IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Co się może stać...

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Newcastle, Anglia
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 1533
Dodatkowo : Szukająca Ravenclawu
  Liczba postów : 1046
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12503-naeris-cynthia-sourwolf
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12509-zapraszam-dobre-duszyczki#337107
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12508-listy-do-cierpkiej-wilczycy
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12511-naeris-sourwolf#337284




Gracz






PisanieTemat: Co się może stać...   Wto Sie 02 2016, 19:40


Retrospekcje

Osoby: Naeris Sourwolf & Ben Rogers
Miejsce rozgrywki: Zakazany Las
Rok rozgrywki: czerwiec 2011
Okoliczności: Naprawdę nierozsądnie jest wybierać się do Zakazanego Lasu, kiedy blisko do zmierzchu, a ty masz zaledwie dwanaście lat. Nawet jeśli marzy ci się spotkanie testrali. Poza tym, po co interesować się tym, co opisują woluminy z Działu Ksiąg Zakazanych? Czy tych bachorów nie odstrasza słowo "Zakazane"?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Newcastle, Anglia
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 1533
Dodatkowo : Szukająca Ravenclawu
  Liczba postów : 1046
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12503-naeris-cynthia-sourwolf
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12509-zapraszam-dobre-duszyczki#337107
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12508-listy-do-cierpkiej-wilczycy
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12511-naeris-sourwolf#337284




Gracz






PisanieTemat: Re: Co się może stać...   Wto Sie 02 2016, 20:12

Robiło się chłodno i ciemno, ale mimo to Naeris się nie bała. Wręcz przeciwnie. Czuła wielką ekscytację związaną z przemykaniem się po błoniach. Policzki zarumieniły jej się z emocji. Patrzyła na rysującą się w oddali linię mrocznych drzew, które niejednego potrafiły przyprawić o dreszcz. Dla tej małej jawiły się jako fantastyczna, nieznajoma kraina. Dziewczynka tak się na nią zapatrzyła, że nie zauważyła małego dołku i niemal upadła. Uratowało ją tylko to, że trzymała za rękę innego chłopca. Podniosła się pospiesznie. Oboje zdawali sobie sprawę z tego, jak ważna i tajemnicza jest ich misja. Nikt nie mógł dostrzec ich biegnących przez błonia. Pierwszy raz Naeris miała złamać regulamin... ale na razie myślała tylko o tym, jak ciekawie tam będzie. Jako dziecko nie odczuwała aż takiej potrzeby przestrzegania prawa. Zdecydowanie jej ciekawość zwyciężała. A wpychać nos tam, gdzie nie powinna, wprost uwielbiała.
- Ben, a co jak się zgubimy? - spytała, kiedy znajdowali się już na skraju lasu. Próbowała coś dostrzec w ciemności, ale jedynie widziała powyginane konary i pustkę. Spojrzała na słońce, które rozświetlało niebo swym jaskrawopomarańczowym blaskiem. Planowali iść od razu po zajęciach, ale jakoś tak wyszło, że się nie pospieszyli. Uświadomiła sobie, że z emocji mocno zaciska palce na dłoni chłopca, więc cofnęła ją, uśmiechając się nieśmiało. Zaraz potem poprawiła swój jasny warkocz i przełożyła go na swoją prawą stronę.
- Jak to zaklęcie się nazywało? - zmarszczyła brwi, usiłując sobie przypomnieć nazwę. Lu... Lurens? Luno? Zresztą dlaczego pytała młodszego chłopca, on pewnie jeszcze się tego nie uczył. Wyciągnęła swoją różdżkę i skupiła się, by sobie przypomnieć. No dawaj, przecież się tego uczyłaś jakiś czas temu... - Lumos! - rzuciła, a z jej różdżki wystrzeliła gwałtownie wiązka światła. Naprawdę powinna być ostrożniejsza. Spojrzała z fascynacją na magię sączącą się powoli wgłąb lasu. Niby czarowała już dwa lata, ale nadal robiło to na niej ogromne wrażenie. Poznawała wcześniej magię z ciotką, ale nauka w Hogwarcie była czymś zupełnie innym.
Postąpiła parę kroków naprzód, święcąc różdżką gdzie popadnie. Gdy pokonali paręnaście metrów, Naeris zorientowała się, że tutaj światło jakby nie dociera. Przysunęła się bliżej Bena, bo mimo wszystko teraz zaczęła się troszkę obawiać. Skierowali się w bliżej nieokreślonym kierunku.
- Masz mi obiecać, że nie zwiejesz. - zażądała, kierując mu strumień światła prosto w oczy i dopiero później kierując go gdzieś w bok. Bąknęła krótkie "przepraszam", ale nadal stanowczo patrzyła na chłopca. Musiało to wyglądać albo zabawnie albo uroczo, gdy taka mała dziewczynka starała się wyglądać groźnie. - Przysięgnij na swoją różdżkę!
Słyszała parę razy, że czarodzieje tak mówili, więc teraz chciała by i Ben to zrobił. Powinni oczywiście od razu wracać, dopóki się nie zgubili, ale jako dzieci... no cóż, rozsądni to oni nie byli, mimo że Tiara najwyraźniej pokładała wiarę w to, że kiedyś będzie inaczej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Skąd : Sydney, Australia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 207
  Liczba postów : 242
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12923-benjamin-rogers#347675
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12926-jedna-wielka-chodzaca-czekoladowa-zaba?nid=7#347701
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12928-listy-benia#347689
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12929-ben-rogers#347723




