IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Klinika da zwierząt Findabair

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Argentyna/Dolina Godryka
Galeony : 438
  Liczba postów : 381
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13824-vittoria-sanchez-findabair
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13829-diabelek-zaprasza
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13831-fafel
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13833-vittoria-findabir




Gracz






PisanieTemat: Klinika da zwierząt Findabair   Czw Sty 19 2017, 17:16


Klinika dla zwierząt



Klinika z zewnątrz


Klinika stanowi oddzielną część domu państwa Findabair. Prowadzi do niej drugie wejście. W środku znajduje się niewielka recepcja oraz duże pomieszczenie, w którym chore zwierzaki dochodzą do siebie i gabinet weterynaryjny. Zwierzęta leczone są przez Chloe Findabair, natomiast na recepcji często można spotkać @Alice Månen-Findabair.
Przy klinice stoi szklarnia, w której znajdują się wszystkie niezbędne do leczenia zwierząt zioła.
Leczenie zazwyczaj zajmuje kilka dni, po których zatroskany właściciel odzyskuje swojego zwierzaczka.

Koszt leczenia dowolnego zwierzaka - 20G


Przechowalnia zwierząt




Szklarnia za kliniką



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : Norwegia/Dolina Godryka
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 394
Dodatkowo : animagia
  Liczba postów : 450
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13826-alice-manen-findabair
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13832-blekitny-plomien-eee-po-prostu-zapraszam#366382
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13830-piru#366380
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13828-alice-manen-findabair#366376




Gracz






PisanieTemat: Re: Klinika da zwierząt Findabair   Nie Kwi 09 2017, 13:03

Życie jest skomplikowane. Jak to jest, że ludzie żyją ze sobą tyle lat i nagle się rozstają. Było to dla małej Alice bardzo… ale to bardzo zaskakujące. Przyglądając się  zamkniętym ‘pokoikom’, w których siedziały najróżniejsze stworzenia, westchnęła głęboko. Otworzyła jedno z pomieszczeń i wzięła na ręce małego pufka. Nie była zbyt dobra w opiece nad zwierzętami, ani nie bardzo wiedziała, jak powinna się z nimi obchodzić, zachowywała się bardzo intuicyjnie i tylko dlatego dawała radę z całym tym zamieszaniem. Chloe wyjechała na kolejną akcję zagranicę pozostawiając cały dom  i klinikę pod jej opieką. Titi też nie była zbyt pomocna, wraz z Deb postanowiły poszukać szczęścia czy coś i wyparowały, nie interesując się za bardzo starszą siostrą. Ona jak na swoje krótkie życie miała wystarczająco dużo emocji, właśnie dlatego wolała tutaj zostać i rozwijać się.
Małe zwierzątko wróciło do swojej klatki, gdy tylko uznała, że wszystko z nim w porządku i czuje się lepiej niż kilka godzin wcześniej, po czym zaczesując kosmyki włosów za uszy, weszła do części swojego domostwa. To był bardzo duży plus, jak miejsce pracy, było przy domu. Nie musiała siedzieć w jednym miejscu i mogła zająć się wieloma różnymi obowiązkami, a teraz… teraz najważniejszy był dla niej Lucas. Będąc w szkole słyszała wiele różnych rzeczy. Głównie plotki, w które nie chciała wierzyć. Jak mogło się to tak skończyć? Chcąc nie chcąc, starała się spotkać ze ślizgonem gdzieś na korytarzach szkoły, ale nie była w stanie go znaleźć. List był najodpowiedniejszą rzeczą, jaką mogła teraz zrobić, miała nadzieję, że chłopak nie będzie unikał rzeczywistości i spotka się z nią w trybie natychmiastowym.
Alice nawet nie zorientowała się, kiedy jej nogi poniosły ją do ogrodu, obok którego stała wielka szklarnia z różnego rodzaju ziołami. Zawsze, kiedy się denerwowała, czy stresowała, to przychodziła właśnie tutaj. Rośliny ją uspokajały. Postanowiła przejrzeć, jak sprawują się zioła i kwiaty, zanim zacznie uzupełniać zapasy kliniki. Jednak myśli nie dawały jej spokoju i nie pozwalały się skupić. W końcu to rozkojarzenie zaowocowało.
- Tsss – syknęła pod nosem spoglądając na dłoń prawej ręki. Na palcu serdecznym zaczęła pojawiać się kropla krwi, która powiększała się z każdą kolejną chwilą. Puchonka spoglądała na nią w ciszy, po czym westchnęła zrezygnowana przykładając palec do ust.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Motherwell, Scotland
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 23
  Liczba postów : 746
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1625-lucas-kray
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12079-lucas
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12239-wilk-lucas#326758
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12068-lucas-kray




