IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Gabinet Liama Simona Deara

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość



avatar

Nauczyciel
Wiek : 26
Skąd : Brighton, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 665
Dodatkowo : animag (nietoperz)
  Liczba postów : 389
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13244-liam-simon-dear#353836
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13246-liam-s-dear
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13247-poczta-liama#353858
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13248-liam-s-dear




Gracz






PisanieTemat: Gabinet Liama Simona Deara   Pią Wrz 30 2016, 22:13


Gabinet profesora Deara


Pomieszczenie po drobnym remoncie o wiele bardziej pasuje do właściciela. Pełne ciepła, z ogniem wiecznie trzaskającym w kominku. Przeważa tutaj kolor niebieski, reprezentujący Ravenclaw. Choć w centralnej części pokoju stoi duże drewniane biurko, profesor spędza przy nim zaskakująco mało czasu - o wiele częściej siedzi na miękkiej kanapie, którą zwykle pokrywa sterta poduszek i puchatych kocy. Klimatu dopełniają półki uginające się od nadmiaru książek, których tematyka skacze od Transmutacji aż po Quidditch. Z sufitu zwisają małe, papierowe nietoperze, które z pozoru wyglądają na zwykłe, nieco kiczowate dekoracje. W rzeczywistości, co jakiś czas poruszają skrzydełkami i jakby ożywają, aby przenieść się w inny kąt pokoju.


Ostatnio zmieniony przez Liam S. Dear dnia Sro Cze 21 2017, 14:59, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 26
Skąd : Brighton, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 665
Dodatkowo : animag (nietoperz)
  Liczba postów : 389
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13244-liam-simon-dear#353836
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13246-liam-s-dear
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13247-poczta-liama#353858
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13248-liam-s-dear




Gracz






PisanieTemat: Re: Gabinet Liama Simona Deara   Pon Lis 21 2016, 23:12

Cóż, Liam kochał czytać. Jako nauczyciel nie miał zbyt wiele czasu na zagrzebywanie się w powieściach o rozbieżnej tematyce, raczej otoczył się w pełni tym, co lubił i przy okazji czego potrzebował. Transmutacja towarzyszyła mu na każdym kroku i choć wielu już by się znudziło, to on co chwilę dostawał nową dawkę ciekawości.
Opadł ze zmęczeniem na fotel, wpatrując się w stare księgi piętrzące się na biurku. Ustawił je w piękną wieżyczkę po jednej stronie. Ledwo się zabrał z biblioteki do gabinetu (no dobra, może kilka książek lewitował obok siebie. Ale hej, jest czarodziejem, to nic złego!)... Planował na następną lekcję przygotować coś ciekawego i nietuzinkowego. Nie chciał przynudzać znowu prostymi zmianami kolorów, czy transmutowaniem kruka w fretkę. Trzeba było zabrać się za coś porządnego, ale to wymagało od niego poświęcenia większej ilości czasu.
Spojrzał raz jeszcze na biurko. Jakimś cudem całe było pozastawiane różnymi pierdołami. Może i książki uprzątnął, ale dalej leżało tam jabłko, sterty papierów, kilka piór...
Chwilkę poczytam, a potem to ogarnę - zdecydował w myślach, otwierając pierwszą książkę. Zagłębił się w lekturze, zupełnie zapominając o całym świecie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Wyspa Skye, Szkocja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 635
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 859
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13638-blaithin-astrid-dear#362967
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13646-not-a-bad-girl#363014
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13684-dziobek
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13647-blaithin-astrid-dear#363019




Gracz






PisanieTemat: Re: Gabinet Liama Simona Deara   Wto Lis 22 2016, 00:01

Oczywiście, Fire, jak to Fire, uwielbiała pakować się w kłopoty. A jak najlepiej wkurzyć nauczyciela? Pyskować mu i patrzeć prosto w oczy tym hardym spojrzeniem, mówiącym że tak czy siak cię nie złamie. Niektórzy znosili Gryfonkę, wiedząc o tym, że lekcje z nią czasami bywają naprawdę ciężkie, zwłaszcza jeśli przyjdzie w złym humorze. Inni natomiast niezbyt tolerowali bezczelne zachowanie dziewczyny, która nigdy nie nauczyła się, kiedy powinna zamilknąć.
Otworzyła drzwi do gabinetu gwałtownie, czując tłumioną w niej frustrację. Powstrzymała się jednak przed trzaśnięciem nimi. Już to, że wpadła tak znienacka mogło zdenerwować kuzyna Fire. Miała nadzieję, że nie przerwała mu właśnie jakiejś bardzo ważnej pracy, choć i tak nie przejęłaby się aż tak mocno. Może i pokrzyczałby na nią, ale przeszłoby mu w miarę szybko.
- Kolejny szlaban! Keane to cholerny buc z kijem w dupie. - powiedziała z wyrzutem w stronę Liama, jakby to on był odpowiedzialny za surowe metody wychowawcze swojego współpracownika. Z nim najgorzej żyło się tej buntowniczce. - No i po co ja mam znowu sprzątać po tych sowach?! - westchnęła zirytowana, przechadzając się po gabinecie, żeby uspokoić nerwy. Jeśli nie mogła zapalić to musiała zwiększyć ton głosu. Naprawdę lubiła to pomieszczenie, dlatego też zjawiała się tu dość często. Fire wydawało się bardzo spokojne, stonowane w barwach i pełne dziwnej, ale przyjemnej ciszy. Przebywanie w nim zdawało się niemal... chłodzić jej temperament.
Podeszła do biurka Liama, zaczepiając od niechcenia palcem jednego z papierowych nietoperzy. Nie rozumiała, czemu ich nadal nie wyrzucił, przecież nie chciał chyba robić z siebie Draculi. Zauważyła jabłko na biurku, więc chwyciła je i podrzuciła parę razy w górę, badając jego twardość.
- W czym ważnym ci przeszkodziłam, Batmanie? - Fire nie zamierzała zwracać się do kuzyna po imieniu, bo do nikogo tak nie mówiła. A znając jego małą tajemnicę mogła zawsze się z niego ponabijać. Odgarnęła kosmyki ciemnych włosów wyplątujące się z koka i ugryzła jabłko, czekając na ewentualny atak złości Liama z o wiele większym już spokojem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 26
Skąd : Brighton, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 665
Dodatkowo : animag (nietoperz)
  Liczba postów : 389
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13244-liam-simon-dear#353836
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13246-liam-s-dear
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13247-poczta-liama#353858
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13248-liam-s-dear




Gracz






PisanieTemat: Re: Gabinet Liama Simona Deara   Wto Lis 22 2016, 00:24

Strzał w dziesiątkę. Pierwsza lektura, w którą się zagłębił, dokładnie opisywała zaklęcia, którymi Liam interesował się już od jakiegoś czasu. Były trudne i nie był pewien, czy jest sens rozpatrywania je na lekcje... Ale może? Jeśli uda mu się je opanować w przyzwoitym tempie, to spróbuje zaprezentować to studentom. W końcu ileż można bawić się w kółko tym samym? Czas na coś nowego!
Obracał różdżkę w palcach z lekkim zafascynowaniem, gdy drzwi otworzyły się z impetem i do środka wpadła jakże charaterystyczna postać kuzynki profesora. Blaithin, oczywiście, pełna była emocji i musiała je wyładować właśnie w jego gabinecie. Nie, żeby była to pierwsza taka sytuacja. Gryfonka pojawiała się w tym pomieszczeniu niewiele rzadziej, co jego właściciel.
Szatyn obserwował kuzynkę znad książki, wysłuchując uważnie jej pełnych frustracji uwag. Zaczekał, aż wszystko z siebie wyrzuci i odetchnie, bo wyjątkowo nie miał ochoty na podjudzanie jej. Niech się trochę uspokoi, to porozmawiają.
- Cóż, bez powodu nawet Keane nie daje szlabanów, Fire. - zauważył z lekkim rozbawieniem. - Swoją drogą, zaczynam się czuć jak twój prywatny psycholog.
Dear pokręcił głową z niedowierzaniem i chciał jeszcze coś dodać, ale zamarł z oburzeniem na twarzy i lekko uchylonymi ustami, gdy dziewczyna bezczelnie pochwyciła jabłko i się w nie wgryzła.
- Gdybym nie był tak dobroduszny, to dostałabyś kolejny szlaban, ale ode mine. - poinformował ją z niejakim niezadowoleniem w głosie. Odłożył książkę na bok tak, aby przypadkiem się nie zamknęła, po czym skrzywił się delikatnie na to przezwisko. Och, był ogromnym fanem Batmana. Prawdę powiedziawszy, ten mugolski wytwór podobał mu się bardziej, niż jakiekolwiek czarodziejskie dzieła. Tak czy inaczej, nie chciał się chwalić swoimi zdolnościami animagicznymi, a przecież do tego Fire nawiązywała.
- Próbuję nauczyć się jakichś ciekawszych zaklęć, żeby poprowadzić zaklęcia o trudniejszej tematyce... Ale nie wiem, czy coś z tego wyjdzie. - Liam uśmiechnął się z lekkim zażenowaniem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Wyspa Skye, Szkocja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 635
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 859
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13638-blaithin-astrid-dear#362967
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13646-not-a-bad-girl#363014
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13684-dziobek
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13647-blaithin-astrid-dear#363019




