IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 biała lilia na wodzie, łza w odbiciu szyby, twarz dziadka, brzeg wyspy i smok.

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość



avatar

Wiek : 21
Skąd : Barceona, Hiszpania
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 97
Dodatkowo : jasnowidzenie
  Liczba postów : 94
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12863-prudencia-velasquez
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12889-ta-od-wesela#346664
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12887-mr-fatum#346661
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12888-prudencia-o-velasquez#346663




Gracz






PisanieTemat: biała lilia na wodzie, łza w odbiciu szyby, twarz dziadka, brzeg wyspy i smok.    Nie Lip 03 2016, 13:09


Retrospekcje

Osoby: Prudencía O. Velásquez & Lope Mondragón
Miejsce rozgrywki: Gaztelugatxe
Rok rozgrywki: wakacje 2015
Okoliczności: Wyspa, trochę się zadzieje. To pierwsze miejsce w które Pru pojechała sama, znaczy nie licząc Bobo i pójdzie trochę nie tam gdzie trzeba.


Prudencia nadal była odziana w czerń. Czarna koszula bez ramiączek z prześwitującej tkaniny wciśnięta była w czarną spódniczkę z wysokim stanem do połowy uda. Od całości odcinał się tylko biały kołnierzyk koszulki i srebrna bransoletka na dłoni. Czuła się dziwnie, ponieważ sprzeczne uczucia zderzały się w niej. Ciągle ogarniał ją smutek wynikający z straty, jaką była śmierć dziadka. Z drugiej przepełniała ją radość i ekscytacja. Po raz pierwszy w życiu pojechała gdzieś sama. Może na dokładnie sama, bo jak zwykle towarzyszył jej Bobo, ale choć raz w swym życiu nie miała ze sobą babki, ojca, albo któregoś z braci. Wczoraj po raz pierwszy jej stopy stanęły na Gaztelugatxe. I gdy tylko wysiadła z promu roześmiała się kręcąc z niedowierzaniem głową. Oczywiście, że wysłali ją na wyspie, której ludność nie przekraczała tysiąca. Ba, pewnie nawet setki nie przekraczała. Nie przeszkadzało jej to jednak w żadnym stopniu. Była wolna. Odetchnęła pełną piersią z przymkniętymi powiekami wdychając słoną bryzę. Pierwszy dzień spędziła po prostu siedząc na plaży przy brzegu. Pozwalała, by stopy omywała jej woda, a twarz muskało słońce i naprawdę, wierzcie, lub nie, była szczęśliwa.
Nocą znów nawiedziła ją ta sama wizja, ta, która zaczęła się już spełniać, ale która nie dopełniła się już do końca. Te same przebłyski, biała lilia na wodzie, łza na policzku w odbiciu szyby w oknie i twarz dziadka, brzeg wyspy, smok. Wszystkie poza smokiem miała już odhaczone. Ten nocy nie spała dobrze.
Nic jednak nie mogło popsuć jej humoru, nawet nieprzespana noc. Dziś nadal pozostawała w czerni, tym razem włożyła na siebie sukienkę na stopy wrzuciła czarne sandałki i ruszyła na zwiedzanie wyspy. Bobo standardowo ciągnął się kilka kroków za nią, też był ubrany na czarno, chociaż nie wiedziała, czy to na znak żałoby za jej pradziadkiem, czy miał ostatnio taki okres, okulary zwyczajowo zajmowały swoje miejsce na nosie.
Wyspa była naprawdę piękna. Pru nawet próbowała porozmawiać z Bobo, miała nadzieję, że takie pustkowie pozwoli im rozwinąć znajomość, ten jednak, jak zwykle odpowiadał tylko "tak panienko", albo "nie sądzę panienko". W końcu Pru zaprzestała z nim rozmów, po prostu idąc przed siebie. W pewnym momencie weszła w gąszcz większych krzaków, szła przez nie chwilę, a potem wyszła na polanę. Coś jednak było mocno nie tak. Czuła to w powietrzu. I wtedy to usłyszała, przeraźliwy ryk. A chwilę później smok wszedł na polanę i jego spojrzenie spoczęło na niej. Pru wzięła głębszy wdech widząc, jak zwierz zaczyna biec w jej stronę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 21
Skąd : Hiszpania, Galicja, Lugo
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 549
Dodatkowo : Kapitan Drużyny Ślizgonów
  Liczba postów : 339
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12840-lope-feliciano-mondragon#345714
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12874-ten-od-wesela#346531
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12864-buho#346290
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12875-lope-mondragon#346540




Gracz






PisanieTemat: Re: biała lilia na wodzie, łza w odbiciu szyby, twarz dziadka, brzeg wyspy i smok.    Pon Lip 04 2016, 23:28

