IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Mielno

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość



avatar

Nauczyciel
Wiek : 38
Skąd : Anglia, Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 845
Dodatkowo : wilkołak
  Liczba postów : 205
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12295-frederick-alexander-bonmer#327931
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12305-50-punktow-dla-gryffindoru
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12306-yournightmare
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12307-frederick-alexander-bonmer#328001




Gracz






PisanieTemat: Mielno   Wto Lip 12 2016, 23:39


MIELNO

Stolica białych skarpet, niezapomnianych imprez, obwarzanków oraz panów z jagodziankami i zimnym piwem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 38
Skąd : Anglia, Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 845
Dodatkowo : wilkołak
  Liczba postów : 205
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12295-frederick-alexander-bonmer#327931
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12305-50-punktow-dla-gryffindoru
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12306-yournightmare
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12307-frederick-alexander-bonmer#328001




Gracz






PisanieTemat: Re: Mielno   Wto Lip 12 2016, 23:41

Wiedział, że wtedy na kolacji z Ivoszem zaskoczył go tą propozycją. Wakacje przyszły szybciej niż się spodziewali a Bonmer nie zniósłby gdyby ten czas znów spędził w swoim domu za Londynem lub pałętając się po jego uliczkach i szukając szczęścia. Chciał ten czas dobrze wykorzystać i spędzić w towarzystwie Rozmitala. Nie ważne było miejsce, ważne było żeby poznali się jeszcze bliżej. Fakt faktem dość często ze sobą sypiali, ale niewiele rozmawiali, tak jakby to nie była zbyt istotna część związku. Z drugiej strony nie narzekał na ich życie łóżkowe bo było wyśmienite, ale chciał poznać każdy sekret mężczyzny, jego słabości, mocne strony...wszystko. Choć jak wiadomo, on sam starał się nie otwierać zbyt szybko. Ale ten mężczyzna go rozbroił, totalnie. Coś w nim było co nie dawało Fredowi spokoju, nie mógł przestać o nim myśleć i nie mówię tu tylko i wyłącznie o pociągu cielesnym. Kiedyś siedząc w swoim gabinecie, musiał przyznać się w końcu sam przed sobą: Zakochał się, i to cholernie mocno. Nawet nie przypuszczał, że kiedyś będzie w stanie.
Dlatego mimo pewnych niedogodności, spłaty mieszkania, jakimiś cudem uzbierał na wakacje. Za cel ich podróży obrał miejscowość dość nietypową. Mielno. Skoro wszyscy jeżdżą za granicę, wygrzewają pod palmami sącząc drinki to nikt nie będzie ich niepokoił w Polsce, a co najważniejsze na pewno nie spotka tam żadnego ze swoich uczniów. Swoją drogą warto wspomnieć, iż siostra jego matki pomieszkiwała w Polsce kilkanaście lat temu więc Fred miał w zanadrzu kilka zwrotów, żeby się dogadać. Na początku myślał o czymś wyjątkowym ale wiedział, że nie jest to najlepszy czas na tracenie pieniędzy, bo składał je na coś wyjątkowego ale o tym później.
Gdy wyszli z pociągu, oślepiło ich gorące słońce tym samym witając w Mielnie.
- Zatem, rozpoczynamy wakacyjną przygodę Rozmital?- uśmiechnął się do Ivosza, najszerzej jak potrafił i poprawił kapelusz który nieco opadł mu na oczy gdy wychodzili na zewnątrz. Mieli zamieszkać w niewielkim domku, niedaleko plaży. Domek jak domek, kuchnia, łazienka i duży pokój dla dwojga. Frederick energicznym krokiem, przemierzał ulice i w wreszcie na samym jej końcu ukazał się w pełnej krasie. Cały z drewna, które pomalowane było na kolor miętowy a po jego środku znajdowały się jasnobrązowe drzwi. Oczywiście nie mogło zabraknąć latarni przytwierdzonej do ściany. Frederick otworzył lokum, weszli do środka i postawili bagaże na drewnianej podłodze. Wnętrze również ładnie się prezentowało, ale nie czas na jego opisy. Przecież słońce świeci, plaża czeka!
- Ruszamy się opalać?-rozpiął guzik hawajskiej koszuli i wyjął dwa ręczniki z torby oraz krem do opalania.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 34
Skąd : Praha.
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1802
  Liczba postów : 121
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12103-ivos-rozmital#325201
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12118-ivos-rozmital?nid=2#325248
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12119-franciszek#325249
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12120-ivos-rozmital#325251




Gracz






PisanieTemat: Re: Mielno   Sro Lip 13 2016, 00:33

Kiedy usłyszał propozycję Fredericka na kolacji, cóż... nie ma co ukrywać, zdziwił się. Już nie chodziło o sam wspólny wyjazd, bo tego mógł się spodziewać. Zdziwił go wybór kochanka, dość nietypowy. Polska. Ivo, gdy jeszcze mieszkał w Czechach, widział polskich turystów na jego zamku, którzy śmiali się jak tylko słyszeli jak Ivo coś mówi. Rozmital również czuł się rozbawiony, jak słyszał jak często czegoś "szukali", a w szczególności jak "szukali drogi". Zdążył jednak się przyzwyczaić i nie okazywać zbyt wielkiego rozbawienia. Dzięki częstym wizytom sąsiadów, oraz posiadania dalekiej rodziny, która miała coś wspólnego z Polską, a właściwie była polsko - czeska, prawie perfekcyjnie przyswoił język polski ze słuchu. Tak przynajmniej mu się zdawało. O mieście Mielno nie słyszał wcześniej, jednak ze słów Fredericka wynikało, że znajduje się nad morzem. Cóż, Ivo z racji gdzie znajdował się jego kraj, za dziecka nad morzem nigdy nie był, jednak gdy postanowił opuścić ojczyznę, zwiedził kilka egzotycznych krajów i nadrobił zaległości. W ramach cięcia kosztów, wybrali transport pociągiem. Na przesiadce w Niemczech do polskiego pociągu, diametralnie odczuł zmianę warunków. Jak to mawiają "z polskim pociągiem jest tak - nie widzisz, a już jedzie". Dosłownie. Smród można było wyczuć z kilometra, a tłum "Wakacjuszy" wbił się na siłę do środka, że w pewnym momencie nie było już miejsc siedzących. Po odczekaniu 20 minut, bo tyle się spóźnił pociąg wreszcie udało się Fredowi i Ivo wbić na siłę do środka. Tylko 5h podróży, Ivo. Wytrzymasz. Będzie dobrze, czeka Cię morze, piasek i słodkie lenistwo...
Spróbował otworzyć okno, jednak te okazało się być zablokowane. Było cholernie gorąco. Ktoś w przedziale na przeciwko otworzył pojemnik na śniadanie i wyjął... chleb z mielonką. Tak, nos Ivo od razu wyczuł że to była mielonka. Skrzywił się lekko, jednak w myślach powtarzał "mogłeś zarabiać, nie byłoby problemu". Pssstryk! Rozmital odwrócił gwałtownie głowę i zobaczył jegomościa w tshircie otwierającego piwo o dość ciekawej nazwie "Strong". Zapach sfermentowanego alkoholu był... cholernie mocny. Zaczął oddychać ustami, co chwilę spoglądając w ramach "wsparcia estetycznego" na Fredericka. Te krótkie spojrzenia jakie sobie posyłali, sprawiły, że dość przy sobie pan z wąsem, stojący obok nich, prychał z pogardą i odsuwał się w miarę możliwości jakie mu dawał wąski korytarz pociągu. Ojciec mu coś wspominał o dość sporej nietolerancji Polaków na osoby homoseksualne, ale przecież to było jeszcze za czasów PRL-u, z pewnością kraj dojrzał, do cholery, XXI wiek!

