IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Wielka Sala

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1 ... 11 ... 18, 19, 20
AutorWiadomość



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 21
Skąd : Londyn, Anglia
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 533
Dodatkowo : szukająca
  Liczba postów : 1320
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11413-oriane-l-carstairs
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11414-male-przyjaznie-milosci-i-wrogowie-ori#306244
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11416-shadow#306304
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11415-oriane-leonie-carstairs#306303




Gracz






PisanieTemat: Wielka Sala   Nie Paź 18 2015, 13:08

First topic message reminder :

Niepewnie spojrzała na niego swoimi dużymi, czekoladowymi oczami. Co jak co ale nie miała zamiaru eksperymentować z alkoholem. Czemu? Zawsze po większej jego dawce zaczynała się śmiać i mówić osobą w okół niej, że ich kocha. Niby nic takiego i niektórzy mogliby to uznać za słodkie, jednak ona sama nie uważała tego za takie. Było to dla niej za każdym razem krępujące przeżycie i nie chciała aby chłopak był tego świadkiem. Czuła jednak, że nie będzie w stanie go oderwać od amfor. Pokręciła głową w rozbawieniu.
Czuła, że nie chce o tym rozmawiać tak więc nic więcej nie powiedziała zatapiając się w swoich myślach. Zastanawiała się jak miewa się jej brat. Niby utrzymywali ze sobą kontakt listowy, wiedziała mniej więcej co dzieje się w domu jednak to nie było to samo co kontakt cielesny.
Odbierając kieliszek od Rasha uśmiechnęła się, niepewnie spoglądając na trzymany przez nią kieliszek. Czerwona ciecz wyglądała przepysznie, a je zapach aż ślinka sama ciekła do ust. Za wtórowała mu w toaście i uniosła naczynie do ust. Kompozycja smakowa wina uderzyła w jej kubki smakowe. Musiała przyznać, iż było przepyszne. Słodkie.
- Pyszne. - uwielbiała słodkie wina. Inne była dla niej gorzkie. Po spróbowaniu tego konkretnego nie miała najmniejszej ochoty przestawać na jednym czy dwóch kieliszkach. Wiedziała doskonale, iż może tego żałować na drugi dzień lecz teraz było jej to obojętne.
- Możemy zostać przy tym. Jest wyśmienite.
Nie dane jej było cieszyć się tym zbyt długo. Widząc spanikowanych ludzi i słysząc trzask rozbijanego szkła rozejrzała się w około siebie. Scena na której jeszcze chwilę temu grali muzycy była w ogniu przez co dym po woli wypełniał Wielką salę. Jednak na scenie ogień nie poprzestał. Jego zasięg zaczął się niebezpiecznie poszerzać schodząc ze sceny na parkiet na którym była trawa. Ludzie w panice próbowali wydostać się z Sali. Nie chcąc zgubić Rasheeda złapała go mocno za rękę. Nie sądziła, że coś może ją tak bardzo wystraszyć, a jednak. Wystraszona spojrzała na chłopaka. Od dziecka Oriane bała się ognia. Widok jego przywołał wspomnienia które za wszelką cenę chciała ukryć.
Chciała jak najszybciej wyjść z sali i uciec od tego miejsca jak najdalej jednak nie było jej to dane. jednak z fontann znajdująca się najbliżej nich eksplodowała. Może i dziewczyna by się tym nie przejęła gdyby nie fakt, iż odłamki tej felernej fontanny wbiły się w jej ramię. Krótki krzyk wydobył się z jej gardła. Szybko puściła rękę partnera i złapała się za zranioną rękę w duchu modląc się aby ten koszmar szybko się skończył.

kostka: 2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Skąd : Londyn.
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 104
  Liczba postów : 59
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15707-liam-a-rivai#423856
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15777-liam#425298
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15717-liam#423907
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15708-liam-a-rivai#423857




