IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Nawa główna

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 21
Skąd : Hiszpania, Walencja
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 1721
  Liczba postów : 908
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12573-candida-feliciana-miramon#339796
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12577-cukierek
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12578-lluvia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12581-candida-feliciana-miramon




Gracz






PisanieTemat: Nawa główna   Wto Lip 19 2016, 16:32

First topic message reminder :


NAWA GŁÓWNA


Nawa główna to reprezentacyjna część kościoła. Ogromne, drewniane drzwi otwarto na oścież tak, by goście nie mieli problemu z trafieniem do środka. Od razu po przekroczeniu progu można dostrzec wspaniałą rozetę, która rzuca kolorowe światło na zabytkowy ołtarz. Wzrok przyciągają monumentalne kolumny ozdobione rzeźbieniami. Ten kościółek to idealne miejsce na chwilę skupienia i zadumy. Przyjemny chłód pozwala zapomnieć o skwarze panującym na zewnątrz. Błogą ciszę od czasu do czasu przerywają przyciszone głosy ludzi. Światło jest tutaj rozproszone, a dzięki licznym oknom wnętrze jest jasne. W powietrzu unosi się delikatny zapach kadzideł. Niesamowity, tajemniczy klimat aż bije od tego miejsca. Na czas ślubu ławki przystrojono żywymi kwiatami, które zaczarowano tak, by nie więdły. Obok, w nawie bocznej, można dostrzec żebrzącą staruszkę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Wiek : 21
Skąd : Barceona, Hiszpania
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 97
Dodatkowo : jasnowidzenie
  Liczba postów : 94
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12863-prudencia-velasquez
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12889-ta-od-wesela#346664
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12887-mr-fatum#346661
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12888-prudencia-o-velasquez#346663




Gracz






PisanieTemat: Re: Nawa główna   Sob Sie 13 2016, 01:12

Wszystko ciągnęło się niemiłosiernie. Przynajmniej dla Pru, która chętnie byłaby już po weselu w prywatnej komnacie tylko ze swoim nowo poślubionym mężem. Dlatego też co jakiś czas przestępowała z nogi na nogę, nie dlatego, ze się denerwowała. Bardziej dlatego, że się niecierpliwiła. Patrzyła na swojego wybranka z ustami rozjaśnionymi w uśmiechu i wręcz nie mogła się doczekać, kiedy ta cała ceremonia się skończy, a ona w końcu zostanie ogłoszona Panią Mondragon. Gdy przedstawiciel Ministerstwa zapytał zebranych, czy znają powód dla którego nie w powinni się pobierać Pru tylko zerknęła w stronę zgromadzonych ludzi dosłownie na chwilkę, jakby tylko chcąc się upewnić, że żadne z nich nie spowolni tego i tak już ciągnącego się dla niej wydarzenia.
W końcu Adoria podeszła do niej i przez chwilę Hiszpanka miała wrażenie, że jej przyjaciółka jest bardziej zdenerwowana niż ona sama. Więc odbierając bransoletę uśmiechnęła się do niej, jakby tym uśmiechem chcąc dodać jej otuchy i przekazać, że nie ma się co denerwować, bo przecież wszystko będzie dobrze. Zrobiła krok ku stojącemu naprzeciw niego mężczyźnie i skierowała wyciągniętą dłoń na której spoczywała bransoleta ku jego nadgarstkowi, sama jednak zaś patrzyła mu w oczy.
-Od pierwszego dnia, wiedziałam, że jesteś mi przeznaczony. – powiedziała, a magiczna bransoleta wraz z jej słowami zaczęła rozwinęła się i zaczęła owijać się wokół nadgarstka jej już prawie męża. – Rozumiesz mnie i dopełniasz mnie. – uśmiechnęła się leciutko. – Sprawiasz, że jestem najlepszą wersją samej siebie. Tą odważniejszą, tą która z Tobą może mierzyć się z całym światem. – bransoleta już prawie zniknęła z jej dłoni, prawie w całości oplatając nadgarstek mężczyzny. – I wiem, że kocham Cię, tak samo jak wiem, że nigdy się to nie zmieni. – zakończyła, mając nadzieję, że jej słowa są odpowiednie na wyrażenie uczuć, które czuje, które wręcz rozpychają ją od środka. Uśmiechnęła się raz jeszcze, jeszcze mocniej, o ile to było w ogóle możliwe.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 21
Skąd : Hiszpania, Galicja, Lugo
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 239
Dodatkowo : Kapitan Drużyny Ślizgonów
  Liczba postów : 367
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12840-lope-feliciano-mondragon#345714
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12874-ten-od-wesela#346531
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12864-buho#346290
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12875-lope-mondragon#346540




