IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Nawa główna

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 21
Skąd : Hiszpania, Walencja
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 1721
  Liczba postów : 914
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12573-candida-feliciana-miramon#339796
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12577-cukierek
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12578-lluvia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12581-candida-feliciana-miramon




Gracz






PisanieTemat: Nawa główna   Wto Lip 19 2016, 16:32


NAWA GŁÓWNA


Nawa główna to reprezentacyjna część kościoła. Ogromne, drewniane drzwi otwarto na oścież tak, by goście nie mieli problemu z trafieniem do środka. Od razu po przekroczeniu progu można dostrzec wspaniałą rozetę, która rzuca kolorowe światło na zabytkowy ołtarz. Wzrok przyciągają monumentalne kolumny ozdobione rzeźbieniami. Ten kościółek to idealne miejsce na chwilę skupienia i zadumy. Przyjemny chłód pozwala zapomnieć o skwarze panującym na zewnątrz. Błogą ciszę od czasu do czasu przerywają przyciszone głosy ludzi. Światło jest tutaj rozproszone, a dzięki licznym oknom wnętrze jest jasne. W powietrzu unosi się delikatny zapach kadzideł. Niesamowity, tajemniczy klimat aż bije od tego miejsca. Na czas ślubu ławki przystrojono żywymi kwiatami, które zaczarowano tak, by nie więdły. Obok, w nawie bocznej, można dostrzec żebrzącą staruszkę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 28649
  Liczba postów : 32434
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Nawa główna   Pon Lip 25 2016, 23:21

Z czasem na placu przed kościołem zaczęło robić się tłoczno i goście, po przywitaniu się ze znajomymi lub dalszą rodziną, zaczęli kierować się do kościoła. Niektórzy, przez nieuwagę, wchodzili nie tymi drzwiami, co powinni, i trafiali do zakrystii. Nie mogli podziwiać fasady budynku, jednak bez problemu trafili do nawy głównej przystrojonej białymi szarfami i zaczarowanymi kwiatami. Środek wyłożono czerwonym dywanem, po którym państwo młodzi będą mogli podejść do ołtarza. Nie było jednak jeszcze osoby, która miała poprowadzić uroczystość i udzielić młodej parze ślubu.
Czarodzieje, bo warto zaznaczyć, że tylko takie osoby zostały zaproszone, zajmowali ławki, poprawiali stroje i sprawdzali, czy mają ze sobą prezenty. Budynek wypełniały teraz szmery rozmów, bo goście nie mogli powstrzymać się od komentowania wystroju wnętrza, pomysłu na wesele ani niesamowitości wyspy. Oczywiście ci, którzy o ślubie wiedzieli od młodej pary, o wiele bardziej zainteresowane były całą ceremonią i omawianiem późniejszego życie nowożeńców niż myśleniem nad weselnymi zabawami. Natomiast hogwartczycy, zapewne w większości, do kościoła przyszli z przymusu, aby zobaczyć pannę młodą w sukni ślubnej i jej ewentualne potknięcia. Ale na to musieli jeszcze poczekać, bo do samej uroczystości zostało trochę czasu, a @Prudencía O. Velásquez i @Lope Mondragón z pewnością denerwowali się o wiele bardziej niż wcześniej. Jeszcze świadkowie – @Aaron Duarte i @Adoria Nymphia Amparo – musieli dopiąć wszystko na ostatni guzik, pomóc nieco zagubionym gościom i zająć się uspokajaniem zdenerwowanych młodych.
W kościele pobrzmiewała delikatna, hiszpańska melodia, przy której można było się odprężyć, a którą odpowiedzialne były magiczne organy, które same grały. Na balkonie, z tyłu kościoła, siedziało już kilka osób, które najwyraźniej miały odpowiadać za oprawę muzyczną uroczystości zaślubin.

Posty możecie już pisać! Najlepiej tu albo w nawie bocznej. Polecam obejrzeć wszystkie miejsca i spróbować wielu atrakcji! Tam, gdzie są państwo młodzi, należy ustosunkowywać się do ich postów, a także do tego, co pisze MG. To się tyczy każdego tematu, bo MG odpowiada za kolejne urozmaicenia!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VI
Wiek : 17
Skąd : Hiszpania, Walencja
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 530
  Liczba postów : 437
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12988-dulce-reina-miramon
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13011-relacje-dulci#349359
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13012-poczta-dulce#349360
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13013-dulciowy-kuferek-magicznosci#349367




Gracz






PisanieTemat: Re: Nawa główna   Wto Lip 26 2016, 11:54

W tak wielkim dniu, nie mogło zabraknąć oczywiście najbliższych znajomych państwa młodych, co za tym idzie właśnie Candy oraz jej rodziny. To również tyczyło się Dulce, która mimo początkowych protestów, w jakiś sposób się przekonała do tego pomysłu. Ale ileż to było dyskusji na ten temat? Nie potrafiła zliczyć. Bo przecież dobrze ich nie znała, nie przepadała za ślubami, weselami, zawsze kojarzyły się jej z dziwną atmosferą pijaństwa, dziwnych zabaw weselnych i dziwnych ludzi. Tych ostatnich nie mogło wcale zabraknąć przecież. Na całe szczęście, nie była sama. I to wcale, a wcale nie chodziło o jej rodzinę, najbliższych, tylko przyjaciela, @Ben Rogers. Już czuła jak jej żołądek skręca się boleśnie i podchodzi do gardła. Zaraz sypie się grad pytań: "A kto to?", "To twój chłopak?", "Gratuluję Dulce w końcu sobie kogoś znalazłaś.". To wszystko przyprawiało ją o dreszcze, zimne i nieprzyjemne. Najbardziej bała się wzroku tej, która patrzyła na nią całe życie z pogardą w granatowych oczach. Z kolei jakby przyszła sama usłyszałaby tylko: "No nie dziwię się, że jesteś sama.". Okropieństwo. W dodatku, mieli się tu zjawić oczywiście ludzie, z hiszpańskiej szkoły Calpiatto. To nie było nic przyjemnego dla niej, nie po to przenosiła się do innej szkoły by musieć patrzeć na te zakazane mordy. Wszystko przemawiało za tym by nie wybierać się na ten ślub, wesele, był tylko jeden argument za tym by wyjść do ludzi. "Dulce, bo przecież tak nie wypada.". Cóż, musiała. Było jeszcze wiele, wiele więcej zamieszania z wyborem sukni. Wiele godzin spędzonych w sklepach, by wybrać, skromną i elegancką kreację. Nie wyzywającą, jak w przypadku Candy, ale nadal gustowną i przyciągającą wzrok. Całości dopełniały jasne, buciki na obcasie, oczywiście nie na tak ogromnym jak w przypadku siostry, ale jednak. Skromny, jasnobrązowawy makijaż przeplatany elementami kremowymi, lekko kawowymi. Wszystko to podkreślało kolor oczu Dulce oraz jej zgrabne usteczka. Nie można przecież zapomnieć o biżuteri. W tym obie siostry były zgodne i wybrały srebro. Zostało już tylko czekać na przyjaciela, z którym miała nadzieję znieść to wesele przyjemnie i bez nerwów. Ostatnio się bardzo irytowała drobnostkami, czy popadała w melancholię niczym niewyjaśnioną i niezrozumiałą również dla niej samej. Spotkała przelotnie Candy w drodze do kościoła i tylko uśmiechnęła się do niej grzecznie. Jak zawsze wyglądała zjawiskowo i gustownie. Turkusowa, zwiewna sukienka dodawała jej kobiecości, oraz w pewnym sensie wieku. Oczywiście nie w złym znaczeniu tego słowa. Wyglądała po prostu wytwornie. Aż zaczęła jej zazdrościć młoda Miramon. Tych kształtów, gustu, wyglądu, czasem nawet tych granatowych oczu, patrzących na nią z wyższością. Już nie tylko talentu do magii. Cała była pochłonięta zazdrością. A może to było pragnienie wyglądania kiedyś tak dobrze jak ona? Była przeciętnego wzrostu, a przecież mężczyźni kochali te wysokie, długonogie istoty. Miała przeciętny biust, a przecież mężczyźni rozkochiwali się w takim jaki miała Candy. Miała piękne, pełne usta, lekko opaloną cerę. Ona przy niej czasami była przez samą siebie określana mianem "wypłosza". Nieopierzonego podlotka, który chciałby by chociaż trochę uwagi skupiło się na jej oczach, jej ustach, jej nawet biuście... Na niej. Nie wiedziała co sprawia, ze tak bardzo zazdrości wszystkiego Candy, w końcu nie miała lekkiego, miłego życia. Ale może przez to była taka atrakcyjna dla innych? Nie potrafiła sobie odpowiedzieć na to pytanie. Weszła więc do kościoła chcąc odgonić od siebie natrętne myśli, które sprawiały, że tylko czuła się gorzej. Wewnątrz było pięknie, zadarłaby głowę do góry i obserwowała sklepienie przez kilka chwil, gdyby to nie było nietaktowne. Postanowiła poczekać gdzieś przy wejściu na przyjaciela. Nie chciała się rzucać w oczy, zwłaszcza teraz. Oparła się o zimny mur kościelnej kaplicy i przymknęła oczy. Myślała długo intensywnie, by wyrwać się stąd i uczynić inny pożytek z tym dniem, ale wszystko byłoby zbyt piękne. Nie mogła. Nie mogła się ani teleportować, ani użyć świstosklika. Była uwięziona na czyimś weselu z masą nieznanych lub nielubianych przez nią ludzi. Czy mogło być coś gorszego w tym dniu? Jedyne czego jeszcze sobie tylko życzyła, to, że para młoda wie co robi, na co się decyduje i z całą pewnością tego chcą, a ten wyjątkowy dzień będzie perfekcyjny. Życzyła im długich lat miłości, wzajemnego wsparcia. Ona sama, nigdy nie myślała poważnie o ślubie, a jest przecież rok młodsza od siostry, kiedy ona planowała swoje zaręczyny, czy miała chłopaka i... dziecko. No tak, Dulce wyraźnie nie dorosła do wielu rzeczy i pozostawała w swoim świecie imaginacji i dziecięcej infantylności. Zaznaczyć przy tym trzeba, że była niesamowicie racjonalna jak na szesnastolatkę. Pamiętała jeszcze te dzikie imprezy w szkole, picie, palenie, których nigdy nie była częścią. To dlatego nikt jej nigdzie nie zapraszał, nikt z nią nie rozmawiał, nikt bardzo się nią nie interesował. Jak się czuje, czy ma dobry dzień. Dlatego ten rok szkolny miał wszystko zmienić, nowa szkoła, nowi znajomi, nowe możliwości. A przede wszystkim jej sekret jest nadal w ukryciu i miała nadzieję, że szybko nie ujrzy światła dziennego. Otworzyła leniwie oczy i zlustrowała cały kościół swoim brązowym wzrokiem. Przeleciała po ławkach, po nawach chcąc sprawdzić, kogo licho przywiało na to wesele. Większości osób nie znała. To i może dobrze, to nikt nie będzie zaczepiał jej. Stała w milczeniu i czekała...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 20
Skąd : Manchester
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 302
  Liczba postów : 225
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12768-evan-randle
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12854-moj-maly-zakatek-spokoju
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12855-poczta-z-opoznieniem
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12856-moje-wlasnosci-i-talenta




