IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Dom Blodeuwedd

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość




Mieszkaniec Doliny
Wiek : 34
Skąd : Cardiff, Walia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 449
  Liczba postów : 89
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13430-morwen-blodeuwedd#358001
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13711-naczelna-proroka-zaprasza#364094
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13432-morwen-blodeuwedd#358028
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13433-morwen-blodeuwedd#358031




Gracz






PisanieTemat: Dom Blodeuwedd   Wto Lis 29 2016, 20:03


Dom Morwen Blodeuwedd



Z zewnątrz


Mimo, że pozornie właścicielka domu nie dba o roślinność, która skutecznie zasłania widoczność przechodniom z ulicy, tak wejście na posesję można porównać z trafieniem do Krainy Czarów. Ścieżka, wzdłuż której posadzone są różnorakiego koloru kwiatki, skomponowane z przystrzyżonym trawnikiem, prowadzą do wejścia domu, bądź też do ogrodu na tyłach, w którym znajduje się nieduża altanka.



Kuchnia połączona z jadalnią


Po przekroczeniu progu wąski korytarz prowadzi nas do jadalni (po drodze mijamy jeszcze drzwi od łazienki). Służy Morwen za gabinet; częściej można tu znaleźć porozwalane papiery i artykuły oraz stare wydania gazet, niż świeże potrawy. Redaktorka chociaż umie gotować, nie przepada za jadaniem w samotności i przede wszystkim nie odżywia się zbyt dobrze, przez co ma poważne zaburzenia odżywiania.



Salon


Salon z kolei połączony jest niemal bezpośrednio z jadalnią - wystarczy przejść przez łuk wydrążony w ścianie. W salonie znajduje się również wyjście do ogrodu oraz schody prowadzące na piętro, do sypialni.



Sypialnia


Sypialnia służy jej raczej za garderobę i kolejny gabinet. Nie dość, że źle się odżywia, pije sporo wina, tak w komplecie mało sypia. Za to może pochwalić się szafą z pięknymi ubraniami i szpilkami. W kącie pokoju znajduje się mała toaletka, na której porozstawiane są liczne kosmetyki i perfumy.



Sypialnia księżniczki


Ostatnie pomieszczenie należy do małej królewny, Zoi. Pokój jest typowo dziewczęcy, urządzony według samej dziewczyny. Niestety, przez większość roku stoi pusty ze względu na to, że Zoja przebywa w szkole.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Mieszkaniec Doliny
Wiek : 34
Skąd : Cardiff, Walia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 449
  Liczba postów : 89
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13430-morwen-blodeuwedd#358001
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13711-naczelna-proroka-zaprasza#364094
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13432-morwen-blodeuwedd#358028
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13433-morwen-blodeuwedd#358031




Gracz






PisanieTemat: Re: Dom Blodeuwedd   Pią Gru 02 2016, 00:38

Obecność Nessiego wyjątkowo poprawiała jej dzisiejszy okropny humor i nie wiedziała z czego to wynikało. Może z suchych żartów, które serwował jej od samego początku, czy przez to, że wyjawił jej kolejny stek absurdalnych plotek na temat jej osoby. Ostatecznie zaczęła się śmiać przez to, że nie wiedział kim jest i go nie pogryzła, co uznawał za absolutny cud. Potem w ramach bezpieczeństwa chwyciła go pod ramię, coby nie połamać sobie chudych nóżek, kierując się do jej mieszkania.
Gdy znaleźli się na miejscu pierwszym co zrobiła było pozbycie się butów i szeroki uśmiech ulgi. Od tych butów miała powoli problemy z kręgosłupem, ale wiadomo, wygląd był ważniejszy zwłaszcza na pełnionym przez nią stanowisku. Płaszcz rzuciła w kąt i szybko skierowała się korytarzem do jadalni połączonej z kuchnią. Wzrokiem ogarnęła stos papierów, dokumentów i starych gazet zalegających na stole, wyraźnie nie przejmując się nimi. Wiedziała, że Nessie jest uzdrowicielem, który najpewniej też czasami tonął w papierkowej pracy, dlatego nawet nie próbowała mu tego wyjaśniać. Chyba, że zapyta, w co powątpiewała. Siatki z zakupami (resztkami zakupów) położyła na blacie, rozglądając się dookoła. Nie wiedziała gdzie miała różdżkę. Może w salonie? Albo sypialni? Nieważne, chwilowo jej nie potrzebowała. Potem zaś zerknęła na mężczyznę spod przymrużonych oczu - teraz, gdy była bez dziesięciocentymetrowych szpilek czuła się przy nim taka mała ze swoim marnym metrem sześćdziesiąt-pięć.
- Staruszka chyba nas nie widziała. Ale kto wie, może jest animagiem? Wypatruj zwierząt na horyzoncie - oparła się biodrami o blat, zastanawiając się co ze sobą zrobić w danym momencie. Plan miała, ale plany zazwyczaj nie wychodziły. W tym nie zakładała niczyich odwiedzin, a że wyszło jak wyszło...
- Czuj się jak u siebie - skłoniła się teatralnie. - Ja muszę się umyć, naprawdę. Czuję, że zaraz ta bluzka stopi się z moim ciałem - wskazała palcem na wielką plamę po kawie i po tych słowach szybko uciekła do łazienki.
Jak na kobietę uwinęła się dość szybko, bo w może dziesięć minut a kiedy wróciła ubrana w stylowy domowy dres, bez ani grama makijażu bez problemu można było wyczytać z jej twarzy przewlekłe zmęczenie, stres i to, że o siebie nie bardzo dbała w ostatnim czasie. Usiadła na krzesełku, oddychając z ulgą.
- Dobra, szefie. Co jemy? To znaczy, ty gotujesz a ja sprzątam, czy gotujemy razem? Bo szczerze mówiąc lepiej odnajduję się w nalewaniu alkoholu - uśmiechnęła się, zapominając w ogóle o tym co miała w siatkach i co chciała zjeść. Poza ciastkiem. Miała ogromną ochotę na to ciasteczko, takie słodkie, dobre, pełne czekolady, które niestety zaginęło w akcji na środku ścieżki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 33
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 601
  Liczba postów : 109
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13706-dionysius-jayden-shercliffe#364033
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13715-bajorko#364106
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13714-eissen-iv-waleczna#364104
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13712-dionysius-jayden-shercliffe#364097




Gracz






PisanieTemat: Re: Dom Blodeuwedd   Pią Gru 02 2016, 01:12

Poprawa humoru wynikała zapewne z niepoprawności mężczyzny. Suche żarty w pewnym momencie wsiąknęły w jego charakter, usadawiając się jako kolejna jego cecha. Bywały wadą, ale póki co spisywały się całkiem dobrze. Przede wszystkim - Nessiemu było z nimi dobrze. Od zmyślonych na poczekaniu plotek też mógł być ekspertem. Pewnie byłby guru staruszek, gdyby tylko spróbował przemycić się w ich grono. Plany na przyszłe lata - są.
Porobił chwilę za dżentelmena, dzielnie prowadząc nową znajomą przez wyboistą ścieżkę i nawet zrozumiał ten uśmiech ulgi, kiedy pozbyła się butów. Shercliffe przeczesał mokre włosy, przyglądając się później swojej mokrej ręce. Nie, nie zrobiło mu to różnicy, i tak przemokli doszczętnie. Z trudem zdjął buty, nasiąknięte wodą, pozbył się swojego płaszcza, odrzucając go w ten sam kąt, kiedy Morwen pognała już do przodu. Rozejrzał się, krótko analizując pomieszczenie, w którym się znalazł. Uśmiechnął się lekko na widok sterty papierów.
- Ok. Zgaduję, że każde zwierzę pojawiające się w pobliżu zapisujesz i dołączasz do tych notatek. Na wszelki wypadek - uznał, wskazując leniwym ruchem ręki na wcześniejsze zwalisko dokumentów. Spojrzał przy okazji w dół. Jezioro Loch Ness w domu redaktor naczelnej właśnie doświadczało początków. Kiwnął głową, zarówno biorąc do siebie jej zaproszenie do czucia się swobodnie, jak i zgadzając się na jej zniknięcie. Uniósł różdżkę i westchnął krótko.
- Silverto - wypowiedział formułę zaklęcia, kierując koniec różdżki na siebie. Robiło się przyjemnie i ciepło, nawet udało mu się wyschnąć, ale coś poszło nie tak. Cudowna sprawczyni czarów postanowiła być dziś wyjątkowo kapryśna (może dlatego, że dał jej zmoknąć?) i nie zakończyła zaklęcia, kiedy powinna.
- Co u licha... - mruknął tylko niewyraźnie, przyglądając się roślince naprzeciwko niego, która markotniała w oczach. Usychała smutno, jak cała reszta roślin w pomieszczaniu - zarówno w jadalni, jak i w salonie. W międzyczasie Morwen wyszła z łazienki i usadowiła się na krześle, a Ness próbował opanować sytuację. Dopiero po trzecim trzepnięciu różdżką udało mu się zakończyć zaklęcie, dokładnie w momencie, w którym najmarniejsza z roślin stanęła w ogniu, a Walijka skończyła zdanie. Pewnie przez zmęczenie nie zwróciła uwagi na uschnięte rośliny. Shercliffe uratował sytuację, gasząc niczemu winnemu kwiatka, a potem uśmiechnął się niewinnie do właścicielki domu.
- Powinnaś o nie lepiej dbać - uznał. - Gotujemy razem, będzie bezpieczniej - podsumował. - Jak nic nie zepsujesz, dostaniesz ciastko.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Mieszkaniec Doliny
Wiek : 34
Skąd : Cardiff, Walia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 449
  Liczba postów : 89
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13430-morwen-blodeuwedd#358001
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13711-naczelna-proroka-zaprasza#364094
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13432-morwen-blodeuwedd#358028
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13433-morwen-blodeuwedd#358031