Gracz






PisanieTemat: Re: Gabinet Liama Simona Deara   Wto Gru 06 2016, 18:12

Liama traktowała jako swojego przyjaciela, co według mniemania Szkotki sprowadzało się do wysłuchiwania jej marudzenia o niemal każdej porze. Zdawała się w ogóle nie myśleć o tym, że jest od niej dużo starszy i w dodatku pełni funkcję nauczycielską. Zresztą Blaithin od dawna nie zwraca uwagi na obowiązuje normy moralne, choć nie zdarzyło jej się jeszcze z tym przesadzić. Zazwyczaj umiała nakreślić sobie granicę, choć bywały momenty, gdy "niespecjalnie" zacierała tę cienką linię.
- Jeśli powodem do szlabanu jest delikatne zasugerowania, że powinien wyjąć sobie ten kijek z tyłka to rzeczywiście. - prychnęła, bo nie lubiła, kiedy nie miała racji, a niestety to zdarzało się zdecydowanie zbyt często. I nie miała ochoty oglądać tego delikatnego uśmieszku błąkającego się na ustach kuzyna. - Przecież wiem, że to lubisz. - rzuciła. Gdyby było inaczej zauważyłaby. Fire nie natknęła się jeszcze na człowieka, który potrafiłby grać równie dobrze jak ona, co łączyło się z tym, że potrafiła przejrzeć kogoś niekiedy na wylot. I uwielbiała się w to bawić. Widzieć, jak ludzie uciekają wzrokiem, czuć tę wyższość bijącą ze świadomości, że jest silniejsza. Co z tego, że było to jedynie fałszywe przekonanie?
- Bardzo chętnie na niego zapracuję. - odparła, kiedy to "pogroził" jej szlabanem. W ciemnych oczach dziewczyny zatańczyły na chwilę niebezpieczne ogniki, zwiastujące zdecydowanie nic przyjemnego dla Liama. W każdym razie żartowała, nie zamierzała robić mu więcej problemów, bo zdawała sobie sprawę, że potrafi być ciężarem. A mimo wszystko Gryfonce zależało na swoim krewnym.
- Pokaż no mi to. - zbliżyła się, jedząc jabłko, by zerknąć na książkę. Cóż, to wszystko wydawało się dziewczynie zdecydowanie zbyt skomplikowane i czasami nawet bezużyteczne. No po jaką cholerę zaklęcie pozwalające zmienić... dajmy na to kamień w kaczkę. No gdzie tu logika? Ale nie mogła powiedzieć tego głośno, bo wiedziała, że Liam zabiłby ją spojrzeniem na miejscu. - Ooo to jest ciekawe.
Fire popatrzyła na zaklęcie, które oznaczono w kategorii tych powiązanych z animagią. Będąc potomkinią rodu Dearów to naturalne, że wiedziała dużo o zaawansowanych umiejętnościach magicznych, które posiedli jedynie nielicznie. Animagia akurat nie fascynowała jej aż tak bardzo, jak na przykład legilimencja.
- Muthare Manu Lupus - przeczytała niewyraźnie, przeżuwając kęs jabłka. Swoją droga nie pomyślała. Co jeśli zostawiła jej jakaś zakochana w jej kuzynie dziewczyna? W każdym razie raz kozie śmierć. - Umiesz to?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 26
Skąd : Brighton, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 665
Dodatkowo : animag (nietoperz)
  Liczba postów : 389
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13244-liam-simon-dear#353836
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13246-liam-s-dear
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13247-poczta-liama#353858
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13248-liam-s-dear




Gracz






PisanieTemat: Re: Gabinet Liama Simona Deara   Wto Gru 20 2016, 20:48

Liam naprawdę wysoko cenił te gierki Fire. Wprowadzała do jego życia trochę tej swojej bezczelności i arogancji (no, on tak to rozumiał!). Chwilami denerwująca, w gruncie rzeczy była dobrą istotką. Była tym płomykiem nadziei, jak to śmiał się kiedyś mężczyzna. Inna sprawa, że niewiele osób się z nim w tej kwestii zgadzało.
Mógł grozić, mógł się denerwować, mógł podnosić głos. Wszystko kończyło się tym, że pobłażliwie traktował kuzynkę, bo zwyczajnie bywało mu jej szkoda. Faktycznie, kiedy przesadzała - jakoś dawał radę ją opanować. Ale kiedy tylko mógł, to przymykał oko. Co więcej uważał, że podobnie zachowuje się w przypadku innych uczniów. Po co ma zdzierać sobie gardło? Czasem widać, że osobnik widzi swój błąd. Albo jest po prostu nieszkodliwy.
Ciemnowłosa stanęła obok, chrupiąc niemiłosiernie to jabłko. Na dodatek wybełkotała nazwę zaklęcia, którego właśnie miał się zacząć uczyć - i, o zgrozo, musiał jej to teraz powiedzieć. Liam nie był szczególnie mściwy, ale teraz postanowił nieco zemścić się na kuzynce.
Niby od niechcenia złapał różdżkę, jakby chciał odłożyć ją na bok. W rzeczywistości jednak nakierował lekko jej końcówkę w stronę trzymanego przez dziewczynę jabłka, po czym mruknął "Duro". Owoc, którego Gryfonka jeszcze nie schrupała, zmienił się natychmiast w kamień.
- Nie, jeszcze nie. Właśnie je znalazłem. - Odparł spokojnie, przygotowując się mentalnie na falę krytyki i złości.
Podejście Fire do nauki było po prostu odmienne od tego, które miał profesor. Nawet teraz czuł, że zastanawia się w myślach, po co komu niektóre te zaklęcia.
A on zwyczajnie kochał wszystko, co związane z transmutacją.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Wyspa Skye, Szkocja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 635
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 859
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13638-blaithin-astrid-dear#362967
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13646-not-a-bad-girl#363014
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13684-dziobek
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13647-blaithin-astrid-dear#363019




Gracz






PisanieTemat: Re: Gabinet Liama Simona Deara   Pią Gru 23 2016, 21:50

Liam był człowiekiem, który wiedział o Fire najwięcej. To on stanowił jej podporę w tych momentach słabości, kiedy ciężar noszony na barkach za bardzo przygniatał dziewczynę do ziemi. To on przywracał chęć do walki Blaithin, która myślała czasami o poddanej. W końcu to do kuzyna uciekła, gdy nie mogła już wytrzymać w domu. Zdecydowanie nie doceniła jego towarzystwa, choć w razie niebezpieczeństwa potrafiłaby oddać za Liama życie i to bez wahania.
Momentami uważała, że starszy Dear jest za miękki. Nie miał tej szalonej odwagi i chęci do wywalczenia sobie drogi na szczyt, jaka męczyła Fire. Różnili się wieloma rzeczami, ale na pierwszy rzut oka było widać, że o siebie po prostu dbali. Kiedy rozmowa o Keane dobiegła końca, mogła trochę opanować swoje rozdrażnienie faktem, że nie wywinęła się od szlabanu.
- Nie zaprzeczyłeś. - uśmiechnęła się z pewnością siebie. Wiedziała, jak wielu ludzi jej nie lubiło i chyba zwyczajnie próbowała samą siebie przekonać, że jednak są wyjątki. Miała ochotę sięgnąć do kuzyna, żeby zburzyć mu te ładnie zaczesane włosy, ale nie wyciągnęła dłoni. Przeglądała spokojnie zaklęcia, kiedy poczuła jak jej zęby trafiają na coś zdecydowanie bardziej twardego niż jabłko. - Kurwa mać, Liam! - złapała się za policzek, który pulsował bólem. Zacisnęła oczy, starając się nie rzucić mu tym kamieniem w oko i opanować cisnące się na usta przekleństwa. Jęknęła, kiedy poruszyła szczęką. - Mogłam połamać sobie zęby, ty cholerny kretynie.
Spojrzała na Deara ze złością płonącą w jasnych oczach. Jak śmiał być jeszcze taki poważny? Nie spodziewała się, że zrobi coś takiego. Rzuciła kamieniem gdzieś w kąt i warknęła:
- Bo źle przeczytałam twoje głupie zaklęcie, którego i tak nie umiesz? - prychnęła, krzyżując ramiona. - Czeka cię niemiła zemsta. Jak już ją obmyślę. - mówiąc odczuwała jeszcze większy ból, więc już zamilkła. Ciekawe, jakby ktoś właśnie wszedł do gabinetu i zobaczył wściekłą Gryfonkę przeklinającą nauczyciela. Właściwie to nie obchodziło to Blaithin, która próbowała sobie przypomnieć jakieś zaklęcie, które mogłoby złagodzić jej cierpienia. Przecież wcale nie zasłużyła na aż takie upomnienie!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 26
Skąd : Brighton, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 665
Dodatkowo : animag (nietoperz)
  Liczba postów : 389
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13244-liam-simon-dear#353836
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13246-liam-s-dear
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13247-poczta-liama#353858
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13248-liam-s-dear