Gracz






PisanieTemat: Re: Nawa główna   Wto Lip 26 2016, 12:49

Sam nie wiedział z jakiego powodu przyszedł w ogóle na ten ślub. Co on tu robił? Najprostszym słowem do określenia tego było słowo Jest. Dosłownie, był bo był. Oczywiście cieszył się szczęściem pary młodej i życzył im z całego serca zdrowych pociech, pogody ducha czy spokoju. Nie był złym człowiekiem i nigdy nie przyszedłby z brzydkimi intencjami na czyjś ślub. Żałował tylko że nie znał młodej pary, łatwiej mu było by się wczuć w atmosferę całego przedsięwzięcia. Tak to tylko robił za sztuczny tłum. To jednak było trochę smutne że zapraszano na tak ważną uroczystość losowych ludzi. Rozumiał że społeczeństwo czarodziejskie lubi utrzymywać kontakty towarzyskie i chętnie wykorzystuje takie okazje do nawiązania nowych i perspektywicznych relacji ale on, wywodzący się z kultury całkowicie mugolskiej, nie rozumiał tego za dobrze. Dla niego ślub był małym przedsięwzięciem. Rodzina, przyjaciele, znajomi i delikatna impreza. Tutaj zapowiadało się to niczym jakiś festiwal. W sumie, co kto lubi. Evan nie był dla nikogo tutaj znajomym więc nie miał prawa się wypowiadać. Z resztą, coś marudny i markotny był dziś jak na gościa który wbił się w tak dopasowany garnitur. Nie spał już od trzech dni i sam czuł ze moment odcięcia prądu zbliżał się nieubłaganie. Błagał tylko żeby nie odleciał w najważniejszym momencie całej ceremonii. Było by to co najmniej nie fortunne zważywszy na to że nie ma z nim Rysi. No cóż, nie zamierzał jej kazać wybierać między nim a Adamem. Oboje kiedyś byli na równi, to ze Evan teraz był jej chłopakiem nie oznaczało że Clarissa nie może mieć innych znajomych. Skoro obiecała że pójdzie z Adamem zanim zdecydowała się na związek z Evanem to chciał aby wypełniła dane słowo. Co prawda irytowało go to niezmiernie że ktoś inny będzie prowadzał ją tej nocy pod rękę ale potrafił przełknąć to tak długo jak nic między nimi niepowołanego się nie stanie. Będzie się bawił sam, ewentualnie z kimś potańczy i się napije. Nic specjalnego. Spokojnym krokiem zajął miejsce w ostatniej ławce, nie chciał się potem przeciskać nie wiadomo ile do wyjścia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Wiek : 21
Skąd : Barceona, Hiszpania
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 97
Dodatkowo : jasnowidzenie
  Liczba postów : 94
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12863-prudencia-velasquez
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12889-ta-od-wesela#346664
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12887-mr-fatum#346661
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12888-prudencia-o-velasquez#346663




Gracz






PisanieTemat: Re: Nawa główna   Wto Lip 26 2016, 13:11

Każda kobieta czeka od najmłodszych lat, by w końcu przyszła i jej kolej, by zostać księżniczką. Jeśli którakolwiek, kiedykolwiek powie wam, że jest inaczej nie będzie nikim innym jak zwykłym kłamcą. My, kobiety, od dziecka marzymy. Najpierw planujemy nasz wymarzony ślub. A wcześniej nawet wymarzoną suknię. Potem zaś uświadamiamy sobie, by ziścić to marzanie, potrzebujemy też wymarzonego mężczyzny - naszego księcia z bajki - bo w innym razie, gdy wybranek będzie nie ten, nasze żmudnie budowane szczęście jest niczym więcej niż złudzeniem, o którym czasem nawet same nie zdajemy sobie sprawy, tak mocno chcąc je ziścić. Jednak gdy się uda. Gdy w gąszczu pełnym bezwartościowych gęb i po pocałowaniu niezliczonej ilości żab, w końcu trafiamy. Trafiamy na taką żabę, która zmienia się w księcia. A dzięki niemu zaś, nasz świat wydaje się kompletny. I choć Pru nigdy nie pocałowała niezliczonej ilości żab, a właściwie Lope był pierwszą żabą, która okazała się księciem, wiedziała, że jej uczucia są prawdziwe. A ich związek szczery i dobry. Dlatego też nie mogła doczekać się tego dnia bardziej niż gwiazdki, a nadmienię, że uwielbiała Święta Bożego Narodzenia. Znów z drugiej strony, czymże są święta obchodzone raz do roku w porównaniu do takiego, które wydarza się w życiu raz?
Nic więc dziwnego, że im mniej czasu zostawało do daty jej ślubu tym bardziej niemiłosiernie czas jej się wlókł. Dni zdawały się być miesiącami. A każdy kto tego doświadczył wiedział, jakie to drażniące uczucia. Zaś w samym dniu każda minuta zdawała się zmieniać w godzinę, jakby chcąc mocno przetestować jej cierpliwość. Ale Pru była cierpliwa. Dlaczego miałaby nie być? Czym było kilka godzin, minut, w porównaniu z całym życiem, które miała spędzić ze swoim ukochanym. W końcu wskazówka zegara dobiła magicznej godziny. Złapała za wystawione ramię swojego ojca stojąc przed kościołem i zastygła w słodkim oczekiwaniu na gest od Adori, który miał rozpocząć jej drogę ku swojemu ukochanemu.
Minęła minuta.
A potem druga i trzecia i każda z nich zdawała się trwać o wiele więcej niż sześćdziesiąt sekund. Potem minęły kolejne dwie i jeszcze z pięć następnych. Kilkoro nieznanych jej twarzy wyjrzało na zewnątrz, jakby to tu znajdowały się odpowiedzi. A Pru tylko uśmiechała, nie wątpiąc ani razu w to, że dzisiaj jej ślub dojdzie do skutku. Przecież to widziała. Jej wizje zawsze się sprawdzały. I choć na zewnątrz nie było tego widać, to po pół godziny jej serce zwolniło, jakby z każdą minutą zatrzymywało się coraz bardziej, nadal zganiając wszystko na jakieś problemy techniczne. Ruszyło na powrót, gdy trzydzieści jeden minut później Adoria w końcu dała znak. Na powrót złapała ojca pod ramię, który zdążył w ciągu pół godziny przeprowadzić monolog, który spisany spokojnie zawierałby kilka pergaminów, po czym oboje ruszyli w rytm wygrywany przez dźwięki organów.
Była doprawdy piękną panną młodą. Jak zwykle owianą od zawsze towarzyszącą jej aurą tajemniczości i choć sukienka swoją prostotą mogła niektórych rozczarować, na niej samej prezentowała się nieziemsko. Nie miała na sobie sukni o kroju syreny, czy wielkiej princeski, która pewnie zajmowała by całą nową. Zdobiła ją zwykła satynowa suknia z długimi, ale zwiewnymi rękawami. Makijaż też jakoś mocno nie zmieniał się. Jej usta zdobiła lekka czerwień, policzki rumieniły się z podekscytowania a oczy zdobiły skromne kreski. Włosy puściła luźno, jak zwykle miała w zwyczaju. Nie zależało jej na zachwycie innych. Na zdaniu jej wybranka jej zależało. A wiedziała, że cenił ją za to, jaka jest - powściągliwa w swej elegancji i zdecydowanie nie krzykliwa. Najmocniej zaś zdobił ją uśmiech, który rozlewał się od jej ust aż po oczy, w których widniało szczęście.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : Dublin, Irlandia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 351
  Liczba postów : 148
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12426-yvonne-nancy-horan
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12444-yvonkowo#333459
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12443-pocztowy-paddy#333452
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12442-yvonne-nancy-horan




Gracz






PisanieTemat: Re: Nawa główna   Wto Lip 26 2016, 15:33

Wesele, wesele i po weselu. Za chwilę wszyscy będą tak mówić, nerwy przed oczekiwaniem, a wszystko minie i nawet nikt się nie zorientuje kiedy. Yvonne coś wiedziała o tym czekaniu, bo w końcu cały czas oczekuje, że jej starsza siostra się w końcu hajtnie za jakiegoś przyzwoitego mężczyznę. Bardziej przejmuje się nią niż sobą. Chyba jeszcze nigdy sama nie myślała, żeby stanąć na ślubnym kobiercu w białej sukni o czym chyba powinna marzyć każda kobieta od najmłodszych lat. Yvonne to chyba nie posiadała takiego instynktu by jej kazał marzyć o takim wydarzeniu i swoim księciu na białym koniu. No dobrze, to drugie jej się zdarzało. W końcu była podrywaczką numer jeden gdy była głupią uczennicą, podatną na ładne buzie chłopców siedzących w zasięgu jej wzroku.
Na tym weselu wylądowała przypadkiem, nie wiedziała kto, co, z kim. Po prostu ktoś sobie wymyślił dziwny rekord, która Yvonne miała ochotę zignorować. Nawet jeśli to miałoby się odbywać w Hiszpanii. Jest leniwym pączkiem, z nadzieniem alkoholowym. Słodki i dodający trochę kopa, idealna czyż nie? W każdym razie, otrzymała inne zaproszenie, osobiste od kolegi z Ministerstwa @Jonatan de Gold na to samo wesele! Naprawdę każdy czarodziej chyba został zaproszony.  Trochę się zdziwiła, ale ostatecznie z godziła. Jedyny powód, bo będzie miała u boku kogoś kogo zna. W pewnym sensie bo Jonatan jest zbyt tajemniczy.
Nadszedł ten dzień. Wystroili się, spotkali na miejscu zbiorowego przeniesienia na wyspę. Yvonne kierowała się klimatem, okazję oraz swoim własnym gustem. W końcu skończyła w prostej sukience, z odkrytymi plecami, wiązanej na sznureczki. Złote sandałki na szpilce oraz złote bransoletki. Z włosami nic nie robiła, ładnie wyczesane i było pięknie. Delikatny makijaż i podkreślone usta bezbarwnym błyszczykiem.
Wzięła pewnie swojego partnera pod rękę.
-To gdzie usiądziemy? – spytała rozglądając się za jakimś dogodnym miejscem. Wybór nie wielki, nawa główna z tyłu lub z przodu, bądź nawa boczna – Może gdzieś na końcu? – nie była osobą zaglądającą do takich miejsc to im dalej od centrum tym lepiej się czuła.
Ostatecznie wybrali jakieś miejsce i czekali wraz z resztą gości na wejście pary młodej. Doczekali się gdy organy zabrzmiały głośno, jak jeden chór wszyscy odwracali się by zobaczyć pannę młodą. Młoda i piękna kobieta, ile mogła mieć lat? W wieku samej Yvonne czy nawet młodsza?
-Jaka młodziutka - aż poczuła się starą panną. Czyżby pierwszy raz pomyślała o sobie w białej sukni, prowadzoną przez ojca? Jak tylko to się skończy pójdzie od razu się czegoś napić. Chociaż to nie zrobi dobrego wrażenia na Jonatan'ie, będzie musiała się zachowywać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Hiszpania
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 733
  Liczba postów : 387
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13166-adoria-nymphia-amparo
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13177-adoria-nymphia-amparo
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13176-listy-do-any
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13175-adoria-n-amparo




