IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Mieszkanie nr 7

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 21
Skąd : Uppsala, Szwecja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1449
  Liczba postów : 856
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13356-ruth-wittenberg
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13361-relacje-ruth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13357-soho
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13358-ruth-wittenberg




Gracz






PisanieTemat: Mieszkanie nr 7   Pią Wrz 23 2016, 22:55


Mieszkanie Ruth Wittenberg

Jasne i słoneczne mieszkanie urządzone w głównej mierze w bieli i szarościach.
To dla Ruth miejsce, w którym może odpocząć, nabrać sił i zapraszać najbliższych. Jej miejsce na ziemi.




Pokój dzienny


Mieszkanie typu studio cechuje jeden pokój, który pełni jednocześnie funkcje salonu jak i sypialni. Ten tutaj urządzony po skandynawsku stanowi prawie 3/4 mieszkania.  



Kuchnia


Połączona z pokojem kuchnia, a właściwie same blaty zastawione kwiatami, owocami i solidny stół przeznaczony także do pracy i nauki. Ze względu na okolicę nie ma tu nic mugolskiego, poza niewielkim ekspresem do kawy na wiecznie psujące się akumulatory.



Łazienka


Trochę klaustrofobiczna, ale przynajmniej z dużą wanną!



Ostatnio zmieniony przez Ruth Wittenberg dnia Wto Lut 28 2017, 22:24, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 21
Skąd : Uppsala, Szwecja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1449
  Liczba postów : 856
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13356-ruth-wittenberg
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13361-relacje-ruth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13357-soho
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13358-ruth-wittenberg




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 7   Sob Paź 01 2016, 23:45

Ruth była najszczęśliwszą osobą na świecie, że to właśnie @Ezra T. Clarke będzie pierwszym, który zobaczy przytulne gniazdko, jakie uwiła za pieniądze z tej beznadziejnej pracy w recepcji. Cieszyła się, że będzie mogła mu pokazać obrazy, książki, jasną kuchnię ze zmodernizowanym przez siebie ekspresem do kawy i ogromną kanapę, na której młoda Szwedka mogłaby się turlać cały dzień, a nie znudziłoby jej to.
Kiedy dotarli do mieszkania, Ruth wpuściła przyjaciela i zdjąwszy szpilki w bosych stopach i jeszcze z kluczami w dłoniach rozpostarła lekko ręce obracając się pośrodku dużego pokoju z dumą przedstawiając swoje cztery kąty.
-Ta dam! No i jak ci się podoba? Wiesz, że niespecjalnie przywiązuję się do rzeczy materialnych, ale to mieszkanie to mój osobisty kawałeczek świata - powiedziała siadając na kanapie i krzyżując ręce na piersiach potarła dłońmi o ramiona. Nie było najcieplej, nawet dla kobiety wychowanej w Skandynawii,ale cóż, najwidoczniej za tę cenę coś musiało nie grać.
-Czuję, że tutaj jestem naprawdę wolna, nic nie muszę. W samotności poznajemy samych siebie, Ezra. Warto, żebyś między jedną a drugą uroczą koleżanką czasem o tym pomyślał - skończyła zdanie z sympatycznym uśmiechem robiąc jednocześnie wszystko, żeby jej mina nie była tak bardzo sarkastyczna. Długo jednak nie wytrzymała i zaśmiała się z tego przytyku, więc żeby zająć czymś ciało i zmienić tor przebiegu sytuacji podjęła od niego karty, na których widniały podpisy jego wybranek.
-Mam się na którejś podpisać, tak? - zadała neutralne pytanie, potwierdzając prośbę kolegi jeszcze z recepcji. Zaczęła przeglądać niewyraźne podpisy, zatrzymując się na chwilę przy damie kier.
Przesunęła opuszkami palców po czystej karcie i przez zauważalny moment jej wyraz twarzy zmienił się w wyraz bólu i świadomości utraty. Żadna inna karta się nie liczyła, choćby podpisali się na niej wszyscy dyrektorzy Hogwartu i wszyscy Ministrowie Magii razem wzięci. Liczyła się tylko dama kier.
Po chwili słabości szybko przerzuciła tę kartę na koniec talii i zakończyła przeglądanie na - tym razem - asie kier.
-Nie wiedziałam, że masz siostrę - powiedziała tylko, choć chciała dodać komentarz o tym, że to dziwne, jakoby przez te wszystkie lata zapomniał jej wspomnieć o najważniejszej kobiecie swojego życia.
-Opowiesz o niej coś więcej, czy mam udać, że nie słyszałam, że masz jakieś rodzeństwo? - zapytała odkładając karty i podrywając z miejsca. Przeszła te pięć kroków do kuchni i włączyła swój niemagiczny ekspres do kawy na akumulatory.
-Chcesz coś zobaczyć? Chodź do kuchni, pokażę ci jaką masz zdolną przyjaciółkę - powiedziała troszkę głośniej, z aprobatą przyglądając się przebudowanemu urządzeniu.
Zapomniała jednak kompletnie, że na stole przy kanapie, gdzie przed sekundą odłożyła karty Ezry, zostawiła też przyrząd, który wyglądał jak narzędzie tortur niedowidzącego oprawcy oraz niewielki wisiorek w kształcie globusa, co było bardzo podejrzaną jak na Ruth biżuterią.
-Aha, żeby była jasność, Ezra. Nie podpiszę ci się na żadnej z tych kart, bądź łaskaw nie wrzucać mnie do swojej karcianej spółki, szczególnie, że wystarczy tylko Erato, żeby wyczyścić kogoś z karty - zaznaczyła spokojnie, choć zdecydowanie bez przekonania. Oczywiście, że całym sercem chciała być podpisana na karcie, ale bez podpisania się najpierw na sercu mężczyzny nie miała w planach składać swojego podpisu na kawałku papieru, jakkolwiek ważny dla Ezry by nie był.
-No pęknie mi zaraz serduszko przez ciebie, jesteś niemożliwy- zrobiła zasmuconą minę wyraźnie naigrywając się z kolegi, żeby trochę rozluźnić atmosferę. Z tego wszystkiego zapomniała go o cokolwiek zapytać, więc ostatecznie doszła do wniosku, że poczeka z kawą w kuchni, pokaże mu ekspres i będzie go słuchać cały wieczór. Koniec gadania o sobie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Preston
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 724
  Liczba postów : 770
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13332-ezra-thomas-clarke
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13335-relki-ezry
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13336-eureka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13338-ezra-clarke




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 7   Pon Paź 10 2016, 23:56

Miał wrażenie, że Ruth była bardziej niż podekscytowana możliwością pochwalenia się swoim własnym kątem. Nie dziwił jej się, gdyby sam tego dokonał prawdopodobnie, ograniczyłby swoje spotkania społeczne do tego jednego miejsca... Żeby się nim chwalić oczywiście! Nic ponad to.
Wsunął ręce do kieszeni i uważnie przesunął wzrokiem po białych niczym pierwszy śnieg ścianach. I białej komodzie. I białej kanapie... Właściwie każda rzecz znajdująca się w tym mieszkaniu mieniła się w oczach Ezry bielą i szarością - dobrze, że przynajmniej podłoga została klasycznie drewniana.
- Jak ty tu utrzymujesz porządek? - wyrwało mu się natychmiast. Krukon był trochę estetą i dlatego nie wyobrażał sobie mieszkać w miejscu, gdzie nieumyta ręka mogła oznaczać katastrofę dla większości przedmiotów. Co kilka minut używać zaklęcia Chłoszczyść? Umarłby. Nie oznaczało to jednak, że mu się nie podobało, a wręcz przeciwnie - było niesamowicie gustowne. Co więcej, naprawdę pasowało do Ruth. Może to dlatego w gruncie rzeczy tak przypadło mu do gustu? - Hej, hej. koniec z przytykami w moją stronę - zaśmiał się, lekko szczypiąc dziewczynę po ramieniu. - Poza tym, każdy inaczej poznaje siebie. Ja widzę swoje odbicie w oczach innych ludzi. Ale cieszę się, że ty znalazłaś swoje miejsce tutaj.
Pozwolił Ruth spokojnie przejrzeć karty. Widział, jak przy dwóch się zatrzymuje... i myśli. O czym? Dałby wiele, żeby się dowiedzieć, tym bardziej, że w pewnym momencie jej mimika doświadczyła gwałtownej przemiany. Ezra zmarszczył brwi, ale nie zapytał, bo Krukonka zdążyła już przemienić karty i wrócić do tematu jego siostry.
Och, no tak... Nie wspominał o niej?
- Uh, Felicity też jest w Hogwarcie. To jej szósty rok... Ogólnie to ze sobą nie rozmawiamy i może dlatego wszyscy zdają się zapominać, że ona istnieje. - Bardzo irytował go częsty brak akceptacji w stosunku do jego siostry. On lepiej niż ktokolwiek inny wiedział, że była inna, ale to tylko sprawiało, że kochał ją mocniej. - To trochę skomplikowane... Fela ma Aspergera i trochę trudny charakter. Nie pozwala mi ze sobą rozmawiać.
Ezra westchnął i wzruszył ramionami. Przyzwyczaił się już do tego, że nie miał bezpośredniego dostępu do młodszej siostry - tak naprawdę najczęściej wypytywał osoby z jej otoczenia i w ten sposób kontrolował jej życie. A dopóki radziła sobie dobrze, nie wtrącał się.
- Koniec smęcenia. Lepiej mi wyjaśnij co ty za dziwne sprzęty trzymasz u siebie. - Uniósł brew, od każdej strony oglądając przedziwny przyrząd. Nie miał zielonego pojęcia, z czym w ogóle może być to powiązane. Wziął też między palce wisiorek. Wyglądał wyjątkowo mugolsko - pamiętał, że dziewczyny bardzo często nosiły na sobie podobne ozdóbki, więc stwierdził, że i Ruth czuła taka potrzebę.
Odłożył wisiorek i z zainteresowaniem podążył za Ruth do kuchni.
- Czy to ekspres? - zapytał z niedowierzaniem. Skad ona to wstrząsnęła? Ruth naprawdę potrafiła go zaskakiwać! - To co, na urodziny chcesz mugolski zestaw młodego majsterkowicza?
Czarodzieje zazwyczaj byli nieco ograniczeni przez swój brak znajomości cywilizacji mugolskiej. Dlatego też Ezra cenil Ruth, ktora naprawdę miała rozległą wiedzę na kazdy temat. Krukon był nawet gotowy jej wybaczyć ten brak podpisu - dziewczyna w końcu miała jakieś swoje zasady i poglądy, ktore ją do tego skłoniły. I Ezra to szanował.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 21
Skąd : Uppsala, Szwecja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1449
  Liczba postów : 856
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13356-ruth-wittenberg
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13361-relacje-ruth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13357-soho
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13358-ruth-wittenberg




