IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Nawa boczna

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 21
Skąd : Hiszpania, Walencja
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 1721
  Liczba postów : 908
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12573-candida-feliciana-miramon#339796
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12577-cukierek
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12578-lluvia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12581-candida-feliciana-miramon




Gracz






PisanieTemat: Nawa boczna   Wto 19 Lip - 16:33

First topic message reminder :


Nawa boczna


Rozglądając się po tym kościele, możesz naprawdę poczuć się tak, jakbyś nie tylko znalazł się bliżej samego Boga, ale i nieba. Wszystko jest tu pięknie przystrojone, tylko jeden element psuje ład i harmonię. Dostrzegasz skuloną w kącie starą kobietę, która kiwa się w przód i w tył, mamrocząc coś pod nosem. Widziałeś już parę podobnie wyglądających kobiet przed kościołem. Przed nią, na rozłożonej chustce, widzisz parę monet. Decydujesz się dorzucić od siebie 5 galeonów?

Jeśli tak, rzuć kostką.
Spoiler:
 
Kostkami rzucaj w odpowiednim temacie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 21
Skąd : Hiszpania, Walencja
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 1721
  Liczba postów : 908
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12573-candida-feliciana-miramon#339796
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12577-cukierek
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12578-lluvia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12581-candida-feliciana-miramon




Gracz






PisanieTemat: Re: Nawa boczna   Czw 4 Sie - 0:18

Oparła się o kolumnę, ale z gołymi ramionami wcale nie było to tak przyjemne jak powinno, więc szybko zrezygnowała i stała lekko zgarbiona. Chowała się po części za dość wysokim, stojącym mężczyzną, a po części za kolumną, od której odsunęła się o dobry krok do tyłu. Starała się wtopić w tłum, a na uroczystość przybyło całkiem sporo osób. Z wyglądu nie przypominali Hiszpanów, więc wychodziło na to, że niektórzy na poważnie wzięli zaproszenia. Młodzi mogli się zapewne spodziewać prezentów. Skromnych, ale miłe uczucie pozostanie. Niech się nacieszą, pomyślała sobie.
Chociaż ubrana była dość odważnie, to nie tylko ona zdecydowała się założyć coś, co z pewnością przyciągnie uwagę. Nie spodziewała się więc, że już w kościele zacznie przyciągać uwagę. Może to za sprawą długich, gęstych włosów swobodnie rozpuszczonych? W każdym razie nie podejrzewała, że ktokolwiek mógłby się nią zainteresować. A jednak jeden odważny znalazł się i postanowił podejść ją, zaskoczyć. Dobrze, że Candy wciąż pamiętała, gdzie jest.
Dotychczas stała spokojnie, co jakiś czas prostowała się tylko, aby zobaczyć, co dzieje się przed ołtarzem. Dookoła biegały dzieci, które nie mogły usiedzieć w miejscu. Ceremonia nie interesowała je w ogóle, a Candy się nie dziwiła. Ona dopiero teraz zaczęła w nich dostrzegać coś więcej niż możliwość pokazania się i dobrej zabawy. Chwilę się nawet zapatrzyła na te uśmiechnięte buźki. Kobieta przed nią trzymała nawet na rękach dziecko, pewnie dwuletnie. Dwa lata temu kończyła szóstką klasę, prawie została matką. Mogła właśnie trzymać Nelidę za rączkę i podążać za nią w głąb kościoła. Ale życie chciało, żeby stała tutaj z boku i patrzyła na szczęście innych.
Wtem podskoczyła, a serce prawie wyskoczyło jej z piersi. Ktoś złapał ją za boki, a ona się tego w ogóle nie spodziewała. Nawet jeśli chciał ją połaskotać, ona odebrała to zupełnie inaczej. Chociaż skok był naprawdę niski, to i tak oderwała buty od podłogi, a potem ledwo na nich stanęła. Zachwiała się, ale jako wprawna użytkowniczka szpilek, utrzymała i nie połamała cienkich obcasów. Gdy ona odzyskiwała równowagę, ktoś szeptał jej do ucha pytanie. Obróciła się i spojrzała z wyrzutem. Wtedy zobaczyła twarz Keitha, tego chłopaka z wakacji, z którym dzieliła domek.
Nie skradam się – odparła z wyraźnym niezadowoleniem w głosie. – To ty zakradasz się i mnie straszysz – szeptała dalej.
Nie spodobało jej się takie przywitanie, ale z drugiej strony, gdyby nie Keith, znowu zagłębiłaby w swoje ponure rozmyślania o nieistniejącej teraźniejszości.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 20
Skąd : Caerphilly, Walia
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 27
  Liczba postów : 15
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13234-ivory-meredith-wolff
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13237-krewni-i-znajomi-krolika
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13254-poczta-ivory
http://czarodzieje.my-rpg.com/f113-kuferki