Gracz






PisanieTemat: Re: Gabinet Liama Simona Deara   Sob Gru 24 2016, 01:30

Liam zdawał sobie sprawę z tego, jak trudny jego kuzynka miała charakter. Wiedział, że nie każdy daje sobie z nią radę i pewnie ma tylu przyjaciół, co wrogów - a jednocześnie nie uznawał jej za złej osoby, ani nic z tych rzeczy. Potrafiła być naprawdę kochana. Czuł się w pewnym sensie za nią odpowiedzialny. Nie tylko jako nauczyciel, raczej jako jedyny członek rodziny, który ją rozumie. To do niego przychodziła w gorszych chwilach, a on robił wszystko, żeby zawsze być tam dla niej.
I on też oddałby za nią życie, bez mrugnięcia okiem.
Otworzył szerzej oczy z zaskoczeniem, gdy jego kochana kuzynka bezmyślnie zacisnęła zęby na kamieniu.
- Merlinie, nie patrzysz co wsadzasz do tej swojej paszczy? - Zdziwił się, kompletnie ignorując jej wyzwiska i zapominając, że w ogóle jest profesorem.
- Oj przecież nic ci nie jest... Nic, czego nie naprawi jedno zaklęcie, czy dwa. - Machnął różdżką, mrucząc pod nosem "Asinta mulaf", które miało uśmierzyć wszelaki ból doskwierający Fire. Nie był najlepszy z magii leczniczej, ale znał podstawy. Teraz jedynie dziękował sobie w myślach, że nie zmienił tego jabłka na przykład w węża...
- Co? Nie, zwariowałaś? To za to, że jadłaś moje jabłko.
Spodziewał się zapowiedzi zemsty, więc teraz jedynie skinął głową z lekkim znużeniem. Wiedział, że pewnie będzie cierpieć dwa razy bardziej od niej - liczył jednak, że kuzynka będzie na tyle rozsądna, że nie wciągnie w to, dajmy na to, jego pracy.
- Drżę ze strachu...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Wyspa Skye, Szkocja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 635
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 859
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13638-blaithin-astrid-dear#362967
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13646-not-a-bad-girl#363014
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13684-dziobek
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13647-blaithin-astrid-dear#363019




Gracz






PisanieTemat: Re: Gabinet Liama Simona Deara   Sob Gru 24 2016, 02:37

Fire powinna się cieszyć, że przynajmniej jedna osoba z całej rodziny Dearów mogła być dla niej taką otuchą. Gdyby nie Liam... kto wie, jak potoczyłyby się losy tej dziewczyny. Z pewnością stanowiła dla niego swego rodzaju ciężar. Kiedyś Fire zdobędzie się na przeproszenie za te wszystkie chwile, kiedy go denerwowała. Nawet jeśli miałaby się udusić znienawidzonym słowem "przepraszam".
- Przed chwilą było to jabłko, dopóki nie zmieniłeś go w pieprzony kamień! - najbardziej irytowała Fire postawa Liama, który oczywiście nic sobie nie robił z jej złości. No już lepiej byłoby, jakby chociaż ją wyśmiał. Tak miała świadomość, że udało mu się ją wyjątkowo wrobić. Blaithin czuła rozpalający jej wnętrze gniew. I miała gdzieś, że nie powinna się drzeć albo, że starszy Dear to nauczyciel.
- Dobrze wiesz, że tego nie lubię. - skrzywiła się, czując lecznicze działanie czaru. Od czasów długiego pobytu w Mungu była źle nastawiona do wszelkich tego typu zaklęć. Zimno, ból czy inne niedogodności znosiła dzielnie i po mugolsku. - Gdybym nie miała tyle samokontroli to oberwałbyś mocniej. I to czymś, czego nie naprawiłoby jedno zaklęcie czy dwa. - stwierdziła bardzo poważnym, jadowitym tonem. Mógł spodziewać się, że mówi prawdę. W końcu skutki czarnej magii nie były takie proste do zniwelowania.
- Chyba będę pierwszą osobą, która zamordowała nauczyciela w Hogwarcie od czasów Voldemorta. - westchnęła w końcu, siadając na kanapie zrezygnowana. Nie mogła sobie jednak odmówić pewnej rzeczy... Krótkim ruchem różdżki sprawiła, że jeden z papierowych nietoperzy natychmiast stanął w ogniu. Popatrzyła spokojnie, jak zmienia się w proch i opada na podłogę. - Jeśli jeszcze raz coś takiego zrobisz to własnie tak skończysz, Batmanie.
Chwyciła poduszkę i przycisnęła ją do swojego brzucha.
- Bądź dobrym kuzynem i poducz mnie trochę. - rzuciła, wciskając się głębiej w kanapę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 26
Skąd : Brighton, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 665
Dodatkowo : animag (nietoperz)
  Liczba postów : 389
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13244-liam-simon-dear#353836
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13246-liam-s-dear
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13247-poczta-liama#353858
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13248-liam-s-dear




Gracz






PisanieTemat: Re: Gabinet Liama Simona Deara   Sob Gru 24 2016, 02:52

Och, ile on miał rozrywki z tą swoją kuzynką! W życiu by nie wymyślił lepiej spędzonego popołudnia. No, może miał jakieś parę miliardów pomysłów...
- No już, już. Oddychaj. - Przewrócił ledwo zauważalnie oczami, chcąc już przejść ponad tym całym furiackim gniewem. Sam potrafił nieźle się wkurzyć, ale chyba udawało mu się nad tym zapanować lepiej, niż jego kuzynce. Może kwestia praktyki? Albo motywacji? Nie chciał być nauczycielem, który potrafi wybuchnąć na lekcji z byle powodu...
- Och, cudownie! Zostalibyśmy sławni - uśmiechnął się promiennie, jeszcze bardziej drażniąc swoją krewniaczkę. Ucieszył się jedna jeszcze bardziej, gdy dziewczyna spoczęła na kanapie. - Ej!- oburzył się, ponieważ jeden z papierowych nietoperzy dosłownie obrócił się w proch.
To on tu tak się wysilał i starał i kombinował... A ta mała bezczelna Gryfonka po prostu niszczyła jego cudowne dekoracje?
Jak dobrze, że Keane dał jej ten szlaban...
Skinął głową, ledwie zwracając uwagę na jej ostatnią groźbę. Zerknął ponownie na księgę z zaklęciami, która dalej go kusiła. Ależ chciał wypróbować to Mutare Manus Lupus! Przeniósł wzrok z powrotem na swoją rozmówczynię, która akurat wspomniała, że chętnie by się trochę pouczyła.
- Jasne... Chętnie wykorzystałbym cię jako królika doświadczalnego, ale to chyba mało profesjonalne. Znasz zaklęcie Reparifage, prawda? Odczynia transmutacje.
Po głowie rozbijał mu się plan, żeby po prostu przetestował zaklęcie na sobie. Przydałoby mu się do tego towarzystwo osoby doświadczonej na tyle, żeby w razie czego poratować go pomocną różdżką - gdyby, dajmy na to, nie był w stanie sam odczynić transmutacji, potrzebował dobrej duszy znającej właśnie Reparifage. Chociaż Blaithin nie należała do szczególnych fanek nauki i podchodziła do wielu spraw lekkomyślnie (zdaniem Liama, oczywiście), to był w stanie jej zaufać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Wyspa Skye, Szkocja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 635
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 859
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13638-blaithin-astrid-dear#362967
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13646-not-a-bad-girl#363014
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13684-dziobek
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13647-blaithin-astrid-dear#363019




Gracz






PisanieTemat: Re: Gabinet Liama Simona Deara   Nie Gru 25 2016, 01:05

Liam mógł docenić to, że Fire nie zrobiła czegoś gorszego. Bo mogłaby. Ale za bardzo lubiła ten stonowany, spokojny gabinet, żeby patrzeć, jak staje w ogniu. Poza tym był spokojny, dopóki ta dwójka nie zaczynała sobie dogryzać.
- Zamknij się już, kretynie. - syknęła, posyłając mu mordercze spojrzenie. Nic nie bolało tak jak urażona duma. A już z pewnością znowu zaczęłaby krzyczeć na kuzyna, gdyby usłyszała, jak nazywa to wszystko "byle powodem". Może rzeczywiście miała drobne problemy z agresją. Pod tym względem byli siebie warci, chociaż rzeczywiście to Liam był tym dojrzalszym.
Zacisnęła palce na różdżce tak, że aż pobielały jej kostki. Nie powiedziała jednak ani słowa, uznając, że nie warto zdzierać sobie bardziej gardła na tak marnego przeciwnika. Prychnęła więc z wyraźną pogardą, przyciskając do siebie mocniej poduszkę. Nie spodziewała się, że cała wizyta w gabinecie Deara będzie przebiegać tak gwałtownie... Może lepiej było wyżyć się na skrzypcach po tym szlabanie.
- Skoro to mało profesjonalne to idealnie do ciebie pasuje. - mruknęła, nadal przypominając bardziej rozzłoszczonego, napuszonego kota. - Moje umiejętności nie są na aż tak niskim poziomie, żebym nie znała Reparifage.
Zapewniła, zerkając ku niemu z ciekawością. Może i dalej odczuwała złość, ale pokazy transmutacji zazwyczaj lubiła. Zwłaszcza, że Liam sam nie znał zaklęcia. Sama nie zgodziłaby się na bycie królikiem doświadczalnym, mimo że ufała kuzynowi. Po prostu nie znosiła, kiedy tylko ktoś unosił na nią różdżkę. Fire miała wrażenie, że to atak i przez swoją spaczoną psychikę natychmiast się broniła. Zbyt wiele wieczorów spędziła, kuląc się w bólach na podłodze. Potrafiła rzucić Expelliarmus nawet na nauczyciela, kiedy ten chciał zaprezentować jakiś czar na Gryfonce. Różnie reagowali.
- No dalej, czekam.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 26
Skąd : Brighton, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 665
Dodatkowo : animag (nietoperz)
  Liczba postów : 389
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13244-liam-simon-dear#353836
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13246-liam-s-dear
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13247-poczta-liama#353858
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13248-liam-s-dear




