IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Nawa boczna

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 21
Skąd : Hiszpania, Walencja
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 1721
  Liczba postów : 914
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12573-candida-feliciana-miramon#339796
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12577-cukierek
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12578-lluvia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12581-candida-feliciana-miramon




Gracz






PisanieTemat: Nawa boczna   Wto Lip 19 2016, 16:33


Nawa boczna


Rozglądając się po tym kościele, możesz naprawdę poczuć się tak, jakbyś nie tylko znalazł się bliżej samego Boga, ale i nieba. Wszystko jest tu pięknie przystrojone, tylko jeden element psuje ład i harmonię. Dostrzegasz skuloną w kącie starą kobietę, która kiwa się w przód i w tył, mamrocząc coś pod nosem. Widziałeś już parę podobnie wyglądających kobiet przed kościołem. Przed nią, na rozłożonej chustce, widzisz parę monet. Decydujesz się dorzucić od siebie 5 galeonów?

Jeśli tak, rzuć kostką.
Spoiler:
 
Kostkami rzucaj w odpowiednim temacie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 19
Skąd : Polska
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 372
Dodatkowo : prefekt
  Liczba postów : 233
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12480-norbert-o-czarnkowski#336023
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12482-norbert-o-czarnkowski#336173
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12539-czarek?nid=1#338355
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12483-norbert-o-czarnkowski




Gracz






PisanieTemat: Re: Nawa boczna   Wto Lip 26 2016, 01:14

Jak to się w ogóle stało, że tutaj trafił? Sam dokładnie nie wiedział. Szczęście, może był w właściwym czasie i o właściwej porze, przeznaczenie sprawiło, że znów jego i Ady drogi się skrzyżowały, a on miał zostać partnerem na ten jeden wieczór tej przepięknej hiszpanki. Jak to on nie mógł zawieźć swojej przyjaciółki i już od dawna szykował się do tego dnia.
Wystroił się w garnitur, długo zastanawiał się czy ma założyć właśnie go, czy też szatę ale uznał, że garniak będzie o wiele bardziej wygodny, a on miał zamiar trochę poszaleć, więc wolał coś luźniejszego. Najwyżej nazwą go mugolem, co z tego. Przecież w połowie nim był. No ale mniejsza już o to...
W końcu i tak dzisiejszego dnia miała być najważniejsza pewna hiszpanka. Nie i wcale nie jest to panna młoda! Jej nawet nie znał, więc nie bardzo się nią interesował, choć ponoć była bardzo piękna z opowiadań Adorii.
Po tym jak się przebrał, ułożył swoje włosy, co było czymś niezwykłym i raczej nieczęsto spotykanym, wyperfumował się i ruszył do domu po dziewczynę.
Zadzwonił do niej i czekając przed drzwiami, aż mu otworzy poprawiał swoją muszkę.
Po otworzeniu przez nią drzwi stanął jak wryty trzymając tą cholerną muchę i jedynie się wpatrywał oszołomiony.
- Hee... Jjj - wydukał w końcu z siebie puszczając muszkę i na powitanie pocałował ją w policzek.
- Wyglądasz po prostu przepięknie. Zawsze uznawałem zasadę, że to panna młoda zawsze będzie u mnie na pierwszym miejscu jeśli miałbym wybrać najpiękniejszą dziewczynę. Ale muszę złamać tą zasadę. - rzekł do niej i czekając aż będzie gotowa do wyjścia mieli już skierować się na ślub, ale oczywiście sobie przypomniał, że zostawił prezent w domu, więc musiał się po niego wrócić pewnie zgarniając po drodze opieprz od partnerki.
Jak to w końcu dotarł do mieszkania wpadł tam i szybko chwycił za prezent, było to Gruzińskie wino, które to dostał kiedyś od swojego dziadka na osiemnaste urodziny i miał je otworzyć na specjalną jakąś okazję. Ale uznał że to będzie o wiele lepszy prezent. Niby nie wolno było oddawać swoich prezentów. Jednak nie był aż tak bogaty by to samemu zakupić coś tak cennego. Włożył je do torebki na wino i wybiegł z mieszkania przepraszając Adę jeszcze z milion razy.
W końcu się teleportowali, dziewczyna miała pewnie masę rzeczy do robienia, jak to świadkowie, więc starał się ją wspierać w wszystkim co musiała zrobić, samemu zajmując się niektórymi sprawami by tylko poszło sprawniej. Ale i tak to właśnie @Adoria Nymphia Amparo musiała wszystko zaakceptować.
W końcu dotarli do kościoła, w zasadzie raczej nie należał do wielce pobożnych, ale zostało mu wpojone od małego jak należy się tam zachować.
Po drodze zauważył jakąś staruszkę, wyciągnął portfel i podarował jej pięć galeonów.
Jak wielce go zaskoczyła tą wróżbą. Nie wiedział co miał w zasadzie zrobić, olać to, a może jednak potraktować to na poważnie. Wyszło na to, że grzecznie jej podziękował, bądź co bądź za tą dziwaczną przepowiednię, ale jednak pozytywną.
- Macie jakieś wybrane miejsca dla partnerów świadków, czy mam usiąść gdzie chcę?- Zapytał się cicho Ady idąc z nią cały czas szukając wolnego miejsca. W zasadzie dość szybko tutaj trafili więc miał do wyboru bardzo sporo miejscówek. Na razie nikogo znajomego nie zauważył więc usiadł w jakiejś wolnej ławce.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Hiszpania
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 733
  Liczba postów : 387
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13166-adoria-nymphia-amparo
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13177-adoria-nymphia-amparo
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13176-listy-do-any
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13175-adoria-n-amparo




Gracz






PisanieTemat: Re: Nawa boczna   Wto Lip 26 2016, 01:34

Adoria była po prostu zestresowana.
Oczywiście, niesamowicie się cieszyła! Sama ceremonia oficjalna zapowiadała się magicznie, a co dopiero dalsza część, czyli wesele? Nic dziwnego, że zwykle lekko podchodząca do ubrań Ana spędziła przed szafą wiele godzin. Koniec końców stanęło na srebrnej sukni bez rękawów, lekko sunącej po ziemi. Po lewej stronie miała rozcięcie biegnące aż do połowy uda, a lekki materiał połyskiwał przy każdym ruchu. Do takiej kreacji wystarczyły zwykłe czarne szpilki i biżuteria krzycząca minimalizmem. Naturalnie, Adoria nie mogła sobie darować makijażu! Jak zwykle staranny, ale nieprzytłaczający. Powinien być w sam raz.
O włosach Ana prawie zapomniała... Przeczesała jedynie niespiesznie, gdy przyszedł po nią jej partner.
Ah, Norbert. Historia tej dwójki była dość skomplikowana, nic dziwnego więc, że dziewczyna sama nie chciała o tym myśleć. Nawet nie wiedziała, jakim cudem to właśnie z blondynem wybierała się na ślub swoich przyjaciół - chyba po prostu przeraziła ją prośba o zostanie świadkową i potrzebowała kogoś, na kim w pełni mogłaby polegać. A pan Czarnkowski był idealną osobą do uspokajania jej.
Okazało się, że był to dobry wybór, bo już pierwsze słowa Norberta sprawiły, że poczuła się lepiej. Jak to się mówi... Magia komplementów?
Oczywiście, gdy Adoria usłyszała, że jej nieszczęsny partner zapomniał prezentu, miała ochotę wybuchnąć. Przeszła w dziesięć sekund etap paniki, furii i chyba wszystkich burzliwych emocji, po czym krótko i dosadnie (no, tak jej się przynajmniej wydawało) wyjaśniła mu, że uważa to za zbrodnię niesłychaną. Co jednak miała zrobić? Przecież by go nie zostawiła. Starając się nie denerwować, zaczekała aż Norbert odnajdzie swój dar dla młodej pary.
Po ostatecznej teleportacji było najgorzej - Ana zaczęła panikować bardziej, niż wcześniej. Starała się to oczywiście jak najbardziej ukryć, ale dobrze wiedziała, że Norbert wyczuwa jej nastrój.
Chociaż, on zawsze zachowywał się nieziemsko uroczo.
Trzeba było tylko pobiegać trochę, sprawdzić wszystko i nagle nastał moment, w którym panna Amparo nie wiedziała, co ma ze sobą zrobić. To właśnie wtedy jej partner obdarował jakąś starszą panią kilkoma galeonami, za co otrzymał niesamowicie pozytywną wróżbę.
- Myślę, że możesz usiąść, gdzie tylko sobie wymarzysz. - oświadczyła w końcu, uważnie rozglądając się dookoła. - No, może nie jakoś bardzo z tyłu. I chyba lepiej byłoby w miarę z brzegu. - dodała. Już czuła, że zaraz włączy jej się słowotok, gdy dostrzegła, że Norbert usiadł w pobliskiej ławce.
Była względnie z przodu, a on siedział na samym skraju.
- Tu jest świetnie. - stwierdziła, siadając obok i wyłamując sobie nerwowo palce. Byli wcześnie, miała więc chyba chwilę, aby odsapnąć. - Pięknie tu jest, prawda? Nie mogę się napatrzeć na... Na wszystko.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 19
Skąd : Polska
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 372
Dodatkowo : prefekt
  Liczba postów : 233
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12480-norbert-o-czarnkowski#336023
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12482-norbert-o-czarnkowski#336173
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12539-czarek?nid=1#338355
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12483-norbert-o-czarnkowski