Gracz






PisanieTemat: Re: Nawa boczna   Pią 5 Sie - 0:31

Lekko zdyszana, Ivory dobiegła do kościoła. Była spóźniona, ceremonia pewnie trwała już w najlepsze. Na szczęście okazało się, że drzwi bocznej nawy są lekko uchylone, więc mogła bezszelestnie wejść do środka. Stanęła z brzegu i rozejrzała się po przestronnym wnętrzu. Wiele twarzy kojarzyła z Hogwartu, ale w wyjściowych strojach (nie formalnych szatach jakie nosili na różne uroczystości odbywające się w szkole) ciężko było jej się zorientować i znaleźć kogoś znajomego. Dziewczyna sama była niemal nie do poznania - zamiast standardowego zestawu złożonego z szortów, luźnej koszulki i trampek założyła dziś elegancką letnią sukienkę w kolorze słońca i zgrabne sandałki. Jej naturalnie jasna skóra była teraz w pięknie brązowym kolorze, czego nie mogłaby osiągnąć spędzając wakacje w Walii.
Ivory nie była osobą wierzącą w Boga (i zawsze myślała, że niewielu czarodziejów jest) i nie do końca rozumiała tradycję ślubów kościelnych. Właściwie to nawet nie znała osób, które zaprosiły ją na swój ślub. To znaczy, kojarzyła ich z widzenia, ale nie byli bliskimi jej osobami. Cieszyła się jednak szczęściem młodej pary. Zawsze z resztą sprawiało jej radość towarzyszenie szczęśliwym wydarzeniom takim jak to. Po pewnym czasie jednak zaczęła trochę nudzić i z niecierpliwością czekała na koniec ślubu, żeby na weselu porozmawiać i pośmiać się ze znajomymi i może poznać kogoś nowego. Ostatnie tygodnie spędziła szukając informacji, które mogłyby przydać jej się w opracowywaniu pracy badawczej na temat magicznych stworzeń żyjących w różnych klimatach. Szukała w kolumbijskiej dżungli i miejscowych bibliotekach i niewiele czasu zostawało jej na kontakty towarzyskie. Teraz potrzebowała trochę odetchnąć więc wesele było dla niej idealnym pretekstem do oderwania się na chwilę od pracy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Skąd : Norwegia, Kristiansand
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 442
  Liczba postów : 156
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12782-yngve-lsnedahl#344813
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12784-yngve-magnus#344824
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12783-sowka-hanne#344823
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12785-yngve-magnus-lsnedahl#344826




Gracz






PisanieTemat: Re: Nawa boczna   Nie 7 Sie - 18:02

Dał się prowadzić siostrze, bo jemu wcale nie zależało za zobaczeniu uroczystości. Gdy zobaczył lecącą obcą sowę, od razu wiedział, że przesyłka mu się nie spodoba. I miał rację. Koperta była niekształtna, a kiedy ją rozerwał, zobaczył kwadratowe zaproszenie od obcego faceta, który prosił, aby stawił się w nieznanym miejscu, aby spotkać się z nieznanymi ludźmi. To nie brzmiało podejrzanie. To było podejrzane i wyglądało tak, jakby jakiś psychopata bił rekord nie na liczbę gości, ale na największą liczbę osób zabitą w zamachu. Nikogo nie powinno więc dziwić, że swoje zaproszenie porwał od razu i przy najbliższej okazji wyrzucił do kosza. Ale przecież Ingrid tak nie potrafiła. Uznała, że głupio byłoby odmówić pomocy, a zresztą wreszcie mogli się zabawić. Chyba prawie każda kobieta lubiła chodzić na bale. Tańczyć i stroić się. Pokazać się. Zgodził się, ale długo musiała go przekonywać. Nie postawiła mu wprawdzie ultimatum, że jeśli on nie pójdzie, to ona sama będzie się dobrze bawić, ale Yngve zdecydował się tylko po to, aby móc siostry pilnować w razie gdyby ten człowiek naprawdę był psychopatą.
Teraz wszedł za Ingrid do kościoła, ale nie głównym wejściem. Dobrze, że siostra nie chciała spoglądać na wszystko z bliska. Bezpieczniej czuł się, gdy patrzył na młodych z odległości. Mógł ocenić, czy naprawdę coś ich zaraz nie zaatakuje. Ingrid prowadziła, a on zobaczył pod ścianą starszą kobietę. Zawsze takie osoby wydawały mu się podejrzane, ale z drugiej strony mógł coś z tego mieć, że wrzuci jej trochę pieniędzy. Bo czy to nie tak było? Wszystko, co wyglądało inaczej, mogło przynieść szczęście. A za dobre uczynki dostawało się nagrody. Jednak ta kobieta uznała, że Yngve jest jakiś nawiedzony (co można by powiedzieć co najwyżej o tej babie) i brutalnie, głośno i gwałtownie odmówiła wzięcia galeonów. Yngve pomyślał sobie w duchu: To nie, głupia babo i wzruszył ramionami, a drobniaki wrzucił do kieszeni spodni.
Gdy na niego spojrzała, uśmiechnął się w odpowiedzi tak szeroko, jak jeszcze do nikogo innego. I odpowiedział dopiero, gdy się zatrzymali: Jest bardzo stary i chyba to jest najbardziej ujmujące. Kościół, chociaż na pewno wiekowy, utrzymany był w bardzo dobrym stanie (może magicznie?) i Yngve nie podejrzewał, by mógł się zawalić. W środku również okazał się odnowiony i solidny – bez żadnych połamanych czy spróchniałych desek.
Stali jednak krótko, bo dziewczyna niemal od razu znalazła dwa wolne miejsca, aby nie musieli stać. W ogóle dobrze, że usiedli, bo Ingrid zdecydowanie przesadziła. Suknia opinała ją tak bardzo, że Yngve niedaleko było do ojca, który dbał, aby faceci nie dobierali się do jego córki. Gotowy był rzucić się na każdego, który rzuci niewybredny komentarz albo położy ręce nie tam gdzie trzeba. Ale to byłoby tez wina Ingrid. Tylko jak on mógłby obwiniać Ingrid? Ojcowie nigdy nie obwiniają swoich córek.
Mogliśmy iść zwiedzić wyspę – zauważył roztropnie. On i tak nie słyszał tej ceremonii, a nie był też na tyle wysoki, by wszystko widzieć.