Gracz






PisanieTemat: Re: Gabinet Liama Simona Deara   Nie Gru 25 2016, 01:23

Blaithin potrafiła uderzyć w czuły punkt, a w przypadku Liama obrażanie jego pracy z całą pewnością idealnie działało. Samo wspomnienie o jego braku profesjonalizmu wywoływało na jego twarzy pełen oburzenia grymas, nie wspominając już o jakichś komentarzach na temat transmutacji. Teraz jednak postanowił, że nie będzie się denerwował - jedynie westchnął ciężko, starając się myśleć o czymś pozytywnym.
Jak Fire uciszona solidnym zaklęciem, o. Albo męcząca się na paskudnym szlabanie.
Posłał jej kontrolne spojrzenie. Wiedział, że gdyby wydarzyło się coś poważnego to by sobie nie żartowała i z całą pewnością postarałaby się mu pomóc. Pokładał ogromną wiarę w jej zdolności i szczerze liczył, że się nie zawiedzie...
- To zaklęcie powinno zmienić moją rękę w wilkołaczą łapę. Nigdy tego nie próbowałem i coś może pójść nie tak... A w transmutacji często nieudane przemiany mogą być bolesne. Dlatego jeśli ja nie będę w stanie, to ufam twojemu Reparifage. - Sam nie wiedział, jakim cudem udało mu się tak nagle spoważnieć. Chyba po prostu te tematy pomagały mu się skoncentrować i teraz już jakiekolwiek szlabany czy skradzione jabłka go nie obchodziły.
Obrócił różdżkę w palcach, jakby zbierając w sobie odwagę. W końcu przeczytał raz jeszcze instrukcje zamieszczone w książce i uniósł różdżkę, zawieszając ją nad swoją ręką.
- Mutare Manus Lupus - wymówił wyraźnie, wpatrując się w swoją własną, leżącą na biurku dłoń.
Nie ogarnęła go panika, nic go nie rozbolało, ani nagle nie wyskoczyły mu wilkołacze szpony. Liam chwilę gapił się w osłupieniu na własną kończynę, która nie zmieniła się ani odrobinę - doprawdy, nie pojawił się nawet jeden dodatkowy włosek.
- Och. - Podsumował to niezwykle roztropnie. Poczuł się teraz dziwnie skrępowany... Wiedział, że zaklęcie nie należy do prostych i nawet spodziewał się, że będą jakieś trudności! Ale ono kompletnie nie wypaliło, a Fire doskonale to widziała.
Cholera.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Wyspa Skye, Szkocja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 635
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 859
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13638-blaithin-astrid-dear#362967
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13646-not-a-bad-girl#363014
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13684-dziobek
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13647-blaithin-astrid-dear#363019




Gracz






PisanieTemat: Re: Gabinet Liama Simona Deara   Sob Sty 07 2017, 23:29

Widząc oburzoną minę kuzyna tylko uśmiechnęła się paskudnie. Czasami potrafiła być nieznośna, ale to samo mogła powiedzieć o innych ludziach. Fire naprawdę rzadko miewała wyrzuty sumienia, a jeśli już to z pewnością nigdy się do nich nie przyznawała. W końcu przyznanie się do porażki... to po prostu wydawało się kompletnie nie pasować do charakteru Gryfonki.
- Cudownie. Będziesz dany na moją łaskę. Możesz zacząć się bać, Batmanie. - uśmiechnęła się szeroko, bo może i była wściekła jeszcze chwilę temu, ale zdążyła opanować ten wybuch emocji. W końcu tego się uczyła - kontroli nad sobą i swoimi odruchami. Teraz ciekawiło ją zaklęcie i wyobrażała już sobie Liama z wielką, owłosioną ręką z długimi pazurami.
- A co jak ci tak zostanie? - spytała jeszcze, obserwując co robi uważnie. Każde delikatne drgnięcie różdżki, usta składające się w wypowiadane słowa. Uwielbiała magię i uwielbiała samą czynność polegającą na rzuceniu czaru. Ten błysk, drobne ukłucie w dłoni. Czekała i patrzyła...
Tyle, że nic się nie stało. Kompletnie nic.
- WOW! - wykrzyknęła natychmiast, podchodząc szybko do kuzyna i wpatrując się w jego rękę z prawdziwym zachwytem i szokiem. - To najfajniejsze zaklęcie, jakie widziałam w całym moim życiu! Niesamowite! Jak ci się to udało? Mogę dotknąć? - zasłoniła dłonią usta, przyglądając mu się z szeroko otwartymi oczami. Umiała dobrze grać, więc tym bardziej mogła go tym małym przedstawieniem upokorzyć. Natychmiast odrzuciła mimikę podnieconej nieudanym czarem i spojrzała dość sceptycznie na księgę. - Może jednak zła intonacja? Mutare... Manus... - wymówiła powoli, wpatrując się w litery na kartach. - Albo musisz rzucić z bliższej odległości? Albo dalszej? - zastanawiała się już na poważnie, bo przecież naprawdę chciała zobaczyć efekt tego zaklęcia.
- Może ja spróbuję? - zaproponowała, spodziewając się kategorycznego "NIE".

Kostki
1 - Liamowi udało się zmienić jeden palec
2 - znowu nic się nie stało
3 - zaklęcie wywołało ból w dłoni Liama, podobny do mocnego ukłucia igłą
4 - dłoń porosła ci gęsto włosami, ale bardziej przypomina małpią, niż wilkołaczą
5 - dajesz Fire spróbować i wtedy ja rzucam, ha!
6 - wyrosły ci tylko pazury, którymi niechcący zahaczyłeś o biurko i porządnie je porysowałeś
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 26
Skąd : Brighton, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 665
Dodatkowo : animag (nietoperz)
  Liczba postów : 389
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13244-liam-simon-dear#353836
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13246-liam-s-dear
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13247-poczta-liama#353858
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13248-liam-s-dear




Gracz






PisanieTemat: Re: Gabinet Liama Simona Deara   Nie Sty 08 2017, 13:30

Chętnie by stąd Fire teraz wyrzucił, bo bezczelnie starała się go upokorzyć. Już i tak sam był na siebie zły i żadne wyjaśnienia (no bo to zaklęcie faktycznie było trudne!) kompletnie go nie uspokajały. Niestety Gryfonka nie była osobą, która pocieszyłaby grzecznym uśmiechem. Ona pobudzała motywację na zasadzie wskazywania błędów. Teraz Liam chciał udowodnić jej, że jednak umie!
- Muszę podziękować profesorowi Keane'owi za ten szlaban, który ci dał. - Burknął, wertując stronice księgi. Szukał jeszcze jakiejś adnotacji, jakiejś porady albo cholernie ważnej wskazówki. Niestety, poza tym co już przeczytał, nie udało mu się nic znaleźć.
- Nie! Zwariowałaś? Jakby coś ci się stało, to by mnie wyrzucili! - Zawołał ze szczerym przerażeniem, bo przed oczami już mignęła mu wizja skrzywdzonej przez zaklęcie Fire i dyrektora ze srogą miną, dającego wypowiedzenie nauczycielowi transmutacji. I to właśnie to byłoby nieprofesjonalne! Mutare Manus Lupus raczej nie nadawało się dla uczniów.
- Dobra, czekaj. Spróbujmy jeszcze raz. - Wziął głęboki wdech, zacisnął palce mocniej na różdżce i wycelował nią w swoją rękę. Następnie wyraźnie i spokojnie wymówił inkantację, przesuwając różdżką nad swoją kończyną. Nie widząc żadnych oczywistych efektów tuż nad palcami nieco nią szarpnął - zupełnie niechcący, z frustracji, której nie udało mu się powstrzymać. I teraz pytanie brzmi: czy to przez ten gest zaklęcie nie wyszło, czy po prostu od samego początku nie wychodziło?
- Cholera! - Krzyknął wściekle, bo w dodatku dłoń rozbolała go, jakby wbiła się w nią igła. Dla świętego spokoju mruknął jeszcze "Asinta mulaf", bo potrzebował sprawnej ręki do dalszych ćwiczeń. Następnie obejrzał dłoń dokładnie, sprawdzając czy przypadkiem nie zrobił sobie w niej dziury ani nic w tym stylu.
- Nie odpuszczę.