Gracz






PisanieTemat: Re: Nawa boczna   Wto Lip 26 2016, 10:34

Ależ było mu głupio kiedy w taki dzień jak ten jeszcze doprowadzał ją do takich emocji. W końcu plan na dzisiejszy wieczór miał wyglądać zupełnie inaczej. Miał być dla niej idealnym partnerem, pieprzonym księciem z bajki, nie koniecznie tylko dla dzieci. Nie byli już nimi przecież. No ale jak zwykle...  No i cały misterny plan w pizdu... Brawo Czaruś, brawo.
Jak bardzo więc starał się naprawić swój wcześniejszy błąd, będąc później na niemal każde zawołanie dziewczyny. Wcale by się nie zdziwił jeśli 99,9% gości uważała go za służbę tutaj pracującą. Bo to latał z jakimiś kwiatami, to przekładał z jednego miejsca na drugie, to mówił Adzie, że wygląda oszałamiająco pięknie i by już zostawiła te włosy, bo piękniej się nie da wyglądać. To znów z czymś latał, aż się zasapał biedny, walnął po drodze sporego łyka z piersióweczki którą to zabrał ze sobą. Tak, z pewnością ją zabrał... To nieodłączny komplet do garnituru. Później znów powtarzał swojej partnerce, że wygląda pięknie i by zostawiła te włosy tak jak ma i wcale nie musi robić jakiś koków, czy co tam się robi.
No i kiedy to miał okazję usiąść i odsapnął znów pociągał z piersiówki, tak na drugą nóżkę... A może już dziesiątą? Kto by to tam liczył...
- Wiem nie chcę gdzieś z tyłu siedzieć. - odpowiedział uśmiechając się wesoło. Domyślił się, że ona będzie siedzieć jeśli nie za parą młodą to gdzieś na przodzie, więc nie zamierzał jej tam zostawiać samej i uciekać gdzieś za kolumny, by tam mógł walnąć drzemkę jeśli ksiądz zacznie zanudzać kazaniem.
To był bardzo dobry powód do zajęcia tamtego miejsca, ale nie mógł zawieść dziewczyny. Musiał być twardy i obiecał sobie, że nawet nie będzie ziewać dzisiaj w kościele. Przynajmniej ten jeden raz.
Słysząc pytanie Ady oparł się plecami o brzeg ławki i zerkając do góry na świątynię podziwiał ją przez moment, na końcu i tak spojrzał na dziewczynę która to podziwiała architekturę tego miejsca. Zawieszając tak na niej wzrok uśmiechał się delikatnie.
- Jest przepiękny - wymruczał cicho, ale jako, że byli sami mogła to bez problemu usłyszeć. Zwłaszcza, że budowa wzmacniała jego głos. Cwani ci budowniczy...
Nie wiedział, czy widziała to, że się tak na nią patrzył, bo kiedy to miała się odwrócić w jego stronę on starał się udać, że dalej podziwiał wnętrze.
W głębi duszy karcąc się z miliard razy, za swoje grzeszne myśli, które mu przychodziły do głowy za każdym razem gdy choćby na moment spojrzał na dziewczynę siedzącą obok niego.
A w kościele przecież nie przystoi mieć takich myśli, przez co za każdym razem spoglądał za ołtarz i przepraszał Stwórcę za swoje grzechy. I wiecie co?
Robił to bardzo często.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Hiszpania
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 733
  Liczba postów : 387
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13166-adoria-nymphia-amparo
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13177-adoria-nymphia-amparo
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13176-listy-do-any
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13175-adoria-n-amparo




Gracz






PisanieTemat: Re: Nawa boczna   Wto Lip 26 2016, 10:55

No po prostu nie mogła się napatrzeć! Cała ta wyspa była tak piękna, że Adoria nie mogła uwierzyć, że w ogóle tam jest. A ona siedziała sobie w cudownym kościółku, czekając na ślub swoich przyjaciół...
- No widzę, jak podziwiasz. - rzuciła ze śmiechem, czując na sobie spojrzenie chłopaka. Zerknęła na niego kątem oka, po czym pochyliła się nad nim i poprawiła jego muszkę. - Ty mnie tu tak chwalisz, a sam wyglądasz zabójczo... - mrugnęła do niego wesoło i nawet chciała jeszcze coś dodać, gdy rozproszył ją jakiś nieznany czarodziej przechodzący obok. Nie był nikim istotnym, ale uwaga Adorii... Cóż, do podzielnych nie należała.
- Na Merlina, jak ja się denerwuję. Chyba nie nadaję się do ślubów... Popatrz. - Ana westchnęła z niedowierzaniem, podsuwając Norbertowi swoją dłoń, dygoczącą zdecydowanie za bardzo. - Trzęsę się jak... Jak... Jak coś, co się bardzo trzęsie. Nie mogę się skoncentrować, ja... Paplam straszne głupoty dzisiaj, prawda? W ogóle, to miałam cię przeprosić, jestem nieznośna i rozgadana i poddenerwowana i...
Dziewczyna przygryzła dolną wargę i wzięła kilka głębokich oddechów. Czuła się naprawdę głupio, bo to ona zaprosiła Norberta. Teraz z kolei zachowywała się jak jakaś nienormalna.
A Czaruś? Jak zawsze kochany. Chyba dalej źle się czuł przez to, że zapomniał prezentu. Zupełnie niepotrzebnie, bo Ana zdążyła już o tym jakieś dwadzieścia razy zapomnieć. Cóż, każdemu się zdarza.
Po tym, jak blondyn po raz setny powtórzył dziewczynie, że nie musi robić nic z włosami i wygląda tak pięknie, Adoria trochę bała się już odgarnąć włosy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 19
Skąd : Polska
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 372
Dodatkowo : prefekt
  Liczba postów : 233
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12480-norbert-o-czarnkowski#336023
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12482-norbert-o-czarnkowski#336173
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12539-czarek?nid=1#338355
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12483-norbert-o-czarnkowski




Gracz






PisanieTemat: Re: Nawa boczna   Wto Lip 26 2016, 13:43

To prawda, wyspa była zdecydowanie magiczna, a krajobraz jak namalowany przez jakiegoś mistrza. Z pewnością było tutaj zbyt wiele rzeczy, które to powodowały, że człowiek błądził myślami co jakiś czas.
- Nie moja wina, że tak bardzo mnie rozpraszasz.- odpowiedział odwracając wzrok byle by nie walnąć jakiegoś buraka widząc jej rozbawienie. Odetchnął głębiej, uspokajając się, chociaż jak tak patrzał na nią to on był tutaj oazą spokoju.
Przynajmniej do momentu, aż pochyliła się w jego stronę, a on znów miał głupie myśli, no i tym razem nie mógł spojrzeć za ołtarz.
- Dzięki, chociaż niekoniecznie chciałbym kogoś zabijać w tym dniu. - odpowiedział i widząc jej rozkojarzone spojrzenie przez przechodzącą obok osobę zerknął na czarodzieja, który to patrzył się na nich jakoś dziwnie jakby robili tutaj coś okropnie bluźnierczego przez co spojrzał szybko na partnerkę i parsknął cicho, krótkim śmiechem robiąc po tym wielce poważną minę. No przynajmniej się starał taką zrobić. A jako, że zawsze był słabym aktorem to musiał wyglądaj jeszcze bardziej komicznie.
Złapał za jej dłoń siadając już prosto w ławce i uśmiechając się pokrzepiająco. Faktycznie dość mocno drżała jej dłoń przez co zamknął jej dłoń między swoimi i pocierał rytmicznie.
- Hej, spokojnie. Wszystko będzie dobrze, a jeśli nie to jestem tutaj. I nawet jeśli komuś przyjdzie do głowy coś głupiego, to zamorduję go swoim wzrokiem, zanim postanowi coś zrobić. No i to potrwa szybko, zanim zauważysz będzie już po wszystkim.- Powiedział chicho słuchając znów słów, które to zdawały się lecieć i lecieć z jej ponętnych ust. Przez co na prawdę miał bardzo niecny plan jakby to mógł ją uciszyć, ale byli w kościele... Ech, ale psuli mu zabawę.
- Nie masz za co przepraszać, wydaje mi się, że jakbym był na twoim miejscu to zachowywałbym się podobnie. Ale mogę spojrzeć na to trochę trzeźwiej (he he) i powiedzieć, że nie masz czym się martwić. A kto w ogóle jest świadkiem?- odpowiedział, na końcu zadając pytanie by jakoś zająć czymś dziewczynę. Zresztą też trochę go to interesowało. Dobrze wiedzieć przy kim miał w razie czego się powstrzymywać i nie palnąć czegoś dziwnego.
O swoje włosy nie musiała się martwić no bo od tego miała Czarka, który to widząc jak kilka pasemek włosów spada na jej twarz, podniósł w je stronę dłoń i odgarnął je szybkim i pewnym ruchem za ucho by nie drażniły Adę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Moskwa - Rosja
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 729
Dodatkowo : animagia (fenek)
  Liczba postów : 829
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12265-clarissa-rowena-grigori
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12319-badz-czescia-mego-swiata#328231
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12321-asmodaj#328235
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12320-clarissa-rowena-grigori#328234




Gracz






PisanieTemat: Re: Nawa boczna   Wto Lip 26 2016, 14:15

Nie chciała iść na ten ślub. Bo niby i z jakiej racji? Nie znała faceta, jak i nawet panny młodej. Byli dla niej zupełnie obcymi postaciami nie mającymi jakiegokolwiek wpływu na jej życie. A może jednak się myli i okaże się, że przewrócą jej świat o sto osiemdziesiąt stopni? Kto wie. Martwił ją jednak brak odpowiedzi od @Adam Henderson. W końcu mieli udać się tam razem. Czyżby zapomniał o niej i umówił się z kimś innym? Nie, na pewno. Nie zrobiłby jej tego po tym jak się pogodzili. Z uśmiechem na ustach spojrzała w odbicie zwierciadła znajdującego się na wprost niej. Gładka tafla ukazywała lekko wystraszoną młodą kobietę z widocznymi już oznakami ciąży. Teraz z pewnością nie założy obcisłej sukienki pasującej idealnie do jej figury. Choć w sumie, to czemu nie. I tak większość w szkole już wiedziała o jej ciąży. A w szczególności te najbardziej niepowołane osoby. Cierpki uśmiech ozdobił jej twarz dodając trochę surowości. Czy naprawdę musieli wtrącać się w jej sprawy? Nie mogli zając się sobą? Najważniejsze jednak było to, iż dwie najbardziej przeszkadzające jej w życiu osoby dały jej jak i Evanowi spokój. Teraz mogła przynajmniej zacząć normalnie oddycha i przechadzać się bez obaw po korytarzu. Poprawiając niewidzialne zagniecenia na sukience udała się do kościoła chwytając w ostatniej chwili zakupiony kilka dni temu prezent. Nie chciała znaleźć się w sytuacji w której to zapomniałaby o takim drobiazgu. Niby nic, a mogłoby wyowłać u niej palpitacje serca. Nie miała zamiaru czekać na chłopaka, tym bardziej jeśli nie zamierzał pojawić się obok niej. Trudno, w takiej sytuacji pobawi się sama, albo lepiej, posiedzi jedząc przy stoliku. Ta opcja wydawała się najlepsza. Po cichu weszła do środka, jak się okazało, pustego kościoła. Nie licząc kilku osób siedzących na ławkach. W jednej z nich rozpoznała Evana. Serce momentalnie zaczęło jej bić szybciej, a oddech stał się urywany. Nie mogła jednak do niego podejść. Dziś była partnerką innej osoby. Z małym smutkiem usiadła w jednej z ostatnich bocznych ławek chcąc mieć szybszy dostęp do wyjścia. Miała tylko nadzieję, że nie będzie płakała jak głupia na tym ślubie. Jeszcze tego by jej brakowało.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Hiszpania
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 733
  Liczba postów : 387
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13166-adoria-nymphia-amparo
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13177-adoria-nymphia-amparo
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13176-listy-do-any
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13175-adoria-n-amparo




Gracz






PisanieTemat: Re: Nawa boczna   Wto Lip 26 2016, 14:28

Adoria uśmiechnęła się blado, obserwując komiczne minki Norberta.
- Myślisz, że dasz radę nikogo nie zabić? Bo już się martwię o niektóre panie... - zerknęła na pobliską ławę, gdzie kilka młodych czarownic wyraźnie na nich spoglądało.
- Jeśli komuś przyjdzie do głowy coś głupiego, to chyba będziesz musiał mnie reanimować! - zawołała, czując że z każdą chwilą robi jej się coraz bardziej słabo.
Zaczynała żałować, że zgodziła się na zostanie świadkową. Oczywiście, że nie dałaby rady odmówić, ale to zdecydowanie nie było na jej nerwy. Cały czas przez głowę przewijała jej się lista rzeczy, które jeszcze powinna sprawdzić, ale wiedziała, że nie zrobiłaby tego poprawnie. W takim stanie chyba narobiłaby więcej szkód, a siedzenie tutaj, z Czarusiem, było bardzo uspokajające.
- Spojrzysz trzeźwiej, huh? Widziałam tą twoją piersiówkę, kochany. - pokręciła głową z niedowierzaniem, przy okazji zauważając kilka nowych osób wchodzących do kościoła. Nikt, z kim powinna się witać, prowadzić, albo z czymś pomagać. - Świadek? Aaron Duarte, przyjaciel Lope ze szkoły. - wyjaśniła krótko. Nie miała teraz głowy do opowiadania o Hiszpanie. Bardzo go lubiła - w końcu to z nim spędziła prawie cały pobyt w Kolumbii.
- Cieszę się, że tu ze mną jesteś, wiesz? - oświadczyła w pewnym momencie, patrząc w te niesamowite oczy Norberta. - Nie wiem, czy bym tu bez ciebie wytrzymała. Pewnie już dawno zeszłabym na zawał, albo coś...