Gracz






PisanieTemat: Re: Wielka Sala   Wto Lut 06 2018, 22:21

Spojrzał na niego zaintrygowany, znowu przekrzywiając łeb w jedną ze stron, jak szczeniak, który dojrzał dla siebie kolejną możliwość zabawy. Chwilę milczał, zdając się naprawdę rozważać rzuconą propozycję. Wyobrażenie tego rosłego faceta z tatuażami w obcisłych rajtuzach, lutnią i pieśnią miłosną na ustach skutecznie wymalowało Liamowi nieco głupkowaty uśmiech na twarzy, ale powstrzymał się od dzielenia się własną fantazją z rozmówcą, wiedząc doskonale, że najpewniej nie o taki klimat chodziło Ślizgonowi.
- Nikt mi jeszcze niczego nie zaśpiewał. – pokiwał głową, próbując znowu nie parsknąć śmiechem. Podparł łeb ręką, uważając, by nie zrzucić traszki z rękawa. – Jeśli masz ładny głos, to chętnie. Zajdziesz pod dormitorium z gitarą i zaśpiewasz mi serenadę? – zagadnął zaczepnie, udając, że rzuca mu na swój sposób wyzwanie. Wolałby nie utożsamiać się z Julią stojącą na balkonie, wyczekującą swojego Romeo, ale chęć podpuszczenia Mefistofelesa sama cisnęła mu się na usta. Niemniej idąc dalej przez takie porównanie, mieliby całkiem prawdziwe zaplecze. Być może wciąż daleko ich domom do „skłóconych rodów”, jednak Hufflepuff różnił się na tyle od Domu Salazara, że można by się zgodzić co do pewnej niechęci.
Co prawda Liam machnąłby ręką na podobne słowa; połowa jego rodziny to Ślizgoni.
Mógł go nazywać jak tylko chciał?
Wyszczerzył się, gdy do głowy wpadły mu kolejne głupie pomysły, choć prawda była taka, że na chwilę obecną nie czuł się na tyle pewnie w tej znajomości, by wyjść z całym wachlarzem propozycji na nowe pseudonimy. Nie znał mężczyzny na tyle, by określić jak elastyczny był co do żartów ze swojej osoby, a Liam wiedział o sobie wystarczająco dużo, by kojarzyć, że czasem potrafił palnąć naprawdę idiotyczne uwagi. Najbliżsi jego znajomi już do tego przywykli, ale Noxa znał ledwie kilka minut. Uznał więc, że lepiej będzie na ten moment założyć sobie smycz i kaganiec.
- Chyba poprzestanę na twoim imieniu. – odparł wesoło, wzruszając nieznacznie ramionami. – Dość oryginalne. „Mefistofeles”… - wychodziła jego nieznajomość kultury? Niespecjalnie kojarzył sobie to miano z demonami czy innymi nieczystymi duchami. - … kryje się za nim jakaś historia? Twoi rodzice tak cię nazwali z jakiegoś konkretnego powodu? - zapytał, patrząc na niego z zaciekawieniem. Jednak nim zrobił rozmówcy odpowiednie miejsce czasowe do udzielenia odpowiedzi, oczywiście sam musiał postrzępić jęzorem. – Mnie nazwała babcia. Mugolka. Miała dość wszystkich wymyślnych imiona, z którymi spotykała się w „naszym” świecie, więc uparła się, żeby swojego jedynego wnuka ochrzcić w miarę nieskomplikowanie. – uśmiechnął się ciepło na wspomnienie swojej rodziny, nieco odpływając myślami. – W sumie chyba lepiej na tym wyszedłem. Podobno innymi propozycjami był Horacjusz… Horacjusz Adalbert Rivai… brzmi, jakbym już urodził się dziadkiem. – zrobił nieco żałosną minę, zaraz zbywając śmiechem minięcie się z przeznaczeniem bycia starcem za czasów niemowlęcych. Powstrzymał się jednak od dalszego trajkotania, dając studentowi dojść do słowa.