Gracz






PisanieTemat: Re: Nawa główna   Sob Sie 13 2016, 21:47

Lope wpatrywał się w piękne, niebieskie oczy Pru i zastanawiał się nad pierwszym dniem, kiedy ją poznał. Czy pokochał ją od razu, czy dopiero po jakimś czasie zdał sobie sprawę, że to właśnie ona poruszyła jego zlodowaciałe, zamknięte na głębsze uczucia serce? Odnajdywał w niej swoją ostoję, chciał zawsze mieć ją blisko, by chłonąć jej spokój i dobroć, jaka od niej wprost biła. Dzięki temu sam czuł się lepszym człowiekiem. Bez swojej ukochanej cierpiał niemal ból fizyczny, znosił to jednak wytrwale. Nauczyła go tak wiele, między innymi większej cierpliwości. Teraz także czekał, choć miał ochotę od razu porwać ją w ramiona i zabrać gdzieś daleko, na plażę, by móc spędzić z nią parę chwil sam na sam, bez wszystkich tych ludzi, wśród których niewielu znał osobiście. Odniósł wrażenie, że ten typ z ministerstwa za bardzo sobie folguje z tym rozbawionym tonem, jakby to wszystko go po prostu śmieszyło. Rzucił mu więc krótkie spojrzenie z ukosa, która rozkazywało przejść do rzeczy, zamiast wygłupiać się z tymi banałami, których i tak nie słuchał.
Serce zabiło mu trochę szybciej, gdy czekał, aż ktoś się odezwie, aż ktoś wpadnie zziajany przez wrota, by krzyczeć "Nie pozwalam!". Sam nie wiedział, jakby zareagował na takie wystąpienie. Odruchowo pomyślał o swoich przyjaciołach. Sam sobie wydawał się dużo dojrzalszy, w końcu nie mógł pozostać rozkapryszonych, złym na cały świat chłopakiem przy Pru. Dla niej chciał się zmienić i od jakiegoś czasu naprawdę próbował.
Spojrzał na Adorię, przekazując jej swoim wzrokiem, że naprawdę wykonała świetną robotę. Zauważył, jak zdenerwowana jest i sam poczuł, że kiedy tylko oderwał się od oczu swojej ukochanej, także do niego powrócił lekki stres. Odwrócił głowę w stronę Aarona, by odebrać od niego bransoletę ze smokiem, symbolem jego rodu. Wyciągnął dłoń i zamarł, widząc że coś jest nie tak. Tylko niech nie mówi, że jej zapomniał. Lope udusiłby go na miejscu. Wpatrzył się w niego i ruszył lekko dłonią, ponaglając przyjaciela. Na szczęście ten przypomniał sobie, co ma zrobić i jakiego zaklęcia użyć. Lope powstrzymał się od zirytowanego przewrócenia oczami. Naprawdę...? Mimo wszystko wiedział, że lepszego świadka nie znalazłby pod słońcem. Nawet jeśli przez tego kretyna oblała go fala gorąca. Odebrał od niego bransoletę, czując jej zimny metal pod palcami. Później się z tobą policzę, Duarte. - pomyślał tylko, znów skupiając się tylko na swojej ukochanej. Zbliżył się do niej, obejmując delikatnie jej nadgarstek i sunąc dłonią wyżej, by ustabilizować jej rękę. Nie odrywał przy tym od niej spojrzenia, wysłuchując jej słów w skupieniu. Nie były niczym innym jak formalnością, dobrze zdawał sobie sprawę, jak szczere jest to wyznanie. Wiedział, że teraz jego kolej. Czas na słowa, których nawet nie przygotował. Chciał, choć spodziewał się, że ze zdenerwowania wypadłyby mu z głowy, ale z drugiej strony miały one płynąć z serca, prawda? Lope zdecydował się więc powiedzieć to, co myśli, zupełnie jak nie on. Wziął przed tym głębszy wdech. Najtrudniej było zacząć. W czasie krótkie przemowy mężczyzny, bransoleta wykonywała dokładnie identyczne ruchy jak jej poprzednika, której zimny metal drażnił skórę Lope i przypominał nieustannie o swojej obecności.
- Nie umiem opisać, jak wiele ci zawdzięczam. Dzięki tobie odzyskałem wiarę w lepsze jutro, w to, że życie ma jednak jakieś znaczenie. Teraz wiem, że to ty jesteś tym znaczeniem, że to dla ciebie mam ochotę wstawać rano i robić ci śniadanie każdego dnia. Na ciebie czekam długie wieczory, aż wrócisz do domu, by pocałować cię na powitanie. Za tobą tęsknię, gdy cię nie widzę i marzę tylko o tym, bym znów miał ciebie tylko dla siebie. Z tobą chcę spędzić tę i wszystkie następne chwile. - zadziwiało go, jak gładko i cicho płyną jego słowa, gdy już otworzył się przed Pru. - Bo wiem, że moja miłość nie zgaśnie, a nawet jeśli, rozpalę ją ponownie, by zapłonęła jeszcze gorętszym ogniem. I nawet jeśli oboje się sparzymy, wiem, że będzie to warte ciebie i twojego serca, którego nie przestanę kochać.
Spuścił wzrok, by obserwować bransoletę, która wspinała się po jej gładkiej skórze, której dotyk tak go fascynował. Oplotła płynnymi ruchami cały nadgarstek, żeby w końcu zastygnąć. Dwa smoki zdawały się sobie teraz przyglądać. Lope wiedział, że jeszcze tylko zaklęcie i ich los splecie się ze sobą już na zawsze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 22
Skąd : Rzym/Włochy
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 0
  Liczba postów : 350
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12618-thomas-demone
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12625-as-long-as-you-are-usefull-you-are-allowed-to-breathe
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12627-naprawde-nie-chcesz-tego-robic
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12626-nie-patrz-chyba-ze-ci-zycie-nie-mile