5
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VI
Wiek : 18
Skąd : Norwegia, Kristiansand
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 66
  Liczba postów : 50
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13238-ingrid-hanne-lsnedahl?nid=2#353770
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13240-hello
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13239-mrs-ingrid-hanne#353772
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13241-ingrid-lsnedahl#353779




Gracz






PisanieTemat: Re: Nawa boczna   Pon 8 Sie - 21:53

Och Yngve!  - szepnęła niedosłyszalnie widząc wyraźny sprzeciw staruszki, której chciał dać kilka monet. Pospiesznie wstała podchodząc do niej po całej zaistniałej sytuacji. Wyciągnęła dłoń trzymając pięć galeonów i z najbardziej przyjacielskim obliczem na jakie było ją stać skierowała ją ku staruszce. Zdziwiło ją gdy ta zaoponowała równie głośno przeraźliwie coś mamrocząc. Szybko cofnęła rękę i rozbieganym wzrokiem powiodła po obecnych w bocznej nawie. Reakcja owej babci była zdaje się mocno zauważalna, przeklęła się w duchu, że w ogóle postanowiła do niej podejść.
Wyprostowała się i z gracją ruszyła w kierunku wcześniej zajmowanego miejsca. Po drodze zauważyła @Erik Rasmussen do którego bardzo serdecznie się uśmiechnęła, ten chłopak od dawna ją intrygował. Kojarzyła go jeszcze ze Stavefjord, był bardzo utalentowany czego… chyba mu troszkę zazdrościła.  Idąc dalej natknęła się na @Ivory Wolff, wyszeptała do niej cichutkie „Cześć” po czym dołączyła do brata.
Złapawszy jego dziwne spojrzenie uniosła brwi  – Czy coś ze mną nie tak? – zapytała dyskretnie gestykulując i spuszczając wzrok na swoją sukienkę – Jestem brudna, czy co? – dodała po chwili robiąc zdziwioną minę. Okej, przyznaję, trochę udawała. Dobrze wiedziała, że jej strój był strzałem w dziesiątkę. Chyba po prostu chciała usłyszeć... że wygląda... dobrze. Rzadko kiedy miała okazję by ubrać się tak jak na dzisiejsza uroczystość, dlaczego więc nie miała z tego skorzystać? Chciała poczuć się... prawdziwą kobietą.
Tak, oczywiście Yngve, zwiedzimy… – westchnęła głęboko. Nie chciała męczyć go bezczynnym siedzeniem tutaj. Wypadało jednak zostać jeszcze przez jakiś czas. Oprawa muzyczna była piękna, w dodatku w kościele dało się słyszeć śpiew ptasich towarzyszy z zewnątrz, również bardzo ujmujący. – Zostańmy tu jeszcze przez chwilę, tak wypada.


