IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Sad owocowy

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Windsor, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2072
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 1549
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9119-voice-lloyd
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9122-uslysz-cichy-glos#255607
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9121-glos-w-twojej-glowie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9120-voice-follett-cheney-lloyd




Administrator






PisanieTemat: Sad owocowy   Sro Maj 04 2016, 19:35

First topic message reminder :


Sad owocowy


Podobno wiosną ciężko znaleźć piękniejsze miejsce, niż znajdujący się niedaleko Hogsmeade sad owocowy. Niektórzy twierdzą, że można tu zauważyć nargle, ale przecież nikt rozsądny nie wierzy w ich istnienie!


______________________

S U N
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Windsor, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2072
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 1549
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9119-voice-lloyd
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9122-uslysz-cichy-glos#255607
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9121-glos-w-twojej-glowie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9120-voice-follett-cheney-lloyd




Administrator






PisanieTemat: Re: Sad owocowy   Wto Cze 07 2016, 17:25

+18

Chciała o niego zadbać. Otoczyć delikatnym, kobiecym ciepłem, uspokoić. Nie musiał nosić jej na rękach i dopieszczać na wszystkie możliwe sposoby, by wciąż go kochała i troszczyła się o niego. Zawrócił jej w głowie, zahipnotyzował głębią ciemnych oczu, uwiódł najcudowniejszym walcem, jakiego mogła sobie wyobrazić. Oczarował marzeniem o Kanadzie. Jak to możliwe, że udało mu się oswoić tak nieufne i zagubione stworzenie jak Voice? Przekonywanie jej do siebie wyglądało trochę jak tresowanie dzikiego zwierzątka, które nigdy nie miało kontaktu z ludźmi. Wciąż uczyła się kochać i mówić prawdę, i trochę ćwiczyła na Percy'm. Miała nadzieję, że nie zrobi mu krzywdy swoim zagubieniem. To wcale nie było tak, że Cheney stanowiła wzór spokoju i cierpliwości - pod wpływem silnych emocji stawała się gwałtowna i przeraźliwie nieczuła. Nie chciała, by kiedykolwiek Percival zobaczył w jej oczach łzy i obojętność, i żeby usłyszał jej cichy głos podniesiony. Wiedziała jednak, że nie zawsze będzie dobrze i pewnego dnia może przestać być dla niego ideałem... Ale teraz cieszyła się tym, co miała.
Kiedyś czuła coś podobnego przy Leosiu. Podobnego, a jednak mniej intensywnego. Czech nigdy nie dotknął tak mocno jej duszy i nie dał takiego poczucia bezpieczeństwa. Zbyt często znikał, zbyt często odchodził, by Voice poczuła się przy nim pewnie. Percy trwał. Patrzyła na niego z fascynacją i miłością, z pożądaniem. Chłonęła reakcje jego ciała, jakby miała go takiego po raz ostatni, jakby chciała zapamiętać każdą sekundę ich wspólnej miłości. Kochała go. Chociaż nie był perfekcyjny w każdym calu, to kochała wszystkie jego wady i zalety i nie wstydziła się tego, że jej największą słabością był on. Zrobiłaby wszystko dla spojrzenia ciemnych oczu i dotyku ciepłych dłoni, dla muśnięcia słodkich warg. Uzależniła się od niego błyskawicznie.
Całkowicie poddała się jego dłoniom. Wierzyła, że jej nie puści, że nie zrobi jej krzywdy. Gładziła delikatnie kciukiem jego policzek. Miała przed sobą silnego, porywczego mężczyznę, który przy niej stawał się niemal bezbronny. Bijące z jego oczu pożądanie dodawało jej pewności siebie. Czuła się kobietą. Prawdziwą, piękną kobietą, księżniczką, która w obecności swojego księcia rozkwitała i jeszcze zyskiwała na wartości. Jej uda uległy delikatnemu naciskowi, tworząc miejsce najukochańszemu ciału. Przygryzła delikatnie dolną wargę i westchnęła cicho, a w jej oczach eksplodowała miłość i upojenie.
- Percy... - szepnęła, wplatając jedną dłoń w jego włosy, a drugą przesuwając leniwie po karku. Jej oddech na zmianę pogłębiał się i spłycał, a płucom wciąż brakowało tlenu. Wypełniał je zapach kwitnących jabłoni i skóry Percivala, świeżej trawy i wiosennego słońca. Czuła się prawie tak jak wtedy, gdy uczył ją tańczyć walca. Powoli oswajała się z krokami, z tempem, z jego bliskością. Po chwili jednak sytuacja odwróciła się i to ona przejęła kontrolę. Był cały jej, tak jak ona cała była jego. Zniecierpliwione biodra poruszały się w umiarkowanym tempie. Jasne włosy opadały jej na ramiona i piersi, muskając i drażniąc też tors Percy'ego. Cichym, słodkim jękiem przerwała ich pocałunek, by po chwili obdarzać muśnięciami jego brodę, linię szczęki, policzek. Opuszkami odgarnęła delikatnie kosmyki, które zasłoniły jego czoło. - A ja cała twoja, Percivalu - zamruczała cicho, by po chwili znów jęknąć z narastającej rozkoszy.