Gracz






PisanieTemat: Re: Dom Blodeuwedd   Pią Gru 02 2016, 01:25

Ona nie potrafiła zadbać o siebie, a co dopiero o kwiatki! Nie wiedziała nawet co nią kierowało, kiedy urządzała mieszkanie. Uznała chyba, że przyjemnie będzie mieć trochę roślin, ale jej życie jest bardzo zabieganym życiem. Wiecznie w ruchu i w pośpiechu. Dziś przykładowo zapomniała zabrać ze sobą różdżki, czyli nieodłącznego elementu każdego szanującego się czarodzieja, więc nigdy w życiu nie zapamiętałaby, że musi jeszcze podlać kwiatki. Oczywiście szanowała przyrodę i raz nawet udało się jej dość długo pielęgnować jedną z wielu doniczek, ale w końcu ta padła śmiercią prawie-naturalną. Chciała też przygarnąć kiedyś kota albo psa, jednak w ostatecznym rozrachunku uznała, że bezpieczniej będzie jak tego nie zrobi. Dlatego zaadoptowała Zoję, małą bułgarską sierotę. Ta przynajmniej była już duża i umiała sama o siebie zadbać. Spoglądała na poczynania mężczyzny zastanawiając się, w którym momencie faktycznie spali jej mieszkanie, ale większy entuzjazm wywołało w niej chyba słowo CIASTKO.
- Jak masz ochotę to możesz o nie zadbać - wzruszyła ramionami, nie dodając nic więcej a potem podniosła się z miejsca. - Koniecznie muszę? To niedobry pomysł, ale chcę ciastko - marszcząc czoło jak rozkapryszony dzieciak, wyjęła z szafki dwie szklaneczki.
- Zamordowałeś moją butelkę, przyszła kolej na twoją - bez pytania przechwyciła whiskey, wrzucając do szklanek po kostce lodu a potem wlała tam bursztynową ciecz.
- Dobra, dzisiaj wyjątkowo możesz zarządzać sytuacją. Mów co mam robić. Tylko nie wiem gdzie mam różdżkę. Była rano, została w pokoju, ale nie bardzo wiem w którym - udała, że jej głupio z powodu swojego nieogarnięcia a potem przykleiła się do szkła z alkoholem wewnątrz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 33
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 601
  Liczba postów : 109
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13706-dionysius-jayden-shercliffe#364033
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13715-bajorko#364106
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13714-eissen-iv-waleczna#364104
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13712-dionysius-jayden-shercliffe#364097




Gracz






PisanieTemat: Re: Dom Blodeuwedd   Sob Gru 03 2016, 00:26

Nessie z kolei całkiem nieźle radził sobie z roślinami, w dzieciństwie często dbał o niektóre z okazów w rezerwacie i przywykł do tego, że trzeba się nimi zajmować w miarę regularnie. W Londynie nie miał zbyt wiele zieleni w mieszkaniu, ale po przeprowadzce nie mógł narzekać na jej brak. Szczególnie na zewnątrz.
- Naprawię je - stwierdził, ale nie zabierał się za to od razu. Coś mu się wydawało, że różdżka potrzebuje odpoczynku przed podjęciem się takiego zadania. Przyjrzał się jej, obracając w dłoniach i podnosząc do góry. Przezroczysta się jeszcze nie stała, generalnie nie wyglądała na uszkodzoną, więc z lekkim skrzywieniem stwierdził, że musiał coś pokręcić. Bywa! - Kiedyś - sprostował, przeglądając ich połączone zakupy. Dobrze byłoby też, gdyby Morwen jednak coś zepsuła, bo Shercliffe nie miał ciastka.
- Piję bez lodu - poinformował, uprzejmie wyławiając zaklęciem swoją kostkę ze szklanki, po czym dorzucił ją zgrabnie do trunku Walijki, przesyłając jej przy tym teatralnego, powietrznego całusa.
- Leniwa jesteś, co? - zapytał, unosząc brwi, ale zaraz chwycił szklankę. - To znaczy, czuję się zaszczycony - poprawił się, skłaniając majestatycznie i wieńcząc ten ruch małym łykiem. Accio różdżka poradziło sobie z drobnym mankamentem, nie dając kobiecie więcej wymówek, bo jej własność nadleciała z bliżej nieokreślonego kierunku. Przynajmniej dla Nessiego, bo rozglądał się już za książką kucharską. Nie żeby coś, ale kobiety zazwyczaj miały jakiekolwiek. On nie miał żadnej, ale dziś potrzebował inspiracji. Ostatecznie przywołał ją sobie kolejnym czarem i stanął naprzeciwko Morwen, stanowczo kładąc książkę na blacie między nimi, przy okazji otwierając ją na losowej stronie.
- Omdlały Merlin* - przeczytał. Przejechał wzrokiem po liście składników. - Pozmieniamy sobie przepis - zarządził, przywołując zaraz te składniki, które się zgadzały oraz kilka losowych (bakłażana nie mieli), po czym kazał Morwen wybierać, a sam zajął się rozglądaniem po szafkach. Otwierał je swobodnymi ruchami różdżki i przywoływał wszystko, co było im potrzebne, przy okazji znajdując mąkę i inne pierdółki, które nadawały się do ciastek. Wysłał je od razu do robienia masy, traktując proporcje typowym "na oko". Mąka sypała się wesoło, pokrywając białym pyłem pół kuchni, a Nessie, pan dyrygent zarządca, zajął się pomidorami i cebulą, które chwilę później przygotowywały się same. Deszcz szumiał za oknem, lód w szklance Blodeuwedd dzwonił o ścianki, jedzenie zaczynało ładnie pachnieć i ogólnie zapowiadało się na sielankę, ale w pewnym momencie mężczyzna znieruchomiał, celując różdżką w sufit i przykładając palec do ust. Uśmiechnął się, słysząc nieokreślone dźwięki.
- Mieszkasz sama? - zapytał, przysłuchując się niepokojącym odgłosom, które brzmiały dosyć podejrzanie. - Zabezpieczyłaś dom przed włamaniami, prawda? - zapytał, bo sam jeszcze tego nie zrobił.

*Przepis pochodzący z Turcji. Faszerowane podsmażaną cebulą i duszonymi pomidorami bakłażany, doprawione gałką muszkatołową, czosnkiem, suszonymi pędami wnykopieńków i skropione odrobiną wyciągu z jałowca. Nawet mała ilość jest ogromnie sycąca, zalecane na duże przyjęcia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Mieszkaniec Doliny
Wiek : 34
Skąd : Cardiff, Walia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 449
  Liczba postów : 89
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13430-morwen-blodeuwedd#358001
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13711-naczelna-proroka-zaprasza#364094
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13432-morwen-blodeuwedd#358028
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13433-morwen-blodeuwedd#358031




Gracz






PisanieTemat: Re: Dom Blodeuwedd   Sob Gru 03 2016, 15:46

Kiedy wrzucił swój lód do jej szklaneczki spojrzała nań zdziwiona.
- Bez lodu smakuje jak siki - skwitowała krótko, wzruszając ramionami. Nessie najwidoczniej postanowił dzisiaj wziąć pod opiekę wadliwy obiekt, jakim była. Przechwyciła różdżkę, wzdychając ciężko. A miała nadzieję, że jednak jej odpuści...
- Po prostu zmęczona - odparła zarzut lenistwa najprawdziwszym faktem, przechodząc do wybierania produktów na kolację. Skąd ona właściwie miała w domu książkę kucharską? I mąkę?! Kuchnia była urządzona jak z katalogu mugolskiej Ikei, jednak sama właścicielka rzadko w niej bywała. Dlatego nie orientowała się co było w szafkach a co nie. Przeważnie miała wizję na obiad, kupowała produkty a potem zapominała. One sobie z kolei leżały w ilości dwóch-trzech w poszczególnych miejscach. Chujowa pani domu w pełnej krasie. W milczeniu zabrała się do machania różdżką przez co po chwili pomidory i cebula dusiły się na patelni, łącznie z papryką, która znajdowała się w jednej z dzisiejszych siatek. Czym do cholery miała zastąpić bakłażana? Skonsternowana przejrzała zakamarki kuchni odnajdując wielkie muszle makaronu.
- No trudno, nie mam nic innego - stwierdziła spokojnie, spoglądając na poczynania Nessiego. Piekł jej ciasto? Wyraźnie zaciekawiona podała mu dwie tabliczki czekolady wyjęte uprzednio z magicznej skrytki.
- Jak upieczesz mi dobre ciasto to chyba ci się oświadczę - uśmiechnęła się zaczepnie, spoglądając mu przez ramię do miski. To nie było tak, że była anty-kucharką. Po prostu nie miała ochoty sobie gotować i jeść w samotności, co było dość logicznym w jej mniemaniu argumentem. Zastanawiając się czy przyznać się do tego przed mężczyzną, ten uprzedził ją swoim pytaniem.
- Co? No, tak. Tylko w wakacje i święta mieszka ze mną przyszywana córka, a co? - nie rozumiała skąd wzięło się pytanie. Udała, że nasłuchuje, ale chyba była głucha.
- Zaklęciami? Chyba tak. Nie pamiętam. Mówiłam, że babcia przyjdzie podglądać nasz dziki seks, może pora dać jej powody do plotek? - rzuciła istnym sucharem, że aż musiała zapić go resztą whiskey, po czym ruszyła w kierunku schodów.
- Dobra, już, sprawdzę to księżniczko, będę twym dzielnym rycerzem - machnęła ręką. Mógł iść z nią, ale ktoś musiał pilnować jedzenia, prawda? Poza tym nie gwarantowała, że wyjdą prędko z jej sypialni. - Jakby coś, to wypraw mi ładny pogrzeb.
Gdy znalazła się w sypialni rozejrzała się wokół, trzymając różdżkę przed sobą. Wprawdzie nie zauważyła nic, ale to niespecjalnie ją zdziwiło. Przecież mówiła... Wychodząc z pokoju zupełnie przypadkiem przywaliła w szafkę najmniejszym palcem, co poskutkowało tym, że udarła się jak opętana na cały dom. Zapomniała, że dziś rano zepsuła szufladę, która postanowiła się na niej zemścić.
- Poza zakazanym romansem palca z szafką nie znalazłam nic - powiedziała skrzywiona, kiedy wróciła. Nawet nie zauważyła, że paznokcia u małego palca już nie posiadała i krwawiła jak mała świnka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 33
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 601
  Liczba postów : 109
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13706-dionysius-jayden-shercliffe#364033
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13715-bajorko#364106
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13714-eissen-iv-waleczna#364104
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13712-dionysius-jayden-shercliffe#364097