Gracz






PisanieTemat: Re: Nawa główna   Wto Lip 26 2016, 16:59

Adoria nie miała problemu z chodzeniem na obcasach, nawet najmniejszego. Mogła tańczyć, mogła skakać...
Teraz jednak z nerwów truchtała tak, jakby nie mogła normalnie iść, przez co zaczęła czuć się trochę głupio. Ściskała mocno za rękę swojego partnera i zastanawiała się, czy on z nią wytrzyma całą tą uroczystość. Na jego miejscu już dawno by od siebie uciekła.
- Przecież żartuję... Jaki dupek? Jesteś najcudowniejszym mężczyzną, jakiego znam. - poinformowała jeszcze cicho Norberta, rozglądając się po kościele jak surykatka. - Nie, dam radę bez alkoholu. Narazie. - uznała, unosząc mimowolnie kącik ust.
Kiedy już usiedli, Adoria zorientowała się, że serce rozbija jej się po klatce piersiowej, jakby miała faktycznie zaraz dostać zawału. W końcu jednak powtórzyła sobie w myślach, że wszystko będzie idealnie, po czym przeprosiła blondyna i poszła spełniać swoją rolę jako świadkowa.
Sprawdziła wszystko kilkanaście razy, nieco oszołomiona faktem, że panna młoda wygląda aż tak pięknie. Nie mogła powstrzymać uśmiechu, przypominając sobie słowa Norberta. Cóż, gdy zobaczy Prudencię, szybko zmieni zdanie. Wyglądała olśniewająco i nie było tu nikogo, kto mógłby się z nią równać choćby w połowie.
Opóźnienie.
To było chyba najgorsze, co można sobie wyobrazić. Ana miała tą nieszczęsną rolę poinformowania panny młodej, kiedy już może wyjść. Właściwie, to ona dawała znak rozpoczynający całą ceremonię. A teraz musiała czekać, stresując się, jakby to była conajmniej jej wina.
Organy rozbrzmiały i całość rozpoczęła się, a Adorię ogarnął nagły spokój. Już i tak nic nie mogłaby zmienić... Zapowiadała się idealna uroczystość.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Londyn, Wielka Brytania
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 28
  Liczba postów : 85
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13134-victoria-lawrence
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13137-i-m-allergic-to-bullshit#351788
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13136-sowa-krolowa#351784
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13135-victoria-lawrence#351782




Gracz






PisanieTemat: Re: Nawa główna   Wto Lip 26 2016, 20:43

Victoria Lawrence nie zdziwiła się zaproszeniem na wesele, chociaż pobicie rekordu kogoś-tam uważała za beznadziejny pomysł. Była czystokrwistą, bogatą czarownicą, więc takie zaproszenia zwykle dostawała w akcie uprzejmości i dyplomacji, a ona zazwyczaj decydowała się iść - dwójka czystokrwistych czarodziei, którzy postanowili dzielić ze sobą majątek i życie, poranne śniadania do łóżka i wieczorny seks, oczywiście, przez pierwszy miesiąc... Czyż to nie było pięknie obrzydliwe? Tacy młodzi, a już chcą sobie niszczyć życie!
Nie znała pana młodego ani panny młodej, ale ze źródeł dowiedziała się, że chociaż nie byli biedni, żaden z nich nie pracował w departamencie, więc byli bezużyteczni. W prezencie postanowiła dać im upominek w postaci wyczarowanego przez nią pięknego bukietu - wspólnego dla pana i pani, wszak od tego dnia wszystko będzie wspólne (bleh).
Strój wybrała w swoim stylu - seksowny, ale mieszczący się w etycznych standardach. Podobnie były z butami na wysokim obcasie i standardowymi męskimi perfumami, których odważyła się użyć, chociaż były mugolskiego pochodzenia. Długo zastanawiała się nad tym, czy zrobić swojemu partnerowi na weselu przyjemność i wybrać zapach, który został wciśnięty do jej torebki, ale wynagrodziła mu to bordowymi ustami.
Gdy jej partner postanowił zawitać - wszak umówili się na miejscu - zamruczała z aprobatą na widok stroju, który ładnie podkreślał jego wysportowaną sylwetkę. Zaraz ruszyli w kierunku innych gości, a z tymi najważniejszymi wymienili zwykłe uprzejmości. Następnie, ruszyli do środka Kościoła. Szybko zauważyła piękne wyzdobione, bogate wnętrze i, serio, aż jej oczka zabłysnęły. Chociaż miała w nosie nowożeńców to jednak miała o wiele lepszy nastrój będąc w takim ładnym pomieszczeniu, żeby potem robić psikusy, złośliwie komentować i zaczepiać Thomasa Demone. Z pewnością zacznie komentować pannę młodą i pana młodego, jeśli tylko ich dojrzy. Był za duży tłum, a ona nie wierciła się jak reszta, żeby tylko ich dojrzeć.
- Uu, jaka klimatyczna muzyczka. Mam nadzieję, że będą jakieś hiszpańskie drinki - rzuciła w kierunku czarnoskórego, chociaż Victoria smakoszem była kiepskim. Prawdę mówiąc, chlała to, co wpadło w jej rękę. - Podobno panna młoda ma śliczne ciałko, a pan młody jej nie ustępuje. Zobaczymy, jaka z niej Afrodyta, a z niego Adonis - rzuciła prześmiewczo, szepcąc do ucha Demone.

*wszystko za pozwoleniem użytkownika Thomasa Demone.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 22
Skąd : Rzym/Włochy
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 0
  Liczba postów : 350
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12618-thomas-demone
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12625-as-long-as-you-are-usefull-you-are-allowed-to-breathe
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12627-naprawde-nie-chcesz-tego-robic
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12626-nie-patrz-chyba-ze-ci-zycie-nie-mile




Gracz






PisanieTemat: Re: Nawa główna   Wto Lip 26 2016, 21:48

Wesele? Tylko tego mu brakowało do pełni specyficznego szczęścia którego potrzebował. W dodatku jeszcze powód zaproszenia był co najmniej kuriozalny. Rekord? Dajcie mu odpowiednią ilość hiszpańskiego Sherry i może nawet nie będzie marudził z powodu dla którego został zaproszony. W sumie nie pofatygował by swojego tyłka na to wesele gdyby nie Victoria, od razu praktycznie postawiła go przed faktem dokonanym a on jak głupek się zgodził. Skąd mógł przypuszczać że im bliżej tego wesela tym podlejszy humor będzie miał. Ale dobra, Thomasie przybież sztuczny uśmiech numer trzydzieści dwa i bądź dla wszystkich miły. To na pewno cię dziś nie zaboli. Kim byli Państwo Młodzi? Nie miał zielonego pojęcia. Słyszał tylko że oboje są czystokrwiści i z hiszpanii. Czystokrwistość nigdy nie zwiastowała nic dobrego, nie cierpiał zblazowanych głąbów wiecznie wywyższających się jacy to oni nie są wspaniali. Cholera jasna, gdyby sprawdzić ich krew z pierwszym lepszym mugolakiem z ulicy szybko zauważyliby że krew to krew i nie ważne w czyich żyłach płynie. Czasem miał ochotę złapać jakiegoś cwaniaka i przetoczyć mu mugolskiej krwi w nagrodę za bycie bufonem. Oczywiście dopasowałby grupę i tak dalej, ale całą operacje wykonałby bez znieczulenia. Niech cierpią.
Co do podarunku Thomas ze swojej strony nie był jakiś wielce wylewny. Nie miał pojęcia co się kupuje młodej parze więc wziął kopertę i wcisnął tam garść Galeonów. Nie wiele, ale i tak więcej niż jego wiedza na ich temat. Traktował to wesele jak zwykłą imprezę, no może trochę większą ale imprezę. Ubrany w klasyczny, szary garnitur i białą koszulę. Elegancja i klasyka, nic więcej mężczyźnie w jego wieku nie było potrzeba na taką okoliczność. Zauroczenie jakie go ogarnęło gdy zobaczył swą towarzyszkę szybko przeistoczyło się w zawód gdy wyczuł jej męskie perfumy. Skoro nie chciała korzystać z prezentu to już nigdy jej o tym nie wspomni. Nie zamierza się ponizać, potrafił zaakceptować odmowę.
-Wyglądasz zjawiskowo-rzucił spokojnym tonem po czym zaproponował jej ramię aby udać się wspólnie do Sali. Na jego nieszczęście jego dama tego wieczoru miała ochotę być uprzejmą. Z trudem przywdział uśmiech numer piętnaście pod tytułem „miło was poznać” i niczym skazaniec towarzyszył jej podczas towarzyskiego obchodu wyższych sfer.
Sam wystrój kościoła jakoś do niego nie trafił. Dziś nie wymagajcie od niego wrażliwości na wnętrza. Rzucił pobieżnie okiem na kwiatki i inne wydziwiane dodatki i wskazał miejsce do zajęcia towarzyszce.
-Muzyka jak muzyka. Daj mi trochę słynnego hiszpańskiego Sherry albo chociaż dobre brandy i nie wymagaj ode mnie niczego więcej niż bycia dodatkiem do butów- Powiedział średnio zainteresowany nawaleniem się na tej imprezie. Lubił delektować się alkoholem, poniewierać się nim już nie do końca.
-Tylko błagam cię, nie zajmij miejsca panny młodej tej nocy- powiedział spokojnie obdarzając ją w miarę delikatnym uśmiechem. Wiedział co siedzi w jej ślizgońskiej główce, i gdyby to odwaliła mogło by być nie ciekawie. Zaprosił ją jak na Dżentelmena przystało do ławki znajdującej się z tyłu kościoła i spokojnie czekał na dalszy rozwój wydarzeń.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Londyn, Wielka Brytania.
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 140
  Liczba postów : 110
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12576-urane-leighton
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12590-zostan-moim-ksiezycem#340175
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12589-william#340173
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12591-urane-leighton#340177