______________________

S U N
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Kanada
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 4370
  Liczba postów : 966
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5587-percival-magnus-follett
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5588-relacje-percivala#161773
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5589-plomykowka-percivala#161774
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7256-percival-m-follett#205227




Moderator






PisanieTemat: Re: Sad owocowy   Wto Cze 07 2016, 21:54

+ 18

Może po prostu byli sobie pisani. Może musieli przejść przez to wszystko, żeby trafić na siebie w odpowiednim miejscu, odpowiednim czasie. Uzupełniali się pod każdym względem - zarówno charakterologicznie, jak i fizycznie, tworząc parę tak piękną i kontrastującą, że było to niemal zabawne. Percy zdawał sobie sprawę, że wzbudzali sensację wśród przechodniów, którzy oglądali się za nimi. Dotyczyło to w równym stopniu mugoli, którzy nie mieli pojęcia, kim jest, jak i czarodziejów, którzy czasem rozpoznawali w nim zawodnika reprezentacji narodowej. Nigdy nie czuł tak wyraźnie, że jest młody i szczęśliwy. Obecność Voice nawała wszystkiemu sens, sprawiała, że nie żył wyłącznie chwilą obecną, uczył się łączyć teraźniejszość i przyszłość, patrzeć dalej, snuć plany dotyczące ich obojga, nawet jeśli nie mówił o tym głośno, nie chcąc spłoszyć dziewczyny, która powoli odnajdywała się w tej relacji, nabierała pewności siebie. Zdawał sobie sprawę, że żadne z nich nie jest idealne i gdy opadnie pierwsza fala euforii, motyle w brzuchu zaczną słabiej trzepotać skrzydełkami, a różowe okulary zsuną się do połowy z nosa, mogą doświadczyć wielu prób i kryzysów, ale głęboko wierzył, że wyjdą z tego obronną ręką. Przecież byli dla siebie stworzeni - łącznie ze wszystkimi niedoskonałościami, które wspólnymi siłami korygowali.
Z Zoe łączyło go przede wszystkim nieopanowana namiętność, która rzuciła mu się na mózg i zupełnie otumaniła. Pragnął jej i mylił zauroczenie z prawdziwym uczuciem, które poznał dopiero patrząc w jasne oczy Voice. Nie rozumiał, jak to możliwe, że ta sama osoba wzbudza w nim tyle uczuć, jednocześnie kojąc i doprowadzając do szaleństwa, wzruszając tak bardzo, że bolało go serce, i napełniając go bezgranicznym szczęściem. Kochał ją tak bardzo, że czasem nie wiedział, co począć z nadmiarem uczucia, które z niego biło, sprawiając, że nikt nie miał wątpliwości, że ma do czynienia z ciężkim przypadkiem zakochania.
Ich przyspieszone oddechy mieszały się, rozgrzane ciała przywierały do siebie jak najmocniej, pragnąc tej bliskości i rozkoszy, którą sobie dawały. Rozkwitała w jego ramionach, w jego cieple i obserwował to z radością - czasami czuł się niemal jak ogrodnik, pielęgnujący drogocenną roślinę i z nadzieją wpatrujący się w nabrzmiewający pąk, który lada chwila mógł się rozwinąć w kwiat. Mruczał cicho, kochając ją z czułością i namiętnością, upajając się tą chwilą, dotykiem Voice, zapachem jej skóry i wiosny, która szumiała im w głowach.
Uwielbiał ją taką. Uwielbiał ją w każdej wersji i każdej postaci, ale w tej chwili władała niepodzielnie jego sercem i zmysłami, kołysząc się tak kusząco, cała różowo-złocista i tak cudownie kobieca, że Percy nie mógł oderwać od niej roziskrzonego spojrzenia. Ucałował jej palce, po czym przesunął dłońmi wzdłuż jej bioder, talii, by zatrzymać się na piersiach, które zamknął w dłoniach i zaczął delikatnie pieścić, przygryzając dolną wargę. Syknął, czując dreszcz rozkoszy, po czym gwałtownie podniósł się do siadu, oplatając Voice ramionami i przyciskając do siebie, całując jej piersi, muskając językiem sutki i owiewając je gorącym, urywanym oddechem.
- Voice... jesteś taka piękna... - szepnął ochryple, obejmując jej pośladki i wychodząc na spotkanie jej bioder, szybko odnajdując wspólny rytm ciał. Jęknął i odchylił głowę do tyłu, przymykając na chwilę oczy, gdy jego ciałem wstrząsnęła kolejna fala rozkoszy. - Najpiękniejsza...