Gracz






PisanieTemat: Re: Co się może stać...   Wto Sie 02 2016, 22:28

To był pierwszy raz kiedy Ben miał złamać prawo. Pierwszy i znając życie nie ostatni, bo z wiekiem zrobił się jeszcze bardziej ciekawy świata niż był w pierwszej klasie. A właściwie pod jej koniec, ale już mniejsza o to w której był klasie. On sam w tej chwili o tym nie myślał. Po głowie krążyło mu tylko pytania "co jeśli?". Co jeśli ich nakryją?  Co jeśli zabłądzą? Co jeśli coś zaatakuje ich w Zakazanym Lesie, w którym było już ciemno? Słyszał przecież tyle historii o tym lesie i czających się w nim niebezpieczeństwach. Niezliczoną ilość razy słyszał od Axela to, że w Zakazanym lesie grasują wilkołaki, wampiry, centaury i olbrzymy. Skąd miał wiedzieć, że tylko jedna czwarta tego była prawdą? Był dzieckiem, dzieckiem z wybujałą wyobraźnią w dodatku. Na ogół był też optymistą, ale w tej chwili po tej bystrej głowie krążyły mu tylko czarne scenariusze.
- Centaury nam pomogą! - odpowiedział, uśmiechając się wesoło. Niekoniecznie ta wizja była dobra, ale kto by  dbał. Może akurat trafiłby się jakiś bardzo, bardzo miły centaur, lubiący uczniów Hogwartu w dodatku? Nic nie wiadomo. - Myślisz, że natrafimy na jednorożca? - zapytał, a jego oczy się zaświeciły z dziecięcej ekscytacji, która pochłonęła go całego. Z podekscytowania trzęsły mu się też ręce. Jedną dłoń zacisnął na ręce Naeris. Serce biło mu dwukrotnie szybciej z tej całej adrenaliny, która była w tym wypadku nieunikniona. Szczególnie u dwunastoletniego dziecka, które pierwszy raz łamało prawo i wymykało się do Zakazanego Lasu, który był - jak sama nazwa wskazuje - zakazany. Gdy blondynka spytała go o zaklęcie, szybko zorientował się o jakie jej chodzi, ale nie mógł sobie przypomnieć jego formułki. Zmarszczył brwi, starając sobie przypomnieć. Amy kiedyś mu je pokazała, ale w tej chwili nie był w stanie go zapamiętać. Nie w tej chwili. Na całe szczęście przyjaciółka je sobie przypomniała i zapaliła światło z różdżki. Przysunęli się do siebie i dosłownie po kilku sekundach Ben usłyszał szelest. Jednak nic nie mówił, tylko przełknął ślinę. Naeris zdawała się go nie słyszeć, więc powiedział sobie, że to tylko przewidzenia. Cała ta ekscytacja, podekscytowanie, które czuł jeszcze chwilę wcześniej, zaczęło mieszać się z wyraźnym strachem. Słysząc pytanie Nany, popatrzył na nią i od razu zacisnął powieki, bo zaświeciła mu światłem z różdżki prosto w oczy. A światło należało raczej do tych mocniejszych.  
- N-nie zwieję. - odparł, prostując się. Chciał wyglądać na nieustraszonego, choć to zająknięcie go zdradziło. Niesamowicie się bał, szczególnie po tym jak coś obok niego zaszeleściło. Starał sobie wmówić, że to przewidzenie lub przyjazny jednorożec, ale był tylko dzieckiem. Mądrym, lecz niewątpliwie zbyt naiwnym i bezbronnym.
- Obiecuję na swoją różdżkę. - powiedział po krótkiej chwili. O dziwo zabrzmiał dosyć przekonująco. Dla dodania powagi swoim słowom wyjął z kieszeni szaty swoją różdżkę. - Ja, Benjamin Rogers, przysięgam, że nie zwieję z Zakazanego Lasu bez ciebie, Naeris Sourwolf. Przysięgam na swoją własną różdżkę, heban, rdzeń z włosa demimoza, 13 cali. - dodał, zaciskając mocno zęby. Po kilku sekundach uśmiechnął się szeroko, patrząc ciągle na swoja przyjaciółkę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Newcastle, Anglia
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 1533
Dodatkowo : Szukająca Ravenclawu
  Liczba postów : 1046
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12503-naeris-cynthia-sourwolf
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12509-zapraszam-dobre-duszyczki#337107
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12508-listy-do-cierpkiej-wilczycy
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12511-naeris-sourwolf#337284




