IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Korytarz.

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość




Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 24
Skąd : Epping
Galeony : 6
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 214




Gracz






PisanieTemat: Korytarz.    Czw Lis 11 2010, 17:45

Korytarz na drugim piętrze.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VI
Wiek : 23
Galeony : 165
  Liczba postów : 177




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz.    Czw Lis 11 2010, 18:08

Znalazła się na korytarzu w Skrzydle Studenckim. Bardzo rzadko tu przebywała, bo co niby miała tu do roboty? No właśnie...nic. Oparła się plecami o zimną ścianę i przymknęła oczy. Czekała na Marvola, którego dawno nie widziała, polubiła tego chłopaka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 24
Skąd : Epping
Galeony : 6
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 214




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz.    Czw Lis 11 2010, 18:19

W końcu się pojawił. Oczywiście miał na sobie wyciągnięty, stary sweter, jakieś rozdarte na jednym kolanie, czarne spodnie i ciemne kowbojki, przez co jego kroki roznosiły się echem po pustawym korytarzu. Gdy tylko ujrzał Clau uśmiechnął się szeroko i ruszył powoli w jej kierunku. Dłonie trzymał za plecami. Zatrzymał się przed nią i z szerokim uśmiechem na gębie odezwał.
- Cześć - po czym wystawił w jej kierunku dłoń, w której trzymał kwiatka, jednego, właściwie nic nadzwyczajnego, ale przecież liczy się gest, czyż nie? - Przepraszam, że musiałaś czekać. A właściwie długo tu stoisz? Trochę się zagapiłem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VI
Wiek : 23
Galeony : 165
  Liczba postów : 177




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz.    Pią Lis 12 2010, 07:54

Słysząc znajomy głos otworzyła oczy i ujrzała chłopaka z kwiatkiem. Bardzo ucieszyło ją to, że dostała taki prezent od serca...można powiedzieć, że nie spodziewała się tego ze strony Ślizgona.
- Dziękuje, to bardzo miłe - Powiedziała i obdarzyła Marvola szczerym uśmiechem, normalnie jak z reklamy pasty do zębów. - Jestem tu ok kilku minut, więc bardzo się nie spóźniłeś a ja miałam okazję aby poznać Skrzydło Studenckie...tak rzadko tu bywam - Oznajmiła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 24
Skąd : Epping
Galeony : 6
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 214




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz.    Sob Lis 13 2010, 19:24

Wręczył jej kwiatka, a zaraz rozejrzał się zerkając na boki.
- W sumie mam nadzieję, że to się niebawem zmieni i ludzie zaczną bywać tu częściej - rzekł z tajemniczym uśmiechem. Czyżby to miało coś wspólnego z tym, co rzekomo chciał jej pokazać? Zapewne tak. Marv zbliżył się do Clau i zerknął na nią z góry, wszak był wyższy, po czym wyszczerzył żeby w szerokim uśmiechu.
- Clau mam nadzieję, że mi ufasz, bo chciałbym Ci coś pokazać i to... taka niespodzianka, zasłonię Ci oczy, zgadasz się? - zapytał, z kieszeni spodni wyjął kwiecistą apaszkę i czekał na odpowiedź dziewczyny. Cóż za plan sobie obmyślił, zawiąże jej oczy i zaprowadzi ją do sali teatralnej... Ci... Dobrze, że Clau nie wie, gdzie chce ją zaprowadzić...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VI
Wiek : 23
Galeony : 165
  Liczba postów : 177




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz.    Sob Gru 04 2010, 13:09

- Niespodzianka? Uwielbiam je, więc chętnie dam sobie zasłonić oczy. - Powiedziała z uśmiechem na buzi i zamknęła ślepia czekając na ruch chłopaka. Bardzo ciekawiło ją to gdzie zostanie zaprowadzona. Jeśli to pułapka? Niee...Marvolo na takiego nie wygląda. Był miły i chyba Clau mu się podobała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Wiek : 25
Galeony : 164
  Liczba postów : 182




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz.    Sob Gru 18 2010, 23:26

Przemierzał ten sam szkolny korytarz wiele razy po pierwszej wizycie w zamku.Zazwyczaj sam, choć zdarzało mu się raz maszerować tu z Grigorim, wesoło dzieląc się wnioskami jakie wysnuli na temat Hogwartu i jego mieszkańców.Na ogół ich opinie były zgodne, czasem podzielone, często atakowali w nich nieporadność osób spod różnych domów czy pozytywnie komentowali uroki starej, acz niezwykłej budowli przesiąkniętej magią.Nigdy jednak z Tamarą, co poniekąd uświadomiło mu jak mało spędzali ze sobą czasu.
Nie puszczał jej dłoni odkąd ujął ją w lochach by mieć ją obok siebie gdy pokonywać będzie drogę do skrzydła dla studentów.Nie, nie bał się, że ucieknie.Po prostu chciał czuć ciepło i delikatność aksamitnej skóry podczas tej stosunkowo krótkiej trasy.Rozmowa tych dwojga nie była szczególnie porywająca, choć Dimitri starał się z całych sił aby nie była wymuszona, choć ze strony brunetki.Można powiedzieć, że nawet udało mu się tego dokonać.Zagadując ją błahostkami, szybko doszli do momentu, który można było nazwać średnio interesującą wymianą zdań na dany temat, koniecznie nie uciążliwy dla obu stron.Nie miał już ochoty roztrząsać ich osobistych problemów po drodze.Wprowadzenie dramaturgi do tej rozmowy nie tylko by ją zniszczyło, ale sprawiło, że każdy z nich miałoby ochotę unikać swojego towarzystwa jeszcze długi czas.
Zatrzymali się wreszcie, gdy dotarli do połowy korytarza, gdyż dopiero teraz Dimitri uświadomił sobie jakże ważną rzecz, którą była pewna informacja lub raczej jej brak.
- Nawet nie wiem gdzie ma sypialnię wydział magii astralnej. - Oznajmił jej, a przez jego twarz przemknął nikły uśmiech.- Nie wiem gdzie Cię odprowadzić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Student Hufflepuff
Rok Nauki : III
Wiek : 25
Skąd : Petersburg
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 556
  Liczba postów : 908
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1486-tamara-markowa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1496p45-tamara-markowa#212459
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2938-tamara-markowa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7613-tamara-markowa#212364




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz.    Nie Gru 19 2010, 14:09

