IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Ławki w drodze do centrum

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość




Mieszkaniec Londynu
Wiek : 19
Skąd : Rosja, Syberia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 2170
  Liczba postów : 1543
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8036-zilya-nikolaevna-fyodorova
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8073-syberyjska-dzikuska#225025
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8071-syberyjska-sowka#225017
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8067-zilya-fyodorova




Administrator






PisanieTemat: Ławki w drodze do centrum   Czw 19 Maj - 13:17


Ławki w drodze do centrum

Droga prowadząca do centrum miasteczka bogata jest w ławki, na których można odpocząć po długim spacerze. Część z nich została wymieniona po latach użytkowania, znaleźć jednak można tu kilka starszych okazów. Na jednym z nich, w wydrapanym sercu, znaleźć można inicjały L+J, jak mawiają, ponoć jest to skrót od imion rodziców Pottera, którzy niegdyś tu mieszkali. Kto wie, może to oni właśnie je wydrapali?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online




Mieszkaniec Doliny
Wiek : 33
Skąd : Cardiff, Walia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 449
  Liczba postów : 89
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13430-morwen-blodeuwedd#358001
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13711-naczelna-proroka-zaprasza#364094
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13432-morwen-blodeuwedd#358028
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13433-morwen-blodeuwedd#358031




Gracz






PisanieTemat: Re: Ławki w drodze do centrum   Wto 29 Lis - 22:54

Miała wrażenie, że wiadomość o jej przeprowadzce z Londynu do Doliny Godryka obeszła magiczny półświatek szybciej, niż zdążyła się spakować i nie rozumiała dlaczego właściwie było to takie szokujące. Wbrew pozorom Walijka wcale nie lubiła głośnych i tłocznych miejsc, a Londyn niestety do takich należał - to wyjaśniało czemu bardzo często pojawiała się w Hogsmeade. Zarówno tam, i tutaj w dolinie, mogła się po prostu skupić i odpocząć psychicznie a kontakt z naturą dobrze jej robił.
Było późne popołudnie szewskiego poniedziałku. Wróciła wcześniej z pracy, bo źle się czuła - nic dziwnego, skoro prawie wcale nie sypiała i niewiele jadła, posiłkując się kawą i papierosami oraz fiolkami eliksiru na wzmocnienie. Ale cały wachlarz złych wydarzeń, które miały miejsce, doprowadził do tego, że niemal rzucała piorunami z oczu w stronę każdej, bez wyjątku, osoby znajdującej się w pobliżu. Błąd w druku, brak terminowości, odwoływanie spotkań na ostatnią chwilę i niespodziewane wizyty ludzi w redakcji, którzy zadawali najgłupsze pytania na świecie. Ale to nic. Szalę goryczy przelała jedna ze stażystek, która wylała jej przypadkowo kubek kawy na jedwabną bluzkę w momencie, kiedy wybiegała na kolejne spotkanie... po drodze w drzwiach ktoś potrącił ją tak, że cała zawartość torebki rozsypała się wokół a koniec końców spotkanie i tak zostało odwołane. Cudowny przepływ informacji i zorganizowania. A różdżka? Różdżka została w domu, bo zaspała sobie rano i była bardzo spóźniona, żeby myśleć jeszcze o takich szczegółach.
Potem umierała z bólu głowy nad kilkoma listami od czytelników, zastanawiając się nad utworzeniem działu o specjalności "głupich pytań". Myślała, że chociaż powrót do domu ukoi jej zszargane nerwy, jednak nie - wracała z siatką pełną owoców, ciasta, ogółem różnych produktów żywnościowych (by chociaż pocieszyć się jedzeniem) i butelką wina (skrajny alkoholizm), kiedy w połowie drogi siatka po prostu rozerwała się a cała jej zawartość wylądowała na ziemi. Załamana usiadła na ławce, stukając nerwowo dziesięciocentymetrową szpilką o podłoże, przy okazji wyciągając paczkę papierosów z torebki. I wiecie co? Akurat papieroski postanowiły się skończyć. Rzucając setką niewybrednych przekleństw, wsunęła zmarznięte dłonie do kieszeni płaszcza patrząc przed siebie w martwy punkt.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Mieszkaniec Doliny
Wiek : 32
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 241
  Liczba postów : 109
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13706-dionysius-jayden-shercliffe#364033
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13715-bajorko#364106
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13714-eissen-iv-waleczna#364104
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13712-dionysius-jayden-shercliffe#364097




