IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Domek sypialniany 11

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 19
Skąd : Rosja, Syberia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 2895
  Liczba postów : 1672
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8036-zilya-nikolaevna-fyodorova
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8073-syberyjska-dzikuska#225025
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8071-syberyjska-sowka#225017
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8067-zilya-fyodorova




Administrator






PisanieTemat: Domek sypialniany 11   Nie 10 Lip - 12:58


Domek sypialniany 11


Tym razem czarodzieje na swój użytek otrzymują kompleks domków umieszczonych na drzewach. Każdy domek jest piętrowy. Na jego górnym poziomie znaleźć możemy pięcioosobową, przestronną sypialnię, utrzymaną w jasnych kolorach. Duże łóżka otoczone moskitierą nie tylko zapewniają odrobinę prywatności, ale chronią przed owadami, których na tym kontynencie nie brakuje.
Na dolnym poziomie można znaleźć dużą łazienkę, oraz mały taras z mostem prowadzącym do kolejnych domków. Widoki są stąd niezapomniane, a bliskość lasu i drzew sprawia, że w ciągu dnia nie tylko mogą do nas zawitać zaciekawione małpy, ale i różnobarwne, egzotyczne ptaki.
Dodatkowo każdy domek wyposażony jest w magiczny świstoklik, którego użycie powoduje przeniesienie do miasteczka oddalonego o paręnaście kilometrów. Czego chcieć więcej?  


Lokatorzy:

Axel Rogers
Ellie Dunphy
Ben Rogers
Amy Rogers
Destiny Rogers
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Skąd : Sydney, Australia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 207
  Liczba postów : 242
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12923-benjamin-rogers#347675
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12926-jedna-wielka-chodzaca-czekoladowa-zaba?nid=7#347701
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12928-listy-benia#347689
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12929-ben-rogers#347723




Gracz






PisanieTemat: Re: Domek sypialniany 11   Pon 11 Lip - 23:19

Ben nie szczególnie się nadawał do roli przewodnika, ale to własnie jemu przypadło zadanie znalezienia domku numer jedenaście. Mimo swoich wewnętrznych obaw znalazł go bez większego trudu, ale po drodze rozglądał się jak urzeczony. Bo zobaczył małą małpę zwisającą z jednego drzewa i tak wyszło, że się w niej zakochał. Oczywiście w przenośni, bo zwierzęta nie były w jego typie.
W każdym razie, po znalezieniu domku, otworzeniu drzwi i wejściu z kuframi, swoim i Ellie (nie przyjmował sprzeciwów, musiał zachować się jak dżentelmen, przynajmniej w stosunku do niej. Destiny i Amy sobie jakoś poradzą. Poza tym, był jeszcze Axel, nie?) zaczął się rozglądać po wnętrzu. Na dole łazienka, taras i schody.
- Idę na górę! - powiedział z szaleńczym wręcz uśmiechem. Wbiegł po schodach, prawie się wywalając w połowie przez dwa kufry. Widząc tę superową sypialnię, aż otworzył usta z wrażenia.
- Na brodę Merlina! - powiedział zachwycony. - Aż mi się zachciało spać! - uśmiechnął się od ucha do ucha i walnął się na pierwszym lepszym, wielkim łóżku. Torby były gdzieś tam na podłodze. Nawet nie wiedział gdzie je położył, bo wygodne łóżko było ważniejsze. Ben od czekolady i owoców wolał tylko spanie. I czytanie. Czytanie nawet przed spaniem, ale w tej chwili, widząc te łóżka z moskitierą były tak cudowne. W tej chwili niesamowicie żałował, że miał mały pokój w domu w Londynie. No ale tam miał plakaty Armat z Chudley na każdym kroku, prawda? Tylko tego mu brakowało tutaj, w Kolumbii.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Sydney, Australia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 141
  Liczba postów : 170
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12922-axel-rogers
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12924-krol-rogersow
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12925-listy-lisciki-axela
http://czarodzieje.my-rpg.com/f113-kuferki




Gracz






PisanieTemat: Re: Domek sypialniany 11   Pon 11 Lip - 23:30

Cóż, Axel był zbyt leniwy, żeby wyjść na przód - jako najstarszy - i znaleźć ich domek. Uznał, że Ben bardziej się do tego nada, a jeżeli by coś zepsuli to mógłby zwalić na niego winę! Ach, nie ma to jak młodszy braciszek.
No więc szli sobie spokojnie, spacerkiem, taszcząc za sobą swoje kufry. On, Amy, Destiny, Ben i Ellie. Wężykiem. Podziwiali nowe, nieznane widoki i zachwycali się wyglądem domków. Każdemu z nich spodobało się to co widzieli i chyba wszyscy drżeli na myśl, co ich czeka w Kolumbii.
Podczas drogi, gdy Benjamin zachwycił się małpką, Axel nie mógł powstrzymać się od komentarza, że jest podobny do tego zwierzęcia. Co z tego, że potem nie mógł powstrzymać ataku śmiechu. Ignorował nawet rozdrażnione spojrzenie Bena.
Sytuacja z Amy nieco zelżała; Axel powoli zaczynał jej ufać, a ona mogła się poczuć przy nim jak dawniej. Po jakimś czasie wyrównali kroki i znów wyglądali jak dwupak, który ludzie dostawali kilka lat temu.
Rogersi i Ellie weszli do nowego domku. Axel wtaszczył swój kuferek na górę i zostawił przy wolnym łóżku, a widząc, że Amy męczy się ze swoim bagażem, parsknął cichym śmiechem.
- Och, no daj to już, sieroto - powiedział i odebrał od niej kufer, po chwili robiąc to samo z Destiny. W końcu, gdy znalazł się na górze, rozejrzał się po pomieszczeniu. Wiedział, że zdecydowanie mu się tutaj spodoba. Uśmiechnął się do siebie pod nosem, po czym spojrzał na Benny'ego, który walnął się na łóżko. Axel nie wahając się długo, rzucił się na niego, przygniatając młodego całkowicie.
- Całkiem wygodne łóżka - zaśmiał się, a po chwili krzyknął równocześnie z Amy. - Rodzinna kanapka! - Spojrzał na nią z zaskoczeniem, bo nie mieli takiej sytuacji od kiedy tylko pamiętał. Nadal nie złaził z Bena, a co.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 19
Skąd : Peel, Wyspa Man
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 81
  Liczba postów : 105
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12952-eleanor-nessa-dunphy
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12954-it-all-comes-to-an-end
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12953-ser-stefan#347963
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12955-eleanor-nessa-dunphy#347967




Gracz






PisanieTemat: Re: Domek sypialniany 11   Wto 12 Lip - 0:01

Ellie właśnie wróciła z cudownego rejsu ze swoim ojcem, więc naprawdę bez różnicy jej było, kto pójdzie pierwszy, o ile tym kimś nie była ona i wcale a wcale nie zamierzała protestować, kiedy Ben zabrał się za jej kufer. Ręce niemalże jej odpadały po całodziennym pilnowaniu steru i była przeogromnie wdzięczna przyjacielowi.
Swoją drogą, dziwnym trafem znowu trafiła do rodzinki Rogersów i przez najbliższe półtora miesiąca miała mieszka z nimi w domku. Nie miała nic przeciwko, ale podejrzewała, że powoli będą mieli jej dosyć, bo najpierw spędziła u nich tydzień, a teraz to. Nie ma co, są sobie przeznaczeni.
Oczywiście, przed wyjazdem do Kolumbii przeczytała na jej temat mnóstwo książek i już wiedziała, czego najbardziej się obawiać, co trzeba zobaczyć i czego trzeba spróbować. A chciała spróbować wszystkiego (może oprócz kokainy) i zobaczyć jak najwięcej się da!
Domki były niesamowite, bardziej wypasiona wersja jej ogródkowego domku na drzewach, który już zdążyli z ojcem wybudować, żeby mogła tam przechowywać książki. Weszła do środka za Amy, rozglądając się po wnętrzu i od razu pokochała miejsce, w którym będą mieszkać. Z tarasu rozpościerał się niesamowity widok, a sypialnia była wprost nieziemska!
- Ale tu niesamowicie! - Ledwo zdążyła rzucić torebkę na jedno z łóżek, a już Rogersi postanowili stworzyć żywą kanapkę na Benie. Oczywiście, nie ociągając się ani chwili, wskoczyła na Amy, tworząc ludzką sałatę. Biedny Benny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Sydney, Australia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 116
  Liczba postów : 134
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13004-amanda-rogers?nid=2#349434
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13018-fat-amy
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13019-listy-amy#349439
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13020-amy-rogers#349441




Gracz






PisanieTemat: Re: Domek sypialniany 11   Wto 12 Lip - 0:34

Wlokła się za nimi okropnie, starając się co jakiś czas wyrównywać chód. Oczywiście nie zostawała kilometr w tle, różnica wynosiła zaledwie dwa metry, ale to zawsze coś. Nie żeby jej się nie chciało, bo była strasznie, ale pozytywnie nastawiona na tę wycieczkę. Jednak lenistwo jest w genach i to dość niedalekich, bo trzymała się całkiem blisko Axa, powoli dreptając. Widoki po drodze były piękne i aż chciała wziąć kartkę, aby przenieść to co widzi na papier, ale chyba zostałaby uduszona przez resztę, za zatrzymanie ich grona na przynajmniej dwie godziny, żeby mogła w miarę szkic zrobić i później dopracować. Zatrzymała swoje zapędy na szczęście.
Od jej powrotu nie minęło duża ilość czasu, ale miała wrażenie, że wszystko powoli, stopniowo, wraca do normy. Jej relacja z Axelem poprawiła się, co było widać. Wracali starzy bliźniacy, Rogersi kombo - ona taka mała i ona niczym wieża o dwadzieścia centymetrów wyższa, która szła obok niej. Czasami tylko mogła myśleć "na brodę Merlina, jak on urósł". Teraz wypadało wnieść na górę swój kuferek, za co zaczęła się zabierać, ale po chwili usłyszała głos swojego bliźniaka.
- O dziękuje łaskawy Janie. - Spojrzała na niego spod byka i chętnie oddała mu bagaż, żeby samej ze spokojem się wdrapać. - Zaprezentuj swoje bicki, może Neptuna zobaczy - zaśmiała się cicho i uważnie przyglądała się bratu, czekając na jakąś reakcję. Nie powiedział jej wprost, że dziewczyna mu się podoba, ale... widziała to? Czuła? W każdym razie była w osiemdziesięciu procentach pewna, że trafiła.
Weszła na piętro, które było wręcz piękne. Jasne kolory, cudowny taras, a z niego jeszcze piękniejszy wygląd. Niczym w raju - czego można chcieć więcej? Takich widoków nie można zobaczyć na co dzień, a są zdecydowanie lepsze od deszczowego Londynu. Ba, nie do porównania!
- Rodzinna kanapka! - rzuciła w tym samym momencie co Axel, co było dziwne. Widząc jego zaskoczoną minę, wzruszyła lekko ramionami, żeby zaraz z rozpędem rzucić się na dwóch braci, przed przypadek - a może i nie przypadkowo - wbić lekko łokieć w plecy starszego. - Wygodne? Nie czuję, bo za to wy jesteście strasznie twardzi. - Co w sumie powinno im pochlebić, bo to oznaczało, że hej, przypakowali! Nie dość, że kurdupelki wyrosły, to jeszcze nabrały masy! Zaraz jednak poczuła coś na swoich plecach i położyła policzek płasko na plecach Axa. - Czuję się jak szynka, pomiędzy inną, podobną szynką i sałatą - wymamrotał, ale jej to nie przeszkadzało, bo zaraz zaśmiała się, na tyle, ile pozwalało jej wzięcie oddechu do klatki piersiowej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : London
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 331
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 537
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9533-neptune-leighton
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9536-all-in-blue#265618
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9535-tryton#265610
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9537-neptune-leighton