Gracz






PisanieTemat: Re: Klinika da zwierząt Findabair   Nie Kwi 09 2017, 19:37

Przeniósł się tutaj, tuż pod samą klinikę prosto z lochów w Hogwarcie. Ostatnio tam sypiał, nie miał zamiaru zostać w mieszkaniu Oriane. Ubzdurała sobie że wyniesie się do Hogwartu skoro tam "mieszkał" Lucas jej zdaniem. I kupiła tego skrzata.. na cholerę mu on, żeby go jeszcze bardziej pogrążyć? Jej niedoczekanie. Lucas podrapał się po trzytygodniowym zaroście.. można było powiedzieć że już to była bardziej broda, wyglądał w niej na bardziej masywnego i groźniejszego niż był. Trochę też go postarzała i sprawiała że wyglądał nieco inaczej, zapewne ludzie którzy nie widzieli go przez dłuższy czas nie rozpoznają go od razu.
Ubrany był w dżinsy, czarną koszulkę i skórzaną kurtkę. Wrócił do wcześniejszego stylu, kurtka wzorowana była na jednym z Amerykańskich gangów motocyklowych.. a on nie miał z nimi nic wspólnego, po prostu mu się podobała. Wszedł do środka kliniki, cisza.. pustawo. Słyszał jedynie odgłosy zwierząt, wielu zwierząt. Na recepcji była także pustka, postanowił więc wejść do środka. Minął sporo miejsc, sam nie wiedział dokąd się kieruje. Po drodze spotkał parę psów, jakieś magiczne zwierzęta.. i w sumie nic konkretnego. Przeszedł przez kolejne drzwi tym razem znalazł się w ogrodzie? Najwidoczniej, ruszył na wprost przez szklarnię aż nie spotkał jakiejś sylwetki. Przyjrzał się jej dokładnie, to była Alice. Jeszcze nie dojrzała Lucasa więc postanowił dać jej znać o sobie by jej przypadkiem nie wystraszyć. Odchrząknął głośno i uniósł głowę do góry z delikatnym uśmiechem na ustach. - Tęskniłaś za mną? - Zapytał z lekka ironicznie i przywołał ją skinieniem głowy do siebie wciąż się uśmiechając.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : Norwegia/Dolina Godryka
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 394
Dodatkowo : animagia
  Liczba postów : 450
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13826-alice-manen-findabair
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13832-blekitny-plomien-eee-po-prostu-zapraszam#366382
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13830-piru#366380
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13828-alice-manen-findabair#366376