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 7   Wto Paź 11 2016, 22:47

Jej mieszkanie może faktycznie było szpitalnie białe, ale większość szwedzkich mieszkań takie było; rodzice przyzwyczaili Ruth do minimalizmu i prawdopodobnie stąd wziął się jej pociąg do prostych form. Istotnie, było koszmarnie trudno utrzymywać to wszystko w czystości ale po pierwsze była na całe szczęście czarodziejem i rzucała zaklęcia czyszczące po mistrzowsku, a po drugie cóż...bardzo rzadko bywała w swoim mieszkaniu, więc i nie miała kiedy brudzić.
-It's a kind of magic - powiedziała konspiracyjnym tonem, jakby "Chłoszczyść" było wielką tajemnicą a utrzymywanie domu w którym się nie mieszka czystości ogromnym wyzwaniem. Akurat.
Tylko się uśmiechnęła, pobłażliwie kiwając głową, kiedy przyjaciel wyjaśniał, jak widzi swoje odbicie w innych ludziach. Kochany Ezra, zawsze potrafił w jeden moment odgryźć się Ruth, jakkolwiek błyskotliwej formułki by na niego nie miała.
Jednak kiedy mówił o siostrze aż ją ścięło. Jak to nie pozwala mu ze sobą rozmawiać? Ruth wiedziała, czym jest Asperger, ale...bez przesady.
-Ezra, to wciąż twoja siostra, trochę nie rozumiem zdania, że ze sobą nie rozmawiacie - zaczęła, podnosząc mimowolnie do góry jedną brew. Szczerze mówiąc wiedziała, że nie powinna tego mówić, bo sama nie miała rodzeństwa, ale jej przyjaciel był najlepszym człowiekiem na świecie i zrujnował Ruth świat mówiąc, że nie utrzymuje kontaktu z siostrą. Ostatecznie po komendzie "koniec smęcenia" kobieta włączyła tryb "nie drążyć tematu" i kwitując sprawę nieznacznym wzruszeniem ramion dała Ezrze do zrozumienia, że jeśli nie chce, to ona nie będzie pytać.
Kończyła właśnie kawę, gdy serce jej zamarło na słowa przyjaciela. Zostawiła na stole glob. Glob zaginionych. Pomniejszony do rozmiarów wisiorka potężny artefakt, z którym się nie rozstawała. Ukrywała go przed wszystkimi a teraz tak po prostu o nim zapomniała.
Opamiętała się dopiero, gdy przyjaciel podszedł do niej na tyle blisko, że mogła poczuć na sobie jego ciepło. Żeby nie pogarszać sytuacji z uśmiechem ominęła go, stawiając na stoliku dwie kawy.
-Ekspres, ekspres. Prawdziwy. Nie działa tu elektryczność, więc zainstalowałam mu akumulator, jednak przez tę magiczną okolicę i tak wciąż są z nim problemy. No, ale od czego ma się złote ręce, prawda? - zapytała wracając na chwilę do kuchni i beztrosko wyłączyła urządzenie, po czym nie czekając wróciła do salonu gestem przywołując kolegę na kanapę.
-Nie trzeba, sporo rzeczy już mam. To na stole to tylko lupa z uchwytami, nic wielkiego. Naprawiałam wisio...A właściwie, nie ma sensu tego przed tobą ukrywać, prędzej czy później i tak byś się dowiedział - powiedziała w końcu przysiadając na kanapie i wyjęła różdżkę.
-Engorgio - rzuciła na wisiorek i w tym momencie na stoliku oprócz kaw stanął dużych rozmiarów globus.

//skompresowane max Ing face
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Preston
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 724
  Liczba postów : 770
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13332-ezra-thomas-clarke
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13335-relki-ezry
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13336-eureka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13338-ezra-clarke




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 7   Nie Paź 16 2016, 20:54

Ezra był z natury kolekcjonerem wszystkiego co niepotrzebne. Poza tym, tu coś zostawił, tam położył... Nieporządek był jego zdaniem najlepszym środowiskiem naturalnym dla człowieka. Podziwiał więc ludzi, którzy byli zmotywowani, by go przekształcić.
Krytyka. Pierwsze, co zrobiła Ruth to go skrytykowała. Może nie otwarcie, ale dobrze słyszał to w jej głosie. Nie żeby się dziwił, trochę na to zasługiwał.
- To nie takie proste. Starałem się, Ruth, naprawdę - westchnął, przeczesując nerwowo włosy. To nie był dla niego przyjemny temat, ale kto jak kto, Ruth zasługiwała na jakiekolwiek wyjaśnienie. - Felicity zawsze była bardzo chorowita i delikatna... Może to był błąd, ale wszyscy zawsze obchodziliśmy się z nią jak z jajkiem, żeby lepiej jej się funkcjonowało w społeczeństwie. Potem dużo działo się w naszym życiu i myślę, że ją zaniedbałem. Pierwsze lata w Hogwarcie to nie był mój złoty okres...
Delikatnie mówiąc. Bycie synem złodzieja nie było powodem do chluby w żadnym otoczeniu. Podobnie jak bycie dzieckiem mugoli w czarodziejskim świecie. Ezra szybko się tego nauczył, ale wiele musiał sobie wywalczyć. A potem zbyt łatwo zachłysnął się możliwościami, które się przed nim otworzyły. Do tego stopnia, że rodzina zeszła na drugi plan.
- Felicity jest jaka jest, chowa do mnie uraz z dzieciństwa, a to jej zemsta.
Ezra wiedział, czym jest niechęć. On sam odwiedził ojca tylko raz w życiu i nie zapowiadało się, żeby miał mu w najbliższym czasie wybaczyć. Z tego powodu nie starał się też zanadto naciskać na siostrę. Czy Ruth zmieniłaby o nim zdanie, gdyby wiedziała jak bardzo pogmatwana jest jego sytuacja rodzinna?
- Jesteś jakąś cudotwórczynią - skomentował z podziwem, oglądając ekspres. - Możesz dać mi jakieś lekcje majsterkowania? Bo czuję jakbyś ty była mężczyzną w naszej relacji - zaśmiał się, podążając za Ruth i uważnie się rozglądając. Ile było tu jeszcze przedmiotów, które dziewczyna sama sobie stworzyła?
Pochylił się nad lupą, a jego brwi mimowolnie wystrzeliły w górę z niemym pytaniem. Po co jej to wszystko było? Ezra nie zamierzał udawać, że w ogóle się na tym zna.
Kiedy Ruth rzuciła jakieś zaklęcie, którego nie dosłyszał przez zbytnie skupienie na przyrządzie, gwałtownie odskoczył od stolika. Poczuł się trochę głupio, kiedy wisiorek... globus... czymkolwiek było na początku tylko się powiększył. Potarł szyję i odchrząknął.
- No... Chcesz mi to objaśnić?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 21
Skąd : Uppsala, Szwecja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1449
  Liczba postów : 856
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13356-ruth-wittenberg
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13361-relacje-ruth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13357-soho
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13358-ruth-wittenberg




