas, kiedy ci to uświadomię. Ale wtedy będzie już za późno na zrozumienie lekcji i wyciągnięcie wniosków.
Mówiła wszystko poważnym tonem, więc spodziewała się jakiegoś wybuchu śmiechu. Ale naprawdę, nikt kto śmiał na nią podnieść różdżkę w taki sposób nie mógł liczyć na to, że nie pożałuje.
- Każdy ślepy wiedziałby, że to nie sprawka wilkołaka, więc przestań chrzanić. Nawet Ministerstwo nie jest tak sprytne, żeby powiązać cię z taką sytuacją. Jeśli zechcę się wykrwawić to masz mi w tym nie przeszkadzać, rozumiesz? - zacisnęła dłonie na parapecie. Pomaganie innym było bardzo drażliwym tematem dla Blaithin. Z jednej strony chciała to robić, z drugiej wprost nienawidziła, gdy ktoś pomagał jej. Później pozostawało to poczucie niespłaconego długu i świadomość, że nie było się wystarczająco dobrym, żeby poradzić sobie samodzielnie. Przecież nie wykrwawiłaby się, znalazłaby coś, żeby zatamować krew, poczekałaby...
Różdżka przynosiła spokój i ukojenie, więc nic dziwnego, że zdążyła się tak rozzłościć, skoro jej przy sobie nie miała. Kiedy to sobie uświadomiła, poczuła mocne ukłucie niepokoju. Wzrokiem powędrowała do klatki piersiowej Mefisto, gdzie odnalazła i różdżkę, i specyficzną kryształową broszkę. Coś wręcz przyciągnęło do niej wzrok Fire na dłużej niż powinno. Niemniej jednak, znacznie ważniejszy był czarny bez, którego właśnie profanowały palce chłopaka.
- Nox, Nox, Nox... - uśmiechnęła się krzywo, tuszując wewnętrzną panikę. Ześlizgnęła się z parapetu powoli, ostrożnie badając jak bardzo boli stawianie kroków. Nie było przerażająco źle. Podpierając się jedną ręką o ścianę, podeszła do Mefisto, zatrzymując się niedaleko i wyciągając rękę do góry wewnętrzną stroną. Dziwna chęć zbliżenia się i przyjrzenia z bliska twarzy chłopaka wygrywała z niechęcią. - Nie prowokuj mnie. Mam poprosić?

______________________


We drink the poison our minds pour for us and wonder


why we feel so sick
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Wyspa Jura, Szkocja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 18
Dodatkowo : Wilkołak
  Liczba postów : 493
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15136-mefistofeles-e-a-nox#403342
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15137-what-does-life-mean-to-me#403353
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15139-kind#403356
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15134-mefistofeles-e-a-nox