Gracz






PisanieTemat: Re: Klinika da zwierząt Findabair   Nie Kwi 09 2017, 19:50

Jeszcze zanim wypowiedział pierwsze słowa, do jej uszu dobiegł szelest, a ona odwróciła się jak na zawołanie uważnie lustrując przybysza. W pierwszych sekundach miała ochotę uśmiechnąć się szeroko i bez zastanowienia przywitać gościa, czy klienta, ale coś jej w tym obrazie nie pasowało. Był bardzo znajomy, a równocześnie wydawał się być jej odległy. Dopiero jego głos przywrócił jej trzeźwość myślenia.
Alice podniosła się z miejsca i posłała ślizgonowi promienny uśmiech, wolnym krokiem zbliżając się do niego. Dawno go nie widziała, zbyt dawno. Szykowała się na wesele Lucasa i Oriany, nie była w stanie się doczekać, była taka szczęśliwa… on był szczęśliwy i w ułamku sekundy wszystko się popsuło. Człowiek przez całe życie buduje coś, by później jeden powiew wiatru był w stanie to zniszczyć.
Puchonka obserwowała go uważnie, analizowała każdą zmarszczkę na jego twarzy i starała się zrozumieć, w jakim jest teraz stanie mężczyzna, czego powinna się po nim spodziewać. Zatrzymała się przed nim i po raz kolejny poczuła się mała. Taka bezbronna i bezradna. Przy nim wyglądała jak dziecko, ktoś, na kogo nie powinno się zwracać uwagi.
W geście powitania przytuliła ślizgona, a z jej twarzy nie schodził szeroki uśmiech. Czuła, że musi go do siebie przekonać, zwłaszcza, że chce rozmawiać o rzeczach, o których on zapewne nie chce pamiętać.
- Nawet nie wiesz jak bardzo! – zrobiła dwa kroki w tył i schowała dłonie za plecami. Mimowolnie i ledwo świadomie, pocierała kciukiem o drobną ranę, która nieznacznie dawała o sobie znać – Chodźmy do recepcji, nie mogę jej pozostawiać długo samej. – wydukała i zanim rozwinęli swoją rozmowę w tym, jak dla niej, przytulnym miejscu, ruszyła przed siebie podnosząc przy okazji z ziemi kosz z różnymi ziołami.
- Jak się czujesz? – zapytała już w drodze do recepcji. Zlustrowała jego twarz kątem oka, by wiedzieć, czy to dobry pomysł, by poruszać ten temat prosto z mostu, po czym zwróciła się ponownie ku pustce. Musiał się czuć okropnie, to było logiczne. Do uszu panny Findabair dochodziło mnóstwo głosów i każdy z nich opowiadał inną historię. Jedna plotka budziła następną i tworzyły się rzeczy, o których nikt nie chciał słyszeć, bądź, w które nie wierzył.
Dziewczyna położyła kosz na blacie, gdy znaleźli się już w pomieszczeniu i zwróciła się do mężczyzny z niepewnym wyrazem twarzy. Nie była już tak rozpromieniona, była trochę zakłopotana tym, o czym będą rozmawiać, ale co najważniejsze, na jej twarzy nie było widać żalu skierowanej do chłopaka. Dlaczego? To się jeszcze okaże.
- Napijesz się czegoś? Kawa, herbata? A może masz ochotę na coś mocniejszego?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Motherwell, Scotland
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 23
  Liczba postów : 746
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1625-lucas-kray
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12079-lucas
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12239-wilk-lucas#326758
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12068-lucas-kray




Gracz






PisanieTemat: Re: Klinika da zwierząt Findabair   Pon Kwi 10 2017, 23:30

Nie spodziewał się takiego przywitania na sam start, sądził że będzie coś w stylu "O Lucas, to ty" i tyle. Jednak przytulenie przez znacznie niższą dziewczynę chyba sprawiło że jeszcze mocniej poszerzył uśmiech. Objął ją delikatnie dłonią i spojrzał na nią zatroskanym spojrzeniem, puścił ją momentalnie kiedy zaczęła się nieco cofać do tyłu. - Cieszy mnie to niezmiernie.. a tak, tak. Pewnie, tam możemy porozmawiać. Zapomniałem że jesteś w pracy.. od kiedy w sumie tu pracujesz? - Włożył dłonie do kieszeni i udał się za nią, zerknął na koszyk który trzymała w ręku. Pełno różnorakich ziół których nawet nie znał z nazwy. Wzruszył ramionami i odkaszlnął mówiąc. - Bywało w sumie lepiej, szukam obecnie pracy.. no i mieszkania bo średnio mi się pomieszkuje w Hogwarcie. Nie czuję się tam pewnie.. sama rozumiesz. - Wyprostował się nieco i przeciągnął przy okazji. Złej pracy nie miała, Findbairowie mieli zapewne pieniądze stąd taka klinika. Mruknął coś pod nosem.
- Kawę, mocną czarną... mocniejszego? Nie mogę, ostatnio piję w nadmiernych ilościach z pieniędzy które sobie zaoszczędziłem. To chyba pierwsze stadium w przejście w nałogowe picie, no cóż.. - Skrzywił się delikatnie i oparł się o blat. Przerzedził dłonią brodę i zamyślił się nieco odpływając od rzeczywistości.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : Norwegia/Dolina Godryka
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 394
Dodatkowo : animagia
  Liczba postów : 450
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13826-alice-manen-findabair
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13832-blekitny-plomien-eee-po-prostu-zapraszam#366382
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13830-piru#366380
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13828-alice-manen-findabair#366376