Podróż się nieco dłużyła, ale w końcu trafili na miejsce. O dziwo wraz z 3/4 ludności z pociągu, którzy też wybrali akurat Mielno na wypoczynek. Gdy wyszli w końcu, odetchnął zadziwiająco świeżym powietrzem. - Tak, Bonmer. Nasze pierwsze wakacje. Niech przygoda się rozpocznie! - Skierował się za swoim mężczyzną i nagle jego oczom ukazał się mały, ale całkiem uroczo wyglądający domek. Dokładnie koło plaży. Ivo stwierdził, że nie będzie wymagający. Wszedł za Fredem do środka i położył swoje bagaże, rozglądając się. - Już? Tak od razu? No... dobrze! Oczywiście. Doświadczmy uroków okolicy. - rozpiął całą koszulę i wziął od Freda jeden ręcznik i ubrał klapeczki wodne. - Za Tobą. - skinął głową w jego stronę i posłał mu szeroki uśmiech i zamknąwszy domek, skierowali się na plażę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 38
Skąd : Anglia, Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 845
Dodatkowo : wilkołak
  Liczba postów : 205
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12295-frederick-alexander-bonmer#327931
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12305-50-punktow-dla-gryffindoru
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12306-yournightmare
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12307-frederick-alexander-bonmer#328001




Gracz






PisanieTemat: Re: Mielno   Sro Lip 13 2016, 18:38

Tak, podróż pociągiem była dość mecząca a ludzie jedzący śmierdzące ryby i kanapki z podejrzanymi maziami, przyprawiali o mdłości. Długie godziny jakie spędzili w towarzystwie dziwnie patrzących na nich ludzi, na szczęście minęły i mogli cieszyć się wolnością i możliwością poznania nowego miejsca. Fred był tu tylko raz i to w bardzo młodym wieku więc niewiele pamiętał na temat jedzenia, tutejszych obyczajów i poglądów ludzi na różne tematy. Jednego był pewien, obywatele byli bardzo wrażliwi na pewne kwestie relacji męsko-męskich i tym podobnych. Jednak świadomość, że jest się czarodziejem i ma się moce niczym superman a nawet lepsze pozwalała się nie stresować pobiciem w ciemnej alejce.
Teraz nic nie było ważniejsze niż szybkie znalezienie się na plaży i pierwszy od kilku lat kontakt z morzem. Fred czuł się jak dziecko które zaraz ma po raz pierwszy zobaczyć wodę. Ivosz, z tego co wiedział również dawno nie miał kontaktu z plażą przepełnioną ludźmi. Cóż czekają ich piękne dni pełne wypoczynku i smrodu ryb ze smażalni. Nauczyciel zabrał ze sobą również coś do picia i parę złotych (w galeonach raczej nie zapłaci się facetowi z jagodziankami) gdyby zgłodnieli.
- Zatem za mną, mój wakacjuszu.- uśmiechnął się, naciągnął mocniej kapelusz i wyszli razem z domu, wcześniej zamykając go zaklęciem. Nikt raczej nie miał prawa ich widzieć bo byli w dość dużym odosobnieniu, zatem mogli używać czarów. Ale jak wiadomo z niemałą dozą ostrożności. Żeby dojść do plaży musieli wejść nieco w miasto, które było już przepełnione sporą ilością turystów. Najwyraźniej Mielno to jedno z miast w których ludzie lubią spędzać czas. I nie są to emeryci z wylewającym się na chodnik, obwisłym ciałem, a młodzi ludzie pragnący poznać smak imprez i nocnego życia, po całodziennym opalaniu. Przeciskali się obok stoisk z biżuterią na jednym nawet sprzedawali obwarzanki ale była zbyt duża kolejka żeby cokolwiek kupić. Gdy w końcu wydostali się na leśną ścieżkę, Frederick wziął głęboki wdech. I to chyba był błąd. Bowiem niedaleko nich stały nieduże pomieszczenia z których capiło jakby coś tam zdechło w wielkich męczarniach. Kolejka do tego dziwnego pomieszczenia była jeszcze większa niż do obwarzanków, a mężczyzna stojący jako drugi chyba miał łzy w oczach. Na drzwiczkach napisane było "Toi Toi". Bonmer zerknął na Ivosza, krzywiąc się i ruszył w stronę plaży. Mugole jednak są ohydni do granic możliwości. Co prawda, żeby dostać się do Ministerstwa trzeba spuścić się w toalecie ale to nie jest jedyna droga. Może ta dziwna opcja transportu została wymyślona przez jakiegoś mugola który związał się z czarodziejem.
Szli sobie przez las, a dotychczasowy smród, zastąpił zapach sosen i innych drzew. Bonmer nie przejmując się spojrzeniami przechodniów wracających i idących z plaży, chwycił Rozmitala za rękę. I w końcu ich oczom ukazała się szeroka plaża usłana parawanami, parasolami i mugolami w kolorowych strojach kąpielowych. Niektórzy pływali na materacach w dziwnych kształtach, kilku z nich chodziło z czymś na kształt plecaka i krzyczało coś niezrozumiałego. Mężczyźni rozejrzeli się po okolicy w celu znalezienia dogodnego miejsca i ruszyli ku niemu. Gdy przebili się przez plażowiczów, rozłożyli ręczniki i spojrzeli na horyzont. Było pięknie. Fred wstał i podszedł do brzegu, rozkoszując się ciepłem na plecach. Fala obmyła mu stopy a piasek przyjemnie je otulił.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 34
Skąd : Praha.
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1802
  Liczba postów : 121
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12103-ivos-rozmital#325201
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12118-ivos-rozmital?nid=2#325248
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12119-franciszek#325249
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12120-ivos-rozmital#325251




Gracz






PisanieTemat: Re: Mielno   Nie Lip 17 2016, 18:37

Tłum był wręcz nie do zniesienia. Wyglądało to tak, jakby Mielno było jedynym miastem umiejscowionym nad morzem, a cała Polska właśnie w tym terminie postanowiła popływać w morzu. Przedarli się jednak w końcu przez ostatnich turystów i znaleźli odpowiednie, w miarę oddalone miejsce na plaży. Widok okazał się być niesamowity... dopiero teraz docenił te godziny w śmierdzącym pociągu, wśród zapoconych prostaków i dzikie tłumy. Było warto. Rozłożył ręcznik obok Fredericka. W pewnym momencie jego partner bez słowa oddalił się w kierunku wody. Ivo obserwował go dokładnie. Widok stał się dwa razy piękniejszy. Jego miłość na tle bezkresnego morza, oraz czystego nieba. Uśmiechnął się mimowolnie, wpatrując się niczym zahipnotyzowany. Usiadł na chwilę na ręczniku i po prostu cieszył oczy. W pewnej chwili czas się zatrzymał, a wszystkie hałasy dookoła się wyciszyły. Westchnął zadowolony i postanowił jednak nie siedzieć tak bezczynnie i wstał i podszedł do Freda. Powoli wsunął ręce na tors mężczyzny, opierając brodę na ramieniu Ukochanego. - O czym myślisz? - wymruczał mu do ucha, wpatrując się w morze. - Wyglądasz niezwykle przystojnie z morzem w tle. - zaśmiał się cicho, przesuwając nosem po szyi Bruneta. Totalnie zapomniał o przestrogach ojca, że ten kraj jest bardzo nietolerancyjny. - Podoba mi się tutaj, nie byłem przekonany na początku, jednak... zaczyna mi się coraz bardziej, z każdą chwilą podobać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 38
Skąd : Anglia, Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 845
Dodatkowo : wilkołak
  Liczba postów : 205
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12295-frederick-alexander-bonmer#327931
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12305-50-punktow-dla-gryffindoru
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12306-yournightmare
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12307-frederick-alexander-bonmer#328001




