IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Plac przed kościołem

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 21
Skąd : Hiszpania, Walencja
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 1721
  Liczba postów : 914
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12573-candida-feliciana-miramon#339796
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12577-cukierek
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12578-lluvia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12581-candida-feliciana-miramon




Gracz






PisanieTemat: Plac przed kościołem   Wto Lip 19 2016, 16:33


Plac przed kościołem


Właściwie należałoby powiedzieć, że ten plac znajduje się za kościołem, ponieważ główne wejście jest z drugiej strony, a tu można zobaczyć drzwi prowadzące do zakrystii. Sam teren zadziwia swoją wielkością, bo chociaż nie ma rozmiarów boiska do quiddicha (przynajmniej na razie!), goście zmieścili się bez problemu. Polana obfituje w równo skoszoną trawę, zachęcającą swą zielenią do zdjęcia obuwia i zatopienia się w niej. Wśród rosnących wokół drzew rozbrzmiewają ptasie melodie niesione przez przyjemną bryzą. Co jakiś czas z kościelnej wieży odzywa się dzwon, ogłaszający radosną nowinę o zapieczętowaniu miłości kolejnej pary szczęśliwców.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 28649
  Liczba postów : 32328
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Plac przed kościołem   Pon Lip 25 2016, 23:20

Chociaż Candida wysłała zaledwie kilkadziesiąt zaproszeń do przypadkowych ludzi (nie wiedziała nawet, do kogo połowa dotarła), w umówionym miejscu pojawiło się znacznie więcej gości weselnych. Krukonka była mile zaskoczona, ale nie chciała tego po sobie okazywać, aby nikt nie domyślił się, że to jej sprawka. Miała jedynie nadzieję, że Aaron ani Dulce nie dostali jej podrobionych zaproszeń.
Teraz goście gromadzili się na trawie, a kobiety w szpilkach podtrzymywały się partnerów, aby nie przewrócić się na nierównym gruncie. Widać, że większości spodobała się perspektywa zabawy na weselu, chociaż nie znali państwa młodych. Niektórzy trzymali całkiem pokaźnej wielkości prezenty. Zapewne uznali, że w jakiś sposób powinni podziękować za zaproszenie.
Candidzie wcześniej udało się znaleźć kilka osób, które posiadły umiejętność teleportacji łącznej i zadeklarowały pomoc w tej kwestii. Teraz wypatrzyła ich wzrokiem i kilka minut po umówionej godzinie spotkania dała znak, żeby zaczęli swoją część roboty. Sama wycofała się, aby niepostrzeżenie teleportować się jako pierwsza i udawać, że nie ma nic wspólnego z całym przedsięwzięciem. @Lope Mondragón i @Prudencía O. Velásquez na pewno się już denerwowali i czekali na sygnał, żeby tylko wejść do kościoła i złożyć przysięgę małżeńską, więc dziewczyna nie przejmowała się ewentualnym nakryciem.
Na placu nikt nie zauważył jej nieobecności w ogólnym gwarze. Dopiero kiedy jeden z dorosłych znajomych Hiszpanki odezwał się, wszyscy zamilkli. Pary nie puszczały swoich dłoni, a niedobitki, którym nie udało się znaleźć partnera, zbliżyły się do innych samotników. Na sygnał zaczęli podawać sobie ręce, tworząc pięć grup z mniej więcej taka samą liczbą osób, aby nie przeciążać żadnego z teleportujących. Postacie niemalże w tej samej chwili krzyknęły, żeby goście się przygotowali, i już zaraz wszyscy wirowali, aby po chwili wylądować na zielonym placu przed kościołem. Dorośli, którzy odpowiadali za transport, zaraz zniknęli, zostawiając zainteresowanych i lekko oszołomionych gości. Wyspa robiła wrażenie, szczególnie widoki dookoła, ale i kościół nie pozostawał w cieniu.
Przypadkowi czarodzieje nie byli już jednak sami, bo z każdej strony otaczali ich, mówiący po hiszpańsku, goście państwa młodych.

Możecie się rozejść, gdzie chcecie, aczkolwiek teraz będzie ślub w kościele, a dopiero potem wesele na wyspie.


Ostatnio zmieniony przez Mistrz Gry dnia Pon Lip 25 2016, 23:51, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 21
Skąd : Hiszpania, Walencja
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 1721
  Liczba postów : 914
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12573-candida-feliciana-miramon#339796
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12577-cukierek
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12578-lluvia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12581-candida-feliciana-miramon




Gracz






PisanieTemat: Re: Plac przed kościołem   Pon Lip 25 2016, 23:21

Właściwi goście przywitali się dużo wcześniej niż hogwarcka plaga, więc nikt nie zdziwił się, kiedy Candida pojawiła się między nimi w turkusowej, długiej sukience bez ramiączek ani wiązań na szyi. Pomarszczona góra utrzymywała się na piersiach. Kreacja od pasa w górę miała srebrny suwak, a także odsłonięte boki, jednak w takim stopniu, żeby biustonosz chował się pod materiałem. Dół był długi, aż do kostek, ale z rozcięciem na lewym udzie. Tym samym część sukienki była okrojona, aby odsłaniać całą nogę. Sukienka łączyła się ponownie na udzie. Hiszpanka założyła do tego wysokie, beżowe szpilki, a umiejętności chodzenia w takich butach pozazdrościłaby jej niejedna kobieta. Nie przesadzała jednak, żeby nie okazało się, że jest najwyższa z gości. Głupio byłoby, gdyby przerosła samego pana młodego. Aby delikatnie podkreślić swoją sukienkę, z puzderka wyjęła srebrną biżuterię – duże, widzące kolczyki i misternie zrobioną kolię z kryształem. Na lewej ręce pobrzmiewały bransolety, co prawda nie od kompletu, jednak idealnie pasowały do całości. Tam samo dwa pierścionki na palcach prawej dłoni. Makijaż, delikatny, robiła w ostatniej chwili.
Wśród rodziny i znajomych nie mogła pozostać niezauważona. Nie znała co prawda rodziny Lope, a tym bardziej Pru, ale przecież jej brat, @Valentín René Miramon, i jej siostra, @Dulce Reina Miramon, a także mnóstwo znajomych z Calpiatto nie odmówiło sobie zabawy na tym weselu. Candida uśmiechała się uprzejmie do starszych osób (może @Lope Mondragón mówił coś o kucharce?) i wymieniała uprzejmości ze starymi znajomymi, chociaż wewnętrznie chciała uciekać gdzie pieprz rośnie, najlepiej nie wychodzić w ogóle z kuchni. Poczekała jednak, aż pojawią się hogwartczycy, aby zebrać tych, którzy chcieliby jej pomóc w kuchni.
Zebrała wszystkich i poprowadziła do budynku.

