IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Polana przy cmentarzu

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 28
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 206
Dodatkowo : animagia (jaguar)
  Liczba postów : 105
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12496-iridion-coma#336839
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12499-we-don-t-have-to-make-friends#336859
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12500-puszczyk-mszarny-iridiona#336861
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12507-iridion-coma#337073




Gracz






PisanieTemat: Polana przy cmentarzu   Sro Kwi 20 2016, 16:24


Polana przy cmentarzu

Miejsce przesycone magią i tajemnicami. Już od wieków o tym miejscu krążyły legendy jednak niewielu czarodziei w nie wierzyło. Owszem zawsze zdarzali się śmiałkowie, którzy o zmroku przychodzili na cmentarz by szukać szczęścia lecz niewielu z nich wróciło z owego miejsca bez szwanku. Na polanie czasem widywano stada jednorożców, a czasem ci, którzy zostali naznaczeni piętnem śmierci kogoś bliskiego widywali też testrale. Jednakże ci, którzy znali tajemnice owego miejsca mówili, że w tym miejscu Celtowie chowali swoje skarby i cenne artefakty. Dlatego młodzi i dorośli czarodzieje mieszkający w Dolinie zawsze szukali bogactwa i sławy. Jednak to miejsce owiane legendami zawsze będzie przyciągać rządnych przygód czarodziei.

Uwaga!
Wchodzisz tu na własną odpowiedzialność! Kostki, które tu wyrzucisz mogą ci dać bardzo duży potencjał magiczny, niesamowite przedmioty itp. Jednak możesz też zachorować na nieznaną chorobę, poważnie się poranić lub stracić dużo pieniędzy.
Zanim rzucisz kostką, upewnij się, że znasz zasady wynikające z rzutu.


1 - spacerując nocą po Dolinie zauważasz na polanie pięknego ogiera jednorożca. Zwierzę stoi spokojnie, obserwując każdy twój ruch. Jednakże możesz zauważyć, że koń jest podenerwowany. Co jakiś czas grzebie kopytem w ziemi, targa łbem lub też kładzie po sobie uszy. Jednak ty uważasz, że poradzisz sobie z ułaskawieniem tego stworzenia. Podchodzisz bliżej do jednorożca lecz zwierzę cały czas jest nieufne. Zaczyna stawać dęba i wierzgać przednimi nogami. Dopiero teraz zaczynasz się zastanawiać co zrobiłeś.
Kostki dla Mężczyzn:
 
Kostki dla Kobiet:
 
2 - obudziłeś się o północy słysząc na dworze jakiś cichy płacz. Zacząłeś szukać jego źródła jednak w pobliżu twojego domu nic nie znalazłeś. Ubrałeś się więc i wyszedłeś na zewnątrz. Kierując się dźwiękiem szedłeś przez Dolinę i w końcu stanąłeś na polanie. Na jej środku unosił się duch dziecka. -Proszę nieznajomy, pomóż mi, a nagroda cię nie minie. – powiedziała zjawa i zaczęła się do ciebie przybliżać. Lekko zdenerwowany patrzysz na ducha i myślisz co zrobisz.
- Proszę pomóż. To nie zajmie ci dużo czasu. – poprosiła po raz drugi zjawa. Jednak ty dalej nie jesteś pewny. Jednak po chwili ruszasz za duchem na cmentarz i stajesz przed nagrobkiem owego dziecka. Zjawa uśmiecha się i czeka na twoją reakcję.

Kostki:
 
3 - od polany bije dziwny blask. Mami twoje oczy i przyzywa cię do tego by na nią wejść. Poddajesz się tej sile i idziesz do miejsca, od którego bije owo tajemnicze światło. To co tam znajdujesz przechodzi twoje oczekiwania. Stoisz u wejścia do jaskini, której możesz przysiąc nigdy wcześniej tu nie było. Wchodzisz do niej i rozglądasz się dookoła. W końcu udaje ci się zobaczyć dwie skrytki. Podchodzisz do nich i zastanawiasz się co tak naprawdę powinieneś zrobić. W końcu podejmujesz decyzję i wybierasz jedną ze skrytek.

