IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Ławka Gaudiego

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość



avatar

Wiek : 21
Skąd : Barceona, Hiszpania
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 97
Dodatkowo : jasnowidzenie
  Liczba postów : 94
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12863-prudencia-velasquez
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12889-ta-od-wesela#346664
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12887-mr-fatum#346661
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12888-prudencia-o-velasquez#346663




Gracz






PisanieTemat: Ławka Gaudiego   Czw Cze 23 2016, 14:05


Ławka Gaudiego


Ławka Gaudiego, to świetny punkt dla odpoczynku, zjedzenia popołudniowej przekąski czy spaceru ze znajomymi. To też dobry punkt widokowy, z którego można zobaczyć panoramę miasta. Mieści się w Parku Guell i zachwyca swoją innością. Prawdopodobnie jest jedynym takim obiektem na świecie. A jeśli nie jedynym, to na bank pierwszym. Dokładność, precyzja i czas, jaki został włożony w wykonanie tego obiektu zdecydowanie jest godny pochwały.



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Wiek : 21
Skąd : Barceona, Hiszpania
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 97
Dodatkowo : jasnowidzenie
  Liczba postów : 94
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12863-prudencia-velasquez
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12889-ta-od-wesela#346664
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12887-mr-fatum#346661
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12888-prudencia-o-velasquez#346663




Gracz






PisanieTemat: Re: Ławka Gaudiego   Sro Lip 13 2016, 18:10

/pierwszy post w fabule zioom

Były wakacje. Znaczy dla zwykłych ludzi i czarodziejów którzy chodzili do szkoły lub na studia. Ona miała wakacje cały czas ostatnio i strasznie jej to doskwierało. Lubiła coś robić. A apodyktyczna babka i zbyt zaborczy ojciec zdecydowanie nie robili jej z życia sielanki. Wiedziała, że ich zachowanie podyktowane było troską, ale jednocześnie strasznie wkurzał ją fakt, że jej młodsi bracia jeździli na wakacje, zwiedzali świat, podczas gdy ona, ona jedynie gniła w Barcelonie. I tak była pod wrażeniem tego, że rok temu puścili ją na wyspę. To dzięki tej wyciecze poznała swojego obecnego narzeczonego. Lope często pojawiał się w Barcelonie, ale miał też swoje obowiązki, których musiał dopełniać. Poza tym, Pru nie była jedną z tych zaborczych pannic, które musiały mieć ciągle pod ręką swojego faceta, żeby go pilnować i wiedzieć co robić. Ufała mu. Nie dał jej powodu by nie miała. Poza tym kochała go mocno i ślepo nawet można by powiedzieć.
Dziś zjawiła się w parku dokładnie o 17:52. Co prawda z paniczem Goldem umówiona była na 18:00, ale zawsze wolała być kilka minut wcześniej, niż się spóźnić. Niegrzecznie było kazać komuś na siebie czekać. Dzisiaj miała na sobie białką koszulkę z prześwitującej tkaniny, która ukazywała odrobinę jej jędrny biust odziany w biały biustonosz i dżinsowe szorty, głowę standardowo zdobił wielki kapelusz, który miał chronić przed słońcem. Rzadko kiedy zakładała okulary przeciwsłoneczne, bowiem jej kapelusze odpowiednio chroniły ją przed promieniami słońca. Dzisiaj jednak ciemne szkła widniały na jej oczach. Miała za sobą ciężką noc. Przyszły do niej nowe wizje i choć zdawały się być nacechowane pozytywnie, to nie zmieniało to faktu, że pospać jej nie dały. Bardzo tęskniła tej nocy za swoim narzeczonym, którego dotyk uspokajał ją i opędzał złe myśli.
Niebieskimi tęczówkami obserwowała właśnie starszą parę. Trzymali się za ręce. Ona coś mówiła, a on patrzył na nią z miłością. Och, jak bardzo by chciała być kiedyś częścią takiego obrazka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 26
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 122
  Liczba postów : 119
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10019-jonatan-de-gold
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10110-robojonatan
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10108-sowa-jonatana#281143
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10109-jonatan-de-gold#281144




Gracz






PisanieTemat: Re: Ławka Gaudiego   Sro Lip 13 2016, 19:27

Mieć jasnowidza wśród znajomych to skarb, Jonatanie. Ta dziewczyna jest w twoim wieku. Niestety zamężna, ale mimo to przecież mógłbyś się z nią zaprzyjaźnić, prawda? Jesteś takim grzecznym i poukładanym młodzieńcem. Na pewno Ci się uda. Może pomoże Ci to nawet w twojej karierze w Ministerstwie?