Gdyby ktoś jeszcze chciał pomóc w kuchni, czy to jako kucharz, czy jako kelner, a nie zapisał się, to nic nie szkodzi! Zapraszam do odpowiedniego tematu. Wystarczy postępować według instrukcji, ew. odezwać się do mnie lub do kogoś, aby dowiedzieć się, co się dzieje.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : II
Wiek : 19
Skąd : La Coruña, Hiszpania
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 509
  Liczba postów : 154
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13113-aaron-duarte
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13128-wszyscy-ktorymi-sie-otaczam#351361
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13127-aaron-duarte#351354
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13126-kuferek-aarona#351349




Gracz






PisanieTemat: Re: Plac przed kościołem   Sro Lip 27 2016, 13:56

Miękko wylądował na tej soczyście zielonej trawie, przy której, jak mu się wydało w pierwszym momencie, musiał ktoś grzebać przy pomocy czarów. Nie miał pojęcia, czy to przesadna zieleń, czy może raczej sam fakt teleportacji, której tak nie znosił, przyprawił go o mdłości. Oczywiście istniał tysiąc innych, bardziej sensownych wytłumaczeń dla tego nagłego spadku samopoczucia, jednak on nie dopuszczał ich do siebie. Łyknął miętowego dropsa, którego wydobył z kieszeni wyjściowych spodni, głęboko zaciągnął się powietrzem i przejechał dłonią po włosach, odgarniając je z czoła. 
Tuż obok niego pojawił się Lope. Sprawca całego zamieszania. Dziedzic Mondragónów. Pan Młody. Ktoś, z kim Aaron od zawsze potrafił znaleźć wspólny język. Z kim rozumiał się bez słów. Przyjaciel z dzieciństwa, wspólny towarzysz pierwszych głupstw i nielegalnych doświadczeń. Oto stali koło siebie, jakby nic innego się nie liczyło. Jeszcze przez moment obaj będą tymi, jakimi pamiętali się z pierwszych wspólnych lat w Calpiatto.
Podszedł do niego, przyglądając mu się przez krótką chwilę. Co prawda mógł wyglądać lepiej, niż prezentował się w tamtej chwili, jednak tego dnia miał w sobie coś szczególnego. Biło od niego szczęście. Radość zmieszana z nutką zdenerwowania. Ten stary cwaniak był przejęty! Chociaż Duarte potrafił to zrozumieć, nie krył rozbawienia tą sytuacją. Na jego nieco zmęczoną twarz wdarł się szczery, szeroki uśmiech. Poprawił garnitur przyjaciela, schował niesforny włos w gąszczu innych, starannie postawionych włosów. 
- No dalej, panie Mondragón. Nie pozwólmy pannie Velásquez dłużej na ciebie czekać!
Na koniec klepnął go mocno w ramię i pchnął do przodu, prowadząc w stronę bocznego wejścia do kościoła.

z/t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 21
Skąd : Hiszpania, Galicja, Lugo
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 793
Dodatkowo : Kapitan Drużyny Ślizgonów
  Liczba postów : 277
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12840-lope-feliciano-mondragon#345714
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12874-ten-od-wesela#346531
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12864-buho#346290
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12875-lope-mondragon#346540




Gracz






PisanieTemat: Re: Plac przed kościołem   Sro Lip 27 2016, 15:21

Cholera.
Naprawdę przesadzili. Nie, żeby Lope kiedykolwiek żałował czegoś, co zrobił. Takich rzeczy było naprawdę niewiele i nigdy się do nich nikomu nie przyznawał. Z ledwością akceptował je przed samym sobą. W końcu uważał się za nieomylnego i fakt, że coś spieprzył, trochę podłamywał jego przerośnięte ego. Nie miał nawet sił, by zrzucać winę na swoich przyjaciół, choć przecież posiadał to coś zwanego własnym rozsądkiem i mógł zdecydować się go użyć. To oni sprawili, że zapomniał o całym świecie poprzedniego dnia. Lope nawet nie wiedział, czy wieczór kawalerski się udał, bo prawie nic nie pamiętał. Może to właśnie znaczyło, że się udał? Liczył jednak na to, że zachowa jakieś wspomnienia. W jego pamięci migały tylko jakieś mgliste przebłyski, które nie składały się w pełną całość. Obudził się w dziwnym miejscu, nagi i zorientował się, że MA PRZECIEŻ SIĘ ŻENIĆ. Zbudził więc Aarona, drąc się na niego w takich słowach, że lepiej ich tu nie przytaczać. Nigdy nie ubierał się tak szybko. Właściwie gdyby nie magia, nie miałby szans na wyrobienie się. Musiał jeszcze poprawić swoją fryzurę, która i tak zburzyła się zupełnie podczas drogi, a także wyperfumować. Czuł, że głowa mu wręcz pęka, a najbardziej chciałby położyć się, choćby na podłodze i zasnąć. Naprawdę musieli zorganizować kawalerski dzień przed ślubem? Sam siebie nazwał kretynem w myślach.
W końcu wylądowali przed kościołem, a Lope mógł odetchnąć świeżym zapachem morza, otaczającego wyspę. Wolał przylecieć tu na miotle, bo wprost nie znosił teleportacji, ale na to zabrakło im czasu. Zdał sobie sprawę z tego, że potrzebował go nie tylko po to, żeby zdążyć na ślub, ale i dlatego, że nie potrafił przyzwyczaić się do myśli, że już za chwilę Prudencía zostanie jego jedną jedyną na całe życie. To zamieszanie, cały kościół, wyspa, goście na placu, którzy nie zmieścili się w nawach... To wydawało mu się dziwnie odległe i nierealne. Mimo wszystko czuł, że rozpiera go to najprostsze, ale i najpiękniejsze z możliwych uczuć - szczęście. Liczyło się też to, że miał przy sobie Aarona. Choć nigdy nie narzekał na swoją pewność siebie, teraz musiał przyznać, że się denerwował. Obecność najlepszego przyjaciela była mu bardzo potrzebna, choć gdyby nawet chciał, to nie umiałby mu tego powiedzieć. Dobrze, że Duarte rozumiał.
- Pannie Velásquez, która już wkrótce stanie się panią Mondragón. - Prudencía Mondragón... Od dawna delektował się brzmieniem tych słów, które do tej pory pozostawały jedynie nieśmiałą fantazją, a teraz miały stać się prawdziwe. Także klepnął Aarona w ramię i wziął głęboki oddech. Na twarz przywdział maskę, kryjącą wszystkie kołatające się w nim emocje. Teraz wyglądał porządnie, jak przystało na dziedzica rodu smoków. I mógł wreszcie wkroczyć do kościoła.

zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 28
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 278
Dodatkowo : animagia (jaguar)
  Liczba postów : 107
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12496-iridion-coma#336839
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12499-we-don-t-have-to-make-friends#336859
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12500-puszczyk-mszarny-iridiona#336861
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12507-iridion-coma#337073




Gracz






PisanieTemat: Re: Plac przed kościołem   Czw Sie 18 2016, 18:46

//Jakiś czas po festiwalu i grze z Alexem w ich domu. A tak sobie wyglądam. Stoję jako ostatni z lewej strony w czarnym garniturze.

Iridion akurat tego dnia chodził cały spięty. Owszem lubił występować jednak nie wiedział czy taka forma koncertu komukolwiek się spodoba. Po raz chyba setny sprawdzał czy gitary są na swoich miejscach, czy jego garnitur jest na swoim miejscu i najważniejsze czy zaproszenie jest tam gdzie powinno. Corvo, który widział swojego pana patrzył na niego chcąc go jakoś uspokoić. Wreszcie Iri usiadł na jednym ze swoich ulubionych foteli, wziął gitarę i zaczął coś sobie tam grać. Tylko to było w stanie go uspokoić. Trzymając w rękach akustyka powoli zdenerwowanie zaczęło odchodzić w zapomnienie. Owszem cały czas kontrolował czas, który pozostał mu do wyjścia. W końcu spóźnienie się na ich występ nie wchodziło w grę. Słyszał jak po ich domu krząta Alex ale jakoś Coma nie chciał wychodzić na razie ze swojego pokoju. Był zbyt podenerwowany i zbyt zestresowany by wystawić swoją przystojną facjatę za drzwi. W końcu nie wiedzieć nawet kiedy zasnął trzymając swój ukochany instrument. Nie wiedział ile czasu spał jednak gdy się obudził od razu ubrał się i postanowił wyjść na spacer. Brązowooki ubrał się i wyszedł z domu mówiąc przedtem Alexowi, że wychodzi pobiegać oraz, że za jakieś pół godziny będzie. Rzeczywiście Iri włóczył się po parku około trzydziestu minut i kiedy wrócił do domu złapał się za głowę i szybko pobiegł do swojego pokoju. Zaczął od poszukiwania czystego ręcznika, poszedł pod prysznic i gdy wrócił już odświeżony zaczął się ubierać. Tylko Alex wiedział jak bardzo Coma nie lubił garniturów jednak na ślub nie wypadało iść ubranym inaczej. Wreszcie gdy już wskoczył w przygotowane wcześniej ciuchy dołożył do nich czarne, skórzane rękawiczki bez palców, a na nogi założył ukochane kowbojki, które to buty basista uważał za bardzo wygodne. I gdy po raz kolejny obejrzał się w lustrze wziął przygotowany wcześniej pokrowiec ze swoim basem, do którego wrzucił również zaproszenie i zszedł na dół. Wiedział, że ma jeszcze trochę czasu jednak musiał jeszcze poczekać na tego, który był dla niego wszystkim. Nie chciał bowiem pojawiać się na tej wyspie sam, bez Alexa. Ok, wiedział, że większość osób pewnie będzie w kościele jednak Iri i tak czułby się tam bardzo osamotniony. Gdy wreszcie byli razem Iridion podszedł do swojego przyjaciela i szepnął mu do ucha.
- Cudownie wyglądasz. Mam nadzieję, że uda mi się utrzymać moje pożądanie i nie rzucę się na ciebie w trakcie wesela. Nie chciałbym wywołać tak jakiegoś skandalu. – powiedział i lekko cmoknął go w policzek. Wiedział, że może to było zbytnio prowokujące jednak nie mógł się powstrzymać widząc swojego ukochanego w tym szykownym gajerku. W sumie to nawet uważał, że Alex wygląda lepiej od niego ale przecież to na nim powinno się skupić większość spojrzeń, a nie na nim. Przecież on był tylko basistą, a ubierając się w te ciuszki jedno spojrzenie brązowych oczu Blackwood miał zapewnione. Teraz wystarczyło się tylko teleportować jednak Coma zastanawiał się jak powinien to zrobić. Owszem chciał się przenieść razem ze swoim ukochanym ale nie wiedział czy mu się to uda. Wreszcie po wstępnym uspokojeniu się szepnął po raz drugi do Alexa.
- Do zobaczenia przed kościołem na wyspie Gaztelugatxe. – i gdy skończył wypowiadać te słowa szybko teleportował się z domu na miejsce. Po udanej podróży sprawdził czy żaden z jego sprzętów nie odniósł jakichś uszkodzeń i po stwierdzeniu, że ze wzmacniaczem i gitarą wszystko jest w porządku czekał na swojego przyjaciela cały czas rozglądając się w poszukiwaniu odpowiedniego miejsca na rozstawienie się ze sprzętem i zrobienie państwu młodym niespodzianki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 26
Skąd : z twoich koszmarów..
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 455
  Liczba postów : 149
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12494-alexis-blackwood#336783
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12497-it-s-so-nice-to-meet-you-let-s-never-meet-again#336847
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12498-daredevil#336858
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12501-alexis-blackwood#336887