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 7   Nie Paź 16 2016, 22:08

Jak niewiele o nim wiedziała, Ruth przekonywała się w każdej rozmowie z Ezrą. Ta jednak była na swój sposób wyjątkowa, bowiem nie tylko przyznał się do tego, że ma siostrę to jeszcze powiedział o relacji z nią coś więcej niż pół zdawkowego zdania. Krukonka bardzo doceniała fakt, że przyjaciel złożył te wszystkie wyjaśnienia, ponieważ nawet wylewne osoby miałyby problem z przyznaniem takich informacji.
Ruth nie chciała go naciskać, nie miała prawa oceniać jego postępowania a już szczególnie nie miała prawa komentować jego rodzinnych relacji, jednak mimo całej mocy, jaką włożyła w pozostanie neutralną w tej sprawie jedna rzecz ją zastanowiła.
-Zemsta? Za zaniedbanie? - uniosła brwi pytająco. Cóż, jakoś nie spajały jej się te dwa słowa. Jeśli ktoś chciałby się odegrać za zaniedbywanie go w takim stopniu, że można by to było nazywać mszczeniem się, niedbalstwo musiałoby być naprawdę gigantycznych rozmiarów. Innymi słowy - Ezra musiał coś kombinować i naprawdę sprawić ból swoim zachowaniem Felicity, jednak Ruth była od tego, żeby go wspierać, a nie krytykować, więc kończąc temat tylko położyła mu dłoń na barku w geście przyjacielskiego oparcia.
-Mogę ci dać lekcje z ciekawszych rzeczy - powiedziała zadziornie sugerując, że takie majsterkowanie jest w rzeczy samej okropnie mozolnym i niepotrzebnym zajęciem, jednak jej ton głosu i sam sens wypowiedzi - czego Ruth kompletnie nie była w tej chwili świadoma - zabrzmiał zgoła inaczej. Nie planowała kokietować przyjaciela, ale niestety też nie do końca panowała nad precyzyjnym składaniem swoich wypowiedzi, bo najzwyczajniej w świecie poczuła się zbyt swobodnie przy Ezrze.
Kiedy wyrósł przed nimi globus pogładziła go troskliwie po niebiesko-zielonej powierzchni.
-To glob zaginionych. Potężny artefakt należący od pokoleń do Larssonów, szwedzkiego rodu czarodziejów czystej krwi, z którego wywodzi się moja mama - zaczęła dość merytorycznie, ale tylko po to, żeby przeciągnąć główny wątek wypowiedzi. Nigdy nie mówiła nikomu o tym, że posiada glob i nie do końca wiedziała, jak się za to zabrać.
-Pozwala na odszukanie każdej osoby na świecie, jeśli tylko potrafisz ją przywołać w pamięci i wystarczająco mocno się skupisz. Teraz glob należy do mnie -skończyła z wyraźną ulgą w głosie. Ezra wciąż nie usiadł obok niej, ale może to i dobrze, bo pewnie Ruth wsparłaby na jego ramieniu głowę, zmęczona tą niecodzienną dla niej sytuacją. Glob był niebezpieczny, prawie wpędził jej mamę w szaleństwo i przywoływał same złe wspomnienia. Nie czuła się komfortowo nosząc go na szyi.
-Ezra Thomas Clarke - zdecydowanym gestem wymierzyła różdżką w globus i z miną pełną skupienia obserwowała, jak na przedmiocie pojawia się punktor wskazujący Hogesmeade. Dlaczego akurat Ezra? Potrafiła się na nim skupić jak na nikim na świecie, a w tej sytuacji nie wzbudzało to podejrzeń - w końcu właśnie jemu pokazywała działanie globu.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Preston
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 724
  Liczba postów : 770
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13332-ezra-thomas-clarke
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13335-relki-ezry
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13336-eureka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13338-ezra-clarke




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 7   Wto Lis 01 2016, 23:10

Istotnym elementem rozmowy jest wspólny kontekst, czyli wspólna wiedza o świecie lub sytuacji... Brak zrozumienia Ruth wynikał właśnie z tego, że dziewczyna nie miała pojęcia o przeszłości Ezry, a on czuł zbyt wielki wstyd, aby do tych czasów wracać. Jeszcze nie teraz. Nie wątpił, że któregoś dnia Ruth może mieć możliwość poznania historii od innej perspektywy. Bo kto inny, jeśli nie właśnie ona?
- Za zaniedbanie i wiele innych rzeczy - rzucił już oględniej i machnął ręką. Posłał przy tym Ruth uśmiech, żeby dziewczyna wiedziała, że nie jest zły za to drobne wtrącanie się w jego sprawy. On też chciał wiedzieć o otaczających go ludziach jak najwięcej i nie uważał, by zainteresowanie było w jakiejkolwiek sytuacji niestosowne. Ciekawość to wyjątkowa słabość, tycząca się szczególnie ludzi inteligentnych.
Ezra uniósł brwi z wymownym uśmiechem, natychmiast podłapując nutkę insynuacji - prawdopodobnie niezamierzonej - w głosie dziewczyny. Nie byłby sobą gdyby perfidnie tego nie wykorzystał.
- Chyba masz rację... Taka utalentowana czarownica obok mnie, a ja o majsterkowaniu myślę! - Uderzył się ręka w czoło z największą teatralnością na jaką było go stać. - Twoje lekcje bez wątpienia byłyby jedynymi, na których moja frekwencja byłaby stuprocentowa. W końcu czego się by nie zrobiło dla takiej nauczycielki.
Nie potrafił utrzymać poważnego wyrazu twarzy do końca. Już w połowie wypowiedzi jego usta zaczęły uciekać w kierunku błazeńskiego, a nie zmysłowego uśmiechu.
Zatarł się on dopiero w momencie, kiedy Ruth zaczęła opowiadać o globie. Czoło Ezry przecięte zostało cienką bruzdą, która uwydatniała pędzące po głowie myśli. To był ten moment, kiedy kontrolę przejmowała ta część jego duszy odpowiedzialna za przydział do Krukonów. Ta skupiona i wyciszona.
- Twoja mama ci go dała? Tak po prostu? - zapytał zdziwiony. Wiedział, że posiadanie potężnych artefaktów to nie zabawa. Czesto miały właściwości, o których nikt wcześniej nie wspomnial... Czasem też ktoś inny zbyt mocno takiego przedmiotu pożądał.
Ezra przeniósł wzrok na twarz Ruth z miną doprawdy głupią. Jego usta były szeroko otwarte, a on sam bić nie mówił. Dopiero po kilku sekundach oprzytomniał i przeskakując przez oparcie kanapy, opadł obok przyjaciółki i wykrzyknął.
- Ale odjzad! I to tak każdego? Niezależnie od zaklęć, których użyje? Można sie jakos przed tym obronić? Często kogoś wyszukujesz w taki sposób? Czy jeśli teraz wyjdę to punkt będzie się poruszał w ślad za mną, czy musisz wypowiedzieć moje imię ponownie? - zasypał ją gradem pytań i to tylko tymi pierwszymi, które przyszły mu do głowy. Ezra nie był tylko zachwycony. Był podekscytowany. Glob ten był dla niego wielką niewiadomą i to nakrecał go jeszcze bardziej. Ruth miała jednak rację - to zdecydowanie bardziej go ciekawiło niż majsterkowanie.

/I tak masz normalny odpis z nadzieją, że wkrótce wrócisz/
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 21
Skąd : Uppsala, Szwecja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1449
  Liczba postów : 856
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13356-ruth-wittenberg
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13361-relacje-ruth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13357-soho
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13358-ruth-wittenberg




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 7   Sob Gru 31 2016, 00:32

Glob jaki był, każdy widział. Jednak jego właściwości pozostawały nieodkryte do końca nawet przez samą Ruth, która i tak poświęcała mu każdą wolną chwilę, w końcu aby pokonać wroga warto się z nim najpierw zaprzyjaźnić, prawda?
Kręcąc tylko z dezaprobatą głową na przytyki przyjaciela wykonała ów malutki pokaz, nie będąc świadoma, jakie wrażenie zrobi to na mężczyźnie. Uniosła brwi w wyrazie głębokiego zdziwienia, kiedy zobaczyła jego zszokowaną minę, więc prawdopodobnie dlatego nie przygotowała się wystarczająco na jego lwi skok na kanapę i wygięła ciało jak kot, który absolutnie nie chce, żeby go ktoś pogłaskał.
Oprzytomniała jednak w jeden moment, kiedy została dosłownie zbombardowana pytaniami o magiczny przedmiot. Nie, żeby jej to jakoś szczególnie przeszkadzało, jednak nie potrafiła odpowiedzieć na większość z nich. A właściwie potrafiła, tylko każda dodatkowa sekunda rozmyślania przypominała jej szaleństwo, do którego doprowadził ten przeklęty globus.
-Może tak, od początku - zaczęła odkładając różdżkę na stół - Moja mama mi go nie dała. Właściwie to jest święcie przekonana, że został zniszczony. Nie jestem zbyt dobrą córką, jeśli o to chodzi - przeczesała włosy palcami zaciskając lekko usta. Cóż, na dobrą sprawę to oszukała i matkę i ojca i pół rodziny, ale wolała, żeby Ezra nie znał jej od tej strony. A przynajmniej nie na tym etapie ich znajomości.
-Wydaje mi się, że można się bronić przed odszukaniem przez glob, ale to dość specyficzny przedmiot. Lubi płatać figle użytkownikom, więc nigdy nie ma się stuprocentowej pewności, czy wskazuje poprawną lokację. Ba, potrafi pokazać miejsce przebywania zupełnie innej osoby, tylko o tym samym nazwisku - wydawało jej się, że powiedziała aż za nadto, ale ciężar słów, jakie wypowiadała nie chciał odpuścić. Ruth opuściła ramiona z westchnięciem zmęczenia i osunęła głowę na ramię przyjaciela.
-Teraz powinnam powiedzieć coś zabawnego w stylu "Tak naprawdę to cię śledzę", ale chyba niespecjalnie mam ochotę żartować z tego globu. Prawie wpędził mi rodzinę do szpitala psychiatrycznego - przymknęła oczy, jakby to miało pomóc jej pozbierać siły.
-Chcesz spróbować?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Preston
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 724
  Liczba postów : 770
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13332-ezra-thomas-clarke
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13335-relki-ezry
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13336-eureka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13338-ezra-clarke




