IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Sad owocowy

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Windsor, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2546
  Liczba postów : 1612
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9119-voice-lloyd
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9122-uslysz-cichy-glos#255607
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9121-glos-w-twojej-glowie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9120-voice-follett-cheney-lloyd




Gracz






PisanieTemat: Sad owocowy   Sro Maj 04 2016, 19:35


Sad owocowy


Podobno wiosną ciężko znaleźć piękniejsze miejsce, niż znajdujący się niedaleko Hogsmeade sad owocowy. Niektórzy twierdzą, że można tu zauważyć nargle, ale przecież nikt rozsądny nie wierzy w ich istnienie!

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Windsor, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2546
  Liczba postów : 1612
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9119-voice-lloyd
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9122-uslysz-cichy-glos#255607
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9121-glos-w-twojej-glowie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9120-voice-follett-cheney-lloyd




Gracz






PisanieTemat: Re: Sad owocowy   Sro Maj 04 2016, 20:49

Czy to możliwe, że Percival mógł ją pokochać? Czy to w ogóle możliwe, że mogła ją pokochać więcej niż jedna osoba? Nie wiedziała, ale wierzyła, że tak, a myśl o każdym kolejnym spotkaniu przyprawiała ją o delikatny zawrót głowy i słodkie dreszcze. Wciąż pamiętała każdą sekundę poranka, gdy obudziła się przy nim i mogła skosztować tych słodkich, miękkich ust. Bardzo dużo myślała o nim, o nich i w końcu podjęła jedną z najważniejszych decyzji w swoim życiu. Chciała zawalczyć o swoje szczęście, o ich szczęście. Chciała jeszcze raz zaufać. Jeszcze raz uwierzyć, że może być dobrze, że miłość istnieje i faktycznie łączy się z na zawsze. Wymagało to od niej wielkiego wysiłku, ale w każdej wolnej chwili stawała przed lustrem i na głos powtarzała, że zasługuje na Percy'ego, na jego czułość i troskę. Nie potrafiła wyprzeć z pamięci jego ciepłych dłoni obejmujących jej twarz.
Długo przyglądała się swojej lustrzanej bliźniaczce, bo chciała wyglądać dobrze, usłyszeć że jest piękna i w nagrodę móc sprawdzić, czy jego skóra wciąż jest tak przyjemnie delikatna. Założyła zwiewną, białą sukienkę i luźny, wełniany, szary sweter, po czym ruszyła na poszukiwania szczęścia.
Znalazła dla siebie miejsce pod jednym z drzew, kilkadziesiąt metrów od początku sadu. Słońce iskrzyło się w jej włosach i oczach, delikatnie ogrzewając stęsknione wiosny ciało. Białe płatki kwitnących kwiatów opadały na jasne kosmyki, a potem także na wątłe ramiona, gdy szary sweter zsunął się na łokcie. Pod palcami czuła szorstką trawę, a dookoła unosił się oszałamiający zapach jabłoni. Zamknęła oczy, oparła głowę o twardy pień i odpłynęła myślami w stronę słodkiego głosu Percivala. Rozczulony uśmiech zagościł na jej twarzy. Już musiało być dobrze. Na zawsze. Z jego siłą, z jego odwagą i optymizmem, musiało być dobrze. Jednak bardzo dużo zależało też od niej - od tego, czy wpuści go do swojego świata, czy pozwoli mu się poprowadzić. Sam powiedział, że potrzebuje jej szczęścia, że potrzebuje jej obecności... Czy mógł kłamać? Czy mógłby ją tak cudownie całować, nie chcąc tego robić? I jaki miałby w tym interes? Przecież nie była nikim ważnym. To on był ważny, to jego wszyscy znali i to z nim każda kobieta chciałaby się umówić, a on pozwalał ściskać swoją dłoń tylko dla niej. Nie wiedziała, czym sobie na to zasłużyła. Czy czarne chmury faktycznie już odeszły? Czy naprawdę wychodziło słońce? Czy miała dostać wynagrodzenie za wszystko, co wycierpiała? Gdy delikatny wiatr smagał jej ramiona, a promienie słońca prześlizgiwały się po obojczykach i malowały na jej skórze cienie drzew, miała wrażenie, że całe zło jest już za nią. Westchnęła cicho, leniwie, rozkoszując się chwilą wolności. Nic nie mogło jej zepsuć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Kanada
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 4873
  Liczba postów : 969
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5587-percival-magnus-follett
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5588-relacje-percivala#161773
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5589-plomykowka-percivala#161774
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7256-percival-m-follett#205227




Gracz






PisanieTemat: Re: Sad owocowy   Sro Maj 04 2016, 22:35

Konieczność rozstania z Voice, choćby na kilka godzin, była dla niego bolesna. Gdyby mógł, spędzałby każdą noc, wsłuchując się w oddech Voice, by w końcu usnąć, uspokojony jej obecnością, ciepłem jej ciała i zapachem rozgrzanej skóry. Jednocześnie zdawał sobie sprawę, że ciągłe przebywanie w oparach miłości i nieodstępowanie siebie na krok może mieć fatalne skutki w tak wczesnej fazie związku. Musieli sobie pozwolić na te godziny tęsknoty i radosnego oczekiwania. To również jeden z uroków miłości.
Nie przyszło mu do głowy, że mogłaby na niego nie zasługiwać. W ogóle nie myślał o ich relacji w takich kategoriach - tak naprawdę chodziło wyłącznie o zaufanie i znalezienie odpowiedzi na proste pytania: czy do siebie pasowali, czy będą w stanie dać sobie szczęście? Żadne z nich nie było idealne i powinni zdawać sobie z tego sprawę, a przynajmniej dopuścić do siebie myśl o wadach i słabostkach drugiej strony. Nie było to łatwe - znali się zbyt krótko i byli zbyt zauroczeni , by dostrzec jakiekolwiek rysy. Percy starał się nie myśleć zbyt dużo o przyszłości. Wiedział tylko, że pewnego dnia zabierze Voice do Kanady. Wiedział też, że nie pozwoli jej odejść, zrobi wszystko, aby jej nie stracić - czy to z własnej winy, czy też przez jej strach i zwątpienie.
Miał wrażenie, że w jego żyłach płynęła esencja wiosny. Szedł wśród traw, promienny, szczęśliwy, ściskając w dłoni piknikowy kosz, z przewieszonym przez ramię kocem i rozmarzonym uśmiechem błąkającym się na wargach. Miał na sobie jasną flanelową koszulę i dżinsy, które dobrze podkreślały jego strzelistą sylwetkę. W końcu zauważył Voice, siedzącą pod jabłonią, ale zamiast podejść bliżej, przystanął na moment, chcąc zachować w pamięci ten obraz. Wydawała się równie delikatna jak białe płatki osypujące się z drzew i miękko opadające na jej ramiona i włosy. Poczuł przypływ uczucia, które ścisnęło go za gardło i sprawiło, że nie był w stanie ruszyć się z miejsca, chłonąc piękno Voice i tej chwili, która wydawała się jednocześnie ulotna i wieczna. Odetchnął zapachem kwiatów i wygrzanej w słońcu trawy, po czym ruszył w kierunku dziewczyny, jednocześnie tęskniąc za jej głosem, dotykiem, i bojąc się, że swoim pojawieniem się zniszczy ten obraz. Nie mógłby chcieć żadnej innej kobiety, nie zależało mu na sławnych, bogatych i pożądanych. Tylko Voice miała w sobie tę słodycz, ten smutek, tę delikatność i radość, która tak rzadko dochodziła do głosu, rozświetlając jej piękną twarz, upodabniając ją do anioła z malowideł starych mistrzów. Tylko na niej mu zależało i tylko o jej uczucie chciał zabiegać.
- Wyglądasz jak driada albo duch wiosny - powiedział cicho, miękkim głosem, siadając obok niej i składając na jej ustach leniwy i zmysłowy pocałunek, który sprawił, że jego ciałem wstrząsnął przyjemny dreszcz. - Biała sukienka... wiesz, złotowłosa, jeśli mamy się tarzać w trawie, to najgorszy z możliwych pomysłów. Choć też najpiękniejszy... wyglądasz zjawiskowo... - wymruczał, z trudem odrywając się od jej warg i patrząc na nią lśniącymi oczami, w których czaiła się nieokiełznana radość i czułość. Miało się wrażenie, że lada chwila strzeli mu do głowy jakieś urocze głupstwo i z całą pewnością je popełni.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Windsor, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2546
  Liczba postów : 1612
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9119-voice-lloyd
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9122-uslysz-cichy-glos#255607
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9121-glos-w-twojej-glowie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9120-voice-follett-cheney-lloyd




Gracz






PisanieTemat: Re: Sad owocowy   Pią Maj 06 2016, 18:28

Bardzo często tęskniła za jego spokojem i uwagą, którą jej dawał. Nikt nie potrafił tak pięknie słuchać i tak pięknie mówić; tak nienachalnie, miękko dotykać, delikatnie całować. Nigdy nie słyszała melodyjniejszego szeptu, nigdy niczyj głos nie był pieszczotą dla jej skóry i nie oddziaływał w ten sposób na wyobraźnię. Wszędzie poznałaby jego cichy pomruk zadowolenia, który czasami udawało jej  się wyrwać z jego gardła. Mogłaby zasypywać go pocałunkami cały dzień, gdyby tylko powiedział, że tego pragnie. Bardzo chciała, by był szczęśliwy, by czuł się w jej towarzystwie dobrze, a przecież doskonale wiedziała, że on do pełni szczęścia potrzebuje jej uśmiechu. Dzisiaj zamierzała uśmiechać się jak najwięcej, a w końcu było z czego się cieszyć - świeciło słońce, drzewa kwitły, a do spotkania z Percy'm pozostały zaledwie ulotne minuty.
Dawno nie była tak spokojna. Oddychała powoli, sycąc się zapachem kwiatów, trawy, słońca. Skóra cieszyła się z wyzłacających ją promieni, a serce od razu pokochało to miejsce i tę wolność, którą dawało - ogromną przestrzeń i złożoną symfonię odgłosów wiatru, ptaków i pszczół. Może innego dnia czułaby się tu intruzem, kimś zakłócającym tę harmonię, ale dzisiaj było inaczej. Dzisiaj wpasowywała się w tę kompozycję wprost idealnie, dopełniając obrazek swoją delikatnością i rozmarzeniem. A marzyła o bliskości Percivala, bo nic innego nie było dla niej tak cenne i ważne, jak to, by po prostu trzymał ją za rękę i dopełniał jej ciemną duszę swoją jasną duszą, jej jasne oczy swoimi ciemnymi.
Zawsze bała się, że jest niewystarczająca. Niewystarczająco dobra na studia, niewystarczająco dobra do kochania, niewystarczająco dobra do życia. Chociaż chciała w końcu mieć swój azyl, swój ciepły kąt, nie potrafiła uwierzyć, że to wszystko jest dla niej niemal na wyciągnięcie ręki, tuż obok, że czeka na jej tak. Strach wszystko niszczył. Potrzebowała Percivala, by wlał w nią odwagę, pomógł zapomnieć o ciężarze, a potem pozwolił, by otoczyła go delikatnym, kobiecym ciepłem i czułością - by otworzyła się i pokazała, ile pięknych emocji kryje się pod smutkiem i zagubieniem. Jeszcze mogła rozkwitnąć. Wystarczyło o nią zadbać...
Gdy tylko jego stłumione gęstą trawą kroki dotarły do jej uszu, z rozmarzonym uśmiechem otworzyła roziskrzone oczy i spojrzała w jego stronę. Percy. Jej Percy. Instynktownie wygładziła nieco materiał sukienki i usiadła wygodniej. Jego głos poruszył jej serce i sprawił, że przymknęła powieki, z rozbawienia i wzruszenia wypuszczając głośno powietrze. Otoczyło ją jego ciepło, jego delikatny zapach. Miękko położyła dłoń na jego udzie, przechylając się nieco, by mieć lepszy dostęp do jego ust, które były jeszcze słodsze niż ostatnio. Poczuła przyjemne mrowienie w podbrzuszu, spowodowane jego bliskością. Bardzo tęskniła.
- Jakoś sobie poradzę. Skoro ci się podoba... Muszę sobie poradzić - posłała mu rozbrajający uśmiech, zakładając na ucho kosmyk jasnych, upstrzonych białymi płatkami włosów. - Trochę się bałam, że nie znajdziesz dzisiaj czasu. Bardzo za tobą tęskniłam, Percy. Nawet nie wiesz jak bardzo - ostrożnie ujęła w obie ręce jego dłoń i uniosła ją do ust, by złożyć na niej kilka przelotnych pocałunków.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Kanada
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 4873
  Liczba postów : 969
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5587-percival-magnus-follett
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5588-relacje-percivala#161773
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5589-plomykowka-percivala#161774
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7256-percival-m-follett#205227