Kostki:
 
4, 6 - wchodzisz na polanę wiedziony ciekawością i chęcią wzbogacenia się jednak choć chodzisz po niej kilkanaście godzin nic się nie dzieje. Nie znajdujesz niczego czy też nie spotykasz żadnej magicznej istoty. Zmęczony wracasz do domu, a jedyne czego się nabawiłeś to odciski na obu dużych palcach u nogi gdyż założyłeś bardzo niewygodne, nowe buty.

5 - wczesnym rankiem, gdy przechodzisz koło polany słyszysz za sobą dyszenie i powarkiwania. Odwracasz się jednak nic nie dostrzegasz. Idziesz dalej i po chwili znów słyszysz jakieś dźwięki. Czujesz jak twoja skóra zaczyna się pocić i przyśpieszasz kroku. Już prawie widzisz przed sobą miasteczko gdy nagle tuż przed tobą pojawia się psidłak. Widzisz, że zwierzę jest ranne i dość nieufne. Podchodzisz jednak do niego i łapiąc go zanosisz do kliniki weterynaryjnej by tam pomogli zwierzakowi. Stworzenie liże cię po twarzy, a ty otrzymujesz 1 punkt do Opieki nad Magicznymi Stworzeniami.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 25
Skąd : Marsylia, Francja
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 131
  Liczba postów : 107
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13629-josephine-leblanc
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13636-jose-zaprasza#362908
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13635-sowka-josephine-leblanc#362907
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13634-josephine-leblanc#362906




Gracz






PisanieTemat: Re: Polana przy cmentarzu   Nie Gru 25 2016, 00:47

Jedyny problem jaki miała ze skrzatem był taki, że teleportował ją chyba w omyłkową lokalizację. Zostawiając ją na jednym z nagrobków (idealne miejsce, dość sugestywne w jej stanie...), powrócił pod ratusz a ona, no cóż, chyba straciła przytomność. Nie wiedziała ile minęło czasu, nie miała bladego pojęcia gdzie się znajduje, jednak ocknęła się jak jeszcze było ciemno. Rany wymagały leczenia, ale sama nie była w stanie nic z nimi zrobić a przy okazji zdziwiła się, że nie dostała hipotermii. Była zmarznięta i obolała, chociaż teraz mogła się poruszyć. Rozglądając się wokół siebie prawie dostała zawału serca orientując się, że znajduje się na cmentarzu, ale jej serce przyśpieszyło kiedy usłyszała powarkiwanie. Koniec był bliski, jak mawiano.
Wyciągając różdżkę przed siebie próbowała skoncentrować się na źródle powarkiwania. Długo nie musiała czekać. Zwierzak pojawił się blisko niej, na tyle zresztą, że spokojnie mogła go dotknąć.
- No chodź, oboje potrzebujemy pomocy. Albo umrzemy tutaj razem - zwierz w końcu jakoś dał się złapać. Wyglądała teraz co najmniej jak potwór z horroru ze swoim pupilkiem. Przynajmniej nie miała oparzonej twarzy.

5 Rolling Eyes


Ostatnio zmieniony przez Josephine Leblanc dnia Nie Gru 25 2016, 01:00, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 37
Skąd : Irlandia
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 567
  Liczba postów : 209
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13194-nolan-torin-keane?nid=1#352819
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13197-nolan-torin-keane#352823
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13199-poczta-nolana#352826
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13200-nolan-torin-keane#352827