Gracz






PisanieTemat: Re: Klinika da zwierząt Findabair   Wto Kwi 11 2017, 07:09

Zaśmiała się zakłopotana, gdy padło pierwsze pytanie. Nie ma to jak pracować w miejscu, gdzie nie dostaje się większego zarobku, a przynajmniej nie na własne wydatki. Tak już było, gdy jej cała rodzina była lekkoduchami, którzy nie mają praktycznie żadnego poczucia obowiązku.
- Od kiedy Chloe nie ma – powiedziała, próbując nie obrażać kobiety w żaden sposób. Wyjeżdżała zawsze, kiedy tylko miała okazję. Zostawiała trójkę córek i pod opieką tej najstarszej (Alice) była klinika. Kiedyś pomagała jej jeszcze Deb, ale po tym jak pokłóciła się z Vittorią… postanowiła się wyprowadzić i zostawiła siostry same sobie. Titi była szczęśliwa, Alice ją skarciła, ale nie mogła jej czegokolwiek kazać. To było jej życie i ona decydowała o tym, jakie będzie miała z kimś stosunki.
W tym czasie miała jeszcze wsparcie od gryffonki, a teraz? Po tak długim mieszkaniu na ulicy, dziewczyna potrzebowała ludzi, którym może zaufać, do których może się przytulić, gdy jest jej źle i z którymi może porozmawiać. Musiała mieć determinację, by pozostać przy tym życiu, które teraz prowadzi. Mogłaby rzucić to wszystko w diabły i wyjechać jak siostry… ale może jest trochę za bardzo… sentymentalna?
Mieszkanie? Praca? Już miała kilka pomysłów, które mogła mu zaproponować, ale czy powinna? Zawsze się zastanawiała nad tym, jak powinna się obchodzić z ludźmi. Wie, że niektórzy mężczyźni mają swoją dumę i nie przyjmują kobiecej pomocy, ze względu na fakt, że ma problem z komunikacją społeczną… nie wiedziała co zrobić. Postanowiła w końcu zostawić to na kolejną część rozmowy.
- W takim razie mam dla ciebie tylko kawę! – zaśmiała się pod nosem, żeby rozluźnić nieco atmosferę, po czym zniknęła za zapleczem, pozostawiając go na kilka chwil samego. W alkoholizm nie miała zamiaru go wciągać. Myślała po prostu, że to jest odpowiednia propozycja.
Wróciła kilka minut później z dwoma kubkami. Jeden z czarną kawą, drugi z herbatką. Jeden z nich postawiła przed chłopakiem i naśladując jego pozycje, oparła się o blat, wlepiając swoje zamyślone oczka w jego twarz.
- Luca… przepraszam, że pytam, ale słyszałam tak dużo w Hogwarcie o tobie i… – zawahała się. Powinna być aż tak bezpośrednia? Skoro zaczęła musi skończyć – Rii… to wszystko brzmi tak absurdalnie, że chciałam to usłyszeć od ciebie – westchnęła głęboko, nie wierzyła w nic. Przynajmniej starała się nie wierzyć, dopóki osoba, która brała udział w wydarzeniach, nie opowiedziała jej rzetelnej historii – oczywiście jeżeli tylko chcesz! – dodała po dłuższej chwili trochę zakłopotana.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Motherwell, Scotland
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 23
  Liczba postów : 746
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1625-lucas-kray
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12079-lucas
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12239-wilk-lucas#326758
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12068-lucas-kray