Tamara aż tak często jak Dimitri nie spacerowała tymże korytarzem. Nie wychodziła tak często z sypialni, nieraz studiując księgi do późna. A nawet jeśli wychodziła, choćby na posiłki, to nie zwracała zbytniej uwagi na to, co otaczało ją wokół, tylko szybko przemykała korytarzem, docierając w krótkim czasie do celu swej wędrówki. Właściwie dopiero teraz, będąc z Rosjaninem, miała okazję bliżej się przyjrzeć tej części zamku, która również była fascynująca, jak i cały zamek, który krył w sobie wiele tajemnic.
Odetchnęła z ulgą, gdy nie poruszał więcej drażliwych tematów. Nie było im to potrzebne, jak na razie i takie neutralne tematy były jak najbardziej pożądane, zarówno przez niego, ja i nią, w szczególności nią. Wprowadzały między nimi atmosferę... normalności. Mogłoby się wtedy wydawać, że nie było w ich związku tych złych momentów, tak mógł to widzieć ktoś obcy. Tylko ich dwójka wiedziała, jak to było z ich relacjami naprawdę.
- No to się dowiesz - odparła, uśmiechając się lekko - na trzecim piętrze, za fontanną - dodała, cały czas przy tym trzymając jego dłoń.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Student Ravenclaw
Rok Nauki : I
Wiek : 23
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 277
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 381




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz.    Sro Gru 22 2010, 19:18

Zima w tym roku dawała o sobie znać. Codziennie było widać zabieganych uczniów, którzy albo narzekali na zimno i śnieg, i przesiadywali całymi dniami w zamku, albo było wręcz przeciwnie, niewielkie, najczęściej cztero, bądź sześcioosobowe grupy, umawiały się na dziedzińcu czy błoniach na bitwy śnieżne. Nie raz widziała takich ludzi w akcji. Rzucali na oślep tymi białymi kulkami, a później cali mokrzy wbiegali ze śmiechem do Hogwartu, ku ogólnej desperacji woźnego, który wydzierał się za uczniami, a ci sobie nic z tego nie robili. Biedny człowiek, chyba niedługo popadnie w depresję, no bo ile można stać z mopem przy drzwiach?
Krukonka tym razem też miała dość sypiącego z nieba puchu, a dokładniej mrozu, który sprawił, że kilkakrotnie się wywróciła na lodzie. Wymyśliła sobie wtedy, że będzie łaziła z przyczepioną poduszką z tyłu do spodni, ale oczywiście to nie było na poważnie. I tak już robiła z siebie kretynkę, łażąc po korytarzach i łapiąc co jakiś czas kpiące spojrzenia całkowicie obcych jej ludzi. Czyżby chcieli zasugerować, że powinna zacząć chodzić z papierową torbą na głowie, aby swoim widokiem nie pogarszać ich nastrojów? W sumie to nie był taki zły pomysł. Krukonka szanowała wolny czas innych ludzi, więc była zdolna do poświęceń, aby nie straszyć swoim widokiem innych. A może to był tylko wytwór jej chorej wyobraźni? Szczerze mówiąc, odkąd przybyli do zamku nowi studenci, czuła się tutaj trochę dziwnie, odrobinę... obco.
Jednak teraz nie zamierzała się tym przejmować. Cierpliwie czekała na Wilkiego, który miał tu przywędrować ze swoim optymizmem i oryginalnym poczuciem humoru. Wyróżniał się na tle innych, to trzeba było mu przyznać. I chyba to właśnie lubiła w nim najbardziej. Nie był fałszywy i sztuczny, jak reszta (z pewnymi wyjątkami).
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Galeony : -34
  Liczba postów : 249




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz.    Czw Lut 10 2011, 21:36

A zabiła, droga Lauren. Żałuje tego jak nie wiem co! Ma ogromne wyrzuty sumienia. Z resztą, kto by nie miał ? Pozbawiła życia niewinnego człowieka. Mugola, który miał rodzinę! I nawet jedno dziecko.
Droga. Zignorowanie świateł. Pisk. Krzyk. Płacz. Żałoba. Nieuciszone sumienie.
Może i była promykiem słońca, ale dlaczego nie umiała siebie ogrzać ? Sprawić, aby na jej twarzy zakwitł uśmiech ? Nie potrafiła się uśmiechać. Nie wtedy, gdy widziała smutną minę dzieciaka, który właśnie co żegnał swojego ojca. Straszne, naprawdę.
Błagalne spojrzenie Lauren brutalnie sprowadziło ją na ziemię. Do świata rzeczywistego. Tu i teraz. Cholera, ale to pogmatwane. Zostawiła swoją wyimaginowaną krainę, gdzie śniła na jawie o sobie, jako nic nie znaczącej dziewczynie. Taka chciała być. Szara myszka, niczym nikomu nie wadząca. Ale nie żyjmy złudzeniami, nie ma sensu.
- Lau, wiesz, że już mi się nie chce tłumaczyć ci, że każdy jest wyjątkowy i tak dalej...? - powiedziała niezadowolona. Nienawidziła się powtarzać, choć czasem musiała. Taki Manuelek na przykład! Wmawiaj takiemu, że marihuana nic za niego nie zrobi. Że mu tylko życie zmarnuje, no. - Tak. W modelingu jest tak, że gdy w siebie nie wierzysz to nie masz szans na sukces. Doceniaj swe ciało, które jeszcze masz - rzuciła aluzję. Nie, Mallory nie była gruba! Ale miała trochę ciała, każdy ma. Tfu, wszyscy prócz Lene. Ona posiada tylko kości i skórę.
Gdy usłyszała pozwolenie na wyjście, uczyniła to. Wyprowadziła ją na korytarz. Miała cichą nadzieję, że Krukonka oprowadzi ją po zamku. Ale była taka cichuteńka...
I właśnie wtedy poczuła ból w okolicach żołądka. Skuliła się i zaczęła nerwowo oddychać. Ucisk nasilał się z każdą sekundą. Z czasem był nie do zniesienia. Skupiła całą energię, aby słabo uśmiechnąć się do Lauren. Niech dziewczyna się nie martwi niepotrzebnie. To nic takiego. Tylko organizm domaga się porządnej dawki jedzenia. Po chwili osunęła się na podłogę. Łapczywie łapała powietrze, a to jak na złość szybko wylatywało z płuc. Litości, dajcie mi spokój! Nie wyrządziłam już więcej zła. Nie zabiłam ani jednej muchy! Nie zgodziłam się na noszenie futer ze zwierząt! Darła się w myślach. Prosiła o pomoc, a ta... Śwai po prostu ją zignorował. Tak, jakby właśnie zakończyła swoje życie.
- Umieram - szepnęła cichutko. Wypowiadając to jedno słowo, naraziła się na niesamowitą mękę. - Lex - dodała szybko imię pielęgniarza. Wtedy zdążyła jedynie zarejestrować przerażone spojrzenie Lauren i różowy świat. Ten po chwili ogarnęła ciemność.
Pochłonęła ją niczym wąż, który dusi swą ofiarę. Nic dziwnego, skoro od tygodnia miała w ustach tylko kawałek jabłka i malusieńką kromkę ciemnego pieczywa. Zagłodziła się zupełnie. Nie chciała. Cholera, nie miała takiego zamiaru! Uzależniła się od liczenia kalorii, wchodzenia na wagę co sześć godzin i picia tylko wody. Tak bardzo pokochała swe wystające żebra i obojczyki, że nie miała zamiaru pokryć ich odrobiną tłuszczu, a raczej ciała. Zbytnio zatraciła się w rzekomym ideale modelingu. Wysoka, chuda i nic nie mająca dama.
Nieciekawy koniec modelki Brodeur, prawda ? Ale to nie jest koniec, kochanie. To początek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Student Ravenclaw
Rok Nauki : I
Wiek : 23
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 277
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 381