Ostatnio zmieniony przez Adoria Nymphia Amparo dnia Pią Lip 29 2016, 00:00, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 19
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 433
  Liczba postów : 363
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12019-adam-henderson?nid=1#323429
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12036-adas#323462
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12037-redbird#323469
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12039-adam-henderson#323489




Gracz






PisanieTemat: Re: Nawa boczna   Wto Lip 26 2016, 14:47

Adam jaki był taki był. Może ostatnio niezbyt układało się między nim, a jego przyjaciółmi. Może często i się kłócili, ale żeby w takim dniu opuścić przyjaciółkę, z którą dawno się nie widział i którą sie pogodził nie tak dawno temu? To byłby już szczyt bezczelności jak na niego. Chłopak wiedział, ze ta jest z kim innym i nie ukrywał, że go to ruszyło mimo, że obiecał przed sobą, że tak samo już nie będzie. W końcu teraz bardziej interesowały go chłopcy. Chociaż teraz jak już tutaj był nie wypadało chyba tak mówić. Kościół... on nie bywał w kościołach. Dla niego było to coś dość dziwnego. A z resztą kiedy by miał w takie miejsce przychodzić? Gdyby nie Krukonka to by chyba nawet się tutaj nie pokazał.
Rozglądając się czy przypadkiem już ona jest zauważył kobietę. Nie był biedny a mimo, ze przy sobie na wesele nie miał jakoś dużo gotówki rzucił jej drobną sumkę. Może kiedyś sam będzie w takiej sytuacji i coś się nad nim zlituje? Oby.
Garnitur go uwierał. Nigdy na imprezy nie chodził w garniturach, muszkach i lakierkach. Ale to był ślub. Miał nadzieję, że para młoda na to zasługuje! Nie znał ich, ale zabawa... po takim czasie smutkach miał sobie odpuścić?! W końcu zobaczył swoją partnerkę i aż mu dech zaparło. Wyglądała jak prawdziwy, wyjątkowy anioł. Odkąd się dowiedział, że jest w ciąży minęło tyle czasu że dzieciak urósł zdecydowanie. Podszedł do niej i ucałował ją w policzek. Nie miał pojęcia jak zachować się w takim miejscu. Może nie wypadało?
- Mam nadzieję, że nie zwątpiłaś, że się pokażę, co? - powiedział i usiadł obok niej. Tak, miał nadzieję, że się nie rozmyśliła by z nim iść. Jednak to była jego przyjaciółka, on by miał zwątpić w nią?!
- Jak się czujesz?- zapytał zmartwionym acz poważnym głosem spoglądając jej głęboko w oczy, ale wiedział, że będzie wiedziała co ma na myśli.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 19
Skąd : Polska
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 372
Dodatkowo : prefekt
  Liczba postów : 233
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12480-norbert-o-czarnkowski#336023
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12482-norbert-o-czarnkowski#336173
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12539-czarek?nid=1#338355
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12483-norbert-o-czarnkowski




Gracz






PisanieTemat: Re: Nawa boczna   Wto Lip 26 2016, 15:59

Podążył wzrokiem za nią i zatrzymał się na moment na tamtych dziewczynach posyłając im krótki uśmiech na powitanie i znów wrócił do Ady.
- Mówisz jakbyś nie wiedziała, że ja w ogóle nie byłbym w stanie nigdy czegoś takiego uczynić. Prędzej byłbym w stanie siebie oszpecić, albo zrobić coś kompromitującego by zniechęcić. Ale to drugie zdecydowanie odpada, bo jestem tutaj z tobą, a twe dobro jest teraz tutaj na pierwszym miejscu niż innych dziewczyn.- rzucił i słysząc jej kolejne zdanie na jego twarzy wkradło się bardzo widoczne zmieszanie.
- Weź, bo czuję się jak ostatni dupek. - powiedział cicho spoglądając na nią uważniej. - Bo przez sekundę, nawet trochę chciałem, by coś takiego się wydarzyło - dodał odwracając szybko wzrok bo poczuł się jak skończony kretyn, przez to, że nawet dla żartu pomyślał o czymś tak samolubnym względem swojej partnerki.
Słowa o jego dodatku do tego ubrania wywołały cichutki chichot powstrzymywany przez zasłonięcie ust dłonią.
- A co chcesz trochę?- odpowiedział pół żartem, pół serio, no bo jednak picie w kościele to chyba ostre przegięcie, chociaż ksiądz też pił podczas mszy prawda? Mniejsza, że to niby coś innego ale jednak...
Mimo to jeśli dziewczyna by chciała, mówiąc poważnie, to by jej podał swoją piersiówkę. Miał ją wspierać w końcu, nawet jeśli miałoby być to potajemne picie w kościele... I to w dodatku przez kogoś takiego jak Ada.
- Warto zapamiętać.- Odpowiedział rozglądając się po kościele szukając owego Aarona. Jego nie zauważył, ale dostrzegł @Clarissa R. Grigori do której bardzo szeroko się uśmiechnął podziwiając przez moment równiej i jej kreację na dzisiejszy dzień, po czym skinął delikatnie do niej głową i znów powrócił do Adorii słysząc, że coś do niego mówi.
- Ja jestem jeszcze szczęśliwszy, że mogę ci towarzyszyć w tym dniu i chronić twoje serduszko przed zawałami.- powiedział żartobliwie i zdając sobie sprawę, że już zebrało się sporo gości, wstał z ławki wyciągając dłoń w jej stronę pomógł wstać.
- Dobra wygląda na to, że pora się przesiąść na odpowiedniejsze miejsce. Bo bez nas zaczną.- Wytłumaczył i ruszył za dziewczyną na miejsce które to było bardziej mu przeznaczone od tego które wybrali razem z Adą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 123
  Liczba postów : 99
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13119-shane-carswell
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13120-shane-c
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13121-listy-shane-a
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13123-shane-carswell




Gracz






PisanieTemat: Re: Nawa boczna   Wto Lip 26 2016, 19:44

Shane nie wiedział, czyj ma być ten ślub. Nie znał ani pana młodego, ani pani młodej. Właściwie, to nie wiedział, co go podkusiło do przyjścia. Otrzymał dziwne zaproszenie, niewyjaśniające wiele... Ale wyglądało na to, że nie było żadnej pomyłki. Chyba po prostu zaciekawiło go to do tego stopnia, że postanowił przyjść i zobaczyć na własne oczy, co się dzieje.
Wyspa była piękna. Po prostu oszałamiająca.
Kościół, w którym miała odbyć się ceremonia, był uroczy i klimatyczny - nieco mugolski, jak na zdanie Shane'a, ale dla niego wcale nie było to minusem.
Chłopak pospiesznie zajął jakieś wolne miejsce, bezpiecznie z tyłu. Stąd widział, jak ławy stopniowo się zapewniają, jak niektóre osoby biegają i kończą załatwiać jakieś sprawy... Jeden wielki chaos.
Carswell ucieszył się w duchu, że nie musi tu nic robić. Nie znał się na sprawach organizacyjnych...
Niezbyt wiedząc, co ze sobą zrobić, obiecał sobie w myślach, że jeśli nie będzie tu nikogo znajomego (albo jeśli nikogo przyzwoitego nie pozna), to po prostu się stąd zabierze. Narazie jednak czekał, aż ceremonia się rozpocznie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Newcastle, Anglia
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 1350
  Liczba postów : 1027
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12503-naeris-cynthia-sourwolf
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12509-zapraszam-dobre-duszyczki#337107
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12508-listy-do-cierpkiej-wilczycy
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12511-naeris-sourwolf#337284




Gracz






PisanieTemat: Re: Nawa boczna   Wto Lip 26 2016, 19:47

Biel to podobno kolor niewinności.
Wierzysz w niewinność?
To... trudne pytanie.