Gracz






PisanieTemat: Re: Ławki w drodze do centrum   Czw 1 Gru - 1:46

Poza rezerwatem i znajdującymi się na jego terenach okazami, zarówno roślin, jak i stworzeń, nic specjalnie nie interesowało go w Dolinie. Nie zaglądał do sąsiedzkich ogródków, ale nie krył też swojego, na wścibskie spojrzenia odpowiadając uprzejmym do bólu uśmieszkiem. Nie orientował się, kto zmienił dom, kto niedawno się wprowadził, ani komu właśnie rodzi się dziecko, choć wieści o takich zjawiskach nabierały tu zawrotnego tempa i obiegały łańcuch posiadłości względnie szybko. Cóż, on ten łańcuch przerywał. Dzisiejszy spacer był spontanicznym ratunkiem od jednej ze staruszek, mieszkających w okolicy. Upatrzyła go sobie za źródło (i temat) nowych plotek. Merlinie, czy on wraca i odcina się od rodziny? Rości sobie prawa do rezerwatu? Żonę i dzieci ma? A insekty w piwnicy? Ten dom to sam kupił?
Dzień był zupełnie przeciętny. Leniwy do granic możliwości - wziął trochę wolnego żeby móc zająć się nowym lokum i doprowadzić je do stanu używalności, ale zajęło mu to mniej czasu niż się spodziewał. Zabrał więc ze sobą spory kawałek drewna i dobre dłuto, zaszył się w odosobnionym od staruszek i wszelkich innych plotkopędnych istot, po czym działał. Dopóki nie zaczęło się ściemniać.
Jego dzisiejsze dzieło nie było co prawda najlepsze, ale powoli dawało się z tego wyłapać jakiś kształt. Bliżej nieokreślony, ściślej ujmując. Gdyby się postarał, nawet dostrzegłby w rzeźbie jeżankę, ale nawet jemu nie chciało się szukać konkretnego kształtu aż do tego stopnia. Zabrał więc swoją sztukę współczesną na spacer do sklepu, aby zatroszczyć się o odpowiednie otoczenie (czytaj - jedzenie i whisky), po czym ruszył do swojego nowego, tak samo pustego domu, podrzucając pseudojeżankę. Refleks nie nawalił, bo złapał dzieło w ostatniej chwili, po pełnym grozy momencie zboczenia ze standardowego toru lotu, spowodowanym na skutek potknięcia o bliżej nieokreślony przedmiot, ale za to torba z zakupami postanowiła pozbyć się swej zawartości. Coś brzęknęło mu pod nogami raz, a potem gdzieś obok - drugi. Zakupów nagle zrobiło się jakoś więcej.
- Gubisz zakupy i dostajesz bonusowe wino, Dolina i zmiany na lepsze - podsumował, moment wcześniej kątem oka dostrzegając postać na ławce. Przyjrzał się jej, mrużąc oczy. Podszedł bez słowa, kucnął, aby z wielkim namaszczeniem usadzić jeżankę obok nieznajomej, ale kojarzonej nie wiedząc czemu, kobiety. Cofnął się i doprowadził do porządku stertę zakupów, ale było już dosyć ciemno i nie skupiał się na umieszczaniu odpowiednich rzeczy w odpowiednich torbach - przywołał je tylko, porozkładane losowo, i umieścił przy skraju ławki, po czym usiadł obok rzeźby, oddzielającej ich teraz.
- Projektowałaś te torby? - zapytał z pełną powagą. - Nie są zbyt dobre - skomentował, wyciągając w międzyczasie papierosy, bo nałóg się odzywał, a obecna obok Bezimienna chyba miała zły dzień. Podał jej ratunek nad jeżanką.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Mieszkaniec Doliny
Wiek : 33
Skąd : Cardiff, Walia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 449
  Liczba postów : 89
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13430-morwen-blodeuwedd#358001
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13711-naczelna-proroka-zaprasza#364094
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13432-morwen-blodeuwedd#358028
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13433-morwen-blodeuwedd#358031




Gracz






PisanieTemat: Re: Ławki w drodze do centrum   Czw 1 Gru - 2:15

Kiedy ostatecznie zmęczyło ją przeklinanie i wyklinanie świata, zamknęła oczy odchylając głowę do tyłu. Pozycja ta nie należała do najwygodniejszych, ale w ten sposób wyglądała tak jakby podziwiała niebo - okej, korony drzew - i medytowała, co było lepsze od pozycji pana żula spod sklepu w Londynie. Siedziała skamieniała, z bladymi od chłodu wargami zastanawiając się nad swoją egzystencją w świecie. Przeważnie takie tematy przerabiała razem z butelką wina, ale teraz nie miała nawet siły podnieść się, żeby w ogóle zebrać swoje zakupy. Do czasu.
Nie wiedziała właściwie ile czasu spędziła z głową odchyloną, ale kiedy wreszcie postanowiła się wyprostować poczuła, że ścierpł jej kark a przed oczami przez kilka sekund widziała gwiazdki. Nie skupiała się na otoczeniu, dlatego moment, w którym dostrzegła Nessiego wyglądał mniej więcej tak, że specjalnie zdeptał jej zakupy, mniej specjalnie pozbywając się swoich. Może to nie był złośliwy los tylko wina siatek? Jako dziennikarka wywęszyłaby tu jakiś spisek, jednak teraz bardziej zainteresowała się nieznajomym. Siedząc w milczeniu, wpatrywała się wyraźnie skonsternowana jak wrzuca losowo zebrane produkty do siatek a w momencie, w którym chwycił butelkę wina...
- Tego mi było trzeba na koniec dnia... - westchnęła. Butelka wydawszy ostatnie tchnienie, pękła wylewając całą swoją zawartość na ziemię.
- To twoja wina, zamordowałeś butelkę - podsumowała pod nosem, ale na tyle głośno, że bez problemu Nessie mógł ją usłyszeć; akurat w głowie ujrzała jutrzejsze plotki o "morderstwie w parku" i "plamie czerwonej cieczy", dlatego niezbyt się kontrolując wyjawiła swoje myśli na głos. Kiedy sobie to uświadomiła, przybrała równie poważną minę co on. Potem jakby nigdy nic wzięła papierosa, dziękując i zapalając go, z kolei pytanie mężczyzny spowodowało, że uśmiechnęła się półgębkiem pierwszy raz tego dnia.
- Wyczuwam tutaj aferę siatkową. Już widzę te nagłówki, trefne siatki w Dolinie Godryka, czyja to wina? Kto za tym stoi? - machnęła dłonią w powietrzu ukazując tym samym nagłówki gazet, by w końcu wyjrzeć znad sztuki nowoczesnej na swojego rycerza.
- Nie jestem dzisiaj dobrą osobą do wspólnego płakania nad siatkami. A w dodatku teraz nawet nie mam wina, ciastka i kolacji - poinformowała go uznając, że wyczyta między wierszami "mam zły dzień, odejdź". Ale z drugiej strony uznała, że może los postanowił się w tej chwili odwrócić na jej korzyść? Gdyby jeszcze wierzyła w los... Paliła spokojnie, ostatecznie lokując swoje spojrzenie w szpilkach, którymi wygrzebywała dziurę w ścieżce od dłuższego momentu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Mieszkaniec Doliny
Wiek : 32
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 241
  Liczba postów : 109
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13706-dionysius-jayden-shercliffe#364033
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13715-bajorko#364106
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13714-eissen-iv-waleczna#364104
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13712-dionysius-jayden-shercliffe#364097