Staruszka : 6
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : IX
Wiek : 21
Skąd : Newport, Walia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 128
  Liczba postów : 134
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13027-keith-parker#349650
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13029-keith-szukaaa-d#349655
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13028-keith#349652
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13040-keith-parker#349786




Gracz






PisanieTemat: Re: Nawa boczna   Pon 8 Sie - 22:26

Keith zanim zaszedł dziewczynę od tyłu (bez skojarzeń!) również rozejrzał się po kościele. Nie wiedział nic o randomowych gościach, bo zaproszony jako osoba towarzysząca Angeli nie pomyślałby nawet, że dziewczyna mogłaby nie znać któregoś z państwa młodych. On z resztą też ich kojarzył gdzieś z twarzy, nie na tyle jednak by zostać zaproszonym na wesele. Cóż, ewidentnie byli postaciami znanymi, bo takich tłumów na ślubie Parker za życia dotychczas chyba nie widział.
Kilkoro dzieci biegało wte i z powrotem, niektóre coś zabawnie pokrzykując, inne ze śmiechem na ustach. W pewnej chwili mała, urocza dziewczynka przewróciła się na posadzkę i zaczęła cichutko szlochać. Płacz dziecka potrafi wzbudzić najgłębsze w człowieku uczucia toteż Keith już prawie podszedł, by podnieść maleńką, ale w porę pojawili się jej rodzice. Cóż, nic dziwnego, skoro stali nieopodal. Wszystkie małe damy ubrane w falbanki i kokardki, a dziecięcy kawalerowie - w eleganckie garnitury. jeden malec miał nawet na sobie coś symulującego frak! Taka elegancja, no no.
Candy zwracała uwagę, bo jej hiszpańska uroda wg puchona była nieprzeciętna, a włosy opadające gęstymi puklami na nagie plecy rzeczywiście potrafiły sprawić męskiemu oku przyjemność. Wspaniale dobrała sukienkę, uwypuklając wszystkie swoje mocne strony (Keith nie miał pojęcia, czy posiadała jakieś złe strony, może to dlatego?).
Parker w odróżnieniu od panienki Miramon nie miał tak ponurych rozmyślań, bo i nigdy nie spotkał się z taką sytuacją, ba! nie był nawet bliski by taką zainicjować. Może to i lepiej? Trauma dziewczyny musiała być ogromna, tylko matka wie, jaki ogrom cierpienia przynosi strata dziecka, szczególnie pierwszego, wyczekiwanego.
- Przepraszam - bąknął nieco zawstydzony, bo rzeczywiście nie przemyślał swojego zachowania. Całe szczęście, że dziewczyna z gracją poradziła sobie z sytuacją, bo gdy spojrzał na jej nogi, które dzięki rozcięciu wydawały się sięgać nieba, i spostrzegł wysokie szpilki był pewien podziwu dla jej równowagi.
- Ślicznie wyglądasz w tej sukience - zreflektował się. Szczery komplement na pewno jest teraz dobrym wyborem. Chłopak nauczył się, jak powinno się je wypowiadać - nie "ładna sukienka", ale pochwalić jej posiadaczkę. To sprawia, że czuje się wyjątkowo, a i jest pochwałą osoby, a nie tylko stroju. Ładna sukienka to może być na wieszaku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Newcastle, Anglia
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 1597
Dodatkowo : Szukająca Ravenclawu
  Liczba postów : 1053
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12503-naeris-cynthia-sourwolf
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12509-zapraszam-dobre-duszyczki#337107
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12508-listy-do-cierpkiej-wilczycy
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12511-naeris-sourwolf#337284