Musiała przyznać, że bardzo ekscytowała się ślubem, choć można było stwierdzić, że to głupie. W końcu nie miała bladego pojęcia, kim jest ten cały Lope ani nawet nie znała panny młodej. Poszła jedynie dlatego, że dotarł do niej list, informujący o tym całym rekordzie Guinnesa. Wydało jej się to mugolskie, ale zapewniano, że to uroczystość wyłącznie dla czarodziejów. Pomyślała sobie, że nie pójdzie, choć już obudziła się w niej ciekawość. Była na wielu weselach mugoli, choćby u swojej rodziny. Interesowało ją to, jakie magiczne elementy może zawierać taka ceremonia. W końcu czarodzieje nigdy nie kładli nacisku na religię, więc to, że ma się to odbyć w kościele trochę ją zaskoczyło. Początkowo nie była przekonana, dopiero możliwość wyskoczenia gdzieś z Jamesem i poprawienia ich ostatniej imprezy, sprawiła, że zastanowiła się nad tym uważniej. I zdecydowała się, a w tej samej chwili przybyła sowa od Jamesa z pytaniem, czy ona też dostała to dziwne zaproszenie i czy ma z kim iść. Jaki miała więc wybór? Pozostało tylko dobranie odpowiedniej sukienki i jakiegoś prezentu, bo w końcu nie wypada przyjść z niczym. Nawet do nieznajomych. Jako, że był sam środek wakacji, niedawno po powrocie z Kolumbii, jej skóra nabrała delikatnego odcienia opalenizny, choć nie tak mocnego, jak u innych. Cóż, taka karnacja. Nigdy nie była w Hiszpanii, dlatego tym bardziej ekscytowała się możliwością zobaczenia nowego świata.
Najbardziej cieszyło ją to, że nie będzie sama.
Postawiła na prostotę, zresztą jak zwykle. Nie lubiła zwracać na siebie uwagi i czuć, jak prześlizgują się po niej spojrzenia mężczyzn. Choć jej matka próbowała przekonać ją, że powinna nałożyć coś krótszego, bo w Hiszpanii jest przecież okropnie gorąco, zwłaszcza w sierpniu, no ale... Nie umiałaby czuć się w czymś takim swobodnie. Swoją drogą jej rodzice dziwnie zareagowali na wieść, że jedzie na jakieś magiczne wesele. Powiedzieli jej, żeby po prostu uważała. Przyznała im rację. Naeris zdawała sobie sprawę z tego, że magia jest bardzo piękna, ale i niebezpieczna w nieodpowiednich rękach. Wraz z Jamesem stawili się w Hogsmeade. W czasie wakacji nigdy jej tu nie było i widziała, że wioska trochę opustoszała. Brakowało tu wałęsających się uczniów, a większość mieszkańców wyjechała gdzieś pewnie na wakacje.
- Jestem taka podekscytowana. - powiedziała do Jamesa, kiedy już przytuliła go na powitanie delikatnie, by nie pognieść materiału jego garnituru. Sama zdecydowała się pomalować jedynie delikatnie rzęsy, tak jak zawsze. Policzki miała zaczerwienione od emocji. Stresowała się nie wiadomo czym. Obserwowała powiększający się na placyku tłum ludzi. Niektóre twarze znała, inne widziała chyba pierwszy raz. Trzymała się oczywiście blisko Watersa. Ze sobą wzięła tylko małą, białą torebkę, która została w środku powiększona. Do niej zapakowała różdżkę i potrzebne drobiazgi, jak choćby chusteczki. Chciała by ten wieczór był perfekcyjny. Nad włosami siedziała najdłużej. Najpierw pozwoliła, by mama się nimi zajęła, piętrząc na jej głowie niestworzone dziwactwa. W końcu sama zrobiła sobie kok. Stwierdziła jednak, że nic jej nie pasuje i pozostawiła je opuszczone. Lekko zakręciły jej się końcówki. Sięgały jej już niemal do pasa. Jeśli chodzi o perfumy, użyła tych co zawsze - unosił się koło niej delikatny zapach bzu.
Nerwowo rozglądała się wokół, ale w końcu mogli się teleportować. Chwyciła chłopaka za rękę, rzucając mu trochę przerażone spojrzenie. Nigdy wcześniej tego nie robiła. Wzięła więc głęboki wdech i poczuła, że stopy odrywają jej się od ziemi. Spanikowała i otworzyła oczy dopiero, kiedy poczuła stabilny grunt. Wtedy doznała olśnienia. Jak. Tu. Było. Pięknie. Zachwycił ją widok morza i skał. Otworzyła usta, mrużąc lekko oczy przed niesamowitym słońcem. Poczuła, jak uderza w nią fala ciepłego słońca.
- T-to tutaj? - wyjąkała, napotykając wzrokiem wspaniałą budowlę. To się dzieje naprawdę czy śnię? Jeśli śnię, nigdy mnie nie budź. Pokochała tę wyspę od pierwszego wejrzenia. Nie czekając na Jamesa, postąpiła parę kroków naprzód. Weszła do jakiejś nawy, echo poniosło stukot jej butów na bardzo niskim koturnie. Matka mówiła jej, że powinna nałożyć wysokie szpilki, by lepiej pasować do bardzo wysokiego Jamesa. Ona jednak postawiła, jak zwykle, na wygodę. Dostrzegła jakąś ubogą staruszkę, więc rzuciła jej parę galeonów. Odpowiedziała pięknym uśmiechem na uśmiech kobiety. Spojrzała, czy James za nią podąża i cicho zajęła miejsce w którymś rzędzie, starając się nie robić hałasu. Uważała też na swoją sukienkę. Czuła się w niej wyjątkowo lekko i świeżo.
- Jak tu jest cudownie. - szepnęła tylko, nadal się rozglądając. Jej zielone oczy rozbłysły niesamowitym blaskiem zachwytu.

KOSTKA 1
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 123
  Liczba postów : 99
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13119-shane-carswell
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13120-shane-c
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13121-listy-shane-a
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13123-shane-carswell




Gracz






PisanieTemat: Re: Nawa boczna   Wto Lip 26 2016, 20:45

Trzeba było przyznać, Shane nie wyobrażał sobie lepszego miejsca na ślub. Już sam fakt, że znajdowali się w Hiszpanii, był dla chłopaka wielkim plusem. Ciepło, przyjemnie, a ten język... No dobra, może robiło się ciężko, bo nie rozumiał połowy paplania docierającego do niego ze wszystkich stron. Nigdy wcześniej nie był w Hiszpanii, czego bardzo żałował. Krótki spacer raptem po niewielkiej części wyspy utwierdził go w przekonaniu, że to miejsce jest magiczne w każdym tego słowa znaczeniu. Swoją drogą, ciekaw był kreacji zarówno panny młodej i pana młodego, bo nie wydawało mu się, by uroczystość utrzymana była w konkretnych kolorach. Chyba stawiali na różnorodność i dowolność - w gruncie rzeczy, Shane nawet to popierał.
Siedział tu już dłuższą chwilę i wcale nie robiło się lepiej. Znał już na pamięć każdy zakamarek kościoła, kojarzył każdą ciotkę... Nawet ludzie z małymi dziećmi przestali go już denerwować. Co więcej, zaczęło mu się robić gorąco. I chciało mu się pić.
Chyba nie nadawał się do takiego bezczynnego siedzenia.
Ludzi przybywało, a to chyba o to chodziło... Ktoś szeptał coś o jakiś opóźnieniach związanych ze ślubem, co już kompletnie dobiło Shane'a. Nie miał ochoty siedzieć na tyłku niewiadomo ile, dla jakiejś pary, której zupełnie nie znał. Zaczął wypominać sobie podjętą decyzję, która teraz wyglądała trochę jak strata czasu. Odczekał jeszcze kilka minut i podniósł się, gotów do wyjścia.
Akurat w tym momencie dostrzegł siadającą niedaleko Naeris, trzymającą się kurczowo swojego partnera. Wyglądała pięknie w swojej sukni, z lekko podkręconymi włosami i delikatnym makijażem. Shane lubił to, że dziewczyna potrafiła wyglądać oszałamiająco bez tony upiększaczy.
Cóż, jej partner zdecydowanie miał duże szczęście.
Nie dość, że piękna, to jeszcze przecież całkiem inteligentna - dało się z nią porozmawiać. Przynajmniej tak było w przypadku Shane'a... Naeris była prawdopodobnie jedyną osobą, której ufał na tyle, by zdradzić wszystko.
Nie wiedział jeszcze, czy to dobrze, czy źle.
Carswell nagle poczuł się źle z faktem, że był tu sam. Niezbyt miał kogo zaprosić, ale jakoś żal mu się zrobiło, że nie znalazł odpowiedniej osoby. Po prostu kogoś, z kim mógłby porozmawiać, czekając na rozpoczęcie ceremonii. Kogoś, komu nie przeszkadzałyby jego drobne złośliwości.
Tak, widok Naeris sprawił, że postanowił zostać. Może nie chodziło dokładnie o nią... Ale w końcu miał już jedną znajomą twarz! Na placu przed kościołem też widział kilka osób... No, może nie znajomych, ale ludzi, których kojarzył z korytarzy Hogwartu, albo coś. Nie wpakował się w zwarte towarzystwo Hiszpanów.
Lepsze to, niż siedzenie bezczynnie.
Może nie będzie tak źle, powtórzył sobie w myślach na pokrzepienie.
Zajęło mu dłuższą chwilę zorientowanie się, że wciąż stoi i gapi się na Naeris. Bez zastanowienia ruszył w jej stronę, bo nie był pewny, czy już go widziała, czy nie. Lepiej było pójść się przywitać od razu... Potem mogła zniknąć mu w tłumie.
No i chyba wyglądał trochę dziwnie, stojąc tak i wpatrując się w jakąś dziewczynę. W dodatku pewnie z nieszczególnie inteligentną miną.
Pobijanie rekordu ilości gości, ale sobie wymyślili...
- Naeris. - Shane uśmiechnął się pod nosem, spoglądając na dziewczynę i podchodząc do jej ławy. Musiał do tego poprzeciskać się przed jakimiś Hiszpanami, rozmawiającymi w swoim języku z tak niebywałą ekscytacją, że Carswell nie wiedział, że to w ogóle możliwe. Naeris wyglądała naprawdę niezwykle. Nic dziwnego, że kolejne spojrzenie, posłane tym razem w stronę towarzysza Naeris, było przepełnione zazdrością. Trafił zaskakująco dobrze.
- Nie wiedziałem, że też tu będziesz. - poinformował blondynkę, poprawiając swoją marynarkę i przestępując z nogi na nogę. - Ciekawy pomysł z tym weselem, prawda? Szkoda tylko, że mają jakiś problem i jest opóźnienie... Ktoś tam o tym wspominał. - machnął ręką w bliżej nieokreślonym kierunku. - Moim zdaniem to właśnie przez natłok gości. - mówił dalej, po czym przerwał, bo przypomniało mu się, że umknęły mu dwie bardzo ważne rzeczy. - Ah, muszę przyznać, że pięknie wyglądasz...
Zdusił w sobie chęć dodania czegoś złośliwego. Chyba nie wypadało... Nie dość, że byli w kościele, to jeszcze na czyjejś ceremonii zaślubin. Ten jeden raz mógł zachowywać się miło. Jeden jedyny raz.
- Chyba się nie znamy... Shane Carswell. - wyciągnął rękę w stronę partnera Sourwolf, przyglądając mu się uważnie. Dobrze prezentował się u boku blondynki.
Cóż, na takie uroczystości każdy przychodził, udając jak najlepszą wersję siebie. Nic dziwnego, że pomieszczenie przepełnione było przepięknymi kobietami i przystojnymi mężczyznami. W powietrzu mieszały się silne wonie perfum gości, a podłoga dygotała od stukotu obcasów. Wszyscy chodzili dumnie, rozglądając się dookoła i obgadując wszystkich, którzy wyróżniali się najdrobniejszym szczegółem.
On sam nie wystroił się szczególnie... Miał prosty czarny garnitur, kremową koszulę i eleganckie buty. Włosy były zmierzwione jak zawsze. Nie miał nad czym pracować - ba! Nie odczuwał nawet takiej potrzeby. Po co miał spędzać godziny przed lustrem? To nie był jego ślub.
A jednak, teraz gdy nieco poprawił mu się humor przez obecność przyjaciółki, gdy rozejrzał się po kościele nie poczuł się już wcale zirytowany.
No, mogli się pospieszyć, ale...
- To zabawne, przed chwilą byłem nastawiony do tego wszystkiego sceptycznie, a teraz nawet trochę się podekscytowałem. - zauważył, szczerze zaskoczony. Może to obecność kogoś znajomego upewniła go w przekonaniu, że zabawa mogła być przednia? Może też po prostu przeszedł mu drobny kaprys.
Nie zamierzał narzekać. Chciał po prostu miło spędzić czas i tyle!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 44
  Liczba postów : 78
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13085-sowa-bezimienna




