IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 #9 Friday.

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Limerick, obecnie Londyn.
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 224
  Liczba postów : 1379
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6204-ambroge-friday
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6230-krewni-znajomi-i-wrogowie-ambroge-a
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6383-ambroge-friday
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7523-a-friday




Gracz






PisanieTemat: #9 Friday.   Czw Maj 19 2016, 02:26

Piątkowe lokum




Mieszkanie znajduje się w totalnym remoncie. Jest puste.
Są w nim tylko podstawowe meble i części wyposażenia pomocne przy higienie.
Jedynym umeblowanym pomieszczeniem jest to,
w którym Ambroge ma swoją pracownię.
Cała reszta składa się z wolnych, niezabudowanych przestrzeni.
No i wszędzie walają się butelki puste, ale i niekoniecznie.
No i niedopałki.



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 56
  Liczba postów : 62
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12676-margo-temples#342663
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12681-relacje-margo
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12682-sowa-margo
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12683-margo-temples




Moderator






PisanieTemat: Re: #9 Friday.   Czw Maj 19 2016, 22:44

List od tajemniczego gościa, mianującego się malarzem był dla mnie nie małym zaskoczeniem. Bo skąd miałby mnie kojarzyć? Musiał być ze szkoły w takim razie. Ale ja mam taki problem z kojarzeniem ludzi, że kompletnie nie wiem, kim mógłby być. Czy to nierozważne przychodzić do mieszkania osoby, której znam jedynie imię? Oczywiście. Ale kto był tam dla mnie, żeby mi to uświadomić? Rodzice jakoś nie przykładali do tego wagi, kiedy byłam mała. A teraz już nie mam nikogo. Uczę się więc na błędach. A raczej udaję. Bo mimo że popełniam błąd, to zdaję się być tak nim zachwycona, że zwyczajnie je powtarzam. Tym też sposobem zapukałam do drzwi kompletnie nieznanej mi osoby i nie widziałam w tym nic złego. Bo co mogłoby się stać? W najgorszym wypadku mógłby mnie zabić. A tego już sama próbowałam, więc nie stanowiło to dla mnie żadnego problemu.
Swoją drogą zastanawiałam się, kim jest ów nieznajomy. A może już wiele razy mijałam go na korytarzach szkoły? Może nawet to ktoś, kogo znam? Nie, jego imię mi nic nie mówiło. Chyba jeszcze nie poznałam nikogo o takim imieniu. O ile to jest prawdziwe imię. Normalna osoba czułaby pewnie głośne kołatanie serca, miałaby przyspieszone tętno, płytszy oddech, standardowe działanie adrenaliny. Ale ja zwyczajnie nie znam tego uczucia. Moje gruczoły dokrewne muszą być najwyraźniej bardzo spaczone. A przynajmniej ten konkretny. Bo jakoś nigdy nie czułam się, jakbym była w sytuacji, która zagrażałaby mojemu życiu. Nie czułam się zbyt zagrożona. Ale czy to źle? Ludzie zawsze mi mówili, że tak. Ale skąd mam wiedzieć, co jest dobre a co złe? Nikt mnie nigdy nie wyedukował jak należało. A już było za późno, żeby cokolwiek zmienić.
Czekałam aż drzwi się otworzą i poznam tożsamość mojego malarza…

____
nie znalazłam tej lokalizacji z listu, więc kliknęłam na pole "mieszkanie", ale to chyba dobrze? xd
a swoją drogą, jaki masz wizerunek? bo chyba av się różni od tego z karty, czy tylko ja głupieje?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Limerick, obecnie Londyn.
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 224
  Liczba postów : 1379
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6204-ambroge-friday
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6230-krewni-znajomi-i-wrogowie-ambroge-a
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6383-ambroge-friday
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7523-a-friday




Gracz






PisanieTemat: Re: #9 Friday.   Nie Wrz 04 2016, 23:21

TU BĘDZIE JAKIŚ GÓWNO POST ROZPOCZYNAJĄCY LIBACJE.
ZAPRASZAM.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : VIII
Wiek : 21
Skąd : Seattle
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 54
  Liczba postów : 75
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12731-skyler-jamie-henggeler
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12738-skyler-jamie-henggeler#343628
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12732-nie-mam-wlasnej-sowy#343529
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12734-skyler-jamie-henggeler




Gracz






PisanieTemat: Re: #9 Friday.   Nie Wrz 04 2016, 23:42

Kompletnie nie wiedział czy to dobry pomysł. A wręcz wiedział, że może się to okazać fatalnym pomysłem. Obce miejsce, obcy ludzie i do tego alkohol. Z jednej strony tego potrzebuje a z drugiej coś go powstrzymuje. Pierwszy raz usłyszał o imprezie gdy wychodził na miasto, pokręcił się w kilku miejscach, zjadł, napił się, jednak wciąż czuł, że to nie to i w tym momencie ponownie usłyszał o piątkowej libacji. Friday, Friday. Gdzieś w Hogwarcie przez ten jeden rok usłyszał te nazwisko.
Nie może przecież przegapić okazji do poznania kolegi ze szkoły, prawda? Skoczył tylko do monopolowego po dwie flaszki czystej i jakieś przekąski, bo w końcu nie wypada przyjść z pustymi rękoma. Zebrał się w sobie i znalazł odpowiednie mieszkanie, stojąc przed drzwiami, zza których wylewała się muzyka. Może w kuchni będą jakieś składniki i gospodarz pozwoli mu np. upiec babeczki? Nic tak dobrze nie wchodzi po pijaku jak babeczki. Może na miejscu jest już ktoś, kogo zna? Albo w trakcie pojawią się jacyś jego znajomi? Albo pozna świetnych ludzi i nawet jak przyjdą jego znajomi, to będzie ich olewał? Kto wie? Kto wie? Na razie trzeba być dobrej myśli. Nacisnął dzwonek, mając nadzieję, że ktokolwiek ze środka go usłyszy i otworzy mu te drzwi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 64
  Liczba postów : 120
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13294-bird-shane-lewis
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13295-space-unicorn