______________________



Everybody's looking for

somebody's arms to fall into.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Windsor, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2072
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 1549
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9119-voice-lloyd
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9122-uslysz-cichy-glos#255607
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9121-glos-w-twojej-glowie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9120-voice-follett-cheney-lloyd




Administrator






PisanieTemat: Re: Sad owocowy   Sro Cze 08 2016, 18:48

+18

Voice była trochę speszona spojrzeniami ludzi. Nie lubiła, gdy ją oceniano, ale krzepiące uśmiechy przypadkowych osób dodawały jej otuchy i utwierdzały w przekonaniu, że z Percy'm tworzą naprawdę piękną parę. Gdyby tylko wciąż nie ścigała jej przeszłość, z pewnością byłaby szczęśliwa i spokojna. Jeśli on nie był miłością jej życia, tą najsilniejszą i na zawsze, to gdzie miała szukać tej prawdziwej? I czy w ogóle mógł istnieć ktoś, kto dopełniał ją lepiej niż Percival? Razem tworzyli perfekcyjne połączenie, idealnie zbilansowane i harmonijne. Tylko czy to mogło być prawdziwe? Może rzeczywiście patrzyli na siebie nawzajem zbyt optymistycznie, skrzywdzeni relacjami z przeszłości, gorączkowo poszukujący uczucia? Voice nie miała wątpliwości, że ich miłość istnieje naprawdę. Z każdym kolejnym dniem jeszcze bardziej wierzyła, że pewnego dnia będzie miała piękne wesele, cudowne dzieci z najwspanialszym mężem i spokojne, szczęśliwe życie.
Kochała go. Nie za sławę czy pieniądze, nie za wzorowe maniery i przystojną twarz. Kochała go za to, że był trochę zbyt impulsywny. Kochała go za piękny, chłopięcy uśmiech i łobuzerskie iskry w oczach. Kochała go całego, mimo że wcale nie był idealny. Wystarczyło, że po prostu był. Delikatnie przesuwała kciukami po jego przystojnej twarzy. Dotykała czoła, skroni, powiek, policzków, nosa, warg, podbródka. Podziwiała harmonijne rysy i delikatną skórę, a opuszki palców nieznośnie słodko mrowiły. Nikt nie mógł równać się z Percivalem. Ich ciała idealnie do siebie pasowały, chociaż pozornie byli tak różni. Doskonale pasowała do jego ramion - mogła się w nich schować przed całym światem i zapomnieć o bólu, o wstydzie, o samotności.
Wiatr nieznacznie studził rozpaloną skórę, ale zmysły wciąż płonęły. Nuta nieśmiałości wciąż czyniła jej postawę trochę niepewną. Nieznacznie kuliła ramiona, jakby chciała zasłonić się przed jego wzrokiem. Ale gdy patrzył na nią z taką miłością, z fascynacją, uspokajała się i otwierała na jego czułość. Trochę bała się, że będzie gwałtowny, ale okazał się bezgranicznie delikatny, ciepły - taki, jak w jej marzeniach.
W jej głowie był tylko on. Jego niecierpliwe dłonie, słodkie usta i czekoladowe oczy. Jej ciałem wstrząsały rozkoszne dreszcze, a przyspieszony oddech przerywały ciche jęki i westchnienia. Spod przymkniętych powiek wyglądały jasne, zamglone, roziskrzone oczy. Wszystko dookoła rozmazywało się, tworząc świetliste plamy. Ogarnął ją stan bardzo bliski euforii. Wszystkie zmysły, poza wzrokiem, wyostrzyły się. Faktura skóry Percivala stała się jeszcze wyraźniejsza. A gdy tylko gwałtownie usiadł, gdy objął ją tak mocno i pewnie, rozkoszny jęk nabrał na sile. Plecy niemal natychmiast wygięły się w łuk, włosy opadły na kark. Objęła go za szyję, by być jeszcze bliżej, gdy rozkosz wstrząsała jej kruchym ciałem.