Gracz






PisanieTemat: Re: Polana przy cmentarzu   Nie Gru 25 2016, 00:58

Leżał, dość długo, mimo tego, że skrzat uwijał się przy nim jak w ukropie, biegał to za ziołami, jakie mogły rosnąć w tak ponurym miejscu, to przykładał dłonie w obolałe, oparzone miejsca, które bardzo uciążliwie się goiły. Nie pamiętał już ile razy budził się i ile razy zemdlał z bólu. Ocknął się dobrą chwilę po północy, a pierwsze co poczuł to chłód. Na ironię losu, dopiero mu było gorąco od ognia, a teraz był zziębnięty.
-Dziękuję ci Ogryzek - zwrócił się do skrzata i westchnął cicho rozglądając się za Jose. - A gdzie jest ona? - zapytał nie znajdując dziewczyny.
- Trochę dalej, Ogryzek chciał dobrze, ale ogień i... - zrobił pauzę i zawahał się. - I nie poszło wszystko wedle planu Ogryzka.. - mężczyzna uciął rozmowę gestem dłoni i ponaglił skrzata by pospieszył z konkretami.
- Kilkanaście metrów dalej, zaprowadzę Pana - odparł i zeskoczył z nagrobka. Szli długo, w mroku oświetlanym jedynie zaklęciem, o tej porze roku snuła się niesamowicie gęsta mgła, przez co nie można było dostrzec zbyt wiele.
- Jest tam! - wrzasnął skrzat i oboje puścili się pędem w kierunku dziewczyny. Nolan złapał ją za ramię chcąc spojrzeć jej w oczy. Chciał w nich widzieć, że wszystko jest w porządku, nie było.
- Ogryzek, musisz jej pomóc, przynajmniej prowizorycznie. Nie ruszaj się dziewczyno - nie miał zupełnie pojęcia jak ma na imię, lecz teraz to nie miało najmniejszego znaczenia. Skrzat ponownie zniknął w poszukiwaniu ziół, nakładał pasty na rany i leczył.
- Jak ci na imię? - zapytał w końcu zniecierpliwiony sytuacją w jakiej się znaleźli. Ktoś odpowie za tą nieudolną organizację festynu, narażenie ludzi.

6
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 25
Skąd : Marsylia, Francja
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 131
  Liczba postów : 107
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13629-josephine-leblanc
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13636-jose-zaprasza#362908
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13635-sowka-josephine-leblanc#362907
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13634-josephine-leblanc#362906




Gracz






PisanieTemat: Re: Polana przy cmentarzu   Nie Gru 25 2016, 01:08

Och. Ale Josephine wcale nie miała zamiaru nigdzie się ruszać. Zresztą, i tak nie za bardzo miała ochotę a poza tym towarzystwa dotrzymywał jej ranny pies, którego własnie głaskała po głowie. Obmyślała właśnie cudowny plan wydostania się stąd i zabrania przy okazji ze sobą towarzysza niedoli. Nie chciała go tu zostawić, nie miała do tego serca.
Kiedy usłyszała nawoływanie i w końcu światełko wymierzone prosto w jej twarz, odruchowo zasłoniła oczy ręką. Na polecenie Nolana parsknęła śmiechem.
- Jestem uzdrowicielem, wiem co mam robić - odparła machinalnie. Nie musiała chyba dodawać, że raczej nie powinna sobie sama leczyć tych ran - w końcu nie była żadnym Bear Gryllsem. Psidłak schował się za nagrobkiem, jednak Jose wciąż czuła jego oddech na swojej dłoni leżącej luźno na ziemi.
- Musimy teleportować się do Munga, a przy okazji zabrać psa - dodała szybko, spoglądając na Nolana. Poznawała Ministra z oparzeniami, otartymi dłońmi i kolanami od czołgania się, a w komplecie była cała z błota. Idealnie, tatuś byłby dumny ze swojej królewny.
- Josephine. Jak się czujesz? - wyjawiając nareszcie swoje imię przejęła obowiązki uzdrowicielskie. Sobą się nie przejmowała, bo ból jej nie przeszkadzał. - Te rany nie wyglądają za dobrze... - uniosła się nieco, jednak otarta dłoń w połączeniu z kamyczkami spowodowała, że syknęła, opadając z powrotem na tyłek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 36
Skąd : Eastleigh / Hereford / Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 5566
Dodatkowo : zaklęcia bezróżdżkowe, opiekun Gryffindoru
  Liczba postów : 1475
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5994-archibald-jeremiah-blythe
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5997-archowe
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5998-archibaldowa-poczta#170933
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7372-archibald-blythe#207289