Gracz






PisanieTemat: Re: Sad owocowy   Pią Maj 06 2016, 20:23

Obserwując ją z oddali, wyczuwał bijący od niej spokój. Najpierw zdefiniował go po prostu jako coś innego albo zmianę, ale taką, która nie budziła w nim obaw. Dopiero po chwili zdał sobie sprawę, że chyba po raz pierwszy odkąd się znają, Voice wygląda na tak odprężoną i najzwyczajniej w świecie szczęśliwą i ta myśl załaskotała go przyjemnie w okolicach serca. Sycił się tym sielankowym pejzażem, jakby wyjętym z innej epoki, innego życia - z jednej strony nierealnym, a przecież odczuwalnym tak wyraźnie, wszystkimi zmysłami. Patrząc na nią w bezruchu, czuł, jak bardzo jej potrzebuje, jak bardzo tęskni do jej uśmiech, dotyku, jak błyskawicznie zajęła miejsce w jego sercu, wypełniając pustkę, z którą nie potrafił sobie poradzić. Czuł delikatne muśnięcia wiatru na twarzy, niosącego płatki kwiatów, i celowo przedłużał tę chwilę, odmawiając sobie dotyku Voice i napawając się oczekiwaniem na jej pocałunek.
Percy miał w sobie pewność i zapał człowieka, który nigdy nie wątpił we własne siły. Tęsknota i samotność nie złamały go - raczej ukształtowały i zmusiły do rewidowania swoich poglądów na świat i życie, uzmysłowiły, jak bardzo potrzebuje miłości - nie na jedną noc, nie na tydzień, nie na imprezę albo weekendowy wypad, ale prawdziwej miłości do prawdziwej kobiety, a nie malowanej lalki, w której ślicznych oczach odbija się pustka i bezmyślność. Potrzebował Voice ze wszystkimi jej lękami, słabościami i wątpliwościami, które chciał stopniowo rozwiewać i oswajać. Niczego nie pragnął tak bardzo, jak jej szczęścia. Chciał ją nauczyć beztroski i przekonać, że w jego objęciach może spać spokojnie, bo nic jej nie grozi. Chciał wlać w jej serce otuchę i odwagę, żeby nie bała się iść przez życie z podniesioną głową, odrzucając cały ból, którego doświadczyła w przeszłości. Chciał uwolnić ją od wszystkich boginów, które pojawiały się w pustym, ciemnym pokoju, nie pozwalając jej zasnąć.
Była taka piękna, promienna i jasna, że przez chwilę nie wiedział, co powiedzieć, patrząc na nią z niemądrym wyrazem rozanielenia na twarzy. Złożył na jej wargach jeszcze kilka słodkich pocałunków, jakby nie mogąc się powstrzymać, po czym uśmiechnął się łobuzersko i pogłaskał ją po policzku.
- Podoba mi się wszystko, co robisz i nosisz - powiedział z prostotą, ale wiedząc, że kobiety lubią precyzję w takich wypadkach, dodał: - Ale w tej sukience podobasz mi się szczególnie...
Zmarszczył brwi z udaną surowością, kiedy zaczęła mówić, że sądziła, że nie znajdzie dla niej czasu, jednak jego mina szybko złagodniała. Jej słowa poruszyły wrażliwą strunę w jego duszy i sprawiły, że znów się uśmiechnął. Wargi Voice były takie ciepłe i czułe, a on tak bardzo tęsknił za jej bliskością. Pocałował ją w czubek głowy i westchnął cicho.
- Głuptasie... zawsze znajdę dla ciebie czas. A jeśli kiedyś mi go zabraknie, rzucę quidditcha i zamieszkamy razem w środku puszczy. Tam czasem rządzi przyroda i ograniczają nas tylko wschody i zachody słońca - powiedział miękko, po czym pocałował ją w uszko i wtulił nos w jej wyzłocone blaskiem słońca włosy. - Ja też za tobą bardzo tęskniłem... nie lubię, kiedy cię nie ma - wyszeptał, delikatnie przesuwając dłonią po jej talii i oddychając głęboko zapachem jej skóry. - Nie wiem, co mi zrobiłaś, ale nie mogę przestać o tobie myśleć... wszystko przypomina mi o tobie, wiesz? Ja... - urwał, dziwnie wzruszony, po czym spojrzał jej w oczy i uśmiechnął się rozbrajająco. Nie można było mieć wątpliwości, że zakochał się po uszy i nie widzi świata poza Voice.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Windsor, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2546
  Liczba postów : 1612
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9119-voice-lloyd
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9122-uslysz-cichy-glos#255607
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9121-glos-w-twojej-glowie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9120-voice-follett-cheney-lloyd




Gracz






PisanieTemat: Re: Sad owocowy   Sob Maj 07 2016, 17:08

W jej głowie i sercu zmiany zachodziły cały czas, kształtując tę prawdziwą Voice Cheney - pozwalając, by dojrzała, nabrała pewności i wyszła na scenę dopiero wtedy, gdy będzie gotowa. Nie chciała się spieszyć - wolała powoli zbierać siły. Gwałtowność nie leżała w jej naturze, z resztą podobnie jak odwaga. I tak wszystko działo się bardzo szybko, może zbyt szybko, pozwalała porwać się rzece emocji i wrażeń, ale czuła, że to właściwe. Może to faktycznie był on? Może jej smutna historia zakończyła się wraz z ich pierwszym pocałunkiem? Może to przy nim miała budzić się i zasypiać? Wierzyła, że gdzieś tutaj, gdzieś w tym miejscu w życiu, czeka na nią szczęście. Wystarczyło po prostu się rozejrzeć, ale brakowało jej odwagi. Na szczęście powoli się jej uczyła, prowadzona przez Percivala. Czekanie na niego było równocześnie torturą i słodką pieszczotą. Wspomnienie jego ust doprowadzało ją do szału. Wydawało jej się, że to on tak miękko szepcze wprost do jej ucha, ale to był tylko wiatr.
Jego obecność napełniała ją spokojem. Czuła się przy nim bezpieczna. Mogła ukryć się w jego ramionach, odpocząć. Ufała mu od samego początku, z każdym kolejnym dniem mocniej. Nigdy jej nie zawiódł, nie skrzywdził. Robił wszystko, by była szczęśliwa, nigdy nie odmówił jej spotkania. Na nic nie naciskał, nie narzucał się; zawsze słuchał, starał się zrozumieć. Widziała jego wady, ale skupiała się na zaletach. Nie myślała o urodzie czy sławie, o talencie do quidditcha, o zazdrosnych koleżankach. Liczyła się jego czułość i fakt, że mogła odwdzięczyć mu się troską za troskę. Nie do końca jeszcze potrafiła to zrobić, ale wiedziała, że w końcu się nauczy. Bardzo chciała o niego zadbać, wyleczyć z tej samotności - zostać promieniem słońca, który rozświetlałby nawet najbardziej pochmurne dni.
Gdy tak słodko ją całował, zaczynało jej brakować powietrza. Szalenie intensywnie reagowała na jego bliskość i nie wyobrażała sobie, by to uczucie mogło być jeszcze silniejsze. Tonęła w ciemnym brązie jego oczu, jak zwykle oczarowana głębią. Dlaczego pokochał właśnie ją? Dlaczego właśnie drobną, zagubioną blondynkę, która nie radziła sobie sama ze sobą? Czy na tym właśnie polegało przeznaczenie? Czy tak naprawdę nie mieliśmy prawa wyboru? I czy to możliwe, by los stworzył tak piękną parę jak ich dwoje?
- A jeśli nie zabraknie ci czasu? Zostaniemy tutaj? - spytała, delikatnie mnąc palcami materiał koszuli na jego żebrach. - Obiecasz mi, że kiedyś się stąd wyrwiemy? Że zabierzesz mnie z tego szarego Londynu i będziemy żyć długo i szczęśliwie, książę? - szepnęła, strącając z jego nosa biały płatek. Zaciągnęła się głęboko zapachem kwiatów i jego skóry, zamykając na chwilę oczy i poddając pieszczocie. Jego słowa głęboko ją wzruszyły, przyprawiły o drżenie rąk i delikatny rumieniec. Trochę nieśmiało, powoli przesunęła się, by usiąść mu okrakiem na kolanach i miękko musnąć kciukiem jego wargi. Wplotła palce jednej dłoni w jego włosy. - Co ty ze mną zrobiłeś? Cały czas marzę o tobie, o tych twoich pięknych oczach i o tym, że patrzysz na mnie tak, jak teraz... - rozbawiony, słodki uśmiech rozjaśnił jej twarz, a z oczu wyglądały radosne, wzruszone iskierki. - Chciałabym cię zabrać i ukryć jak skarb, żeby nikt cię nie znalazł i żebyś zawsze był tylko mój, chociaż... Chociaż chyba już jesteś tylko mój, prawda? - ostatnie słowa niemalże wymruczała wprost w jego usta, składając na nich pocałunek tak zmysłowy i delikatny równocześnie, że dreszcze przebiegły po jej karku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Kanada
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 4873
  Liczba postów : 969
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5587-percival-magnus-follett
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5588-relacje-percivala#161773
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5589-plomykowka-percivala#161774
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7256-percival-m-follett#205227




Gracz






PisanieTemat: Re: Sad owocowy   Sob Maj 07 2016, 20:28

Była cudowna. Wzbudzała w nim zachwyt sposobem, w jaki się poruszała, w jaki spuszczała wzrok i dotykała jego szyi. Z jednej strony wydawała się zbyt idealna, zbyt piękna, ale kiedy patrzył jej w oczy, odkrywał, że jest też głęboko ludzka w swoich obawach i uczuciach. Jej prawdziwość obleczona w takie ciało sprawiała, że nie mógł się od niej oderwać - jeśli nie fizycznie, to przynajmniej myślami, rozpamiętując każdy jej uśmiech, każdy kokieteryjny trzepot rzęs i każdy grymas. Chodził jak błędny, co nie umknęło uwadze jego kolegów z drużyny, którzy szturchali się i robili znaczące miny, kiedy Percy zamiast się przebrać po treningu, siedział na ławce z nieobecnym wyrazem twarzy i niezbyt mądrym uśmiechem czającym się w kąciku ust. Zakochał się jak szczeniak i nie mógł nic na to poradzić, a nawet gdyby mógł, to wcale nie chciał.
Czuł, że każdy jego pocałunek wprawia Voice w delikatne drżenie. Sam miał wrażenie, że nigdy nie nasyci się dotykiem jej ślicznie wykrojonych ust. Jego klatkę piersiową wypełniał nadmiar uczuć, powietrza, radości, po karku biegły przyjemne dreszcze, a wszystko nabierało ostrości i wyrazu.
- Obiecuję ci to wszystko, złotowłosa księżniczo - wyszeptał z powagą, po czym uśmiechnął się, tym razem zupełnie niepoważnie, kiedy strąciła z jego nosa płatek. Jego dłoń spokojnie kontynuowała wędrówkę po jej talii, przesuwając się niespiesznie w górę i w dół. Widział, jak jej policzki zabarwił delikatny rumieniec, wyczuwał głębokie wzruszenie, którego sam również doznawał, choć pewnie niechętnie by się do tego przyznał. Kiedy usiadła mu na kolanach i dotknęła kciukiem jego warg, nie mógł sobie odmówić przyjemności delikatnego schwycenia jej zębami za palec.
- Wygląda na to, panno Cheney, że jesteśmy po prostu w sobie zakochani - oświadczył z głębokim przekonaniem, a w jego oczach zamigotały wesołe błyski. Jej bliskość sprawiała, że tracił głowę, a kiedy zbliżała się tak bardzo, kusząc tymi miękkimi wargami, Percy zaczynał mieć w sobie znacznie mniej z dżentelmena niżby sobie życzył. - Jestem tylko twój... oddaję się dobrowolnie w twoją niewolę, o pani - zamruczał żartobliwie, czując, że jego puls odrobinę przyspiesza, gdy Voice złożyła na jego wargach zmysłowy pocałunek. Westchnął cicho, przesuwając dłonie na jej plecy, pod sweter, i gładząc delikatnie okrężnymi ruchami. Merlinie, dlaczego musiała być tak piękna, tak pociągająca? Z niechęcią oderwał się od jej ust i uśmiechnął się zaczepnie, wodząc opuszkami palców po jej smukłej, jasnej szyi. - Czy pani mnie przypadkiem nie podrywa...?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Windsor, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2546
  Liczba postów : 1612
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9119-voice-lloyd
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9122-uslysz-cichy-glos#255607
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9121-glos-w-twojej-glowie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9120-voice-follett-cheney-lloyd




