IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Wielka Sala

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1 ... 11 ... 17, 18, 19
AutorWiadomość



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 21
Skąd : Londyn, Anglia
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 533
Dodatkowo : szukająca
  Liczba postów : 1322
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11413-oriane-l-carstairs
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11414-male-przyjaznie-milosci-i-wrogowie-ori#306244
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11416-shadow#306304
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11415-oriane-leonie-carstairs#306303




Gracz






PisanieTemat: Wielka Sala   Nie Paź 18 2015, 13:08

First topic message reminder :

Niepewnie spojrzała na niego swoimi dużymi, czekoladowymi oczami. Co jak co ale nie miała zamiaru eksperymentować z alkoholem. Czemu? Zawsze po większej jego dawce zaczynała się śmiać i mówić osobą w okół niej, że ich kocha. Niby nic takiego i niektórzy mogliby to uznać za słodkie, jednak ona sama nie uważała tego za takie. Było to dla niej za każdym razem krępujące przeżycie i nie chciała aby chłopak był tego świadkiem. Czuła jednak, że nie będzie w stanie go oderwać od amfor. Pokręciła głową w rozbawieniu.
Czuła, że nie chce o tym rozmawiać tak więc nic więcej nie powiedziała zatapiając się w swoich myślach. Zastanawiała się jak miewa się jej brat. Niby utrzymywali ze sobą kontakt listowy, wiedziała mniej więcej co dzieje się w domu jednak to nie było to samo co kontakt cielesny.
Odbierając kieliszek od Rasha uśmiechnęła się, niepewnie spoglądając na trzymany przez nią kieliszek. Czerwona ciecz wyglądała przepysznie, a je zapach aż ślinka sama ciekła do ust. Za wtórowała mu w toaście i uniosła naczynie do ust. Kompozycja smakowa wina uderzyła w jej kubki smakowe. Musiała przyznać, iż było przepyszne. Słodkie.
- Pyszne. - uwielbiała słodkie wina. Inne była dla niej gorzkie. Po spróbowaniu tego konkretnego nie miała najmniejszej ochoty przestawać na jednym czy dwóch kieliszkach. Wiedziała doskonale, iż może tego żałować na drugi dzień lecz teraz było jej to obojętne.
- Możemy zostać przy tym. Jest wyśmienite.
Nie dane jej było cieszyć się tym zbyt długo. Widząc spanikowanych ludzi i słysząc trzask rozbijanego szkła rozejrzała się w około siebie. Scena na której jeszcze chwilę temu grali muzycy była w ogniu przez co dym po woli wypełniał Wielką salę. Jednak na scenie ogień nie poprzestał. Jego zasięg zaczął się niebezpiecznie poszerzać schodząc ze sceny na parkiet na którym była trawa. Ludzie w panice próbowali wydostać się z Sali. Nie chcąc zgubić Rasheeda złapała go mocno za rękę. Nie sądziła, że coś może ją tak bardzo wystraszyć, a jednak. Wystraszona spojrzała na chłopaka. Od dziecka Oriane bała się ognia. Widok jego przywołał wspomnienia które za wszelką cenę chciała ukryć.
Chciała jak najszybciej wyjść z sali i uciec od tego miejsca jak najdalej jednak nie było jej to dane. jednak z fontann znajdująca się najbliżej nich eksplodowała. Może i dziewczyna by się tym nie przejęła gdyby nie fakt, iż odłamki tej felernej fontanny wbiły się w jej ramię. Krótki krzyk wydobył się z jej gardła. Szybko puściła rękę partnera i złapała się za zranioną rękę w duchu modląc się aby ten koszmar szybko się skończył.

kostka: 2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Nauczyciel
Wiek : 21
Skąd : Sztokholm, Szwecja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 5090
Dodatkowo : Wężoustość, legilimencja i oklumencja
  Liczba postów : 2682
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7093-rasheed-sharker
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7094-rekinowe-relacje
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7096-rasheed-sharker
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7190-rasheed-sharker