Gracz






PisanieTemat: Re: Nawa główna   Wto Sie 16 2016, 23:05

Na uwagi dziewczyny zareagował tylko rozbawionym spojrzeniem. Nie było potrzeby komentowania niczego, temat małżeństwa kompletnie go nie obchodził. On tu przyszedł zjeść i popić za darmo. Jak się zdarzy okazja żeby zapomnieć o pewnej damie to z chęcią z niej skorzysta. Położył na czas przysięgi dloń na udzie Victorii żeby zasygnalizować jej iż konwersacja w tym momencie nie będzie najlepszym rozwiązaniem. To że z chęcią zabiłby jakieś 98% tego całego towarzystwa, nie znaczyło że miał ochotę psuć zabawę w obiecanki państwa młodych. Patrząc na nich zastanawiał się jak długo to potrwa. Sam z chęcią skonsumowałby pannę młodą, ale jednak Victoria górowała nad nią pod każdym względem. Jeszcze by się po jednej nocy przywiązała i co by było? Na co to komu? Niech się babrają w swoim własnym bajorku. On już i tak miał za dużo zmartwień na głowie. A może by tak rzucić wszystko i wyjechać w podróż do okoła świata z plecakiem i śpiworem? Nie głupi pomysł. Po skończonej zabawie, bo ceremonią nie chciał tego nazwać, chwycił dłoń Victorii i tylko czekał na możliwość wystrzelenia z tych cholernie ciasnych ławek. Jak to możliwe że na pieprzonym magicznym ślubie Ławki są tak ciasne?
-Chodźmy się czegoś napić zanim urządze tu masowy mord- Rzucił nachylając się nad uchem swej cholernie seksownej towarzyszki. Miał nadzieje że ktoś zauważy z kim przyszedł i nie będzie specjalnie zadowolona. Olał jednak to na razie i skupił się na Victorii.
-Co powiesz na kombinacje alkohol plus coś na rozluźnienie- nadal szeptał jej do ucha trzymając jej dłoń. Nie mógł się doczekać aż to wszystko się skończy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 28822
  Liczba postów : 35561
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Nawa główna   Pon Sie 22 2016, 20:52