Gracz






PisanieTemat: Re: Ławki w drodze do centrum   Czw 1 Gru - 15:38

Wysłuchał cierpliwie oskarżenia wypowiedzianego pod swoim adresem, choć to nie pod jego palcami butelka straciła życie. Uśmiechnął się niepoprawnie, jakby cieszył go ten stan rzeczy, choć wcale tak nie było. Nie był aż tak ograniczony żeby cieszyć się ze straty wina - czy swojej, czy czyjejś. Wzruszył niewinnie ramionami, w swojej luźnej postawie niemal zawierając słowa "czasem tak bywa", a potem zajął się papierosem, wyciągając go i podpalając niespiesznie końcem różdżki. Odczekał chwilę, wypuszczając dym razem z krótkim śmiechem, który był pierwszą reakcją na wyobrażenia nagłówków. Pstryknął palcami w powietrzu, imitując dźwięk nagłego pojawienia się gazet, a co za tym idzie - tytułów, ale oczywiście nic się nie pojawiło. A szkoda.
- Brzmi jak tytuły dobrych plotek - dorzucił, bo chcąc czy nie, byli w takim miejscu, gdzie plotki zdawały się bytem narzuconym odgórnie, uwarunkowanym wyższymi czynnikami. Jak klimat w danym miejscu na Ziemi. Nie spieszył się ani z paleniem, ani z mówieniem. - Pewnie właśnie dajemy im życie. Będzie fajnie. Możemy wygryźć redaktor naczelną i przejąć okładki Proroka. Ostatnio pisali coś o miniaturowych smokach, temat tej samej wagi - podpowiedział, strzepując papierosa, mimowolnie dając znać o swoim podejściu do tematu stworzeń, nad którymi tak eksperymentowano. Był w temacie i nie popierał tego rozwiązania od samego początku.
- Bez stresu. Nad siatkami będą płakać ich przyszłe, nieświadome ofiary. No i czytelnicy. My nie musimy. Na kolację da się coś poradzić, ciastko też czasem może mieć wolne, a wino spoczywa w pokoju, nie przejmuj się nim - pocieszyciel wieków. Zanim zdążyła cokolwiek odpowiedzieć na nessowe słowa pokoju, wtrącił jeszcze - Niuchacze z pewnością wygrzebały stąd wszystkie skarby, wina tam nie znajdziesz - podpowiedział, skinięciem głowy wskazując na obcas, usilnie drążący grób w ścieżce. - Na pochówek zmarłych są za to prostsze sposoby. Szkoda ładnych butów.
A klimat, skoro już podwinął się w międzyczasie pod temat, właśnie postanowił zrobić im prysznic-niespodziankę, kolejny raz wywołując u Shercliffe'a śmiech. Uniósł tylko różdżkę i wymamrotał wesoło zaklęcie, tworząc nad nimi niewidzialny parasol, który powiększał się posłusznie, obejmując ostatecznie całą ławkę.
- Nie wiem jak ty, ale sztuka współczesna nie lubi moknąć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Mieszkaniec Doliny
Wiek : 33
Skąd : Cardiff, Walia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 449
  Liczba postów : 89
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13430-morwen-blodeuwedd#358001
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13711-naczelna-proroka-zaprasza#364094
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13432-morwen-blodeuwedd#358028
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13433-morwen-blodeuwedd#358031




Gracz






PisanieTemat: Re: Ławki w drodze do centrum   Czw 1 Gru - 16:20

Morwen myślała, że chyba nic już jej w dniu dzisiejszym nie zaskoczy, kiedy jednak Nessie wspomniał o Proroku i notabene o wygryzieniu redaktor naczelnej nie wiedziała jak zareagować. Trochę zmieszana, cieszyła się, że jest ciemno, bo nie mógł dostrzec jej głupkowatego wyrazu twarzy a potem uznała, że skoro jej nie zna, tym lepiej dla niej. I dla niego - musiał być szczęśliwym człowiekiem, skoro nie orientował się w tym, z kim właśnie rozmawia, co za tym szło: nie interesował się plotkami, które bardzo często nastawiały ludzi wobec niej negatywnie. Postanowiła się póki co nie przyznawać, chociaż było ciężko. Gdyby zorganizowano grę pod tytułem "zabij mnie śmiechem", to chyba właśnie znalezła zwycięzcę.
On nie wiedział kim jest, ona z kolei wiedziała o nim bardzo dużo. Nawet gdyby nie chciała, to siłą rzeczy wszystkie informacje i tak przewijały się przez jej drobne ręce. A Shercliffe, no cóż, poza byciem intrygującą postacią, był w dodatku bardzo przystojną postacią. I uzdrowicielem, do których w większości miała słabość. Paliła dalej, odzywając się po dłuższej chwili.
- Uważasz, że miniaturowe smoki nie są dobrym tematem? Każdy chciałby mieć smoka - ciągnąc go za język, siląc się na śmiertelną powagę, nawet nie wiedziała o który artykuł mu chodziło. Od pewnego czasu próbowała szybko pozbywać się z głowy niektórych tematów, żeby potem nie budziły jej koszmary po nocach. Ona tylko robiła swoje, chociaż awans na posadę naczelnej w przeciągu roku bardzo ją zmęczył. Chciała chwili spokoju, chciała chociaż kilku dni gdziekolwiek na świecie, ale nie było to zbyt wykonalne. Nawet zaczęła ponownie zastanawiać się nad urlopem na żądanie, który teoretycznie mogła sobie wziąć, gdy szpilka nagle utknęła w dziurze a ona nie mogła nią ruszyć.
- A naczelna... chyba fajna jest, co? Z wyglądu, z charakteru podobno nie do końca - genialność (głupota?) Walijki czasami potrafiła być śmieszna, ale jak inaczej mogła go podejść?! Bezpośrednio? Bez przesady. Nie teraz.
But nie chciał się przesunąć, dlatego zdezorientowana musiała ratować sytuację.
- Ciekawe co jeszcze mnie dzisiaj spotka - ignorując słowa Nessiego, zdjęła szpilkę ze stopy, próbując wyjąć ją z ziemi, co skończyło się tym, że prawie złamała obcas. - Tajemnicze norki chciały mi zabrać buta. Do końca dnia zostało trochę czasu, dlatego przeczuwam, że jeszcze mogę spaść ze schodów albo utopić się w wannie. To dopiero byłby temat na plotkę, hit kolejnego Proroka - starała się nie narzekać, ale w zaistniałych okolicznościach nie mogła się powstrzymać. Oglądnęła but, zakładając go z powrotem na swoje miejsce i jednocześnie w tym samym momencie poczuła jak po jej twarzy ścieka kilka kropel deszczu.
- A właściciel sztuki nowoczesnej? - przeniosła spojrzenie orzechowych oczu na Nessiego, zastanawiając się co teraz. - W zaistniałej sytuacji powinniśmy się powymieniać produktami z siatek, ewentualnie możemy umrzeć z głodu lub zjeść razem. Ale to ciągnie za sobą kolejną plotkę, jeśli ta starsza pani nas zobaczy razem. Nie wiem czy to przeżyjesz - uśmiechnęła się szeroko, już powoli odpuszczając sobie narzekanie na dzisiejszy dzień. Gorzej być nie mogło. Dopaliła papierosa, krzyżując ręce pod biustem i oczekując na wspaniałomyślny plan mężczyzny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Mieszkaniec Doliny
Wiek : 32
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 241
  Liczba postów : 109
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13706-dionysius-jayden-shercliffe#364033
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13715-bajorko#364106
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13714-eissen-iv-waleczna#364104
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13712-dionysius-jayden-shercliffe#364097