Kostka: 3
Same nieszczęśliwe! Ale przynajmniej ty nie rzucałaś Cool
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Wyspa Skye, Szkocja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 635
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 859
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13638-blaithin-astrid-dear#362967
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13646-not-a-bad-girl#363014
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13684-dziobek
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13647-blaithin-astrid-dear#363019




Gracz






PisanieTemat: Re: Gabinet Liama Simona Deara   Nie Lut 05 2017, 08:01

Liam nie miał żadnej taryfy ulgowej, chociaż należała mu się chociażby za to, jak bardzo pomógł Fire w przeszłości. Tylko, że Gryfonka nie należała do osób litościwych, nie potrafiła także pocieszać i komplementować. Dlatego Liam mógł liczyć jedynie na zgryźliwy, dobijający komentarz. Co z tego, że zaklęcie było bardzo trudne i rzucał je po raz pierwszy? Powinien lepiej się postarać.
- Skup się, a nie myślisz o Keanie. - powiedziała ostrym tonem, gdy tak burknął do niej jak urażony dzieciak. Blaithin nie wątpiła, że przeczytał wszystko od deski do deski, więc przyczyn niepowiedzenia szukała już gdzie indziej. - I tak nie idę na ten głupi szlaban, nawet jeśli mieliby mnie za to wylać. - wzruszyła ramionami, chociaż tak naprawdę nie wiedziała czy iść czy nie. A to nawet nie było teraz ważne.
- Aha, więc tylko tym się przejmujesz, kretynie? - spojrzała na swojego kuzyna z bólem i rozczarowaniem. Oczywiście, praca zawsze była bardzo ważna dla starszego Deara, czego Fire nie mogła pojąć. Pomijając fakt, że transmutacja i męczenie się z bachorami to nic przyjemnego. Nie obawiała się konsekwencji, nawet jeśli wylądowałaby w Mungu... Brakowało jej tego rozsądku Liama.
Obserwowała kolejną próbę, w duchu mu kibicując. Usiadła przy tym na biurku i skrzyżowała ramiona. No i świetnie, znowu nic nie wyszło, a nawet było gorzej. Rzadko słyszała, żeby Liam przeklinał w jej obecności. W końcu był nauczycielem! Przynajmniej ta skłonność do wybuchania złością była u nich trochę rodzinna.
- Naprawdę? Co to niby miało być, ten ruch? Chciałeś się dźgnąć? - spytała, unosząc wysoko jedną brew. - Lepiej uważaj, bo nie będzie mi się chciało taszczyć się aż do skrzydła szpitalnego.
To oczywiste, że nie chciał odpuścić. Fire także nie, ale uważała, że jej kuzyn podchodzi do tego w zły sposób. Mógł w końcu machać różdżką w nieskończoność z różnym efektem - ale czy nie lepiej było próbować odnaleźć źródło porażek?
- A może jest tu coś, co przegapiliśmy, bo zostało ukryte? - spojrzała z uwagą na książkę, oceniając ile może mieć lat. W Hogwarcie raczej egzemplarze były stare i zużyte, a ta pochodziła z biblioteki. Niektórzy czarodzieje maskowali pewne treści specjalnymi zaklęciami, może ktoś zrobił to samo z tym czarem. Po co, tego nie wiedziała. No i mogło się okazać, że po prostu Liam czegoś nie potrafi i tyle.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 26
Skąd : Brighton, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 665
Dodatkowo : animag (nietoperz)
  Liczba postów : 389
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13244-liam-simon-dear#353836
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13246-liam-s-dear
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13247-poczta-liama#353858
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13248-liam-s-dear




Gracz






PisanieTemat: Re: Gabinet Liama Simona Deara   Sob Mar 04 2017, 15:17

Gdyby Liam potrzebował pocieszenie, nie szedłby do Fire. Wiedział, że jego kuzynka nie jest jakimś potworem i gdzieś tam głęboko, bardzo głęboko, całkiem dobra z niej osóbka. Była jednak przy tym całkiem rzeczowa i nie rozdrabniała się, a wspieranie emocjonalne niezbyt do niej pasowało. Tak więc o ile potyczki słowne (albo i fizyczne, chociaż im się to raczej nie przytrafiało) odbyć mogli zawsze, o tyle słów wsparcia były Krukon wcale się nie spodziewał.
Nie mógł jednak odmówić Blaithin jednego - do takiego motywowania była na swój sposób niezła. Z jednej strony dobijała i sprawiała, że porażka stawała się jeszcze dotkliwsza... Z drugiej te jej wysokie wymagania niemal wymuszały mocniejsze próby. Liam nie chciał pokazać się ze złej strony.
Nie skomentował już tematu jej szlabanu wiedząc, że i tak nic nie wskóra. Może i próbował być dobrą duszyczką pilnującą Fire, ale była to robota wyjątkowo żmudna. Dziewczyna, chociaż robiła masę głupstw, jakoś sobie radziła i profesorek nie zamierzał odbierać jej zabawy. O ile łatwiej byłoby, gdyby była Krukonką... Jako opiekun Ravenclaw miałby więcej do powiedzenia.
- A nie powinienem? To dla mnie ważne. Zresztą, jakbym spróbował skakać nad tobą i martwić się o ciebie, to tylko byś mnie jeszcze bardziej zjechała. Dlatego tłumię moje wielce empatyczne uczucia względem twojej osoby, kuzynko. - Posłał jej słodki uśmiech w odpowiedzi na zbolałe spojrzenie. Jasne, że gdyby coś jej się stało, to by wariował. Nie planował jednak takiego otwartego przyznawania tego, toteż skoncentrował się na drugim nieprzyjemnym aspekcie niechcianych konsekwencji źle rzuconego zaklęcia. Strata tej pracy byłaby dla niego niezwykle bolesna.
- Właściwie, to tylko w takim celu pozwoliłem ci tu zostać - żebyś w razie czego mogła zaciągnąć mnie do skrzydła szpitalnego. I to by było na tyle z mojego planu... - Brak poparcia ze strony rudowłosej trochę go podminował, ale w gruncie rzeczy już i tak był zły na samego siebie.
- Aperacjum - rzucił, dotykając lekko różdżką książki. Niestety, żaden niewidzialny tusz się nie ujawnił. Dear wziął głęboki wdech i podniósł się. Miał ogromną ochotę po prostu wyskoczyć przez okno i polecieć - przed siebie, bez większego celu. Jedni dla wyładowania ćwiczyli boks, inni biegali, a on latał jako nietoperz. Co komu pomaga...
- Mutare Manus Lupus - powtórzył cicho, tym razem starając się nie robić różdżką żadnych dziwacznych ruchów. Efektów brak.
Zacisnął palce mocniej na różdżce.
- Mutare Manus Lupus! - Teraz już krzyknął, wykonując gwałtowny ruch różdżką.
Najwyraźniej w swojej złości włożył w to nieco więcej energii, a mniej stresu i skupienia. Jego lewa ręka zaczęła się zmieniać, a on po prostu stał i patrzył się w osłupieniu, zapominając o swoim gniewie. Obrócił lekko wilkołaczą łapę, w którą przetransmutowała się jego kończyna.
- Ha. - Wykrztusił dumnie, obserwując lekko wysuwające się pazury. Zerknął na Fire, ciekaw jej reakcji. Wiedział, że to mały sukces. Aby w pełni przyswoić to zaklęcie musiał siedzieć nad tym jeszcze dużo, ale przynajmniej raz mu się udało!
Nie cieszył się jednak zbyt długo. Cofnął zaklęcie i dokonał jeszcze paru prób, kompletnie tracąc poczucie czasu - ostatecznie zrobiło się późno i zarówno on, jak i Fire, musieli zająć się innymi sprawami.

/zt x2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 21
Skąd : Uppsala, Szwecja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1444
  Liczba postów : 847
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13356-ruth-wittenberg
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13361-relacje-ruth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13357-soho
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13358-ruth-wittenberg