Gracz






PisanieTemat: Re: Nawa główna   Wto Lip 26 2016, 23:39

Gdy dostała zaproszenie, które niemalże wylądowało na jej twarzy trochę się zdziwiła. Ktoś zaprosił ją na wesele w dodatku nie znała państwa młodych i choć przeszukała swoją głowę bardzo dokładnie nie znalazła nikogo w swojej rodzinie kto miał zamiar takową imprezę urządzać. Na początku podeszła do tego bardzo niechętnie, nauczona doświadczeniem z pomostu i nieprzyjemną kąpielą, że nie zawsze warto wierzyć w tajemnicze liściki od zupełnie nieznajomych osób. Ale z drugiej strony czy ktoś byłby na tyle bezczelny, żeby robić sobie żarty i wysyłać fikcyjne zaproszenia na wesele? Raczej to mało prawdopodobne. Urane dość długo rozważała kwestię udania się na tę uroczystość, ale z każdym dniem coraz bardziej miała ochotę pójść i pogratulować przyszłemu małżeństwu, kimkolwiek ono jest. Swoją drogą, do podjęcia decyzji nakłoniło ją również pragnienie pana młodego co do pobicia rekordu na największą ilość gości na weselu. W końcu po długich przemyśleniach, stwierdziła, że pójdzie i postara się dobrze bawić.
Największym problemem w tej chwili było chyba znalezienie odpowiedniej kreacji. Jak wiadomo każda kobieta która szuka sukienki na jakąkolwiek okazję, nie znajduje takiej jaką chciałaby założyć. Leighton po ciężkich poszukiwaniach i zrobieniu kilku okrążeń w centrum handlowym, znalazła odpowiednią sukienkę. Nie była ona jakaś specjalnie zachwycająca, aczkolwiek zdecydowanie pasowała na wesele. Cała w kolorze jasnofioletowym, z koronkowymi rękawkami, zrobiona ze zwiewnego, delikatnego materiału, bardzo pasowała do Urane. Całość zamykały pokręcone włosy z wiankiem w podobnych kolorach co suknia i delikatny jak na dziewczynę makijaż. Nie można zapomnieć także o szpilkach w nieco ciemniejszym odcieniu fioletu.
Jedyne co w ostatniej chwili popsuło jej humor to fakt, że partner z którym rzekomo miała się udać na wesele wystawił ją w ostatniej chwili, a właściwie od kilku dni nie miała z nim żadnego kontaktu. Postanowiła się tym nie przejmować i mimo wszystko pójść na uroczystość z uśmiechem. W końcu samemu też można się dobrze bawić, co nie? A jeżeli nie to wręczy parze młodej swój prezent (książkę kucharską i czerwone wino) i wyjdzie wcześniej. Zrobiła ostatnie poprawki, skropiła szyję perfumami i udała się na miejsce wesela. Goście weselni zaczęli się już powoli zbierać, a niektórych z nich Urane kojarzyła ze szkoły. Czyli wychodzi na to, że może nie będzie tak źle i spotka kogoś znajomego. Nie ociągając się dłużej, weszła do kościoła i skierowała się ku środkowym ławkom, by móc widzieć parę młodą. Usiadła, wsłuchując się w cichą hiszpańską melodię.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : II
Wiek : 19
Skąd : La Coruña, Hiszpania
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 509
  Liczba postów : 154
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13113-aaron-duarte
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13128-wszyscy-ktorymi-sie-otaczam#351361
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13127-aaron-duarte#351354
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13126-kuferek-aarona#351349




Gracz






PisanieTemat: Re: Nawa główna   Sro Lip 27 2016, 14:58

Dostrzegł ją z daleka. Stała u progu kościoła, odziana w biel, przypominając bardziej anioła niż człowieka. Kto by pomyślał, że ta mała dziewczynka, którą spotykał na korytarzach szkoły, wyrośnie na tak śliczną istotkę? Że to ona będzie za chwilę kroczyć kościelną nawą ku jego najlepszemu przyjacielowi, by związać z jego osobą całe swoje przyszłe życie?
Co prawda Aaron nigdy nie był zwolennikiem decyzji, które mają mieć tak kolosalny wpływ na wszystkie nadchodzące dni, jednak zauważył pewną prawidłowość. Oto niemal wszyscy z jego latynoskich znajomych pakowali się w dojrzałe związki, które, według niego, zbyt poważnie odbijały się na każdym z nich. Byli przecież jeszcze młodzi. Powinni dać sobie trochę swobody. I choć swego czasu sumiennie komentował takie wybryki, dał sobie spokój, kiedy zdał sobie sprawę, że nic w ten sposób nie wskóra. Rozpoczął nawet starania, aby przekonać się do tych decyzji, ale nie szło mu to zbyt dobrze.
Pochylił się w uprzejmym ukłonie w kierunku ojca Prudencíi, by następnie obdarzyć roześmianym wzrokiem samą Pannę Młodą. Przyłożył palec wskazujący do kciuka, po czym przycisnął ten nieforemny okrąg do ust, by niewerbalnie przekazać jej, że wygląda przepięknie. Następnie stanął przy Lope i nachylił się nad nim.
- Moje gratulacje, stary. To się dzieje, właśnie teraz! - szepnął mu na ucho podekscytowany.
Sprężystym krokiem przysunął się do Any, którą poznał dopiero niedawno, ale już zdążył polubić. Nie tylko była piękną kobietą; Aaron podziwiał ją za jej nieocenioną pomoc w przygotowywaniu tej ceremonii, ale chyba przede wszystkim ze względu na ich wspólne przygody w Kolumbii. Przywitał się z nią muśnięciem w policzek, po czym, jak gdyby nigdy nic, wyprostował się, z założoną dłonią na dłoń. Dopiero po chwili wzdrygnął się teatralnie, jakby właśnie sobie o czymś przypomniał.
- Wybaczcie spóźnienie. Mieliśmy drobne problemy, ale, jak widzisz, już jesteśmy. 
Jego twarz rozpromienił zawstydzony uśmiech. Wybrał idealny moment, bo nawet gdyby Adore chciała go opieprzyć, musiała z tym trochę poczekać. Właśnie rozbrzmiała muzyka, a Pru sunęła przez główną nawę. Aaron ostatni raz spojrzał na Lope, chcąc dodać mu otuchy, po czym całą uwagę skierował na Pannę Młodą. No, może tylko od czasu do czasu rozglądał się ukradkiem po zebranych w kościele gościach, starając się rozpoznać wśród nich znajome twarze. Nie spodziewał się, że przybędzie ich aż tylu. No cóż, zabawa po ceremonii zapowiadała się przednio!


Ostatnio zmieniony przez Aaron Duarte dnia Czw Lip 28 2016, 22:34, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 21
Skąd : Hiszpania, Galicja, Lugo
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 795
Dodatkowo : Kapitan Drużyny Ślizgonów
  Liczba postów : 282
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12840-lope-feliciano-mondragon#345714
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12874-ten-od-wesela#346531
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12864-buho#346290
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12875-lope-mondragon#346540




Gracz






PisanieTemat: Re: Nawa główna   Sro Lip 27 2016, 16:55

Do tej pory podchodził do całej sprawy z nonszalancką obojętnością. Choć bardzo starał nauczyć się w pełni być sobą przy Prudencíi, nie umiał się całkowicie odkryć. Jego dusza dalej odmawiała dostępu do jej mrocznych rejonów, pełnych gniewu, żalu, tęsknoty i uczuć, które tliły się nadal pomimo upływu lat. Czuł, że dalej podąża za nim ten cień. Cień przeszłości, który nigdy nie zamierzał go opuścić, który utrzymywał go rozbudzonego nocą. Ale udawało mu się dzięki jego ukochanej czasami o tym nie myśleć. O wiele bardziej wolał zatracać się w błękicie jej oczu i zachwycie nad jej osobą, niż w swoich ponurych dylematach, które nieustannie wpychały się do jego głowy. Doceniał to, że przy Pru się zmienił. Nigdy nie sądził, że naprawdę kogoś pokocha odwzajemnioną miłością i, że przyjdzie dzień jego ślubu. Niesamowite, że to właśnie tej kobiecie udało się go sprowadzić na prostą drogę z dala od hulaszczego trybu życia, jaki dotąd prowadził. Pewnie przyjaciele trochę żałowali, ale on wcale. Nie ubolewał nad tym, że rezygnuje z imprez albo narkotyków, bo dla panny Velásquez gotów był na każde poświęcenie. Właśnie dlatego czuł też trochę wstyd na myśl, że spóźni się na uroczystość tylko dlatego, że wraz z kumplami przeholował na wieczorze kawalerskim. Wiedział przecież, jak wielkie ma to wszystko znaczenie dla jego ukochanej. Patrzenie na jej szczęście sprawiało, że jego dusza mogła zaznać trochę spokoju. Nie wybaczyłby sobie, gdyby zniszczył jej ten dzień. Dzięki niej odnalazł znów jakiś cel w swojej niepoukładanej drodze, zwanej... chyba życiem.
Przez krótką chwilę podziwiał zebrany w kościele tłum. Spodziewał się, że wielu ludzi przybędzie, bo to był chyba największy magicznie organizowany ślub, może nie tylko w Hiszpanii, ale i całej Europie? Dodatkowo dużą część gości stanowili pewnie ci zaproszeni przez tego dowcipnisia, który rozesłał tę wieść o rekordzie Guinnesa. Wtedy napotkał wzrokiem Pru i jego myśli jakby odpłynęły. Albo nie. do tej pory przypominały gwałtowne fale, jak te, które rozbijały się o brzeg wyspy. Teraz zwolniły swój pęd i szumiały tylko w zachwycie nad jej urodą. Lope westchnął cicho i nie zwrócił uwagi na słowa przyjaciela. Stanął przy ołtarzu, zapatrzony w nią, jak w najpiękniejszy cud świata. Nawet przestał ukrywać na twarzy, jak bardzo ją kochał. Nie liczyło się to, że wszyscy zobaczą, jak ten, który zawsze był zimnym dupkiem, jednak coś czuje. Usłyszał muzykę i wydało mu się, że zamiast w kościele, znalazł się gdzieś zupełnie indziej, w krainie dosłownie z marzeń. Podziwiał w Prudencii dosłownie wszystko i miał wrażenie, że jest niemal niegodny by na nią patrzeć. Nie mógł jednak odwrócić wzroku. I nie chciał. I nawet to, że jej ojciec taksował go trochę groźnym spojrzeniem, go nie obchodziło. Liczył tylko na to, że ona nie będzie się złościć.
Przeczesał jeszcze włosy palcami i poczekał, aż podejdzie do niego przed ołtarz. Widząc jej piękny uśmiech, sam nie mógł się powstrzymać. Najchętniej by ją pocałował, ale wypadało trzymał się ścisłych reguł ceremonii. Spojrzał tylko pytająco na pracownika Ministerstwa, który przybył tu specjalnie, by udzielić im ślubu, a ten niemal niezauważalnym skinięciem potwierdził, że już czas. Muzyka ucichła, a goście pewnie zamarli w oczekiwaniu.
Chciał coś do niej szepnąć, ale zorientował się, że nie może wydusić słowa. Aż tak się tym wszystkim przejmował? Myślał, że będzie jak zwykle wyluzowany. Spytał tylko Prudencię spojrzeniem, czy jest dobrze. Ucałował jej dłoń, jak nakazywał zwyczaj i uścisnął dłoń jej ojcu, krótkim skinięciem głowy dziękując za doprowadzenie jego ukochanej przed ołtarz. Czekał już tylko na pierwsze słowa księdza. Musiał przyznać, że choć wiedział, jak to wszystko ma przebiegać, teraz wątpił, czy czegoś nie pomyli.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Kanada
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 4370
  Liczba postów : 966
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5587-percival-magnus-follett
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5588-relacje-percivala#161773
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5589-plomykowka-percivala#161774
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7256-percival-m-follett#205227