______________________

S U N
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Kanada
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 4370
  Liczba postów : 966
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5587-percival-magnus-follett
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5588-relacje-percivala#161773
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5589-plomykowka-percivala#161774
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7256-percival-m-follett#205227




Moderator






PisanieTemat: Re: Sad owocowy   Czw Cze 09 2016, 13:04

+ 18

Percy nie miał nic przeciwko tym spojrzeniom. Z jednej strony po prostu zdążył przywyknąć, a z drugiej chciał, żeby cały świat wiedział o jego miłości do Voice. Nie chciał się z nią kryć, choć dałby w zęby każdemu reporterowi, który próbowałby wypisywać o nich jakieś bzdury i wtykać nos w ich związek. Dla Percy'ego miłość do Voice była świętością. Czasem niespodziewanie przyciskał do ust jej dłoń albo wtulał usta w jej włosy, nie mogąc się nacieszyć jej obecnością, szukając potwierdzenia, że naprawdę jest obok, że nie rozwieje się pod wpływem jego dotyku. Coraz wyraźniej rozumiał, że nie wyobraża sobie bez niej życia, że to właśnie na nią czekał i z nią chciałby stworzyć dom. Ta myśl czasami go przytłaczała. Oboje byli jeszcze młodzi, a Percy nigdy dotąd nie myślał o tych sprawach poważnie, ale patrząc w oczy Voice czuł gwałtowny skurcz serca i pragnienie, by ich losy splotły się z sobą na zawsze. Widział w niej matkę swoich nienarodzonych dzieci i kobietę, obok której chciałby się budzić przez resztę życia. I z jednej strony ta wizja chwilami go przerastała, ale z drugiej pociągała, każdego dnia coraz bardziej się umacniając.
W jakiś magiczny sposób wlewała w jego żyły ciepło, które było czymś więcej niż namiętnością. Miał wrażenie, że w jasnych oczach Voice odbija się jej dusza - zraniona i nieufna, przesiąknięta cierpieniem, a jednocześnie lgnąca do jego własnej, gotowa w każdej chwili rozkwitnąć pod wpływem bliskości i okazanej troski, szczera i mimo wszystkich rys i skaz z natury jasna. Patrząc na Voice czuł, że nigdy nie rozumiał istoty kobiecości tak dobrze, jednocześnie tuląc do siebie jej ciało i duszę, przyjmując wszystkie ich odcienie i niedoskonałości, rzeczy, o których nie wiedział, a które czyniły ją tym, kim była. Uśmiechał się do niej, podziwiając jej piękno, które nie ograniczało się do idealnych kształtów, ale zdawało się przeświecać przez skórę i sprawiając, że wszystko, co nie dotyczyło jej, przestawało mieć jakiekolwiek znaczenie.
Nie potrafiłby być gwałtowny, zdając sobie sprawę z kruchości Voice, z jej braku pewności siebie i wszystkiego, co czyniło ją tak wzruszającą. Gdyby łączyła ich wyłącznie namiętność, Percy pewnie byłby bardziej zachłanny i gwałtowny, wychodząc z założenia, że przecież właśnie na tym obojgu zależy. Jednak z Voice wyglądało to inaczej, chciał ją kochać, pieścić, chciał, by powoli rozkwitła w jego ramionach, otworzyła się na niego całkowicie, pozbywając się wstydu i ufając jego miłości. Każdy jego gest był pełen czułości i oddania, a namiętność nie przysłaniała mu samej dziewczyny, jej pragnień i mowy jej ciała. Muskał wargami jej skórę, przesuwał po niej opuszkami palców, czując, jak stopniowo się odpręża, nabiera do niego zaufania i oddaje się całkowicie.
Jej jęki i westchnienia sprawiały, że Percy coraz mniej panował nad swoim pożądaniem, czując gorące i zimne prądy wypełniające jego ciało, promieniujące z podbrzusza i sprawiające, że całował Voice ślepo, chwytając spazmatycznie powietrze i przeczuwając, że oboje znajdują się na krawędzi spełnienia. Wszystko zaczęło się zacierać, tracić kontury. Czuł tylko Voice, odbierał jej bliskość wszystkimi zmysłami, błagając o więcej. Scałowywał kropelki potu perlące się między jej piersiami, oddychał zapachem jej rozgrzanej skóry, jej pożądania, wydając z siebie głęboki pomruk rozkoszy i przyciskając ją do siebie, poruszając się z nią w zgodnym rytmie, który prowadził ich ku spełnieniu.
- Kocham cię... - jęknął, opierając czoło na jej obojczyku i zaciskając palce na pośladkach. Ich biodra kołysały się coraz szybciej, tracili oddech i zatracali się we własnej bliskości, aż w końcu spazmy wstrząsające ciałem Voice dały mu pewność, że to już, że doprowadził ją na szczyt rozkoszy. Uniósł głowę i pocałował ją namiętnie w usta, po czym wydał z siebie stłumiony jęk i przycisnął dziewczynę mocno do siebie, czując falę rozkoszy i spełnienia, która zupełnie go obezwładniła. Trzymał ją w uścisku, nieprzytomny i rozdygotany, nie mogąc złapać tchu, wtulając twarz w zagłębienie jej szyi, nie mogąc zebrać myśli i słów.