Za każdym razem, gdy umawiał się z panną Prudencją właśnie to dawał mu do zrozumienia ojciec. Jego sposób myślenia był bardzo logiczny i przemawiał do chłopaka. Właściwie, to odkąd rozstał się z Victorique, prawie nic nie było już w stanie podważyć zdania jego ojca. No, może z wyjątkiem brata, jednak z powodu nadmiaru pracy utracił z nim ten świetny kontakt, który udało im się odzyskać w Hogwarcie. Po jego ukończeniu poszedł na Staż do Ministerstwa Magii i od tego czasu wyrywał się z biura swojego szefa tylko wtedy, gdy załatwiał tego typu sprawy - znajomości mające mu dać łatwość w zdobywaniu kolejnych szczebli na stanowisko ministra.
Jonatan był osobą bardzo punktualną. Chwaliło mu się to, że nigdy nie pojawiał się jakoś szczególnie wcześnie, ale również nigdy się nie spóźniał. Tym razem uznał iż godzina 17:55 była jak najbardziej odpowiednia. Ubrany w garniturowe spodnie i błękitną koszulę teleportował się niedaleko Ławki Gaudiego. Poprawił swój strój i zerknął na stan kwiatów, które ze sobą przyniósł. Uważał, że piękną kobietę powinno się zawsze obsypywać kwiatami. Nawet, jeśli miała niedługo wyjść za mąż, to był to na pewno miły gest z jego strony. Dlatego wybrał biało-różowy bukiet, który wydawał mu się mówić o relacjach przyjacielskich, jakie niewątpliwie chciał utworzyć między sobą i Prudencją.
Widząc dziewczynę, dla której tu przyszedł zrobił kilka spokojnych kroków w stronę ławki. Gdy stał już za jej plecami postarał się najspokojniej jak mógł się z nią przywitać, by się nie przestraszyła.
- Dzień dobry - Powiedział krótko, a zaraz za tym obszedł ją tak, by stanąć do niej przodem i móc złapać jej delikatną dłoń. Ucałował jej wierzch delikatnie, jakby była piórkiem - Proszę, mam nadzieję, że to wywoła uśmiech na twojej twarzy. Wyglądasz jak zwykle pięknie, jednak mam wrażenie, że jesteś trochę zmęczona - To mówiąc wręczył jej kwiaty. Jak zwykle szalenie taktowny. Nawet, jeśli miałby powiedzieć coś, co byłoby obelgą (bo co za problem powiedzieć "wyglądasz jak cień, jakbyś nie spała całą noc"), musiał uprzedzić to tak, by zabrzmiało to wręcz jak komplement, a przede wszystkim jak czysta troska. Tak był wytresow... Przepraszam, wychowany.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Wiek : 21
Skąd : Barceona, Hiszpania
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 97
Dodatkowo : jasnowidzenie
  Liczba postów : 94
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12863-prudencia-velasquez
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12889-ta-od-wesela#346664
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12887-mr-fatum#346661
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12888-prudencia-o-velasquez#346663




Gracz






PisanieTemat: Re: Ławka Gaudiego   Sro Lip 13 2016, 20:11

Oh, Pru nigdy nie pomyślałaby, że ktoś może zadawać się z nią dla jakiegokolwiek zysku. Przecież nawet nie panowała nad swoimi przepowiedniami. Ba, nawet nie wiedziała dokładnie kiedy jakaś do niej przyjdzie. Dowiadywała się o niej w sumie zazwyczaj jako ostatnia. Bo tych, które wypowiadała nigdy nie potrafiła zapamiętać.
No i w sumie zapomniałam o Bobo, który oczywiście towarzyszył hiszpance. Ławto było o nim zapomnieć, zwłaszcza, że rzadko kiedy zaszczycał Pru jakąś dłużą odpowiedzią. Dzisiaj miał standardowy strój na ciepłe dni. Szorty i koszula, nos zwyczajowo zdobiły okulary, a on sam stał oparty o jakąś ścianę. Czasem Pru myślała sobie, że Bobo to mistrz podpierania różego rodzaju ścian i drzew. Tej myśli jednak nigdy nie wypowiedziała na głos do nikogo, Do niego też nie, bo i tak by jej nie odpowiedział najpewniej.
Na widok Jonatana lico Prudenci rozjaśniło się. Miał w sobie bardzo dużo ogłady i klasy, niestety jednak daleko mu było do jej narzeczonego. Nie zmieniało to jednak faktu, że mocno ceniła sobie jego towarzystwo, bo umilał jej chwilę i sprawiał, że nie czuła się tak bardzo samotna. Odebrała kwiaty, zanurzając w nich na chwilkę nos.
-Dziękuję. - odpowiedziała z naprawdę uroczym uśmiechem, pozwoliła pocałować się w dłoń i w ogóle. Okulary ściągnęła prawie od razu po pojawieniu się Golda. Miała taką swoją własną, niepisaną zasadę, że lubiła rozmawiać z ludźmi patrząc w ich oczy, więc i sama swoje oczy im pokazywała. Dzisiaj jednak pod jej patrzałkami widniały worki, których dorobiła się dzięki nieprzespanej nocce i wierceniu się w pościeli. Uśmiechnęła się w podzięce za jego komplement i odpowiedziała. - Wiesz Jonatanie, bycie jasnowidzem potrafi być naprawdę męczące. A już zdecydowanie nie działa dobrze na wygląd. - dodała krzywiąc się leciutko wskazując palcem na jednego wora pod okiem, jakby sam już tego nie zauważył. Wiedziała, że dostrzegł je, ale był na tyle taktowny, że w jakiś magiczny sposób zamienił to na swojego rodzaju specyficzny komplement. - Opowiedz mi co ciekawego dzieję się w Londynie. - poprosiła go naprawdę szczerze zainteresowana. - Znalazłeś już partnerkę na mój ślub? - rzuciła kolejnym pytaniem równie mocno zaciekawiona. Podczas ostatniej wizyt chłopaka Pru wręczyła mu zaproszenie na swój ślub. Miała nadzieję, że przyprowadzi kogoś interesującego i wartego siebie. Był naprawdę cenną osobą, nie dość, że dżentelmen, to jeszcze dobry przyjaciel.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 26
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 122
  Liczba postów : 119
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10019-jonatan-de-gold
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10110-robojonatan
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10108-sowa-jonatana#281143
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10109-jonatan-de-gold#281144