Moderator






PisanieTemat: Re: Nawa główna   Czw Lip 28 2016, 22:31

Percy mocno ściskał dłoń Voice, czując pod palcami jej pierścionek i nie mogąc przestać myśleć o chwili, kiedy oni również staną przed ołtarzem. Nigdy nie sądził, że spotka kobietę, z którą chciałby się ożenić, ale ilekroć patrzył w oczy Voice, czuł pewność, że to właśnie ona zostanie jego żoną. Zawsze był niespokojnym duchem, który nie myślał o ustatkowaniu, ale kiedy poznał Voice, niespodziewanie odkrył urok spokoju, ciepła i harmonii, zaczął myśleć perspektywicznie, planować przyszłość, w której widział wspólny dom i roześmiane dzieci, owoce ich miłości.
Właściwie nie wiedział, skąd tu się wzięli. Otrzymali tajemnicze zaproszenia na ślub i być może by je zignorowali, gdyby nie fakt, że miał się odbyć na pięknej hiszpańskiej wyspie, której nazwy Percy nie był w stanie wymówić. Wyrwanie się na weekend nie stanowiło kłopotu dla żadnego z nich, więc dlaczego mieliby sobie odmówić tej przyjemności? Nie wiedzieli, czy spotkają kogoś znajomego, ale przecież kiedy byli razem, nie potrzebowali nikogo innego, by się dobrze bawić. Z drugiej strony, wyjście do ludzi mogło przynieść pewien powiew świeżości i miłą odmianę, bo odkąd zostali parą, ich życie towarzyskie zaczęło zamierać - każdą wolną chwilę spędzali we dwoje i mimo że wciąż nie mieli siebie dosyć, prawdopodobnie powinni nawiązać jakieś kontakty.
Miał na sobie jasny garnitur, dosyć nieformalny, ale dobrze skrojony i wyjątkowo twarzowy, w którym wyglądał jednocześnie elegancko i niezobowiązująco. Dopiero wejście panny młodej zmusiło go do oderwania wzroku od Voice, która wyglądała zjawiskowo, przyćmiewając wszystkie inne kobiety i sprawiając, że Percy pękał z dumy. Jednocześnie miał irytujące wrażenie, że przynajmniej kilka osób go rozpoznało, ale nie miał zamiaru zwracać uwagi na natrętne spojrzenia i szepty.
- Ładna z nich para - szepnął z uśmiechem do Voice, patrząc na Lope i Prudencię, którzy wpatrywali się w siebie z uczuciem i przejęciem. Ścisnął jej dłoń odrobinę mocniej i na sekundę przytulił policzek do jej skroni, po czym odsunął się na stosowną odległość, ciesząc się, że jest na tyle wysoki, by widzieć przebieg ceremonii. Nie żeby mu szczególnie na niej zależało, w końcu nie znał państwa młodych, ale dobrze im życzył z optymizmem i serdecznością kogoś, kto zamierzał wkrótce pójść w ich ślady. I zamierzał dobrze się bawić na ich weselu. Był dziwnie podekscytowany, może dlatego że powoli zaczynał utożsamiać się z panem młodym, mimowolnie zastanawiając, jak będzie wyglądał jego własny ślub, głaszcząc kciukiem wierzch dłoni Voice i patrząc ponad głowami zebranych gości na przebieg ceremonii.

______________________



Everybody's looking for

somebody's arms to fall into.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 19
Skąd : Polska
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 372
Dodatkowo : prefekt
  Liczba postów : 233
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12480-norbert-o-czarnkowski#336023
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12482-norbert-o-czarnkowski#336173
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12539-czarek?nid=1#338355
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12483-norbert-o-czarnkowski




Gracz






PisanieTemat: Re: Nawa główna   Pią Lip 29 2016, 14:24

Niestety miał po raz kolejny okazję by zobaczyć i poczuć jak bardzo denerwowała się jego partnerka. Dłoń którą zaoferował wstając z swojego poprzedniego miejsca złapała bardzo mocno, jakby bała się, że po drodze może jej się wyślizgnąć i pozostawić ją tutaj samą. I tak jak myślał, że już wcześniej trzęsła się z nerwów, tak teraz był pewny, że to teraz nadeszła najgorsza fala. Splótł więc jeszcze mocniej z dziewczyną swoje palce idąc cały czas obok niej, nawet kiedy to ona teoretycznie dreptała tak szybko jakby przed kimś uciekała, to jednak wystarczyło, że on postawił jeden krok by znów się z nią zrównać barkami. Powodowała, że i na niego zaczęły pomalutku przechodzić nerwy w związku z czym wypiął się jeszcze bardziej starając się wyglądać jak najgodniej tylko mógł. Zatrzymując się przy obranym już wcześniej miejscu wskazał dłonią by wchodziła pierwsza, wiedząc nawet, że za pewnie za moment będzie wychodzić ustawiając się na swoim miejscu i zajmując się tym czym musi. No chyba, że nalegała by to on zajął miejsce pierwszy, to nie miał zamiaru się z nią kłócić z tego powodu i jeszcze bardziej denerwować. Zwłaszcza, że powód byłby głupi. Jednak on nawet jeśli wiedział, że miałby wejść pierwszy musiał to uczynić. Na prawdę nie potrafił wejść przed dziewczyną i to nie miało już nawet nic wspólnego z wielce udawanym dżentelmeństwem coby to jedynie robić dobre pozory. Bowiem to nie tylko odnosiło się do kobiecej płci, a ogólnej życzliwości z jaką zazwyczaj podchodził do drugiej osoby.
Ludzie zaczęli schodzić się większymi grupami i już po chwili kościół był pełny, chociaż jak czasami zerkał w stronę wyjścia, by zobaczyć, czy już jest tam panna młoda tej nie dostrzegał, ale zauważył, że i przed kościołem zaczął zbierać się jeszcze większy tłum. Trochę go to dziwiło na samym początku, ale jak się dokładniej zastanowił to sam nie wiedział, czy jeśli nie byłby tutaj z @Adoria Nymphia Amparo to i on z pewnością stałby teraz przed wejściem do kościoła, albo i na ławce, gdzieś tam w ogrodzie. Nie znał tutaj nikogo, więc czy miałby jakiś obowiązek by to spędzić w nim ponad półtorej godziny? Zgadywał, że mniej więcej tyle będzie musiał tutaj wysiedzieć. Bez możliwości rozprostowania nóg w czasie kiedy to on tego chce, a nie jest zmuszany. Nie będzie mógł zastanowić się co ma ochotę dzisiaj zjeść, albo z kim musi zdecydowanie zatańczyć...
A tak to siedział w ławce czując dziwną obojętność, która ogarnęła go będąc otoczonym z każdej strony przez kogoś... W zasadzie nie miał pojęcia co to za osoby. Pewnie ktoś ważny skoro siedzą tak na samym przodzie. Matki, babki, ciotki, tak te z pewnością zawsze pchały się do przodu. Przez to oczekiwanie zdążył już z dwa razy sięgnąć po paczkę z chusteczkami higienicznymi i zaoferować je jakimś dwóm kobietą, które to już nie potrafiły opanować swoich łez szczęścia. Serwował im jeden z tych uśmiechów pokrzepiających i ukazujących, że je rozumie, choć tak na prawdę wydawało mu się to co najmniej mocno przesadzone. W końcu nawet panny młodej jeszcze nie było, a te już zmywały sobie starannie zrobiony makijaż nad którym to pewnie spędziły kilka godzin.
Po tym znów wracał do swojej obojętności, która znikała w każdej chwili aż to jego wzrok skrzyżował się choć na moment z jego partnerką. Wtedy uśmiech od razu powracał na jego twarzy od czasu do czasu też posyłając jakieś porozumiewawcze oczko i wskazany ku górze kciuk, że wszystko jest ok. I jak na razie nie musi nikogo mordować.
Wszyscy goście po pewnym czasie zdawali się robić trochę niecierpliwi bowiem jak pana młodego nie było, tak nie ma dalej, a doskonale słyszał jak organista sprawdza stan organów grając pojedyncze dźwięki by zobaczyć, czy są dobrze przestrojone i do nich dopasować swoje umiejętności. A zgadywał, że jeśli robi się takie wesele z takim rozmachem to i organistę ściąga się dobrego. Muzyka rozchodziła się coraz głośniej po kościele jakby to chcąc zagłuszyć szepty ludzi, którzy to mogli powątpiewać, czy ten ślub w ogóle się odbędzie. Na całe szczęście szybko okazało się, że to nie jedyny powód dlaczego kościelne organy rozbrzmiały. Nagle pojawił się świadek i sam @Lope Mondragón - pan młody. I stwierdzenie młody jest tutaj o wiele bardziej prawidłowe niż się tego spodziewał wcześniej. No ale dobrze, dość już o nim. Bo skoro on okazał się być tak młody to i panna?
Odwrócił się przez lewe ramię spoglądając na wyjście gdzie już stała @Prudencía O. Velásquez. Przez chwilę musiał przyzwyczaić swój wzrok do światła jakie to otaczało jej całe ciało, a śnieżno biała, satynowa suknia, zdecydowanie zbyt skromna niż mógłby w ogóle pomyśleć, powodowała jeszcze większe odbicie światła od jej osoby rozświetlając całe wnętrze o wiele bardziej niż wszystkie okna razem wzięte. A może to jej uśmiech powodował taki efekt. I teraz zrozumiał o czym wcześniej mówiła mu Adoria. Kiedy tak szła cały czas podziwiał jej urodę, skromną suknię, zbyt kontrastującą się z całą tą szopką odnośnie tego wesela, która to mu się jakoś tak słabo podobała. Więc suknia panny młodej w stylu greckim zdecydowanie zrobiła na nim ogromne wrażenie. A dodatkowe elementy w postaci długich, rozciętych od ramion do połowy ręki rękawów, swobodnie kołyszących się podczas najmniejszego ruchu powodował, że na myśl przychodziły mu od razu baldachimy. Tak delikatnie zakrywające jej ciało, powodując, że w głowie pojawiało się tysiące myśli, niekoniecznie czystych, ale zdecydowanie powodujących, że zazdrościł tamtemu kolesiowi. Bowiem to on miał mieć ten przywilej by odchylić na wpół przezroczysty materiał baldachimu i w pełni nacieszyć się z czystości obrazu nie zmąconej już przez żaden materiał.
Podążał tak za nią wzrokiem do momentu aż go nie minęła i dopiero teraz spojrzał na @Adoria Nymphia Amparo szukając jej oczu. A kiedy to na niego spojrzała, szybko, ale również dyskretnie wskazał na nią palcem, a następnie pokazał liczbę jeden, a później na siebie i utworzył z palców zero. Zdecydowanie wygrała, nie miał co do tego żadnych wątpliwości i musiał przyznać jej rację co do tego co mówiła mu wcześniej.
Nie zamierzał od tak jednak jeszcze się poddawać i jakoś sobie odbije te punkty.
Pozostało mu już tylko jedno. Czekać aż uroczystość się rozpocznie i tak jak sobie to obiecał już wcześniej, nie usnąć choć na moment. Tym bardziej, że siedział na samym początku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Windsor, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2072
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 1550
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9119-voice-lloyd
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9122-uslysz-cichy-glos#255607
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9121-glos-w-twojej-glowie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9120-voice-follett-cheney-lloyd