Gracz






PisanieTemat: Re: Co się może stać...   Wto Sie 02 2016, 23:46

Może i Ben zamartwiał się gdybaniem nad tym, co jeśli, ale Naeris w tamtej chwili głowę zaprzątało co innego. Czy odnajdą jakieś niesamowite, magiczne stworzenie? Czy przeżyją niesamowitą przygodę, jak te o których czytała w różnych książkach? Kiedyś marzyła o byciu poszukiwaczem przygód i gdy jej noga przestąpiła próg tego lasu, to pragnienie znów odżyło w tej małej dziewczynce. Naeris także wcześniej nasłuchała się mnóstwa opowieści no i pamiętała, że dyrektor tyle razy przestrzegał uczniów przed tym lasem. Ale co z tego, przecież mieli zobaczyć te wszystkie niesamowite istoty!
- Ale ja słyszałam, że one nie są miłe. - odparła, jakby zupełnie nie zwracając uwagi na to, że Ben raczej potrzebował teraz zapewnienia, że JEDNAK SĄ. No cóż, aktualnie rozglądała się z ciekawością po okolicy, ale widziała tylko stare, łyse drzewa. Na niektórych dostrzegła pajęczyny. Chyba naprawdę niewielu uczniów odważało się tu przychodzić. - Jeśli trafimy to nie licz na to, że do ciebie podejdzie. - uśmiechnęła się do niego wesoło, choć zachowywała się trochę złośliwie. - W końcu jesteś... no wiesz... facetem!
Powiedziała to słowo, jakby było zakazane. Bo w sumie to było dziwnie pewnie, tak być facetem. Niby Ben wcale się tak nie różnił, z dłuższymi włosami to pewnie mógłby jakimś cudem ujść za dziewczynkę. Ale mała Naeris i tak uważała, że faceci są dziwni, choć akurat tego Krukona lubiła i to nawet bardzo. A o jednorożcach każdy wiedział, że przychodzą tylko do dziewczyn! I kładą się im na kolanach, tak mówiła każda książka.
Przyjrzała się uważniej przyjacielowi i nagle zorientowała się, że ten się boi. Poczuła wielką satysfakcję, bo w końcu ona była odważniejsza. Uśmiechnęła się szerzej, bo za nic w świecie nie pokazałaby, że i ona odczuwa lekki strach. Nie na tyle jednak wielki, by drżała na każdy szelest. Aktualnie słyszała coś w krzakach, ale starała się o tym nie myśleć. Jej wyobraźnia też należała do tych bogatszych, więc już niemal czuła za plecami wielgachnego, owłosionego wilkołaka, który tylko czekał, by chwycić ją za nogę, zaciągnąć do ciemnej nory i... Wzdrygnęła się, słysząc pohukiwanie sowy.
- Przysięga przyjęta! - odparła, chcąc już się ruszyć głębiej. Z jednej strony dlatego, że pchała ją tam ciekawość, z drugiej, bo nie chciała tutaj stać tak bezczynnie, narażając się na atak potworów o czerwonych ślepiach. - O tam jest jakaś ścieżka, popatrz!
Widać było, że kipi z niej entuzjazm. Pociągnęła Bena za rękę i po chwili on także mógł dostrzec wśród krzaków jakąś wydeptaną ścieżkę. Ciekawe, kto po niej chodził. Nie umiała rozpoznać czy to łapy, kopyta czy ślady butów. Szła za chłopcem i nagle przyszedł jej do głowy idiotyczny pomysł. Zgasiła szybko światło różdżki, szepcząc Nox. Zapadła głęboka ciemność. Powstrzymując śmiech, cofnęła się parę kroków. Przez chwilę nic nie mówiła, potem zbliżyła się do miejsca, skąd dobywał się głos Bena (bo raczej ją wołał, nie?) i złapała go, skacząc na niego.
Zapaliła znów światło, pękając niemal ze śmiechu. To dość niebezpieczne, robić taki hałas w lesie, prawda?
- Dobra, chodźmy dalej. - powiedziała dziewczynka, dalej śmiejąc się. Chwyciła jednak dłoń Bena. - No wybacz, nie mogłam się powstrzymać. - po czym przytuliła go lekko.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Skąd : Sydney, Australia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 207
  Liczba postów : 242
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12923-benjamin-rogers#347675
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12926-jedna-wielka-chodzaca-czekoladowa-zaba?nid=7#347701
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12928-listy-benia#347689
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12929-ben-rogers#347723