Powoli zbliżali się do najpiękniejszego momentu ceremonii. Pełnego magii, którą poczują nie tylko młodzi. Energia przybierze kształty i stanie się widzialna dla czarodziejów, którzy przez całe uznają ją za niewidzialną, aczkolwiek wyczuwalną szóstym zmysłem moc. Mężczyzna już teraz dostrzegał przepływającą magię, którą pobudziły wypowiadane przez młodych słowa. Krążyła wokół, osiadała na bransoletach i różdżkach. W tej chwili zobaczyć mogli to tylko świadkowie, jako że młodzi wydawali się nawet niezainteresowani otoczeniem.
Nikt nie przerywał uroczystości, wysłannik ministerstwa nie widział nikogo, kto chociażby szykowałby się do zaprzepaszczenia tej pięknej chwili. Wszyscy z niecierpliwością wyczekiwali momentu, kiedy młodzi zostaną związani zaklęciem i pocałują się, aby przypieczętować związek. Jedynie mugolaki wyglądały na bardziej zaciekawionych dalszym rozwojem wydarzeń, zapewne dlatego, że nigdy nie widzieli magicznego ślubu.
Mężczyzna nie miał serca tego przedłużać, chociaż jego niektórzy koledzy po fachu uważali, że takie chwile powinny trwać jak najdłużej. On się z tym nie zgadzał nie tylko ze względu na państwa młodych i gości, ale i na siebie i swoje stare kości.
Spojrzał na nadgarstki Lope i Prudencii, a gdy zobaczył poprawnie nałożone bransolety, uśmiechnął się do młodych. Słowa, które wypowiadali, dla gości wydawały się piękne, a dla niego samego, mężczyznę udzielającego ślubu, oklepane, jednak nie dał po sobie poznać, że zawiódł się na kolejnej parze.
Wasze słowa są szczere – zaczął – o czym świadczy unosząca się dookoła magia. Teraz, kiedy wyraziliście swoje uczucia przed nami, jedynie magia może utrwalić wasz związek, przypieczętować złożone obietnice i wspierać was w trudnych momentach, abyście słów swoich dotrzymali. – Starał się tonem głosu dodać młodym pewności, bo brakowało mu tylko mdlejącej panny młodej. – Wyciągnijcie, proszę, różdżki – poinstruował, samemu wysunąwszy z kieszeni swoją. Uchwycił ją mocno. – Inkantacja brzmi: Fidelito Aeternio. W trakcie jej wypowiada, wykonacie następujący ruch. – Tutaj sprawnie poruszył ręką, wykonując trzy obroty i dwa płynne przesunięcia. – Pamiętajcie, że to zaklęcie wiążące na zawsze – postraszył ich lekko. Istniało przecież zaklęcie zdejmujące ten czar. Ważne jednak było, aby młodzi podjęli świadomą, dorosłą decyzję.
Gestem dał znać, że teraz kolej Prudencii i Lope.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Londyn, Wielka Brytania
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 28
  Liczba postów : 85
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13134-victoria-lawrence
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13137-i-m-allergic-to-bullshit#351788
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13136-sowa-krolowa#351784
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13135-victoria-lawrence#351782




Gracz






PisanieTemat: Re: Nawa główna   Sob Sie 27 2016, 19:11

Gdy Victoria dostała odpowiedni sygnał, posłóżnie zamknęła mordkę. Chociaż nie wydawało jej się, że dzikie szepty w ucho miały zaszkodzić i tak dziwnemu ślubowi, ale mus to mus i tak dalej. Pozostało jej pusto patrzeć na małżonków, którzy chyba nie rozumieli lub swawolnie traktowali wagę wypowiedzianych słów, rozmyślając sobie, jak długo sama zdoła jeszcze uciekać przed nieuchronnym przeznaczeniem wżenienia się w prestiżową, czystokrwistą rodzinę. Musiałaby ubrać białą kieckę i czuć przygniatający krzyż codziennie, aż po ten cholerny dzień, gdy w końcu pozbawi ją tchu.
W ogóle im nie zazdrościła.
Poczuwszy dotyk na dłoni przez Thomasa, ścisnęła jego dłoń i zerknęła z ukosa, krótko i stanowczo, jeszcze chwilkę, jeszcze nigdzie nie słyszała wycia.
- Thomas, kochanie, dobrze wiesz, że mam słabość - stwierdziła, nie określając dokładnie, o czym mówiła. - Ale posiedź grzecznie i pośmiej się z tych ciot, które pozwoliły systemowi na kontrolę ich życia - dodała jeszcze, dobitnie i szeptem, żeby żaden owczarek nie wyskoczył i nie rzucił klątwy.
Wtedy Victoria z pewnością odwzajemniłaby się, a potrafiła je rzucać naprawdę paskudne. Nie chciała zostać wyproszona z sali, nim uzyska stan nietrzeźwości.
I tak poświęciła chwilę na taksowanie cudzych głów. Jedne kojarzyła, hejciła lub lubiła, ale przecież nie mogła zaczepiać w trakcie takiego wzruszającego momentu...
Chociaż miała ochotę wyczarować rogi jakiejś osobie na piedestale, co Thomas mógł wyczytać z paznokci, które lekko go drapały jak mały, łobuziarski kociak. Chociaż pewnie wysyłając te zaproszenia do obcych ludzi, przemyślanie założyli jakąś magiczną barierę...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Wiek : 21
Skąd : Barceona, Hiszpania
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 97
Dodatkowo : jasnowidzenie
  Liczba postów : 94
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12863-prudencia-velasquez
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12889-ta-od-wesela#346664
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12887-mr-fatum#346661
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12888-prudencia-o-velasquez#346663