- Rysujesz?! – aż się wyprostował, o mało co nie przyprawiając traszkę o zawał. – Ja też! Znaczy… staram się. W zasadzie nie usłyszałem żadnych innych określeń poza „krzywizna”, „pogwałcenie zasad anatomii” i „Liam, przestań marnować pergaminy”, ale usilnie wmawiam sobie, że nie rozumieją sztuki. – uśmiechnął się niewinnie, próbując samemu uwierzyć we własne słowa. W rzeczywistości wiedział, że nie szło mu najlepiej, ale co mógł poradzić, że po prostu to lubił? Ciężko było mu się rozwijać, gdy inspirację czerpał wyłącznie z jednego źródła i to niespecjalnie popularnego w kręgach, w których się obracał. – Pokażesz mi kiedyś swoje rysunki? I och.. cóż. Nie jestem pewien czy byłbym w stanie się wciągnąć. Jakkolwiek nie uważałbym, że wygląda to ciekawie, widziałeś moją minę, gdy świeciłeś przede mną zębami. Igły do robienia tatuaży też są ostre. – czyli w jak najsubtelniejszy sposób na świecie powiedzieć komuś, że jest się tchórzem.
„Musisz przestać”
Wysłuchał go cierpliwie, choć Mefistofeles musiał niestety przyjąć efekt odwrotny do zamierzonego. Liam przymknął nieznacznie oczy, czując się tym bardziej głupio, że mężczyzna wypomina mu podobne rzeczy, choć trzeba szatynowi przyznać, że zręcznie wychodziło mu ukrywanie się pod rozbawieniem.
- Słyszałem już, że wyglądam jak kretyn, ale chyba pierwszy raz przypominam komuś zbitego szczeniaka. – odparł stosunkowo wesołym tonem, podkładając dłoń pod łapki traszki, żeby zmusić ją do wejścia sobie na rękę. Wolałby znów mieć ją przed sobą. – W porządku. Postaram się wyglądać mniej nieporadnie. Choć nie ręczę za siebie. Moja twarz czasami nie spełnia oczekiwań innych… szczególnie pod względem estetycznym. – pojechał sam po sobie, znowu pokazując zęby w szczerym uśmiechu.
- I hej… już doszliśmy do wniosku, że mam brzydki pysk. Dementorzy też za pięknych nie uchodzą, więc może w ich kręgach byłbym nawet atrakcyjny, hm? – oj, Liam.. i tyle z twojego powstrzymywania się przed pleceniem głupot. – Moje szanse mogą nie być wcale takie małe!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Wyspa Jura, Szkocja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 31
Dodatkowo : Wilkołak
  Liczba postów : 472
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15136-mefistofeles-e-a-nox#403342
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15137-what-does-life-mean-to-me#403353
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15139-kind#403356
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15134-mefistofeles-e-a-nox