Gracz






PisanieTemat: Re: Co się może stać...   Sro Sie 03 2016, 00:39

Oj ile to razy Ben marzył o jakiejś przygodzie! Chciał zostać nawet piratem i podbijać świat z Ellie, która zaś chciała być piratką. W sumie było mu smutno, że nie wzięli też jej, ale Nie chciał jej narażać. Właściwie to nie chciał też narażać Nany ani siebie, ale to ona wpadła na ten pomysł. Ben ani trochę nie marudził, choć strach obejmował już prawie całe jego ciało. Przecież chciał być w przyszłości kimś. A ktoś ma masę przygód. Do tej pory tata, który wychował się w Australii, opowiada Benowi przygody słynnego Harry'ego Pottera, który tak samo jak teraz Nae i Ben nieraz wymykał się do Zakazanego Lasu. Rogers nieraz zazdrościł mu odwagi, bo w duchu wiedział, że on sam nie dałby rady pokonać Voldemorta, choć niewątpliwie by próbował.
- Ja też. Axel tak mówił. Ale ja Axelowi nie wierzę od kiedy podrzucił mi pająka do opakowania z czekoladowej żaby. - na samo wspomnienie tej sytuacji sprzed kilku tygodni, przeszedł go nieprzyjemny dreszcz. Cholera, Ben tak bardzo bał się pająków. Słysząc jednak uwagę przyjaciółki, przekrzywił nieznacznie głowę, patrząc na nią z rezygnacją. - A ty jesteś laską. I co z tego? - Benioch od dawna przywykł do towarzystwa dziewczyn. Zawsze najwięcej przyjaźni zawierał z nimi, choć to było nieuzasadnione. No bo jak to wytłumaczyć, skoro on sam wyraźnie dziewczyn nie rozumiał? Może po prostu do niego lgnęły jak pszczoły do kwiatków? Chłopak czasami lubił myśleć, że to przez te jego fajne, jasnobrązowe loczki i niewinny uśmiech. No i te duże, brązowe oczy. O nich nie można zapomnieć.
Ben nie należał do najdzielniejszych ludzi. Widać to było na pierwszy rzut oka i sam chłopiec był pewien, że Naeris dostrzegła jego strach, który malował się na jego twarzy. Prawdą było to, że zazwyczaj można było czytać z niego jak z otwartej księgi. A właściwie z jego mimiki i oczu. Zawsze, ale to zawsze widać było co w danej chwili czuje. W tej chwili do strachu dołączone było podekscytowanie i pewna determinacja, bo naprawdę chciał już coś zobaczyć. Tak właściwie to nawet nie wiedział gdzie idą, ale był pewien, że to miejsce będzie piękne. I w pewien sposób zakazane dla takiego dzieciaka, krukona, ucznia Hogwartu. Słysząc pohukiwanie sowy, gwałtownie odwrócił twarz w stronę, z której dochodził dźwięk, ale nie zobaczył ptasich ślepi. Westchnął cicho, co dało mu pewną ulgę i przez co odrobinę się uspokoił. Na całe szczęście, bo był pewien, że jeszcze chwilka, a by wybuchnął i zostałaby z niego zwykła, krwawa papka. Ba, nawet to sobie wyobraził. Już nawet widział nagłówek Proroka Codziennego. chłopiec, który wybuchł w Zakazanym Lesie. No ale z drugiej strony, nie napisaliby o nim w gazecie, ponieważ niczego jeszcze nie osiągnął, choć wiedział, że jego czas kiedyś nadejdzie. Prędzej czy później będzie potężnym czarodziejem, cenionym przez innych, nawet tych starszych i bardziej doświadczonych.
Gdy przyjaciółka wskazała mu ścieżkę od razu się ożywił i ruszył przed siebie bez słowa. Blondynka szła za nim i całkowicie jej ufał. W końcu co mogła zrobić, prawda? No fakt, mogło ją coś napaść, ale Ben póki co myślał tylko o ścieżce i tym dokąd ona prowadzi. Dlatego też nie spodziewał sie, że nagle dziewczyna wpadnie na idiotyczny pomysł, zgasi światło i się na niego rzuci. Ben praktycznie od razu krzyknął z przerażeniem i wpadł na drzewo, oddychając ciężko. - Zwariowałaś? - zapytał, ledwie łapiąc oddech. Dostał nauczkę. Dziewczyna zawsze powinna iść z przodu, chociażby dlatego. Poza tym, damy maja pierwszeństwo, czyż nie? Jednak nie umiał się na nią gniewać, szczególnie po tym jak go lekko przytuliła. Po chwili dopiero się puścili z uścisku i
zaczęli iść dalej, trzymając się mocno za ręce. Ben rozglądał się na wszystkie strony, aż dostrzegł coś co zmroziło mu krew w żyłach. Wielka pajęczyna. Utkana ze srebrnych, grubych jak na zwykłego pająka sieci. Sama pajęczyna przywodziła na myśl raczej trampolinę niż pajęczynę. Ben głośno przełknął ślinę, znacznie przyspieszając. - Nae, tutaj są te wielkie pająki? Akromantule? - zapytał z przerażeniem, które było aż namacalne. Czytał o nich w książce, którą zwędził w wakacje ojcu. Mięsożerne pajęczaki... Ugh. Na samą myśl o nich włosy stawały mu dęba na głowie, a samo wspomnienie ruchomych rysunków zamieszczonych przy tekście o tych wielkich bydlakach miał ochotę uciekać gdzie pieprz rośnie, byle jak najdalej od akromantul, które mogły czyhać na nich na każdym kroku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Newcastle, Anglia
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 1533
Dodatkowo : Szukająca Ravenclawu
  Liczba postów : 1046
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12503-naeris-cynthia-sourwolf
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12509-zapraszam-dobre-duszyczki#337107
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12508-listy-do-cierpkiej-wilczycy
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12511-naeris-sourwolf#337284