Gracz






PisanieTemat: Re: Nawa główna   Nie Sie 28 2016, 20:57

Kochała go, chyba już w chwili gdy go poznała. To właśnie wtedy dotarło do niej o czym mówiła jej własna przepowiadania. To właśnie wtedy wiedziała, że los nie złączył ich przez przypadek, a wręcz przeciwnie, miał dla nich plan już od dawna. Ślub był niczym więcej, jak potwierdzeniem tego, że będą ze sobą na zawsze, do końca swych brzmi. I choć brzmiało to jak oklepane frazesy, to Pru nie miała żadnych wątpliwości, że właśnie tak się stanie. Jej słowa płynęły prosto z serca i w ogóle nie przejmowała się, że brzmią pewnie jak słowa tysiąca innych kobiet stojących w tym miejscu przed nią. Urzędnik mógł sobie myśleć co chcieć – być zawiedzionym, czy co tam jeszcze – ważne było co myślała ona, co czuła ona. Ważne było to, że mężczyzna którego kochała stał naprzeciw niej. Skończyła mówić i z bijącym sercem oczekiwała jego słów. I w końcu zaczął mówić, a serce zabiło jej mocniej. Też nie pragnęła niczego więcej, jak budzić się u jego boku. By rankiem patrzeć na jego twarz będąc tak blisko, że jest w stanie doliczyć się jego rzęs. Wyczekiwała z utęsknieniem kolejnych nocy, w których będzie próbowała usnąć w jego ramionach, ale również i takich w których oboje nie będą mogli spać. Uśmiechała się patrząc na niego, czując jak chłodna bransoleta owija się wokół jej dłoni. Za chwilę będzie tylko jej. Zostało już tylko rzucić zaklęcie. Obserwowała Urzędnika, gdy pokazywał jak należy wykonać zaklęcie, a potem wykonała różdżką dokładnie ten sam ruch.
-Fidelito Aeternio- powiedziała. Mdleć nie zamierzała, nie chciała przegapić ani jednej chwili z tego dnia. Chciała wszystko zapamiętać i zapisać w pamięci, by potem powracać do tego wspomnienia w dowolnie wybranej chwili.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 21
Skąd : Hiszpania, Galicja, Lugo
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 239
Dodatkowo : Kapitan Drużyny Ślizgonów
  Liczba postów : 367
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12840-lope-feliciano-mondragon#345714
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12874-ten-od-wesela#346531
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12864-buho#346290
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12875-lope-mondragon#346540