Moderator






PisanieTemat: Re: Wielka Sala   Wto Lut 06 2018, 23:34

Umiejętności wokalne Mefisto były owiane taką tajemnicą, że w danym momencie sam nie potrafił przed sobą przyznać, czy dałby radę pokusić się na jakiś większy występ (a to oznaczało widownię rozszerzoną z Litki do jakichś innych istot żywych). To było zawsze takie jego malutkie hobby, swego rodzaju sposób samodoskonalenia się, choć w tej dziedzinie popisów nie przewidywał. Nie miał pojęcia skąd w ogóle wyrwała mu się ta uwaga, ale skoro brnęli coraz dalej...
- Nikt? No nie, co za niedopatrzenie... - Skrzywił się lekko, jakby faktycznie wyklinał w tej chwili nieszczęsne pokolenie, które o romantyczności w ogóle zapomniało. Ton głosu Mefisto był subtelnie kpiący, tak typowo pasywno-agresywny. Większość znajomych (mógł ich tak nazywać? Może po prostu ludzi, którzy mieli pecha rozmawiać z nim więcej niż tylko raz?) przyzwyczaiła się już, że to nie musiało oznaczać szczerej irytacji; było barierą ochronną. Zdawała się Noxowi tak naturalna, jak czynność oddychania. Fakt faktem Liam wyraźnie niczym się nie zrażał i posiadał takie zapasy optymizmu, że nawet nie musiał przebijać się przez ten mur - czyżby posiadł tajemną zdolność ignorowania go? - Bez gitary i mimo wszystko wolę trochę więcej prywatności - nie było to wcale takie prawdziwe, bo tego typu robienie scen równałoby się zdruzgotaniu budowanej przez lata reputacji; nawet, jeśli odbiorca byłby tylko jeden. Mefisto większość czasu spędzał w błogim stanie zwanym "I don't give a fuck". Potrafił idiotycznie się wygłupić, aby potem zastraszyć każdego, kto śmiałby wyciągnąć występki przeciwko niemu.
Otworzył usta, chcąc odpowiedzieć - zacisnął je zaraz w wąską kreskę, bowiem nie został dopuszczony do słowa. Beznamiętnie zatem wysłuchał chłopaka, tkwiąc wytrwale w jednej pozycji.
- Przez chwilę myślałem, że rozmawiamy - wtrącił, przebijając się dopiero przez śmiech Puchona. Mefistofeles z natury nie miał problemów z jakimiś przemówieniami, ale wyjątkowo nie miał ochoty na bardziej agresywne zagrywki. Jeszcze nie wiedział czemu, ale nie planował zbyt mocnego dręczenia Liama. - Potem przypomniałeś mi, że jestem jedynie słuchaczem... - Pokręcił ledwie zauważalnie głową, po prostu porzucając temat. Rivai ożywił się niemiłosiernie na wieść o rysunkach, a Ślizgon aż pożałował swoich słów. Nie był jakimś wielkim specjalistą i obawiał się, że chłopak zaraz nabawi się jakichś zupełnie błędnych oczekiwań; na szczęście z jego wypowiedzi można było wywnioskować, że nie jest alfą i omegą i być może powstrzymałby się od ostrzejszej krytyki. - Mhm. Tylko w formie wymiany za twoje i tylko przy kolacji. - I co z tego, że w torbie miał przepełniony projektami notes? O wiele przyjemniej było pobawić się trochę i pociągnąć dalej tę gierkę; nie wiedział nawet o jaką nagrodę walczy. Kwestię igieł zbył poprzez poszerzenie uśmiechu, jednocześnie zapewniając Liama, że właśnie ta mugolska i bolesna forma bardziej mu odpowiadała. Nie skomentował również jego drobnego aktu tchórzostwa, chyba w jakiś pokrętny sposób doceniając tę szczerość. Mimo wszystko śmiał twierdzić, że takich igiełek nijak nie da się porównać do zębów wilkołaka.
- Chyba rozumiem, czemu "kretyn" - podsumował, przeciągając się lekko. - Ale momentami nawet całkiem uroczy. - Powoli zaczął się jakby odsuwać; sięgnął po torbę i przerzucił nogi przez ławę, aby na Rivaia zerknąć nieco przez ramię. Blanc czekała, przedramię bolało, a listy z natury same się nie pisały. - To chyba mało konsekwentne z mojej strony, żeby najpierw próbować cię poderwać, a potem nazwać cię za słabym nawet dla dementora. - Zaśmiał się cicho, w końcu podnosząc do pozycji stojącej. Nasunął pasek torby na ramię i krótką chwilę rozważał, co w ogóle powinien powiedzieć. Bądź co bądź nie przewidział, że rozmowa potoczy się w ten sposób i w dodatku będzie przyjemna. - Nie zaczynaj randkować z dementorami, bo mogę się odezwać w sprawie naszego wyjścia... - Puścił Puchonowi oczko i obrzucił go jeszcze przeciągłym spojrzeniem, nawet kiedy kierował się do drzwi. Opuścił Wielką Salę w dobrym humorze i z dziwnym poczuciem, że trochę brakowało mu takich drobnych znajomości, od których ostatnimi czasy jakby się powstrzymywał. A wystarczyło po prostu poszaleć podczas pełni!

/zt

______________________


I'm at war with the world,
'Cause I ain't never gonna sell my soul.

WAŻNE!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Skąd : Londyn.
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 104
  Liczba postów : 59
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15707-liam-a-rivai#423856
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15777-liam#425298
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15717-liam#423907
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15708-liam-a-rivai#423857