Gracz






PisanieTemat: Re: Ławki w drodze do centrum   Czw 1 Gru - 18:53

Z Nessem sprawy miały się tak, że on ogólnie lubił wyskakiwać jak Filip z konopii zaskakiwać. Gdyby wiedział, kogo miał dziś zaszczyt spotkać, pewnie nic by się w kwestii wzmianki nie zmieniło - a nawet bardziej, mógłby się pokusić o dodatkowy komentarz. Nie chciał nikomu robić na złość, bo i sumienie miał dosyć czyste w tej kwestii, ale bardzo lubił stawać na krawędzi i zaglądać, co sobie za nią siedzi. Najczęściej robił to dosyć dyskretnie, a przynajmniej sam tak sądził, unosząc tylko brodę i wyciągając szyję, ewentualnie wychylając się, ale unikał przeskakiwania. Zwięźlej - lubił prowokować, ale nie w skrajność. Tym razem też wyczuł, że jakaś prowokacja miała miejsce, ale jeszcze nie doszedł do tego, jak do niej doprowadził ani co ją spowodowało. W każdym razie, jakiś cień miny wybadał z cienia rzucanego przez porę dnia, a nieznaczna przerwa między miną a śmiechem, podpowiedziała mu, że coś jest na rzeczy. Nie doszukiwał się jednak, bo nie miał po co. Nie wspominając już o tym, że nie miał pojęcia, ile Morwen o nim wiedziała.
- Temat jak każdy inny. Lepsze wyjdą po pierwszych porażkach, ale faktycznie, ludzie lubią podróbki - stwierdził, kiwając głową w tej ponadczasowej prawdzie, przesyconej chińskim rynkiem. Poklepał swoje dzieło po nieistniejącej głowie. - Były kiedyś małe ruchome figurki, takie też można trzymać w ogródkach i wychowywać jak swoje - uznał. - W każdym razie, temat pewnie dosyć czytliwy, a Prorok zarobiłby swoje, gdyby wypuścił jakiś dodatek dotyczący wychowania - puścił wodzę fantazji, poświęcając chwilę swojego cennego czasu papierosowi, po czym wrócił do tematu. - Zakładając, że smok ma matczyny instynkt, można dorzucić jako bonus właśnie te figurki. Smocza rodzina w każdym ogródku. Jak nie zakrztusić się dymem ze smoczego nosa? Zwolnij kudłonia, smok na posterunku, czyli najlepsze sposoby utrzymania czarownicy w najwyższej wieży! - zacytował entuzjastycznie potencjalne wydania, tonem nie zdradzając irytacji, ale pokręcił głową, wciąż widząc w tym absurd. Jednak to nie Prorok Codzienny był winny, a pseudo smokolodzy, którzy sądzili, że naturę smoka da się nie tylko zamknąć w "ciele do 130 centymetrów", ale i podporządkować czarodziejowi. Bądź co bądź, było to jednak dosyć zabawne. - Temat rzeka, miliony galeonów. Szczerze? Nie mogę się doczekać aż zawitają do ogródków. Muszę to zobaczyć.
Roześmiał się jeszcze raz, zastanawiając się teraz, jakie relacje ma kobieta z redaktor naczelną. Strzelił w pierwsze, które przyszły mu na myśl, choć niekoniecznie uważał je za prawdopodobne. Ważne, że kontrowersyjne.
- To twoja dziewczyna i rozeznajesz się w temacie? - zapytał, popalając sobie i obserwując z zainteresowaniem walkę z butem, z ziemią albo czymkolwiek, co w niej siedziało. Dla niego to zawsze były niuchacze. - Słyszałem, że zna się na matamorfomagii, nazwisko to tylko przykrywka, bo tak naprawdę jest smokologiem, dokładnie Higginsem. To by wszystko wyjaśniało. Nie wiem, nigdy jej, hmm, go, nie spotkałem, ale bez nerwów, nie odbijam naczelnych - sprostował, uspokajając ją gestem ręki. Papieros się skończył. Wylądował na zwłokach butelki. - Dowód zbrodni. Twojej, mnie z nią niezbyt do twarzy - wskazał na dwa byty, dogorywające razem w deszczu, jak w słabym horrorze.
- Niuchacze, mówiłem. Są wszędzie - podpowiedział, wykluczając norki i w zasadzie mając rację. Shercliffe'owie zawsze mieli z nimi problem, rozłaziły się na wszystkie strony, a potem trzeba było zwracać błyskotki właścicielom.  - Jesteś tak znana, że rozpisują się o tobie w Proroku? - podłapał. - Przyjechałaś na rozgrywki quidditcha i powinienem cię nienawidzić, bo konkurujesz z moją ulubioną drużyną? - dopytał dla pewności, chociaż niekoniecznie komukolwiek kibicował, ale przecież gdzieś stereotypy musiał wyolbrzymić.
- Właścicielowi szkoda fryzury. Artystyczny nieład, sama rozumiesz. Trupów na dziś wystarczy, więc możemy zjeść razem. Zaprosimy staruszkę, może udzieli nam błogosławieństwa.
Planu nie było, bo zdania wielokrotnie złożone. Za dużo pytań, za mało odpowiedzi. Nie wspominając o domu, który był w domyśle, ale w praktyce - jakoś się nie pojawił. W myślach Nessiego, oczywiście.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Mieszkaniec Doliny
Wiek : 33
Skąd : Cardiff, Walia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 449
  Liczba postów : 89
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13430-morwen-blodeuwedd#358001
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13711-naczelna-proroka-zaprasza#364094
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13432-morwen-blodeuwedd#358028
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13433-morwen-blodeuwedd#358031