Gracz






PisanieTemat: Re: Nawa boczna   Wto Lip 26 2016, 21:08

Starała się podchodzić do tego ślubu optymistycznie. Nie chciała przecież psuć humorów gości, prawda? Ale coś czuła, że to będzie jeden wielki niewypał. No cóż, Giselle mimo wszystko jest pesymistką. A jak to wszystko się zaczęło? Hmmm pomyślmy. Dostała zaproszenie. W sumie, jak większość. Uznając je za kolejną niepotrzebną ulotkę schowała świstek papieru do komódki w biurku. Ciotka musiała tam grzebać, bo przy kolacji zaczęła temat wesela. Jako, że Blash nie mówi zbyt dużo, wymruczała tylko, że się nie wybiera. Jane popatrzyła na nią jak na wariatkę, nie mogąc zrozumieć jej decyzji. Przecież większość dziewczyn w wieku gryfonki już wybierałoby sukienki! No właśnie. Większość. A Gis nie była "dziewczynami w jej wieku". Była inna. Niech wreszcie to zrozumie! Potem przez parę kolejnych dni opiekunka przy każdej nadążającej się okazji próbowała ją namówić. Elle zgodziła się tylko dlatego, aby dała jej spokój. Parę tygodni potem, siedziała zniecierpliwiona i podekscytowana ( oczywiście, nie dała tego po sobie poznać ), w turkusowej sukience, czekając, aż kobieta skończy odprawiać swoje "czary" nad jej fryzurką. Trudno w to uwierzyć, ale ciocia potrafiła wyczyniać cuda. Z paru kosmyków potrafiła utkać misternego kłosa. Kiedy tylko usłyszała, że już gotowe, pobiegła do lustra. Oczy rozszerzyły się, stając się podobne do galeonów. Przed jej oczyma prezentowała się urocza kokarda z włosów, do której zostało wplecionych kilka fioletowych gałązek lawendy. Przynajmniej nie musiała się martwić o perfumy. Następne co zarejestrowała to prezent w jej dłoniach, życzenia dobrej zabawy, powiew świeżego, acz gorącego powietrza i trzaśnięcie drzwiami. Jakie to dla Jane typowe. Sama musiała sobie dojść. Kręcąc zrezygnowana głową powlokła się w kierunku Hogsmeade. A potem wylądowała tutaj, na jakże przeuroczej wyspie. Rozejrzała się dookoła. Wszyscy podobierali się w pary. A ona? Jak zwykle sama. Obdarzając wszystkich pogardliwym spojrzeniem i grymasem, który miał być nieironicznym uśmiechem weszła do kościoła. Aż dech zaparło jej w piersi. Tutaj dało się wyczuć respekt. Usiadła w jednej z przednich ławek - niski wzrost ma swoje zalety - i starając się nie pokazać po sobie, jakie wrażenie wywołała na niej świątynia, oczekiwała na rozpoczęcie uroczystości.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Barnard Castle
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 415
Dodatkowo : prefekt fabularny, legilimencja i oklumencja
  Liczba postów : 342
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12628-james-waters
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12630-james-waters#341246
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12631-elmer#341248
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12629-james-waters#341244




Gracz






PisanieTemat: Re: Nawa boczna   Wto Lip 26 2016, 21:27

James nie był jakoś bardzo podniecony z powodu tego całego wesela, ale z jednej strony, ucieszył się, kiedy dowiedział się, że jego osobą towarzyszącą będzie Naeris. Miał nadzieję, że tym razem spędzą czas dużo milej, niż ostatnim razem. Jak zwykle, nie przygotowywał się długo do całej uroczystości. Włosy postawił sobie na żel, tak jak zwykle, choć tym razem trochę bardziej skupił się, żeby podczas imprezy przypadkiem mu nie oklapły. Jego mama, Catherine, ciągle powtarzała, że powinien je skrócić choć odrobinę, ale w takiej długości czuł się najlepiej. Zupełnie, jak na balu, wyglądał bardzo elegancko. Przez te dwa miesiące, odkąd przestał nosić koszule na codzień, zdążył się już odzwyczaić od tego, jak przystojnie prezentuje się w takim ubiorze. Choć on i tak niezbyt dostrzegał swoją urodę, ani o nią nie dbał.
Gdy był już gotowy, stanął przed mamą, która miała surowy wyraz twazy, jednak ostatnio była dla niego dużo bardziej wyrozumiała i czuła. Spytał ją, jak wygląda, a ona podeszła do niego i zaczęła gładzić dłonią koszulę, choć nie było tam żadnych zagnieceń, przy okazji wspominając coś o tym, że nawet nie zauważyła, jak szybko tak wyrósł i stał się mężczyzną. Jem, obawiając się tego, że jeszcze zaraz wybuchnie płaczem, dał jej krótkiego buziaka w policzek, złapał za prezent, który przygotował dla młodej pary i wyszedł z domu. Niebawem, już stał na brukowanej ulicy w Hogsmade, w oddali widząc burzę blond włosów, w sukience o jasnym, jakby szarawym odcieniu.
Gdy zbliżył się do niej, uśmiechnął się szeroko i z podziwem spojrzał na Nae. Jak zwykle nie zawiódł się jej urodą - wyglądała przepięknie. Gdy przytulił ją na powitanie, poczuł jej intensywne perfumy o zapachu bzu. On też się jakimiś wypsikał, ale nigdy nie potrafił określać zapachów perfum. Widział nerwowe spojrzenia dziewczyny, kierowane na coraz to pojawiających się nowych gości imprezy, którzy tak jak oni, zamierzali się teleportować do Hiszpanii.
W końcu, poczuł, że dziewczyna szturcha go w rękę, więc niepewnie ściśnął jej małą dłoń.
Nagle poczuł, że następuje zmiana ciśnienia, żołądek przewraca mu się do góry nogami i ma też problem z oddychaniem, jednak po chwili uczucie ustało. Wylądowali w pięknym miejscu; otaczały ich skały i morze, które, na całe szczęście, nie miało tak gładkiej otchłani, przez fale. Poczuł na twarzy podmuch wilgotnego wiatru, wiejącego od morza oraz promienie słońca, do których już się przyzwyczaił podczas pobytu w Kolumbii. - Chyba... tak. - powiedział lekko zachrypniętym głosem. Jednak, oprócz morza i głazów, była tam również niesamowita budowla. Widział, że Nae idzie w jej kierunku, więc pospiesznie ruszył za nią.
Weszli do jakiejś nawy, a stukot butów Naeris, ewidentne go zaskoczył. Pierwszy raz widział ją na jakimkolwiek podwyższeniu, miał wrażenie, że zawsze bardziej stawiała na wygodę, niż urodę. Miło go zaskoczył fakt, że aż tak bardzo przyłożyła wagę, do tego jak się będzie prezentować na ślubie, choć nigdy by nie pomyślał, że mogłaby przyjść ubrana na jakąś uroczystość nieodpowiednio. Zobaczył, że jakaś stara kobiecina kiwa się do przodu i do tyłu, chcąc wzbudzić litość w gościach weselnych. Uznał to za niestosowne, więc widząc Nae rzucającą jej kilka galeonów, złapał ją za rękę i szybko zaciągnął do ławki.
- Tak, wspaniale. - odpowiedział szeptem, z uwagą przyglądając się wysokiemu sufitowi budowli oraz jej ogólnej architekturze.
Chwilę później, dostrzegł nieznajomego mu chłopaka zmierzającego w ich stronę. Przepychał się przez gawędzących głośno Hiszpanów, aż wreszcie dotarł do Nae i Jamesa. Najpierw przywitał się krótko z dziewczyną, skomplementował ją i wspomniał coś o ślubie i jakimś spóźnieniu, aż w końcu się przedstawił. Shane Carswell. Wydawał się być sympatyczny i dość miły. Jem ciekawił się, skąd znają się z Nae. Może z Hogwartu? Wyglądał bardzo elegancko, jednak Jamesa zastanawiało, gdzie zgubił swoją partnerkę, z którą przyszedł na ślub. Ktoś wyglądający jak on na pewno dostał dużo propozycji od dziewczyn, które poszukiwały swojej osoby towarzyszącej. Nie mógł uwierzyć, że Shane mógłby przyjść na wesele samotnie.
- James Waters. Miło mi cię poznać. - przedstawił się, uśmiechając się lekko i podając mu rękę na powitanie.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Moskwa - Rosja
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 729
Dodatkowo : animagia (fenek)
  Liczba postów : 829
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12265-clarissa-rowena-grigori
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12319-badz-czescia-mego-swiata#328231
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12321-asmodaj#328235
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12320-clarissa-rowena-grigori#328234




Gracz






PisanieTemat: Re: Nawa boczna   Sro Lip 27 2016, 10:54

Odwzajemniła przywitanie przez Norberta, którego w pierwszej chwili nie zauważyła. Co z niej za siostra skoro własnego brata nie zobaczyła od razu po wejściu do kościoła! Uśmiechnęła się do niego uroczo i pomachała w jego stronę, spoglądając na dziewczynę siedzącą obok chłopaka. Czyżby to właśnie z nią przyszedł na to wesele... W takim razie z kim przyszła Neptunka? W domu nie widziała jej od dawna, gdyż zazwyczaj mijały się, jednak nie sądziła żeby jej partnerem został Marcel. A może... Życie jednak potrafi być niesprawiedliwe. Pochłonięta swoimi myślami nawet nie zauważyła przybycia jej partnera. W momencie gdy się odezwał jej oczy zrobiły się większe, a uśmiech którym jeszcze chwilę temu obdarzyła Norberta zamarł. Jednak nie trwało to długo. Już po chwili wróciła do normalnego bycia sobą i nie zwracając uwagi na miejsce ani nikogo wokół rzuciła się na chłopaka przytulając mocno. Tak dawno go nie widziała. Stęskniła się za nim, i to bardzo. Na sam koniec dała mu sporego całusa w policzek. Jak w ogóle mogła pomyśleć, że nie zjawi się na tym weselu i ją wystawi? No jak? Przecież był jej przyjacielem! Mogła mu życie zawierzyć.
- Przyznam się iż przez chwilę miałam takie obawy. - rumieniec zażenowania wystąpił na jej policzkach. Nie mogła jednak go okłamać. Nie potrafiła. - Ale wiesz, to przez te hormony. Non stop dają mi się we znaki. - wystawiła język chcąc jakoś załagodzić sytuację. Miała nadzieję, że Adam jej uwierzy. W końcu wcale go nie okłamała. Cały czas miała jakieś wahania nastroju. Nawet przy Evanie musiała uważać aby nie powiedzieć czegoś niepotrzebnego. Nie chciała się z nim kłócić.
- Czuję się wspaniale. Nawet mdłości już ustąpiły choć nie wydaje mi się aby było to na stałe. - zamyśliła się na chwilę poprawiając niesforny kosmyk rudych włosów, który usilnie starał się wejść w jej oczy. Zrezygnowana próbami wpięcia go między inne spinki we włosach postanowiła go już tak zostawić. Później się nim zajmie. - Ważniejsze jednak co działo się z Tobą. Nie odpisałeś nawet na mój list. Myślałam, że znów nie chcesz się do mnie odzywać. - spojrzała w jego oczy mając nadzieję znaleźć odpowiedź na swoje pytanie, jednak w tej chwili mignęła jej przed oczyma postać, którą kochała jak siostrę rodzoną. @Giselle Blash przeszła obok niej kierując się do przednich ławek. Szkoda, że nie zauważyła jej jak i Adama. Mogliby usiąść razem, ale cóż. Mówi się trudno. Jedynie uśmiechnęła się do sylwetki dziewczyny wracając znów wzrokiem do partnera. - Przez chwilę nawet myślałam, że ktoś zawrócił Ci w głowie i dlatego nie masz dla mnie czasu. - delikatnie szturchnęła chłopaka w ramię uśmiechając się tajemniczo.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 19
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 433
  Liczba postów : 363
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12019-adam-henderson?nid=1#323429
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12036-adas#323462
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12037-redbird#323469
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12039-adam-henderson#323489