Gracz






PisanieTemat: Re: Polana przy cmentarzu   Nie Gru 25 2016, 01:50

Wyznaczył bardziej kierunek niż konkretny cel teleportacji. Nie był w stanie myśleć wystarczająco logicznie, aby koncentrować się na bezpiecznym miejscu w Londynie, dlatego wyrecytował w myślach losowe współrzędne od ratusza. Cóż za wymowna lokalizacja. Cmentarz, choć jeszcze nie miał pojęcia, gdzie jest. Syknął, lądując na kamieniach, noga ugięła się pod nim i krwawiła w najlepsze, a on rozglądał się po ciemnościach, aż w końcu, niespodziewanie zgrabnym ruchem, cedząc słowo przez zęby, zaciśnięte z bólu, użył Lumosa. Jaskinia. Prychnął nieudolnie, wydając z siebie bliżej nieokreślony dźwięk. Spojrzał na skrzynie, które rzucały się w oczy tak samo, jak wyrwa w skałach - milion razy bardziej kusząca niż jakieś skarby, które mogły znajdować się we wnętrzach skrytek. Posiedział więc chwilę, dumając (głównie wiązankami przekleństw) nad swoim losem, festynem i idiotach, którzy mają w dupie bezpieczeństwo, po czym zrobił użytek z siły woli, uporu i idiotycznego przekonania, że poradzi sobie w życiu sam, samiusieńki. Czytaj - wstał i wyszedł. Nie chciał sprawdzać do której warstwy żywego mięsa rozpruł mu nogę rozgrzany kawałek metalu, ale smród oparzenia i krwi był nieznośny. Oczywiście nie poruszał się na niesprawnej nodze. Wyczarował sobie prowizoryczne kule. Wytoczył się przed jaskinię, ale za sobą usłyszał warkot, na który serce zareagowało momentalnie, przyspieszając. Obejrzał się nieporadnie, bo przecież musiał ocenić zagrożenie. Ponurak. Wiadomo, co zwiastował, ale Archibald nie należał do tych, co uciekają z krzykiem. Szczególnie na niesprawnych nogach. Prychnął więc poirytowany.
- Bierz mnie, skarbie - mruknął, wkurwiony (!), obracając się i kuśtykając na swoich trzech nogach do najbliższego nagrobka. - Bliżej śmierci, kurwa, nie będę - dorzucił pod nosem, siadając na płycie i po salwie syków, bo układał nogę aby móc zobaczyć swoje skaleczenie, odważył się spojrzeć na ranę. Aż go zemdliło, a naprawdę do delikatnych nie należał i nie bał się krwi. Zdawało się, że gdzieś tam prześwitywała kość. Nie miał pojęcia, jak to opatrywać. Choćby prowizorycznie. Odpłynął chwilę później i na Merlina, nie pytajcie, jakim cudem ocknął się później, słysząc głosy, a do tego podniósł się i przekuśtykał parę nagrobków dalej, do źródła. Nie wiedział, która godzina i szczerze mówiąc, spływało to po nim równo, ale krwi stracił na pewno sporo, bo czuł, jak cały organizm odmawia posłuszeństwa. Co śmieszniejsze, na głowie wciąż miał kapelusz, lekko przekrzywiony, ale na swoim miejscu. Osunął się bezsilnie, siadając na nagrobku obok Jose. Kule opadły obok, uderzając o kamień, a sam Blythe uniósł kapelusz, drżącą ręką, po czym z powrotem umieścił go na głowie.
- Uszanowanie, Panie Ministrze - rzucił uprzejmie, choć bardzo słabym głosem. Nie byłby jednak sobą, gdyby tak z miejsca przyznał się, że jest chujowo. - Witaj, Josephine.
- Idealny wieczór - skomentował, opierając się dłońmi o kamień, ale i te mu omdlewały, więc położył się, pozwalając głowie zwisnąć bezwładnie. Kapelusz spadł. Zimno. Boli. Kurwa.
- Jesteście cali? - zapytał ironicznie w przestrzeń, bo zdążył zauważyć, że nie są.