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz.    Czw Mar 03 2011, 20:47

Cóż, Lau nie wiedziała, że sprawa wygląda tak poważnie. Jak ona by się zachowała w takiej sytuacji? Na pewno nie lepiej. Także miałaby wyrzuty sumienia, które nigdy nie dałyby jej spokoju. Męczyłaby się całymi dniami, wieść, że ona żyje, a niewinny człowiek nie, doprowadziłaby do głębokiej depresji. Współczuła dziewczynie. Może to i dziwne, ale takie są realia. Biednym współczujesz, starasz się pomagać, jak tylko możesz, ale w środku szalejesz ze szczęścia, że ciebie to nie spotkało. Tak działa ludzkość. Straszne, nie? Ale prawdziwe. Tylko, że rzadko kto, się do tego przyzna.
- Nie musisz. Doskonale ciebie rozumiem, nie jestem głupia. Co do ciała... mogłabyś go trochę nabrać. - mówiąc to, uciekła wzrokiem gdzieś na lewo. Módlmy się, aby dziewczyna nie dostała nagłego ataku szału! Ale Lau chodziło tylko o jej dobro. Lene, jesteś za chuda. Twa niedowaga to już nie jest nic nieznaczącego. W każdej chwili możesz się osunąć, dziewczyno! Najsławniejsza modelka miałaby tak skończyć? Dobra, modelki muszą być szczupłe, ale bez przesady! Lene poradziłaby sobie, ma dobrą mimikę, i w ogóle! A ludziom na pewno nie podoba się tak wychudzone ciało. Głównie patrzysz na twarz, figura jest ważna na wybiegach i tam paradują szczupłe dziewczęta, ale bez przesady! Nawet one nie są aż takie chude. Nic by się nie stało, jakby trochę zadbała o swoje ciało, które jest wykończone.
Tak więc wyszły na korytarz. Krukonka nie wiedziała, dokąd mogą iść... ale była pewna, że zaraz znajdzie jakieś fajne, ciekawe miejsce, w którym studentka nie miała okazji jeszcze być. Chyba, że ktoś ją już wcześniej oprowadził po całym Hogwarcie. Nagle naszła ją myśl, że trochę przesadziła, z tą uwagą o przytyciu. Odwróciła głowę, gotowa błagać o przebaczenie Lene, kiedy zobaczyła, że ta ma bardzo niewyraźną minę i strasznie zbladła. Merlinie, była bardziej blada niż Lau! Niedobrze, niedobrze...
- Mar... - zdążyła tylko wyszeptać, kiedy dziewczyna osunęła się na podłogę. Lauren słyszała tylko gwałtowne oddechy, nabieranie powietrza, które nic nie dawało. Przed oczami stanęła jej scena, kiedy sama tak siedziała w lodowej komnacie. Szybko wygoniła ten obraz z głowy i zaczęła koncentrować się na tym, co się dzieje. Cholera!
- Lene?! Wszystko dobrze?! - zapytała nerwowo. Debilko! Przecież widzisz, że nic nie jest dobrze! Czyżby organizm zaczął się domagać jedzenia? Nie! To pewnie już jakieś końcowe stadium... pfu! Zamknij się!
- Lenka, spójrz na mnie! Widzisz mnie? Spokojnie, nie poddawaj się! - gadała wszystko, co przyszło jej na myśl. Już spokojniejszym tonem, aby nie wystraszyć Lenki, ale i tak było widać jej zdenerwowanie. Cała się trzęsła. Pomocy! Jej panika osiągała już szczyt. Wszystko trwało z niecałą minutę, a ona miała wrażenie, że stoją tu już pięć godzin. Co było pierwszym jej głupim odruchem? Chęć teleportacji. Ale przecież na terenie szkoły nie można się teleportować! Co za idiota zakazał tak niezbędnej rzeczy?!, darła się w myślach. Teraz nie myślała racjonalnie.
Jej uwagę odwróciło dopiero cichutkie umieram, które padło z ust Brodeur. Dziwne, teraz to dopiero powinna zacząć wariować! Ale to spowodowało, że ochłonęła i zaczęła szukać jakiegoś wyjścia z tejże sytuacji.
Lex. Potrzebna jest pomoc! Jak na złość, akurat nikt nie przechodził korytarzem...
- Nie umierasz. - rzekła twardo, głęboko wierząc w to, co mówi. - Wszystko będzie dobrze, zobaczysz. Poskładamy cię! - dodała, chcąc posłać jej delikatny uśmiech, ale wyszedł z tego nerwowy grymas. Rozglądała się nerwowo po korytarzu, wołając o pomoc. Niech ktoś się tu zjawi, do cholery!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 31
Skąd : Wielka Brytania
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 363
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 349
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1768-regis-sauveterre
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1774-regis-sauveterre-relacyjki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12466-sowcia-regisa#334546
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12465-regis-sauveterre#334545




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz.    Wto Mar 08 2011, 17:15