Gracz






PisanieTemat: Re: Wielka Sala   Pią Lis 10 2017, 21:37

Nieszczerość panowała w ich relacji już od samego początku. Odkąd się poznali, on miał wrażenie, że Carma jest wobec niego fałszywie uprzejma. Nie oszczędzał jej przy pierwszych spotkaniach, traktując ją tak, jak każdego innego człowieka. Był oschły, niedostępny, obrażalski - słowem, był po prostu sobą, a jego charakter był na pozór tak odpychający i chłodny, że nic dziwnego w tym, iż odstręczał od siebie ludzi lub wręcz ich drażnił. To, że Charisme nie uciekała było dla niego niezrozumiałe. Grali w tę dziwaczną grę w uprzejmości i uszczypliwości tak długo, że Rasheed nie pamiętał nawet, kiedy tak naprawdę pierwszy raz ją pocałował. Przecież ona była taka płochliwa, a on taki zapalczywy. Wystarczył jeden nieostrożny gest, aby znów wymsknęła mu się z rąk, prześlizgując między wymówkami z gracją zawodowej tancerki. Myślał, że po prostu go sprawdza. Testuje jego reakcje, chcąc dowiedzieć się czy jego serce jest do cna przesiąknięte cynizmem. Nie chce dać mu niczego bardziej namacalnego od szeptu i muśnięcia ramionami. To odrobinę bolało, ale chyba bardziej rozpalało jego ciekawość i wzbudzało dezorientacje. Kiedy miał już jej wargi na własność, podobne obawy zaczęły ginąć pod warstwami przywiązania i drobnymi wstęgami pozytywnych uczuć. Każda kolejna chwila, w której śmiał się z niej, drwiąc bezczelnie z jej niedostatków bądź ta, w której skruszony starał się ją udobruchać, budowała tę relację. Zmuszała do angażu emocjonalnego nawet kogoś, kto kompletnie nie nadawał się do dalekosiężnych związków. Był zbyt niestabilny i za szybko się rozpraszał. Ta znajomość właśnie na tym poległa. Wystarczyło, aby raz czy dwa odwrócił się za spódniczką, a już wzbudzał w niej zazdrość. W pewnym sensie to mogłoby być przydatne. Wtedy wreszcie mógłby udowadniać jej, że jest tylko jej mężczyzną i niczyim więcej. Mógłby ją zapewniać nie tyle słowami, co gorącem swych ust i delikatnością pieszczoty. Niestety, taki scenariusz nigdy nie miał miejsca. Kiedy się sprzeczali, Carma reagowała tak, że wytrącała mu z dłoni wszelkie argumenty przemawiające za dotykiem na zgodę. To była sprzeczka po francusku. Ona histeryzowała i nie dała się podejść, a on stał, przyjmując to wszystko z narastającą w nim wściekłością bądź rezygnacją. Z takich sprzeczek nie wynikało nic pozytywnego. Rezultatem jednej z nich było właśnie tamto spotkanie, naznaczone piętnem potencjalnego rozstania i odciskające się zaskakującym bólem w świadomości Sharkera, a teraz byli tutaj. Ona uwieszona na jego ramieniu, a on sztywny i niezwykle spięty. Zazdrosny jak jasna cholera, a jednocześnie wściekły. Nie tyle za pocałunek, to tylko element gry, ale za jej brak wiary w czystość jego intencji oraz za jej niewyparzoną buźkę. Miałby dolać jej amortencji? Niedorzeczność. Jakby Rekin kiedykolwiek potrzebował eliksirów miłosnych, aby do kogoś zagadać. Rezultaty zawsze mogły być różne, ale to już temat na inną opowieść. Co zaś tyczy się opisywania tych pocałunków tak przy wszystkich…
Uciekał od jej spojrzenia, woląc już wpatrywać się w odległy stół niż w tę twarz. Tak mu umiłowaną, a jednocześnie tak dotkliwie raniącą. Wciąż przed oczami miał wizję srebrnowłosej całującej namiętnie Ezrę i był pewien jednego - prędko nie pozbędzie się jej ze swojej głowy. Czy Charisme pamiętała, że zdarzało mu się przywoływać z pamięci szczegóły, których nikt normalny nie byłby w stanie zapamiętać? Jeśli nie to najpewniej nie mogłaby tego pojąć. Jego pamięć fotograficzna nie była też nigdy czymś, czym chwaliłby się przed innymi. Każde skorzystanie z jej dobrodziejstw bądź mierzenie się ze związanymi z nią niedogodnościami dusił w sobie, starając się, aby tak bardzo nie rzucało się to w oczy. Zapewne tylko i wyłącznie dzięki niej miał takie dobre stopnie i tak szybko się uczył. Prace domowe praktycznie odrabiały się same, gdy wszystko zapamiętywał nie tylko z lekcji, ale także z przeczytanych gdzieś przypadkowo notatek, a jednak teraz szczerze nienawidził tego w sobie. Byłoby prościej po prostu zapomnieć. Gdy było się tak mściwym i uszczypliwym, nieświadomość była niekiedy jedynym ratunkiem przed nadciągającą nieuniknioną katastrofą.
- Sam nigdy nie potrafiłem wyleczyć przeziębienia bez pomocy skrzata. - Przypomniał jej, uśmiechając się przy tym nieznacznie. Jego reakcja dawała nadzieję na nadciągający uśmiech, ale każdy, komu chociaż przemknęło to przez myśl, musiał obejść się smakiem. Jego twarz była stateczna, a postawa niewzruszona, nieco nonszalancka. Tymczasem jego oczy, te zwierciadła duszy, także pozostały chłodne, oceniające. Grał tę lekkość, udając że wcale nie rani go sposób przeprowadzania tej rozmowy. Nie musiała wiedzieć jak wiele dla niego znaczyła. Wolał skryć się za niedostępnością, niż znowu cierpieć tak, jak cierpiał niespełna pół roku temu po jej odejściu. Może wcale nie mieli się zejść, a jedynie wyjaśnić coś sobie i odejść w różne strony? Wówczas jego uzewnętrznienie się byłoby zbyt niepotrzebne. Nie przeżyłby takiej straty moralnej zupełnie tak samo, jak nie dałby sobie w życiu rady bez tej odrobiny pokory, o której wspomniała Charisme. On dostał już w życiu po uszach tyle razy, że nie potrafił tego zliczyć, a mimo wszystko wciąż pozostał w gruncie rzeczy taki sam. Odrobinę tylko złagodniał i dojrzał, porzucając poglądy swojej rodziny chociaż w niewielkim stopniu… a może nie? Może jego akceptacja mugoli wynikała jedynie z faktu, że naprawdę wiele znaczyła dla niego pewna mugolaczka?
Milczał, gdy słuchał o jej bracie. Nie wyobrażał sobie nawet jak to jest niańczyć młodsze, nieodpowiedzialne rodzeństwo. Ten człowiek miał w życiu wszystko jedynie na skinienie ręki, nie zrozumiałby tego nawet wtedy, gdyby Sheuti był tutaj i chciałby wtłoczyć mu tę wiedzę do głowy samymi pięściami. Nie miał rodzeństwa, nie posiadał większych zobowiązań finansowych poza tymi ojcowymi, pozostawionymi mu w spadku wraz z fałszoskopami. Był dla siebie sterem, żeglarzem i okrętem, a teraz na pokładzie miał pewną dziewoję, z którą nie bardzo wiedział co powinien uczynić. - Zawsze możesz przywiązać się do Hogwartu teraz. - Rzucił bezmyślnie, ale nie gryzł się w język, a ciągnął dalej. - Teraz już sama wpływasz na swoje życie, więc możesz wreszcie dać czemuś poważną szansę. - Jego słowa były tak dwuznaczne w ich sytuacji, że nie potrafił powstrzymać się przed nieco sarkastycznym uśmiechem. Niespodziewany powrót do bolesnego tematu, wytrącił go z tej równowagi. Mimo stalowej samokontroli, ból przedarł się na jego twarz. Natychmiast odwrócił spojrzenie, jakie w trakcie tej rozmowy powędrowało mimowolnie na Carmę. Wpatrzył się w swoją wygiętą laskę, zaciskając dłoń na ponczu tak silnie, jakby za moment miał albo rzucić szklanką albo ją upuścić. Zamiast tego jedynie skrzywił się, maskując tym gestem swoje prawdziwe emocje. Korciło go, aby to wszystko rozsypać w proch. Kiedy ona się otwierała, Rasheed mógł powiedzieć wreszcie coś, co zraniłoby wreszcie ją samą tak, jak ona wtedy skrzywdziła jego. Mógł jej wypominać, że skoro po alkoholu jest zdolna robić tak wiele, to dlaczego dla niego nie mogła zrobić jednego? Nie potrafiła pojąć jego natury, skazując ich na miesiące wypełnione, w Rekinowym przypadku, alkoholem i przelotnym seksem. Samotnością w najczystszej postaci.
- Jakie rzeczy, Charisme? - Zapytał wreszcie, niemalże natychmiast, gdy zaczynał się unosić, akcentując jej nazwisko. - Chodzi Ci o pocałunki czy te wyznania na piętrze? Czego bardziej się wstydzisz? - Jego słowa były ostre, ale wyraz twarzy jeszcze gorszy. Wreszcie przebił się na nią najczystszy gniew, zmieszany z bólem. Zatopił wargi w napoju, chcąc chociaż na moment zatkać sobie usta, aby nie wypowiadać na głos tego, co świszczało mu w głowie, aby nie dokładać jej więcej nieprzyjemności. Wiele go to kosztowało. Wypuścił z palców laskę, pozwalając jej znów lewitować, a potem chwycił Carmę za bluzkę, naśladując jej chwyt. Jej przeprosiny zmiękczyły go jedynie odrobinę. Wciąż miał ochotę odpłacić jej za to wszystko, chociaż wiedział przecież, że to nie była jej wina, a ich obojga. Nie zmieniało to jednak faktu, że musiał znaleźć ujście dla tych przygniatających go emocji. Pozwolił jej się zbliżyć do siebie w ten sposób, aby ich głowy zatrzymały się w odległości zaledwie kilku centymetrów od siebie. Czuł na twarzy jej oddech, gdy tak odciągał ją nieco w tył, aby nie mogła go dosięgnąć. Nie mogło być tak prosto.
- Przepraszasz za swoje słowa i czyny - stwierdził, a jego usta niemalże ocierały się teraz o jej wargi. Maska na jego twarzy zamigotała łagodnie zielenią w ciemności. - Czego żałujesz? Wypominasz sobie tę miłość? - Naciskał, chyba pierwszy raz nie uciekając od tak niewygodnych dla niego emocji. Ktoś tutaj naprawdę dorastał… chociaż tak patrząc po sposobie, w jaki egzekwował te wyznania, to jeszcze wiele musiał się nauczyć.