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 7   Sob Gru 31 2016, 11:24

Najwyraźniej dokonując tej małej prezentacji, Ruth nie spodziewała się, że Ezra poświęci tematowi globu większe zainteresowanie. Przedmiot, choć rzadko spotykany, nie posiadał właściwości wyjątkowych, istniejących tylko w nim. Namierzać potrafiło wielu czarodziejów, nawet nie mając globu. Ale tak naprawdę ciężko było się dziwić, kiedy pamiętało się o niemagicznym pochodzeniu chłopaka. Dotąd tylko słyszał o potężnych artefaktach, więc styczność  z jakimś była ciekawostką.
Uważnie słuchał wyjaśnień Ruth, uśmiechając się w momencie, gdy wyznała, że globus jest w jej posiadaniu trochę nielegalnie. Nie zrozumiał nuty, która pojawiła się w jej głosie i nie zauważył tego drobnego zaciśnięcia ust, które zasugerowałyby mu, że coś więcej jest na rzeczy.
Gdyby to on był w posiadaniu globusa prawdopodobnie przekopałby już każdą księgę w dziale ksiąg zakazanych. W takich przypadkach bywał mocno nadgorliwy... Już miał zadać kolejne pytanie, kiedy głowa Ruth opadła na jego ramię, a on, zaskoczony, oderwał myśli od przedmiotu.
- Po co mam próbować, skoro jedyna osoba, która w tym momencie mnie obchodzi siedzi tuż obok? - Dźgnął ją przyjacielsko palcem w bok, a jego fascynacja przedmiotem jakoś zmalała i została zastąpiona zmartwieniem. Od razu wiedział, że musiał istnieć jakiś haczyk w tym globie. - Chcesz mi o tym opowiedzieć czy to niekoniecznie ten czas? - zapytał z miękką niczym gnieciony aksamit nutą troski.
Złapał ją w pasie i delikatnie przekierował, żeby mogła się o niego wygodnie oprzeć całym ciałem. Wziął jej drobną dłoń w swoją i trochę nieświadomie zaczął bawić się jej palcami. Teraz dostrzegał, że dziewczyna z czymś się zmagała. Tylko, dlaczego w takim razie nie pozbyła się globu? Nie żeby był materialistą, ale jeśli nie chciała go niszczyć, wystarczyło go sprzedać. Bo trzymanie w domu przedmiotów, nieważne jak wartościowych, ale przywołujących złe wspomnienia nie było najlepszym pomysłem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 21
Skąd : Uppsala, Szwecja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1449
  Liczba postów : 856
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13356-ruth-wittenberg
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13361-relacje-ruth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13357-soho
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13358-ruth-wittenberg




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 7   Sob Gru 31 2016, 12:35

Jak leciała ta sentencja? "Chroń mnie, Boże, od przyjaciół, bo z wrogami sobie poradzę"? W istocie, Ruth miała słabość do swoich przyjaciół i tak jak przy Adorii nie mogła zbyt wiele ukryć tak tym bardziej nie umiała schować ani swoich zmartwień, ani tajemnic przed Ezrą. W końcu on jeden zawsze miał rację, zawsze znajdował wyjście nawet z najbardziej beznadziejnej sytuacji i zwyczajnie Ruth wierzyła, że rady i sama obecność przyjacielskiego uśmiechu Ezry jest panaceum na całe zło.
A propo opisywania mężczyzny w samych superlatywach. Tylko on jeden na świecie potrafi w przeciągu piętnastu sekund ukłuć koleżankę w bok, po czym przytulić ją do siebie. Typowy Clarke. Ruth nawet nie była zdziwiona, a ciemne myśli skutecznie przegoniły chęć mszczenia się na nim. Zamiast tego posłusznie wtuliła się w jego ramię i wtopiła wzrok w nieruchomy punkt przed sobą.
Nic nie odpowiedziała na jego niebywały z jej punktu widzenia komplement, bo czuła, że cokolwiek teraz powie zrobiłoby z niej idiotkę lub w najgorszym wypadku zdradziło, że wcale nie traktuje go czysto przyjacielsko. A wolała nie robić sobie też nadziei po jednym sympatycznym zdaniu kolegi, bo znała go tak dobrze, że bez wątpienia wiedziała, że to niestety nie jest żaden podtekst. Takie życie.
-Pewnie myślisz, że nie szukałam wystarczająco skrupulatnie, skoro nie jestem w stanie dokładnie przewidzieć każdego zachowania globu. Ezra...Ja całe życie nic innego nie robię tylko inwestuję w wiedzę, dobrze wiesz. Tutaj niestety trochę sprawy się komplikują, bo o ile owszem, istnieją dokładne opisy działania globu o tyle cóż, są w większości nieprawdziwe - skwitowała w końcu przenosząc wzrok na twarz mężczyzny. Odległość nie miała w tym momencie zbyt wielkiego znaczenia, choć jakby się trochę wychyliła, z powodzeniem mogłaby go skubnąć w nos. W sumie, za te wszystkie kuksańce w bok powinna to zrobić. Za karę.
-Testowałam ten piekielny przedmiot naprawdę masę czasu i najogólniej mówiąc działa mniej więcej jak Mapa Huncwotów, tylko w skali globalnej. Trudno, żeby pokazywał dokładną ulicę w Londynie, skoro to globus, ale jeśli ktoś będzie leciał samolotem, czy przemieści się za pomocą świstoklika albo sieci Fiuu to punkt lokalizacji się przesunie- powiedziała, choć po jej minie było widać, że ten wywód powstał tylko po to, żeby dojść do sedna sprawy. Miała oczy jak mała dziewczynka, która rozbiła wazon i próbuje wytłumaczyć tacie, że to kot nabroił.
Ponownie odwróciła głowę powracając do wpatrywania się w punkt przed sobą.
-Kiedyś ci opowiem - skończyła i przełknęła ciężko ślinę. Nie może się pozbyć tego osobliwego artefaktu. I musi powiedzieć Ezrze dlaczego.
-Zwykły przedmiot magiczny. Jest tylko jedno ale. Kiedy mam go przy sobie, niemal podwajają się moje umiejętności rzucania zaklęć - odwróciła się, żeby sprawdzić jego reakcję, bo w końcu takich rzeczy nie mówi się byle komu. Może to skłoni go do większej wylewności a propo swojej przeszłości lub siostry, skoro ona postanowiła podzielić się z nim jednym ze swoich największych sekretów?
-Masz ładne oczy Ezra, wiesz? - uśmiechnęła się. Od paru chwil to był chyba jedyny pozytywny aspekt sytuacji. Jego oczy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Preston
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 724
  Liczba postów : 770
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13332-ezra-thomas-clarke
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13335-relki-ezry
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13336-eureka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13338-ezra-clarke




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 7   Pią Sty 06 2017, 01:18

Najgorszą wadą Ezry prawdopodobnie było to, że większość kobiet w swoim życiu traktował bardzo podobnie. Od dziecka ojciec wpajał mu, - a zresztą była to jedyna rzecz, którą Krukon uważał za właściwą w pojmowaniu świata przez ojca - że płci pięknej należy się szacunek i uwielbienie, bez względu na to, jak paskudny byłby charakter tejże osoby. Że kobieta to pewna strefa sacrum. Dlatego jego gesty tak często były niejednoznaczne i mylące. To, co Ezra uważał za przejaw uprzejmości, wiele dziewcząt brało za okazywane względy. Szczególnym typem znajomości były przyjaźnie - w nich chłopakowi zdarzało się zapominać o granicach zwanych przestrzenią osobistą, przekonany, że większość ludzi w podobnie swobodny sposób je interpretuje.
Dlatego tak bardzo lubił przebywać z Ruth - Krukonka doskonale rozumiała jego intencje, nawet jeśli on sam dobierał słowa pod wpływem emocji, i nigdy niczego nie utrudniała ani nie przeinaczała.
- Wcale nie myślę w ten sposób. Ba. Wierzę ci, Ruth. Komu jak komu, ale tobie ostatniej przypisałbym jakiekolwiek irracjonalne zachłyśnięcie się cudownością artefaktu... Po prostu... Są rzeczoznawcy. Może ktoś mógłby ci z tym pomóc? - Wiedział, że takowi rzeczoznawcy na ogół zajmowali się przedmiotami czarnomagicznymi (w dodatku mało legalnie), a mimo wszystko globus nie wyglądał na usposobienie cząstki zła. Skoro jednak mieli taką wiedzę, być może dotarliby i do tej, której potrzebowała Ruth. - Ale nie będę się wtrącał do twoich decyzji, słowo. Znasz mnie przecież.
Uśmiechnął się porozumiewawczo, ponieważ "nie wtrącanie się" zupełnie nie było jego domeną i Ruth świetnie o tym wiedziała.
- "Kiedyś" w naszym przypadku to chyba jedyny akceptowalny czas - skomentował tylko. Sam przecież nieszczególnie - mimo całej sympatii - chciał się dzielić z dziewczyną cieniami swojej przeszłości. Było to dosyć naturalne, że ludzie woleli odkładać mniej przyjemne i zaburzające ich wizerunek w oczach drugiej osoby sytuacje. Uśmiechnął się zatem tylko i opuszkami palców zaczął jeździć po jej skórze, kreśląc małe kółka. Wspomnienie o dodatkowym walorze globu na moment wytrąciło go z harmonijnego rytmu, ale po kilku sekundach wrócił do czynności. - To znaczy, że może wcale nie jesteś tak zdolną czarownicą, jak myślałem, skoro to są twoje podwojone umiejętności.
Prawdopodobnie było to niebezpieczne drażnić koleżankę, kiedy ewidentnie miała nad nim przewagę, skoro od jednej strony ona sama ograniczała mu drogę ucieczki, a od drugiej robiło to oparcie kanapy.
- Cóż, wiem. Chyba nie sądziłaś, że wszystkie dziewczyny łapią się na mój niezaprzeczalnie oszałamiający charakter - zauważył trochę prześmiewczo. Potem złapał ją za podbródek i udał, że dokładnie bada jej twarz. - Powinienem się teraz jakimś komplementem odwdzięczyć. Zaraz coś wymyślę, poczekaj... Masz ładne... Czoło. Masz bardzo ładne czoło.
W charakterystyczny dla siebie, nieco błazeński sposób Ezra pożegnał tymczasowo niewygodny dla Ruth temat, uznając, że lepiej go dawkować. Widok czymkolwiek strapionej Wittenberg nie był dla niego miły i był gotowy odgonić od niej te myśli. W sposób całkowicie rycerski - w końcu dobrowolne przyjęcie odpowiedzi na własne złośliwości było czynem szlachetnym.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 21
Skąd : Uppsala, Szwecja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1449
  Liczba postów : 856
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13356-ruth-wittenberg
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13361-relacje-ruth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13357-soho
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13358-ruth-wittenberg