Gracz






PisanieTemat: Re: Mielno   Pon Lip 18 2016, 20:50

Bonmer myślał, że Polska będzie nieco brzydsza niż w rzeczywistości. Z tego co było mu wiadomo, mugole tutaj niezbyt dbają o porządek, zostawiając puszki i puste opakowania po jedzeniu gdzie popadnie. A o dziwo na plaży panował porządek, dzieciaki bawiły się w piasku budując coraz to dziwniejsze i większe budowle, czekając na pochwałę od rodziców. A dorośli zachowywali się jakby to była co najmniej wieża Eiffla, chodzili zachwycali się zbitą kupką piasku. Mugole jednak są nienormalni...pomyślał i zamrugał kilka razy. Albo to Fred ich nie rozumie. Jeżeli kiedyś zapragnie mieć dziecko to być może zrozumie ten dziwny zachwyt, ale na razie był zdania, że mugole zbytnio marnują czas na zachwycanie się beznadziejnymi rzeczami. Zamiast, powiedzieć prawdę, utwierdzają dziecko w przekonaniu o jego wybitnym talencie budowniczym. Ech, żałosne.
Frederick szybko zapomniał o swoich rozmyślaniach, gdy znów spojrzał na morze i fale, co jakiś czas pryskające jego nogi wodą. Woda była dość ciepła, gdy stało się dłuższą chwilę przy brzegu. Ale jej odcień nie specjalnie zachwycał i zachęcał do kąpieli. Ciekawe dlaczego woda miała taki ciemny kolor i brak w niej było przejrzystości? Nie zdążył, zagłębić się w ten temat bardziej bo czyjeś dłonie otuliły jego klatkę piersiową. Takie dłonie miał tylko jeden mężczyzna na tym świecie, ciepłe i delikatne. Bonmer, położył swoje na dłoniach Rozmitala, powoli gładząc jedną z nich kciukiem.
-Myślę, jak wspaniałe jest to, że Cię mam, że jesteś tu razem ze mną.- ściszył głos, tak aby tylko Ivosz mógł go słyszeć a na jego twarz wpłynął mały uśmiech.
-Och, naprawdę? Dziękuję.- również cicho się zaśmiał, spoglądają na twarz blondyna i opierając głowę o jego czoło.- Ale wyglądam tak, tylko dlatego, że Ty też tu jesteś.- zacisnął dłonie na jego nadgarstkach, jakby chciał bardziej go do siebie przytulić i przymknął na chwilę oczy. Był naprawdę szczęśliwy, a to tylko początek tego wspaniałego wyjazdu, ale Rozmital nie mógł o tym wiedzieć. Fred za cel obrał sobie, żeby spędzić z nim jak najwięcej czasu i dać mu jak najwięcej radości. Chciał uszczęśliwiać tego mężczyznę na każdym kroku, widzieć jego uśmiech. Tylko to się liczyło, nic więcej.
- Cieszę się, że Ci się podoba. Chcę, żeby te wakacje były wyjątkowe.- Obrócił się do Ivo, patrząc na niego z wymownym uśmiechem.
- To co Kochanie, posmarujesz mi plecki?- wyszczerzył się, ukazując rządek białych zębów i spojrzał na torbę.
Na początku miał mieszane uczucia co do pokazywania światu swoich blizn po przemianach. W końcu nie są to zwykłe zadrapania, a i nie wyglądają pięknie. Po długich poszukiwaniach znalazł zaklęcie które nieco zamaskowało co gorsze szramy. Mniejszymi się nie przejmował bo wyglądały zupełnie normalnie. Ruszył w stronę kocyka, usiadł po turecku i czekał aż Ivo do niego dołączy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 34
Skąd : Praha.
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1802
  Liczba postów : 121
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12103-ivos-rozmital#325201
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12118-ivos-rozmital?nid=2#325248
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12119-franciszek#325249
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12120-ivos-rozmital#325251




Gracz






PisanieTemat: Re: Mielno   Wto Lip 19 2016, 15:40

Słuchał go uważnie i uśmiechał się lekko, przesuwając palcami po jego torsie. Westchnął, wzdychając zapach kochanka. Przyciągnął go do siebie, kiedy poczuł jak przyciska dłonie do siebie. - Gdziekolwiek byśmy nie byli, to bym się cieszył, bo jesteś ty. - ucałował delikatnie szyję Fredericka i puścił go, słysząc propozycje. Zaśmiał się cicho i obrócił zaraz za nim. - Plecki mówisz... - wciągnął głośniej powietrze i skinął głową, kierując się za mężczyzną. Gdy ten usiadł na kocyku, Ivo wyjął z torby krem, patrząc na Bruneta uważnie. W końcu usiadł za nim, usadawiając go pomiędzy nogami i wycisnął z tubki trochę kremu na dłoń. Powoli, okrężnymi ruchami zaczął go rozsmarowywać na umięśnionym ciele Freda. Zamruczał cicho, dodatkowo robiąc mu delikatny masaż. Niezwykle mu imponował swoją zawziętością dążenia do takiej sylwetki. Blizny... Ivo wiedział, że Fred użył czarów maskujących, zostawiając tylko te które wyglądały w miarę normalnie. Nie chciał drążyć tego tematu, jeżeli Fred czuł się w takiej formie lepiej. Nachylił się nad jego karkiem, nie przestając nawet na chwilę ruchów dłonią i musnął go lekko ustami i językiem. - Nachyl się, muszę trochę niżej nałożyć krem, bo się spalisz, mój ty Angliku. - zaśmiał się cicho mu do ucha, dalej muskając ustami jego skórę. W oddali mężczyzna coś krzyczał na przemian "KUKURYDZA! ZIMNE PIWO!" Tyle Ivo zrozumiał i nachylił się mocniej. - Napijemy się czegoś, albo zjemy? - uśmiechnął się zawadiacko, wsuwając dłonie na najniższe partie pleców Freda.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 38
Skąd : Anglia, Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 845
Dodatkowo : wilkołak
  Liczba postów : 205
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12295-frederick-alexander-bonmer#327931
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12305-50-punktow-dla-gryffindoru
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12306-yournightmare
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12307-frederick-alexander-bonmer#328001




Gracz






PisanieTemat: Re: Mielno   Sob Lip 23 2016, 23:48

Nie musiał długo czekać na Ivosza. Ten zaraz podszedł do niego z uśmiechem i usiadł za nim, biorąc tubkę z kremem przeciwsłonecznym. Gdyby go nie użył zapewne na drugi dzień nie ruszył by się z domku, tylko przeleżał i przejęczał szczypiącą i czerwoną jak barwy Gryffindoru, skórę. Ktoś pewnie by pomyślał, że Bonmer zachowuje się jak księżniczka i dama z tą swoją delikatnością, ale sprawa była nieco bardziej skomplikowana. Czerwony kolor jakoś by przecierpiał, ale poparzona blizna była nie do zniesienia. Dlatego też specjalnie starał się zasłonić te gorzej wyglądające. Gdy szrama złapie trochę słońca, powoli otwiera się, rozrywając skórę na nowo, nasiąka pojawiającymi się kropelkami krwi, a ból wraca ze zdwojoną siłą. Z racji tego, że Polscy mugole są niesamowicie ciekawscy i wściubiają nos w nie swoje sprawy, wolał nie dawać im powodu do plotek i tworzenia teorii, jakoby był płatnym zabójcą albo kanibalem który rozrywa swoje ofiary. W sumie nim był, ale coś co nie świadome się nie liczy, co nie?
Nieco szybciej wciągnął powietrze gdy chłodna maź dotknęła jego ciała, ale zaraz potem poczuł ciepło dłoni Ivosza, wcierającego w niego kremik. Był zdecydowanie najlepszym masażystą na świecie. Nie ważne czy smarował mu plecy, czy smyrał, czy masował, jego dotyk zawsze uspokajał bruneta. Był lekiem na wszystkie jego problemy, w momencie jego obecność sprawiała, że wszystko co smutne i przygnębiające, nagle znikało. Dlatego Bonmer tak sobie cenił jego bliskość, i w każdej sekundzie bał się, że nagle go straci, ale nigdy tego nie okazał. Skorupa w której tkwił, nadal była twarda. Pochylił się nieco, gdy Rozmital go poprosił a kilka kosteczek strzeliło w jego plecach, przynosząc ulgę. Ech, starość nie radość, dropsy nie tic tacki. Plus był taki, że chociaż był przystojny a za sobą miał mężczyznę swojego życia. Muśnięcia jego ust zostawiały po sobie, prądy przechodzące przez ciało nauczyciela.
- No tak, jako były ślizgon muszę zachować reputację.- uśmiechnął się, wracając do poprzedniej pozycji i wyprostował się, spoglądając na Ivo. Od zawsze drażnili go gryfoni, nie wiedział dlaczego ale jako uczeń nie mógł ich znieść. W ich godle zdecydowanie zamiast lwa, powinien znajdować się kurczak.
- No pewnie, czemu nie. Zdążyłem zgłodnieć przez tą całą podróż.- wzrok Freda powędrował na mężczyznę, a dłoń do kieszeni po drobniaki. Mugol zbliżał się ku nim, ale z pewnością nie podchodził do każdego na plaży z pytaniem czy czegoś sobie życzy. Nauczyciel wstał, przeciskając się pomiędzy ludźmi, aż w końcu stanął przed sprzedawcą. Niezbyt był pewny czy zdoła się porozumieć, ale przywdział poważną minę i skupił się. Z jego ust wyszło chyba jakiś "Co masz na sprzedaz?" i "dwa piwa, dwa jagodzanki i kukurydza". Nie dało się, nie zauważyć uśmiechu na twarzy sprzedawcy ale grzecznie podał jedzenie, Fred zapłacił i odwrócił się w stronę Ivo. No jak nic zrobił z siebie głupa bo nawet Rozmital, uśmiechał się podejrzanie. Cholera, na pewno znał polski lepiej od niego, w końcu czeski jest bardzo podobny. Z kamienną twarzą siadł na kocu, kładąc obok jedzenie i zerknął na mężczyznę.
- Proszę, powiedz, że nie zaproponowałem mu stosunku gdzieś na wydmach?-złapał się za czoło, marszcząc brwi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 34
Skąd : Praha.
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1802
  Liczba postów : 121
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12103-ivos-rozmital#325201
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12118-ivos-rozmital?nid=2#325248
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12119-franciszek#325249
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12120-ivos-rozmital#325251