Gracz






PisanieTemat: Re: Klinika da zwierząt Findabair   Sro Kwi 12 2017, 21:00

- A Chloe nie ma od.. właściwie od kiedy? Nic mi to nie mówi, niezbyt interesowałem się jej życiem. Sama rozumiesz, nie jestem jej rodziną. – Wolał chyba bardziej rozmawiać z Alice w takich sprawach niż z kimś innym. Sam dokładnie wie wiedział komu może zaufać, tylko ona wydawała się taką osobą której mógł się z tego zwierzyć. Nie poznał tak dobrze jej rodziny, jak samej Puchonki z którą to przeżył tak wiele. Faktem było że teraz dziewczyna miała sporo na głowie, czy jej się to opłacało to już chyba jej własna sprawa. Wyprostował się mocno aż było słychać charakterystyczne strzelenie kości i przeciągnął się zaraz po tym. Podrapał się po brodzie i znów zerknął na dziewczynę, nieco się zamyślił.
- Wystarczy kawa, masz może nieco cukru? Ostatnio zacząłem nieco słodzić, bardziej mi podchodzi i nie wykrzywia twarzy.. tak samo mam z herbatą. Kiedyś piłem wszystko gorzkie, nie przeszkadzało mi w sumie.. przyzwyczajony byłem. Teraz nieco zmieniły mi się gusta, bywa. – Wzruszył bezradnie ramionami, możliwe że była to wina whisky którą pił nieco w nadmiernych ilościach. Mocny alkohol nieco zmienił mu kubki smakowe, stały się bardziej.. wyczulone? Sądził zawsze że powinno być inaczej, było to dosyć ciekawe. Kiedy dziewczyna zniknęła na chwilę rozejrzał się ponownie po wnętrzu, a kiedy wróciła odebrał kubek i objął go obiema dłońmi delektując się jego ciepłem. – Po prostu powiedz w czym rzecz. – Ponaglił ją nieco kiedy ta wspomniała o czymś w Hogwarcie. Plotki, zazwyczaj fałszywe i ukoloryzowane dla osoby która je rozgłośnia. To dosyć normalne. – Ode mnie? Proszę bardzo. Zrobiłem tego dnia kolację, świece.. ubrałem się dosyć elegancko. Zrobiłem pomidorowe spaghetti, kupiłem wino i wszystko. Po jej powrocie zdziwiła się że mnie jeszcze widzi w mieszkaniu. Nie zrozumiałem o co jej chodzi, udawała przede mną że nigdy się ze mną nie zaręczyła. Że wprowadziłem się do jej domu sam, to brzmi tak absurdalnie.. ale potem ułożyło mi się to wszystko w jedną całość kiedy usłyszałem od Gryfonów jak to moja „ukochana” – Zaakcentował na ostanie słowo. – Spotyka się z profesorem w jego gabinecie, jej brat nie miał nic przeciwko. Też tam był i nawet nie powiedział mi słowa, czyli krył swoją siostrę jak gdyby nigdy nic. Wiedziałem że nie mogę mu ufać. – Mruknął zły, zacisnął pięść na kubku i puścił go dopiero wtedy kiedy napój zaczął go już parzyć w dłonie. Nie dodał nic więcej tylko milczał patrząc na zawartość kubka w swojej dłoni.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : Norwegia/Dolina Godryka
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 394
Dodatkowo : animagia
  Liczba postów : 450
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13826-alice-manen-findabair
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13832-blekitny-plomien-eee-po-prostu-zapraszam#366382
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13830-piru#366380
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13828-alice-manen-findabair#366376