Gracz






PisanieTemat: Re: Sad owocowy   Nie Maj 08 2016, 11:28

Zawsze była opanowana, ale wspomnienie bliskości Percivala odbierało jej to opanowanie. Dobrze wiedziała, jak często na eliksirach drżą jej dłonie, gdy myśli o jego ciepłych dłoniach, albo jak często mruczy, zasypiając, wyobrażając sobie jego silne ramiona opasające jej talię. Doprowadzał ją do szaleństwa. Zakochała się, nie potrafiła temu zaprzeczyć. Owinął ją sobie wokół palca tym cudownym walcem, którego bardzo chciała kiedyś powtórzyć. Niemożliwie się w nim zadurzyła, jednak powściągliwość sprawiała, że starała się nie obnosić z uczuciami. Wolała oszczędzać dobre emocje, by potem móc pokazać je jemu, by wywołać uśmiech na jego twarzy. Wierzyła, że kiedyś on faktycznie będzie tylko jej, całymi dniami i nocami, i że będzie mogła się o niego troszczyć i piec mu cytrynowe muffinki. Chciała wpuścić go do swojego życia, pokazać jak pięknie kwitnie wrzos na jej balkonie i jak cudownie widać stamtąd zachód słońca.
Jej zmysły plątały się, tworząc niejasny, ale niezwykle hipnotyzujący obraz. Brakowało jej tchu, usta niemo prosiły o jeszcze jeden pocałunek, jeszcze chwilę pieszczoty. Nie wiedziała, jak to możliwe, że ktoś doprowadzał ją do takiego stanu, ale nie protestowała. Oszałamiał ją, uwodził, a ona nie potrafiła się oderwać. Spełniał jej marzenia - czy mogła mu odmówić? Gdyby tylko mogła spełnić jakieś jego marzenie, byłaby już w siódmym niebie.
- Księżniczko? - uśmiechnęła się, całkowicie zmiękczona tym słowem. Ucałowała go delikatnie w szyję. Może gdyby założyła piękną, długą suknię, gdyby spięła włosy i pomalowała usta, faktycznie byłaby podobna do księżniczki? Niewątpliwie miała w sobie sporo z damy, ale wciąż brakowało jej księcia. Teraz książę był obok i dotykał jej tak, że mogłaby przymknąć powieki, oprzeć głowę na jego ramieniu i po prostu odpłynąć, upojona jego bliskością i niezwykłym zapachem sadu. Zaśmiała się cicho, gdy złapał ją zębami za palec. Dawno nie była tak szczęśliwa i spokojna.
- Po prostu? Wydaje mi się, że to bardzo trudne uczucie, panie Follett, ale jakże piękne - odparła z nonszalanckim uśmiechem, muskając palcami jego szyję. Cieszyła się z tych radosnych iskierek w jego oczach, bo nic nie cieszyło jej tak, jak jego szczęście. - Tak myślałam, że nie będzie pan miał nic przeciwko - zamruczała kusząco. Po chwili jednak rozpłynęła się całkowicie, czując jego dłonie pod swoim swetrem, tak niebezpiecznie blisko skóry, że powietrze znów uleciało z jej płuc, zostawiając w nich miejsce na głęboko przejmujący zachwyt. Cicho westchnęła, zmuszona zostawić jego słodkie usta. - Wyjaśnijmy sobie dwie rzeczy, panie Follett. Po pierwsze - nie przypadkiem. Po drugie - pan już został poderwany - w jej oczach eksplodowało rozbawienie i szczęście, a wargi mimowolnie rozchyliły się delikatnie, dając ujście zadowoleniu z pieszczoty.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Kanada
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 4873
  Liczba postów : 969
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5587-percival-magnus-follett
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5588-relacje-percivala#161773
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5589-plomykowka-percivala#161774
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7256-percival-m-follett#205227




Gracz






PisanieTemat: Re: Sad owocowy   Nie Maj 08 2016, 12:15

Zamruczał gardłowo, gdy pocałowała go w szyję, będącą jednym z najczulszych miejsc na ciele Percivala. Według niego wcale nie potrzebowała innych ubrań ani innej fryzury, by wyglądać jak księżniczka. Mogła być po prostu księżniczką na wakacjach albo szczęśliwą księżniczką, której nie ściskały gorsety ani nie kłuły szpilki do włosów. Dla niego była idealna właśnie taka - z rozpuszczonymi włosami, w białej sukience, otoczona wirującymi w powietrzu płatkami, a przede wszystkim bliska i wpatrzona tylko w niego.
- Mhm - przytaknął z uśmiechem, jakby była to najbardziej naturalna rzecz na świecie. W końcu jeśli on był księciem albo przynajmniej rycerzem (w końcu nosił imię jednego z najdzielniejszych rycerzy!), to Voice musiała być panią jego serca i księżniczką.
- Wcale nie. To bardzo proste uczucie, jeśli spotka się właściwą osobę, panno Cheney - stwierdził z uśmiechem, poddając się jej subtelnemu dotykowi, od którego przechodziły go ciarki. - Nie, nie mam zupełnie nic, zwłaszcza, kiedy jest pani tak roześmiana i kusząca... - zamruczał, patrząc na nią z zachwytem. Widział, jak reagowała na jego pieszczoty - przypominała w tym kota, gnącego się lekko pod wpływem dotyku - i niesamowicie to na niego działało. Nie przerywał tych delikatnych pieszczot, aż w końcu dotarł do skrawka nagiej skóry na plecach i zaczął łagodnie, choć prowokująco muskać go opuszkami palców, zastanawiając się, czy nie posuwa się odrobinę za daleko.
- Och... ma pani całkowitą rację. Więc zostałem poderwany bezapelacyjnie i z premedytacją... szczęściarz ze mnie - roześmiał się cicho, po czym ucałował jej nagie ramię, z którego przypadkiem zsunął się sweter. Oddychał zapachem jej skóry, starając się trzymać w ryzach, co nie było łatwe, biorąc pod uwagę zmysłową naturę Percivala, urodę Voice i uczucie, jakim ją darzył. Muskał wargami jej obojczyki, wodząc nosem po miękkiej, gładkiej skórze i zdając sobie sprawę, że pozwala sobie na zbyt wiele. Nawet jeśli Voice nie miała nic przeciwko temu, uznając te pieszczoty za całkiem niewinne, on sam zdawał sobie sprawę, że wystawia swoją siłę woli na próbę, z której wcale nie było pewne, czy wyjdzie zwycięsko.
- Uwielbiam, kiedy dotykasz mojej szyi... ale uważaj z tym, bo tak naprawdę straszy ze mnie dzikus - wymruczał, całując linię szczęki dziewczyny i w końcu odrywając się od jej skóry. Oczy błyszczały mu radością, ale pojawiła się w nich również namiętność, której Percy wcale nie chciał dopuścić do głosu. Nawet jeśli Voice odrobinę go prowokowała. - O Merlinie... - westchnął, patrząc jej w oczy i zdając sobie sprawę, że jest prawdopodobnie najpiękniejszą istotą, z jaką kiedykolwiek miał do czynienia. Najbardziej zmysłową i jednocześnie najważniejszą. Nie chciał niczego zepsuć, dlatego przesunął dłonie z powrotem na bezpieczną pozycję, w okolice jej talii, osłonięte sukienką i odrobinę mniej wystawiające na próbę jego opanowanie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Windsor, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2546
  Liczba postów : 1612
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9119-voice-lloyd
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9122-uslysz-cichy-glos#255607
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9121-glos-w-twojej-glowie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9120-voice-follett-cheney-lloyd




Gracz






PisanieTemat: Re: Sad owocowy   Nie Maj 08 2016, 15:35

Ten pomruk przyprawił ją o tak przyjmujące dreszcze, że nie mogła nie złożyć na jego szyi jeszcze jednego pocałunku, a potem jeszcze kolejnego. Zapamiętywała, które punkty na jego ciele są najwrażliwsze, bo jego przyjemność była też jej przyjemnością. I chociaż trochę bała się przekroczyć pewną granicę fizyczności, nie potrafiła się powstrzymać. Nie miało znaczenia, czy był księciem czy też rycerzem - kochała go, pragnęła, potrzebowała; nie oddałaby go za żadne skarby świata, bo nic nie mogłoby zastąpić jego ciepła i bliskości. Jej serce wyrywało się do niego, spragnione czułości.
- Więc chyba jest pan dla mnie właściwą osobą, panie Follett - szepnęła słodko, mrugając do niego i przeczesując lekko palcami jego włosy. Jego kolejne słowa i pełen zachwytu wzrok sprawiły, że zarumieniła się, w chwilowym przypływie zakłopotania spuszczając z zawstydzonym, uroczym uśmiechem głowę. - Kusząca, panie Follett? A co pan powie, gdy zacznę faktycznie pana kusić? - z trudem dokończyła, bo jego ciepłe palce zetknęły się z jej nagą skórą. Cichym pomrukiem zadowolenia nagrodziła jego poczynania. Jego dotyk w połączeniu z głębią oczu stanowiły zabójczą mieszankę, przez którą Voice całkowicie odpływała. Zapomniała, że to jest właśnie ta granica, której nie chciała przekraczać. Było jej po prostu zbyt dobrze, by mogła zaprotestować. Chciała jeszcze i jeszcze, ile tylko się da... Delikatnie wsunęła palce za kołnierz jego koszuli, by pogładzić opuszkami kark.
- Poderwanie pana było dla mnie zaszczytem, panie Follett, aczkolwiek nie powiem, bym się specjalnie tą czynnością zmęczyła. Wręcz przeciwnie - z zadowoleniem mogę stwierdzić, że nie stawiał pan oporu - mówienie sprawiało jej trudność, bo puls i oddech niemiłosiernie przyspieszały, a powietrze z płuc uparcie uciekało. Absolutnie oszalała jednak dopiero wtedy, gdy dotarł do najwrażliwszego miejsca na jej ciele - obojczyków. Niekontrolowanie, głośno westchnęła i przygryzła dolną wargę. Drżenie ramion sprawiło, że z obu zsunął się sweter, a z jednego także ramiączko sukienki. Jej twarz oblała się subtelnym rumieńcem. Percy był tak delikatny, tak czuły... Pieszczona jego oddechem skóra przyjemnie mrowiła, doprowadzając ją do szaleństwa. Ostrożnie sunęła palcami po jego karku, ramionach, szyi, grdyce. Dopiero gdy się od niej oderwał, uświadomiła sobie, jak daleko się posunęli i jak szalenie fascynujące to było. Przez krótką chwilę odzyskiwała ostrość w zamglonych oczach, a dopiero potem dostrzegła wszystkie malujące się na jego twarzy emocje. Speszyła się nieco, równocześnie szczęśliwa i odrobinę zagubiona. Z zawstydzonym uśmiechem poprawiła sukienkę i sweter, próbując zapomnieć o tym, jak na nią patrzy, z jakim oczarowaniem i zachwytem. Brakowało zaledwie kilku sekund, by całkowicie odpłynęła. Gdzie podziało się jej opanowanie, powściągliwość?
- Przejdziemy się trochę? - zaproponowała, wstając powoli. Zebrała włosy z karku, układając je na jednym ramieniu, całe upstrzone białymi płatkami i promieniami słońca.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Kanada
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 4873
  Liczba postów : 969
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5587-percival-magnus-follett
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5588-relacje-percivala#161773
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5589-plomykowka-percivala#161774
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7256-percival-m-follett#205227




Gracz






PisanieTemat: Re: Sad owocowy   Nie Maj 08 2016, 16:12

To nie był dobry pomysł. To była seria wyjątkowo złych pomysłów, ale wyglądało na to, że nie są w stanie sobie odmówić kolejych pieszczot, jakby każdy pocałunek i muśnięcie palców wywoływało jeszcze większą tęsknotę za dotykiem i bliskością. Zadrżał pod wpływem jej pocałunków składanych na wrażliwej skórze i zamruczał gardłowo, czując, że jeszcze chwila i będzie musiał jej przerwać, bo inaczej straci swoją opinię dżentelmena. Ubóstwiał ją i kochał, nie chciał niczego przyspieszać (bzdura, robił to bez opamiętania, snując plany i wizje przyszłości), a w każdym razie nie w tej sferze. Miał zamiar czekać na jakiś znak z jej strony, że jest gotowa, by ich uczucie straciło odrobinę na niewinności, choć to bardzo względne pojęcie. Gdyby była dziewczyną, na której nieszczególnie mu zależy, prawdpodobnie nie zaprzątałby sobie głowy takimi subtelnościami. Drażniłby ją i stopniowo rozpalał, nie próbując się hamować, dopóki nie dostałby jasnego sygnału, że nie ma na co liczyć. Ale Voice była inna i za bardzo mu zależało, żeby tak głupio ryzykować.
- Miło mi to słyszeć... bo pani jest właściwą osobą dla mnie - odpowiedział z uśmiechem, przymykając na moment oczy, gdy zaczęła pieszczotliwie przeczesywać jego włosy. Jak ona to robiła? W jednej chwili była rozkosznie kusząca i zmysłowa, w kolejnej rozczulająco niewinna i zawstydzona. Fascynowała go swoją dwoistością i złożonością. Dotknął jej zarumienionego policzka, czując głupią męską dumę, że to on wprawił ją w to urocze, słodkie zakłopotanie. - Pewnie nic nie powiem, bo zabraknie mi słów. Jestem wobec pani zupełnie bezbronny - wyszeptał, owiewając ciepłym oddechem jej ucho. Zagryzł nerwowo wargę, gdy zamruczała tak rozkosznie, wyraźnie zadolona z jego pieszczot. Miał ochotę posunąć się jeszcze dalej, marząc o wydobywaniu z niej kolejnych dźwięków, świadczących o jej przyjemności... ale na to było stanowczo za wcześnie. Syknął i nieznacznie odchylił głowę, gdy dotknęła jego wrażliwego karku, a wzdłuż kręgosłupa przebiegł mu przyjemny dreszcz.
- Nie miałem z panią najmniejszych szans... to słodka niewola - zamruczał niskim, zmysłowym głosem, obserwując ją spod na wpół przymkniętych powiek, pieszcząc ją delikatnie, drażniąco i czule. Rozpędzali się coraz bardziej, jej westchnienie sprawiło, że oddech Percy'ego przyspieszył jeszcze bardziej, dotyk Voice zapierał mu oddech i niebezpiecznie pobudzał... dlatego w ostatniej chwili oderwał się od jej rozgrzanej, jasnej skóry i przełknął nerwowo ślinę, podziwiając idealne rysy dziewczęcej twarzy. Widział jej zamglone spojrzenie, które jasno mówiło, że nie tylko on dał się ponieść emocjom. No, prawie. Kiedy uśmiechała się tak słodko i niewinnie, mógłby przysiąc, że nigdy się z nikim nie kochała, a jednocześnie trudno mu było w to uwierzyć. Wcześniej się nad tym nie zastanawiał, zakładając, że podobnie jak on ma pewien bagaż doświadczeń, również takich. A co, jeśli było inaczej? W sumie nic.
- To dobry pomysł - zgodził się, dochodząc do wniosku, że to chyba jedyne rozsądne wyjście, jeśli chce odzyskać panowanie nad sobą. Słodkie lenistwo na trawie dawało zbyt wiele okazji do niespiesznych pieszczot, które mogły się przemienić w coś, czego nie chcieli. Przynajmniej nie w tym momencie. Wstał szybko, ciesząc się, że jego ciało nie zrobiło mu głupiego numeru, choć niewiele już brakowało,po czym objął Voice ramieniem i pocałował w czubek głowy. - Jak sądzisz... jaki kształt ma mój patronus? - spytał nagle, zupełnie bez sensu. Był ciekaw, z jakim zwierzęciem go utożsamiała, jak go postrzegała. To niby nic, drobiazg, a jednak był ciekaw.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Windsor, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2546
  Liczba postów : 1612
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9119-voice-lloyd
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9122-uslysz-cichy-glos#255607
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9121-glos-w-twojej-glowie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9120-voice-follett-cheney-lloyd