Gracz






PisanieTemat: Re: Mielno   Pon Lip 25 2016, 14:52

Wpatrywał się jak przeciska się przez tłum ludzi i zagadał mężczyznę. Frederick dzielnie walczył z językiem polskim i Ivo poczuł mieszaninę niesamowitej dumy i rozbawienia. Widać, że mu to nie sprawiało ani radości, ani nie był zadowolony, że najpewniej angielski u pana z piwem i kukurydzą by nie przeszedł. Nie w tym miejscu, nie o tej porze, nie na trzeźwo, zdecydowanie. W końcu Fred wrócił z zakupionymi rzeczami, a Ivo rozłożył się wygodniej, podpierając na łokciach. Nie omieszkał przy okazji pozwolić sobie na dokładne zlustrowanie sylwetki Kochanka. Przyuważył też, że nie tylko on to uczynił, a kilka pań, które mijał. Podekscytowane szepty, które chyba tylko w zamiarze pierwotnym miały być szeptami, zrozumiał jednoznacznie "myślisz, że jak podejdziemy, to z nami porozmawia?", "nie, nie... on jest z kolegą... bardzo przystojnym kolegą..." i w tym momencie nastąpiło głośne zachłyśnięcie powietrzem, "pewnie przyszli na podryw, Aga, kto nie ryzykuje, ten nic nie dostaje!", "a jeśli to geje?", "no co ty, nie wyglądają na gejów, po prostu przyszli na plaże! To chyba obcokrajowcy...rozumiesz coś co mówią?", "niezbyt...wiesz jak wyglądała moja matura z angielskiego...". Ivo wsłuchiwał się z wielkim zainteresowaniem, oraz coraz bardziej poszerzającym się uśmiechem, którym nie poskąpił ów dwóm dziewczynom. "Proszę, powiedz, że nie zaproponowałem mu stosunku gdzieś na wydmach?"Usłyszał od Fredericka. Blondyn się zaśmiał i wziął swoją porcję do ręki. - A co, nie podoba Ci się ten jegomość? - spojrzał rozbawiony na troszkę kurpulętnego pana z towarem i pokręcił głową. - Mówiłeś tylko przez chwilę, że masz wolny czas wieczorem, a potem, że kukurydza, jagodzianka i piwo pasują kolorystycznie do jego oczu i chcesz je, by przypominały Ci o jego istnieniu. - wyszczerzył się szeroko i otworzył piwo. - Do tego zrobiłeś furorę, robiąc te kilka kroków, te dziewczyny nie mogły spuścić z Ciebie wzroku. - zaśmiał się i napił łyka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 38
Skąd : Anglia, Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 845
Dodatkowo : wilkołak
  Liczba postów : 205
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12295-frederick-alexander-bonmer#327931
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12305-50-punktow-dla-gryffindoru
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12306-yournightmare
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12307-frederick-alexander-bonmer#328001




Gracz






PisanieTemat: Re: Mielno   Pon Lip 25 2016, 22:26

Cóż Fred nie mógł się pochwalić zbyt dobrą znajomością języka polskiego, ale starał się podchwytywać coś od Ivosza, gdy ten mówił po czesku. Czasem siedzieli sobie a blondyn najprawdopodobniej nieświadomie, przemycał czeskie słowa pomiędzy zdaniami w języku angielskim. Bonmer bardzo doceniał, że posługuje się on angielskim, to bardzo mu ułatwiło sprawę. Choć starał się czasem powiedzieć coś w rodzimym języku Rozmitala, wychodziło pokracznie a brzmiało jeszcze gorzej. Aczkolwiek nauczyciel za cel obrał sobie nauczyć się choć trochę mówić po czesku, dla Ivosza. W tajemnicy przed nim powoli się uczył w wolnych chwilach, w końcu zawód nauczyciela nie jest tak prosty jak się wszystkim wydaje. Tony prac do sprawdzenia i szlabanów na których trzeba siedzieć i wymyślać najróżniejsze kary. W sumie wymyślanie kar to była ta dobra strona, przynajmniej można się było popisać kreatywnością.
Nie umknęły oczywiście jego uwadze i słuchowi, szepty za jego plecami wraz z nieśmiałymi spojrzeniami. Pochlebiało mu to, ale w duchu trochę się śmiał i żartował sam do siebie ehhh Bonmer jak Ty to robisz, że jesteś taki przystojny. Fakt, dość długo pracował nad sylwetką i uprawiał dużo sportu. Dzięki temu po przemianach był w stanie dotrzeć do domu, lub jakiegokolwiek bezpiecznego miejsca. Musiał o to dbać, właściwie gdyby nie wilkołactwo pewnie siedziałby na tyłku który spłaszczyłby się do końca a potem stał się wklęsły. To była dobra strona tych całych pełni, zaczął o siebie dbać. A tak na marginesie to lubił słyszeć komplementy ze strony pań, nawet jeżeli nie były wypowiedziane wprost. Nie umknęło też jego uwadze, że spoglądały na Ivosza, a jedna o mało się nie potknęła. Oj tak, Rozmital również był przystojny, a Bonmer nie mógł się wciąż uwierzyć, że to właśnie on może być przy jego boku. Czasem zastanawiał się czy to dobrze, może on zasługuje na kogoś lepszego? Myśli te zawsze były rozwiewane przez blondyna, za pomocą słów lub gestów. Frederick był po prostu szczęściarzem.
- Wiesz nie kręcą mnie kukurydziani chłopcy.- również się zaśmiał, gryząc gorącą kukurydzę, która trochę zdążyła poparzyć jego wargi.- Bardziej pociągający są mężczyźni z zakładów pogrzebowych.- puścił mu oczko, znów gryząc kawałek kukurydzy. Nawet dobra jak na kupioną od plażowego sprzedawcy.
- Kurcze, teraz będę musiał się z nim umówić, i może nawet przespać.- powiedział z winą wymalowaną na twarzy, ale po chwili się uśmiechnął.- Już przestań ściemniać, ja się tu staram zaszpanować, że coś umiem wydukać po polsku.- wydał z siebie coś na kształt śmiechu.
- Ach no wiesz, takie mięśnie nie przechadzają się po takich plażach codziennie. Muszę dostarczyć paniom trochę przyjemności. Ivosz, to prawie jak dobry uczynek, pozwól mi być dobrym, człowiekiem.- odłożył resztkę jedzenia i naprężył, cmokając biceps dla żartu.
- Na Ciebie też, patrzyły. Nie mów, że nie zauważyłeś, widziałem ten uśmiech i maślane oczy.- przysunął się do blondyna i upił łyk zimnego piwa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 34
Skąd : Praha.
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1802
  Liczba postów : 121
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12103-ivos-rozmital#325201
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12118-ivos-rozmital?nid=2#325248
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12119-franciszek#325249
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12120-ivos-rozmital#325251