______________________

Sorrow   I love your beautiful anger
* YOU ARE MY LIGHT * EVERYTHING MY HEART DESIRES * SHOW ME YOUR BEAUTIFUL ANGER * SORROW, KEEPING ME SANE * YOU TURN MY NIGHTS INTO DAYS *


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 36
Skąd : Berlin/Oakham
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 258
Dodatkowo : animag (kruk)
  Liczba postów : 362
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15073-daniel-alexander-bergmann
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15091-daniel
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15099-krebs
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15076-daniel-bergmann




Gracz






PisanieTemat: Re: Wielka Sala   Sob Lis 11 2017, 01:33

Zmył z siebie już całkowicie pozostałości uczuć - niepewności chwytającej go w owej chwili za gardło, choć kłamstwo uchodziło spomiędzy warg (jak zawsze) bez najmniejszego szwanku. Utwierdzał się jednak w postąpieniu właściwie, zostawiając za sobą wątłą postać studentki, nie oglądając się, jakby rzeczywiście pozostawała mu obca, zwyczajna, o rozwikłanym problemie bez potrzeb roztrząsania w kontynuacji dialogu (wówczas ewentualnym trialogu, pragnąc zachować ścisłość). Dla profesora Bergmanna w rzeczywistości pozostawała w neutralności ogarnianą spojrzeniem postacią, w rzeczywistości nie wzbudzała najmniejszych emocji poza związaną z nieobecnością acz nieprzesadną troską; profesor Bergmann odrzucał ciężar przeszłości, utrzymując podobnie, jak utrzymywał niegdyś przed władzą Trausnitz - n i c nie zdołało ich łączyć. Kąpiel w nowych, wyrastających przed jego wzrokiem sylwetkach - gdzie jej nie było - okazywała się swojego rodzaju oczyszczeniem nakazującym wyrzucić spienienia fal obaw, chwilowy szkwał zrywający z nóg, ze stabilności - odzyskiwanej teraz na nowo.
- Spasuję - odparł bezbarwnie, aczkolwiek przemycając w stwierdzeniu teatralną nutę przykrej decyzji; jakby wewnętrznie żałował - choć nie żałował on ani trochę. Mimowolnie za uraczanym stwierdzeniem w ruch angażowała się jego mimika, niestety bez najmniejszego znaczenia w owej niewidoczności. Nie rozumiał i nie chciał zrozumieć idei takich rozrywek - a jeśli już, pozostawały one dobrymi dla samych studentów, śmiejących się razem z siebie, to, niekiedy, wspólnie cieszących się z odniesionego zwycięstwa. Ze sportów niestety Bergmann uznawał jedynie szachy czarodziejów, pływanie oraz - tutaj, wyłącznie w formie biernego uczestnictwa na wznoszących się podniesieniach trybun - rozgrywki Quidditcha.
- Mają rozum, niech korzystają - przyznał na tyle dyskretnie, aby wieść nie przeniosła się na pozostałe, otaczające ich grupy. Nie czerpał satysfakcji ani specjalnego zmartwienia się stanem uczniów; z pewnością nie miał zamiaru wszystkich wnikliwie sprawdzać. Wolał skupić się na czymś innym. Kimś innym. - Nam pozostaje wyłącznie reakcja - zakończył podzielenie się swym poglądem. Nie zwykł udawać, że coś przeoczył - co nie znaczyło również, że drążył, nadmiernie szukał.
- Zatańczysz? - zapytał po chwili, ogrzewając swój ton serdecznością w rzucanym wówczas wyzwaniu (?).

@Selma Fairwyn
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 287
  Liczba postów : 728
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14113-calum-isaac-dear#372995
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14140-golum#373559
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14192-calum-isaac-dear#374288
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14139-calum-dear




Moderator






PisanieTemat: Re: Wielka Sala   Sob Lis 11 2017, 19:19

Festiwal upokorzeń część dalsza.
Już naprawdę nie wiedziałem, czy bardziej speszyłem się zachowaniem Ulli, świadomością, że byliśmy widoczni w tej chyba jednoznacznej pozycji dla wszystkich uczestników bali (co rodziło w moim sercu mnóstwo obaw ze względu na niemożność widzenia twarzy ewentualnych gapiów, nie mówiąc już o tym, że ja sam swoją czapkę z głowy zdjąłem i w całym tym zamieszaniu nie zdążyłem ubrać), czy może faktem, że wszystko to dostrzegła Ursulla Bennett? Nauczycielka przyszła nam z interwencją, wciskając zarówno mi i dziewczynie czapki na głowy. Przynajmniej oszczędziła nam dalszych upokorzeń, teraz mogłem się już spokojnie czerwienić i krzywić po swojemu i Tiverton nie widziała. Podejrzewałem, że dla niej również było to pomocne, bowiem sądząc po bełkocie, który wydobył się z jej ust, była co najmniej zmieszana.
I jeszcze ta uwaga o tańcu...
Odsunąłem się na krok, chcąc zwiększyć nieco przestrzeń między nami i dać sobie samemu odrobinę więcej kontroli. Jednak wraz z odzyskaniem przestrzeni osobistej, automatycznie nie wiedziałem, co zrobić ze swoimi rękami, z nogami, jak stanąć... Wydawało mi się, że wyglądam jak ostatni ciołek, nieco garbiąc się i przestępując z nogi na nogę. Rozejrzałem się na prawo i lewo, próbując ogarnąć, czy ktoś się nam przygląda, ale ponownie było to uniemożliwione ze względu na czapki. Cudownie. Przeniosłem spojrzenie na Ullę i walcząc z nagłym szczękościskiem wycedziłem przez zęby.
- Nie no... Nie przejmuj się, każdemu się może zdarzyć... - Szkoda, że sam nie wierzyłem swoim własnym słowom. Nie wiedziałem, jak się zachować i ostatecznie wyskoczyłem chyba z najgłupszą propozycją, jaka przyszła mi do głowy. - To co, chcesz tańczyć? - wypaliłem, ale zaraz pokręciłem głową i dodałem: - Albo nie, wiesz co, nie było tematu... Nie chcę, żeby było jeszcze... Dziwniej.
Ale chyba już przekroczyliśmy górną granicę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Dortmund, Niemcy
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 12
Dodatkowo : wężoustość
  Liczba postów : 455
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8883-daniel-schweizer#248760
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9974-hmm#278109
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8887-niemiecka-sowa-niemiecka-jakosc#248793
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8886-daniel-schweizer




Gracz






PisanieTemat: Re: Wielka Sala   Nie Lis 12 2017, 00:21

Nie wiedział z kim został dobrany i było to dla niego bardzo fajna możliwość poznania kogoś nowego, kto mógłby dołożyć swoją cegiełkę do powrócenia Daniela do normalności. Dlatego całe te kapelusze usuwającego głowy w tym momencie były dla niego bardzo wygodne.
Lecz widząc swoją towarzyszkę, był podświadomie bardzo ciekawy, kto się kryje pod kapeluszem i czy tą osobę zna. Była dużo niższa od niego, ale to w jego wypadku nic szczególnego. Była gdzieś wzrostu Fire, ale to na pewno nie była ona - potrafił poznać rudowłosą nawet po samej sylwetce. Skąd? Nikt woli nie pytać...
Jej równie oficjalny ton nie zbył go z tropu – coś mu mówiło, że mogła wziąć jego słowa jako żart, albo po prostu jako specjalną okazję do wyrwania dziewczyny na parkiet. Jednakże tak nie było, Daniel jedynie starał się wzbudzić w sobie dawne arystokratyczne maniery, które tak surowo były wbijane do jego głowy w czasach młodości.
- Myślę, że to jeszcze nie pora na ujawnienie swoich imion. – Rzekł na początku, kiedy zaczęli kierować się w stronę parkietu – Mam wrażenie, że nutka tajemnicy w tejże sytuacji będzie bardzo przyjemna. – Uśmiechnął się pod tiarą, ponownie zapominając, że dziewczyna tego nie widzi.
Gdy już znaleźli się w miejscu, gdzie nie było takiego tłoku i mogli spokojnie potańczyć, jednocześnie nie wpadając na kogoś przy każdym kroku.
- To jedynie się zapytam może o twój dom, skoro naszych urodziwych twarzy nie dane było poznać – W pewnym momencie aż tak uroczysty sposób mowy był dla niego dość dziwny, nienaturalny – minęły lata, odkąd tak mówił do płci przeciwnej i tyle samo też minęło od pojawienia się Daniela na jakiejkolwiek imprezie.
Muzyka była wolna, nie musieli się wiec spieszyć – jego ręka spoczęła na jej talii i zaczęli wspólnie się ruszać do rytmu, tak żeby chociaż trochę przypominało to taniec – teraz ruchy Blackfyre były dość drętwe i niedopracowane – bliskość ostatnimi czasy działała na niego destrukcyjnie i momentami stawał się niedostępny i wprowadzał niemal panikę w osobach towarzyszących, że coś mogło stać się nie tak, mimo że tak nie było.
Nie do końca też wiedział co miał powiedzieć do towarzyszki, chociaż bardzo chciał jakoś rozpocząć rozmowę, żeby mogli jakoś spędzić tą noc.
- Mam nadzieje, że dość duża różnica w wzroście Ci nie przeszkadza, bywały takie przypadki. – Zaśmiał się i rozluźnił się nagle, tak jakby słowa dodały mu odwagi i otuchy w kontakcie z kobietą. Miał jedynie nadzieje, że nie będzie tak przez całą imprezę, że będzie trudno mu chodzić, stykając się ciałem z partnerką.
- Przy okazji, bardzo ładna kompozycja. – Zwrócił uwagę na jej suk… strój, który ładnie odchodził na boki, ukazując jej nogi, dość zgrabne nogi, trzeba dodać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 122
Dodatkowo : metamorfomagia, prefekt fabularny
  Liczba postów : 366
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14801-melody-anna-kingston#394127
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14810-tanczcie-jak-wam-zagram
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14808-listy-do-m
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14809-melody-anna-kingston