Gracz






PisanieTemat: Re: Plac przed kościołem   Pią Sie 19 2016, 19:42

/ To jeszcze przed grą z Casper'em Laughing
Alex to ten w niebieskim garniaku <3

Odkąd tylko Fallen Angels dostało zaproszenie na wesele, Alexis był nieźle zdziwiony, bo jednak ani nie zna pary młodej, ani nic.. Ale z drugiej strony oni zaś są na tyle sławni, by mogli być wzięci pod uwagę jako zespół, który mógłby wystąpić na różnych uroczystościach i innych takich wydarzeniach. Niemniej wciąż szok pozostawał, bo co jak co, ale grają oni dość specyficzną muzykę, która nie każdemu wpadnie do gustu. Aczkolwiek skoro ktoś postanowił ich ściągnąć, musiało to coś oznaczać, także Blackwood nie widział przeciwwskazań, by się tam udać. I nieważne już, że polecą tam tak naprawdę na spontana, grunt, by zrobić dobre wejście i żeby występ spodobał się ludziom - to było najważniejsze. Alex kochał śpiewać i prezentować się z jak najlepszej strony, zwłaszcza, że tutaj raczej będą sami czarodzieje, więc przynajmniej nie będą musieli się wkurwiać obecnością mugolaków. A nawet, jeśli jacyś się znajdą, to pewnie będzie jeden na krzyż, także same plusy. No, z takiego założenia wychodził właśnie wokalista FA. Tak czy inaczej chłopak zabrał się do przygotowań i zakupił odpowiednie ciuszki.
I kiedy nadszedł ten konkretny dzień, wstał jak na niego całkiem wcześnie, coby odpowiednio się przygotować i zadbać o każdy najdrobniejszy szczegół. W końcu pragnął dobrze się prezentować, nie? Nie tylko dlatego, że tak wypada, ale jednocześnie dla ukochanego.. I tak trochę krzątał się po domu wte i wewte, nawet chciał wbić do Iridiona kilka razy, lecz gdy tylko zerknął przez szparkę od drzwi i zobaczył, że mu się aż na siedząco przysnęło, odpuścił, bo może jednak wolał pobyć sam..? Szczerze to miał przeogromną ochotę wejść i go pocieszyć, cisnęło go niesamowicie, ale bał się, że tylko pogorszyłby tym jego stan, zatem całkowicie zajął się samym sobą. Alexis ogarnął się, włożył na siebie taki superaśny niebieski garniak i zobaczywszy się w lustrze stwierdził, że wygląda bosko i nic więcej poprawiać nie musi. Popsikał się na koniec jakimiś ładnie pachnącymi perfumami i tym samym był gotowy do wyjścia. Wtem usłyszał od Comy, że ten gdzieś na chwilę wychodzi, co tylko potwierdziło go w tym, że raczej wolał samotność, także nie zaprzeczał. Zrobił to tak szybko, że nie zdążył nawet mu się pokazać, no ale cóż.. Zdąży go jeszcze popodziwiać i tyle. Trochę czasu wciąż pozostało, zatem pobawił się ze swoim kotkiem i takie tam. I tak, doskonale wiedział, jak Iri nienawidzi garniaków, ale uważał, że jak już przebrał się w coś elegantszego, widok ten rozwalał na łopaty, a on cieszył oczy jak głupi i nie potrafił wówczas oderwać od niego wzroku..
W momencie, w którym jego druga połówka wparowała do chaty niczym tornado, omal nie zjebał się z kanapy, na której akurat siedział. Już miał skomentować to w jakiś sposób, lecz ostatecznie żadne słowo nie wyszło z jego ust. Dopiero, gdy dotarło do niego, iż powinni już się zbierać, zlazł na dół i tam wreszcie trafił na ukochanego. Był cholernie rozkojarzony, dlatego wciąż trwał w milczeniu, dopiero jak basista wyszeptał mu te urocze słowa do ucha, wrócił jakby na ziemię.
- Ty również. Przyznam, że też mogę mieć z tym problemy, bo najchętniej to bym ciebie teraz schrupał.. no, ale wiadomo, nie powinniśmy, i jakoś będziemy musieli wytrzymać skarbie.. - odpowiedział mu dość powoli, ale za to szczerze oczywiście! Uśmiechnął się słodko, czując na swoim policzku wilgotne wargi miłości swojego życia. On nie uważał, by takie drobne gesty miały być prowokujące w jakikolwiek sposób, zatem sam pocałował go delikatnie w drugi policzek, bo i on nie potrafił się powstrzymać.. musiał to zrobić i tyle! Co do kwestii ich wyglądu.. obaj prezentowali się zabójczo i dla Blackwooda byli na równi czarujący. Szczerze to miał gdzieś spojrzenia innych, choć znając życie pewno jak już zaczną grać, to każdy się będzie na niego gapił, śliniąc się na jego widok.. ale zapewne nie zwróci na to najmniejszej uwagi, grunt by Iridion "pożerał" go wzrokiem i to się dla niego głównie liczyło.
Gdyby tylko nauczył się teleportacji łącznej.. przeniósłby ich bez problemu do celu, a tak muszą teleportować się oddzielnie.. Na kolejne słowa swojej bratniej duszy nic nie odpowiedział, jedynie przytaknął głową, że jego wypowiedź dotarła do niego. Wtem sam zniknął z domu, pojawiając się chwilę później w odpowiednim miejscu. Natychmiast podszedł do swego partnera z szerokim uśmiechem na ustach. - Jestem kochanie. To.. co teraz robimy? Przyda się to jakoś ogarnąć, by nasza niespodzianka była czymś, co zwali ludzi z nóg.. - wyparował wesoło i na totalnym luzie, bo on to wyjątkowo nie był dzisiaj spięty. Obecność Comy tylko dodawała mu więcej sił i chęci to wszystkiego i tego nie ukrywał. Cóż, nie pozostawało im nic innego, jak zabrać się do roboty i oczekiwać wyjścia pary młodej z kościoła i reszty gości, by móc im zafundować jak najlepsze emocje i wrażenia.