Gracz






PisanieTemat: Re: Mielno   Nie Lip 31 2016, 13:32

Zaśmiał się głośno na słowa Fredericka i zaczął jeść kukurydzę. Faktycznie - dobre. Spodziewał się raczej totalnego gówna, a tu takie zaskoczenie. Napił się sporego łyka, jeszcze zimnego piwa. Jeszcze, bo temperatura dookoła potrafiłaby na kawałku metalu zrobić z jajek jajecznicę. Dosłownie. - Naprawdę dobrze Ci poszło. Nawet nie było to na zasadzie "Kali mieć, Kali chcieć". Trenowałeś, hm? A ten pan to chyba jednak jest zainteresowany bardziej paniami, przykro mi... nie masz szans.- Skwitował i zerknął na pulchnego pana, który właśnie sprzedawał ów dziewczynom, które się patrzyły na nich, towar.Powoli dokańczał kukurydzę, ciągle zerkając na mężczyznę. - Jesteś tak dobrym człowiekiem... za darmo, prawie charytatywnie uszczęśliwiasz biedne niewiasty. Czyste dobro, wiem kogo wybrałem jednak. Jestem wzruszony. - odłożył obgryzioną kolbę kukurydzy na woreczku i wziął kolejny łyk piwa. - Oczywiście, że widziałem. Całkiem ładne. Podobno Polki są najładniejszymi kobietami na świecie, nie powiem...mógłbym się zgodzić. - skupił ponownie spojrzenie na dziewczynach; bawiło go to, jak udawały, że nie spoglądały na nich, a tak naprawdę każdy ruch Ivo i Freda był dokładnie monitorowany. - Nie znają angielskiego, ale już podejrzewała jedna, że jesteśmy gejami. Druga wyśmiała ją, bo "nie wyglądają". - zaśmiał się. - kocham zaściankowość tego kraju, zawsze mnie bawili, ale myślałem, że sposób myślenia się im zmienił w ciągu tych kilku lat... no cóż. Racji trochę mają, gejami nie jesteśmy. - odwrócił głowę i posłał szeroki uśmiech Frederickowi. - nie całkiem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 38
Skąd : Anglia, Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 845
Dodatkowo : wilkołak
  Liczba postów : 205
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12295-frederick-alexander-bonmer#327931
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12305-50-punktow-dla-gryffindoru
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12306-yournightmare
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12307-frederick-alexander-bonmer#328001




Gracz






PisanieTemat: Re: Mielno   Wto Sie 02 2016, 16:11

Fred przyjeżdżając tu nie spodziewał się, że temperatura będzie tak wysoka. W końcu Polska to nie Afryka, a jednak było chyba grubo ponad 30 stopni. Dobrze, że z nad morza wiał wiatr, bo inaczej pewnie usmażyliby się na tym piasku na amen. A tak, co jakiś czas chłodny powiew otulał ich ciała, chłodząc i dając lekkie orzeźwienie. Co do pogody, to Bonmer liczył na maksimum 25 stopni i zachmurzenie, cóż każdy może się pomylić.
- Och naprawdę? Ale nie zamierzam uczyć się polskiego, wystarczy, że kaleczę po czesku.- upił łyk piwa, dłonią zasłaniając oczy przed palącym słońcem. Nałożył na głowę kapelusz który choć troszkę osłonił go przed żarem lejącym się z nieba. Dobrze, że go ze sobą zabrał, inaczej jego mózg zmienił by się w papkę i wypłynął uchem.
- Może i lepiej. Jeszcze by mi kazał roznosić jedzenie po tej plaży... a jak wiadomo, nie po to tu przyjechałem.- uśmiechnął się pod nosem, przysuwając się do Ivosza i całując w policzek. Nie miał zamiaru specjalnie kryć się ze swoimi uczuciami, nawet jeśli wywoływałoby to obrzydzenie wśród ludzi na plaży. Wiedział, że temat homoseksualizmu jest tutaj na bardzo niskim poziomie, wraz z tolerancją. Bonmer był pewien jednego, jeżeli ktoś miałby problem z ich okazywaniem czułości w miejscach publicznych, to pocałował by pięść nauczyciela, jednocześnie wyciągając z tyłka jego buta.
- No widzisz, jaki ze mnie cudowny człowiek, takich się docenia.- puścił mu oczko, w nadziei, że zrozumiał podtekst ukryty w tym zdaniu. Zaraz potem jego zielone oczy wróciły do dziewczyn, które ewidentnie nie mogły oderwać od nich wzroku, chciał nieco rozwiać ich wątpliwości co do podejścia tutaj i zagadania. Najpierw puścił do nich oczko, ukazując rządek białych zębów, a potem chwycił za twarz Ivo i mocno pocałował. Gdy oderwał się od niego, kobiety gdzieś odeszły, ze spuszczonymi głowami i gasnącą nadzieją w oczach.
- Wybacz, ale nie mogłem znieść tego,że robimy im taką nadzieję.- upił kolejny łyk piwa, rozkoszując się jego goryczą i niską temperaturą. Nie mógł zaprzeczyć stwierdzeniu Rozmitala. Polki zdecydowanie były najładniejsze na świecie, aż chciałoby się je...kulturalnie powitać i zaprosić na kawę.
- Nie liczyłbym na poprawę myślenia. Polacy są zbyt prymitywni i ograniczeni żeby zrozumieć pewne kwestie. Ale może nie zawracajmy sobie tym głowy, mam o wiele lepsze zajęcia. Np. jutro...- spojrzał na Rozmitala z miłością w oczach.- Chciałbym cię zaprosić na kolację, wieczorem. Tylko Ty i ja, na plaży.- uśmiechnął się, chwytając dłoń mężczyzny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 34
Skąd : Praha.
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1802
  Liczba postów : 121
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12103-ivos-rozmital#325201
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12118-ivos-rozmital?nid=2#325248
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12119-franciszek#325249
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12120-ivos-rozmital#325251




Gracz






PisanieTemat: Re: Mielno   Pon Wrz 05 2016, 19:13

- Czy ja kiedykolwiek powiedziałem, że nie jesteś cudowny? Jesteś... - w tym momencie zawiesił na nim spojrzenie przez dłuższą chwilę i odetchnął z uśmiechem. - jesteś najcudowniejszą osobą jaką kiedykolwiek spotkałem, mój nauczycielu, Bonmer. - Napił się piwa i poprawił się, na chwilę znów zwracając spojrzenie na dziewczęta. Zamilknął i wsłuchał się w słowa Fredericka. To było to czego potrzebował. Ten pocałunek, te usta, które sprawiły, że miał ochotę zapomnieć o wszystkim co go otacza. Ujął jego dłoń, którą przyciągął go do siebie i spojrzał mu w oczy. - Wiesz, że grzeszymy, biorąc pod uwagę tutejsze podejście? A te biedne dziewczęta takie rozochocone były... nie zdziwiłbym się, gdyby potem pojawili się jacyś mugole - homofobi. Chociaż? Podobało mi się jak na Ciebie patrzyły i wtedy wiedziałem, że mogą zrobić...nic? Bo jesteś mój. I czułem się niesamowicie dumny. Z Ciebie i z samego siebie, że Cię mam.. -  ujął jego dłoń, lekko ją całując. - K...kolacja? To brzmi... - zaśmiał się cicho i przygryzł lekko wargę, potem szeroko się uśmiechając. - to brzmi pięknie, Fred. Jednak jak planujesz to zrobić? Zaklęcia dające prywatność, co? - odwzajemnił spojrzenie, ściskając lekko jego dłoń. Drugą dłonią za to odgarnął mu włosy, unosząc podbródek, by dokładniej skierować spojrzenie na siebie. - Niczego bardziej nie pragnę, Fredericku, niż spędzać z Tobą każdą chwilę. Nawet najmniejszą. - zjechał dłonią po jego torsie, na chwilę zapominając o tym, że są na plaży obleganej przez masę dziwnych mugoli. Swoją drogą, jak żyją polscy czarodzieje? Jakby na zawołanie myśli, może i czaru? Może specjalnej umiejętności, którą Ivo skrywa w sobie? Dwoje ludzi w dość specyficznych strojach przemknęło przed nimi. Nie wyglądali jakby byli gotowi na plażing, a z daleka można było usłyszeć, że mówią o czymś zdecydowanie niezwyczajnym. Kobieta wspomniała coś o mandragorze...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 38
Skąd : Anglia, Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 845
Dodatkowo : wilkołak
  Liczba postów : 205
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12295-frederick-alexander-bonmer#327931
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12305-50-punktow-dla-gryffindoru
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12306-yournightmare
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12307-frederick-alexander-bonmer#328001