Gracz






PisanieTemat: Re: #9 Friday.   Pon Wrz 05 2016, 00:03

Nie miała zielonego pojęcia, jak to się stało, że trafiła pod drzwi do mieszkania jakiegoś... Fridaya. Nawet nie wiedziała, kim jest ten człowiek. Matko Boska, jeśli rodzice się dowiedzą, będzie miała zdrowo przerąbane! Że się szlaja nie wiadomo gdzie i nie wiadomo z kim... I tym razem będą mieli rację, bo Bird naprawdę nie wiedziała, z kim i gdzie się szlaja. Ross dał adres, Ross powiedział, że się tam imprezują, więc Birdie przyszła. Nie sądziła, żeby Ross też tam był. Pewnie spędzał ostatnie, jakże romantyczne chwile z Nani... Aż się biednej Ptaszynie niedobrze zrobiło na samą myśl o tym wszystkim. Dosyć miała tych słodkich całusków. I pamiętaj, Birdie, nie mów rodzicom, bo będą źli! Jakby mieli o co.
Dziewczyna przewróciła oczami do własnych myśli i poprawiła na ramieniu torbę, która aż zadźwięczała od butelek z wódką i piwem. Świetnie! Miała tylko nadzieję, że jak się uchleje, to nie obudzi się w wannie... Ale z drugiej strony, miała przynajmniej blisko do wody, która na kacu jest u niej podstawą. No i do muszli klozetowej, gdyby tak wszystko to miało się nie przyjąć i zachciałoby jej się wymiotować. Ehm, ale nie warto od razu snuć takie czarne scenariusze! Póki co, nawet jeszcze nie była na całej tej imprezie, tylko stała pod drzwiami i czekała, aż łaskawie wpuszczą ją do środka... Więc, tego to. Stała obok jakiegoś chłopaka, którego widziała pierwszy raz na oczy. Fajnie. Uśmiechnęła się do Niego nawet!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Limerick, obecnie Londyn.
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 224
  Liczba postów : 1379
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6204-ambroge-friday
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6230-krewni-znajomi-i-wrogowie-ambroge-a
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6383-ambroge-friday
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7523-a-friday




Gracz






PisanieTemat: Re: #9 Friday.   Pon Wrz 05 2016, 01:50

Gdyby miał osiem razy obiec ziemie to by umarł. A tak pakował lufkę. Już ją załadował i właśnie odpalał, kiedy usłyszał pukanie do drzwi. Albo dzwonek, coś w tym guście. Nie spieszyło mu się, chciał w spokoju zapalić, ale nie było mu to za bardzo dane. Leniwie podniósł się więc z kanapy – tak miał już w domu kanapę – po czym ruszył w stronę drzwi. W zasadzie nawet nie wiedział, czy ktoś serio pukał. Jak zauważono już przed drzwiami muzyka była dość głośno. Cóż, miał dziś gest. A miał cholera jasna ogarnąć to zaklęcie wyciszające, żeby sąsiedzi nie narzekali. Znowu zapomniał, no zdarzało się nawet najlepszym. Friday wcale nie był najlepszy, trzeba tutaj wspomnieć. Tym bardziej miał więc prawo do jakiejkolwiek pomyłki. Wracając, zmierzał w stronę drzwi. Był dość zdenerwowany, że nie mógł sobie w spokoju zajarać. Spojrzał przelotnie na zegarek – wybiła godzina zero, ludzie powinni być już w mieszkaniu, albo przynajmniej pod drzwiami. Może serio słyszał to pukanie?
Drzwi otworzył bardzo leniwie. Myślał o tym, by zapalić. Mimo tego powitał gości z uśmiechem, naprawdę szczerym i zaprosił do środka. Po wszystkim uściskał ich oboje i podziękował za przybycie, a także przyniesiony alkohol. Szybko połapał się, iż nie znał żadnego z tej dwójki. Nic straconego. -Ambroge, ale możecie mi mówić po nazwisku. W sensie Friday. Tak, to naprawdę moje nazwisko, żaden pseudonim. – rzekł z uśmiechem, widząc ich lekko zdziwione miny. Normalne, przywykł. Największą bekę mieli swego czasu, kiedy jeszcze zwiedzał świat, w Rosji. Przyjaciele Rosjanie jakoś nie mogli zrozumieć tego fenomenu, że gość nosił nazwisko od dnia tygodnia. Nie omieszkali mu tego zakomunikować ogromną beką utrzymaną niemal przez cały okres pobytu chłopaka w Petersburgu. Drzwi zamknął, wcześniej na szybko przywołując jakąś kartkę z napisem, wchodzić bez pukania i przy pomocy zaklęcia przywiesił na drzwiach. Pierwszych gości zaprosił w stronę salonu, gdzie mógł już spokojnie odpalić lufkę. Zaciągnął się błogo, czując w jak przyjemny stan właśnie się wprowadzał.
- Chcecie trochę? – zapytał, bo przecież był dobrze wychowany, wyciągając "magiczny" przedmiot w ich kierunku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : VIII
Wiek : 21
Skąd : Seattle
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 54
  Liczba postów : 75
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12731-skyler-jamie-henggeler
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12738-skyler-jamie-henggeler#343628
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12732-nie-mam-wlasnej-sowy#343529
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12734-skyler-jamie-henggeler




Gracz






PisanieTemat: Re: #9 Friday.   Pon Wrz 05 2016, 09:40

Spojrzał w dół, by uśmiechnąć się do dziewczyny. Skojarzyła mu się z wyglądu ze skrzatem domowym, ale chyba nie wypadało jej tego powiedzieć. Tym bardziej, że ma dziwne wrażenie, że ten konus potrafiłby nieźle wpierdzielić mu na całej długości jego metr osiemdziesiąt.
Gdy zobaczył gospodarza w drzwiach skojarzył imię do wyglądu. Zdawało mu się, że Candy coś o nim mówiła. A skoro Candy coś o nim mówiła, to on nie powinien próbować nawet do niego podbijać. Z resztą jego gejradar milczał przy Piątku jak zaklęty, więc prawdopodobnie i tak by nic nie wskórał.
- Sky - przedstawił się lakonicznie. Tak się składa, że i on również był w Petersburgu, jednak tylko tydzień, gdzie za zadanie miał nauczyć się robić perfekcyjny Beouf Strogonoff i może nikt wprost się z  tego nie śmiał, ale można było zauważyć, że na zapleczach śmieją się z chłopca, który chce być "njebo".  
- Nie, dzięki. Ktoś musi być w stanie zapanować nad waszą gastrofazą - zaśmiał się, mając nadzieję, że rzeczywiście będzie mu dane wpaść do kuchni i coś przygotować. Wystawił kupione przez siebie rzeczy na stół, chodź niektóre z nich średnio prezentowały się do imprezowego szwedzkiego stołu. Opadł na kanapę i spojrzał na tabliczki czekolady, może powinien je podzielić na kostki? Albo w ogóle wrzucić do wódki?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 64
  Liczba postów : 120
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13294-bird-shane-lewis
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13295-space-unicorn