Pierwszy post, ojojoj I love you

W życiu Lope nie działo się w tym okresie zbyt dobrze. Można było nawet śmiało powiedzieć, że jest beznadziejnie i to na całej linii. Skończył szkołę z ocenami tak marnymi, że ledwo uzyskał zgodę na studiowanie w Calpiatto. Sam Lope wzruszył tylko ramionami, bo nie przejmował się tym wcale i zdawał sobie sprawę, że gdyby zechciał mógłby sprawić, że wręcz błagano by go o kontynuowanie nauki i przekupywano na wszelkie możliwe sposoby. Jego rodzice podchodzili do tego inaczej - po wynikach awantury wybuchały z o wiele większą częstotliwością niż zwykle. To dawało mu chorą satysfakcję - podobało mu się to, jak wpienia ojca i jak bardzo martwi swoim zachowaniem matkę. Uważał, że po prostu na to zasłużyli.
Wyjazd na wyspę był swego rodzaju ucieczką. Od myśli, które trzymały go obudzonego w nocy, od wiecznie niezadowolonej miny ojca, od zmartwień, które nie dawały mu spokoju. Miał do wyboru - truć się ciągle narkotykami, bo one pozwalały jednak na trochę zapomnienia, albo wyjechać choć na parę tygodni. Lope znalazł sobie świetną wymówkę, bo na Gaztelugatxe istniał pewien stary rezerwat smoków. Ojcu powiedział, że zamierza się trochę podszkolić, może nawet zapisać na jakiś kurs, a Rafael już załatwił mu dobre kontakty. Uzgodnili, że ich krewny mieszkający na wyspie, pokaże chłopakowi co i jak. Lope uznał, że upiekł dwie pieczenie na jednym ogniu, bo jednocześnie zajmie się wreszcie smokami, które uwielbiał, a po drugie wyjedzie z domu. Miło czasem mieć odrobinę szczęścia. - myślał gorzko, wskakując na miotłę, bo znacznie bardziej preferował ten rodzaj transportu od teleportacji, po której robiło mu się niedobrze.
Wyspa go zaskoczyła i to w pozytywnym sensie. Pierwsze dni spędził w rezerwacie, zachwycając się ogromnymi bestiami, jakie tu trzymano. Ciekawił się też mieszkańcami, którzy najwyraźniej od wieków obcowali ze smokami. Dzięki rozmowie z paroma mógł dowiedzieć się naprawdę wiele. Choć jego praca jako pomocnika, polegała głównie na sprzątaniu wybiegów ze smoczego łajna i karmienia w odpowiedniej odległości tych stworów, nie przeszkadzało mu to. Nocą wychodził na plażę, by spoglądać na morze rozpościerające się przed nim. Znajdę cię kiedyś. - myślał. Ten dzień zapowiadał się na wyjątkowy, bo jego szef powiedział, że Lope może sobie zrobić wolne. Chłopak zdjął uniform i zamiast tego włożył swoje zwyczajowe ubranie - krótkie szorty i koszulkę V-neck. Do tego nieodłączne ciemne okulary, które w takim słońcu były konieczne. Choć większość dnia spędził przechadzając się po okolicznych terenach, które zdążył już poznać zaskakująco dobrze, to jednak później chciał zajrzeć jeszcze do rezerwatu. Skręcił trochę z trasy, by pójść na skróty. I może właśnie to uratowało życie Prudencii. Lope usłyszał ryk w niemal tej samej chwili, gdy wszedł na polanę.
- Na ziemię! - krzyknął po hiszpańsku, nie za bardzo zwracając uwagę na to, że może to być turystka, która go nie zrozumie. Krótkie rzucenie okiem na smoka pozwoliło mu błyskawicznie odgadnąć jego gatunek, płeć i wiek. Dorosły samiec, na pewno czarny hebrydzki sprowadzony z Wielkiej Brytanii. Duża blizna na boku świadczyła o tym, że to dość agresywny osobnik. Możliwe, że zajmował się jego karmieniem kilka dni temu. Widząc, jak gwałtownie zaszarżował na dziewczynę, nie wahał się. Lope wyciągnął różdżkę i wycelował w fioletowe oczy gada.
- Conjunctivitis - wypowiedział, pozwalając by strumień mocy z jego różdżki dotarł do smoka. Gad zaryczał wściekle, ale zahamował. Lope podbiegł do dziewczyny i nie ceregieląc się złapał ją mocno za ramię, by odciągnąć ją do tyłu. Byłby może delikatniejszy, gdyby nie to, że musiał skupić swoją uwagę na wielkiej bestii. Blizna przecinająca jego brew przypominała o tym, jak kiedyś przypłacił swoją głupotę. - Co ci przyszło do głowy?!
Nawet nie silił się na ukrycie złości. Obejrzał się na smoka, by dostrzec, że ten złożył skrzydła i wycofał się, wyjąc przeciągle. Na pewno mocno go zabolało zaklęcie, ale to była konieczność. Kiedy Lope przyjrzał się uważniej dostrzegł truchło krowy, częściowo rozerwane kawałek dalej. Wszystko stało się jasne. Głupia turystka wlazła tam gdzie nie powinna akurat w porze karmienia. Popatrzył na Prudencię, starając się ukryć zaskoczenie na twarzy.
- Miałaś mnóstwo szczęścia, panienko. - mruknął, chowając różdżkę. Może i przed chwilą na nią krzyknął, ale teraz był już spokojny. Nie czekając chwycił ją już spokojniej za ramię i wyprowadził daleko od smoka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Wiek : 21
Skąd : Barceona, Hiszpania
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 97
Dodatkowo : jasnowidzenie
  Liczba postów : 94
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12863-prudencia-velasquez
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12889-ta-od-wesela#346664
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12887-mr-fatum#346661
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12888-prudencia-o-velasquez#346663




Gracz






PisanieTemat: Re: biała lilia na wodzie, łza w odbiciu szyby, twarz dziadka, brzeg wyspy i smok.    Wto Lip 05 2016, 00:37