Gracz






PisanieTemat: Re: Dom Blodeuwedd   Sob Gru 03 2016, 18:41

- Siki robią się z lodu - odbił cierpliwym tonem. Zajęty kucharzeniem, tym razem skupiając się na cieście, dając Morwen przejąć warzywa, nie zauważył kiedy kobieta zaczęła kroić paprykę, dlatego dopiero po fakcie poinformował, że można było użyć jej zamiast bakłażana. Zwrócił jej honor (Morwen, nie papryce), widząc makaron. Nadawał się. Wzruszył ramionami, akceptując go w ten obojętny sposób i przywołał z torby ser, który śmignął kilka centymetrów od ucha Walijki i zaczął tarkować się do miski. Z czekoladą trafiła w moment, bo akurat zamierzał przejrzeć jeszcze raz szafki w poszukiwaniu jakiegoś dodatku. Na polewę w sam raz. Przechwycił tabliczki, słuchając osobliwego wyznania.
- Jako Morwen, czy Higgins? - dopytał dla jasności. Nie żeby robiło mu to jakąkolwiek różnicę. - Przemyśl to jeszcze. Mogę zrujnować twoją hodowlę miniaturowych smoków i zniszczyć karierę redaktor naczelnej, nigdy nie wiesz - przestrzegł, śmiejąc się w duchu z tego, że po piętnastu minutach i krótkiej pogawędce przygotowywał ciasto w domu kobiety sukcesu. On też nie gotował zbyt często i zazwyczaj starał się robić to szybko, mając ciekawsze rzeczy do roboty. Nie nadawał się na szefa kuchni, ale na szczęście nie był też kompletnym beztalenciem.
- Przed chwilą byłaś zmęczona, do dzikiego seksu trzeba trochę energii - zganił ją za niesłowność, opierając wolną dłoń na biodrze, równocześnie zmniejszając ogień (hehe) żeby nie wieńczyć złego dnia spalonym jedzeniem. Mieli już trupy i uschnięte kwiatki. W jedzeniu ostatnia nadzieja. - Czyń honory - zachęcił ją do działania, tudzież sprawdzenia, skąd dźwięki, które najwyraźniej słyszał tylko on. Faktycznie ucichły, ale jak nic była to cisza przed burzą. Wyprzedzając fakty, dokończył dyrygowanie wszelkimi mieszadłami i nożami, pozwalając Blodeuwedd wspiąć się po schodach, a sam odszedł od blatu. Przy stopniach znalazł się w sam raz, aby natrafić na falę dźwięku, jaki z siebie wydała. Uśmiechnął się, oczywiście, bo przecież bawiło go całe życie, i obserwował jak kobieta schodzi na dół, kulejąc lekko.
- Brudzisz sobie schody - poinformował cierpliwie, machnięciem różdżki podcinając jej kostki, aby straciła równowagę, ale bez stresu, użył też Immobilusa. Czar pozwolił kobiecie wylądować tyłkiem na jednym ze stopni schodów bez uszczerbku. Nie licząc tego psychicznego, bo nie było mowy, żeby się nie wystraszyła, ale pewnie przy okazji zapomniała o bólu. Nessie kucnął przed nią i objął delikatnie kostkę, aby podnieść nogę w górę i spojrzeć na niegroźne zranienie.
- Staruszka przyszła przyłapać was z chimerą? - podpytał, zerkając na kobietę z rozbawieniem. - Asinta mulaf, Episkey, Ferula - podyktował różdżce, radząc sobie szybko z problemem. Już dorzucał coś jeszcze, ale hałas zagłuszył jego słowa. Dochodził z pokoju, z którego przed chwilą wyszła.
- Z chimerami też sobie słabo radzisz - podsumował, pociągając Morwen za rękę i pomagając jej wstać. Miała świetną okazję do uwieszenia się na nessowym ramieniu, choć Shercliffe już zaczynał wybierać się do góry żeby faktycznie sytuację opanować. Nie wiedział, co się zbiło, ale brzmiało trochę jak szyba. Duży wazon. Lustro? W każdym razie, pokonał zaledwie dwa schodki, kiedy w ich stronę rzuciło się puchate stworzenie z niedużym ryjkiem. Dionysius roześmiał się szczerze, oparł o poręcz ramię, na nim kładąc głowę, przypatrując się redaktorce.
- Mówiłem, że są wszędzie. Mógł przekopać się do piwnicy - wyjaśnił, spoglądając na skołowane stworzenie, które właśnie chowało się do kuchennej szafki. Niuchacze!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Mieszkaniec Doliny
Wiek : 34
Skąd : Cardiff, Walia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 449
  Liczba postów : 89
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13430-morwen-blodeuwedd#358001
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13711-naczelna-proroka-zaprasza#364094
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13432-morwen-blodeuwedd#358028
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13433-morwen-blodeuwedd#358031




Gracz






PisanieTemat: Re: Dom Blodeuwedd   Sob Gru 03 2016, 19:51

Schody? O czym on znowu gadał? Nie zdążyła zareagować, kiedy Nessie wycelował w nią zaklęciami. Przez chwilę zastanawiała się nawet czy się nie zacząć przypadkiem bronić, gdy ten jednak zajął się jej stopą ułożyła obie dłonie na jego ramionach. Pochyliła się do przodu, przechwytując spojrzenie jego rozbawionych oczu a potem ze śmiertelną powagą spytała:
- Nessie, uczynisz mi ten zaszczyt i wyjdziesz za mnie? - ale cały efekt zepsuła wybuchając śmiechem kilka sekund później. Przecież nie mogła sobie odpuścić TAKIEGO mężczyzny! Na razie jednak nie rozważała tego na poważnie, bo przejęła od niego chyba cały suchy humor na najbliższy tydzień.
Kiedy naprawił jej palec a potem pociągnął, w rzeczy samej uwiesiła mu się na ramieniu. Cmoknęła go w policzek.
- Mój wybawco, co ja bym zrobiła bez ciebie? Chyba cały dywan w salonie zaplamiłabym doszczętnie krwią. A plamy z krwi i wina ciężko wybawić - szybko jednak odwróciła się w stronę schodów. Widząc przed sobą małe stworzonko, aż się rozczuliła. Straciła przez nie paznokieć, prawdopodobnie ozdobny wazon z kwiatkami i nie wiadomo co jeszcze.
- Jakby nie robiło tylu szkód to bym je udomowiła. Miałabym towarzysza - pokicała ze zgrabnością kulejącej sarny do pokoju, w celu lokalizowania zbitego obiektu. I bardzo się zdziwiła kiedy ujrzała kawałek zbitego lustra. W paru ruchach posprzątała a potem oparła się o framugę drzwi.
- To to chyba jest ranne, zbiło lustro - wtedy też dobiegł ich hałas z kuchni. Bynajmniej nie gotowego jedzenia. Uznając, że powoli traci cierpliwość z zaciętą miną wróciła do pomieszczenia. Po niuchaczu nie było ani śladu, z kolei próba wykradnięcia jedzenia z uchylonej szafki się powiodła. A wraz z nią ścieżka z płatków owsianych prowadząca do jego kryjówki. Zrezygnowana skontrolowała potrawę al'a omdlały merlin i makaron, który zdążyła wcześniej wstawić do gotowania. Potem dokończyła dzieło przekładając farsz do muszli i posypując go serem. Raczyła wszystko nawet lekko ze sobą zapiec, ha! Taki z niej był kuchcik. Talerze ułożyła na stole - wcześniej pozywając się sterty papierów - wraz ze sztućcami i usiadła sobie.
- Chodź już, zaraz umrę z głodu - rzuciła ponaglające spojrzenie Nessiemu, w myślach jednak będąc zupełnie w kosmosie. Uznała, że uratować ją już może tylko domowe spa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 33
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 601
  Liczba postów : 109
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13706-dionysius-jayden-shercliffe#364033
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13715-bajorko#364106
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13714-eissen-iv-waleczna#364104
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13712-dionysius-jayden-shercliffe#364097




Gracz






PisanieTemat: Re: Dom Blodeuwedd   Nie Gru 04 2016, 00:32

Bardzo chętnie zobaczyłby, jak ten suchy humor ukazuje się w kolejnych artykułach Proroka. Naprawdę, wtedy autentycznie przyszedłby pogratulować i aż by się łezka w oku kręciła ze wzruszenia. Tymczasem wytrzymał pełne powagi pytanie, starając się nie roześmiać bardziej (uroczą twarz miał z pewnością), ostatecznie po chwilowej walce na pseudo poker face pozwalając sobie na to. Trafiła mu się dosyć otwarta towarzyszka, skoro tak szybko raczyła go całusami.
- Po moim trupie - odpowiedział, śmiejąc się cały czas.
- Brzmi jak tania reklama środków sprzątających. Nessie, już dziś w twoim domu! - podrzucił entuzjastycznym tonem rodem ze spotów na komentarz o swojej roli wybawcy, robiąc przy tym dziarski gest ręką, mający potwierdzić niesamowitą skuteczność specyfiku. Odegrali całą scenkę.
- Jeśli nie przywiązujesz się do błyskotek, to pewnie dałoby radę - odpowiedział jeszcze, podnosząc głos żeby go usłyszała, bo zmierzał w stronę kuchni. Niuchacz właśnie porwał płatki i przemykał do piwnicy, ale Nessie nie gonił go, tylko zamknął za nim drzwi. Przynajmniej siedział teraz w jednym miejscu, mógł sobie zwiewać, gdzie mu się podobało. Mieli czas na wymyślenie, co z nim zrobić. - Wydawał się dosyć przytomny, kiedy kradł jedzenie, więc podejrzewam że jeszcze trochę pożyje.
Pozwolił Morwen kontynuować kuchcenie kolacji, aby móc dokończyć swoje dzieło. W ten sposób najprostsze ciasto z suszonymi owocami piekło się, stopniowo wypełniając mieszkanie ładnym zapachem, a Nessie dolał alkoholu do szklanek, bo obydwoje wypili swoje działki. Przeniósł je na stół i usiadł naprzeciwko kobiety. Wyjątkowo milczał, jedząc sobie powoli ich eksperymentalne danie, które za żadne skarby nie przypominało pierwowzoru, ale było całkiem dobre. Było spokojnie, ale niuchacz próbował otworzyć sobie drzwi, najprawdopodobniej nie znajdując w piwnicy nic, co zaspokoiłoby jego pragnienie świecidełek. Drapał więc framugę, czego efektem były nieprzyjemne dźwięki.
- Udomawiałaś kiedyś cokolwiek poza przyszywaną córką? - zapytał, wcale nie przejmując się tym, że było to zupełnie nietaktowne. Dorzucił nawet więcej, bardzo trafnie. - I pracoholizmem.