jakieś tam 3 i 5
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 37
Skąd : Irlandia
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 567
  Liczba postów : 209
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13194-nolan-torin-keane?nid=1#352819
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13197-nolan-torin-keane#352823
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13199-poczta-nolana#352826
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13200-nolan-torin-keane#352827




Gracz






PisanieTemat: Re: Polana przy cmentarzu   Nie Gru 25 2016, 02:04

Cała sytuacja zaczynała Nolana denerwować, mimo bólu jaki narywał co jakiś czas w prawym ramieniu. "Pieprzony cmentarz, pieprzony festyn."
- Skoro jesteś uzdrowicielką, to się wylecz, mniemam, że jesteś bardziej utalentowana magicznie niż Ogryzek, więc pewnie da się poprawić mój stan - przerwał na chwilę i usiadł obok niej na płycie. Ściągnął nadtopioną kurtkę i bluzę, koszulę zostawił. Nie był pewien, czy ściąganie jej razem ze skórą jest dobrym pomysłem.
- Jeśli zostało ci oczywiście mocy - spojrzał na rannego psiaka i skinął do skrzata, aby to nim się zajął w miarę możliwości i umiejętności. - Ta, Mung będzie dobrym pomysłem, ale musimy przynajmniej zatamować krwotok i zniwelować ból, by nie teleportować się precyzyjnie przeciętymi na pół - już przed oczyma miał tą ponurą wizję, gdy flaki wylewają się mu z brzucha, za raz za nimi treść żołądka i mózg.
- Psia mać - zaklął sam do siebie ewidentnie zdenerwowany zaistniałą sytuacją. Jako minister powinien zrobić więcej na tym festynie, teraz, mógł jedynie wyczarować kilka iskier z różdżki, prawie jak pierwszak.
- Idealny wieczór by zdechnąć - wycedził przez zęby gdy pojawił się Archibald. Od razu zwrócił uwagę na jego nogę.
- Na Merlina, co ci się stało? Z resztą nieważne, Jos, jeśli możesz zatamuj krwotok, zaraz się teleportujemy we trójkę, ale nie chcę by mu ta noga odleciała - a po dzisiejszym dniu liczył się z najgorszym, że noga Archiego postanowi zostać na cmentarzu. Zaśmiał się ponuro.
- Być jedną nogą w grobie, co nie Arch? - spojrzał na mężczyznę. - Słaby żart - poczekał spokojnie aż uzdrowicielka udzieli mu pomocy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 25
Skąd : Marsylia, Francja
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 131
  Liczba postów : 107
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13629-josephine-leblanc
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13636-jose-zaprasza#362908
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13635-sowka-josephine-leblanc#362907
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13634-josephine-leblanc#362906




Gracz






PisanieTemat: Re: Polana przy cmentarzu   Nie Gru 25 2016, 12:06

Józefinka doszła do wniosku, że po co ma płakać i krzyczeć, skoro teraz już nic to nie da. Zamiast tego podśmiewała się pod nosem, marudząc coś po francusku. Uznajmy, że po prostu była w szoku. Trochę się trzęsła z zimna, dlatego podciągnęła nogi pod klatkę piersiową nieco je obejmując. Jednak oparzenia dały o sobie znać, gdy tylko lekko ich dotknęła.
- Gdybym miała siłę, to bym to zrobiła. Ale jesteśmy w podobnym stanie, więc mogę nam tylko zaszkodzić, prawda? - westchnęła, odpowiadając na zarzut. Jasne, że mogła pomachać różdżką. Ale miała świadomość, że jest na tyle słaba, że wystarczy tylko minimalna pomyłka, błąd w wymowie zaklęcia, żeby zrobić sobie kuku.
Gdy nagle zza światów pojawił się obok niej Archibald, uśmiechnęła się szeroko a potem znowu zaczęła śmiać. Biedne, zestresowane dziewczę oparło nieco głowę o jego ramię. Ot, po koleżeńsku.
- Tylko kilka oparzeń. Ubrania nam z nimi mogą odejść w każdej chwili, ogólnie bawiliśmy się wyśmienicie - śmiejąc się cicho cały czas, spojrzała na Nolana, kiedy poprosił ją o uzdrowienie Archibalda. W końcu jednak pokracznie podniosła się, wyciągając różdżkę a potem w pełnym skupieniu załatała ranę na jego nodze, wymierzając potem w siebie i mężczyzn zaklęciem uśmierzającym ból.
- To działanie krótkotrwałe. Ale jak zaraz nie dostanę czegoś na uspokojenie, to zostanę na tym nagrobku. Od drugiej strony - ze śmiechu przeszła w skrajną panikę, chodząc nerwowo w kółko. Psidłak był w rękach skrzata, więc przestała się już o niego martwić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 36
Skąd : Eastleigh / Hereford / Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 5566
Dodatkowo : zaklęcia bezróżdżkowe, opiekun Gryffindoru
  Liczba postów : 1475
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5994-archibald-jeremiah-blythe
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5997-archowe
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5998-archibaldowa-poczta#170933
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7372-archibald-blythe#207289