Gracz






PisanieTemat: Re: Ławki w drodze do centrum   Czw 1 Gru - 19:53

Czasami zdarzało się, że Walijka podpytywała ludzi co sądzą o gazecie i co by zmienili, ale robiła to dość rzadko, bardziej w przypływie chwilowej nudy nad kubkiem kawy czy na papierosie. Teraz jednak zrobiła to tylko i wyłącznie dlatego, że Nessie sam się wyłożył, chociaż przy okazji podsunął jej pewien pomysł na któreś z najbliższych wydań.
- Uważasz, że gazeta, która zajmuje się dość poważnymi tematami w czarodziejskim świecie powinna zmienić się w brukowiec pełen porad? Jak wychować smoka, jak pozbyć się niuchaczy z ogrodu albo jak przyszyć guzik do szaty? Cudowny pomysł, ale to nie tego typu gazeta. Ostatecznie na ostatnich stronach i tak nic nie ma, więc może kącik porad nie byłby takim złym pomysłem... - westchnęła, ostatecznie powątpiewając w sukces tego pomysłu. Z drugiej strony musiała zarządzić pewne zmiany, bo choć gazeta przynosiła zyski, tak nie satysfakcjonowało jej to. Ile można było tkwić przy jednym i tym samym schemacie? Z miną pokerzysty wysłuchała wszystkich plotek na swój temat, z każdą chwilą coraz ciężej powstrzymując śmiech. Czuła, że zaraz się udusi, dlatego z wrażenia uszczypnęła się niezauważalnie w rękę. Podobno w mugolskich wykrywaczach kłamstw uszczypnięcie się albo nadepnięcie pinezki w bucie ochraniało przed wpadką.
- Osobiście unikałabym z nią kontaktu - skwitowała wzruszywszy ramionami i zaraz po tym odchrząknęła, ale wiedziała, że jej zabawa zaraz dobiegnie końca.
- Najwidoczniej nie jestem tak sławna, skoro nie wiesz kim jestem - odparła, spoglądając na miejsce zbrodni, czyli butelkę i niedopałek po papierosie. Teraz wyglądało to jak smutna scena po rozstaniu albo po opłakiwaniu utraconego wina w strugach deszczu.
- Jak staruszka nas zobaczy razem to jutro się od niej nie opędzisz. A co jak będzie zaglądać do mieszkania i sobie zrobi krzywdę? Albo naśle na nas smoki lub niuchacze? Wiesz, mieszkam tu od kilku dni i póki co się nie lubimy - zaśmiała się rozbawiona, kiedy przypomniała sobie jedną z plotek dotyczącą jej osoby.
- Ostatnio się dowiedziałam, że przeprowadziłam się do Doliny, żeby wszystkich śledzić. Czekam aż zechce spalić mnie na stosie - podniosła się z ławki, rozprostowując kości. Nie przeszkadzało jej to, że pada. I tak była brudna (od porannej kawy stażystki i błota, które zgarniała płaszczem podczas zbierania zawartości torebki z ziemi), dlatego mokre włosy były niczym. A tusz do rzęs podobno był wodoodporny, chociaż nie za bardzo chciała w to wierzyć. Najwyżej będzie wyglądać jak smutny klaun. Widziała też lekkie niezrozumienie na twarzy Nessiego wypływające z jej ostatniego komentarza, dlatego jakby nigdy nic wystawiła dłoń w jego stronę.
- Morwen jestem, znawca metamorfomagii i smoków - przedstawiła się z rozbrajającym uśmiechem na ustach, chowając dłoń z powrotem do kieszeni. - To co, będziemy tutaj moknąć czy idziemy coś zjeść?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Mieszkaniec Doliny
Wiek : 32
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 241
  Liczba postów : 109
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13706-dionysius-jayden-shercliffe#364033
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13715-bajorko#364106
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13714-eissen-iv-waleczna#364104
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13712-dionysius-jayden-shercliffe#364097