Możesz rzucić kostką, aby sprawdzić, czy niuchacz wyrządza jakieś szkody w piwnicy.
1, 3 - żadnych szkód, niuchacz był wyjątkowo grzeczny, rozsypał tylko płatki po całej piwnicy i zabrał się za drapanie, jako że nie znalazł w opakowaniu żadnych fantów.
2, 4 - ups. Chyba zniszczył jakiś ważny dla ciebie przedmiot!
5, 6 - nie dość, że zniszczył dwa losowe przedmioty, postanowił się zeszczać. Nieładny zapach, naprawdę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Mieszkaniec Doliny
Wiek : 34
Skąd : Cardiff, Walia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 449
  Liczba postów : 89
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13430-morwen-blodeuwedd#358001
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13711-naczelna-proroka-zaprasza#364094
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13432-morwen-blodeuwedd#358028
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13433-morwen-blodeuwedd#358031




Gracz






PisanieTemat: Re: Dom Blodeuwedd   Nie Gru 04 2016, 15:58

Starała się nie zwracać uwagi na drażniące ją odgłosy szurania po drzwiach, skupiając się na jedzeniu. Musiała przyznać, że jak na gotowanie od niechcenia to potrawa wyszła całkiem niezła. Z kontemplacji i opiewania w myślach swoich zdolności kulinarnych wyrwał ją głos Nessiego.
- Nie - odparła spokojnie, wygrzebując widelcem farsz z makaronu. - Mój pracoholizm bierze się z tego, że siedzę w tym domu sama i nie mam co robić, dlatego zamiast pić w samotności biorę się za papierki. Gotować też mi się nie chce tylko dla siebie, co to za przyjemność jeść samemu? - wzruszyła ramieniem, bawiąc się swoim jedzeniem jak małe dziecko. Nie wiedziała po co mu to mówi, ale chyba musiała uświadomić samą siebie, że wszystko było w porządku i wszystko miało swój powód.
- Nie wiem po co przeprowadzałam się z Londynu. Miałam małe mieszkanie, które mi wystarczało a ten dom to stanowczo za dużo dla jednej osoby - uniosła brew próbując nie wkraczać w tryb płaczliwej i marudzącej na swój los baby. Kiedy do jej nosa dotarł zapach ciasta, które prawdopodobnie kończyło się piec, spojrzała w tamtą stronę, uśmiechając się szeroko.
- Oby było tak samo dobre, jak pachnie - gdy w końcu dokończyli obiad, wypijając prawie pół butelki whiskey, gospodyni domu postanowiła rozprawić się z niuchaczem. Z tego wszystkiego rozbolała ją głowa.
- Mam nadzieję, że nie ma wścieklizny - westchnęła a potem chwytając różdżkę podeszła do drzwi od piwnicy. Otworzyła je i gdy tylko zwierzątko uciekło, sprawnym ruchem uniosła je zaklęciem do góry. Morwen najwidoczniej dostała nagłego przypływu sił witalnych. Poprosiła Nessiego, żeby otworzył drzwi do ogrodu a potem ostrożnie wystawiła niuchacza na zewnątrz, szybko zamykając je z powrotem. Bez słowa ruszyła do piwnicy. Porozsypywane płatki była w stanie przeżyć, jednak zniszczenia kartonu z ubraniami zimowymi nigdy. Miała w tym momencie ochotę złapać go i obedrzeć ze skóry, ostatecznie machnęła ręką uznając, że i tak ma wystarczająco dużo ubrań.
Posprzątała po kolacji, kulturalnie kradnąc ciasto oraz butelkę a potem przeniosła się do salonu.
- A ty? Dlaczego mieszkasz sam i to w domu a nie wielkiej rezydencji? - spytała, jednocześnie dolewając im alkoholu i krojąc lekko przestudzone ciasto. Gdy go skosztowała, spojrzała podejrzliwie na Nessiego.
- Jest pyszne. Oświadczyłabym ci się drugi raz, ale już mi odmówiłeś. Boję się pytać czy umówisz się ze mną na randkę... - wyjątkowo niezadowolona z jego wcześniejszej odmowy, zajęła się jedzeniem. Teraz jej brzuch był z pewnością szczęśliwy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 33
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 601
  Liczba postów : 109
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13706-dionysius-jayden-shercliffe#364033
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13715-bajorko#364106
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13714-eissen-iv-waleczna#364104
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13712-dionysius-jayden-shercliffe#364097




Gracz






PisanieTemat: Re: Dom Blodeuwedd   Nie Gru 04 2016, 22:19

Shercliffe nie przypominał sobie, aby kiedykolwiek popadł w pracoholizm, choć pracy poświęcał się dosyć znacząco. Nawet zostawanie po godzinach nie stanowiło większego problemu, o ile nie miał akurat większych planów. Najwięcej pracował w Berlinie, kiedy ówczesna żona zaczęła wymagać zbyt wiele, a narzucone przez nią role niespecjalnie pokrywały się z Nessim. Dlatego miał zgoła inne zdanie o gotowaniu dla siebie, czy zajęciach w domu. Wysłuchał Morwen, dojadając swoją porcję do końca.
- Pewnie chciałaś spokoju, ale stwierdziłaś, że jednak jest go za dużo - podpowiedział, pochylając się lekko i przykładając dłoń przy ustach, w ramach przekazania absurdalnego sekretu. - Kobiety tak mają - powiedział półgłosem, bawiąc się w klasyfikację cech. - Ale faktycznie, jeśli nie wymyślisz sobie tu zajęcia, może być ciężko.
Otworzył grzecznie drzwi do ogrodu, obserwując z rozbawieniem zrozpaczony wzrok niuchacza, skołowanego szybką akcją i niespodziewanym wyjazdem na zewnątrz. Pomachał mu jeszcze, kiedy Morwen zatrzaskiwała drzwi, a potem powlókł się za nią do piwnicy, ale nie schodził na dół. Księżniczki nie pałętały się po piwnicach, nie? Pomógł coś niecoś w sprzątaniu i usadowił się w salonie.
- Dla mnie ostatnia, dzięki. Możesz dobić bidulę albo zostawić na później - powiedział, odbierając szklankę, zanim odpowiedział na pytanie. Zastanowił się chwilę, bo choć był otwarty i przyjazny, nie mówił zbyt wiele o sobie. Rodzina zaszyła w nim przekonanie, że nie powinien, dlatego raczej prowokował fałszem, niż posługiwał się prawdą.
- W rezydencji jest daleko do kuchni - uznał, zgodnie z prawdą. Pamiętał, że podkradanie jedzenia wiązało się z przejściem połowy tego wielkiego przybytku. - Nie mieszkam sam. Mam pustułkę - uznał z uśmieszkiem, wypijając łyk ze szklanki. - Nie wiem. Jest spokojnie i mogę robić co chcę, wychodzić kiedy chcę, zapraszać ulubione staruszki na pogawędki - wymieniał. - Mogę strugać sztukę do woli i latać na miotle po całej wiosce. Ale zastanawiałem się, czy nie wynająć komuś pokoju, bo stał się graciarnią.
- Może kiedyś - odpowiedział wymijająco, próbując ciasta i faktycznie, najgorsze nie było. - Zastanowię się. Jak dowiem się, skąd podejrzenia co do mieszkania w rezydencji - uniósł szklankę i zanim wypił kolejnego łyka, potrząsnął nią lekko z cwaniackim wyrazem twarzy. Nie mówił nic o swoim nazwisku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Mieszkaniec Doliny
Wiek : 34
Skąd : Cardiff, Walia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 449
  Liczba postów : 89
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13430-morwen-blodeuwedd#358001
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13711-naczelna-proroka-zaprasza#364094
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13432-morwen-blodeuwedd#358028
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13433-morwen-blodeuwedd#358031




Gracz






PisanieTemat: Re: Dom Blodeuwedd   Nie Gru 04 2016, 22:42

Czujne oko Morwen wyłapało wymijającą odpowiedź i lekkie skrępowanie, dlatego uznała, że kryje się za tym pewnie coś interesującego. Podciągnęła nogi na kanapę, przykrywając je kocem a potem oparła się bokiem o jedną z poduszek, spoglądając na Nessiego.
- Stąd, że nikt nie przepuściłby okazji do mieszkania w takim super domu z super rodziną - wzruszyła ramieniem, odpowiadając. Ona sama nie interesowała się szczególnie sprawami Shercliffów, dlatego nie wiedziała jakie relacje łączą mężczyznę z rodziną.
- No, nie wstydź się. Opowiedz mi coś, mogę przysiąc na całą szafę moich szpilek, że nikomu nie powiem - pokazała harcerski gest, uśmiechając się lekko. - Wiem, że to brzmi dziwnie z ust naczelnej Proroka, ale to co omawiam poza redakcją nie łączy się z redakcją - wyjaśniła pokracznie, ale miała nadzieję, że zrozumie. Nie miała ochoty wykorzystywać żadnej informacji na jego temat w najnowszym numerze, czasami po prostu chciała kogoś zwyczajnie, po ludzku poznać.
- Herbatki? Skoro nie mogę cię upić, żebyś potem trafił do mojego łóżka to chociaż zaproponuję coś normalnego do picia - kolejny suchy żarcik ponownie popiła whiskey. Tym razem jednak już nie planowała sobie dolewać.
- A kobiety? - zaciekawiona kolejną kwestią, spoglądnęła przelotnie na zegarek. Było dość późno, jednak nie chciało jej się o dziwo już spać. - Nie bądź taki nieśmiały, możemy zrobić pytanie za pytanie. Albo pytanie czy wyzwanie - uradowana swoim genialny pomysłem, uśmiechnęła się wesoło.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 33
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 601
  Liczba postów : 109
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13706-dionysius-jayden-shercliffe#364033
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13715-bajorko#364106
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13714-eissen-iv-waleczna#364104
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13712-dionysius-jayden-shercliffe#364097




Gracz






PisanieTemat: Re: Dom Blodeuwedd   Wto Gru 06 2016, 00:41

Oparł się wygodniej, wykorzystując możliwości fotela. Zaśmiał się krótko na wyobrażenie super domu i super rodziny. Nie potrafił sobie uplastycznić obrazu takich ideałów. Szczęście, że z rodzeństwa trafiły mu się jakieś względnie normalne osoby.
- Nie, nie, nie zrozumiałaś. Skąd wiesz, że powinienem mieszkać w super domu z super rodziną. Jestem tylko skromnym twórcą sztuki współczesnej - poprawił z niewinną minką. - Tak naprawdę to tajny plan. Chcemy przejąć całą Dolinę. Ktoś musiał mieszkać po drugiej stronie, możemy sukcesywnie podbijać tereny z dwóch kierunków - brnął w zaparte, ale z Nessem ciężko było na poważnie.
- Na Helgę, odłóż pracę, jesteś w domu - zaśmiał się szczerze na jej zapewnienia, co do oszczędzenia nagłówków proroka. - Dając mnie na okładki nieźle osłabiłabyś renomę - zapewnił, upijając łyk i przyglądając się chwilę ładnej barwie alkoholu. - Mogę ci za to opowiedzieć mnóstwo plotek na temat Fairwynów. Słyszę je, gdy tylko przekroczę super próg super domu super rodziny - zaproponował. - To mogłoby nawet przejść na okładki, byłbym wtedy chlubą rodu i informatorem naczelnym - kiwnął głową z uznaniem dla siebie.
- W sumie tak, ale siedź - odpowiedział, na słowo "herbatka" reagując trochę jak Morwen na "ciastko". Podniósł się z fotela, bo jeszcze nie było mu aż tak wygodnie i zmęczono, jak Walijce, i przeniósł się do kuchni. Wstawił wodę i przygotował kubki, rozglądając się chwilę po szafkach za herbatą, po czym oparł się o framugę, łuk, czy czymkolwiek było przejście z jadalni do salonu.
- Nieśmiałości nie widziałaś, madame. Ale kobiety co? - dopytał z kolejnym cwanym uśmieszkiem, rozluźniając mięśnie i stając w przejściu jak prawdziwa dama. Jakkolwiek komicznie by to nie brzmiało, wyglądało wiarygodnie. - Jestem najważniejszą kobietą w swoim życiu, moja droga - zapewnił, posyłając Morwen subtelnego całusa. Aż czajnik zaczął gwizdać. Rzucił wymowne spojrzenie, zafalował lekko palcami i zniknął w kuchni, wracając z herbatką. Usiadł po drugiej stronie kanapy.
- Pytanie za pytanie, niezbyt mam ochotę się ruszać do wyzwań - stwierdził. - Gdybyś miała wymyślić plotkę o Ministrze Magii, co by to było?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Mieszkaniec Doliny
Wiek : 34
Skąd : Cardiff, Walia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 449
  Liczba postów : 89
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13430-morwen-blodeuwedd#358001
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13711-naczelna-proroka-zaprasza#364094
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13432-morwen-blodeuwedd#358028
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13433-morwen-blodeuwedd#358031