Moderator






PisanieTemat: Re: Opuszczone szklarnie   Sro Gru 27 2017, 01:31

Nie kłamał gdy mówił, że jej słucha. Mefisto mógł się krzątać, mógł mieć najbardziej lekceważący wyraz twarzy na świecie, ale zawsze słuchał. Obserwował, o ile tylko mógł - teraz trochę pomijał mimikę Gryfonki, skoncentrowany bardziej na swoich prowizorycznych opatrunkach. Domyślił się, że powinni jak najszybciej stąd zniknąć, przenieść się do skrzydła szpitalnego, a najlepiej w ogóle do Munga. Nie był znawcą, magię leczniczą znał jedynie z autopsji, a bardzo często był w stanie zbyt ciężkim, aby interesować się poczynaniami magomedyków.
Uśmiechnął się szeroko, powstrzymując śmiech. Odnalazł niebieskie tęczówki Fire, w których doszukiwał się tej grozy mimowolnie pojawiającej się w poważnych słowach.
- Czy to źle, że nie mogę się doczekać? - zapytał, pół-żartem a pół-serio. Nie dodał nic więcej w tym temacie, wzruszył ramionami na wzmiankę o wilkołaku. Pewnie, że nie. To byłyby ślady jego, ale niestety w ludzkiej formie. To wcale nie przeszkadzało Ministerstwu w wymyśleniu czegoś tak durnego, jak cały spisek przeciwko komukolwiek. Pokiwał głową potakująco, zapewniając Blaithin, że w próbach samobójstwa jej nie przeszkodzi. Nie mógł nic poradzić na to, że lubił mieć dłużników. Wyrzuty sumienia robiły swoje - potrafiły niesamowicie wpłynąć na ludzką psychikę. Mefistofelesowi o wiele łatwiej było zaufać komuś, kto czuł się wobec niego jakoś zobowiązany. Zerkał na Fire, bawiąc się jej różdżką. Nie pokazywała strachu, ani nawet irytacji... czuł jednak, że jest wybita z rytmu. Przed chwilą jeszcze nie wiedziała, że brakowało jej tego patyczka, a teraz jej przejrzyste oczy zabłysnęły znacząco. Nie był pewien, co w ogóle chciał osiągnąć, tak się z nią drocząc. Początkowo planował tę różdżkę oddać, bez żadnych gierek. Teraz, kiedy się zbliżyła, kiedy poprawiając kurtkę zahaczył palcami o broszkę...
Broszka.
Próbował rozpracować działanie tego drobiazgu, który zdawał się tak dziwnie wpływać na ludzi z jego otoczenia. Mefisto nie miał ostatnio głowy do próbowania, do sprawdzania i testowania. Przeglądał jedynie stare zapiski ojca, szukał wzmianek w książkach, czytał o zaklęciach i klątwach. Nie był wcale zbyt dobry z prowadzenia takiego dochodzenia, zdecydowanie bardziej wolał sprawdzenie w praktyce. Miał pewną teorię.
- Śmiało, poproś - zachęcił jasnowłosą, rozpinając kurtkę do końca i pozwalając, aby rozchyliła się w pełni. Jego gesty były w pełni naturalne, gdy tak machał zaczepnie różdżką dziewczyny, ściągając jej uwagę coraz bardziej w okolicę przypiętej do piersi broszki. W końcu opuścił różdżkę, biorąc głębszy wdech i uśmiechając się pod nosem. - Albo może zrób coś, co mnie przekona? - Zaproponował tonem nieco niższym niż zwykle. Przesunął koniuszkiem języka po dolnej wardze, żeby zaraz pochwycić zębami tkwiący w niej kolczyk i pociągnąć za niego leciutko. Wypuścił drżący oddech, wyzywająco patrząc dziewczynie w oczy i nie przestając się tak bezczelnie uśmiechać. Chwycił jej wyciągniętą dłoń i przyciągnął Dearównę do siebie, dość ostrożnie, aby gwałtowny ruch nie wywołał u niej rozpraszającej fali bólu. Teraz liczyły się tylko zielonkawe oczy Mefisto, utkwione w niej jak w przyszłej zdobyczy; unosząca się odrobinę zbyt szybko klatka piersiowa, powodująca migotanie kryształowej broszki; głos przypominający pomruk, który tak kusił. - Zaskocz mnie. - Pozwolił, aby jego usta opuściło tkliwe westchnięcie, gdy w pełni poddał się grze, której zasady dopiero rozpisywał. Nie wiedział, jaką formę przybierało zwycięstwo.

______________________


I'm at war with the world,
'Cause I ain't never gonna sell my soul.

WAŻNE!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Wyspa Skye, Szkocja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1277
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 1617
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13638-blaithin-astrid-dear
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13646-not-a-bad-girl
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13684-dziobek
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13647-blaithin-astrid-dear