Gracz






PisanieTemat: Re: #9 Friday.   Pon Wrz 05 2016, 22:52

Skoro On spojrzał w dół, ona uniosła głowę. Zmierzyła Go od góry do dołu i od dołu do góry, nie przestając się uśmiechać. Pewnie nawet gdyby nazwał ją skrzatem domowym, to by się nie obraziła i dalej tak do Niego szczerzyła... Skrzat domowy jest do zaakceptowania! Gorzej, jakby spróbował nazwać ją karakanem, czy coś takiego. O, wtedy to mogłaby się obrazić! I nawet mogłaby Mu wygrzmocić pięściami po twarzy, bo przecież jeśli ktoś Cię czymś wkurzył, to go uderz. To zawsze rozwiąże problem... A jeśli jest od Ciebie silniejszy i chce Ci oddać, użyj różdżki, albo pałki do Quidditcha, wtedy na pewno nie da rady.
Wyjrzała zza ramienia, jak się okazało, Sky, i zmarszczyła lekko nos, przyglądając się gospodarzowi imprezy. Zamiast witać się w progu, wolała, żeby od razu zaprosił ich do środka, bo miała wrażenie, że zaraz odpadnie jej ramię od ciężaru torby, ech. Chociaż wolała ból ramienia, niż żeby to wszystko się potrzaskało, bo wydała na to naprawdę OSTATNIE oszczędności!
- Bird! - przedstawiła się zaraz za Sky, szczerząc zęby w szerokim uśmiechu.
Weszła za swoim korytarzowym kolegą i pomaszerowała za gospodarzem do salonu. Ostrożnie położyła ciężką torbę na stole, po czym usiadła na kanapie, zakładając nogę na nogę.
Skierowała wzrok na Fridaya i uniosła wysoko brew. Wziąć? Czy nie wziąć? Zastanawiała się przez chwilkę...
- Nie, dzięki. - zadecydowała wreszcie.
No przecież będzie miała jeszcze niejedną okazję, żeby spróbować, tak? Nie miała ochoty próbować czegoś nowego w towarzystwie ludzi, których widzi po raz pierwszy na oczy. Nigdy nie wiadomo, jak zareaguje! I co oni zrobią w takiej sytuacji. Ograniczone zaufanie, ot co.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VI
Wiek : 17
Skąd : Birmingham
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 38
  Liczba postów : 28
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13297-lacey-shiloh-williams
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13300-jaranie-z-lacey#355594
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13299-korespondencja-lacey-scisle-tajne
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13301-lacey-shiloh-williams#355598




Gracz






PisanieTemat: Re: #9 Friday.   Wto Wrz 06 2016, 20:29

Beca powiedziała Jess, że Martin słyszał, jak Ivy wypaplała się Jasonowi, że u Friday'a jest darmowe jaranie. W taki sposób Lacey dowiedziała się, że taka okazja pojawiła się w zasięgu jej łapsk - i niby miałaby ją teraz wypuścić? Nasrałaby prędzej do tarty owocowej i ją zeżarła.
Oczywiście, że zaraz wbiła się w najlepsze ubranie, jakie miała i pojawiła na miejscu. Jak tego nie docenią, to towarzystwo na pewno nie warte uwagi. Williams chyba pół godziny szukała w burdelu w swojej szafie tej pięknej bluzeczki w panterkę, no i tej spódniczki, ponoć fajnie jej się opinała na pupie. A na tych obcasach to omal się nie zabiła. Ale, ale. Nie zdążyła wypalić fajka, zanim przyszła, więc trochę postała mu pod drzwiami, dymiąc aż miło. Chwilę postukała butami na wycieraczce (albo i nie, Firday ponoć do tych porządnisiów nie należał), a potem papierosa pstryknęła na ziemię i przydusiła obcasem. No dobra. Muzykę słyszała, głosy słyszała, więc chyba przyszła spóźniona?
Zapukała, jednak nie czekała na odpowiedź. No bo może już się ujarali? Albo w ogóle może nie słyszeli tego przez muzykę? Tak czy siak, Lacey drzwi pchnęła, a gdy stanęła w progu, napompowała płuca powietrzem do granic pęknięcia.
- CZEEEŚĆ!! - Ryknęła wesoło i zamknęła za sobą drzwi kopnięciem. Błękitne spojrzenie Lacey przeskakiwało z jednej twarzy na drugą. Jedna kurduplowata, ale jakoś tak jej fajnie z oczu patrzyło, jakiś... chłopaczek. No, taki, słodki nawet, więc Lacey puściła mu oczko, a noga jej trochę odskoczyła w bok, więc wygięła się w (chyba) mającej na celu uwiedzenie młodziana pozycji. A potem spojrzała na trzeciego osobnika, który był gospodarzem? Jedyny ciągnął bongo, więc możliwe, że to on. I on też był nawet fajniutki, więc i do niego Lacey zatrzepotała rzęsami.
- Lacey jestem! - Każdemu podała rękę i uścisnęła krótko, a potem rozejrzała się po pokoju. No, ujdzie. Usiadła, tam gdzie mogła (mebli tu za dużo nie było, ale Lacey coś sobie znalazła), skrzyżowała nogi po turecku i ponownie się po nich rozejrzała.
- Spóźniłam się? Zaczęliście już beze mnie?! Ale w sumie mówią, że ostatni będą pierwsi, czy jakoś tak to leciało. - Jak tylko usiadła, to zaczęła gdakać i chyba tylko porządny łyk gorzały, albo zdrowe jarańsko mogło ją zatkać. Na te parę sekund, kiedy miałaby zajęte usta, oczywiście. Zrzuciła z ramion puchate, białe futerko, które ułożyła obok siebie, a potem znów przystąpiła do proszącego trzepotania rzęsami. Podobno częstowanie się samemu było tak troszkę niegrzeczne. A Lacey była przecież dobrą dziewczynką z dobrego domu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Limerick, obecnie Londyn.
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 224
  Liczba postów : 1379
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6204-ambroge-friday
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6230-krewni-znajomi-i-wrogowie-ambroge-a
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6383-ambroge-friday
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7523-a-friday