Gracz






PisanieTemat: Re: Domek sypialniany 11   Wto 12 Lip - 1:21

Pewnie, że Tuna cieszyła się na wakacje. Zwłaszcza podobał jej się fakt, że przez większość czasu owiane były one tajemnicą. A do tego Hogwart nigdy nie zawodził. Kolumbia?! O panie, ale świetnie! Ale i dziwnie jednocześnie. Bo wlazła do swojego domu i mimo, że był piękny, to siedziała w nim sama przez jakieś pół godziny. Niby Czarek miał być z nią w jednym pokoju, ale jakoś go gdzieś po prostu wywiało. I tak postanowiła, że sama nie będzie wiedziała.
Poza tym, bardzo jej było i mocno smutno, że jej nie przypadło w udziale łóżko tym samym miejscy co reszta Rogersów. Znaczy, nie to, że ona Rogersem była, ale czuła się jak jeden z nich. Zresztą, jak mogłaby się inaczej czuć, jak nawet ich rodzice traktowali ją jak własną córkę, to samo zresztą tyczyło się ich domu. Więc wiedzą, w którym dokładnie się domku stołują wyszła ze swojego i normalnie ruszyła do ich. Jednak to, co tam zastła zdecydowanie ją zaskoczyło. Znaczy ludzka kanapka była naprawdę kusząca. Więc nie wiele myśląc puściła się biegiem i już po chwili leżała na nich wszystkich. Dokładnie. Ale coś jej się nie zgadzało. I na chwilę ją wcięło. Bo pod Ellie była Amy. Ta Amy. Amy Rogers. Zlazła prawie od razu. Dosłownie może z kilka sekund wrzuciła na nich swój ciężar, by potem zejść i obejść całą górą dookoła.
-Amy. - mruknęła i trudno powiedzieć, czy było to przywitanie, czy wyrzut, bo to był pierwszy raz, kiedy ją spotkała od jej powrotu. (Co prawda wiedziała, albo nie, że przybyła, zależnie od tego, co powiedział jej Alex, ale niech będzie, że jej powiedział w rezerwacie). I choć z jednej strony cieszyła się na jej powrót, tak z drugiej nie mogła jej wybaczyć, że zniknęła na dwa lata. Już nawet nie przez wzgląd na siebie, a na resztę Rogersów. I niech nie myśli, że pójdzie jej tak łatwo z nią jak z resztą. To ona widziała każdego z nich jak cierpi po jej stracie.
-W ogóle Dunphy, chyba m`usieli jakoś zrównoważyć ilość gryfonów w tym domku. W sumie biadoliłabym, że to powinnam być ja. Ale odpuszczę, jak weźmiesz Bena na randkę. - odpowiedziała uśmiechając się jednocześnie uroczo i wrednie w tym samym momencie. I naprawdę, z pozoru nie było w tym nic, poza chęcią zwykłego dokuczenia tej dwójce, jedak w praktyce, trafiła idealnie, czyż nie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Skąd : Sydney, Australia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 200
  Liczba postów : 247
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13026-destiny-rogers
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13037-destiny#349765
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13038-destiny#349767
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13039-destiny-rogers#349775




Gracz






PisanieTemat: Re: Domek sypialniany 11   Wto 12 Lip - 1:37

Destiny bardzo się cieszyła z powodu wyjazdu na wakacje. Nie mogło być inaczej- Rogersi zawsze trzymali się razem. Wątpiła by było przypadkiem to, że do domek też będą wspólnie dzielić. To naprawdę było przeznaczenie. Cieszyła się również z powodu, że Ellie będzie z nami. Dla niej nie liczyło się ile czasu z nimi spędza, dla niej zawsze to za mało. Jej zawsze będzie wszystkiego za mało, ale czyż to nie jest prawda?
Szła dość szybko za Benem, który oglądał się na wszystkie strony. Miał swoją i Ellie walizkę. Widocznie bardzo lekkie (nadal nie sądziła, żeby braciszek miał więcej siły niż rok temu czy nawet dwa) no albo rzucił na nie jakieś zaklęcie. Miała go już popchać i powiedzieć żeby szedł. W pewnym momencie przyszło jej do głowy, żeby nawet wyprzedzić czy coś, ale nie było możliwości. Szli gęsiego. Jeden za drugim. Podziękowała starszemu bratu kiedy pomógł jej wnieść walizkę. Rozejrzała się dookoła. Było tutaj naprawdę pięknie. Chciała wyjrzeć jeszcze na taras, ale cóż... rodzina wzywa. Jak kanapka to kanapka! Rzuciła się na wszystkich zgniatając. Nawet usłyszała jak łóżko zgrzytnęło.
- Nie przytyłam wcale!- powiedziała naburmuszonym głosem i zaczęła się śmieć, w ten sposób wydało się, że jest jeszcze cięższa. Cóż, wakacje naprawdę zapowiadają się super, czyż nie? Nie miała jeszcze zielonego pojęcia co będzie robić dokładnie. Mogła się założyć,że Ben ma kufer pełny książek. Hm.. nie była też pewna czy krukonka nie ma jakiejś książki. Czy oni naprawdę myśleli, że będą tutaj czytać? Uważajcie, bo Destiny wam na to pozwoli. Przyszli tutaj się bawić więc nie będą mieli szans na to nawet jeśli przypadkiem dziewczyna coś "pożyczy".
- Ja tam nie narzekam na wygodę. Trochę wysoko, ale chyba Benowi jest całkiem wygodnie, co?- szczerze to współczuła bratu. nie dość, że pomógł nieść te walizy to cała rodzinka się na niego rzuciła. Miała wrażenie, że te łóżko zaraz się zawali. Ale to nie byłby pierwszy raz przecież. I oto kolejny dowód, ze Rogersi się kochają. Może i między nią i Amy nadal nie było najlepiej, ale próbowała to zmienić. Minęło sporo czasu, ale już powoli zaczynała się przyzwyczajać, że jest z nimi. I w chwili kiedy już miała zejść wpadła Tuna i się rzuciła. Nie spodziewała się tego! Miała być na samej górze, ale nie trwało to długo, bo odskoczyła jak oparzona. To ją zasmuciło. Przed chwilą było tak radośnie, a atmosfera szybko się popsuła. Czuła to po prostu.
- Tak, jestem za. Niech biedak ma jakąś nagrodę. Przyda się, zwłaszcza kiedy tutaj jest tak niesamowicie!- powiedziała ostrożnie się podnosząc. Nie chciała usiać i dopiero wtedy wstać bo połamałaby wszystkim kości, ale tego nie chciała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Skąd : Sydney, Australia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 207
  Liczba postów : 242
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12923-benjamin-rogers#347675
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12926-jedna-wielka-chodzaca-czekoladowa-zaba?nid=7#347701
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12928-listy-benia#347689
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12929-ben-rogers#347723




Gracz






PisanieTemat: Re: Domek sypialniany 11   Wto 12 Lip - 2:27

jeden wielki chaos ale jest noc, ja już nie kontaktuję XD 

Cóż, na uwagę Axela o tym, że niby jest podobny do małpy, zacisnął żeby, że nie wyparować z czymś typu Idź łapać smerfy, Gargamelu. Za dużo mugolskich bajek w dzieciństwie, za dużo.  - Ja może i jestem podobny do małej kapucynki, ale ty za to przypominasz goryla. - powiedział w końcu, idąc przez całą dalszą drogę urażony i dumny prawie jak jego własna sowa.
Będąc już w domku i leżąc spokojnie na łóżku z zamkniętymi oczami, uśmiechnął się błogo, niczego się nie spodziewając. - Tak to ja mogę ży... - nie zdążył dokończyć, bo poczuł jak ktoś się na niego rzuca. O nie - pomyślał zrozpaczony. - Robią rodzinną kanapkę... wystarczyło, że Axel na niego skoczył i Ben już wiedział, że ma ładnie mówiąc przesrane. Za Axem wskoczyła Amy, na Amy rzuciła się Ellie, na nią znów Destiny. Gdy już Ben - cały czerwony i obolały, nie potrafiący nic powiedzieć Ben - myslał, że męka się skończyła, ktoś jeszcze się rzucił na sam wierzch udając pomidora. - O kur...czaczek pieczony na rożnie. - wyjąkał, powstrzymując się przed przeklęciem, bo tak brzydko i nieładnie przeklinać w towarzystwie rodziny i przyjaciół. - Nienawidzę Was. - niemalże wysyczał przez zaciśnięte zęby. Musiał mocno zaciskać szczękę, żeby nie jęknąć z bólu, bo jednak... Razem ile ważyli? Ponad sto kilo na pewno! Gdyby się uprzeć to można by nawet twierdzić, że ponad 200, a jednak Ben nie był aż tak silny, aby wytrzymać pod naporem ich wszystkich. Jednak dzielny chłopak z niego był i udało mu się jakoś wytrzymywać. Co prawda łóżko się pod nimi uginało. On sam czuł, że jego kości się powoli uginają pod ciężarem całej tej wesołej ferajny. Jego oczy sie przeszkliły od łez, twarz była już niemalże sina i nie mógł też zaczerpnąć oddechu, chociaż wciąż wytrzymywał. No błagam, przecież on był taki drobny chłopak! Tylko 173 wzrostu, szczupły choć mięśniami się mógł pochwalić. Ale wciąż nie był jakimś wielkim bykiem, który w dodatku jest niezniszczalny. Jak Ten X-men, Collossus. Taa, jak był młodszy to mama mu załatwiła kilka mugolskich komiksów, które nawet wziął ze sobą. Wziął też gitarę i ukulele. Ukulele zmieściło się do kufra, gitara niestety nie. Ale wracając do tego jego powolnego zdychania. Nagle, gdy było odrobinkę lżej, bo Tuna zeszła, a Dest zaczęła się podnosić nabrał z niemałym trudem powietrza, bo goryl Axel wciąż prawie całego go zasłaniali wgniatał w materac, usłyszał słowa Tuny a później Deski. Na tyle na ile było to w ogóle możliwe zmarszczył brwi i znowu nabrał powietrza w gniecione płuca. Miał takie dziwne wrażenie, że zaraz dozna krwotoku wewnętrznego i ktoś będzie musiał wzywać magomedyka. - Co... Jaka... randka... My się... Tylko przy... jaźnimy. - znowu zacisnął usta, próbując ich z siebie zrzucić, ale mu się nie udało. - Nagrodą będzie... naprawienie... Mojego pęknię... tego mostka i... złamanych... żeber. - musiał robić odstępy między wyrazami, bo czuł się jak po naprawdę ostrym biegu w maratonie. Słabiutko Ben, słabiutko. Chyba, żeber mu nie połamali, ale czuł się tak obolały jak nigdy. No ale co się dziwić. Chyba nikt drobny i szczupły nie wytrzymałby bez żadnego szwanku pod naporem piątki nastolatków. Nagle zaczął mieć mroczki przed oczami i wyglądał tak jakby za chwile miał zemdleć. Jeszcze raz, słabnąc spróbował się przekręcić, ale poczuł ból w prawym nadgarstku. Miał nadzieje, że nic wielkiego się nie stało. Mimo wszystko jęknął z bólu, bo naprawdę był na skraju wytrzymałości. Był pewien, że jeszcze chwila, a straci przytomność. Biedny Benny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Sydney, Australia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 141
  Liczba postów : 170
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12922-axel-rogers
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12924-krol-rogersow
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12925-listy-lisciki-axela
http://czarodzieje.my-rpg.com/f113-kuferki