Gracz






PisanieTemat: Re: Dom Blodeuwedd   Wto Gru 06 2016, 14:54

Kobieta uśmiechnęła się... z ulgą? kiedy Nessie roześmiał się na jej zapewnienia. Złapał u niej niewątpliwie duży plus.
- Dzięki, Ness - powiedziała nagle, przesuwając palcem wzdłuż rantu swojej prawie pustej szklaneczki. Nie patrzyła na niego, wyraźnie skupiona na swoim nowym pochłaniającym zajęciu. - Bardzo dużo osób nie chce ze mną rozmawiać tak jak ty, przez moją posadę. Wszyscy się boją, że coś zostanie wykorzystane przeciwko nim - dodała jeszcze, uśmiechając się blado. Domyślała się, że jej zawód nie każdemu mógł pasować, zwłaszcza w ich świecie a jednak nie miała najmniejszego zamiaru za nikim biegać i prosić go o uwagę. Wiedziała też, że jej rodzice wcale nie byli zadowoleni z jej sukcesu, bo chcieli, żeby po prostu została uzdrowicielem, niż wszystkowiedzącą wiedźmą. Gdy Shercliffe nieco rozładował atmosferę anegdotą dotyczącą "wrogiego" rodu, spojrzała na niego.
- Kiedyś może mi się to przyda, na razie nie mam ochoty na ploteczki. Uwierz mi, w pracy mam ich wystarczająco dużo - dopiła bursztynowy trunek, odstawiając szklaneczkę na stolik a potem zakopała się pod kocem. Skoro Nessie sam chciał iść po herbatę, to nie będzie mu przecież zabraniać. Prawdopodobnie gdyby to ona po nią poszła to zbiłaby albo kubek albo by się oparzyła i tyle byłoby z dobrej gospodyni, do której jeszcze było jej daleko.
Przez chwilę pochłonięta swoimi myślami nie zwracała uwagi na otoczenie, kiedy jednak jej towarzysz zafundował mini-przedstawienie, roześmiała się równie szczerze co on wcześniej. Zaklaskała nawet w dłonie. Nie wiedziała też za bardzo co mu odpowiedzieć, co zdarzało się jej dość rzadko.
- Jesteś najbardziej niepoważną osobą, jaką poznałam - oparła głowę o poduszkę, krzyżując ręce pod biustem na polarowym kocyku. Żeby wymyślić plotkę musiała przemyśleć temat. Zastanawiała się czy można było wymyślić na temat tej jednostki coś, czego jeszcze nie było i co nie pokrywało się z prawdą.
- Nietaktowne, czy nie do końca? - uniosła jedną brew, po czym nie czekając na odpowiedź dodała:
- Sporo by się tego znalazło. Na przykład minister, który lepi się do swoich stażystek. Albo zmutowane smoki, które posłużą do obrony przed kolejnym czarnym panem... albo to, że ministerstwo chce inwigilować swoją społeczność przez nowe magiczne gadżety. Tak można w nieskończoność. Zresztą, pamiętaj, że w plotkach zawsze jest ziarenko prawdy - posłała mu oczko, przeciągając się. Czuła, że powoli ogarnia ją senność a przede wszystkim czuła też, że zmarzły jej stopy. Jak cholera. Zawsze marzła i nie mogła z tym nic zrobić. Wsunęła więc gołe stópki pod poduszkę oddzielającą ją od Nessiego.
- Dlaczego akurat uzdrawianie? Z tylu zawodów akurat ten... nie wolałeś, nie wiem, wynaleźć małego smoka domowego tak jak tamten... eee... nieważne, wiesz o kogo chodzi? Albo zostać zawodowym łapaczem niuchaczy na płatki śniadaniowe? - pytanie za pytanie. A potem szybko się ożywiła i zadała kolejne:
- Umiesz tańczyć?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 33
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 601
  Liczba postów : 109
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13706-dionysius-jayden-shercliffe#364033
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13715-bajorko#364106
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13714-eissen-iv-waleczna#364104
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13712-dionysius-jayden-shercliffe#364097




Gracz






PisanieTemat: Re: Dom Blodeuwedd   Wto Gru 06 2016, 16:18

Zdziwił się nieco, choć wcale nie powinien. Sam dobrze wiedział, jak ciężko jest trafić na ludzi bez automatycznego trybu oceniania po pozorach. Jego ukochane stereotypy potrafiły dyktować myślenie w niemalże każdej sferze, praca nie była wyjątkiem. Stanowiła wręcz świetny temat do generalizowania.
- Polecam się - wzruszył ramionami, bo mimo swojej krzykliwej otoczki i nabijania się ze wszystkiego wokół, rozumował po ludzku. Nielicznym udawało się to dostrzec. - Gdybyś była Ministrem Magii albo szefem Biura Aurorów trochę bym się wahał, ale naczelna to jeszcze nie taka tragedia - zapewnił. Nie rozgadywał się na temat tego, jak ludzie są ograniczeni, bo raz - był to temat rzeka, a dwa - nie było to w jego stylu. Własne spostrzeżenia zazwyczaj zachowywał dla siebie, choć tu miał jeszcze coś do dodania. - W pewnym momencie zaczyna być ciężko z trafianiem na właściwych ludzi - rzucił w przestrzeń, zbyt beztrosko żeby nadać tej prostej prawdzie filozoficzny wydźwięk.
- Połowę i tak bym przekręcił i wyolbrzymił dwukrotnie - zażartował, choć z pewnością tak właśnie by zrobił. Doliczając do tego zmyślenie pogłosek na poczekaniu, bo nie wszystkie kłamstewka pamiętał. Nie pochwalał Fairwynów za ich działania, ale miał świadomość, że nie każdy z ich rodziny musi mieć we krwi pastwienie się nad stworzeniami. Tak, jak u Shercliffe'ów nie każdy miał smykałkę do nich. - Ale to oznacza lepszy materiał, więc jakbyś potrzebowała, czeka - pstryknął palcami.
- Dzięki za komplement. To akurat było na poważnie - podsunął jej takim tonem, że nie dało się wywnioskować, czy faktycznie było.
- Podchodzisz do tego jakbyś miała pisać artykuł do Proroka - stwierdził ze zbolałą miną. - Czasem trzeba coś napisać do Żonglera. Na przykład, że Minister na poważne wydarzenia zakłada gatki z pomponami w kształcie puszków pigmejskich. Albo że w każdy siódmy dzień miesiąca śpiewa hymn narodowy kolejnego państwa, idąc alfabetycznie, wszystkie swoje występy wrzucając do ukrytej myślodsiewni i kolekcjonując je na przyszłość, bo jego prawdziwym marzeniem jest występowanie na deskach opery. A skoro jest ziarenko prawdy, mam ochotę włamać się do jego gabinetu - uznał, kiwając głową, jakby miał nowy plan na życie. Zrobił lekko zaskoczoną minę, kiedy zapytała go o zawód, bo mógłby przysiąc, że nic o nim nie wspominał, a zaklęcia, których wcześniej użył, były zupełnie podstawowymi czarami, ale przypomniał sobie, że Morwen ogarnia, kto jest kim.
- Ręce, które leczą - powiedział, unosząc dłoń w górę i machając nią zwiewnie. Gest wyszedł mu bardzo lekko. - Nie wiem. Tak wyszło - przyznał szczerze, bo nigdy się nad tym nie zastanawiał. Miał dryg, potrafił, lubił, więc poszedł tą ścieżką, a ojciec nie miał nic do gadania. Zresztą, niespecjalnie zależało mu, żeby to akurat Nessie przejmował ich rodzinny interes. Pewnie cieszyłby się, gdyby syn spasował całkowicie, ale Dionysius lubił się droczyć i nie zamierzał rezygnować ze swojego prawa wstępu na teren rezerwatu. - Opatrywałem stworzenia, a potem przerzuciłem się na ludzi. Nie widzę większej różnicy między nimi, wszyscy zasługują na życie - tak poważny jeszcze dziś nie był. Otrząsnął się, dopijając swój alkohol i odstawiając szklankę, przy okazji przejmując kubek z herbatą.
- Najlepiej tańczę na miotle - przewrócił oczami i pokręcił głową, wracając do swojego typowego podejścia. - Nie chciałabyś widzieć mnie na oficjalnych bankietach, uwierz - zaśmiał się. Najpierw byłby poważnym, wpasowanym w towarzystwo czarodziejem, czekając tylko na wyjście na parkiet, gdzie postarałby się o zburzenie swojego nienagannego wizerunku. Cały Nessie!
- Nie jesteś senna? - zapytał jeszcze, bo przyglądał jej się od pewnego czasu i stwierdzał, że jest zmęczona, a mimo wszystko nie chciał zabierać jej prywatności i odkładać upragnionego snu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Mieszkaniec Doliny
Wiek : 34
Skąd : Cardiff, Walia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 449
  Liczba postów : 89
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13430-morwen-blodeuwedd#358001
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13711-naczelna-proroka-zaprasza#364094
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13432-morwen-blodeuwedd#358028
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13433-morwen-blodeuwedd#358031