Gracz






PisanieTemat: Re: #9 Friday.   Wto Wrz 06 2016, 22:07

Fajne towarzystwo. Sympatyczne dość, przynajmniej takie sprawiało wrażenie. No, może nieco wycofani, ale hej(!) nie znają się przecież! W zasadzie każde z nich widział dopiero pierwszy raz w życiu. Przynajmniej tak sądził. Cóż, mogłoby być i tak w sumie nie brdzo miał ochotę tego roztrząsać. Tymczasem lufka poszła w koło. Znaczy poszłaby, gdyby ktokolwiek jeszcze postanowił poza Piątkiem zapalić. Cóż, trudno. Mimo tego uśmiechnął się do obojga. Dość sympatycznie mu siadło, chyba nie chciał się za bardzo nigdzie spieszyć. Patrzył tak chwilę z uśmiechem, ale nie tym tępym świadczącym o upojeniu, po czym postanowił przemówić. Sky’a zapewnił, że na pewno takie zjawisko zaistnieje.
- Pytanie tylko stary ,czy kiedy ja będę miał gastro Ty w ogóle będziesz w stanie jeszcze chodzić po kacu? – rzucił lekko w eter, licząc iż chłopak odpowie jakkolwiek mądrze i ciekawie na jego słowną zaczepkę. Byłoby to zabawne, a przecież to dobry sposób na poznanie człowieka, co nie? Wyrobienie sobie jakiegoś stanowiska na temat jego osoby, sposobu prowadzenia rozmowy, często też refleksu oraz lotności, albo ułomności, języka. Stawiał jednak na inteligencję chłopaka.
Na dziewczynę, Bird, tylko popatrzył po czym cofnął lufkę. To zawahanie. To zawahanie.
- Nie palisz, bo nie lubisz, masz jakiś odwyk, po prostu nie chcesz, czy nie czujesz się zbyt pewnie, by zapalić? – zapytał nagle, po tym jak przeniósł swój wzrok w eter. Ciekawy był jej reakcji. Ostatecznie mogłaby go spuścić z rzeką i wyjść, albo co gorsza zostać. To byłoby o wiele gorsze. Wtedy byłoby tak niezręcznie. Albo po prostu nie unieść się dumą, czy urazą i odpowiedzieć szczerze. Ciekawe, bardzo ciekawe jaki wariant by wybrała. – W ogóle jak to jest, że poznajemy się tak późno? Bo zakładam, że nie widzieliśmy się wcześniej w szkole, czy Londynie? Jestem tego więcej niż pewien, no zakładając za nieprawdopodobny scenariusz poznania się w Hogsmaede – w ogóle tam nie bywam, nie wiem jak wy. Właśnie, co sądzicie o Hogsmaede? I gdzie jest ten błąd w naszej znajomości, że tak późno się zaczyna?
Pewnie by o tym porozmawiali, poszukali wspólnej odpowiedzi, ale jakoś tak nagle dał się słyszeć jakiś głos, ewidentnie damski. Jego właściciel postanowił dość szybko się ukazać. Ewidentnie angielskie wejście. No, ale przynajmniej zrobiła pozytywne wrażenie. Może pomijając tę bardzo nieudaną pozę, naprawdę kogo ona chciala do siebie przekonać i kogo chciała poderwać, to Piątek nie bardzo wiedział. Wyszło jej to wyjątkowo nieporadnie, ale akurat on mógł coś o tym powiedzieć. Niejedna z jego modelek przyjmowała podobne. Dosłownie najgorszy możliwy typ. Mimo tego przyglądał jej się z niemałą uwagą. Zmącona została tylko przerwą na lufkę. Zajarał ponownie, po czym znowu puścił lufę w obieg. Akurat najbliżej stała ta cała Lacey. Przypadek? Sam zainteresowany wyciągnął zeszyt, ołówek, po czym zaczął coś tam kreślić. Nastąpiła taka chwila ciszy. Nudno się zrobiło. Na moment oderwał wzrok od kartki, patrząc na zgromadzonych gości.
- Więc co tam powiecie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : VIII
Wiek : 21
Skąd : Seattle
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 54
  Liczba postów : 75
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12731-skyler-jamie-henggeler
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12738-skyler-jamie-henggeler#343628
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12732-nie-mam-wlasnej-sowy#343529
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12734-skyler-jamie-henggeler




Gracz






PisanieTemat: Re: #9 Friday.   Sro Wrz 07 2016, 19:12

Sky i kac? Wykluczone. Chłopak ma tak szybki metabolizm, że fakt, upija się bardzo szybko, ale równie szybko trzeźwieje i wątpił, by mogło się to dziś zmienić. Ma spokój na najbliższe kilka lat.
- Gotowałem w Rosji w warunkach polowych, więc to będzie dla mnie prostsze niż niektórym wskazani Austrii na mapie - odpowiedział, mając nadzieję, że zgromadzeni ludzie nie należą do tych, którzy myślą, że w Austrii są kangury. Wspominając o kangurach, to ich radzę nie jeść. Bardzo niewdzięczne w przygotowywaniu i niewarte zabijania.
- Spędziłem w Hogwarcie tylko rok i głównie siedziałem w kuchni - mówiąc zdał sobie sprawę, że brzmi to nieco żałośnie, jednak nic na to nie poradzi. Zdecydowanie wolał gotować niż na siłę próbować kogoś poznać. Może w tym roku będzie nieco bardziej otwarty (oby nie tak otwarty jak w stosunku do Nate'a) - Myślisz, że dałoby się sprzedawać ciasteczka z ziołem w Hogwarcie czy wpadnę w ciągu pierwszych kilku dni? - zapytał po namyśle. Musi w końcu rozkręcić interes, a dzięki temu zdecydowanie zyskałby rozgłos.
W tej chwili niczym huragan po pokoju przeszła dziewczyna. W przeciwieństwie do Piątka on został od razu oczarowany. Uwielbiał osoby, które są wulkanem energii i brak w nich okrzesania. On często był aż za spokojny i nawet gdy robił coś spontanicznego i dziwnego, to to i tak wydawało się dość spokojne i ułożone. Od razu się do niej uśmiechnął i stwierdził, że tyle osób już wystarczy by zacząć pić. I najlepiej zacząć od jego wódki, skoro i tak jest już schłodzona. Skorzystał z Accio by przywołać kieliszki i rozlał każdemu po jednym, podsuwając je wymownie w ich stronę.
- Ostatni będą pierwszymi, a więc zaczynaj. - Wskazał jej po brzegi wypełniony mikrokubeczek. - Skyler - dodał po chwili, zdając sobie sprawę, że się nie przedstawił. Ah, ten zapłon.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 64
  Liczba postów : 120
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13294-bird-shane-lewis
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13295-space-unicorn