Gracz






PisanieTemat: Re: Sad owocowy   Nie Maj 08 2016, 23:45

Była kobietą - jej ciało niezwykle mocno wiązało się z duchem, i chociaż była mistrzynią w rozgraniczaniu tych dwóch stref, w tym przypadku po prostu nie potrafiła. Chciała sprawdzić, czy ich ciała pasują do siebie tak idealnie, jak serca; wiedziała, że jedno bez drugiego długo nie pociągnie. Oboje mieli zmysłową naturę, przez długi czas skupiali swoją uwagę na fizyczności i nie umieli tak po prostu się od tego odciąć. Mimo to ich relacja wciąż była zbyt wątła, by obarczać ją tak silnymi doznaniami. Poza tym Voice od tak dawna nie była blisko z mężczyzną, że wizja oddania się w dłonie Percivala trochę ją kłopotała. Wiedziała jednak, że pewnego dnia zapragnie go jeszcze mocniej, niż teraz i nie da rady się powstrzymać. Fizycznie wydawał jej się tak perfekcyjny, tak harmonijny, że sam jego widok był niezwykle fascynujący. I może nie przypominał żadnego z mitologicznych bogów, ale w jej hierarchii stał wysoko ponad nimi. Nie świecie nie mogły istnieć słodsze usta. Ich miękkość wydawała się nierealna, nieziemska i z niczym nie pozwalała się porównać. W ogóle Percivala nie dało się z nikim i z niczym porównać, zwłaszcza takiego promiennego, szczęśliwego, upojonego jej bliskością.
Miała wiele twarzy, niektóre były piękniejsze i słodsze, inne bardziej szpetne. Potrafiła uśmiechnąć się na tysiąc jeden sposobów, wyrażając kpinę, okrucieństwo, zawstydzenie, zadowolenie, smutek, radość. W jednym grymasie ust zamykała wszystko, co akurat kumulowało się w jej głowie. Nie potrzebowała długich, trudnych słów ani gestów - najdelikatniejsze drgnięcie kącików ujawniało tłumione emocje lub było ich ostentacyjnym wyrażeniem.
- A więc mogę liczyć, że będzie pan na każde moje skinienie, panie Follett? Pozwoli mi pan uwzględnić pańską pozycję w moim życiu i zaangażować pana w moje najgłupsze, niecne plany, jak wycieczka do Indii i kąpiel nago w jeziorze? - rozbawiony, wzruszony i kuszący uśmiech rozświetlił jej twarz, dodając wyrazu i kobiecej delikatności. Od jakiegoś czasu marzyła o powrocie do wielobarwnych, zatłoczonych Indii, których uroku wcześniej nie doceniła, a naga kąpiel w jeziorze była jej dziką, słodką fantazją, za której spełnienie oddałaby wszystkie swoje pieniądze i drogi pierścionek po matce, który bardzo chętnie by sprzedała.
Jakaś część Voice chciała mieć Percy'ego tu i teraz, na własność, dla nieopisanej przyjemności, jaką musiał stanowić dotyk miękkiej skóry i szorstkiej trawy równocześnie. Z drugiej strony było to tak naiwne i głupie, że w życiu nie odważyłaby się rozpiąć nawet pierwszego guzika jego koszuli w miejscu, gdzie każdy mógł przyjść i zobaczyć ich razem. Przez tę krótką chwilę, zdecydowanie zbyt krótką, Cheney zdecydowanie nie myślała racjonalnie.
- Tak słodka jak twoje usta? - spytała cicho, na wpół przytomnie. Jego głos przyprawiał ją o ciarki na plecach i ramionach i sprawiał, że jej serce było gotowe rozsadzić pierś i uskrzydlone ciepłymi słowami wylecieć, by znaleźć swoją wolność. Widziała, jak na niego działa jej dotyk i dodawało jej to pewności siebie. Czuła się ważna, piękna i kusząca, znów uświadamiając sobie, że potrafi zdominować męski umysł, a Merlin świadkiem, że na niczyjej uwadze jej tak nie zależało, jak na uwadze Percivala. Czy da radę omotać go kiedyś do tego stopnia, że nie będzie w stanie się od niej oderwać? Szybko odepchnęła zamglone, rozbiegane myśli, nabierając więcej powietrza i usiłując zapomnieć o najwspanialszych pieszczotach, jakich przed chwilą doświadczyła.
- Jakiś duży kot. Nie lew, bo to by było zbyt oczywiste, ale duży kot. Brązowy. Puma? Mam nadzieję, że nie złota rybka - zaśmiała się, tuląc do jego boku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Kanada
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 4873
  Liczba postów : 969
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5587-percival-magnus-follett
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5588-relacje-percivala#161773
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5589-plomykowka-percivala#161774
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7256-percival-m-follett#205227




Gracz






PisanieTemat: Re: Sad owocowy   Pon Maj 09 2016, 21:31

Delikatnie przesunął palcami po jej roześmianych ustach, jakby chcąc lepiej zapamiętać ich kształt, ciepło i miękkość. Wydawała się nierealna, jasna i niewinna, a jednocześnie subtelnie zmysłowa. Była doskonałym połączeniem pozornie sprzecznych cech, które sprawiały, że mogła być dla niego wszystkim. Że była dla niego wszystkim.
- Oczywiście - powiedział bez wahania, po czym miękko ucałował jej wargi, jakby chciał przypieczętować w ten sposób obietnicę. - Proszę uwzględniać mnie i angażować. Proszę brać mnie pod uwagę, jeździć ze mną na słoniach i pływać nago w jeziorze - wyszeptał w jej wargi, scałowując z nich te wszystkie rozkoszne uczucia i marzenia, które zamierzał spełnić.
Chciał więcej. Marzył o ciepłym wklęśnięciu jej brzucha, o aksamitnym meszku na karku, różowych sutkach i wysmukłych udach. Pragnął wsłuchiwać się w drżące westchnienia i ciche pomruki, oddychać zapachem jej potu i pożądania, ale rozumiał, że jest między nimi coś wyjątkowego, drogocennego i kruchego, coś, czego nie chciał stracić przez jeden gest, jeden zbyt natarczywy pocałunek. Cierpliwość nie była jego mocną stroną, zawsze był porywczy i działał pod wpływem impulsu, ale zdawał sobie sprawę, jak wiele zależy od jego opanowania. Chciał dać jej czas, poczekać, aż sama nie podejmie decyzji - nie pod wpływem impulsu i rozbudzonych zmysłów, ale świadomie i z pełnym przekonaniem. Nie przypuszczał, że ma taką siłę woli, ale ostatnio coraz częściej zaskakiwał sam siebie.
- Słodsza... - zamruczał z uśmiechem, patrząc na jej promienną, nieprzytomną twarz, którą miał ochotę zasypać delikatnymi pocałunkami. Była urzekająca i Percy czuł głęboki żal na myśl o własnym opanowaniu, które przerwało im tę chwilę zapomnienia. Oczywiście wiedział, że postąpił słusznie, że nie mógł sobie nic zarzucić, ale jakaś część Folletta wyła z rozpaczy na myśl o jasnej, wyzłoconej słońcem skórze, o rysujących się pod sukienką piersiach i udach przyciśniętych do jego ud. Właściwe wybory nie zawsze należą do najprzyjemniejszych.
Omotała go już teraz swoją urodą, wdziękiem, zmysłowym dotykiem i głębią błękitnego spojrzenia. Jedynie lęk, że ją straci, sprawił, że Percival zdołał odmówić sobie dalszego poznawania jej ciała, odkrywania najwrażliwszych punktów i grania na jej zmysłach.
Uniósł brwi i spojrzał na Voice ze zdumieniem.
- Skąd wiesz? - spytał, nawijając na palec kosmyk jej złocistych włosów. - A właściwie, co masz do złotych rybek? - dodał żartobliwie, nie mogąc się nadziwić jej intuicji. - A ty... nie wiem. Voice, ty się mienisz... raz mam wrażenie, że jesteś łanią, po chwili kanarkiem, jaszczurką zwinką albo kotem... Może motylem? Nie wiem, czym jesteś. Wiem, że cię kocham - powiedział impulsywnie, patrząc na nią z przejęciem swoimi ciemnymi oczami i uśmiechając się tak, jakby sam był zaskoczony gwałtownością i kontekstem tego wyznania, jednocześnie będąc pewnym jego prawdziwości. - Kocham cię, Voice - powtórzył, smakując te słowa, które rozpłynęły się w jego ciele, wlewając czystą radość w każdą komórkę, każdy nerw.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Windsor, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2546
  Liczba postów : 1612
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9119-voice-lloyd
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9122-uslysz-cichy-glos#255607
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9121-glos-w-twojej-glowie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9120-voice-follett-cheney-lloyd