Gracz






PisanieTemat: Re: Dom Blodeuwedd   Wto Gru 06 2016, 19:43

Podchodzisz do tego, jakbyś miała pisać artykuł do Proroka.
Morwen posłała mu spojrzenie pod tytułem "CIEKAWE DLACZEGO?", po czym wysłuchała jego absurdalnego pomysłu. Był śmieszny, pomijając fakt, że nikt by w to nie uwierzył a sam Minister, gdyby coś podobnego zobaczył w gazecie, to wyrwałby jej nogi z tyłka. Uśmiechnęła się mimo wszystko, wzdychając.
- Może do tego w swoim podziemnym kręgu po zamknięciu Ministerstwa walczą na różdżki przebrani za klauny, co? - rzuciła, nieświadomie podłapując jego humor. Jednak zmęczenie również udzielało jej się na tyle, że powoli traciła zdolność do jasnego myślenia lub myślenia w ogóle. Uniosła się, zgarniając ze stolika kubek z herbatą - oczywiście parząc sobie przy tym palce, bo jakżeby inaczej - a potem podmuchała, pochuchała i napiła się kilka łyków.
Wyjaśnienie dotyczące wybranego zawodu skwitowała zdziwionym grymasem. Żadnej ciekawej historii, że rodzice go zmusili? Albo, że zrobił im na przekór? W istocie, nawet jeśli zrobił im na przekór, to ona nie miała prawa tego wiedzieć.
- Moi rodzice chcieli, żebym została uzdrowicielem - wyjawiła nagle coś, czego nie wiedział o niej nikt, poza rodzinką. - I do tej pory mają do mnie żal, że wybrałam taką drogę, a nie inną. Chociaż całkiem nieźle radzę sobie z magią leczniczą, eliksirami i zielarstwem, ale to nie dla mnie. Potrafię zrobić sobie sama krzywdę, więc nie nadaję się do pomagania innym - wzruszyła ramionami, chwaląc się swoimi tajnymi zdolnościami a potem zajęła się na dłużej kubkiem herbaty.
- Tańczenie jest fajne - rozpromieniła się, przysuwając nieco do Nessiego. - Chodź, nauczę cię. W Soletrar wyszkolili mnie jak małpkę do tańczenia, wcześniej nienawidziłam tego z całego serca - za to bardzo lubiła swoją szkołę na studiach i nie mogła temu zaprzeczyć. W zasadzie nie wiedziała po co wróciła do Londynu, skoro mogła zostać w słonecznej krainie wiecznie dobrego humoru i tańca. Cóż, czasami jednak podejmowała złe i nieprzemyślane decyzje. Odstawiła kubek na stół, jednocześnie różdżką, która tam spoczywała włączyła przyjemną muzykę i podnosząc się owinięta w koc, wystawiła dłoń w stronę mężczyzny.
- No chodź - widząc zaskoczoną minę Nessiego i słysząc jego pytanie, wydęła wargi w śmiesznym grymasie. - Jestem, ale w razie czego twoje magiczne rączki mi pomogą, prawda? - połapała się już chwilę temu, że w towarzystwie Shercliffa prawie wcale nie kontroluje swoich zachowań i nie widziała w tym nic złego. Chyba, że powinna? Ciężko było jej to ocenić, bo przeczuwała, że niestety nieprędko spotkają się drugi raz.
- Nauczę cię kilku kroków, podobno na najbliższym balu, czy tam festynie, mają być tańce, więc może ci się to przyda - zrobiła minę nieznoszącą sprzeciwu spoglądając na niego z wyższością. Ale tylko chwilową, bo wystarczyło, żeby wstał z kanapy.
- Nie daj się prosić - zgarnęła przeschnięte kosmyki włosów za uszy, przestępując z nogi na nogę. - Ręka mi powoli cierpnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 33
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 601
  Liczba postów : 109
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13706-dionysius-jayden-shercliffe#364033
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13715-bajorko#364106
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13714-eissen-iv-waleczna#364104
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13712-dionysius-jayden-shercliffe#364097




Gracz






PisanieTemat: Re: Dom Blodeuwedd   Sro Gru 07 2016, 00:04

Plotki były bezpieczniejsze, kiedy sprowadzało się je do absurdu, a on był tego doskonale świadomy.
- Może się nadajesz, ale to, że nie chcesz, to wystarczający powód - uznał, bo sam przecież też czasem robił sobie krzywdę, ale nigdy nie pomyślał, że jest to przeszkodą w leczeniu innych. Każdemu się zdarzało. - Ale co ja mówię, nie, nie. Pamiętaj, rodzice zawsze mają rację - poprawił się, przykładając teatralnie dłoń do czoła, marszcząc brwi i kręcąc głową. - Nie przeciągaj mnie na stronę swoich dziwnych argumentów, są zupełnie bezpodstawne. Wszyscy wiedzą, że mają rację i koniec tematu - postanowił, gromiąc ją jeszcze poważnym spojrzeniem.
- Na zmęczenie od magicznych rączek lepszy jest sen, ale skoro tak bardzo chcesz się dobić, nie będę ci stawał na drodze - uznał, popijając za chwilę herbatkę, odstawiając kubek i podnosząc się z kanapy. Przeciągnął się jeszcze leniwie i spojrzał z góry na Morwen. - Ze zmęczenia cierpnie. Nie narzekaj, na prawdziwe księżniczki warto czekać. Może jeszcze ciasta? - zapytał, wskazując majestatycznym wywijasem dłoni na talerz. Tańczyć trochę potrafił, ale zazwyczaj się zgrywał. Chociaż z byłą żoną na poważnie tańczył, nawet na ślubie! Ostatecznie dał ująć swoją dłoń, wracając do prezencji prawdziwej damy i dygając zgrabnie. Mieli trochę mało przestrzeni w tym salonie, ale skoro Walijka umiała tańczyć, powinna sobie poradzić z tą drobnostką.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Mieszkaniec Doliny
Wiek : 34
Skąd : Cardiff, Walia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 449
  Liczba postów : 89
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13430-morwen-blodeuwedd#358001
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13711-naczelna-proroka-zaprasza#364094
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13432-morwen-blodeuwedd#358028
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13433-morwen-blodeuwedd#358031




Gracz






PisanieTemat: Re: Dom Blodeuwedd   Sro Gru 07 2016, 00:53

W sumie to zdziwiła się, że Nessie się zgodził od razu. Skoro jednak się dał przekonać, chwyciła go za dłoń, drugą przechwytując różdżkę i robiąc im trochę więcej miejsca w salonie. Odrzuciła też kocyk, zostając w stylowym domowym dresiku a potem poukładała jego ręce odpowiednio na jej talii (biodrze, jak wygodniej ze względu na wzrost), z drugą ładnie splatając palce. A potem zaczęła tłumaczyć kroczki w przód, w bok, w tył i obroty. Chyba wyszło jej to całkiem nieźle, bo kiedy przeszli do części praktycznej to Nessie póki co nie podeptał jej bosych stóp.
- Poczuj muzykę, księżniczko, a tańczenie przyjdzie ci samo - stwierdziła nagle, nie kontrolując swoich płynnych ruchów ciałem. Samo się tańczyło. Jednak katowanie jej na studiach tym wszystkim faktycznie kiedyś się odpłaciło. Ostatecznie i tak raz jej nowy znajomy przydeptał jej stopę, obroty wychodziły niezgrabnie, jednak nie zraziła się. Była uparta i brnęła w zaparte, a koniec końców chyba i tak dobrze się bawili, śmieszkując w najlepsze. W końcu ukłoniła się teatralnie, siadając na oparciu kanapy.
- Jesteś gotowy, żołnierzu, do walki na najbliższym tanecznym boju - odetchnęła głęboko, spoglądając ponownie na godzinę. Nie wiedziała, w którym momencie zrobiło się tak późno, ale i tak postanowiła, że nie idzie jutro do pracy. Zmęczenie ponownie dało o sobie znać.
- Ness? - spojrzała na Shercliffa z półuśmiechem. - Zostaniesz ze mną dzisiaj? - zapytała, wyraźnie się wahając. Gdy jednak wychwyciła niewielkie zainteresowanie na jego twarzy, szybko zaczęła wyjaśniać:
- Nie lubię być sama w tym domu, przez co się nie wysypiam. Możesz spać ze mną w jednym łóżku, bo kanapa jest niewygodna. A łóżko jest duże i odgrodzimy się poduszkami, taka twierdza. Bo wiesz, co jak babcia wróci? Albo krwiożerczy niuchacz? Nie dostał jedzenia i świecidełek, ściągnie armię niuchaczy i się skończy zabawa - rzuciła porządnymi argumentami, przez które mógłby się zgodzić i wbrew pozorom nie wyglądała na osobę, która żartuje. Rzadko przed kim pokazywała się od strony kobiety-nie-robota, dlatego z jednej strony uzdrowiciel mógł się czuć wyróżniony, że trafiło na niego. Z drugiej mógł to po prostu mieć gdzieś, bo i tak przecież się nie znali zbyt dobrze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 33
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 601
  Liczba postów : 109
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13706-dionysius-jayden-shercliffe#364033
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13715-bajorko#364106
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13714-eissen-iv-waleczna#364104
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13712-dionysius-jayden-shercliffe#364097




Gracz






PisanieTemat: Re: Dom Blodeuwedd   Sro Gru 07 2016, 12:45

Rozejrzał się po salonie, kiwając głową z uznaniem. Teraz mieli już prawie salę balową, a kanapa i fotele czekały cierpliwie na ich pierwsze ruchy. Poddał się swojemu przewodnikowi i powtarzał konsekwentnie kroki, orientując się przy tym, że sam jest już trochę zmęczony. Pewnie stąd wzięło się kilka błędów, do tego nie byłby sobą, gdyby czasem nie zepsuł celowo sytuacji, wybijając ich z rytmu i utrudniając powrót do niego. Nie wylądowali co prawda na podłodze ani na kanapie, obyło się też bez większych uszkodzeń, ale było wesoło.
- Dzięki za ratunek - zasalutował, także kierując wzrok na zegar i uniósł pytająco brwi, kiedy zwróciła się do niego. Szczerze powiedziawszy, nawet patrząc przez pryzmat otwartości, jaką został dziś uraczony, nie spodziewał się tego. Poczekał na dokładniejsze wyjaśnienia, ściągnął usta w dziubek, nie mogąc powstrzymać kącików od uciekania do uśmiechu i pokiwał głową, uciekając na chwilę wzrokiem wymownie w bok.
- Nie za dużo dziś chcesz, Higgins? - zapytał żartobliwie, ale dosyć łagodnym tonem, przynajmniej w porównaniu do swoich typowych żartów. - Stawiasz mnie w dziwnej sytuacji - powiedział, również z wahaniem. - Nie chcę ci robić przykrości i równocześnie coś mi mówi, że to niezbyt dobry pomysł - sięgnął do karku, masując go chwilę w zastanowieniu. - Widzisz, ja zawsze śpię nago - nie mógł być do końca poważny, walcząc ze śmiechem, ale to wciąż nie ułatwiało rozstrzygnięcia, czy mówi serio. - Skoro oferujesz fortecę, nie mogę czuć się zagrożony. Krwiożercze babcie i rozgadane niuchacze mogłyby mnie zaatakować w drodze powrotnej do domu, więc faktycznie, może lepiej żebym był pod dobrą opieką - uznał, ciągle się podśmiewając. Roztrzepał jej dłonią włosy, bawiąc się w najbardziej irytujący gest, jaki istniał. - Pożycz mi tylko ręcznik, bo zazwyczaj nie kąpię się w deszczówce. I ładną bieliznę, jak nie śpię nago, śpię tylko w ładnej bieliźnie - masz ci ciekawostki! - I koniecznie dobrze zrób fortecę, nie chcemy żeby nas przewiało, jak w murze będą dziury.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Mieszkaniec Doliny
Wiek : 34
Skąd : Cardiff, Walia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 449
  Liczba postów : 89
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13430-morwen-blodeuwedd#358001
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13711-naczelna-proroka-zaprasza#364094
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13432-morwen-blodeuwedd#358028
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13433-morwen-blodeuwedd#358031