Gracz






PisanieTemat: Re: Domek sypialniany 11   Wto 12 Lip - 17:42

Prawdopodobnie szykowały się najlepsze wakacje w ich życiu. Nie dość, że byli w rodzinnym gronie, to w dodatku będą tutaj ich przyjaciele. Na samą myśl ile jest miejsc do zwiedzenia, Axel miał ochotę rzucić wszystko i wybiec z domku. Naprawdę świetnie było się wyrwać z bliskimi z deszczowego Londynu i zobaczyć inne zakątki świata. Axel lubił Ellie, ba, nawet gorąco szipował ją ze swoim młodszym braciszkiem, więc nie miał najmniejszego problemu z tym, że miała mieszkać razem z nimi. Wieczorami na pewno będzie zabawnie, kiedy wszyscy będą znajdywać sobie zajęcie. Chyba wszyscy traktowali Dunphy i Leighton jako członkinie rodzin; tak często przyjeżdżały do domu Rogersów, że stało się to ich normalnością.
- Nie ma za co - rzucił w stronę siostry z rozbawieniem. - Ale nie przyzwyczajaj się. Dzisiaj mam wyjątkowo dobry humor to dlatego - zaśmiał się i szturchnął Amy w bok. Dopiero komentarz na temat Tuny sprawił, że Axe spojrzał w inną stronę.
Już wszyscy zaczęli go o to podejrzewać. W tej rodzinie po prostu nie dało się mieć sekretu, bo wszyscy z łatwością cię rozgryzali. Cóż, Axel nie miał jak na razie planów, żeby komukolwiek powiedzieć o swoich uczuciach do Leighton, nawet jej samej, bo ona raczej się niczego nie domyślała.
Kiedy Amy rzuciła się na nich, wbijając Axelowi łokieć w plecy, chłopak jęknął, mamrocząc pod nosem “weź ten łokieć, dziewczyno”.
- Ty jesteś taką szynką - mruknął, kiedy oparł podbródek na głowie Bena. Biedny chuderlak będzie musiał trzymać całą kanapkę. Ciekawe czy przyjechała z nimi jakaś uzdrowicielka, tak w razie co. Nie minęła nawet chwila, kiedy i Ellie rzuciła się na Amy, Axel zaczął się śmiać, powodując, że dziewczyny na nim zadygotały.
- Dzięki Ellie - rzucił. - Teraz muszę wąchać włosy Bencia - jęknął.
Axel usłyszał kolejne kroki, więc zmarszczył brwi, zastanawiając się kto do nich przyszedł. Przekręcił głowę na bok, żeby spojrzeć na Neptune, która zmierzała w ich stronę. Jego twarz automatycznie się rozświetliła. Sam wcześniej czuł lekki zawód, że nie została przydzielona do ich domku. Wtedy jak na zawołanie rzuciła się Destiny i Neptunka. Po prostu świetnie, ktoś powinien im zrobić zdjęcie.
- Ej, chyba słyszę jak Benowi pękają kości - powiedział Axel i dosłownie sekundę później dostał takiego ataku śmiechu, że zwalił wszystkich z siebie, a potem sam spadł na ziemię, nadal śmiejąc się sam do siebie jak obłąkany. Po chwili jego głowa wysunęła się z nad kanapy i spojrzał na Destiny z rozbawieniem. - Mówiłaś coś innego, kiedy zjadałaś drugą porcję ciasta dyniowego mamy - rzucił, gdy ta wspomniała o tym, że przytyła.
Szatyn stanął na równe nogi i spojrzał na Benny’ego.
- Och, zachowaj się jak mężczyzna - żachnął się. - Znając życie i tak przed końcem dnia wymkniecie się gdzieś we dwójkę. Randka, spotkanie wychodzi na to samo. - Wzruszył ramionami. - Neptune, jak chcesz to podzielę się łóżkiem, ale będziesz musiała spać bez koca. Przykro mi. - Uniósł kącik ust, patrząc na przyjaciółkę z rozbawieniem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 19
Skąd : Peel, Wyspa Man
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 81
  Liczba postów : 105
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12952-eleanor-nessa-dunphy
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12954-it-all-comes-to-an-end
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12953-ser-stefan#347963
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12955-eleanor-nessa-dunphy#347967




Gracz






PisanieTemat: Re: Domek sypialniany 11   Wto 12 Lip - 18:23

Uwielbiała tę zwariowaną rodzinkę! Szczególnie teraz, kiedy byli już w komplecie i Alex już trochę ochłonął. Bo szczerze mówiąc, chyba on potrzebował najwięcej czasu na przyswojenie sobie tego, że jego bliźniaczka wróciła. Ellie i Ben od razu ucieszyli się jak dzieci. Ale w sumie Dunphy się mu nie dziwiła, w końcu nie codziennie ni stąd ni zowąd znika ci bliźniaczka, która nie daje znaku życia przez dwa lata.
Nessie całkiem wygodnie leżało się na Amy, chociaż ta była trochę koścista i wbijając Alexowi łokcie, przy okazji obrywała i sama Dunphy. Deska nie należała do najcięższych, więc tu też nie było jakiegoś mega problemu. Po prostu mogła sobie wygodnie leżeć, opierając głowę o plecy Amy i marząc o papierosie na tarasie. Serio, dawno by już to zrobiła, gdyby nie ta szalona kanapka, ale jakoś jej się z drugiej strony nie spieszyło. Zaczynała podejrzewać, że przejmuje od bliźniaków pod nią ich lenistwo.
Oczywiście, że Ellie miała ze sobą książki! Żałowała tylko, że tak mało, ale co zrobić, wakacje rządzą się swoimi prawami. Za każdym razem niemal płakała, kiedy musiała zostawić swoje dzieci tak daleko od niej, co z niej za matka?
- Dobrze, że jestem sałatą. Przynajmniej wiem, z czego jestem zrobiona. – Szczerze, odetchnęła z ulgą, bo nie chciałaby być jakimś ketchupem czy szynką, nigdy nie wiadomo, co się za tym kryje. – Nie ma za co, Axel!
Nagle poczuła na sobie większy ciężar, więc stęknęła, próbując odwrócić głowę, co niestety nie było możliwe. Ani konieczne, bo poznała głos Tuńczyka z chwilą, w której się odezwała. Szkoda, że ona nie mogła być z nimi w domku, byłoby jeszcze cudowniej, jak za dawnych czasów, kiedy wszyscy spędzali wakacje u Rogersów.
- Myślę, że ryba byłaby już w tej sałatce przesadą, kochana! – Chciałaby pokazać Krukonce język, ale nie potrafiła wystarczająco wygiąć szyi, żeby to zrobić. Kiedy Axel zaczął się śmiać, wszyscy jak jeden mąż spadli z braci i Ellie boleśnie wylądowała na podłodze. I chyba dobrze się stało, bo Benny nie brzmiał za ciekawie, a przecież nie chciała go udusić, z kim by wtedy konie kradła? Podniosła się powoli do pionu, wzdychając jak stara babcia i oparła się o ramię Tuny. Jakoś ją to wszystko wymęczyło.
Tylko wtedy, kiedy zrobimy z niej podwójną randkę i wybierzecie się z Axelem z nami. – Poruszyła sugestywnie brwiami, bo jak Kuba Bogu, bez kitu. Oczywiście, nigdy nie poszłaby z Bennym na randkę. Raz była z nim na balu i nadal jest dziwnie, kiedy któreś z nich o tym przez przypadek wspomni. – Tylko żeby z tego waszego wspólnego nocowania nie było dzieci!
Podeszła do łóżka i usiadła przy Benie, bo trochę ją zmartwiło to, że przyjął na siebie sporo kilogramów, więc ani trochę się nie dziwiła, że wyglądał na zgniecionego.
- Benny, wszystko w porządku? Nie idź w stronę światła, okej?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Sydney, Australia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 116
  Liczba postów : 134
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13004-amanda-rogers?nid=2#349434
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13018-fat-amy
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13019-listy-amy#349439
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13020-amy-rogers#349441