Gracz






PisanieTemat: Re: Nawa boczna   Sro Lip 27 2016, 15:33

Zdziwiło go trochę takie ciepłe przywitanie dziewczyny. Spodziewał się raczej zimnego "hej, a więc raczyłeś się pojawić, to naprawdę miłe z twojej strony" Ale to była Clarissa! Mimo, że tyle przeżyła w życiu nadal ją kochał i dbał jak tylko mógł. Mimo, że ta go nie widziała on nie mógł powiedzieć tego o osobie. Widywał ją czasami, ale nie pozwolił by ta go zobaczyła. Patrzył się jak jej życie robi się coraz to szczęśliwsze. On czuł się jakby nie miał swojego życia. Żył życie innej osoby, nieszczęśliwy. Przestało go to obchodzić po pewnym czasie. Chciał być u boku jej nawet jeśli nigdy nie będzie dla niej nikim więcej.
Wiedział, że hormony to nie żadna wymówka. Wiedział jak musi się czuć. On był najgorszym przyjacielem jakiego miała kiedykolwiek. Zniknął kiedy jej najbardziej potrzebowała. Był świnią nie przyjacielem po prostu.
- Dałem ci powody byś tak myślała. Miałaś prawo tez znaleźć sobie innego partnera.- powiedział ściszonym głosem patrząc na inne pary, które tu przyszły. Wszyscy wyglądali bardzo elegancko, schludnie. Twarzyczki były szczęśliwe.
Mdłości musiały być okropne na pewno. Jemu jak jeden dzień jest niedobrze to nie może tego wytrzymać, a co mówić dzień w dzień? Złapał jej kosmyk włosów, który próbowała wsadzić w dobre miejsce i wpiął go tam gdzie miał być zwinnym ruchem.
- Listu nawet niestety nie otworzyłem. Pewnie jak teraz to zrobiłbym byłoby za późno, prawda? I to wcale nie tak, ze nie chciałem się z tobą widywać. Po prostu musiałem przemyśleć parę spraw. Właśnie skończyliśmy Hogwart, a na studia... cóż, raczej nie pójdę. Nasza paczka się rozpadła i nie dam rady sam z siebie dalej pójść na studia jakby nigdy nic. Na tym etapie skończę- powiedział zgodnie z prawdą. Studia nie były obowiązkowe. Rodzice krzyczeli ciągle na niego mimo tego, że go z domu wywalili. Może i był krukonem i nauka przychodziła mu z taką łatwością, ale nie da rady więcej tak.
Czy ktoś mu zawrócił w głowie? Też coś. Raczej już nikt nie będzie w stanie zawrócić mu w głowie, ale to nic złego w sumie. Chociaż wiedział, że był bardzo stały w uczuciach. On uważał to za bardzo mocną cechę. To co uważali inni było mu niepotrzebne. To co inni o nim myśleli wyszło na jaw i tak właśnie pozostał baz przyjaciół.
- Nikt nie zawrócił mi w głowie. Nie jestem taki szybki. Nawet rok nie minął odkąd...- nie dokończył. wiedział, że dziewczyna sama sobie to dokończy. Rok nie minął odkąd to stało się to o czym tyle myślał. Nie mógłby tak po prostu znaleźć sobie tylko na zastępstwo. Tak by się właśnie czułby z kimś.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 19
Skąd : Flåm, Norwegia
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 232
Dodatkowo : hipnoza
  Liczba postów : 46
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13201-erik-rasmussen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13217-daj-sie-poznac
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13204-erik-rasmussen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13203-erik-rasmussen




Gracz






PisanieTemat: Re: Nawa boczna   Czw Lip 28 2016, 02:04

Jeszcze chwilę temu Erik siedział na jednej z ławek ustawionych nad Tamizą, teraz mógł napawać się hiszpańskim słońcem. Teleportacja przebiegła bez najmniejszych problemów, nawet kopertę z zaproszeniem od panny młodej udało mu się przetransportować bez jej uszkodzenia.
Stety, albo i niestety, Rasmussen wciąż miał na sobie garnitur, który założył na spotkanie z ojcem w Ministerstwie Magii - ubiór pasował na okoliczność ślubu, jednak materiał był nieco zbyt gruby na hiszpański klimat. Z tego powodu czym prędzej udał się w kierunku kościoła, by znaleźć trochę cienia.
Przed wejściem stało wiele osób, wyglądało na to, że wszyscy przybyli w parach. Erik pobieżnie przyglądał się każdej z twarzy obecnych tam czarodziejów, niestety nie natrafił na nikogo znajomego z czasów nauki w Stavefjordzie. Nie widząc lepszej opcji, Norwego skierował swe kroki ku głównym drzwiom, po czym zniknął wewnątrz kościoła.

Rasmussen rozejrzał się po kościele. Wyglądało na to, że para młoda była już na miejscu, więc przedstawienie zaraz miało się rozpocząć. Oprócz nich i dwójki świadków kilka miejsc było zajętych najprawdopodobniej przez gości. Erik zastanawiał się, czy był tam ktokolwiek, kto trafił na te wydarzenie totalnie z przypadku podobnie jak on.
Nie znał tam nikogo, toteż instynktownie ruszył ku miejscom siedzącym znajdującym się raczej z tyłu. Zanim jednak zajął jedno z nich, jego uwagę przykuła stara kobiecina ledwo trzymająca się na klęczkach. Wyglądała, jakby urwała się z zupełnie innej bajki - skulona w kącie kościoła, gdzie lada moment miała rozpocząć się ceremonia zawarcia małżeństwa.
Erik dostrzegł, że starsza pani jest żebraczką. Nie wiedząc, czy to za sprawą magii tego miejsca, czy może sile sugestii wynikającej z faktu, że już kilka monet udało się jej uzbierać, Rasmussen także postanowił ją wspomóc pięcioma galonami. Dla niego była to kwota doprawdy śmieszna - w końcu pochodził z zamożnej rodziny, ale dla żebraczki tych kilka monet mogło być kwestią przetrwania.
Gdy tylko pieniądze uderzyły o twardą posadzkę, staruszka podziękowała chłopakowi za dobroć serca i zapowiedziała, że coś szczególnego czeka na niego w najbliższej przyszłości. Norweg uśmiechnął się tylko nieznacznie, nie komentując zajścia, po czym oddalił się i zajął jedno z miejsc w nawie bocznej z dala od reszty gości.

Kostki - 3
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : Nowy Orlean
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1080
Dodatkowo : pół wila
  Liczba postów : 227
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13173-electra-clover-o-keeffe#352451/
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13180-zechcesz-zostac-moim-podnozkiem
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13181-listy-electry
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13182-electra-c-o-keeffe




Gracz






PisanieTemat: Re: Nawa boczna   Czw Lip 28 2016, 14:12

Electra do samego końca nie była pewna, czy w ogóle pojawi się na ślubie. Takie imprezy uznawała raczej za niepotrzebne pochłaniacze czasu. Tym bardziej, że zaproszenie pojawiło się dosłownie znikąd, podpisane nazwiskiem, którego Electra nawet nie kojarzyła. Nie zdziwiłaby się, gdyby dostała je przez pomyłkę... Ale skoro już wpadło jej w ręce, stwierdziła, że wielka szkoda by była, gdyby go nie wykorzystała. Poza tym na zaproszeniu znalazło się magiczne słówko, dla którego Electra była gotowa z miejsca rzucić wszystkie zajęcia. Hiszpania. Już dawno miała plany, żeby się tam wybrać. A skoro pojawił się idealny powód, to nigdy nie wybaczyłaby sobie, gdyby tego drobnego marzenia nie spełniła. No, a jeśli ślub miał okazać się jakąś klapą to przynajmniej będzie mogła złapać trochę promieni hiszpańskiego słońca.
Trochę czasu zajęło jej znalezienie odpowiedniej sukienki w szafie. Ta była zbyt wyzywająca, ta znowu nieelegancka, inna przypominała worek. Cóż, Electra nie lubiła się stroić, a zawartość jej szafy była na to przykrym dowodem. Ostatecznie znalazła sukienkę przed kolano z  niesamowitym kwiecistym wzorem, mieszającym w sobie lekko patynową zieleń z bielą i delikatnym różem. Electra nie była znawczynią, ale miała wrażenie, że był to dobry wybór na taką okazję.
Electra nigdy nie była fanką teleportacji, ta jednak przebiegła zadziwiająco sprawnie. To samo w sobie było dobrym znakiem. Prawie natychmiast, gdy znalazła się na miejscu, skierowała swoje kroki do kościoła, przy okazji dokładnie przyglądając się wszystkim gościom, którzy przybyli.
- Same nieznajome twarze - wymruczała pod nosem. To jeszcze bardziej utwierdzało ją w przekonaniu, że była gościem wyłącznie ze szczęśliwego - przynajmniej dla niej - zrządzenia losu. Oczywiście, że milej byłoby znaleźć jakąś przyjazną twarz, jednak Electra nie była zależna od innych ludzi. Nikogo nie zapraszała, jako osoby towarzyszącej i liczyła się z faktem, że będzie zdana wyłącznie na siebie.
Wzruszyła ramionami, wybierając miejsce w nawie bocznej, w ławce stojącej równolegle do ławki jakiegoś nieznajomego, który wyglądał na równie samotnego w tym wydarzeniu jak ona. Kolejny dobry znak. Po chwili jednak odwróciła wzrok, skupiając się wystroju kościoła. Architektura nigdy jej nie bawiła. Właściwie przysypiała zawsze, gdy ktoś rozpoczynał ten temat. Jednak to miejsce było bardzo ładne i klimatyczne i Electra nie miała nic przeciwko przestudiowaniu dokładnie każdej ściany i ozdóbki. A potem nauczeniu się ich na pamięć i zepsucia sobie nastroju do zabawy na resztę uroczystości... Merlinie, nie, miała coś przeciwko. Oby ta ceremonia rozpoczęła się jak najszybciej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Newcastle, Anglia
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 1350
  Liczba postów : 1027
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12503-naeris-cynthia-sourwolf
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12509-zapraszam-dobre-duszyczki#337107
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12508-listy-do-cierpkiej-wilczycy
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12511-naeris-sourwolf#337284