Gracz






PisanieTemat: Re: #9 Friday.   Czw Wrz 08 2016, 01:33

Właściwie, Birdie jeszcze się zastanawiała nad tym, czy zapalić, czy nie. Z drugiej strony, dobrze jest próbować nowości, co? Podjudzała ją Birdie-Diabełek, który siedział na jej prawym ramieniu i majtał beztrosko nogami, raz po raz dziugając ją w policzek widełkami i machając czerwonym ogonem zakończonym pędzelkiem. Birdie-Aniołek, z aureolą i pięknymi skrzydełkami opierał się o lewy policzek dziewczyny i gładził ją po nim uspokajająco, przypominając, że jeśli zjara się z osobami, których nie zna, to będzie miała PRZYPAŁ, a jak wiadomo, nikt nie lubi robić sobie wstydu wśród ludzi, których nie zna! Na przykład gdyby to doszło do uszu Shane'a, że robiła jakieś głupoty po zielsku, to zacząłby się z niej naśmiewać i już nigdy by się do niej nie odezwał i nici z rękodzieła... To znaczy, ehm, z tej lemoniady, którą chciałaby dla Niego zrobić! I tak, tak... Chyba posłucha Birdie-Aniołka, który był tak naprawdę tylko jej wyobrażeniem! Ale to jest akurat oczywiste.
Już Lewisówna chciała coś jeszcze powiedzieć, kiedy niemalże jak bomba do salonu wpadła... Lacey Williams! Pytacie, czy Bird ją zna? Odpowiedź brzmi: JAK MOGŁABY NIE ZNAĆ NAJBARDZIEJ GŁOŚNEJ, NAJBARDZIEJ ROZPUSZCZONEJ I NAJBARDZIEJ ROZWYDRZONEJ ŚLIZGONKI W CAŁYM HOGWARCIE!? Oczywiście, że ją znała! I nawet lubiła, bo zdaniem Gryfonki dziewczyna była po prostu wyjątkowo zabawna z tą swoją naturą atencyjnej dziwki. Uśmiechnęła się do Niej szeroko i uścisnęła dłoń Blondynki, gdy ta ją podała.
- Bird. - przedstawiła się grzecznie, bo nie była pewna, czy ta ją zna... W końcu nie była facetem, a coś jej się zdawało, że Lacey zapamiętywała tylko mężczyzn.
Potem popatrzyła na Fridaya, marszcząc łagodnie nos. Wąskie usta (po ojcu!) wykrzywiła w lekkim uśmieszku. Naprawdę myślał, że mogłaby stąd uciec, bo zadał jej pytanie? Do cholery, za kogo on ją miał!? Za jakiegoś wypłosza, który boi się jakiejkolwiek interakcji międzyludzkiej i gdyby tylko tupnął nogą, to zwiewałaby, aż by się za nią kurzyło? Na Boga!
- Nie lubię robić sobie siary wśród ludzi, których prawie nie znam, a prawda jest taka, że nigdy tego nie próbowałam i byłoby dosyć dziwnie, gdybym nagle zaczęła robić coś... Dziwnego. - odparła z całkowitą szczerością, jak to miała w zwyczaju. Owijanie w bawełnę nie było w jej stylu, ot co.
Założyła nogę na nogę, wodząc wzrokiem po twarzach swoich nowych znajomych. Nowych-starych, bo Lacey przecież "znała" ze szkoły... I to był kolejny powód, dla którego wolała się nie zbłaźnić - Williams była nie tylko Drama Queen, ale i królowała wśród plotkar, więc to rozniosłoby się po szkole tak szybko, jak Armaty z Chudley pożegnały się z Ligą Quidditcha... Czyli w tempie ekspresowym. Złoty Znicz złapany w siódmej minucie meczu!
- To, że spotkaliśmy się tak późno wcale nie musi być błędem. Przecież to bez różnicy... Kiedy się spotkaliśmy. Najważniejsze jest to, że to wreszcie nastąpiło. - powiedziała z entuzjazmem, patrząc w oczy Fridaya. On miał w ogóle jakieś imię? Jeśli je powiedział, to musiało jej umknąć.
Teraz jednak przeniosła wzrok na Sky. Więc pracował w Rosji?
- Mąż mojej matki chrzestnej jest Rosjaninem! - pochwaliła się, dumna jak paw.
O tak, uwielbiała wujcia Alka! Buc jakich mało i chyba coś go kiedyś łączyło z wujkiem Takerem, ale o to wolała się nie dopytywać.
- Oni mają strasznie mocne głowy. Podobno. Rosjanie w sensie. - zauważyła, kiedy Skylar rozlał wódkę. Birdy chętnie wzięła kieliszek dla siebie, bo przyszła tutaj właśnie po to, żeby się upić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Limerick, obecnie Londyn.
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 224
  Liczba postów : 1379
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6204-ambroge-friday
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6230-krewni-znajomi-i-wrogowie-ambroge-a
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6383-ambroge-friday
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7523-a-friday




Gracz






PisanieTemat: Re: #9 Friday.   Czw Paź 20 2016, 21:43

GRUBĄ WARSTWĄ FARBY ZAMALOWUJEMY TO, CO BYŁO WYŻEJ.

.........................................