Gracz






PisanieTemat: Re: Domek sypialniany 11   Wto 12 Lip - 22:59

Cóż, dwa lata jej nie było, co i pewnie dużo przegapiła chyba w każdym możliwym etapie życia. Tutaj wszystko szło dawnym pędem, była co prawda czwórka dzieciaków, ale pewnie Ellie i Tuna godnie zapełniały tę pustkę spowodowaną jej ucieczką. To było smutne, ale Amanda mogła jedynie obwiniać samą siebie. No i tego ślizgona. Teraz zostawało jej nic innego jak nadrobić straconych braków i ogarnąć życie w Londynie oraz to, co zaszło w ostatnim czasie. Chłopcy wprowadzili ją w parę tematów, parę dowiedziała się przypadkiem, jak to na przykład Axel wydał Bena na Pokątnej, że zarywa do jakiejś dziewczyny, którą okazała się być Dunphy, a potem wyszło, że bliźniak robi maślane oczy do Tuny i... no i kibicowała im! Jak by nie mogła! W końcu obydwie dziewczyny były super kandydatkami. A ona potwierdzenie tych słów widziała w ich zachowaniu. I pewnie w ciągu wyjazdu zobaczy to nie jeden raz.
Słysząc jakiś cichy mamrot Axela, tylko wywróciła oczami i z chęcią jeszcze - z czystej miłości, oczywiście - wbiłaby mu przypadkowo ten łokieć, ale chyba wolała nie minusować i nie słyszeć przez kolejne dwa dni wołania do siebie per Amanda, bo chyba dostałaby na łeb. Nie, już po tygodniu słyszenia tego zwrotu powstrzymywała się przed komentarzami, ale teraz mogłaby zabić. Mogłaby, ale tego nie zrobi, żeby nie było, no np. choćby śladów krwi czy tam chociaż trupów!
- Skoro ja jestem szynką, to ty też nią jesteś - zauważyła. Bliźniacza szynka i to pewnie dobra, a jeden plasterek na kanapce byłby bez smaku, czyli z serii jak wymyślić reklamę na sprzedaż produktu. Może byliby dobrą wędliną?
Po niedługiej chwili kolejny ciężar spadł i poznała dopiero po głosie. Kolejne niezręczne spotkanie? Chyba miała ich na pewien czas dosyć, ale jak tu nie przywitać się ze starą koleżanką? Chciała odwrócić lekko głowę czy coś, ale miała to mocno utrudnione, więc machnęła po boku ręką, jakby to miało oznaczać jakieś przywitanie, czy coś podobnego do tego.
- Tak mam na imię. Hej, Neptuna. - Przełożyła głowę na drugi policzek i akurat miała dobry wgląd na dziewczynę. Uniosła tylko lekko kąciki ust. A jak ona na nią zareaguje? Po jej minie nic nie zwiastowało, żeby na razie było okej.
- Biedny Benny. Damy mu jakieś ziółka na poprawę samopoczucia - parsknęła. Zielarstwo nadal było jej ulubionym przedmiotem, więc pewnie by coś znalazła idealnego dla młodszego braciszka. Coś regenerującego czy coś. Tylko ze sobą całego sklepu zielarskiego nie miała, więc może musiałby najpierw iść na łowy do tej dziczy, bo może a nóż znajdzie się to tutaj. Sturlała się również na podłogę i oparła się plecami o bok łóżka. Przysłuchiwała się całej rozmowie przez chwilkę, żeby w pewnym momencie uśmiechnąć się pod nosem, na tekst o dzieleniu łóżka. Spojrzała na siedzącego obok brata i chciała zignorować, przemilczeć, ale szturchnęła go łokciem, rozszerzając uśmiech.
- Wydaje mi się, że i kocem byś się bez problemu z Tuną podzielił. - Zaśmiała się cicho i przeniosła wzrok z brata na dziewczynę. Kurcze, nie chciała robić jakiś złych atmosfer, dlatego jedną z jej misji na ten wyjazd było poprawienie relacji z Leighton. Chyba zacznie sobie to powoli wszystko spisywać, ech...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : London
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 331
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 537
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9533-neptune-leighton
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9536-all-in-blue#265618
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9535-tryton#265610
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9537-neptune-leighton




Gracz






PisanieTemat: Re: Domek sypialniany 11   Sro 13 Lip - 0:25

Kto nie lubił Rogersów? Pewnie znaleźli się i tacy, ale byli po prostu głupi, tej familii nie dało się nie lubić. To samo zresztą można było o Dunphy powiedzieć. Leighton traktowała ją też jak członka rodziny, spędzali ze sobą mnóstwo czasu i większość wakacji, także wszyscy znali się prawie na wylot. Oczywiście, że najmocniej i najlepiej znała Axela, ale resztę znała całkiem dobrze i oni też ją znali, a przynajmniej tak myślała.
-Ryba nigdy nie jest przesadą. - odpowiedziała krukonkce spoglądając na nią kompletnie rozbawiona. Uniosła brwi ku górze na kolejne słowa Ellie i złapała spojrzenie Axela. Przez chwilę tak, może nawet zbyt długą mierzyła go spojrzeniem. Odchrząknęła, mając nadzieję, że nikt nie zwrócił uwagi na jej przydługie spojrzenie w którym oceniała jego zdolności do randkowania, a potem poczęstowała przezornie słodkim uśmiechem Ellie. - Oczywiście kochana, Axel na bank nie ma nic przeciwko podwójnej randce. - powiedziała, nawet nie wiedząc ile w tym prawdy jest. Przecież nadal nie miała zielonego pojęcia, że podoba się swojemu przyjacielowi, bo skąd niby miała to wiedzieć? Przecież jej to trzeba było takie rzeczy wypisać na kartce i wtłuc do głowy. Bo ona to ślepa była na jakieś subtelne przekazy w tej kwestii. Na propozycję Axela zaklaskała w dłonie uradowana mocno i nawet przysiadła obok niego na chwilę, by potem zerknąć na Ellie z uniesioną brwią. Jakie dzieci znowu? Przecież mieli tylko z sobą spać, a to opcjonalne było i tak, bo w końcu Tuna powiedziała. - W sumie mam Czarka w domu, nie będzie tak źle. Jak coś to przylecę do was. - odpowiedziała i zawiesiła swoje spojrzenie na każdym z obecnych. Ponownie zatrzymując się na Ellie by tylko pokręcić głową na jej wzmiankę o dziecku i ruszyć dalej, a potem jej spojrzenie padło na Amy, którą tak mierzyła wzrokiem, jakby nadal nie mogąc po prostu puścić w niepamięć jej zniknięcia. A jej komentarz, który tylko zaserwowała do Axela, mimo, że nie miał w sobie nic uszczypliwego, ani złego w zamiarze mocno ją rozsierdził. Niby jakim prawie wysnuwała w ogóle jakiekolwiek wioski. Nic o nich nie wiedziała. Każdy z nich zmienił się w ciągu tych dwóch lat. Ona też się na pewno zmieniła. A wracała tutaj i zachowywała się, jakby nic się nie stała. Tuna tylko zerknęła znów na Axela i jakby kompletnie nieświadomie zacisnęła dłoń na jego nadgarstku, jak zawsze, gdy był obok, a coś sprawiało, że zaczynała tracić nad sobą kontrolę. Jej włosy zamigotały różnymi odcieniami, a końcówki zabarwiły się na czerwono, nawet tego nie zauważyła. Zaciskając tylko mocniej dłoń na jego nadgarstku.
-A nie Amanda? - zapytała złośliwie. Trochę chyba ją zaczynało ponosić. Nie chciała być psują atmosfery, ale naprawdę mocno nie potrafiła zrozumieć, czemu Rogersy tak po prostu zachowywali się jakby nic się nie stało, a przecież stało się bardzo wiele. Wzięła głęboki wdech, a potem go wypuściła. Puściła też nadgarstek Axela, mając nadzieję, że nikt nie zauważył jej uścisku, bo każdy skupił się na jej migoczących włosach. Oby, pozostawało jej tylko mieć nadzieję.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Skąd : Sydney, Australia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 200
  Liczba postów : 247
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13026-destiny-rogers
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13037-destiny#349765
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13038-destiny#349767
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13039-destiny-rogers#349775




Gracz






PisanieTemat: Re: Domek sypialniany 11   Sro 13 Lip - 1:46

Na słowa Axela trochę się zarumieniła. Faktycznie, tak ostatnio mówiła, ale haloo to było ciasto dyniowe mamy. Kiedy ostatnio jedli coś zrobionego przez matkę?! Czasami tęskniła bardziej za jedzeniem niż za domem. Chociaż gdyby to powiedziała na głos to by dostała od nich na bank. Lubiła jeść i co zrobić?! Nawet często jedzenie miała przy sobie. Miała nadzieję, że nikt do jej kuferka nie zajrzy! Zdziwiliby się co tam ma schowane! Przyjrzała się jak tylko kanapka się rozwaliła i zrobiło jej się smutno. A tak ładnie było... Miała cholerną ochotę to powtórzyć. Zwłaszcza kiedy Ben już leżał zwarty i gotowy. No ale cóż, biedak nie wyglądał najlepiej. Popatrzyła teraz na Axela i pokręciła głową.
- To było dawno temu i ty mi dopiero teraz wypominasz?!- nie wytrzymała i wybuchnęła śmiechem. Nie potrafiła nigdy się złościć na rodzeństwo. Przynajmniej do tej pory się nie zdarzyło specjalnie. Bywały sprzeczki i tak dalej, ale to jak w każdej rodzinie, czyż nie?!
To prawda. Zmienili się wszyscy przez te dwa lata. Nie tylko zewnętrznie, ale zmiana zaszła przede wszystkim w środku. To dobrze, prawda? Dorośleli. Zyskali wrogów, a jeszcze więcej przyjaciół. nie ma co ukrywać- ich rodzinę lubi naprawdę dużo osób. Mimo, że byli zwariowani i nie każdy był idealny. A tak szczerze? To zazdrościła im tej randki. Sama miała cholerną ochotę wyjść gdzieś z kimś. Zwłaszcza, że tutaj wcale nie było brzydko. Jednak tego już nikt z obecnych się nie dowie. Dusiła to w sobie naprawdę głęboko. I obiecała, że nigdy nie wyjdzie to na jaw, ale czy na pewno? Kiedyś Deska im jeszcze pokaże na co ją stać, ale na razie nie miała jak, niestety.
Na łóżku razem z Benem siedziała Ellie. Musiała przyznać, że naprawdę byliby słodcy. Oh, będzie musiała z nim naprawdę porozmawiać. Nikt nie mówi, że będzie łagodnie, ale nie zamierzała tego robić przy wszystkich. Nie była taka. Popatrzyła na Neptune. Zauważyła, że mało brakowało, już dużo nie wytrzyma, wiedziała to. I te włosy. Chciała odwrócić uwagę, były wakacje ludzie! Rzuciła się na krukonkę i ją mocno przytuliła.
- Twoje włosy! Nigdy jeszcze nie mogłam doprowadzić ich do takiego stanu.- włosy i tak z pewnością każdy z zebranych zauważył. Chciała pomów, a wyszło jak zawsze. Nic się nie zmieniło więc zrobiła kilka kroków w tył, aż w końcu podeszła do łózka na którym siedziała dwójka zakochańców. Wyciągnęła różdżkę i przysiadła z drugiej strony chłopaka.
- Chcesz Ben to mogę ci pomóc. Chcesz bym cię uleczyła?- zaproponowała. Wszyscy chyba tutaj obecnych wiedzieli jaka to była beznadziejna w leczeniu. Już nie raz nie udało jej się uleczyć kogoś. Nie dość, że nie udawało się to sprawiała, że było jeszcze gorzej. Ben nie raz już to poczuł na własnej skórze. Jednak była zawsze zwarta i gotowa. A ziółka? To zdecydowanie jej by się przydały. - Oj, nie daj się prosić. Obiecuję, że  zrobię to szybko i tym razem na pewno się uda!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Skąd : Sydney, Australia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 207
  Liczba postów : 242
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12923-benjamin-rogers#347675
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12926-jedna-wielka-chodzaca-czekoladowa-zaba?nid=7#347701
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12928-listy-benia#347689
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12929-ben-rogers#347723