Gracz






PisanieTemat: Re: Co się może stać...   Pon Sie 08 2016, 01:08

No tak, Naeris często miewała naprawdę szalone pomysły, ale im starsza była tym lepiej udawało jej się trzymać je na wodzy. W końcu oczekiwano od niej odpowiedzialności i rozsądku, nie tylko dlatego, że tak wypadało, ale też dlatego, że jej krawat zdobił niebieski kolor. Cóż, później przychodziło jej to z łatwością, ale jesteśmy na etapie, kiedy to miała w sobie jeszcze mnóstwo niesforności i stanowczo zbyt wiele chęci na eksplorację całego świata. I wcale nie czuła się winną tego, że wplątywała w swoje przygody Bena. Wręcz uważała, że ten powinien być jej za to wdzięczny, w końcu gdyby nie ona siedziałby teraz w pokoju wspólnym i się nudził.
- Jeśli to był czekoladowy pająk to okej. - w sumie Naeris nie obawiała się wcale tak bardzo tych pająków. Ani innych różnych stworów, które wzbudzały przerażenie w praktycznie każdej małej dziewczynce. Chyba na razie najbardziej bała się ciemności ich otaczającej. Stanowili tylko mały, jasny punkcik w całym tym lesie. Jak daleko już się znaleźli? Jeśli miałaby wskazać kierunek, z którego przyszli jeszcze dałaby radę, ale później pewnie się zgubią. Wolała chyba zgodzić się z Benową teorią, że jakieś centaury im pomogą w razie potrzeby, ale to było zbyt naiwne, nawet jak na nią.
- Głupi jesteś. - odparła, bo ją zagiął i nie wiedziała już, jak mu inaczej odpowiedzieć. To, że była laską to jedno, a to że lubiła się równie mocno zarówno z chłopakami, jak i dziewczynami to drugie. Zarówno do jednej, jak i drugiej płci umiała dotrzeć. A Bena lubiła i to mocno, choć pewnie nie przyznałaby tego tylko ze względu na ten swój dziecięcy upór. BO NIE i kropka.
Choć tę dwójkę łączyło naprawdę wiele i gdyby tylko ich losy potoczyły się troszkę inaczej, pewnie oboje wylądowaliby w Hufflepuffie, to jednak teraz widać było tę zasadniczą różnicę. Naeris w wielu sytuacjach wykazywała się odwagą. Gdyby teraz wyskoczyła na nich ogromna akromantula prędzej schowałaby Bena za sobą niż uciekła, gdzie pieprz rośnie, zostawiając go samego. Dla przyjaciół mogła zrobić naprawdę wiele, już jako dziecko znała ich wartość.
Zobaczyła, że jej przyjaciel wpadł na drzewo i ledwo powstrzymała śmiech. Jeszcze trochę i nagłówki w gazetach głosiłyby nie tylko o chłopcu, który wybuchł w Zakazanym Lesie, ale i o dziewczynce, która też tam wybuchła. Co prawda z innego powodu. Nie chciała jednak męczyć więcej Bena, bo teraz tym bardziej zrozumiała, że mało brakuje, by on tu zaraz zemdlał.