Moderator






PisanieTemat: Re: Wielka Sala   Nie Lis 12 2017, 11:11

Byliśmy głupi i ślepi. Bo inaczej nie można było tego nazwać. Ja byłam chyba tą głupszą z naszej dwójki, bo przecież to ja sama siebie oszukiwałam. I przy okazji oszukiwałam Rileya. Mój wymarzony chłopak? Kiedyś tak łatwo odpowiedziałabym na to pytanie, ale dzisiaj nie byłam już tak pewna swojej odpowiedzi. Bez trudu odpowiedziałabym, że chcę, żeby dbał o siebie tak jak dba o mnie, żeby zabierał mnie w różne miejsca, żeby przewidywał, czego potrzebuję, żeby dawał od siebie wszystko, żeby był romantyczny, przystojny, dobrze zbudowany. Niektórzy powiedzieliby, że jestem pusta i zależy mi na rzeczach bez wartości. Obecnie sama nie wiem, czego bym chciała. Miałam tego idealnego chłopaka - Ezrę. I sami wiemy, jak szybko się to skończyło. Nikogo poza nim nie miałam. Przynajmniej nie na poważnie. A od Ezry chyba wymagałam więcej niż był w stanie mi dać ktokolwiek i to mnie zgubiło. Oboje mieliśmy inne priorytety. Różniliśmy się. Nie wiem, czy to powinno być problemem. Z Rileym przecież też się różnimy. A przede wszystkim Riley odbiega daleko od mojego dotychczasowego ideału. Było w nim wiele smutku, powagi, ale przez to także inteligencji, doświadczenia życiowego, którego nigdy nie zauważałam w ludziach. Teraz mi imponowało. Zaczęłam widzieć, że ludzie, którzy dużo przeżyli, będą się troszczyć o innych mocniej i dłużej. Są bardziej wrażliwi i bardziej wyrozumiali. Miałam wrażenie, że relacja z takimi ludźmi jest trwalsza i uboga w kłótnie. Widziałam w Rileym oparcie. Widziałam coś na dłużej. Chyba bardzo tego chciałam. Tej gwarancji. Stąd mój strach, że jak coś powiem, to się skończy. Gdybym tylko potrafiła to ubrać w słowa, może sytuacja z niezwykle skomplikowanej stałaby się dziecinnie prosta.
- Dobra, kiedyś cię nauczę - uśmiechnęłam się do niego czule. Każda obietnica spotkania z nim była dla mnie jakby święta. Wyczekiwałam jej z niecierpliwością. Nie wiem, jak mogłam tego wcześniej nie widzieć. Przyjęłam propozycję zmierzenia się z głowogonem. Pozwoliłam się Rileyowi prowadzić, ściskając jego dłoń mocniej za każdym razem, gdy czułam, że wzlatuję wyżej. Moje zmagania może byłyby nawet całkiem widowiskowe, ale przez potknięcie się o własne nogi (które właśnie dotknęły w końcu ziemi, pewnie stąd to rozkojarzenie) było z czego się pośmiać. Wylądowałam boleśnie na kolanach, co przy tak długiej sukni i pięknym uczesaniu zupełnie nie wyglądało przyjemnie. Wstałam z ziemi, otrzepując kreację i odwróciłam się do Rileya.
- Chyba wolałam łapać cukierki - mruknęłam, udając niezadowoloną, ale chwilę później posłałam mu szeroki uśmiech. Jemu poszło zdecydowanie lepiej, więc pogratulowałam mu, kiedy do mnie wrócił. Już mieliśmy odejść, kiedy na ziemi zauważyłam błyszczącą monetę - Patrz - powiedziałam, wskazując na nią palcem. Znalazłam aż 20 galeonów! - Chyba szczęście do mnie wróciło - rzuciłam, podnosząc ją i chowając gdzieś za kieckę - Tak właściwie - przypomniało mi się na wzmiankę Rileya o ponczu - Nie uważasz, że to dziwne, że nigdy razem nie piliśmy? - spytałam, bo właściwie nie mogłam sobie przypomnieć takiej sytuacji. Jako że na imprezach nie oszczędzałam na wyskokowych trunkach, to rzeczywiście było całkiem interesujące, że nigdy nie upiliśmy się razem.

głowogon: 3

______________________



Melody Kingston
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online



avatar

Nauczyciel
Wiek : 24
Skąd : Amsterdam, Holandia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 270
  Liczba postów : 222
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14596-thc
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14770-listy-do-thc
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14608-thc