Gracz






PisanieTemat: Re: Nawa boczna   Nie Lip 31 2016, 07:13

Zdawało jej się, że odczuwa lekkie déjà vu.
Nie wiedziała dokładnie, z czym to jest związane. Opcja pierwsza twierdziła, że przybycie na tę wyspę o niemożliwej do wymówienia nazwie, przypominało jej pojawienie się w Kolumbii. I tu i tam zaatakowała ją fala zapachów, barw i różnych doznań, które rozniecały jej wszystkie zmysły. Zdecydowanie zachwyciła się Hiszpanią od razu, zakochała się od pierwszego wejrzenia. Właściwie to wszystkim potrafiła się zachwycić. Dostrzegała piękno nawet tam, gdzie z pozoru go nie było, a tutaj nawet nie musiała się wysilać. Cały kościół prezentował się wręcz idealnie, doceniała jak wiele pracy włożono w jego przygotowanie. Dekoracje nie były może przesadzone, ale ładnie podkreślały ważność ceremonii. Powracając do déjà vu, to druga opcja wiązała się z Jamesem. Gdy przybyli na bal też był małomówny i jakby zamyślony. Naeris umiała też tak odpływać, ale teraz za bardzo skupiała się na tym co się dzieje tutaj, właśnie w tym budynku, na właśnie tym ślubie. Przytulając Jamesa na powitanie też poczuła jego przyjemny zapach. Swoją drogą, zobaczywszy go tak wystrojonego, ledwo go poznała. Bo naprawdę prezentował się olśniewająco i gdyby popatrzyła na niego w trochę... inny sposób to musiałaby przyznać, że jest nie tylko uroczy, ale też bardzo przystojny. W ogóle w kościele było tylu pięknych ludzi, że Krukonka sama poczuła się, jak by tu nie pasowała. Zdusiła jednak w sobie kompleksy. Nie, nie zamierzała się zastanawiać nad swoimi wadami akurat w tej chwili. Przecież towarzyszył jej przyjaciel, już drugi raz zresztą. Jeszcze wejdzie im to w krew, takie wspólne pojawianie się na uroczystościach. Może nawet zaczęto by ich kojarzyć jako parę, Merlinie drogi!
Usiadła po prostu w ławie, przysłuchując się muzyce organ. Dopiero po chwili zorientowała się, że od jakiegoś czasu czuje coś dziwnego... jakby ktoś się w nią wpatrywał i to tak centralnie w nią. Powiodła wzrokiem po zgromadzonych obok gościach, pobieżnie tylko spoglądając na nieznajome, wymalowane i wyperfumowane sylwetki, by wreszcie dostrzec jego. Ale... co on tu robił? Oprócz tego, że stał i się na nią patrzył? Mógł zobaczyć zaskoczenie malujące się na twarzy Krukonki, która już po chwili wstała, by podejść do Shane'a i go delikatnie objąć. Inna dziewczyna mogłaby się przejąć tym, że pogniecie sukienkę, ale Naeris nawet o tym nie pomyślała. Chciała należycie przywitać się ze swoim... chyba mogła go nazwać przyjacielem. A lekkie przytulenie wydawało jej się odpowiednie.
- Cześć! - rzuciła miękko, miała ochotę powiedzieć więcej, ale Shane zaczął mówić sam z siebie. Cóż, to stanowiło kontrast wobec raczej milczącego Jamesa, który rzucał tylko lakoniczne odpowiedzi. Jak mu się poprawi humor to będzie weselszy.  - Sama nie wiedziałam, że tu będę! Pierwszy raz jestem w Hiszpanii i muszę przyznać, że to chyba najpiękniejszy kraj na świecie.
Przesadzała i to mocno, w końcu do tej pory miała porównanie tylko z Anglią i Francją, które mocno różniły się od tego gorącego państwa. Wskazała Shane'owi miejsce obok nich., przy ławie udekorowanej kwiatami.
- A ty sam jesteś? - musiała mu przyznać, że gości to tu było mnóstwo, przez te rozmowy buczało tu jak w ulu. Każdy każdego obmawiał, a wszyscy czekali niecierpliwie na pojawienie się pary młodej. Naeris nie przeszkadzało nawet opóźnienie, ważne, że mogła tu być. Zewsząd dobiegały ją rozmowy w języku hiszpańskim. Pomyślała o tym, że często mówią, że hiszpański jest podobny do włoskiego, ale o ile ten drugi znała bardzo dobrze, to z prowadzonych tu rozmów rozumiała jedynie piąte przez dziesiąte. Zdawało jej się, że dostrzegła parę znajomych, ale zbyt szybko wszyscy niknęli w tłumie. Zwróciła znów uwagę na Shane'a, który obdarzył ją komplementem. Nie wiedziała, jak na to zareagować, w końcu Carswell był... miły? Dziwne, ale czasami nawet ten chłopak może mieć lepszy humor. Spuściła wzrok, trochę się rumieniąc.
- Przesadzasz. Lepiej zdradź mi, jakim sposobem odgoniłeś od siebie stadko dziewczyn. - rzuciła żartobliwie, chcąc odwrócić od siebie jego uwagę. Przyglądając mu się teraz, musiała przyznać, że i on wyglądał niesamowicie. Nie musiał nawet długo i pieczołowicie się przygotowywać, by naprawdę przyciągać spojrzenia. Sama Naeris nie dostrzegła tej zazdrości wymierzonej w Jamesa. A może dostrzegła, ale w ogóle tego tak nie zinterpretowała? Naprawdę nie sądziła, że może się komuś spodobać. Ale to było zastanawiające, że Shane przyszedł bez partnerki. Nikogo nie znalazł czy nikt mu nie dogodził?
Poczekała, aż jej przyjaciele się sobie przedstawiają, nie wtrącając w tym czasie ani słowa. Shane musiał po imieniu skojarzyć Jamesa, w końcu na pewno mu o nim nieraz opowiadała. Liczyła tylko na to, że tego nie zdradzi w tej chwili... no w sumie najlepiej, jakby w żadnej nie zdradził. Obdarzyła go tak wielkim zaufaniem, że teraz aż dziwnie się poczuła.
- Ty praktycznie zawsze jesteś nastawiony sceptycznie. - rzuciła. To ich mocno odróżniało, Shane raczej nadawał się na pesymistę, a Naeris niemal w każdej sytuacji zachowywała się jak optymistka. Cieszyła się jednak, że umiała go rozchmurzyć. Nagle cała trójka i wszyscy zebrani w kościele usłyszeli głośniejszą muzykę. Naeris przez tłum ledwo dostrzegła pannę młodą, która wyglądała naprawdę pięknie.
- Jest idealna, prawda? - rzuciła szeptem do obu chłopaków. Zobaczyła także pana młodego, który był przystojny, ale nie w jej typie. Wyglądali oboje na naprawdę zakochanych. Krukonka pomyślała, że życzy im wszystkiego najlepszego i długich lat w szczęściu. Co z tego, że ich nie znała? Wystarczyło jej to, jak się do siebie uśmiechali. Chciałaby, by ktoś kiedyś patrzył na nią tak, jak ten pan młody...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 21
Skąd : Hiszpania, Walencja
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 1721
  Liczba postów : 914
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12573-candida-feliciana-miramon#339796
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12577-cukierek
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12578-lluvia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12581-candida-feliciana-miramon




Gracz






PisanieTemat: Re: Nawa boczna   Pon Sie 01 2016, 03:21

W kuchni zostały same skrzaty, bo Candida zadecydowała, że kucharze też muszą mieć możliwość zobaczenia ceremonii. I tak przyszli dużo wcześniej, aby jej pomóc, więc tym bardziej należała im się nagroda. Sama Candy jednak nie wiedziała, czy powinna iść do kościoła i przyglądać się ceremonii. Ale, żeby zrobić Lope na złość, postanowiła dobrze się bawić. Jeżeli to w ogóle możliwe.
Nie zamierzała jednak wchodzić głownym wejściem i zajmować miejsca na widoku. Celowo wybrała boczne wejście, jednak tupot jej obcasów zdradzał, że ktoś pojawił się w budynku. Chociaż starała się chodzić na palcach, na tak wysokim obcasie było to ciężkie. I nie chodziło tylko o to, że wyglądała jak kaczka lub kaleka. Najzwyczajniej w świecie prawie się zabiła, gdy za bardzo zgięła kolano, a a długa, turkusowa sukienka dotknęła ziemi pod jej stopami. Śliska podłoga niczego nie ułatwiała. Dlatego szybko zrezygnowała z pomysłu i po prostu stawiała kroki tak wolno, jak tylko potrafiła. Odgarnęła włosy z twarzy i zaczesała za uszy. Stresowała się. Lope mógł ją zobaczyć, co nie byłoby czymś bardzo dziwnym (poza tym, że pan młody rozglądał się po kościele, zamiast patrzeć na pannę młodą), bo teraz, gdy ludzie siedzieli, jej wzrost jeszcze bardziej wybijał się na tle innych. Szukała jakieś miejsca, aby usiąść i skulić się, ale zobaczyła starszą kobietę. Miała przy sobie galeony, a do tego uznała, że tutaj nie zwróci na siebie większej uwagi, ale gdy tylko chciała cokolwiek wrzucić do koszyka żebraczki, tak odepchnęła jej ręce i zaczęła pospiesznie mamrotać po hiszpańsku coś o nieszczęściu, pechu i cierpieniu. Tym samym sprawiła, że kilka głów skierowało się w jej stronę.  Krukonka nie próbowała dłużej wciskać pięciu galeonów. Po prostu odsunęła się w pokojowym geście i poszukała innego miejsca. Znalazła takowe przy wysokiej kolumnie. Gotowa była schować się, gdy tylko ktoś próbował spojrzeć w jej stronę.
Ona jednak bez skrępowania patrzyła na młodych. Pru, chociaż wybrała skromną sukienkę, prezentowała się wytwornie i Candy musiała to przyznać sama przed sobą. Nie mogła się z nią równać. Ślub, jaki sobie wyobrażała, w obecnej sytuacji prezentował się gorzej. Brakowało w nim tak wielu szczegółów… Chciała się uśmiechnąć, w końcu cieszyła się, że Pru, chociaż wspomnienie jej wizji napawało ją smutkiem, znalazła kogoś, kto ją zaakceptował. To nawet nie ważne, że ta osobą okazał się Lope. Może tylko dla Candy był taki, a nie inny i tylko ona nie potrafiła go zaakceptować i polubić? Kiedyś wydawał się lepszym człowiekiem. Bardziej wartościowym.