Spojrzał na zegarek. Było grubo po trzynastej, zatem nie tak źle, dzień nie był tak do końca znowuż stracony. Coś jeszcze można było zrobić. Przeciągnął się mocno, kiedy przypomniał sobie o tym, że w sumie to powinien uważać. Nie spał dziś sam w tym łóżku. A Roman ostatnimi czasy ciągle przebywał w Limerick z rodzicami, zatem… tak. Stary dobry Piątek powrócił. A ta Pani śpiąca u jego boku… cóż, nie można było zaprzeczyć jej urody. Chętnie by ją pewnie namalował i to nie raz, skłamałby mówiąc inaczej! Reasumując, poprzedni dzień był udany. Zapisał się na kurs malarstwa – nie żeby potrafił to robić – potem wypad na Londyn, trochę się zachlał, po czym wrócił do domu w dodatku w dość urodziwym towarzystwie. Po prawdzie do niczego większego nie doszło,  w zasadzie to do niczego nie doszło, a szkoda. Choć może i lepiej? Wystarczyło, by przypomniał sobie o tym, w jakim stanie ją spotkał na jednej z ulic Londynu. Turpistą nigdy nie był.. Nekrofilem również, może dlatego do niczego większego nie doszło?
Cóż, nie miał czasu ni ochoty nad tym rozmyślać. Był za to głodny. Zwlókł się z łóżka, odpalił papierosa, zanucił jakąś piosenkę, po czym siedział tak, patrząc na śpiącą blondynkę. Może teraz? Może czemu nie? Może zawsze pytał modelki o to, czy chcą być jego modelkami, więc nie? Zdecydowanie nie, zatem może lepiej zaparzyć kawę/wypić coś na klina? Niezła opcja. Były Krukon zostawił zatem śpiącą królewnę samą, celem przygotowana naparu i może jakiegoś śniadania? Kiedy się obudzi pewnie będzie głodna. – Oby tylko nie była weganką. I tolerowała gluten. – Rzucił do siebie z uśmiechem. Piękny poranek o tej trzynastej mieliśmy tego dnia. Śniadanie już niemal było gotowe, kawa wypita w liczbie kilku kubków. Słoneczko świeciło, rzekłbyś: piękna jesień.  Tylko w powietrzu dało się wyczuć jakąś burzę. Tym dziwniej, bo nie zapowiadało się na coś podobnego. Śniadanie dostarczył do sypialni. Położył je na podłodze, czekając aż gość wstanie i rzucił też specjalne zaklęcie, które miało utrzymywać posiłek we właściwej temperaturze. Sam Friday siedział vis a vis do dziewczęcia, uśmiechając się do niej. Ciekawe, kiedy się obudzi. I jaka będzie jej reakcja?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VI
Wiek : 18
Skąd : Szwecja, Göteborg
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 80
  Liczba postów : 115
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13310-hope-zelmerlow
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13313-zostan-moja-nadzieja
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13312-listy-do-hope#355745
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13311-hope-zelmerlow




Gracz






PisanieTemat: Re: #9 Friday.   Czw Paź 20 2016, 22:42

Nic nie pamiętała. Zupełne zero. Leniwie przeciągnęła się wydając z siebie ciche westchnięcie. Jak na beton, bło jej nadzwyczajnie wygodnie. Właśnie to pamiętała. Tylko to. Chłód kamiennego chodnika. A dalej... nic. Pustka i czerń. Podniosła się i przetarła powoli oczy. A potem rozejrzała się po pomieszczeniu. Chwila moment. Gdzie ona jest? Tego miejsca nie znała. Dostrzegła coś jeszcze. A raczej kogoś. Zerwała się błyskawicznie z łóżka i stanęła obok chłopaka. Wzrokiem panicznie szukała jakiegoś ostrego przedmiotu.
-Gdzie ja jestem? I co tu robię?-zapytała, głos lekko jej drżał. Czy to możliwe, że ten obcy facet...?
Nie, nie i jeszcze raz nie. Nie dopuszczała tego do swoich myśli. Poczułaby coś! Chyba. Zerknęła na podłogę, szybkim ruchem podniosła tacę, na której leżało jakieś jedzenie i skierowała ją w stronę chłopaka. Jedzenie rozsypało się po podłodze. Marna broń, lecz zawsze coś. Różdżki przy sobie nie miała, niestety. Trzęsły się jej ręce i kręciło w głowie. Poczuła ostry zapach alkoholu. Hope zrobiła chwiejny krok oraz podparła się ściany aby nie upaść. Upił ją? Miała koszulkę zalaną właśnie alkoholem. Co za obrzydliwy zapach. Ślizgonka nie posiadała mocnej głowy jeśli chodzi o picie. Zerknęła na chłopaka. Nie wygląda groźnie, była tego świadoma. Wystarczy popchnięcie, aby to ona upadła i nieznajomy mógł zrobić co mu się tylko spodoba. Ta wizja ją całkowicie przeraziła.
Wykonała dwa kroki w jego stronę, była pełna złości. Co jeśli jej coś zrobił. A teraz z satysfakcją patrzy na tą niewinną dziewczynę, która nie może nic zrobić. Zupełnie nic. Zacisnęła mocno usta i chwyciła mocniej swoją żałosną broń. Tak się bała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Limerick, obecnie Londyn.
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 224
  Liczba postów : 1379
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6204-ambroge-friday
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6230-krewni-znajomi-i-wrogowie-ambroge-a
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6383-ambroge-friday
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7523-a-friday