Gracz






PisanieTemat: Re: Wielka Sala   Nie Lis 12 2017, 14:15

Holender zdawał sobie sprawę, z tożsamości swojej partnerki. W końcu czapkę założyła tuż przed tym, jak chciała uciec z Wielkiej Sali. Jak tylko mógł się domyślać, kiedy zobaczyła w tłumie uczniów swojego byłego partnera. Niestety o Ślizgonce nie wiedział za wiele. Francuska o imieniu Arielle. Na zielarstwie nie pojawiała się zbyt często. Nie żeby miał jej to jakoś za złe. To była tylko i wyłącznie jej decyzja i nie miał zamiaru jej przecież do niczego namawiać. Tak wiec, ciężko powiedzieć czy Thijsa cokolwiek kusiło. Raczej nie. Zdecydowanie bardziej ekscytował go fakt, że dziewczyna nie zdawała sobie sprawy z kim ma przyjemności. Kim jest tajemniczy dinozaur. Kto dotrzymuje jej towarzystwa.
-A ja o tym konkretnym – odparł, chyba pozwalając sobie na zbyt wiele. Z tyłu głowy zapalała się mu czerwona lampka i wszystkie znaki ostrzegały, by nie podążał tą drogą. Nie przejmował się tym. Chęć spędzenia miłego wieczoru i dobrej zabawy z grecką bogini brał górę nad zdrowym rozsądkiem. Bez skrępowania mógł się śmiać i flirtować z dziewczyną, bo przecież teraz był bezgłowym dinozaurem, nie jakimś sztywnym nauczycielem. –Chociaż pod innymi, pewnie też jest pięknie – mruknął nieco ciszej i dużo bardziej obojętnym głosem. Inne kapelusze go nie interesowały. Nie teraz. Dopóki nic złego się nie działo, nikt nie krzyczał, to nie miał zamiaru odwracać wzroku od panny Tender.
-Może to nie tylko wiara – dodał, tajemniczym tonem. Wiedział czy nie wiedział? Dziewczyna mogła tylko się zastanawiać, o czym myśli to prehistoryczny stworzenie. Trzymał ją w niepewności, z ukrytym rozbawieniem na twarzy. Bawił się doskonale.
-Chętnie – zawsze to jakaś dodatkowa atrakcja i urozmaicenie ich wyjątkowego wieczoru. Nikt nie mógł zaprzeczyć, że tak nie było. Kto by się spodziewał, że tak dobrze się dogadają.
Podszedł do Ślizgonki i bez zawahania wziął ją pod rękę. Nie był przecież dzieckiem, by się wstydzić i powstrzymywać. Skoro mieli wspólnie spróbować słodkości, to chciał by poszli tam razem. Dzisiejszego wieczoru bawili się we dwoje, wiec dlaczego mieliby nie wyglądać jak para?
-Jak Ci się podoba bal? – spytał, ciekaw jak sprawdza się w roli księcia z bajki. Mógł mieć tylko nadzieję, że najgorszy nie jest, a co najważniejsze to nie zanudza Francuski, tak jak to z reguły przystało na nauczyciela.
Zajęty Ślizgonką nie zorientował się, kiedy weszli w odosobniony obszar, gdzie magiczne słodycze szalały i latał dookoła ich głów. Planował to trochę inaczej, ale lodowa mysz sama wpadła mu do ust. Nie było to zbyt przyjemne, w końcu była zimna.
-Co to? – pisnął i niemalże od razu zasłonił usta dłonią. Co do cholery? Kto to wymyślił? Bał się więcej odezwać, że efekt znowu będzie ten sam – nieprzyjemny dla ucha pisk. Tak bardzo cieszył się w tym momencie, że miał na sobie tą zaczarowaną czapkę. Minę pod nią miał strasznie zdziwioną, a oczy wielkie jak pięciozłotówki.

Kostka: 6
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 690
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 249
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15093-riley-t-fairwyn
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15104-poczuj-smoczy-plomien
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15161-maverick
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15098-riley-fairwyn




Gracz






PisanieTemat: Re: Wielka Sala   Nie Lis 12 2017, 16:57

O ile wszystko byłoby łatwiejsze, gdybyśmy zawsze wiedzieli czego chcemy. Skoncentrowani na jednym punkcie majaczącym w oddali, moglibyśmy wtedy robić absolutnie wszystko to, co doprowadzałoby nas do niego, bez zbaczania gdzieś po drodze i tracenia koncentracji. Moglibyśmy nigdy nie mieć tych męczących wątpliwości z serii "a co gdyby...?", bo i po co, jeżeli nigdy nie miała opuszczać nas niezachwiana pewność. Pragnąłem niegdyś osiagnąć ten stan, chociaż miałem świadomość, że to jedynie dziecinna mżonka, głupie pragnienie, jakie nigdy nie mogło się ziścić. Byłem kimś, kto swoimi wątpliwościami byłby w stanie wypełnić więcej mis, niż każdy normalny człowiek. Nigdy nie zastanawiałem się nad konsekwencjami swoich działań, aż pewna lekkomyślność nie przeważyła w niezwykle znaczącej sprawie. Teraz musiałem bardzo się zapomnieć, aby wrócić do tych chwil przepełnionych dziecinnymi wyborami i niezmiernie tego żałowałem. Gdyby tylko aż tak nie zależało mi na wsparciu Melody, może wówczas potrafiłbym podejść do tej sytuacji z lżejszym sercem i machnięciem dłoni zmiótłbym wszelkie obiekcje. Zarówno swoje, jak i jej, o istnieniu których nie miałem wtedy pojęcia. Szalony bieg moich myśli rozszczepił sie na dwoje. Z jednej strony męczyły mnie moje własne przemyślenia, zwątpienie we własne mozliwości i atuty, a z drugiej starałem się skupić na balu, aby całkowicie nie zniszczyć tych chwil, jakie dzieliliśmy. Nie chciałem, aby wspominała ten wieczór z grymasem niezadowolenia, więc uśmiechałem się, chociaż za każdym razem było mi od tego niemalże fizycznie niedobrze. Potem ciagnąłem ją dalej za rękę w wir kolejnych atrakcji, udając przed sobą, że wszystko jest w jak najlepszym porządku. Nic nie było w cholernym porządku i wtedy jak nigdy zapragnąłem się napić, chociaż alkohol nigdy nie oferował mi niczego poza zbędną gadatliwościa i narastającą niezdarnością. Nie wiedziałem czy właśnie tego potrzebował mój... związek (?) z Mel, ale jeżeli na trzeźwo nie potrafiłem wymyślić rozwiązania, to równie dobrze mogłem analizować sytuację z kieliszkiem w dłoni. Obserwowałem poczynania mojej partnerki, gdy przystępowała do gry w glowogon i czułem jak serce zamiera mi, gdy długa suknia owinęła się wokół jej kostek. Wychyliłem sie do przodu z cichym westchnieniem przestrachu, ale moje dłonie natrafiły na nicość. Zdołałem chwycić jej łokiec dopiero wtedy, gdy jej kolana spotykały się już z posadzką.
- Na Merlina, Melody. - Nieoczekiwanie dla samego siebie, rozesmiałem się nagle, prawdopodobnie uwalniając się od resztek analiz i wątpliwości. Pomogłem jej dźwignąć sie na nogi, śmiało przytrzymując ją w talii. Czułem jak w moim umyśle klaruje sie pewna intymność, narastająca pomiędzy nami w tamtej chwili, ale tym razem postanowiłem od niej nie uciekać. Odrobinę zbyt długo oplatałem jej talię swoimi dłońmi, podczas gdy moje oczy szukały jej spojrzenia. Zreflektowałem się dopiero wówczas, gdy prowadzący zabawę duch bezpardonowo ochrzanił mnie za blokowanie kolejki. Wtedy cofnąłem się niechętnie od swojej towarzyszki, uśmiechając się przepraszająco. Wygrałem goggle do quidditcha, które postanowiłem przewiesić sobie przez szyję. Nie żebym jakoś często grał, ale to zawsze był miły upominek, który mógłbym włożyć na treningu, o ile jakiegoś się doczekam. Nie ma to jak być częścią drużyny i nie pamiętać nawet nazwiska kapitana.
- Hej, popatrz co mam - pochwaliłem się natychmiast, muskając palcami pasek gogli. - Wreszcie nie będę miał wymówek, gdy deszcz zacznie zacinać mi w oczy. Czas zacząć lepiej grać. - Uśmiechnąłem się szczerze, oferując swojej damie własne ramie. - Czy można? - Ach, o ileż łatwiej było mi się zdobyć na podobne gesty i swobodę między nami, gdy wreszcie znalazłem powód do uśmiechu i zapomnienia o troskach. Nie skupiałem się na ziemi, gdy była obok mnie, dlatego nieco zaskoczyła mnie tymi galeonami na posadzce. - Chyba wiem kto stawia następne piwo kremowe. - Zażartowałem, starając się nie przypatrywać jej zbyt nachalnie, gdy gmerała przy sukience chcąc schować monety. Popatrzyłem na nią z nieskrywanym zaskoczeniem, gdy tak wspomniała o alkoholu, ale zaraz na mojej twarzy pojawiło się zamyślenie. - Wiesz, ja zazwyczaj nie piję. Alkohol miesza w głowie, a ja nie mogę się zapominać, a przynajmniej nie przy tych wszystkich ludziach, jacy zwykle tłoczą się na imprezach. - Faktycznie, to była dobra wymówka do odmawiania sobie napojów procentowych. Nigdy nie mogłem wtedy wytłumaczyć się z tego, dlaczego tak naprawdę nie piję, ale większość znajomych nie drążyła. Nalewałem sobie wtedy soku dyniowego i pilnowałem, aby nie zbytnio nie zaskakiwali samych siebie. Przecież rano mogliby żałować przekroczenia pewnych granic przyzwoitości. - Nie mieliśmy chyba okazji do tego, aby napić się we dwoje. Chcesz nad tym popracować? - Zaproponowałem, chociaż nie uważałem tego za dobry pomysł. Nie miałem mocnej głowy, więc spotkanie przy kieliszku mogłoby się skończyć zdecydowanie zbyt szybko, a jednak może właśnie to było nam potrzebne? Lekkie rozwiązanie języków zawsze w porządku, gdy męczy Cię strach przed odrzuceniem. - Ja będę Morrisem, a Ty Vicario? - Spytałem, wskazując ruchem głowy na stół niedaleko nas. Tłum gęstniał, mieliśmy szansę na udaną przemianę. - To też może pomóc. - Zauważyłem i wcisnąłem sobie na głowę zaczarowany kapelusz. Tak w sumie, to może przemiana nie była nawet potrzebna? Nikt chyba nie monitorował tego stołu prócz Sharkera i Charisme stojących niedaleko, a oni wydawali się byc chyba zbyt zajęci sobą, aby zwrócić uwagę na kolejne osoby bez głów.