Życie jest krótkie. Bardzo krótkie. Nawet się człowiek nie spostrzeże, a już z dziecka staje się nastolatkiem, potem dorosłym, a następnie, jeśli tylko jest dane, przychodzi starość. Jednak bywa, że człowiek nie dożywa starości - często na własne życzenie. Doprowadza swe ciało do takiego stanu, że nie jest ono w stanie dłużej funkcjonować. Wpływa na to wiele czynników. Można zniszczyć swe ciało przez nadużywanie alkoholu, palenie papierosów, zażywanie narkotyków et cetera. Można to zrobić także przez głodzenie się, tak, jak to zrobiła Marlene. Anoreksja jest paskudną chorobą, naprawdę, o czym miałam okazję się przekonać, widząc to na własne oczy. Nie, nie ja zachorowałam, ale bliska mi osoba. Ale przejdźmy do meritum sprawy.
Nasz pan gajowy zabłądził w skrzydle studenckim. No, powiedzmy, że zabłądził, bo to nie było prawdą. Po prostu szedł akurat tą drogą w pewne miejsce. Miał stosunkowo dobry humor (no, jak nie mieć, będąc na jego miejscu). Nagle usłyszał wołanie o pomoc, obok którego nie mógł przejść obojętnie (bo Regis to dobry chłop jest, swojski, choć zgrywa takiego niedostępnego). Tym bardziej, że słyszał głos kobiety. Pobiegł więc szybko do miejsca, z którego dochodziło błaganie. Widok, jaki zastał, zaskoczył go - zobaczył jakąś młodą dziewczynę (swoją drogą, ładna była, co tu kryć), a obok niej... leżała zemdlona... Marlene?! Pierwsze, co pomyślał, to: Co ona tu robi? Przecież powinna była być na jakimś pokazie mody, ewentualnie w Beauxbatons, a nie w Hogwarcie, na Salazara! Zaraz jednak dostrzegł, jak zmieniła się panna Brodeur od ich ostatniego spotkania - schudła, zmizerniała. Nikła w oczach. Nie mógł uwierzyć w to, co widział. Nieraz słyszał, jak modelki się głodziły, a potem popadały w anoreksję, czego nie rozumiał. Nie myślał, że to dopadnie także Lene.
- Co jej się stało? - zapytał dla pewności, choć domyślał się, że utrata przytomności spowodowana była niejedzeniem. Nie pytając o jakiekolwiek pozwolenie, wziął Marlene na ręce - była tak lekka, chcąc ją zanieść ją do Skrzydła Szpitalnego. Ale jeszcze chwilę się powstrzymał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Student Ravenclaw
Rok Nauki : I
Wiek : 23
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 277
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 381




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz.    Sro Mar 09 2011, 14:30

Dziękujmy więc siłom wyższym, czy jakiemukolwiek innemu czynnikowi, który sprawił, że Régis przechodził akurat tędy, bo jeszcze chwila a Lau wpadłaby w całkowitą histerię i nici z pomocy by wyszły! Zero z niej pożytku, nie ma co. Zaczęłaby biegać w koło jak wariatka z łzami bezsilności w oczach i wyrywając sobie włosy z głowy. Nie zdołałaby wykrztusić jednego, prostego słowa, będąc w takim szoku. Jak wtedy miałaby opowiedzieć co się stało komukolwiek? Ale na szczęście przechodził tędy nasz dzielny gajowy, który wiedział, co robić, a sama Krukonka była jeszcze zdolna opowiedzieć, co też się wydarzyło.
- Szła sobie po prostu... i nagle się osunęła... to chyba anoreksja... - odpowiedziała grzecznie na pytanie, starając sobie przypomnieć wszystko, co zaszło. To przecież bardzo ważne informacje! - Skuliła się, bolało ją gdzieś w okolicach żołądka...Ale wyjdzie z tego, prawda? - spytała patrząc oczami pełnymi nadziei na pana Sauveterre i błagając, aby wszystko skończyło się dobrze. Nie chciała zostać świadkiem czyjejś śmierci, zwłaszcza przyjaciółki, Marlene! Patrzyła więc tylko jak pracownik Hogwartu podnosi Lenkę i patrzy na nią z przerażeniem.
- Co teraz, co teraz?! - powtarzała, nie panując już nad sobą. - Zaniesiemy ją do skrzydła szpitalnego?
Boże, jak się cieszyła, że pojawił się ktoś, kto miał głowę na karku i potrafił odpowiednio zareagować w takich sytuacjach, które zdarzać się nie powinny! Gdzieś w środku przeczuwała, że teraz wszystko skończy się dobrze, bo na miejsce tejże tragedii dotarła odpowiednia osoba, z większym doświadczeniem i opanowaniem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 31
Skąd : Wielka Brytania
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 363
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 349
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1768-regis-sauveterre
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1774-regis-sauveterre-relacyjki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12466-sowcia-regisa#334546
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12465-regis-sauveterre#334545




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz.    Czw Mar 10 2011, 21:12

Czyżby kolejny raz okazywało się, że on był czyjąś jedyną nadzieją? Że zjawiał się w ostatnim momencie, że gdyby zjawił się chwilę później, mogłoby być już zbyt późno?Najwidoczniej. W sumie dla niego już nie była to jakaś nowość. Ale nie róbmy z niego jakiegoś superbohatera, bo on nim nie był - był normalnym człowiekiem, mającym zarówno wady, jak i zalety. On po prostu umiał się pojawiać w odpowiednim miejscu i czasie, gdy sytuacja tego wymagała. I tyle. Umiał także zachowywać zimną krew, wiedział doskonale, że panika nic nie da, a jedynie normalnym zachowaniem można coś zdziałać.
Słuchał uważnie chaotycznych wyjaśnień dziewczyny, które potwierdzały jego podejrzenia, czego najbardziej się obawiał. Widział proszący wzrok Lauren, ale co on mógł zrobić? Tyle, że mógł zanieść Marlene do Skrzydła Szpitalnego, nic więcej. Bo on również nie chciał, by ona umarła, zbyt młoda była na śmierć.
- Mam nadzieję, że z tego wyjdzie - odpowiedział dosyć niepewnie, jak na niego. Chyba jeszcze był w szoku po tym, jak zobaczył nieprzytomną Marlene na podłodze.
- Tak, tak, idziemy - odparł jeszcze, po czym udał się wraz z panną Mallory, idącą za nim do Skrzydła, niosąc tam pannę Brodeur, która nie odzyskiwała przytomności, bo odzyskać jej bez pomocy lekarskiej nie mogła.

[napisz już w SS]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VI
Wiek : 21
Skąd : Dorchester, Teksas
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 17
  Liczba postów : 17




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz.    Nie Mar 17 2013, 19:57