Gracz






PisanieTemat: Re: Dom Blodeuwedd   Sro Gru 07 2016, 13:15

Ach. Morwen przecież była mistrzem w podejmowaniu złych decyzji i to nie była chyba wielka tajemnica. Zastanawiała się jakim cudem w pracy wszystko szło jej tak dobrze, ale potem dochodziła do wniosku, że chyba całe szczęście z życia prywatnego przerzuciło się na redakcję.
Skrzyżowała ręce pod biustem, spoglądając na niego z takim samym dzióbkiem, jednocześnie próbując się nie śmiać. Musiała przyznać, że trafił jej się wyjątkowo niecodzienny towarzysz, z poczuciem humoru jakiego dotąd nie doświadczyła. I nie w takiej ilości jak na jeden wieczór. Spał nago? Walijka nie wytrzymała i parsknęła śmiechem, wywracając teatralnie oczami zaraz po tym.
- Widzisz, tak się składa, że ja też. I co teraz? - i prawie nie żartowała mówiąc to, bo sypiała nago. Ale tylko wtedy, kiedy na zewnątrz było ciepło a w związku z tym, że powoli zbliżała się zima musiała owijać się toną koców, żeby nie zamarznąć. Ostatecznie uniosła obie dłonie w górę, falując palcami tak jak on wcześniej.
- Dobra, dobra, Higgins ma rączki tutaj - a potem schowała je za plecami, uśmiechając się wesoło. Potrząsnęła głową, chwytając odruchowo jego rękę za nadgarstek. - Po głowie możesz mnie głaskać albo chwytać za włosy w innej sytuacji - zganiła go wykazując się przy tym zadziwiającym spokojem, następnie zaś wskazała mu łazienkę dodając, że ręczniki są na półce obok umywalki, jak i cała reszta kosmetyków, które mogą mu się przydać. Gdy Nessie nastawił swój GPS na łazienkę, ona ogarnęła pomieszczenie i naczynia po kolacji, upewniając się jeszcze, że wszystkie okna i drzwi są pozamykane - naprawdę nie miała ochoty na wizytę bandy wściekłych niuchaczy lub innych dziwnych stworzeń.
Potem skierowała się do sypialni, autentycznie układając poduszki na środku łóżka. Miała być twierdza? Proszę bardzo. Ale konstruktor był z niej taki, że prawdopodobnie twierdza przy pierwszym lepszym obrocie się zburzy. W tym czasie Nessie zdążył się umyć i kiedy tylko stanął obok, zmierzyła go wzrokiem.
- Specjalnie dla ciebie mogę spać w tym anty-seksownym dresie. Ja po prawej - poklepała go po ramieniu, po czym resztką sił wgramoliła się do łóżka, odczuwając przy tym ogromną ulgę dla kręgosłupa. Jako osoba, która dzień w dzień biegała w wysokich obcasach miewała problemy z plecami, ale oczywiście i to nie zmusiło jej do zadbania o siebie. Musiała ładnie wyglądać. Zawsze. Nawet wtedy, kiedy ktoś oblewał ją kawą lub wyrzucał jej wszystkie rzeczy z torebki. 
Kilka minut później, kiedy teoretycznie powinna już spać, przewracała się z boku na bok z coraz większym zdenerwowaniem. Nie wiedziała dlaczego tak jest, że raz potrafiła zasnąć na stojąco a kiedy się położyła do łóżka nagle jej organizm dostawał nagłego przypływu energii, tak jak teraz. Ale miała na to sposób. Gdy upewniła się, że Nessie śpi, z gracją słonia zlazła z łóżka, kierując się po omacku do toaletki. W toaletce z kolei mieściła się mała skrytka z eliksirami nasennymi, spokoju i takimi innymi, które były jej czasem potrzebne. Pech chciał, że po ciemku nie mogła nic znaleźć i miała dziwne przeczucie, że zbawienna fiolka na sen skończyła jej się dokładnie wczoraj. Kopała dalej w szafce jak dziecko w dziewiątym miesiącu ciąży, całkowicie tracąc czujność.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 33
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 601
  Liczba postów : 109
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13706-dionysius-jayden-shercliffe#364033
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13715-bajorko#364106
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13714-eissen-iv-waleczna#364104
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13712-dionysius-jayden-shercliffe#364097




Gracz






PisanieTemat: Re: Dom Blodeuwedd   Czw Gru 08 2016, 01:24

W takim razie trochę wolnego było rozwiązaniem na zbilansowanie szczęścia i przemycenie go z pracy w życie prywatne. Zmęczenie przecież miało krytyczny wpływ na takie sprawy.
- No to teraz nie ma się czym krępować, jak forteca będzie dobra, nic nie stoi na przeszkodzie  - klasnął w dłonie. Nessowi też się zdarzało, ale też nie zimą. Zanim udał się do łazienki, wrócił po jeżankę (dla przypomnienia, bo do jeżanki podobna nie była - po sztukę współczesną) i ustawił ją na honorowym miejscu w salonie. - Antyniuchacz - wskazał, kiwając głową z uniesionymi brwiami, sugerując, że lepiej dla wszystkich, aby pozostał na swoim miejscu i pilnował tego domu.
Rozejrzał się krótko po łazience, odnajdując ręcznik tam, gdzie miał go znaleźć. Prysznic nie zajął mu dużo czasu, ale nie spieszył się też przesadnie. Poprzeglądał chwilę kosmetyki, wybierając sobie to, co pachniało najbardziej, bo miał z tego wielką radochę. W sypialni pojawił się więc świeżutki i wypachniony, pod ręką dzierżąc spodnie i bluzę, zostając w topie. I bieliźnie. Swojej bieliźnie, dla jasności. Skłonił się zgrabnie, w myślach dodając sobie fanfary.
- Ok. Dres byłby seksowny, gdybyś spała po lewej. Więc to ja jestem dziś seksowny - skomentował, kładąc się po nieszczęsnej lewej, która nie robiła mu zupełnie żadnej różnicy, i zakopując w pościeli, przy okazji łokciem trącając konstrukcję z poduszek i zwalając część z nich na Morwen. Oparł się na łokciu, aby je poprawić i wyrazić swoje niezadowolenie. - Naucz się budować dobre fortece, skoro już zaciągasz mnie do łóżka. Dobranoc - burknął z zuchwałym foszkiem.
Właściwie jego sen był pół-snem i kontaktował częściowo, kiedy Morwen wstawała. Rozbudziły go dopiero dźwięki rzeczy, które ktoś chciał skądś wyjąć i obijał nimi bezustannie o drewniane ścianki szuflady, próbując być cicho. Jak powszechnie wiadomo, kiedy starasz się być cicho, coś musi niespodziewanie pierdolnąć i postawić cię, razem z twoimi staraniami, w szczerym ogniu. Nessie poleżał chwilę, kombinując nad kolejnym planem życia. Zsunął się prawie bezszelestnie z łóżka, podkradając do nieświadomej Morwen, zaabsorbowanej poszukiwaniami tajemniczego przedmiotu w toaletce. Kucnął powoli, nie wprawiając powietrza w ruch, na szczęście także bez żadnych trzaskających kości, i zatrzymał usta kilka centymetrów od ucha kobiety.
- Idealny plan - mruknął złowieszczo, łapiąc ją za ramiona, kiedy podskoczyła mimowolnie. - Najpierw otumaniasz mnie alkoholem, zaciągasz do łóżka, zapewniasz komfortową fortecę z lichym murem, ale zapominasz o narzędziu zbrodni i musisz szukać go w środku nocy żeby uskutecznić kolejne morderstwo - wypowiedział tajemniczo, z uśmieszkiem na ustach, ale w słowach ledwo dało się go usłyszeć. - Miałaś spać, czego znowu szukasz? - zapytał, zaglądając jej przez ramię, ale noc robiła swoje i nie było nic widać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Mieszkaniec Doliny
Wiek : 34
Skąd : Cardiff, Walia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 449
  Liczba postów : 89
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13430-morwen-blodeuwedd#358001
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13711-naczelna-proroka-zaprasza#364094
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13432-morwen-blodeuwedd#358028
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13433-morwen-blodeuwedd#358031




Gracz






PisanieTemat: Re: Dom Blodeuwedd   Czw Gru 08 2016, 14:51

Kopała w swoich zbiorach z uporem maniaka i nawet nie spodziewała się, że jest tak głośno. Przecież próbowała nie narobić hałasu! Ale co mogła poradzić, że nie miała wzroku kota a nie chciała zapalać światła? Była święcie przekonana, że jej zbiory dalej są poukładane w pewnym porządku, to znaczy - eliksiry nasenne od prawej, reszta od lewej. Akurat odnalazła ostatnią fiolkę (tak jej się wydawało), w momencie, w którym Nessie postanowił przyprawić ją o zawał serca.
Z głośnym "kurwa mać" podskoczyła, chyba tylko cudem nie przywalając mu głową w nos, jednak w efekcie polecieli na plecy w konfiguracji on na ziemi, ona połowicznie na nim, a fiolka... cóż, dane im było usłyszeć jak fiolka tłucze się na kawałeczki, bo przecież nie miała w sypialni dywanu, który zamortyzowałby jej upadek a pieprzone panele. Nie podnosząc się z Nessiego policzyła w myślach do dziesięciu, oddychając głęboko.
- Bardzo źle sypiam od pewnego czasu, dlatego zdarza mi się pić eliksir nasenny, żeby chociaż przespać kilka godzin, zamiast siedzieć z nosem w papierach całą noc. Ale teraz nie ma dla mnie żadnej nadziei - zakryła twarz dłońmi, masując sobie skronie. - Fiolka się rozbiła. Liczenie owiec mi nie pomaga, ciepłe mleko też nie... raz doliczyłam się pięciuset owiec, ROZUMIESZ TO? - powiedziała to takim głosem, jakby co najmniej odkryła Amerykę lub dokonała niemożliwego, obracając się nieco i zerkając na mężczyznę.
- Ale spokojnie, poleżę sobie obok ciebie - wcale a wcale nie przeszło jej przez myśl, że na sen pomaga przytulanie albo seks, którego nie doświadczyła już od bardzo dawna. Ale nie brała tego pod uwagę, bo przecież co za dużo to niezdrowo, prawda? Mimo wszystko na jej ustach pojawił się dziwny uśmieszek, który szybko zniknął, gdy poczuła jak kilka odłamków szkła wbija jej się w stopę.
- Musisz chyba mnie przywiązać do tego łóżka, bo sobie tylko dzisiaj robię krzywdę - nie wiedziała czy się śmiać, czy może płakać, ale ostatecznie parsknęła śmiechem. Podniosła się, wyszukując na toaletce włącznik do lampki a potem obejrzała swoją stopę. Nie chciało jej się iść po różdżkę, dlatego pęsetą ostrożnie zaczęła wydłubywać co większe kawałki szkła. Na koniec zrobiła sobie opatrunek "po mugolsku", i wstała z ziemi, przenosząc się na łóżko.
- Jutro to posprzątam, chodźmy spać - wystawiła rękę w stronę Nessiego z gestem "przyciągającym", jakby zachciało mu się sprzątać miejsce zbrodni na fiolce eliksiru.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 33
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 601
  Liczba postów : 109
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13706-dionysius-jayden-shercliffe#364033
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13715-bajorko#364106
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13714-eissen-iv-waleczna#364104
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13712-dionysius-jayden-shercliffe#364097