Ostatnio zmieniony przez Alexis Blackwood dnia Czw Lis 10 2016, 02:42, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 28
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 278
Dodatkowo : animagia (jaguar)
  Liczba postów : 107
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12496-iridion-coma#336839
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12499-we-don-t-have-to-make-friends#336859
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12500-puszczyk-mszarny-iridiona#336861
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12507-iridion-coma#337073




Gracz






PisanieTemat: Re: Plac przed kościołem   Czw Sie 25 2016, 11:43

Iridion również zachodził w głowę jak to się stało, że zostali zaproszeni na ślub i wesele. Ok, byli znani jednak takie wytłumaczenie tej sprawy jakoś do końca do Comy nie przemawiało. Owszem na początku poczuł się wyróżniony jednak gdy dotarło do niego, że będą musieli grać na weselu dość poważnie się spiął i choć lubił występować to problemem było to, że muzyka jaką tworzyli razem z Alexisem nie wszystkim mogła przypaść do gustu, a granie do kotleta jakoś Iriemu się nie uśmiechało. Jednak skoro już się zgodzili to trzeba było pokazać pełen profesjonalizm i dać taki występ jakiego goście weselni jak i para młoda nie zapomną do końca życia. Dużym plusem było również to, że miało być to wesele dwójki czarodziei, więc obecność mugoli czy też mugolaków powinna być znikoma, a nawet jak takowi się znajdą Iridion nie zamierzał zaprzątać sobie nimi głowy. W końcu gdy był na scenie i grał prawie natychmiast przenosił się do świata dźwięków, w którym nie było nikogo poza nim, Alexem i pozostałymi kumplami z zespołu. Jednak zanim do tego dojdzie przed Iridionem stała jeszcze kwestia poradzenia sobie ze swoim spięciem i tremą, której tak dawno już nie odczuwał.
Może i w tym wyjątkowym dla państwa młodych dniu Iri sam zachowywał się jakby miał wziąć ślub i niestety widać było w jego ruchach i gestach podenerwowanie to wiedział, że jego ukochany go zrozumie. W końcu znali się jak łyse konie i jeden o drugim wiedział o wiele więcej niż ludzie, którzy słuchali ich zespołu. Owszem Iridion od czasu do czasu potrzebował samotności i pobytu z samym sobą jednak gdyby jego ukochany wpadł do niego do pokoju też by się nie obraził, a tak przespał pół dnia, później poszedł pobiegać i tak mu zeszło aż do momentu, w którym musiał podkręcić tempo by się nie spóźnić gdyż tego bardzo, ale to bardzo nie lubił.
Jednak gdy stał jeszcze w ich domu czekał na drugą połówkę cały czas zastanawiał się jak to się stało, że zostali zaproszeni. Dopiero gdy zobaczył Alexisa w tym swoim niebieskim garniaku wszystkie myśli i cała trema uleciała gdzieś w dal, a Coma całą swoją uwagę poświęcił właśnie Blackwoodowi.
- Kochany przecież wiesz, że na koncertach jakoś dajemy sobie radę. W końcu tyle razy byliśmy tak blisko siebie na scenie i nic się nie działo, także spokojnie na pewno nam się uda, poza tym musimy się w tym ćwiczyć skarbie, bo wiesz jak przyjdzie nam wyjechać w trasę, będziemy jakoś musieli panować nad naszymi żądzami. - powiedział spokojnie i lekko się uśmiechnął. Owszem delikatne gesty, które do tej pory stosowali będąc na scenie nie powinny nikogo gorszyć jednak większość ich fanów mogła uważać, że jest to część show, jakie razem robią. I fakt jeśli chodzi o wygląd to oboje prezentowali się wręcz zabójczo no i Iri rzeczywiście wręcz pożerał wzrokiem Alexa lecz kto by tego nie robił mając przed oczami takie ciacho i to jeszcze w garniturze. Coma też miał w planach nauczenie się teleportacji łącznej jednak na razie jakoś mu było nie po drodze do siedziby Ministerstwa. No ale tą krótką chwilę, w której musieli być rozdzieleni przecież jakoś zniosą.
Gdy Coma wreszcie wylądował na miejscu zaczął się bacznie rozglądać. Niestety nie miał pojęcia gdzie się mogą rozstawić by być i niezauważeni i zrobić wielkie wejście, a pomysły jakie mu przychodziły do głowy były coraz to głupsze. Dopiero głos ukochanego wyrwał go z zamyślenia.
- Cieszę się skarbie. Nie wiem co teraz powinniśmy zrobić. Może rozstawmy sprzęt, a potem poszukajmy dobrego miejsca na to by znaleźć jakieś kryjówki by zaskoczyć wszystkich naszym pojawieniem się tutaj. Lecz ja mam niestety same głupie pomysły mój skarbie. - powiedział lekko spuszczając głowę, bo wejście na dach kościoła i zeskoczenie z niego w momencie gdy wszyscy goście wyjdą wydawało mu się naprawdę głupim i niebezpiecznym pomysłem, choć wówczas na pewno zrobiliby niezłe wejście, lecz również mogliby urazić uczucia religijne niektórych osób. Także Iri był wyprany z pomysłów, niestety.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 26
Skąd : z twoich koszmarów..
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 455
  Liczba postów : 149
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12494-alexis-blackwood#336783
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12497-it-s-so-nice-to-meet-you-let-s-never-meet-again#336847
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12498-daredevil#336858
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12501-alexis-blackwood#336887