Gracz






PisanieTemat: Re: Gabinet Liama Simona Deara   Sro Cze 21 2017, 15:22

Ruth nigdy nie miała problemów w szkole, których nie zaaranżowałaby celowo. Odkąd sięgała pamięcią tylko biedny Morris ( i niestety przez jakiś czas także @”Liam S. Dear”) musiał się fatygować i wysyłać listy do jej matki w związku z zatrważająco słabymi ocenami krukonki z historii magii, ale to była strategia ze strony młodej Wittenberg, więc się nie liczy. Poza tą operacją taktyczną nigdy nie było z nią problemów, ale ostatnie tygodnie żyła jak w krzywym zwierciadle. Już pomijając fakt pyskowania i dostawania w oczy raz za razem żółcią nieszczęśliwego żywota Craine’a, w tydzień straciła prawie pięćdziesiąt punktów dla domu, podpaliła dziedziniec i kompletnie wywróciła do góry nogami swoją deklarację końcowych egzaminów, odważnie wpisując na nią historię magii i runy. Zdaniem Szwedki wszystko miała jednak pod kontrolą, bo na dobrą sprawę szlaban minął, ostatnia transmutacja też a jej została tylko nauka, co było dlań czynnością raczej nienastręczającą większych stresów, szczególnie, że nie wyrwała się do zdawania kompletnie nieznanych sobie przedmiotów tydzień przed końcem roku – zdobywała z nich wiedzę na bieżąco, tylko udając wielce nienauczalną ( i tu ukłon w stronę nowego nauczyciela run, że tak szybko ją rozgryzł, pozostając czystym przed jakąkolwiek kontrolą zewnętrzną ze strony organów zarządzających sektorem edukacji).
Jak bardzo dała jednak wymknąć się sytuacji spod kontroli dowiedziała się dopiero w momencie, w którym Liam wezwał ją „na dywanik”, a bardziej precyzyjnie rzecz ujmując na spotkanie studenta z opiekunem domu. Szczerze powiedziawszy z początku – i nawet stojąc jeszcze pod drzwiami – myślała, że chodzi mu wyłącznie o szlaban, ale po przeproszeniu Morrisa kobieta uważała, że nie ma w tej sprawie niczego więcej do powiedzenia… Dopiero naciskając na klamkę po uprzejmym zaproszeniu do środka przeszło jej przez myśl, że może Reed się poskarżył, a to, mimo swojego chłodnego charakteru, sprawiłoby jej ogromną satysfakcję i mignęło jej w głowie, jak bardzo będzie musiała popisać się grą aktorską przed Liamem, żeby uwierzył, że jej przykro.
-Dzień dobry profesorze, chciał mnie pan widzieć – przywitała się spokojnym, bardzo charakterystycznym dla siebie tonem i nieznacznie przeciągnęła ręką po spódnicy, wygładzając nieistniejące zagięcia.
Swoją drogą Liam był dla niej jednym z tych nauczycieli, którym szacunek należał się nie tylko za bycie bohaterem roku (no halo, uczył transmutacji!), ale też za bycie niesamowicie sprawiedliwą osobą, przy jednoczesnym uprzejmym usposobieniu. Był zwyczajnie miły dla uczniów i Ruth zrobiło się okrutnie głupio za ten wyskok z profesorem historii magii, kiedy pomyślała, że będzie musiała tłumaczyć to jeszcze Dearowi. Zabawne było natomiast coś innego – Szwedka założyła, że Calum mając brata nauczyciela na pewno by jej o tym powiedział, a skoro nie otrzymała takiej informacji doszła do wniosku, że Liam jest… jakimś dalszym kuzynem i Caluma i Doriena, który to z kolei o swojej rodzinie mówił chyba jeszcze mniej, niż ona o swojej. I tak też nieświadoma niczego weszła do gabinetu, pokornie przystając przy nauczycielskim biurku ze spojrzeniem, od którego bił chłodny spokój kobiety, która nie robi głupot. A przynajmniej robi co może, żeby tych głupot nie robić…
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 26
Skąd : Brighton, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 665
Dodatkowo : animag (nietoperz)
  Liczba postów : 389
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13244-liam-simon-dear#353836
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13246-liam-s-dear
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13247-poczta-liama#353858
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13248-liam-s-dear




Gracz






PisanieTemat: Re: Gabinet Liama Simona Deara   Sro Cze 21 2017, 15:51

Liam miał wrażenie, że potwornie wszystko zaniedbuje. Lubił mieć dużo pracy i spokojnie możnaby nazwać go pracoholikiem, w szczególności jeśli jeszcze do tego wszystkiego dodać odrobinę perfekcjonizmu. Nie sprawiało mu problemów siedzenie po nocy nad sprawdzianami czy książkami, a przygotowywanie lekcji było dla niego prawdziwą frajdą - zależało mu na tym, aby nie tylko pomęczyć uczniów, ale przy okazji ich również zainteresować. Kochał transmutację i bardzo bolało go ignoranckie podejście do tej dziedziny magii, toteż robił wszystko, aby ludzie z jego otoczenia patrzyli w jej stronę bardziej przychylnie. Jak mu to wychodziło? Miał wrażenie, że nie jest najbardziej znienawidzonym profesorem w Hogwarcie, a to był mimo wszystko jakiś sukces.
Ostatnio jednak zupełnie się pogubił i nagle okazało się, że nie ma czasu nawet wyskoczyć z przyjacielem na mecz, nie wspominając o spotkaniu się z kimś z rodziny. Z Fire styczności nie miał prawie w ogóle, a przecież przebywali w tym samym zamku! Podobnie zresztą było z jego rodzeństwem, które chyba nie chciało obnosić się z faktem, że mają starszego brata - nauczyciela. Liam przez ogrom obowiązków, które spadły na niego wraz ze zbliżającym się zakończeniem roku, czuł się jakby zaniedbywał wszystko. Ostatecznie postanowił skoncentrować się na jednym, a to oczywiście była jego praca. Nie chciał zaczynać jednak od czegoś wybitnie nieprzyjemnego, dlatego uznał, że pobawienie się w odpowiedzialnego opiekuna Ravenclaw nie będzie problemem. Nie musiał się wcale zastanawiać nad tym, jak do tego podejść - Ruth Wittenberg bardzo chciała chyba zwrócić na siebie uwagę.
- Dzień dobry - uśmiechnął się uprzejmie do Krukonki, gdy zawitała w jego gabinecie. Wstał również niemal odruchowo, po czym machnięciem dłoni zaprosił ją, aby usiadła na kanapie. Sam również się tam przeniósł. Musiał przyznać otwarcie, że bardzo lubił Ruth. Była piekielnie uzdolnioną uczennicą i mówił to każdy nauczyciel, który miał z nią styczność. Nie brakowało jej pewności siebie ani rozumu (o urodzie Liam starał się nie myśleć). Dear naprawdę nie wiedział, dlaczego dziewczyna pod koniec swojej edukacji postanowiła trochę namieszać.
- Panno Wittenberg, czy wie pani kiedy powstał Hogwart? - Poprawił leżącą obok niego poduszkę, a potem wbił już spojrzenie swoich szarych oczu w Ruth. - Zapewne tak, zważywszy na pani nagłe zainteresowanie Historią Magii - ale do tego jeszcze wrócimy. - Uśmiech poszerzył mu się lekko, bo Liam poważnie nie miał pojęcia, jak rozmawiać z tą dziewczyną. Zbyt wiele tematów do poruszenia! - Proszę mi zatem powiedzieć, z jakiej przyczyny postanowiła pani potraktować ogniem miejsce tak, ośmielę się określić, zabytkowe?
Widać było po nim, że wcale nie jest zły, ani prześmiewczy, ani sarkastyczny - negatywnego podejścia nie dałaby rady znaleźć u Liama nawet najbardziej uparta i zawzięta osoba. Mężczyznę w gruncie rzeczy nawet bawiła ta cała sytuacja i chciał dać Ruth możliwość do wypowiedzenia się w tym temacie, wyjaśnienia mu paru szczegółów. W końcu nic poważnego się nie stało!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 21
Skąd : Uppsala, Szwecja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1444
  Liczba postów : 847
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13356-ruth-wittenberg
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13361-relacje-ruth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13357-soho
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13358-ruth-wittenberg




Gracz






PisanieTemat: Re: Gabinet Liama Simona Deara   Sro Cze 21 2017, 18:48

Sama nie była pewna, czy zaparkowanie na nauczycielskiej kanapie to dobry pomysł, z tego prostego względu, że pomyślała, jakoby Liam miał za chwilę usiąść na krześle przed nią i rozpocząć przesłuchanie. Na szczęście usiadł obok, trochę zmieniając ton rozmowy na mniej formalny, choć w jego przypadku było to akurat bardzo naturalne i Ruth nawet poczuła się trochę lepiej, szczególnie, że czuła przez skórę jak bardzo będzie musiała się zaraz tłumaczyć.
Istotną sprawą jest także to, że Wittenberg doprawdy nie miała pojęcia, że ostatnio wzbudza takie zainteresowanie u kogokolwiek z wyjątkiem Doriena. To na nim (i na nauce!) skupiała całą swoją uwagę, a ten niewinny występek z Morrisem był jednorazowym wyskokiem, o czym Liam musiał wiedzieć, będąc opiekunem jej domu przez tyle lat. Była niewidzialna i tak się czuła najlepiej, nie jej wina, że Morris włóczy się po nocy po zamku, a dyrektor zatrudnia słabych asystentów... Naturalnie nawet jej do głowy nie przyszło, że nauczyciel może mieć poważne wątpliwości co do jej egzaminów.
Uniosła brwi w wyrazie zaskoczenia, kiedy profesor zapytał ją o powstanie Hogwartu, ale oczywiście nie miała nic przeciwko udzieleniu odpowiedzi, jednak Liam kontynuował... Używając bardzo irytujących młodą krukonkę słów, bo z jego wypowiedzi (ale także przewrażliwiona przez obrzydliwe przytyki Craine na ostatniej transmutacji o jej wizytach na czwartym piętrze) wywnioskowała, że pije do jej irracjonalnego, wziętego z kosmosu romansu z jakimś randomem, który uczył ich historii.
Z początku w ogóle nie chciała tego komentować, ale profesor zwrócił uwagę na jej ostatni popis na obronie przed czarną magią. No, ona też jest dumna!
-Profesor Carver poprosił nas o skuteczne unieszkodliwienie kukły, która miała symulować inferiusa w ramach ćwiczeń. Nie chciałam rzucać zaklęcia wewnątrz, bo w pomieszczeniu było trzydzieścioro uczniów - wytłumaczyła się spokojnie, obdarzając nauczyciela tym samym opanowanym spojrzeniem, które widział u niej przez kilka lat. Ona taka już po prostu była - spokojna i chłodna, choć wykres jej charakteru istotnie przypominał diodę.
-Dziedziniec jest duży, wtedy był także pusty i przede wszystkim jest wybrukowany, więc nie było praktycznie żadnego zagrożenia. Nie mogę odpowiadać za asystenta Reeda, bo to nie ja go zatrudniałam - przyznała całkiem szczerze, zdradzając trochę swoją opinię na temat mężczyzny. Poza tym - był Carver, nic by się nie stało... Ale jeśli to Reed doniósł na jej popis piromanii to Ruth go znajdzie.
W tym momencie zaczęła nieco niecierpliwie splatać palce, bo jakoś nie uśmiechało się tłumaczyć po raz enty ze szlabanu. No i z tych okrutnych plotek, w które uwierzyła i - cóż za przewrotny los - których ofiarą sama padła.
-A co do historii magii to... - urwała na chwilę, spuszczając wzrok w podłogę - mogę pana zapewnić, że jest to wyłącznie zainteresowanie przedmiotem - skróciła wypowiedź, ponownie spojrzawszy na nauczyciela. Bił od niego taki spokój i uprzejmość, że od razu przeszedł jej cały stres związany z tą, dla niej totalnie nową, sytuacją. Kochany profesor!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 26
Skąd : Brighton, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 665
Dodatkowo : animag (nietoperz)
  Liczba postów : 389
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13244-liam-simon-dear#353836
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13246-liam-s-dear
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13247-poczta-liama#353858
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13248-liam-s-dear