Gracz






PisanieTemat: Re: Domek sypialniany 11   Sro 13 Lip - 16:10

- Masz coś... Do moich... włosów? One są... idealnie miękkie... jak owieczka... - wydusił z siebie i zacisnął znowu zęby. Na kolejne słowa brata o tym, że słyszy jak pękają mu kości, pokręcił tylko głową na tyle, na ile mu rodzinna kanapka pozwoliła. uwagę o zachowaniu się jak mężczyzna zignorował, bo miał ochotę piszczeć jak Amy, gdy widzi pająka.
Gdy wszyscy już dali mu sposób, odetchnął z niewyobrażalna ulgą. W końcu mógł odetchnąć i jakoś żyć! Bo wcześniej był bliski śmierci. Dobra, przesadzam. No ale Ben był typową panikarą i zawsze wszystko wyolbrzymiał w czym w sumie swój udział miała jego wyobraźnia, która czasami mogłoby się wydawać, że jest zbyt wybujała.
Ben tak leżał na tym łóżku i pewnie reszta mogła sądzić, że chciał jeszcze więcej tej rodzinnej kanapki, ale prawda była taka, że musiał chwilę odpocząć. Odetchnąć, nacieszyć się bajecznym tlenem wprost z Kolumbii i dżungli. W końcu kto wie, czy Axel znów się na niego nie rzuci, marudząc przy tym na jego włosy, które były przecież super! Miękkie, delikatne, pachnące! Czego chcieć więcej od włosów? A no tak, żeby były chociaż lekko kręcone. Ben spełniał wszystkie wymagania idealnych włosów. Co prawda kręciły mu się tylko, gdy były dłuższe i zawsze po spaniu. Praktycznie, gdy się budził, od razu pędził do łazienki, żeby się uczesać i pozbyć się tych lekkich loczków. W każdym bądź razie, lekko podniósł się dopiero słysząc słowa Ellie.
- Ależ Eleonor, tyś jest mym światłem w tunelu! - chyba ta rodzinna kanapka siadła mu poważnie na mózg. Albo przygrzały mu promienie słoneczne, przedzierające się przez szary w gałęziach, między liśćmi. Sam nie wiedział czemu to powiedział, ale od razu po wypowiedzeniu tych jakże kiczowatych słów, zapragnął żeby Axel znowu wgniótł go w materac. Tak, żeby się chłopak udusił. I nie musiał tłumaczyć z tego tekstu przed wszystkimi w domku. Prawie całym rodzeństwem, najlepszą przyjaciółka w której się podkochiwał i przez przyjaciółką w której podkochiwał się jego starszy o dwa lata brat. - Ugh. Będę miał teraz uraz do kanapek. - powiedział, podnosząc się z trudem do pozycji siedzącej. Od razu tego pożałował, bo zakręciło mu się w głowie, ale całkiem szybko minęło to niezbyt przyjemne uczucie. Nie chciał się wtrącać w potyczkę między Amy, a Tuną, więc tylko je obserwował, mrużąc lekko oczy. - Tuńczyku, twoje włosy! Zawsze chciałem zobaczyć jak zmieniają kolor! - a jednak marzenia się spełniają, yaay! Radujmy się wszyscy, albowiem Benjamin Rogers spełnił jedno ze swoich idiotycznych marzeń, które nie miały żadnego wpływu na jego charakter, życie czy świetlaną przyszłość! Gdy Destiny zaproponowała mu pomoc, otworzył oczy najszerzej jak potrafił, niemalże z namacalnym przerażeniem i gwałtownie pokręcił głową tak, że ta go aż zabolała.
- Nie, nie, nie! Nie potrzebuję twojej pomocy, wszystko ze mną w porządku! Nigdy nie było lepiej, poważnie! - powiedział, rozmasowując sobie nadgarstek, w którym mu coś wcześniej strzyknęło. Na całe szczęście nie czuł jakiegoś wielkiego bólu, więc nie mogło to być złamanie. - Już wolę słuchać zawodzenia Axela pod prysznicem, niż pozwalać ci się dobrać do moich kości z tą... tą różdżką twoją. Nie. - właściwie, to Benowi podobał się głos Axa, ale przecież tego nie przyzna, nie? To byłoby co najmniej chore! Przecież starszy brat był ogólnie be i fuj, jak mógł w ogóle tego goryla podziwiać?!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Sydney, Australia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 141
  Liczba postów : 170
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12922-axel-rogers
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12924-krol-rogersow
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12925-listy-lisciki-axela
http://czarodzieje.my-rpg.com/f113-kuferki




Gracz






PisanieTemat: Re: Domek sypialniany 11   Czw 14 Lip - 20:00

Na początku Axel był zaskoczony słowami Ellie. No hej, on tu próbuje umówić brata na super niezapomnianą randkę życia, a jego przyjaciółka takie kontrataki daje! Na szczęście Neptune była zaraz obok niego i mogli wymienić te długie spojrzenia, którymi nie raz porozumiewali się bez problemu.
Kolejne słowa Leighton sprawiły, że Ax uśmiechnął się szeroko do Bena i Elki.
- No właśnie. Nie mam najmniejszego problemu, żeby pójść na podwójną randkę - powiedział, unosząc brew, jakby właśnie rzucał wyzwanie swojemu braciszkowi.
Dzięki Bogu, że Tuńczyk jeszcze niczego nie zauważył. Choć nie ukrywał, że to dziwne, zważywszy na te sugestie, sarkastyczne docinki, które cały czas leciały w jego stronę od bliskich. Uwzięli się na nim, no cholera! A dobrze wiedzą, że ma problem z mówieniem co czuje. Szczególnie dziewczynie, którą znał od młodego i którą jakiś czas temu uratował z rezerwatu, ale to już można przemilczeć.
- Ach, Norbert - mruknął chłopak z niezadowoleniem. Znaczy nie miał nic do Czarka, ale trochę irytowało to, że Tuna często trafiała na niego akurat. Co z tego, że był zazdrosny... Nie. Nie był.
Axel ściągnął brwi, a po chwili znów się rozpogodził; w końcu nie chciał, żeby ktokolwiek z jego rodziny podejrzewał, że jest zazdrosny. Bo nie jest.
Okej, Axel wybaczył Amy. Minęło dużo czasu, aż otwarcie to przyznał, ale nie ufał jej tak bardzo jak kiedyś. Ona też zdawała sobie z tego sprawę, dlatego starała się jakoś to naprawić. On po prostu pozwalał jej odkupić winy. Każdy z nich w ciągu dwóch lat zmienił się i sam Ax to widział; zauważył jak zmienił się Benny, Destiny lub Charlie. Tylko Amy wydawała mu się taka sama... Stara dobra Amanda.
Kiedy Neptuna zacisnęła dłoń na nadgarstku szatyna, ten od razu spojrzał na jej rękę. Już wiedział, że coś jest nie tak, bo często robiła to, gdy coś nie grało. Axel spojrzał na jej włosy, których końcówki zamigotały na czerwono.
- Hej, spokojnie - wyszeptał w jej stronę, kiedy wszyscy skupili się na jej kosmykach.
Gdy jej złość na chwilę minęła i puściła jego nadgarstek, poczuł ukłucie żalu.
- Dziwisz się? - zaśmiał się, kręcąc głową z dezaprobatą. - Destiny, wszyscy wiemy, że masz słabość do wypieków mamy. - Uśmiechnął się szeroko.
Axel przysłuchiwał się ich rozmowom w milczeniu, zastanawiając się nad kilkoma sprawami. Dopiero słowa Destiny skierowane do Bena nieco go ożywiły.
- Jak możesz odrzucać jej pomoc!? - zapytał z oburzeniem. - D. pokaż mi swoje umiejętności, chętnie zobaczę co umiesz. Ben jest świetnym manekinem do ćwiczeń, polecam serdecznie, Axel Rogers.
Po chwili Ax skoczył na równe nogi i żachnął się, łapiąc Bena za kostki.
- Kochasz mój śpiew i to jak gram, Benny - powiedział. - A teraz cierp, bo uraziłeś swojego króla. - I pociągnął go za nogi, przez co Ben spadł z łóżka.
Po chwili wrócił i schował się za Tuną, spodziewając się kontrataku.
- W sumie, nie chce ktoś może iść wieczorem do miasteczka? - zapytał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 19
Skąd : Peel, Wyspa Man
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 81
  Liczba postów : 105
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12952-eleanor-nessa-dunphy
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12954-it-all-comes-to-an-end
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12953-ser-stefan#347963
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12955-eleanor-nessa-dunphy#347967




Gracz






PisanieTemat: Re: Domek sypialniany 11   Czw 14 Lip - 22:20

Może i Amy nie było dwa lata, ale sądząc po jej komentarzu, szybko załapała, o co chodziło. I bardzo dobrze, chociaż ktoś pomagał jej i Benowi dopiec trochę Axelowi. Chociaż jakoś szczególnie jej to nie dziwiło, bo tak właśnie wyobrażała sobie bliźniaczą relację – miłość na zabój wyrażana dokuczaniem sobie w każdym możliwym momencie.
- W takim razie super. Dajcie znać kiedy. – Serio nie chciała iść na randkę z nimi. Ale już sama przez siebie wpadła w to bagno i nie mogła się już z niego wyczołgać. Przynajmniej na razie. Nie tylko ona podkopała ten dołek, bo to, co powiedział Benny wcale nie pomogło uciszyć dyskusji, którą teraz mieli. – Benny, chyba coś ci się w mózgu uszkodziło, kochany. – Pogłaskała go zmartwiona po główce, bo przecież musiało mu się coś tam poprzestawiać, żeby nazwać ją swoim światełkiem w tunelu – to określenie trochę nie pasowało do ich relacji. Nawet trochę bardzo, jakby ją zapytać. Poza tym nazwał ją Eleanor, a prosiła go milion razy, żeby tego nie robić.
Oczywiście, że zauważyła zmianę koloru włosów Tuńczyka, co więcej, doskonale wiedziała, co to oznacza i rozumiała, czemu Tuna przyjęła to spotkanie tak, a nie inaczej. W końcu to ona była najbliżej Axela, po tym, jak zniknęła Amy, to ona wiedziała, jak chłopak bardzo na tym ucierpiał. Ellie raczej cieszyła się z powrotu bliźniaczki, ale to dlatego, że Ben przyjął to z radością. Gdyby było inaczej, na pewno podzieliłaby jego zdanie, bo musiała być solidarna ze swoim najlepszym przyjacielem. Chciała jakoś załagodzić sytuację, jak zawsze zresztą, kiedy ktoś w jej towarzystwie się kłócił, ale w tym wypadku nie wiedziała, co mogłaby na to wszystko poradzić.
- Hm, może pójdziemy na papierosa, Tuna? – Nie przyszło jej nic innego do głowy, jak tylko odwlec ich pogadankę o parę chwil później, może nawet uda jej się przekonać Tuńczyka, żeby porozmawiać o tym kiedyś indziej, może nawet nigdy, hehe.
Wszyscy doskonale wiedzieli, że Deska nie ma kompletnie talentu do magii leczniczej, dlatego Ellie trochę się przeraziła, kiedy dziewczyna zaproponowała swoją pomoc. Na szczęście Ben był na tyle trzeźwo myślący, że od razu jej odmówił i dobrze, bo gdyby nie to, Nessa musiałaby panienkę Rogers jakoś od tego pomysłu odwlec. Gdyby tylko do tego wszystkiego nie wtrącił się Axel, wszystko byłoby idealnie.
- Myślę, że Benny już czuje się świetnie i nie potrzebuje twojej pomocy, Dest. Ale będę pamiętać o tobie w razie jakichkolwiek kłopotów zdrowotnych. – Tak, będzie pamiętać, żeby broń boże do niej nie pisać w tej sprawie. Na wszelki wypadek rozdzieliła Krukona od siostry swoją osobą. Co jednak było błędem, bo Axel pociągnął Bena na podłogę idealnie przez jej nogi i dałaby sobie głowę uciąć, że po drodze obydwoje ją udrapnęli, a młodszy brat nawet zahaczył o nią zębami.
- W sumie, czemu nie! Trzeba oblać nasz przyjazd tutaj! – Miasteczko było świetnym pomysłem. Miała cichą nadzieję, na zdobycie woreczka kawy Indian Wayuu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Sydney, Australia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 116
  Liczba postów : 134
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13004-amanda-rogers?nid=2#349434
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13018-fat-amy
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13019-listy-amy#349439
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13020-amy-rogers#349441