- Na pewno chcesz iść dalej? - spytała, upewniając się i tuląc go jeszcze, po czym ponownie zacisnęła swoją dłoń na jego drobnej rączce. Wpatrywała się w niego swoimi błyszczącymi, zielonymi oczami.
Poszli jednak dalej, więc Naeris skupiła się na tym, by trochę opanować swoją chęć straszenia Bena. Dzięki temu jakoś sama się mniej bała. Gdy zobaczyła pajęczynę z jej ust wyrwało się ciche "wow". Wpatrywała się w nici, tworzące skomplikowany wzór.
- To coś musi być ogromne! - powiedziała, patrząc wysoko w górę i świecąc różdżką, ale pajęczyna ciągnęła się chyba aż do korony drzewa. Zacisnęła mocniej dłoń na palcach przyjaciela. - Nie mam pojęcia. Ale my jesteśmy za duzi, nas nie zjedzą. - powiedziała spokojnie, z taką wiarą w to, co mówi, że i Bena musiało to trochę podnieść na duchu. Nie doczytała tego rozdziału o akromantulach i nie wiedziała, że mogą one zjeść nawet jelenie, a co dopiero takie małe dzieciaki. Poprowadziła ich oboje naokoło ogromnej pajęczyny, zastanawiając się gdzie jest teraz ten, który ją stworzył. Ruszyli dalej, przyciskając się blisko do siebie. Im bardziej naciskała na nich ciemność i im dziwniejsze odgłosy słyszeli, tym bardziej Naeris wątpiła w swój mężny charakter. Bo teraz to i ona czuła, że serce wali jej jak młot. Właściwie to jaki miel cel, by tu przyjść? Nie szukali niczego konkretnego.
- Co to było?! - spytała, gwałtownie odwracając się do miejsca, które dotychczas było za jej plecami. Aż warkocz jej podskoczył. Kiedy podniosła wyżej różdżkę jej dłoń drżała lekko. - Usłyszałam jakiś szelest. - szepnęła. Stawiała całą swoją talię magicznych kart, że coś tam naprawdę się kryło, za tymi dużymi krzakami. Mieli do wyboru - iść to sprawdzić albo szybko się wycofać, ale co jeśli to rzeczywiście był ten wymarzony jednorożec? Naeris zmrużyła oczy, próbując dostrzec więcej. Widziała tylko drganie liści, ale to mógł być wiatr.


Kulaj kostką, hehe!
Parzysta - Ben dostrzega skrzydło testrala za zaroślami
Nieparzysta - muszą podejść, żeby cokolwiek dostrzec... a raczej, żeby Ben cokolwiek dostrzegł
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Skąd : Sydney, Australia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 207
  Liczba postów : 242
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12923-benjamin-rogers#347675
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12926-jedna-wielka-chodzaca-czekoladowa-zaba?nid=7#347701
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12928-listy-benia#347689
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12929-ben-rogers#347723