Gracz






PisanieTemat: Re: Ławka Gaudiego   Sro Lip 13 2016, 22:15

Wszystkiego można się nauczyć. Ojciec panicze de Gold uważał, że dziewczyna kiedyś będzie w stanie wywoływać przepowiednie i w ten sposób ostrzegać ludzi przez niebezpieczeństwami. Miał co do niej pewne plany, o których raz informował Jonatana, a raz nie. Ostatecznie chłopak niczym grzeczny piesek leciał jak na zawołanie, by pannie Pru umilić czas swoją osobą. To było trudne. Był chyba najnudniejszym człowiekiem świata - tak osobie myślał. Ciągle przesiadywał w pracy i przez to nie miał praktycznie żadnych innych tematów do rozmów. Dlatego starał się na innych wymusić zwierzenia, a samemu pozostać wiernym słuchaczem.
Pewnie zastanawiające jest jak zauważył zmęczenie mimo okularów. Chłopak był niesamowicie spostrzegawczy. Wielu ludzi było w szoku, jak łatwo ten potrafi dostrzec pozornie niezależne szczegóły. Wchodząc do parku np. zauważył, że mężczyzna stojący dokładnie 12 metrów od nich ewidentnie przygląda się dziewczynie jakby miał ochotę ją poderwać, jednak przepłoszył go widok Jonatana. I dobrze ponieważ na serdecznym palcu lewej ręki miał ślad po obrączce nieudolnie zakryty samoopalaczem. Jego namolność zdecydowanie nie uczyniła by tego dnia lepszym.
Gdy podarował już dziewczynie kwiaty rozejrzał się za jej opiekunem. Widząc go kiwnął głową na znak powitania z pewną dozą szacunku. Był zbyt dystyngowany by krzyczeć do niego, a i zostawienie swojej towarzyszki byłoby w tej chwili bardzo niestosowne.
-Domyślam się, że to musi być trudne. Jednak musisz przyznać, że ta umiejętność ma wiele dobrych stron - Zasugerował dziewczynie chcąc ją w ten sposób pocieszyć. Sam nie zastanawiał się jak to jest przepowiadać przyszłość - był zwyczajnym chłopakiem i nie miał takich problemów, więc nawet nie potrafiłby sobie tego wyobrazić.
-Londyn jak zwykle żyje swoim własnym życiem. Ludzie ciągle gdzieś gnają. Jednakże tak, w tym zamieszaniu udało mi się zaprosić na twój ślub jedną z dziewczyn, które pracują w Ministerstwie Magii. Bardzo sympatyczna. Została tak właściwie zaproszona przez Lope pod pretekstem pobijania rekordu w ilości gości - Opowiedział jej patrząc dziewczynie w oczy i stojąc przesadnie wyprostowanym. Był od niej wyższy, więc jedynie głowę miał lekko spuszczoną w dół -To bardzo... Interesujący sposób na organizację tego typu ceremonii. Skąd ten pomysł? - Zapytał starając się być przy tym mało natrętnym i bardzo taktownym. Jego zdaniem takie bicie rekordów kompletnie nie pasowało do dziewczyny, ale może coś się zmieniło od ich ostatniego spotkania?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Wiek : 21
Skąd : Barceona, Hiszpania
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 97
Dodatkowo : jasnowidzenie
  Liczba postów : 94
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12863-prudencia-velasquez
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12889-ta-od-wesela#346664
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12887-mr-fatum#346661
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12888-prudencia-o-velasquez#346663