Gracz






PisanieTemat: Re: Domek sypialniany 11   Czw 14 Lip - 23:13

Obserwowała, bo czuła się wytrącona i nie w temacie. Dwa lata to szmat czasu jednak. Tyle się pozmieniało, zwłaszcza... w relacjach. Nagle Ben zaczął zarywać do Ellie, Axel do Tuny. Musiała się wdrążyć w temat, przyzwyczaić do obecnych problemów, chociaż patrzyła na to z uśmiechem, zwłaszcza kiedy umawiali się na tę podwójną randkę. Po obydwóch chłopakach było widać, że definitywnie robią maślane oczy do dziewczyn, jednak bronili się przed tym rękoma i nogami.
Mogliby się nie widzieć i pół życia, ale jednak więcej czasu spędzali razem, w porównaniu do tego, co im ubyło. Zmienili się - bo kto się nie zmienia - ale zachowanie braci zawsze rozpozna. Choćby stali parę metrów od siebie, na dwóch przeciwnych rogach ulicy. To po prostu się widziało i u nich to chyba nawet obca osoba dostrzegłaby te uczucia. No, ale jak widać Neptuna to miała niewidzialną, ale skuteczną opaskę na oczach.
Też zdziwiłaby się, gdyby Leighton zareagowała pozytywnie na jej powrót. Zresztą rzeczywiście to wszystko za łatwo poszło - znaczy wiedziała, że rodzina ma do niej ograniczone zaufanie, wszystko wymaga czasu, w końcu nie wiadomo teraz co znowu odwali, ale nie miała zamiaru uciekać. Chyba już tego wystarczy na pewien czas. Wróciła bogatsza o nowe doświadczenia i... chyba się nauczyła komu może zaufać, a od kogo spieprzać gdzie pieprz rośnie. Mimo wszystko nie sądziła, że Tunie aż tak bardzo będzie... przeszkadzać jej obecność. Zraniła w jakiś sposób chyba wszystkich obecnych w tym pokoju i to najbardziej myślała, że Axel będzie wściekły, a tu jednak takie zaskoczenie.
- Nie, nie Amanda - odburknęła i kurcze, nie chciała zaczynać z nią żadnych bojów, kłótni, bez potrzebnych sprzeczek, które pogorszyłyby sytuację, która z rozweselonej rodzinną kanapką zrobiła się napięta. Włosy dziewczyny mieniły się w różnych kolorach, zwracając wyraźniej na siebie uwagę oraz imponując chyba wszystkim. Jednak po chwili dziewczyna trochę się chyba uspokoiła. Na pytanie Ellie do Tuny, Amy wyprzedziła z odpowiedzią dziewczynę, wstając z ziemi. W końcu to osoba najstarszej Rogersówny psuła atmosferę. - Nie, ja pójdę się przewietrzyć - rzuciła i wyszła z pokoju na taras akurat kiedy Destiny zaczęła oferować swoją pomoc lekarską starszemu bratu. Niby skierowała się niedaleko od nich, niby bez problemu słyszała tematy rozmów, jednak nie chciała się przysłuchiwać. Oparła się rękoma o barierki tarasu, spoglądając na rozciągający się przed nią krajobraz. Było tutaj tak pięknie i zarazem tak gorąco. Mieszkanie w tym miejscu na co dzień, musiało być jednocześnie męką przez temperatury jak i przyjemnością, ze względu na widoki. Chociaż gdyby się tak zastanowić, to chyba lepsze były upały od deszczowego Londynu lub zimnego Sydney.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : London
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 331
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 537
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9533-neptune-leighton
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9536-all-in-blue#265618
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9535-tryton#265610
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9537-neptune-leighton




Gracz






PisanieTemat: Re: Domek sypialniany 11   Pią 15 Lip - 6:15

I oto uwaga, dzisiaj w występie prywatnym TUNA – Ta Urocza Niszczycielka Atmosfery. Tak, już w sumie nic jej nie bawiło. Ani chyba nic nie było w stanie poprawić jej humoru. W sumie nie boczyła się chyba od samego wejścia tylko dlatego, że chciała spróbować tego dla Rogersów. I choć w pierwszej chwili dała się ponieść szalonej radosnej atmosferze, która zawsze zdawała się towarzyszyć Rogersom, tak obecność Amy mocno działa jej na nerwy i sama do końca nie wiedziała dlaczego.
Może dlatego, że naprawdę musiała mieć tupet żeby odwalić taki świństwo swojej rodzinie i przyjaciołom. W końcu kiedyś byli praktycznie nierozłączni! Tiara przydziału zdecydowanie chyba nażarła się jakiegoś oprylaku, albo zalęgły się w niej nergale, że przydzieliła Amy do Gryffindoru. Bo ani w tym jej wcześniejszym zachowaniu nie było prawości, ani szlachetności ani też odwagi. Uciekła jak jakiś puchon i do tego pozwoliła wszystkim bliskim wierzyć, że zginęła.
I zdawać by się mogło, że czegoś takiego nie wybacza się tak łatwo. Znaczy, nie zrozumcie mnie źle. To nie tak, że Tuna nie cieszyła się, że Rogersi są w komplecie, cieszyła się bardzo. Ale, po prostu. Ah, jak to powiedzieć dobrze. Po prostu nie mogła zrozumieć, jak, jak udało im się tak szybko, jak za prztyknięciem palców, zacząć żyć jakby nic się nie zdarzyło.
Głos Axela podziałał na nią uspokajająco, ale tylko na chwilę, jej uwagę na chwilę odciągnęły jej włosy, na których wszyscy zwrócili uwagę, ale chyba każdy czuł, że atmosfera gęstnieje tak mocno, że za chwilę będzie utrudniać im poruszanie się. Destiny rzuciła się jej na szyje, na co przyzwoliła. Jednak nawet radość jej i Bena na widok zmiany koloru włosów nie mogły poprawić jej humoru. Tuna zerknęła z ustami zaciśniętymi w linijkę na Ellie, która chyba ostatnim rzutem na taśmę próbowała rozbroić tą bombę, którą okazało się spotkanie Amy z Leightonówną. Na próżno jednak, bo to Amy postanowiła opuścić ich wychodząc na taras.
A to znów jeszcze mocniej wkurzyło Lieghtonową, bo.. bo tak. Czy na wszystko musi być jakiś powód? W niektórych momentach Tuna go nie miała. Ale miała dziwne wrażenie, że słusznie bardzo wkurza się na Amy, choć jednocześnie zdawało jej się, że nikt tego nie rozumie. Czerwień na końcówkach jej włosów zaczynała zajmować coraz większą ich przestrzeń. W tej chwili czerwień sięgała już do uszu.
-Idę stąd. – powiedziała łapiąc na chwilę kosmyk i spoglądając na niego krzywiąc przy tym usta. Położyła dłoń na ramieniu Axela i ścisnęła je lekko. – Zobaczymy się później? – zapytała, jakby nie do końca pewna, czy nadal będzie tego chciał po tym, co ma do powiedzenia. Zaraz jednak uznała, że lepiej jak nic nie powie i ruszyła do wyjścia. –Nie. Jednak to powiem. – stwierdziła w końcu obracając się ku nim będąc już przy samych drzwiach. –Nie rozumiem, okej? – mruknęła do nich prawie warcząc na nich, choć tak naprawdę nic przecież złego nie zrobili. – Nie rozumiem, jak tak po prostu może bawić się w wesołą familię, jakby nic się nie stało. – powiedziała rozemocjonowanym głosem. No zależało jej no. Od dziecka ich znała. – Nie rozumiem, jak możecie patrzeć na nią i żartować sobie jak gdyby nigdy nic – mówiła dalej, a jej włosy na chwilę zamigotały, a potem czerwień zajęła kolejny centymetr. – podczas gdy ja, choć staram się jak mogę, z każdym zerknięciem, czuję, jak mnie tutaj cholernie boli. – walnęła się pięścią w klatkę piersiową w okolice serca. Przesunęła wzrokiem po nich wszystkich i w sumie trudno było powiedzieć, czy jest na nich zła, czy smutna, swoje spojrzenie zatrzymała na Axelu. – Ciebie nie potrafię zrozumieć najmocniej. – wyznała, tak po prostu, przy wszystkich, nie spuszczając z niego spojrzenia. – A przecież powinnam. – mruknęła lekko rozgoryczona i teraz była już widocznie zła, głównie na samą siebie. Zrobiła krok w jego stronę, otworzyła usta, jakby chciała coś jeszcze dodać, po czym pokręciła głową, którą czerwone kosmyki zajęło już prawie w całości. – Zresztą nieważne. Zobaczymy się później. – i z tymi słowami odwróciła się na pięcie i wyszła, zanim ktokolwiek z nich zdążył coś odpowiedzieć.