Administrator






PisanieTemat: Re: Nawa główna   Pią Lip 29 2016, 21:07

Nadal nie wierzyła w to, że na serdecznym palcu miała pierścionek od Percy'ego. Tak piękne rzeczy nie mogły dziać się naprawdę... A jednak trzymała za rękę swojego przyszłego męża. Już nie wybawcę, nie przyjaciela, nie chłopaka - przyszłego męża. Faceta, który chciał dzielić z nią swoją przyszłość, który wcale nie żartował ze swoją miłością i myślał o niej na poważnie. Miała wrażenie, że teraz kocha go jeszcze bardziej, nawet jeśli bardziej już się nie dało. Była cudownie spokojna i zrelaksowana, emanowała pewnością siebie i kobiecością. Jasne, że powinna teraz przejmować się studiami, nowym rokiem szkolnym i koniecznością poprawienia Nędznego z zielarstwa, ale perspektywa wybrania się na wesele kompletnie obcych ludzi była dosyć... Kusząca, bo nieczęsto państwo młodzi zamierzali pobijać rekord Guinnessa w największej liczbie gości. Musiała dowiedzieć się, co to za wariaci.
Wciąż pamiętała dzień, gdy do niej i Percivala dotarły tajemnicze zaproszenia. Przez dobre kilka minut próbowali rozszyfrować nazwę wyspy, w czym najlepsza okazała się Voice, bo cierpliwie czytała po literce, a swoje pierwsze miejsce w tabeli umocniła wielokrotnym, szybkim powtórzeniem Gaztelugatxe. Cheney wiedziała, że zaproszona została także Adagio, Neptune i Mikkel, ale nie szukała ich twarzy w tłumie, mimo że obiecała swojemu ukochanemu, że dzisiaj wygospodaruje trochę czasu także na innych ludzi. Dobrze wiedziała, że jej rozmowy z Cayenne ograniczały się do opowiadania, co cudownego zrobił Percy, ale póki co fakt zaręczyn zachowała w tajemnicy. Zamierzała poświecić pierścionkiem przed oczami swojej przyjaciółki i poinformować, że najwyższa pora przytyć pięć kilo, żeby suknia ślubna nie wyglądała na niej jak na wieszaku... Ale mieli jeszcze czas.
Wolną dłonią wygładziła materiał jasnoróżowej, zwiewnej sukienki, w której prezentowała się wyjątkowo dziewczęco i uroczo. Pozwijane w loki pasma jasnych włosów splecione były w wyjątkowo luźny warkocz, w który wetknęła kilka stokrotek, które jakoś w maju utrwaliła zaklęciem i pozostawiła zapomniane w jednym z wazonów. Wciąż nie mogła wyjść z podziwu, jak elegancko prezentował się Percival, chociaż doskonale wiedziała, że on we wszystkim wyglądał dobrze. Ale gdy się ma takie ciało...
Buty na obcasie pozwalały jej lepiej widzieć całość ceremonii i nienachalnie przyglądać się dla Lope i Prudencii.
- Są bardzo młodzi - szepnęła, przyznając im na oko po dwadzieścia lat i zastanawiając się, co nakłoniło tak młodych ludzi do tak dużego zobowiązania. Chociaż w sumie ona i Percival nie byli lepsi... Ale Percy przynajmniej skończył studia. Oczywiście, że nie życzyła im źle i nie oceniała ich negatywnie, ale miała dziwne przeczucie, że nie będą ze sobą póki śmierć ich nie rozłączy. Może patrzyli na siebie z uczuciem, może teraz się kochali... Ale to nie było to. Ona wydawała się zbyt zamknięta, on zbyt otwarty i chociaż naprawdę pięknie razem wyglądali, intuicja Voice podpowiadała, że to wszystko okaże się niewypałem.

______________________

S U N
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Skąd : Sydney, Australia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 207
  Liczba postów : 242
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12923-benjamin-rogers#347675
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12926-jedna-wielka-chodzaca-czekoladowa-zaba?nid=7#347701
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12928-listy-benia#347689
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12929-ben-rogers#347723




Gracz






PisanieTemat: Re: Nawa główna   Sob Lip 30 2016, 00:22

Nie spodziewał się tego zaproszenia, które do niego przybyło praktycznie znienacka. Jednak całkiem szybko dogadał się z Reiną, że pójdzie własnie z nią. Z tego co wiedział, Amy i Axel też mieli być, choć po tym przeteleportowaniu się w owe miejsce, nie mógł ich zauważyć. A potrzebował ich. Najmocniej na świecie. Nie znał tego miejsca i wiedział, że się tutaj zgubi. No i to własnie zrobił. Zanim się odnalazł, zanim zauważył przyjaciółkę, która już czekała nie wiadomo ile, trochę minęło. I zrobiło mu się praktycznie od razu strasznie głupio. Zarówno dlatego, że musiała czekać, jak i z tego powodu, że pewnie wszyscy od razu pomyślą, że to... Randka. A on nie postrzegał tego jako randki. Co prawda ubrał się elegancko, ale był to w końcu ślub. Ludzi, których kompletnie nie znał, no ale cóż. Sęk w tym, że to wszystko wyglądało trochę jak randka. A on nawet nie chciał tak o tym myśleć, bo gdy zaczynał myśleć o randkach, widział Ellie oczyma swojej wyobraźni. To niezbyt dobry znak, jeśli o to chodzi. W końcu nie była w nim zakochana, choć on niezaprzeczalnie był zakochany w niej. Gdy wreszcie przyznał to przed samym sobą (nie, przed innymi wciąż nie przyznał, nigdy w życiu!) to Ellie chyba zaczęła z kimś kręcić, przez co Ben nie był w zbyt dobrym nastroju od kiedy się dowiedział, ale nie było najgorzej. W końcu wszystko to mogło być zwykłą plotką, a chłopak nie miał odwagi spytać jej otwarcie czy kogoś ma. Dziś jednak starał się o tym od rana nie myśleć i miał naprawdę dobry humor. Nie potrzebował nawet zaklęcia rozweselającego, którego ostatnio używał na tacie, żeby przestał chodzić naburmuszony po domu. Uroki braku namiaru na sobie. Jak dobrze, że skończył te siedemnaście lat w marcu!
W końcu, po tych kilku minutach odnalazł wzrokiem @Dulce Reina Miramon i od razu zaczął iść w jej stronę. Oczywiście z uśmiechem, który rzadko spływał z ust tego wesołka. Ben bez uśmiechu to nie Ben. Prawdopodobnie. Cóż, brak usmiechu był u niego pierwsza oznaką złego humoru lub tego, że coś go trapi. Dziś nie miało go co martwić.
- Hej, Reina! - powiedział po hiszpańsku radosnym tonem głosu, patrząc na dziewczynę. Wygładził swoją marynarkę i poprawił kołnierzyk swojej koszuli. Ogółem miał na sobie garnitur i koszulę. dokładnie jak na avku. Szybko na nią popatrzył od góry do dołu. - Ładnie dziś wyglądasz. - skomplementował, bo... Takie teksty już leżały w jego naturze. Tak po prostu. Sam nie był pewien skąd zawsze ma tę chora potrzebę skomplementowania dziewczyny, która stała obok. I którą znał, naturalnie. - Mam nadzieje, że nie czekałaś na mnie zbyt długo. Nie mogłem się odnaleźć po przeteleportowaniu. - dopiero tu przeszedł na angielski, bo nie chciał się skompromitować, a nie był pewien jak brzmi ostatnie zdanie po hiszpańsku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Londyn, Wielka Brytania
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 28
  Liczba postów : 85
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13134-victoria-lawrence
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13137-i-m-allergic-to-bullshit#351788
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13136-sowa-krolowa#351784
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13135-victoria-lawrence#351782




Gracz






PisanieTemat: Re: Nawa główna   Nie Lip 31 2016, 09:34

Uśmiechnęła się zupełnie słodko w kierunku Thomasa, gdy tylko usłyszała komplement. Och, dobrze wiedziała, że wygląda całkiem nieźle. Cieszyła się, że mężczyzna okazał się być przystojną i ładnie ubraną ozdobą, chociaż niekoniecznie ich stroje współgrały, co zaraz zauważyła. Ale trudno! Indywidualność na zawsze!
Po wymienieniu uprzejmości z tymi najważniejszymi, po zachwycie nad bogatymi zdobieniami kościoła, musiała przygryźć wargę w rozbawieniu. Przewróciła oczami na kolejne uprzejme wyznanie jej towarzysza. Dobrze widziała jego znakomity humor i te fałszywe uśmieszki, które serwował naokoło. Z pewnością potrzeba mu trochę alkoholu, zresztą Victorii także. Tylko przecierpieć te wzdychania wszystkich dookoła w kierunku panny młodej i pana młodego, a potem można było zacząć się bawić. Kulturalnie udała się we wskazane miejsce przez Thomasa, żeby zasiąść.
- Wszyscy dobrze wiedzą, że takie młode małżeństwo to albo polityka, albo głupota. Ale myślę, że w tym przypadku to pierwsze. W końcu to czystokrwiści - rzuciła lekko, świetnie ukrywając jakikolwiek żal w głosie.
Nie było wiadomo, kiedy skończy tak beznadziejnie jak oni. Swoich rodziców zbywała już od dobrego roku, a wiadomym było, że prędzej czy później podejmą się radykalnych działań. Jest pewna siła w słowach, a sformułowanie radykalne działania nie zostały użyte przypadkowo - jej rodzice to Ślizgoni z krwi i kości. I w końcu dostrzegła te dwójkę. Widziała te spojrzenia, pełne miłości, zniecierpliwienia i wszystkiego co potrzebne, żeby popełnić taką beznadziejną rzecz w tak młodym wieku.
Victoria postanowiła poprawić sobie humor i unieść się na kilka sekund, żeby przyjrzeć się dwójce wybrańców, których w końcu spostrzegła.
- Och... - zamruczała nisko. - Och. Thomas. Myślę, że spełniają moje wymagania. Obydwoje - rzuciła, taksując ponętną sylwetkę panny młodej i pana młodego.
Afrodyta z pewnością nie potrzebowała wymyślnej sukienki, żeby wyglądać olśniewająco. Nie musiała mieć nawet tej słodkiej minki na sobie, żeby Victoria skupiła na niej swoją uwagę. Prosta kiecka tylko uwidoczniła jej ładną buźkę i ciałko. A Adonis! Trafiał w gust Lawrence. Dobrze zbudowany, przystojny i również z uroczą minką. To chyba był znak rozpoznawczy na każdym pieprzonym ślubie.
- Z pewnością nie zajęłabym miejsca panny młodej. Wybrałabym trójkąt - rzuciła w kierunku Thomasa, aby ponownie grzecznie zasiąść obok swojego chłopca.
Czekała na ciąg dalszy, wcale nie przejmując się tym, że póki co nie widziała nikogo, kogo znałaby bardziej, niż tylko kojarzyła.
____
Nie wiem, czy jest kolejka, nie dowiedziałam się, więc piszę!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VI
Wiek : 17
Skąd : Hiszpania, Walencja
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 530
  Liczba postów : 437
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12988-dulce-reina-miramon
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13011-relacje-dulci#349359
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13012-poczta-dulce#349360
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13013-dulciowy-kuferek-magicznosci#349367