Gracz






PisanieTemat: Re: Ławka Gaudiego   Czw Lip 14 2016, 00:30

Ojciec panicza Golda powinien sobie podać dłoń z babką Pru i jej ojcem. Chociaż znając życie i jej rodzinę, to już dawno podawała sobie z nim dłonie, a fakt, że Jonatan spędzał z nią czas wcale nie był przypadkiem. Ale Pru bardzo szybko odgoniła od siebie te myśli, bo nawet, jeśli były prawdziwe, to lubiła spędzać czas z Goldem i nawet jeśli to wszystko było sprawką jej babki, czy tez ojca, to nie miała nic przeciwko temu.
Oh i Pru wcale, ale to wcale nie uważała Jonatana za nudnego człowieka! Wręcz przeciwnie. Bardzo lubiła spędzać z nim czas i słuchać o Ministerstwie Magii, on przynajmniej mógł pracować. Jej nie chcieli puścić do żadnej pracy bojąc się, by coś się jej nie stało i zawsze każdy jej pomył negując, zaczynając od legendarnego już "nigdy nie wiesz...".
Prudencii w ogóle nie zdziwił fakt, że jej kompan dostrzegł wory pod jej oczami. Wiedziała bardzo dobrze, że jest wyśmienitym obserwatorem i ceniła go za to, a nawet podziwiała tę cechę u niego klasyfikując ją jako nader pożądana i, co smutne, powoli chyba zanikającą w tym biegnącym na łeb na szyję świecie. I lubiła też to, że zawsze przywitał się z Bobo, choćby tylko skinieniem głowy. Jakoś tak, podobał jej się fakt, że nie uważał go za nic nie znaczącego człowieka tylko dlatego, że pracował dla Pru, albo, że nie ignorował go od początku jak niektórzy. Pru też nie uważala Bobo za nic nie znaczącego człowieka. A w sumie nawet powiedzieć by można i trzeba, że był on dla niej zagadką, której nadal, po tylu latach razem nie udało jej się rozwiązać.
Pokręciła tylko lekko głowa, jakby przecząc jego słowom. W jej tak zwanym "darze" nie było nic dobrego. Jej wizje w większości przynosiły jakieś katastrofy lub nieszczęścia no i były cholerenie wyczerpujące, zarówno fizycznie, jak i psychicznie.
-Pobijanie rekordu w ilości gości? - zapytała unosząc zdziwiona brwi. Pierwszy raz słyszała o czymś takim. Wiedziała, że ich wesele ma być huczne. Musiało być, oboje pochodzili z majętnych rodów i była wręcz pewna, że większości osób, które pojawią się na weselu znać nie będzie. - To Lope nie zna tych ludzi? - zapytała trochę jak taka mała pięciolatka, której ktoś mówi, że Mikołaj nie istnieje. Nie no, pięcioletniemu dziecku nie mówi się takich rzeczy, żeby go nie załamać, ale wiecie mniej więcej o jaki wydźwięk jej wypowiedzi mi chodziło. Wydęła pełne usta i zmarszczyła brwi, jak zawsze gdy nad czymś mocno myślała, a potem wzruszyła ramionami i uśmiechnęła się ciepło do chłopaka. - Chyba nie ma w tym nic złego, jak myślisz Jonatanie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 26
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 122
  Liczba postów : 119
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10019-jonatan-de-gold
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10110-robojonatan
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10108-sowa-jonatana#281143
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10109-jonatan-de-gold#281144




Gracz






PisanieTemat: Re: Ławka Gaudiego   Czw Lip 14 2016, 02:59

To na prawdę było miłe z jej strony, że tak zachwycała się Jonatanem. Pewnie gdyby to słyszał, to nie zgodziłby się z większością jej myśli - z czystej skromności. Duma zdecydowanie nie byłą cecha, która go charakteryzowała. Wolał więc podziwiać, najczęściej szczerze, osoby wokół siebie i w tm wszystkim często zdarzało mu się zapominać, że on sam jest też wartościowym człowiekiem. Ojciec zawsze powtarzał, że jest dumą rodziny. Że stać go na wiele. Jednak tak na prawdę nigdy nie cieszył się z jego małych sukcesów, nie gratulował ich synowi. On wymagał coraz więcej i więcej. W takich momentach zazdrościł swojemu bratu, którego matka rozpieszczała, a nad którym nie ciążyła żadna presja. Mógł robić co chciał. Ciągle jeździł po świecie - nawet teraz był gdzieś daleko i nie mieli ze sobą kontaktu. Dlatego byłby w stanie zrozumieć dlaczego dziewczyna lubi słuchać o takich błahych sprawach jak praca. Jej zabraniano wszystkiego, a jemu planowano każdą sekundę życia. Przecież nawet ich dzisiejsze spotkanie zostało ustalone przez kogoś innego.
Nie rozumiał jak można by się nie przywitać z jej ochroniarzem? Kultura wymagała tego, by najpierw przywitać się z damą, a potem z jej ewentualnym towarzyszem. A ten mężczyzna przecież zawsze był obok dziewczyny, więc zdążył mu się już nie raz bardzo dobrze przyjrzeć. Dlatego też uważał iż nie ma nic dziwnego w powitaniu go choć tym lekkim ukłonem.
Wizje na pewno były męczące, ale na pewno nie raz uratowała tym komuś zdrowie, a może nawet życie - mam rację? To powinno być pewnego rodzaju satysfakcją dla niej. Możliwość zrobienia czegoś dobrego dla kogoś to pewnego rodzaju nagroda sama w sobie. Chociaż raczej nie byli altruistami.
-Przepraszam, że dowiadujesz się tego ode mnie. Nie zamierzałem Cię zaskoczyć. Byłem przekonany, że wiesz - Od razu wyraził skruchę ze względu na to iż bał się, że dziewczynę to zdenerwuje. Ta jednak wydawała się przede wszystkim zaciekawiona nowiną. Pewnie nie bardzo miała wybór i znając życie i tak by nikogo nie obchodziło gdyby się nie zgodziła.
-Sądzę, że to ciekawy pomysł i szansa na poznanie nowych ludzi, nie tylko z wyższych sfer - Odpowiedział dziewczynie półprawdą. Przede wszystkim myślał, że to szalone i kompletnie nieprzemyślane, ale nie chciał mówić jej tego głośno. Nie miałby żadnego zysku w ewentualnym zrażeniu jej do własnego wesela. Wręcz przeciwnie, nie chciał widzieć jej w złym nastroju. Natomiast faktycznie może dzięki temu Pru pozna kogoś w swoim wieku jednak nie pochodzącego z bogatej, wysoko postawionej rodziny. To mogło by być dla niej ciekawe doświadczenie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Wiek : 21
Skąd : Barceona, Hiszpania
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 97
Dodatkowo : jasnowidzenie
  Liczba postów : 94
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12863-prudencia-velasquez
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12889-ta-od-wesela#346664
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12887-mr-fatum#346661
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12888-prudencia-o-velasquez#346663