Gracz






PisanieTemat: Re: Wielka Sala   Czw Lut 08 2018, 21:23

Chyba tylko jawna agresja ze strony Mefistofelesa mogła zniechęcić Liama do dalszej rozmowy. Siedział rozweselony, wgapiając się w niego lekko wyzywająco, jakby chciał sprawdzić ile Ślizgon miał we łbie wyobraźni. Weryfikował to z uśmiechem wysłuchując wkładu wilkołaka w odpowiedzi na jego zaczepki.
- Występ sam na sam…? Huhu. – zagwizdał pod nosem, udając szczere zaintrygowanie podobną propozycją, zdając się z miejsca zapomnieć, że w ogóle zasugerował uczestnictwo gitary. Prawda była taka, że Liam niekoniecznie przepadał za instrumentami samymi w sobie. Nigdy nie ciągnęło go do nauki grania na czymkolwiek, jakkolwiek nie lubiłby od czasu do czasu posłuchać muzyki. Wszystko za sprawą dziadka, który potrafił niemożliwie naciskać na naukę wnuka. Sam mężczyzna uchodził za wspaniałego muzykanta i pomimo lat, wciąż zaczarowane przez niego skrzypce czy pianino potrafiły odgrywać najwspanialsze melodie. Nic dziwnego, że miał pewne oczekiwania wobec jedynego syna swojej córki. Szkoda, że Liam nie miał serca, by powiedzieć dziadkowi, że nie to mu w duszy gra, więc męczył się z praktykami, niekiedy gwałcąc słuchaczom uszy swoim biadoleniem na (na przykład) wiolonczeli.
A później Mefistofeles go zgasił.
Momentalnie poczuł się głupio, gdy wytknięto mu beznadziejne gadulstwo. Schował delikatnie łeb w ramionach, upodabniając się do zwierzęcia, które nie było do końca pewne czy wypada już wyjść z ukrycia czy jeszcze nie. Cóż, zdawał sobie sprawę ze swojego tytułu spersonalizowanej katarynki, ale to nie oznaczało, że był przy tym ignorantem, skupionym wyłącznie na sobie. Też chciał dowiadywać się o innych różnych rzeczy i zrobiło mu się nawet trochę przykro, że na tym polu odebrał Mefistofelesowi chęci do pociągnięcia tematu dalej.
- Och, pewnie. – przytaknął na wzmiankę o rysunki, tym razem grzecznie trzymając język za zębami, żeby znowu nie przytłoczyć sobą Ślizgona. Co prawda trochę obawiał się następnej krytyki jego beznadziejnych rysunków, ale z drugiej strony nasłuchał się jej tyle, że był w stanie zapłacić następnym przemęczeniem się z obelgami dla zobaczenia prac Mefisto.
- Uroczy? – przechylił nieznacznie łeb, wpatrując się w niego zdecydowanie mniej głupiutko, niż do tej pory. Próbował wybadać na ile poważnie wyrażał się Nox o jego osobie, choć zaniechał dalszych analiz, jak zawsze sprowadzając wszystko do drobnych zaczepek.
- Będę cierpliwie wyczekiwać zaproszenia na kolację. – uśmiechnął się do niego ciepło z nutą zaczepności, odprowadzając go wzrokiem.
Musiał przyznać, że pomimo tej końcowej gafy całkiem przyjemnie rozmawiało mu się z mężczyzną. Na tyle miło, że jeszcze przez długi czas nie potrafił ściągnąć z twarzy uniesionych ku górze kącików ust, choć zaraz po zniknięciu Mefistofelesa powrócił do odpisywania na niezbyt przyjemne listy od rodziców.

{ z.t }
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 502
Dodatkowo : animagia (wiewiórka)
  Liczba postów : 625
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11900-li-na
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11911-li#319859
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11912-poczta-li#319860
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12044-li-na




Gracz






PisanieTemat: Re: Wielka Sala   Pon Lut 12 2018, 11:43

Nieco zgłodniała dlatego dzisiaj postanowiła zajrzeć do Wielkiej Sali.
Zazwyczaj jadała w kuchni w lochach z prostego powodu. Było tam zwyczajnie blisko z pokoju wspólnego puchonów. Dzisiaj jednak poczuła chęć pójścia do Wielkiej Sali. Może spotka kogoś? Szczerze powiedziawszy cicho liczyła, że spotka tam Daniela, jednakże wchodząc do sali nie zauważyła go. Ba! Było bardzo mało osób, a jedynie grono pierwszaków siedziało w pierwszych ławkach. Co jak co, ale nie miała ochoty rozmawiać ze smarkaczami, zresztą o czym? Ona starała się wycofywać się z tego grona. Owszem, kilka razy pomogła jednej czy drugiej osobie w dostaniu się do odpowiedniego miejsca, ale to tylko tyle. Doskonale pamiętała czasy kiedy to sama wypytywała o klasę transmutacji, czy wróżbiarstwa. Ale zachowywała się tak jak się zachowywali inni, którzy wcale jej nie pomagali. Skoro sama dała radę to i wierzyła w nich.
Westchnęła i znalazła dość puste miejsce pod jedną ze ścian.
Rozejrzała się po stole za czymś ciekawym do zjedzenia i nałożyła sobie jakąś galaretkę. Do pucharku zaś nalała sobie rumianek, który od jakiegoś czasu bardzo jej posmakował. Założyła nogę na nogę i zaczęła konsumować to co sobie naszykowała. Po chwili czasu wyciągnęła jedną z książek, które zawsze nosiła ze sobą w torbie i zaczęła wertować. To była książka o transmutacji oczywiście z półki Daniela.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Newcastle
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 20
  Liczba postów : 17
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15550-quinn-eaton
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15554-quinn-eaton
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15553-wspolczesny-romeo
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15552-quinn-eaton