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 7   Czw Sty 12 2017, 01:15

Powoli zaczynało jej się robić coraz lżej, jakby wszystkie jej troski traciły na wadze przy ciepłej osobowości przyjaciela. Ruth chciała tak sądzić, bo jej najrozsądniejsza część umysłu nieustannie przypominała kobiecie, że jeśli kiedykolwiek pozwoli sobie myśleć, że to coś więcej, niż "ciepła, życzliwa osobowość Ezry" to nie będzie miał już kto jej ratować.
I być może dlatego asekuracyjnie przesunęła jego palce z powrotem w bezpieczne miejsce marszcząc przy tym dziecinnie nos, jakby chciała mu bezgłośnie powiedzieć, że ją łaskocze. To nie była kwestia tego, że Ruth nie lubiła, kiedy ktoś ją dotyka. Po prostu sama musiała sobie ustalać granice w pewnych kwestiach.
Prawdopodobnie ze zmęczenia, bo trudno to o inny powód, trochę bezczelnie zignorowała wzmiankę przyjaciela dotyczącą rzeczoznawców i aluzji do tego, że jej "kiedyś", tak naprawdę może oznaczać nigdy. I choć Ruth nie była jedną z tych obruszających się przez błahostki dziewczyn, to już komentarz dotyczący jej umiejętności czarowania włączył jej tryb bojowy.
-To co, może mały sparing? Skopałabym ci tyłek i bez globu, ty człowieku małej wiary - uderzyła go pięścią delikatnie w bark, na znak swoich umiejętności walki wręcz. Oczywiście Ezra był o wiele silniejszy od niej, bo był mężczyzną i tak dalej, ale Ruth zakochana w sporcie prawie tak jak w nauce była okrutnie zwinna i na dobrą sprawę uważała to za przydatną cechę - w końcu nie zawsze można wyciągnąć różdżkę...Naturalnie odniosła się również do zaklęć, ale spokojna o to, że krukon zrozumiał tę dwoistą aluzję nie kontynuowała tematu.
Kiedy ponownie wyśmiał jej całkiem szczery komentarz już naprawdę miała ochotę przynajmniej zabrać mu kawę, bo wyjątkowo nie zasłużył i wtedy znów stało się coś, czego absolutnie nie chciała doświadczyć w tym momencie. Ezra złapał ją za podbródek i przyciągnął delikatnie do siebie. Kobieta zastygła bez ruchu, wpatrując się w przyjaciela przerażonymi oczami, jakby za chwilę miał jej powiedzieć, że nie nazywa się Clarke.
Na szczęście! Jego czujne poczucie humoru po raz enty tego dnia uratowało sytuację. Niech żyją piękne czoła!
-Prawda? - powiedziała rozbawiona unosząc kilkukrotnie brwi do góry. To nagłe oderwanie się od zapatrzenia w przyjaciela skutkowało zerknięciem na magiczny zegar na ścianie. Już po północy! To znaczy, że...
-Ezra! Już dwunasty! Wiem, że nie pijesz, ale chyba dasz się namówić na uczczenie lampką szampana ukończenia przez twoją najukochańszą przyjaciółkę dwudziestu jeden lat? - powiedziała uśmiechnięta i w euforii przytuliła się do mężczyzny, z największą serdecznością oddając mu urodzinowy uścisk.
W tym samym momencie zadzwonił dzwonek do drzwi. W środku nocy. Do mieszkania, o którym nie wiedział nikt, prócz dwóch osób siedzących właśnie na kanapie w środku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nieokreślony
Galeony : 246
  Liczba postów : 186




Specjalny






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 7   Czw Sty 12 2017, 16:23

Dzwonek do drzwi zabrzmiał natarczywie, choć tylko przez krótką chwilę. Żadne z domowników nie miało prawa zareagować, bo tuż po uprzejmym powiadomieniu o swojej obecności za drzwiami do mieszkania wparował wysoki, barczysty mężczyzna, na oko w wieku trzydziestu kilku lat.
Rozejrzał się czujnie dookoła, studiując każdą ścianę i mebel małej przestrzeni. Sprawiał też wrażenie kompletnie niezainteresowanego dwójką studentów siedzących na kanapie, choć stał przed nimi zaledwie kilka metrów.
-Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin od Magicznych Katastrof, mała! – zakrzyknął w końcu tak gromko, że unosząc swoje umięśnione ręce do góry wyglądał jak ciężarowiec usiłujący rzucić oponą na odległość. I nie czekając na jakikolwiek komentarz ze strony jubilatki kontynuował przemówienie – tym razem skupiając całą swoją uwagę na dziewczynie i jej towarzyszu.
-Jak tam studia? Dużo jeszcze nauki ci zostało? Czekamy wszyscy na ciebie, aż skończysz szkołę, no i właśnie…Wiesz, razem z chłopakami z Departamentu postanowiliśmy ci zrobić małą niespodziankę na urodziny. Jest mały kejsik do zrobienia, ale ciekawy i niegroźny, zero trupów. Zapytaliśmy szefa, czy mogłabyś może trochę przy nim pomóc i…Zgodził się! Cieszysz się mała, nie? – zapytał, wyjaśniając po części powód swojego pojawienia się. Nie do końca to tłumaczyło porę przybycia, ale zanim ktokolwiek zdążyłby rzucić „Finite”, mężczyzna ponownie się odezwał.
-Nie bój nic, ja to zaraportuję, a taki mini wypad w teren bez konieczności ślęczenia potem nad papierami to chyba fajny prezent, nie? Mój człowiek czeka już na ciebie przy Bibliotece Narodowej – zakończył temat i już miał jak gdyby nigdy nic się pożegnać (ach, ci zapracowani pracownicy Ministerstwa Magii!), ale odwrócił się ponownie do towarzystwa z miną pełną konsternacji.
-A ty to kto? – zapytał Ezrę wlepiając w niego swoje wielkie ślepia – A, zresztą nieważne. Głupio pytam, pierwsza w nocy to kim ty niby możesz być, he he – zaśmiał się, splatając ręce na piersi, przez co jego muskuły wyglądały już jak napompowane.
-To twój człowiek, czy rzucić Obliviate na wszelki wypadek? - zapytał z całą powagą, nagle wyjmując różdżkę i celując nią prosto w Ezrę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Preston
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 724
  Liczba postów : 770
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13332-ezra-thomas-clarke
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13335-relki-ezry
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13336-eureka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13338-ezra-clarke




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 7   Nie Sty 15 2017, 00:44

Niby taka twarda była, niby taka niepokonana, a zwykłych łaskotek to już się obawiała. Pokręcił głową z westchnieniem, dostosowując się jednak do jej niemego życzenia, jeśli miało to sprawić jej więcej komfortu. Bo po co tam był, jeśli nie aby umilać jej czas?
- No już. Schowaj pazurki, lwico. Rozłożenie na łopatki dziewczyny nie sprawi mi przyjemności. - Kolejne nieodpowiednie słowa łatwo znalazły ujście z jego gardła. Prawdopodobnie Ezra mógł sobie jeszcze mocno nagrabić u przyjaciółki w ten wieczór. Robienie przytyku do płci w tych czasach równouprawnienia? Niedobrze, niedobrze... Tym bardziej, że w tym wypadku faktycznie było to zaletą Ruth - przecież w żadnym wypadku nie skrzywdziłby bliskiej mu kobiety.
Szkoda, że wszyscy inni mieli inne poglądy i chętnie przyjmowali możliwość uderzenia go. Niezamierzoną odpłatą za ten lekki cios okazał się być komplement o czole. Zanim Ezra ujawnił swoje myśli, mina Ruth była bezcenna. Taka przerażona i pozbawiona zrozumienia. Zaśmiał się na ten nieczęsty, a uroczy widok. Takie zaskakiwanie Krukonki mogło łatwo stać się jego prawdziwą intencją.
- Już dwunasty? - zdziwił się i dopiero kiedy podążył za wzrokiem Ruth do zegara, dotarło do niego, o czym mówiła. - Już dwunasty! Wszystkiego najlepszego najukochańsza, najmądrzejsza, najpiękniejsza i w ogóle najwspanialsza przyjaciółko.
Dużo tych "naj" nagromadziło się w jednym zdaniu, ale przecież dziewczyna nie zasługiwała na nawet odrobinę słabsze określenia. I naprawdę miał to na myśli.
Odsunął się od Ruth i wyciągnął z kieszeni kilku centymetrowy kijek i zapalniczkę, jednocześnie pokazując jej, że w drugiej ręce nie ukrywa różdżki. Podpalił swój rekwizyt i dał Ruth dwie sekundy nim wykonał niedostrzegalny dla niej gest, a w jego ręce, zamiast kijka znajdowała się piękna żółta róża.
- Oj... Chyba coś poszło nie tak. - Uśmiechnął się, zasłaniając palcami płatki, a gdy odsunął dłoń, kwiat był w kolorze delikatnej lawendy. - Tak o wiele lepiej. Proszę. Zaklęta Augmentum oppilabit, więc nie musisz obawiać się, że uschnie.
Miał nadzieję, że popis jej się podobał. Już miał się nawet zgodzić na tego szampana, kiedy ktoś zastukał do drzwi, a potem, dosłownie po trzech sekundach jakiś mężczyzna wparował do mieszkania. Ezra opadł z powrotem na kanapę, nie do końca wiedząc jak zareagować. Dlatego siedział cicho, słuchając potoku słów i z niejakim zaniepokojeniem przemieszczając kilkakrotnie wzrok z urzędnika na Ruth.
Dopiero, kiedy mężczyzna wycelował w niego różdżką, nieco się ocknął.
- Hej, hej, spokojnie! Ręczy za mnie, jesteśmy przyjaciółmi.
Chyba powinien sobie sprawić jakąś tajemną kieszonkę w rękawie w razie takich wypadków. Gdyby teraz sięgnął po różdżkę, prawdopodobnie potraktowany zostałby jakąś uroczą klątwą. Ale skoro nie miał jej w ręce i tak mógłby oberwać, gdyby tylko czarodziej nabrał takiej ochoty. Koniecznie musiał pomyśleć o tej kieszonce.
Spojrzał na Ruth wymownie. Ciekawych miała dziewczyna znajomych...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 21
Skąd : Uppsala, Szwecja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1449
  Liczba postów : 856
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13356-ruth-wittenberg
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13361-relacje-ruth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13357-soho
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13358-ruth-wittenberg