Gracz






PisanieTemat: Re: Ławki w drodze do centrum   Pią 2 Gru - 0:15

Mieli sporą rozbieżność w formie interpretacji rzucanych sugestii, ale była wybaczalna. Nessie nie czytał Proroka tak często jak większość znanych mu czarodziejów, Morwen z kolei widziała w gazecie pracę. Trudno jej się dziwić! W każdym razie, Shercliffe przybrał nieco skonsternowany wyraz twarzy, bo mimo wszystko był pewien, że wciąż żartują, a zderzył się z dosyć poważną odpowiedzią. Skłaniał się już ku temu, że Walijka pracuje w redakcji, ale nie podejrzewał jej jeszcze o posadę redaktor naczelnej.
- Jaaaasne - wydusił wolno, przedłużając swoją farsę, kiwając przy okazji głową z miną "wszystko będzie dobrze". Miał ją wypracowaną do perfekcji, zawód odwalił w tej kwestii swoją działkę. Poprzyglądał się kobiecie przez moment, stwierdzając, że faktycznie musiała mieć paskudny dzień, ale bardziej dostrzegał w tym zmęczenie. Przemęczenie.
Wzruszył ramionami raz, a potem drugi, przechylając głowę w różne strony. Nie interesował się osobistościami. Kojarzył kilku zawodników, ważniejsze osoby z Munga, kilka nazwisk, których nie powiązałby z twarzami. Rozejrzał się z podejrzliwym wzrokiem, oceniając pozorną odległość staruszki i szanse na ucieczkę kolejnego dnia. Udał, że się zastanawia, w dalszym ciągu mrużąc oczy. Roześmiał się dopiero na zasłyszane projekcje pogłosek.
- Niedawno tu wróciłem, ale niewiele się zmieniło, plotki wciąż te same - ocenił, strzepując pojedyncze kropelki deszczu ze swojego kolana. - Smoki i niuchacze to niewielki problem, martwiłbym się raczej staruszką. Lepiej żeby nie zeszła przez nas na zawał, ale ku temu musiałaby mieć poważne powody. Póki co - dajmy jej fantazjować.
Czemu nie? Im więcej absurdów w Dolinie, tym ciekawiej. Miał wrażenie, że do ojczulka wieści i tak zawsze się doczołgają, samodzielnie albo z pomocą lokalnych osobowości monitorujących. Nawet nie próbował się przed nimi bronić i wychodził na tym o wiele lepiej, niż gdyby się starał.
Strzepnął krótkim ruchem różdżką, pozbywając się parasola, choć przez chwilę obserwował kobietę. Tusz był w porządku, wszystko pod kontrolą. Podał jej rękę i odwzajemnił uśmiech, robiąc to w równie rozbrajający sposób.
- Bajer - skomentował elokwentnie, jeszcze się podśmiewując. - Mam dziś dobre wyczucie. Nessie, jeśli trzeba - Dionysius, artysta rzeźbiarz. Oraz moja Jeszcze Bezimienna Sztuka Współczesna - przedstawił, unosząc swe dzieło, zanim zrobił użytek z różdżki, lewitując stertę zakupów, które mokły teraz razem z nimi. - Prowadź do swego przybytku, Higgins - zadecydował, robiąc pierwszy krok na ścieżce, na odchodnym żegnając jeszcze dwa smutne trupy machnięciem jeżanki.

/zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 186
  Liczba postów : 38
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13776-svetlana-bulhakova#365411
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13801-prawda-albo-milczenie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13820-avem
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13802-svetlana-bulhakova




Gracz






PisanieTemat: Re: Ławki w drodze do centrum   Nie 8 Sty - 20:48

Wyszłam na spacer. Powietrze było zimne, ale zbyt kuszące, żebym mogła odpuścić sobie taką okazję na wyjście z domu! Płatki śniegu wirowały w powietrzu. Temperatura wcale nie była taka niska, jak się wydawało, kiedy siedziałam przy kominku. Po Dolinie kręciły się zastępy uśmiechniętych ludzi i roześmianych dzieciaków. Kilkoro z nich podbiegło do nie, żeby się przytulić - znały mnie już i wiedziały, że chętnie się z nimi pobawię, jeśli będą chciały. Lubiłam dzieci - przypominały mi czasy dzieciństwa, które może nie były najradośniejsze, ale miały swój urok. Przypominały mi też o rodzeństwie. Powinnam w końcu napisać do domu i sprawdzić jak się czują... Byłam na Białorusi w święta, ale teraz wydawało mi się to tak cholernie odległe! No a sylwestra spędzałam z drużyną - tutaj, w Dolinie Godryka.
Nawet nie zauważyłam, kiedy dzieciaki zaciągnęły mnie na tą drogę, prowadzącą do centrum miasta. Zaczęliśmy od bitwy na śnieżki, w której z premedytacją przegrałam kilka razy z rzędu, po czym przeszliśmy do robienia orzełków w zaspach. Niektórzy z rodziców swoich pociech mijali nas i pozdrawiali miłym gestem, czy lekkim ukłonem. Cieszyłam się, że mieszkam w tak pięknym miejscu! Wybór takiej, a nie innej drogi w życiu, wydał mi się teraz tak oczywisty i logiczny, jak jeszcze nigdy wcześniej. Chciałam tylko móc sprowadzić tutaj chociaż swoje rodzeństwo.
W końcu ktoś się poderwał i rzuca hasło "ulepmy bałwana!" Śmieję się więc, wstaję z gracją, otrzepuję płaszczyk ze śniegu i pomagam formować śniegową kulę, która posłuży nam za podstawę do najwspanialszego bałwana w Dolinie!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Nieokreślony
Czystość Krwi : 50%
Galeony : -110
  Liczba postów : 62
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13941-max-flint#368393
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13942-max#368467
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13944-dante#368477
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13943-max-flint