Gracz






PisanieTemat: Re: Nawa główna   Nie Lip 31 2016, 12:26

Kościółek powoli wypełniał się gośćmi z różnych stron świata. Kobiety w szykownych sukniach, z pięknie uczesanymi włosami zachwycały. A przecież to nie one brały ślub. Była zatem ciekawa w jakiej sukni wystąpi panna młoda. Środowisko czarodziejskie miało na ogół to do siebie, że kochało przepych. Zwłaszcza płeć piękna, elegancja, przemieszana niekiedy z nieco zbyt wydekoltowanymi sukniami, ukazującymi kobiece atuty. Piękne, zadbane. Tysiące zapachów ich perfum mieszało się pod sklepieniem nawy głównej. Dul nawet nie spostrzegła, że przybył już jej partner, dopiero zareagowała na jego głos. Kiedy chłopak poprawił swój garnitur spojrzała na niego uradowana i szczęśliwa, że w końcu się pojawił.
-Benjaminie, czy nikt ci nie powiedział, że spóźniać się na ślub to nietakt? A już pozostawiać swoją partnerkę bez opieki to szalony nietakt?-trochę się z nim droczyła, a trochę chciała być jak one. Te wszystkie czarodziejki, dufne, zadzierające nosa, te które igrają mężczyznami i oplatają sobie ich w koło palca.
-Oczywiście rada jestem ze spotkania.-ponad wszystko nie wiedzieć czemu chciała być formalna, ale nie mogła się powstrzymać by nie ucałować go w oba policzki po hiszpańsku. Na szczęście miała obcasy, nie musiała się wspinać na palcach by go dosięgnąć.
-Nie tłumacz się Benjaminie, a teraz złap mnie pod rękę, musimy zająć niestety miejsce gdzieś bliżej ołtarza, w końcu jestem jednym z gości, którzy znają parę młodą. Poza tym siedzi tam już pewnie większość mojej rodziny i byłoby szalonym nietaktem do nich nie dołączyć.-Ben z pewnością mógł być skołowany nagłą zmianą charakteru Dul od ostatniego spotkania. Była stanowcza, nieco władcza. Cóż, chyba i jej udzieliła się atmosfera ślubna i możność rozstawiania mężczyzn po różnych kątach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 28649
  Liczba postów : 32434
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Nawa główna   Pon Sie 01 2016, 03:09

Muzyka wcale nie ucichła, wręcz przeciwnie – gdy tylko panna młoda zaczęła zbliżać się do ołtarza, organy zabrzmiały jeszcze głośnie, jakby po to, aby zwrócić uwagę zaaferowanych gości na najważniejszą osobę tego dnia. Wysłannik ministerstwa uśmiechał się do Prudencii, stojąc na schodkach. Niżej i trochę z boku stał pan młody, który również nie mógł powstrzymać się od patrzenia na kobietę w białej sukni. Nikt nie mógł mu się dziwić, nie tylko jego twarz zwrócona była w jej kierunku. Większość zebranych w kościółku odwróciła się zgodnie i tylko przez chwilę oceniała pana młodego. Teraz wszyscy podążali za zgrabną, poruszającą się wolno i z gracją Hiszpanką, którą podtrzymywał ojciec. I dobrze, bo panna Valasquez była chyba aż tak przejęta uroczystością, że gdyby nie pomoc, mogłaby w drodze przewrócić się w tych pięknych butach.
Gdy tylko dotarła pod ołtarz, pan młody wyciągnął do niej rękę, aby zająć miejsce jej ojca. Staszczy mężczyzna z czułością, ale przede wszystkim dumą patrzył na córkę, która wyglądała nie tylko pięknie, ale i doroślej. Jakby szczęście u boku Lope dodawało jej pewności siebie. Może w ciągu tego krótkiego czasu, który spędzili razem, nabrała życiowego doświadczenia? Gdyby się rozejrzała, w głównej nawie dostrzegłaby swojego ochroniarza, Bobo, który mimo tego, że to ślub, nie potrafił nie dbać o bezpieczeństwo Prudencii. W tej chwili jednak to młody Mondragón skupiał na sobie uwagę dziewczyny nawet bardziej niż sam prowadzący ceremonię. Starszy mężczyzna musiał aż zakasłać, żeby ktokolwiek na niego spojrzał.
Ojciec panny młodej również odchrząknął i zanim odszedł (z ociąganiem), hardo spojrzał w oczy pana młodego. Przekaz był jasny – jeżeli tylko Lope w jakikolwiek skrzywdzi jego córkę, może nigdy się nie pozbierać. Mężczyzna, jak przystało na dobrego ojca, był ślepo zapatrzony w dziewczynę i zawsze by jej bronił. Zaraz jednak odszedł, aby nie zakłócać ceremonii, i wrócił do żony, która zajmowała miejsce w pierwszym rzędzie. Oboje byli ubrani wytwornie. Tak, że nikt nie miał najmniejszych wątpliwości, jak czystokrwiści byli.
Pracownik ministerstwa stwierdził, że teraz jego kolej, aby przemówić. Jako że państwo młodzi życzyli sobie jedynie magicznego ślubu, całość nie powinna trwać długo, a mężczyzna nie planował też niczego przedłużać.
Dzisiejszy dzień dla niektórych z nas jest dniem długo wyczekiwanym. Zarówno dla młodych, jak i ich rodziców, a także najbliższych przyjaciół – odezwał się wreszcie, a dzięki magicznie wzmocnionemu głosowi, usłyszeli go nie tylko goście z początkowych rzędów. – Tego wieczoru @Prudencía O. Velásquez i @Lope Mondragón przyrzekną sobie wierność i lojalność, a także potwierdzą chęć wspólnego życia, dzielenia się problemami i wychowywania dzieci na dobrych czarodziejów – przemawiał dalej, zgodnie z tym, co przewidywał ślubny kodeks. – Czy jesteście świadomi, że to, co zaraz obiecacie, będzie obietnicą wiecznie żywą? Gdy tylko połączy was zaklęcie, zostaniecie ze sobą aż do śmierci – wyjaśnił. Teraz czekał na odpowiedź młodych, co było częścią ceremonii. Nie mógł przejść dalej. To była też chwila, kiedy jedno z nich mogło zrezygnować. Nie jedyna, ale najlepsza.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Wiek : 21
Skąd : Barceona, Hiszpania
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 97
Dodatkowo : jasnowidzenie
  Liczba postów : 94
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12863-prudencia-velasquez
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12889-ta-od-wesela#346664
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12887-mr-fatum#346661
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12888-prudencia-o-velasquez#346663




Gracz






PisanieTemat: Re: Nawa główna   Wto Sie 02 2016, 00:20

Dla Pru nie liczyło się w tej chwili nic. Szła, przed siebie, ujmując ramię ojca. Jej wzrok jednak zdawał się jakby być przymocowany tylko do jednej osoby. A może nie tyle co przymocowany, a raczej ulokowany na jednej osobie. co jakiś czas odwracała spojrzenie w stronę którejś z ławek i częstowała jakieś szczęśliwca pełnym radości uśmiechem, który sprawiał że cała jej twarz promieniała. Głowy odwracały się w jej stronę, a ona czuła na sobie niezliczoną liczbę oczu. Widziała zdziwienie w niektórych z nich, z pewnością spowodowane jej młodym wiekiem. Widziała też podziw, co zaś mile łechtało jej ego, choć tak naprawdę jej wzrok wracał co chwilę do jej narzeczonego, jakby chcąc się upewnić, że nadal tam jest. Jakby w ciągu sekundy miał zniknąć. Wiedziała, że będzie. Miała przecież wizję. Właśnie mijając którąś z ławek widziała ja pod dokładnie tym samym kątem, pod którym widziała go, w jednym ze swoich fleszy, które nawiedziły ją kilka nocy przed ślubem. Miał w spojrzeniu dokładnie to samo co dzisiaj. A Pru już wiedziała, że koło przeznaczenia znów zostało wprawione w ruch i za niedługo dane jej będzie dostrzec inne z serii, która pojawiła się u niej ostatnio. W końcu dotarła do miejsca, w którym ojciec ją zostawił. A ona została ze swoim przyszłym mężem. Patrzyła na niego leciutko się tylko uśmiechając. Jeśli bał się, że będzie zła za spóźnienie kompletnie nie miał ku temu powodów. Uniosła leciutko kącik ust ku górze a w jej oczach zamigotały figlarne ogniki, które jasno dawały do zrozumienia, że domyśla się, czemu dziś się spóźnił. Nie zmieniało to jednak faktu, że dla niej jak zawsze wyglądał przystojnie. Takiego go znała. Takiego kochała. I taki miał być jej już za chwilę. Ścisnęła lekko jego dłoń, spoglądając na pracownika ministerstwa. Gdzieś koło jej warg nadal tańczył leciutki uśmiech.
-Oczywiście. - odpowiedziała Pru. Rozpierała ją radość i dziwne uczucie w żołądku, które z pewnością było połączeniem szczęścia i adrenaliny. Bo czegóż innego połączeniem mogło być. Jednocześnie przytaknęła głową i ostatkami sił powstrzymała się, by nie przestąpić z nogi na nogę. Tak bardzo chciała być już jego żoną.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Skąd : Sydney, Australia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 207
  Liczba postów : 242
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12923-benjamin-rogers#347675
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12926-jedna-wielka-chodzaca-czekoladowa-zaba?nid=7#347701
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12928-listy-benia#347689
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12929-ben-rogers#347723




Gracz






PisanieTemat: Re: Nawa główna   Wto Sie 02 2016, 16:56

Ben, myśląc o ślubach, kojarzył sobie raczej zdjęcia ze ślubu rodziców. Jako, że jego mama była mugolką, wzięli zwykły dla mugoli ślub. Mama miała skromną sukienkę, tata garnitur, w którym wyglądał zabawnie, bo na co dzień nie ubierał się w tak bardzo mugolskim stylu. Ogółem sam Ben nie był rozpieszczony, ani nie przywykł do zbyt wielkiego przepychu, dlatego też pewnie podczas jego własnego ślubu (w duchu modlił się o to, aby wziąć go z Ellie, mieć tę trójkę dzieci i być po prostu szczęśliwym po wspólnym zaadoptowaniu setek książek) nie będzie zbędnego przepychu. Benjamin tego nie lubił więc... Tak było po prostu lepiej.
- Teoretycznie się nie spóźniłem. Przyleciałem ze wszystkimi, ale... Nie wiedziałem gdzie możesz być. - mruknął, chcąc się jakoś wytłumaczyć, ale w końcu stwierdził, że lepiej nic już nie dodawać. Rogers naprawdę nie lubił takich sytuacji i zazwyczaj czuł się nieswojo. Chyba, że przy najlepszych przyjaciołach. Przy Ellie, Neptunie czy rodzeństwie. Wtedy to co innego, przecież z nimi znał się jak łyse konie! chłopak lekko przekrzywił głowę i zmarszczył brwi, słysząc jej słowa. Zachowywała się dosyć... Dziwnie. Nawet on nie był chyba aż tak dziwny. Choć bywał. Był też kujonem i miał bzika na punkcie transmutacji, ale... Nieważne zresztą. Rogers ze zrozumieniem kiwnął głową i wziął pod rękę Reinę. Poszedł z nią do odpowiedniego miejsca i czuł się jeszcze dziwniej, bo naprawdę się bał, że wszyscy będą twierdzili iż to randka. To nie była randka. Przynajmniej nie dla niego. W każdym razie, już po chwili rozpoczęła się cała ceremonia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 21
Skąd : Hiszpania, Galicja, Lugo
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 795
Dodatkowo : Kapitan Drużyny Ślizgonów
  Liczba postów : 282
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12840-lope-feliciano-mondragon#345714
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12874-ten-od-wesela#346531
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12864-buho#346290
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12875-lope-mondragon#346540