Gracz






PisanieTemat: Re: Nawa główna   Sro Paź 05 2016, 19:46

Zdawał sobie sprawę z tego, że wszyscy postrzegali ten dzień, jako coś niesamowitego, coś co zmieni życie młodej pary. Lope tak tego nie postrzegał. Dla niego było to jedynie procesem, który dopełniał jego związek z Pru. Przecież nic się między nimi nie zmieni. Nadal będzie ją kochał, nadal będzie o nią dbał, tak jak robił to od kiedy się poznali, nadal będzie przy niej nocą, kiedy burza nie pozwoli jej zasnąć. Po prostu zależało mu tylko na tym, żeby nikt już im nie przeszkadzał. Nie znosił tego.
Czuł mrowienie na całym ciele, jak gdyby na jego nagiej, nieosłoniętej materiałem garnituru skórze osiadało mnóstwo małych pyłków. Opanował chęć, żeby się podrapać, bo wiedział, że to efekt magii. Magii miłości. Brzmiało tak poetycko, że niemal komicznie. Zastanowił się, jak się czują teraz ci, którzy miłości nie lubią. Tutaj wszystko zaczęło od niej kipieć, jak gdyby kościół miał niedługo nie wytrzymać jej natężenia. A chłopaka swędział od tego nos. Obserwował zmiany na twarzy Pru, która wcale nie wyglądała, jakby miała zemdleć z nadmiaru wrażeń. Spodziewał się, że będzie spokojna aczkolwiek podekscytowana. Widział uczucie w jej oczach, co sprawiło, że delikatnie się uśmiechnął. I nie zwrócił już uwagi na te dziwnie brzmiące słowa "na zawsze". Pozwolił, by jego wybranka oplotła go zaklęciem, po którym nie poczuł specjalnej różnicy. Możliwe nawet, że to był tylko taki pic na wodę, który miał jedynie symboliczne znaczenie.
Wyciągnął różdżkę i skinął delikatnie głową Pru, jak gdyby pytał o pozwolenie. Następnie wycelował prosto w jej serce, jak gdyby miało to wzmocnić działanie zaklęcia.
- Fidelito Aeternio - powiedział ze skupieniem, jakie rzadko okazywał choćby na lekcjach. Wiedział, że już praktycznie wszystko się dokonało. Nie zamierzał czekać na słowa pozwolenia irytującego urzędnika. W końcu Pru była już jego żoną. Zbliżył się do panny młodej i ujął jej podbródek palcami. Przymknął oczy i pochylił się, by musnąć ustami jej wargi. Przez chwilę rozkoszował się tym uczuciem, wiedząc, że wszyscy na nich patrzą. Zapewne wiwatują albo płaczą. Ważne, że mógł być teraz tak blisko niej. - Już niedługo. - szepnął z delikatnym uśmiechem błąkającym się na ustach Lope i odsunął się. Wyprostował się i spojrzał na urzędnika, tak jakby nic właśnie nie zrobił. Poprawił bransoletę na dłoni i czekał na zakończenie, by zabrać Pru w ramionach na wesele. Stres już z niego uleciał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 28822
  Liczba postów : 35561
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Nawa główna   Czw Paź 06 2016, 23:55

Gdy wreszcie akt się dopełnił i mężczyzna miał już mówić te wszystkie kolejne kwestie, Lope go ubiegł i, jako że nie mógł wytrzymać, ucałował swoją żonę. Najprawdopodobniej było to spowodowane samym zaklęciem, które przez najbliższe kilka godzin będzie intensywnie oddziaływać na zakochanych. Z czasem jego działanie zmaleje, a właściwie to wpływ na Prudencię i Lope. Teraz wokół nich unosiła się magia, którą mógł dostrzec każdy czarodziej. Przybierała ona postacie kolorowych pasm, wstęg, a także drobnych iskier czy też innych kształtów. Bransolety świeciły intensywnie magią zaklęcia.
Urzędnik nie miał młodemu Hiszpanowi za złe, że tak pospieszył się z pocałunkiem. Oszczędził tym samym mężczyźnie kilku kwestii. Okazały się one zbędne, więc uśmiechnął się tylko, aby okazać swoją aprobatę dla poczynań młodej pary. Dobrze, że nie starali się przeciągać uroczystości, bo mężczyzna sam musiałby im przerwać. Teraz pozostało mu tylko przypieczętować ich związek.
Gratuluję! – Nie mógł powstrzymać się przed tym entuzjastycznym wybuchem. Tak naprawdę cieszył się, że kolejny młodzi ludzie zostali ze sobą związani i to, jak widać, bez przymusu. – Ogłaszam was mężem i żoną! Wasze obietnice będą ważne przez całe życie – poinformował jeszcze. Uniósł dłoń z różdżką i wystrzelił zaklęcie, które sprawiło, że nad ich głowami pojawiło się coś na kształt niewielkich sztucznych ogni.
Jego rola się skończyła, młodzi mogli spokojnym krokiem wymaszerować z kościoła w otoczeniu miłych słów. Przed kościołem zapewne ktoś rozrzuci albo pieniądze, albo ziarenka ryżu, a goście wręczą młodej parze kwiaty i prezenty.
On już mógł wrócić do domu. Odprowadził młodych wzrokiem, a potem zniknął w zakrystii.

[Koniec pracy MG! Zapraszamy na weselicho! ♥]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Nawa główna   

Powrót do góry Go down
 

Nawa główna

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

 Similar topics

-
» Nawa boczna

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
reszta świata
 :: 
Hiszpania
 :: 
Wyspa Gaztelugatxe
 :: 
Kościół
-