/ale super poooost *.*

I wtedy to się stało. Wtedy, w tej konkretnej chwili, w której smok z poznaczonym bokiem wylazł na polanę. Wtedy zrozumiała, że to jest ostatni z fleszy, które pojawiały się w jej snach ostatnio. I zamiast jakoś zareagować na fakt, że powinna się ruszyć, zacząć uciekać, albo bronić, ona stała z lekko uchylonymi wargami patrząc na tego masywnego stwora, który właśnie ruszał w jej stronę.
I wtedy czyjś głos wyrwał ją z tego letargu w którym się znajdowała, gdzieś jakoś z opóźnieniem zrozumiała, że tym kimś wcale nie był Bobo, który też ruszył w jej kierunku, ale po raz pierwszy, od czasu, gdy z nią był, ktoś inny ubiegł go w działaniu.
Pru jednak czuła się trochę, jakby była w transie i to nie jednym z tych, które doświadczała w ciągu swojego życia. Miała wrażenie, jakby wszystko spowolniło. A ona, zamiast, według polecenia paść na ziemię stała z zachwytem obserwując to wszystko. Po raz pierwszy w jej życiu działo się coś tak ekscytującego i przerażającego zarazem. Papa Maurico miał rację, życie poza murami jej posiadłości było piękne, przerażające w cholerę, ale tak urokliwie pociągające i nieznane. Bała się jeszcze tak, jak nigdy w życiu. Przenikliwy ryk, który dobiegł z pyska smoka wynikł na najgłębsze głębiny jej ciała kompletnie ją paraliżują. Mogła tylko stać i patrzeć. Patrzeć jak ten nieznajomy dosłownie w kilka chwil przegania smoka, po to tylko, by za chwilę bezceremonialnie odciągnąć do tyłu. Bobo nawet nie protestował. W tej chwili stał z uniesioną różdżką, by w razie czego wspomóc tego nieznajomego, pozwalając mu na działanie i chyba dochodząc do wniosku, że lepiej zostawić to jemu, gdyż wyglądał na człowieka, który wiedział co robi.
Co jej przyszło do głowy? Zmarszczyła leciutko brwi zastanawiając się nad odpowiedzią na to pytanie. Już nawet uchyliła lekko wargi, jakby zbierając się do wypowiedzi, jednak zamknęła je po chwili, nie mając żadnej sensownej odpowiedzi. Nic nie przychodziło jej do głowy. Zazwyczaj po prostu gdzieś szła, albo robiła coś, przepełniona przeczuciem, że to dobry kierunek działania. /i choć dla wielu osób brzmiało to wręcz idiotycznie, ona dobrze wiedziała, że dobrze robi. Świadczyłby chociaż o tym fakt, że wielka bestia była ostatnią częścią z jej nocnych wizji.  I zaraz potem uświadomiła to sobie. Znacie ten moment, kiedy dostajecie olśnienia, tak, jakby strzelił w was piorun. „twarz w odbiciu smoka ujawniona”. Tak długo nie mogła zrozumieć tego fragmentu swojej przepowiedni. A dziś po prostu stanęła przed nią sama. To był on. Była tego pewna, tak samo jak tego, że ziemia się kręci, a po wiośnie następuje lato.
-Ojej. - mruknęła sama do siebie kompletnie zaskoczona swoim odkryciem. Jej spojrzenie powędrowało do twarzy chłopaka, który na nosie miał okulary przeciwsłoneczne. Pozwoliła się mu prowadzić z zastanowieniem lustrując jego twarzy, wydymając przy tym lekko usta, jak zawsze gdy nad czymś myślała. Bobo ruszył w ich kierunku, jakby chcąc uwolnić ją spod jego dotyku, Pru tylko powstrzymała go dłonią, ruszył więc w milczeniu za nimi.
Zatrzymali się, a nieznajomy zwrócił się do niej. Pokręciła lekko głową, jakby żeby zaprzeczyć jego słowom, mimo że były naprawdę logiczne i miały sens i wszystko się zgadzało. Pru dobrze wiedziała, że wszystko, co się właśnie dzisiaj zdarzyło nie miało nic wspólnego ze szczęściem. Uniosła dłonie, którymi przesunęła ciemne okulary z nosa na czubek jego głowy, jedna z jej dłoni kompletnie niezamierzenie musnęła jego lekko szorstki od zarostu policzek.
-Tak miało się stać. - powiedziała mu tylko, po raz pierwszy posyłając w jego stronę lekki uśmiech. Uniosła dłoń i poprawiła kapelusz, który zdobił jej głowę. Cofnęła się o krok, nie dlatego, że przeszkadzała jej jego bliskość, bardziej dlatego, by nie speszyć go swoją zuchwałością, o której istnieniu wcześniej nawet nie wiedziała. - Prudencia Velásquez . - przedstawiła się, a potem machnęła dłonią w kierunku swojego ochroniarza, który standardowo znalazł jakieś drzewo o które się oparł. - A to Bobo. - dodała jeszcze, po czym zwróciła spojrzeniem do mężczyzny stojącego przed nią. - Dziękuje panie... - zaczęła tak specjalnie, nie mogąc doczekać się, by poznać jego godność
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 21
Skąd : Hiszpania, Galicja, Lugo
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 549
Dodatkowo : Kapitan Drużyny Ślizgonów
  Liczba postów : 339
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12840-lope-feliciano-mondragon#345714
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12874-ten-od-wesela#346531
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12864-buho#346290
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12875-lope-mondragon#346540




Gracz






PisanieTemat: Re: biała lilia na wodzie, łza w odbiciu szyby, twarz dziadka, brzeg wyspy i smok.    Sob Lip 09 2016, 20:45