Gracz






PisanieTemat: Re: Opuszczone szklarnie   Sro Gru 27 2017, 02:19

- Tak, to źle. - potwierdziła, mrużąc oczy. Może i była niepozorna z wyglądu, ale przecież udowodniła mu, że zna się na rzeczy. Nie wiedziała, gdzie leżała granica za którą należało się posunąć, żeby Mefisto złamać. Ale kusił, żeby to zbadać. Fire musiała chyba przyzwyczaić się do tego specyficznego podejścia do życia. Zresztą, czy ono miało jakąkolwiek wartość dla Ślizgona? Rzekomo dla Blaithin - nie, ale ilekroć znajdowała się w sytuacjach, gdzie mogła zginąć, instynkt przetrwania za wszelką cenę zwyciężał wszystko.
Różdżka była wszystkim. Nieważne jakim sposobem ani za jaką cenę, ale Fire musiała ją odzyskać. Nox nie mógł wyczytać z twarzy dziewczyny, jak niezmiernie ważny był dla niej ten "patyczek". Specjalnie udawała rozluźnioną, chociaż... to ta broszka też wpływała na dziewczynę po tym, jak się zbliżyła i zobaczyła ją w pełnej krasie. Spojrzenie błękitnych tęczówek co jakiś czas do niej powracało.
- Groziłam ci przed chwilą. - przypomniała i machnęłaby krótko ręką, gdyby nie to, że została szybko przyciągnięta.
Zupełnie naturalnym i swobodnym odruchem było oparcie rąk o umięśnione ramiona chłopaka. Gwałtowne gorąco ogarnęło Fire, jak gdyby nagle szalejąca poza szklarniami śnieżyca w ogóle nie istniała. Potrzeba poczucia oddechu Mefisto na własnej skórze, posmakowania tych niezwykle irytujących ust, zatracenia się w jego oczach, które szalenie kusiły... zamroczyła umysł Blaithin, odpychając wszelką nienawiść i pogardę, którą zdążył w niej wzbudzić. Czuła podświadomie, że to efekt działania magii, ale nagle zechciała zepchnąć tę myśl na drugi plan. Nox zastawił na Fire pułapkę, a ona powoli, grzecznie, krok za krokiem, dawała się w nią złapać.
I podobało jej się to.
Zadrżała mimowolnie, gdy pomruk Mefisto tak subtelnie popchnął ją do działania. Coś mówiło Blaithin, że absolutnie nie powinna tego robić, ale pochyliła się nad Noxem. Pozwoliła, żeby włosy połaskotały szyję chłopaka, a zaraz później oderwała wzrok od fascynującej broszki, żeby przenieść go na usta Ślizgona.
- Proszę? - szepnęła niemal niesłyszalnie, a przyćmiony umysł Gryfonki praktycznie nie zarejestrował tego, że w ogóle wypowiedziała to znienawidzone słowo. Wciągnął ją do gry, którą zamierzała wygrać. Miała wrażenie, że usiadła mu na kolanach, ale to nie miało większego znaczenia, bo w przypływie, kiedy odzyskała własny rozum uświadomiła sobie w pełni, że coś na nią silnie oddziałuje. Przymknęła oczy, mijając się wargami z ustami Mefisto o zaledwie milimetry. Musnęła linię żuchwy Ślizgona, dłonią przesuwając po ramieniu, które trzymało jej różdżkę.
Pocałowała szyję, nie mogąc się przed tym powstrzymać, żeby zaraz potem skraść kolejne delikatne muśnięcia. Nie było w tych ruchach ani odrobiny pośpiechu. Tchnęły chłodnym spokojem, którym chciała go rozdrażnić. Zresztą, to i tak była jedynie gra. Palcami przeciągnęła po zabandażowanym ramieniu Mefisto, docierając do upragnionej zdobyczy.
Nie odrywając się od znaczenia skóry Mefisto śladami własnych ust, przyciągnęła różdżkę do jego szyi, identycznie jak wtedy w Zakazanym Lesie, wbijając ją nieco głębiej niż powinna. Ale nie przestawała. Ciągnęła ich grę, całując szyję chłopaka żarliwiej. Namiętniej. Bo kiedy znów zawisła nad ustami Noxa z przyspieszonym oddechem, w drugiej dłoni trzymała odpiętą broszkę. Przyłożyła do niej różdżkę, odsuwając się na odległość, która nie sprawiała, że ciężko było dobrać logiczne myśli.
- Nie ruszaj się, bo zamienię ją w proch. - powiedziała nieco zachrypniętym z nagłych emocji głosem. Kiedy zniknęła otoczka magii wokół Noxa, poczuła się... dziwnie. Planował Fire wykorzystać czy może powstrzymałby ją, gdyby zabrnęła zbyt daleko? Nie wiedziała, czy chciałaby to sprawdzić. - Powiedz mi, Mefisto... Czemu tak bardzo lubisz mnie testować?
Skrzywiła się, zaciskając palce na drogiej i potężnej ozdobie. Po co w ogóle nosił coś takiego? Blaithin nie była zabawką Ślizgona i coraz mniej podobało jej się to, na co sobie pozwalał.