Gracz






PisanieTemat: Re: Co się może stać...   Pon Sie 22 2016, 15:47

Cóż, z Benem było na odwrót. On za młodu był bardzo bojaźliwy i ogólnie wolał się nie wychylać. Nie był skory do przeżywania setek przygód i tak dalej. Dopiero po tym jak uciekła Amy zaczął pokazywać, że jest... szalony. Kreatywny. I definitywnie nie spokojny. Co z niego wyrośnie, ehh.
- Nawet czekoladowy pająk nie sprawi, że je polubię. - skulił się nieznacznie, a warto wspomnieć, że i tak był dosyć drobnym chłopcem. Niski, szczupły, ogólnie wydawać by się mogło, że kości złamią mu się po jednym mocniejszym szturchnięciu. A nie mogły, nie był aż tak słabiutki.
- Nie jestem, Tiara Przydziału przydzieliła mnie do Ravenclawu. Nie mogę być głupi, będąc w tym domu. - mruknął, bo wtedy był jeszcze na etapie "A co jeśli Tiara się pomyliła?". No cóż, nie pomyliła się, bo chłopak był inteligentny, tylko wiadomo, jako pierwszoklasista jeszcze tak tego nie czuł. Choć na dobrą sprawę już wtedy widać było w nim prawdziwego Krukona. Ta cała ciekawość świata, chęć odkrywania go i zainteresowanie wszystkim, czym normalny jedenastolatek - już dwunastolatek - by się interesował. No błagam, akromantule? Skądże by o nich wiedział, gdyby nie jego własna, nieokiełznana ciekawość? Słysząc jej pytanie, popatrzył na nią lekko zdezorientowany. Czemu go o to pytała? Nawet jeśli się bał, wprost trząsł się ze strachu, chciał iść dalej. Nie był taki, żeby uciec i zostawić ją samą. Może czuł lęk przed nieznanymi niebezpieczeństwami czyhającymi na niego w ciemnym Zakazanym Lesie, ale nie chciał wracać. Mimo wszystko chciał czuć tę adrenalinę.
- Oczywiście, że nie. Chcę iść dalej. Nie jestem aż takim tchórzem. - wyszeptał, bo obawiał się, że jak powie coś głośno, przybiegnie jednorożec i zamiast do niego, podejdzie do Nany. Słysząc reakcję Nae na zobaczenie olbrzymiej pajęczyny, przełknął śliny. Zastanawiał się czy ja oświecić czy nie. Stwierdził jednak, że dobrze by było, gdyby wiedziała co jedzą akromantule.
- Nae... One jedzą ludzi dwa razy większych niż my. I są od nas większe. Rozstaw ich nóg potrafi osiągać piętnaście stóp... - powiedział cicho, spuszczając wzrok na swoje buty, które były trochę pobrudzone. No ale dziwne by było, gdyby nie były. W końcu byli w lesie. Sourwolf może mówiła to z wielką wiarą, ale Bena nie podniosło to na duchu ani trochę. Wierzył książkom, które podawały suche fakty. Akromantule były złe. Podczas Pierwszej Wojny Czarodziejów przyłączyły się do Voldemorta, a Ben słysząc o nim miał ciarki. Ale szli dalej. Ben starał się nie zwracać uwagi na otaczającą ich ciemność i pajęczyny, obok których przechodzili. Nie zwracał na nic uwagi do czasu usłyszenia tego szelestu. Ben mocniej ścisnął dłoń Nany i przełknął ślinę, uważnie wpatrując się w miejsce z którego wydawały się dochodzić jakieś szelesty.
- Chodź. - powiedział i pociągnął ją za rękę w to miejsce. Ciekawość wzięła nad nim górę i zwyczajnie nie potrafił się powstrzymać przed odkryciem co czai się w krzakach. Gdy podeszli do krzaków, pewnie się za nimi schowali, Ben dostrzegł to, co sprawiało, że liście się poruszały. Nigdy wcześniej nie widział takiego stworzenia. Było całe czarne, jakby wychudzone i... Miało skrzydła. Wydało mu się być zarazem piękne jak i przerażające. Oczy aż mu się zaświeciły z zachwytu i popatrzył na Nanę.
- One są piękne! - powiedział cicho, choć w jego głosie było słychać radość. Strach jakby całkiem z niego uleciał, gdy zobaczył te zwierzęta, które tak go zafascynowały. Jednak Nae zdawała się ich nie widzieć, więc Rogers zmarszczył brwi. - Nie widzisz ich? - zapytał z zaciekawieniem. Może po prostu miała słaby wzrok i nie widziała ich w ciemności?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Newcastle, Anglia
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 1533
Dodatkowo : Szukająca Ravenclawu
  Liczba postów : 1046
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12503-naeris-cynthia-sourwolf
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12509-zapraszam-dobre-duszyczki#337107
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12508-listy-do-cierpkiej-wilczycy
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12511-naeris-sourwolf#337284