Reakcja Prudencii na spotkanie z czarnym hebrydzkim go zdziwiła. Niewiele dziewczyn, jakie znał, przyjęłyby tak spokojnie do świadomości fakt, że o mało co, a zostałyby albo spalone na popiół albo rozerwane w smoczej paszczy. Nieznajoma wydawała się nie tylko nie odczuwać przerażenia (choć może po prostu aż tak ją sparaliżował strach), ale nawet w pewien sposób być zafascynowaną całą sytuacją. Lope, gdyby się dłużej zastanowił, też stwierdziłby, że to było dość ciekawe przeżycie, podczas którego mógł pierwszy raz użyć tego zaklęcia na smoku. Ale miał zbyt wielką świadomość tego, jak niebezpieczne było to spotkanie. Oglądał się za siebie parę razy, by upewnić się, że smok naprawdę dał im spokój, po tym jak niemiło został potraktowany. W razie jego powrotu konieczne byłoby użycie silniejszych zaklęć, a Lope nie był pewien, czy dałby sobie z nimi radę. Jutro o tym wydarzeniu będzie musiał powiadomić swojego szefa. Na razie jednak chłopak ochłonął i przestał myśleć o wielkim gadzie. Swoją uwagę skupił na dziewczynie, którą uratował. Dalej trzymał opiekuńczo dłoń na jej ramieniu, jakby gotów na odciągnięcie jej, gdy będzie trzeba. Przyjrzał jej się uważnie, taksując wzrokiem od stóp do głów. Mogła uznać, że to trochę nieuprzejme z jego strony, tak ją sobie oglądać, niemal badać spojrzeniem skrytym za ciemnymi oprawkami. Nie oczekiwał właściwie odpowiedzi na jego pytanie.
Zdjęła jego okulary, więc zmrużył lekko oczy przed słońcem. Wyraźnie poczuł to lekkie muśnięcie jego policzka, ale nie dał nic po sobie poznać. Słowa dziewczyny go rozbawiły, więc odwzajemnił jej uśmiech, unosząc delikatnie jeden kącik warg. Nie musiała się obawiać, że go speszy, Lope był równie pewny siebie.
- A więc twoim przeznaczeniem było wejść na teren rezerwatu, prosto pod nogi smoka?
- spytał pozwalając sobie na żartobliwy ton. Sam nie wiedział, czy wierzy w przeznaczenie, czy nie. Nigdy nie zastanawiał się nad tym, a teraz nawet nie przyszło mu do głowy, że dziewczyna może mówić poważnie. Choć przed chwilą był trochę zirytowany jej nieodpowiedzialnością, teraz przestał się tym przejmować. Sam w końcu robił rzeczy, których nie powinien i wtykał nos nie tam, gdzie trzeba. A ta dziewczyna wyraźnie go zaciekawiła, nie tylko dlatego, że była naprawdę śliczna, ale też zachowywała się trochę tajemniczo.
- Mondragón. - zwykle przedstawiał się swoim nazwiskiem. Tak go uczył ojciec, który zdawał sobie sprawę, jakie wrażenie wywiera ono na ludziach i jak wiele furtek może otworzyć. Lope jeszcze tego nie pojął do końca, ale szybko się orientował. - Lope. Mów mi po imieniu, panienko. - dodał, łapiąc jej dłoń, nim zdążyła ją cofnąć. Pocałował ją, utrzymując stale kontakt wzrokowy. Wiedział, jak to działa na kobiety. Rzadko kiedy miał ochotę być takim szarmanckim, ale teraz zrobił wyjątek.
Dopiero teraz dostrzegł drugiego mężczyznę, ale nie poświęcił mu więcej niż ułamek spojrzenia. Nie ciekawił go, ale spytał:
- Kto to? - zaraz po tym rzucił jej bardzo uważne spojrzenie, spoglądając głęboko w jej niebieskie oczy. Przeszedł do razu na "ty".- Nie jesteś stąd, prawda?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Wiek : 21
Skąd : Barceona, Hiszpania
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 97
Dodatkowo : jasnowidzenie
  Liczba postów : 94
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12863-prudencia-velasquez
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12889-ta-od-wesela#346664
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12887-mr-fatum#346661
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12888-prudencia-o-velasquez#346663




Gracz






PisanieTemat: Re: biała lilia na wodzie, łza w odbiciu szyby, twarz dziadka, brzeg wyspy i smok.    Sob Lip 09 2016, 21:46