/zt-->Domek Spotkań
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Sydney, Australia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 116
  Liczba postów : 134
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13004-amanda-rogers?nid=2#349434
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13018-fat-amy
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13019-listy-amy#349439
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13020-amy-rogers#349441




Gracz






PisanieTemat: Re: Domek sypialniany 11   Pią 15 Lip - 10:59

Do końca sama Amy nie wiedziała, co ją tchnęło do ucieczki. Tak, zdaje sobie sprawę jakie to było głupie i może, przez pewien czas, i jej przeszło po głowie, że Tiara jednak się pomyliła, chociaż niewątpliwie miała cechy Gryffindoru i przeważnie się nimi wykazywała, ale... tym razem jednak wrażliwe serce było silniejsze niż szlachetność i odwaga. Stawianie czoła światu nagle stało się rzeczą nieistotną i zwiała jak ostatni tchórz. Nawet zastanawiała się czy może nie pogadać z ciotką, żeby ta powiedziała jej rodzicom, że ich córka jest u niej. Czemu tego nie zrobiła? Chyba nie chciała wracać, a bała się, że będzie trucie tyłka. Dopiero z biegiem czasu widzi, że postąpiła samolubnie i... kurde jak nie ona. Co prawda, gdyby usłyszała, że cokolwiek dzieje się z jej rodziną to wsiadłaby w pierwszy samolot, żeby wrócić, ale nie sądziła, że będą aż teorie dotyczące jej śmierci. W końcu czasami ludzie uciekają, prawda?
Te lekkie emocje zeszły z niej, ale zaraz poczuła ukłucie w sercu. A to dlatego, że nadal ich słyszała, Neptune chciała wyjść, ale słowa dziewczyny trochę zabolały. Chciała nastawiać rodzinę przeciwko niej? Naprawdę miała tak jej to za złe, że chciała ich przekonać, żeby jej nie wybaczali? Trochę chamsko i gdy już skończyła swój monolog i wyszła z domku, dopiero wtedy Amy zorientowała się, że mocno zaciskała dłonie na barierce. Zelżała uścisk i patrzyła chwilę przed domek. Z góry widziała, że Neptuna była już na dole i kierowała się chyba do domku spotkań. Odepchnęła się od poręczy i zaplatając ręce na klatce piersiowej, ruszyła za dziewczyną. Przechodząc przez pokój nie zerknęła na nikogo. Po prostu wyszła, chyba nie do końca wiedząc, co powie Tunie.

/zt też do domku
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Skąd : Sydney, Australia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 200
  Liczba postów : 247
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13026-destiny-rogers
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13037-destiny#349765
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13038-destiny#349767
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13039-destiny-rogers#349775




Gracz






PisanieTemat: Re: Domek sypialniany 11   Pią 15 Lip - 12:29

To była prawda, kochała wypieki matki. Było coś w tym złego? Jadła bardzo dużo, a nie była prawie wcale. To pewnie dlatego, że tyle biegała za rodzeństwem, była w ciągłym ruchu. Z pewnością gdyby leżała cały dzień na kanapie z książka to by była w gorszej formie. W sumie to się cieszyła, ze brat to powiedział. Nie ukrywała tego przed nikim wcale. Jednak nie oszukujmy się! Każdy z nich lubił jedzenie mamy, nie tylko rodzeństwo, ale i ci, którzy do nich przyjeżdżali. Szturchnęła brata ramieniem i zaśmiała się.
- Wiesz, że ja uwielbiam wszystko co da się zjeść, prawda?- może i nie była tak żarłoczna jak mówiła i jak się zdawało, ale mało też nie jadła. w Hogwarcie też były same pyszności. Kto mógł się oprzeć temu?! Na pewno ten co chciał i trzymał dietę. Czyli pewnie nie jedna dziewczyna w tym wieku.
Popatrzyła na Axela, który kazał jej wykazać się. Oj, biedny Ben tak się bronił. Jak mógł ją odrzucać? Miała przecież takie dobre serce. Wolał cierpieć niż przyjąć od niej pomoc. Nie wierzył, że jej się uda. Od czego była rodzina? Czy to nie oni mieli ja wspierać i powtarzać to, że da radę? Chyba bardzo się myliła. Smutno jej się zrobiło, nie spodziewała się tego. Posłała uśmiech Ellie. Była taka dobra. Będzie o niej pamiętać? ależ oczywiście! wierzyła jej, że tak akurat będzie. Co z tego, że do tej pory nigdy się nie zdarzyło jeszcze?!
- Nic na siłę, Axel- powiedziała spokojnie patrząc co ten z nim wyprawia. Naprawdę współczuła o rok starszemu bratu. Uh, jeśli wyjdzie z tych wakacji cało to będzie naprawdę cud!- Ale w jak będę potrzebna powiedzcie tylko słowo- co z tego, że nie potrafiła leczyć?! Próbowała, nie zamykała się w sobie mówiąc, że nie potrafi i nawet tego się nie czepi. To chyba dość dobra cecha, prawda? Ona przynajmniej się cieszyła, że nigdy się nie poddaje. Praktyka czyni mistrza.
Zerknęła za to na Tunę i Amy. dowód, że z przyjaźni powstała nienawiść. Tak szybko to się działo. Już jej głowa w tym, że ta dwójka pokocha siebie prędzej czy później. Wyszła najpierw jedna, potem druga. Zrobiło jej się jeszcze bardziej smutno. Teraz już na pewno zrobiłaby krzywdę bratu. Westchnęła głośno.
- Wieczorem mogę iść na miasto. Na pewno jest jeszcze bardziej ładniej niż teraz- powiedziała w stronę Axela i pozostałych.- A jak na chwilę obecną nic tu po mnie. Muszę... iść- powiedziała idąc w stronę drzwi zamyślona, smutna. Musiała coś ze sobą zrobić. Miała nadzieję, że spotka kogoś po drodze. nie zamierzała łazić cały dzień sama po Kolumbii i dopiero wieczorem się pokazać rodzinie. Tak, musiała przemyśleć, znaleźć jakiś plan.

/zt nie do domku
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Skąd : Sydney, Australia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 207
  Liczba postów : 242
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12923-benjamin-rogers#347675
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12926-jedna-wielka-chodzaca-czekoladowa-zaba?nid=7#347701
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12928-listy-benia#347689
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12929-ben-rogers#347723




Gracz






PisanieTemat: Re: Domek sypialniany 11   Pon 18 Lip - 10:54

No bo smakołyki mamy były cudowne. Ben sam się nimi obżerał w każde wakacje. Tylko w jego przypadku działał dosyć szybki metabolizm, bo nieraz zdarzył się dzień w którym tylko leżał i czytał. Innym razem znów szedł rano pobiegać, a wracał wieczorem zmordowany tym swoim joggingiem. Ale hej, przynajmniej nie można o nim powiedzieć, że nie jest wysportowany!
- Ta, jestem pewny, że ta kanapka uszkodziła mi mózg. Co jeśli już nigdy nie będę umiał szybko czytać?! - zapytał, ale mimo wszystko się uśmiechnął, bo dziwnym trafem rozbawiła go wizja tego, że miałby już nie potrafić czytać tak szybko jak dotychczas. Niemożliwe, byle kanapka nie mogła tego zniszczyć.
Gdy Axel postanowił pociągnąć go za nogi, odrywając się tym samym pięknym za nadobne, Ben spadł na ziemie, jęknął z bólu, bo obił sobie kość ogonową i dopiero po chwili wstał, wyciągając różdżkę i celując w brata, który krył się za Tuną. Gdy tylko Axel się trochę wychylił, Ben był już gotowy, aby zemścić się na nim, rzucając jedno ze swoich ulubionych zaklęć ofensywnych.
- Risa... - skończyłby zaklęcie, gdyby tylko Tuna mu nie przerwała i zaczęła swój wywód. Od razu opuścił różdżkę i głowę, nie potrafiąc spojrzeć nikomu z zebranych w oczy. No bo hej, jednak trochę mu było głupio, że Tuńczyk mogła być na nich wszystkich zła przez tę sprawę z Amy. Ben rozumiał ja najbardziej, bo sam też by stchórzył, ale fakt, on nie był z Gryffindoru. Po słowach Neptuny, coś się z Benie ruszyło i przestał był taki radosny jak jeszcze chwilę temu. Gdy wyszła, cicho odchrząknął i przeczesał nerwowo swoje i tak już rozczochrane włosy.
- Ja może... Ten... no, pójdę na taras. - wszyscy się już rozeszli. A szkoda, miało być tak świetnie. Benjamin zacisnął mocno usta, Otworzył swój kufer i szybko przywołał zaklęciem swoją książkę. Złapał ją i jeszcze raz omiótł spojrzeniem pomieszczenie. Chwile później już zbiegał po schodach. Po trafieniu na taras, wyszedł za barierkę czy co tam było i wszedł na najniższą gałąź drzewa, które było najbliżej domku. Do czytania, tak samo jak i do nauki, potrzebował spokoju, a chyba w takim miejscu mógł owego spokoju zaznać, prawda?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Sydney, Australia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 116
  Liczba postów : 134
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13004-amanda-rogers?nid=2#349434
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13018-fat-amy
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13019-listy-amy#349439
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13020-amy-rogers#349441




Gracz






PisanieTemat: Re: Domek sypialniany 11   Sob 20 Sie - 22:54

/nowa gra, pewnie parę dni po spotkaniu z Shane'm

Wyjazd do Kolumbii miał być taki fajny, a na razie było jej tylko smutno. Nie dosyć, że pokłóciła się z Neptuną i... no nie wyglądało na to, żeby się miały pogodzić, to dowiedziała się, że jej przyjaciółka umarła. Było jej tak cholernie przykro, że naprawdę nie umiała sobie już wyobrazić tej radości na początku wyjazdu. A pomyśleć co czuje Shane? Chyba wolała nie. Za każdym razem, kiedy to sobie wyobrażała, widziała Axela, który żył w przeświadczeniu, że jego bliźniaczka nie żyje. Że ona nie żyje. Dopiero teraz widziała, jaki to musiał być dla niego horror i dręczyły ją większe wyrzuty sumienia, kiedy dochodziła do tego reszta rodziny i znajomi. Co ona miała wtedy w głowie, że tak okropnie postąpiła? Tuna miała rację - stchórzyła i zachowała się okropnie, a czasu nie mogła cofnąć, co nie ułatwiało sprawy.
Weszła do domku i wdrapała się na piętro, gdzie spojrzała na łóżko brata, na którym znalazła samego Axela. Nie widziała jego twarzy, nie wiedziała, że coś go gryzie, chociaż i tak jej nie pasowało to, że leży w środku dnia. Nawet kiedy był chory, to robił wszystko, żeby nie leżeć. Był leniwy, ale to jej nie pasowało.
Rzuciła się z impetem na łóżko obok niego, żeby obudzić go albo ożywić.
- Nie umieraj - powiedziała i spojrzała również w sufit. - Jak umrzesz, to nie zjesz już ciasta dyniowego. - Konkretny argument, nie ma co. Jestem przekonana, że nawet gdyby nie żył, to tym jednym zdaniem zmartwychwstałby. Przekręciła głowę na bok i spojrzała na bliźniaka i dopiero wtedy zauważyła tę niemrawą minę, przez którą zszedł jej z twarzy lekko udawany uśmiech. - Co się dzieje? - zapytała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Sydney, Australia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 141
  Liczba postów : 170
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12922-axel-rogers
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12924-krol-rogersow
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12925-listy-lisciki-axela
http://czarodzieje.my-rpg.com/f113-kuferki