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 7   Nie Sty 15 2017, 13:05

Uśmiechnęła się wymownie na komentarz o rozłożeniu jej na łopatki. Akurat. Ruth dobrze wiedziała, że jeśli miałaby się z kimś pojedynkować na różdżki lub w ostateczności wszystkich ostateczności świata komuś przywalić to pewnie by to zrobiła, ale przyjaciel miał tę osobliwą cechę, że wystarczyło, żeby spojrzał na nią przychylniejszym wzrokiem i już leżała na ziemi pokonana.
Trzeba się z tego otrząsnąć jak najszybciej. Raz na zawsze. Szkoda, że do jej uczuć nie da się zamontować wyłącznika. Zaklęcie "Finite" też niestety niespecjalnie działało.
Mini popis, który zaprezentował Ezra wręczając jej kwiat był jedną z piękniejszych rzeczy, które widziała. Wprawdzie Ruth znała się na mugolskich technologiach, na broni i tych wszystkich ważnych z punktu widzenia Analityka Magicznych Katastrof sprawach, ale jej ojciec był całe życie tak zapracowany, że nigdy nie wspomniał nawet o kuglarzach. Dziewczyna była pełna podziwu dla tego popisu bez różdżki, choć cały czas biła się z myślami, czy przyjaciel po prostu nie ukrył gdzieś głęboko różdżki a ona nie potrafi dostrzec jego zaklęć. Zachwycała by się podarunkiem pewnie jeszcze dłużej, gdyby do mieszkania nie wparował jej pracownik Ministerstwa. To nie tak, że ich nie lubiła, ale był środek nocy. Bez przesady.
Z miną pełną nieprzeniknionego zaskoczenia wysłuchała jego przemowy do końca i zupełnie jak młody Clarke wzdrygnęła się dopiero, kiedy kolega wyjął różdżkę.
-Oszalałeś? Schowaj to - uniosła brwi wysoko do góry. Nie potrafiła skarcić o wiele starszego współpracownika, ale aż rozłożyła ręce ze zdziwienia, kiedy ten wycelował niebezpiecznym przedmiotem prosto w Ezrę. Ruth możliwość trzeźwego myślenia odzyskała dopiero po chwili.
-Jasne, że się cieszę. Biorę tę sprawę - powiedziała uśmiechając się do urzędnika tak, jakby właśnie dostała od niego najnowszego Nimbusa. Czy z czego tam się teraz studenci cieszą, jak dostaną to na urodziny.
Ruth uwielbiała te sprawy. Czuła się jak detektyw, jak ktoś, kogo w pracy ratuje tylko wiedza i umiejętność szybkiego łączenia faktów. To była odpowiedzialna, niebezpieczna i wymagająca myślenia praca - wiedziała o tym, bo podczas praktyki napisała setki raportów o tuszowaniu skutków nieprawidłowego użycia czarów przez czarodziejów. Przypadki były różne i oczywiście najgorsze z nich dotyczyły tuszowania śmierci Mugoli, którzy zginęli z rąk średnio władających różdżką magów. Natomiast wszystkie te sprawy, które dotyczyły przekrętów, śliskich interesów i niepewnych akcji, które miały się skończyć chwałą, sławą lub bogactwem dla czarodzieja a kończyły się zazwyczaj fiaskiem były najciekawsze i każdy chciał je brać. A ona na urodziny dostała swoją sprawę.
Jednak kiedy otworzyła usta, żeby o coś zapytać mężczyzna zniknął. Typowe dla pracowników ich departamentu. Po co ustalić szczegóły, skoro można rzucić koleżankę w serce Londynu w środku nocy, żeby skontaktowała się z jakimś podejrzanym typem przy bibliotece. Brzmi jak plan.
-Ezra, przepraszam cię za niego, pracownicy departamentu katastrof tacy już są...Szybcy. Wiesz, w razie jakby ktoś chciał uciekać - powiedziała nie kryjąc zakłopotania całą sytuacją.
-Na szczęście nie wyciągnąłeś różdżki - przyłożyła rękę do serca, jakby ją teraz zakuło. Przyjaciel słusznie bowiem wydedukował, że gdyby wyjął różdżkę z zaskoczenia to pewnie leżałby już tu spetryfikowany.
-Naprawdę zależy mi na tej sprawie. Z drugiej strony urodziny bez ciebie to już nie to samo...W sumie jestem ostatnią osobą, o której pewnie pomyślałbyś, że ci to zaproponuje, ale...Może chciałbyś pójść ze mną? - zapytała z tym samym błyskiem w oku, który miała z każdym razem, kiedy liczyła, że się na coś zgodzi. Tym samym, który pojawiał się, kiedy zaczynała wierzyć, że może kiedyś coś z tego będzie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Preston
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 724
  Liczba postów : 770
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13332-ezra-thomas-clarke
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13335-relki-ezry
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13336-eureka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13338-ezra-clarke




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 7   Sob Sty 21 2017, 23:04

To było niesprawiedliwe, że nawet nie miał okazji zbyt długo napawać się zaskoczeniem Ruth. Do jakiegoś stopnia był narcystyczny i lubił, kiedy ktoś podziwiał jego umiejętności. W końcu były całkiem fajne. Kto inny w Hogwarcie potrafił robić takie rzeczy bez prawdziwej magii? Czuł się pod tym względem ciut niedoceniany, naprawdę.
No, ale przynajmniej nie miał zostać zmieciony żadnym zaklęciem, ponieważ Ruth zareagowała szybko, uspokajając swojego starszego kolegę. Bardziej zaniepokoiła go jej kolejna reakcja, którą była szczera radość na wieść o szlajaniu się po Londynie w środku nocy i to w jakiejś tajemniczej sprawie, o której zupełnie nic nie wiedziała. Nieprzestrzeganie ciszy nocnej, odwiedzanie zakazanych pięter i wycieczki do zakazanego lasu - to rozumiał. Były to przygody raczej nieinwazyjne, nawet jeśli ryzykowne. Nie mówiąc już o tym, że nie do końca pokładał wiarę w tym specyficznym urzędniku. A jednak, Ruth wyglądała na najszczęśliwszą osobę pod słońcem i nawet nie miał serca tego pomysłu negować.
Ale doprawdy, czasami tej dziewczyny nie poznawał!
Zaśmiał się z zakłopotania Ruth po tym, jak urzędnik po wypełnieniu swojej misji po prostu się teleportował. Machnął ręką, czując się już nieco swobodniej w tej całej sytuacji.  Dziewczyna nie była za to odpowiedzialna i szczerze mówiąc, to wtargnięcie było zupełnie w stylu czarodziejów. Odkąd trafił do magicznego świata, Ezra nieustannie dostrzegał jak inne mieli podejście do takich spraw.
- No skoro tak ładnie prosisz o moje towarzystwo...  - Był tym miło zaskoczony. Spodziewał się, że z miną pełną skruchy wyprosi go ze swojego mieszkania i sama wyruszy na przygodę. (Być może dlatego tak mu się ten pomysł początkowo nie podobał - musiałby się potem martwić o dziewczynę pół nocy!) - Zatem, jubilatka przodem. - Uśmiechnął się, parodiując lekki ukłon.
No to... ahoj, przygodo!

ztx2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 21
Skąd : Uppsala, Szwecja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1449
  Liczba postów : 856
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13356-ruth-wittenberg
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13361-relacje-ruth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13357-soho
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13358-ruth-wittenberg