Oh, nie skłamię, jeśli powiem, że i ją zdziwiła jej reakcja. Zdziwiło ją to, ile na raz odczuć i wrażeń, może trafić w jedno, ludzkie, kruche ciałko. Mnogość tego doznania wstrząsnęła nią. Nigdy wcześniej w jej życiu nie wydarzyło się nic tak ekscytującego. Znała uczucia, to nie tak, że nie. Jednak miała wrażenie, że dzisiejsze doświadczenie dopiero pokazało jej, jak bardzo stonowaną ich stronę poznała. Nawet prawie paniczny lęk, jaki odczuwała podczas burzy ledwie liznął tą barwną gamę odczuć, które otrzymała teraz. Już nawet nie ma co wspominać o smoku, który sam w sobie był stworzeniem pięknym. Przerażającym i pięknym, ale jednocześnie w jakiś sposób dostojnym i dumnym. Wcześniej miała szansę oglądać smoki tylko i wyłącznie w jakiś marnych miniaturkach, lub na zdjęciach w podręczniku. Była prawie pewna, że babka Nora i ojciec nie zrobili dokładnego researchu przed wysłaniem jej tutaj. Co najmniej jedno z nich zeszłoby na zawał, albo zejdzie, bo możliwe, że Pru w swojej (nie)wspaniałomyślności opowie o tym zdarzeniu, gdy usłyszą, że na wyspie znajdował się rezerwat smoków. Odniosła wyrażenie, jakby wybrali miejsce pod względem liczby mieszkańców nie patrząc na resztę, ale, to w sumie nawet na jej korzyść.
Czuła jego spojrzenie na sobie już wtedy, gdy kawałek ją odprowadził, a jego nos nadal zdobiły okulary. I wcale jej ono nie przeszkadzało. Wręcz przeciwnie, podobała jej się ta uwaga, którą otrzymywała, zwłaszcza, że większość osób w szkole zawsze szeptało o niej po kątach, a faceci unikali jej jak woda ognia, widać ciągnącego się za nią lub obok Bobo, lub któregoś z braci. To dlatego często czuła się samotna mimo że otaczało ją tyle osób.
Ah i podobał jej się jego dotyk. Sprawiał, że czuła się bezpiecznie, choć dopiero przed chwilą go poznała. Była spokojna. Dokładnie tak, jakby przed chwilą wcale nie spotkała się twarzą twarz z wielką bestią a z miłym i uroczym kociakiem. Ale dziwna aura jakby wyrwania z rzeczywistości i jednocześnie trwania w niej towarzyszyła jej od zawsze.
-Wychodzi na to, że właśnie tak panie Mondragón. - odpowiedziała mu swobodnie, przekręciła lekko głowę w lewo a w jej wielkich niebieskich ślepiach zatańczyły wesołe ogniki. Jednocześnie jej ton miał w sobie z prześmiewczego. Nie, nie prześmiewczego, to zdecydowanie zbytnio negatywnie nacechowane słowo. Brzmiał tak, jak rozbawiona i zadowolona matka, której maluch w końcu pojął jakąś nad wyraz oczywistą rzecz, a ją samą przepełnia duma z tego powodu.
Kącik jej ust drgnął lekko ku górze, razem z brwią w czasie, gdy obserwowała ten prawie wymarły już zwyczaj. Pozwoliła złapać się za dłoń i ją pocałować. Jemu pozwoliłaby na wszystko, wiedziała to już dziś.
-To Bobo.- pośpieszyła z wyjaśnieniem, nawet nie zerkając w stronę mężczyzny, który założył dłonie na piersi, a jego poza zdecydowanie sprawiała wrażenie jakby nic nie było w stanie go zainteresować - Mój ochroniarz.-dosłownie na ułamek sekundy na jej twarzy pojawił się grymas, jak za każdym razem, gdy przyznawała się do tego, że jakiś goryl za nią chodzi. Ludzie czasem brali ją z tego powodu za ważną, choć ważna wcale nie była -Jestem prawie pewna, że albo mnie nie znosi, albo uwielbia mi robić na złość nie chcąc ze mną rozmawiać. -dodała jeszcze, jakby to było bardzo istotna sprawa, a przecież nie była. Chyba. Znaczy była dla niej, ale co to miało interesować Lope'a?- Kiedyś wyduszę z niego jakieś zdanie o większym znaczeniu. - dodała jeszcze. Bo naprawdę miała taką nadzieję. Chociaż miesiąc za miesiącem mijał i wcale się na to nie zapowiadało.
Pokręciła głową na jego ostatnie pytanie skierowane w jej kierunku. I dopiero teraz odwróciła od niego wzrok i przeniosła go na otaczającą ich zieleń. Obróciła się wokół własnej osi unosząc spojrzenie ku koronie drzew, przez które prześwitywały promienie słońca. - Nie, ale podoba mi się aura tego miejsca. Wydaje się być ciepłe. - mówiłam już, że z Pru była dziwaczka? Jeśli nie, to właśnie teraz to mówię. Nie raz używała do określenia czegoś słów i zwrotów pozornie do tego nie pasujących. Potrafiła powiedzieć, że coś jest inspirujące, albo tętniące życiem, chociaż nikt, poza nią nie potrafił tego dostrzec.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 21
Skąd : Hiszpania, Galicja, Lugo
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 549
Dodatkowo : Kapitan Drużyny Ślizgonów
  Liczba postów : 339
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12840-lope-feliciano-mondragon#345714
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12874-ten-od-wesela#346531
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12864-buho#346290
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12875-lope-mondragon#346540




Gracz






PisanieTemat: Re: biała lilia na wodzie, łza w odbiciu szyby, twarz dziadka, brzeg wyspy i smok.    Wto Lip 19 2016, 08:09