Gracz






PisanieTemat: Re: Sad owocowy   Sro Maj 11 2016, 21:32

Nigdy nie była tak upojona szczęściem, tak promienna, radosna. Jeszcze rok temu nie uwierzyłaby, że kiedyś całkowicie otoczą ją takie emocje. Niewątpliwie bardzo się zmieniła, między innymi dzięki Percivalowi. Co by się stało, gdyby nie znalazł jej wtedy na ulicy? Gdyby nigdy się nie poznali? Czy rozpacz rzeczywiście doprowadziłaby ją na skraj wytrzymałości, a potem na skraj życia? A jeśli nie, to co by teraz robiła? Z uporem maniaka paliła papierosy, licząc przejeżdżające za oknem czarne samochody? Zdecydowanie wolała ciepło Percy'ego, jego melodyjny głos, silne ramiona, słodkie usta, cichy oddech, ciemne oczy. Chciała go dotykać tu i teraz, delikatnie, miękko; chciała jeszcze raz usłyszeć ten pełen satysfakcji pomruk, poczuć pod palcami drgające mięśnie. Szalenie ją pociągał, rozbudzał jej zmysły najdrobniejszymi muśnięciami, a równocześnie robił to tak nienachalnie i czule, że była gotowa po prostu się rozpłynąć.
- Percy...? - zamruczała, ledwo poruszając ustami, które wciąż wspominały słodki pocałunek. - Masz jakieś marzenie, które mogłabym spełnić? - szepnęła, miękko gładząc jego barki i spod na wpół przymkniętych powiek zaglądając w najpiękniejsze oczy na świecie. Gdyby tylko mogła wsunąć dłonie pod jego koszulę, gdyby tylko mogła delikatnie rozpiąć zębami choć jeden guzik, drażniąc oddechem wrażliwą skórę... Nie potrafiła się skupić, a subtelna czerwień za żadne skarby nie zamierzała zejść z jej policzków. Wstydziła się poprosić, by dotknął jej inaczej, intymniej. Wstydziła się powiedzieć, że marzy o jego palcach lekko zaciśniętych na jej udach i o tych słodkich ustach na swoich piersiach, obojczykach, szyi. Nie chciała, żeby wziął ją za łatwą lub zbyt bezpośrednią, poza tym naprawdę bała się wypaść blado w porównaniu z kobietami, które miał wcześniej. Czy jej biodra leżałyby odpowiednio w jego dłoniach? Czy to w ogóle możliwe, by tak różni ludzie tak do siebie pasowali?
- Kobieca intuicja - uśmiechnęła się promiennie. - Złote rybki spełniają tylko trzy życzenia, a to oznaczałoby, że wykorzystałam twój limit - zaśmiała się, patrząc na niego z takim zachwytem i miłością, że każdego przekonałaby do szczerości swoich uczuć. Słuchała go z uwagą i lekkim rozczuleniem, ale po chwili zdekoncentrowała się przez jedno zdanie - wiem, że cię kocham. Poczuła mięknące kolana, oszałamiające szczęście i narastającą radość i zapierające dech w piersiach, słodkie napięcie. Nie była w stanie iść dalej, więc po prostu zatrzymała się, a on znów powtórzył te dwa piękne słowa, przez które zakręciło jej się w głowie. Z rozchylonymi wargami i delikatnym rumieńcem spojrzała na tę przystojną, ukochaną twarz. - Ja też cię kocham, Percivalu - szepnęła wzruszona, przytulając jego dłoń do swojego policzka. Jednak na jej usta cisnęło się jeszcze coś. - Dlaczego nie dotkniesz mnie tak, jak chcesz? Przecież widzę, że mnie pragniesz, Percy. Nie wiem, czy jestem spełnieniem twoich marzeń, ale ty jesteś spełnieniem moich... - powiedziała cicho, zbliżając się do niego odrobinę, by lepiej poczuł jej zapach i ciepło. Musnęła subtelnie, miękko jego usta. - Czy mógłby pan sięgnąć po to, czego pan pragnie, panie Follett? Podobno jest pan odważny, a za mną wcale nie trzeba skakać w ogień - dodała szalenie kuszącym, słodkim szeptem tak blisko jego warg, że chwilami muskała je swoimi. Rzuciła wyzwanie, i choć mógł go nie podjąć, choć tak mogła skończyć się ich historia... Dlaczego nie miała trwać w najlepsze?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Kanada
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 4873
  Liczba postów : 969
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5587-percival-magnus-follett
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5588-relacje-percivala#161773
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5589-plomykowka-percivala#161774
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7256-percival-m-follett#205227




Gracz






PisanieTemat: Re: Sad owocowy   Czw Maj 12 2016, 11:49

- Mam wiele marzeń i mam nadzieję, że wszystkie spełnisz... w odpowiednim momencie - powiedział tajemniczo, przymykając oczy i poddając się jej delikatnym pieszczotom. Dłonie dziewczyny przesuwały się po jego szerokich barkach, przyprawiając o przyjemne dreszcze i mimo całej swojej niewinności rozbudzając wyobraźnię, szczególnie w połączeniu z jej słodkim pomrukiem, który sprawiał, że Percy miał wielką ochotę wsunąć dłonie pod jej sukienkę, dotknąć ciepłych ud i pośladków, dokładnie zbadać ich kształt. Fakt, że nie miała na sobie rajstop i że jedyną barierę między jego palcami a jej skórą stanowił zwiewny materiał sukienki i jego opanowanie, sprawiał, że Follett toczył wewnętrzną walkę, musząc wybierać między przyjemnym a właściwym. A Voice patrzyła tak tkliwie i zmysłowo, że tracił głowę i już niczego nie był pewny. Nie potrafił zinterpretować jej rumieńców, nie wiedział, czy świadczą o rozbudzonych zmysłach dziewczyny, czy oznaczają, że posunął się za daleko, wprawiając ją w zakłopotanie. Przypuszczał to pierwsze, ale brakowało mu danych, jednoznacznych sygnałów, które zapewniałyby, że właściwie odczytał jej intencje i pragnienia.
Nigdy nie przyszło mu do głowy, że mógłby ją do kogokolwiek porównywać. Była dla niego objawieniem, ucieleśnieniem niesprecyzowanych marzeń. Wszystko, co robiła, budziło jego zachwyt. Uwielbiał delikatne ruchy jej dłoni, sposób, w jaki odgarniała włosy, w jaki spuszczała oczy, by po chwili spojrzeć na niego z tą niezwykłą intensywnością. Chciał nauczyć ją odwagi i pewności siebie, przekonać, że ma prawo go prosić o wszystko i nie powinna się tego wstydzić. Nie chciał, by cokolwiek ich dzieliło, niemądre zawstydzenie i skrupuły, które nie miały podstaw. W jego spojrzeniu dało się wyczytać niemą prośbę zaufaj mi i nie bój się mówić, czego chcesz. Miał nadzieję, że pewnego dnia Voice całkowicie się na niego otworzy.
- Sprytne. W takim razie powinienem być dżinnem. Dżinny nie mają żadnego limitu życzeń - wymruczał ze śmiechem, pocierając nosem o jej nos, po czym spojrzał jej w oczy. Ich cudowny, przejrzysty błękit i uczucie, które odzwierciedlały, uzmysłowiły mu z całą mocą, jak bardzo ją kocha. I jak bardzo chce, żeby o tym wiedziała. To był impuls, któremu swoim zwyczajem uległ i którego nie potrafił żałować, widząc jej wzruszenie i radość. Sam czuł się cudownie wyzwolony i bliski euforii, zwłaszcza gdy usłyszał odpowiedź Voice. Chciał złapać ją w pasie i pocałować, ale kolejne słowa, wyszeptane niemal w jego usta sprawiły, że Percival znieruchomiał, patrząc na nią rozszerzonymi oczami i czując, że jego silna wola słabnie, a w końcu obraca się w pył. Przygryzł nerwowo dolną wargę, patrząc w roziskrzone oczy Voice i próbując zebrać myśli.
- Przerosłaś moje marzenia... - wyszeptał ochrypłym głosem, oddychając jej zapachem i chłonąc bliskość, której tak uparcie próbował sobie odmawiać. Uśmiechnął się łobuzersko, czując ciepło obejmujące jego ciało i przyjemny dreszcz biegnący wzdłuż kręgosłupa. Jej zmysłowy szept i jawna prowokacja działały na niego bardziej niż najodważniejszy dotyk innej kobiety. Nachyli się do jej rozchylonych warg i pocałował ją krótko, ale namiętnie, przywierając do niej całym ciałem i bezwstydnie wsuwając dłonie pod jej sukienkę, dotykając ud, bioder, a w końcu pośladków, na których zacisnął palce. Mruknął przeciągle, tym razem nie mogąc ukryć reakcji swojego ciała na jej bliskość. - Jesteś pewna...? - wyszeptał, leniwymi ruchami gładząc jej pośladki i muskając wargami jasną, wysmukłą szyję.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Windsor, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2546
  Liczba postów : 1612
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9119-voice-lloyd
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9122-uslysz-cichy-glos#255607
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9121-glos-w-twojej-glowie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9120-voice-follett-cheney-lloyd




Gracz






PisanieTemat: Re: Sad owocowy   Czw Maj 12 2016, 15:59

Zamierzała zrobić wszystko, by tylko był szczęśliwy. Chciała spełnić jego marzenia, zatroszczyć się o niego, otoczyć miłością i czułością, ciepłem. Potrzebowała go. Czasami musiała komuś się wygadać, wypłakać na ramieniu, szeptać do ucha, pośmiać się. Musiała kogoś pocałować, przytulić. Znalazła Percy'ego i pokochała go, najpierw delikatnie, niepewnie, ale z każdą sekundą mocniej, intensywniej, dogłębniej. Nie umiała przestać. Hipnotyzował ją głębią spojrzenia, miękkością warg, inteligencją, odwagą, otwartością. Sposobem, w jaki wymawiał jej imię i tym, że nazywał ją złotowłosą. Tym, jak bawił się jej włosami, trzymał ją za rękę. Chciała, by był tylko jej, na wyłączność, a z drugiej strony nie potrafiła go ograniczyć. Ale gdy patrzył na nią z takim uczuciem, miała wrażenie, że faktycznie trafił w jej niewolę i nie miał nic przeciwko temu.
Marzyła o tych silnych ramionach zaciśniętych mocno na swojej talii i o ciepłych dłoniach na karku. Jej umysł intensywnie pracował, tworząc coraz to ostrzejsze wizje cielesnej miłości, słodkiej, namiętnej. Delikatne rozmarzenie biło z jej jasnych oczu. Skutecznie ją odurzył swoim dotykiem, głosem, zapachem. Czy ktoś tak idealny i harmonijny w ogóle mógł istnieć? A może Follett był tylko wytworem jej wyobraźni?
- A pumy? Spełniają życzenia? - spytała ze śmiechem, całując go przelotnie w brodę. Musiał być realny, bo nigdy nie pomyślałaby, że ktoś może patrzeć na nią z taką intensywnością. Jego zdziwienie i nerwowe gesty dodały jej pewności siebie, a po chwili usłyszała głos. Niski, ukochany głos, przed chwilą czysty, a teraz zanieczyszczony chrypką i namiętnością. Kolana ugięły się pod nią jeszcze mocniej, a w głowie zakręciło się tak rozkosznie, że delikatnie położyła dłonie na jego torsie, na sekundę wbijając paznokcie w koszulę, by się nie przewrócić. Odwzajemniła pocałunek i westchnęła, gdy do niej przyległ, a chwilę później już rozkosznie mruczała, wplatając palce jednej dłoni w jego włosy. Odchyliła głowę do tyłu. Jasne kosmyki z ramienia opadły na kark, sweter zsunął się na wysokość łokci, przez ciało przebiegały dreszcze. Tak długo czekała, aż poczuje te ciepłe dłonie pod sukienką. Idealnie pasowały do smukłych ud, zaokrąglonych bioder i perfekcyjnych pośladków, spragnionych męskiej uwagi. Bardzo chciała mu powiedzieć, że jak najbardziej jest pewna, ale głos uwiązł jej w gardle. Pokiwała głową, cicho mrucząc z aprobatą, z nadzieją, że Percy zrozumie. Białe płatki ukwieciły jej ramiona, słońce naznaczyło je cieniami drzew i złotymi pasmami. Nie potrafiła powstrzymać trzepotu powiek, rozkosznie rozleniwiona. Czuła kumulujące się w podbrzuszu podniecenie, rozchodzące się powoli aż po koniuszki palców. Przytuliła twarz do jego szyi, by kilkakrotnie ją ucałować, zaciągając się jak najgłębiej zapachem jego perfum. Zapachem, który wspominała każdej samotnej nocy, marząc o tym, by znalazł się blisko i obdarzył ją ciepłym pocałunkiem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Kanada
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 4873
  Liczba postów : 969
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5587-percival-magnus-follett
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5588-relacje-percivala#161773
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5589-plomykowka-percivala#161774
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7256-percival-m-follett#205227