Gracz






PisanieTemat: Re: Mielno   Czw Lis 03 2016, 15:28

Komplementy które prawił mu Ivosz, doprawdy podniosły jeszcze bardziej jego samoocenę. Przez
chwilę poczuł się jak najprzystojniejszy mężczyzna świata, mogący mieć wszystko i wszystkich. Ale właśnie w tym rzecz, nie chciał mieć wszystkiego, chciał Rozmitala i tylko jego. Od pewnego czasu przestał się zastanawiać nad tym czy ten związek w ogóle ma sens? Obawy przed skrzywdzeniem mężczyzny gdzieś zniknęły, co w pewien sposób martwiło Fredericka. Nie były one w kontekście tego, że przestał go kochać ale nie mógł dłużej powstrzymywać się przed przebywaniem w jego towarzystwie. I to właśnie było dla niego najtrudniejsze. Świadomość, że może go kiedykolwiek skrzywdzić, zapominając choćby na chwilę kim jest, z jednoczesnym pożądaniem go i chęcią spędzenia z nim reszty życia. Wypełniały go miłość i jednoczesny cień strachu, aż do pewnego dnia w którym obudził się, czując przy sobie ciepłe ciało i spokojny oddech mężczyzny. Wtedy zrozumiał, że nie jest w stanie zrobić mu krzywdy, nawet pod postacią wilkołaka, umiał by się powstrzymać. Przynajmniej miał taką nadzieję.
- Wiesz jak bardzo mam to gdzieś, prawda?- uśmiechnął się, unosząc lewy kącik ust.- Gdyby ktoś miał coś do powiedzenia na nasz temat, chętnie bym sobie z nim pogawędził nieco konkretniej. Bo zapamiętaj, nikt nie będzie nas obrażał, albo gorzko tego pożałuje.- przegarnął włosy, wystawiając twarz do słońca. Bonmer, należał raczej do osób które charakteryzują się dużą cierpliwością, ale chamstwa i nietolerancji nie znosił.
Serce mocniej mu zabiło gdy zauważył reakcję Ivosza na jego propozycję kolacji. Wiedział, że mu nie odmówi, ale mimo wszystko czuł się jakby znów miał 17 lat i zapraszał swoją pierwszą szkolną miłość na ich, pierwszą randkę od której zależałyby losy dalszego związku. Spojrzał na niego, ukazując w międzyczasie rządek białych zębów i przysunął się do Ivosza, całując go czule w dolną wargę.
- Będę czuł się zaszczycony Twoją obecnością dzisiejszego wieczoru, Panie Rozmital.- puścił mu oczko, powoli podnosząc się z koca. Przeciągnął się, prężąc, specjalnie przed grupką dziewczyn które prawie zaśliniły się na jego widok. Prychnął pod nosem i puścił im oczko, lecz po chwili podniósł Rozmitala na wysokość swojej twarzy i mocno pocałował, wprawiając w niekomfortowy nastrój całą plażę.
- Wiesz co, muszę coś jeszcze załatwić na mieście...Będziesz na mnie bardzo zły, jeżeli zostawię Cię na parę godzin. Spotkajmy się na plaży około godziny 20:00. Nie tęsknij za bardzo.- uśmiechnął się do Ivosza, całując w czoło i odszedł w kierunku wyjścia numer 23. Oby tylko Ivosz się niczego nie domyślił, Bonmerowi bardzo zależało na tym, żeby udało mu się sprawić mu niespodziankę i uczynić ten wieczór wyjątkowym.
--------------------------------------------------------------------------------
Zaraz po opuszczeniu plaży, skierował swoje kroki do domku. Chciał w miarę szybko, zabrać potrzebne rzeczy zanim Rozmital wróci i go zauważy. Co prawda nie miał, aż takich powodów do obaw ponieważ godzina była jeszcze wczesna, a pewnie i sam mężczyzna będzie chciał się powygrzewać na ciepłym słoneczku. Bonmer wszedł do chatki,odsunął dywan pod którym znajdowała się klapa. Wszedł do pomieszczenia pod nią, w którym już wszystko czekało starannie przygotowane w wielkich pudłach, ale zapewne gdyby nie magia, nigdy by tego stąd nie wyciągnął a co ważniejsze przeniósł w odpowiednie miejsce na plaży. Był duży, tak. Umięśniony też, ale jak wiadomo nie miał zamiaru biegać jak pomylony co chwilę i kawałek po kawałku przynosić rzeczy. Stanął nad wielkimi pudłami i zaklęciem zmniejszył je do rozmiaru kieszonkowego, po czym schował w plecaku. Świeczki? Są. Sztućce? Są. Wymieniając w największym skupieniu, każdą najmniejszą rzecz, powoli opuścił piwniczkę. Nie mógł sobie pozwolić na najmniejszą pomyłkę. Wszedł do sypialni, otwierając szafę i wyciągnął z niej ubranie, ale o tym później. Postąpił bardzo podobnie jak poprzednio z pudłami i wyszedł w kierunku miejsca spotkania. Zanim jeszcze zaproponował Rozmitalowi cały ten wyjazd, szukał odpowiedniego klimatu i miejsca które będzie wystarczająco wyjątkowe. Nie chciał, żeby było to coś oklepanego. Miało być romantycznie i z daleka od wszystkich. Przeglądając zdjęcia trafił na małą zatoczkę, którą można było wynająć za niewielką sumę pieniędzy, na całą noc. Od razu wiedział, że to będzie to miejsce...Szum fal, ciepły od nagrzanego słońca piasek i niebieskie niebo, lekko zakryte błękitno-fioletowymi chmurkami. Nauczyciel wziął, głęboki oddech i zaczął przygotowania.
Na wszelki wypadek, rzucił zaklęcie chroniące przed mugolami, aby Ci na pewno nie zdążyli im
przeszkodzić i zepsuć, miał nadzieję pięknego wieczoru, jaki miał w planach. Lepszej pogody niż dzisiaj nie mógł sobie wyobrazić. Słońce powoli skłaniało się ku zachodowi a co jakiś czas jego twarz otulał ciepły wiaterek. Nie zastanawiając się dłużej rozpoczął przygotowania. Z pudeł które dotychczas spoczywały w woreczku, wyciągnął stolik i dwa krzesła, nakryte białym materiałem. Ustawił je nieco pod kątem, aby mieli dobry widok na zatoczkę i morze. Rozwinął biały obrus a na nim ułożył nieco mniejsze paski z brązowej tkaniny. Przegarnął kosmyk włosów który co jakiś czas smyrał go po nosie i uśmiechnął się do siebie. Po chwili stół został zastawiony dwoma brązowymi talerzami, kieliszkami i sztućcami. Nawet serwetki nie leżały zwyczajnie, a zostały złożone na kształt łabędzi. I nawet nie pytajcie ile godzin, Bonmer próbował złożyć to ustrojstwo żeby nie wyglądało jak rozdeptany ślimak. Do całości, w rogu ustawił trzy zapalone i przyozdobione świece. Tak, świece były tu kluczowe. Kilkanaście z nich zostało postawione w losowych miejscach na plaży. Sprawiały, że zatoczka była jeszcze bardziej romantycznym miejscem niż wcześniej, dawały lekkie światło które wydawało się prawie nie widoczne, a jednak wprawiało w niesamowity nastrój. Mężczyzna podszedł do jednego z większych głazów i wyciągnął starannie przygotowane kawałki drewna, którymi posłużył się do rozpalenia ogniska. Jasny i żywy płomień powoli rozpalał się, a zaraz przy brzegu zapłonęły dwie skrzyżowane pochodnie. Było pięknie, tylko jeszcze brakowało jednego małego szczegółu...no może dwóch. Chowając się za głazem, Frederick zdjął ubranie i wyciągnął zestaw nieco bardziej pasujący na randkę z miłością jego życia.
Założył śnieżnobiałą koszulę i coś w rodzaju spodni od garnituru, podwiniętych nad kostki. Krawat sobie darował, a klatkę piersiową skropił perfumami. Im bliżej umówionej godziny, tym bardziej denerwował się spotkaniem z Ivoszem. Co się z Tobą dzieje Bonmer...nie zachowuj się jak baba. Zacierał lekko wilgotne ręce. Wyciągnął czerwone wino i postawił je na stoliku, wraz z sałatką z łososia którą, zamówił w restauracji nieopodal. Wyglądała lepiej niż, się spodziewał. Zerknął nerwowo na zegarek i sięgnął do kieszeni, celem sprawdzenia jej zawartości. Uff, wszystko jest na swoim miejscu.
Wyszedł przed zatoczkę, czekając na ukochanego, który właśnie zmierzał w jego kierunku. Wyglądał tak męsko, tak cudownie, a świadomość, że idzie właśnie do Fredericka, sprawiła, że nauczycielowi zmiękły kolana. Jeszcze nigdy nie czuł się tak jak dzisiejszego wieczoru. Ujął dłoń Kochanka i ucałował ją, nie spuszczając z niego wzroku.
- Wyglądasz...prze męsko, Kochanie. Zapraszam na kolację.- Uśmiechnął się nonszalancko i wprowadził Rozmitala do zatoczki. Widząc zadowolenie malujące się na twarzy Kochanka, serce zabiło mu mocniej. Zasiedli razem do stołu, a Bonmer napełnił ich kieliszki winem. Łosoś pachniał tak pięknie, że oboje tylko spojrzeli na siebie i zaczęli konsumować danie. Brunet miał wrażenie, że trwało to wieczność zanim skończyli posiłek i wreszcie miał okazję do działania. Czuł jak mocno wali jego serce, a on sam denerwuje się, jeszcze bardziej niż kilka minut wcześniej. Powoli wstał od stołu i podszedł do blondyna, podając mu dłoń. Uśmiechnął się przy tym czule, spoglądając na niego z miłością. Podprowadził go bliżej ogniska, tak aby mogli widzieć każdą emocję na swoich twarzach. Spojrzał głęboko w oczy Ivosza i chwycił go za dłonie.
- Ivo, dzisiejszy wieczór jest wyjątkowy. A przynajmniej chciałbym aby taki był. Nie mam na myśli tych wszystkich świeczuszek, kolacji a fakt, że jesteśmy tu razem. Dość niedawno uświadomiłem sobie, jakim jestem szczęściarzem, że Cię mam. Tak naprawdę w życiu nie pomyślał bym, że taki mężczyzna jak Ty kiedykolwiek na mnie spojrzy. Że da mi tyle, szczęścia i pozwoli zapomnieć o wszystkich problemach.- pogładził dłonią jego policzek.- Jesteś moją jedyną i prawdziwą miłością, moim przyjacielem, moją radością, nadzieją i szczęściem. Kimś bez kogo życie nie miałoby sensu, jesteś moim tlenem.-wziął głęboki oddech.
-Dlatego... -uklęknął przed Ivoszem na jedno kolano, sięgając po granatowe pudełeczko, ukryte w kieszeni jego spodni. Otworzył je i ukazał obrączkę która, znajdowała się w centralnym jego punkcie.
-Ivoszu Rozmital, Kocham Cię i chciałbym wiedzieć czy uczynisz mi ten zaszczyt i zechcesz spędzić ze mną resztę życia?- wbił w niego swoje, ciemnozielone, pełne zdenerwowania oczy i czekał na odpowiedź.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 34
Skąd : Praha.
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1802
  Liczba postów : 121
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12103-ivos-rozmital#325201
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12118-ivos-rozmital?nid=2#325248
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12119-franciszek#325249
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12120-ivos-rozmital#325251