Gracz






PisanieTemat: Re: Dom Blodeuwedd   Czw Gru 08 2016, 17:02

Uniósł brwi, ukazując w ten sposób swoje wielkie zdziwienie owcami. Całe pięćset.
- Następnym razem licz gumochłony, na owce najwyraźniej zbyt przyjemnie się patrzy - skomentował, przypatrując się Morwen, kiedy się odwróciła. Obserwował ją jeszcze później, granicząc gdzieś między facepalmem, anielską cierpliwością a niekontrolowanym wybuchem śmiechu. Trzecie odpadło, introwertyczna piątka (geniusz mojego życia) także została odrzucona. Pozostała tylko rzeczona cierpliwość.
- Świetnie, wtedy będę się czuł znacznie lepiej, właśnie po to zostałem - żeby Morwen mogła sobie poleżeć. Nie wiedział jeszcze, że wsadziła stopę w odłamki szkła, więc zmarszczył tylko brwi, dociekając skąd krzywda i wybuch śmiechu. Dopiero lampka rzuciła trochę światła na tę sprawę. Zacmokał krótko i usiadł po turecku, przypatrując się, co Blodeuwedd najlepszego wyprawia. Nie wiedział, kiedy ostatnio robiła opatrunek, ale najprościej było skorzystać z różdżki. Pęsetą mogła sobie narobić większej biedy.
- Naprawdę dużo dziś chcesz, na przywiązywanie trochę za wcześnie. Albo za późno, zależy jak patrzeć, jest środek nocy - skomentował, odbierając ostatecznie erotyczny wydźwięk czynności. Podniósł się, aby znaleźć swoją różdżkę i zająć się zranieniem bardziej profesjonalnie. Nie żeby coś, ale mugolski opatrunek na kawałki szkła maczane w eliksirze nie był specjalnie dobrą opcją. Kiedy już wygrzebał swoją własność z ubrań, Walijka przehasała na łóżko. - Khm, jutro znów w to wleziesz i będziesz chciała jeszcze więcej - zażartował, sprawnym ruchem sprzątając mały bałagan. Zamknął szufladę i usiadł obok kobiety, zdejmując PLASTERKI z jej ran. Plasterki, bo bandaża nie miała pod ręką. Westchnął.
- Asinta mulaf - zaczął, bo z tego co było mu wiadomo, wyciąganie szkła z ran było raczej bolesne, a nie spodziewał się żeby przy tym świetle, pęsetą, mogła sobie wszystko dobrze oczyścić. Różdżką wywabił odłamki. Uniósł brwi, bo kilka ich jeszcze miała. - Haemorrhagia iturus, Vulnus alere - dokończył. Nawet nie potrzebowała opatrunku.
- No, to śpij. Na co czekasz? - zapytał, krzyżując ręce. - Kołysankę? Nie mogłaś mówić wcześniej? Są zaklęcia i dobre ziółka nasenne. Jeśli chcesz, możesz ponarzekać, co cię trapi, chociaż marny ze mnie psycholog - podrzucił, gasząc różdżką lampkę i przeskakując na swoje miejsce, przez co ich lichy mur znów się zawalił, ale Nessie nie przejął się tym, opierając łokcie i brodę na poduszkach. - Spowiadaj się, które morderstwa tak cię dręczą, że nie możesz zasnąć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Mieszkaniec Doliny
Wiek : 34
Skąd : Cardiff, Walia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 449
  Liczba postów : 89
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13430-morwen-blodeuwedd#358001
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13711-naczelna-proroka-zaprasza#364094
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13432-morwen-blodeuwedd#358028
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13433-morwen-blodeuwedd#358031




Gracz






PisanieTemat: Re: Dom Blodeuwedd   Czw Gru 08 2016, 18:12

Gdy Nessie zajmował się jej stopą, spoglądała na niego ze spokojem i zaciekawieniem jednocześnie, oraz uśmiechem, który wyrażał więcej niż tysiąc słów. Ile razy mogła mu dziękować? A ile razy jeszcze zrobi z siebie przy nim ofiarę? Była mu wdzięczna, że jeszcze nie uciekł i cieszyła się, że z taką cierpliwością zajmował się ratowaniem jej z opresji. Nie robiła tego celowo, dlatego była przez to na siebie zła. Nigdy, przenigdy, nie chciałaby pokazać się mężczyźnie (jeszcze tak przystojnym jak ten...) najpierw od strony życiowej łamagi, ale niestety było za późno, by to zmienić.
- Przepraszam, Ness. Nie robię tego specjalnie, naprawdę. Przysięgam na całą szafę swoich butów - westchnęła cicho, wydymając dolną wargę jak skruszone dziecko, które znowu nabroiło.
Po skończonej "operacji" położyła się na boku, zwrócona w stronę twierdzy, którą chwilę potem dostała w twarz.
- Co miałam powiedzieć? Wiesz co, padam na twarz, ale nie zasnę, więc daj mi ziółka? - uniosła brew, spoglądając na niego spod poduszek. - Bardzo chciało mi się spać, tylko jak się położyłam to mi się odechciało - nie rozumiała z czego to wynikało i nie miała zamiaru dociekać, ale domyślała się, że Nessie na pewno chociaż raz w życiu miał podobnie. Pomijając to, że Walijka o siebie nie do końca dbała, motywując to brakiem czasu.
- Mogę? - zerknęła na niego kontrolnie, wahając się najwidoczniej czy jej wypada. Skoro jednak zrobiła z siebie ofiarę, to chyba nic nie stało na przeszkodzie, by ostatecznie zdeptać swój wizerunek silnej i niezależnej kobiety.
- Wszystko mnie męczy. Życie mnie męczy, no. Ta praca... nie wiem po co mi był ten awans, od roku się nad tym zastanawiam. Gdy byłam zwykłym dziennikarzem i redaktorem żyło mi się trochę spokojniej, ale zarabiałam jednocześnie mniej. A teraz, kiedy zarabiam wystarczająco wcale mi to nie pasuje. Jeszcze ten dom... myślałam, że chociaż w dolinie odpocznę, jednak mieszkanie w dużym domu w pojedynkę jest straszne. Zoja rzadko się tu pojawia, bo ma szkołę, a nie zmuszę jej do częstszych przyjazdów, prawda? - obróciła się na plecy, patrząc prosto w sufit. W mroku ciężko było to jednak wyłapać. - Ostatnio też takie dni jak ten, wyjątkowo okropny, zdarzają mi się częściej - podsumowała swój wyjątkowo żwawy monolog, a potem obróciła się ponownie w jego stronę. Unosząc się na łokciu, próbowała przechwycić spojrzenie Nessiego i ledwo, bo ledwo, ale się udało.
- Dlaczego to robisz? - zaciekawiona jego dobrym sercem w końcu musiała zadać to pytanie na głos. - Tylko nie mów, że z litości, bo nie chcę, żeby ktoś się nade mną litował.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 33
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 601
  Liczba postów : 109
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13706-dionysius-jayden-shercliffe#364033
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13715-bajorko#364106
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13714-eissen-iv-waleczna#364104
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13712-dionysius-jayden-shercliffe#364097




Gracz






PisanieTemat: Re: Dom Blodeuwedd   Czw Gru 08 2016, 18:49

On nie był na nią zły. Znał wielu ludzi i przerabiał kilka okresów w swoim życiu, co dawało mu trochę szerszy obraz obecnej sytuacji Morwen, która wbrew idealnie kreowanej otoczce nie przedstawiała się zbyt kolorowo. Praca względnie idealna, wysokie stanowisko, niezależność - po długiej i ciężkiej walce. Duży dom, mała utopia w spokoju, pozorny własny kąt i radość dla dziecka. I choć wydawałoby się, że ludzie albo taką pozycję szanują, albo zazdroszczą, niektórzy potrafili wyłapać z niej samotność.
- Twoja szafa znosi wiele przysiąg.
- Na przykład. Przecież się zdarza, nawet najspokojniejszym ludziom na świecie - podpowiedział, bo i owszem, sam też miewał takie momenty. Kiedy działo się zbyt dużo i choć próbował odsuwać od siebie myśli, powtarzając im bez końca, że czas na spanie, nie chciały się usunąć. Zazwyczaj pozwalał im wtedy płynąć i nierzadko kończyło się na nieprzespanych nocach, ale starał się, mimo wszystko, nie skupiać na swoim zmęczeniu, na fakcie, że nie może spać, czy na wszystkim, co było złe. Miał ten komfort, że obracał wszystko w żart. Kiwnął głową, dając jej ostateczne przyzwolenie na nocny maraton marudzenia.
- Nie zmusisz - potwierdził krótko, bo Zoja miała swoje życie w Hogwarcie i najwyraźniej teraz jej miejsce było właśnie tam. - Dla pieniędzy nigdy nie jest warto - przemycił kolejną prostą prawdę życiową. I był poważny. Może był zbyt zaspany żeby używać swoich wyrafinowanych sucharów. - Sprzedaj dom, wróć do Londynu na małe mieszkanie, a swój awans oddaj komuś, kto potrafi żyć tylko pracą - poradził. Proszę bardzo, całe życiowe problemy rozwiązane! Prychnął krótko, kwitując tym litość.
- Wtedy musiałbym się kierować litością przez całe życie. Nie wiem, dlaczego. Lubię ludzi - stwierdził krótko, ale konkretnie, bo chyba na tym się to opierało. - Gdyby moja pustułka rozpaczała po stracie swojego młodego, też bym z nią posiedział przy ognisku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Dom Blodeuwedd

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

 Similar topics

-
» Blodeuwedd

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
mieszkania
-