KOSTKA: 5


Ostatnio zmieniony przez Cándida Feliciana Miramon dnia Wto Sie 02 2016, 22:42, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : IX
Wiek : 21
Skąd : Newport, Walia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 128
  Liczba postów : 134
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13027-keith-parker#349650
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13029-keith-szukaaa-d#349655
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13028-keith#349652
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13040-keith-parker#349786




Gracz






PisanieTemat: Re: Nawa boczna   Pon Sie 01 2016, 20:31

Keith wszedł do kościoła, by uczestniczyć w ceremonii zaślubin. Umówił się z Angelą, która po prawdzie zaprosiła go jako osobę towarzyszącą, że znajdą się już w środku. Chyba nie przyszedł na czas (a bardzo nie lubił się spóźniać), dlatego postanowił unikając wzroku wszystkich sprytnie wślizgnąć się bocznym wejściem. Mimo upału, ubrany, oczywiście, w dobrze skrojony, czarny garnitur z wykończeniami, białą koszulę i czarny krawat, w kieszeni marynarki spoczywała klasycznie włożona, biała poszetka. Włożył również swoje niezastąpione, proste, buty garniturowe - eleganckie obuwie chyba z zasady było niewygodne, ale te miał na tyle rozchodzone, a mimo to nadal wyglądające dobrze, że uznał je za najmniejsze zło.
Wsunął się więc prawie niepostrzeżenie i zauważył pojedyncze osoby, ale tłumu nie było. Jego uwagę zwróciła żebrząca staruszka, wrzucił jej 5 galeonów modląc się w duchu, by nie zaczęła do niego mówić, krzyczeć, zwracać uwagi. Na szczęście nic takiego nie miało miejsca, przyjęła pieniądze w ciszy, lepiej dla nich obojga. Niech kobiecina kupi sobie chleb, czy inny potrzebny produkt, wyglądała, jakby rzeczywiście czegoś potrzebowała.
W nawie bocznej było tylko kilka osób i pierwszą, którą wyłapał wzrokiem Keith (starał się przesadnie nierozglądać, to nieeleganckie!) była Candida Miramon. Uśmiechnął się na jej widok, choć ona chyba go nie dostrzegła, bo stała bokiem. Postanowił zrobić jej, niekoniecznie chyba miłą, niespodziankę. Starając się nie stukać butami (kto wymyślił takie głośne podbicia na piętach?) podszedł do niej od bokotyłu i delikatnie dotknął po bokach, w talii (tak jak się np. straszy, czy coś) z szerokim uśmiechem. Miał nadzieję, że Hiszpanka nie zareaguje jakimś krzykiem, bo i tak bywało, ale założył wariant pozytywny - Co się tak skradasz? - szepnął jej do ucha nie do końca wiedząc, jakiej spodziewać się reakcji.
Candy miała na sobie prześliczną sukienkę, w której wyglądała zjawiskowo. Trzeba przyznać, że potrafiła wydobyć walory swojej sylwetki, wysoko sięgające rozcięcia na udach, dziury w talii i brak ramiączek sprawiały, że mogła przykuwać uwagę płci przeciwnej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 123
  Liczba postów : 99
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13119-shane-carswell
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13120-shane-c
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13121-listy-shane-a
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13123-shane-carswell




Gracz






PisanieTemat: Re: Nawa boczna   Wto Sie 02 2016, 23:41

Hm, najwyraźniej Naeris dostrzegła Shane'a w tej kompromitującej sytuacji, jaką było stanie i gapienie się na nią bezcelowo. Po prostu coś w jej spojrzeniu wydawało się być wręcz oczywiste, że to widziała... A Ślizgona wcale to nie cieszyło.
- Taaak, Kolumbia jest niesamowita... - przytaknął mało entuzjastycznie, zerkając na miejsce wskazane przez dziewczynę. Prawdopodobnie zrobiło jej się go szkoda, był sam i wcale nie znał zbyt wielu gości... Nie znał nawet narzeczonych! Postanowił nie siadać jeszcze, a w wolnej chwili szybko wymiksować się gdzieś głębiej w tłum. Nie chciał się narzucać, a będąc z Naeris i jej partnerem, czuł się po prostu zbyteczny.
I jakoś jeszcze bardziej go bolało to, że nie miał osoby towarzyszącej.
- Sam, samiutki. - przytaknął. Nie był pewny, czy reakcja Naeris na jego komplement wypełniła go zadowoleniem, czy frustracją. Z jednej strony podobał mu się fakt, że ją to peszyło, w jakiś sposób stanowiło to uroczy akcent. Z drugiej strony poczuł się winny, że nie mówi jej miłych rzeczy częściej. Nie powinna się dziwić, była piękną młodą czarownicą... Nawet, jeśli on sam nie potrafił w pełni tego dostrzec i zrozumieć.
- Wiele do tego nie potrzebowałem... Właściwie, wystarczył mój charakter. - mrugnął znacząco do blondynki. Pewnie gdyby się postarał, to znalazłby jakąś partnerkę... Chyba po prostu zbyt późno się za to zabrał. Ah, no i wcale nie miał ochoty spędzać zbyt wiele czasu z byle jaką, wolną osobą. Był na to zbyt wybredny i kapryśny. Potrzebował kogoś, kto rozumiałby go i znał na tyle, by w ogóle z nim wytrzymać, a nie oszukujmy się - takich ludzi zbyt wielu nie ma.
- Taki już mój urok, Naeris. Ty z kolei jesteś wiecznie radosnym promyczkiem energii. - mruknął z rozbawieniem. Otworzył właśnie usta, by powiedzieć, że chyba jednak usiądzie gdzieś dalej, gdy rozbrzmiała głośna muzyka. Ludzie powoli zaczęli się uciszać i przekierowywać całą swoją uwagę na pannę młodą, dumnie kroczącą przez nawę.
Teraz było już za późno na ucieczkę. Shane uśmiechnął się jeszcze nieco wymuszenie do Naeris, po czym zerknął na odzianą w biel gwiazdę ceremonii. Faktycznie była bardzo ładna. Wyglądała zjawiskowo, ale to nie biżuteria czy kreacja sprawiały, że lśniła. To uśmiech i pełne miłości spojrzenie wbite w dumnego pana młodego.
Carswell musiał przyznać, że wyglądali razem naprawdę szczęśliwie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VI
Wiek : 18
Skąd : Norwegia, Kristiansand
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 66
  Liczba postów : 50
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13238-ingrid-hanne-lsnedahl?nid=2#353770
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13240-hello
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13239-mrs-ingrid-hanne#353772
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13241-ingrid-lsnedahl#353779




Gracz






PisanieTemat: Re: Nawa boczna   Sro Sie 03 2016, 00:04

W zasadzie to się nie spóźnili. No może tylko troszeczkę… Czy to aby dlatego postanowili wybrać boczną nawę? Tajemnica! Zupełnie nie przeszkadzało jej to, że państwa młodych nie widziała w życiu na swoje oczy. W końcu taki dzień jest tylko raz! Powiedzmy… Nie jest to czas i miejsce żeby roztrząsać temat czy powinni tutaj być czy nie. Skoro otrzymali zaproszenie – źle świadczyłoby o nich niestawienie się.

Tuż przed samym wejściem zerknęła na brata. Uśmiechnęła się do niego, nieodgadnione pozostało czy zrobiła to aby dodać mu otuchy, czy jedynie chciała utwierdzić go w przekonaniu, że dobrze czuje się w takich okolicznościach i zupełnie nie musi się o nią martwić. Teraz w otoczeniu innych, ach, zdaje się szczęśliwych ludzi! Czuła się jak przysłowiowa ryba w wodzie. Spojrzała na kościół. – Pięknie tutaj, prawda? – zwróciła się do brata. Wielką zaletą było to, że nie każdy mógł zrozumieć o czym rozmawiają.  Nie każdy, bo przecież język migowy nie jest tak powszechnie znany. Szczęście w nieszczęściu, zachowujesz w nawet największym tłumie odrobinę prywatności. Szkoda tylko, że wszystko to odbyło się takim kosztem.

Wkroczyła do kościoła z szerokim uśmiechem na twarzy. Wcale się nie krępowała, pewnie i stanowczo przemieszczała się wzdłuż kościelnej alejki. Minęła starą kobietę. Zlustrowała obecnych i dyskretnie odwróciła się czy Yngve nie został daleko w tyle.  Ciekawe… zawsze uwagę wszystkich przyciągały jej oczy. Czy to właśnie dlatego nigdy nie stroniła od obserwowania innych? Duże i niepokojąco jasne. Niektórzy zwali je szarymi jak duchy, ale w rzeczywistości były niemal zupełnie bezbarwne, jak dwa kawałki brudnego lodu. Zupełnie nie odzwierciedlały jej radosnego… od pewnego czasu… charakteru.  Długa grafitowa sukienka wykonana z włoskiej tafty, obszyta cekinami z nieco rozkloszowanym dołem delikatnie opinała jej, całkiem zgrabne, ciało.  Opłaciło się ostatnio troszkę wstrzymać ze słodkościami!

Przeczesała wzrokiem ławy w poszukiwaniu wolnych miejsc. Wręcz niezauważalnie skinęła do brata i skierowała się na nowo obrany punkt.


Ostatnio zmieniony przez Ingrid Løsnedahl dnia Nie Sie 07 2016, 18:17, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Barnard Castle
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 415
Dodatkowo : prefekt fabularny, legilimencja i oklumencja
  Liczba postów : 342
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12628-james-waters
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12630-james-waters#341246
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12631-elmer#341248
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12629-james-waters#341244




Gracz






PisanieTemat: Re: Nawa boczna   Sro Sie 03 2016, 15:37

James nie wtrącał się zbytnio w ich rozmowę, więc nawet, aby im nie przeszkadzać, odszedł trochę dalej. Na pewno mieli do przedyskutowania wiele spraw, w końcu, mogli od dawna się nie widzieć, a akurat nadarzyła się ku temu okazja. Zwrócił też uwagę na to, że kilku ludzi stąd kojarzy. Nie miał pamięci do twarzy, chyba, że ktoś był charakterystyczny. Kościół był naprawdę ładną budowlą. Wydaje się, że sklepienie sięga do samego nieba i wpycha się między chmury, a tak przynajmniej to wyglądało od zewnątrz. Świątynia była dość jasna, w dość przygaszonych odcieniach. Każda dekoracja pasowała do siebie i nic nie psuło tej harmonii, jaka zapewne była zamysłem pary młodej, które owe dodatki wybierała. W końcu, ponownie usiadł do ławki i czekał, aż wreszcie rozpocznie się uroczystość. Naeris i Shane nadal rozmawiali ze sobą, ale w końcu rozbrzmiała ładna muzyka, a naprzeciw ołtarza, pomiędzy ławkami stanęła młoda para. Oboje wyglądali przepięknie. Panna młoda, miała ozdobną, a zarazem skromną i ładną suknię ślubną, natomiast pan młody ubrał zwyczajny garnitur, choć prezentował się w nim bardzo przystojnie. Oboje byli wpatrzeni w siebie, jak w obrazki, a James ze swojego miejsca czuł ich poddenerwowanie i podekscytowanie zarazem. Powolnym krokiem, ruszyli w kierunku ołtarza, aby przyjąć sakrament. Od nich obojgu emanowało szczęście i miłość i nieważne, co teraz okropnego by się stało - nic nie zepsuje tej chwili.
- Taak... - mruknął, nadal ze skupieniem przyglądając się ceremonii. Widział, że i inni goście są oczarowani. Po chwili, ciekawy pewnej rzeczy, spytał Nae, jak i zarówno Shane'a:
- Jak myślicie, ile oni mogą mieć lat? - I panna i pan młody wyglądali bardzo młodo, na najwyżej dwadzieścia dwa lata. Jem zastanawiał się, czy jeśli są na tyle młodzi, mają pełną świadomość, jakie konsekwencje niesie zawarcie sakramentu małżeństwa. Nie wyglądali, na takich, co podejmowali pewne decyzje zbyt pochopnie, ale... kto wie, jak to dalej może się potoczyć? Ach, James, a ty jak zwykle obierasz pesymistyczne scenariusze... Przecież wyglądają na szczęśliwych i jeśli rzeczywiście tacy są, nie ma co myśleć o tym, co będzie niedługo.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Nawa boczna

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

 Similar topics

-
» Nawa boczna
» Boczna uliczka
» Boczna Głównej
» Boczna uliczka

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
reszta świata
 :: 
Hiszpania
 :: 
Wyspa Gaztelugatxe
 :: 
Kościół
-