______________________



Everybody's looking for

somebody's arms to fall into.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Windsor, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2072
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 1549
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9119-voice-lloyd
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9122-uslysz-cichy-glos#255607
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9121-glos-w-twojej-glowie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9120-voice-follett-cheney-lloyd




Administrator






PisanieTemat: Re: Sad owocowy   Czw Cze 09 2016, 21:46

+18

Zawsze marzyła o rodzinie, o domu, o cieple. Percy wydawał się być obietnicą idealnej przyszłości - najtroskliwszego męża, ślicznych dzieci, małego domku z ogródkiem. Nie wiedziała, czy on też tego chce i czy myśli o niej aż tak poważnie. W końcu byli młodzi, ona wciąż studiowała, nadal się poznawali... Mimo to Voice czuła, że w jej przyszłości czołowe miejsce zajmie Percival i po prostu nie istniała inna opcja. Kochała go z całych sił, do utraty tchu, i czasami trochę gubiła się w tej miłości, ale bez niej byłaby nikim. Nie wyszłaby z depresji, która pochłaniała ją od śmierci Leosia. Być może nawet ten piękny, wiosenny dzień spędziłaby w zimnym, pustym mieszkaniu, pijąc kawę i tułając się z kąta w kąt, jednak jakaś magiczna ręka postawiła na jej drodze przystojnego księcia i sprawiła, by właśnie dziś podbił nie tylko jej serce, ale i ciało.
Ukrywała tę miłość. Może nie tyle ukrywała, co otaczała mgiełką tajemnicy i niedopowiedzeń. Musiała sama się z nią oswoić, by przyznać wścibskim koleżankom, że Percy, na spotkanie z którym ciągle się spieszy, to Percy Follett, i że to wszystko jest na poważnie. Wciąż trochę się bała, że ich uczucie pryśnie jak mydlana bańka. Wolała, by w spokoju dojrzało.
Nigdy nie zastanawiała się nad tym, kim właściwie jest i jak widzą ją inni. Nie czuła się piękna ani wartościowa i w sumie nie docierało do niej, że w czyichś oczach może być ideałem. Teraz szalenie mocno to do niej docierało. Sama obecność Percivala sprawiała, że rozkwitała, odprężała się i uspokajała. Chociaż na początku trochę wstydziła się swoich intensywnych reakcji na jego bliskość, szybko zrozumiała, że właśnie to jest cudowne i prawdziwe, i że najlepiej pokazuje świeżość ich relacji. Czuła się przy nim wolna. Nie ograniczał jej - pozwalał, by była sobą, tą wrażliwą i zranioną istotą, która nie mówiła o swojej przeszłości i lękach. Dbał o nią mimo wszystko i gdyby tylko wiedziała, jak mu za to podziękować, dziękowałaby codziennie.