Gracz






PisanieTemat: Re: Wielka Sala   Pon Lut 12 2018, 17:26

Ciężko stwierdzić, co tak naprawdę skłoniło go do wypełznięcia z dormitorium. Otrząsnął się już jednak po ostatniej miłości na tyle, że mógł spokojnie wyjść do ludzi. Trudno, nie była to Pani jego serca, ale nie tracił nadziei, że jeszcze kiedyś spotka właściwą dziewoję. Przecież miał dopiero dwadzieścia lat, całe życie przed sobą i setki kobiet do spotkania, wśród których musi znaleźć swoją ukochaną.
Zamyślony dotarł na parter. Podjęcie decyzji ułatwiło mu spojrzenie w kierunku Wielkiej Sali, przed którą mignęła mu znajoma postać. Z uśmiechem godnym kota z Cheshire popędził w kierunku pomieszczenia. Nie ma to jak przyjazna dusza, gdy przechodzi się zawód miłosny... kolejny już w sumie.
Wszedł do sali i rozejrzał się w poszukiwaniu Puchonki. Przecież to niemożliwe, że pomyliłby ją z kimś innym. Musiała gdzieś tu być. Dopiero po dłuższej chwili wypatrzył sylwetkę dziewczyny przy stojącym pod ścianą stole. Ruszył w jej kierunku, lawirując pomiędzy uczniami niczym baletnica. Gdy w końcu dotarł na miejsce, przysiadł na stole i wyciągnął książkę z rąk Li.
- Co tam czytasz, Księżniczko? - zapytał, rzucając okiem na jedną ze stron i ze zdumieniem odkrywając, ze to podręcznik.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 502
Dodatkowo : animagia (wiewiórka)
  Liczba postów : 625
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11900-li-na
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11911-li#319859
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11912-poczta-li#319860
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12044-li-na




Gracz






PisanieTemat: Re: Wielka Sala   Pon Lut 12 2018, 19:38

Dość mocno pogłębiła się w lekturze. Szczerze powiedziawszy książka bardzo jej się podobała. Można powiedzieć, że opowiadała o animagii więc to ją z pewnością interesowało. Co prawda wiele ciekawostek w niej było jej doskonale znane. Przecież nie jest to pierwsza książka, którą czyta na ten temat. No tak. Wiele osób mogłoby marzyć o tym, żeby być animagiem. Panience Li udało się i była z siebie bardzo dumna. Co prawda z biegiem czasu już się do tego przyzwyczaiła i jakoś specjalnie nie przemienia się ostatnimi czasy. Nie potrzebowała tego. Ostatni raz było to w gabinecie Daniela udowadniając, że potrafi się przemieniać.
Biła się z myślami jeżeli chodzi o psora.
Ich relacja była na tyle dziwna, że zgłupiała czy dobrze robi. Raz się do niej uśmiecha, raz żegna się bez słowa i wyprasza ją z gabinetu. Może i być odważnie się wtedy zachowała, ale przecież mu tylko podziękowała, tak? Nic przecież złego nie zrobiła, a pocałunek w policzek to jeszcze nie jest koniec świata.
Ni z tego ni z owego jej książka została jej odebrana. Sama nie wiedziała co się tak naprawdę stało. Była myślami z książką i z Danielem i tak się wyłączyła, że nawet nie słyszała rozmów w sali. Lekko podskoczyła i spojrzała w stronę z którego dobiegał męski głos. Quinn. Nawet się za nim stęskniła, wypuściła głośno powietrze z ust. - Chcesz, żebym dostała zawału? - spojrzała na niego nieco agresywnie, przenosząc wzrok na książkę. Jeżeli przeczyta tytuł pewnie dowie się o czym jest ta książka, chyba nie jest wielką tajemnicą, że uwielbiała Transmutacje i przecież gryfon doskonale o tym wiedział.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Newcastle
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 20
  Liczba postów : 17
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15550-quinn-eaton
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15554-quinn-eaton
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15553-wspolczesny-romeo
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15552-quinn-eaton