Gracz






PisanieTemat: Re: Sad owocowy   Czw Maj 12 2016, 20:13

Potrzebowali siebie wzajemnie. Percy nie potrafił być sam, ale nie potrafił również nawiązać kolejnej płytkiej relacji, nie wnoszącej nic do jego życia, zapychającej pustkę tylko pozornie, jak wata. Zanim poznał Voice, wiedział tylko że potrzebuje kogoś. Szybko zrozumiał, że to właśnie ona, że to jej potrzebuje, że to jej dłoń doskonale leży w jego dłoni, jej usta pasują do jego ust, a głosy współbrzmią w doskonałej harmonii. Tak bardzo mu zależało na jej szczęściu, uśmiechu, który rozświetlał jej twarz jak nagły promień słońca w pochmurny dzień. Chciał być dla niej, otaczać ją troską i miłością, mieć kogoś, o kim mógłby myśleć, komu mógłby się zwierzać ze swoich tęsknot i marzeń. Była taka piękna, taka delikatna, miał wrażenie, że pod wpływem jego słów i dotyku rozkwitała. Nie potrafił bać się tego uczucia, nie potrafił patrzeć w przyszłość z obawą i nieufnością. Był przekonany, że Voice jest jego szczęściem, jego miłością, że nic nie może pójść źle, a jeśli pójdzie, stawią temu czoła. Kochał ją i nie widział świata poza jej uśmiechem, oczami i dźwięcznym głosem, który przyprawiał go o szybsze bicie serca. Kochał ją, kiedy była radosna i roześmiana, kochał ją, kiedy jej spojrzenie zasnuwała mgiełka melancholii, której nie potrafił w pełni zrozumieć. Lubił jej słuchać albo w milczeniu ściskać jej kruchą dłoń. Był potrzebny i kochany. Był szczęśliwy.
- Niektóre tak... - zamruczał przeciągle, patrząc na nią ciepło.
Nagle wszystko zawęziło się do Voice, jakby wycinając ją z kontekstu, sprawiając, że wszystko straciło znaczenie - pora dnia, roku, miejsce... Liczyła się tylko ona, jej dotyk i westchnienia, ciepło jej skóry i idealne kształty, które badał niecierpliwymi dłońmi. Pocałował ją chciwie, gdy wplotła palce w jego włosy, sunąc dłońmi po jej ciele, wsłuchując się w jej ciche pomruki, które jeszcze bardziej elektryzowały Percivala, spłycając mu oddech. Wydawała się taka wiotka i miękka w jego objęciach, a jednocześnie tak samo stęskniona jak on, gdy przyjmowała jego pieszczoty, a potem zaczęła składać pocałunki na wrażliwej szyi, przywierając do niego jeszcze mocniej.
Pociągnął ją za sobą na trawę i posadził sobie na kolanach, opierając się plecami o pień drzewa, obsypującego ich białymi, pachnącymi płatkami. Schodził pocałunkami coraz niżej, od szyi, poprzez ramiona, aż dotarł do ładnie zarysowanych obojczyków, które zaczął delikatnie muskać wargami, obserwując jej reakcję. Szary sweter opadł na trawę, a Percy niepostrzeżenie przesunął się dłońmi na jej plecy i szybkim ruchem uporał się z haftkami, nie przerywając pocałunków. Oddychał zapachem jej skóry, czując rozkoszne dreszcze i zawroty głowy, reagując na każde jej westchnienie, każdy dotyk, przesuwając dłonie na jej piersi i ostrożnie wsuwając palce pod rozpięty stanik. Niby to przypadkiem musnął opuszkami miękką, gładką krągłość jej piersi, nie posuwając się jednak dalej i unosząc roziskrzone spojrzenie na Voice. Przypominał niesfornego chłopca, zachwyconego swoim wybrykiem i czekającego na poklask albo burę.
- Jesteś taka piękna, Voice... - wyszeptał, po czym delikatnie przygryzł płatek jej zaróżowionego ucha i zamruczał cicho, bawiąc się jej pożądaniem. I swoim, które coraz bardziej go obezwładniało, wypierając wszystkie myśli, wszystkie obrazy poza ciałem Voice, jej nieprzytomnymi oczami i rozchylonymi wargami.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Windsor, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2546
  Liczba postów : 1612
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9119-voice-lloyd
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9122-uslysz-cichy-glos#255607
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9121-glos-w-twojej-glowie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9120-voice-follett-cheney-lloyd




Gracz






PisanieTemat: Re: Sad owocowy   Pią Maj 13 2016, 12:37

Starała się nie myśleć o przyszłości. Chociaż gdzieś podświadomie marzyła o rodzinie, kochającym mężczyźnie i ślicznych dzieciach, nie potrafiła odnaleźć na tym obrazku siebie. Miała świadomość, że tak sielankowa wizja nie łączy się z jej przeszłością i te dwie rzeczywistości nie mają prawa funkcjonować obok siebie. Podobno osoby wychowane w patologicznym środowisku przez niekoniecznie wzorowych rodziców nie umieją sobie poradzić w dorosłym życiu. Voice nie chciała nikogo krzywdzić, dlatego bardzo bała się zaufać Percivalowi, ale zrobiła to. Zrobiła to, bo uwierzyła, że może jednak znalazła tego anioła, który oswoi ją z otaczającym światem i pomoże go zrozumieć. Czuła się źle w Londynie, w ogóle w Anglii, czuła się źle w swoim mieszkaniu i w Hogwarcie. Chciała uciec. Może gdyby stąd wyjechała, faktycznie udałoby jej się rozluźnić i rozkwitnąć, ale w tej chwili nie umiała. Liczyła tylko na to, że Percy pewnego dnia ją stąd wyrwie i pokaże Kanadę, o której po cichu marzyła, spragniona spokoju. Zastanawiała się, jak wyglądał i zachowywał się Percy w swoim świecie. Czasami, leżąc na pustym łóżku, wyobrażała go sobie na łonie natury, emanującego tą wolnością, której pragnienie czasami biło z jego oczu.
Jej wzrok na zmianę wyostrzał się i rozmywał, czyniąc z Percivala drżącą, słodką zjawę. Oddychała z trudem, jej puls przyspieszał, skóra paliła. Rumieńce naznaczyły policzki. Nerwowo oblizała nieco spierzchnięte, spragnione pocałunków wargi. Niesamowicie działało na nią to, że nagle przestał być nienagannym dżentelmenem, a stał się pożądliwym, zachłannym mężczyzną, spragnionym kobiecego ciała. Rozpięła dolny guzik jego koszuli i wsunęła pod nią ciepłe palce, drażniąc brzuch i powoli kierując dłoń na plecy. Nawet nie zauważyła, kiedy znów znaleźli się na trawie, ciało przy ciele. Sukienka pod wpływem gwałtownego ruchu podwinęła się, odsłaniając znaczną część zgrabnych ud, które musnął wiatr, powodując delikatną, gęsią skórkę. Odchyliła nieznacznie głowę, wzdychając cicho, a gdy jego usta dotarły do wrażliwych obojczyków, słodko jęknęła, unosząc ramiona i nieznacznie wyginając się do tyłu. Rozpięła kolejny guzik koszuli, tym razem pierwszy, wędrując dłonią na kark, który na zmianę muskała i gładziła, co jakiś czas zahaczając o miękką skórę paznokciami. Po chwili jednak sukienka uniosła się jeszcze wyżej, a Voice poczuła silne dłonie na swoich plecach. Dreszcz nie zdążył przebiec przez jej kręgosłup, gdy wyparł go kolejny, silniejszy, spowodowany ciepłymi palcami na piersi. Spojrzała mu w oczy, intensywnie, z namiętnością i miłością. Jej serce zabiło szybciej, oczy zaszły mgłą.
- Dałbyś radę teraz mnie zostawić? Teraz wstać i iść do domu? Jak bardzo mnie pragniesz, Percy? - zachrypnięty, drżący pomruk wypełnił przestrzeń między jej wargami a jego uchem. Ucałowała je, a potem spłynęła miękko wargami po jego szyi, obojczykach i fragmencie mostka, aż do kolejnego guzika koszuli, który sprawnie rozpięła zębami, tak jak chciała od dawna. Z rozkosznym, nonszalanckim uśmiechem przesunęła opuszkami po linii jego paska. Musiała choć trochę się podrażnić, choć przez chwilę być panią sytuacji. Ona też umiała prowokować.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Kanada
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 4873
  Liczba postów : 969
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5587-percival-magnus-follett
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5588-relacje-percivala#161773
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5589-plomykowka-percivala#161774
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7256-percival-m-follett#205227




Gracz






PisanieTemat: Re: Sad owocowy   Pią Maj 13 2016, 18:56

(chyba już + 18)

Czekał tylko na właściwy moment. Nie chciał jej przerazić, zbyt szybko każąc pakować walizki i oznajmiając, że czas, by poznała jego rodzinę. Zdawał sobie sprawę, że tak delikatna, nieufna osoba potrzebuje oswoić się z nową sytuacją, z nowym uczuciem, a może po prostu w nie uwierzyć. Miał wrażenie, że z każdym ich spotkaniem Voice czuje się coraz pewniej w tej relacji, że coraz śmielej szuka jego bliskości, mimo że nadal była rozczulająco niepewna. Chciał rozwiać wszystkie jej wątpliwości, utwierdzić ją w przekonaniu, że cokolwiek by się stało, będzie dla niego ideałem. Marzył, że niedługo pokaże jej Kanadę, pokaże azyl, jakim był dla niego dom rodzinny, tętniący życiem, a jednocześnie stający na zupełnym odludziu, w środku puszczy. Wiedział, że dziewczyna otoczona ciepłem i troską jego matki, wesołością sióstr, humorem dziadka i pogodnym spokojem ojca, a może nawet głupimi wybrykami młodszego brata, rozkwitnie i nabierze wiary, że pewnego dnia stworzy prawdziwą rodzinę, zostawiając za sobą to, co w jej życiu było nieudane i niepełne.
Błądził dłońmi i wargami po jej skórze coraz zachłanniej, napinając instynktownie mięśnie, gdy dotknęła jego brzucha. Jej jęk sprawił, że Percy zmarszczył brwi, czując kolejną falę podniecenia promieniującego z podbrzusza i obejmującego całe ciało. Sposób, w jaki reagowała na jego dotyk, sprawiał, że Percy nie mógł się od niej oderwać, pożądając jej z każdą chwilą coraz bardziej. Tym razem to on cicho jęknął, czując jej delikatne dłonie pieszczące wrażliwy kark. Mimowolnie rozchylił usta, owiewając jej obojczyki gorącym oddechem, i poruszył głową, napawając się dotykiem, który rozpalał jego zmysły.
Gdy spojrzała mu w oczy, nie mógł powstrzymać uśmiechu, który cisnął mu się na usta. Nigdy dotąd nie widział jej takiej i nie sądził, że będzie aż tak piękna z oczami błyszczącymi pożądaniem i miłością.
- Nie dałbym... nie mam tyle siły... - wyszeptał, przymykając oczy i wsuwając dłonie pod jej stanik. Delikatnie ujął jej piersi w dłonie, drażniąc kciukami stwardniałe sutki i nie mogąc zebrać myśli. - Nie powiem ci... ale mogę pokazać - westchnął, czując gorący dreszcz biegnący wzdłuż kręgosłupa, gdy jej wargi zaczęły delikatnie pieścić jego skórę. Oblizał nerwowo wargi, patrząc na nią, pożerając wzrokiem, gdy rozpinała zębami kolejny guzik jego koszuli, a potem uśmiechnęła się tak kusząco przesuwając palcami po linii jego paska, że Percival niemal jęknął z pożądania. Gwałtownym ruchem ściągnął jej przez głowę sukienkę, a potem stanik, po czym objął Voice roziskrzonym spojrzeniem, wyrażającym zachwyt i pożądanie. Wodził opuszkami palców po jej ciele, zaczynając od wysmukłych ud, poprzez krągłe biodra, przesuwając się na brzuch, by w końcu zacisnąć palce na jednej z piersi, a językiem musnąć różowy sutek drugiej. Nie mógł się nasycić bliskością jej ciała, idealnym kształtem jej jasnych piersi o rozkosznie stwardniałych sutkach, otoczonych jaśniejszymi aureolkami. Mimo początkowej gwałtowności, teraz pieścił ją leniwie, nieznośnie powoli, unosząc oczy i patrząc na jej zarumienioną twarz i rozchylone wargi. Wolną dłoń niespiesznie przesunął na wnętrze jej uda, po czym przelotnie musnął opuszkami pachwinę. - A ty... jak bardzo mnie pragniesz...? - mruknął ochryple, odrywając na chwilę usta od jej piersi i uśmiechając się łobuzersko.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Windsor, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2546
  Liczba postów : 1612
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9119-voice-lloyd
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9122-uslysz-cichy-glos#255607
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9121-glos-w-twojej-glowie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9120-voice-follett-cheney-lloyd




Gracz






PisanieTemat: Re: Sad owocowy   Nie Cze 05 2016, 14:39

+18

Tyko w snach była tak blisko swojego księcia, ale szybko się z nich wybudzała, uważając, że to niewłaściwe i że przecież może on wcale jej nie chce i nie marzy o niej tak, jak ona o nim. Syciła się więc niewinnością ich uczucia, tą świeżością i subtelnością i czasami nawet zapominała o tym, że podczas samotnych nocy miękkie usta Percivala wyznaczały na jej ciele długie ścieżki. Sen przynosił ulgę stęsknionemu ciału, ale też sercu, umysłowi i duszy, które czuły się w tej relacji należycie wypieszczone. Percy był jej bliski na wszystkie możliwe sposoby, mimo że pozornie nie mieli ze sobą nic wspólnego. Podobała jej się jego impulsywność, jego odwaga i ciepły uśmiech. Uwielbiała tańczyć z nim walca i wymieniać uprzejmości, ale chciała też poznać jego drugą naturę - chłopca z puszczy, zakochanego w naturze, z roztrzepanymi włosami i roziskrzonymi oczami. Chciała poznać go w całości, nie połowicznie. Im częściej go widywała, im więcej czasu spędzała przy jego boku, tym mocniej ją oczarowywał nie tylko zaletami, ale i wadami. Czuła się przy nim coraz swobodniej i pewniej, i nawet zaczynała wierzyć, że on rzeczywiście mógł ją pokochać równie mocno, jak ona pokochała jego.
Cała drżała, a pożądanie i euforia rozpierały jej drobne ciało. Mogłaby po prostu słuchać jego westchnień przez całą wieczność, patrząc w te ciemne, hipnotyzujące oczy. Wsunęła dłonie głębiej pod jego koszulę, pieszcząc kark, barki, tors. Nieznośnie rozkoszny skurcz spowodowany narastającym pragnieniem sprawił, że instynktownie uniosła nieco biodra, z trudem powstrzymując jęk. Zwilżyła spierzchnięte wargi, które ułożyły się w jego imię, mrucząc je wprost do jego ucha.
Delikatnie wbiła paznokcie w jego ramiona, czując ciepłe palce na delikatnych piersiach. Sztywne sutki przebijały się przez materiał sukienki, po chwili znikając w jego dłoniach. Sposób, w jaki na nią patrzył, przyprawiał ją o kolejne dreszcze. Nie spodziewała się takiej gwałtowności, takiej impulsywności. Nieco zaskoczona, cicho jęknęła. Ciepły wiatr delikatnie smagał niemal nagie ciało, bawił się złotymi włosami i obsypywał ją białymi płatkami kwiatów. Delikatny rumieniec splamił jasną buzię. Nikt jeszcze tak na nią nie patrzył. Przygryzła delikatnie, kusząco dolną wargę. W jej niebieskich oczach oprócz miłości i pożądania czaiła się nuta wstydu i łobuzerskie iskierki. Drżące westchnienie wyrwało się z jej ust, gdy zajął się jej ciałem z taką subtelnością.
Nie umiała odpowiedzieć na to pytanie. Po prostu nie dało się zamknąć tego w żadnych słowach, być może nawet w gestach.
- Tak mocno, jak cię kocham - zachrypły, drżący głos idealnie pasował do jej rumieńców i wyznania, gdy słodko, namiętnie go pocałowała, bez chwili zawahania rozpinając pośpiesznie jego koszulę, którą leniwie zsunęła z jego ramion, przerywając pocałunek. Jedną dłoń ułożyła na jego karku, powoli go głaszcząc, a drugą przebrnęła przez jego klatkę piersiową i brzuch, docierając aż do spodni. Z rozkosznie niewinnym uśmiechem rozpięła najpierw guzik, a potem zamek, by z zadowoleniem na tym poprzestać. Nie wytrzymała jednak i wsunęła palce pod materiał bokserek, drażniąc skórę w okolicach męskości ciepłymi palcami.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Kanada
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 4873
  Liczba postów : 969
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5587-percival-magnus-follett
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5588-relacje-percivala#161773
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5589-plomykowka-percivala#161774
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7256-percival-m-follett#205227