Pragniesz czasami czegoś tak mocno, że aż Cię skręca na myśl o tym, ale nie masz na to żadnego wpływu? Rooney tak miała. Rocznikowo miała już upragnione siedemnaście lat! Ta upragniona cyferka była w jej zasięgu, ale niestety wciąż za daleko. O teleportacji mogła zapomnieć jeszcze przez kilka miesięcy. Że też nie miała się kiedy urodzić! Październik, pfff, też mi coś. Piękny miesiąc, uwielbiała bowiem jesień i deszcze, ani wiatr nie były jej straszne, ale teraz, w tym momencie, go nienawidziła. Tak bardzo, bardzo, że jakby październik wpadł w jej ręce musielibyśmy pożegnać się z jednym z miesięcy. Była w tak podłym nastroju przez ostatnie dni, że nie wychylała nosa z dormitorium ani na posiłki, ani na lekcje. Zaszyła się pod kołdrą i nie chciała oglądać nikogo, ani niczego. A szczególnie marca, który był taaaaak daleko od października. Obraziła się na kalendarz i w sposób bardzo nieelegancki pozbyła się jednego, który wisiał tuż obok jej łóżka, co prawda nie należał do niej, ale o tym ciiiii. Żadna to strata skoro właścicielka niczego nie zauważyła, przynajmniej do tej pory.
Tak więc Rooney postanowiła zmienić otoczenie, bo chociaż nigdy nie narzekała na wystrój dormitorium to po takim czasie siedzenia w miejscu miała wrażenie, że zanikają jej mięśnie, a oczy nie będą umiały odnaleźć w innej scenerii. Zanim jednak jej noga postała na korytarzu spędziła dużo czasu przed lustrem. Przerzuciła ponad połowę sukienek ze swojego kufra, przegrzebała biżuterię, po przymierzała wszystkie buty, które znalazły się w zasięgu jej wzorku (być może współlokatorki nie powieszą jej za to) i dupa. Nic do niej nie krzyczało Załóż Mnie! Co jej pozostało? Związanie włosów w luźny kok, tak jak lubiła najbardziej, wciągnięcie na kościsty zad swoich ulubionych szarych, bawełnianych dresów, pobrudzonych farbą i zabranie czyjejś koszulki z pokoju wspólnego. Musiała przyznać, że całkiem ładnie pachniała i koniecznie po powrocie będzie musiała się dowiedzieć, kto jest jej właścicielem. To później, bo teraz ruszyła na wyprawę po zamku! No i jeszcze zdążyła zmienić sznurówki w trampach na jedną różową, a drugą wściekle zieloną.
Nie miała planu, zdała się na schody, które zdaje się doskonale wiedziały dokąd chcą ją zaprowadzić. W skrzydle zachodnim dawno nie była. Nie dlatego, że nie lubiła tu przebywać, jakoś nie było jej po drodze. Była to też ta część zamku, którą najmniej znała. Nie zrażało jej to wcale i po drodze zaglądała do wszystkich sal, niektóre były zamknięte i Alohomora była za słabym zaklęciem, aby je otworzyć. Trudno innym razem to nadrobi, bo teraz już się zasapała. Zmęczona przysiadła na parapecie, swoją drogą musiała się nieźle namęczyć, aby na niego wejść. Nie dość, że sama była niewielka to on jak na złość znajdował się bardzo wysoko.
- Wszystko pod górkę - mruknęła, kiedy już posadziła swój kościsty tyłek gdzie chciała. Teraz mogła oddać się jednemu ze swoich ulubionych zajęć na poprawę nastroju, bo wciąż była zła na ten nieszczęsny październik, że jest tak dalekim miesiącem. Chodziło o komentowanie strojów innych. Tak, tak, tak uwielbiała to. Co prawda lepsza zabawa była kiedy robiła to z kimś, ale sama też dawała radę. Szkoda tylko, że jak na złość niemal nikt tędy nie przechodził!
- Co za gówno! - skomentowała wszystko i wyjrzała za okno, licząc, że tam będzie działo się coś ciekawszego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VI
Wiek : 21
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 20
  Liczba postów : 18




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz.    Pon Mar 18 2013, 20:17

Czy było coś dziwnego, że Alice postanowiła się wreszcie przjeść? W sumie nie, mając na uwadze to, że zwykle Alice czyta książki wszelakiej maści. Ruszyła przed siebie, wychodząc z domitorium.
Miała już dość patrzenia ostatnio na książki, które sobie leżały spokojnie na kupce, czekając cierpliwie na to jak ona je przeczyta. Z niej to istny mol książkowy. Czasami się zastanawia czemu nie trafiła do Ravenclawu. Zwykle nad nimi można było ją spotkać, ale orłem to ona nie jest. Po prostu lubi książki.
Weszła spokojnie na korytarz drugiego piętra, zastanawiając się czy kogoś spotka. I się nie pomyliła. Zauważyła siedzącą na parapecie dziewczynę, która była dość... niezadowolona z czegoś. Podeszła do niej, stojąc kilka metrów od niej. Spojrzała na nią dość spokojnie. -Cześć-powiedziała do niej. Obserowała ją dość nieufnie Dziewczyna, według niej jest dość spokojną osobą, ale zobaczymy jak to będzie, gdy rozpocznie się rozmowa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VI
Wiek : 21
Skąd : Dorchester, Teksas
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 17
  Liczba postów : 17




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz.    Nie Mar 24 2013, 09:02

I jak tu być przyjaźnie nastawionym do reszty? Nie da się i już. A przynajmniej dziś, bo jutro może być zupełnie inaczej. Wszystko może się zmienić i nabrać innych kolorów, ale teraz myślała tylko o tym, że coś chciała. Z całych sił. I nie mogła tego dostać, bo urodziła się za późno kilka miesięcy. A jakby wypiła eliksir postarzający? Kilka kropel w zupełności by chyba wystarczyło. Czy przyniosłoby to zamierzony cel? Pytania mnożył się w jej głowie tak szybko, że tych z początku już nie pamiętała. Być może warto spróbować, tylko potrzebny jej ktoś kto się na tym zna albo kupić takie cudo. Bo sama lepiej żeby trzymała się z dala od kociołka i reszty. Same składniki były przerażające, a co dopiero połączenie ich w całość. Odmierzanie, mieszanie, ważenie, sprawdzanie temperatury i te wszystkie rzeczy które trzeba było wykonywać w tym samym czasie. I do tego składniki w większości wypadków były obrzydliwe. Dlatego lepiej kupi albo znajdzie kogoś kto się na tym zna. Chyba, że w skrzydle szpitalnym znalazła by taką fiolkę albo gdzieś w klasie eliksirów. Ale wypije i co? Będzie musiała to robić do swoich urodzin? I jakoś wątpiła, że w ten sposób zdoła oszukać kogokolwiek. Ale warto spróbować, co nie?
Przez te galopujące myśli zapomniała o celu swojej wędrówki. A przed nosem przemknęło jej kilka godnych skomentowania osób. Teraz znów będzie czekała znużona i to wszystko przez październik. Albo koszulkę, a raczej jej zapach, który wciąż przyjemnie drażnił nozdrza.
- Oh - nie słyszała kiedy ktoś do niej podszedł, więc o mało nie spadła z parapetu. Jeszcze tego by brakowało, żeby obiła swój kościsty tyłek! Podobnie ludzie jak tak reagują mają coś na sumieniu, ale nie ona. Przynajmniej tak sobie wmawiała, zamyśliła się i już, a sumienie... ehhh, każdy coś na nim miał, więc nie warto się zagłębiać w szczegóły.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VI
Wiek : 21
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 20
  Liczba postów : 18




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz.    Czw Kwi 11 2013, 20:43

Spoglądała na dziewczynę dość...normalnie jak na naszą bohaterkę, czyli dość nieufnie. Nie, że coś się kiedyś jej stało ale Alice taka była i już. Zwykle starała się nie wyrabiać złej czy dobrej opinii po pierwszym spotkaniu z daną osobą. Może dlatego ma bardzo wąską grupkę znajomych? Bardzo możliwe, jednak się nie zastanawiajmy się teraz nad tym. Dziewczyna, która nagle się dziwnie zachowała. Alice na moment się zastanowiła, co zrobiła takie złego, że jest jak jest. -Wszystko dobrze?- Jestem Alice-spytała się jej i od razu się przedstawiła. Wolała mieć już grzeczności za sobą i jakoś zacząć normalnie rozmowę