Gracz






PisanieTemat: Re: Nawa boczna   Wto 9 Sie - 22:23

James nie zamierzał nawet wysilić się, by włączyć się do rozmowy. Trochę ją to zawiodło, bo może i wiedziała, że raczej nie przepada za nowymi znajomościami, no ale i tak liczyła, że cały ciężar wymyślania tematów do rozmowy spadnie na nią. Mówi się trudno, jakoś da sobie radę. Jak zawsze, zresztą. Westchnęła tylko cicho, bo raczej się pomyliła i Shane też nie był w jakimś wyśmienitym humorze. Zresztą ten chłopak potrafił z chwili na chwilę stracić humor. W odwrotną stronę raczej to nie działało, no chyba tylko w przypadku Naeris. Super, super, to teraz trzeba jeszcze bardziej myśleć. Nie chciała by zapadła między nimi jakaś dziwna cisza, to by tylko ją dobiło. Więc czepiała się każdego tematu, jak tonący brzytwy. Będzie w każdym razie wiedzieć, kiedy przestać, bo pleść jak głupia nastolatka nie zamierzała.
- Raczej Hiszpania, ale Kolumbia też. - zaśmiała się delikatnie z roztargnienia chłopaka. Może myślami wciąż był w tamtej dżungli? Musiała przyznać, że ona pewnie chętnie powróci do Kolumbii w przyszłości. Przypomniał jej się ogród, w którym się spotkali. Niby nie było to jakieś niezwykłe wspomnienie, ale bardzo miłe. W ogóle raczej nie miała takiego wspomnienia z tym Ślizgonem, które nie wywoływałoby na jej twarzy uśmiechu.
- To postaram się dotrzymać ci towarzystwa, przynajmniej na razie. Chyba, że masz coś przeciwko? - dalej obdarzała go tym delikatnym uśmiechem, który nie schodził z jej ust. Shane tak rzadko wydawał jej się szczęśliwy. Tak bardzo chciała to zmienić. Spojrzała tylko przelotnie do Jamesa, miała nadzieję, że nie przeszkadza mu to, że rozmawia z Shane'm. Chciałaby poświęcić obu chłopakom tyle samo uwagi, w końcu nigdy nie wybaczyłaby sobie, jakby wyszła na nieuprzejmą. Krukon wydawał się bardziej zainteresowany strukturą kościoła, który robił ogromne wrażenie na wszystkich zgromadzonych.
- No rzeczywiście, po co ja pytałam. - zaśmiała się cicho, bo wcale nie uważała, że Carswell miał aż tak podły charakter. Ale może to tylko ją tak ciężko było zniechęcić. Wyobraziła sobie grupkę dziewczyn skaczących koło chłopaka, dopóki nie otworzy swoich ust. A wtedy wszystkie zwiewają, gdzie pieprz rośnie. Bywał wredny, ale przecież nie chamski.
- To miłe, że tak mówisz. Zupełnie do ciebie niepodobne - powiedziała i normalnie szturchnęłaby go przy tym lekko w ramię, ale byli w kościele i pewnie uznano by ją za jakąś niepoważną. Powstrzymała się więc i tylko mrugnęła do niego, przy czym nigdy nie umiała mrugać tak ładnie, więc w sumie wyszło dziwacznie. Naeris spróbowała raz jeszcze, nie robiąc przy tym tak komicznej miny i może było już lepiej. Już drugi raz ktoś ją przyrównywał do takiego promyczka i nie miała nic przeciwko. W końcu nawet pasowało. - Taaak... urok... - skwitowała tylko jego słowa. Zwróciła całą swoją uwagę na młodą parę, zachwycając się w duszy pięknem białej sukni. Mimo wszystko spodziewała się, że James zaprzeczy, gdy wspomniała o tym, że ta kobieta jest idealna. Ale był na tyle roztargniony, że nie zastanawiała się nad tym. Wiedziała, że ona sama nigdy nie będzie taka piękna i prawdopodobnie tak szczęśliwa. I poczuła lekki smutek z tego powodu.
- Może osiemnaście? - wymamrotała, nie interesując się tym, czy rzeczywiście tyle, czy więcej. - Pan młody może dwadzieścia. - dodała, ale tylko dlatego, że zarost go postarzał. W tej chwili szerokie uśmiechy na ich twarzach sprawiały, że wyglądali o wiele, wiele młodziej. Boże, to prawie tak jakby Naeris miała za chwilę sama wychodzić za mąż. Dziwna myśl, która tylko ukłuła ją w serce. Nie lubiła ślubów właśnie dlatego, że uświadamiały jej, jak ubogie w miłość jest jej życie. Wsłuchiwała się w donośny głos prowadzącego ceremonię. Młodzi odpowiadali pewnie, wpatrując się w siebie z miłością. Naeris nie mogła się powstrzymać i spuściła na chwilę wzrok, udając, że poprawia swoją torebkę. Chwilę coś przy niej grzebała, mrugając szybko, by w jej oczach nie pojawiły się łzy. Nie będzie się wzruszać, nawet jeśli to wszystko było tak piękne i tak wspaniale zorganizowane, a cała uroczystość pełna magii. Po krótkiej chwili jej przeszło i po prostu znów spojrzała na przód kościoła, mając nadzieję, że ani Shane ani James tego nie zauważyli. Przez chwilę zdawało się, że świadek ma jakiś problem ze swoją bransoletą, co trochę rozbawiło dziewczynę. Przynajmniej sprawiło, że nie była aż tak spięta.
- Oby spędzili ze sobą wiele szczęśliwych lat. - szepnęła krótko, choć ona też miała dziwne wrażenie, że to się tak nie potoczy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 123
  Liczba postów : 99
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13119-shane-carswell
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13120-shane-c
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13121-listy-shane-a
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13123-shane-carswell