Gracz






PisanieTemat: Re: Ławka Gaudiego   Czw Lip 14 2016, 05:18

Oj już proszę nie przesadzać panie de Gold. To nie był jakiś wielki zachwyt. Po prostu polubiła Prudencia tego pana z którym spotkania z góry jej nakazano. O dziwo, okazało się, że pomimo różnicy ponad pięciu lat istnieje między nimi jakaś nić połączenia, która pozwala im się porozumieć.
Nie wiedziała, jak to jest być niedocenianią. Wiedziała jednak, jak to jest, jak się kogoś przecenia. POV wcale nie potrzebowała takiego skupienia na swojej osobie. Ba, nawet go nie chciała. A wręcz uważała je za nieporządane. Jednak nie bardzo miała jak wyraźić swój sprzeciw, bo wszyscy jakby się zmówili przeciw niej. Znaczy, nie to, że specjalnie, ale ojciec zawsze był na posyłki babki. Matki prawie w ogóle nie było w domu, a bracia puszczeni luzem zawsze mieli jej za złe, że to na niej skupia się cała uwaga rodziny.
Oh, co do Bobo, niektórzy po prostu go nie zauważali. Chociaż Pru czasem zastanawiała się jak to możliwe, bo naprawdę ciężko było go przeoczyć. Nie zatrzymywała się jednak nad tą myślą na dłużej. Sama czasem łapała się na tym, że zapominała o jego obecności. Być może, a nawet na pewno, dlatego, że Bobo pomimo tego, że był z nią od kilku lat miał jakąś dziwną niechęć do prowadzenia z nią rozmowy i zawsze, ale to zawsze bez wyjątku albo odpowiadł jej krótkim zdaniem twierdzącym lub przeczącym, albo kompletnie ignorował jej pytanie, czy też wywody, pozwalając, by strzępiła sobie język na darmo.
Pru nie widziała tego w ten sposób. Jej pierwsza wizja przewidziała śmierć ciotki. Również jej wizja przepowiedziała śmierć jej ukochanego pradziadka. Co mogło w nich być dobrego, skoro niosły ze sobą złe wieści i doprowadzały do wykończenia jej organizm.
Zaśmiała się leciutko odrzucając głowę do tyłu i machnęła ręką kręcąc rozbawiona głową. Bicie rekordu w ilości gości na ślubie. Mocno rozbawiła ją to wizja. Zaraz jednak przypomniała sobie jeden z ostatnio nachodzących ją fleszy.
-Oh. - mruknęła zaskoczona podnosząc dłoń do ust. No tak teraz to miało sens. Przytaknęła głową na słowa Golda. - Chętnie poznam nowych ludzi, życie w rezydencji jest strasznie nudne. Już nie mogę doczekać się dnia, kiedy w końcu... - urwała w pół słowa, tak, już wiedziała. I Bobo też już wiedział, bo leciał w ich stronę. Potrafił już poznać wizję po spięciu jej mięśni jakie wtedy następowało. Jej oczy zaszły mgłą, a soczewki wcześniej przypominające ocean teraz kolorem były bliższe niebu w bezchmurny, słoneczny dzień. Wszystkie mocje zniknęły z jej twarzy, a Bobo stal w gotowości by ją złapać w razie potrzeby. Jej usta nabrały powietrza, a głos brzmiał jakby z wenątrz. Był mocniejszy i głębszy i zdecydowanie niższy niż ten, którym posługiwała się na codzień, chociaż żaden z nich nie był udawany.
Złoto co w ministerstwie mocno się mieni
Wronę Słowiańską zwiedzie zwym blaskiem
Choć każde myśli, że nic się nie zmieni
jedno dla drugiego swoimstym potrzaskiem
Spotkają się nocą, gdy dzień ledwie zniknie
choć żadne nie pozna tego od razu
Jedno i drugie na chwilę zamilknie
nie godząc się długo z magią wyrazu

Skończyła recytować te same linijki po raz trzeci, Bobo schował kartkę z zapisaną przepowiednią, zawsze je notował, to była część jego pracy. Spięte mięśnie odpuścił, pozostawiając ją w bezładzie. Leciała. Bobo złapał ją sprawnie, chyba, że zrobił to wcześniej Gold (już do twojej decyzji). Posadzili ją na ławce. Drgnęła, jakby wstąpiło w nią na powrót życie i zamrugała kilka razy próbując dojść do siebie. Uniosła dłoń do czoła i ciężko wypuściła powietrze. Zerknęła w górę na Jonatana.
-Tak jak mówiłam, nic miłego. - powiedziała, próbując się uśmiechnąć, ale widać było, że uśmiech ten z trudem jej przychodzi i obarczony jest wysiłkiem. Spojrzała na Bobo, który już trzymał na powrót wyciągnięty świstek papieru. Złapała go swoimi długimi palcami i podstawiła pod oczy zwyczajowo przy tym marszcząc brwi i wydymając ust. - Oh. - dodała raz jeszcze kompletnie nieświadomie i zerknęła na swojego towarzysza. Przekręciła głowę lekko w prawo a potem w lewo mierząc go uważnym spojrzeniem, czy było możliwym, by to właśnie o nim była jej przepowiednia? W sumie całkiem sporo się zgadzało.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 26
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 122
  Liczba postów : 119
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10019-jonatan-de-gold
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10110-robojonatan
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10108-sowa-jonatana#281143
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10109-jonatan-de-gold#281144