Gracz






PisanieTemat: Re: Co się może stać...   Pią Paź 14 2016, 16:03

Naeris zmieniła się ze śmiałej, ciekawskiej dziewczynki w spokojniejszą i rozsądniejszą wersję młodej kobiety. Tyle się zmieniło w ciągu tych kilku lat, chociażby pomiędzy tą dwójką. Wypowiedź Bena skwitowała przewróceniem oczu.
- Nie marudź już. - powiedziała krótko, bo jednak gadanie o pająkach w nocy w Zakazanym Lesie nie było najprzyjemniejszym tematem. Już lepiej byłoby porozmawiać o... nie wiem, motylach! Dlaczego to nie mogły być motyle? Nie, żeby już ją łapał cykor. - Wiesz, Tiara Przydziału często się myli. Wynika to z choćby historii Hogwartu. - odparła, bo na pewno nie tylko inteligencję ceniono w tym domu. Inaczej by tu nie trafiła. Sama podejrzewała, że to głównie przez jej kreatywność i pomysłowość, bo wyjątkową wiedzą nie błyszczała. Ale żeby Ben już tak na nią nie mruczał, Nae przyciągnęła do bliżej i potargała mu totalnie włosy, choć nie zrobił to większej różnicy. Kręcone kędziorki dalej wyglądały równie uroczo. Tylko się z nim droczyła, a on od razu brał to do siebie! Nie insynuowała, że nie pasuje do niebieskich, bo takiego małego kujona ciężko byłoby spotkać w innym domu. Sama wolała zagłębiać się w tematy, które naprawdę lubiła, bo jeśli chodzi o wszechstronną wiedzę to tak nie bardzo. Poza tym praktycznie zawsze najpierw robiła, a później myślała, co automatycznie skreślało ją z listy tych rozsądnych. I nie raz, nie dwa, pakowała się przez to w kłopoty.
- Oczywiście. - odparła wzruszając ramionami i rozświetlając kolejne drzewa zaklęciem, bo spytała tak tylko dlatego, że nawet trochę się zmartwiła. Bo okej, ją może coś tu zeżreć albo zaciągnąć do jakiejś ciemnej nory, ale nie chciała, żeby spotkało to Bena. Z drugiej strony nalegał na to, żeby szła sama też nie zamierzała. Cieszyła się więc, że chłopak miał na tyle odwagi i postanowił jej towarzyszyć.
Westchnęła z nutką irytacji, kiedy podważył jej wiedzę o akromantulach. No bo ONMS kochała jak mało kto i starała się wiedzieć wszystko o każdym magicznych stworzeniu, a tutaj taki Ben i tak musiał być lepszy.
- W takim razie mam nadzieję, że biegasz szybko. - odparła sucho, dalej obserwując grube nici tworzące pajęczynę. Zamilkła, chcąc wyławiać uchem jak najwięcej odgłosów. Rozlegały się niemal wszędzie, jakieś ciche piski, pomruki, stukoty... Nawet nie umiała określić skąd dochodzą. Ben postanowił zbadać ten, który zwrócił uwagę dziewczynki. Przywdziała dzielną minę i ruszyła za nim, starając się trzymać różdżkę zdecydowanie. Schowała się razem z nim za krzakami i ostatecznie zgasiła różdżkę, bo obawiała się zwrócić na siebie uwagę. Krótkie Nox i zapadła ciemność. Słyszała oddech swój i Bena, a także jakby jeszcze jakiegoś stworzenia... Wychyliła się razem z chłopakiem, by zerknąć na małą polankę, ale niczego tam nie było.
- One? - zmarszczyła nos, bo najwyraźniej jej przyjaciel coś zauważył. I do tego z pewnością coś pięknego, skoro nagle tak się ucieszył. - Nie. - burknęła, wstając i nie przejmując się tym, że te tajemnicze, niewidzialne stworzenia mogą się jej przestraszyć. Może też jej nie widziały. Dlaczego to akurat Ben mógł je zobaczyć?
- To niesprawiedliwe. Co to takiego? - spytała ze zrezygnowaniem, bo może chociaż mógłby jej je opisać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Co się może stać...

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Kwiaciarnia

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
retrospekcje
-