Gracz






PisanieTemat: Re: Plac przed kościołem   Pią Sie 26 2016, 17:15

Ano, bo było to dosyć szokujące i zastanawiające. W życiu nie wpadłby na to, że ktokolwiek zaprosi Fallen Angels na wesele, żeby im odwalić jakiś występ. Najwyżej będą grać te spokojniejsze utwory, bo na pewno nie te, w których Alex growluje, bo jednak to już są raczej zbyt mocne brzmienia na tego rodzaju uroczystość. Aczkolwiek nie będą też tak strasznie się ograniczać, nie przesadzajmy też w drugą stronę. Jakoś to wszystko ładnie ogarną i dopasują, bo co to dla nich? Dokładnie, były spore szanse na to, iż nie trafią tam na żadnych mugolaków, a nawet jeśli, Blackwood także nie zamierzał się ich obecnością przejmować, skupi się zwyczajnie tak jak zawsze na grze, i na ukochanym o. W razie co wokalista pomoże Comie się rozluźnić, już on dokona wszelkich starań, by mężczyzna pozbył się tremy i stresu.. same jego towarzystwo powinno jakoś na niego wpłynąć. Przynajmniej taką miał nadzieję. Tak czy inaczej wesprze go całkowicie, to nie podlega jakimkolwiek wątpliwościom.
Pewnie, że mógł wbić do pokoju swojej bratniej duszy, ale widząc go takim jakoś nie miał serca tego robić i dlatego wolał zostawić go przez chwilę samego. Acz gdyby tylko wiedział, że mógł bez wahania wbijać, zrobiłby to, ale mówi się już trudno. Najwyżej sobie nadrobią stracony czas, kiedy cała impreza dobiegnie końca, czy coś.. no nie ma bata, jakoś będą musieli odreagować i wyrzucić z siebie emocje, które się w nich w międzyczasie skotłują, prawda?
- Ale na koncertach nie latamy w gajerkach.. a muszę przyznać, że dzisiaj mogę być bardziej rozkojarzony.. nogi się pode mną uginają, kiedy na ciebie patrzę.. Dlatego właśnie będzie to utrudnione, ale jakoś dam radę.. W razie co weź mnie jebnij, dobrze skarbie? - tu chciał zabrzmieć nieco bardziej żartobliwie, jednak nie miał bladego pojęcia, czy mu to wyszło. Nawet się cicho zaśmiał pod nosem. Lecz nie ukrywał, że widząc go tak odstawionego, jarał go jeszcze bardziej, w związku z czym i on pochłaniał go od góry do dołu spojrzeniem. Całe szczęście, że teleportacja nie trwa długo.. bo tak to tylko kilka sekund się nie widzieli i niedługo potem znów znajdywali się w pobliżu siebie.
- Tak kochanie, pierw zajmijmy się sprzętem, bo to chyba najważniejsze.. Hmm ja mam pewną wizję, niemniej nie jestem pewien, czy to też nie jest coś durnego.. - zaczął, ale nie skończył swej wypowiedzi, gdyż musiał sobie wszystko uporządkować w tej główce, coby móc zrobić naprawdę wielkie wejście, bo na tym mu bardzo zależało. Przytknął sobie aż dłoń do brody, a z jego twarzy można było wyczytać głębokie zamyślenie. - Pomyślałem sobie, że może nasza jakby scena będzie oddalona lekko od kościoła, stała po środku i możemy się schować w niej za niewidzialną zasłoną.. no wiesz, użyć jakieś czary. I gdy wszyscy wyjdą, zdjąć zaklęcie.. i bach, wystrzelić fajerwerki, zaserwować krótki wstęp, potem się przedstawić i przejść do pierwszej piosenki..? - wyskoczył z taką propozycją, lecz nie był pewien, czy takie coś da radę, ale początkowo wolał to wszystko omówić z ukochanym, a może on również coś dopowie, dopracują to już całkowicie i będą mieć plan wręcz idealny? Skakanie z dachu byłoby genialne, Alexis z pewnością by się na takie cos pisał, ale no właśnie, nie wiadomo, czy takie wejście w ogóle by przeszło i było akceptowalne.. Niemniej to co jemu łaziło po głowie może wcale takie głupie nie jest i jeśli przypadnie jego pomysł Iridionowi do gustu, problem zostanie zażegnany, a oni będą mogli w końcu zabrać się do prawidłowej roboty i na koniec odwalić super niespodziankę parze młodej. Póki nikogo oprócz nich nie było, podszedł niebezpiecznie blisko do Comy, rozejrzał ostrożnie dookoła, by upewnić się, że aby na pewno nikt nie patrzy, chwycił obiema dłońmi za policzki basisty i wpił się w jego usta z ogromną zachłannością, troszkę bawiąc się jego językiem. Jednak nie całował go długo, bo wolał nie kusić losu i po chwili oderwał się od niego, lecz dalej stał w tej samej odległości, posyłając mu szeroki, uroczy uśmiech. Jedną rękę przerzucił mu przez szyję, jakby się na nim zawieszając na sekundkę, a drugą objął go w pasie. - Wybacz, po prostu musiałem.. jesteś tak cholernie kuszący, że nie potrafiłbym się powstrzymać. - wyszeptał mu owe słowa prosto do ucha, nieznacznie zahaczając ząbkami o jego płatek. Nie uważał, by zrobił coś nieodpowiedniego, zwłaszcza, że nie uczynił tego na chama i przed wszystkimi. Ot, to był tylko taki mały gest, by chociaż przez chwilkę poczuć bliskość swojego faceta, bo zdawał sobie sprawę, iż lada moment nie będzie już mógł sobie pozwalać na takie odważniejsze ruchy. Patrzył mu przez ten czas prosto i głęboko w te jego cudowne, brązowe tęczówki, oczekując na jego reakcję.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 28
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 278
Dodatkowo : animagia (jaguar)
  Liczba postów : 107
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12496-iridion-coma#336839
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12499-we-don-t-have-to-make-friends#336859
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12500-puszczyk-mszarny-iridiona#336861
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12507-iridion-coma#337073