Gracz






PisanieTemat: Re: Ławka Gaudiego   Czw Lip 14 2016, 13:22

Powyżej 20 roku życia te pięć lat jest coraz mniej widoczne. Kiedy oboje będą mieli po 30stce, to już całkiem się to zatrze. Tak działał świat. No i poza tym chłopak nie wyglądał na jakoś szczególnie starego. Regularnie się golił, co dodawało jego twarzy pewnego dziecięcego wyrazu. To miało swoje plusy i minusy. Ludzie nie zawsze traktowali go poważnie, ale też często byli zaskoczeni, że ten "dzieciak" potrafi na prawdę wiele zdziałać. Musiał mieć wiele zdolności. W końcu planował zostać Ministrem Magii. Taką przyszłość wróżył mu ojciec od najmłodszych lat, a on? Nigdy się nie zastanawiał nad tym, czy mógłby robić co innego. Chociaż kiedy miał 15 lat zdarzało mu się odłożyć na chwilę Historię Magii na rzecz ONMS - uwielbiał czytać o pochodzeniu, genetyce różnych stworzeń jak wile, wilkołaki. Miał na prawdę rozległą wiedzę w tej tematyce. Jednak nie była mu kompletnie do niczego potrzebna, więc musiała odejść w cień za najważniejszymi datami dla angielskich czarodziejów.
Hm. On również nigdy nie miał okazji zamienić słowa z Bobo. Nic dziwnego, skoro mężczyzna raczej nie widział w nim zagrożenia i nigdy nie miał powodów, żeby podejść do nich bliżej. Zazwyczaj ich spotkania były bardzo spokojne. Rozmowa. Ewentualnie jakaś kawa czy herbata. Rozstanie. Nic nadzwyczajnego, co mogłoby wzbudzić niepokój czy to w ochroniarzu, czy rodzinie Pru.
Uśmiechnął się nikle widząc, że jego słowa uspokoiły dziewczynę. Wpatrywał się w nią przez krótką chwilę słuchając, co też ma do powiedzenia gdy nagle zauważył, że ta przerywa. Widział każdą zmianę w jej twarzy. Nawet tą najdrobniejszą. Od razu zerknął kątem oka w stronę opiekuna dziewczyny, ale ten zgodnie z przewidywaniami już spieszył w ich stronę. Nim Jonatan zdążył zareagować dziewczyna znowu zaczęła mówić...
Złoto co w ministerstwie mocno się mieni - To było chyba o nim. Przynajmniej tak mu się wydawało, bo doskonale wiedziała, że stara się o świetlaną przyszłość. Dalej jednak każde jej słowo było już niejasne. Słowiańska wrona? Kompletnie nic z tego nie rozumiał. Natomiast zapamiętał całość i pewne było, że będzie jeszcze długo o tym myślał. W końcu była to przepowiednia. Coś, czego ojciec chciał - by właśnie tego świadkiem był Jonatan. Liczył, że pomoże mu to w jakiś interesach. Tymczasem jednak to, co powiedziała uznałby za stek bzdur nie warty zachodu. Dlatego de Gold zastanawiał się, czy w ogóle jest mu sens o tym opowiadać.
Gdy dziewczyna skończyła mówić po raz trzeci oczywiście zdążył ją złapać. Jednak zaraz po tym podtrzymał ją ochroniarz, więc dał mu możliwość pracowania na własnych zasadach. Przypatrywał się twarzy swojej towarzyszki oczekując aż wróci ona do świata realnego. To na prawdę musiało być męczące. Nie wiedział co powiedzieć. Dlatego zrobił coś, co wydawało mu się najrozsądniejsze.
- Niedaleko jest kawiarnia. Może przyniosę nam kawy, co ty na to? - Zaproponował mając nadzieję, że w ten sposób pomoże Pru poczuć się trochę lepiej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Wiek : 21
Skąd : Barceona, Hiszpania
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 97
Dodatkowo : jasnowidzenie
  Liczba postów : 94
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12863-prudencia-velasquez
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12889-ta-od-wesela#346664
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12887-mr-fatum#346661
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12888-prudencia-o-velasquez#346663