Gracz






PisanieTemat: Re: Klinika da zwierząt Findabair   Sob Kwi 15 2017, 10:38

Dziewczyna uśmiechnęła się w duchu. Każdy, kto obserwował puchonkę mógł uznać, że jest wykorzystywana przez tę rodzinę. Robi wszystko za nich i wyręcza ich kiedy tylko może. Pomaga. Czy daje się wykorzystywać? Nie ważne, czy ktoś by jej próbował to wytłumaczyć, ona nie zmieni zachowania. Nawet jeżeli daje się wykorzystywać, to nie ma nic przeciwko temu. Lubiła pomagać, lubiła zajmować się kliniką. Nigdy wtedy nie była sama. Zwierzęta dodawały jej otuchy. Samotność to coś strasznego i nikt nie powinien być sam, ona dobrze o tym wiedziała.
- Pojawia się i znika! – podsumowała zachowanie Chloe. Jej ‘matka’ miała dużo pracy. Nie zdziwiłaby się gdyby przyprowadziła do domu kolejną sierotę, która potrzebowała opieki i rodziny. Każdy zasługuje na odrobinę troski i Chloe wiedziała o tym bardzo dobrze. Opiekowała się nie tylko zwierzętami, ale i ludźmi, nawet jeżeli nie chciała się do tego przyznać.
Przygotowała napar zgodnie z życzeniem ślizgona i postawiła przed nim kubek. Najlepiej zacząć od sedna sprawy, prawda? Przeciąganie niepotrzebnie jest męczące dla niej i dla niego. Powinni się zrozumieć, a nie utrudniać sobie życia.
Słuchała jego historii z uwagą, nieświadomie pozwalając, by dłonie, które leżały na blacie, zaciskały się coraz mocniej w pięści. Jej mimika twarzy nie zmieniła się za bardzo, wciąż widniał na niej delikatny uśmiech, kiedy ręce bielały z tego zacisku.
- Współczuję – powiedziała wlepiając swoje oczy w kubek ślizgona. Ufała mu, wiedziała, że chłopak jej nie okłamie, przynajmniej nie w takiej sprawie. Posłała mu delikatny uśmiech, zauważyła jego reakcję, była taka sama jak, jej. Rozluźniła dłonie, tylko po to, by położyć ją na jego pięści – może nie jestem zbyt dobra w pocieszaniu, czy rozwiązywaniu takich sytuacji, ale jeżeli mogę Ci jakoś pomóc, to mów – umiała tylko słuchać. Nie rozumiała swoich uczuć, a co dopiero uczuć innych ludzi. Każdy miał swoje własne myśli i reagował inaczej na różne rzeczy. – Luca… – zaczęła i odwróciła wzrok niepewnie. Nie. Nie powinna. – Lucas – poprawiła się i posłała mu uśmiech – jeżeli chcesz możesz u mnie zostać, jak już mówiłam, dziewczyny nie wrócą w najbliższym czasie, a dom jest ogromny dla jednej osoby.
Dziewczyna wiedziała, że chłopak mieszkał z Rią, a skoro tak się pogmatwało, to prawdopodobnie nie będą chcieli mieszkać razem...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Motherwell, Scotland
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 23
  Liczba postów : 746
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1625-lucas-kray
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12079-lucas
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12239-wilk-lucas#326758
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12068-lucas-kray




Gracz






PisanieTemat: Re: Klinika da zwierząt Findabair   Pon Kwi 17 2017, 22:45

- Typowe, można się po niej spodziewać dosyć wiele. - Ziewnął cicho i ujął ucho od kubka, upił sporego łyka napoju. Delektował się gorącym naparem i od czasu do czasu przyłożył ciepławą dłoń do policzka. Chłodno dziś było, musiał sam przyznać. Raczej to nie wina alkoholu.. po nim jest cieplej, a dzisiaj jeszcze niczego nie wypił.
Kiedy poczuł dłoń Alice na swojej momentalnie odwrócił ku niej swój wzrok, najwidoczniej zauważyła jego złość w tej całej historii. Uwierzyła mu, przynajmniej tak mu się wydawało. Chociaż tyle dobrego go teraz spotkało. - Szczerze mówiąc to pomaga mi twoja obecność, nie rozmawiałem z ludźmi od miesiąca. Jesteś pierwszą osobą z którą zamieniłem kilka słów, nawet zacząłem konwersację. Ostatnio była oparta na zamawianiu jedzenia, czy alkoholu. Nie wiem czy da mi się bardziej pomóc, chyba będę musiał wyjaśnić to z bratem Oriane. Nie powiedział jej nic o naszym związku, chyba jest mu na rękę i.. wydaje mi się że maczał w tym palce. - Zamyślił się przez chwilę i dodał po chwili. - Zostać u Ciebie.. nie wiem, nie chciałabyś widzieć mnie w tym stanie przez dłuższy czas. Nie chciałbym też żebyś mnie takiego widziała, miałabyś o mnie złe zdanie wydaje mi się.. poza tym byłbym raczej nieznośnym lokatorem. - Podrapał się po bródce i westchnął głośno. Dopił do końca herbatę i odłożył na bok kubek po herbacie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : Norwegia/Dolina Godryka
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 394
Dodatkowo : animagia
  Liczba postów : 450
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13826-alice-manen-findabair
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13832-blekitny-plomien-eee-po-prostu-zapraszam#366382
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13830-piru#366380
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13828-alice-manen-findabair#366376