/przepraszam, że dopiero teraz ale…/
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : II
Wiek : 23
Skąd : Lincoln, USA
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 38
  Liczba postów : 79
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5903-danielle-blackwell
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10930-gdzie-pan-z-tym-kundlem-tutaj#298873




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz.    Nie Cze 16 2013, 21:29

Właściwie to dawno nie zdarzyło jej się podpaść komuś w sposób tak dobitny, jak dzisiaj tej aroganckiej Ślizgonce. Zaczęło się w sumie niewinnie - przynajmniej, dopóki zielonej nie przyszły z pomocą koleżanki (Dammit! Szkoda, że ona takich nie miała). Danny stwierdziła wyłącznie, że nie zgadza się z tym, jakoby szkoła winna być domem wyłącznie dla tych, w których żyłach płynie czysta krew. A ponieważ eksterminacja idiotów jest jeszcze nielegalna, ze strony dość butnej z natury Krukonki padło parę nazbyt gniewnych słów. 
I stąd wzięła się ona zamknięta w szafce na drugim piętrze porą obiadową, zmuszona do rozpracowania zaklęcia, którym potraktowano zamek. W środku zrobiło się już dość duszno, wiec powoli udzielać jej się zaczęła panika. 
-Huh...?
Mruknęła, gdy po raz kolejny na nic zdało się zaklęcie; schowała różdżkę do buta i oburącz strzeliła dłońmi w drzwi szafki od wewnętrznej strony - jasna cholera, jak żałośnie. Nie znaczyło to jednak bynajmniej, iż młoda się poddała! W tym momencie zżymała się już tylko na siebie za swoją głupotę, z której banalnej prostoty zdała sobie oczywistość po czasie.
-Hej... hej! Kurczę, to nie jest zabawne, to szczeniackie!
Wrzasnęła przez drzwi i zmarszczyła gniewnie ten swój mały, zadarty nos; to już niechybny znak, że ciemnooka jest bliska osiągnięcia stanu kieszonkowego armagedonu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : II
Wiek : 23
Skąd : Chorley, Anglia
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 0
  Liczba postów : 236




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz.    Nie Cze 16 2013, 22:20

Shiver to w ogóle się dzisiaj nadawał do akcji: 'połóż mnie do grobu'. To jego mogliby zamknąć w tej szafce, bo już żal go ściskał, że taka ciota z niego. Zawsze da się babom omotać, zamotać, owinąć wokół palca, a potem jeszcze to wszystko jest jego wina. Klękajcie narody, ale on już naprawdę nie miał siły. Nie chce mi się po raz tysięczny powtarzać, ale no... Stracił ojca, stracił matkę, stracił w ogóle wszystko, sprzedał dom rodzinny w Chorley... Wszyscy odgrywali z nim akcje w stylu: 'ten obcy'. A nawet naprawdę po raz pierwszy w życiu chciałby usiąść i się wyżalić, ale nie chciał widzieć CeCe. Skrzywdził ją i wiedział, że przesadził, może nawet wykorzystał, ale nie w sensie dosłownym... I weź tu teraz zagraj w chińczyka. Jego zycie to naprawdę jakieś marne wydane gry hazardowej. Można obstawiać ciągłe tragedie i będzie się wygrywało. Miał ochotę buchnąć płaczem, ale to nie męskie. A skoro nie męskie, to on już nie będzie tego robił, bo jednak i tak go w zamku nie lubiano, jeszcze brakuje mu tego,żeby go wyśmiewano. Nie spieszno mu było do zarobienia kolejnej plakietki. Ech. Pędził przez korytarze, jak idiota... Chciał wyjść z zamku i w sumie nie wrócić. Przyszedłby po świadectwo, jeśli już by wstał z łóżka, a teraz nie było komu go motywować, zatem... Westchnął i po raz kolejny pocierał dłonią czoło, ażeby teraz się skupił dokładniej to może od razu usłyszałby krzyk o pomoc, ale on zajęty był swoją własną tragedią życiową. Mimo to... Wreszcie zmusił się do zatrzymania się i wytężył słuch...
Co? Jakiś głos z szafki? Czy oby to jakaś kpina? A może już kolejna pułapka dla niego? Jednak cyku myku mój kwadraciku i oto otworzył wieku większego pudła, w którym była dziewczyna... Pięknie, noszkurewa pięknie... Co Ci ludzie w głowie mieli? Chyba tylko wodę...
- Eee. - No doskonale opanowane dźwiękonaśladownictwo, ale może pozbierasz się krukońska cioto i chociaż rękę jej podasz, coby nie siedziała w tej szafce jak upchnięty gofer? Nie? No dobrze... To Może Cię kopnąć? Shiver, jak to Shiver chyba nie ogarniał systemu, ale rzeczywiście wreszcie uśmiechnął się blado, bo trochę go jednak rozbawiła ta sytuacja. Zaraz jednak na jego twarz powrócił emo wyraz. - Eee. No to hej? - I wtedy wykazał swoją męskość i pomógł jej się wydostać z szafki. Taki był wspaniałomyślny. A teraz co? Znał ją z widzenia, ale był tak otępiały, że zapomniał jej imienia. Dobrze, że on taki obeznany, bo super chłopak z niego.
- Kto Ci to zrobił? - No dobrze. Przynajmniej powiedział coś konkretnego. uf.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : II
Wiek : 23
Skąd : Lincoln, USA
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 38
  Liczba postów : 79
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5903-danielle-blackwell
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10930-gdzie-pan-z-tym-kundlem-tutaj#298873




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz.    Pon Cze 17 2013, 11:04