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 7   Pon Lut 13 2017, 19:54

Czy Ruth cieszyła się, że jedzie na ferie? I tak i nie. Z jednej strony przebierała nóżkami ze zniecierpliwienia przed nową pracą, z drugiej miała niesamowitą ochotę odpocząć od wszystkiego. No dobrze, może niekoniecznie szkolny wyjazd równa się odpoczynkowi, ale świadomość, że będą przy niej najbliżsi, czyli Ezra i Padme napawała ją wyjątkowym spokojem i pogodą ducha.
Poza tym był jeszcze ktoś. Ktoś, kogo obecność na zimowym wyjeździe bardzo poprawiała młodej Szwedce humor. Był ciepły, serdeczny i potrafił sprawić, że nawet najgorszy dzień krukonka kończyła z uśmiechem na ustach. Dzięki niemu zapominała o problemach, zmartwieniach i wszystkich kłopotach, jakie zamieszkały w jej głowie, dlatego przed wyjazdem pomyślała, że zrobi mu wyjątkowy prezent, który miała w planach mu podczas wyjazdu. Problemem był czas no i oczywiście zdolności Szwedki, która wymyśliła w swoich ambitnych zapędach, że w ramach prezentu walentynkowego upiecze tajemniczemu uczniowi ciasto. Długo zajęło jej wyszukanie takiego, które na pewno sprawi mu radość i jednocześnie nic mu się nie stanie przez jeden dzień (wszystkie z kremem odpadły na starcie) i w końcu wybór padł na piernik.
Totalnie, ale to totalnie nie miała pojęcia, jak się za to zabrać, poza tym liczyła na spektakularny efekt, więc postanowiła poprosić o pomoc pierwszą szefową kuchni Hogwartu i zarazem najbardziej ambitną kucharkę, jaką znała - Candy.
Wcześniej przygotowała składniki, ogarnęła mieszkanie i z niecierpliwością czekała aż Hiszpanka się pojawi. W końcu nie miały zbyt wiele czasu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 21
Skąd : Hiszpania, Walencja
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 1721
  Liczba postów : 908
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12573-candida-feliciana-miramon#339796
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12577-cukierek
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12578-lluvia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12581-candida-feliciana-miramon




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 7   Pon Lut 13 2017, 20:20

Poznały się z Ruth przypadkiem, a Szwedka zaraz zorientowała się, że Candy jest naprawdę uzdolniona kulinarnie i w pewien sposób postanowiła wreszcie to wykorzystać, dlatego teraz Hiszpanka znowu przedzierała się przez śnieżne zaspy, żeby dostać się do mieszkania znajomej. Dostała dokładny adres, więc nie było to takie trudne i pojawiła się punktualnie.
To był czas przedferyjny, więc w Hogsmeade były tłumy uczniów. Zajęć było coraz mniej, a niektórzy kupowali to, co, jak sądzili, mogło im się przydać na wyjeździe. Ale Candy wolała spędzić ostatnie dni w Londynie o wiele przyjemniej, a że Ruth sama to zaproponowała, nie zamierzała odmawiać. Uzgodniły, że to Szwedka kupi wszystko, co potrzebne, a Hiszpanka tylko pomoże jej w kolejnych czynnościach.
Kiedy Ruth otworzyła drzwi, Candy chuchała na zmarznięte dłonie. Potarła je i uśmiechnęła się do dziewczyny.
Hej, masz wszystko? – Dopóki była ubrana, mogła skoczyć jeszcze na zakupy, później zmusi do tego Ruth, nie było mowy, żeby znowu marzła. Rozebrała się, odwiesiła płaszcz, a wysokie kozaki postawiła pod ścianą, żeby nie wylądowały na środku korytarza. – Mieszkasz sama? Mieszkania tutaj chyba są drogie, co? – zagaiła. Nie wiedziała, gdzie się kierować, aby dotrzeć do kuchni.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 21
Skąd : Uppsala, Szwecja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1449
  Liczba postów : 856
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13356-ruth-wittenberg
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13361-relacje-ruth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13357-soho
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13358-ruth-wittenberg




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 7   Pon Lut 13 2017, 20:42

Słysząc dzwonek do drzwi od razu pobiegła otworzyć, ale kiedy zobaczyła Candy taką zmarzniętą, trochę zmartwiło ją, że na dobrą sprawę sama zmusiła Hiszpankę do wyjścia na ten mróz. Pozwoliła koleżance przebrać się w spokoju i pomachała chwilę różdżką, żeby zrobić im obu gorącej herbaty (oczywiście mugolski ekspres znów się popsuł) a przy okazji rzuciła "Fovere" na panele podłogowe, żeby Candy nie cierpiała od zimnej podłogi. Naturalnie, nie miała żadnych kapci do podarowania, bo Ezra zawsze chodził u niej boso, więc nawet do głowy jej nie przyszło, żeby zaopatrzyć w takowe mieszkanie.
-Kiedy je kupowałam były całkiem okazyjne ceny - powiedziała, stawiając na blacie dwie gorące filiżanki. Wszystkie składniki były ułożone równo, jeden przy drugim, jakby wyciągnęła i rozłożyła je dosłownie przed chwilą.
-Wiesz, chciałabym, żeby to ciasto było niespodzianką, ale jednocześnie szukałam czegoś klasycznego, co mogłoby uruchomić miłe wspomnienia. I wymyśliłam piernik - uśmiechnęła się szeroko, pokazując ogromny słój bursztynowego miodu i wysoki pojemnik z mąką. Na początku miała być szarlotka lub sernik, ale przecież nie wytrzymały by tych dwóch, trzech dni, a gdzieś czytała, że piernik musi i tak "dojrzeć".
-Jak to z tym piernikiem jest? Ja go będę musiała gdzieś potem schować na parę dni, prawda? - zapytała przejęta, otwierając wieka. Widziała kiedyś, kiedy jeszcze była malutka, pokaz magicznego gotowania. To były prawdziwe czary. Żadnych stolnic, żadnych mis - wszystko wirowało i piekło się w powietrzu, dlatego zaczęła ochoczo zabierać się do pracy z nadzieją, że razem z Candy uda jej się zrobić najsmaczniejszy piernik w całej Norwegii (bo jeszcze złudnie myślała, że na ferie jadą właśnie tam)...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 21
Skąd : Hiszpania, Walencja
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 1721
  Liczba postów : 908
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12573-candida-feliciana-miramon#339796
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12577-cukierek
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12578-lluvia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12581-candida-feliciana-miramon




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 7   Pon Lut 13 2017, 21:48

Candy na szczęście nie skarżyła się w żaden sposób. Uważała, że po dwóch altach nie miała do tego prawa. Jeżeli było jej tak źle, mogłaby się wynieść. I wcale nie miałaby nikomu za złe, gdyby tak jej odpowiedział na zrzędzenie na temat pogody. Wyglądała na lekko zmarnowaną i zmęczoną, ale wystarczy, że zobaczyła kuchnię i już ciekawsko rozglądała się po kątach. Uważała, że człowieka można poznać po kuchni. Po tym, czy wszystko stoi równo czy też jest porozrzucane, a może pochowane? Od razu rzuciły jej w oczy równiutko ułożone składniki. Gdyby to była kuchnia Hiszpanki, wszystko leżałoby na stole… gdziekolwiek, jakby to określił przypadkowy człowieka, jednak Candy szybko odnajdywała to, co potrzebne.
Nie bawiły się w siadanie i plotkowanie, tylko od razu stanęły przy głównym blacie, a Ruth mówiła, co chciałaby zrobić.
Candy rzuciła jeszcze okiem na herbatę. Zbawienie w taką pogodę, na pewno dzięki temu się rozgrzeje. Niestety, jak się przekonała, napój był aż za gorący i tylko poparzyła sobie usta.
Też muszę poszukać mieszkania – stwierdziła. Może zostaną w niedługim czasie sąsiadkami.
Zaraz zaczęła myśleć o pierniku. Tyle miodu i mąki? Ruth chyba chciała zrobić naprawdę wielką niespodziankę. Na walentynki?, zapytała samą siebie.
Z czym ci się kojarzy piernik? – zainteresowała się. Właściwie nie piekła go zbyt często, wolała malutkie korzenne pierniczki, które robiło się ekspresowo. Przyozdabiała nimi choinkę. – Masz rację, może trochę poleżeć pod przykryciem, będzie wilgotniejszy – przytaknęła, szczęśliwa, że dziewczyna trochę na ten temat wiedziała.
Już teraz Candy wiedziała, że z mugolskiego gotowania nici. Nie działały tu takie przedmioty jak blendery czy miksery, a zresztą jak oceniła – Ruth zależało na zobaczeniu, na czym polega magiczne gotowanie, czyli Candy musiała wrócić wspomnieniami do zajęć w Calpiatto.
To co, wysmarujesz blachę? Wąską, może być długa i wysoka, nawet dwie, bo widzę, że masz mnóstwo składników. Potem wysyp ją otrębami, dobrze? – zaproponowała. Niech Ruth zacznie od najłatwiejszych czynności.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 21
Skąd : Uppsala, Szwecja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1449
  Liczba postów : 856
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13356-ruth-wittenberg
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13361-relacje-ruth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13357-soho
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13358-ruth-wittenberg