Gracz






PisanieTemat: Re: Ławki w drodze do centrum   Nie 8 Sty - 21:16

Wychodząc z domu spotkałem sąsiadkę. Zaczepiła mnie na schodach i poprosiła, bym rozejrzał się za jej synem. Miał pilnie skończyć zabawę i wrócić do domu. Kiwnąłem głową i zgodziłem się. Nie miałem nic lepszego do roboty. Chciałem się jedynie przespacerować. Nic nie stało na przeszkodzie, by przy okazji rozejrzeć się za małym sąsiadem. Ruszyłem ścieżką wsłuchując się w dźwięk szeleszczącego pod moimi butami śniegiem.
W końcu dostrzegłem rudowłosego bachora w grupie innych dzieciaków dowodzonej przez górującą nad nimi blondynkę. Podszedłem i zawołałem chłopaka. Przekazałem mu wiadomość od matki, ale dzieciak pokręcił nosem, wskazał na dorosłą dziewczynę i powiedział, że chce jeszcze ulepić bałwana. Wzruszyłem ramionami: nie była to moja sprawa. Dzieciak będzie miał przekichane u matki, nie ja.
Przy okazji przyjrzałem się blondynce. Skojarzyłem ją. Była to straniero, która dołączyła bodajże do drużyny z Montrose. Nie byłem wielkim fanem Quidditcha, w przeciwieństwie do mojej matki, która zajmowała się tym na co dzień. Gdy się spotykamy, chcąc nie chcąc poznaje wszystkie nowiny ze świata sportu.
Jeśli spojrzała na mnie macham jej na powitanie i chwilę obserwuję grupę współpracującą przy tworzeniu kuli śnieżnej.
- Nie łatwiej byłoby użyć zaklęcia? - spytałem się dziewczyny, która wydawała się już na tyle dorosła, by móc rzucać zaklęcia poza szkołą i na pewno znała odpowiednie zaklęcie do ulepienia porządnej kuli. Schowałem ręce do kieszeni. Nie miałem wielkiej ochoty dołączyć do zabawy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online




Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 186
  Liczba postów : 38
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13776-svetlana-bulhakova#365411
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13801-prawda-albo-milczenie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13820-avem
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13802-svetlana-bulhakova




Gracz






PisanieTemat: Re: Ławki w drodze do centrum   Nie 8 Sty - 21:45

Odwracam wzrok razem z małym Keatsem - głos nieznajomego mężczyzny obwiesza mi, że dla chłopca to koniec zabawy. Wyprostowuję się i zdejmuję rękawice. Delikatnie kiwam głową, w odpowiedzi na twoje powitanie. Dzieci kontynuują lepienie bałwana beze mnie, kiedy odpowiadam ci na pytanie.
- Zapomniałeś już jak to jest być dzieckiem, prawda? - Uśmiechnęłam się do ciebie pogodnie i przekrzywiam lekko głowę w wyrazie zaciekawienia. Zsuwam z głowy również czapkę i chowam ją do kieszeni. Długie złote włosy spływają po moim podszytym futerkiem płaszczu. Jest mi całkiem cieplutko. Uznaję, że ta chwila milczenia, którą ci pozostawiłam na przemyślenie pierwszego zdania już wystarczy na wyciągnięcie wniosków i kontynuuję. - Oczywiście, że byłoby łatwiej, ale czy byłoby równie zabawnie? - Pytam i odwracam się nachylając do jednego z chłopców. Podciągam mu spodnie, upewniam się, że rękawy kurtki nie wyszły mu z rękawiczek i naciągam głębiej czapkę na głowę. Ten nawet nie zwraca na mnie uwagi pochłonięty lepieniem bałwana. - Skoro już przyniosłeś wiadomość, to może jeszcze pomożesz mi odprowadzić Billa do Pani Keats, żeby się o niego nie martwiła? - Ciekawe, czy masz coś jeszcze do roboty i czy szukałeś nas specjalnie? Jeśli tak, to wydaje mi się oczywiste, że dokończysz co do ciebie należy. Poza tym - to nie jest żaden bachor. Chłopczyk zdejmuje rękawiczkę i zaczyna dłubać sobie w nosie, wyciągając z niego długiego gila. - Ej! - Karcę go marszcząc brwi i wyciągam chusteczki i różdżkę. Najpierw czyszczę go za pomocą zaklęcia, a później wręczam paczkę chusteczek. - Zachowuj się jak dorosły chłopak! To niekulturalne. - Łapię go za rękę i wychodzę z zaspy na drogę. Otrzepuję się ze śniegu i patrzę znów w twoją stronę. Mam nadzieję, że się chociaż przedstawisz?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Nieokreślony
Czystość Krwi : 50%
Galeony : -110
  Liczba postów : 62
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13941-max-flint#368393
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13942-max#368467
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13944-dante#368477
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13943-max-flint




Gracz






PisanieTemat: Re: Ławki w drodze do centrum   Nie 8 Sty - 22:14

Obserwuje z lekkim podziwem jak dużo złotowłosa ma w sobie cierpliwości. Temu poprawi czapkę, temu spodnie, tego powstrzyma rozsmarowaniem zawartości nosa po całej twarzy. Wiem, że nie dałbym rady. Wykończyłbym się po dwóch minutach wśród bachorów. Tak, bachorów, bo tą niepowstrzymaną grupę nie dało się inaczej nazwać.
- Pamiętam doskonale. Co chwilę ktoś musiał poprawiać mi spodnie i pilnować - W tym momencie przeniosłem spojrzenie na Keatsa - bym miał czysty nos. Nie przejmuj się, to dawne czasy - powiedziałem na koniec kierując wzrok na blondynkę i to do niej kierując ostatnie słowa. Rozumiem, co chciała powiedzieć. Chłopie, musisz mieć kij w swojej brzydkiej części ciała. Może i trochę miałem gdy wchodziły w grę zabawy, z których wyrosłem dawno temu.
- W porządku - odpowiadam pozytywnie zaskoczony tym, że postanowiła porzucić lepienie bałwana i odprowadzić Billa. Będę miał u boku kogoś, kto zajmie się dzieckiem po drodze, jeśli zajdzie taka potrzeba. Będę miał okazję do rozmowy o czymś innym niż o gilach z nosa i głupiej Susie z domu naprzeciwko. Chłopak też wydawał się ukontentowany z takiego układu i nie zamierzał upierać się, że chce zostać. Same plusy.
- Twoja mama już przygotowała dla ciebie obiad - zagadałem dzieciaka, bo miałem wrażenie, że miał zamiar zjeść to, co z taką zaciekłością wydłubał z nosa. Musiał więc być głodny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online




Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 186
  Liczba postów : 38
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13776-svetlana-bulhakova#365411
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13801-prawda-albo-milczenie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13820-avem
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13802-svetlana-bulhakova