Gracz






PisanieTemat: Re: Gabinet Liama Simona Deara   Sro Cze 21 2017, 19:25

Ruth najwyraźniej nie miała nic do ukrycia - to widać po uczniach, wbrew pozorom. Liam w ogóle miał wrażenie, że jako nauczyciel poznał sztukę lepszego interpretowania ludzkich emocji po ich mimice i gestach. Jego aktualna rozmówczyni była z pewnością świetną aktorką, ale brak zawahania w jej głosie sprawił, że słowa brzmiały szczerze. Dear nie potrafił z kolei ukryć swojego rozbawienia całą tą sytuacją, bo dziewczyna dobierała zdania w taki sposób, aby jawnie udowodnić brak swojej winy. Oczywiście, mężczyzna nie zawołał jej tutaj, aby dawać jakieś wymyślne kary albo nudne wykłady!
- Bardzo rozsądnie - pochwalił ją, słuchając dalej. Ruth wiedziała, jak się wybronić. Jakim cudem ta dziewczyna w ogóle zbierała jakieś szlabany? Przecież każdego mogłaby przegadać!
W końcu po prostu się zaśmiał i potrząsnął głową z niedowierzaniem.
- Żałuję po prostu, że mnie tam nie było. - Lubił ten spokój bijący od Ruth, był bardzo rozluźniający. Gdyby wszyscy uczniowie (i studenci) mieli w sobie tyle rozumu i pozytywnego nastawienia, w Hogwarcie panowałby wieczny spokój. Naturalnie, wiązałoby się to też z pewnego rodzaju nudą...
Zauważył od razu zmianę w zachowaniu dziewczyny, co trochę go zaintrygowało. Czyli jednak o coś chodziło z tą historią magii! Liam kompletnie nie uwierzył profesorowi Morrisowi, gdy usłyszał, że Ruth faktycznie zaczęła bardziej przykładać się do tego przedmiotu.
- Wyłącznie? - Powtórzył, marszcząc lekko brwi. - Musisz zrozumieć, panno Wittenberg, moje zaskoczenie. Zupełnie nie potrafię sobie wytłumaczyć, dlaczego tak na ostatnią chwilę zwróciłaś uwagę akurat na historię magii. - Dopiero po chwili zorientował się, że z tego swojego formalnego tonu zszedł na wiele bardziej zwyczajny... ale przecież Krukonka wcale nie była od niego tak dramatycznie młodsza, a poza tym nie było sensu w udawaniu sztywniaka. - Miałem wrażenie, że ty - przepraszam, mogę sobie pozwolić tak mówić? W każdym razie spodziewałem się po tobie ogromnego zaangażowania zaklęciami i właśnie obroną przed czarną magią... Dobrze pamiętam, że masz staż w Departamencie Magicznych Wypadków i Katastrof? - Oczywiście, że dobrze pamiętał. Nie chodziło już nawet o samo zainteresowanie losami podopiecznej... Po prostu brat Liama pracował w tym wydziale i mężczyzna chcąc nie chcąc zwracał na niego trochę większą uwagę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 21
Skąd : Uppsala, Szwecja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1444
  Liczba postów : 847
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13356-ruth-wittenberg
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13361-relacje-ruth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13357-soho
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13358-ruth-wittenberg




Gracz






PisanieTemat: Re: Gabinet Liama Simona Deara   Sro Cze 21 2017, 19:49

Tak jest! Nawet profesor Liam musiał przyznać, że pokaz piromanii na ostatnim opcmie był widowiskowy! To nie tak, że Ruth przyjęła sobie za punkt honoru utarcie nosa Reedowi, ale nie uważała też, żeby ukrywanie swoich umiejętności miało na zajęciach jakikolwiek sens. Poza tym była przed samymi egzaminami końcowymi - gdzie miała trenować z zapewnieniem całkowitego bezpieczeństwa, niż na zajęciach z nauczycielem?
Bardzo chciała mu odpowiedzieć coś w równie przyjaznym tonie, jaki sam obrał, ale uznała, że uczennicy zwyczajnie nie wypada. A i wspominanie, że innemu krukonowi poszło także wyjątkowo wybitnie (Calum Dear, ukłon!), byłoby strzałem w stopę, bo rzeczony krukon był - zdaniem Ruth - jakimś kuzynem Liama, więc nie była do końca pewna, co obaj o sobie sądzą, pamiętając o zatargach Doriena z Calumem. Rodzina Dearów była... osobliwa. Zdecydowanie.
-Wciąż interesuję się zaklęciami i obroną przed czarną magią, profesorze. Piszę pracę ze starożytnych klątw, więc właściwie nie zmieniłam frontu - zawahała się - tak bardzo - zmarszczyła brwi, wyraźnie pokazując, że temat jest dla niej bardziej niż trudny.
-I oczywiście, może pan do mnie mówić Ruth. Choć wolałabym jednak Ruu- uśmiechnęła się, z ulgą przyjmując fakt, że Liamowi mogła na spokojnie powiedzieć, jak naprawdę wymawia się jej imię, bo oczywiście drugi profesor transmutacji wypluwał z siebie wyłącznie amerykańskie "bełg" w jej nazwisku, a jakże.
-Tak, skończyłam go w kwietniu. Niestety nie mogę tam pracować, bo... - kolejne zawahanie. Ma tak po prostu powiedzieć Liamowi? - jestem związana z jednym z urzędników tego departamentu. Dlatego złożyłam podanie o staż do Wizengamotu - skończyła, ale mimowolnie zacisnęła ręce w pięści. - Profesorze Dear, nie ma powodu do niepokoju. Zdam to - uśmiechnęła się sympatycznie, zapewniając nauczyciela, że nie planuje uwalić historii magii starając się o etat w sądzie magicznym.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 26
Skąd : Brighton, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 665
Dodatkowo : animag (nietoperz)
  Liczba postów : 389
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13244-liam-simon-dear#353836
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13246-liam-s-dear
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13247-poczta-liama#353858
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13248-liam-s-dear