______________________


It takes a lot to give, to ask for help, to be yourself, to know and love  what you live with.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VI
Wiek : 16
Skąd : Aberdeen, Szkocja
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 390
  Liczba postów : 255
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14784-alice-wildfire
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14796-alice-i-nieprzyjaciele
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14797-alice#394118
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14795-alice-wildfire




Gracz






PisanieTemat: Re: Wielka Sala   Nie Lis 12 2017, 20:38

Nie tak wyobrażała sobie ten wieczór. Miała się świetnie bawić z Edmundem, a tu jej partner zniknął, zostawiając ją samej sobie. W tłumie osób bez głów. Nie było szans na to, że uda jej się znaleźć kogoś ze znajomych. Chyba że los się do niej uśmiechnie, ale co do tego miała sporo wątpliwości. Przechadzała się więc po całej sali, nie mając nawet ochoty brać udziału w atrakcjach. Bo co to za zabawa, gdy nie ma nikogo, do kogo można byłoby się odezwać, komentując swój opis umiejętności w głowogona.
Podeszła do stołu i sięgnęła z niego szklankę soku. Przynajmniej miała zająć czym ręce, nie stała jak słup soli i nie wyglądała na sierotę, niemającą co ze sobą zrobić. Mimo że tak było.
Owszem było jej smutno, była rozczarowana, była zła. Naprawdę, skoro Edmund sam zaprosił ją na ten bal, to mógł zostać z nią, choć przez chwilkę. Ewentualnie uprzedzić ją o swoim zniknięciu, nie musiałaby go przynajmniej szukać jakąś godzinę.
Zatrzymała się nagle, wzięła głęboki oddech i przyjęła swój kamienny wyraz twarzy. Bez sensu było się wkurzać na jakiegoś faceta. Ani go tym nie przywoła z powrotem, ani nie poprawi jej humoru. Co najwyżej zdołuje się bardziej, a to przy takiej okazji było po prostu zbędne. Postanowiła więc, że dopije sok i spróbuje znaleźć jakieś towarzystwo. W końcu przyszła się tu dobrze bawić i tak zamierzała zrobić.
Stanęła pod ścianą, niedaleko @Lilyanne Scarlett Craven, nadal trzymając w rękach szklankę. Nie widziała siebie, ale mogła sobie wyobrazić, jak groteskowo wygląda unoszący się nad torsem wianek z kwiatów i gałęzi. Zresztą bez głów, wszyscy wyglądali groteskowo. Westchnęła cicho i pociągnęła kolejny łyk soku, niemal opróżniając szklankę. Zerknęła kątem oka na nadal stojącą obok niej dziewczynę. Czyżby jej także zdarzyła się podobna historia? Zamyśliła się na chwilę, postanawiając się w końcu odezwać.
- Czyżby ciebie też spotkał zaszczyt nieposiadania partnera? - zapytała, zastanawiając się, czy słowa, które wypowiedziała, nie brzmiały trochę niemiło. Nie zastanawiał się nad tym jednak, po prostu czekała na to, czy nieznajoma podejmie rozmowę, czy ją zignoruje lub karze jej się odczepić. Rozważyła wszystkie możliwe opcje, kręcąc przy w szklance pozostałością płynu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 39
  Liczba postów : 55
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15369-lilyanne-scarlett-craven#412105
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15372-scarlett-craven#412199
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15373-scarlett#412202
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15371-scarlett-craven#412159




Gracz






PisanieTemat: Re: Wielka Sala   Pon Lis 13 2017, 11:35

Scarlett stała sobie samotnie pod ścianą. Brak partnera nie przeszkadzał jej w dobrej zabawie, którą było obserwowanie uczestników tego niecodziennego balu. Niektóre kostiumy wyglądały naprawdę zabawnie bez głowy ich właściciela. Równie wielką radość sprawiało jej przyglądanie się ochotnikom biorącym udział w oferowanych na przyjęciu zabawach.
W pewnej chwili niedaleko niej stanęła jakaś dziewczyna, jak można było wywnioskować po jej kostiumie. Nie wyobrażała sobie chłopaka paradującego w takiej sukience i ciekawym przybraniu niewidzialnej głowy. Przemknęło jej przez myśl, że może przebranie się za Kermita albo hot doga byłoby bardziej widowiskową opcją, jednak szybko odepchnęła od siebie takie myśli. Czerwona suknia była równie ciekawym strojem, a sztuczna krew miała realistyczny, metaliczny zapach, który Puchonka uwielbiała.
- Można tak powiedzieć, chociaż ja nazwałabym to prędzej trafionym, samodzielnym wyborem - odpowiedziała, nadal przyglądając się osobom polującym na latające słodycze. Swoista nutka goryczy, słyszalna w głosie nieznajomej, podpowiadała Scar, że samotność tej ubranej na zielono dziewczyny nie była, tak jak w jej przypadku, kwestią decyzji. Postanowiła jednak nie roztrząsać teraz tej kwesti i odwróciła się w stronę towarzyszki.
- Po Twoim głosie wnioskuję, że ty jednak nie bawisz się tak dobrze. Może czas to zmienić?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VI
Wiek : 16
Skąd : Londyn, Anglia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 77
  Liczba postów : 57
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15340-honey-ford
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15342-relacje-honey-ford
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15341-sowa-honey#411300
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15339-honey-ford