Gracz






PisanieTemat: Re: Mielno   Pon Sty 30 2017, 18:13

Od jakiegoś czasu przebywanie w towarzystwie Fredericka, było dla niego tak naturalne i normalne, że jak tylko obaj się oddalali do swoich zajęć, do swoich prac, Ivo czuł się wręcz... nieswojo? Można tak to nazwać. Dlatego ten wyjazd był dla niego idealną opcją. Te kilka, kilkanaście dni w których w, cóż, bardzo przyjemny sposób był 'skazany' na obecność Kochanka, tylko napawały go radością. Może nawet większą, niż był w stanie okazać na zewnątrz.
Przejechał powoli dłonią po wierzchu dłoni Freda i skinął głową. - Jeżeli musisz... ja popodziwiam widoki sam w takim razie. - tu wyszczerzył szereg równych, białych zębów do mężczyzny, intonując głos dość sugestywnie. Słońce uderzyło mu w oczy, więc by przyjrzeć się partnerowi, przyłożył dłoń nad oczy, a potem skierował lekko złośliwie spojrzenie na grupkę ratowników. Zaśmiał się. - Żartuję. Idź, idź. Chętnie poleżę w cieple i przy szumie fal... i pana wołającego coś o jagodziankach. - Kończąc słowa, położył się, przysłaniając czoło wiklinowym, specjalnie zakupionym na ten wyjazd kapeluszem. Frederick odszedł, a Ivo pogrążył się w snuciu domysłów, co czarodziej - Anglik może załatwiać w Mielnie w Polsce... przez chwilę ta myśl mu zaprzątała głowę, jednak szybko doszedł do wniosku, że nie ma co się zastanawiać, zapyta się go później.