Lope całe życie balował jak chciał i kiedy tylko chciał. Potrafił spędzić kilka tygodni, szwendając się od jednej imprezy na drugą. Brał wszystko, co mu podstawiali pod nos, nie mając nawet pojęcia, czy to uzależnia czy nie. Kac był jego drugim przyjacielem już od bardzo dawna. Nie liczył już nawet, ile razy go okradziono, kiedy stracił przytomność na imprezie. Rodzice i tak dawali mu mnóstwo pieniędzy. O wiele więcej, niż potrzebował. A co sam Lope miał do powiedzenia na temat swojego postępowania? Szczerze, to nic go to nie obchodziło. Zniszczy sobie ciało czy nie, uzależni się od narkotyków czy nie, dostanie raka płuc czy nie. Wszystko straciło sens mniej więcej w czasie, kiedy stracił siostrę. Siedem miesięcy spędził na niszczeniu sobie życia, ale jego organizm postanowił dać sobie samemu kopa w tyłek. Teraz jedyne co mogło budzić w jego wyglądzie zastrzeżenia to mocno podkrążone oczy. Pracował bardzo silnie nad tym, by dopiec rodzicom na wszelkie sposoby, ale z ciałem wygrać mu się nie udawało. Dopiero zaczynając studia, przestało mu już aż tak zależeć.
Może dlatego tak zainteresował się tą młodą kobietą. Pragnął w życiu jakiejś odskoczni, może czegoś nowego? Stracił nie tylko siostrę, ale i przyjaciółkę, a wraz z nią i najlepszego przyjaciela. Nie miał już nikogo, kto by się dla niego liczył. Sam także wiedział, że świat o nim zapomniał. Patrząc teraz na Prudencię czuł się dziwnie. Jakby miał świadomość, że los daje mu jeszcze jedną szansę. Nie wiedział tylko, czy może temu zaufać. Na razie ostrożność brała górę.
- Wystarczy po prostu Lope. - aktualnie nazwisko zbyt mocno kojarzyło mu się z ojcem. Na jego myśl zaś ręka sama leciała do różdżki. Nie mógł się wyciszyć ani opanować w pełni emocji, wciąż wytrącony był sytuacją ze smokiem. Potrzebował chwili, by jego twarz stała się w pełni maską, pokazującą tylko te emocje, które on sobie zażyczy by pokazywała.
Lope bystro spostrzegł, że dziewczynie podoba się okazywana jej uwaga. Kompletnie go to nie zdziwiło, wręcz nawet nie zastanawiał się nad tym dłużej. Kobiety zawsze się do niego kleiły, choć on nigdy nie interesował się romansami. Miał parę dziewczyn, ale do żadnej nie czuł nic wielkiego. W szkole zawsze skupiał swoją uwagę na Quidditchu, co liczyło się dla niego cholernie mocno. Poza tym która dziewczyna zechciałaby takiego łobuza, który nie raz i nie dwa ląduje pijany gdzieś w szafie? Lope nie grzeszył odpowiedzialnością, toteż nie dziwił się, że żadna nie chce go do stałego związku.
- Wygląda na mięśniaka. - skomentował, przyglądając się teraz Bobo uważniej. To dość niecodzienne zjawisko, by za jakąś panną chodził ochroniarz, prawda? W Lope na nowo obudziła się ciekawość. Przypomniał sobie, że jego ojciec chciał kiedyś przydzielić jakiegoś goryla do opieki nad Reyną, ale ta ostro wybiła mu to z głowy. Powrócił wzrokiem do Prudencii, oceniając ją jednocześnie i myśląc, czy sama miałaby w sobie tyle hartu. Widocznie nie, bo ochroniarz ciągnął się za nią, a ona sama nie wyglądała jakby była z tego powodu wyjątkowo szczęśliwa.
- Nie chce ci nawet powiedzieć, dlaczego nie zamierza z tobą rozmawiać? - uniósł lekko jedną brew w górę. Znał paru takich milczących typków. Sprawiali często wrażenie tępych osiłków, a tak naprawdę potrafili całkiem nieźle i sprytnie myśleć. - No cóż, skoro on jest złem koniecznym... - wywrócił teatralnie oczami, maskując jednocześnie uśmiech. Podszedł do mężczyzny i wyciągnął do niego prawą dłoń. Na jednym z palców zabłysnął jego sygnet kupiony za grube pieniądze przez ojca. Jak sam stwierdził "Każdy Mondragon musi jeden posiadać". Lope nosił go z przyzwyczajenia. - Obiecuję, że nie zrobię niczego złego tej panience.
Kto wie, o co mu właściwie chodziło i dlaczego to zrobił. Zupełnie jakby sugerował, że to nie będzie ich jedyne spotkanie i dlatego chciał uprzejmie zapoznać się z mężczyzną. Ciekawiło go też, czy Bobo mu odpowie, czy też dalej będzie milczał jak głaz. Ewentualnie rzuci jakimś krótkim słowem albo skinieniem głowy. Dopiero potem zwrócił ponownie ku pięknej dziewczynie. Choć cała jej postać wydawała mu się teraz jedną wielką tajemnicą, zapragnął ją rozwiązać. W końcu lubił wyzwania.
- Oczywiście, że jest ciepłe. Jak wszystko w Hiszpanii. - odparł łagodnie, jakby tłumaczył coś komuś, kto pierwszy raz przyjechał do tego kraju. Może i tak było z nią? Mówiła w tym języku bardzo płynnie i bez obcego akcentu, ale kto wie.
- Przejdźmy się. - zaproponował nagle i zbliżył się do niej, by podać jej ramię. Miał ochotę zabawić się w dżentelmena. Wskazał drogę pomiędzy rzadką roślinnością, która wiodła na plażę.

mógłby być dłuższy, ale jeszcze byś narzekała Cool
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Wiek : 21
Skąd : Barceona, Hiszpania
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 97
Dodatkowo : jasnowidzenie
  Liczba postów : 94
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12863-prudencia-velasquez
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12889-ta-od-wesela#346664
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12887-mr-fatum#346661
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12888-prudencia-o-velasquez#346663




Gracz






PisanieTemat: Re: biała lilia na wodzie, łza w odbiciu szyby, twarz dziadka, brzeg wyspy i smok.    Wto Lip 19 2016, 11:16