Gracz






PisanieTemat: Re: Domek sypialniany 11   Sob 20 Sie - 23:27

Nic się nie układało. Po prostu nic. Jedyne co było w stanie poprawić mu humor to pisanie tych długich, momentami naprawdę zabawnych listów z N. Nie licząc tego, to nie miał na nic ochoty. Zupełnie jakby zapomniał o tym, że znajduje się w Kolumbii i że są wakacje, z których w końcu powinien korzystać. Już niedługo wszyscy wrócą do szkoły i czeka ich kolejne dziesięć miesięcy ostrej nauki, choć w jego przypadku będzie to uczenie się na ostatnią chwilę.
Niestety właśnie teraz wszystko zaczęło mu się sypać. Co za ironia... Nie mogło to wszystko dziać się trochę później? Na przykład kiedy wyjedzie? To byłoby łatwiejsze. Mógłby jeszcze zwiedzić Kolumbię, po prostu porozmawiać z przyjaciółmi i powygłupiać się z rodziną. Ba, może nawet zaciągnąłby gdzieś Neptunę i może wreszcie odważyłby się wyznać jej co czuje? Dusi to w sobie od kilku lat i czuje, że dłużej już tak nie pociągnie... Nie rozmawiał z nią od kiedy pokłóciła się z Amy. Unikał Neptuny. I unikał rodzeństwa, głównie przesiadując na dachach, drzewach i innych miejscach, w których ciężko byłoby go dostrzec.
Dzisiaj uznał, że nie będzie więcej uciekał. Zostało ostatnie kilkanaście dni wakacji, a on zamierzał je choć w niewielkim stopniu wykorzystać. Wszedł do domku sypialnego z nadzieją, że znajdzie kogoś bliskiego, jednak w środku było pusto. Wszedł na górę i rzucił się na swoje łóżko, znowu odlatując myślami w stronę powrotu Amy, kłótni Neptuny, buzujących uczuć i całej reszty. Wpatrywał się beznamiętnym wzrokiem w sufit, przyglądając się każdej smudze.
Nagle poczuł jak ktoś ląduje obok niego. Nie odwrócił się jednak, bo mimo że nie zobaczył twarzy swojej towarzyski z łatwością zorientował się, kim jest osoba leżąca zaraz koło niego. On po prostu miał jakiś czujnik na Amy - wiedział, kiedy podchodziła lub kiedy zamierzała coś powiedzieć. Nie wiedział, czy tylko on tak ma, czy ona ma podobnie. Może bliźniaki mieli wbudowane jakieś czujniki?
- Chyba nawet ciasto dyniowe nie poprawi mi humoru - westchnął z bólem. Podparł się na ręce i spojrzał na siostrę bliźniaczkę. - Wiesz, że cieszę się, że wróciłaś? Na początku byłem wkurwiony, miałem po dziurki w nosie tego wszystkiego, ale dobrze wiedzieć, że znów wróciłaś do naszej rodziny - powiedział, po czym opadł z powrotem na łóżko. - Ale chodzi mi głównie o Neptunę. O to, że wścieka się na mnie, na ciebie... na nas wszystkich.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Sydney, Australia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 116
  Liczba postów : 134
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13004-amanda-rogers?nid=2#349434
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13018-fat-amy
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13019-listy-amy#349439
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13020-amy-rogers#349441




Gracz






PisanieTemat: Re: Domek sypialniany 11   Nie 21 Sie - 0:01

W dzień, kiedy każdy spędzał czas w swój sposób, to Axel rzeczywiście dobrze ich unikał. Za bardzo nie miał możliwości, kiedy nadchodził wieczór i wszyscy wracali do domku. No Ben był na wycieczce po Kolumbii no to akurat jego nie było, przez co komplet rodzinny się nie zgadzał i nawet szkoda - jakoś rozluźniłby atmosferę, chociaż nie było aż tak niezręcznie jak mogłoby być. Jednak to nie zmienia faktu, że nie rozmawiali dużo. Wszystko trochę się pokomplikowało, ale hej, nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło, prawda? Na pewno wszyscy się pogodzą, na pewno będzie niedługo okej, bo wszyscy byli dla siebie jak rodzina, a w każdej są gorsze i lepsze momenty.
Tyle przegapiła, że nawet nie wiedziała, że jej brat wzdycha do Tuny. W pierwszy dniu w Kolumbii zdążyła zauważyć, że Ben coś tam kręci z Ellie, w sumie relacje z dziewczynami obydwóch braci wtedy się wyjaśniły. W końcu mieli iść na podwójną randkę, przez co aż się łezka w oku kręciła. Jeszcze niedawno latali po domu, dostawali listy z Hogwartu, nie dawno przecież szli na studia (to co, że ona w innym kraju, ci), a teraz widzi jak te dwa dzieciaki randkują. Uroczy widok.
Też czasami czuła jego czyny, jak był w pobliżu. Bliźniaki chyba po prostu tak mają - ta niesamowita więź, która pewnie niejednokrotnie im się przydaje. Telepatia, przez którą co jakiś czas mówią to samo. Po prostu więź i relacja, bo miała nadzieję, że Axel wie, że zawsze może na nią liczyć.
- Na pewno w minimalnym stopniu poprawiłoby ci humor. Albo chociaż odciągnęło myśli. - Spojrzała na niego kątem oka. - Na początku nie sądziłam, że się z tego cieszysz - przyznała, wlepiając ponownie spojrzenie w sufit. - Przynajmniej na to nie wyglądało, ale nie dziwię ci się. Gdybym była na twoim miejscu, to bym ciebie chyba zabiła na Pokątnej. Ale dobrze wiedzieć, że się cieszysz. - Uniosła lekko kącik ust. Nie powiedział jej tego jeszcze od tego miesiąca, od kiedy wróciła, a te słowa były dla niej cholernie ważne. Ważne, jak chyba żadne inne na świecie. - Ty też się na początku wściekałeś. To jest chyba jedna z... normalnych reakcji. Widziała, jak cierpieliście przez ten czas, a teraz cóż. Wyszło jak wyszło - westchnęła i obróciła się na bok, podbierając głowę na ręce. - Co jest pomiędzy tobą i Tuną? - zapytała prosto z mostu. - Nie przyjmuje odpowiedzi nic i tym podobne.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Sydney, Australia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 141
  Liczba postów : 170
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12922-axel-rogers
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12924-krol-rogersow
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12925-listy-lisciki-axela
http://czarodzieje.my-rpg.com/f113-kuferki




Gracz






PisanieTemat: Re: Domek sypialniany 11   Nie 21 Sie - 21:44

Axel miał predyspozycje do unikania ludzi - był szczupły (ale nie za chudy), szybki i momentami naprawdę bystry, choć znając życie Ben w tym momencie wybuchnąłby śmiechem. Głupi pawian. Wracając. Unikanie rodzeństwa nie było trudne; wystarczyło dowiedzieć się o której i gdzie wychodzili, żeby pójść w zupełnie innym kierunku albo wrócić do domu, gdy ich nie było. Poza tym miał naprawdę niezłe doświadczenie. Może nie miał wielu wrogów, których musiałby unikać, ale znalazło się kilku debili, którzy po prostu marzą o tym, żeby zepsuć mu humor. No, a jeżeli ktoś zna Axela to wie, że żeby zepsuć mu nastrój wystarczy chwilka... Chyba, że się uprze. Wtedy to inna sytuacja.
Cóż. Cała ta sytuacja z Neptune zaczęła się kilka tygodni po wyjeździe Amy, więc nic dziwnego, że jak na razie niczego szczególnego nie zauważyła. Wcześniej byli najlepszymi przyjaciółmi na śmierć i życie, no i dopiero potem Axel poczuł do niej coś więcej. Przez jakiś czas czul się z tym głupio, bo jak mógł poczuć coś do swojej kumpeli, której znał od wielu lat? Do dziewczyny, która w każde lato przyjeżdżała do ich domu. Do tej Neptuny, którą mama i tata wprost uwielbiali? Przecież to było nie do pomyślenia!
Potem uznał, że to normalne, że to nic dziwnego. W końcu pomogła mu, zawsze przy nim była. To z nią miał najlepsze przygody, to z nią mógł porozmawiać o wszystkim, kiedy Amy zabrakło. I przez to zaczął bać się, że kiedy powie Tunie co czuje, wszystko się zepsuje. Co jeśli ona nie odwzajemni jego uczuć? W końcu był tylko jej najlepszym kumplem. Nawet zastanawiał się kiedyś, czy nie daje mu jakichś znaków, których nie umie dostrzec? Uznał, że najlepiej będzie ukryć swoje uczucia, żeby nie zepsuć ich przyjaźni. Nie chciał jej stracić, więc wolał się męczyć. Teraz stawało się to trochę trudniejsze.
- No może odrobinę byłoby mi w stanie pomóc - powiedział, delikatnie unosząc kącik ust. - Ale tylko ciasto mamy albo twoje. Żadna tania podróbka. Dobrze wiesz, że umiem wyczuć kit na kilometr, jeżeli chodzi o wasze wypieki. - Szatyn zmarszczył brwi, po czym wydął dolną wargę. - Byłabyś w stanie załatwić mi coś słodkiego?
Axel zacisnął usta. Wiedział, że wtedy na Pokątnej zachował się jak ostatni kretyn i nie zareagował spokojnie... Amy została po prostu zraniona przez tego okropnego ślizgona, którego Ax szczerze nienawidził. Czy sam byłby w stanie wyjechać gdyby to jego zraniła na przykład Neptuna? Nie mógł sobie tego wyobrazić, ale znając go z pewnością zrobiłby coś głupiego i nieodpowiedzialnego.
- Rodzice byli wniebowzięci - powiedział. - Nie rób tego więcej. Nie zostawiaj nas. Ani ja, ani ty czy Ben, Destiny lub Charlie nie powinniśmy ich zostawiać. Jesteśmy jedną wielką rodziną. No cholera jasna, jesteśmy Rogersi. Nasze nazwisko krąży na ustach wielu ludzi, bo jesteśmy zgrani. Zabawni. Towarzyscy. Nie powinniśmy się rozdzielać już nigdy więcej. Nie możemy znikać. Kiedyś dorośniemy, wyjedziemy, ale zawsze będziemy się spotykać, przyjeżdżać do rodziców. Po prostu musimy się trzymać razem, bo to wszystko, o czym uczyli nas rodzice, nie miałoby już znaczenia.
Słysząc jej pytanie, położył się na brzuch, opierając podbródek na rękach. Nie wiedział co ma jej odpowiedzieć, bo nic nie było w stanie dokładnie opisać sytuacji, w której się znajdował. Był w punkcie wyjścia od jakichś dwóch lat.
- Właśnie w tym problem, Amy. Nic nie jest między nami - odparł gorzko. - Jesteśmy tylko przyjaciółmi. Jesteśmy tylko, kurwa, najlepszymi przyjaciółmi. - Przeczesał włosy dłonią i odetchnął ciężko.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Domek sypialniany 11

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

 Similar topics

-
» Opuszczony domek na drzewie
» Domek na drzewie
» Domek z modeliny (MG: Austria)
» Dom, domek, domeczek.
» Domek Gabrielle

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
reszta świata
 :: 
Kolumbia
 :: 
Domki Nadrzewne
 :: 
Domki sypialniane
-