Gracz






PisanieTemat: Re: Ławka Gaudiego   Pią Lip 15 2016, 00:06

Oh, jakoś tak była, że pięcioletnia przepaść, która tak bardzo rzucała się w oczy gdy było się nastolatkiem, po przekroczeniu tej magicznej granicy dwudziestu lat jakoś już nie rzucała się tak w oczy i im człowiek był starszy, tym coraz mniej ją zauważał. Prudencia sądziła, że bardzo prawdopodobne, że jest to spowodowane tym, że ludzie po prostu dorastali nie tyle liczyło się już tak bardzo ile kto ma lat, ale jakim tak naprawdę jest człowiekiem.
A Gold był tym dobrym typem człowieka. A przynajmniej za takiego go miała Pru. Może babka i ojciec rzeczywiście mieli powód by nie chcieć puszczać jej nigdzie dalej i pilnować, bo Valasquez zdecydowanie zbyt mocno wierzyła w ludzi i zawsze, ale to zawsze starała się odnajdować w nich te dobre cechy.
A co się tyczy Bobo. Gold nie miał okazji, bo rozmawiał z nią. A Pru wiele swoich popołudni spędzałam sama. Znaczy nie sama, bo w towarzystwie swojego ochroniarza i naprawdę miłym, a nawet wskazanym by było, gdyby on chociaż trochę inicjatywy i chęci wykazał i umilił jej czas rozmową z sobą. Ale jak na razie zdawało się to być tylko pobożnym życzeniem i raczej nieprędko miało się to zmienić.
Pru nie lubiła swojego daru. Przez większosć czasu. Znaczy prawie ciągle. Jedynym dobrym, co z niego wynikło to, że dzięki niemi poznała swojego przyszłego męża. Ciągle nawracające w snach wizje nie pozwalały się się czasem tygodniami wysypiać. A te przychodzące w ciągu dnia, nie dawały możliwości, by funkcjonowała jak normalna samodzielna jednostka, tylko wszędzie musiała za sobą ciągać ochroniarza jak jakaś rozpieszczona arystokratka.
Każda przepowiednia zdawała się jakby wysysać z niej energię i siłę. Na całe szczęście Gold złapał ją, a potem Bobo posadził na powrót się prostując. Pru na słowa Jonatana pokręciła tylko lekko głowa, bo jej ochroniarz wyciągał już w jej stronę torbę pełną czekoladowych cukierków.
-Poczęstuj się. - zaproponowała Goldowi nadal wzrokiem lustrując zapisaną kartkę. Sama wzięła jednego i wcisnęła do ust. Kawa na nic się nie zdawała. Cukier pomagał jej odrobinę stanąć na nogi, ale dzisiejszego dnia wiedziała, że wieczorem czeka ją spotkanie z jej odwieczną przyjaciółkę migreną. - Pierwszy raz zdarzyło mi się przepowiedzieć komuś coś w jego obecności. - wyznała będąc już właściwie pewną, że to o nim była jej przepowiednia. Zwróciła na niego swoje niebieskie tęczówki i przekręciła głowę ponownie w lewo. - Jonatanie, chyba niedługo znajdziesz miłość. - oznajmiła mu spokojnie, tak, jakby właśnie mówiła, że niebo jest niebieskie. Spokojnie, ale jednocześnie z bezsprzeczną pewnością.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 26
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 122
  Liczba postów : 119
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10019-jonatan-de-gold
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10110-robojonatan
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10108-sowa-jonatana#281143
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10109-jonatan-de-gold#281144




Gracz






PisanieTemat: Re: Ławka Gaudiego   Pią Lip 15 2016, 00:49

Dodatkowo podobno faceci mają pewne opóźnienie w dorastaniu umysłowym, więc jeśli słuchać by naukowców, to byli by na tym samym poziomie. Choć znając Jonatana ciężko byłoby stwierdzić, że jest to chłopak nie dojrzały nawet, gdy miał zaledwie 15 lat. Już wtedy przejawiał takie cechy jak skrajna odpowiedzialność i perfekcjonizm, który nie był pomijany przez jego nauczycieli. Dzięki temu Hogwart ukończył z bardzo wysokimi wynikami, którymi mógł się szczycić starając się o staż w ministerstwie. Może nie był niezwykle inteligentny, ale nadrobił ciężką pracą. Pewnie dlatego swego czasu był puchonem.
Wiara w ludzi to nic złego. Myślę, że gdyby chłopak miał jakiś wybór, to zdecydowanie wolałby z miejsca szukać w nich dobroci, niż oceniać przydatność. Niestety, nawet jeśli nie chciał, to zawsze z tyłu głowy pojawiał mu się głos, który podpowiadał czy warto z danym człowiekiem zacieśnić więzy by zyskać w strefie kariery. I jak tu być szczęśliwym człowiekiem? Coż. W swej nieświadomości Jon się za takiego uważał.
Nie słyszał tej historii o poznaniu Lope. Był niemalże przekonany, że to rodzice wybrali dla niej kandydata, a ona pokornie zgodziła się za niego wyjść. Tego typu układy były czymś najnormalniejszym w jego świecie i na prawdę spodziewał się, że kiedyś i jego to spotka. Będzie miał ten zaszczyt by oświadczyć się dziewczynie z dobrego domu i spędzić z nią resztę życia, oczywiście utrzymując kobietę i ich dzieci.
No tak. Na takie zmęczenie na pewno lepsza była czekolada. Nie pomyślał o tym. On sam nie przepadał za słodkim, za to kawa w jego życiu stanowiła obowiązkową pozycję. Czasem miał takie dni, że dosłownie co 2-3 godziny parzył sobie kubek, bo miał wrażenie, że nie będzie w stanie utrzymać bez tego otwartych oczu. A co zabawniejsze, potem i tak nocy nie przesypiał z powodu natłoku obowiązków, czy nauki. W końcu musiał ukończyć staż i chciał to zrobić jak najszybciej, a to wymagało poświęceń.
-Nie, dziękuję, ale ty się nie krępuj - Odpowiedział jej kiwając lekką głową na przeprosiny, że nie zechciał czekoladki. Tolerował jedynie gorzką, a i to bardzo rzadko. Uśmiechał się do niej współczująco widząc, że ledwo siedzi. Powinien ją dzisiaj odprowadzić wcześniej do domu, niż było to zamierzone w pierwszym planie. W sumie miałby wtedy trochę czasu dla siebie. Jego rozmyślania na ten temat przerwały jej kolejne słowa.
-To zaszczyt dla mnie, ale... Dlaczego sądzisz, że to o miłości? - Zamrugał zaskoczony. Nie widział tam ani słowa o miłości! Zresztą on i miłość... Dopiero co jedną miał. I stracił. Choć może to nigdy nie było aż tak silne uczucie -Wybacz śmiałość, ale ja raczej nie mam czasu na tego typu relacje
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Wiek : 21
Skąd : Barceona, Hiszpania
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 97
Dodatkowo : jasnowidzenie
  Liczba postów : 94
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12863-prudencia-velasquez
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12889-ta-od-wesela#346664
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12887-mr-fatum#346661
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12888-prudencia-o-velasquez#346663