Gracz






PisanieTemat: Re: Klinika da zwierząt Findabair   Sro Kwi 19 2017, 09:34

Dlaczego miała mu nie wierzyć? Był jej przyjacielem i chciała stać po jego stronie. Dopóki nie popada w obłęd i samo destrukcję, to nie będzie mu zawadzać, a pomagać. Dobrze wie, kiedy powinna ingerować w jego życie, jak na razie to nie jest coś, co powinna zrobić. Może mu pomóc, ale nie może nic zrobić. Znaczy… niby może jakoś zareagować, mogłaby spotkać się z Orianą i wyjaśnić sobie co nie co, ale… to tylko pogorszy sprawę, zawsze pogarsza.
Pan Kray nawet nie wiedział, jak bardzo ją ucieszyły te słowa. Jak już wspominałam, nie była zbyt dobrym mówcą, nie wiedziała jak pomaga słowami, czy czynami, po prostu była i nie mogła zaoferować nic więcej. A świadomość, że tyle mu wystarczy była pokrzepiająca.
- To bardzo dobry pomysł. Rozmowa jest czymś, co zawsze pomaga, a o czym najczęściej zapominamy – wydukała wycofując swoją dłoń już całkowicie. Czuła się jak psycholog, a nie powinna. Czy to naprawdę powinno tak wyglądać? Pociesza go, to chyba dobrze? Ale czemu stara się odseparować od niego? Miała przeczucie, że gdyby weszła w to bardziej emocjonalnie, to mogłaby zrobić coś złego, coś głupiego, coś co będzie żałować. Czuła jak wściekłość rozpala się w jej wnętrzu i motywuje ją do działania. Nie. Wzięła głęboki wdech uspokajając się trochę.
- Weź przestań – powiedziała bez zastanowienia z szerokim uśmiechem – lubię niecodzienność. Dopóki będzie ciekawie, nie będzie źle. A bycie nieznośnym w tym pomaga – wydukała puszczając mu oczko. Wyprostowała się i przeczesała ręką włosy dodając sobie otuchy i przy okazji oswajając swoje uczucia – zresztą miałam dwie kapryśne siostry, którymi musiałam się opiekować dwadzieścia cztery godziny na dobę, myślisz, że je pobijesz? Wiesz co to znaczy okres buntu dwóch nadpobudliwych i upartych oślic? – zaśmiała się pod nosem i oparła dłonie o blat, po czym odbiła się od ziemi i wskoczyła na niego płynnie. Musiała wyrównać ich wzrost. Usiadła obok niego i wyciągnęła dłoń w jego stronę, po czym położyła na włosach i pogłaskała go. Ciekawe czy ktoś w ostatnim czasie potraktował go jak dziecko? Czasami ludzie potrzebując poczuć się jak kiedyś. Bezpiecznie i pod skrzydłami matki, czy ojca. Ona to robiła mimowolnie. Lubiła jak ją traktują jak dziecko, czuła się wtedy pewniejsza, a skoro oczekiwała takiego zachowania wobec siebie, to stosowała to wobec innych.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Motherwell, Scotland
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 23
  Liczba postów : 746
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1625-lucas-kray
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12079-lucas
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12239-wilk-lucas#326758
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12068-lucas-kray