Gracz






PisanieTemat: Re: Nawa główna   Wto Sie 02 2016, 18:40

Czy się obawiał? Może nie do końca. Czuł lekkie mrowienie w palcach, które przypominało te, jako odczuwał, bojąc się czegoś. Wiedział jednak, że to nie do końca strach. A jeśli nawet, to nie umiał określić przed czym. Tak rzadko miewał w głowie mętlik. Zazwyczaj doskonale wiedział, co zrobić w takiej sytuacji i nigdy się nie wahał. Każdy, kto miałby określić Lope w paru słowach, wspomniałby o jego pewności siebie. Ten cały ślub sprawiał, że jego uczucia trochę wariowały. Przeżył w życiu tyle, że mało co już go ekscytowało. Teraz czuł się dosłownie jak dzieciak, który ma szansę na coś wielkiego. Szczerzył się więc jak głupi, nie dbając o to, jak w tej chwili wygląda. Nie miał ochoty nawet się rozglądać. Widok Prudencii zachwycał go zbyt mocno. Mógłby powiedzieć jej tak wiele, całe mnóstwo banałów i kiepskich tekstów, które kobiety uważają za romantyczne, ale nie widział w tym sensu. Nie mówił o emocjach, tylko je ukazywał.
I ona to wiedziała, bo przecież nie nosił żadnej maski. Był sobą. Inni mogli sobie ich obgadywać, myśleć, że są zbyt młodzi na takie zobowiązania, że są zaślepieni miłością, że to wszystko jest jedynie wyreżyserowane przez ich rodziców, że jego ukochana pragnie tylko jego pieniędzy, że to nie ma sensu, że nie wytrzymają ze sobą dłużej niż rok, że... Lope nie obchodziło to nic, a nic. I tylko przez chwilę zdążyło mu przemknąć przez myśl parę zmartwień. Czy Aaron na pewno wszystko dopiął na ostatni guzik? Czy Adoria niczego nie zapomniała? Wynikało to ze zdenerwowania, przecież Lope doskonale wiedział, że będzie idealnie. Zastanowił się jeszcze krótką chwilę, czy Candida została na ceremonii czy poszła od razu do kuchni. I czy jego rodzice są wreszcie usatysfakcjonowani tym, że "ich syn w końcu zszedł na dobrą drogę". A gdzieś tam bardzo głęboko czaiła się też myśl o jego siostrze. Czy usłyszała o ślubie i kryje się gdzieś w tłumie?
Widział ekscytację na twarzy swojej ukochanej i na jego ustach tańczył lekki uśmiech. Wysłuchał słów pracownika Ministerstwa z niezbyt wielką uwagę. Wszystko dalej wydawało mu się, jak wyjęte z jakiejś bajki. Aż do śmierci... Lope nigdy się jej nie bał.
- Oczywiście. - powtórzył jak echo za swoją ukochaną, gładząc delikatnie kciukiem jej dłoń. Może robił to by uspokoić ją, a może by uspokoić samego siebie. Miał nadzieję, że to wszystko przyspieszy i obędzie się bez nudnych pogadanek o szczęśliwym, małżeńskim życiu. Teraz akurat nie miał ochoty tego słuchać. Wiedział, czego chce i właśnie to otrzymywał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 28649
  Liczba postów : 32434
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Nawa główna   Pon Sie 08 2016, 03:12

Wysłannik ministerstwa uśmiechnął się dumnie. Młodzi wyglądali na zdecydowanych, więc będzie mógł pochwalić się kolejnym udanym ślubem z jego błogosławieństwem. Tak, w tej chwili myślał tylko o własnych osiągnięciach. To nie pierwsza ceremonia, którą prowadził, więc nie rozwodził się nad urokami małżeństwa. Na początku rozglądał się po ludziach, oceniał ich, nawet chodził się bawić, jeśli go zaproszono, ale dzisiaj chciał skończyć to jak najszybciej.
Młodzi obrócili się teraz twarzami do siebie, jedynie kątem oka spoglądali na prowadzącego. Świadkowie natomiast usunęli się na bok, aby nie odwracać uwagi od przyszłego małżeństwa, ale przed wszystkim po to, aby zaraz przynieść dwie bransolety, które miały być oznaką wierności do końca życia. Owijały się wokół nadgarstka państwa młodych i nie pozwalały się zdjąć, jeżeli wcześniej nie wypowiedziało się formuły zaklęcia unieważniającego związek. Lope i Pru wybrali obręcze, które owijały się dookoła nadgarstka i z dwóch stron kończyły smoczymi łbami. Misternie wyżłobione łuski przykuwały uwagę i najwyraźniej one pomogły w podjęciu decyzji.
Podjęliście swoją pierwszą, dojrzałą decyzję na całe życie. Wasza przyszłość będzie teraz wspólna i nierozerwalna – mówił poważnym, niskim głosem. Zanim jednak przeszedł do dalszej części ceremonii, zapytał jeszcze, o wiele poważniejszym tonem, aby zatuszować własne rozbawienie: – Jeżeli ktoś zna powód, dla którego ci dwoje nie mogą się pobrać niech przemówi teraz albo zamilknie na wieki. – Słowa te zawsze go bawiły, ponieważ nigdy nikt się wtedy nie odzywał. Prawie nigdy. Zdecydowanie częściej zdarzało mu się udzielać potem rozwodów niż przerywać uroczystość. Rozejrzałam się ponaglająco, wpatrywał nawet przez chwilę w drzwi, czekając, aż ktoś je z impetem otworzy, ale do niczego takiego nie doszło. Uśmiechnął się do młodych i świadków. – Związek wasz nigdy nie zostanie zakłócony przez osoby trzecie – powiedział do nich niemalże z dumą i skinął na świadków. Teraz nadeszła pora na nałożenie bransolet i wypowiedzenie w tym czasie słów przysięgi.

Najpierw piszą świadkowie (@Aaron Duarte i @Adoria Nymphia Amparo), dopiero potem młodzi (kolejność dowolna, ale chyba panna młoda powinna pierwsza)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Hiszpania
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 733
  Liczba postów : 387
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13166-adoria-nymphia-amparo
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13177-adoria-nymphia-amparo
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13176-listy-do-any
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13175-adoria-n-amparo




Gracz






PisanieTemat: Re: Nawa główna   Pon Sie 08 2016, 09:06

Adoria, cóż, trochę się zapatrzyła. Wszystko tutaj było tak idealne i magiczne, że czuła się, jakby śniła. Nie mogła uwierzyć, że Pru mogła wyglądać aż tak zjawiskowo, że Lope był aż tak uśmiechnięty, a ceremonia aż tak poważna. Miała wrażenie, że zaraz wybudzi się i wróci do świata pełnego sprzeczności i monotonii.
Ale tak nie było.
Młodzi przytaknęli wysłannikowi Ministerstwa jak w transie, zahipnotyzowani przez siebie nawzajem. Ana czuła, jak ściska ją w żołądku zazdrość - kto nie pragnąłby takiego uczucia? Kto nie chciałby stanąć na miejscu Pru albo Lope, ze swoją drugą połówką?
Adoria usunęła się w bok, tak jak powinna. Uwielbiała pomysł z bransoletami, uważała go za naprawdę ciekawy. Poza tym, wiedziała jakie wybrali młodzi i miała pełną świadomość, że są one idealne i pasują do nich. Przez chwilę zmroziło ją, że bransoleta mogła wypaść z pudełka, zaraz jednak zganiła się w myślach. Przecież sprawdzała wcześniej. Od tamtej pory nic złego nie mogło się wydarzyć, nie ma co panikować.
Usunęła osłonkę i mimowolnie odetchnęła z ulgą, bo w środku faktycznie znajdowała się bransoleta. Najciszej, najdelikatniej i najspokojniej jak tylko mogła, przysunęła się z powrotem do centrum ceremonii i podsunęła pudełeczko Pru, mając nadzieję, że jej dłonie wcale nie drżą tak, jak jej się to wydawało.
Zerknęła jeszcze kątem oka na Aarona, czy po drugiej stronie wszystko idzie tak, jak powinno - w końcu z tyłu głowy wciąż miała świadomość, że się spóźnili. Co, jeśli coś jeszcze miało nie wyjść?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : II
Wiek : 19
Skąd : La Coruña, Hiszpania
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 509
  Liczba postów : 154
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13113-aaron-duarte
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13128-wszyscy-ktorymi-sie-otaczam#351361
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13127-aaron-duarte#351354
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13126-kuferek-aarona#351349




Gracz






PisanieTemat: Re: Nawa główna   Pon Sie 08 2016, 23:02

Hiszpan zasłuchał się, zapominając na chwilę, że wcale nie stoi przy ołtarzu tylko po to, by próbować odwrócić uwagę zebranych wokół kobiet od Pana Młodego. Nie mógł przecież pozwolić, aby któraś z nich rzuciła się na niego albo, co gorsza, wstała i wykrzyczała bzdurny powód, dla którego Pru i Lope nie powinni być razem. Nikt nie przeszkodzi im w ceremonii, kiedy on, Aaron Duarte, stoi na straży. Nawet on sam, który mógłby ich wymienić z tuzin. Zdecydował się wspierać przyjaciela i będzie wierny danemu mu słowu. Nawet jeśli w tej chwili targały nim tak skrajne uczucia, z których jednym był żal z powodu łączącej ich przyjaźni, co miała się bezpowrotnie zmienić.
Ocknął się, czując na sobie spojrzenie Mondragóna i delikatne poruszenie wokół niego. Adoria walczyła aktualnie z jakimś pudełkiem, które wydawało mu się dziwnie znajome. Ach tak! Ich bransolety! Przecież sam miał gdzieś jedną, by przekazać ją nowożeńcom w odpowiednim momencie!
Tylko gdzie ją miał?
Odruchowo wpakował ręce w kieszenie spodni garnituru, nie zdając sobie sprawy, jak głupio musiał wyglądać. Wreszcie poklepał się po klatce piersiowej, by wyczuć małe pudełko, które trzymał wewnątrz marynarki. Wydobył je, w ślad za nim różdżkę i... zamarł. Zapomniał zaklęcia!
Patrzył tępo w ozdobne opakowanie, starając się przypomnieć formułę, jednak zamiast nagłego olśnienia czuł tylko, jak muszka zaczyna go dusić. Przełknął ciężko ślinę, by zerknąć na Adore, która już podawała Pru tę wyszukaną, elegancką biżuterię. On za to zachodził w głowę, co powinien zrobić. Specjalnie prosił o zmniejszenie przedmiotu, by spokojnie móc go przetransportować. Tymczasem naciął się na swój jakże genialny pomysł, stając się swoją własną ofiarą. Przybliżył dłoń, na której wyłożone było pudełko, by wreszcie w jego głowie zapaliła się lampka. Przecież nie był taki głupi, jak zawsze zakładał! Przewidział to, że z nerwów może zapomnieć zaklęcia powiększającego. Dlatego też napisał maleńkimi literami jego formułę na denku opakowania. W końcu dotknął różdżką maleńkiego pakunku, by wyszeptać "Engorgio". Pudełko wraz z zawartością urosło i teraz już mniej zawstydzony Aaron stanął niedaleko Lope, uchylając wieko.
- Wybacz, stary - poczuł się w obowiązku przeprosić za to małe przedstawienie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Nawa główna

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

 Similar topics

-
» Nawa boczna

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
reszta świata
 :: 
Hiszpania
 :: 
Wyspa Gaztelugatxe
 :: 
Kościół
-