Gracz






PisanieTemat: Re: Ławka Gaudiego   Sob Lip 16 2016, 01:17

A kompletnie o tym zapomniałam, że mężczyźni później dojrzewają. Ale Pru zapytana o to, pewnie stwierdziłaby, że nawet nie tyle, co później, ale nigdy. Jej bracia z wiekiem nie mądrzeli ani trochę. Więc wiedziała o czym mówi. Ale może byli oni wyjątkiem od reguły i reszta panów zaczynała normalnieć później. Trudno jej było powiedzieć.
Oczywistym, że wiara w ludzi nie jest niczym złym. Ale trzymana pod kloszem przez całe życie nie miala kiedy doświadczyć bólu zdrady, czy nieprzyjemności jakiej dostarczało uczucie oszukania. Do tego z konkretnie dobranym towarzystwem w którym nikt nie miał na celu ani uwadze, by jej dokuczyć, zdawała się być lekko nieprzygotowana do życia poza murami swojej rezydencji. W tym pięknym, ale i okrutnym świecie. Wielu pewnie nazywałoby ją po prostu nawiną.
A tu Jonatan miałby niespodziankę, gdyby kiedyś usłyszał jak w ogóle się z Lopem poznała. To był czas zaraz po śmierci dziadka. Jej pierwszy samodzielny wyjazd(nie licząc towarzyszącego jej Bobo) w czasie którego to właśnie jej przyszły mąż uratował ją przed smokiem. W sumie nie spodziewała się, że wyjdzie za mąż tak szybko. Dopiero na karku wybiło jej dwadzieścia lat. Miała jeszcze całe życie przed sobą, ale jednocześnie, jakby wiedziała, że z nikim innym spędzać go nie chce.
Pru wysłuchała wszystkich jego słów, a potem, mimo, że zmęczona, to odchyliła lekko głowę do tyłu i zaśmiała się lekko. Nie tak wrednie, czy prześmiewczo. Była naprawdę rozbawiona jego reakcją, bo jeszcze nie zdarzyło jej się, by ktoś tak jak on stwierdził, że nie ma czasu na tego typu relacje. Spojrzała na niego niebieskimi ślepiami i z lekkim uśmiechem stwierdziła.
-Śmiałość wybaczam Jonatanie, jednak rozczaruję Ci odrobinę. - powiedziała mu spokojnie, jak mówi się do dzieci, gdy tłumaczy im się coś, co dla nich może wydawać się złożone, a dla Ciebie jest najprostszą i najoczywistszą sprawą na świecie. - Przyszłość po tym względem jest wredna, że rzadko pod uwagę bierze prośby i obiekcje ludzi. A moje przepowiednie choć męczące i nie zawsze jasne, raz wypowiedziane zawsze się sprawdzają. - wzruszyła leciutko ramionami. Naprawdę nie chciała sprawiać mu przykrości jakąś nieproszoną wróżbą. Ogólnie, to nawet nie lubiła mieć wizji przy ludziach, czuła się wtedy jak kompletna wariatka. Wzięła podstawiła mu kartkę z zapisanymi słowami pod oczy, a palcem postukała dwa ostanie wyrazy. - Miłość od zawsze opisuje się jako magiczną. Choć wydaje mi się, że chwilę zajmie wam obojgu przyznanie się do tego co do siebie czujecie. - jeszcze raz poczęstowała go serdecznym uśmiechem. Mógł zaprzeczać i nie zgadzać się, ale czasu i przyszłości nie dało się zatrzymać. Na swoje (nie)szczęście, Pru potrafiła czasem to drugie przewidzieć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Ławka Gaudiego   

Powrót do góry Go down
 

Ławka Gaudiego

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Ławka nad rzeką

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
reszta świata
 :: 
Hiszpania
 :: 
Barcelona
-