Jakże różna od siebie była ta dwójka czarodziejskich bytów. Z jednej strony był człowiek wolny, oddany tylko sobie, nieogarniony przez przyziemne problemy. Z drugiej strony była Pru, która pieniądze od ojca skrzętnie odkłada. Nie dlatego, że chciała, bardziej dlatego, że nie miała z nimi co robić. Od zawsze pilnowana i kontrolowana na każdym kroku, przypominała trochę z pozoru niegroźne, jednak dzikie, zwierzę, zamknięte w klatce i wstawione jako wizytówka do salonu.
Z zainteresowaniem obserwowała jego twarz. Zdawać by się mogło, choć na pierwszy rzut oka mocno tego nie widać, że Lope wiele w sobie skrywał. Nie zamierzała jednak naciskać ani wydrapywać informacji. Była cierpliwa. Życie nauczyło ją już, że wprawione raz w ruch koło przeznaczenia zatrzymać było ciężko.
Zaś co do uwagi, którą zyskała od niego i którą sama mu poświęcała, jak mogłoby się stać inaczej? Już dziś wiedziała, że los splótł ich ze sobą nie bez powodu, choć młody Mondragon. I choć panienka Valasquez kobietą o twarzy urodziwej była to na flirtowaniu, czy też romansach znała się tyle ile wyczytała w książkach, nie mając okazji żadnego przeżyć na własnej skórze. Statyczna była bardziej w tym swoim podziwie dla jego urody i charakteru i cierpliwa była, bo wiedziała że i tak będzie jej.
I choć może zarówno i wygląd, jak i stonowane postępowanie Pru, mogło kogoś w bład wprowadzić miała ona w sobie wiele z żywiołowości, która zazwyczaj drzemała w ludziach hiszpańskiej krwi. Czasem jednak, wykończona wizjami, raczej decydowała się na bierny, niż czynny udział w atrakcjach. Co do Bobo, niech pan Mondragon nie sądzi, że obyło się bez sprzeczek i tygodniowych kłótni. Obarczenie kogoś "opiekunkę", było z puntu widzenia Prudencii niczym innym jak brakiem wiary w jej odpowiedzialność. Z drugiej jednak strony zdawała sobie sprawę, że mieć kogoś, kto złapie ją po jednej z dziennych wizji mieć powinna, a wręcz nawet musi. Zgodziła się więc wtedy na ochroniarza, choć bardzo niechętnie.
Lope podszedł do Bobo, a Pru choć nie zadawała sobie z tego sprawy wstrzymała oddech. I nawe teraz patrząc na to z perspektywy czasu kompletnie nie wiedziała dlaczego, ponieważ Bobo zmierzył mężczyznę zza swoich okularów przeciwsłonecznych, a potem skinął głową i podał mu dłoń. Zaraz! Chwila. Czy Pru się wydawało, czy kącik jego ust drgnął leciutko ku górze. Jeśli tak, to był to zdecydowanie spory postęp.
-Ciepłe bardziej jak, gdy przypominasz sobie miłe wspomnienie, niż gdy omawiasz stan pogodowy. - wyjaśniła mu spokojnie nadal zadzierając głowę ku górze i obserwując promienie przedzierające się przez koronę drzew. - To miłe uczucie. - stwierdziła jeszcze, jakby to było ważnym elementem całej wypowiedzi, która bardziej zdawała się kompletnie niepasującymi do siebie zdaniami.
-Chętnie. - odpowiedziała mu, odwracając spojrzenie oglądanego obiektu i skupiając spojrzenie znów na nim. Złapała do pod ramię i pozwoliła się prowadzić miedzy roślinnością na wyspie. - Co pana sprowadza, na tę mało zaludnioną wysepkę? - zapytała autentycznie ciekawa jego odpowiedzi.

ja nie narzekam Ing face
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 21
Skąd : Hiszpania, Galicja, Lugo
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 549
Dodatkowo : Kapitan Drużyny Ślizgonów
  Liczba postów : 339
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12840-lope-feliciano-mondragon#345714
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12874-ten-od-wesela#346531
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12864-buho#346290
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12875-lope-mondragon#346540




Gracz






PisanieTemat: Re: biała lilia na wodzie, łza w odbiciu szyby, twarz dziadka, brzeg wyspy i smok.    Wto Sie 02 2016, 18:29

Gdyby Lope tylko wiedział o tym, jakie jest życie tej uroczej panienki. Gdyby wiedział, może inaczej spojrzałby na swoje. Miał wolność, ale jej nie doceniał. Wręcz odrzucał od siebie wszystko, co dostawał. Pieniądze miały dla niego tak niewielkie znaczenie, że nie obchodziło go to, czy wyda danego dnia zaledwie dziesięć galeonów czy tysiąc. Gorzał w nim zbyt wielki gniew, zbyt wielka chęć niszczenia i kaleczenia. Tylko dzięki jego opanowaniu umiał wszystko zdusić tak, by nie wybuchnąć, gdy temperatura wzrośnie zbyt wysoko. A ostatnio stale się podwyższała. Ucieczka na wyspę stała się nieunikniona.
Prudencię postrzegał teraz jako swoje kompletne przeciwieństwo. Jej spokojna natura działała na niego w dość dziwny, ale przyjemny sposób. Jakby przejmował od niej tę subtelną, wyciszoną energię, która sprawiała, że czuł się nawet... dobrze. Zaskoczyło go to. Nic dziwnego, że zapragnął zatrzymać ją przy sobie na dłużej, by zaczerpnąć tego uczucia jeszcze więcej. I miał ochotę się uśmiechać, bo widział, że tej dziewczynie podoba się ten uśmiech. Gdy to odkrył, poczuł się jeszcze dziwniej. Robił coś dla innej osoby. Bezinteresownie. Niesamowite.
Bobo najwyraźniej nie był przeciwko jego towarzystwu. Zresztą nawet, gdyby miał, Lope i z tym by sobie poradził. Może zrobił dobre wrażenie, ujarzmiając tego smoka. Rozbawiła go myśl, że teraz będzie mógł się przechwalać przyjaciołom, że jest Pogromcą Smoków. W każdym razie wdzięczność tej panienki w zupełności satysfakcjonowała chłopaka. Może i lubił, gdy łechtano jego ego, jednak czasami wcale nie przeszkadzał mu brak komplementów. Doskonale znał swoją wartość i tak.
- Jakie wspomnienie przypomina ci ta wyspa? - spytał, próbując złapać jej spojrzenie, ale przeszkadzało mu słońce. Dobrze, że zgodziła się na spacer. Z jednej strony chciał ją zatrzymać na dłużej, z drugiej zależało mu też, by odejść dalej od rezerwatu. Jeszcze jakiś pracownik by ich dostrzegł i Lope miałby niezłe kłopoty. Nie sądził, by ta wyspa budziła w nim jakieś miłe wspomnienia. Owszem, podobało mu się tu, zwłaszcza że miała w sobie niezwykły urok i tętniła prawdziwym pięknem... Ale w tej chwili nie potrafił jakoś mocniej się nią zachwycić. Milczał, idąc powoli, dopóki nie zadała pytania.
- To i owo. - odparł, na początku chcąc uciąć na tym, ale zorientował się, że to nie byłoby zbyt uprzejme. - Powiedzmy, że smoki interesują mnie bardziej niż powinny. - dodał więc, zastanawiając się czy zrozumie, co ma na myśli. - W różnym sensie.
Nie przerywając spaceru, podwinął rękaw lewej ręki, by mogła zobaczyć na jego barku tatuaż smoka ziejącego ogniem. Dobrze pamiętał zrobienie każdego ze swoich tatuaży. Ten wykonał w wieku szesnastu lat, gdy wraz z Reyną umówili się, że zrobią sobie taki sam. Kiedy Lope to sobie uświadomił, zasłonił szybko rękawem ramię.
- Nieważne. A ty, Pru, jeśli mogę tak się do ciebie zwracać? Przybyłaś tu w celach turystycznych? A może na ten ślub, który ma tu się odbyć za kilka dni? - przechadzając się po ścieżce, wskazał jej głową na sylwetkę kościoła daleko w górze. Słyszał, że często ludzie biorą tu śluby i podobno jakiś ma się odbyć... Ale on tu jedynie pracował, nie obchodziły go żadne wesela.
- Próbowałaś, jak ciepła jest tu woda? - jego wzrok utknął w błękicie wód, podmywających piasek na plaży. Ciekawiło go, czy zinterpretuje to jako propozycję.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Wiek : 21
Skąd : Barceona, Hiszpania
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 97
Dodatkowo : jasnowidzenie
  Liczba postów : 94
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12863-prudencia-velasquez
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12889-ta-od-wesela#346664
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12887-mr-fatum#346661
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12888-prudencia-o-velasquez#346663