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 7   Pon Lut 13 2017, 22:11

No to zaczynamy. Ruth bardzo zależało na efekcie końcowym, dlatego choć nie przyznała się przed Hiszpanką, to składniki kupowała przez kilka dni, powidła ściągając z samej Polski, przy aprobacie jej babci od strony ojca, która miała w tym pięknym kraju koleżankę. Wiadomo, babcine dżemy są najlepsze, a to ciasto musiało być absolutnie najlepsze. Poprosiła też Candy o pomoc, bo chciała zachować ten pomysł w tajemnicy, bez zbędnych pytań dlaczego chce zrealizować tak dziwny plan tuż przed feriami.
-W dolinie są piękne mieszkania do wynajęcia - rzuciła i niemal natychmiast zaczęła stosować się do poleceń, cierpliwie machając różdżką, żeby dopomóc sobie w przygotowaniu blachy. Owszem, również nie pofatygowała się, żeby ją wyjąć ręcznie z szafki, tylko rzuciła zaklęcie przywołujące, co wyglądało teraz tak, jakby całe jej życie polegało na ułatwianiu sobie czarami, co oczywiście nie było prawdą.
Nie wyszło jej najrówniej to smarowanie i obsypywanie otrębami, więc trochę zmartwiona zaczęła z uwagą przypatrywać się temu, co robi Candida.
-Nie jestem stąd, więc z niczym. Rzadko jem piernik - powiedziała zdawkowo. Jadała zupełnie inne ciasta, w Anglii spotkała się raczej z pierniczkami choinkowymi, a teraz... - Właściwie to nigdy nie jadłam prawdziwego- skończyła trochę zakłopotana. Jak ty chcesz dziewczyno zrobić piernik, skoro nigdy go nie jadłaś? Brawo, Szwecja, minus dziesięć punktów.
-On się upiecze od razu? - zapytała uważnie śledząc ruchy kobiety. Pamiętała, że w magicznym gotowaniu piekło się szybciej, ale obrazy były widoczne jak przez mgłę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 21
Skąd : Hiszpania, Walencja
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 1721
  Liczba postów : 908
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12573-candida-feliciana-miramon#339796
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12577-cukierek
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12578-lluvia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12581-candida-feliciana-miramon




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 7   Pon Lut 13 2017, 22:31

Pewnie bardzo drogie – zauważyła z rozbawieniem. Owszem, chciała piękny dom z ogrodem w jakimś ustronnym, najlepiej trochę chociaż mugolskim miejscu, ale na razie nie było ja na taki wydatek stać, a poza tym zwariowałaby w wielkim mieszkaniu. Przypomniała sobie zaraz o tym, że pewnie nigdy nie będzie mogła sobie na dom pozwolić, jednak była w kuchni, tutaj mogła zapomnieć o wszystkim.
Ruth szybko załapała, że nie będzie tutaj rządzić, co Candy się od razu spodobało. Ale i tak postanowiła jedynie wydawać polecenia i ewentualnie pomóc, gdyby z czymś sobie dziewczyna nie radziła. Może i smarowanie blachy nie było wykonane idealnie, ale tylko mąka i otręby. O ile dziewczyna nie nałożyła kilkucentymetrowej warstwy tłuszczu, było dobrze.
W takim razie zrobimy podwójną porcją i od razu spróbujemy – stwierdziła. Znała kilka trików z Calpiatto.
Gdy ona zajmowała się blachą, Candy przywołała do siebie garnek, do którego dodała podwójną porcję masła i cukru. Rozpaliła zaklęciem ogień na kuchence i postawiła naczynie. Stała obok, żeby móc w nim mieszać.
Nie tak od razu, ale na pewno szybciej – przytaknęła odrobinę rozczarowana. Wyglądało na to, że Ruth chciała ciasto już teraz, natychmiast, a Candy uwielbiała czekać, patrzeć, jak wyrasta. Wszystko ładnie się roztopiło, więc przywołała Ruth. – Teraz dodasz miód, powidła, przyprawę korzenną, cynamon i kakao i będziesz cały czas mieszała na wolnym ogniu. Pamiętaj, żeby porcja była podwójna. – Wcześniej położyła przy kuchence przepis na zwykłą porcję.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 21
Skąd : Uppsala, Szwecja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1449
  Liczba postów : 856
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13356-ruth-wittenberg
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13361-relacje-ruth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13357-soho
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13358-ruth-wittenberg




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 7   Pon Lut 13 2017, 22:47

Prawdę powiedziawszy Ruth powoli zaczynało irytować mieszkanie w Hogsmeade. Kręciło się tu sporo uczniów, a po ostatniej wizycie u Vittorii i Alice w dolinie zapragnęła się tam przenieść jeszcze bardziej. Niestety, jak Hiszpanka słusznie zauważyła mieszkania były tam dość drogie i najekonomiczniej wychodziło wprowadzić się tam we dwoje, a Ruth na chwilę obecną było dobrze tak jak było - czyli samej. Pozostawała jeszcze kwestia przepowiedni, którą kiedyś oczarowała ją Armande, o "odpowiedzi za drzwiami". Ta przepowiednia była dziwna, ale jednoznacznie wskazywała, że gdzieś w okolicy czai się odpowiedź na wszystkie rozterki Szwedki, ba, nawet nie tak wcale daleko, bo w tej kamienicy. Stąd póki nie nastąpiła przyszłość, którą zobaczyła Armande młoda Wittenberg wolała się nie przeprowadzać.
Z rozterek na temat mieszkania wyrwały ją polecenia Hiszpanki, które wykonała cierpliwie, z uwagą przyglądając się łączeniu składników. Najpierw tworzyły wyraźne pasy, ciemniejsze od kakao, przez paloną cegłę cynamonu aż po jasny puch mąki, aby po chwili stać się ciągnącą, ciemnozłotą masą.
-To przepis na jedną porcję? - zapytała w trakcie, choć i tak składniki wrzucała podwójnie. Nie miała ochoty na ciasto, ale skoro Candida zarządziła, że choć spróbują wypieku, to właściwie nie było przeciwwskazań.
-Jak pięknie pachnie... - zmrużyła oczy, uderzona świątecznym zapachem, który rozszedł się po mieszkaniu.
-Chciałabym jeszcze go przekroić i przełożyć tymi powidłami, babcia wspominała, że tak się podaje takie ciasto... - w Polsce, chciała dokończyć, ale urwała na szczęście.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 21
Skąd : Hiszpania, Walencja
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 1721
  Liczba postów : 908
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12573-candida-feliciana-miramon#339796
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12577-cukierek
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12578-lluvia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12581-candida-feliciana-miramon




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 7   Pon Lut 13 2017, 23:03

Hiszpanka szybko zatraciła się w gotowaniu i wszelkie przemyślenia zeszły na drugi plan. Teraz zastanawiała się, co zrobi dzisiaj na kolację i czy ferie będą gdzieś, gdzie będzie dostęp do kuchni i będzie mogła coś upiec. Może i była sama i było to odrobinę dołujące, ale mogła pocieszyć się ciasteczkami w kształcie serca.
Jedną, taką na blaszkę. Jeżeli masz w domu łasucha, szybko zniknie – zapewniła, a raczej ostrzegła. Zależy, czy Ruth lubi słodycze. Candy na pewno by się połasiła i gdyby miała świadomość, ze rano zastanie tylko okruszki, postarałaby się o więcej i część schowała.
Uśmiechnęła się, gdy dziewczyna wreszcie zareagowała w jakiś sposób na wypiek. Candy zachwycała się od samego początku, Ruth przekonał do tego zapach. Mocny, korzenny, cynamonowy. Wyłączyły ogień i chwilę odczekały, a potem Hiszpanka wskazała na sodę, kawę zbożową i mleko, które przywołała.
Musisz to dodać, zaraz roztrzepię jajka. – Nie chciała szukać miski po szafkach (chociaż uwielbiała to robić!), więc znowu użyła różdżki. Rozbiła jajka i zaczęła roztrzepywać. – Najbardziej lubię warstwę powideł w pierniku – powiedziała, co oznaczało, że nie wyobrażała sobie zrobić tego ciasta inaczej. Postawiła roztrzepane jajka koło Ruth. – Twoja babcia była pasjonatką?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 21
Skąd : Uppsala, Szwecja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1449
  Liczba postów : 856
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13356-ruth-wittenberg
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13361-relacje-ruth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13357-soho
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13358-ruth-wittenberg




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 7   Pon Lut 13 2017, 23:16

Ciekawe, że Szwedka piekła piernik po raz pierwszy i nie trzęsły się jej tak ręce jak podczas pierwszego jej warzenia antidotum z Thomasem. Cóż, najwidoczniej nie mogła tu sobie pozwolić na pomyłkę, poza tym wkładała w ten wypiek całe swoje analityczne serduszko, żeby obdarowywany na pewno docenił ten smak uzyskany z czystej sympatii. Zapach już roznosił się pewnie po całym Hogmseade, a tu jeszcze została kawa i mleko do dodania, czyli najlepsze połączenie, jakie można sobie było wymarzyć. Ruth kochała kawę i choć ta była zbożowa wybaczyła jej to przewinienie, kiedy po dodaniu składników poczuła prawdziwy zapach piernika.
Z ciekawością przyglądała się też wyczynom Candidy, a już w szczególności pokazowi mieszania składników bez miski, co zawsze wyglądało dość spektakularnie, nawet dla osoby, która dobrze władała różdżką.
Z tego zaaferowania prawie w ogóle się nie odzywała, więc ocknęła się dopiero, kiedy Hiszpanka zapytała o jej babcię.
-Pasjonatką? Raczej nie, po prostu ma znajomych tu i tam - powiedziała dość enigmatycznie, ale w końcu takie babcie mają swoje źródła i swoje koleżanki z całego życia, więc właściwie nie minęła się z prawdą.
Widać też było, że powoli kończyły, stąd praktycznie pozostało im tylko pieczenie, powidła i polewa. Trzy najważniejsze "P" tego wieczoru.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Mieszkanie nr 7

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 4Idź do strony : 1, 2, 3, 4  Next

 Similar topics

-
» Mieszkanie
» Mieszkanie 18 - Marceline Delacroix i Madison Richelieu
» Mały salon
» Mieszkanie Curtis Juvinall i Raphaela De Nevers
» Mieszkanie Emmy

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
mieszkania
-