***

Dobijała 20:00. Ivo stał przed lustrem, poprawiając rękawy całkiem eleganckiej, rozpinanej koszuli, chociaż nie należała ona do formalnego stylu, jaki można spotkać w połączeniu z np. garniturem. Przyglądał się sobie dokładnie, trochę krytycznie na widok niewielkich siwych włosów "...to ze stresu.'' wmawiał sobie. No tak, praca ze zmarłymi jest niesamowicie stresująca...
Po chwili stwierdził, że jednak te włosy dodają mu męskości, tak samo jak te kilka zmarszczek w okolicach oczu i czoła. Za dużo się śmiał, zdecydowanie to dlatego. No ale cóż poradzić, tak to jest, jak się ma olśniewający uśmiech, który wręcz czaruje każdego, kto zostanie nim obdarowany.
Poprawił spodnie, wsuwając skórzany, czarny pasek. Perfekcyjnie. Koszula wysunięta, rozpięte pierwsze trzy guziki. Włożył jeszcze srebrny zegarek na rękę z wygrawerowanym herbem rodzinnym od dołu. Na koniec spryskał się nieco swoimi ulubionymi perfumami i przejechał palcami przez włosy, próbując nadać im udawanego nieładu, jakby całkowicie nad nimi wcześniej nie pracował.
Kiedy uznał, że już wszystko jest dopięte na ostatni guzik, wyszedł z domku, zamknął drzwi i skierował się w stronę umówionego miejsca. Spojrzał na czas "...no tak, spóźnię się, na brodę Slytherina... cholerne włosy, to wszystko przez nie. A właściwie przez tę sól od tego morza, są tak suche i nieprzyjemne..." Z wewnętrznych analiz struktury włosa i powodów, dlaczego jest tak, a nie inaczej wybił go widok Fredericka, który stał i czekał w oddali. Ivo mimowolnie się uśmiechnął szeroko, widząc w co ubrany jest Kochanek i co za nim się skrywa, chociaż Blondyn podejrzewał, że to ułamek tego co jego partner szykował. Pokręcił głową, nie przestając się uśmiechać. Przez chwilę lustrował wzrokiem Freda, a potem lekko zagryzając wargę skwitował - Zawsze mi się podobasz w częściowym garniturze. Niesamowicie podkreśla Twoją sylwetkę i mięśnie. - w tym momencie w spojrzeniu Ivo pojawił się zawadiacki błysk. Podsunął się o krok bliżej mężczyzny, wpatrując się w jego zielone tęczówki. Jednak pozwolił się powstrzymać i zaprowadzić do zatoczki. Jego oczom ukazała się pięknie przygotowana kolacja, z winem i posiłkami. Ivo pokręcił głową, jednak ciągle nie mógł się przestać uśmiechać. Zasiedli przy stole i przystąpili do posiłku. Morze naprawdę potrafi sprawić, że ludzie są głodni, więc zadziwiająco szybko zakończyli konsumpcje. Ivo upił jeszcze kilka łyków wina i w tym momencie, kiedy właśnie miał coś powiedzieć, Fred podszedł do niego, wyciągając ku niemu rękę. Chwycił ją zdecydowanie i znów dzisiejszego wieczora dał się poprowadzić według planu Kochanka. Usiadł obok ogniska. Brunet wydawał się być niesamowicie zdenerwowany i spięty. Ivo przejechał dłonią po jego plecach i szyi, chcąc go trochę uspokoić. - Coś się stało, Fred? - I wtedy Nauczyciel zaczął mówić: "- Ivo, dzisiejszy wieczór jest wyjątkowy. A przynajmniej chciałbym aby taki był. Nie mam na myśli tych wszystkich świeczuszek, kolacji a fakt, że jesteśmy tu razem. Dość niedawno uświadomiłem sobie, jakim jestem szczęściarzem, że Cię mam. Tak naprawdę w życiu nie pomyślał bym, że taki mężczyzna jak Ty kiedykolwiek na mnie spojrzy. Że da mi tyle, szczęścia i pozwoli zapomnieć o wszystkich problemach.Jesteś moją jedyną i prawdziwą miłością, moim przyjacielem, moją radością, nadzieją i szczęściem. Kimś bez kogo życie nie miałoby sensu, jesteś moim tlenem. " I zamilknął. Ivo poczuł ciepło, które rozgrzało jego ciało i nie wiedział, czy to bardziej ognisko, czy raczej te słowa, które zostały wypowiedziane, przez jego partnera. Szum fal pobrzmiewał, jakby zagłuszając ciszę. I wtedy właśnie nie dając mu nawet zebrać myśli... Frederick uklęknął przed nim, zadając jedno z ważniejszych pytań, jakie można zadać, lub usłyszeć w życiu. "...czy uczynisz mi ten zaszczyt i zechcesz spędzić ze mną resztę życia?" i otworzył pudełeczko, w którym znajdowała się srebrna, męska, szeroka obrączka z zielonym wypełnieniem. Ivo przez jakiś czas wpatrywał się w obrączkę, a potem spojrzał na pełne zdenerwowania spojrzenie i twarz swojego partnera. Poruszył kilkakrotnie ustami, jakby chciał coś powiedzieć, ale potem się szybko rozmyślał. Odchrząknął i spojrzał mu prosto w oczy. - Nie spodziewałem się, że to ja właśnie kiedykolwiek w życiu usłyszę to pytanie, a nie na odwrót... - i w tym momencie się zaśmiał, nachylając się nad jego ustami i składając na nich mocny, zdecydowany pocałunek, tym samym sprawiając, że Frederick położył się na piasku, a Blondyn zaraz za nim, podpierając się rękoma po obu stronach głowy partnera, pogłębił pocałunek, tylko po to, by odsunąć się na chwilę z szerokim uśmiechem. - Oczywiście, że się zgadzam i ... -odchrząknął. - Łaskawie uczynię Ci ten zaszczyt, Kochanie. - to mówiąc ponownie zatopił się w jego wargach. Tym razem już nie jako kochanek i partner, ale jako narzeczony.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 38
Skąd : Anglia, Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 845
Dodatkowo : wilkołak
  Liczba postów : 205
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12295-frederick-alexander-bonmer#327931
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12305-50-punktow-dla-gryffindoru
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12306-yournightmare
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12307-frederick-alexander-bonmer#328001




Gracz






PisanieTemat: Re: Mielno   Nie Maj 14 2017, 21:19

Miał wrażenie, że oczekiwanie na odpowiedź Ivosza trwała całe wieki. Serce w klatce piersiowej Fredericka biło tak mocno jak jeszcze nigdy w życiu. Jego dłonie pokryły się małą warstewką potu, a ciemnozielone oczy wpatrywały się w blondyna nie ukazując absolutnie żadnego zdenerwowania. A przynajmniej miał taką nadzieję. Nigdy, nawet przez chwilę nie myślał, że będzie inicjatorem takiej sytuacji, że znajdzie się w takim położeniu. Oczywiście w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Ivosz go zmieniał, sprawiał, że Bonmer czuł coś poza obrzydzeniem i nienawiścią do samego siebie. Zapewne brzmi to jak myśli jednego z tych dzieciaków które, udają jak bardzo ich życie jest ciężkie, pełne bólu i ogólnego cierpienia, oczekując współczucia i zainteresowania innych. Ale nie w tym rzecz. Każdy kto znał Freda chociaż w połowie tak dobrze jak Ivo, miał świadomość jak zniszczona jest psychika tego mężczyzny. Przez większą połowę swojego życia, nie kontaktował się, ze światem, strona uczuciowa wygasła i została zdeptana. Ale nagle coś się zmieniło. Na początku nie było wiadomo co jest przyczyną tej zmiany i dlaczego w ogóle ona nastąpiła. Niektóre z uczuć przybrały na intensywności, czyjeś spojrzenie było tak przenikliwe, że nie pozwalało na skupienie. Bonmer doskonale wiedział, że nie może sobie pozwolić choćby na chwilę słabości, bo cały jego dotychczasowy wizerunek legnie w gruzach. Każda część jaką w sobie wypracował ulegnie zmianie, a całokształt zmieni się w kupkę pyłu. Będzie musiał zaczynać wszystko od początku. Przegrał i wygrał jednocześnie.
Chociaż w tym momencie zastanawiał się czy faktycznie wygrał, bo wciąż oczekiwał odpowiedzi od wpatrzonego w niego Ivosza. W duchu wiedział jaka ona będzie ale wiadomo, mogło być zupełnie inaczej. Może on wcale nie czuł tego co Frederick, może to wszystko to była jedna wielka pomyłka? Ale z drugiej strony wcale nie byli by tutaj razem, w takich okolicznościach, gdyby to było prawdą. Gdy dojrzał cień uśmiechu na twarzy kochanka, serce uderzyło jeszcze mocniej niż dotychczas, a dłoń zadrżała, ściskając małe pudełeczko. Oczywiście, że się zgadzam i ... Łaskawie uczynię Ci ten zaszczyt, Kochanie. Na dźwięk tych słów usta bruneta uniosły się ku górze w szerokim uśmiechu. Wsunął obrączkę na palec Ivosza, po czym oboje znaleźli się na piasku gdy ten wpił się w usta nauczyciela. Ach jak cudownie było czuć jego ciepłe wargi i zapach dobrze już znanych perfum. Był jego i tylko jego. Każdy najmniejszy włos tego mężczyzny należał do Bonmera. Wplótł dłoń w jego blond kosmyki, dociskając tym samym głowę świeżo upieczonego narzeczonego.
-Kocham Cię.-powiedział krótko, przerywając pocałunek. Uśmiechnął się w ten specyficzny sposób, nachylił się nad uchem mężczyzny i nie mogąc się powstrzymać szepnął.
-Nie spierdol tego.-parsknął śmiechem i wtulił w siebie jego ciało. Miał wszystko czego potrzebował.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Mielno

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
reszta świata
 :: 
Świstokliki
-