Gracz






PisanieTemat: Re: Polana przy cmentarzu   Nie Gru 25 2016, 12:30

Ból cały czas promieniował, rozchodząc się echem po ciele w czymś, co przypominało drgawki, skurcze, nazywajcie jak chcecie - dobrze nie było. Archibald przez moment starał się wpatrywać w gwiazdy, wyszukując znajomych konstelacji, ale nie było wcale romantycznie, ani przyjemnie. Nie było nawet Irki, która mogłaby odciągać myśli.
- Nie będą musieli daleko targać ciał - zauważył neutralnie. - Zawsze we właściwym miejscu i czasie - dobrze się złożyło, że wyniosło ich wszystkich w jedno miejsce. Wzajemna obecność konkretnie ułatwiała sprawę, nawet jeśli wszyscy byli niezdolni do, chociażby, teleportacji. Archibald wysłałby patronusa, ale srebrzysta meduza miała w tej chwili małe szansę na dołączenie do ich świata.
Stłumiony śmiech, jakimś cudem sarkastyczny jak on sam, niósł się sekundę lub dwie po najbliższym otoczeniu - głośny nie był, ale na cmentarzu było przeraźliwie cicho.
- Wręcz przeciwnie, Keane - mówienie po nazwiskach chyba weszło mu w nawyk przez nauczanie. Zaśmiał się jeszcze krótko pod nosem, żeby stłumić jęk, który cisnął mu się na usta wraz z kolejną falą bólu. Westchnął zrezygnowany.
- Nauczyciel zaklęć i obrony przed czarną magią, pielęgniarka oraz Minister Magii, użyteczne z nas ścierwa - burknął, wypominając sobie kolejny raz nieuwagę. Nie miał nawet okazji skorzystać ze swoich umiejętności. Skupiał się znowu na absurdalnych reakcjach ciała, kiedy poczuł, że ból ustaje. Podniósł się, wciąż z niemałym wysiłkiem, ale chwytając kapelusz, dochodząc do wniosku, że Josephine musiała im nieco rozjaśnić w głowach, uśmierzając na chwilę ból.
- Dziękuję - kiwnął głową i zastanawiając się, na ile jego zdolności są w stanie pozwolić. - Jeśli pomożecie mi utrzymać pion, teleportuję nas do Londynu. Z tym niekoniecznie mi się uda - skomentował, wskazując podbródkiem na kule, leżące przy nagrobku.
Z małym trudem udało im się stanąć ciasno obok siebie, aby Blythe mógł wziąć na siebie to odpowiedzialne zadanie. Skupił się, przymykając oczy i został po nich tylko trzask i rozbłysk światła, wygasające momentalnie.

/ztx3 - do Munga
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Polana przy cmentarzu

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Polana w środku lasu
» Polana
» Polana
» Polana jednorożców
» Rozłożyste drzewo nad jeziorem

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
Dolina Godryka
 :: 
Okoliczne tereny
-