Zmrużyła oczy i przysłoniła je dłonią, zerkając przez palce na korytarz; w szafce było ciemno, więc po prostu potrzebowała chwili, by pozwolić oczom zaadaptować się do ludzkich warunków. Potem jej spojrzenie, wciąż jeszcze pełne złości i wcale nieskrywanej urazy padło na blondyna.
-A ty co?! Pierwszy raz mnie na oczy widzisz, Shiver?
Warknęła, niezbyt uprzejmie. Wyrzuciła z szafki wpierw swoją torbę, potem sama, bez niczyjej pomocy wyjrzała poza nią i przestąpiła krok, a potem trzasnęła drzwiami swojego niedawnego, komicznego więzienia. Chyba dobrze, że korytarz poza jednym tylko niezbyt zorientowanym Krukonem był pusty, bo nie pozbierałaby się z upokorzenia, gdyby komuś wpadło do głowy rozgłosić, co miało tu dopiero zajście. Dać się wpakować byle Ślizgonce... cudownie. 
-Jakaś kretynka z domu węża. Skończyły jej się argumenty, więc posiliła się schowkiem na książki. 
Rozmasowała sobie nadgarstek, który boleśnie przypominał o tym, jak niewygodnie jest cisnąć się z wiekowymi woluminami w klitce metr na metr przez godzinę. 
Zmarszczyła brwi srogo, choć jej spojrzenie złagodniało znacznie, gdy ochłonęła i zdała sobie w pełni sprawę, że pewnie gdyby nie ten tutaj, mogłaby spędzić tu resztę popołudnia, wieczór... może i dłużej, jeśli akurat uparcie ikt by tędy nie przechodził do jutra. Nie ważne.
Palcami zebrała długie włosy i przygryzła miękko wnętrze policzka. 
-Dzięki. Mmm. Nie powiesz nikomu, co?
Zerknęła znacząco na zgrzytliwie uchylające się drzwi do szafki i zamknęła je stopą, coś w stylu "nikt nie widział, nikt nie słyszał, a w ogóle, to o co chodzi?". Uśmiechnęła się lakonicznie i wzruszyła płynnie ramionami, cofnęła się o krok i zabujała na stopach. Byli co prawda z tego samego domu, ale jakoś nigdy nie udało jej się zamienić z nim więcej niż parę wymijających słów przez przypadek. Wiedziała w zasadzie jak ma na imię, ale nie wyróżniał się niczym i większej uwagi na niego nie zwróciła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : II
Wiek : 23
Skąd : Chorley, Anglia
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 0
  Liczba postów : 236




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz.    Pon Cze 17 2013, 20:28

W gruncie rzeczy nie powinna mu się dziwić, że jej nie rozpoznawał. Niech się cieszy, że chociaż rysy twarzy kojarzy i otworzył tą piekielną szafkę. Równie dobrze mógł ją minąć i jeszcze pobiec szybciej przez korytarz, żeby zagłuszyć wyrzuty sumienia. Oh... Czasem bywał taki męski, że aż łezka się w oku kręciła. To w pewien sposób smutne, ale nie czepiajmy się... Najwidoczniej Shiver jest wspaniałym wyjątkiem i może się poszczycić tym, że nie zna ludzi ze swojego dormitorium. Na pewno jako jeden z niewielu! On w głowie przechowywał imiona niewielu... A zgadnijcie czemu? Uważał po prostu, że nie warto jest utrzymywać kontakt z połową zamku, która nie jest dla niego nikim istotnym. Przecież jeśli chciał coś zagadać to i tak samoistnie to się wdzierało do jego pamięci, ale nigdy nie starał się być na czasie z tym, kto z kim, po co i którędy oraz dlaczego tak szybko... No cóż. Miał własne tempo życia. Nie ma co płakać, nie ma co się zastanawiać, trzeba jakoś ciągnąć to dalej.
Odsunął się od niej na kilka kroków, bo miał wrażenie, że zaraz go zmiażdży... Chociażby za to, że pojawił się tutaj tak późno, jako jej super hiroł. No tak. Kobiety miały to do siebie, że nic nie było w stanie ich zaspokoić. Niestety, albo stety... Dzięki temu faceci mieli cały czas zajęcie... Chociaż teraz to Shiver wiele by dał, aby znaleźć się w jakimś odległym miejscu bez tych wszystkich zawiłości i dziwnych zwyczajów... Tradycji. Mhm. Przecież dopiero rozstał się z jedną dziewczyną, a teraz rozmawiał już z następną i to wcale chyba nie było takie w porządku. Poza tym jeśli chodziło właśnie o panienkę Blackwell, to rzeczywiście wydawała się materiałem ciężkiego kalibru... Brawo Shiver. Jak nie kamelon to moc buntowników. I jak tu można żyć normalnie?
- Właściwie to zamierzałem z tym polecieć do Obserwatora. - Wyrzucił z siebie poważnym tonem. To byłaby jego pierwsza plotka, którą zaniósłby do tego człowieka... Właściwie czasem myślał, że za tym wszystkim to stoi jakaś zaczarowana małpa, bo przecież no... Jednak sami rozumiecie, ale ktoś kto poświęcał na to czas musiał mieć nieźle pod sufitem... No cóż. Róże i różyczki chodzą po tym świecie.
- Zresztą. Jesteś ostatnią osobą, która według mnie dałaby się wsadzić do szafki, więc wow. - Pokręcił trochę głową zanim stwierdził, że wystarczy już tego wygłupiania się. Jednak znów ukrywanie emocji dobrze mu szło, więc czemu by nie dłużej? Przecież bardzo przyjemnie się gawędziło. Tak.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : II
Wiek : 23
Skąd : Lincoln, USA
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 38
  Liczba postów : 79
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5903-danielle-blackwell
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10930-gdzie-pan-z-tym-kundlem-tutaj#298873




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz.    Wto Cze 18 2013, 12:04

Na obiad zasuwać nie zamierzała, od dzisiejszych atrakcji było jej wyjątkowo niedobrze. Z resztą, wiedziała gdzie jest kuchnia i jak się do niej dostać, zatem nie czuła potrzeby pędzenia do wielkiej sali tylko po to, by rzucić się na ostatki ze stołu. Teraz wolała raczej wrócić do dormitorium i przespać się (ten przypadek potrzebował snu również i w dzień) trochę przed zielarstwem. Ostatnie dwie godziny zajęć po siedemnastej i mogła ten dzień spisać na odbębniony.
Zaplotła przedramiona na piersi bardzo wojowniczo, choć przy jej dość miłej dla oka aparycji mogło to wyglądać poniekąd dziecinnie czy wręcz zabawnie, co gryzło się z faktycznym zamierzeniem i intencją.
-Blado wyglądasz.
Stwierdziła bez ogródek; widać zabawa w kurtuazję nie szła jej najlepiej, a wszelakie zasady savoir-vivre rozmowy nie imały się jej ani trochę. Na ogół mówiła co ma na myśli i nie potrzebowała żadnych konwencji ograniczających jej opinię. I pewnie dlatego miała w tej chwili tylu wrogów i nie byłoby dnia, by nie wpadła w jakieś tarapaty. Aż dziw brał, że nie doczekała się w tym miesiącu jeszcze żadnego szlabanu. 
Uniosła głowę dumnie, kącik pełnych ust drgnął jej lekko, zdradzając, że Danny ma całkiem dobry nastrój, mimo wszystko. Poza tym, ten przybity facet trochę ją bawił. Wyglądał jakby miał jakiś straszny problem, albo jakby usiadł przypadkiem na jeżance, a Blackwell zatrzymała go złośliwie w drodze do skrzydła szpitalnego. Czy coś. Inną drogą, że on prezentował się podobnie za każdym razem, gdy gdzieś mignął jej kątem oka co jakiś czas na zajęciach, na korytarzu, czy podczas jakiegoś posiłku przy wspólnym stole. 
-Gdybyś miał patronusa, byłby nim chyba ponurak.
Zaczesała sobie włosy z twarzy do tyłu palcami - jej poczucie humoru często było odbierane jako nieuprzejme, czy wręcz wredne, jakkolwiek, sama Krukonka raczej nie miała na celu kogokolwiek urazić. No, chyba, że taki ktoś wybitnie zaszedł jej za skórę i miałaby ku temu stosowny powód. 
-Bardzo się dokądś spieszysz? 
Z patrzeniem ludziom prosto w oczy także nigdy nie miała większego problemu. Z tym, że oczy Shivera były dziwne, choć to może akurat nienajlepsze określenie ich inności. Na pozór szaro-błękitne, kojarzące się z sennym oceanem wcześnie rano. Poniekąd puste, choć to może tylko pozór. Rozpaczliwie zimne i odległe. W tym momencie naszło ją skojarzenie jakichś wydm na dzikiej plaży, i choć nigdy nie przepadała za morzem, chętnie przespacerowałaby się teraz po brzegu. 
Zagryzła miękko wargę, by nie palnąć czegoś głupiego - ten tutaj mógłby odebrać kolejny żart na dwojaki sposób, a ona nie znając go, wolała nie dokopać mu przypadkiem bardziej, gdyż wyglądał na kogoś, kto ma poważny problem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : II
Wiek : 23
Skąd : Chorley, Anglia
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 0
  Liczba postów : 236