Gracz






PisanieTemat: Re: Nawa boczna   Sro 10 Sie - 12:24

Shane potrząsnął głową z niedowierzaniem. Kolumbia? Co on opowiada! Miał chyba wciąż przed oczami widok Naeris ciągnącej go za rękę przez Ogród Archeologiczny, namawiając go do przeżycia cudownej przygody. Cóż, faktycznie ciężko było zapomnieć o czymś tak wesołym i, w pewnym stopniu, rozczulającym.
- Nawet gdybym miał, to ciebie wcale nie tak łatwo się pozbyć, co? - uśmiechnął się wesoło. W jego głowie jednak rozgrywała się absolutna bitwa, bo przecież skąd Sourwolf wytrzasnęła taki idiotyczny pomysł? Jak miałby odmówić jej towarzystwa?
Chyba naprawdę mało o nim wiedziała, skoro zdobyła się na takie słowa.
Postanowił już nie drążyć tematu swojego uroku osobistego. Nie chciał znowu zagłębiać się w przemyślenia, czy ktoś w ogóle nadawałby się, aby iść z nim gdziekolwiek, a co dopiero na ślub obcych ludzi? Nie chodziło mu nawet o to, że on był wybredny - a był. Po prostu swój charakter uważał za przyciężki, niewygodny dla każdego. Nie chciał męczyć nikogo swoją obecnością, ani siebie czyjąś.
Może samotność była mu pisana?
- Wow. - wyrwało mu się na widok pary młodej. Biła od nich pozytywna energia, coś w ich spojrzeniach przepełnionych miłością emanowało na wszystkich tu zebranych. Wyglądali niesamowicie - panna młoda w białej, względnie prostej sukni; pan młody w klasycznym garniturze. Faktycznie, uwaga Jamesa miała sens - ciężko było odgadnąć ich wiek. Shane nie był pewny, czy zgadza się ze strzałami Naeris. Może i wyglądali młodo, ale... Mężczyzna stojący przy ołtarzu wyglądał, jakby swoje przeżył. Może to jego pewność siebie, może to jego oddanie sprawiało fakt, że Carswell nie patrzył na niego jak na kogoś świeżo po szkole. Odziana w biel dama z kolei otoczona była aurą spokoju i... Zrozumienia?
W oczach Ślizgona byli dorośli, prawdziwie dorośli. Może to ta sytuacja, w której ich widział, tak do niego przemawiała?
Kątem oka zauważył, że Naeris chyba nieco się wzruszyła - nie dziwił się, ceremonia wyglądała przepięknie. Ledwo zwrócił uwagę na rozterki świadka nad pudełkiem ze ślubną bransoletą. Na większym obrazku wszystko było idealne.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 23
Skąd : Londyn/Hogsmeade
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 5162
  Liczba postów : 4469
http://czarodzieje.my-rpg.com/t58-bell-rodwick
http://czarodzieje.my-rpg.com/t649-bellcia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t243-bell-rodwick
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7785-bell-rodwick#216614




Administrator






PisanieTemat: Re: Nawa boczna   Sob 13 Sie - 0:31

Bell nie miała w zwyczaju bywać na weselach nieznajomych, jednak zaproszenie było tak ładne i zachęcające, że stwierdziła - czemu nie? Ubrała się w białą, koronkową sukienkę, za nic mając tradycję, że to panna młoda występowała w bieli. Bell zwracała uwagę swoim nietypowym kolorem włosów, tradycyjny pomarańczowy zastąpiła teraz niemalże czerwień. Nie od dziś lubiła eksperymentować z kolorami, chociaż prędzej czy później, zawsze wracała do rudego.
Weszła do kościoła, czując się tylko odrobinę niezręcznie wśród tych wszystkich nieznajomych twarzy. Czy powinna ich znać z Hogwartu? Przecież jeszcze nie tak dawno temu się tam uczyła, ale na razie jakos nie wychodziło jej wychytywanie odpowiednich osób. Zamiast tego znalazła pocieszenie u boku starowinki. To znaczy próbowała, bo kiedy za pierwszy razem chciała jej dać pięć galeonów na jedzenie, to da z fukaniem ją odprawiła, Bell jednak była uparta i postanowiła jej pomóc i już. Zwinęła więc chustkę jakiejś damie, która ta nieopatrznie położyła na ławce, chociaż stała, założyła ją na włosy i znowu pobiła to babci. Tym razem poszło jak miało, babulka zaczęła ją wychwalać pod niebiosa. Bell trochę nie wiedziała co ta miała na myśli, ale niewątpliwie kolejne galeony warte były tego, że kobieta będzie mogła zjeść syty obiad przez najbliższe parę dni.
Czerwonowłosa zastanawiało tylko czego ona właściwie miała szukać? Nie umknęły jej słowa babci, a jak wiadomo była świetnym detektywem. Pozostawało więc tylko wyjąć swój zestaw małego detektywa... i rozpocząć poszukiwania. Ceremonia ślubna przecież i tak była nudna.

coś tam a potem 3

______________________


ocal swoje marzenia

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Barnard Castle
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 415
Dodatkowo : prefekt fabularny, legilimencja i oklumencja
  Liczba postów : 342
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12628-james-waters
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12630-james-waters#341246
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12631-elmer#341248
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12629-james-waters#341244