Gracz






PisanieTemat: Re: Ławki w drodze do centrum   Nie 8 Sty - 22:36

Już od pierwszego spojrzenia widać, że jesteś nieco zagubiony i nie masz zielonego pojęcia na temat dzieci, ale wybaczam ci to, bo wiem, że to u facetów normalne. Przynajmniej starasz się zachowywać kulturalnie w obecności dzieciaków i nawet próbujesz być miły i zabawny, co jest słodkie. Śmieję się lekko, ale bardziej z tej sytuacji, niż z żartu. - Wyluzuj trochę, nie jesteś na egzaminie! Jest zima, pada śnieg, zobacz jak pięknie! - Pokazuję ci gestem, żebyś rozejrzał się dookoła i docenił jak piękny jest zimowy krajobraz. Wiesz co jest cudowne? Że dzieci widzą więcej od nas. Widzą w tym wszystkim magię, ale nie taką, jaką my znamy i którą się posługujemy, ale tajemniczą, pociągającą obietnicą przygody. Każde drzewo może skrywać tutaj sekret, każdy płatek śniegu może nieść nowe marzenie. My jesteśmy już ograniczeni w swoim myśleniu przez dorosłość, która ograniczyła nasze umysły do praktycznego rozważania sytuacji, w których się znajdujemy. Czy nie byłoby pięknie nauczyć się czegoś od dzieci? Potraktować je jak równe, bo w końcu są ludźmi, tak samo jak my i tak samo jak my jesteśmy teraz, one będą kiedyś na naszym miejscu i będą myślały to samo.
Skoro nie uznajesz za stosowne przedstawić się jako pierwszy, to ja wyciągam rękę. - Sveta. - Mówię krótko. Mam śpiewny, radosny akcent - od razu słychać, że nie pochodzę z Wielkiej Brytanii a raczej ze Wschodniej Europy. Widać to też po mojej urodzie. Podobno jesteśmy ładne, nie każdy jednak ceni sobie tą inność i egzotyczność ukrytą w rysach naszych twarzy, tak samo jak nie każdy docenia hart ducha zaklęty w naszych charakterach. Możliwe, że o mnie słyszałeś, chociaż sława jeszcze mnie nie dotknęła - dopiero zdążyłam dołączyć do Srok i ludzie dopiero raz widzieli mnie w akcji, dodatkowo w meczu, w którym z góry byliśmy skazani na zwycięstwo - graliśmy przeciwko Armatom z Chudley - to od dłuższego czasu jedna z najgorszych drużyn w lidze.
- Chodźmy. - Rzucam komendę i liczę, że skoro nie był skory się przedstawić jako pierwszy, to może chociaż poda mi ramię. Nie pochodzę może z dobrego domu, ale trzeba przyznać, że na Wschodzie szacunek do kobiet stoi chyba na wyższym poziomie - i nie bierz tego personalnie, mówię jak jest i ty też chyba zdajesz sobie z tego sprawę. - Mieszkasz w Dolinie jak rozumiem? - Kieruję w twoją stronę pytaie. Staram się dostosować tempo do chłopca, który drepta z boku, w dodatku ciągle interesuje się różnymi badylami i kupkami śniegu, więc krok mamy iście spacerowy!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Nieokreślony
Czystość Krwi : 50%
Galeony : -110
  Liczba postów : 62
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13941-max-flint#368393
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13942-max#368467
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13944-dante#368477
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13943-max-flint




Gracz






PisanieTemat: Re: Ławki w drodze do centrum   Wto 10 Sty - 19:28

Uśmiecham się półgębkiem i kiwam głową. To marna obietnica poprawy, ale najlepsza, jaką mogę dać. Nie spodobał mi się dobór słów Svetlany. Wszystko przez to, że egzaminy dominowały moje życie. I to nie tylko w szkole, ale także w pracy, gdzie każda kolejna aurorska misja była kolejnym testem umiejętności oraz sprytu, który jeśli został oblany, mógł kosztować sporo zdrowia. Podobnie było z życiem prywatnym, w którym każda osoba testowała charakter drugiej nim zdecydowała się czy odczuwa do niej sympatię czy niechęć. Dokładnie tak, jak robiliśmy to w tym momencie z blondynką. Kiedyś Bill to zrozumie, tak samo jak jego tymczasowa idolka, która po napotkaniu na swojej drodze odpowiedniej ilości testów zacznie patrzeć na życie jak na jeden wielki egzamin, a szczegóły, jak padający śnieg, przestaną mieć znaczenie. Byłem o tym przekonany.
- Max Flint - Odwzajemniam uścisk dłoni. Kontakt był pewny, ale niedługi i nie zakończył się tym, bym wziął blondynkę pod ramię. Nawet do głowy mi to nie przyszło: wprawdzie to miły gest, ale kobiety różnie na niego reagują, zwłaszcza, jeśli zostanie wykonany przez nieznajomego mężczyznę. Spacer obok siebie, ramię w ramię, dużo bardziej mi odpowiadał.
- Mieszkam tuż obok Keatsów - wyjaśniłem widząc, że pozostało nam jeszcze trochę drogi, więc nie mogę wskazać palcem budynku, który od jakiegoś czasu nazywam swoim domem. Zerknąłem na Billa. Trochę mnie jego powolne ruchy irytowały. Kiedy już coś załatwiałem, wolałem robić to szybko i zdecydowanie. Powolny spacerek nie jest moim żywiołem. Staram się nie spieszyć, ale i tak co chwilę muszę zwalniać i pilnować się, by za bardzo nie uciec do przodu.
- A Ty? Zadomowiłaś się już w okolicy? - odwdzięczyłem się takim samym pytaniem. Nie musiała mówić, że nie była angielką i była w kraju od niedawna. Nawet gdybym nie rozpoznał jej jako nowej zawodniczki, to imię, głos, uroda, nastawienie zdradzały Svetę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
 

Ławki w drodze do centrum

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Centrum papirusu
» Centrum Zakazanego Lasu
» Ławki pod wielkim drzewem
» Pomieszczenie Główne
» Centrum dowodzenia kryptonim "Polana"

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
Dolina Godryka
 :: 
Okoliczne tereny
-