Gracz






PisanieTemat: Re: Plac przed kościołem   Pon Paź 10 2016, 01:47

Iridion też się nie spodziewał, że ktoś będzie na tyle szalony, że zaprosi ich na wesele. Owszem z jednej strony cieszył się, że coś będzie mógł zagrać i bez żadnych przeszkód poganiać po scenie czasem lekko ocierając się o swojego ukochanego, z drugiej jednak bardzo się bał, że nie dadzą rady zadowolić państwa młodych. Jednak jak by nie było, niektóre ich piosenki nie nadawały się do tego by grać je na uroczystościach typu wesela. No ale jeśli ktoś chciał uraczyć gości rockiem Iri nie zamierzał protestować. Owszem jak zawsze przed występem był zarówno nadmiernie pobudzony ale tym razem i miał bardzo dużą tremę. Nie dlatego, że miał występować i pokazać się ludziom, takie zachowania już dawno odeszły w zapomnienie i teraz wiedział, że scena to jego żywioł jednak tym razem mieli zagrać na dość szczególnej uroczystości, a jednocześnie bardzo ważnym dniu dwójki nieznanych im ludzi, więc jeśli coś spieprzą to złe wspomnienia będą również ich udziałem, a tego Coma chciał uniknąć. Dlatego był struty i chciał być sam lub też wyrzucić z siebie swoje złe emocje i odgonić od siebie niedobre myśli.
Żałował, że jego druga połówka chodziła jak trusia po mieszkaniu, by go nie rozdrażnić. Ok, czasem potrzebował pobyć sam ale wówczas zawsze mówił więc nie wiedział czemu akurat w tym dniu Alex po prostu nie domyślił się czego brązowooki tak naprawdę chciał. No ale to było i nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem. Teraz Coma musiał się przestawić z trybu kłębek nerwów na tryb zwierzaka scenicznego, a widać było, że mu to nie szło.
- Kochany wiem, że na koncertach nie biegamy po scenie w garniakach, ale wiesz tutaj musimy się jakoś zachowywać i to zgodnie z kanonem, a tego najbardziej na świecie nie lubię. Poza tym cię rozumiem. Pode mną również nogi się uginają i gdyby to ode mnie zależało dałbym im się zgiąć do końca i paść tu gdzie stoję. Ale niestety nie możemy. I raczej to ty powinieneś mnie jebnąć, a nie na odwrót. – powiedział i lekko się uśmiechnął choć ten uśmiech wydawał się trochę zbyt płytki, po czym można było zobaczyć jak mocno Iridion jest spięty i jak mocno przeżywa to, by wszystko się udało. Poza tym na tyle rzeczy nie mieli wpływu, że wszystko, a w każdej chwili wiele rzeczy mogło się posypać. Po czym oczyścił umysł, zamknął oczy i w mgnieniu oka znalazł się na tej polanie przed kościołem. Ocknął się dopiero po słowach swojego ukochanego i to właśnie jemu posłał swój popisowy wyszczerz mówiący wiele o emocjach i stresie jaki go w tym momencie go zjadał.
- Dobrze kochany. A jak będziemy to robić to z chęcią posłucham twojego pomysłu, bo sam mam pustkę w głowie. – powiedział i poszedł do miejsca, które według niego najlepiej wydawało się na rozstawienie nie tylko prowizorycznej sceny jak i wszystkich potrzebnych sprzętów razem ze wzmacniaczami, które zostały przerobione tak, by działały bez udziału prądu. To zajęcie tak pochłonęło Iriego, że o mało przegapił by słowa Alexa. Tak, często właśnie w ten sposób się działo, że gdy Coma coś robił, zapominał o całym świecie.
- Mam nadzieję, że o to ci chodziło. Poza tym dla mnie to idealna miejscówka na scenę. Będzie odpowiedni pogłos i odpowiednia słyszalność. A co do pomysłu to w sumie całkiem ciekawie to brzmi, o ile znasz takie zaklęcie, które zasłoni całą scenę i nas czyniąc niewidzialnymi, a przynajmniej do momentu gdy ludzie zaczną wychodzić... – nie dokończył gdyż usłyszał jakieś poruszenie. No i teraz musiał wybierać, czy kombinować czy po prostu dać czadu gdy tylko pojawią się pierwsi weselnicy. Spojrzał spanikowany na Alexa jakby go pytał i co teraz. Lecz zanim zaczął wpadać w panikę poczuł uspokajający dotyk rąk swojego ukochanego, a pocałunek sprawił, że Coma zaczynał zapominać o stresie. Owszem oddał mu pocałunek z równą namiętnością. Po czym lekko drżącymi dłońmi przewiesił sobie gitarę przez plecy i czekał jednak po chwili podbiegł do ukochanego, szybko cmoknął go w policzek i się uśmiechnął.
- Dziekuje kochanie. - powiedział i spojrzał na drzwi kościoła. - Albo wiesz co. Dajmy czadu od razu jak drzwi się otworzą. Może nie będzie z tego niespodzianki ale wówczas na pewno będziemy mieli niezłe wejście. – stwierdził i spojrzał na Blackwooda. Owszem miał nadzieję, że wszystko będzie dobrze. Przestroił jeszcze szybko swój bas i już był gotowy. Czekał tylko na znak od ukochanego i mógł zaczynać grę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 26
Skąd : z twoich koszmarów..
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 455
  Liczba postów : 149
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12494-alexis-blackwood#336783
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12497-it-s-so-nice-to-meet-you-let-s-never-meet-again#336847
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12498-daredevil#336858
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12501-alexis-blackwood#336887