Gracz






PisanieTemat: Re: Wielka Sala   Sro Lut 14 2018, 23:53

Obrócił książkę w dłoniach. Transmutacja. Nie był to przedmiot należący do kręgu jego zainteresowań, ale wiedział, że dziewczyna lubiła te klimaty. Odłożył podręcznik na stół, a sam opadł na krzesło obok Puchonki. Dawno jej nie widział. Nie było w tym w sumie nic dziwnego. Inni uczniowie, w przeciwieństwie do niego, chociaż trochę skupiali się na szkole i lekcjach. Wiedział, że wypadałoby wziąć z nich przykład, ale poszukiwanie Tej Jednej Jedynej były dla niego ważniejsze od czytania nudnych podręczników. Edukacja niestety nie znajdowała się zbyt wysoko na liście jego życiowych celów i priorytetów.
- Wybacz. Czyżbyś na mój widok miała problemy z sercem, Księżniczko? - zapytał, uśmiechając się szeroko i z rozbawieniem unosząc jedną brew. Wiedział, że Li na pewno nie obrazi się za takie żarty. Trochę już się w końcu znali.
- Nie widziałem cię ostatnio. Gdzie cię życie zjadło? - zapytał, rozglądając się za czymś do jedzenia. Skoro już tu był wypadało skorzystać z dobrodziejstw Wielkiej Sali. I chociaż był romantykiem do szpiku kości, wiedział, że nie samą miłością człowiek żyje.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 502
Dodatkowo : animagia (wiewiórka)
  Liczba postów : 625
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11900-li-na
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11911-li#319859
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11912-poczta-li#319860
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12044-li-na




Gracz






PisanieTemat: Re: Wielka Sala   Czw Lut 15 2018, 13:05

No ostatnimi czasy Li faktycznie nie miała czasu na spotykanie się ze znajomymi. Czy tylko nauka była tego przyczyną. W pewnym stopniu na pewno, jednakże miała też wiele więcej innych problemów, które musiała rozwiązać jak najszybciej i jak najmniej bezboleśnie. Z Quinnem swego czasu dość często się widywała. Mimo tego co było pomiędzy nimi to jednak dziewczyna go bardzo lubiła. Czy coś do niego nadal czuła? Li bardzo się przywiązuje do osób, więc możliwe jakby poszukiwać dość głęboko mogłaby do niego jeszcze coś czuć. Ale powiedzieli sobie jasno jak to będzie wyglądało i nie mogła się temu przeciwstawić. Przecież jego nie mogła do niczego zmusić, prawda? A bardzo ją cieszyło to, że mogła z nim nadal normalnie rozmawiać, stać się przyjaciółmi. To na pewno w nim ceniła. Nie lubiła zachowania kiedy to po rozstaniu kompletnie się nie odzywać, chyba że faktycznie ktoś zasłuży na takie traktowanie, ale gryfon w jej oczach tak naprawdę nie zawinił, więc dlaczego miał cierpieć z tego powodu. - Quinn przestań sobie ze mnie żartować... To już minęło, serio. - mruknęła do niego. Spędzili wiele czasu na wspólnym konwersacjach i doszli do takiego wniosku, więc nie było o czym rozmawiać. - Bo tak chciałeś mnie widzieć... Jestem cały czas w zamku od świąt więc gdybyś chciał nie miałbyś najmniejszych problemów mnie znaleźć... - mruknęła do niego przenosząc podejrzliwy wzrok na chłopaka. - Zbyt bardzo Cię pochłania szukanie kolejnych swoich ofiar. - poruszała brwiami i wystawiła mu język. Nie miała mu tego za złe, ale przecież mogła sobie zażartować, tak? Kto jak kto, ale Quinn chyba zna się na żartach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Wielka Sala   

Powrót do góry Go down
 

Wielka Sala

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 20 z 20Idź do strony : Previous  1 ... 11 ... 18, 19, 20

 Similar topics

-
» Wielka Sala
» Wielka Sala
» Wielka Sala
» Wielka Sala
» Wielka Sala

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogwart
 :: 
Parter
 :: 
wielka sala
-