Gracz






PisanieTemat: Re: Wielka Sala   Pon Lis 13 2017, 18:51

Nie każdy musiał być otwarty. Zresztą osoby nieśmiałe mogły przecież chodzić na imprezy. Szczerze to Honey wolałaby siedzieć w dormitorium, ale no cóż... Sama z siebie wyszła, tylko po to, żeby sprawiać wrażenie wyluzowanej dziewczyny, która wcale nie jest taka dzika, jakby się wydawało. Grzeczna, dobra panienka Ford. Ona i picie alkoholu? Noł łej. Może kiedyś spróbuje, ale teraz ani rusz. Po pierwsze była niepełnoletnia, więc dalsze podpunkty "dlaczego Honey miałaby pić alko" się wykluczały. Dobrze, że krukon zaproponował imbirową mątwę. Jakkolwiek by to nie smakowało, nie miało nic wspólnego z procentami. Zresztą chłopak sam nie należał do osób mogących pełnoprawnie pić alkohol. Kto jednak do tego się stosował? Na pewno niewspółczesna młodzież Hogwartu.
Sprytnie to załatwił @Kevin Envej. Ford się teraz tego napije, a on będzie wiedział, co czuje... Właściwie to nie do końca jak sam wspomniał kolory, są niejednoznaczne. Napiłaby się z ciekawości, ale sądziła, że napój przybierze jakąś brzydką barwę.
- Nie, jednak sobie odpuszczę. - Uśmiechnęła się, nie mając zamiaru częstować się napojem. - Masz rację. Trochę mi zimno. - Chyba dopiero teraz zauważyła, że sukienka przypominająca firankę, nie należała do wybitnego przebrania, a tym bardziej ciepłego.
- Myślę, że dobrze. - Kevin się mylił. Nie otworzyło ją to pytanie. Nie miała zamiaru kontynuować rozmowy. Chciała już znaleźć się w dormitorium i się przebrać. - Będę już iść... Trochę zmarzłam. Miło było cię poznać. - Tak postanowiła spławić chłopaka i uciec stąd. Opuszczając Wielką Salę myślała tylko o tym, że za rok nie przyjdzie na noc duchów. To nie dla niej. Miała tylko nadzieje, że Envej nie zrozumiał jej źle. Czuła się tak głupio.

z/t

*Uciekam. ;p Kiedyś coś rozegramy na ten temat. ;D
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 28790
  Liczba postów : 35064
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Wielka Sala   Pon Lis 13 2017, 23:26




PodglĄdacze

Zabawa trwała w najlepsze. Ursulla Bennett czujnym okiem wyłapała chyba wszystkich, którzy nie chcieli nosić otrzymanych kapeluszy i wcisnęła je im na głowy. Osób wciąż przybywało, ale w Wielkiej Sali zgromadziło się już bardzo dużo uczniów, studentów, jak i nauczycieli. Dla spóźnialskich drzwi wejściowe były cały czas otwarte. Muzyka rozbrzmiewała coraz głośniej. Parkiet zaczynał się już zapełniać ludźmi - impreza rozpoczęła się na dobre. Coś jednak było nie tak. W bezgłowym tłumie trudno mówić o wypatrzeniu znajomej twarzy, ale czy ta osoba przy drzwiach na pewno uczęszcza do Hogwartu? Ktoś wyraźnie zapomniał o przebraniu. A czemu ta panienka wygląda na taką przerażoną? Przecież to tylko zaczarowane kapelusze. Czy ten błysk to jakiś efekt specjalny dekoracji przygotowanych przez Forestera? Skąd to uczucie bycia obserwowanym i to nie przez grono pedagogiczne?

Nagle rozległ się kobiecy krzyk. Ci, którzy znajdowali się bliżej wejścia z pewnością go usłyszeli. Został on jednak zagłuszony głośną muzyką i rozmowami zgromadzonych na sali. Zainteresowani zwrócili głowy w kierunku drzwi wejściowych. Stała w nich jakaś nastolatka, ale nikt nie kojarzył, żeby chodziła do Hogwartu. Wyglądała na przerażoną. Student drugiego roku z Ravenclaw chciał do niej podejść, żeby spytać się, co się stało, ale kiedy tylko zaczął iść w jej kierunku, jakiś inny chłopak pociągnął ją za rękę i zaczęli uciekać! Ze środka Sali wybiegło dwóch kolejnych dotychczas niezauważonych przez nikogo chłopaków. W rękach trzymali jakieś urządzenie, które co po wybitniejsi z mugoloznawstwa bez trudu rozpoznaliby jako aparat analogowy. Zrobiło się spore zamieszanie.
- Łapcie ich - ktoś krzyknął. Część uczniów zaczęła gonić uciekającą grupę, część po prostu stała zamurowana, nie wiedząc, skąd ta afera. W tłumie powtarzało się jednak cały czas to samo słowo i z każdym jego powtórzeniem brzmiało coraz bardziej poważnie - mugole.

Wszyscy już zauważyli, że coś było nie tak. Uczniowie obracali głowami, szukając słów wyjaśnień od grona pedagogicznego, które jednak wyglądało na równie zdezorientowane. Ursulla Bennet wybiegła z Sali. Kilku innych nauczycieli poszło w jej ślady. Pozostała część kadry zaczęła uspokajać wszystkich wokół, ale imprezę i tak można już było uznać za zakończoną. Nikt nie był pewien, co powinien teraz zrobić. Wtem do Wielkiej Sali wbiegło kilku ludzi w oficjalnych ubraniach. Jeden z nich zaczął przeczesywać całą salę, jakby zupełnie nie zauważał zaniepokojonych uczniów. Co po niektórzy mogli rozpoznać w nim pracownika Ministerstwa Magii, który jakiś czas temu uczestniczył w interwencji na szkolnych błoniach.

Dwóch groźnie wyglądających mężczyzn ruszyło prosto w kierunku Garetha Hampsona. Dyrektor szkoły starał się zachować powagę, ale nie udało mu się ukryć zaniepokojenia. Nikt nie słyszał, co powiedzieli do niego wysłannicy Ministerstwa Magii. Cała sala natomiast obserwowała, jak został wyprowadzony z Wielkiej Sali. Na teren balu wróciła zasapana Ursulla Bennet. Zrobiło się zupełnie cicho. Na tyle, że większość uczniów usłyszała jej donośny krzyk.
- Prefekci, możecie odprowadzić wszystkich do dormitoriów. To koniec balu - i tylko co po niektórzy byli na tyle spostrzegawczy, by zauważyć łzę, jaką uroniła pani profesor. Podeszła do Howarda Forestera i szepnęła mu coś na ucho. Profesor pokiwał głową ze zrozumieniem. Następnie stali przy drzwiach i z uśmiechem żegnali uczniów, mówiąc, że to wszystko to tylko nieporozumienie. Ale trudno było w to komukolwiek uwierzyć.
______
Tak więc kochani - to już koniec balu. Możecie jeszcze pisać, jeśli chcecie się odnieść do powyższych wydarzeń. Zaznaczam, że ten post ma duży wpływ na obecną fabułę i obiecujemy, że zacznie się ona rozkręcać coraz szybciej. Dzięki za zabawę na balu! Wyczekujcie dalszych informacji I love you

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Manchester, Anglia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 358
  Liczba postów : 194
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14191-isilia-smith
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14251-isilia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14253-isilia-smith#376344
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14205-isilia-smith