Gracz






PisanieTemat: Re: Plac przed kościołem   Czw Lis 10 2016, 02:26

Szalony to odrobinę przesadzone słowo.. prędzej szokujący i zaskakujący, że ów ktoś wyskoczył z taką propozycją. Do tego zaprosili ich zupełnie nieznani przez nich ludzie.. Także z jednej strony było to bardzo miłe, ale z drugiej.. bądź co bądź stresujące i zdecydowanie dostali tym samym cięższy orzech do zgryzienia. Na swoich koncertach mogą szaleć i grać co tylko zechcą, a tutaj.. mają jednak odrobinę narzucone wszystko. Niemniej jeśli wybiorą najlepiej pasujące utwory, pójdzie im z górki i będzie dobrze. Alexis miał już w głowie kilka konkretnych piosenek ze swojego repertuaru, które według niego będą mogli spokojnie i bezproblemowo zagrać. Aczkolwiek nim podejmie ostateczną decyzję, pierw podzieli się swymi pomysłami z ukochanym, gdyż jego zdanie jest dla niego niezwykle ważne. Rzuciło mu się również w oczy, iż Iri był taki jakiś podenerwowany, ale tym razem nie bardzo wiedział, jak mu pomóc. Jedyne co mógł zrobić, to okazywać mu pełne wsparcie. Dobra, on też odczuwał lekkie obawy, ale wierzył, że sobie poradzą. Zresztą.. cóż to dla nich? Tak czy inaczej Blackwood starał się być pozytywnej myśli i tylko takiej się trzymał. Sam w sumie nie miał pojęcia, czemu podczas przygotowań do wesela najzwyczajniej nie zajrzał do Comy, by dotrzymać mu towarzystwa.. niby nie chciał mu się narzucać, gdyż nie był pewien, czy swoją obecnością by go mocniej nie rozdrażnił. Nie, to chyba jednak nie to.. ot, miał po prostu zbyt duży mętlik w głowie, i choć tego po sobie nie pokazywał, możliwe, iż sam potrzebował chwili samotności, by to jakoś ogarnąć, zatem pomimo chęci wbicia do pokoju ukochanego tego nie zrobił. Tak, to jest bardziej prawdopodobna opcja.  Jeśli więc źle coś odebrał, basista mógł mu to dać jasno do zrozumienia i nie pałętałby się po ich chacie jak jakaś trusia. Mniejsza już z tym, nadrobią to w międzyczasie, to nie podlega jakimkolwiek wątpliwościom, o!
- Czuję dokładnie to samo, co ty skarbie.. Aczkolwiek wiem, że wspólnie stawimy temu czoła i nikogo nie zawiedziemy. Zaufaj mi, moja intuicja jak dotąd nigdy się nie pomyliła. Dobra.. najwyżej jebniemy siebie nawzajem. - skwitował to w taki właśnie sposób i choć uwielbiał droczyć się z miłością swego życia, tym razem wolał odpuścić idąc na najlepszy z możliwych kompromisów, zwłaszcza, że nie mieli na to zbyt wiele czasu. Wiadomo, jaki Alex potrafi być uparty i postawić przy swoim.. dalej by się trzymał tego, że w razie co to jemu trzeba będzie przywalić w czerep, lecz nie kusił bardziej losu. Poza tym Iridion był ewidentnie spięty, więc nie chciał dolewać oliwy do ognia i tylko tyle. Starał się go utwierdzić w przekonaniu, że pójdzie po ich myśli i żeby się niczym nie zamartwiał na zapas. Jasne, nie da się czasem czegoś przewidzieć, ale w tym przypadku Blackwood nie posiadał złych przeczuć, choć zdecydowanie zbyt dużo rozmyślał o tej całej uroczystości, odkąd wstał.. ale to i tak nieistotne. Zwyczajnie przeżywał to na swój, dziwny sposób. Na kolejne słowa ukochanego nie odpowiedział, jedynie przytaknął zgodnie głową, aby po chwili wyjawić swój plan, który uważał za idealny. - Moim zdaniem jest zajebiście, powinniśmy rozwalić system! Co ty gadasz, nie znasz takiego zaklęcia niewidzialności? Myślę, że jak użyjemy go we dwóch, to wystarczy, by zasłonić, co trzeba. - wzruszył nieznacznie ramionami, jakby było to dla niego tak oczywiste, niczym budowa cepa. Widząc nieźle spanikowanego Comę, musiał zainterweniować, coby go jakoś uspokoić.. Nie dość, że go cholernie kusił, to jeszcze to. Dodał dwa do dwóch i mógł upiec dwie pieczenie na jednym ogniu, w tym przypadku zaspokoić nieco pożądanie, a jednocześnie dać ukojenie swojej bratniej duszy. Stąd też ten krótki, acz czuły pocałunek w usta i delikatne przytulenie mężczyzny do siebie. Udało się dodać mu więcej pewności siebie, toteż puścił go, by mógł swobodnie nałożyć na siebie bas, a on sam chwycił prędko mikrofon w łapkę. Niestety, pewno i tak nie zdążą użyć tego zaklęcia, zatem serio będzie trzeba improwizować, a to wszystko przez to, że prawdopodobnie goście zaraz wyjdą z kościoła. Czując na swym licu wilgotne wargi Iridiona, uśmiechnął się ciepło w jego kierunku. - Dla ciebie wszystko słońce. - rzekł krótko i szczerze, jak zawsze. Sam zwrócił wzrok ku drzwiom kościelnym, które powoli zaczynały się otwierać.. przełknął dość głośno ślinę i znów przeniósł te swoje czarujące, niebieskie tęczówki na basistę. - Hmm, dobra, niech będzie i tak.. Myślę, że możemy zacząć piosenką Stolen Omen. - zgodził się z nim, bo i tak z niespodzianki były nici, niestety. Ale może chociaż zaserwują im niezłe wejście.. Kiedy pierwsze osoby wybyły na zewnątrz, Alexis dał konkretny znak swemu towarzyszowi, tym samym dając czadu. I tak zagrali kilka piosenek. Nikt ze zgromadzonych nie narzekał, a więc występ się im jak najbardziej udał, także mogą być z siebie dumni. Na zakończenie rzucili w ich stronę kilka miłych słów, no i potem ruszyli za wszystkimi na wesele, po uprzednim posprzątaniu po sobie, używając do tego celu rzecz jasna czarów, coby szybciej się z tym uwinąć. Po dotarciu w odpowiednie miejsce, pewnie się wyszaleli, a gdy stwierdzili, iż mają dość, wrócili do domu. Wykończeni, acz ogromnie szczęśliwi i usatysfakcjonowani.

[z.t x2] Pozwalam sobie zakończyć, bo raz i tak już trwa wesele, więc i tak każdy już dawno wylazł, co za tym idzie nikt raczej nie wbije już do tego tematu, a dwa trochę ciężko ogarnąć, co się dzieje, więc lepiej było się zwinąć i tyle xd.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Plac przed kościołem

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Plac przed Akademikiem
» Obrona Przed Czarną Magią
» Klasa do Obrony Przed Czarną Magią
» Klasa Obrony Przed Czarną Magią
» Ogród przed domem

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
reszta świata
 :: 
Hiszpania
 :: 
Wyspa Gaztelugatxe
 :: 
Kościół
-