Całkowicie odpływała. Jej pierś coraz szybciej unosiła się i opadała, wargi układały się w jego imię, po karku przebiegały rozkoszne dreszcze. Nawet nie zauważyła, kiedy jej ruchy stały się szybsze, pewniejsze, kiedy dłonie zaczęły leniwie przesuwać się po torsie Percivala. Słodkie ciepło kumulowało się w jej podbrzuszu, podsycane gorącymi ustami Percy'ego przebiegającymi po jej drżącym ciele. Nie panowała już nad jękami i westchnieniami. Jej usta dawno spierzchły, więc nerwowo je oblizała. Bardzo chciała powiedzieć, że ona też go kocha, ale nie miała tyle siły. Miękko, delikatnie drażniła opuszkami palców jego kark i szyję, dopóki jej ciała nie przeszył dreszcz silniejszy niż wszystkie, promieniujący od kobiecości aż po czubki palców. Plecy wygięły się nienaturalnie, a przejmujący, cichy jęk wypełnił dzielącą ich usta przestrzeń, która po chwili zginęła w namiętnym pocałunku. Jego rozkosz wydobyła z jej ust jeszcze jedno westchnienie. Kompletnie się rozluźniła, stając się w jego ramionach całkowicie bezbronna. Delikatnie przytuliła jego głowę do swojej szyi, głaszcząc ciemne, rozwiane kosmyki włosów.
- Ja też cię kocham, Percivalu - szepnęła, pociągając go na trawę, by tam znów całować jego policzek, skroń, wzdychając słodko i sycąc jego bliskością, dopóki wiatr nie stał się odrobinę zbyt chłodny.

z/t dla obojga <33

______________________

S U N
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 92
Dodatkowo : ścigająca, jasnowidzenie
  Liczba postów : 112
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14114-sumayah-rennie-summer-rochelle
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14116-summer#373126
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14117-iskra#373127
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14115-sumayah-rennie-summer-rochelle#373125




Gracz






PisanieTemat: Re: Sad owocowy   Pon Lut 20 2017, 20:00

Hogsmeade. Czemu tutaj się wybrała? W szkole nie mogła już wysiedzieć, Harriette jak i Avrel gdzieś razem poszły, oczywiście pytały się jej czy idzie z nimi, jednakże ona się nie zgodziła. Naprawdę dzisiaj nie miała najmniejszej ochoty na towarzystwo rozbrykanych dziewcząt. Lubiła je, bardzo. Ale to znaczy, że miała z nimi spędzać każdą wolną chwilę? Chciały rozrywki czy coś. Mówiły nawet coś o piwie kremowym, dlatego postanowiła sobie darować. Może jakoś bez niej wytrzymają. Sad owocowy. Ponoć wiosną są tutaj nargle, tylko do cholery co to są nargle? Kompletnie nie wiedziała, nawet nie wierzyła w ich istnienie. Dzieczyny tylko coś o tym sadzie kiedyś wspominały i mówiły, że bardzo fajne miejsce na wyciszenie. Chciała się o tym sama przekonać. Musiała pomyśleć, wszystko przemyśleć. Zastanawiała się nad siostrą, od kiedy jest w Hogwarcie nie może wydrzeć jej z głowy. Może obawiała się tego spotkania? W końcu ją okłamywała, tak? Mimo iż było zimno, dziewczyna była na tyle ciepło ubrana, że chwilę mogła sobie pospacerować. Nie obawiała się tutaj niczego, mimo iż mówili, że Hogsmeade jest podejrzaną wioską i trzeba uważać, żeby nie wpaść na nieprzyjaciela.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Sad owocowy

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogsmeade
 :: 
Okolice Hogsmeade
-