Gracz






PisanieTemat: Re: Sad owocowy   Nie Cze 05 2016, 21:27

+ 18

Czasem nie mógł znieść pustki w swoim łóżku, wyobrażając sobie, że ma Voice na wyciągnięcie ręki, marząc o zapachu jej włosów i ciepłych dłoniach sunących po jego ciele. Starał się panować nad własną fantazją, ale nie było to łatwe, kiedy leżał w cichym mieszkaniu, wpatrując się w sufit i próbując nie myśleć o jasnej skórze Voice, jej wysmukłych, ale zmysłowych kształtach i uśmiechniętych ustach. Ze złości ciskał poduszką o ścianę, ale to w żaden sposób nie pomagało. Wyrzucał sobie, że nie potrafi kochać jej wyłącznie platonicznie. Wydawała się taka delikatna i niewinna, że miał niemal wyrzuty sumienia, gdy wyobraźnia podsuwała mu kolejne obrazy nagiej Voice. Kochał ją tak bardzo, że fizyczność wydawała mu się czymś prawie niestosownym, szczególnie że sama dziewczyna rozczulała go swoją subtelnością i nieśmiałością, której brakowało kobietom, które znał do tej pory. Nie chciał niczego przyspieszać. Zamierzał delektować się ich bliskością, uczuciem, zmysły spychając na dalszy plan na tyle, na ile to było możliwe. Codziennie zachwycała go czymś nowym, drobiazgami, których nie umiałby nazwać. Sposobem, w jaki unosiła wzrok, gdy do niej mówił, niepozornymi gestami, które składały się na to, kim była. Chciał ją poznać, zachłannie zagarniając dla siebie jej czas, układając dzień tak, aby nie uronić ani jednej minuty, którą mogliby spędzić razem. Scałowywał z jej warg smutne uśmiechy, wygładzał zmarszczone brwi i robił wszystko, by powoli rozkwitła, otworzyła się na niego i jego miłość.
Patrząc na nią, całkowicie tracił głowę. Jej westchnienia, drżenie kruchego ciała i ciepłe dłonie bezbłędnie odnajdujące najwrażliwsze punkty na skórze Percivala sprawiały, że nie byłby w stanie się już od niej oderwać. Sposób, w jaki wymruczała jego imię sprawił, że wzdłuż kręgosłupa Percy'ego przebiegł gorący dreszcz pożądania. Pieścił ją zachłannie, chłonąc reakcje jej ciała, jednocześnie skupiony wyłącznie na dawaniu jej przyjemności i wyczulony na najmniejszy znak protestu z jej strony.
Uśmiechnął się do niej, widząc gorący rumieniec oblewający blade policzki i lekko zamglone spojrzenie, mieniące się całą gamą emocji. Była doskonała w każdym calu, od różowych opuszek, złocistych włosów po jedwabiste uda i urocze wgłębienie pępka. Nigdy nie przypuszczał, że tak przedziwny element ludzkiego ciała jak pępek wzbudzi w nim taki zachwyt i czułość. Na jej głowę, nagie ramiona i piersi sypały się białe, pachnące płatki kwiatów, sprawiając, że Percy upajał się własnym szczęściem i niewiarygodnym pięknem tej chwili. Zamruczał z uśmiechem, odpowiadając równie namiętnym pocałunkiem i pozwalając jej na wszystko, oddając się w jej drobne, ciepłe ręce, które z lekkością i wdziękiem doprowadzały go na skraj wytrzymałości. Westchnął cicho, gdy pieściła jego kark, po czym wstrzymał na chwilę oddech, patrząc na jej niewinną, dziewczęcą twarz i czując, że jej dłoń dotarła do dolnych partii jego ciała. Przygryzł nerwowo wargę, oddychając płytko, czekając na jej dotyk, a kiedy go doświadczył, zachłysnął się powietrzem i na kilka drżących oddechów odchylił głowę do tyłu. Nie spodziewał się, że zareaguje na nią tak gwałtownie, ale przecież wszystkie jego reakcje w obecności Voice stawały się intensywniejsze niż kiedykolwiek. W odpowiedzi delikatnie przesunął palcami wzdłuż jej pachwiny i wsunął palce pod materiał bielizny dziewczyny, dotykając jej rozgrzanej kobiecości. Najpierw ostrożnie, niemal nieśmiało, by po chwili przesunąć się do najwrażliwszego punktu jej ciała i zacząć czule go pieścić i drażnić, zachłannie obserwując wyraz jej twarzy, zmieniając nacisk i tempo, starając się naleźć klucz do jej rozkoszy.
- Jeszcze chwilę temu sądziłem, że jesteś aniołem... ale anioły chyba nie znają takich przyjemności... nie wiedzą, ile tracą - wyszeptał ochryple, uśmiechając się do niej łobuzersko i składając krótki pocałunek na jej obojczyku. - Proszę cię, powiedz, że piłaś eliksir... - westchnął, wtulając wargi w jej rozgrzaną szyję i modląc się, żeby odpowiedziała twierdząco, zdejmując z jego barków ciężar odpowiedzialności i pozwalając na wybuch niczym nieskrępowanej namiętności.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Windsor, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2546
  Liczba postów : 1612
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9119-voice-lloyd
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9122-uslysz-cichy-glos#255607
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9121-glos-w-twojej-glowie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9120-voice-follett-cheney-lloyd




Gracz






PisanieTemat: Re: Sad owocowy   Pon Cze 06 2016, 16:54

+18

Zatrzymywała przy sobie facetów cielesnością. Nie ważne, czy byli jej bliscy, czy nie - potrzebowała uwagi i starała się uzyskać ją za wszelką cenę. Smukłe ciało i jasna skóra stały się towarem, za który cena wydawała się śmiesznie niska. Dopiero niedawno odkryła, że jej nagość wcale nie musi być kartą przetargową za odrobinę czułości. Percival dbał o nią, chociaż na wszystkie sposoby starała się ukryć wątłe ramiona i zaokrąglone biodra. Dbał o nią, chociaż widział blizny na jej dłoniach. Dbał o nią, chociaż nie wiedział, skąd one się wzięły. Voice powoli uświadamiała sobie, jak wielkie szczęście ją spotkało, gdy Percy znalazł ją nieprzytomną na ulicy. Błyskawicznie zajął miejsce w jej planach i marzeniach, stając się wyśnionym elementem przyszłości. Wierzyła, że z nim wszystko może się udać; że w tych silnych ramionach znajdzie ukojenie i spokojny sen. Zaufała mu w tańcu, więc była gotowa zaufać też w życiu - nie mógł jej puścić. Czasami kręciła się w swoim o wiele za dużym łóżku i dręczyła bolesnymi obrazami jego przystojnej twarzy i ciemnych oczu. I gdyby tylko był obok, wtuliłaby wargi w to słodkie miejsce tuż nad sercem i gładziła delikatnie jego cudowne ciało przez całą noc, wdychając ukochany zapach. Marzyła o sennych pocałunkach na dzień dobry, o masowaniu mu karku i ramion po treningu. Marzyła o mdłej codzienności, która przy nim z pewnością nabrałaby wyrazu. Potrzebowała ciepła i uwagi wśród prozaicznych rzeczy, a nie tylko od czasu do czasu. W zamian była gotowa powierzyć mu w ręce całą siebie. Tylko czy nie zrobiła tego już dawno?
Wszystko przyjemnie wirowało, obraz przed jej oczami na zmianę wyostrzał się i rozmazywał, ale oczy Percivala pozostawały tak samo wyraźne i głębokie. Opuszki palców mrowiły po zetknięciu z jego rozpaloną skórą, w podbrzuszu kumulowało się znajome uczucie pożądania. Percy. Jej Percy. Upragniony, najsłodszy Percy dotykał jej, patrzył na nią, pozwalał badać swoje ciało. Nie mogłaby zaprotestować, nie mogłaby mu odmówić. Czuła wstrząsające nim dreszcze, słyszała przyspieszony oddech i powoli docierało do niej, że to nie jest sen. To działo się naprawdę. Każda jego reakcja była intensywniejsza od poprzedniej, co przyjemnie łechtało jej próżność i zachęcało do dalszego działania. Kruchy motyl stawał się leniwym kotem, z łatwością ulegającym pieszczotom. Obserwowała jego reakcje, sprawdzając, co sprawia mu największą przyjemność. Ukwiecone drzewa rzucały na jego twarz cienie, igrając ze złotymi promieniami błyszczącymi w oczach i włosach. Z odchyloną głową, drżącymi wargami i przymkniętymi oczami wyglądał nieziemsko. Jak jakaś tajemnicza, szalenie kusząca istota. Nie mogła oderwać od niego wzroku, dopóki nie poczuła przyjemnego ciepła w okolicy swojej kobiecości. Spojrzała mu głęboko w oczy, a po chwili jej usta rozchyliły się, biodra uniosły do góry i niecierpliwie zakołysały, plecy wygięły się w delikatny łuk. Namiętność i zadowolenie rozkwitało w jej oczach, wciąż nieprzytomnie wpatrzonych w niego. Nie dało się zaprzeczyć, że wyglądała wyjątkowo kusząco; rumieniec na jej twarzy nie był już wynikiem zakłopotania, a pożądania. Serce coraz szybciej tłukło się w piersi, szukając obok siebie jego serca.
Cichy jęk wyrwał się z jej ust. On był jej aniołem. Wyjątkowym aniołem, bo znającym te przyjemności i umiejącym je dawkować. Jego prośba tylko utwierdziła ją w przekonaniu, że Percy o nią dba i nie zamierza odejść jutro, za tydzień czy za miesiąc.
- Percy... Percy... - szeptała jak w amoku, całując jego skroń, czoło, policzek. - Piłam, Percy. Piłam - widać było, że mówiła z trudem, bo ledwo już nad sobą panowała. Potrzebowała go teraz, tutaj, natychmiast. Najmocniej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Kanada
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 4873
  Liczba postów : 969
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5587-percival-magnus-follett
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5588-relacje-percivala#161773
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5589-plomykowka-percivala#161774
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7256-percival-m-follett#205227