Gracz






PisanieTemat: Re: Klinika da zwierząt Findabair   Sro Kwi 19 2017, 22:54

- W jaki sposób bycie nieznośnym pomaga? Jeszcze nie widziałem by ktoś był z tego powodu zadowolony, a znam kilka osób które są dosyć.. spokojne.. no tak, w sumie też miałaś sporo na głowie mając na głowie rodzeństwo. Raczej nie będę rzucał talerzami i nie będę przyprowadzać nikogo do domu. O to nie musisz się martwić. - Zaśmiał się cicho, wyglądał w tym momencie na szczęśliwego, od dłuższego czasu nie zaśmiał się. To był duży przełom, Alice sprawiła że chłopak nieco odżył i nie jest przygnębiony jak wcześniej. Był w głębi ducha jej za to wdzięczny, na prawdę musiał to przyznać.
Jej dłoń na jego głowie sprawiła że poczuł przyjemne ciepło rozchodzące się po ciele, dawno nie czuł czegoś tak miłego. Dzisiejszy dzień należy do tych wyjątkowych, ogółem ta dziewczyna.. jest wyjątkowa. Ciężko powiedzieć co łączy tą dwójkę ale jest to dziwne uczucie. Są przyjaciółmi? Najprawdopodobniej, chociaż Lucas traktuje dziewczynę bardziej jak własną rodzinę której nigdy nie posiadał. Dziewczyna zapewne o tym wiedziała, gdyby tak nie było nie spotkałby się z nią przecież jako z jedyną osobą od dwóch miesięcy. Coś było na rzeczy i ta dwójka wiedziała o tym doskonale, czyż nie? - Wiesz co? Przystanę na twoją ofertę, przez jakiś czas przenocuję u Ciebie dopóki nie rozwiążę tego wszystkiego. Raczej w tym nie będziesz mi mogła pomóc to.. moje zadanie, które muszę wypełnić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : Norwegia/Dolina Godryka
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 394
Dodatkowo : animagia
  Liczba postów : 450
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13826-alice-manen-findabair
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13832-blekitny-plomien-eee-po-prostu-zapraszam#366382
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13830-piru#366380
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13828-alice-manen-findabair#366376




Gracz






PisanieTemat: Re: Klinika da zwierząt Findabair   Czw Kwi 20 2017, 06:08

Na twarzy dziewczyny pojawił się szeroki uśmiech, dzięki któremu mogła pochwalić się rzędem białych, równych ząbków. Była dziwna to fakt. Niby chciała spokoju, normalności i przeciętności, a równocześnie potrzebowała ekscytacji. Przeciętne życie w domu nie równało się z tym, co kiedyś przeżyła. Walka o każdy dzień o kromkę chleba, czas, który straciła na sen. To wszystko sprawiało, że chciała by każdy dzień dodawał jej adrenaliny i zaskakiwał nowościami. Chciała odzyskać to, czego nie mogła przeżyć. Kiedy trafiła do tej rodziny, była szczęśliwa. W końcu mogła żyć jak normalny człowiek i nigdy tu nie było nudno, aż tu nagle zaczęły ją opuszczać poszczególne osoby. Najpierw wyniosła się Deby, po kłótni z Titi postanowiła poznać świat i żyć z nim w zgodzie. Titi wybyła gdzieś z jakimś facetem, gdy tylko nadarzyła się okazja. Zawsze tego chciała. Chloe też nie może utrzymać w jednym miejscu, a prawdę mówiąc… po to ta kobieta ściągnęła sobie dzieci do domu, żeby opiekowały się tym, co stworzyła, kiedy jej nie ma. Może i Alice powinna rzucić wszystko w cholerę i wyjechać? To dobry pomysł, ale jak na razie ma tutaj jeszcze ludzi, którzy ją potrzebują, do tego czasu powinna tu zostać, a potem, kto wie.
Radość jaka wymalowała się na twarzy puchonki była nie do opisania. Ślizgon mógł być zaskoczony tym, że to właśnie ONA jest tą, którą uszczęśliwił tą decyzją. Spojrzała na zegar jakby nie mogą się doczekać końca zmiany i nawet nie sądziła, że minęło tak dużo czasu! Zeskoczyła bez słowa z blatu i pozamykała drzwi do kliniki, po czym odwróciła się energicznie do chłopaka w półobrocie i wygięła się w klasycznym ukłonie, jak na dworze królewskim.
- Zapraszam panicza do pokoju – zaśmiała się pod nosem i ruszyła z chłopakiem do części mieszkalnej.

z\tx2 *TUTAJ* cię zaciągnęłam ;3
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Klinika da zwierząt Findabair   

Powrót do góry Go down
 

Klinika da zwierząt Findabair

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Klinika da zwierząt Findabair
» Zwierzęta magiczne
» Zwierzęta
» Zwierzęta Severusa.
» Cmentarz Zwierząt

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
Dolina Godryka
 :: 
Okoliczne tereny
-