Gracz






PisanieTemat: Re: Gabinet Liama Simona Deara   Sro Cze 21 2017, 20:00

W takich sytuacjach zawsze chciał po prostu odrzucić swoją posadę i rozmawiać normalnie - chyba jednak nie powinien mówić Krukonce, że również może mówić do niego po imieniu. Był prawie pewien, że byłaby to przesada, także najzwyczajniej w świecie zdusił to w sobie i skinął głową na słowa dziewczyny. Nie był wielkim językoznawcą i domyślał się, że wymawia coś źle. Nie miewał jednak problemów z przyjmowaniem uwag.
Liam w życiu nie posądziłby Ruth o uwalenie jakiegokolwiek egzaminu czy przedmiotu. Pewnie nawet miał o niej trochę zbyt wygórowane zdanie, bo przecież dziewczynie trafiały się słabsze oceny z przedmiotów, do których nie podchodziła zbyt przyszłościowo. Teraz jednak zupełnie zbiła go z tropu tymi wyjaśnieniami, w których zdawało się brakować trochę tego rozsądku, o który mężczyzna tak ją posądzał.
- W tej chwili nie mówię kompletnie jako twój nauczyciel, tylko jako po prostu człowiek. Nie zrozum mnie źle, proszę - nie znam dokładnie twojej sytuacji i pewnie nie powinienem się w ogóle wypowiadać, ale czasem nie można się powstrzymać... Jesteś pewna swojej decyzji? Twój związek z tym urzędnikiem jest dla ciebie tak ważny, że porzucisz tę pracę? - Ruth w jego głowie nieodłącznie była związana z Departamentem Magicznych Wypadków i Katastrof. Liam miał wrażenie, że Krukonka faktycznie spełnia tym stażem swoje marzenie, a o Wizengamocie nie spodziewał się ani wzmianki!
- Wierzę, że dasz sobie radę z historią magii i runami też. Zwyczajnie upewniam się, że wiesz co robisz... - Troska w jego głosie i ta wymalowana na twarzy powinna zapewnić dziewczynę, że bynajmniej nie podważa jej decyzji i nie wymaga od niej nie wiadomo czego. Próbował być delikatny, nie narzucać się, ale jednocześnie pokazać Ruth, że ma z kim porozmawiać i jeśli potrzebuje pomocy, to opiekun Ravenclaw jest zawsze chętny.
Przez głowę mu nawet nie przemknęło, że jego brat może być w to wszystko wplątany - ale Liam gdy nie musiał, to nie myślał o Dorienie. Lata mijały, a on dalej nie potrafił się z nim dogadać, choć trzeba przyznać otwarcie, że nawet się już nie starał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 21
Skąd : Uppsala, Szwecja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1444
  Liczba postów : 847
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13356-ruth-wittenberg
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13361-relacje-ruth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13357-soho
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13358-ruth-wittenberg




Gracz






PisanieTemat: Re: Gabinet Liama Simona Deara   Sro Cze 21 2017, 20:28

Właściwie to dobrze, że powstrzymał się przed zaproponowaniem przejścia z nim na obustronne "ty". Cóż, nigdy nie mówiła do nauczyciela bezpośrednio po imieniu i nie planowała tego zmieniać. Zdrowy dystans sprzyjał szacunkowi, Liam był profesorem transmutacji oraz opiekunem jej domu, a nie kolegą, Ruth doskonale o tym pamiętała, choć naturalnie śmiało mogłaby postawić go wśród swoich ulubionych nauczycieli niemal na równi z profesorem Archibaldem (który, co ciekawe, jej nie uczył).
Wysłuchała jego wątpliwości do końca i żeby nie robić min spuściła głowę, po czym wstała, lekkim krokiem przechodząc do regału z książkami. Zawiesiła wzrok na opasłych grzbietach, skupiając uwagę na interesujących tytułach i układając w głowie precyzyjne wyjaśnienie - choć nie uważała, że ma obowiązek się z tego tłumaczyć. Liam chciał dobrze, czuła to, ale brzmiał jak Aleksander, który kiedyś wprost zmuszał ją do odkochania się w Ezrze, bo "to przecież nie ma sensu, bądź ze mną". To, że miłość nie ma sensu było dla Ruth tak oczywiste, że dawno potrafiła sobie z tym radzić.
-Profesorze - zmierzyła go uważnym, może trochę karcącym spojrzeniem - To moje prywatne życie - dodała miękkim, wyjaśniającym tonem bez grama wyrzutu - I moje prywatne decyzje. Kiedy się kogoś kocha, człowiek wyzbywa się egoizmu. Nie wyobrażam sobie, żeby jakakolwiek praca marzeń miałaby mi przynieść satysfakcję, jeśli nie mogłabym dzielić z nim tej radości. Mogę być najszczęśliwszym magicznym prawnikiem na ziemi - odniosła się do oksymoronu, jakoby nigdy miała nie połączyć słów "szczęśliwa" "ja" i "prawnik" - ale tylko wtedy, kiedy będę magicznym prawnikiem z Brighton - skończyła, siadając ponownie na kanapie z wyjątkowo słodkim uśmiechem. Cały świat mógł sobie robić i mówić co chciał, to było jej życie, jej sprawy i jej szczęście, którego nie pozwoli sobie odebrać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 26
Skąd : Brighton, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 665
Dodatkowo : animag (nietoperz)
  Liczba postów : 389
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13244-liam-simon-dear#353836
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13246-liam-s-dear
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13247-poczta-liama#353858
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13248-liam-s-dear




Gracz






PisanieTemat: Re: Gabinet Liama Simona Deara   Sro Cze 21 2017, 20:42

Przesadzał. Mógł być świetnym człowiekiem, empatycznym czarodziejem, wyrozumiałym nauczycielem i oddanym opiekunem domu - ale i tak nie miałby prawa mieszać się w życie Ruth. Podejrzewał, że jej najbliżsi przyjaciele nie posuwają się tak daleko, aby coś sugerować lub podważać jej decyzje. Skarcił sam siebie w myślach, nieco zawiedziony swą postawą. Krukonka chyba jednak nie odebrała tego wszystkiego zbyt negatywnie, a przynajmniej nie dała tego tak po sobie pokazać.
- Oczywiście. - Przytaknął bez zająknięcia, obserwując jak ciemnowłosa przegląda jego książki. Na tych regałach znajdowało się niebywale dużo interesujących powieści. Liam bardzo starał się nie ograniczać jedynie do transmutacji, choć to faktycznie był jego ukochany przedmiot. Tematyka tomów poukładanych dokładnie na półkach zahaczała niemalże o wszystko, co znane w czarodziejskim świecie - choć nie było wielu szczegółów chociażby z dziedziny warzenia eliksirów, czy wróżenia z fusów. Bądź co bądź był to jednak zbiór Liama, który jakieś upodobania posiadał.
- Przepraszam, Ruu, nie zamierzałem się tak wtrącać. Wierzę, że podejmujesz decyzje zgodnie z własnymi poglądami i uważam, że nie możnaby robić tego lepi... Brighton? - Dziewczyna kompletnie wybiła go z rytmu tymi słowami. Ich sens dotarł do niego jakby trochę później i przez to zapewne nie wypadł jako szczególnie błyskotliwy rozmówca. Spojrzał na Wittenberg uważnie, szukając czegoś więcej. Zaalarmowała go nazwa rodzinnego miasta, choć chyba nie powinna! Nie chciał układać sobie sam wszystkiego w głowie, obawiał się potwornej teorii spiskowej - Ruth nie mogła spotykać się z Dorienem, to byłoby zdecydowanie zbyt dziwne. Liam miał okropne zdanie o swoim bracie i nie uwierzyłby, że jego najlepsza uczennica żywi uczucia właśnie do niego.
Poza tym, raczej nie rozmawialiby ze sobą tak spokojnie - Ruth musiałaby w takiej sytuacji znać pokrewieństwo Dearów, prawda?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 99
  Liczba postów : 546
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14113-calum-isaac-dear#372995
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14140-golum#373559
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14192-calum-isaac-dear#374288
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14139-calum-dear




Moderator






PisanieTemat: Re: Gabinet Liama Simona Deara   Sro Cze 21 2017, 20:48

Chodziłem ostatnio z głową w chmurach, myśląc tylko i wyłącznie o pracy, której miałem od groma. W zasadzie prawie nie zjawiałem się w Hogwarcie na zajęciach - oceny już miałem wystawione (szału nie było, ale trolla też nie, więc może miałem po co wracać do domu), poza tym trwały egzaminy końcowe dla siódmej klasy i w całym zamku panowała straszne nerwowa atmosfera. Wolałem, żeby mi się to nie udzielało. Zresztą byłem serio zajęty robiąc staż przez ostatni miesiąc i kombinując nad kryształowymi kulami w mieszkaniu, a ta ostatnia kwestia była powodem mojej wizyty w gabinecie Liama. Nie mieliśmy co prawda najlepszych relacji, lecz biorąc pod uwagę resztę mojej rodziny, Liam był zdecydowanie na szczycie mojej listy lubianych ludzi z nazwiskiem Dear (która była zatrważająco krótka sama w sobie, więc bycie na niej było i tak dużym wyróżnieniem z mojej strony). Skończyłem plany i projekty, za moment miałem wakacje, chciałem podzielić się z nim "dobrą nowiną" i wszystkim tym, co się u mnie działo - tak po prostu pogadać, jak brat z bratem. Liam ostatnio też był nie swój, snuł się po kątach jakby lunatykował i powód jego zmartwienia też mnie interesował.
Przechodząc do rzeczy, stanąłem przed drzwiami jego gabinetu i zastukałem. Odpowiedź przyszła szybko, więc przystąpiłem próg i z szerokim uśmiechem powiedziałem:
- Hi, bro!
... I Ruth? Stanąłem jak wryty, lustrując wzrokiem jej postać siedzącą na kanapie i zastanawiając się, co też może sprowadzać ją akurat tutaj, do mojego brata. Kolejnego zresztą.
- O, jednak zmieniasz front - rzuciłem zaczepnie w jej stronę. - Cieszy mnie, że w końcu przejrzałaś na oczy, Wittenberg! - Ryzykowałem lepa w ryj, ale nigdy nie umiałem się powstrzymać...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Gabinet Liama Simona Deara

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

 Similar topics

-
» Gabinet Pielęgniarski
» Gabinet Ministra Magii
» Gabinet Śmiechu
» Gabinet Dyrektora
» Gabinet burmistrza (najwyższe piętro)

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogwart
 :: 
Podziemia
 :: 
gabinety
-