Gracz






PisanieTemat: Re: #9 Friday.   Pon Paź 24 2016, 21:27

Siedział i patrzył tak na tę dziewczę, starając się zapamiętać jak najwięcej szczegółów anatomii jej twarzy. Teraz nie bardzo czuł się na siłach, by ją uwieczniać, ale potem… potem, kiedy już opuści mieszkanie, chyba mógłby co nieco poszkicować, prawda? Chyba nie miałaby nic przeciwko? Zresztą, czy ona musiała o tym wiedzieć? Najwyżej po wszystkim wysłałby jej taki szkic listem. Bo i czemu nie? A potem niech się zastanawia kto to zrobił, kto wysłał itd. On będzie miał czyste sumienie, a ona… Cóż, to nie będzie już jego problem! Zatem siedział tak sobie, palił papierosa, popijał swoją kawę kiedy nagle dziewczyna obudziła się. Prawdziwe zmartwychwstanie. Doprawdy, spodziewał się, że pośpi jeszcze przynajmniej kilka godzin. Ostatecznie zebrał ją z ulicy jakoś nad ranem, akurat świtało. W sumie to dziwne, jak tak na to spojrzeć – sam Friday niespecjalnie długo drzemał po tej nieprzespanej nocy. Cóż.. Widać organizm ludzki bywa przewrotny.
- Dzień dobry!
Powiedział z uśmiechem, widząc że nie było to lekkie przebudzenie. Spodziewał się w sumie jakiegoś dziękuje, albo dzień dobry, czy czegoś w tym stylu, ale nie. Najpierw padło bardzo ważne pytanie – gdzie jest. Rozsądnie, ostatecznie była w dziwnej, nowej i nieznanej przestrzeni, więc obiektywna logika wydarzeń, nakazywała zapytać. Patrzyła na niego tak dziwnie. Jakieś insynuacje? Ej, ej! Nie, nie to nic z tych rzeczy! Nie zrobił jej przecież niczego złego, tak? Oczywiście, że nie zrobił niczego złego. Piątek nie należał do takich ludzi, co to wykorzystują młode pijane dziewczęta. Poinformował ją o tym od razu, ale jednak nie trafiło to chyba do niej. Choć, patrząc na jej zachowanie, niespecjalnie miała ochotę słuchać jego wyjaśnień. Całe śniadanie wylądowało na podłogę, a nieznajome dziewczę groziło mu tacką.
- Ej! Wiesz, spędziłem trochę czasu nad tym śniadaniem! Może odrobinę szacunku, co?!
Teraz to on przeszedł do ofensywy. Co jak co, ale nie powinna mu grozić po wszystkim. Okej stres i tak dalej, ale cholera jasna! Mogliby chyba normalnie usiąść i pogadać, opowiedziałby jej o wszystkim, a nie! Będzie mu grozić jakaś panna!
- Siadaj proszę, a ja wszystko Ci wyjaśnię, co Ty na to?
Zapytał, po czym sam wyszedł z pokoju. Albo raczej starał się wyjść, ponieważ blondynka postanowiła go zaatakować. Szczęśliwie udało się tego uniknąć, niemniej jednak. DO KURWY NĘDZY. CO ONA BYŁĄ JAKAŚ GŁUPIA? NARWANA? NAĆPANA? NO KURWA. Tak się dziękuje człowiekowi, który uratował kogoś przed ewentualnym gwałtem? Friday złapał za różdżkę i za sprawą zaklęcia przywołał czystą koszulkę. Nakazał swojemu gościowi ją założyć i przepuścić go, chyba że chciała przebierać się przy nim. I odłożyć tę tackę! Jeśli w ogóle chciała poznać powód swojej obecności w jego mieszkaniu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Skąd : Puebla, Meksyk
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 333
Dodatkowo : członek drużyny Quidditcha
  Liczba postów : 577
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13697-dreama-vin-eurico
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13847-mialam-sen-piekny-sen-a-w-tym-snie-wszyscy-mieliscie-relacje-z-drama
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14451-dramatyczne-listy
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13852-dreama-vin-eurico?highlight=dreama




Gracz






PisanieTemat: Re: #9 Friday.   Sob Cze 03 2017, 01:06

Pojawienie się jej w nocy, przed kamienicą znajdującą się w centrum Londynu nie było chyba niczym niezwykłym. Powszechnie znanym faktem było to, że Drama nie bała się właściwie niczego, a tym bardziej nieznajomych mężczyzn dlatego też wyjątkowo entuzjastycznie zareagowała na sowę, którą dostała od nie Pana Fridaya. Nawet udało jej się namówić Leo do tego by ją tam przeteleportował. Przez chwilę nawet zastanawiała się nad tym, czy chłopak na pewno jest wybudzony, bo no cóż, ona się nie patyczkowała i zerwała go w nocy, bo przecież „Tatuaż nie może czekać!” No, ale wydawał się w miarę żywy. Doprowadził ją pod same drzwi i na koniec jeszcze pocałował ją w czółko, upewniając się wcześniej, że wszystko jest ok i czy wie co robić, jak chłopak będzie się jej narzucał, i teleportował się do szkoły, najprawdopodobniej po to, by wrócić do spania.
Zrobiła głęboki wdech i mocniej złapała w ręce alkohol, który miał być podarunkiem za wykonany tatuaż. Wyszło taniej niż się spodziewała, a nie pan Friday nie zdarł z niej ostatniego grosza. Stwierdziła nawet, że ta butelka to super pomysł, bo jak chłopak będzie się rzucał, to go nią palnie w łeb, skontaktuje się z Leo i on po nią przyjdzie i przy okazji spuści mu dodatkowy wpierdol. Uśmiechnięta zapukała do drzwi. Na początku cicho i delikatnie, nie chciała by którykolwiek z sąsiadów nie Pana Piątka wyszedł na klatkę. Przecież nieznajomy mógłby mieć przez nią kłopoty. O ile plan był niezły, to takie delikatne pukanie, jakby bała się tego, co zastanie za drzwiami, nie dawało żadnego efektu. Nie widziała innego wyjścia, dlatego też zaczęła coraz głośniej pukać w drewniane drzwi, które dzieliły ją od mieszkania. I już miała fiukać do Leo, by wrócił po nią, bo go nie ma, gdy drzwi uchyliły się.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Limerick, obecnie Londyn.
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 224
  Liczba postów : 1379
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6204-ambroge-friday
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6230-krewni-znajomi-i-wrogowie-ambroge-a
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6383-ambroge-friday
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7523-a-friday




Gracz






PisanieTemat: Re: #9 Friday.   Sob Cze 03 2017, 01:31

No przecież, do cholery, mówił. Otwarte. Nawet krzyczał. Ludzie są jednak ludźmi, może to nie do niego. No nic. Ale może jednak do niego? Nie miał najmniejszej ochoty w zasadzie ruszać dupy z miejsca, by to sprawdzić. Nosz jasny chuj, że się tak wyrażę. Dopalił papierosa, ciskając niedopałkiem o podłogę. A było tak spokojnie i fajnie. Cóż, cóż. Cóż. Dobrze, że nie miał przy sobie nikogo dziś. Swoją drogą to ciekawe, kogóż licho niosło w jego, dosłownie, skromne progi o tak późnej porze? Czyżby to ta dziewczyna z kłopotliwym imieniem? Kto wie, kto wie. W sumie zabawne, ale po jej liście, trochę się zdygał.
No, ale chyba nie miała czternastu lat. Prawda? Prawda?
Prawda?
A nawet jeśli miała, to co? Czy magia nie potrafiłaby sprostać takim wyzwaniom, jak usunięcie tatuażu? Z pewnością można byłoby temu zaradzić na setki, jeśli nie miliony sposobów. Gdyby jednak okazało się to z jakiś przyczyn niemożliwe, a Piątka ostatnio prześladowało szczęście, miał wprawę w uciekaniu. Wystarczy się raz teleportować. Gdziekolwiek. W jakiekolwiek miejsce. Zniszczyć tam swoją różdżkę i ruszyć pociągiem. Albo nawet na piechotę. Kilka razy tak właśnie postąpił. Jakoś nikt nie potrafił go znaleźć.
Ale też może nie szukał?