______________________


We drink the poison our minds pour for us and wonder


why we feel so sick
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Wyspa Jura, Szkocja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 18
Dodatkowo : Wilkołak
  Liczba postów : 493
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15136-mefistofeles-e-a-nox#403342
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15137-what-does-life-mean-to-me#403353
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15139-kind#403356
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15134-mefistofeles-e-a-nox




Moderator






PisanieTemat: Re: Opuszczone szklarnie   Pon Sty 08 2018, 12:39

Życie nie miało wcale wielkiej wartości dla Ślizgona. Było tylko kolejną rzeczą, którą otrzymał bez wyrażania chęci - nie potrafił jednak podjąć decyzji odnośnie tego, czego chce. Tak naprawdę po prostu czekał aż coś rozbudzi jego pragnienie dalszej walki, bądź zmusi do zakończenia starań. Obie opcje niesamowicie mu pasowały. Ani do tego, ani do tego, wcale nie zachęcał swojej obecnej towarzyszki; nie sądził, żeby była dobrą osobą na udowadnianie mu czegokolwiek. Nie znała go na tyle dobrze.
- Tak, wiem - przytaknął, bo groźby nieszczególnie na niego działały i po prostu się nimi nie przejmował. Plan miał zupełnie nieprzemyślany i zdał się mocno na intuicję, testując limity zarówno Gryfonki, jak i swojego tajemniczego artefaktu przypiętego do piersi. Wiedział, że warto się wycofać w momencie, w którym usłyszał cichutką prośbę, tak grzeczną i wymuszoną jego słowami. Pozwolił jednak aby nagle pojawiła się między nimi tak dziwna bliskość i nie zareagował, gdy pierwszy raz poczuł miękkie wargi dziewczyny na swojej szyi. Dla niego to był test, tak więc pozostawał czujny - nie przeoczył żadnego muśnięcia, nie zignorował gestu odebrania różdżki (zresztą sam ją puścił, pozwalając na to). Westchnął z zadowoleniem, choć ciężko stwierdzić czy wywołały to pieszczoty, czy też zaradność panny Dear. Jego serce zabiło niespokojnie, gdy wyczuł jak dziewczyna sięga po broszkę, ale pozwolił jej odpiąć ozdobę i jedynie czekał. To było ciekawe - Ezra również sięgnął do przedmiotu, choć nie odpiął go, jak gdyby bardziej poddając się urokowi. Być może to zaangażowanie Mefisto miało znaczenie? Wtedy był bardziej zdenerwowany i zagubiony, teraz zachowywał trzeźwość umysłu. Nie karmił kryształowej broszki emocjami.
- Musisz się nauczyć, że grożenie mi niewiele daje - uśmiechnął się krzywo. Postawę miał dalej tak samo rozluźnioną, gdy niedbałym spojrzeniem obrzucał ozdóbkę. Blaithin nawet nie wiedziała co ściągnęłaby na siebie, gdyby ten przedmiot zniszczyła. - Nie bierz tego do siebie, skarbie. Wszystkich lubię testować - wyjaśnił krótko. Coś szarpnęło go dziwnie za nogę, toteż Mefisto zerknął na posadzkę szklarni, szukając jakiegoś niesfornego korzenia bądź gwoździa wystającego ze starej ławki; zamiast tego dostrzegł pnącze otulające jego kończyny coraz ciaśniej. W idiotycznym odruchu spróbował się wyszarpnąć, ale to skończyło się tylko sfrustrowanym sapnięciem, gdy diabelskie sidła błyskawicznie pochwyciły go o wiele mocniej.
- Widzisz? Po co groźby, skoro czyny są lepsze... - wysapał, aby potem zacisnąć zęby z całej siły i zdusić jęk, bo nieskoordynowanymi ruchami sprowokował roślinę. Poczuł jak jedno pnącze zaciska się mocniej na jego klatce piersiowej i przymknął powieki, rozkoszując się wibrującymi przez jego ciało chrupnięciami. Był pewny, że przynajmniej dwa żebra ucierpiały w tym idiotycznym wypadku.
Szkoda, że oddał jej tę różdżkę.


3 i 1

______________________


I'm at war with the world,
'Cause I ain't never gonna sell my soul.

WAŻNE!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Opuszczone szklarnie   

Powrót do góry Go down
 

Opuszczone szklarnie

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Opuszczone laboratorium
» Stare Opuszczone Mieszkanie
» Sala treningowa
» Opuszczony dom
» Opuszczony dom nad moczarami

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
Dolina Godryka
 :: 
Okoliczne tereny
-