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz.    Sro Cze 19 2013, 16:49

Czy on znowu trafił na kogoś, kto zajmował dwa miejsca będąc bardzo drobnym człowieczkiem? Jeśli tak, to bardzo mu współczujemy, ale na razie niczego głośnie nie mówimy, co by nie przestraszyć chłopaka. Jego rozstanie z Dahlią mogło w sumie nie nazywać się rozstaniem. Przecież oficjalnie nie byli nawet razem, więc o co chodzi? O kłamstwa ludzie. Głównie oto, że oboje przed sobą skrywali zbyt wiele by stanąć na wysokości zadania i stworzyć związek. To takie wiecie... Ukrywamy to co mamy najgorsze, a potem się ułoży. Nic się nie ułoży. Kruche fundamenty bywają zdradzieckie. W tym przypadku stanowiły one szczególne niebezpieczeństwo. Shiver założył ręce na piersiach i wydał z siebie lekkie westchnięcie... No cóż.
- Polecisz mi jakieś tabletki? - Apropos bladości. Od zawsze miał taką cerę. Kolor skóry jego matki był mniej więcej różany, taki porcelanowy... Według Shivera to był jedwab, ale kto by tam słuchał faceta. Stąd i jemu udało się uzyskać trochę genów, choć nie miał już tej delikatności, był szorstki.. Chyba nie tylko jeśli chodziło o skórę. W sumie on bał się swojego patronusa wywoływać. Wcześniej był nim wilk, ale teraz? Teraz przecież wszystko się zmieniło i ostatnio ten jego patronus miał nieokreśloną formę. Może teraz rzeczywiście jest ponurakiem i ta mała ma rację. Podobno kłótnia z kobietami, to jak walka z wiatrakami, więc odpuścił sobie komentowanie tej złośliwej uwagi i przejechał wzrokiem po suficie.
On nigdy nie zastanawiał się nad swoim kolorem oczu. W końcu po co i na co komu to potrzebne? Może zionęła z nich pustka, a może była to głębina widza o nim. Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie. Mimo to wydawało mu się, że te wszystkie informacje są nic niewarte. Ot hejterska dusza.
- Właściwie zamierzałem wrócić do mieszkania. - O tak. O ile nie trafiłby tam, za którymś razem, bo przedtem miał zamiar pójść na długi spacer... W lesie chciał zgubić kolejne problemy. Inni woleli pić alkohol, upijać świadomość. On wolał to wszystko powoli do siebie przytulić. Zaakceptować.
- A Ty? Pewnie zaburzyli Ci harmonogram dnia tą szafką. - No on był spostrzegawczy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : II
Wiek : 23
Skąd : Lincoln, USA
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 38
  Liczba postów : 79
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5903-danielle-blackwell
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10930-gdzie-pan-z-tym-kundlem-tutaj#298873




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz.    Czw Cze 20 2013, 12:48

Spojrzała na niego znów gniewnie, choć nie tak srogo jak z początku. Okey, znaczy, że połowicznie podłapał jakieś tam poczucie humoru, być może. Wsunęła palce pod pasek torby na ramieniu i poprawiła ją sobie, bo zaczęła wżynać się jej boleśnie. Złośliwy powiedziałby, że księżniczka po prostu nienawykła do wysiłku, na całe szczęście Shiver nie wyglądał na samobójcę, a instynktu samozachowawczego chyba jeszcze trochę miał. 
-Trochę. Właśnie kończą mi się eliksiry, więc może być zabawnie. Jakoś nie widzę, by upchnięcie w szafce było dobrym wytłumaczeniem nieobecności, choć miewałam już różne.
Uśmiechnęła się kącikiem ust, ten drgał jej od jakiegoś czasu, bo widać była względnie rozbawiona i coś ją śmieszyło. Konkretnie - ta nieżyciowa i diabelnie nieprzystępna postawa szatyna. Nie zamierzała natrętnie dociekać, znała go w sumie pięć minut, a to i nawet nie. Choć gdyby trochę się rozruszał i przestał spinać jakby siedział na sklątce tylnowybuchowej, byłoby całkiem pozytywnie.
-Idę do Trzech Mioteł. Piętro niżej jest jedno całkiem wygodne przejście, mogłabym nawet zaproponować ci piwo, ale spieszysz się do... mieszkania, tak? Bardzo ci spieszno, bardzo.
Puściła mu oko i obróciła się, wykonując przy okazji całą gamę dziwnych, kompletnie niewytłumaczalnych gestów, typu obrót dookoła własnej osi, jakby szukała czegoś, co przyczepiło się jej do rękawa, albo wciśnięcie sznurówki do środka buta, choć równie dobrze mogła zawiązać ją zaklęciem. Nie podejrzewała raczej tego tutaj o wykazanie się inicjatywą, więc była niemal pewna, że do pubu pójdzie całkiem sama.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Korytarz.    

Powrót do góry Go down
 

Korytarz.

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 4Idź do strony : 1, 2, 3, 4  Next

 Similar topics

-
» Tajemniczy korytarz
» Korytarz w lochach
» Korytarz na II piętrze
» Korytarz
» Korytarz

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogwart
 :: 
Skrzydlo zachodnie
 :: 
drugie piętro
-