Uchylił drzwi, niespecjalnie przejmując się serdecznościami. Niech wchodzi. Miał posprzątać. Cholera. To o tym zapomniał! A wiedział, że o czymś zapomniał. Coś mu nie dawało spokoju, gdy odpalał tego skręta. No nic, zawsze mógł zwalić na to, że wpadła tak bez zapowiedzi, co nie? Tak jest dokładnie! Ambroge, miło mi Cię poznać. rzucił gdzieś tam, w przestrzeń, odwracając się i przeciągając jednocześnie. Potem ją uściskał i ucałował delikatnie w policzek, gdy już wyjawiła mu swoje imię. Potem zaprosił ją dalej, do jednego z pustych pomieszczeń, jakich wiele w tym mieszkaniu. Nakazał jej usiąść gdziekolwiek, samemu zajmując wygodną pozycję w swoim bujanym fotelu.
Odpalił papierosa. Więc w czym mogę pomóc?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Skąd : Puebla, Meksyk
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 333
Dodatkowo : członek drużyny Quidditcha
  Liczba postów : 577
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13697-dreama-vin-eurico
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13847-mialam-sen-piekny-sen-a-w-tym-snie-wszyscy-mieliscie-relacje-z-drama
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14451-dramatyczne-listy
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13852-dreama-vin-eurico?highlight=dreama




Gracz






PisanieTemat: Re: #9 Friday.   Sob Cze 03 2017, 01:50

Wyglądał wyjątkowo przyjemnie i nawet nie przeszkadzało jej to, że był rudy i piegaty. Pewnym kropkiem wmaszerowała do jego mieszkanka. Prawdziwa, męska jaskinia — przeleciało jej jeszcze przez głowę, gdy zobaczyła te wszystkie skarpetki na podłodze i ogólny bajzel, który panował, jak się domyślała wszędzie. Gdy już upewniła się co do tego, że nie jest jakimś strasznym creepem, który rozpruje jej brzuch i wytarza we flakach, wręczyła mu butelkę z alkoholem. Sama była fanką picia, ale jedyne co była w stanie w siebie wcisnąć do Papa Vodka, bo w końcu, jak pić to pić, nie?
No, ale poszła za nim, do jak się okazało pracowni, a z kieszeni spodni wyciągnęła mały, pognieciony świstek.
- No to chciałabym takie maleństwo — rzekła i w międzyczasie zaczęła prostować karteczkę, na której znajdował się wzór i podała mu go. Wiedziała, że chłopak uzna go za trochę oklepany, jednak inicjatywy, jakie chciała w nim zastosować, między innymi zmiana koloru z czarnego na biały i umiejscowienie go na policzku dodawało mu świeżości, a przynajmniej tak się jej teraz wydawało. - No i to na twarzy bym chciała, dokładnie tutaj — przejechała palcem po policzku, a dokładniej w miejscu trochę bardziej obok i na wysokości ucha. - Masz jakiś znieczulać, bo trochę boje się po prostu uwalić, wiesz, chodzi o te rozrzedzenia krwi pod wpływem i takie inne. - rzuciła jeszcze, siadła na krześle i spojrzała na niego zainteresowana jego reakcją lub ewentualnymi propozycjami.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Limerick, obecnie Londyn.
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 224
  Liczba postów : 1379
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6204-ambroge-friday
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6230-krewni-znajomi-i-wrogowie-ambroge-a
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6383-ambroge-friday
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7523-a-friday




Gracz






PisanieTemat: Re: #9 Friday.   Pon Lip 03 2017, 03:27

Męska jaskinia. Tak, tak.
No, ale wiecie co?
Panował tam burdel niemiłosierny, zgadza się. To wszystko kwestia tego, że już jakiś dość poważny kawał czasu miał tu posprzątać, ale jakoś mu nie po drodze. Na pokojówkę nie miał pieniędzy, z resztą nie chciał aby ktokolwiek mu się szwendał po mieszkaniu. No bo dlaczego? Warto jednak podkreślić, że syf w tym mieszkaniu był jakkolwiek koherentny z tym, co przeżywał Ambroge. Silna, trwająca od jakiegoś czasu depresja, tylko się nasiliła po powrocie do Londynu. To miasto było naprawdę przeklęte. Najgorzej, że nie umiał żyć zupełnie nigdzie indziej. No, ale szkoda czasu na rozczulanie, przecież zawędrowali do kolejnej groty w jego jaskini rozpusty.
Kiedy już się rozsiedli, Piątek zobaczył cel jej przyjścia. Małą kartkę, z kwiatuszkiem. I miał być tutaj. Na policzku, mały biały kwiatek. Dało się zrobić. Bo i czemu nie? - Mogę? - zapytał oczywiście po tym, jak już sięgnął jej twarzy i poprawił włosy, żeby dokładnie przyjrzeć się temu kawałkowi skóry. Pogładził ją jeszcze, chcąc wykryć jakieś dziwne zaburzenia geografii jej twarzy, które mogłyby wszystko pogrzebać. Nic takiego nie znalazł, toteż mógłby się nawet teraz zabrać do pracy. Niestety, sprawę komplikowała dziewczyna, która zaczęła coś wydziwiać. Znieczulacze? Nie chciała się napić? Jakieś krwawienie? O co w ogóle chodziło. Zanim zajarzył, minęło kilka sekund. Kiedy już jednak strybił, uśmiechnął się doń szeroko.
- Akurat tym się nie musisz martwić. To znaczy, wiesz, mam różdżkę i tak dalej, więc poradzimy sobie bez większych znieczuleń, kłuć i innych niebezpiecznych rzeczy. Zatem! Na zdrowie! - i ledwo wypowiedział te słowa, a już w powietrzu zaczęły lewitować kieliszki, do których leniwie wlewał się alkohol. Przyjemnie znać takie zaklęcia. Co prawda Piątek nie znał, ale znał ludzi, którzy je znają. Równie przyjemna opcja.
Kiedy już walnęli po kielichu, Friday raz jeszcze przyjrzał się projektowi, dostarczonemu przez dziewczynę. - Dlaczego akurat coś takiego? Idzie za tym jakieś głębsze przesłanie, czy zwyczajnie chcesz przyozdobić sobie twarz?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

#9 Friday.

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
mieszkania
-