Gracz






PisanieTemat: Re: Sad owocowy   Pon Cze 06 2016, 21:27

+18

Ujmowała go właśnie tą nieśmiałością i delikatnością, zagubieniem, które sprawiało, że czuł się ważny, potrzebny. Dotychczas nie zdawał sobie sprawy, jak bardzo jest zmęczony kobietami, dla których był przygodą na jedną noc albo trofeum, albo dodatkiem, którego wcale nie potrzebowały. Jak bardzo go drażniły ich słowa, gdy po raz kolejny postanawiały mu udowodnić, że jest im zbędny, że doskonale poradzą sobie bez niego. Kochał Voice i sposób, w jaki go nieświadomie zmieniała. Nie chciał o nic pytać, bo uczyła go cierpliwości i powściągliwości na tyle, na ile to było możliwe przy jego temperamencie. Chciał jej dać poczucie bezpieczeństwa, całować blizny na jej dłoniach tak długo, aż przestaną być zapisem bolesnych wspomnień. Zależało mu na niej tak bardzo, że czasami czuł się przytłoczony tym uczuciem i faktem, że nie należy tylko do niego, ale do nich obojga. Czasem miał ochotę zostać u niej na noc, ale bał się, że nie wytrzyma pokusy, że jednym gestem zburzy jej kruchy spokój, który budowali z takim wysiłkiem. Znał siebie na tyle dobrze, by wiedzieć, że nie może ręczyć za swoją głupią impulsywność, gdy Voice dotknie jego skóry albo uśmiechnie się tak słodko i kusząco, że jego tętno gwałtownie przyspieszy. Chciał, żeby pościel pachniała jej ciałem, żeby obudzić się rano i odnaleźć ją obok siebie albo przesunąć dłonią po wygniecionym prześcieradle na drugiej połowie łóżka, odnajdując jej ciepło i wiedząc, że zaraz wróci i rozpocznie jego dzień miękkim pocałunkiem.
Drżał pod wpływem jej dotyku, oddychając coraz płycej i tłumiąc cichy jęk, gdy przez jego ciało przepływały kolejne fale rozkoszy. Marzył o tej chwili, ale nadal nie mógł uwierzyć w jej prawdziwość, mimo dowodów, jakie dawała mu Voice, grając na jego zmysłach, sprawiając, że ulegał jej i bez protestu pozwalał przejąć inicjatywę, nawet jeśli trwało to krótko.
Rozkoszował się jej rozbudzoną namiętnością, nieprzytomnym spojrzeniem, wygiętym w łuk ciałem i rozkołysanymi biodrami, które domagały się jego dotyku. Wyglądała zjawiskowo, nadając ich bliskości wymiaru niemal metafizycznego, ze swoimi idealnymi rysami i posągowym ciałem, które zdawało sie rozkwitać i rozgrzewać pod wpływem jego pieszczot. Miał ochotę ucałować jej rozchylone wargi, spić z nich ten przyspieszony, drżący oddech, ale odmówił sobie tej przyjemności, nie chcąc tracić jej z oczu ani na moment. Słysząc jęk Voice uśmiechnął się zmysłowo i pieszczotliwie musnął palcami jej kobiecość, obserwując rozgorączkowanymi oczami jej mimikę, a potem oddając chaotyczne pocałunki, którymi obsypała jego skórę.
- Voice... w takich momentach kocham cię jeszcze bardziej... - wymruczał żartobliwie, po czym cofnął dłoń i objął ją mocno ramionami w pasie, kładąc na pachnącej, wygrzanej w słońcu trawie. Patrzył na nią przez chwilę z nieprzytomnym uśmiechem, po czym pospiesznie ściągnął z siebie resztę ubrań i przywarł wargami do piersi Voice, następnie przesuwając się na brzuch, by w końcu dotrzeć do linii fig, które zdjął delikatnie, przesuwając dłońmi po jej wysmukłych, jasnych udach. Złożył na jej kobiecości ulotny pocałunek, po czym nachylił się na powrót nad jej zarumienioną twarzą, oddychając ciężko i z trudem nad sobą panując. - Jak mam cię kochać, Voice...? - spytał, patrząc jej w oczy, po czym pocałował namiętnie w usta, oddychając zachłannie zapachem jej pożądania.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Windsor, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2546
  Liczba postów : 1612
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9119-voice-lloyd
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9122-uslysz-cichy-glos#255607
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9121-glos-w-twojej-glowie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9120-voice-follett-cheney-lloyd




Gracz






PisanieTemat: Re: Sad owocowy   Pon Cze 06 2016, 22:48

+18

Zawsze usilnie udowadniała, że jest silną i niezależną kobietą. Swoje słabostki i zagubienie starannie ukrywała, a przy Percivalu zaczęła je powoli ujawniać. W sumie nie miała wyboru - ich znajomość rozpoczęła się od jej wycieńczenia i załamania. Zaufała mu. I chociaż bardzo bała się wyciągnąć na dłoni swoje drżące serce, w końcu to zrobiła. Potrzebowała jego troski, uwagi i silnych ramion oplatających ją mocno w pasie. Nie potrafiła udawać, że jest inaczej - w chwilach największego smutku ręce mimowolnie wędrowały w jego stronę, szukając oparcia i ciepła. Nie chciała stracić swojego rycerza. Nie chciała też grać przy nim kogoś, kim nie była - zamierzała pokazać mu tą prawdziwą, niepewną Voice, nawet gdyby miała mu się ona nie spodobać. Zależało jej na szczerości tej relacji i na tym, by oboje czuli się wolni, nieskrępowani, spokojni. Każdego dnia, w sumie od razu po spotkaniu z nim, kreśliła list z prośbą, by przyszedł do niej i utulił ją do snu. Nigdy żadnego nie wysłała, bo nie chciała się narzucać. Wolała pomęczyć się trochę samotnością, by kiedyś móc napawać się jego obecnością, delektować się nią jak dobrym winem czy drogą czekoladą.
Zauważała subtelne zmiany, które zachodziły w jego charakterze. Nie niecierpliwił się już tak szybko, uczył się panować nad emocjami. Pewnie by tego nie przyznała, ale była z niego i z siebie trochę dumna. Wiedziała, że nie tylko ona okazała się dobrą nauczycielką, ale też on pojętnym uczniem. Starała się koić jego nerwy  i zapobiegać wybuchom. W odpowiednich chwilach łechtała jego męską dumę czy obdarzała go słodkim pocałunkiem. I chociaż wciąż było to trochę nieśmiałe, trochę niepewne, to uwielbiała patrzeć potem na jego uśmiech. Percy. Jej Percy. Nie oddałaby go nikomu i za żadne skarby.
Starannie zapamiętywała najwrażliwsze miejsca na jego ciele. Obiecywała sobie, że kiedyś zasypie pocałunkami jego kark i wypieści szyję. Chciała zadbać o niego tak, jak nie zadbała nigdy żadna inna kobieta. Chciała być tą najlepszą, chociaż to pragnienie stanowiło tak niemądrą błahostkę, że powinna już dawno ją porzucić. Mimo to w jej jasnej główce wciąż pulsowała obawa, że może nie jest wystarczająco dobra, że może nie działa na niego wystarczająco mocno... Ale gdy jego urywany oddech prześlizgiwał się po jej obojczykach, wszystkie lęki znikały. Nie potrafiła uwierzyć, że to jej drobne dłonie i miękkie usta doprowadzały go do takiego stanu.
Musiała na chwilę zamknąć oczy. Choć przez ułamek sekundy ochłonąć, zapanować nad drżącymi dłońmi. Oddech jednak nie zamierzał się uspokoić, a faktura jego skóry pod palcami doprowadzała ją na skraj wytrzymałości. Już nie mogła uciec. Z własnej woli odcięła sobie wszystkie drogi, w całości zdając na łaskę i niełaskę Percivala, który wydawał się trwać w podobnie euforycznym stanie. Oddała mu serce, umysł, duszę, a teraz także ciało. Nic więcej nie miała, a gdyby miała, to i to trafiłoby do jego rąk. Wiedziała, że przy nim jest bezpieczna. Nawet w tym nieszczęsnym, choć pięknym sadzie, gdzie każdy mógł przyjść i zobaczyć dwa złączone, spragnione bliskości ciała. Nawet w nieszczęsnym, choć pięknym sadzie, gdzie jabłonie i słońce, i chmury, i ptaki, przyglądały się im z zaciekawieniem i może nawet rozczuleniem... Bo nie ma nic bardziej wzruszającego, niż tak krucha i silna równocześnie miłość dwojga ludzi.
Szorstka trawa drażniła jej rozpaloną skórę. Voice przeciągnęła się leniwie, po czym odgarnęła z czoła kilka zabłąkanych pasm jasnych włosów. Promienny, nieprzytomny i przede wszystkim szczery uśmiech rozjaśniał jej zarumienioną twarz lepiej niż ciepłe promienie słońca. To była ich chwila. Moment, gdy czas stanął i nawet wiatr przestał wiać, zamykając ich jakby w innym miejscu, w innym wymiarze. Mięśnie spinały się i rozluźniały na zmianę, gdy ciepłe wargi Percivala przemykały po jej ciele. Wplotła delikatnie palce w jego rozwiane włosy, patrząc w najukochańsze na świecie oczy.
- Jak najdłużej, Percy, i jak najprawdziwiej. Do końca świata - dodała już w jego usta, przylegając do nich z zadowoleniem. Wolną dłonią leniwie pieściła jego plecy i kark, jakby z nadzieją, że pozostanie na nich zapach jego miękkiej skóry i tą noc spędzi niemalże przy jego boku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Kanada
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 4873
  Liczba postów : 969
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5587-percival-magnus-follett
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5588-relacje-percivala#161773
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5589-plomykowka-percivala#161774
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7256-percival-m-follett#205227




Gracz






PisanieTemat: Re: Sad owocowy   Wto Cze 07 2016, 10:55

+ 18

Potrafiła go rozbroić muśnięciem dłoni, pocałunkiem, słowem albo uśmiechem, łagodząc jego gniew czy irytację, sprawiając, że znowu się uśmiechał, nie potrafiąc się złościć, kiedy była przy nim. Była tak kojąca i cierpliwa, że Percy szybko się uspakajał, rozchmurzał i dawał za wygraną, mimo że w innej sytuacji mogłoby dojść do awantury. Był gentlemanem, ale jego wybuchowy charakter często brał górę nad dobrym wychowaniem i dopiero Voice nauczyła się nad nim panować. W jej obecności łagodniał i rozpogadzał się, nagle zdając sobie sprawę, że niepotrzebnie stawia sprawy na ostrzu noża, biorąc do siebie coś, co mogło być zwykłym nieporozumieniem. Voice powoli stawała się jego głosem rozsądku, ciepłym tchnieniem wiatru, które otrzeźwiało i przynosiło spokój, kiedy emocje zaczynały brać górę.
Nie pamiętał, by doświadczył czegoś podobnego. Nie chodziło o sam fakt urody Voice, jej piękno i zmysłowość - namiętność przeplatała się z czułością, pożądanie z miłością, bliskość fizyczna z bliskością duchową, tworząc idealną kombinację uczuć, euforię, która była czymś więcej niż zwykłym zachwytem nad kobiecym ciałem i rozkoszą, którą może dać. Kochał ją tak bardzo, że każdy rozkoszny dreszcz, który wstrząsał jej ciałem, sprawiał mu taką samą przyjemność jak jej. Chciał doprowadzić ją do spełnienia nie dla zaspokojenia własnej próżności, ale dla samej radości obserwowania jej zarumienionej twarzy i zamglonych oczu, wsłuchiwania się w jej urywany oddech i westchnienia, które chciał spijać z jej warg. Żadna kobieta nie doprowadzała go do takiego stanu, niczyj dotyk nie wzbudzał w nim takich emocji, nie dawał takiej przyjemności.
Chciał zapamiętać ją właśnie taką. Pełną oczekiwania, ufności, miłości i pożądania, których był przyczyną. Była nieskończenie piękna, jasna i wyzłocona słońcem, cudownie zmysłowa w swojej kobiecości, której przestała się wstydzić. Patrzył na nią, nagle onieśmielony, jakby bojąc się, że jest tylko iluzją, po którą nie może sięgnąć, bo ta rozwieje się pod wpływem jego dotyku. Jednak ciepło i zapach jej skóry, którą pokrywał pocałunkami, nie mogły być złudzeniem. Była najdoskonalsza, najpiękniejsza i najsłodsza, ale prawdziwa do szpiku kości, ulegająca jego pieszczotom i pragnąca więcej.
Zamruczał przeciągle w odpowiedzi, całując ją zmysłowo i czując dreszcz rozkoszy i niecierpliwości wstrząsający jego ciałem, gdy z takim wyczuciem dotykała najwrażliwszych miejsc. Delikatnie rozchylił jej uda, po czym jęknął cicho, splatając się z nią w miłosnym uścisku, już w tej chwili doznając emocjonalnego spełnienia.
- Voice... - wyszeptał w jej wargi, poruszając się powoli i zachłystując rozkoszą, zapachem kobiecej skóry, jej gorącym ciałem, drżącym oddechem i faktem, że należeli do siebie. Pod palcami czuł ziemię i młode źdźbła trawy, a deszcz białych płatków opadających na jego rozgrzane plecy przyjemnie drażnił wrażliwą skórę. Całował jej szyję, schodząc niżej, aż do obojczyków, które zaczął muskać i delikatnie szczypać zębami. Jednak trwało to tylko chwilę, bo nagle objął ją mocno i przekręcił się na plecy tak, że teraz to Voice górowała nad nim. Przesunął dłońmi po jej aksamitnych plecach, patrząc z zachwytem na jej śliczną twarz, wysmukłą szyję, piersi, talię, biodra i miejsce, w których ich ciała łączyły się w jedno. Chciał, by przejęła inicjatywę, nabrała pewności siebie, zrozumiała, że pragnie tylko jej, że ma nad nim całkowitą władzę i jej życzenie jest dla niego rozkazem. Spojrzał jej w oczy i uśmiechnął się prowokująco, oddychając z trudem i przesuwając dłonie na jej pośladki. - Jestem cały twój... - wymruczał, po czym pocałował ją w usta i przygryzł delikatnie jej dolną wargę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Sad owocowy   

Powrót do góry Go down
 

Sad owocowy

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogsmeade
 :: 
Okolice Hogsmeade
-