Gracz






PisanieTemat: Re: Nawa boczna   Sob 20 Sie - 17:47

Nie był kimś, kto wzruszał się na ślubie ludzi, których właściwie wcześniej na oczy nie widział, więc sama ceremonia, pomimo tego, że była piękna, nie wycisnęła z niego łez wzruszenia. Oglądał przyjmowanie sakramentu z uwagą, obserwując parę bardzo dokładnie. Choć siedzieli dość daleko do ołtarza i to jeszcze w bocznej nawie, dzięki swojemu wzrostowi i czujnemu oku zdołał zobaczyć co dzieje się na przedzie kościoła. Kątem oka zauważył, że Naeris chyba się wzruszyła, ale Shane, tak jak on, nieporuszony oglądał całe przedsięwzięcie. Jem spoglądał również na innych gości weselnych - jedni, dyskretnie płakali ze szczęścia, ocierając łzy chusteczką, inni głośno pociągali nosem, a jeszcze inni stali obojętnie. Przeniósł wzrok z powrotem na młodą parę. Wyglądali na bardzo szczęśliwych. James poczuł się wtedy tak dziwnie osamotniony. Właściwie, nigdy nie znajdował czasu na randki. A przynajmniej tak się z nich wymigiwał. Z jednej strony, nie widział potrzeby posiadania drugiej połówki, ale z drugiej, miał spore nadzieje, że jednak niebawem kogoś sobie znajdzie.
- Jak się czujesz? - spytał Naeris po cichu. Chwilę później dodał: - Podoba ci się tu? - nawiązał z nią krótki kontakt wzrokowy i uśmiechnął się serdecznie. Spojrzał na zegarek, który zawsze nosił na swoim nadgarstku i zobaczył, że ceremonia trwa już jakieś pół godziny. Czyli już niedaleko do imprezy weselej. Czego się po niej spodziewać? Sam właściwie nie wiedział.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 21
Skąd : Hiszpania, Walencja
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 1721
  Liczba postów : 908
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12573-candida-feliciana-miramon#339796
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12577-cukierek
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12578-lluvia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12581-candida-feliciana-miramon




Gracz






PisanieTemat: Re: Nawa boczna   Pon 22 Sie - 23:10

Jeżeli dostana się do księgi rekordów Guinnesa, to z pewnością będę postaciami rozpoznawalnymi. Co prawda nieco po fakcie, ale obecni goście jako pierwsi będą mogli pochwalić się znajomością sławnej młodej pary. Tylko Candida musi jakoś udowodnić, że faktycznie na weselu było mnóstwo ludzi. Może powinna pozbierać wpisy w księdze napisane krwią? Chociaż prawdopodobnie wystarczą tylko zdjęcia.
Keith był szczerze zawstydzony swoim, przez co Candy szybko złagodniała i nie patrzyła już na niego surowo. Przestała marszczyć czoło i ściągać brwi. Żeby nie stać tyłem do ołtarza, podeszła do Puchona z boku i teraz kątem oka mogła widzieć to, co rozgrywa się w głównej nawie. Machnęłaby ręką na przeprosiny chłopaka, ale jednak nie wypadało, dlatego tylko stała z nim ramię w ramię i udawała, że wszystko jest w porządku. Usłyszawszy komplement, uśmiechnęła się lekko, ale i tak Anglik mógł zobaczyć dołeczki w jej policzkach, na które wpłynął lekki rumieniem.
Ach… dziękuję – odparła cicho. Odwykła od miłych słów padających jej w kierunku, szczególnie od mężczyzn. Większość zbywała, w ogóle nie przyjmując do wiadomości, że została pochwalona. Teraz powinna komplement przyjąć, ale nie wiedziała, jak taktownie to zrobić. Każde słowa wydawały jej się albo świadczące o zbytniej skromności, albo wręcz przeciwnie – brzmiały prawie jak przechwałki. – Zastanawiałam się, czy nie ubrałam się zbyt… wyzywająco? – Starała się dobrać odpowiednie słowo, ale chyba jednak nie trafiła. To, którego użyła, zgrzytało jej aż za bardzo, nawet on wyczuwała, że nie powinno tu stać. – Chodzi o to, że wszyscy dookoła mają takie… takie… krótkie, rozkloszowane. Mniej… przylegające – mówiła szeptem. Skrzywiła się przy ostatnim słowie. Znowu zapomniała właściwego. Pominęła, że nie dostrzegła, aby którakolwiek z dziewczyn, aż tak chwaliła się nogami lub chodziła z odkrytymi bokami. – Miło, że tobie się podoba – dodała z cwanym uśmieszkiem. – Naprawdę miło mi, że uważasz inaczej. Starałam się! – dodała żartobliwie. Kompromitowała się, zdecydowanie się kompromitowała, ale nie potrafiła inaczej. Nawet gdyby chciała poderwać Keitha, to chłopak mógłby jedynie ją wyśmiać. Przestąpiła z nogi na nogę. Żeby denerwowała się w takiej sytuacji!
Znasz państwa młodych? – zmieniła temat.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Newcastle, Anglia
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 1597
Dodatkowo : Szukająca Ravenclawu
  Liczba postów : 1053
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12503-naeris-cynthia-sourwolf
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12509-zapraszam-dobre-duszyczki#337107
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12508-listy-do-cierpkiej-wilczycy
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12511-naeris-sourwolf#337284