Gracz






PisanieTemat: Re: Wielka Sala   Wto Lis 14 2017, 20:52

Bal trwał w najlepsze. Naokoło roiło się od tańczących par, przy stolikach kręciło się sporo ludzi, a gry cieszyły się dużym powodzeniem. Mimo, że nie przepadała za balami ten wydawał się być zupełnie inny o poprzednich. Tiary, dzięki którym znikały głowy powodowały, że Isilia czuła się pewniej. Inni nie wiedzieli, że ona to ona, ale też ona nie rozpoznawała innych, aczkolwiek specjalnie jej to nie przeszkadzało.
- Skoro tak uważasz, to nie będę się spierać. - odparła. Zgadzała się z tą tajemniczością, to było intrygujące. Chęć dowiedzenia się, kto kryje się pod tiarą była silna, ale jakaś część dziewczyny nie chciała tego przerywać, gdyż tworzyło to pewnego rodzaju klimat w sali. Naprawdę jej się to podobało. Coś zupełnie odmiennego od poprzednich imprez. Przypomniał jej się bal na zakończenie roku, kiedy to boisko od quidditcha zmieniło się w basen. Tak, to też było świetne. Nie pogardziłaby jeszcze jedną zabawą w takim stylu.
- Gryffindor. A Ty jesteś w...? - zaczęła nie kończąc zdania. Przynajmniej tyle na razie mogła się dowiedzieć, w jakim domu jest jej partner. Ciekawiło ją, czy go znała nie tylko z mijania się na korytarzach czy w salach lekcyjnych. Jeśli nie, to była to dobra okazja do nawiązania nowych kontaktów. Zdecydowanie Ilia nie cierpiała na nadmiar znajomych.
Zaczęli tańczyć w rytm muzyki, jeżeli można to tak nazwać. Bardziej by chyba odpowiadało "poruszać się w rytm muzyki", ale jak kto woli. Smith na pewno nie należała do osób, które na parkiecie czują się jak ryba w wodzie. Owszem, nie była też totalnym beztalenciem, jakieś tam podstawowe kroki umiała, może nawet trochę więcej.
- Jak widać, na razie sobie radzę. - także się zaśmiała. Fakt, różnica we wzroście była dość duża, jednak dało się jakoś to przeżyć. Wolała, żeby chłopak był wyższy od niej niż niższy, co na szczęście w tym wieku już się raczej nie zdarzało. O ile teraz dawała sobie radę, tak jeśli partner byłby niższy... Cóż, to by było niezręczne, z lekka mówiąc.
- Dziękuję. Twój strój też nie jest zły. - skomentowała uśmiechając się.
Nagle zapanował chaos. Zdezorientowana Gryfonka zatrzymała się i przypatrywała sytuacji, chcąc zrozumieć, co się w ogóle dzieje. Biegnący uczeń. Za nim kolejny, a dalej większa grupka, również w szybkim tempie zmierzająca do wyjścia. W końcu i do niej dobiegło słowo, które było prawdopodobnie powodem zamieszania. Mugole. Ale co oni tu robili? Jakim cudem dostali się do zamku, skoro był przed nimi strzeżony? Ilia zerknęła wielkimi z przerażenia oczami na swojego towarzysza. Z jednej strony to może i dobrze się stało, że ostatecznie nie zdjęła tego kapelusza. Przynajmniej nie było widać teraz tego, jak jest zaniepokojona. To niemożliwe. To musi być jakiś chory żart, na pewno. Tylko po co nauczyciele mieli by robić coś takiego? Nie byli aż tak bezduszni, żeby w ten sposób zabawiać się na koszt uczniów. W Wielkiej Sali znów zapanowało poruszenie spowodowane przybyciem grupki ludzi. Dwójka podeszła do dyrektora... i jak gdyby nigdy nic go wyprowadziła! Cisza. Krzyk. Krzyk oznajmiający zakończenie balu, chociaż i tak pewnie wszyscy zdawali sobie sprawę, że impreza musi być przerwana. Profesor Bennett dobitnie potwierdziła tylko te domysły i tak oto wszyscy zgromadzeni zaczęli opuszczać progi pomieszczenia, w którym jeszcze niedawno tak dobrze się bawili. Zerknęła na swojego towarzysza. Nawet nie wiedziała, jak chłopak ma na imię, ani nawet z jakiego jest domu.
- Isilia - rzuciła tylko na odchodne i pospieszyła za innymi Gryfonami do dormitorium. Doprawdy, koszmarny termin wybrali sobie mugole na zwiedzanie świata, w dodatku Hogwartu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 122
Dodatkowo : metamorfomagia, prefekt fabularny
  Liczba postów : 366
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14801-melody-anna-kingston#394127
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14810-tanczcie-jak-wam-zagram
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14808-listy-do-m
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14809-melody-anna-kingston




Moderator






PisanieTemat: Re: Wielka Sala   Sro Lis 15 2017, 19:54

Rzadko zdarzało mi się być taką niezdarą, jak podczas gry w głowogon. Z przyjemnością jednak chwyciłam dłoń Rileya, by pomógł mi podnieść się z podłogi. Sama chwilę oddałam się chwili, kiedy obejmował mnie w talii i jednym krokiem mogliśmy się znaleźć na parkiecie, delikatnie kołysząc się jak wtedy w sali baletowej. Przypomniałam sobie o tamtym momencie i przez dłuższy czas, nie wiedziałam, co miałam właśnie zrobić. Z zamyślenia wyrwał mnie Riley, pokazując mi swoje gogle, które udało mu się wygrać.
- Super, pożyczysz czasem, co? - spytałam z nadzieją, bo swoich gogli jeszcze się nie dorobiłam. Generalnie trochę ostatnio nie miałam siły na Quidditcha. Zresztą nie zapowiadało się, żeby przy obecnych zakłóceniach organizowano namiętnie mecze i treningi. Dygnęłam lekko, chwytając jego ramię i pozwalając się prowadzić.
- Pewnie, rozumiem - zaśmiałam się - W sumie ja częściej piję pod moją drugą twarzą, a potem mi nie wychodzi i się wpakowuje w różne śmieszne sytuacje - bo właściwie w podobny sposób poznałam bliżej Eliasa - Z drugiej strony, praktyka czyni mistrza - puściłam mu oczko. Zwykle byłam tą osobą, którą trzeba było zmuszać do wypicia jeszcze kieliszka, bo po dwóch zaczynałam marudzić, że więcej nie mogę. Jednak mając do czynienia z trudnymi osobami, za wszelką cenę próbowałam ich przekonać do alkoholu, którego tak nie lubili, co było trochę wredne z mojej strony, ale nikt specjalnie nie narzekał.
- Możemy zacząć pracować już teraz - powiedziałam, bo ten bal nadawał się idealnie do zabawy w nauczycieli. Włożyłam na głowę magiczny kapelusz i pomajstrowałam nieco przy sylwetce, by bardziej przypominała sylwetkę profesor Vicario. Podeszliśmy do stolika nauczycieli. Zaczęłam wlewać sobie trochę ponczu do kubeczka, kiedy w sali zrobiło się jakieś zamieszanie. Nie wiedziałam, co się działo. Jacyś ludzie zaczęli biec, inni zaczęli ich gonić i właściwie byłam kompletnie zdezorientowana. Zewsząd zaczęły dobiegać jakieś dziwne informacje. Mugole? W Hogwarcie? Przecież to było niedorzeczne.
- Mugole? - spojrzałam na Rileya pytająco, jakby chcąc się od niego dowiedzieć, czy to było możliwe. Miałam nadzieję, że to nie koniec balu, zaczynała się właśnie dobra zabawa. Do sali wbiegli jacyś mężczyźni, zabrali dyrektora. Nie rozumiałam zupełnie dlaczego, przecież nic nie zrobił. Dłuższy czas nic się nie działo. Wszyscy zamarli. Później do sali wkroczyła zdyszana Ursulla Bennett. przerywając imprezę. Jako że prefekci mieli zająć się odprowadzeniem reszty do dormitoriów, musiałam się tym zająć.
- Puchoni, chodźcie za mną - krzyknęłam, rozglądając się wokół, ale wszyscy mieli te nieszczęsne kapelusze - I zdejmijcie już te czapki - dodałam trochę podirytowana, bo jak miałam ich wszystkich zabrać, skoro nie wiedziałam, gdzie byli. Przede mną pojawiła się grupka młodszych uczniów z Hufflepuffu, więc ruszyłam ku drzwiom, pokazując im, żeby szli za mną.

z/t

______________________



Melody Kingston
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Wielka Sala   

Powrót do góry Go down
 

Wielka Sala

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 19 z 19Idź do strony : Previous  1 ... 11 ... 17, 18, 19

 Similar topics

-
» Wielka Sala
» Wielka Sala
» Wielka Sala
» Wielka Sala
» Wielka Sala

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogwart
 :: 
Parter
 :: 
wielka sala
-