Gracz






PisanieTemat: Re: biała lilia na wodzie, łza w odbiciu szyby, twarz dziadka, brzeg wyspy i smok.    Nie Sie 28 2016, 21:32

Nie należało porównywać się do innych. Ale jednocześnie można było wiele nauczyć się z obserwacji i problemów osób innych, czasem nawet nam nie znanych. Czasem nawet nie doceniamy, jak mamy dobrze. A może inaczej, nawet nie wiem, jak źle mieć możemy. Ale Prudencia starała się nie narzekać ludzkość cierpiała tragedie, niektórzy nie mili nic, nie miała więc prawa narzekać na to, że nie czuła się wolna, tak po prostu nie należało robić.
Nie musiała się wyciszać, nie musiała opanowywać swoich emocji, życie nie doświadczyło jej wieloma złymi próbami. Spokój i jakieś dziwne przyzwolenie na to, by los kierował jej życiem wedle ustalonego planu towarzyszyła jej od zawsze. Coś majestatycznego kryło się w jej pozie i ruchach, choć sama nie zdawała sobie z tego sprawy.
Bobo nie miał nic do powiedzenia w kwestii z kim spędzała czas. Właściwie to i tak nie udało jej się wydobyć z niego nigdy jakiejś wyraźniejszej reakcji, więc zobaczenie go kręcącego nosem na jej towarzysza z pewnością sprawiłaby jej nie małą radość.
Zerknęła na niego pozwalając by ich spojrzenie spotkały się, a potem przymknęła lekko oczy wystawiając twarz ku słońcu. Przez chwilę milczała.
-Moją pierwszą wizytę nad oceanem. Dzieci wykopały dół niedaleko brzegu, do którego wpadła meduza. Była piękna, a jednocześnie złapana w zabójczą pułapkę. Uratowaliśmy ją razem z dziadkiem. – zakończyła opowieść nie wdając się w szczegóły, jednak widać było że to wspomnienie przywołuje radość, ale jednocześnie też nostalgię, smutek i tęsknotę za utraconym człowiekiem. Zerknęła na ramię prezentujące tatuaż i przez chwilę mierzyła go zainteresowanym spojrzeniem. Gdy opuszczał rękaw położyła dłoń na jego dłoni przytrzymując ją chwilę.
-Nie chowaj. – poprosiła, ale w jej wypowiedzi brzmiało coś, co świadczyło o tym, że nie prosi tylko o to, by nie zasłaniał tatuażu. Jakby pod jej słowami kryło się coś większego, coś dotyczącego całej jego postaci.
-Ojciec z babką wybrali to miejsce na moje pierwsze samodzielne wakacje. – wytłumaczyła spokojnie, jakby to było coś normalnego, że członkowie rodziny wybierali miejsca, w które pojedziesz. Sama odwróciła wzrok w stronę błękitu wody. Przez chwilę patrzyła na nią marszcząc. – Jakoś nie wpadł mi do głowy ten pomysł. – przyznała szczerze. Dziwną była istotą by nie skorzystać z kąpieli w miejscu, które było nią otoczone.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: biała lilia na wodzie, łza w odbiciu szyby, twarz dziadka, brzeg wyspy i smok.    

Powrót do góry Go down
 

biała lilia na wodzie, łza w odbiciu szyby, twarz dziadka, brzeg wyspy i smok.

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Biały Port
» Avatary
» Hamaki na drzewach
» Świnka skarbonka Białego skrzydła
» Magical Girl Aisha

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
retrospekcje
-