Gracz






PisanieTemat: Re: Nawa boczna   Sob 8 Paź - 22:46

Naeris zaśmiała się, słysząc to pytanie Shane'a. Niektórzy doceniali w niej ten upór, z którym realizowała swoje zadania, inni uważali to za irytujące, bo zwykle chciała pomóc także tym osobom, które pomocy wcale nie chciały. Ale taka już była. Oddawała całą siebie innym. Wyprostowała się trochę w ławce i wygładziła materiał swojej szarej sukienki. Już sobie postanowiła, że to będzie najpiękniejszy wieczór w jej życiu i nic w tym nie przeszkodzi. Może nawet wypije trochę alkoholu. Brała to pod uwagę, jako że Hiszpanie chyba lubili różne trunki, a wypadałoby na takim weselu trochę bardziej się rozkręcić. Oczywiście, bez przesady!
- W twoim przypadku tak. Wcale nie byłoby łatwo. - odparła, uśmiechając się trochę tajemniczo. Mógł się zastanawiać, co właściwie miała na myśli. Trochę uczyniła go wyjątkiem, ale nie żałowała swoich słów. Bo były po prostu szczere. Nawet jakby chciał to pewnie by go "nękała" swoją osobowością, dochodząc co takiego się stało. A co do osobowości Shane'a to rzeczywiście należał do tego typu, przy którym trzeba było myśleć, co się mówi, bo mógł się łatwo zrazić. Przynajmniej tak malował się w oczach Krukonki, która mimo wszystko właśnie za to go lubiła. Za to, że jest niecodzienny i że wymaga trochę zaangażowania w znajomość, żeby była głębsza. Ale zdecydowanie nie powinien zostawać samotny. Naeris wiedziała, że gdy znajdzie odpowiednią osobę, ta pomoże mu się otworzyć i być lepszym człowiekiem. Wystarczyło tylko trochę poszukać. Ale sądziła też, że droga do jego serca jest długa i trudna. Dlatego życzyła z całego serca powodzenia owej wybrance, która się na niego zdecyduje.
Wpatrywała się w ceremonię i to, jak para młoda zakłada sobie bransolety. Widać, że mieli mnóstwo pieniędzy. Naeris poczuła się niemal zaszczycona, że mogła tu być i spoglądać na to wszystko. Dotknęła swojego naszyjnika w kształcie kropli, oglądając ślub, gdy usłyszała szept Jamesa.
- Chyba dobrze - odparła równie cicho, myśląc nad tym, że zdecydowanie lepiej niż na początku, gdy jeszcze stresowała się zupełnie nowym miejscem. Teraz przynajmniej miała towarzystwo, które znała. - No pewnie! Pięknie tu. - uśmiechnęła się lekko, zerkając na chłopaka. W sumie mogła już teraz myśleć nad tym, gdzie się udadzą później. Od razu na parkiet? Czy może coś zjedzą? Nie odczuwała głodu, ale to pewnie przez emocje. A może Jem zechce obejrzeć wyspę, której urok kusił wyjątkowo mocno? Naeris było to obojętne, bo najważniejsze, że po prostu gdzieś się wybiorą.
Ceremonia nie dłużyła się, bo pan młody najwyraźniej trochę się zniecierpliwił. Naeris zachwycona odczuwała działanie magii, która osiadała na jej jasnych, opadających na plecy włosach. Momentalnie przeszedł ją dreszcz. Wszystko jednak wróciło do normy, gdy pan młody pocałował pannę młodą. Uśmiechnęła się szeroko, bo to był jeden z piękniejszych widoków. Zaraz potem uroczystość zakończono i cała trójka podniosła się, żeby wyjść z kościoła. Dopiero teraz Naeris odczuła, jak wielu ludzi się w nim znajdowało. Chwilę trwało zanim w ogóle dotarła do wyjścia, pilnując się ramienia Jamesa. Próbowała jeszcze utrzymywać Shane'a w polu widzenia, ale nie była najwyższą osobą i niebawem już się nie orientowała, gdzie kto był. No przynajmniej Jamesa nie zgubiła. Przed kościołem zatrzymała się, żeby dać prezent nowożeńcom, którym okazał się zestaw wytrawnych win z Anglii. Wydała na nie sporo pieniędzy, ale miała nadzieję, że młoda para to doceni.
Wypchnęła się w końcu z tłumu do Jamesa, poprawiając machinalnie swoje włosy. Merlinie, tyle ludzi na małej wyspie... Żeby tylko nie zgubiła swojego partnera. Chwyciła go odruchowo za dłoń, zaciskając delikatnie palce, bo czuła się trochę niepewnie. Okej, Sourwolf, po prostu dobrze się baw. Udali się za resztą gości w stronę niewielkiego namiotu, który na pewno powiększono w środku.

zt x3
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Nawa boczna

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

 Similar topics

-
» Nawa boczna
» Boczna uliczka
» Boczna Głównej
» Boczna uliczka

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
reszta świata
 :: 
Hiszpania
 :: 
Wyspa Gaztelugatxe
 :: 
Kościół
-